Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
11 osób interesuje się tą książką
To nie jest poradnik ani historia o perfekcyjnym życiu.
Jola zawsze była tą, która ogarnia. Pilnowała terminów, dopinała sprawy na ostatni guzik, przejmowała odpowiedzialność – w pracy, w domu, w relacjach. Nie dlatego, że chciała wszystko kontrolować, ale dlatego, że jeśli ona by tego nie zrobiła, świat zacząłby się sypać. Z czasem jednak cena bycia niezastąpioną okazała się zbyt wysoka.
Kwestia organizacji to przejmująca opowieść o niewidzialnej pracy kobiet, emocjonalnym zapleczu codzienności i o granicy, której nie da się przekroczyć bez konsekwencji. To historia o systemach, które działają tylko dlatego, że ktoś bierze na siebie za dużo. O ciele, które pamięta to, co rozum próbuje ignorować. O zmęczeniu, którego nie da się zaplanować ani naprawić kolejną listą zadań.
Autorka z dużą wrażliwością pokazuje, jak łatwo pomylić zaradność z przeciążeniem i jak wysoka bywa cena bycia tą, która zawsze „ogarnia”.
To prawdziwa, uważna i bardzo potrzebna opowieść o współczesnych kobietach. Bez prostych odpowiedzi. Bez poradnikowych sloganów. Bez udawania, że wystarczy lepiej się zorganizować.
Bo często problemem nie jest chaos. Problem pojawia się wtedy, kiedy samodzielność staje się koniecznością, nie wyborem.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 318
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © by Kasia Jurczyk, 2026
Copyright © by Wydawnictwo Na Szczęście, 2026
Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Olga Smolec-Kmoch
Korekta: Justyna Mroczek-Żal (@literoliczenie), Olga Smolec-Kmoch
Projekt okładki: Emilia Baczyńska-Majchrzycka EMQ Design
Motyw roślinny: © Design media16152 / Freepik.com
Skład i łamanie: Emilia Baczyńska-Majchrzycka EMQ Design
Wszystkie postaci z Kwestii organizacji stanowią wytwór wyobraźni autorki. Ich ewentualne podobieństwo do osób realnie żyjących jest przypadkowe.
ISBN 978-83-976145-6-7
Wydanie I
Wydawnictwo NA SZCZĘŚCIE
https://wydawnictwonaszczescie.pl/
Rodzinie
Otworzyła oczy. Ciemno. Zamrugała, ale niczego nie dostrzegła. Żadnej poświaty. Obróciła głowę w prawo. Żadnych kształtów wyłaniających się z ciemności. I ona sama zupełnie inna. Bardzo ciemna, niemal czarna. Coś było nie tak. Jakby ktoś zarzucił jej na głowę czarny materiał. Chciała go ściągnąć. Nie podniosła ręki. Usłyszała swój jęk. Nie była w stanie się ruszyć.
Zobaczyła w oddali migające światła. Niebieskie i czerwone. Po chwili ktoś coś do niej mówił. Nic nie słyszała. Dzwoniło jej w uszach. Próbowała pokręcić głową, ale nie potrafiła. Kątem oka dostrzegła, że na miejscu kierowcy ktoś siedzi. A właściwie wisi bezwładnie na pasie. Nabrała powietrza, żeby krzyknąć. Poczuła potworny ból.
Znów zrobiło się ciemno.
Wszystko miała poukładane. Kredki w piórniku według kolorów, zeszyty w szufladzie według kolejności używania. Ubrania od zimowych po letnie, od czarnych po białe. Pokój małej Joli Rajskiej lśnił. Łóżko ścieliła przed wyjściem do szkoły,nakrywając je kapą w różyczki. Powrót do domu zajmował kilkanaście minut, podczas których planowała resztę dnia. Zjadała obiad przygotowany poprzedniego wieczoru przez mamę i brała się za lekcje. Później chwila zabawy, ćwiczenia gry na flecie, sprzątanie, pakowanie plecaka, kąpiel i do spania. Przez kilkanaście lat szkoły niewiele się w tym schemacie zmieniało. Z czasem doszła poranna gimnastyka i wieczorne rozciąganie, które według „Bravo Girl” miało zapewnić jej jędrne i smukłe ciało na długie lata.
