Dziwna podróż - Marta Skowron - ebook

Dziwna podróż ebook

Marta Skowron

1,0

Opis

Kiedy przeszłość powraca z siłą burzy, teraźniejszość staje się próbą przetrwania

Anka, ambitna młoda kobieta, stara się odnaleźć swoją drogę w burzliwych czasach schyłkowego PRL-u. Studia, praca na uniwersytecie, emigracja i rodzinne zobowiązania prowadzą ją przez labirynt emocji i decyzji, które na zawsze odmienią jej życie.

Gdy jedno wydarzenie z przeszłości zaczyna na nowo definiować jej życie, Anka musi zdecydować, jak wiele jest gotowa poświęcić, by ocalić siebie i swoje marzenia. Czy droga pełna wyzwań i rozczarowań doprowadzi ją do miejsca, które będzie mogła nazwać domem?

„Dziwna podróż” to opowieść o poszukiwaniu siebie, niezależności i odwadze do stawiania czoła nieoczekiwanym zmianom.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 606

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
1,0 (1 ocena)
0
0
0
0
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Marta Skowron

Dziwna podróż

Pamiętna noc

Pociąg wtoczył się ociężale na peron, posapując i pogwizdując, jakby zniecierpliwiony zbyt długą i krętą drogą, jaką wypadło mu właśnie pokonać. Koła zastygały w powolnym bezruchu, leniwie wsłuchując się w coraz cichszy rytm zamierającego serca maszyny, niepewnej jeszcze celu swego przeznaczenia, ale uspokojonej już nadzieją zasłużonego odpoczynku. Podróżni, zdawało się wtopieni w ospałe wnętrze pociągu, zaczęli nagle tłoczyć się przy drzwiach, uwidaczniając przez chwilę swe sylwetki na tle skąpo oświetlonych korytarzy, by po chwili ponownie zanurzyć się w mroku małej górskiej stacyjki. Gęsta fala ludzka zaczęła powoli rozrzedzać się i niknąć, rozpływając się w przestrzeni i czasie.

Anka bezwiednie podążyła za ostatnią grupką oddalających się w gorączkowym pośpiechu ludzi, przy czym od pierwszej chwili nie opuszczało jej poczucie bezradności i niepokoju. Na domiar złego jej niejasne obawy wkrótce okazały się po części uzasadnione – ostatni autobus, którym miała dotrzeć do celu podróży, odjechał przed chwilą. Nagle poczuła, że z trudem może utrzymać niewielki bagaż, jaki stanowiła prostokątna torba podróżna i mała sportowa torebka. Stanęła jak wryta i minęła długa chwila, zanim ostatnim wysiłkiem postąpiła kilka kroków naprzód, aby zbliżyć się do tajemniczych nieznajomych.

Nie nastręczało to jej na szczęście zbyt wiele trudności, gdyż dyskusjom, jakie prowadzili, towarzyszyło ostrożne i leniwe stąpanie po zasypanej grubą warstwą świeżego śniegu drodze. Chociaż wyprzedzali ją zaledwie o parę kroków, a z rozmów, jakie prowadzili, nie mogła wyciągnąć daleko idących wniosków, instynktownie wyczuwała jakieś zagrożenie. Nie miała jednak wyjścia – zbliżała się noc!

– Przepraszam, czy jest tu w pobliżu jakiś hotel lub dom noclegowy? – zagadnęła cicho.

– Proszę iść z nami, w naszym ośrodku jest parę wolnych miejsc, w każdym razie jedno na pewno się znajdzie – odpowiedział młody, dziarski głos, który należał do właściciela krótkiej, czarnej bródki i okularów.

Towarzysząca mu dziewczyna obrzuciła Ankę niechętnym spojrzeniem i mruknęła coś niezrozumiale. Anka poczuła się nieswojo, mając jednak do wyboru nocleg na mrocznej stacyjce lub własny kąt w niezbyt życzliwym jej otoczeniu, wybrała tę drugą możliwość. Bez słowa podążyła więc za grupką młodych ludzi zajętych sobą na tyle, aby jej obecność mogła pozostać prawie niezauważalna.

