Kochankowie dawnej Japonii - Yei T. Ozaki - ebook

Kochankowie dawnej Japonii ebook

Yei T. Ozaki

0,0

Opis

Jest to kolejny w serii zbiór przybliżający Czytelnikowi japońskie legendy i opowieści z dawnych czasów. Tym razem motywem przewodnim są tytułowi kochankowie – małżonkowie, narzeczeni, wzdychający do siebie zakochani, ale i zazdrośni adoratorzy czy uwodzicielskie istoty nadprzyrodzone. Codzienność przeplata się tu ze zjawiskami nie z tej ziemi, wiodąc bohaterów czasem do szczęśliwego, lecz czasem też tragicznego finału.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 263

Rok wydania: 2018

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Przełożyła: Adrianna Wosińska

Opracowanie graficzne i elektroniczne:

Krzysztof Wosiński

Copyright © for Polish translation by Adrianna Wosińska

© for Polish edition by Wydawnictwo Kirin

Wydawca, sprzedaż hurtowa i wysyłkowa:

Wydawnictwo Kirin

tel. 51 636-78-55

www.kirin.pl

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa:

www.sklep.kirin.pl

www.ksiegarniajaponska.pl

Wydanie I elektroniczne

Bydgoszcz 2018

ISBN 978-83-62945-78-8

III. Zjawa z latarni

Dawno temu w Aoyagi w prowincji Kai mieszkał człowiek imieniem Koharu Tomosaburō, wywodzący się ze starego i poważanego rodu. Jego dziadek był poddanym Ōty Dōkana[1], założyciela Edo, i gdy jego pan zginął, popełnił samobójstwo. Tomosaburō był wnukiem właśnie tego dzielnego wojownika i w chwili, kiedy zaczyna się nasza opowieść, był od lat szczęśliwym małżonkiem niewiasty z tej samej prowincji oraz dumnym ojcem mniej więcej dziesięcioletniego chłopca.

W owym czasie nieszczęście jednak nawiedziło jego domostwo, bowiem jego żona niespodziewanie zachorowała i nie była w stanie nawet wstać z łóżka. Sprowadzano jednego za drugim lekarzy, lecz każdy z nich musiał w końcu przyznać, że tajemnicza choroba trawiąca kobietę jest dla niego zagadką. Aplikowano jej moksy, aby uwolnić ją od dręczącego ją bólu, lecz mijało pół miesiąca, a wciąż nie widać było poprawy u chorej. Wręcz przeciwnie, z każdym dniem zdawała się słabsza.

Tomosaburō był troskliwym mężem i całe dnie spędzał przy łóżku chorej. Dzień i noc pielęgnował ją i dokładał starań, by ulżyć jej cierpieniom.

Pewnego wieczoru, który jak zwykle spędzał u jej boku, zapadł w drzemkę, wyczerpany ciągłym usługiwaniem chorej i troską o nią. Nagle światło latarni, która stała nieopodal, zapłonęło dziwnym, czerwonym blaskiem, po czym wystrzeliło w górę na wysokość co najmniej trzech stóp, a na tle owego szkarłatnego słupa ognia pojawiła się kobieca sylwetka. Zjawa przemówiła do zaskoczonego Tomosaburō tymi słowami:

– Doszły mnie słuchy o twojej trosce o chorą żonę, zatem przychodzę do ciebie z dobrą radą. Jej przypadłość jest karą za skazy na jej charakterze, stąd opętały ją złe duchy. Jeśli oddasz mi cześć jak bogowi, wypędzę z niej demona, który ją dręczy.

Tomosaburō był dzielnym wojownikiem, któremu obce były przesądy i który nie znał nawet słowa strach. Rzucił zjawie groźne spojrzenie, po czym, na wpół odruchowo, sięgnął po jedynego towarzysza samuraja w doli i niedoli – swój miecz. Należy tu zaznaczyć, że miecze otaczane były przez japońskich wojowników czcią bliską nabożności i postrzegane były jako niezawodny talizman przeciw wszelkiemu złu – podobnie, jak to miało miejsce w średniowiecznej Europie w przypadku krzyża.

Widząc to, zjawa zaśmiała się lekceważąco.

– Przybyłam tu w najlepszych zamiarach i zaoferowałam ci swą pomoc, lecz ty nie okazałeś najmniejszej wdzięczności. Wręcz przeciwnie, odniosłeś się do mnie jak do wroga. Zapłacisz mi za to, a ceną będzie życie twojej żony! – i to powiedziawszy, widmo rozpłynęło się w powietrzu.