Po ukończeniu szkoły podstawowej stwierdziła, że chce pracować w biurze. W jakiej firmie? Na jakim stanowisku? To nie miało znaczenia. Najważniejsze, mówili jej bliscy, żeby nie pracowała w sklepie albo na taśmie w fabryce. Tak powtarzali rodzice – ekspedientka i pracownik fizyczny w zakładzie motoryzacyjnym. Iwona Rajska pilnowała, żeby koło Joli nie kręcili się chłopcy z rolniczych rodzin, chociaż sama z takiej pochodziła i wyszła za rolnika. Henryk Rajski wciąż jej powtarzał, że praca na roli jest ciężka i ma się trzymać od niej z daleka. Plan został wytyczony. Jola miała się skupić na nauce i szukać pracy w biurze lub urzędzie.
Studia? Jeśli będą potrzebne, rodzina się złoży. Wszyscy pokładali w Joli nadzieję. Dziewczynka skończyła szkołę podstawową z najlepszą lokatą w klasie. Pierwsze miesiące w liceum pokazały jednak, jak mało wie. Musiała nadrobić języki. Na pytanie, kim chce zostać w przyszłości, odpowiadała szczerze, że pracownikiem biurowym. Słyszała śmiech. Jej koledzy i koleżanki opowiadali o medycynie, prawie, architekturze… Ona jako jedyna chciała pracować w biurze. Obojętnie jakim. Czuła, że to będzie duży awans społeczny. Fascynowała ją praca z dokumentami. Porządkowanie, archiwizacja, kserowanie. Zapach kawy wymieszany z zapachem tuszu z drukarki.
Uczyła się po nocach. Poszła na korepetycje z języka angielskiego i niemieckiego, na które zarabiała, sprzedając na targu ziemniaki i pomidory, uprawiane przez dziadków i rodziców. Czytała na głos obwieszczenia gminne, żeby osłuchać się z urzędowym językiem. Próbowała zrozumieć i wytłumaczyć pisma, które dostawała rodzina. Jeździła z rodzicami do urzędów jeszcze w podstawówce. Bardzo szybko się okazało, że rozumie ten specyficzny, formalny język lepiej od nich, więc tak naprawdę to oni jej towarzyszyli. Sprawy urzędowe rodziców i dziadków załatwiała po drodze ze szkoły. Złożyła aplikację na wakacyjny staż do urzędu, ale nic z tego nie wyszło. Zbyt dużo osób czekało na taką posadę i nikt nie myślał o szkoleniu młodej dziewczyny bez doświadczenia. Uczyła się jeszcze więcej, aby po maturze rozpocząć praktyki w jakiejkolwiek firmie. Jej plan nabierał konkretnych kształtów.
W drugiej klasie liceum jej upór został nagrodzony najlepszą średnią. Nadal w soboty sprzedawała warzywa na ryneczku, z czego opłacała korepetycje językowe. Na podstawie ofert pracy stworzyła listę kompetencji potrzebnych na stanowisku asystentki. Zgłosiła się do pracy w samorządzie szkolnym. Rozwijała umiejętności organizacyjne. Kiedy koleżanki złośliwie pytały, kiedy śpi, odpowiadała z uśmiechem, że wszystko jest kwestią organizacji.
Zobaczyła go od razu po wejściu na imprezę. Siedział przy wieży stereo. Przeglądał płyty, co chwilę przeczesując jasne włosy, które spadały mu na oczy. Czytał listę utworów z takim zainteresowaniem, jakim nie obdarzył żadnej z wchodzących dziewczyn. Dla Joli stało się jasne, że oto spotkała tego jedynego. Starszego o całe trzy lata Tomasza Brzozowskiego. W dodatku zupełnie nią niezainteresowanego. Pierwszy raz w życiu zapragnęła kogoś tak mocno i bez wątpliwości. I zrobiła wszystko, co tylko nastolatka może zrobić, żeby zwrócić na siebie uwagę.
Częściej odwiedzała koleżanki w miejscowości, w której mieszkał – w tygodniu, bo wiedziała, że w weekendy on studiuje zaocznie w Opolu. Chodziły na spacery obok jego domu, wypatrując go przy codziennych obowiązkach. Czasami widziały go z daleka przy budynkach gospodarczych, rzadziej w ogrodzie. Kiedy je zauważał, uśmiechał się, ale nie podchodził.