Parę schodów, masywne drewniane drzwi i już ręce oswobodzone z bagażu, który spoczął w kącie ciepłego holu. Właściciel czarnej brody zaprosił ją na herbatę, ale pełen dezaprobaty wzrok jego towarzyszki nakazał Ance odmówić. Podziękowała pospiesznie, uśmiechem pokrywając niekłamane zażenowanie wywołane tą, nie wiedzieć czemu, niezręczną sytuacją. Z ulgą odetchnęła w obszernej, jasnej świetlicy, w której garstka widzów z zainteresowaniem śledziła na błękitnym ekranie losy pary młodych bohaterów. Spoczęła niedbale na pierwszym z brzegu krześle i zaczęła obserwować zebranych tam ludzi z taką przenikliwością, jakby wyraz twarzy każdego z osobna i wszystkich razem mógł jej wyjaśnić cały ten niezwykły zbieg okoliczności.

Ich naturalne zachowanie i swobodny sposób bycia ostro kontrastowały z jej obecnym stanem duszy. Pogrążyła się w pozornym odrętwieniu. W rzeczywistości w chaosie tłoczących się w jej głowie myśli przybrała maskę obojętności, podobnie jak żółw chowa się w swym pancerzu w obliczu wroga. W stanie tym tkwiłaby zapewne znacznie dłużej, gdyby nie zagadkowe głosy, zbliżające się od strony korytarza. Zduszone szepty, nagłe wybuchy wesołości i fragmenty rozmów, jakie dochodziły do jej uszu, obudziły w niej żywe zainteresowanie.

– Czeka nas jeszcze cały wieczór – stwierdził mężczyzna o mile brzmiącym głosie.

– Czy nie za dużo tych wrażeń jak na jeden dzień?

– Wyglądasz kwitnąco, zapewne służy ci taki tryb życia – odrzekł chłopak.

– Ale co powie mama, kiedy zacznę wypoczywać po powrocie do domu?

– Co się przejmujesz? – odpowiedział miły głos z odrobiną nonszalancji.

Anka drgnęła. Nie zmieniając pozycji, kątem oka, jakby od niechcenia zmierzyła wchodzącego do świetlicy młodego mężczyznę, który zwrócony był twarzą do towarzyszącej mu pretensjonalnej i dość pewnej siebie blondynki. Drugi młodzieniec, niższy i bardziej krepy, niezdecydowanie postąpił kilka kroków naprzód, pokręcił się chwilę po sali bez wyraźnego celu, zamienił kilka słów z dziewczyną, po czym wraz z nią opuścił pomieszczenie.

Z trudem usiłowała zachować obojętny wyraz twarzy. Kontemplowała w myślach wysportowaną sylwetkę nieznajomego, niezwykły koloryt jego oczu, podkreślony błękitem swetra, subtelny i, jak jej się wydawało, melancholijny wyraz twarzy.

„Dlaczego właściwie tak go oceniam” – pomyślała z roztargnieniem. „Przecież ton jego wypowiedzi… Nie, to nie ton, ten był miękki i delikatny, to treść słów, a może intencja, z jaką zostały wypowiedziane, przeczą moim spostrzeżeniom. Tak, nic bardziej złudnego niż powierzchowne sądy. Ale dlaczego, u licha, wciąż o nim myślę? To bezsensowne, obcy człowiek, widziany po raz pierwszy i pewnie ostatni…”

Instynktownie czuła jednak, że to nie musi być prawdą. Przeczucie spełniło się, ponieważ chęć jego spełnienia emanowała z niej tak silnie, że nieznajomy znalazł się w kręgu jego wpływu i wkrótce dostrzegła jego sylwetkę całkiem blisko. Siedzieli obok siebie i nie bez przyjemności zarejestrowała, że młody mężczyzna bacznie jej się przygląda. Po chwili, pewnie z uwagi na otaczające ich osoby, zagadnął z cicha:

– Jak się tutaj znalazłaś? Jak to się stało, że cię wcześniej nie zauważyłem?

Nie będąc pewną, czy pytania te są wyrazem faktycznego zainteresowania jej osobą, przejawem swoiście pojętej kurtuazji czy też jakiejś szczególnej demagogii, odpowiadała zdawkowo i konwencjonalnie.

– Wybieram się do przyjaciółki w Suchej Dolinie.

– Dlaczego zatrzymałaś się w tym ośrodku?

– To było jedyne możliwe rozwiązanie.

Dalsza rozmowa stanowiła natomiast okazję do nie lada akrobacji słownej i pojęciowej, granica bowiem pomiędzy sformułowaniem ścisłym, a takim, które zachowywało jedynie tego pozory, musiała być niewidoczna, tak jak niewidoczny jest wysiłek linoskoczka podczas pokazu. Zresztą jakąkolwiek intymność jej przebiegu uniemożliwiały odgłosy przesuwanych w pobliżu krzeseł i kanciaste ruchy przeciskających się do wyjścia osób.

