Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
W pułapce cudzego obłędu…
Poznań tonie w deszczu i mroku, a komisarz Lara Barska staje przed sprawą, w której granica między fascynacją a szaleństwem przestała istnieć. Dziennikarka śledcza Kinga Wasilewska znika bez śladu. Jedyne tropy prowadzą do dwóch miejsc: owianego tajemnicą klubu Pandora oraz do celi Igora Jaworskiego – seryjnego mordercy, o którym zaginiona pisała reportaż.
Katarzyna Kulcak – autorka powieści „Nieczystość” i „Chciwość”.
Grafiki na okładce częściowo wygenerowane przy użyciu AI
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 81
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
KATARZYNA KULCAK
@lindcopl
e-mail: [email protected]
Tytuł oryginału: Fetyszysta
Seria: Śledztwa Lary Barskiej (t. 2)
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Książka ani jej część nie może być przedrukowywana
ani w żaden inny sposób reprodukowana lub odczytywana
w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody
Wydawnictwa Lind & Co Polska sp. z o.o.
Ten e-book jest zgodny z wymogami
Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA)
Wydanie I, 2026
Opracowanie redakcyjne: Joanna Gajkowska
Projekt okładki: Daniel Rusiłowicz
(Grafiki wygenerowane przy użyciu AI)
Copyright © dla tej edycji:
Wydawnictwo Lind & Co Polska sp. z o.o., Gdańsk, 2026
ISBN 978-83-68524-70-3
Dla Mikołaja i Kasi – cudownie jest patrzeć na Waszą miłość
Amor non quaerit, amor reperit
(Miłość nie szuka, miłość znajduje)
Poznańska noc była gęsta jak dym. Deszcz nie spadał, tylko sączył się powoli, leniwie, jakby miał czas. Na zewnątrz panowała cisza, w której nawet wiatr zdawał się milknąć – cisza przed czymś, co dopiero miało się wydarzyć.
Stara zniszczona kamienica stała samotnie, zapomniana przez świat i opuszczona przez dotychczasowych mieszkańców. Wyszczerbione cegły pokrywała wilgoć. Wiatr wpadał do środka przez wybite szyby okien. W środku unosił się zapach kurzu, brudu i gnijącego drewna. Nikt tu nie mieszkał, nikt nie zaglądał. Ludzie omijali z daleka zniszczony budynek. Jednak dziś wieczorem ktoś zapalił tu światło. Samotna żarówka na kablu wiszącym z sufitu migotała, raz po raz gasła na sekundę i znowu rozbłyskiwała. Żółte światło drżało na ścianach, tańczyło na plamach wilgoci i odbijało się w oczach kobiety siedzącej na krześle.
Jej ciemne włosy opadały skołtunionymi kosmykami na plecy. Drobne ciało drżało z zimna. Twarz miała delikatną. W zwykłych okolicznościach można by ją uznać za piękną, jednak teraz usta miała wykrzywione napięciem, a całe oblicze ściągnięte niepokojem. Była ubrana tylko w białą koszulę nocną. Materiał był zbyt cienki jak na tę porę roku. Jej ramiona pokrywała gęsia skórka. Dłonie trzymała na kolanach, ale jej palce drgały nerwowo. Wpatrywała się w drzwi naprzeciwko.
Za każdym razem, gdy podmuch wiatru przecinał korytarz, a drzwi zaskrzypiały, napinała się jak struna. Później następowała cisza, a po chwili znowu powietrze przesiąkało wonią kurzu, żelaza i czegoś, co przypominało perfumy. Ktoś był w tym domu. Nie słyszała jego kroków, ale wiedziała, że nie jest sama. Czuła na sobie ciężar tego uczucia, jakby powietrze wokół gęstniało, jakby z każdej strony otaczał ją oddech kogoś, kogo nie widziała.
Wtedy rozległ się dźwięk. Cichy, ale wystarczył, by jej serce zaczęło łomotać. Nagle usłyszała trzask metalu. Drgnęła. Obróciła głowę. Nic.
