Dziedzictwo nadziei i odrodzenia - Magdalena Sajdak - ebook

Dziedzictwo nadziei i odrodzenia ebook

Sajdak Magdalena

0,0
36,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Lynthia i Nevril mierzą się z wizjami wieszczki, które odsłaniają tajemnicę ich więzi oraz przyszłości. Nawet to, jak się poznali, nie było przypadkiem. Wierzą jednak, że razem zdołają stawić czoła wszystkiemu, co ich czeka… lecz czy ta nadzieja wystarczy?
Zdrada dawnej królowej wstrząsa rebelią. Hayden, niegdyś przywódca buntowników, z każdym dniem traci rozum. Chorobliwie zdeterminowany i zagubiony, staje się zagrożeniem dla całego królestwa.

Prawda, którą skrywały legendy, ożywa. Feniksy, dumne i niebezpieczne, budzą w magach strach, a ich powrót zwiastuje wielkie zmiany. To one wskażą, kto zasiądzie na tronie… 
Naznaczona traumą Dahlia żyje w cieniu przepowiedni, o której nie może przestać myśleć. Lęk splata się z przeczuciem, że nadchodzące wydarzenia zabiorą jej więcej, niż jest gotowa oddać.

Sekrety królewskiego rodu wychodzą na jaw, a do Althei przybywa nowy spadkobierca tronu. Tymczasem zagrożenie ze strony zawistnego byłego księcia rośnie z każdym dniem. Do czego doprowadzi jego obłęd?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB

Liczba stron: 394

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



 

Rozdział 1

W Althei panowała nerwowa atmosfera. Lud wiedział ozdradzie Iris, zmyślono różne niedorzeczne historie, więc wcałym królestwie huczało od plotek. Magowie uwielbiali koloryzować fakty itakim sposobem podano wwątpliwość prawa Arii iNevrila do tronu. Pamiętne przedstawienie Katriny również przyniosło swoje owoce – Hayden stał się najbardziej linczowaną postacią wAlthei, wręcz nie schodził zjęzyków. Każdy mag, elf iniemagiczny wiedział, co planował były książę. Nienawidzili go przedstawiciele wszystkich klas społecznych. Nawet ci, którzy nie interesowali się rodziną królewską, byli wszoku ipotępiali Haydena, który omały włos nie rozpętał wojny.

Tego dnia oczy całego królestwa skupiły się na Velsepii. Tutejszy port przepełniony był królewską strażą, alud miał nowy temat do rozmów – Aria Brennan-Tarkan przybywała na statku wtowarzystwie swojego ojca.

Ciszę poranka przerwał dźwięk rogów, kiedy okręt zbliżył się do nabrzeża. Jego żagle, utkane zbłyszczącego jedwabiu, lśniły jak demerińskie lampiony. Na dziobie pyszniła się rzeźba wilka wykuta zczystego złota. Drapieżnik obnażał kły, jakby za upatrzoną ofiarą był gotów skoczyć wmorską toń. Stanowił symbol dzikości ipierwotnej siły. Choć każda zkrain niemagicznych miała odrębną monarchię, to Caldera uważała się za cichego przywódcę śmiertelników. Na pokładzie widać było sylwetki straży królewskiej. Żołnierze stali idealnie prosto, aich perfekcyjnie wypolerowane zbroje odbijały światło jak zwierciadła.

Gdyby fortel Haydena nie został odkryty, te zbroje mogłyby już dawno leżeć gdzieś wwąwozie pokryte brunatną posoką wymieszaną zziemią. Nevril potrząsnął głową, by odrzucić tę wizję, iskupił się na wizycie siostry, której tak dawno nie widział. Kiedy okręt zacumował, ciszę przeciął głos herolda:

– Złota Wilczyca Caldery przybywa! Pokłońcie się Koronie!

