Hrabina i szpieg - Joanna Fulford - ebook

Hrabina i szpieg ebook

Joanna Fulford

3,9

Opis

Claudine i hrabia Antoine Ulverdale przed ośmiu laty zostali zmuszeni do małżeństwa. Zaraz po ślubie Antoine wyjechał wziąć udział w kampanii przeciwko Napoleonowi i zniknął bez śladu. Claudine zaś dostała propozycję pracy w tajnych służbach Jego Królewskiej Mości i przyjęła ją bez wahania. Podczas wykonywania kolejnej misji Claudine wpada w tarapaty. Szybko okazuje się, że jedyną osobą, która może ją uratować, jest jej mąż Antoine…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 236

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Joanna Fulford

Hrabina i szpieg

Tłumaczenie: Wojciech Usakiewicz

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Claudine rozparła się na zniszczonym, obitym skórą siedzeniu i pozwoliła, by jej ciało poddało się odprężającemu kołysaniu pojazdu. Zerknęła na opustoszałe ulice. Chociaż wieczór dopiero zapadał, lutowy deszcz zniechęcił ludzi do wychodzenia. Prawdę mówiąc, ona również wolałaby zostać w ciepłym domu, ale nie miała wyboru. Poza tym sama zgłosiła się do tego zadania i zobowiązała przyjechać do Paryża.

Dreszczyk emocji. Atrakcyjność tej misji opierała się częściowo na ryzyku. Lubiła je i choć za każdym razem było nieco trudniej, wciąż umiała rozróżnić odwagę od bezmyślnej brawury.

Gdyby londyńscy znajomi mogli ją w tej chwili zobaczyć, pomyślała i uśmiechnęła się. Nie było trudno wyobrazić sobie ich reakcje. Krewni prawdopodobnie by ją wydziedziczyli, a reszta ograniczyłaby się zapewne do wyrażenia dezaprobaty. Większość z nich i bez tego przyglądała się jej z niechęcią. Nie dbała o to. Ponad wszystko ceniła swoją, z trudem zdobytą niezależność i nie zamierzała jej oddawać.

Dorożka skręciła w boczną uliczkę i w końcu zatrzymała się przed domem po lewej stronie. Lampa oświetlała numer na filarze przy drzwiach. Dom niczym się nie wyróżniał, kamienna fasada i okiennice były dokładnie takie same, jak w okolicznych domach, bowiem odwiedzającej go klienteli zależało na dyskrecji. Stanowiło to o użyteczności tego miejsca. Mimo wszystko Claudine z własnej woli nie pojawiłaby się w tym miejscu. Uśmiechnęła się szyderczo. W swoim dawnym życiu z pewnością nie.

– Co kraj to obyczaj – mruknęła pod nosem. – Poza tym tamtej dziewczyny już nie ma. Stała się kimś zupełnie innym.

Mimo woli położyła dłoń na torebce i poczuła znajomy kształt pistoletu. To był jedynie środek ostrożności. Do tej pory nigdy nie potrzebowała broni, ale czuła się pewniej ze świadomością, że ją ma. Nasunęła kaptur na głowę, wysiadła i zapłaciła fiakrowi. Mruknął słowo podziękowania i odjechał. Dorożka z turkotem potoczyła się dalej, a Claudine pokonała schodki prowadzące do frontowych drzwi i pociągnęła za sznur dzwonka.

Otworzył lokaj najęty raczej z uwagi na posturę niż prezencję. Jego spłaszczony i krzywy nos świadczył o bokserskiej przeszłości. Mężczyzna przez chwilę bacznie przyglądał się Claudine, a potem skinął jej głową na powitanie. Weszła do oświetlonej sieni i usłyszała, jak drzwi zamykają się.

– Kto tam, Raoulu? – dobiegł ją głos od wznoszących się po przeciwnej stronie schodów, a następnie śmiech. – No, no. Kto by pomyślał?

Elegancka kobieta przyglądała się scenie przy wejściu. Miała kunsztownie ułożone włosy i staranny makijaż. W łagodnym świetle madame Renaud nie wyglądała na swoje czterdzieści dwa lata.

– Przyszłam załatwić pewną sprawę, madame.

– Wszyscy tu mają sprawy, moja droga. – Madame Renaud skinęła głową w stronę piętra. – Lepiej wejdź na górę.

Chwilę potem Claudine stanęła obok niej. Jej strój, od eleganckiej narzutki, po ledwie widoczną pod spodem suknię, został dokładnie otaksowany i wyceniony co do centyma. Ostateczna suma była niezaprzeczalnie wysoka, co tylko wzmogło zaciekawienie madame Renaud.

– Myślałam, że może zmienisz zdanie. Moja propozycja jest aktualna – powiedziała.

– Już mówiłam, że przyszłam w innej sprawie.

– Szkoda. Z takim wyglądem zarobiłabyś majątek.

Madame zerknęła przez otwarte drzwi do salonu za ich plecami, gdzie pół tuzina dziewcząt we frywolnych, półprzezroczystych sukniach śmiało się i gawędziło. Było jeszcze wcześnie. Zegar na gzymsie kominka pokazywał za dziesięć ósmą.

– A raczej to pani zarobiłaby majątek – odparła Claudine.

Madame skinęła głową.

– Dostałabyś lwią część zysków, słowo daję.

– Jeśli kiedykolwiek zdecyduję się, pani dowie się pierwsza. Na razie trzymajmy się dotychczasowej umowy. – Claudine przekazała kobiecie sakiewkę, ukrytą do tej pory w kieszeni sukni. – Czy on już przyszedł?

Madame zważyła sakiewkę w dłoni, a potem skinęła głową.

– Tędy proszę.

Ruszyły korytarzem, zza drzwi po obu jego stronach wydobywały się różne dźwięki, przemieszane z ludzkimi głosami. Często zastanawiała się nad doznaniami kobiety, nigdy bowiem ich nie doświadczyła ani o nich nie rozmawiała. Pomijając oczywiście osobliwe wyjaśnienia guwernantki, pani Failsworth.

– Stosunki intymne są nieuchronną częścią małżeństwa, moja droga, a chociaż żadna szlachetnie urodzona kobieta nie powinna szukać w nich przyjemności, to musi być posłuszna mężowi. Cały sens małżeństwa leży w spłodzeniu potomstwa, dlatego obowiązkiem żony jest dać mężowi dziedziców, którzy podtrzymaliby linię. Oczywiście poród jest bolesny i niebezpieczny. Wiele kobiet umiera w jego trakcie albo kilka dni później z gorączki…

Claudine słuchała tego z oczami okrągłymi jak spodeczki i narastającym niepokojem. Czasem zastanawiała się, co dzieje się po ślubie, ale jej wyobraźnia nigdy nie sięgnęła poza trzymanie się za ręce i pocałunki.

W towarzystwie małżeństwo uważano za jedyną możliwość awansu życiowego kobiety, a w każdym razie kobiety dobrze urodzonej. Zasadniczo był to zwykły interes, o czym Claudine świetnie wiedziała, w dodatku taki, który nie uwzględniał życzeń, a tym bardziej uczuć kobiety. Ona nie miała w swojej sprawie nic do powiedzenia. W jej domu wola ojca była niepodważalna. Poinformowano ją o małżeństwie dopiero po podpisaniu wszystkich dokumentów.

Zastanowiła się, czy dziewczęta madame Renaud znajdowały przyjemność w tym, co robią, czy po prostu zmusiła je do tego konieczność życiowa? Claudine znała naiwne wiejskie dziewczęta, które przyjeżdżały do wielkiego miasta szukać szczęścia, a stawały się łupem ludzi pozbawionych skrupułów. To jednak wydawało się nie dotyczyć domu madame Renaud.