Po chwili, gdy Anka rozejrzała się po sali, spostrzegła ze zdziwieniem, że w świetlicy pozostało ich tylko troje – ona, jej nowy znajomy oraz jego przyjaciel, którego obecność znosiła z wyszukaną uprzejmością. Wkrótce rozmowa zaczęła się rwać, na próżno młody mężczyzna z godnym podziwu samozaparciem wyszukiwał coraz to nowych punktów jej zaczepienia, popisując się zarówno elokwencją, jak i znajomością ludzkiej psychiki. W oczach Anki dostrzegł wzrastające napięcie – jakiś posępny cień przemknął po jej twarzy.

– Nad czym rozmyślasz? – zapytał.

– Nad niewyraźną perspektywą noclegu – odpowiedziała, siląc się na beztroski ton. – Poza tym, nie chciałabym być intruzem wśród osób, które ofiarowały mi swą pomoc.

– Komuż to, ach komuż? – zażartował. – I dlaczego intruzem?

Anka poczuła się w obowiązku wyjaśnić nieco okoliczności swego przybycia. Ku jej zdziwieniu nieznajomy poderwał się z miejsca i bez słowa wyjaśnienia zniknął w czeluściach hotelowego wnętrza, a dziewczyna pogrążyła się w niewesołych myślach. Nagle pełen optymizmu głos wyrwał ją z odrętwienia.

– Sądzę, że znalazłem coś odpowiedniego dla ciebie. Nie będziesz czuła się tam skrępowana. Chcesz obejrzeć?

– Chętnie.

W milczeniu lustrowała nieco zagracone wnętrze pomieszczenia. „Niezbyt przytulnie, ale czysto i wygodnie”.

– Na pewno jesteś głodna?

– Nie bardzo – odparła bez przekonania.

Mężczyzna ponownie opuścił pokój, by po chwili powrócić z tacą, na której widniały trzy szklanki z herbatą, butelka wina i jakieś niezbyt zachęcające ciasteczka.

„Przydałoby się coś bardziej konkretnego” – pomyślała, jednocześnie przypominając sobie o skleconej naprędce, tuż przed opuszczeniem domu, kanapce. Wyciągnęła ją z torby z lekkim zażenowaniem – wymiętoszona kanapka nie wyglądała zbyt estetycznie, jadła więc pospiesznie, ukradkiem, spoglądając tęsknym wzrokiem na herbatę – świeżą, aromatyczną, taką waśnie, o jakiej marzyła. Kiedy posiliła się już nieco, panowie zaczęli zabawiać ją rozmową. Niewiele jednak mówili o sobie, za to jej zadawali nader dociekliwe pytania.

– Czym zajmujesz się na co dzień? Pracujesz czy się uczysz?

– Studiuję. Właśnie zdałam ostatni w tej sesji egzamin.

– Chyba poprawkowy, zważywszy na termin.

– Nie, przesunięty ze względu na chorobę. Ale co to, przesłuchanie? Przecież prawie się nie znamy…

– Przepraszamy. Rafał jestem.

– A ja Mirek. Z kim mamy przyjemność?

– Anka.

– Piękne imię, pasuje do ciebie. Opowiedz nam coś o swoich planach – poprosił Rafał.

– Po ciężkiej sesji postanowiłam odpocząć nieco w górach, w gronie przyjaciół.

– Tymczasem utknęłaś tutaj!

– Niestety, jak dobrze pójdzie, dopiero jutro będę się mogła z nimi zobaczyć – stwierdziła z żalem Anka.

– Tym lepiej dla nas – skonstatował Rafał. – Fajna z ciebie dziewczyna. Masz w sobie to coś.

Anka poczuła się mile połechtana, chociaż zdawała sobie sprawę, że to tylko niewiele znaczące komplementy. Popatrzyła nań z uwagą: czysty profil, burza kędzierzawych włosów, inteligentny wygląd – mężczyzna, o jakim zawsze marzyła, przystojny, subtelny, towarzyski, a zarazem uczynny. Ma w sobie coś z greckiego boga. Ciekawe, jaki jest naprawdę. Nie wyglądał na zbyt nieśmiałego, ale nie był również nachalny, słowem: umiar i takt.

Nagle z zamyślenia wyrwał ją brzdęk kieliszków i szum rozlewanego wina.

– Wypijmy za naszą znajomość – zaproponował Rafał.