Tłum usłuchał. Wkońcu ich ulubiona księżniczka odwiedziła ojczyznę. Aria wciąż była tu wielbiona. Dzieci piszczały podekscytowane ijuż chciały rzucać kwiatki na drogę, którą królowa Caldery miała przejść od statku do czekającego na nią powozu, lecz matki dzielnie je powstrzymywały. Zanim stopy Arii dotknęły drewnianego trapu, zapadła chwila ciszy tak głęboka, że słychać było skrzek mewy gdzieś wysoko. Jakby samo morze wstrzymało oddech, arazem znim zgromadzony tłum ibogowie obserwujący ten historyczny moment.

Z królewskiego okrętu powoli schodziła Aria. Jej skromna tiara pozbawiona była przepychu. Mlecznobiałe kamienie, lśniące wporannym słońcu, przyciągały wzrok subtelnym blaskiem. Księżniczka przywdziała białą suknię zelementami indygo na cześć swej ojczyzny, co spotkało się zzachwytem gapiów. Delikatny materiał powiewał na morskim wietrze, az każdego ruchu dziewczyny biła szlachetność igodność, które można tylko odziedziczyć. Tuż za nią kroczyli wmilczeniu strażnicy wstalowych zbrojach, gotowi własną piersią obronić swoją królową.

Za nią, zza rzędu gwardzistów wyłoniła się wyższa postać, dobrze znana wszystkim tu zgromadzonym. Król Keres Brennan kroczył dumnie wmundurze zelementami zbroi, aby wrazie ataku mieć możliwość obrony. Stalową kolczugę przemyślnie wpleciono wstrój. Wyglądała niepozornie, lecz zapewniała ochronę. Korona na jego skroniach mieniła się odcieniami błękitu igłębokiego szafiru, do złudzenia przypominając spokojne wody morza, które za nimi falowało.

Ludzie na nabrzeżu kłaniali się monarchom kroczącym po pomoście. Nevril razem znimi oddał należyty hołd swoim najbliższym. Patrząc na nich – idealnych władców, którzy wyglądali jak wyjęci zarystokratycznego malunku – poczuł nietypowe ukłucie wklatce piersiowej. Dziwna nostalgia opadła na niego niczym ciężki płaszcz. Jeszcze nigdy nie czuł się tak samotny. Miał wrażenie, że nie pasuje do nich ani do funkcji, którą pełnił. Musiał się jednak przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. Hayden został wykreślony zrodu Brennanów, aIris została stracona.

Stał więc sam, otoczony jedynie przez gwardzistów, aza nim wierny tłum trwał wpatrzony zuwielbieniem wArię iKeresa. Smutną samotność mogła odpędzić jedynie Lynthia, która chciała trwać ujego boku podczas tego wydarzenia, jednak Dex im to odradził. Wciąż nie namierzyli Haydena ina każdym kroku musieli uważać. Zatem Lynthia oglądała przybycie siostry Nevrila, stojąc wśród Altheańczyków, ubrana jak mieszczanka, lecz wtowarzystwie gwardzistów, którzy również mieli się wtopić wtłum, by zadbać ojej bezpieczeństwo.

Władcy szli, machając do wiwatujących magów. Wiatr niósł zapach morza ikwiatów, które rzucano im pod nogi. Niektórzy pochylali głowy wmilczeniu, inni desperacko wciskali ręce między tkwiących wciasnej linii gwardzistów, licząc na dotyk królewskiej dłoni. Najmłodsi wciąż rzucali płatki, podskakując weuforii. Ztyłu dobiegały coraz śmielsze okrzyki: „Niech żyje król Keres! Wiwat Królowa Wilczyca!”.

Aria emanowała spokojem, dumą iczułością. Uśmiech, który kierowała do wymachujących kwiatami dzieci, przepełniony był ciepłem. Zkolei kroki Keresa dudniły wrytmicznym marszu niczym zegar odliczający czas do końca jego rządów. Zpodsłuchanej niedawno rozmowy Nevril wiedział, że król rozważał abdykację, co nie dawało mu spokoju.