To był świat całkiem odrębny od tego, który Claudine znała wcześniej. Za pierwszym razem nie wiedziała nawet, dokąd idzie. Znała tylko adres i nazwisko człowieka, z którym miała się spotkać. Dopiero gdy znalazła się w środku, pojęła prawdę. Sama nie bardzo rozumiała, dlaczego nie zbuntowała się przeciwko temu, że wysyłano ją do obskurnych zajazdów, jaskiń gry albo na bale maskowe w okolicach mających jak najgorszą opinię. W każdym razie przy pierwszej okazji wyraziła swoje oburzenie przed swoim pracodawcą.

Ekstatyczne krzyki mężczyzny raptownie wyrwały Claudine z zamyślenia. Mimo woli zerknęła w stronę zamkniętego pokoju, ale szybko odwróciła głowę. Madame Renaud uśmiechnęła się.

– Estelle zawsze wie, jak dawać przyjemność – stwierdziła, a potem, widząc zakłopotanie malujące się na twarzy towarzyszki, zmierzyła ją sceptycznym spojrzeniem. – Co tu się gorszyć? W końcu jest pani mężatką! – Skinęła głową ku obrączce lśniącej na palcu Claudine. – Jedyna różnica polega na tym, że nam za to płacą.

Nie odpowiedziała. Owszem, była mężatką, ale nie miała pojęcia, jak zadowala się mężczyznę. To musiała być dość wyrafinowana sztuka, skoro wywoływała takie okrzyki rozkoszy. Claudine nie wydawało się, by miała kiedykolwiek doznać wtajemniczenia w tej materii, więc skupiła uwagę na zadaniu, które miała wykonać, zirytowana że pozwoliła się tak łatwo rozproszyć.

Tymczasem dotarły do końca korytarza i madame Renaud wskazała drzwi po prawej.

– Tam.

W pokoju unosiła się woń stęchłych pachnideł i potu. Umeblowanie było skromne: wielkie łoże z zasłoną, stojak na dzbanek i miskę, nad nim lustro, a poza tym krzesło. Dwie lampy rzucały ciepłe światło, ale złociste kręgi ogarniały tylko część pokoju, więc jego obrzeża spowijał mrok. Okno naprzeciwko wejścia było zamknięte i zabezpieczone okiennicami. Claudine zmarszczyła brwi.

– Alain?

Zauważyła nieznaczny ruch w mroku i w jej polu widzenia pojawił się mężczyzna. Serce podeszło jej do gardła. To nie był Alain! Gdy się odwrócił, Claudine głośno nabrała tchu. Twarz mężczyzny miała piękne rysy, jednak zniekształcały ją dwie blizny po lewej stronie w pobliżu skroni. Co więcej, oko i część policzka były zasłonięte opaską z ciemnej skóry.

Claudine z wysiłkiem zebrała myśli.

– Proszę mi wybaczyć, monsieur, musiałam pomylić pokój.

Jej mina i ciche syknięcie nie zdziwiły mężczyzny. Spodziewał się takiej reakcji. Zresztą prawdę mówiąc, sam starał się, by jego wygląd nie pozwalał rozmówcy poczuć się swobodnie.

– Nie sądzę, proszę pani.

Wyszedł na środek pokoju, by dokładniej ją obejrzeć. Kobieta była znacznie młodsza, niż się spodziewał. Miała niewiele ponad dwadzieścia lat. Wyglądała oszałamiająco. Łagodne światło padało na jej lśniące brązowe włosy. Patrzyła na niego gniewnie wielkimi ciemnymi oczami, a uwodzicielskie pełne usta wykrzywił grymas niemiłego zaskoczenia.

Mimowolnie wyobraził sobie, że zdejmuje z tej kobiety obszerne okrycie. Tego chciałby każdy mężczyzna, pomyślał. Genet bez wątpienia osiągał wspaniałe rezultaty w pracy werbunkowej. Zgodnie z tradycją francuską zatrudniał do zdobywania informacji zarówno mężczyzn, jak i kobiety, ale raczej nie zdarzało się, by były to takie piękności. Ta w dodatku nie miała manier kurtyzany. Genet bez wątpienia wykorzystywał jej urodę i złudną niewinność w wyższych sferach. W końcu ministrowie i ambasadorzy byli odporni na kobiece wdzięki nie bardziej niż śmiertelnicy. Kilku z nich nawet odwiedzało zakład madame Renaud. Związek wydawał się więc aż nadto oczywisty.

– Przyszła pani spotkać się z Alainem Poiretem – powiedział i zrobił krok w jej kierunku.

Claudine czuła łomotanie serca. Podniosła jednak dumnie głowę i spojrzała mu prosto w oczy.

– Co pan wie o Alainie i kim pan jest?

– Nazywam się Antoine Duval.

Domyślała się, że nie jest to prawdziwe nazwisko. Ujawnienie tożsamości przyczyniło się już do śmierci niejednego człowieka.

– A pani musi być Claudine – odezwał się znowu.

– Może. Gdzie jest Alain?

– Ludzie Fouchégo aresztowali go wczoraj wieczorem.

Claudine zbladła. Nazwisko napoleońskiego szefa policji było nie bez przyczyny dobrze znane. Ogarnęła ją trwoga.

– Alain podejrzewał, że go obserwują – ciągnął mężczyzna – i zdołał mi przesłać wiadomość, zanim go wzięli.

– Dlaczego panu?

– Bo pracujemy dla tego samego… pracodawcy. Zbieramy informacje potrzebne brytyjskiemu rządowi.

– Alain nigdy mi o panu nie wspomniał.

– Mnie o pani też nie, dopóki nie zaczął się obawiać, że jej bezpieczeństwo jest zagrożone. Przyszedłem w jego imieniu, by panią ostrzec.

Historia wydawała się prawdziwa. To pasowało do Alaina. Wiedziała, że w razie niebezpieczeństwa próbowałby ją ostrzec. Jeśli wybrał do tego celu Duvala, to dlatego że mu ufał.

– Bardzo panu dziękuję. Naraził się pan na niebezpieczeństwo.

Naraz uświadomiła sobie konsekwencje owego aresztowania. Jeśli Alain był obserwowany, to zapewne ludzie Fouchégo znali również jego kontakty i wiedzieli o niej. Może czekali tylko na właściwy moment, by zastawić na nią pułapkę?

Duval zdawał się czytać w jej myślach, bo znów się odezwał.

– Możemy tylko zgadywać, jak wiele ludzie Fouchégo już wiedzą. Bez wątpienia jednak Alain zostanie w końcu zmuszony do mówienia. Nie może pani tutaj zostać, to zbyt niebezpieczne.

– Nie mogę tak po prostu go zostawić na pastwę losu.

– Nie ma sposobu, by mu teraz pomóc. Jedyne, co da się zrobić, to dopilnować, by jego starania nie poszły na marne. Proszę potraktować to ostrzeżenie poważnie i uciekać, póki pani może.

Nie pozostawało jej nic innego, jak uznać racje Duvala.

– Muszę wrócić do mieszkania. Mam tam rzeczy i…

– Nie może pani. To pierwsze miejsce, w którym będą szukać. Musimy wyjechać natychmiast, dziś wieczorem.

Claudine wysunęła do przodu podbródek.

– My?

– Dałem Alainowi słowo, że zapewnię pani bezpieczeństwo. Przy końcu ulicy czeka na nas powóz.

Nie miała zamiaru oddawać się we władzę obcego człowieka. Pokręciła głową.

– Potrafię sama o siebie zadbać.

– W pojedynkę? Nie wydaje mi się.

