Heartless Heathens - Knox Santana - ebook + audiobook + książka
NOWOŚĆ

Heartless Heathens ebook i audiobook

Knox Santana

3,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

275 osób interesuje się tą książką

Opis

Uwięziona przez Kościół. Wyzwolona przez trzech bezlitosnych grzeszników.

Romina dorastała zamknięta w dzwonnicy uniwersyteckiej kaplicy, znając jedynie ciszę, modlitwy i strach wpajany jej przez arcybiskupa Claude’a Frollo. Dla Kościoła była problemem, który należało ukryć. Dla swojego opiekuna – własnością. Dla studentów – nieuchwytną legendą, o której szeptano po zmroku.

Kiedy los stawia na jej drodze Feliksa, Sonny’ego i Corvina, otwiera przed nią świat, w którym pożądanie splata się z władzą, a bliskość nigdy nie jest prosta. Między nimi rodzi się intensywna, mroczna relacja, oparta na kontroli, pragnieniu i niebezpiecznej fascynacji jedną kobietą.

Gdy dzwonnica przestaje być jedynym więzieniem, a granice zaczynają się zacierać, Romina musi zdecydować, czy pozostać milczącą legendą… czy przyjąć rolę w układzie, który łamie zasady i burzy porządek świata, jaki znała.

Nawet grzesznik uklęknie na zapowiedź tego, co nadchodzi.

Ta historia jest naprawdę HOT. Sugerowany wiek: 18+

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 479

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 12 godz. 36 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Wacław Siemiński

Oceny
3,0 (2 oceny)
1
0
0
0
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



TYTUŁ ORYGINAŁU:Heartless Heathens

Redaktorka prowadząca: Ewelina Czajkowska Wydawczyni: Olga Gorczyca-Popławska Redakcja: Lena Marciniak-Cąkała Korekta: Katarzyna Kusojć Projekt okładki: Wojciech Bryda Zdjęcia na okładce: © Mr. Music; © Hanasaki; © Protsenko Dmitriy; © neosiam / Stock.Adobe.com

Copyright © 2022 Santana Knox

Copyright © 2026 for the Polish edition by Niegrzeczne Książki an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.

Copyright © for the Polish translation by Mateusz Kapelan, 2026

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2026

ISBN 978-83-8417-733-4

Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Ossowska

Dla tych z nas, którzy uciekli od Kościoła, żeby paść na kolana i przyjąć błogosławieństwo innego rodzaju

Ostrzeżenie o zawartości

(może zawierać spoilery)

Wulgarny język

Śmierć rodziców

Trauma

Zabójstwo

Makabryczna śmierć

Myśli samobójcze

Trauma związana z adopcją

Patroszenie

Ćwiartowanie

Utonięcie

Duszenie podczas seksu

Duszenie

Niejednoznaczna zgoda na seks

Seks bez zgody

Przemoc fizyczna

Przemoc seksualna

Wymuszenie

Seks bez zabezpieczeń

Fotodegradacja

Kontrola urodzeń

Wymuszona próba samobójcza

Panika wywołana traumą

Blood play

Knife play

Alarm bombowy

Okaleczenie

Wybuch

Przemoc wobec dzieci

Zaniedbywanie

Fikcyjny kult Szatana

Fikcyjny okultyzm

Chrześcijaństwo

Podawanie narkotyków wbrew woli

Antychrześcijańska retoryka

Przerażające sytuacje

Problemy polityczne przypominające te współczesne

Kazirodztwo (główna bohaterka uprawia seks z bliźniakami)

A co tam – zbyt wiele odniesień do Tolkiena!

Playlista

PLAYLISTA

HEARTLESS HEATHENSDOSTĘPNA NA SPOTIFY

Notre Dame ∗ Paris Paloma

Devil Town ∗ Bright Eyes

Laughing with ∗ Regina Spektor

The Devil Wears a Suit and Tie ∗ Colter Wall

Jesus Christ ∗ Brand New

Prince Charming ∗ Metallica

I Saw Her for the First Time ∗ Dr. Dog

Waste ∗ Brand New

Devouring Me ∗ Scarlett Rose

If I Had a Heart ∗ Fever Ray

Chokehold ∗ Sleep Token

Heathens ∗ Twenty One Pilots

BloodMoney ∗ Poppy

Pet ∗ A Perfect Circle

Fuck Was I ∗ Jenny Owens Youngs

In Love ∗ Dr. Dog

Could Never Be Heaven ∗ Brand New

God Complex ∗ Vita

Werewolf Heart ∗ Dead Man’s Bones

Dead and Lovely ∗ Tom Waits

The Summoning ∗ Sleep Token

The Fruits ∗ Paris Paloma

Goodbye Agony ∗ Black Veil Brides

Od autorki

OD AUTORKI

Czasami Romina używa słowa bezpieczeństwa. Nie piszę o BDSM, nie próbuję go przedstawiać czy do niego nawiązywać. Główni bohaterowie książki są osobami z wadami, targanymi niepokojem. To nie historia o herosach ani o tradycyjnie rozumianej miłości. To opowieść, która kształtowała mi się w głowie. Nie jest moim zamiarem romantyzować przemoc w związkach.

Wielokrotnie się zastanawiałam, czy powinnam publikować tę historię. Wszyscy, których pytałam, twierdzili, że tak; może ktoś powinien jednak zaprzeczyć.

W tej historii skupiam się na antychrześcijańskiej retoryce. To dystopia, w której chrześcijaństwo wyeliminowało w kraju wszystkie inne wyznania. Pojawiają się tu sceny fikcyjnego czczenia Szatana, nie nawiązują w żaden sposób do prawdziwej Świątyni Szatana i jej praktyk.

Ta książka jest inspirowana Katedrą Notre Dame Victora Hugo, a nie jej retellingiem. Nie pojawiają się tu Romowie – nie z braku szacunku, a ze świadomości, że nie ja powinnam o nich opowiadać.

1

Romina

Owieczko, jeśli jeszcze raz wezwiesz Boga, kiedy jestem między twoimi nogami, nawet On nie zdoła cię uratować – warknął mi do ucha.

Bez wątpienia był rozgniewany, ale strach, który wzbudziło we mnie to zdanie, sprawił, że między udami poczułam żar. Mężczyzna jedną ręką unieruchomił mi nadgarstki nad głową, podczas gdy sam wchodził we mnie głęboko i mocno, jakby mnie karał. Robił to jednak w kontrolowanym tempie. Piersi drżały mi przy każdym pchnięciu. Objął je wolną dłonią, szorstki dotyk drażnił sutki. Przepływały przeze mnie kolejne fale dreszczy.

– O B… – Powstrzymałam się na wspomnienie jego groźby.

Jego usta znalazły mój stwardniały sutek, objął go językiem. Głęboko we mnie zaczęło narastać jakieś nieznane uczucie.

– Czy boli, kiedy mój kutas wchodzi w tę ciasną cipkę? – spytał mężczyzna, po czym pchnął mocniej, wyrywając mi z gardła kolejny krzyk.

Kiwnęłam głową. Czułam ból i rozkosz, co tym bardziej mnie przerażało.

– Wiedziałem, że to ci się jednak spodoba. – Przesunął dłoń między moje nogi i zaczął kreślić palcami kręgi dookoła mojej łechtaczki.

Uczucie narastało coraz bardziej, a żar rozpalał mnie do białości.

– Nie sądziłem, że się uda za pierwszym razem – rzucił, oglądając się przez ramię.

Zachłysnęłam się powietrzem. Dyszałam pod jego bezlitosnymi pchnięciami, próbując uchwycić coś, co wciąż mi umykało.

– Popatrz tylko, jak ładnie mnie przyjęłaś.

Uśmiechnął się szeroko, patrząc oczarowany na nasze poruszające się ciała. W pokoju rozległ się mroczny śmiech, nie wiedziałam jednak, który z nich się śmiał. Było zbyt mgliście, żeby dostrzec, gdzie się znajdowaliśmy i w czyim towarzystwie.

– Moja mała dziwka. Co powiedziałby twój Bóg, gdyby usłyszał, że wołasz Jego imię, wijąc się na moim kutasie? – wymruczał mi do ucha.

Chciał mnie obrazić i zranić, ale jego słowa uwolniły to, co dotychczas powstrzymywałam. Była w tym potęga pękającej tamy. Jęknęłam, wbiłam paznokcie w jego skórę, w pościel, w cokolwiek. Byłam na szczycie czegoś, co mogłabym opisać tylko jako falę rozkoszy, w której tak bardzo chciałam utonąć.

– Niegrzeczna dziwka. – Jego głos zmienił się z gładkiego i głębokiego, topiącego mnie od środka w złowieszczy, pełny nienawiści i dezaprobaty. Ugasił mój ogień. – Zupełnie jak twoja ohydna matka.