Na końcu drogi, przy złotym powozie zherbem rodu Brennanów, czekała gwardia. Otworzyli przed nimi drzwi, akiedy król obrócił się bokiem, spojrzał wprost na syna, jakby dobrze wiedział, gdzie ten będzie stał, izapraszająco wyciągnął ku niemu dłoń. Książę chrząknął istrzepnął niewidzialny pyłek ze swojego munduru. Wytarł lekko spocone dłonie wmateriał spodni iruszył energicznie wkierunku najbliższych.

– Nevrilu – szepnęła drżącym ze wzruszenia głosem Aria, gdy brat ukłonił się przed nią wpas. Skinęła mu na powitanie isunęła po nim wzrokiem, jakby próbowała wyłapać wszelkie zmiany, jakie wnim zaszły podczas ich długiej rozłąki.

– Ario – odparł wesoło ztypowym dla niego zadziornym półuśmiechem.

Jako pierwszy przysunął się do niej iprzytulił siostrę, nie zważając na protokół. Objął ją ramionami tak samo, jak robił to wdzieciństwie wtrakcie burzy, której zawsze tak panicznie się bała. Ojciec nie zwrócił mu uwagi, sam uśmiechnął się serdecznie, widząc swoje dzieci wczułym uścisku.

– Zmieniłeś się – powiedziała tuż przy jego uchu.

Nevril nie był pewien, czy chodziło jej owygląd, czy ocoś innego, niewidocznego dla oczu. Ale miała rację, zmienił się pod wieloma względami. Przytaknął, rumieniąc się lekko. Wypuścił ją zobjęć bez słowa. Sam nie wiedział, od czego zacząć. Miał jej tyle do powiedzenia – oDemerinie, oLynthii, omagii całkowitej iprzygodach, które wostatnim czasie wywróciły jego życie do góry nogami. Tyle niewypowiedzianych myśli cisnęło mu się na język. Aona stała przed nim, piękna idelikatna jak zawsze, zzadziornym błyskiem woku, teraz ztą majestatyczną postawą monarchini. Patrzył nie tylko na swoją siostrę – patrzył na władczynię wkażdym calu.

– Chodźmy – poleciła, biorąc go pod ramię. – Przed nami droga do pałacu iwiele tematów do omówienia.

Nevril nakrył dłoń siostry swoją ipo chwili wszedł tuż za nią do powozu. Drzwi zatrzasnęły się za Keresem, odcinając ich od uradowanego, lecz głośnego tłumu. Usiedli obok siebie wbłogiej ciszy iodetchnęli głośno, gdy przestali być na świeczniku. Wesoły śmiech wyrwał się znich spontanicznie, jakby nie dzieliły ich czas rozłąki, niepewne stosunki między królestwami isetki mil.

 

Rozdział 2

Lynthia była pod wrażeniem, jak skrupulatnie przygotowywano pałac na przybycie królowej Caldery. Wciągu ostatnich dni, azwłaszcza nocy, cały dwór tętnił życiem. Służące nieustannie przemierzały korytarze, znosząc przeróżne przedmioty do komnat dawnej księżniczki, które od dwóch lat były opuszczone iczekały na jej odwiedziny. Ogrodnicy zmieniali kwiatowe aranżacje we wszystkich pomieszczeniach, aby wkażdym stroiku iwazonie znalazły się białe róże iniebieskie hiacynty. Były to jej ulubione kwiaty. Lynthia dowiedziała się tego od służby, która ostatnio szeptała tylko omagini, niegdyś biegającej po tych właśnie korytarzach iwypełniającej je śmiechem. Uwielbiana przez lud księżniczka wróciła do Rivenny ikażdy mówił otym, jak się zmieniła.