Od tej pory cierpienia chorej wzmogły się i ku rozpaczy całego domostwa wszystko wskazywało na to, że nadeszły jej ostatnie chwile.

Nieszczęsny mąż nie posiadał się z żalu. Zdawał sobie sprawę z tego, że przez swój nieopatrzny gest obraził przyjazne bóstwo i teraz, widząc opłakany stan, w jakim znalazła się jego żona, gotów był uczynić wszystko, nawet najdziwniejszą z rzeczy, aby ją ocalić. Padł więc na kolana przed rodzinną kapliczką i skierował żarliwe modły do zjawy z latarni, pokornie błagając o wybaczenie mu bezmyślnego i niegodnego zachowania.

Od tej chwili choroba jakby zaczęła ustępować, a stan chorej poprawiał się z dnia na dzień, aż wkrótce ozdrowiała całkowicie i zdawać by się mogło, że jej dziwna i ciężka niedyspozycja była niczym innym, jak tylko złym snem.

Pewnego wieczoru, kiedy mąż z żoną siedzieli razem, z radością wspominając jej niespodziewane i niemalże cudowne ozdrowienie, znów latarnia nagle rozbłysła, a w słupie światła, który z siebie wydobywała, pojawiła się ta sama zjawa.

– Mimo niemiłego przyjęcia, z jakim się spotkałam tutaj poprzednim razem, wypędziłam demona i uratowałam twoją żonę. W zamian pragnę prosić cię o przysługę, Tomosaburō-san – rzekła. – Mam córkę w wieku stosownym do zamążpójścia. Celem mojej wizyty jest prosić cię, abyś pomógł jej znaleźć odpowiedniego kandydata.

– Ależ ja jestem człowiekiem, a ty duchem! – odparł zmieszany mężczyzna. – Należymy do różnych światów, między którymi rozciąga się wielka, nieprzekraczalna przepaść. Jak miałbym spełnić twoje życzenie?

– To prostsze, niż ci się wydaje – odparła zjawa. – Musisz tylko znaleźć kilka kawałków drewna kiri[2] i wyciosać z nich figurki mężczyzn. Gdy będą gotowe, jednej z nich oddam rękę mojej córki.

– Jeśli to wszystko, to rzeczywiście nie takie trudne, jak mi się wydawało. Zrobię, co mi przykazałaś – zapewnił Tomosaburō i nie zwlekając ani chwili, gdy tylko zjawa zniknęła, otworzył swoją skrzynkę z narzędziami i zabrał się do roboty. Pracował z takim zapałem, że już po paru dniach miał gotowy zastęp całkiem udanych figurek potencjalnych panów młodych. Skończywszy swe dzieło, ułożył je w rzędzie na stoliku.

Następnego ranka nie tracił ani chwili po przebudzeniu, tylko od razu sprawdził, jak się mają figurki, lecz najwyraźniej zyskały uznanie w oczach zjawy, bowiem przez noc wszystkie zniknęły. Miał nadzieję, że teraz to dziwne i nadprzyrodzone zjawisko nie będzie go więcej niepokoić, lecz następnej nocy upiór pojawił się znowu.

– Dzięki twojej pomocy moja córka ma zapewnioną przyszłość. Na znak naszej wdzięczności za poniesiony przez ciebie trud, pragniemy zaprosić cię wraz z żoną na przyjęcie weselne. Obiecaj, że zjawisz się w wyznaczonym terminie.

Kolejne wizyty ducha stawały się dla Tomosaburō już męczące i uważał towarzystwo tych dziwnych niematerialnych istot za przykre, lecz zdawał sobie też sprawę z ich potęgi i z tego, jak potrafią zaszkodzić, jeśli zechcą, wolał więc niczym ich nie obrażać. Zachodził w głowę jak wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji, lecz zanim zdołał ułożyć jakąkolwiek odpowiedź, duch znikł.

Długo dumał nad swoim osobliwym położeniem, lecz im dłużej myślał, tym bardziej czuł się zakłopotany i wyglądało na to, że nie znajdzie żadnego rozsądnego rozwiązania.

Następnej nocy duch powrócił.

Ciąg dalszy oraz inne opowieści w pełnej wersji ebooka.

___

[1] Ōta Dōkan zbudował pierwszy zamek w Edo, który później przejął i rozbudował Ieyasu Tokugawa. Ōta został oskarżony o zdradę i zamordowany w 1486 r. (przyp. tłum.).

[2] Drzewo kiri – Paulownia imperialis.