Rozmowa potoczyła się teraz gładko; zniknęły wszelkie uprzedzenia i zwyczajny w takich sytuacjach dystans. Panowie w barwny i zajmujący sposób odmalowali uroki okolicy, surowe piękno górskiego, zimowego krajobrazu oraz zalety pobliskich tras zjazdowych. Dziewczyna oczami wyobraźni zobaczyła już wszystkie zakątki, jakie zamierzała zwiedzić. Wraz z nimi opalała się na słonecznym stoku, to znów oddawała się białemu szaleństwu, choć w rzeczywistości stawiała dopiero pierwsze kroki na nartach. Swobodna atmosfera rozmowy ośmieliła ją na tyle, by ze swej strony również zadać parę pytań.

– Gdzie pracujecie?

– Na uczelni – wyjaśnił Mirek.

Anka ożywiła się wyraźnie, ponieważ jej aspiracje również zmierzały w tym kierunku. Interesowało ją wszystko, co związane z pracą na uniwersytecie.

– Czy to prawda, że naukowcy podkopują się nawzajem, a praca w zespołach jest czasem drogą przez mękę?

– Skąd te informacje? – oburzył się Rafał.

– Chyba nie możecie zaprzeczyć, że starsi i utytułowani wykorzystują często młodych i niedoświadczonych do tępej, jałowej roboty?

Rafał spojrzał na kolegę, na którego twarzy pojawił się ironiczny uśmieszek.

– Tak mówią rzesze niezadowolonych, którzy sądzą, że droga do sukcesu jest krótka i prosta, ci zaś nie są prawdziwymi naukowcami – stwierdził rzeczowo Mirek.

– Kim więc jest prawdziwy naukowiec?

– Hm, trudno o precyzyjną definicję. – Rafał się zawahał. – Według mnie jest to człowiek, który poświęca wszystkie swe siły, energię, czas i zdolności dla dobra nauki.

– Czy wobec tego naukowcem będzie ten, który mimo wysiłku, systematycznej pracy w domu i laboratorium stoi w miejscu, niczego nie dokonując?

– O ile ten postój nie jest w istocie zastojem, lecz wynika z podążania niewłaściwa drogą – dorzucił po chwili zastanowienia. – Analiza i ewentualne wykreślenie tej drogi również przybliżają nas do celu.

W tym czasie Mirek, zniecierpliwiony drążeniem tematu, kręcił się po pokoju, zerkając wymownie na kieliszki. W końcu zawyrokował:

– Skończcie z tą filozofią, bo wino kwaśnieje.

Jeden kieliszek, potem dwa następne… Mirek ulotnił się gdzieś cichaczem, a w pokoju zrobiło się cicho i przytulnie. Wino sączyło się powoli, do każdej komórki ciała, rozgrzewając młodą krew, serce i zmieniając marzenia w mglistą rzeczywistość. Nagle Rafał chwycił dziewczynę wpół i przyciągnął do siebie. Całował ją długo i namiętnie. Dziwna podróż, miła, chwilami pasjonująca rozmowa, wino, subtelny profil Rafała, senne marzenia. Anka coraz bardziej pogrążała się w letargu, który do złudzenia przypominał rzeczywistość. Sądziła, że skończy się na pocałunkach, nawet nie dopuszczała do siebie myśli, która jak jad sączyła się w zakamarki jej podświadomości: „Jest zbyt subtelny i kulturalny, by wykorzystać tę chwilę słabości. Nie, nie powinnam spodziewać się po nim żadnej dwuznaczności”.

Kiedy wyraziła chęć udania się na spoczynek, Rafał pożegnał ją w sposób naturalny i niebudzący żadnych zastrzeżeń. Mimo zmęczenia nie mogła jednak zasnąć. Dręczyły ją niejasne obawy i niczym nieuzasadnione, jak sądziła, przeczucia. Niebawem mogła jednak przekonać się o niezawodności swej intuicji. Z zamyślenia wyrwał ją odgłos zbliżających się kroków, przypominających działanie złodzieja skradającego się nocą do mieszkania, skrzypnięcie pospiesznie otwieranych drzwi i szybki urywany oddech na jej policzku.