Matka Nevrila zapewne byłaby wściekła, gdyby zobaczyła, że jej ukochane magnolie iniezapominajki zastępowano innymi kwiatami. Życie wpałacu toczyło się dalej. Po śmierci bezdusznej królowej atmosfera się rozluźniła, asłużba zaczęła oddychać pełną piersią. Uśmiechy rozpogadzały twarze podwładnych, co sprawiało, że Nevril był dumny ze swego odkrycia.

Lynthia wróciła już ze spaceru ichciała się szybko odświeżyć wprzydzielonej jej komnacie. Wkrótce miała zjeść obiad wtowarzystwie rodziny królewskiej iw każdej chwili mogła przyjść po nią eskorta. Nie obawiała się Arii. Nevril wiele oniej opowiadał, amieszkańcy Althei byli nią zauroczeni. Jednak był to ktoś dla niej nowy, więc to oczywiste, że się denerwowała.

Czy mnie polubi? Co sobie omnie pomyśli? Czy zaakceptuje nasz związek?

Jakby wywołała wilka zlasu samymi myślami, bo rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyła je iujrzała Blair, która ostatnimi dniami była bardzo zajęta. Może specjalnie unikała jej iDahlii lub pomaganie Caspianowi naprawdę zajmowało cały wolny czas magini. Lynthia nie czuła się na tyle pewnie, aby tak po prostu oto zapytać. Na szczęście Blair również nie była wnastroju do rozmów. Od niechcenia przywitała się skinieniem głowy iburknęła, że ma odeskortować ją do jadalni. Elfka ruszyła więc za nią ochoczo. Nie mogła się doczekać, aż pozna siostrę Nevrila.

Kroczyła korytarzami, podziwiając ożywione wnętrza. Mijały królewskie sztandary wiszące wwąskim holu nad oknami. Wpadające przez szyby promienie słoneczne raziły je woczy, gdy zmierzały po długim białym dywanie wyznaczającym drogę do sali jadalnej. Gwardziści, którzy już dobrze znali jej rolę na dworze, bez zawahania otworzyli przed nią drzwi. Ze środka dobiegały odgłosy żywiołowych rozmów iżartów. Lynthia podziękowała Blair iz lekką tremą weszła do środka.

Mdlące aromaty róż ihiacyntów przytłumiły ją na chwilę. Zamrugała energicznie na widok przepychu, zjakim ozdobiono salę. Wiązanki biało-niebieskich kwiatów poprzetykane ozdobnymi trawami leżały wwąskiej linii na środku długiego stołu. Identyczne, lecz grubsze girlandy przyozdobiono tymi samymi kwiatami iprzyczepiono nad oknami. Do tego wkażdym zczterech kątów sali stały potężne porcelanowe wazony, sięgające służącym aż do barków, wypełnione jednakimi kompozycjami.

Lynthia zwysoko uniesioną głową podeszła do przodu, by zaznaczyć swoją obecność. Jej kroki odbijały się echem od marmurowej posadzki. Rozmowy przy suto zastawionym stole ucichły. Służki wniosły ostatnie patery zjedzeniem ischowały się za filarami. Stały sztywno, gotowe na dalsze polecenia. Powietrze wypełniały nuty intensywnych zapachów mięs, przypraw iświeżych wypieków, przez co zgłodu żołądek ścisnął jej się momentalnie.

Kątem oka elfka zauważyła Dahlię, Katrinę iRolanda. Gdy zobaczyła tę trójkę, nie miała żadnych wątpliwości, że jednym ztematów, które tego dnia zostaną poruszone, będzie Hayden. Ich spojrzenia skupiły się na niej, akiedy przeniosła wzrok na szczyt stołu, zorientowała się, że rodzina królewska również jej się przygląda.

Nowa dla niej twarz – delikatna, lecz wyniosła – wykrzywiła się wlekkim uśmiechu, gdy Lynthia ukłoniła się przed nimi. Blondynka zzaciekawieniem woczach lustrowała ją od stóp do głów. Wtym spojrzeniu było coś drapieżnego iostrzegawczego, co sprawiło, że serce elfki zabiło szybciej.