– A jak pana zdaniem tu się dostałam?

– Wpaść w zasadzkę jest naprawdę łatwo – odparł. – Za to trudniej się z niej wydostać.

– Wiem, jak opuścić Francję. Przygotowałam się na taką ewentualność. Zresztą to nie powinno pana obchodzić.

– A jednak jest to pod każdym względem moja sprawa.

– Dam sobie radę. Pan swoje zadanie już wykonał.

– Przeciwnie, moja rola dopiero się zaczyna. – Ujął ją za ramię i pociągnął do drzwi. Zmarszczył czoło, gdy wyczuł opór. – Nie ma czasu na kłótnie.

– Powiedziałam, że nigdzie nie idę.

– Niech pani nie będzie niemądra.

Jego stanowczy ton i spojrzenie przyprawiły ją o ciarki.

– A skąd mogę wiedzieć, że właśnie to nie jest zasadzka?

– Bo już byłaby pani aresztowana.

Wbrew jej protestom Duval szeroko otworzył drzwi i pociągnął ją za sobą ku schodom. Madame Renaud czekała na podeście. Chciała coś powiedzieć, ale jej słowa zagłuszyło łomotanie pięściami do drzwi wejściowych na dole.

– Policja! Otwierać!

Claudine poczuła, że żołądek podchodzi jej do gardła. Duval zaklął pod nosem, a potem spojrzał na madame Renaud.

– Jest stąd inne wyjście?

Pokręciła głową. Łomotanie do drzwi się nasiliło. Madame przechyliła się przez balustradę i cicho poinstruowała służącego:

– Poczekaj jeszcze chwilę, Raoul, i otwórz. A wy chodźcie za mną. Szybko.

Nie potrzebowali ponagleń i wnet znaleźli się w pokoju, z którego przed chwilą wyszli. Claudine rozejrzała się dookoła zaskoczona. Jedyna droga na zewnątrz prowadziła przez okno, ale byli na pierwszym piętrze. Nawet gdyby nie zauważyli ich ludzie stojący na zewnątrz, skok mógł skończyć się złamaniem nogi. Szaleństwo. Zerknęła na madame, która znaczącym spojrzeniem przesłała Duvalowi wiadomość, i zrozumiała.

– Co takiego?! – spytała.

– Niech pani się rozbierze i wejdzie do łóżka – powiedział Duval.

Madame skinęła głową.

– Zatrzymam ich najdłużej, jak będę mogła.

Z tymi słowami znikła.

ROZDZIAŁ DRUGI

Claudine spojrzała oszołomiona na zamykające się drzwi. Potem odwróciła się i zerknęła na swojego towarzysza, ale słowa zamarły jej na wargach, bo ten już odrzucił na bok płaszcz i właśnie ściągał frak.

– Co pan robi? – spytała chłodno.

– A jak to wygląda?

– Nie mówi pan poważnie.

– Szybko, nie mamy wiele czasu.

– Jeśli wyobraża pan sobie, że…

Uciszył ją gniewnym spojrzeniem.

– Ma pani lepszy plan?

– Nie, ale…

– No to niech pani się pospieszy, bo inaczej Bóg mi świadkiem, że zaraz jej pomogę! Ta zwłoka może nas kosztować życie!

Wiedziała, że Duval ma rację, ale to niczego nie zmieniało. Nigdy w życiu nie rozbierała się w obecności mężczyzny. Z ociąganiem rozpięła narzutkę i pozwoliła jej opaść na ziemię.

Widząc, że wreszcie się ruszyła, Duval dalej pozbywał się odzienia. Gdy frak i fular dołączyły do płaszcza, usiadł na łóżku i zaczął ściągać buty. Na dole rozległy się podniesione głosy. Policja weszła do sieni. Claudine z trudem rozpinała suknię. Duval westchnął. Dwoma krokami znalazł się przy niej, obrócił ją i odsunął na bok długie włosy. Kilka sekund później stała przed nim w koszulce i pończochach, a on wyciągał jej szpilki z włosów.

Naraz zatupotały ciężkie buciory na schodach. Rozległy się głośne protesty madame Renaud, a potem męski głos wydał szczekliwy rozkaz:

– Przeszukajcie wszystkie pokoje! Ona musi gdzieś tu być!

Claudine miała wrażenie, że serce zaraz wyrwie jej się z piersi. Chodziło bez wątpienia o nią. Ten biedak Poiret nie miał wyboru. Mogła sobie tylko wyobrażać, jakie metody zastosowano, by go złamać. Stanęła sparaliżowana trwogą.

– Niech pani wskakuje.

Bezwolnie usłuchała i wsunąwszy się między chłodne prześcieradła, przemieściła się na drugą stronę łóżka. Gdy się przykrywała, Duval zauważył błysk metalu na jej dłoni. Obrączka. Zmarszczył brwi.

– Niech pani to zdejmie.

Zaczęła się siłować ze złotym krążkiem, ale po chwili pokręciła głową z rezygnacją.

– Za mała.

– To niech pani przynajmniej nie macha tą ręką.

Szybko zaciągnął zasłony wokół łoża i dołączył do niej. Głośne kroki w korytarzu były coraz bliżej, raz po raz rozlegały się również krzyki kobiet i przekleństwa mężczyzn. Claudine zadrżała, a Duval to wyczuł.

– Niech się pani nie boi – powiedział cicho. – Proszę tylko grać swoją rolę i jak najmniej się odzywać.

W duchu zastanawiał się, na jak długo starczy jej odwagi. Alain powiedział mu, że kobieta jest zręczną agentką, ale prawdę mówiąc, on nieszczególnie mu wierzył.

Mrok w wygrodzonym zasłonami łożu nie pozwalał mu zobaczyć jej twarzy. Claudine była głęboko wdzięczna losowi za tę odrobinę dyskrecji. W tym momencie jednak spróbował zdjąć jej koszulkę.

– Nie…

Zazgrzytał zębami.

– Jeśli mamy być wiarygodni, musi pani to zdjąć.

Znów trzasnęły drzwi, jeszcze bliżej, i znów rozległy się gniewne głosy.

Claudine głęboko odetchnęła.

– No dobrze, do diabła z tym.

Szybko pozbyła się koszulki i poczuła się wyjątkowo bezbronna. Pierwszy raz w życiu była naprawdę zadowolona, że w mroku nie widać jej twarzy. Przyciągnęły ją mocne ramiona, czuła jego promieniujące ciepło. Piżmowy zapach Duvala wywołał u niej dreszcz, który nie miał nic wspólnego z dramatyzmem sytuacji, w jakiej się znaleźli. Poczuła na szyi jego oddech, a potem dotyk warg.

– Pocałuj mnie – powiedział.

Stężała.

– Co takiego!?

– Pocałuj mnie.

Tym razem był to niewątpliwie rozkaz.

– Ale ja…

Pocałunkiem zdusił jej sprzeciw. Chwilę potem również ręce Duvala zaczęły zdobywać teren. Ich śladem po ciele Claudine rozlewało się ciepło. Stopniowo jej ciało samowolnie się odprężało, rozchyliła wargi. Wiedziała, że nie powinna w tym uczestniczyć, że to jest złe, ale zamiast obrzydzenia czuła tylko podniecenie.

Zauważywszy, że kobieta odpowiada na pocałunek, Duval poczuł dreszczyk podniecenia. Miała piękne ciało, wprost stworzone do miłości. Nie musiał niczego udawać.