Udało mi się skupić wzrok na jego twarzy. Głos mężczyzny z każdym słowem coraz bardziej ociekał jadem, a w oczach płonęła czysta nienawiść. Zacisnął dłoń na moim gardle, odebrał oddech. Jego twarz przybrała jednak w końcu rysy mojego obrońcy.

Claude’a Frollo.

Obudziłam się rozedrgana i spocona. To był koszmar. Sięgnęłam w dół, żeby sprawdzić, co pozostało po tym zbyt realistycznym śnie. Usta otworzyły mi się z zaskoczenia. Byłam niewiarygodnie mokra.

Już trzeci raz w tym miesiącu miałam ten sen – chyba tylko on mi pozostał. Czasem działo się w nim więcej, a czasem kończył się tak jak teraz. Historia bez zakończenia.

Najgorsze w zastanawianiu się, czy nie traciłam zmysłów, było to, że nie mogłam z nikim o tym porozmawiać. Kiedy pojawiają się pierwsze takie myśli, nie pozostaje nic innego, jak zjechać równią pochyłą w dół, jakby się ścigało z samym Diabłem. Dawniej myślałam, że wszyscy tak mają, że to normalne. Kiedy jednak zaczęłam dostrzegać prawdę, rozwiała się iluzja, której tak desperacko się trzymałam. Stałam się apatyczna, zgorzkniała.

Rozejrzałam się po pokoju. Cały mój świat to te cztery ściany, nie znałam niczego poza nimi. No, może poza tygodniem, kiedy zepsuło się ograniczenie dostępu do treści w moim tablecie. Godzinami przeglądałam wszystkie możliwe platformy wideo, czułam, że topił mi się mózg. Ojciec Frollo niemal wyszedł z siebie, oskarżył mnie o czarownictwo i zagroził, że pożałuję, jeśli komukolwiek wspomnę o tym wypadku.

Nie dało się jednak tego cofnąć. Mój umysł zaczynał się zapadać. Próbowałam się skupić na czymś innym, ale słowa ojca Frollo zawsze mnie odnajdywały.

„Bezwartościowa”.

„Brudna”.

Tak powiedział.

Kiedy ktoś dzień po dniu zalewa cię swoimi opiniami, zaczynasz się zastanawiać, czy nie ma racji. A jeśli wie o mnie coś, czego ja nie dostrzegam? Dlatego lepiej się ukryć z nadzieją, że nikt nie zauważy, kim naprawdę byłam. Tak naprawdę moja historia nie ma żadnego szokującego początku, który ścinałby krew w żyłach i przykuł twoją uwagę.

Nie jest warta ani słuchania, ani opowiadania. Kłamstwo ma wartość, tylko jeśli ktoś chce go wysłuchać. Nikogo jednak nie interesowałoby to, co mam do powiedzenia.

On tak powiedział.

Dyrektor Frollo, arcybiskup. Tak zazwyczaj go nazywają. Ja mówiłam mu jednak „ojcze”, jako przywódcy duchowemu. Nie byliśmy ze sobą spokrewnieni, a on nie przepuszcza żadnej okazji, żeby mi o tym przypomnieć. Byłam tylko ciężarem, brzemieniem, które musiał ukrywać przed światem.

Stałam się mitem, miejską legendą.

Dorastałam zamknięta w dzwonnicy uniwersytetu teologicznego i zostałam duchem, o którym wszyscy szeptali między sobą. Zadzierali głowy, kiedy przechodzili obok, żeby coś zobaczyć; cokolwiek, co by potwierdziło, że byłam prawdziwa.

Sekretna wychowanka dyrektora. Wszyscy chcieli za wszelką cenę ujrzeć dziewczynę narodzoną z grzechu.

Ojciec Frollo powiedział, że moja matka była dziwką, która przyszła do niego w ciąży po pomoc, kiedy dopadła ją choroba i nie miała dokąd pójść. Zmarła podczas porodu, a pobożny Claude Frollo, człowiek cnót wszelakich, nie mógł się odwrócić od niewinnego człowieka w potrzebie. Nieważne, do czego zmusiliby go inni, równi pozycją, w imię czystości i Boga. Wychował mnie, ukrył przed Kościołem i władzami uczelni. Gdyby ktoś odkrył, że pomógł grzesznicy takiej jak moja matka i przyjął do siebie owoc jej hańby, zostałby skompromitowany.

Nikt nawet nie wiedział, że istniałam. Odkąd pamiętam, mieszkałam w zamknięciu, żeby tylko chronić jego dobre imię. Tamtego roku obiecałam sobie, że dołączę do innych studentów; nie byłam już małą dziewczynką. Nauka świetnie mi szła. Byłam gotowa, żeby stać się jedną z nich. Chciałam się wreszcie przekonać, jacy tak naprawdę byli inni ludzie.

Ich śmiechy i rozmowy słyszane z oddali mieszały się z wiatrem szepczącym w gęstych koronach drzew na kampusie. Lato mijało i na jesień nowi i starzy studenci mieli wrócić do college’u. Nie starałam się ich zapamiętywać, bo przychodzili i odchodzili, a ja zostawałam w wieży jak Laverne. Przemijała wraz z godzinami odmierzanymi przez zegar na wieży kościoła.

Choroba uderzyła dwie dekady temu. Przez pierwszych pięć lat zmarło na nią dwie trzecie ludzi na całym świecie, zanim opracowano szczepionkę. Niektórzy myśleli, że świat pozbywał się tego, co mu najbardziej szkodziło, ale inni, religijni – jak ojciec Frollo – byli pewni, że to wola boska. Sprawdzian wiary. Okazja, żeby trafić do nieba. Moja matka zmarła w połogu, więc – według jego toku myślenia – ja też nie powinnam była przeżyć. Samo moje istnienie potwierdzało, że oblałam boski test i odkupienie mojej „nieśmiertelnej duszy” było niemal niemożliwe.

Westchnęłam i po raz piąty tego dnia włączyłam program Freda Rogersa. Miałam tylko jeden kanał, a za kilka godzin dotarłabym do limitu swojego czasu ekranowego. Potem mogłabym stłumić nudę grami; tylko one działały. Ojciec Frollo kontrolował każdą informację, jaka do mnie docierała. Musiał być po temu jakiś powód, którego jeszcze nie udało mi się odkryć.

Chcesz posłuchać mojej mowy? – spytałam Laverne, wyjmując z kieszeni kawałek papieru. – Nie będzie mógł odmówić, kiedy sam ją usłyszy. Właściwie to bardziej lista, ale słyszałam, że listy też są popularne. – Wzruszyłam ramionami.

Laverne obdarzyła mnie jednym z tych swoich niewzruszonych spojrzeń. Mówiło, że byłam głupia, jeśli miałam nadzieję, że ojciec Frollo kiedykolwiek pozwoli mi dołączyć do zajęć z innymi studentami.

– Wiesz, mogłoby mi się udać, gdybyś nie była tak negatywnie nastawiona. Zaczynam podejrzewać, że knujesz coś przeciwko mnie. – Zmarszczyłam brwi, opierając się o nią trochę za bardzo.

Nie odpowiedziała.

Typowe.

– Lepiej uważaj, Laverne. – Poklepałam zimną kamienną głowę najlepszej przyjaciółki, po czym odwróciłam się w stronę dzwonnicy. – Jeden kopniak i polecisz w dół – przypomniałam jej ze złowieszczym śmiechem.

Byłam niemal pewna, że zaśmiała się ironicznie, ale równie dobrze mogła odezwać się wrona, która przysiadła jej na głowie. Osiemnaście lat w samotności, jedyny człowiek, którego znałam, to przybrany ojciec gardzący samym moim istnieniem… Nie da się nie oszaleć.

Kiedy zabrzmiał alarm na moim tablecie, rzuciłam się w stronę liny. Dzwon znajdował się w wieży w starej kaplicy, w której dawniej studenci gromadzili się trzy razy dziennie na kazania i modlitwy prowadzone przez jedynego i niepowtarzalnego ojca Frollo. Przez epidemię uczelnia powiększyła się czterokrotnie – Szkoła Parafialna Notre Dame dostała dofinansowanie, a pośrodku kampusu, z dala od starej kaplicy, wyrosła Wielka Katedra. Ojciec Frollo został wyniesiony do rangi arcybiskupa i czas, który mógł poświęcić nauczaniu, skurczył się na rzecz głoszenia słowa Bożego przed większą publicznością. Prowadził tylko jedne zajęcia w tygodniu, wtedy też upewniał się, że niczego mi nie brakowało.

Przez resztę czasu byłam jednak sama. Zamknięta na strychu opuszczonej kaplicy.

Parter był teraz przeważnie pusty, zostało tylko kilka zniszczonych ławek skierowanych ku ołtarzowi. O świcie i o zmierzchu światło wpadało do środka przez witraże, barwiąc butwiejące drewno wszystkimi kolorami tęczy. Były stare, ale wytrzymały wszystkie dotychczasowe burze.