Wpadli na siebie zupełnie przypadkiem w miasteczku.Zaprosił ją na lody, a ona zachwycona zaprosiła go na swoje osiemnaste urodziny. Od tej imprezy spotykali się niemal codziennie. Jola i Tomasz szybko zaplanowali wspólne życie. Spędzali ze sobą każdą chwilę. Przyjeżdżał do dziewczyny zaraz po jej lekcjach i zabierał na kawę do miasteczka. Później wracali do niej, uczyli się tyle, ile musieli. Jola odpuściła korepetycje, żeby jak najwięcej czasu spędzać z ukochanym. Rodzice załamywali ręce, dziadkowie pukali się w czoło, ale ona nikogo nie słuchała. Zakochała się pierwszy raz i to uczucie ją obezwładniało. Myślała tylko o nim. Kiedy zostawali sami, świat nie istniał i szybko okazał się zupełnie bezbarwny w porównaniu z emocjami, które Jola odczuwała pod wpływem dotyku ukochanego. Na wspomnienie tego, co Tomasz z nią robił, rumieniła się w najmniej oczekiwanych momentach. Pragnęła być z nim już na zawsze.
Planowała pracować, studiować zaocznie i spędzać wieczory z Tomaszem, którego chciała namówić na wspólne zamieszkanie w Opolu. Niestety to rodzice opłacali mu studia. Chcieli, żeby miał zawód, który pomoże mu się utrzymać niezależnie od tego, co będzie się działo. Doskonale pamiętali koniec lat dziewięćdziesiątych i problemy rolników. Tomasz miał studiować w weekendy, w tygodniu pracować w pobliskim zakładzie motoryzacyjnym, a po pracy pomagać im w gospodarstwie.
Plany Brzozowskich nie pasowały Joli. Ona cały czas myślała o mieszkaniu w dużym mieście. Wspólnym budzeniu się i zasypianiu. Wspólnym gotowaniu obiadów i opowiadaniu sobie, jak minął dzień. Na samą myśl dziewczynie brakowało tchu. Oczami wyobraźni widziała siebie w przytulnym mieszkanku, gotującą smaczny obiad dla ukochanego. Bez teściów. Bo jeśli tworzyć gniazdo, to swoje, własne.
Tomasz uśmiechał się, kiedy opowiadała mu, jak urządzi ich mieszkanie. Jej wszystko wydawało się proste. Marzyła o dobrej pracy, mieszkaniu w bloku, wakacjach w ciepłych krajach. Mówiła o tym tak, jakby to była oczywistość dorosłego życia. Miała dodatkowe marzenie. Marzyła o tym, że pewnego dnia wejdzie do galerii handlowej i nie będzie musiała liczyć, ile może wydać.
Gdy wzdychała rozmarzona, Tomasz głaskał ją po plecach. Chciał zapewnić jej wygodne życie. Przytakiwał, kiedy opowiadała, ile będą mieli dzieci i jakie imiona dla nich proponuje. Pytał, czy Jola chce mieć kota czy psa. Szczegółowo planowali rozkład tego pierwszego mieszkania, na które przecież zarobią jeszcze przed trzydziestką albo jak wszyscy wezmą kredyt we frankach szwajcarskich.
Tomasz zaplanował wielkie świętowanie po napisaniu matury przez Jolę. Zmęczona, ale szczęśliwa i pełna nadziei pojechała, by dokładniej zwiedzić miasto, w którym niedługo mieli rozpocząć wspólne życie. Wysiadła na ulicy Oleskiej, naprzeciwko Hali Okrąglak. W oddali majaczyła ponad stuletnia, wciąż czynna wieża ciśnień. Jola poprawiła plecak i ruszyła w stronę Politechniki. Minęła Hotel Festival, w którym każdego roku meldowały się największe gwiazdy sceny muzycznej. Miała nadzieję, że spotka kogoś znanego, skoro właśnie w ten weekend odbywał się 41. Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki. Opole zawsze wydawało jej się oknem na świat. Jeszcze nigdy nie była tak blisko wymarzonego życia w mieście, pracy w biurze i małżeństwa z Tomaszem. Tym samym, który właśnie szedł w jej kierunku. Przytulił ją mocno i pocałował, nie zwracając uwagi na mijających ich ludzi. Natychmiast zaprosił ją na obiad do restauracji.
Czekali w kolejce na wolny stolik, gdy Tomasz objął ją w talii i wyszeptał:
– Jeszcze raz ogromne gratulacje, kochanie. – Pocałował ją w czoło i dodał: – Chcę, żebyś czuła się dzisiaj jak księżniczka.
– Dobrze, dziękuję. – Zmieszana poklepała go po dłoni,którą za chwilę zabrał, żeby zajrzeć do karty leżącej na ladzie. Widziała, jak sumuje ceny poszczególnych dań.
Rozejrzała się po restauracji. Lustra w przecieranych ramach wisiały na każdej ścianie. Zobaczyła w nich siebie. Drobną szatynkę z włosami związanymi w koński ogon. Beżowa sukienka podkreślała bladą twarz.