Rejwach w sąsiednim pokoju nagle przestał zwracać ich uwagę. W mroku tego łoża wszystko wydawało się możliwe. Duval przewędrował wargami po jej szyi i dotarł aż do piersi. Ostrożnie wessał brodawkę, a potem trącił ją kilka razy językiem. Usłyszał westchnienie Claudine i wyczuł dreszcz, który przeniknął jej ciało. Claudine czuła, jak narasta w niej podniecenie. Nieznajomy pogłębił pocałunek i wsunął dłoń w jej najbardziej intymne miejsce. Wydała cichy okrzyk i wstrząsnął nią dreszcz, a po chwili poczuła twardą męskość na swoim udzie.

Wtedy drzwi się otworzyły. Ktoś bezceremonialnie odciągnął zasłonę i jej oczom ukazało się trzech ludzi w mundurach. Duval odwrócił się do nich i zaklął, co zabrzmiało autentycznie. Claudine zdusiła paniczny okrzyk i naciągnęła na siebie prześcieradło. Duval zacisnął dłoń na jej nadgarstku, modląc się w uchu, by nagle nie zabrakło jej odwagi. Gdyby teraz się załamała, nie byłoby dla nich ratunku.

Na szczęście madame Renaud przepchnęła się między policjantami i stanąwszy przy łożu, zwróciła się prosto do niego:

– Bardzo, bardzo pana przepraszam. To tylko przykre nieporozumienie.

– Ładne mi nieporozumienie – odburknął. – Co tu się dzieje, do diabła?

– Szukamy kobiety – powiedział dowodzący oficer.

– Przyszliście wobec tego we właściwe miejsce – powiedział Duval. – Tylko że ta jest już zajęta.

Oficer puścił jego uwagę mimo uszu i spojrzał na Claudine.

– A to kto?

Z mocno bijącym sercem Claudine zmusiła się, by odwzajemnić jego spojrzenie. Miała nadzieję, że zrobiła to wystarczająco bezczelnie. Potem otworzyła usta, ale madame Renaud nie dała jej dojść do słowa.

– To jest Fifi – stwierdziła oburzona. – Jedna z moich dziewcząt.

– Jak długo u ciebie pracuje?

– Będzie już z pół roku.

– No, no. – Oficer z uznaniem zmierzył Claudine wzrokiem. – Ślicznotka.

Stłumiła w sobie chęć, aby zetrzeć z jego parszywej twarzy ten obleśny uśmieszek, i zatrzepotała rzęsami.

– Mam tu dużo ładnych dziewcząt – powiedziała madame Renaud. – Dla każdego coś miłego.

Oburzona lubieżnymi spojrzeniami kierującymi się w jej stronę Claudine starała się mimo wszystko wytrwać w roli. Duval spojrzał na intruzów ze złością.

– Ona w każdym razie jest w tej chwili miła tylko dla mnie – oświadczył i przeniósł wzrok na madame Renaud. – Zapłaciłem za całą noc z Fifi i chcę wiedzieć, że nie zmarnowałem tych pieniędzy.

Szeregowi stojący za oficerem wymienili znaczące spojrzenia. Madame skinęła głową.

– Oczywiście, monsieur – powiedziała ugodowym tonem. – Mogę tylko przeprosić za to najście. Mam nadzieję, że Fifi panu odpowiada.

– Fifi bardzo mi odpowiada.

– Pan Foché mówi to samo – podkreśliła madame.

Oficer raptownie potrząsnął głową i trochę zbladł.

– Pan Foché? Czy on bywa tutaj klientem?

– Właśnie. Po prostu ceni sobie dyskrecję. Tak samo jak ja, dla mnie jest to naczelna zasada w interesach. Nie sądzę, żeby pan Foché się ucieszył, kiedy usłyszy o tym bałaganie. A że usłyszy, to pewne, bo złożę skargę.

Mundurowy bardzo spuścił z tonu.

– Wykonywałem tylko swoje obowiązki. Wydano mi rozkaz weryfikacji otrzymanej informacji. Wygląda jednak na to, że popełniliśmy błąd.

Madame popatrzyła na niego współczująco.

– Podejrzewam, że ktoś zażartował pańskim kosztem.

Ta możliwość musiała i jemu przyjść do głowy, bo na policzkach wykwitły mu rumieńce.

– Wychodzimy stąd. – Skłonił głowę przed parą znajdującą się w łożu. – Bardzo pana przepraszam.

Duval zmierzył go chłodnym spojrzeniem.

– Zamknijcie drzwi, wychodząc. – Uznając sprawę za zakończoną, odwrócił się do nich plecami, położył dłoń na piersi Claudine i spytał: – Na czym to my skończyliśmy?

Zaraz potem madame przejęła inicjatywę i wyprowadziła policjantów na korytarz. Widząc, że drzwi wreszcie się zamykają, Claudine odetchnęła z ulgą i bezsilnie opadła na poduszki. Duval uśmiechnął się do niej.

– Dobra robota.

– To madame zasługuje na wielkie podziękowania – odparła.

– Była wspaniała. Policja będzie musiała poszukać swojego szpiega gdzie indziej. – Urwał. – A pani gra… była niezwykle przekonująca.

– Umiem zagrać rolę, jeśli muszę.

– W tej roli jest pani perfekcyjna, jeśli mogę tak powiedzieć.

Tym ją wzburzył.

– Właśnie, to tylko gra. I to wcale nie jest tak, jak się panu zdaje.

Widząc jego kpiącą minę, aż się wzdrygnęła. Leżała naga z mężczyzną w burdelowym łożu. Co on sobie musi myśleć, na miły Bóg?! I w dodatku ma do tego pełne prawo. Czując upokorzenie, dodała:

– Ten fortel był niezbędny. Gdyby dało się załatwić sprawę inaczej, nie omieszkałabym tego zrobić.

– Naturalnie.

– Przyszłam spotkać się z Alainem, który miał mi przekazać informacje. Wybór miejsca nie należał do mnie. Z własnej woli ani nie przyszłabym tutaj, ani nie dzieliłabym z panem łoża.

Duval tymczasem miał nieprzeniknioną minę. Ta kobieta obudziła w nim coś, co wydawało mu się od dawna martwe. Przez chwilę w tej głębokiej ciemności sądził nawet, że i ona go pragnie, a teraz był na siebie zły. Nie miał już twarzy, która robiłaby na kobietach wrażenie. Wyobrażać sobie, że taka piękność go pożąda… to było naprawdę żałosne.

– Nie musi się pani obawiać, chérie – odburknął. – Wolę kobiety, które są chętne.

Powiedział to całkiem obojętnie, ale Claudine wyczuła w jego tonie złość. Duval odwrócił się do niej plecami i opuścił stopy na podłogę. Gdy już zapiął spodnie, zerknął przez ramię.

– Niech się pani ubierze. Wyniesiemy się stąd, gdy tylko droga będzie wolna.

Claudine znalazła po omacku koszulkę i szybko ją włożyła.

– Powiedziałam panu, że potrafię sama o siebie zadbać.

Wysunęła się z łóżka i zaczęła podnosić kolejne części garderoby.

– Dałem słowo Alainowi i zamierzam go dotrzymać.

– Już pan to zrobił. – Znalazła gorset. – Jestem panu wdzięczna, naprawdę. Ale przyszedł czas się pożegnać.

– Pożegnamy się, kiedy bezpiecznie dowiozę panią do Anglii. A teraz proszę się odwrócić.

– Po co?

– Żebym mógł zasznurować gorset. Czy musi się pani o wszystko spierać?

Claudine zmierzyła go morderczym spojrzeniem, ale musiała mu przyznać rację, że może rzeczywiście nie ze wszystkim jest sobie w stanie poradzić sama. Widząc skinienie głową, zawiązał końce i odsunął się, by zadbać o własną garderobę.