Korytarz za ołtarzem prowadził do sypialni, łazienek i kuchni dla zakonnic, które mieszkały tam, zanim zostały przeniesione do innego budynku. Schody znajdujące się w głębi korytarza prowadziły do żelaznych drzwi. Za nimi byłam… ja.

Dzwonnica. Mój dom.

Miałam tu łóżko, lodóweczkę, telewizor i regał na książki w rogu pomieszczenia. U stóp łóżka stała niewielka skrzynia, w której trzymałam ubrania, mimo że większość z nich już na mnie nie pasowała. I tyle. W sumie czego więcej mogłabym potrzebować? Miło byłoby mieć toaletę, ale zawsze mogłam zejść po winorośli i skorzystać z tej za schodami. Ojciec Frollo nabierał jednak podejrzeń, kiedy wiaderko było zbyt czyste.

Nie chcę o tym mówić.

Dopóki się nie pojawiał, miałam swobodę. Jedynym, co musiałam robić, było dzwonienie i pozdrawianie Laverne na jej stanowisku. Czuwała nad kampusem i lubiłam wyobrażać sobie, że nade mną też, że powstrzymywała mnie przed podejmowaniem złych decyzji. Z wiekiem coraz mniej przejmowałam się jednak pozostawaniem tajemnicą ojca Frollo. Mój buntowniczy zapał był jednak słomiany – trwał do jego odwiedzin, kiedy przynosił mi jedzenie i przypominał surowo, że sama nigdy nie dałabym sobie rady, bo dla rządu nawet nie istniałam. Nie miałam dokumentów.

Biegłam więc do dzwonów na dźwięk alarmu, a wszystkie te myśli przemijały, kiedy wspinałam się spiralnymi metalowymi schodami. Ciągnęły się wzdłuż ścian, pozostawiając pośrodku wolną przestrzeń. Na samej górze przechylałam się przez krawędź, chwytałam linę i ciągnęłam ją swoim ciężarem. Uwielbiałam drganie, w jakie dźwięk dzwonu wprawiał ciało, budząc duszę z głębokiego snu.

To była jedyna namiastka wolności w moim życiu.

Każde uderzenie serca dzwonu uwalniało kolejną część mnie, o której istnieniu nie wiedziałam. Na chwilę stawałam się kimś innym, przenosiłam się gdzieś indziej.

Czułam radość.

– To musi się skończyć – skarcił mnie ojciec Frollo.

Ze skrzyżowanymi ramionami czekał, aż zejdę z wieży. Przy bokach miał torby z zapasami.

– Co ojciec ma na myśli?

Podbiegłam do toreb i rozpakowałam je, uważnie przyglądając się każdej rzeczy.

– Z tego, co pamiętam, mówił ojciec, że dzwony są ważną częścią kultury i historii szkoły – dodałam.

– W tym roku możemy przyciągnąć więcej uwagi. – Rzucił mi ostre spojrzenie, po czym kontynuował: – Na zajęcia dołączy kilku raczej… przykrych studentów. Ich opiekun obiecał szkole wsparcie finansowe na tyle wysokie, że wpłynęło na decyzję rady o ich przyjęciu. – Odchrząknął, jakby ta decyzja nie zależała od niego.

Sprzeciwiał się temu, to było oczywiste. Nie umiałam sobie wyobrazić, że ktoś mógłby dyktować ojcu Frollo, co miał robić, że istniał ktoś potężniejszy. Bo nie istniał, prawda?

– Musisz się starać, żeby pozostać niezauważona. Teraz bardziej niż kiedykolwiek. Rozumiesz, głupia dziewczyno? – wycedził, patrząc na mnie twardo.

– Nie… nie rozumiem – wyznałam.

– Romina, dziecko, nie chcę myśleć o tym, co by się z tobą stało, gdyby ktoś cię odkrył. – Jego głos stał się niski, krył w sobie groźbę. – Niewiernych nie obchodzą wyroki boskie. Nie mają żadnych zasad, żadnego kompasu moralnego. Jeśli ich czyny nie mają źródła w lęku przed Bogiem, muszą zostać potępieni – wyrzucił z siebie; jego gniew narastał z każdym słowem. – Jeżeli cię odnajdą, nie ocalę cię. Wystarczająco długo byłaś mi brzemieniem. – W jego protekcjonalnym tonie usłyszałam coś, co przypominało pogardę.

– Dokąd mogłabym się udać?

Uderzył mnie w twarz wierzchem dłoni.

– Należysz do mnie. Tam czają się potwory, które pożarłyby cię żywcem. Będę przychodził rzadziej, ale znajdę sposób, żeby dostarczać ci jedzenie.

– A gdybym została studentką? – spytałam cicho z nadzieją, że to rozwiązałoby problem.

– Niewdzięczna szmato! – Uniósł rękę, żeby znowu uderzyć. Cofnęłam się ku lodówce. – Staram się ochronić cię przed tymi przeklętymi poganami, a ty zamierzasz się im sprzedać? Stać się jedną z nich?

– Nie! Ja tylko… – starałam się usprawiedliwić.

Na próżno. Poczułam, jak uderzenie rozpala znowu mój policzek. Padłam na podłogę.

– Dziecko, nie czerpię przyjemności z karcenia cię.

Jego twarz nabrała jeszcze bardziej złowieszczego wyrazu, kiedy uśmiechnął się szeroko, od ucha do ucha. To zaprzeczało jego słowom.

– Ja tylko chciałam powiedzieć…

Kolejny cios wycisnął mi powietrze z płuc. Ostry ból rozlał się po twarzy.

Już dawno przywykłam do smaku własnej krwi.

– Koniec dyskusji. Należy mi się trochę wdzięczności za to, że nie wyrzuciłem cię na bruk, jak twoją matkę. Jesteś już dorosła. Jeśli staniesz się zbyt wielkim ciężarem, zmuszę cię, żebyś wzięła za siebie odpowiedzialność.

Przyjrzał mi się złowieszczo, po czym wyszedł przez żelazne drzwi. Zamknął je za sobą na wszystkie trzy zamki.

Byłam więźniem.

Chyba zapomniałam o tym wspomnieć.

Mimo że znalazłam w sobie odwagę, nigdy nie uciekłam poza żelazne bramy kampusu. Wykorzystywałam architekturę tego więzienia na swoją korzyść i kiedy tylko miałam okazję, wymykałam się do biblioteki, żeby kraść książki. Poza tym nie miałam jednak dokąd pójść – szkołę otaczał las, który ciągnął się kilometrami. Kiedyś błądziłam po nim przez dwa dni – zgubiłam się i przeraziłam, że zanim cudem znajdę drogę powrotną, umrę z głodu albo pożre mnie jakieś zwierzę.

Po tym zdecydowałam, że nie warto próbować ucieczki.

Bałam się tego, co ojciec Frollo by mi zrobił, gdyby się dowiedział, tak samo jak myśli o tym, że ktoś inny mógłby mnie odnaleźć. Byłam już pełnoletnia, więc nie trzeba było wiele, żeby posłać do przytułku dziewczynę błąkającą się po ulicy, która nic nie posiada. Wszystko zwracało się przeciwko mnie; jedyne, co mogłam zrobić, to pozostać w znajomej kaplicy.

Tak też zrobiłam.

2

Felix

Słuchaj, starcze, jeśli za każdym razem będę musiał czekać na ciebie dziesięć minut, zacznę wystawiać ci rachunki za marnowanie mojego czasu. – Sonny nawet nie podniósł wzroku znad telefonu.

– Wybaczcie, panowie. Byłem przekonany, że przybędziecie dopiero jutro. Siostra Agnes miała być waszą przewodniczką.

Z tonu jego głosu nie mogłem wywnioskować, czy był zdenerwowany, czy zaniepokojony.

Zabawne.

– Żadnych przeprosin. Popraw się na następny raz, Frodo – szydził Sonny.

Jego głos był wystarczająco niski, żeby onieśmielić tego starego chudzielca, ale na pewno to tatuaże na jego twarzy przeważyły szalę.

– Frollo – poprawił tamten.

– Co z tego? – Zaśmiałem się, przeczesując palcami brązowe loki.

– Escura. – Oczy Frolla się rozszerzyły ze zrozumieniem, kiedy w końcu na niego spojrzałem. – Kiedy Arlan Black oświadczył, że będzie sponsorował uczniów, nie wspominał… o tobie.

Bawił się palcami, próbując odzyskać spokój, do twarzy miał przyklejony sztuczny uśmiech. Nie byliśmy sobie obcy, mimo że nigdy nas sobie nie przedstawiono.

Claude Frollo doprowadził do śmierci mojej matki.

Teraz jednak nie był tak dominujący ani przerażający, jakim go zapamiętałem z dzieciństwa. Czy to on się nas teraz bał? Miałem nadzieję, że tak. Osaczył nas, ale to my staliśmy na jego progu z obnażonymi kłami. Graliśmy w jego grę, ale zmienialiśmy zasady na swoją korzyść. Na pewno myślał, że przyjechaliśmy tu z tego samego powodu, co reszta tych leszczy na kampusie – żeby zmierzyć się z przeszkodami, które stworzył. Które miały trzymać ich w ryzach. Które miały trzymać ich z dala od dobrego życia. Niestety, nie byliśmy tu, żeby przerwać ten cykl. Mieliśmy tylko jeden cel: odzyskać to, co stracił Arlan Black.