– Halo? – zawołała. Głos miała zachrypnięty, niemal dziecięcy w tej pustce. – Proszę…
Odpowiedziało jej echo, a później powolne kroki dochodzące z korytarza. W drzwiach pojawił się cień. Sunął płynnie, bez pośpiechu. Postać weszła do pokoju, jakby to miejsce należało do niej. Kobieta na krześle nie potrafiła rozpoznać, czy ta osoba była kobietą, czy mężczyzną. Strój skutecznie maskował sylwetkę, a szeroki kaptur zasłaniał prawie całą twarz. W migotliwym świetle widać było tylko nikły uśmiech. Sprawiał wrażenie delikatnego, prawie uprzejmego. Zakapturzona postać trzymała w ręku coś, co przypominało białą jedwabną chustę.
– Nie bój się – padło z ust nieznajomej osoby. Głos brzmiał miękko, spokojnie. – To nic nie boli.
Kobieta cofnęła się, krzesło zaskrzypiało.
– Czego chcesz?
– Żebyś została.
To jedno zdanie rozbrzmiało jak uderzenie prosto w twarz.
– Nie rozumiem…
– Myślę, że doskonale rozumiesz. – Ton głosu zdradzał pewność siebie. – Ty jedna. Inne tylko udawały.
Postać postąpiła krok do przodu, ale pierwszy dotarł nieznajomy zapach. Mieszanka mydła, chłodu nocy i czegoś metalicznego przypominała dawno zaschniętą krew. Kobieta próbowała wstać, ale ręce miała słabe, nogi jej drżały.
– Dlaczego ja? – zdążyła wyksztusić niemal szeptem.
Postać zbliżyła się jeszcze bardziej. W świetle żarówki jej oczy błysnęły.
– Bo mnie szukałaś.
– To nieprawda!
– Przeciwnie. Pisałaś o mnie. O takich, jak ja. Mówiłaś o zrozumieniu, o empatii dla zła. – Uśmiechnęła się. – Widzisz? Jesteś dokładnie taka, jak oni. Tylko nigdy nie miałaś odwagi tego przyznać.
Jej oddech przyspieszył.
– Nie jestem! – krzyknęła przerażona. – Nikogo bym nie skrzywdziła.
– Jesteś. – Postać pochyliła się nad nią. – I w tym właśnie tkwi twoje piękno.
Światło znów zamigotało. Deszcz uderzał w blaszany parapet. Każda kropla brzmiała jak odliczanie.
– Nie musisz się bać. Chcę, żebyś była spokojna. – Delikatnie, niemal czułym gestem, postać dotknęła jej policzka. – To tylko chwila. Potem wszystko zniknie. Zostanie cisza. Obiecuję.
Kobieta zamknęła oczy. Łzy spływały jej po twarzy, ale już nie błagała. Zrozumiała, że nie ucieknie. Wiedziała, że to nie ma sensu. W ciszy słychać było tylko oddechy: jej – szybki, nierówny – i drugi – powolny, rytmiczny, jakby to była melodia, którą nieznajoma postać znała na pamięć.
Podniosła chustę.
– Teraz mnie rozumiesz? – zapytała.
Nie odpowiedziała. Nie musiała. Nic nie miało znaczenia. Wtedy żarówka zgasła. Ciemność pochłonęła wszystko. Tylko deszcz trwał dalej. Monotonnie, obojętnie, jakby zupełnie nic się nie stało.
Skąpany w półmroku Poznań przenikała cicha, niemal senna energia. Brukowane uliczki Starego Rynku, które w ciągu dnia przepełniał zgiełk, teraz wydawały się zupełnie innym światem – otulonym rozmytym światłem latarni rzucających długie, tańczące cienie na fasady starych kamienic. W jednej z bocznych uliczek rozbrzmiewał stłumiony dźwięk kroków, po czym szybko nikł w ciszy nocy, jakby ktoś nie chciał być zauważony.
W okolicach Warty mgła unosiła się tuż nad wodą, spowijała mosty i bulwary mleczną zasłoną. Światła odbijały się w niej, tworzyły falujące, złowrogie smugi. Wyglądały jakby ukrywały w sobie coś więcej niż tylko blask lamp. Z oddali dobiegał ledwo słyszalny szept miasta. Śmiech, rozmowy, skrzypnięcie drzwi, muzyka i echo zabawy napływających turystów. Z knajp roznosiło się stukanie kieliszków i butelek z piwem. Wieczorami ludzie starali się zapomnieć o trudach mijających dni, oddawali się przyjemnościom, jedzeniu i spotkaniom ze znajomymi.
Na Ostrowie Tumskim gotyckie wieże katedry wznosiły się nad ciemnością, a ich ostre kontury rysowały się na tle nocnego nieba niczym strażnicy pilnujący zapomnianych tajemnic. Wśród wąskich uliczek można było odnieść wrażenie, że ktoś obserwuje każdy ruch mieszkańców. Może była to tylko gra świateł, a może echo dawnych opowieści, które miasto nosiło w sobie od wieków. Poznań nocą nie był jedynie piękny. Przepełniały go sekrety, które czekały, aż ktoś je odkryje. Pełno w nim było historii i legend opowiadanych przez kolejne pokolenia. Nikt nie wiedział, ile było w nich prawdy, a ile dopowiadali unoszeni wyobraźnią sami opowiadający.
– Jak się dziś czujesz? – z zamyślenia wyrwał ją głos inspektora Grzegorza Lipskiego.
Profilerka Lara Barska nie zwróciła uwagi, kiedy do niej podszedł. W mundurze prezentował się nienagannie. Tylko cienie pod oczami zdradzały, że był niewyspany.
– Daję radę – odparła krótko. – Za to ty sprawiasz wrażenie, jakbyś nie spał od co najmniej tygodnia. Dziecko aż tak bardzo daje się wam we znaki?
Płynnie zmieniła temat. Nie chciała rozmawiać o problemach osobistych. Dawno podjęła decyzję, że im mniej o niej wiedzą, tym lepiej. Nadal pamiętała spojrzenia policjantów, gdy pojawiła się pijana na służbie. Gdyby nie Grzegorz, wyleciałaby z dyscyplinarką. Choć nieustannie miała ochotę się napić, a przytłaczające pęta depresji oblepiały jej umysł, nie mogła pozwolić, aby sytuacja się powtórzyła.
– Nie przypuszczałem, że w tym wieku będę jeszcze zmieniał pieluchy. – Lipski zapalił papierosa, zaciągnął się głęboko. Wypuścił dym, odwracając się od Lary. – Mam nadzieję, że córka z zięciem niedługo skończą remont domu i pójdą na swoje. Zajmowanie się niemowlęciem jest nie na moje nerwy.
Mimo słów Lipskiego nie wyczuła w nich złości ani żalu, a wręcz przeciwnie. Przepełniała je czułość i miłość. Barska poczuła ukłucie w sercu. Wraz ze śmiercią córki straciła szansę na to, że kiedyś zostanie babcią.
– Przyzwyczaisz się szybciej, niż myślisz – zapewniła. – Idziemy? Chcę to mieć za sobą. – Wskazała klatkę schodową.
Mężczyzna skinął głową. Wyrzucił niedopałek i przydepnął go butem. Ruszył przodem, otworzył drzwi przed Larą. Szybkim krokiem weszli na drugie piętro. Przed lokalem czekał policjant, który na ich widok odsunął się nieznacznie, wpuszczając Lipskiego i Barską do środka.
Mieszkanie Kingi Wasilewskiej sprawiało wrażenie, że czas nagle się w nim zatrzymał. Niespodziewanie, brutalnie i gwałtownie, w samym środku codzienności właścicielki. Na niewielkim kuchennym stole stał kubek z niedopitą, zimną kawą. Na ściankach naczynia zgromadził się ciemnobrązowy osad. Obok leżał rozłożony notes z zapiskami. Bordowa oprawa nosiła ślady częstego używania. Brzegi i grzbiet miał wytarte, naznaczone odciskami palców i plamami rozmazanego tuszu. Zanotowane w nim zdania w niektórych miejscach były ledwie czytelne. Autorka stawiała litery nerwowo, zbyt mocno dociskając długopis do papieru, co powodowało, że gdzieniegdzie słowa były trudne do rozczytania.