– Nie zamierzam pozwolić, by kolejny angielski agent wpadł w ręce Fouchégo.

Nałożyła halkę i sięgnęła po suknię.

– Po co panu taki ciężar jak ja, skoro nie mogę pana w żaden sposób zadowolić?

– To jest zupełnie nieistotne, czy mnie pani zadowala.

Westchnęła.

– Proszę posłuchać. Wiem, że ma pan dobre intencje…

– Zamierzam odwieźć panią do Anglii.

– Nie może pan. Nie bez mojej współpracy.

– Pani współpraca nie jest konieczna.

Powiedział to całkiem obojętnym tonem, ale coś w wyrazie jego twarzy zwróciło jej uwagę. Przecież nie miała pojęcia, do czego ten człowiek jest zdolny, i wolałaby tego nie sprawdzać. Duval zauważył jej moment niepewności i skinął głową.

– Pojedzie pani ze mną, Claudine.

Zaniepokojona jego niezłomnym spojrzeniem podeszła do niewielkiego lustra nad stojakiem z miską. Miała rumieńce i dziwny błysk w oczach. Również jej usta wydawały się czerwieńsze i bardziej wydatne niż zwykle.

Te pięć minut w jego ramionach pozostawiło w niej niezaspokojone pragnienie. Nie były to jednak doznania, na jakie mogłaby sobie pozwolić, i nie zamierzała się nad nimi głębiej zastanawiać. Dopełniła więc toalety i wyszli z pokoju.

ROZDZIAŁ TRZECI

Upewniwszy się, że droga jest wolna, zeszli na dół. Przy drzwiach wychodzących na tył budynku czekała na nich madame Renaud. Duval cmoknął ją w policzek.

– Dziękuję, była pani wspaniała.

– Z tego, co widziałam, sami dobrze sobie radziliście – odpowiedziała z figlarną miną.

– Uznaję to za komplement – stwierdził i szeroko się uśmiechnął.

– Słusznie. – Zerknęła na Claudine i oczy jej zabłysły. – Wiedziałam, że mam rację.

– W czym? – spytał Duval.

– Ona może to panu potem wyjaśnić. Tymczasem musicie jak najprędzej stąd zniknąć.

Claudine przystanęła na progu.

– Dziękuję za to, co pani dziś zrobiła.

– Wszystko w cenie. – Madame Renaud skinęła głową ku opustoszałej ulicy. – Idźcie już.

Drzwi burdelu zamknęły się za nimi i zostali sami. Claudine odetchnęła z ulgą. Teraz należało jeszcze pozbyć się Duvala i wprowadzić w życie własne plany. Spojrzała na niego.

– Jestem panu szczerze wdzięczna za pomoc, ale przyszedł czas na rozstanie.

W odpowiedzi zacisnął dłoń na jej przedramieniu.

– Zrobi pani tak, jak mówię, moja droga. Jeszcze daleko nam do wydostania się z opresji.

Nie sposób było odgadnąć, jak blisko jest w tej chwili policja, a scena między nimi mogłaby wzbudzić niepożądane zainteresowanie. Claudine nie pozostało nic innego, jak pójść z Duvalem. Musiała biec, by dotrzymać mu kroku. Nie rozmawiali. Przy końcu ulicy zauważyła czekający powóz.

Po chwili została bezceremonialnie wrzucona na siedzenie pojazdu. Usłyszała, że Duval zamienia kilka zdań z woźnicą, a chwilę potem zajął miejsce naprzeciwko niej. Powóz ruszył. Claudine zmierzyła swojego towarzysza gniewnym spojrzeniem.

– Jak pan śmiał?

– Wydaje się pani niezdolna do racjonalnego myślenia – odparł. – Dlatego muszę myśleć za nas oboje.

– Nie potrzebuję pana ani nikogo innego. Powiedziałam, że mam swoje plany.

– Teraz po prostu zmieni je pani na moje.

Prawie ją zatkało wobec tej arogancji. Miała na końcu języka jadowitą ripostę, ale zmusiła się do milczenia. Te słowa na pewno spłynęłyby po nim jak woda po kaczce. Spojrzała mu w oczy.

– Dokąd jedziemy?

– Do Saint-Malo – odpowiedział.

– Saint-Malo? Przecież to kilka dni jazdy!

Zignorował tę uwagę i spokojnie wyjaśniał dalej:

– Tam załatwię przeprawę na Jersey, a z Jersey do Anglii.

Wiedziała, że przez Wyspy Normandzkie biegnie najważniejszy kanał przerzutowy brytyjskiego wywiadu.

– Kiedy opuścimy Paryż, będę już prawie bezpieczna. Mogę…

– Jedzie pani ze mną. Proszę się pogodzić z tą myślą.

Ton Duvala i tym razem był niezłomny. Dalszy spór wydawał się więc bezprzedmiotowy. Claudine zaczęła wyglądać przez okno, a w powozie zapadło napięte milczenie. Za oknem przemykały kolejne rozmazane ulice i budynki.

– Niech pani tylko nie próbuje mi uciec – odezwał się po chwili. – Znajdę panią bardzo szybko, a konsekwencje na pewno jej się nie spodobają.

Dumnie uniosła głowę.

– Za to pan pewnie myśli o tym z zachwytem. Muszę jednak z góry ostrzec, że czeka go rozczarowanie.

– To pocieszające wiedzieć, że ma pani przynajmniej tyle rozsądku.

– Cieszę się, że wreszcie odzyskał pan spokój ducha.

Zmierzył ją spojrzeniem pełnym zainteresowania.

– A tak w ogóle, o co chodziło madame Renaud?

Claudine zalała się rumieńcem.

– Nieważne. To tylko żart.

– Tym bardziej może pani mi go objaśnić.

– Nie zamierzam.

Po tych słowach odwróciła się do okna.

Po pewnym czasie powóz zaczął zwalniać. Za oknem Claudine zobaczyła płonące pochodnie i uzbrojonych ludzi w mundurach przy rogatce. Spojrzała przerażona na Duvala.

– Nie mam dokumentów. Zostały w moim mieszkaniu.

– Wszystkie potrzebne papiery są u mnie – odparł. – Wystarczy, że zachowa pani spokój i wbrew sobie posiedzi chwilę z zamkniętą buzią.

Nie próbowała protestować. Powóz stanął. Duval opuścił szybę i podał dokumenty urzędnikowi. Ten zerknął na nie, a potem zajrzał do wnętrza powozu. Claudine poczuła, że serce podchodzi jej do gardła. Urzędnik zwrócił się znów do Duvala.

– Pańska żona?

– Zgadza się.

– Wszystko w porządku, monsieur. Możecie jechać.

Duval schował dokumenty do wewnętrznej kieszeni fraka. Urzędnik uchylił czapki przed Claudine, a potem zawołał coś do kolegi. Podniesiono szlaban i powóz ruszył w dalszą drogę.

– Nie rozumiem. Skąd…

– Myśli pani, że próbowałbym ją ratować, nie zaplanowawszy tego wcześniej? – przerwał jej.

– Prawdę mówiąc, nie. – Zawahała się. – Według tych dokumentów jestem pańską żoną…

– To był najbardziej wiarygodny scenariusz, jaki umiałem wymyślić, a na pewno taki, który będzie najmniej kwestionowany.

– Rozumiem.

Claudine pomyślała o konsekwencjach małżeństwa i poczuła dziwne łaskotanie w żołądku.

– Cieszę się – powiedział. – Nawiasem mówiąc, na czym polegał plan alarmowy, o którym pani wcześniej wspomniała?

Zarumieniła się ponownie.

– Nie ma to już znaczenia, prawda?