A raczej to, co ukradł mu Frollo,

Kiedy rząd upadł podczas epidemii, Kościół nie szczędził czasu ani środków, żeby przejąć władzę w kraju. Jeśli nie byłeś wtedy obrzydliwie bogaty, jedyne, co ci pozostawało, to paść na kolana przed Bogiem i modlić się o błogosławieństwo i lepsze możliwości. Tym, którzy umieli zaspokoić chłopców Jezusa, sam Claude Frollo dawał zgodę na uczęszczanie do szkół zawodowych po ukończeniu jednego z tych parafialnych cyrków. Tylko tak można było zostać lekarzem, prawnikiem, naukowcem czy wykonywać inny zawód na tyle ważny w tym staczającym się w odmęty gówna społeczeństwie, żeby zarobić i nie skończyć w przytułku.

Dla nas to był jedyny sposób, żeby odzyskać nasze dziedzictwo.

Arlan Black desperacko pragnął czegoś, co Frollo odebrał mu te wszystkie lata temu, i kazał nam powęszyć. Dostaliśmy na to cztery lata; obiecał, że zwolni nas z zobowiązania, kiedy tylko znajdziemy to coś. Żeby dopełnić formalności, zmusił nas do podpisania wszystkich możliwych papierów, przez które skończymy na bruku, jeśli nie dopełnimy umowy przed jego śmiercią.

Moglibyśmy uzyskać dostęp przynajmniej do części naszych pieniędzy, samo to byłoby lepsze niż nic. W końcu ile może zająć znalezienie pudełka z dokumentami? Szkoła nie była aż tak wielka.

– Kurwa, kto ci pozwolił wypowiadać nasze nazwisko na głos? Chyba już wystarczająco dużo zrobiłeś – wyszeptał mój brat bliźniak zza pleców Frolla, przykładając mu do gardła nóż w pochwie.

– Grozisz mi, chłopcze?

Frollo dygotał z rękami przyciśniętymi do boków. Zamarł ze strachu. Jego głos zabrzmiał jednak donośnie.

– Rodzina Escura trzyma się razem. Powinieneś się spodziewać, że też tu przyjadę. Niespodzianka. Uwierz mi: nie chcę tu być tak samo mocno, jak ty na pewno modliłeś się każdej nocy, żebym nie pojawił się w twojej szkole – powiedział Sonny szyderczo.

Kiwnął głową Corvinowi, na co ten pchnął Frolla między łopatkami. Mężczyzna zatoczył się między nas. Gdybym nie chwycił go za szatę, upadłby na posadzkę.

– Kiedy będę ci groził, na pewno poczujesz ostrze, ojcze. – Corvin bawił się sztychem noża w pochwie, nie kryjąc pogardy dla dyrektora szkoły.

– Ty musisz być Santorini. – Frollo odchrząknął, wygładzając szatę. Objął wzrokiem prawie dwumetrowego niebieskookiego byka, próbując ukryć podenerwowanie. – Adoptowany bękart Arlana Blacka wreszcie postanowił się ukorzyć przed Bogiem? – Przyglądał się jego tatuażom. – Miły to widok.

Prawie wszyscy ludzie słyszeli o Arlanie Blacku, jednym z najbogatszych ludzi na świecie. Mało kto wiedział jednak, że był przywódcą satanistycznego kultu istniejącego od tysięcy lat i że kształtował Sonny’ego na swojego następcę.

Chłopak prychnął.

– Pomyliło ci się. To Bóg postanowił ukorzyć się przede mną. – Skrzyżował ręce na piersi, na oczy opadł mu kosmyk atramentowoczarnych włosów.

– Zaprowadzę was do dormitoriów, a potem rozejdziemy się do swoich spraw – powiedział Frollo bez emocji, jakby nie został właśnie upokorzony przez trzech chłopaków dwa razy większych od niego, od których sam był trzy razy starszy.

A trudno nie poczuć się właśnie w ten sposób w towarzystwie moich braci. Corvin był moim bliźniakiem, starszym ode mnie o kilka minut. Sonny Santorini dorastał z nami, nasze rodziny zaplanowały naszą przyjaźń. Bogacze lubią trzymać się razem. Arlan Black im przewodził, ale nie był sam. Nasz majątek był bardzo stary, starszy niż ten kraj. Przetrwa też jego upadek.

Nasz ojciec wżenił się w to szambo, co oznaczało, że podpisał z matką bardzo szczegółową intercyzę. Kiedy zmarła, każdy jej cent został zamrożony i przelany na konta moje i Corvina. Nasz ojciec zniknął, co nikogo nie zaskoczyło, testament matki ustanowił Arlana Blacka naszym prawnym opiekunem. W końcu to on redagował dokumenty podpisywane przez Lolitę Escurę. I tak zajmował się już Sonnym Santorinim, a kiedy masz już jedną sierotę, dwie dodatkowe do wychowania przez twoją służbę nie robią ci już różnicy.

Nie był przyzwoitym starszym panem. Zbyt odcięty od rzeczywistości, zajęty władzą, pieniędzmi i Szatanem. Gdyby zostało miejsce na coś jeszcze w jego zimnym, wyschniętym sercu, pewnie trafiłoby się nam.

Tyle że nie zostało.

Nie z jego winy. Nie miał nikogo, kto mógłby mu pokazać prawdę, jak w dawnych czasach. Nawet internet był ocenzurowany, dopiero haker mógł zdjąć rządowe filtry z telefonu. Tylko tak dawało się rozsunąć zasłony i zobaczyć choć przebłysk rzeczywistego świata. Nie było już amerykańskich mediów, nikt nie mówił o korupcji stojącej za „świętą świetlaną przyszłością”, którą projektował Kościół. Bezdomni zostali usunięci z ulic, a więzienia zamieniono w obozy pracy zaspokajające potrzeby największych korporacji. Nazywali je przytułkami, żeby pokazać, jak historia się powtarza, ale ironia zniknęła, a nazwa została.

Kapitalizm był prawdziwą chorobą, a Kościół wiedział, jak wykorzystać ludzkie pragnienia i chciwość, żeby zasilić swój rozwój. Winą obarczano biednych, którzy nie rozmnażali się na tyle szybko, żeby ich dzieci pracowały w restauracjach i sklepach, oraz chorych i niepełnosprawnych, którzy nie harowali wystarczająco ciężko, żeby przesyłki były wysyłane szybciej, niż to możliwe.

Ludzie nie tylko kupowali taki obraz świata – był ich pokarmem na śniadanie, obiad i kolację. Przecież wszyscy kochali mieć kozły ofiarne.

Pamiętam, że kiedy byłem dzieckiem, uczyłem się o podziale władzy i organizacji rządu. Nic z tego już nie pozostało poza Sądem Najwyższym, śladem po dawnych czasach – teraz był tylko tubą ogłaszającą absurdalne kościelne prawa.

Ten kraj stał się jedną wielka kupą gówna, z każdym dniem rosnącą coraz wyżej i wyżej. Elity, ludzie naprawdę bogaci, żyli inaczej, ale pozostali… nie mieli tyle szczęścia. Mieliły ich młyny systemu, ich krew zasilała rozwój kapitalizmu, stawała się jego eliksirem wiecznej młodości.

Oczywiście w przenośni.

Większość niechrześcijan – ci, którzy mieli środki – uciekła na pierwszą oznakę zanikania rozdziału państwa od Kościoła. Było nią cofnięcie prawa do aborcji. Dobrze wiedzieli, do czego to może doprowadzić, nie zamierzali więc obserwować, jak do tego dochodzi, i stracić wszystkiego, o co tak długo walczyli ich przodkowie. Sonny też nie był zachwycony, że został, i nie mogłem go za to winić. Jesienią mieliśmy zaczynać studia na Oksfordzie, a zamiast tego braliśmy udział w głupotach Arlana, króla całego tego gówna. Nasze rodziny były ze sobą połączone przez pokolenia, jego córka dorastała z naszymi matkami, tak samo jak my dorastaliśmy ze sobą nawzajem. Arlan został jednak ostatnim przedstawicielem liczącej dwa tysiące lat linii, zbyt starym, żeby doczekać się własnego potomstwa. Czuł na karku coraz mocniejszy oddech śmierci, stał się zdesperowany. Nie miało znaczenia, ile posiadał pieniędzy, skoro nie miał ich komu przekazać. Może i nas wychował, ale nie byłem Blackiem. Należałem do rodziny Escura, a Sonny do Santorinich.

Wszystko, o co walczył Arlan, miało się skończyć wraz z jego życiem. Żadnego dziedzictwa.