Liście kwiatów stojących na parapecie opadły, domagając się wody. Większość z nich zaczynała brązowieć, a ziemia w doniczkach popękała z braku wilgoci. W zlewie stały talerze z resztkami jedzenia i dwa kieliszki po czerwonym winie. Z kosza na śmieci unosiła się charakterystyczna woń zleżałych odpadków. Łóżko w sypialni pozostawiono w nieładzie. Zmiętoszona kołdra leżała niedbale, a gruby koc został rzucony w kąt na podłodze. Na krześle wisiał satynowy szlafrok, a tuż pod nim koszula nocna i grube skarpetki. Z komody w salonie zwisał wełniany szal, jakby jego właścicielka spieszyła się, wychodząc. Na kanapie zalegało kilka koszul, świeżo uprane spodnie i sporych rozmiarów kosmetyczka. Poza tym nie było żadnych śladów walki ani oznak włamania. Zwyczajne mieszkanie osoby, dla której utrzymanie porządku nie zajmowało wysokiego miejsca na liście priorytetów.
Lara ostrożnie rozglądała się po pomieszczeniu. Jednocześnie odnotowała, że z zewnątrz prawie nie dochodzą tu żadne dźwięki. Mimo pewnego nieporządku pozostawało surowe w sposób budzący niepokój. Światło z ulicznych latarni wpadało przez uchylone żaluzje. Rysowało na ścianach cienkie, poszarpane cienie. W niewielkim salonie wyczuła zapach perfum i odświeżacza powietrza, zmieszany z wonią starego papieru i atramentu. Na biurku, które właścicielka umieściła w centrum pokoju, wśród porozrzucanych artykułów i zdjęć, leżał list. Starannie, wręcz precyzyjnie złożony, niemal wymuskany, i adresowany do kogoś, kto nie zdążył go przeczytać. Barska założyła lateksowe rękawiczki i delikatnie rozłożyła beżową kartkę: „Igor nie jest tym, za kogo go uważacie. Wkrótce się przekonasz”. To było wszystko. Nie znalazła podpisu ani wskazówki, co autorka miała na myśli. Kilka nic nieznaczących słów, a jednocześnie wiodących ku domysłom i pytaniom, na które trzeba było znaleźć odpowiedzi.
Lara czuła, jak powoli opuszcza ją dystans, który dotychczas jej towarzyszył. Najpierw pojawiło się mało dostrzegalne drżenie, gdzieś w głębi serca, potem niepokojący ścisk w żołądku, aż w końcu zalała ją fala niepokoju, która coraz wyraźniej rozlewała się po jej ciele. Myśli, jeszcze przed chwilą uporządkowane i spokojne, zaczęły się plątać, a w klatce piersiowej pojawił się nieprzyjemny ciężar, jakby narastało w niej przytłaczające wrażenie, że Kingę jednak spotkało coś złego.
Zanim przyjechała do mieszkania, dowiedziała się, że dziennikarka od kilku miesięcy zajmowała się sprawą Igora Jaworskiego – seryjnego mordercy skazanego na dożywocie. Wiedziała, że tamta odwiedzała go w więzieniu oraz że pisała do niego listy. Nie miała jednak pojęcia, jak głęboko w to zabrnęła i ile udało jej się odkryć. Zastanawiała się, kto był adresatem listu i kto miał się przekonać, a w szczególności o czym. Nie była pewna, czy być może ona sama, czy może policja miała w końcu zrozumieć, że to nie Jawor, jak określano Igora, stał za zabójstwami, a ktoś inny. Z treści krótkiej notatki nie wynikało też, aby Wasilewska kierowała ją bezpośrednio do samego Igora.