– Pytam z ciekawości.

– Nie jest panu do twarzy z tą triumfującą miną.

– Dość długo nie będziemy się zatrzymywać, więc powinna pani trochę się zdrzemnąć, moja droga – zmienił temat. – Ja też zamierzam to zrobić.

Claudine przyglądała mu się przez chwilę, jak układa się do snu.

– Duval?

– Słucham.

– Dziękuję.

Przez moment na jego twarzy zagościł wyraz zdziwienia.

– Nie ma za co.

Z tymi słowami przysłonił twarz kapeluszem i zakończył rozmowę.

Claudine również zamknęła oczy i musiała zasnąć, bo gdy się ocknęła, na zewnątrz było ciemno, chociaż gwarno. Raptownie się wyprostowała.

Wyjrzała przez okno i przekonała się, że stoją na podwórzu zajazdu. Służba właśnie odprowadzała ich konie. Chwilę potem w twarz uderzył ją chłodny podmuch i do powozu wrócił Duval.

– Gdzie jesteśmy?

– Na obrzeżach Saint Germain – odpowiedział.

– Zatrzymujemy się tutaj na noc?

– Tylko zmieniamy konie. Jeszcze nie czas na odpoczynek.

Po kilku godzinach ponownie zmienili konie, a około północy zatrzymali się przed zajazdem.

Duval zapłacił za nocleg i odprowadził Claudine do jej pokoju.

– Proszę wypocząć. Jutro czeka nas długi dzień, a wyjeżdżamy wcześnie. Gdyby pani mnie potrzebowała, jestem w pokoju obok.

Z tymi słowami wyszedł i zamknął drzwi. Claudine odetchnęła z ulgą. Obawiała się, że po tym, co zaszło, Duval będzie próbował wykorzystać sytuację. Najbardziej jednak zdziwiło ją to, że poczuła również żal.

Wyjechali bladym świtem. Powóz, którym jechali, był zaskakująco wygodny, a siedzący na koźle Matthieu bez wątpienia znał swój fach. Interesująco wyglądał też sam Duval. Z pewnością nie był zwykłym awanturnikiem. Nie słyszała, żeby podnosił głos, ale gdy tylko się odzywał, służba natychmiast brała się do roboty. W ogóle sprawiał wrażenie człowieka przyzwyczajonego do wydawania rozkazów i do posłuchu. Trzymał się prosto jak wojskowy, płynne ruchy miał naznaczone odrobiną arogancji, wysławiał się jak dżentelmen.

Światło dnia odkryło przed jej wścibskim spojrzeniem wszystkie szczegóły wyglądu Duvala. Teraz wiedziała już, że jest lekko opalony, a jego włosy, które w blasku świecy wydawały się ni to brązowe, ni jasne, mają kolor dojrzałej pszenicy. Uderzający był kontrast między zdrową a okaleczoną częścią twarzy. Utwierdził Claudine w przekonaniu, że kiedyś była to twarz o klasycznych rysach, a na jej posiadacza chętnie zwracały uwagę kobiety. Blizny na pewno to zmieniły. Teraz wydawał się już nie tylko atrakcyjny, lecz również posępny i groźny. W każdym razie zaintrygował ją.

Duval odwrócił się i skrzyżował z nią spojrzenia. Zdrowe oko miał bardzo niebieskie, w odcieniu lipcowego nieba. Przez jedną chwilę wydawało się ono Claudine niepokojąco znajome.

– Wygląda pani na zatroskaną.

– Nie… A w każdym razie bywałam już bardziej zatroskana. Czy sądzi pan, że ktoś za nami jedzie?

– Gdyby tak było, zauważylibyśmy to. Tak czy inaczej, nie wolno nam spocząć na laurach.

– Jak ludzie Fouchégo dotarli do Alaina?

– Ktoś go zdradził, a przy okazji naraził całą brytyjską siatkę wywiadowczą w Paryżu.

– Podwójny agent?

– Na to wygląda.

– Ma pan pojęcie, kto mógłby nim być?

– Jeszcze nie.

– Nigdy nie poznałam kontaktów Alaina. Sądzi pan, że zdążył wszystkich zawczasu ostrzec?

– Miejmy nadzieję.

Nagle przeszył ją zimny dreszcz, uświadomiła sobie bowiem, jak niewiele brakowało, by została zatrzymana.

– Wciąż pozostaje pytanie, dlaczego ktoś zdradził.

– Alain dowiedział się czegoś bardzo ważnego, nie chciał jednak ujawnić, o co chodzi, póki jego źródła nie potwierdzą faktów. Widocznie ściągnęli na siebie podejrzenia, bo wkroczyła policja i żadne inne informacje nie wyciekły.

– Rozumiem.

– W jaki sposób, u licha, stała się pani częścią tej klęski? – spytał.

Claudine zawahała się. Nigdy nie odważyła się z nikim zamienić choćby słowa na temat swojej potajemnej działalności. Wiedziała, że to sprowadziłoby na nią hańbę. Początkowo cieszyła się swoim sekretem, stopniowo jednak ciążył jej coraz bardziej. Teraz wreszcie miała okazję o tym porozmawiać i trudno jej było oprzeć się pokusie.

Duval zauważył jej wahanie.

– Nie musi się pani obawiać. Wszystko zostanie między nami.

Bardzo chciała mu uwierzyć. Niewiele o nim wiedziała, ale instynkt podpowiadał jej, że może mu zaufać.

– Mój brat był na wojnie w Hiszpanii. Zginął pod Talaverą.

– Przykro mi.

Uśmiechnęła się smutno.

– Oddał życie za kraj w czasie, gdy ja opływałam w dostatki z dala od niebezpieczeństw, które on napotykał na każdym kroku. Jego śmierć sprawiła, że zaczęłam sobie stawiać pytania o swoje życie, jego sens. Nagle to wszystko wydało mi się płytkie i pozbawione wartości. Chciałam jakoś włączyć się do wojennego wysiłku, ale nie miałam pomysłu, jak to zrobić, nie wstępując do wojska. – Urwała. – Wtedy przypomniałam sobie, że Peter, jeden z moich kuzynów, pracuje w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Napisałam do niego i poprosiłam o rozmowę.

– Musiał być bardzo zaskoczony.

– Początkowo tak, ale bardzo lubił Henry’ego i prawdopodobnie dlatego wysłuchał mnie ze zrozumieniem. W każdym razie kilka dni później wrócił z kolegą, niejakim Gabrielem Viaudem.

Duval zmarszczył brwi.

– Z Viaudem?

– Tak. Zna go pan?

– Mieliśmy okazję się poznać. Ale przerwałem pani, proszę mówić dalej.

– Mam posiadłość na południowym wybrzeżu Anglii, idealne miejsce dla ludzi, którzy chcą dostać się do kraju albo wydostać z niego niezauważeni. Viaud spytał, czy zgodziłabym się na wykorzystanie tej nieruchomości jako bazy przerzutowej. Oczywiście wyraziłam zgodę.

Duval w skupieniu słuchał i jego zaciekawienie rosło. Czyżby ta kobieta była jednak Angielką? Mówiła perfekcyjnie po francusku. Nie uszło też jego uwagi, że cały czas opowiada w pierwszej osobie, a przecież nosi obrączkę.

– Czy pani mąż nie miał nic do powiedzenia na ten temat?

– Mieszkam sama, oczywiście jeśli nie liczyć służby.

– Jest pani wdową?

Zdziwiło go, jak bardzo czeka na tę jej odpowiedź.

– Niezupełnie. – Zawahała się. – Tyle tylko że nie widziałam męża już dość dawno. Służy w wojsku za granicą.