– No to mamy już komplet – rzekł ochoczo król, czym wkońcu przerwał ciszę. – Siadaj, dziecko, do stołu, no już. Zgrzeczności jeszcze nie zaczęliśmy posiłku, aja umieram zgłodu. Nie żebym cię pospieszał, ale… – Ojciec Nevrila spojrzał na nią znacząco, ajego syn opuścił swoje miejsce iodsunął przed nią jedno zkrzeseł, które znajdowało się najbliżej jego rodziny.

Lynthia rozluźniła się, słysząc swobodny ton Keresa. Zszerokim uśmiechem podeszła do Nevrila.

– Tutaj będzie sztywniej, tak jak protokół przykazał. Choć, jak widzisz, ojciec ma własne podejście, nawet podczas oficjalnego obiadu. Później zapoznam cię należycie zsiostrą – rzekł Nevril tuż przy jej uchu.

– Mam się bać? – spytała, unosząc brew.

– Skądże – odparł iwrócił na swoje miejsce.

Wyprostował się na krześle przypominającym tron, gdy Aria mu coś szepnęła. Książę siedział zprawej strony króla, ajego siostra – zlewej.

Król skinął na służkę stojącą najbliżej stołu. Ta pospieszyła do kuchni ipo chwili wróciła zciemnozieloną butelką. Napełniła kielichy wszystkich gości bordowym płynem.

Lynthia skupiła się na magu, do którego ostatnio ciągle uciekała spojrzeniem. Napawała się jego uśmiechem ibłyskiem wszmaragdowych oczach. Właśnie obserwowała, jak koncentrował wzrok na kielichu przed sobą. Zaciskał usta wwąską linię, aledwie dostrzegalna zmarszczka pojawiła się na jego czole. Lynthia się zastanawiała, co znowu mogło go trapić.

– Widzisz coś wyjątkowego wtym winie, synu? – zapytał rozbawiony król, patrzący na Nevrila zuniesionymi brwiami.

– Och, zamyśliłem się po prostu – odbąknął zneutralnym uśmiechem.

Keres jako pierwszy nałożył sobie porcję pieczonego indyka zsosem żurawinowym iz drugiego półmiska nabrał garść duszonych warzyw. Aromat wspaniale pachnących potraw przyćmił kwiatowe zapachy. Nevril tuż po siostrze nałożył jedzenie na swój talerz iprzez jakiś czas wszyscy spożywali posiłek wciszy, którą zakłócał jedynie brzęk sztućców uderzających oporcelanową zastawę.

– Widzę napięcie na waszych twarzach – przemówiła wkońcu Aria iz kielichem wdłoni odchyliła się na krześle. Sączyła powoli wino, obserwując brata spod przymrużonych powiek. – Może porozmawiamy wkońcu otwarcie oHaydenie? Przecież mamy tu świadków jego głupich czynów, chętnie usłyszę ich wersje wydarzeń – rzekła donośnie, emanując władzą.

Przenikliwe oczy księżniczki bez skrępowania wodziły po elfkach. Lynthia skuliła się nieznacznie. Ciężar tego spojrzenia sprawił, że musiała odwrócić wzrok. Czuła się tak, jakby królowa Caldery starała się wyczytać wszystko zjej mowy ciała. Skupiła się zatem na Nevrilu, który potrafił ją uspokoić samym uśmiechem, lecz on spoglądał pytająco na ojca. Król odłożył sztućce, po czym pociągnął spory łyk wina igłęboko zaczerpnął powietrza.

– To nie miejsce na tego typu dyskusje, córko. Zresztą… wielokrotnie już rozmawialiśmy odokonaniach Haydena.

Niepocieszona Aria odstawiła kielich. Pod wpływem nerwowego ruchu wino zakręciło się wnaczyniu iulało na obrus.