Z zamyślenia wyrwał ją głos policjanta. Starszy posterunkowy Patryk Narojczyk stanął przed Larą z niewielkim notesem w ręku. Pojedyncze rude loki wymknęły się spod starannie założonej czapki i opadały na czoło w niesfornych skrętach. Twarz, gęsto usiana piegami w tym samym odcieniu, zdradzała młodość, ale i pewną surowość wyrazu. Intensywnie niebieskie oczy, przenikliwe i czujne, kontrastowały z niemal mlecznobiałą skórą, która wyglądała, jakby nigdy nie zaznała słońca. Granatowy mundur, starannie wyprasowany i idealnie dopasowany, nadawał mu profesjonalny, niemal posągowy wygląd, a ciężki pas z wyposażeniem sugerował gotowość do działania w każdej chwili. Stał wyprostowany, z lekko rozstawionymi nogami. Emanował pewnością siebie. Wyglądał na kogoś, kto mimo młodego wieku doskonale zna swoją rolę i czuje się w niej swobodnie. Wzrok miał skupiony na profilerce jakby ją oceniał. Jednocześnie czekał na znak, że może kontynuować. Przez chwilę poczuła się nieswojo. Policjant niezwykle uważnie ją obserwował i zdawał się chłonąć każdy szczegół, który jej dotyczył.
– O czym mówiłeś? – rzuciła. – Co macie?
Narojczyk wyprostował się. Podniósł notes, skrupulatnie analizując zapisane informacje.
– Sprawdziliśmy pobliski monitoring – odparł. – Wasilewska ostatni raz wyszła stąd dwa dni temu, dokładnie o dziewiętnastej czterdzieści dwie. Była sama. Nie miała żadnego towarzystwa. Nie przejawiała jakichkolwiek podejrzanych zachowań. Kamery uchwyciły, jak przekraczała próg budynku, ale potem ślad po niej zaginął. Musimy sprawdzić ich zasięg w szerszym zakresie. Nie zarejestrowano też, by wróciła. Telefon zaginionej pozostaje wyłączony od tamtej chwili, bez prób nawiązania kontaktu. Nie wysyłała żadnych wiadomości i nie podejmowała aktywności na portalach społecznościowych. Jakby rozpłynęła się w powietrzu – podsumował. – Niespotykane w dzisiejszych czasach.
– Albo ktoś ją do tego zmusił – podjęła – albo chciała zniknąć.
– W obu przypadkach zrobiła to dobrze – odparł inspektor. – I tak dziwi mnie, że ktoś z jej pracy zainteresował się tym, że nie pojawiła się w biurze.
– Bo wszyscy mają gdzieś, co się dzieje z drugim człowiekiem? – zapytała policjantka. – Nisko cenisz ludzi.
– Przykro mi przyznać, pani komisarz, lecz inspektor ma rację. Zainteresowanie drugą osobą zmalało do minimum.
Barska nie odpowiedziała. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Gdyby wszyscy byli bardziej wrażliwi na cudzą krzywdę, wielu tragedii udałoby się uniknąć. Prościej było udawać, że problemy nie istnieją.
Spojrzała na notes dziennikarki. Ostatnie zapiski były chaotyczne, urywane, a w niektórych miejscach rozmazane w sposób, który wskazywał, że ich autorka płakała, a łzy wsiąkły w papier, pozostawiając niewielkie plamy. Zastanawiała się, czy Kinga pisała je w pośpiechu, a może nawet w panice.
„On mnie rozumie. On wie, czego chcę”. Zdanie powtarzało się kilka razy, zapisane coraz większymi literami. Lara poczuła zimny dreszcz przebiegający po plecach. Nie pojmowała jego znaczenia, lecz intuicja jej podpowiadała, że coś tu było nie tak. Bardzo nie tak.
DALSZA CZĘŚĆ DOSTĘPNA W WERSJI PEŁNEJ
PROLOG
Rozdział 1
Ostatni list
Rozdział 2
Wdzięk zła
Rozdział 3
Ślady obsesji
Rozdział 4
Głębiej w mrok
Rozdział 5
Pamiętnik kingi
Rozdział 6
Fetysz śmierci
Rozdział 7
Sidła podstępu
Rozdział 8
Ciężar poranka
Rozdział 9
Sekretna więź
Rozdział 10
Dotyk strachu
Rozdział 11
Obsesja
Rozdział 12
Ostatnia ofiara
EPILOG
OD AUTORKI