– Rozumiem.

Oczywiście wbrew swemu zapewnieniu nie rozumiał, ale Claudine nie powiedziała ani słowa więcej. Nie zamierzała rozwodzić się na temat swojej sytuacji osobistej.

– Proszę wybaczyć, odszedłem od tematu – powiedział, zauważywszy jej opór. – Wspomniała pani, że pozwoliła korzystać ze swojej posiadłości…

– Tak. Kilka miesięcy później w Londynie zwrócił się do mnie ten sam dżentelmen i spytał, czy chciałabym bardziej się zaangażować. Praca nie wiązała się z dużym ryzykiem. Miałam być kurierem szyfrowanych wiadomości, przewożonych między Londynem a wybrzeżem.

– I zgodziła się pani.

– To było łatwe, a przy tym daleko ważniejsze, całkiem inne niż codzienne życie towarzyskie.

– I co dalej?

– Mniej więcej pół roku temu przedstawiono mnie Paulowi Genetowi. Szukano kandydatów do służby wywiadowczej za granicą. Znałam francuski, a w Paryżu kompletnie nikt mnie nie znał. Byłam idealną kandydatką.

– W to mi łatwo uwierzyć. Musiał zacierać ręce z radości.

– Co pan ma na myśli?

– Zrozumiał, że ma w rękach narzędzie, którym może się posłużyć do własnych celów.

Spojrzała na niego ze złością.

– To wcale nie było tak.

– Nie?

Jego sarkazm był zupełnie jawny. Czyżby ta kobieta naprawdę była tak naiwna, by sądzić, że Genet się nią nie posługuje? Jako jeden z emigrantów, którzy uciekli z kraju podczas rewolucji, po drugiej stronie cieśniny natychmiast zaczął tworzyć nową siatkę szpiegowską, tym razem pracującą dla Brytyjczyków. Zarazem jednak utrzymywał kontakty z ludźmi, którzy chcieli obalić Napoleona i przywrócić monarchię.

– Nie – odparła. – Sama dokonałam wyboru. Mogłam odmówić.

– Przez tę przygodę mogła pani zginąć.

– Byłam tego świadoma.

– I to pani nie powstrzymało?

– Nie. Jasno mi powiedziano, co ryzykuję, a ja postanowiłam podjąć ryzyko. Genet nie jest niczemu winny.

– Kobiet nie należy narażać na niebezpieczne sytuacje.

Claudine uniosła brew.

– A jednak mężczyźni robią to nieustannie.

– Jak to?

– Oczekują od kobiet, że będą im rodzić dzieci, prawda? A dla kobiet nie ma nic bardziej niebezpiecznego.

Zmarszczył czoło.

– To nie to samo.

– No nie. Jeśli się zastanowić, szpiegowanie jest o wiele bezpieczniejsze – odparła. – W każdym razie wolałabym spędzić swoje życie, robiąc coś dla własnego kraju, niż imponując towarzystwu w Londynie.

– Cel szlachetny, ale dla pani to już przeszłość. Ta część siatki jest spalona.

– Ta część pewnie tak, w końcu jednak znajdę inne miejsce.

Spojrzał na nią z niedowierzaniem.

– Nie dość pani ocierania się o śmierć?

– Wpadka była bardzo niefortunna, ale w tej pracy to się zdarza.

– Lepiej, żeby w przyszłości trzymała się pani od tego z dala.

– A pan właśnie to zamierza? – spytała wyzywająco.

– To jest moja praca, nie rozrywka, którą sobie wybrałem, żeby pokonać znużenie.

Claudine zacisnęła dłonie trzymane na kolanach.

– Nie przeczę, że odczuwałam pewne znużenie. Nie zgadzam się jednak z tym, że traktuję to jak rozrywkę.

– Co za ulga, że to słyszę.

– Genet zatrudnia mnie, bo jestem dobra w tym, co robię.

– Mimo wszystko trzeba było panią ratować.

– A to oczywiście nikomu się nie zdarza – powiedziała, parodiując jego sarkastyczny ton. – Czyżbym była pierwsza?

– Nie wiem, czy pierwsza, ale na pewno najbardziej wygadana.

– Och, przepraszam. Kobiecie tego nie wolno, prawda?

Kusiło go, by zbyć jej pytanie. Wypadało jednak odwdzięczyć się za szczerość.

– Byłem z Wellingtonem w Hiszpanii – powiedział – ale zostałem ranny i uznano mnie za niezdolnego do służby liniowej.

– Brakuje panu tego? Mam na myśli walkę frontową.

– Początkowo brakowało, ale pogodziłem się już ze zmianą.

Nazwał to bardzo oględnie. Brak kontaktu z dawnymi towarzyszami i życiem, jakie uwielbiał, był dla niego jak wygnanie. A to, że musiał teraz kontaktować się z ludźmi pokroju Geneta, nie nastrajało go lepiej. Tylko co innego mu pozostawało? Wrócić do Anglii? Do domu? Nie sądził, by został tam mile powitany, zważywszy na okoliczności. W każdym razie i tak było już za późno, by cokolwiek naprawić.

Claudine nie umiała czytać w myślach, ale zauważyła jego napięcie i postanowiła zmienić temat.

– Ma pan krewnych w Anglii?

– Tak, chociaż nie widziałem ich od kilku lat.

– To musi być trudne…

– W naszej rodzinie nie ma szczególnych więzi uczuciowych, a już na pewno nie między mną i ojcem. Poza tym on już nie żyje, jestem też pewien, że nad moją nieobecnością nikt z krewnych nie płacze.

– Rodziny powinny trzymać się razem, chociaż wiem, że nie zawsze tak jest.

– Ma pani jeszcze kogoś z rodzeństwa? – spytał.

– Nikt nie dożył dorosłego wieku.

– Musi więc pani być szczególnie droga rodzicom.

– Moja matka umarła, gdy miałam osiem lat. Ojciec zatrudnił guwernantkę i uznał, że wywiązał się w ten sposób z rodzicielskiego obowiązku. Zainteresował się mną dopiero wtedy, gdy podrosłam, ale i wtedy traktował mnie jedynie jak towar, który można spieniężyć na rynku matrymonialnym.

– Zaaranżował pani małżeństwo?

– Tak. Nie miałam w tej sprawie nic do powiedzenia.

Chociaż powiedziała to całkiem chłodno, Duval wyczuł jej gniew. Jego ciekawość rosła.

– A pani mąż?

– On też został zmuszony do tego małżeństwa przez rodzinę.

Ta historia była tak podobna do jego własnej. Nie zamierzał jednak dopytywać. Nie należy wywoływać wilka z lasu. Jednak potrafił wczuć się w sytuację Claudine.

– Mimo wszystko nie sądzę, by opuścił panią dobrowolnie.

Jej twarz nabrała intensywnych rumieńców.

– Nawet nie obejrzał się za siebie. Chyba nie mógł się doczekać tej chwili. Owszem, wymienialiśmy od czasu do czasu listy, ale nigdy nie wyraził chęci ani zamiaru powrotu.

– Przykro mi.

– Nie ma powodu. On ma swoje życie, a ja swoje.

– Nigdy nie czuje się pani samotna?

– Dawniej czasem się czułam – przyznała. – Teraz już nie. Zresztą przyzwyczaiłam się do niezależności i niechętnie bym z niej zrezygnowała.

– To rozumiem, ale wojna w Hiszpanii już się skończyła.

– Każde z nas ma swoje odrębne życie – odrzekła. – Nie widzę powodu, by nie utrwalić tego układu.

– Nie jest to niespotykane.

– Nie.