– Całe królestwo otym rozmawia, ojcze. Nie dziwię się Arii, że chce usłyszeć wersję wydarzeń od naszych gości – zaznaczył Nevril, choć na samą myśl, że już na początku kolacji przyjdzie im znów mówić opotężnym problemie, jakim dla wszystkich stał się Hayden Montelli, ogarniało go ogromne zmęczenie.

– Po to tu przypłynęłam. Abyśmy wspólnie omówili ostatnie rewelacje iuzgodnili, co dalej – stwierdziła stanowczo księżniczka izacisnęła dłonie na podłokietnikach. Jej kłykcie pobielały od siły chwytu, co kontrastowało ze złociście opaloną skórą. – Takich rzeczy nie da się załatwić listownie, ojcze.

Nevril opróżnił kielich, licząc na to, że alkohol doda mu odwagi przy tej mało przyjemniej rozmowie.

– Omówimy to wsali narad, ale wpierw zjedzmy spokojnie, proszę – przemówił Keres. – Tak sądziłem, że będziesz chciała osobiście porozmawiać zkażdą zelfek więzionych przez Haydena, dlatego też zostały zaproszone na ten posiłek, abyś je poznała, nim zaczniesz przepytywać jak przestępców. Jesteś niecierpliwa, Ario. One przecież nigdzie się nie wybierają, prawda? – zapytał, posyłając Lynthi spojrzenie pełne prośby owsparcie, gdy jego podenerwowana córka oddychała coraz szybciej.

– Jestem niecierpliwa, to prawda. Zawsze byłam. Kiedy przybyłeś do Caldery, oznajmiłeś mi, że Hayden jest synem pałacowego uzdrowiciela, który pracował tu przeszło trzydzieści lat icały czas był kochankiem mojej matki. Przeczytałam zaledwie dwa listy, które ze sobą wziąłeś, apragnę poznać każdy szczegół tej sytuacji. Przecież nie codziennie dowiadujemy się, że nasi najbliżsi oszukiwali nas latami! – podniosła głos, porwana burzliwymi emocjami. – Staram się zachowywać, jak protokół nakazał, lecz wobliczu takich wydarzeń moja ciekawska natura wygrywa…

– Mogę się udać ztobą do ogrodów, jak tylko kolacja dobiegnie końca, Wasza Wysokość – przemówiła hardo milcząca do tej pory Katrina.

Radosny błysk zamigotał wlazurowych tęczówkach królowej Caldery. Wkońcu ktoś wyszedł naprzeciw jej oczekiwaniom.

– Nie wiem, czy panienka… – zaczął Nevril, lecz siostra go uciszyła, kładąc mu palec wskazujący na ustach.

– Nie wtrącaj się, braciszku. Chętnie już dziś porozmawiam zjedną znich – odparła uradowana ina powrót zajęła się swoim posiłkiem.

Na twarzy Katriny zakwitły rumieńce, akąciki ust uniosły się wuśmiechu pełnym samozadowolenia, gdy powoli rozkrajała mięso zteatralnym namaszczeniem, jakby wszyscy mieli podziwiać każdy ruch noża. Nevril ijego ojciec wymienili uważne spojrzenia iledwie dostrzegalnie skinęli głowami, dyskretnie, lecz jednoznacznie. Zapewne myśleli otym samym. Wiedzieli już, jakie opowieści potrafi snuć Katrina Ethril. Utkane zpółprawd, wyolbrzymień iniedopowiedzeń, tak sugestywne, że mogły wielu omamić. Wdużej mierze to przez nią krążyły już różnorakie plotki na temat byłego następcy tronu.

– Ani trochę nie szokuje cię to, że Hayden jest naszym przyrodnim bratem? – zapytał zdumiony Nevril, poruszony tym, jak obojętnie mówiła otym fakcie Aria.

– Nie – odparła krótko. – Jak dla mnie mógłby wcale nie być znami spokrewniony. Wtedy nawet bym się ucieszyła – skwitowała, krzywiąc się zodrazą. – Zawsze czułam, że Hayden jest inny. Teraz, gdy wiem, że mamy innych ojców, wszystko stało się jasne – oznajmiła beznamiętnie inachyliła się nad stołem. – Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem bezduszna jak nasza matka. Wpewien sposób poruszyło mnie to, co odkryliście, ale przetrawiłam to wszystko wdrodze tutaj. Cóż, nie powiem, że mi przykro icodziennie za nią płaczę, bo tak nie jest. Kobieta, którą musiałam nazywać matką, od najmłodszych lat podkopywała we mnie wiarę wsamą siebie. Wiecznie coś jej przeszkadzało, ato źle się ubrałam, źle stałam, źle przywitałam gości. Byłam niewystarczająca, coś otym wiesz, braciszku. Tymczasem Hayden, cudowne dziecko inastępca tronu, mógł przy stole pełnym arystokratów śmiało grzebać wnosie. Zawsze wiedziałam, że znaszą matką jest coś nie tak – wyznała tak chłodno, że Nevril aż się wzdrygnął. – Więc wybaczcie, ale przyjęłam to wszystko zulgą. Ateraz możemy się skupić na naszych ludach irelacjach między Altheą aCalderą.

Wyznanie Arii wstrząsnęło zebranymi izapadła cisza, której nikt nie śmiał przerwać nawet najmniejszym brzękiem widelca. Lynthia słyszała plotki otym, że królowa Caldery potrafi być bezpośrednia, jednak nie była przygotowana na takie słowa. Książę również wpatrywał się wsiostrę zlekko rozchylonymi wargami. Szukał odpowiednich słów, które trudno było znaleźć. Identyczną minę miał król.

– Nie wiem, czy wiesz już od ojca wszystko – zaczął Nevril, który odważył się jako pierwszy przerwać napiętą atmosferę – ale Hayden oprócz tego, że nie jest już spadkobiercą tronu, jest też zbrodniarzem.

Keres westchnął, ewidentnie niezadowolony zprzebiegu kolacji. Rozmasowywał skronie, unikając spojrzenia córki. Lynthia, Dahlia iRoland wodzili wzrokiem między nimi, jakby obserwowali odbijaną wtę iz powrotem piłkę.

– O czym ty mówisz? – szepnęła wstrząśnięta Aria.

– Nasz kochany przyrodni brat wymyślił sobie misję natarcia na krainy niemagicznych. Tworzy armię zchętnych magów iporywa elfy. Zmusza je do przechodzenia rytuału magii całkowitej, która jest jedną wielką niewiadomą – wyrzucił zsiebie Nevril. – Nic ci otym nie powiedział?

– Przepraszam bardzo, że co?! – Aria straciła panowanie nad sobą iodsunęła krzesło zpiskiem. – Dlaczego dowiaduję się otym dopiero teraz? – zapytała nad wyraz spokojnie, mierząc swojego ojca czujnym wzrokiem.

– Chciałem porozmawiać wtrójkę… Wkońcu do omówienia mamy owiele więcej, prawda, Nevrilu? – burknął król iuniósł brew.

Nevril pojął, że Keres nawiązywał do tematu dziedziczenia tronu. Wiedział, że Aria jako królowa Caldery przyjmie te wieści owiele gorzej niż obywatele Althei, lecz nie znał sposobu, aby przedstawić jej to włagodniejszy sposób. Wskrócie opowiedział przy wszystkich, czego się dowiedzieli od porwanych elfek iRolanda. Poruszona Aria uroniła kilka łez, które błyskawicznie ścierała ztwarzy. Ponoć kochała swego męża Remusa, więc wieść opotencjalnej wojnie wywołanej przez szalonego brata na pewno sprawiła, że potrzebowała oparcia. Odnalazła je wobjęciach Nevrila, który odchylił się na krześle imocno objął ją ramieniem, wktóre się wtuliła. Jej zawilgocone oczy przepełniał autentyczny strach, gdy przeniosła spojrzenie zbrata na ojca.

– Pomożecie mi, prawda? Powstrzymamy Haydena, zanim ruszy na moje królestwo? – zapytała urywanym głosem.

– Taki jest plan – wydukał król, zasmucony jej przybiciem.

– Chcę porozmawiać zkażdą znich zosobna, zRolandem również – wymamrotała, próbując odwzorować poważny głos władczyni, który gdzieś straciła, gdy poznała prawdę.

– Dobrze, ale najpierw musisz się uspokoić – odparł król, na co Aria głośno prychnęła pod nosem. – Wtej chwili jesteś zdesperowana, chcesz poznać wersje wszystkich osób, które miały znim styczność. Następnie zabrałabyś konia iruszyłabyś wnieznane, by gonić wpojedynkę za Haydenem. Przecież cię znam, wiem, że jesteś porywcza, agdy coś sobie zaplanujesz, podążasz za tym ślepo, nie zważając na własne bezpieczeństwo.

Ojciec wpatrywał się wcórkę śmiało, jakby wymuszał posłuch. Nevril pocierał plecy siostry, próbując dodać jej otuchy.

– Rozmawialiśmy już zDexem, który zebrał najbardziej zaufanych gwardzistów. Dzisiaj wyruszyli na poszukiwania – wyjaśnił spokojnie książę, znadzieją, że do Arii dociera sens tych słów. – Po tym, jak Katrina przybyła na audiencję, wieść szybko się rozniosła. Nie było na co czekać. Hayden ucieka. Wie, że zostanie ukarany za spiskowanie przeciwko sojusznikom Althei. Nawet jeśli nasze narody nie są wnajlepszych stosunkach, to musimy wykonać ten krok, aby pokazać Calderze, Selmorowi iThrelis, że nie akceptujemy działań tego złoczyńcy.

Król skrzyżował ręce na piersi ispojrzał wyczekująco na swoje dzieci.

– Jesteś prawowitą następczynią tronu, siostro – wyszeptał jej wtedy do ucha Nevril, tak aby nikt poza tą częścią stołu nie usłyszał tej nowiny.

Aria zprzerażoną miną odsunęła się lekko, nie mogła powstrzymać tego odruchu wywołanego szokiem.

– Ja? – sapnęła, błądząc wzrokiem po zastawionym stole, jakby wobecnym stanie bała się spojrzeć komukolwiek woczy. – Miałabym razem zRemusem rządzić zarówno Altheą, jak iCalderą? – wydusiła cicho.

Nevril skinął głową, patrząc współczująco na roztrzęsioną siostrę, która ztrudem przełknęła ślinę.

– Mam określić swoje stanowisko bez konsultacji zmężem? – dopytała, gdy przeniosła oszołomione spojrzenie na ojca.

– Jeśli potrzebujesz więcej dni do namysłu ichcesz się znim skontaktować, damy ci czas na wymianę listów – oznajmił król. – Jestem pewien, że wybierzesz mądrze. Kieruj się potrzebami ludu, pamiętaj.

– Muszę pobyć sama… – wydukała ztrudem, lecz na tyle głośno, aby każdy ją usłyszał.

Wszyscy wjednej chwili wstali iodsunęli gwałtownie krzesła, by pokłonić się przed królową, która bez pożegnania opuściła jadalnię.

Nevril opadł na swoje miejsce igestem przywołał sługę, aby dolał mu wina.

– Więcej – nakazał.

Mężczyzna usłuchał, wypełnił kielich po same brzegi. Nevril pociągnął spory łyk, apo chwili, zamiast odstawiać naczynie, wypił wszystko na raz.

– Mnie również nalej – polecił król. – Do pełna.