Nie mogła uwolnić się od uścisku jego natarczywych rąk. Tak, pragnęła go, lecz w sposób dziewczęcy, delikatny, prawie niematerialny, pragnęła z całego serca jego bliskości, pocałunków, tych nawet najgorętszych, palących. Nie chciała jednak ulec przemocy, dominacji siły i perwersji – działania uknutego poza nią, bez udziału jej wolnej woli. Targały nią sprzeczne uczucia; z jednej strony przyciągał ją ten tajemniczy mężczyzna o fascynującej powierzchowności, z drugiej jednak odpychał brutalny, wykorzystujący bezpardonowo swą przewagę.

Walczyła zaciekle z tym drugim, nieznanym, przerażającym, który na domiar złego chwilami ulegał niesamowitej metamorfozie, wcielając się z powrotem w czarującego, subtelnego młodzieńca. Czy nie był na tyle zepsuty, czy też nie chciał, aby cała ta przygoda miała posmak przemocy, dość, że chwilami rezygnował ze swej dominacji na rzecz swoistej demagogii, tłumacząc, że opór na nic się nie zda, gdyż podsyca tylko pragnienie.

Wyzuta z sił fizycznych i pozbawiona jakichkolwiek kontrargumentów dziewczyna z rezygnacją poddała się biegowi rzeczy. Poprzednia fascynacja ustąpiła jednak miejsca rozgoryczeniu, które zmieniło się w tępe zobojętnienie. Całym swym zachowaniem wyrażała dezaprobatę dla przemocy i wyuzdanej subtelności. A więc to tak… Taki jest w istocie ten piękniś, naukowiec z Bożej łaski. W dodatku cyniczny. Cóż on to powiedział przed chwilą? „Tylko się we mnie nie zakochaj”.

„Śmieszne, doprawdy, ja miałabym się zakochać w takiej kreaturze?”

Po chwili, stwierdziła ze zdumieniem, że jest już całkiem trzeźwa, że zupełnie trzeźwe są jej myśli i skojarzenia. Natychmiast dostrzegła analogię pomiędzy tym zdarzeniem a pewną sytuacją z niedawno przeczytanej książki i zacytowała przewrotnie:

– Jesteś cholernie płytki.

Rafał, który nie wyczuł podstępu nieautentyczności tej wypowiedzi, był nieco zbity z tropu. Spodziewał się wyraźnie czegoś w rodzaju: „to już niemożliwe” lub „nie obawiaj się, na pewno to nie nastąpi”, ale oskarżenie go o płytkość vel pospolitość było nie do przyjęcia. I wbrew pozorom ta niewinna gra słów stała się punktem zwrotnym całej akcji. W przypływie troski o jej bezpieczeństwo i reputację przeniósł się na sąsiednie łóżko! A w niej natomiast wszystko zagotowało się z oburzenia.

Pokażę temu kabotynowi, co o nim myślę!

W pięć minut spakowała swoje manatki i narzuciła kurtkę. „Uciec stąd, jak najdalej, gdzie pieprz rośnie… Niech go piekło pochłonie!”

Rafał wydawał się pogrążony we śnie, ledwo jednak zamknęła drzwi z drugiej strony, zerwał się z łóżka, wybiegł na korytarz i chwycił ją za rękę.

– Nie wygłupiaj się, gdzie pójdziesz o tej porze? Rano odprowadzę cię na przystanek.

Chwila udręki! Błyskawiczna gonitwa myśli, po czym ostra, obiektywna ocena rzeczywistości: „Faktycznie jest ciemno, autobusy jeszcze nie kursują; zostanę do rana, tu i tak nic już nie może mnie zaskoczyć”.

Powrócił pozorny spokój i Anka położyła się na niedbale zaścielonym łóżku. Cisza dzwoniąca w uszach, a w głowie rozdzierająca pustka. „Co teraz będzie? Gdyby dało się cofnąć czas, ale to niemożliwe! Jak on może po tym wszystkim spać? A ja? Przecież zawsze byłam taka rozsądna, potrafiłam wszystko przewidzieć, zaplanować, znaleźć wyjście z najtrudniejszych sytuacji. A teraz – co on sobie o mnie pomyśli?”

Przez dłuższą chwilę przewracała się niespokojnie z boku na bok. Wreszcie wstała z determinacją. „Teraz go podręczę, pozwolę sobie na mały odwet!”

– Rafał, gdzie jest nóż?

– Po co ci nóż? – Nie spał, był nieco przerażony.

– Nic, nic, już znalazłam. Na stole leżała cytryna, z której zamierzała odkroić plasterek…

W duchu zaśmiała się ze skojarzenia, jakie musiało nasunąć się zdezorientowanemu mężczyźnie.

– A gdzie są tabletki od bólu głowy?