– Nie będę spał z innymi. – Zaśmiałem się ze słów starca, zanim ten zmarnowałby czas na prowadzenie nas przez kampus.

– Wybacz, może wolałbyś spać w moim pokoju w katedrze? – spytał ironicznie.

Kusiło mnie, żeby powiedzieć, że tak. Tylko po to, żeby się przekonać, kto pierwszy się złamie. Już wiedziałem, że szykował nam się koszmarny rok, podczas którego będziemy musieli podporządkować się Frollowi na każdym kroku. Znajdowaliśmy się na jego terenie.

Nasze pieniądze były jednak silniejszym argumentem.

– To nawet całkiem niezły pomysł. Mógłbyś oczyścić dla nas kilka prywatnych kwater. Jestem pewny, że nasz dobroczyńca z przyjemnością dowiedziałby się, jak dobre warunki zapewniasz nam za fundusze przekazane szkole – szydził Corvin bezwstydnie.

Zakrztusiłem się ze śmiechu.

– Chyba żartujesz. Nie będę przenosił nauczycieli… – zaczął wściekle Frollo, ale Sonny mu przerwał.

– Zakonnice. Nauczyciele przychodzą tu, żeby uczyć. Siostry wyszły jednak za twojego Boga, prawda? Ty włączyłeś je także do programu nauczania.

Górna warga Frolla krzywiła się w gniewnym grymasie, ścis­kał w dłoniach szatę.

– Nie możecie oczekiwać, że będę przenosił personel – sapnął, próbując wydać się wyższym, ale różnica wzrostu między nim a Sonnym była zbyt duża, żeby mógł zyskać w ten sposób jakikolwiek autorytet.

– Spokojnie. – Machnąłem na niego. – Nikt nie będzie się nigdzie przenosił – zapewniłem, na co wypuścił nerwowo powietrze z płuc. – Na kampusie musi być jakiś pusty budynek. – Uniosłem pytająco brew, na co Frollo spojrzał szybko na majaczącą w oddali kaplicę.

– Niestety nie – powiedział.

Znowu bawił się dłońmi.

Oczywista oznaka kłamstwa.

– Zajmiemy kaplicę. – Sonny uśmiechnął się do niego, jakby też to zauważył.

Krew odpłynęła Frollowi z twarzy.

– Nie ma mowy. Kaplica jest wyłączona z użytku, nie nadaje się do zamieszkania.

Wyprostował się, znów próbując ze wszystkich sił uzyskać choć trochę kontroli nad sytuacją.

– To nie problem. Naprawimy, co trzeba.

Sonny parsknął śmiechem, kiedy arcybiskup zaczął bełkotać, wyrzucając z siebie tysiąc powodów, dla których nie powinniśmy mieszkać w kaplicy. Postukał w telefon, po czym odwrócił ku nam ekran.

– I już. Kaplica jest nasza.

Niepokojąco uśmiechał się półgębkiem. Za to właśnie tak bardzo go kochałem. Nic nie sączyło strachu do twojego serca tak skutecznie jak zdecydowany na coś Sonny Santorini.

– Możecie wprowadzić się w piątek, kiedy zaczną się zajęcia – oświadczył Frollo, chcąc odejść w kierunku kaplicy.

– Chyba nie dosłyszałeś – powiedział Corvin, kładąc mu rękę na piersi. – Kaplica nie jest już własnością Kościoła. Należy do nas.

– To niedorzeczne. Mam tam swoje rzeczy do zabrania. Nie możecie sobie tak po prostu…

– To właśnie robimy, Claude. Słyszałeś mojego brata: kaplica jest nasza, tak jak wszystko, co znajduje się w środku. Jeśli znajdziemy twoje rzeczy i nie zechcemy ich zatrzymać, wystawimy je na zewnątrz wraz z resztą śmieci.

Puściłem do Frolla oko, po czym ruszyłem w stronę naszego nowego domu.

– A właśnie, jeśli złapię cię na naszym terenie, powitam cię czymś więcej niż tylko ostrzem mojego noża. Rozumiemy się? – dodał ze śmiechem Corvin.

Kiedy uniósł koszulę, naszym oczom ukazał się pistolet zatknięty za pasek spodni.

– I to dopiero jest groźba – powiedział sucho Sonny, po czym odwrócił się plecami do arcybiskupa.

Przynajmniej zamieszkamy daleko od kampusu. Frollo nie będzie nam przeszkadzał. W razie czego go zobaczymy – stwierdziłem, kiedy dotarliśmy do starej kaplicy.

Z zewnątrz wyglądała koszmarnie, co zaczęło mnie nieco niepokoić. Postawienie na swoim mogło nam wyjść bokiem.

– Jak ci się udało kupić to miejsce tak szybko? – spytał Corvin Sonny’ego.

– Arlan się tym zajął. Po prostu napisałem mu, że to, czego szuka, może znajdować się w tej kaplicy, a Frollo nie chce nas do niej wpuścić. – Stukał w telefon przez całą drogę po schodach kaplicy.

Otworzyliśmy drzwi.

– Noż kurwa – jęknął Corvin.

Zaśmiałem się głośno. Kaplica była naprawdę gówniana i teraz uderzyło nas to z całą siłą.

– Nowy plan: remont, czyszczenie, meble. Wracam w piątek na zajęcia. Nie będę mieszkał w takich warunkach – rzuciłem żartem, udając, że chcę odejść, ale Sonny złapał mnie za kołnierz i wciągnął do środka, po czym zamknął drzwi kaplicy.

– To miejsce… Tu powinniśmy się znaleźć – powiedział niepokojącym głosem. Czarne włosy opadły na jego jasnoniebieskie oczy. – Nie czujecie?

– Nie zaczynaj z tym złowrogim klimatem. – Wyrwałem mu się. – To tylko kupa gówna i gruzu.

– To, czego szukamy, jest tutaj, więc nie zostaniemy tu długo.

Stukał wytatuowanymi palcami w dolną wargę, przechadzając się po naszym nowym domu. W uśmiechu, który posłał mu Corvin, czaiło się jawne niebezpieczeństwo. Pod tym kątem byli do siebie bardzo podobni – jedno ich spojrzenie wystarczyło, żeby wzbudzić w kimś strach. Tatuaże ciągnące się od szyi aż do stóp tylko w tym pomagały. Nie byli do siebie podobni, ale i tak powiedziałbym, że są braćmi. Obaj mieli włosy czarne jak noc; Sonny podcinał je tak, żeby opadały na oczy, a Corvin układał je w długi pompadour, który zawsze trzymał kształt, nawet pod motocyklowym kaskiem.

– Nie pasuje mu to, że zachowujesz się jak nawiedzony – parsknął Corvin, uderzając Sonny’ego w plecy; tamten odwdzięczył mu się warknięciem, na które mój brat wybuchnął jeszcze głośniejszym śmiechem.

– Ten cały Frollo… Jest tu coś, co ma dla niego znaczenie. Znajdziemy to – oświadczył Sonny, nie przerywając inspekcji. – Nie widzieliście jego twarzy, kiedy Felix wspomniał o kaplicy.

Kilka kroków później jego podejrzenia się potwierdziły, kiedy zobaczyliśmy zamknięte na głucho stalowe drzwi.

Nigdy nie widziałem, żeby prace remontowe posuwały się tak szybko; pieniądze czynią jednak cuda. W cztery dni położono nowe posadzki, naprawiono popsute okna, a dzięki nowej warstwie farby zniknął w końcu gryzący zapach ciała Chrystusa. Zresztą tak śmierdziały pewnie zdechłe szczury, ale nieważne – pachniało gniciem i na pewno w całym wszechświecie nie było aż tylu świec zapachowych, żeby sobie z tym poradzić.

Wcześniej znajdowało się tu sześć czy siedem pokojów, ale połączyliśmy je tak, że powstały trzy większe. Ołtarz i jego otoczenie zmieniły się w kuchnię otwartą na resztę niewielkiej kaplicy. Na ścianie wisiał telewizor, a meble, które miały wypełnić resztę przestrzeni, były już w drodze.

Sonny spędził większość czasu, siedząc na popsutej ławce i obserwując prace zmrużonymi oczami – tak jakby nic nie mogło go zadowolić. Nasz nowy dom trudno było nazwać luksusowym, ale wystarczał na najbliższy rok. Gnijące deski w podłodze zastąpił czarny marmur ze srebrnymi żyłkami. Zresztą wszystkie ściany stały się czarne – farba zakryła obrazy Drogi Krzyżowej. W przestrzeni bez czarnych ścian było zbyt wiele energii, nie do wytrzymania; wydawało się, że podwykonawcy czuli ulgę. Sonny zawiesił wysoko nad oknami z witrażami ogromne obrazy przedstawiające jego ulubione sceny z piekła Dantego. Wcześniej na pewno zostały schowane w jednym z wielu magazynów Arlana, czekając na odsprzedaż do muzeów, kiedy te znowu się otworzą.

Frollo trzymał się na dystans, pewnie po to, żeby ochronić swoją godność. To siostra Agnes podrzuciła nam plany zajęć na semestr zimowy. Nie wiem, co było gorsze – łacina o szóstej rano czy popołudniowa historia teologii. Jeśli Frollowi się wydawało, że się mnie pozbędzie, przeładowując mój plan zajęć, proszę bardzo – najlepiej czułem się w przestrzeni między byciem zajętym a przytłoczonym. Wolałem to niż cichy krzyk, który rozlegał się w mojej głowie, kiedy zostawałem sam na sam ze swoimi myślami. Nigdy nie byłem dla siebie dobrym towarzystwem i nikt nie mógłby nienawidzić mnie równie mocno, jak sam siebie nienawidziłem. Robiłem więc, co mogłem, żeby nie musieć zostawać sam ze sobą. Jeśli zaśmieję się wystarczająco głośno, nie będę słyszał, jak rozdzieram się od środka.

Sonny tracił głowę przez te zamknięte drzwi. Parokrotnie spytał Frolla o klucze, ale bez skutku – dyrektor odmówił rozstania się z nimi. Powiedział, że jeśli chcemy dostać się do schowka na strychu, musimy umożliwić mu zabranie stamtąd rzeczy.

Bez szans.

Sonny przez cały tydzień używał swojego barku jako tarana, żeby przebić się przez drzwi, ale bez sukcesu. Frollo parę razy uruchomił nasz system alarmowy, kiedy próbował się zakraść do kaplicy, ale płaciliśmy budowlańcom za pracę także w nocy. Dodanie do tego premii za trzymanie Frolla z daleka nie było problemem.

A jednak nawet im nie udało się otworzyć drzwi – okazało się, że potrzebowaliby specjalnego narzędzia, żeby się przez nie przebić, nie naruszając murów. Pozostało nam czekać, aż wrócą ze sprzętem.

– A może je wysadzimy? – spytał Corvin.

– A masz ładunki? – odpowiedział pytaniem Sonny.

Pobiegłem do nich, żeby zdusić te szalone pomysły w zarodku.

– Zaraz, zaraz, nikt nie będzie niczego wysadzał. Dynamit na pewno zwali nam całą dzwonnicę na głowy.

– No i? – spytał Sonny, na co przewróciłem oczami.

– Nie chcesz tu być. Rozumiem. To nie znaczy jednak, że masz pogrążyć nas razem z tym miejscem. Zajęcia nawet się nie zaczęły. Wkrótce się tam dostaniemy – zapewniłem, obejmując go ramieniem.

Sonny odwrócił się jednak w kierunku pokoju dziennego i zaczął wypakowywać meble.

– Od kiedy obchodzi cię architektura? – spytał z ciekawością w oczach.

Uśmiechnąłem się do niego półgębkiem.

– Ktoś musi, w końcu książki zabiły budynek, co nie? – zacytowałem błędnie jakiegoś nieżyjącego klasyka.

Sonny skrzywił się, jakby nie miał pojęcia, o co mi chodzi. To znaczyło, że byłem daleko od prawdy, bo Sonny czytał chyba wszystko, co kiedykolwiek się ukazało.

– Dostaliście swoje plany? Frollo wcisnął mi całki na piątą trzydzieści. – Corvin zmienił zręcznie temat, wiedząc, że nastrój Sonny’ego zaczynał się pogarszać.

– Było mu nie grozić – przypomniał mu Sonny, mój brat jednak tylko wzruszył ramionami.

– Myślisz, że te dokumenty na górze są tego wszystkiego warte? – spytałem Sonny’ego.

– Myślę, że Arlan każe nam przeczytać każdy świstek, zanim pozwoli nam wrócić do domu. Nieźle mnie wjebaliście, chujki. – Rzucił w moją stronę nóż segmentowy, po czym zaczął odsłaniać nową kanapę.

– Przynajmniej siedzimy w tej tonącej łodzi razem – zaśpiewał Corvin gdzieś z tyłu.

– Cudownie – mruknął Sonny.

3

Sonny

Co ty robisz? – spytałem Corvina, który szedł szybko do kaplicy.

– Wracam do siebie. – Odwrócił się od razu, jakby chciał uciąć rozmowę.

– Idzie pod prysznic po siłowni – zaśmiał się Felix z nawyków swojego brata.

– Zaraz, pogarsza ci się? Obiecałeś, że mi powiesz. – Podszedłem do niego, starając się, żeby w moim głosie było więcej niepokoju niż asertywności. – To się znowu dzieje? – Położyłem mu dłoń na piersi, żeby go zatrzymać.

– Nie. Po prostu nie chcę być na widoku, gdyby tak się stało – wycedził, odpychając mnie.

Nie opierałem się. Corvin nie lubił być pozbawiony kontroli. To nas łączyło, tyle że podczas gdy mój brat był jej więźniem, ja ją zdobywałem. Tu nie mieliśmy jednak żadnej. Pozostawaliśmy na łasce innych ludzi.

Arlana.

Frolla.

– Nieważne, nie da się tak na dłuższą metę. Nie możesz opuszczać kampusu za każdym razem, kiedy dziwnie się poczujesz – mówił Felix, idąc za swoim bratem.

– Nie będziemy tu aż tak długo – wtrąciłem.

– Taki jesteś pewny, że znajdziesz tu to, czego szuka Arlan? – Corvin skrzyżował ręce na piersi.

Otworzyłem drzwi do kaplicy.

– Claude Frollo nie umie kłamać. Coś ukrywa w tej wieży – oznajmiłem.

Krążyło mi to po głowie przez kilka ostatnich dni.

– Myślisz, że jest tam coś przydatnego? – Wskazał brodą na sufit. – Jak się tam dostaniemy?

– Jeszcze nie wiem. Nie widzieliście jego twarzy, kiedy powiedziałem mu, że nie udało nam się opróżnić całej kaplicy. Raczej nie martwiłby się tak starymi ławkami i łóżkami. Powinniśmy tam zacząć poszukiwania tego, czego chce Arlan.

– Skoro tak, jutro wespnę się tam po murze – zgłosił się Corvin.

Drugi dzień zajęć. Wczoraj większość czasu spędziłem, dziwiąc się temu, co uznawano tu za materiały dydaktyczne.

– A ty dokąd? – spytałem Feliksa, który przebrał się w zielone spodenki gimnastyczne, skarpety do kolan i golf.

– Na eliminacje do drużyny piłki nożnej – powiedział, jakby to nie było nic wielkiego.

– Żartujesz? Czego nie zrozumiałeś z planu, że nie zostajemy tu na dłużej?

Chwyciłem go za golf i przyciągnąłem do siebie, ale odepchnął mnie, zupełnie jakby się mnie nie bał. Był jedną z trzech żyjących osób, które mogły tak o sobie powiedzieć. Kiedy z kimś dorastasz, poznajesz jego wady i lęki. Wiesz, co dokładnie jest jego słabością i jak go wesprzeć. Właśnie dlatego wychowywano nas razem.

Arlan manipulował naszą więzią już od samego początku. Połączył nas ze sobą, bo wiedział, że nasza lojalność wobec siebie nawzajem sprawi, że będziemy niepowstrzymani, lub sprowadzi na nas zgubę. Pragnął, żebyśmy stali się młotem na Kościół i pozbawili go kontroli. Zrobili to, czego jemu nie udało się osiągnąć za życia.

Kieszenie Arlana były tak głębokie, że Kościół nie mógł zignorować jego wpływów, ale bogacz wiedział, że stawał się tym bardziej zamożny, im mniej społeczeństwo wiedziało o jego przekonaniach. Bał się, że gdyby ujawniono jego związki ze Świątynią Szatana, w jakiś sposób wpłynęłoby to na decyzje jego wspólników biznesowych i na sam jego majątek. Dlatego nie łączył ze sobą tych dziedzin swojego życia. Świątynia Szatana i Arlan Black nigdy nie mogli wystąpić w tym samym zdaniu, byli jak superbohater i jego alter ego.

Tym bardziej że nie chodziło tylko o miejsca wspólne. Arlan Black był Świątynią Szatana. Jego słowo stanowiło prawo, a ci, którzy jeszcze go słuchali, skłaniali przed nim z pokorą głowy. Z jakiegoś powodu zrobiliby to samo w mojej obecności, gdyby ich przywódca zmarł.

Z desperacją poddawał mnie próbom, żeby przekazać mi swój majątek. Nie obchodził mnie jednak – w naszych żyłach nie płynęła ta sama krew. Poza tym matka i tak zostawiła mi całkiem sporo; Arlan po prostu nie chciał mi tego dać. Jak dziecko w napadzie szału nie akceptował własnej śmiertelności. Zamiast tego zmuszał nas do udziału w swoich wymysłach, żeby móc zarządzać czymkolwiek, aż do swojego ostatniego tchu. Moja potrzeba kontroli nie była spadkiem po nim – on ukształtował mnie na swoje podobieństwo.

Nieważne. Dopóki nie wykonamy dla niego zadania, nie zobaczymy ani centa. Arlan najbardziej bał się tego, co moglibyśmy zdziałać z dostępem do takich pieniędzy. Zastanawiałem się, czy każe się pochować ze swoimi udziałami, zanim pozwoli nam zaburzyć równowagę i rozdać to ludziom. Pieniądze to władza, kontrola. Gdyby wszyscy je mieli, nikt nie rządziłby innymi.

Nie sprzeczałem się z nim na temat poglądów, ale nie rozumiał, że już straciliśmy kontrolę. Wszystkie najbogatsze rodziny zapisały pieniądze Kościołowi, a kiedy zmarł papież, Frollo został arcybiskupem. Obiecał bogaczom, że nadal będą mogli wieść swoje wygodne życie, i to im wystarczyło, żeby go utrzymać przy władzy. Bieda, z którą musiała zmagać się większość, stała się nienaruszalna.

– Nudy jak cholera. Sonny, pozwól mi się zabawić. Nie spodoba ci się, jeśli się będę nudził. – Uśmiechnął się krzywo, po czym pobiegł do kuchni.

Felix Escura oszalałby, gdyby nie miał jakiejś obsesji, na którą mógłby poświęcać energię. Wielka szkoda, że nie zainteresował się wykończeniem kaplicy. Dzisiaj przyjechała reszta mebli i Corvin już ustawił większość z nich. To miejsce nadal było okropne, ale wiedzieć, że Frollo wychodzi z siebie na myśl, że jesteśmy na jego poświęconej ziemi, oddychamy tym samym powietrzem, co on… Bezcenne. Jego nieszczęście było tego warte. Tacy właśnie są słabi mężczyźni – ich porażki są tak namacalne, że możesz je wykorzystywać jako naboje przeciwko nim.

– Zjadłeś moje lody? – zawołał weselszy z Escurów.

– Kiedy ostatnio widziałeś, żebym jadł lody? – odkrzyknąłem bez emocji.

– Corvin! – wrzasnął Felix, skazując brata na pokutę za zjedzenie lodów.

– Jest na zajęciach – przypomniałem mu.

Trzasnął drzwiami od lodówki, nadymając się i mamrocząc coś o tym, że to druga porcja lodów, której nie mógł dokończyć, od kiedy się wprowadziliśmy. Kątem oka zobaczyłem błysk i odwróciłem się na czas, żeby dostrzec kogoś robiącego nam zdjęcia telefonem zza witraża.

Desperat.

Jak oni wszyscy. Bali się nas przez tę całą Świątynię Szatana, ale ich fascynowaliśmy. Pragnęli naszej uwagi, chcieli wiedzieć, jak to jest być blisko diabła – bo sami bali się o tym przekonać.

Wolno podszedłem do okna. Ledwie usłyszałem szelest krzaków po drugiej stronie, ale moją uwagę zwrócił pisk blondynki stojącej obok naszego nowego domu. Zachłysnęła się powietrzem i uciekła w przeciwnym kierunku, upuszczając telefon. Mógłbym go podnieść. Zwrócić. Wyrzucić. Możliwościom nie było końca. Za bardzo jednak pogrążyłem się w rozmyślaniach nad swoją sytuacją, żeby robić coś, co nie wiązało się z jak najszybszym zakończeniem misji.

Moja przyszłość to Oksford. Z dala od tego miejsca.

Arlan Black postawił przed moimi planami – przed moim życiem – ogromną przeszkodę tylko dlatego, że rozkładał się na naszych oczach, a Black niekierujący swoim imperium… Sama myśl była jak bluźnierstwo. Tak to działało. Blackowie maczali palce w każdym ważniejszym wydarzeniu ostatniego milenium, a może i dłużej. To oni osadzali najpotężniejszych ludzi na ich stanowiskach – w syndykatach, rządach, na pierwszych stronach gazet. Poruszali wszystkimi jak marionetkami. W końcu nie było takiej rzeczy, której nie dałoby się kupić za odpowiednio wysoką cenę. Dlatego dla Arlana sama myśl o tym, że dożywał setki bez żadnego dziedzica, który mógłby spełniać jego życzenia i realizować plany, musiała być przerażająca. To nie jego wina, że lata temu wybory zostały ustawione, a Amerykanie oszaleli na punkcie jakiegoś bufona. Niektórzy mówią, że to uruchomiło ciąg wydarzeń, które doprowadziły do upadku demokracji; inni – że to odzwierciedla to, co w nas najgorsze. Nieważne. On nie miał zdobyć władzy. Kiedy jednak to się stało, wszystko legło w gruzach.

Wszystko, zanim się urodziłem.

Potem pojawił się wirus, a po nim moi bracia i ja.

Cóż, w sumie byli braćmi tylko dla siebie nawzajem. Nigdy bym im tego nie powiedział, ale to jedyni ludzie, których kochałem. Dlatego nazywałem ich braćmi. Byli wszystkim, co miałem. Nigdy nie zbliżyłem się do nikogo innego i nie miałem na to ochoty. Nigdy nie umiałem zbyt dobrze rozumieć innych i nie chciałem się tego uczyć. Ludzie nie byli dla mnie. Zbyt łatwo było nimi manipulować. Przez połowę czasu zastanawiałem się, jak by to było potraktować ich twarze tarką do sera. Koiło to myśli, których nie umiałem się pozbyć.

Nie mówiłem o tym jednak nikomu.

4

Romina

Minął tydzień od ostatniej wizyty ojca Frollo.

Wystawałam na balkonie, słuchając rozmów chłopaków, którzy wprowadzali się do kaplicy. Bez wahania przejęli mój dom na własność. Wiedziałam, że ojciec Frollo nakazałby mi pozostać w ukryciu. To mnie jednak ekscytowało i paraliżowało, przyspieszało bicie serca – zdawałam sobie sprawę, że tuż pod moimi stopami mogła czekać na mnie przygoda.

Nie wrócił, ale wiedziałam, że chciałby, żebym na niego czekała, ukrywała się przed tymi ludźmi. Przez większość tygodnia hałas był nie do zniesienia; nie mogłam przez to czytać. Nie mogłam też dzwonić, dlatego narastał we mnie smutek. Zniszczyli kaplicę, zmienili ją nie do poznania. Stała się ciemna i ponura, nie tak jak kiedyś.

Dwa dni temu skończyło mi się jedzenie. Wykradłam się wtedy przez balkon. Już dawno zapamiętałam, których cegieł brakowało w murze; wykorzystywałam te dziury, żeby wspinać się po ścianie i z niej schodzić. Udało mi się jednak zdobyć tylko lody, a burczenie w brzuchu przypominało, że potrzebuję czegoś konkretniejszego.

Przewróciłam się z pleców na bok, wyciągając desperacko ręce ku kamiennej Laverne. Naśmiewała się ze mnie, dopóki wrona nie znalazła drogi do jej ust.

– Pomóż mi – wyszeptałam głosem zachrypniętym od braku wody.

Nie piłam nic przez prawie cały dzień.

Laverne odwzajemniła się szarym spojrzeniem, mówiącym, że nie powinnam wciskać okruchów chleba do jej ust. I tak by mi nie pomogła, to nie w jej stylu. Zawsze trzymała się na dystans.

Od tygodnia nie biłam w dzwony. Nie żeby kogokolwiek to obchodziło. Pewnie nikt nawet nie zauważył.

– Zjadłeś moje lody? – Usłyszałam krzyk spod podłogi.

– Kiedy ostatnio widziałeś, żebym jadł lody? – odpowiedział najzimniejszy z trzech głosów, przez co ścisnęło mnie w piersi.

Krzyczeli jeszcze przez jakiś czas, aż poczułam, że zemdleję z głodu. Sprzeczali się, dopóki nie wyszli wszyscy z kaplicy. Jak zwykle odczekałam pięć czy sześć minut, po czym zarzuciłam na ramię bawełnianą torbę i ruszyłam po murze w dół. Każda omszała krawędź cegły była gładka i znajoma.

Wśliznęłam się przez okno do pokoju z łóżkiem. Uderzył mnie mocny zapach jakiegoś drzewa i przyprawy. Teraz było tu bardzo wygodnie: szerokie łóżko z miękkimi poduszkami i czarny koc, który wyglądał na najmiększą rzecz, jaką w życiu widziałam, o wiele lepszy niż te, pod którymi spałam przez ostatnich dziesięć lat. Dostałam nowy, dopiero kiedy poprzedni stał się za mały, i zaczęłam narzekać ojcu Frollo, że stopy bolały mnie z zimna w zimowe noce. Mówił, że ból zbliża mnie do Boga, ale parę lat temu ogrzewanie przestało działać i dostałam wreszcie nowy koc. Większy, ale nie miększy od poprzedniego.