Mogłam się bardziej umalować i włożyć kolorowy żakiet – pomyślała.
Rozejrzała się niepewnie po sali. Czuła na sobie oceniający wzrok ludzi, ale to nie miało odzwierciedlenia w rzeczywistości. Wszyscy klienci byli zajęci jedzeniem i rozmowami. Nikt nie zwracał na nią uwagi. Zerknęła jeszcze raz w lustro, żeby sprawdzić fryzurę, ale zaraz o tym zapomniała, gdy spojrzała na odbicie ukochanego. Stał dumnie wyprostowany, w białej koszuli, ze swetrem zarzuconym na ramiona. Włosy miał w nieładzie – lekkim, ale kontrolowanym za pomocą specjalnej pasty. Studiował kartę i nagle podniósł wzrok na Jolę. Odwróciła twarz ku niemu i delikatnie się uśmiechnęła. To był jej mężczyzna i specjalnie na ten dzień zaoszczędził pieniądze. Wiedziała od znajomych, że w rodzinie Brzozowskich się nie przelewa i wizyta w takiej restauracji to dla Tomasza spory wydatek.
Zjedli wyśmienity obiad i wyszli na spacer. Chciał ją zabrać na kawę, ale mu nie pozwoliła. Stwierdziła, że czas zobaczyć pokój, w którym on nocuje, gdy ma zajęcia na studiach. Dodała, że nadszedł czas na rozpakowanie prezentu, po który przyjechała. Ochoczo się zgodził.
Przestrzegano ją, że będzie bolało, ale ona nic nie poczuła. Oprócz ekscytacji, że to już. Stała się kobietą. Po wszystkim leżeli nago, a Tomasz opowiadał jej o pracy, którą ma na oku, i o weekendowych spotkaniach z ludźmi z branży.
– Dzisiaj jest impreza u takiego jednego, co dostanie firmę po ojcu. Muszę tam być, żeby złapać z nim kontakt. Przy okazji on ma też mieszkanie, w którym wynajmuje pokoje większe od tej klitki.
– Szukasz pracy przez znajomości? – zapytała, kreśląc palcem kółka na jego torsie.
– To duże miasto, ale niczym nie różni się od naszego miasteczka. Każdy woli zatrudnić kogoś, kogo zna.
– Rodzice powtarzali, że wszystkie dobre posady są zawsze obsadzane po znajomości – westchnęła. – Obiecałam sobie, że pokażę im, że tak nie jest.
– Nie będziesz musiała pracować – zaśmiał się. – Będziesz leżeć i pachnieć.
Jola gwałtownie podniosła głowę. Tomasz zauważył, że ją uraził, ale zanim cokolwiek powiedziała, nachylił się i mocno ją pocałował. Nie miała czasu na odpowiedź. Przepraszał ją długo i namiętnie.
Na imprezę weszli spóźnieni. Jola nikogo nie znała, ale Tomasz przedstawił ją kilku swoim kolegom i ruszył po coś do picia. Dołączali nowi ludzie i otwierały się kolejne pokoje w mieszkaniu studenckim. Dziewczyna chciała się rozerwać, ale zmęczenie po podróży dało o sobie znać. Planowała spędzić jak najwięcej czasu z Tomaszem, zanim wróci następnego dnia do domu.
On bawił się w najlepsze. Próbowała namówić go na szybsze wyjście z imprezy, ale dał jej tylko klucze do mieszkania. Stanęła, zbita z tropu, aż w końcu usiadła w jednym z kątów, w którym było najmniej ludzi. Kiedy jeden ze studentów zaczął ją nachalnie podrywać, ruszyła po Tomasza. W kłębach dymu zobaczyła, że siedzi między dwoma dziewczynami. Miał zamknięte oczy, ręce rozłożone na oparciu kanapy, w jednej z nich Jola dostrzegła kolejną już butelkę piwa. Jego koleżanki nie trzymały rąk przy sobie.
Podeszła do nich i zapytała ostro, czy ma mu oddać klucze, bo chyba ich potrzebują. Tomek spojrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem, po czym zerwał się, złapał ją wpół i wyniósł z imprezy. Podniecony i upalony niemal biegł do mieszkania, ciągnąc ją za sobą. Padli na łóżko i robił z nią rzeczy, o których nie mogła zapomnieć przez długie lata. Pozycje, które wówczas poznała, sprawiły,że fala orgazmu wielokrotnie wstrząsała jej młodym, zachłannym ciałem.