Głęboko go poruszyła. Jej przyszłość w tym opisie rysowała się naprawdę ponuro. Pustka bez miłości, bez szansy na spełnienie, i bezlitosny czas, który odbiera młodość. W jego oczach było to czyste marnotrawstwo.

– Mogłaby pani wziąć sobie kochanka – powiedział.

Claudine zaczerwieniła się. Po chwili zastanowienia doszła jednak do wniosku, że Duval nie miał nic złego na myśli, choć dla damy taka sugestia bywała zwykle obraźliwa. Co więcej, w tych okolicznościach nie należało mieć do niego pretensji. Udawać oburzenie znaczyłoby pozwolić sobie na hipokryzję.

– Z deszczu pod rynnę? – Pokręciła głową. – Nie, dziękuję.

Zaskoczyła go zarówno samą odpowiedzią, jak i szczerością. Bacznie przyjrzał się jej twarzy, ale nie dostrzegł żadnych oznak wyrachowania, a jedynie uroczy rumieniec. To też go zaskoczyło. Mimo wszystko trudno było mu uwierzyć, że ta kobieta nie korzysta ze stanu względnej wolności, w jakim się znalazła. Sam dobrze wiedział, że za pozorami chłodu w jej zachowaniu kryje się niezwykle zmysłowa natura.

– Co więc pani zrobi? – spytał.

– Wrócę do Susseksu.

– Do domu nad morzem?

– Tak.

– W której części Susseksu znajduje się ten dom?

– Około piętnastu kilometrów od Hove.

Przez chwilę przyglądał jej się w skupieniu, co zresztą nie uszło jej uwagi.

– Zna pan ten rejon?

– Tak – odrzekł. – Znam, chociaż wiele lat tam nie byłem.

– To oczywiste. – Zamyśliła się na chwilę. – Czyżby miał pan tam rodzinę?

– Nie. Większość moich krewnych mieszka w Londynie.

W dokładniejsze wyjaśnienia nie chciał się wdawać. Rodzina to trudny i skomplikowany temat, reszta zaś stanowiła czysty zbieg okoliczności. W Susseksie mieszkały tysiące ludzi.

– Ja też mam dom w Londynie – odezwała się znowu – chociaż spędzam tam tylko część roku.

Znów naszło go poczucie, że ożywają głęboko ukryte wspomnienia.

– Przyjeżdża pani na sezon?

– Tak.

Duval skarcił się w myślach za wścibstwo. Wielu członków towarzystwa miało domy w Londynie i wizyta w okresie sezonu nie była niczym nadzwyczajnym. Taka kobieta mogła bez trudu obracać się w elitarnych kręgach.

– Sezon dostarcza licznych atrakcji…

– Do pewnego momentu, potem wszystko zaczyna się nużąco powtarzać.

– Mimo wszystko tworzy, jak sądzę, odpowiednie otoczenie dla młodej kobiety, której nie zbywa ani na urodzie, ani na środkach.

– Odpowiednie? W czyich oczach?

Znów powiedziała to cicho i spokojnie, lecz bez wątpienia wyzywająco. Postanowił zagrać rolę adwokata diabła.

– Może pani męża?

– Jego opinia nie ma znaczenia. Od dawna nie jest upoważniony do wyrażania poglądów na ten temat.

– Prawo stanowi inaczej.

– Być może – odparła. – Nie pozwolę jednak, żeby jakiś mężczyzna jeszcze kiedyś traktował mnie jak niewolnicę.

To naprawdę zafascynowało Duvala.

– On panią bardzo głęboko zranił, prawda?

– Początkowo tak, ale z upływem czasu bolało mnie coraz mniej. Teraz właściwie prawie już o nim nie myślę. – Claudine uśmiechnęła się i zmieniła temat: – Czy po przyjeździe do Anglii zatrzyma się pan w Londynie?

– Na pewien czas chyba tak.

– Odwiedzi pan rodzinę?

– Nie byłbym tam mile widziany.

Zerknęła na niego.

– Czas niekiedy wiele zmienia.

– Może na przykład pogłębić przepaść. – Westchnął. – Nie będę udawał, że sam jestem bez winy. Może gdybym wrócił wcześniej, dałoby się jakoś załagodzić różnice. Ale teraz… wątpię.

– Mogę spytać, jak długo pana nie było?

– Osiem lat.

– Ojej, to długo.

– Zbyt długo.

– Mimo wszystko mówią, że rodzina jest najważniejsza.

– Tak pani sądzi?

Uśmiechnęła się kwaśno.

– Przecież syna marnotrawnego przyjęto z powrotem na łono rodziny, czyż nie?

– Ale to był syn marnotrawny, a nie mąż marnotrawny.

Claudine zmartwiała. Przez dłuższą chwilę usiłowała nadać sens temu, co właśnie usłyszała. Targały nią sprzeczne uczucia.

– Rozumiem.

Sama zdziwiła się, że jej głos zabrzmiał tak pewnie, ale jej pierwsza reakcja nie uszła uwagi Duvala.

– Sytuacja nie wygląda tak, jak może się wydawać. Z żoną od dawna żyjemy w separacji.

– Przykro mi to słyszeć.

– Nasze małżeństwo zostało zaaranżowane przez rodziny i żadne z nas nie miało w tej sprawie nic do powiedzenia. To była katastrofa od samego początku. W efekcie każde z nas ma swoje własne życie.

– A pan ma pełną swobodę zabawiania się gdzie indziej – powiedziała zjadliwie. – To musi być wygodne.

Zmarszczył brwi.

– Miejsce małżeństwa zajęła w moim życiu kariera i muszę powiedzieć, że okazała się bardzo wymagającą kochanką. Nawet gdybym miał rozpustne skłonności, brakowałoby mi czasu, aby się zabawiać, a już z pewnością nie robiłbym tego z panią.

– Jak bardzo jestem pańskim zdaniem naiwna, Duval?

– To, co stało się w Paryżu, było w tych okolicznościach nieuniknione.

– To, co się stało, było w tych okolicznościach niewybaczalne.

Skrzyżował z nią spojrzenia.

– Nie zamierzam udawać, że pani nie pragnę, Claudine. Czy jest jakiś zdrowy mężczyzna, który by jej nie pragnął? – Wykonał trudny do zinterpretowania gest. – Mimo wszystko nie zamierzałem posunąć spraw aż tak daleko. Po prostu trochę mnie poniosło, nie umiałem się oprzeć pani wdziękom. Jeśli pani czuje się urażona, szczerze przepraszam.

Przerażała ją myśl, jak blisko zguby była z tym mężczyzną, który najwyraźniej traktował ją jak zwykłą dziwkę. Spojrzała mu prosto w oczy.

– Sytuacja, do której doszło w Paryżu, była niefortunna, ale przeszłości nie sposób zmienić. Zapomnijmy o tym.

– W takim razie nie będę robił nic, co mogłoby obudzić pani pamięć.

– Dziękuję – powiedziała i skinęła głową.

Nie odpowiedział, tylko odwrócił się do okna. Nie była to zamierzona poza, ale Claudine zobaczyła w ten sposób jego nieuszkodzony profil i zaparło jej dech w piersiach. Zdawało jej się, że widzi marmurowy posąg. Pomyślała o Apollinie. I to znów poruszyło w niej głęboko ukryte wspomnienie. Nie miało ono nic wspólnego z Paryżem, było znacznie starsze, dotyczyło innej twarzy w innym miejscu i czasie. Jej serce zabiło odrobinę szybciej. Kto to był? Gdzie i kiedy? Nie pamiętała. Zmarszczyła czoło, ale tak samo jak poprzednio wrażenie uleciało, a jej pozostał tylko mglisty niepokój.