Padłam na łóżko i wtuliłam twarz w pościel – chciałam zachować na sobie jak najwięcej tego ciepła, tego zapachu, zanim będę musiała wrócić na górę. Łóżko było tak miękkie, na jakie wyglądało, i zaczynałam się bać, że nie dam rady już nigdy z niego wstać. Jeśli czytanie czegoś mnie jednak nauczyło, to tego, że Złotowłosa zostaje w końcu złapana. Nie zamierzałam zostawać tu na tyle długo, żeby przekonać się, co ze mną zrobią ci poganie, jeśli mnie nakryją.

Słyszałam, jak grozili ojcu Frollo. Kazali mu trzymać się z dala od kaplicy, bo teraz budynek i wszystko, co znajdowało się w środku, należało do nich.

Ja byłam w środku.

Co to dla mnie oznaczało?

Poszłam do kuchni. Otwierałam po kolei szafki i wkładałam do torby wszystko, co wyglądało na gotowe do zjedzenia. Na widok butelki wody w lodówce niemal się popłakałam. Musiałam ją jednak zachować na później. Wypełniłam torbę tak, że stała się niemal zbyt ciężka, po czym podeszłam do zlewu.

Tę wodę mogłam wypić teraz.

Odkręciłam kran i otworzyłam usta na strumień wody, który wypełnił mi usta tak szybko, że niemal się zakrztusiłam. Przy okazji się ochlapałam, ale przynajmniej nie chciało mi się już pić.

Po drodze do pokoju, przez który weszłam do kaplicy, przyjrzałam się wnętrzu. Nie czułam już, jakby śmierć czyhała na mnie na wyciągnięcie ręki. Obok łóżka zobaczyłam mały regał na książki, mój wzrok przykuło słowo „kłamstwa”. Chwyciłam tę książkę, włożyłam ją pod pachę, po czym wspięłam się z powrotem na wieżę.

Z przyjemnością zjadłam paczkę czipsów, przyglądając się kampusowi w towarzystwie Laverne. Z wieży miałam widok na wszystkie strony świata. Jezioro błyszczało brązem w świetle powoli zachodzącego słońca. Kończył się kolejny dzień. Czułam, jakby trwało jakieś odliczanie, ale nie byłam pewna do czego.

Usłyszałam szelest trawy. Student z rudawymi włosami stał pod jednym z okien kaplicy. Osłonił oczy dłońmi i próbował dojrzeć coś w środku. Mimo że sama obserwowałam go bez jego wiedzy, coś zagotowało się we mnie na myśl, że on obserwował ich.

– Pomóż mi, Laverne – wyszeptałam do przyjaciółki.

Wrona posłuchała. Wyleciała z ust Laverne i zrzuciła wielką kupę na głowę intruza.

– Co? – rzucił cicho zdezorientowany.

Kiedy przesunął palcami po włosach, zrozumiał. Jęknął z obrzydzeniem na tyle głośno, że jeden z chłopaków otworzył drzwi. Intruz uciekł, przeklinając, naznaczony przez mściwą Laverne.

– Dzięki. Wiedziałam, że nie będziesz się długo gniewać. – Poklepałam ją po głowie i wróciłam do środka.

Kiedy chłopcy byli w kaplicy, większość czasu spędzałam tutaj, a nie na poddaszu. Jeśli już musiałam tam zejść, robiłam to bez przerwy na palcach, żeby mnie nie usłyszeli. Wieża wznosiła się całkiem wysoko nad kaplicą. Tylko tu umiałam uciec przed paniką, która zalewała mnie, kiedy myślałam, co by się mogło stać, gdyby mnie znaleźli. Skrzywdziliby mnie? Oddali do przytułku? Czy ojciec Frollo stanąłby w mojej obronie, skoro sam chce mnie tylko trzymać z dala od reszty świata? Przecież zostawił mnie tu głodną na tydzień. Czy w ogóle cokolwiek by zrobił?

Lato było w pełni. Zebrałam swoje srebrno-czarne włosy w kok na czubku głowy, żeby chłodny powiew wysuszył pot na karku. Sięgnęłam do torby ze skarbami i wyjęłam jeden z „prezentów” od moich sąsiadów.

Zimna puszka z napisem „Mocny Biskup”. W czym był mocny ten biskup? I czy to coś aż tak ważnego, żeby nazywać od tego napój? Wzięłam parę dużych łyków gorzkiego napoju i nagle poczułam bąbelki w żołądku. Moje beknięcie musiało ponieść się daleko w las. Przechyliłam się przez barierkę i spojrzałam w dół, bojąc się, że się ujawniłam.

Było blisko.

Strach zacisnął szpony na moim sercu, które łomotało w piersi. Z nerwów dopiłam szybko to, co zostało w puszce. Napój był bardzo odświeżający, każdy łyk odprężał mnie nieco bardziej, mimo że bąbelki wywoływały pewien dyskomfort w żołądku. Otworzyłam kolejną puszkę i wypiłam, zanim przyszło mi do głowy, że będę musiała potem zejść po wieży, żeby się wysikać.

Skoro ojciec Frollo nie zamierzał się do mnie pofatygować, ja nie musiałam udawać, że używam wiadra.

Beknęłam głośno, tym razem zachichotałam też przez to, jak łatwo ten napój mógł mnie do tego zmusić. Wyjęłam z torby książkę; jej strony nadal miały na sobie ten ostry, drzewny zapach. Od tygodni nie miałam nic nowego do czytania; najgorsze w wakacjach na kampusie było to, że bibliotekę otwierano dopiero wraz z początkiem zajęć. Byłam tak zdesperowana, że przeczytałabym instrukcję kosiarki. Przesunęłam palcami po okładce, ciesząc się jej gładkością. Dopiero po chwili zwróciłam uwagę na tytuł.

Bóg kłamstw.

Przeczytałam kilka pierwszych stron, zanim słowa zaczęły mi się zlewać. Nie tylko oczy zaczęły wariować – miałam wrażenie, że całe moje ciało wibruje. Co było w tych napojach? Kiedy wstałam, w głowie mi zawirowało, mimo że sama stała się bardzo lekka. Zjadłam jeszcze trochę czipsów, po czym potknęłam się. Pokój dookoła mnie falował, a deski w podłodze straciły detale.

A może to ja przestawałam je widzieć.

Zakręciło mi się znowu w głowie, tym razem poczułam też mdłości. Padłam na kolana i powoli poczołgałam się do Marii, tak jakby mogła mi w czymkolwiek pomóc.

Była jednak tylko dzwonem.

Trzeba było zostać na zewnątrz, w zasięgu wzroku Laverne. Może zaniosłaby mnie do łóżka.

Mało prawdopodobne. Wyświadczyła mi już dzisiaj przysługę, nie mogłam nadużywać jej uprzejmości.

W końcu się poddałam. Powoli położyłam się na podłodze i obróciłam głowę, żeby czuć chłód drewna na policzku. To było miłe.

– Tylko na parę minut – wymamrotałam do siebie, po czym zamknęłam oczy i pozwoliłam się wciągnąć wirowi w ciemność.

5

Corvin

Dostępne w wersji pełnej

6

Felix

Dostępne w wersji pełnej

7

Sonny

Dostępne w wersji pełnej

8

Romina

Dostępne w wersji pełnej

9

Felix

Dostępne w wersji pełnej

10

Romina

Dostępne w wersji pełnej

11

Corvin

Dostępne w wersji pełnej

12

Frollo

Dostępne w wersji pełnej

13

Sonny

Dostępne w wersji pełnej

14

Romina

Dostępne w wersji pełnej

15

Felix

Dostępne w wersji pełnej

16

Corvin

Dostępne w wersji pełnej

17

Romina

Dostępne w wersji pełnej

18

Romina

Dostępne w wersji pełnej

19

Sonny

Dostępne w wersji pełnej

20

Corvin

Dostępne w wersji pełnej

21

Romina

Dostępne w wersji pełnej

22

Felix

Dostępne w wersji pełnej

23

Romina

Dostępne w wersji pełnej

24

Sonny

Dostępne w wersji pełnej

25

Romina

Dostępne w wersji pełnej

26

Felix

Dostępne w wersji pełnej

27

Corvin

Dostępne w wersji pełnej

28

Sonny

Dostępne w wersji pełnej

29

Romina

Dostępne w wersji pełnej

30

Romina

Dostępne w wersji pełnej

31

Felix

Dostępne w wersji pełnej

32

Romina

Dostępne w wersji pełnej

33

Sonny

Dostępne w wersji pełnej

34

Romina

Dostępne w wersji pełnej

35

Romina

Dostępne w wersji pełnej

36

Corvin

Dostępne w wersji pełnej

37

Romina

Dostępne w wersji pełnej

38

Sonny

Dostępne w wersji pełnej

39

Romina

Dostępne w wersji pełnej

40

Felix

Dostępne w wersji pełnej

41

Romina

Dostępne w wersji pełnej

EPILOG

Romina

Dostępne w wersji pełnej