Jola nie dostała się na studia. Kilka dni chodziła jak w transie, myśląc, że jej plan legł w gruzach. W końcu usiadła i rozpisała go na nowo. Jeszcze w lipcu rozpoczęła płatne praktyki w dziale administracji zakładu, który dawał pracę całej okolicy. Wiedziała, że doświadczenie będzie procentowało podczas szukania pracy w Opolu. Tomasz dostał etat przy montażu szaf sterowniczych. Przez całe lato jeździł po Polsce, co nie podobało się jego ojcu. Mężczyzna narzekał na brak pomocy w gospodarstwie podczas żniw.
– Pamiętam, jak mówiłeś: „Pójdę na studia zaoczne! Po pracy będę wam pomagał, a ty nie będziesz musiał rezygnować z gospodarki”. I co? – Kazimierz zacisnął szczęki i syknął: – Co z tego mam?
– Przecież wracam i wszystko nadrabiam. – Tomasz wrzucił siano do żłobu.
– Gówno nadrabiasz. – Ojciec oparł się na widłach i splunął na podłogę. – Ino z tą Rajską się wozisz. Nie lepiej ci wziąć dziewczynę tu od nas, a nie z tej wsi zakładowców?
– Nie będę z tobą o tym rozmawiał! – Tomasz odwrócił się na pięcie i ruszył do domu.
– Pewno! Nie gadaj ze mną! – Kazimierz podążył za synem. – Ale pamiętaj, że ja ci tej gospodarki jeszcze nie przepisałem. Możesz zostać z ręką w nocniku.
– Poradzę sobie! – odkrzyknął Tomasz.
Zły i rozgoryczony szukał matki, żeby pożalić się na ojca. Ona jednak jak zwykle przepadła. Halina Brzozowska zawsze miała ręce pełne roboty. Jak nie u siebie, to u sąsiadki Teresy. Jak wyrobiły się ze swoimi obowiązkami, to szły dorabiać sobie na wsi. Kazimierz chwalił się pracowitą, energiczną, niemal o dekadę młodszą żoną, dopóki nie potrzebował jej pomocy w obejściu. Przerzucał swoje obowiązki na syna, ale ten trwonił czas na dziewczyny. A Halina go broniła. Tomasz wiedział, że u matki znajdzie poparcie.
Czekał na nią przy kuchennym stole. Próbował zjeść zupę, która ciepła czekała na jego powrót z pracy. Halina się nie pojawiła, więc pojechał do Joli. Ona przekonywała go, że sobie poradzą bez jego rodzinnego domu. Przytaknął jej. Wielu jego kolegów ze studiów nie miało szans na dom czy mieszkanie po rodzinie. I dawali radę. Jednak bolał go fakt, że ojciec traktuje go jak kogoś, kto tylko czeka na ten majątek. Zastanawiał się, czy opłaci czesne bez pomocy rodziców. Bo tego, że już grosza od nich nie weźmie, był pewien.
– Nie martw się. – Jola pogłaskała go po głowie. – Myślę, że dostanę etat w zakładzie i nazbieram też na twoje studia.
– Nie będziesz mi jałmużny dawała – obruszył się i usiadł na łóżku.
– Nie o to mi chodziło. – Zmarszczyła czoło. – Chcę ci pomóc.
– Od tego się zaczyna – syknął.
– Co się zaczyna? – Skrzywiła się.
– Obcinanie jaj. – Sięgnął po bokserki leżące na podłodze i zaczął je nerwowo wciągać. – Przecież tak nie może być. Jesteś moją kobietą i to ja mam cię utrzymać.
– Co ty gadasz? – Jola zaśmiała się nerwowo. – Poczułam się jak zdobycz jaskiniowca.
– Jola. – Tomasz potarł dłońmi twarz. – To nie wyjdzie.
Zostawił ją z tym zdaniem. Bez tłumaczenia, bez sentymentów. Ubrał się i wyszedł. Nie odbierał telefonów, nie otwierał drzwi, gdy do niego pojechała. Uciął wszystko. Ból rozdzierał ją od środka. Nie tego oczekiwała od dorosłego życia. Urodziny spędziła na oglądaniu wspólnych zdjęć i wycieraniu łez, które spływały po policzkach bez przerwy. Znów brakowało jej tchu, ale tym razem z rozczarowania i niedowierzania. Takiego obrotu spraw nie przewidziała.
Dalsze życie samo się zaplanowało poprzez niezaplanowaną ciążę. Jola patrzyła na test ciążowy i płakała tak długo, aż zabrakło jej łez. Właśnie wróciła z pierwszych zajęć w szkole policealnej. Kilka dni wcześniej dostała pracę w zakładzie. Umowę na zastępstwo. Tomasz nadal się do niej nie odzywał. Stała w łazience i patrzyła w lustro. Położyła rękę na brzuchu.
W tej pozycji zastała ją matka. Iwona Rajska spojrzała na córkę, później na rękę na brzuchu. Jej wzrok zatrzymał się na drugiej, w której Jola wciąż trzymała test.
– Pozytywny?
– Tak. – Łzy znów spłynęły po policzkach młodej kobiety.
– I co teraz?
– Będę mamą – odpowiedziała Jola. Próbowała uśmiechnąć się przez łzy, ale tylko wypuściła bańki nosem.
Iwona podeszła do córki i mocno ją przytuliła. Dziewczyna szlochała w jej ramionach tak długo, aż obie osunęły się na podłogę. Matka kołysała Jolę i myślała, jak wybrnąć z sytuacji, żeby sąsiedzi nie wieszali na niej psów.
Kiedy weszły do kuchni, Henryk czytał gazetę. Spojrzał na nie zza okularów.
– Co wam się stało? – Zmarszczył brwi. – Tak ciężko w pracy?
– Nie. W pracy w porządku. – Jola przełknęła ślinę i spojrzała błagalnie na matkę.
– Życie, Heniu… – Iwona usiadła przy stole i poklepała męża po dłoni. – A właściwie: dziadku Heniu.
Henryk zamarł. Spojrzał na twarz córki, potem na jej brzuch, potem znów na twarz. Jola głęboko westchnęła i wyszeptała:
– To jeszcze niepotwierdzone, na razie tylko z testu. Może to fałszywy alarm.
– To co mi dupę zawracacie! – Zerwał się z krzesła i rzucił gazetę na stół. Patrzył chwilę na córkę, po czym wyszedł z domu, trzasnąwszy drzwiami.
Jola stała przy stole z szeroko otwartymi oczami. Iwona śmiała się, gestem pokazując córce, że Henryk poszedł sobie popłakać. Ze wzruszenia.
Lekarz potwierdził ciążę. Iwona namawiała córkę, żeby powiedziała o tym Tomaszowi, ale młoda kobieta była nieugięta. Nie chciała kolejnego rozczarowania. Wiedziała, że ma jeszcze kilka miesięcy spokoju, zanim brzuch urośnie. Później zaczną się plotki. Iwona na samą myśl o tym, co ludzie powiedzą, dostawała białej gorączki.
Henryk machnął ręką na jej obawy.
– Wstydzić to się powinien ten patałach, co jej to dziecko zrobił – stwierdził, siadając obok żony na łóżku.
– Wiesz, że to tak nie działa – westchnęła. – Zawsze obrywa się dziewczynie. A jemu co najwyżej koledzy pogratulują. O ile się dowie, że to jego. Jola uparcie nie chce mu powiedzieć.
– I dobrze! – Henryk zacisnął pięści. – Zostawił ją bez słowa wyjaśnienia. Kto wie, do czego jest jeszcze zdolny.
Iwona pokiwała głową i pociągnęła męża na łóżko. Obojgu przydała się chwila rozluźnienia.
Natomiast Jola zupełnie zatraciła się w oczekiwaniu na dziecko. Snuła marzenia o pokoiku maleństwa i czytała poradniki na temat opieki. Szykowała się do roli, w której nikt wcześniej by jej nie obsadził. Wyciągnęła notes i planowała każdy dzień, uwzględniając w nim czytanie poradników dla przyszłych mam.
Po pierwszym trymestrze pojechała prywatnie do gabinetu w Opolu na badanie USG. „Mają dokładniejszy sprzęt”, przekonywał ją lekarz w poradni, wpatrując się w ekran, na którym ona widziała jedynie białe kropki na szarym tle. W końcu zobaczyła formujące się ciałko. „Technologia 3D”, kiwał głową z uznaniem lekarz. Zadowolona, że wszystko w porządku, wyszła na chodnik, wpatrując się w wydruk małej fasolki. Potknęła się, ale przechodzień w ostatniej chwili złapał ją za rękę.
– Dziękuję. – Podniosła oczy na mężczyznę.
– Cześć. – Tomasz odsunął ją delikatnie od siebie i spojrzał na wydruk, który trzymała w dłoni. Widziała, jak jego oczy się rozszerzają, a żyła na szyi szybko pulsuje.
– Gratuluję. – Odchrząknął i puścił jej ramię. Ruszył przed siebie, zanim Jola odzyskała mowę.
Wróciła do domu zupełnie rozbita. Zreferowała rodzicom wyniki badania. Henryk patrzył na wydruk i ukradkiem wycierał łzy. Iwona przytuliła córkę i głośno się zastanawiała, do kogo fasolka jest podobna. Jola uśmiechnęła się na zapewnienie Henryka, że do dziadka, bo przecież widać, że maleństwo jest łyse. Zmęczona poszła się położyć. Słyszała, jak rodzice wychodzą z domu.
Obudził ją dzwonek do drzwi. Rozespana wstała i potarła twarz dłońmi. Natarczywy dźwięk przedarł się do jej świadomości. Otworzyła.
– Na wydruku była data. – Tomasz próbował złapać powietrze.
– No i? – Grała twardzielkę, ale w środku drżała jak osika.
– To moje dziecko.
Nie planowała tego. Nie marzyła o tej chwili i nie wiedziała, co powiedzieć.
– Chciałaś mnie w ten sposób ukarać?!
– Oszalałeś?! – Odwróciła się na pięcie i ruszyła do kuchni. – Jak niby miałabym cię karać ciążą, o której ci nie powiedziałam?
– Właśnie tym, że tego nie zrobiłaś! – Wzburzony wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi.
– Nie wiem. Może. Przecież i tak mnie nie chciałeś! – Nalała wody do szklanki i wypiła duszkiem, żeby się nie rozpłakać. Patrzyła na niego. Czekała na zaprzeczenie.
Usiadł zrezygnowany przy stole i oparł głowę na dłoniach. Po chwili potarł nimi twarz i patrząc na nią, wyznał:
– Chcę ciebie bardziej niż czegokolwiek na świecie. – Westchnął głęboko i dodał: – Ale nie jestem w stanie dać ci tego, o czym marzysz.
– To znaczy? – Skrzyżowała ręce na piersiach i oparła się o blat szafki.
– Chciałaś mieszkania w dużym mieście, wygodnego życia i wakacji w ciepłych krajach. A ja muszę zostać na tej pieprzonej gospodarce. – Ostatnie zdanie powiedział, spuszczając głowę. Szybko ją podniósł, gdy usłyszał śmiech Joli. Śmiała się i płakała jednocześnie. Kiedy zdziwiony uniósł brwi, podeszła do niego, wzięła jego twarz w dłonie i powiedziała:
– Ty to jednak jesteś głupi.
Malutkie serce przestało bić w połowie drugiego trymestru. Jola okazała się silniejsza, niż wszyscy zakładali. Rzuciła się w wir pracy. Jako młoda stażem miała więcej zadań niż doświadczone pracownice, ale robiła to, o czym marzyła całe dzieciństwo. Dzięki temu nie myślała o tym, co ją spotkało. Dopiero podczas sprzątania domu łzy spływały jej po brodzie. Chowała się z bólem przed wszystkimi. Ginekolog w żołnierskich słowach stwierdził, że „tak się zdarza i nie ma co rozpaczać, tylko robić następne”. Więcej się u niego nie pokazała.
Tomasz poprosił ją o rękę. Ślub wzięli w czerwcu zaraz po zdanej przez niego sesji. Zamieszkali w miasteczku niedaleko ich rodzinnych miejscowości. Wynajęli dwupokojowe mieszkanie na osiedlu, które zaspokajało wszelkie potrzeby młodych rodzin z dziećmi. Przedszkole i szkołę Brzozowscy widzieli z balkonu. W pawilonie między blokami sklep GS z piekarnią. Obok przyjmowała zarówno fryzjerka, jak i dentystka. Przy okazji mogli się ubezpieczyć, a także ubrać w sklepie odzieżowym. Niczego więcej nie potrzebowali.
O kolejnym potomstwie nie rozmawiali. Jola zdążyła się przywiązać do dziecka, które kilkanaście tygodni nosiła pod sercem. Cały dzień miała zajęty, żeby nie myśleć o tym, co ją spotkało. Pracowała ponad siły, żeby wieczorem zasnąć, gdy tylko głowa dotknie poduszki. Rano budziła się ze łzami zaschniętymi na policzkach. Tomasz nie miał na to czasu. Ona przechodziła żałobę w ciszy, on nie wiedział, jak jej pomóc. Ona szukała winy w tym, co zrobiła lub nie, a on czuł się winny, że naraził ją w ciąży na stres. Nie pomagała mu świadomość, że Henryk też tak uważał. Przyszły teść powiedział mu to dzień przed ślubem i zagroził, że jeśli jeszcze raz wywinie podobny numer, to będzie miał z nim do czynienia. Tomasz myśląc, że to żart, uśmiechnął się do ojca Joli. Ten jednak stał z poważną miną i w ten sposób młody człowiek dowiedział się, że sojusznika w teściu już nie znajdzie.
Nadszedł dzień, w którym znów spóźnił jej się okres. Jola zwlekała ze zrobieniem testu ciążowego. Kiedy w końcu zobaczyła dwie kreseczki, przygryzła wargę, żeby się nie rozpłakać. Zaskoczenie i radość mieszały się z obawami co do przebiegu ciąży. Lekarka ją uspokajała i nakazała cieszyć się kolejnymi miesiącami. Spacerować, śmiać się i myśleć pozytywnie. To jednak było trudne ze względu na nadopiekuńczość jej matki. Ze strachu przed komplikacjami Iwona namawiała córkę, żeby ta zrezygnowała z pracy. „Nic mi nie jest”, odpowiadała Jola. Tomasz nie mówił nic. Czasami tylko pytał ją, czy nie chce zwolnić tempa. Nie chciała. Sytuacja zmusiła ją do leżenia szybciej, niż zakładała. W ostatnim miesiącu ciąży groził jej przedwczesny poród. Podporządkowała się zaleceniom lekarzy – leżała, czytała i spała. Czerwcowe upały nie pozwalały jej na nic więcej.
– Odpoczywaj, ile się da – radziły koleżanki z pracy podczas odwiedzin. – Później nie będziesz miała nawet chwili dla siebie.
– Bez przesady – broniła się Jola, nalewając kawę. –Dzieci rosną. Ani się obejrzę, a znów będę miała czas na odpoczynek.
– Oj, to wtedy przyjdzie ci się zająć kimś innym – powiedziała najstarsza z nich. – My, kobiety, tak już mamy. Opieka nad bliskimi nigdy się nie kończy.
Zasępiły się. Jola obracała głową jak wystraszona surykatka.
– No, jeśli chciałyście mnie przestraszyć, to wam się udało – stwierdziła i się uśmiechnęła.
Koleżanki odwzajemniły uśmiech, każda złapała jeszcze po przekąsce, dały jej złote rady na rozstępy i wyszły. Jola została sama z myślami. Nie miała wprawy w opiece nad kimkolwiek, więc dopadł ją strach, że sobie nie poradzi.
Tomasz wrócił z pracy i natychmiast spróbował ją pocieszyć.
– Przecież dbasz o mnie, a podobno każdy facet to dziecko. Dajesz radę. – Cmoknął ją w policzek i dodał: – Żyję, brzuch mi się zaokrąglił i nic nie muszę robić poza pracą. Będziesz świetną mamą.
Ostatni miesiąc ciąży minął jej na czytaniu i odpoczywaniu na balkonie. Podlewała właśnie kwiaty, gdy poczuła, że woda cieknie jej po nogach. Akcja porodowa trwała kilkanaście godzin. Na szczęście bez komplikacji urodziła zdrową córkę.
Wyczerpana długim porodem płakała, płakała i płakała. Położne kazały brać się w garść i nie wydziwiać. Tylko jedna z nich pocieszała Jolę. Powtarzała, że płacz jest dobry, bo zmniejsza napięcie. Młoda mama zrozumiała, że wypłakuje stres, który gromadził się od pierwszej ciąży. Od tego momentu płakała często i rzewnie. Pilnowała jedynie, żeby tego upustu emocji nikt nie widział.
W opiekę nad Hanią zaangażowała się cała rodzina. Jola przyjmowała rady z uśmiechem, po czym zupełnie je ignorowała. Znała swoje dziecko lepiej niż ktokolwiek i wzięła za nie całkowitą odpowiedzialność. Odkryła uroki macierzyństwa. Dziewczynka była radosna i nie sprawiała większych kłopotów. Od początku przesypiała noce. W dzień ucinała sobie krótkie drzemki między gaworzeniem, jedzeniem i zaczepianiem matki głośnymi, radosnymi piskami.
Jola cieszyła się każdą chwilą spędzoną z córką. Chciała, by tych chwil było jak najwięcej. Kupiła kalendarz i wróciła do nawyków planowania każdego dnia. Na pierwszej stronie wykaligrafowała: „Wszystko jest kwestią organizacji”.