– Jakie znów tabletki? – W głosie Rafała można było wyczuć wzrastający niepokój.

Nad łóżkiem Anki wisiała drewniana półka, na której znajdowało się parę książek i opakowanie tabletek od bólu głowy. Gdyby wszystkie zażyła… Co jeszcze wymyśli ta szalona dziewczyna?

Postanowiła na tym poprzestać. W gruncie rzeczy zabrakło jej już konceptu, a poza tym poczuła narastające znużenie. Położyła się z zamiarem zaśnięcia, a tymczasem – jak niezbadane są tajniki ludzkiej psychiki – zamiast odrazy czy też nienawiści poczuła nagły przypływ tkliwości. Zapragnęła zasnąć na jego ramieniu. Nic więcej, a później niech się dzieje, co chce! Zbliżyła się ostrożnie, musnęła delikatnie jego oczy, usta, policzek. Przyciągnął ją do siebie, uznając to za wyraźny przejaw oddania. Nie zrozumiał jej intencji. Nie tego pragnęła. Odsunęła się urażona, niecierpliwie oczekując końca tej szalonej, przeklętej nocy.

Wkrótce zaświtało.

– Gdzie jest łazienka? – zapytała nieśmiało.

– Nie możesz tam iść, ktoś cię może zobaczyć!

„Znów ta hipokryzja…” Czuła się podle, na twarzy pozostały ślady wczorajszego makijażu, nieświeża odzież. „Wyjść już stąd, za wszelką cenę wyjść, niech ten typ nawet na mnie nie patrzy”.

Po chwili rozebrało ją spojrzenie innego człowieka, kogoś, kogo nie spodziewała się tu i o tej porze. To główny lokator pokoju przyszedł po swoją garderobę. Ze zdumieniem skonstatował, że dziewczyna śpi w ubraniu, a na sąsiednim łóżku spoczywa jego kolega.

– Co, dziewczyna nieruszana?

Anka odczuła to jak policzek. Z pewnością był wtajemniczony. Wiedział dokładnie, co się tu święci, a teraz kpi w żywe oczy! Jak się zachować? Czy przyjąć jego słowa za dobra monetę? Nie, lepiej nie reagować. I znów chwila udręki. Jak opuścić to przeklęte miejsce? Co powiedzieć?

Na szczęście Rafał wybawił ją z zakłopotania. Chociaż raz zachował się jak dżentelmen – przytulił ją, pocałował, poprosił o numer telefonu. Wyrzuciła z siebie te cyfry bez przekonania. „I tak nie zadzwoni”. Chwyciła plecak i nie oglądając się za siebie, pospiesznie wybiegła z hotelu.

Sucha Dolina

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Spis treści:

Okładka
Strona tytułowa
Pamiętna noc
Sucha Dolina
Powrót z zimowiska
Uczelniane perypetie
Sercowe zawirowania
Sesja
Upragnione wakacje
Powrót na uczelnię
Zasłużony odpoczynek
Przedsmak dorosłego życia
Życie towarzyskie oraz perypetie w pracy
Spełnienie letnich marzeń
Wrażenia z podróży
Atrakcyjna wizyta i powrót do szarej rzeczywistości
Ucieczka od zabójczych aromatów
Odkrywanie nowych okolic
Nowe obowiązki
Rodzina w komplecie
Kolejne zmiany
Zimowe szaleństwa
Reperkusje zabawy sylwestrowej i początek nowego roku pracy
Małe i większe smuteczki
Krótka przerwa w codziennym rytuale
Święta za pasem
Nieprzewidziane okoliczności
A jednak urlop macierzyński
W nowej rzeczywistości
Szkolne lata Jasia i Moniki
Uroki nadmorskich podróży
Powrót do domu
Wizyta gościa z zagranicy
Pobyt w Bułgarii, czyli rajski odpoczynek
Nieszczęśliwy wypadek
Wakacyjne atrakcje
Kolejne tarapaty
Poszukiwanie nowych dróg życia
Trudne początki na obczyźnie
Ponownie w Krakowie
Przygotowania do rodzinnych świąt w Polsce
Witając nowy rok
Powrót do Wiednia

Dziwna podróż

ISBN: 978-83-8373-631-0

© Marta Skowron i Wydawnictwo Novae Res 2025

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.

REDAKCJA: Jędrzej Szulga

KOREKTA: Bogusława Brzezińska

OKŁADKA: Jolanta Herzog

Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.

Grupa Zaczytani sp. z o.o.

ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]

http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek