Destroy Us - Śmiech Paulina - ebook + audiobook + książka
NOWOŚĆ

Destroy Us ebook i audiobook

Śmiech Paulina

0,0
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Miłość, zdrada i trudne konsekwencje wyborów z przeszłości

Camilla wiedzie luksusowe, ale niezbyt szczęśliwe życie córki bogatych i wpływowych rodziców. Choć marzyła, by studiować architekturę, pod wpływem matki i Elliota, brata bliźniaka, ostatecznie wybiera prawo. Rodzeństwo studiuje w Londynie. Uczą się razem, ale mieszkają osobno.

Spotkanie Camillii z Evanem, tajemniczym współlokatorem brata, wydaje się przypadkowe. Jednak wkrótce się okazuje, że łączy ich mocna więź, która ma początek w przeszłości. Zagłębiając się w nią, Camilla odkrywa prawdę o swojej rodzinie - o kłamstwach i zdradach kryjących się za pozłacaną fasadą.

Czy Evan pomoże jej przez to przejść?

Czy będzie dla Camilli oparciem, którego ona tak bardzo potrzebuje?

Czy zdoła ją uratować?

Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 398

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 11 godz. 7 min

Lektor: Czyta: Kamila Brodacka

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Paulina Śmiech

Destroy Us

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci — żyjących obecnie lub w przeszłości — oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest czysto przypadkowe.

Redaktor prowadzący: Wojciech Ciuraj

Projekt okładki: Marta Lisowska

HELION S.A.

ul. Kościuszki 1c, 44-100 GLIWICE

tel. 32 230 98 63

e-mail: [email protected]

WWW: https://editio.pl (księgarnia internetowa, katalog książek)

Drogi Czytelniku!

Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres

https://editio.pl/user/opinie/destro_ebook

Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.

ISBN: 978-83-289-2568-7

Copyright © Helion S.A. 2024

Kup w wersji papierowejPoleć książkę na Facebook.comOceń książkę
Księgarnia internetowaLubię to! » Nasza społeczność

Dedykacja

Dla tych, których serca są polem bitwy, a ich cierpienie stanowi krwawą poezję w zakamarkach duszy. Odkryjmy siłę tkwiącą w zranionym pięknie.

I dla mojego najwierniejszego przyjaciela, czyli mojego taty, który zawsze był przy mnie, wspierał mnie i motywował do działania. Dziękuję, tato, za wszystko, co dla mnie robisz.

Podziękowania

Na początek serdeczne dziękuję Wam, drodzy czytelnicy z Wattpada! ♡ Dzięki Wam mogłam dokończyć tę historię. Wasza obecność i wsparcie motywowały mnie do pisania. Każda Wasza reakcja sprawiała, że chciałam tworzyć więcej. Cieszę się, że jesteście w moim życiu.

Dziękuję tacie za niezawodne wsparcie. Karolinie R., jesteś moim motywatorem - nie wiem, jak to robisz, ale zawsze potrafisz dodać mi skrzydeł. Wiktoria J., dzięki za dodawanie mi otuchy – jesteś jak ciepły koc w zimowy wieczór.

Siostrze dziękuję za bycie moim pierwszym czytelnikiem i cierpliwe słuchanie pomysłu na fabułę - jesteś nieocenionym skarbem! Babci, która nauczyła mnie składać literki, jestem wdzięczna, za zaszczepienie miłości do pisania – to dzięki Tobie mogę teraz pisać te podziękowania!

Ogromne podziękowania kieruję do wydawnictwa EditioRed za zaufanie i za to, że pozwoliliście mi dołączyć do Waszej literackiej rodziny. Dzięki Wam moje marzenia się spełniają, a moje książkowe dzieci mają szansę na życie!

Chciałabym serdecznie podziękować moim wspaniałym patronom, którzy postanowili wziąć ten tytuł pod swoje opiekuńcze skrzydła. Jesteście niezastąpieni!

Na koniec, brawa dla mnie za odwagę w podjęciu tego wyzwania! Nie było łatwo, ale spełnianie marzeń nigdy nie jest proste. Każda chwila spędzona na pisaniu była tego warta, zwłaszcza gdy postawiłam ostatnią kropkę w mojej pierwszej książce. Teraz mogę z dumą powiedzieć, że marzenia się spełniają.

Dziękuję z całego serca, Paula ♡

Prolog

Czasami w naszym życiu pojawia się osoba, która w danej chwili wydaje się znaczyć dla nas wiele. Spoglądamy komuś głęboko w oczy i zaczynamy rozumieć, że staje się dla nas wyjątkowy. Że zmienia nasze życie w sposób, jakiego wcześniej nie doświadczyliśmy.

Nagle jednak słońce przestaje świecić tak jasno, a wcześniejsze piękne momenty tracą swój blask. Tak jakby świat wokół nas znienacka stawał się bezbarwny i wszystko gubiło sens.

Dzieje się tak wtedy, gdy ta jedna osoba znika, zabierając ze sobą to, co było dla nas najważniejsze, i zostawia jedynie ból oraz wspomnienia. Ból, który sprawia, że serce się ściska i brakuje nam siły, by oddychać. Wspomnienia wędrujące po naszej pamięci jak cienie przeszłości, przypominające o tym, co straciliśmy.

Z biegiem czasu nawet te elementy znikają we mgle, potem w próżni. A my błądzimy przez życie bez celu, nie mając już nic, co nas napędza, co sprawia, że każdy dzień jest wart przeżycia.

Choć staramy się cieszyć tym, co nam pozostało, żadna chwila nie przynosi tyle radości, ile dawała obecność tamtej osoby.

I nagle zostają już tylko cisza i pustka.

Rozdział 1.

CAMILLA

Otaczał mnie luksus, który mogłam dosłownie odczuć na własnej skórze.

Liczne bale i bankiety, w których brałam udział, wpisywały się w opowieść godną elity społeczeństwa. Patrzyłam na ten blichtr, powierzchowność, pozory perfekcji i zawsze czułam, że ocenianie ludzi tylko na podstawie ich wyglądu przypomina osądzanie książki po okładce. A ja sama, paradoksalnie, stanowiłam idealny przykład. Z zewnątrz wydawałam się doskonała, ale w moim wnętrzu kryło się coś, co przypominało gnijącą część owocu.

Miałam na sobie przepiękną suknię, starannie dobraną osobiście przez matkę. Lśniący materiał utrudniał mi jednak normalne oddychanie. Dla Melanie Alishy Brooks priorytet stanowiły prezencja i gracja, komfort był nieistotny. Wygląd mojej mamy przywodził na myśl najpiękniejszą boginię, lecz jej charakter został stworzony z najgorszych ludzkich wad. Tak samo jak u mojego ojca Harolda.

Chyba nie wspomniałam o najważniejszym…

Aktualnie kierowaliśmy się w stronę Londynu. Razem z moim bratem Elliotem planowaliśmy rozpocząć studia prawnicze, co nie powinno nikogo dziwić, jeśli wziąć pod uwagę prestiż Melanie jako jednej z najwybitniejszych prawniczek. Nie mam zamiaru zatajać faktów, więc muszę przyznać, że mój brat od najwcześniejszych lat marzył o tym właśnie kroku.

Mnie z kolei pociągała wizja studiowania architektury. Niestety moje marzenia legły w gruzach, gdy Melanie jednoznacznie zawyrokowała, że to absolutnie nie wchodzi w grę. Mogłabym przytoczyć jej słowa: „Nie możesz być gorsza niż ja”. Z kolei Harold obstawał przy tym, że powinnam podążać jego ścieżką i zostać lekarzem jak on. Upierali się, abyśmy nie odstawali od idealnego obrazu rodziny przyjętego przez społeczeństwo. Ostatecznie postanowiłam więc pójść śladem Elliota.

– Ojciec napisał, że jeśli będziemy potrzebować wsparcia finansowego na jakieś nasze kaprysy, to mamy mu dać znać. Całkiem niezłe, prawda? – usłyszałam jego głos.

Zerknęłam na brata, który prowadził samochód.

– Oczywiście. Nie moglibyśmy sobie wymarzyć lepszego rodzica – odparłam z nutą sarkazmu, ale on chyba nie dostrzegł ukrytej ironii.

Zacisnęłam dłonie na kolanach. Wystarczyły dwa słowa – „ojciec” i „Harold” – by wszystkie wspomnienia powróciły.

Gdyby tylko Elliot wiedział, jak daleki od ideału jest ten człowiek,którego tak podziwiał.

Oczywiście nigdy mu tego nie zdradziłam.

– Nie stresuj się. Twoje nowe współlokatorki jeszcze nie zdają sobie sprawy, jaką niesamowitą osobą jesteś, Camilla. – Delikatnie dotknął mojej dłoni, po czym nagle skręcił, co pewnie spowodowało, że otworzyły się wszystkie kartony w bagażniku, w których były moje książki.

Moje ukochane książki.

– Uważaj trochę – wydusiłam, instynktownie ściskając krawędzie siedzenia, gdy samochód wchodził w kolejne zakręty.

Każda podróż z Elliotem była niczym zastrzyk adrenaliny, podnosiła ciśnienie. Uniosłam wzrok na brata, kiedy z gracją poprawiał swoje brązowe włosy, a spojrzenie jego błękitnych oczu na chwilę spotkało się z moim. Jego styl zawsze wzbudzał podziw. Dziś miał na sobie koszulę o dopracowanym kroju, z subtelnymi detalami, a do tego czarne jeansy i jak zwykle emanował pewnością siebie. Tak prezentował się Elliot, zawsze perfekcyjny w oczach otoczenia. Jednak ja znałam także jego drugą stronę, ukrytą za fasadą doskonałości.

– Nie przesadzaj. Trudno jest mi ukryć radość z tego cacka. Na pewno spodoba się Evanowi. Wpisuje się w jego gust – powiedział, uśmiechając się, a jego nieskazitelnie białe zęby dodały mu uroku.

– Evan? – zapytałam, gdy zauważyłam imponujący budynek, do którego dojeżdżaliśmy.

– Tak, to mój współlokator. Na pewno wkrótce go poznasz. Nie obiecuję, że od razu się polubicie, bo ma naprawdę specyficzny charakter, ale z pewnością będziesz miała okazję…

– Nie próbuj mi układać życia uczuciowego – przerwałam mu, zanim zdążył mnie namówić na spotkanie z kolejnym facetem. – Jeśli będę chciała mieć chłopaka, sama sobie go znajdę. Choć na pewno nie w najbliższym czasie. Teraz skupiam się tylko na poznaniu Lilly i Emily – oznajmiłam, zdejmując z nosa czarne okulary przeciwsłoneczne.

Nikt, dosłownie nikt, kto miał coś wspólnego z przyjaciółmi mojego brata bądź należał do ich grona, nie wydawał się idealnym kandydatem na chłopaka. Ethan był maminsynkiem, David chciał się żenić po miesiącu związku. Z pozostałymi nie było lepiej. Wniosek płynął z tego jeden: nie wchodzić w interakcje ze znajomymi Elliota.

– Jeśli o nie chodzi, muszę przyznać, że jedną z nich już konkretnie poznałem.

Wpatrywałam się w brata szeroko otwartymi oczami, nie mogąc uwierzyć, że właśnie to powiedział.

– Czy możesz to powtórzyć? Co, do diabła, zrobiłeś? Czy ty spałeś z moją współlokatorką? Elliot, musisz dobierać się do wszystkiego, co oddycha? – zapytałam głosem pełnym wyrzutu.

Posłał mi złośliwy uśmiech.

– Och, Camilla, daj spokój. Chyba nie jesteś zaskoczona. W końcu wiesz, że uwielbiam, gdy robi się trochę… ciekawiej.

– Ciekawiej? Elliot, to nie jest zabawa. To moje życie i życie moich współlokatorek, a ty masz to gdzieś, bo chcesz spełnić jakiś swój kolejny kaprys! – krzyknęłam, czując, jak ogarnia mnie wściekłość.

– Tak, prawda wyszła na jaw – odpowiedział beztrosko, nie przejmując się zbytnio moimi słowami.

No tak, nie spodziewałam się nawet, że chłopak taki jak on, który nigdy nie umiał się z nikim związać na stałe, teraz miałby się czuć winny z powodu tego, co sam nazwał „konkretnym poznaniem” jednej z moich współlokatorek. Osoby, z którą miałam dzielić mieszkanie.

– Co rozumiesz przez to, że prawda wyszła na jaw? Chyba masz dla mnie jakieś wyjaśnienie?! – zapytałam głośno, krzyżując ręce na piersi.

– Pamiętasz tę imprezę charytatywną sprzed półtora tygodnia?

Skinęłam głową.

– To właśnie tam Melanie przedstawiła mnie dwóm dziewczynom. Lilly nie wydawała się zainteresowana, ale Emily była bardzo otwarta. A resztę chyba można sobie wyobrazić – zaśmiał się, wyciągając klucz ze stacyjki.

– Jesteś naprawdę obrzydliwy. Co ja teraz jej powiem, kiedy spojrzy mi w oczy, idioto? – Sfrustrowana uderzyłam go lekko w ramię.

– Nie przesadzaj. Każdy ma swoje potrzeby, siostrzyczko. To, co robię, to nic w porównaniu z tym, co wyprawia Evan – mówił o tym z taką nonszalancją, jakby to była zwykła anegdota z życia.

Czułam, że moje mięśnie zaczynają się napinać z nerwów. Poruszyłam ramionami i postarałam się zachować spokojny ton.

– Wiesz, że takimi komentarzami właściwie odstraszasz mnie od tego chłopaka? – odparłam, sprawdzając godzinę na swoim telefonie. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, dlaczego już teraz oceniłam osobę, którą miałam poznać za sprawą brata. Niemniej jakoś mnie nie ciągnęło, żeby się z nim spotkać.

– Gdybym ja powiedział coś takiego, pewnie usłyszałbym od ciebie: „Nie oceniaj książki po okładce, Elliot” – zaczął drwić, naśladując mój ton. W jego oczach pojawił się złośliwy błysk satysfakcji, a z ust wydobył się śmiech.

Musiałam jednak przyznać, że miał prawo mi przypomnieć, jak zareagowałam, kiedy próbowałam go zapoznać ze swoją koleżanką ze szkoły. Caroline była spokojna, przemiła i troskliwa. Ale jednocześnie niewystarczająca, by Elliota zainteresować. Ciężko było mu dogodzić.

– Daj spokój. – Delikatnie szturchnęłam brata w bok. – Nie oceniam go, po prostu wyrażam swoje zdanie po tym, co powiedziałeś na jego temat – wyjaśniłam i na chwilę przestałam się skupiać na rozmowie, żeby zajrzeć na Pinteresta.

– Oczywiście. Przy okazji… chcesz iść ze mną i z Evanem na otwarcie nowego klubu? – dodał, chowając telefon do kieszeni spodni.

Unikałam miejsc, gdzie gromadzą się tłumy ludzi. W końcu wielokrotnie czytałam o zagrożeniach, które tam czyhają. Nie miałam zamiaru narażać się na nieprzyjemne sytuacje. Dodatkowo nie pragnęłam przyciągać niczyjej uwagi. Łatwiej było się schować w swoim pokoju i przeżywać emocje bohaterów książek niż doświadczać tych emocji w życiu.

– Dopiero się przeprowadziliśmy, a ty już chcesz iść pić, zamiast się na spokojnie rozpakować? – zapytałam, patrząc na Elliota.

Znałam odpowiedź na swoje pytanie. Choć byliśmy bliźniakami, charaktery mieliśmy różne. Elliot lubił nawiązywać kontakty z nowymi ludźmi i wybierał domówki jako formę spędzania piątkowych wieczorów. W przeciwieństwie do niego ja byłam raczej spokojną, cichą osobą preferującą odpoczynek w domu z książką i gorącą kawą.

– Camilla, przestań się przez chwilę przejmować zasadami. Melanie nie pilnuje teraz tego, czy są przestrzegane, więc możesz sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa – powiedział, podnosząc dłonie w śmiesznym geście. – Siostra, proszę, chodź z nami. Chociaż raz – dodał po namyśle.

Czy mnie przekonał? Nie.

Spojrzałam na niego i pokręciłam głową.

– Spodziewałem się tego. Evan też mi to napisał.

Moje oczy rozszerzyły się ze zdziwienia i oburzenia w reakcji na tę odpowiedź.

Dlaczego Evan, ktoś zupełnie obcy, miał wyrobione zdanie na mój temat, skoro mnie nie znał?

– Co napisał? – wycedziłam, zerkając na chłopaka, który wyciągnął telefon z kieszeni.

Od razu mu go wyrwałam. Poczułam, jak wściekłość zaczyna rozgrzewać moje wnętrze. Gdy tylko odblokowałam ekran, od razu weszłam w konwersację z Evanem i przeczytałam wiadomość.

Evan: Odpuść Camilli. Ona jeszcze sprowadzi na siebie kłopoty swoim ostrym językiem, stary.

– Ostrym językiem? A on mnie w ogóle zna, że tak się o mnie wypowiada? – Wbiłam wzrok w oczy brata. Na mojej twarzy musiała się malować mieszanka oburzenia i zaskoczenia.

– Nie patrz tak na mnie. Wiesz, że tego nie lubię – odezwał się po chwili, unikając mojego spojrzenia.

Wydawało mi się, że jego postawa w pewnym stopniu wyraża skruchę, choć duma, którą emanował, sugerowała co innego.

Oczywiście, że wiem. Dlatego to robię.

– A ja nie lubię, kiedy jakiś arogancki Evan obgaduje mnie z moim bratem! – podniosłam głos, nie hamując się już. Musiałam wyrzucić z siebie nagromadzoną frustrację.

Ta krótka wiadomość z jakiegoś dziwnego powodu zdołała zmienić moje nastawienie do pomysłu wyjścia do klubu. Zamiast unikać tego jak ognia, poczułam dziwną potrzebę stawienia czoła sytuacji. Nie potrafiłam wyjaśnić dlaczego.

Podniosłam głowę, a w moim tonie pobrzmiewała pewność siebie, gdy oznajmiłam:

– Pójdę na tę imprezę. To moja decyzja. Zadowolony?

Elliot spojrzał na mnie ze zdziwieniem i z pewną dozą uznania. Po chwili skinął głową, ale już nic nie powiedział.

***

Rozpoznałam blondynkę, która próbowała otworzyć drzwi do mieszkania mającego od teraz stać się dla mnie nowym domem. Od razu skojarzyłam jej twarz – to musiała być Lilly Folley, moja przyszła współlokatorka. Zanim tu przyjechałam, przejrzałam profile obu dziewczyn na Instagramie, więc wiedziałam, że pochodzą z wyższych sfer. Melanie była przewrażliwiona na punkcie tego, z kim się zadaję, a co za tym idzie – z kim będę mieszkać.

– Lilly? – zapytałam, podchodząc bliżej.

Intensywne spojrzenie zielonych oczu dziewczyny momentalnie skierowało się w moją stronę.

– Słynna Camilla? – odpowiedziała z uśmiechem.

– Czyżby moja reputacja mnie wyprzedzała? – odparłam z lekkim zdumieniem.

– Tak. Słyszałam, że o twojej rodzinie pisano nawet w gazetach – stwierdziła.

Nie myliła się. Media śledziły życie członków zamożnych familii, a skoro mój ojciec był cenionym lekarzem, nieustannie znajdował się w centrum uwagi.

– O rany, te drzwi jakoś dziwnie się otwierają. Klucz chyba się zaciął – dodała, wskazując na niego.

– Czy to przypadkiem nie klucz od bramy? – zapytałam, starając się zachować uprzejmy ton, choć w moim głosie pobrzmiewała nieufność.

Blondynka spojrzała w dół na cały pęk i zaczęła szukać właściwego. Chwilę później podniosła wzrok.

– Masz rację. Czas się ogarnąć, Lilly, bo zaczynasz przypominać stereotypową blondynkę – mruknęła pod nosem, używając innego klucza, którym ostatecznie otworzyła drzwi.

Zaprosiła mnie do środka, wskazując gestem, abym weszła pierwsza.

– Nawet po kilku godzinach jazdy wyglądasz pięknie – stwierdziła, gdy zdejmowałam kurtkę.

Jedwabna sukienka przylegała do mojej talii. Pogoda w Londynie bywała kapryśna, ale tym razem zaskoczyła skwarem.

– Dziękuję. Słyszałam, że upał ma się utrzymać do końca następnego tygodnia – odparłam zdziwiona, że pochwaliła mój wygląd. To było coś nowego, a fakt, że komplement padł ze strony nowej współlokatorki, sprawił, że poczułam ciepło na policzkach.

– To się dobrze składa. Zanim zaczniesz studia, trochę pozwiedzasz. Odwiedzałaś wcześniej Londyn?

Lilly była drobna. Złociste włosy spływające falami na ramiona dodawały jej uroku, a jasna cera idealnie do nich pasowała. Obcisłe szorty i czarny top podkreślały figurę dziewczyny.

– Tylko przejazdem. Matka miewała czasami tutaj do załatwienia jakieś ważne sprawy. A ty? – odpowiedziałam, obserwując blondynkę.

– Tak, mój tata mieszka tu z nową rodziną – rzuciła po chwili. – Spokojnie, zdążyłam się już przyzwyczaić do tej sytuacji.

– Emily jest twoją biologiczną siostrą? – zapytałam, a moment później ugryzłam się w język.

Camilla, wychodzisz na ciekawską.

– Niestety tylko przyszywaną.

Pokiwałam lekko głową na znak, że rozumiem.

– A wyglądacie niemal identycznie – powiedziałam, idąc za Lilly do kuchni.

– Geny tatusia – sarknęła. – Ale mimo że przyszywane rodzeństwo rzadko dobrze się dogaduje, u nas jest inaczej. Nie możemy bez siebie żyć. A przeprowadzamy się tutaj, by być bliżej naszego ojca – wyjaśniła.

– Rozumiem. Co planujesz w przyszłości? – zapytałam, odgarniając włosy z karku.

Wolałam je związywać, ale musiało być tak, jak powiedziała Melanie.

– Zamierzam przejąć firmę po ojcu. Mam do wyboru albo studiować prawo, albo wykorzystać kontakty, by dostać się do korporacji tatusia – oznajmiła. – A ty zawsze marzyłaś o prawie? – dodała po chwili, przenosząc na mnie wzrok.

Marzy mi się święty spokój.

– Nigdy nie planowałam iść na studia prawnicze. Ale z pewnością znasz moją matkę… – Zawiesiłam głos.

– Znam. Poznałam ją niedawno na jednym z bankietów. Przypomina mi moją. Pewnie też ma swoje rygorystyczne zasady. Zupełnie jak moja.

– Moja to istny tyran – zaśmiałam się cicho. – Nie znam twojej, ale wychodzi na to, że ich charaktery są podobne.

– Szczerze mówiąc, nie mam dobrych relacji ze swoją. Ojciec mnie z nią zostawił, gdy założył nową rodzinę. Mimo że wiedział, jaka jest zła – stwierdziła. – Ale to temat na inną rozmowę. Powiedz, czym się interesujesz. Wydaje mi się, że modą, bo widzę, że masz najnowszą sukienkę znanej projektantki. Emily byłaby gotowa oddać za nią kawałek serca – dodała, oceniając moje ubranie.

Oddam ją za darmo, pomyślałam.

– Naprawdę nie wydałabym tyle pieniędzy na kieckę. Nie przepadam za drogimi ubraniami. Wolę się skupiać na wygodzie – odpowiedziałam szczerze, starając się podkreślić, że nie przywiązuję dużej wagi do markowych ubrań.

– To już wiem, że się dogadamy. Też nie lubię robić zakupów. To najbardziej denerwujące zajęcie – stwierdziła, jakby czytając mi w myślach. Zdawało się, że mamy podobne zdanie na ten temat.

Lilly wyjęła z torby podróżnej kubek i nalała sobie wody, trzymając go ostrożnie, jakby był czymś więcej niż tylko pojemnikiem na napoje. Spojrzała na mnie z uśmiechem, który zdawał się opowiadać całą historię jej fascynacji.

Kubek z napisem „Lucyfer”. Trafiłam w dziesiątkę.

– Oglądasz Lucyfera? – zapytałam zdziwiona.

– Tak. Zamiast marnować czas na zakupy w sklepach odzieżowych, wolę go poświęcić na oglądanie tego serialu. Spokojnie, to nie obsesja – wyjaśniła, delikatnie stawiając kubek na blacie. – No dobra, może trochę – zaśmiała się.

– Uwielbiam Lucyfera – wyznałam z entuzjazmem.

– No widzisz, Camillo Brooks, wiedziałam, że się polubimy – odparła i uniosła kąciki ust.

– Nie wątpię. Jesteś naprawdę sympatyczna – odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.

– Nie wiem, czy ci wspominałam, ale dzisiaj zabieram cię na imprezę. Pewnie już o tym wiesz, bo to był pomysł Adriena, mojego chłopaka, i Evana.

***

– Emily będzie czekać na nas w klubie. Mówiła, że koniecznie musi zdobyć nową torebkę od Gucciego, która pojawiła się na rynku tydzień temu. Warto więc pomyśleć o zmianie stroju. Za dwie godziny ruszamy na imprezkę – oznajmiła Lilly, tryskając energią.

Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem.

Lilly zabrała się za rozpakowywanie swojej walizki, podczas gdy ja przez ostatnie pół godziny próbowałam otworzyć własną torbę podróżną. Zamek postanowił zrobić mi na przekór: zaciął się kilkukrotnie. Coś takiego zawsze musiało się dziać w najmniej odpowiednich chwilach.

I oczywiście przydarzało się tylko mnie.

Mieszkanie prezentowało się wyjątkowo luksusowo. Było pełne eleganckich detali i designerskich mebli, zostało opłacone z góry na kilka lat przez moich hojnych rodziców oraz matkę Lilly. Dzięki temu nie musiałam się przejmować przyziemnymi sprawami, takimi jak regulowanie rachunków.

– W co się ubierasz? – zapytała moja współlokatorka.

– Zdecyduję się chyba na zwykłą czarną sukienkę – odpowiedziałam, rozważając, co najlepiej włożyć. Tak jak powiedziałam Lilly, nie przywiązywałam wagi do doboru ubrań. Chętnie poszłabym w dresach, ale zdawałam sobie sprawę, że taki strój mógłby przekreślić moje szanse na wejście do klubu.

– Wiesz, Adrien szaleje za mną w czerwieni, więc myślę, że ta kiecka będzie odpowiednia. Co o tym myślisz? – zapytała, wspomniawszy o swoim chłopaku.

Kiwnęłam głową z aprobatą. Ja z kolei postawiłam na coś bardziej klasycznego – małą czarną z delikatnym wycięciem, sięgającą nieco przed kolano.

Lilly ostrożnie wyciągnęła z eleganckiej burgundowej kosmetyczki kolekcję kosmetyków. Rozłożyła je przed sobą, a potem z pełnym zaangażowaniem wybrała produkty do makijażu. Okazało się, że jej umiejętności malowania się są wręcz mistrzowskie. Nałożyła na usta intensywną czerwoną pomadkę, która podkreśliła nie tylko jej wargi, lecz także pewność siebie. Następnie z precyzją chirurga stworzyła efektowny makijaż smokey eye, który ozdobił jej oczy niczym dzieło sztuki. Lilly wyglądała po prostu olśniewająco.

Jeśli Adrienowi nie przypadłaby do gustu taka prezencja, oznaczałoby to, że albo jest ślepy, albo coś z nim naprawdę nie tak. Dziewczyna przejrzała się w lustrze i ucieszyła z tego, co wyczarowała. Ja skorzystałam tylko z tuszu do rzęs, który mi udostępniła.

– Myślisz, że wyglądam dobrze? – zapytałam, odwracając się ku niej.

Prezentowała się perfekcyjnie w czerwonej sukience mini oraz czarnych szpilkach.

– Jasne, że tak! – odpowiedziała z uśmiechem, po czym sięgnęła do eleganckiej walizki. Wydobyła stamtąd srebrną kopertówkę, do której zaraz schowała klucze i telefon.

– Nasza taksówka powinna być tuż za rogiem. Mam prawo jazdy, ale dzisiaj zamierzam skorzystać z możliwości dobrej zabawy! Emily już czeka z twoim bratem.

Spojrzała na mnie z uznaniem, a jej pewność siebie okazała się zaraźliwa i dodała mi odwagi. Postanowiłam jeszcze raz ocenić swój strój w lustrze, by się upewnić, że wszystko wygląda jak należy. Dzisiaj chciałam zrobić dobre wrażenie.

Zaśmiałam się cicho, czując lekki dreszcz radości przed zbliżającą się imprezą. Sięgnęłam do wieszaka po elegancką torebkę stanowiącą przemyślany dodatek do mojego wieczorowego stroju. Chwilę później chwyciłam telefon, aby wysłać wiadomość do Elliota. Nie lubiłam się z nim kłócić, ale – jak to między rodzeństwem bywało – drobne spięcia nam się przydarzały.

Unikałam konfliktów z bratem, ponieważ tylko on mnie nie oceniał.

Rozdział 2.

CAMILLA

Dokuczał mi lekki, pulsujący ból głowy. Wydawało się, że był rezultatem kolejnych łyków piwa, które wypełniało mój żołądek. Mimo to czułam błogostan wywołany pogłębiającym się stopniowo stanem lekkiego podchmielenia. Te doznania nie miały nadmiernie intensywnego charakteru, ale zwróciłam na nie uwagę. Zwykle unikałam spożywania alkoholu w miejscach publicznych, obawiając się utraty kontroli nad sobą. Dbałam o każde słowo, starannie pilnując, aby z moich ust nie wydostały się nieodpowiednie wypowiedzi. Ale dzisiaj postąpiłam zupełnie inaczej. Zatopiona w myślach, po raz pięćdziesiąty skupiłam się na liczeniu kółek na etykiecie piwa.

Lilly z kolei przejawiała zupełnie odmienne podejście. Nie hamowała się i spokojnie spożywała alkohol w znacznie większych ilościach.

Był środek tygodnia, a klub, oddalony o kilka kilometrów od naszego mieszkania, tętnił życiem. Wokół nas zebrał się gęsty tłum ludzi. Dźwięki rozmów i śmiech wypełniały przestrzeń, tworząc atmosferę pełną energii i ekscytacji.

Mnie to jednak nie dotyczyło.

– Jak tam, Camilla? – zagadnął mnie Elliot, zbliżając się tak, że niemal poczułam ciepło jego oddechu.

Z westchnieniem rozejrzałam się po gwarnym lokalu.

– Wiesz, że nie lubię tego typu wyjść. Zbyt wiele osób, zbyt głośno. Nie czuję się tutaj komfortowo. A ty? Zauważyłam, że zaczynasz się świetnie dogadywać z Emily. Złam jej serce, a ja złamię ci kończyny – rzuciłam żartobliwie, próbując rozluźnić atmosferę. Widziałam, że moja nowa koleżanka zrobiła wrażenie na Elliocie.

Mój brat się uśmiechnął, lecz w jego oczach kryła się jakaś tajemnica.

– Nie szukam związku, przecież o tym wiesz – odpowiedział. – Emily jest piękna, to fakt. Ale nie spodziewaj się, że coś z tego będzie – dodał po chwili namysłu, a ja przeniosłam wzrok na dziewczynę, o której mówił.

– A jednak cały czas na nią zerkasz – zażartowałam z lekkim sarkazmem w głosie. – Zauroczenie jest fascynującym stanem.

Nagle Emily dostrzegła nasze spojrzenia i wyglądało na to, że chciała dołączyć do rozmowy, bo ruszyła ku nam. Elliot, zauważywszy, że się zbliża, skierował się do Adriena i Lilly, omijając ją. Dziewczyna nie wydawała się zrażona i po prostu podeszła do mnie.

– Uwielbiam być tak bardzo pijana, bo wtedy nawet drinki, których nigdy nie lubiłam, smakują wyśmienicie. – Emily zachichotała jak dziewczynka. Było widać, że już sporo wypiła. – Mało pijesz. Coś się dzieje? – zapytała, patrząc na mnie.

– Nie lubię przesadzać z alkoholem – odpowiedziałam, ukrywając prawdziwy powód.

Alkohol to też kalorie.

– Jestem taka szczęśliwa, że będziesz naszą współlokatorką – powiedziała po chwili Emily. – Wyobrażałam sobie ciebie trochę inaczej.

– Jak? – spytałam zaciekawiona.

– Myślałam, że będziesz taka jak te inne dziewczyny z wyższych sfer. Wiem, że ja też pochodzę z zamożnej rodziny, ale przecież zdajesz sobie sprawę, ile jest takich, które lecą tylko na prezenty, nowe ciuchy i tym podobne. I nie interesują się ludźmi samymi w sobie – oznajmiła.

– Rozumiem, o co ci chodzi. Też miałam kiedyś problem z utrzymaniem dobrej opinii o takich koleżankach, zwłaszcza że moja matka zapoznawała mnie głównie z córkami swoich pracowników. To była istna tortura – przyznałam.

– Jesteśmy chyba przykładem tego, że pieniądze nie dają prawdziwych przyjaciół. Nie kupisz za nie ani miłości, ani szczerej przyjaźni – stwierdziła moment później, patrząc mi prosto w oczy. – Pójdę do Elliota, spodobało mi się denerwowanie go.

Kiedy się ode mnie oddaliła, spojrzałam na telefon, który trzymałam w dłoni, bo poczułam wibrację przychodzącej wiadomości tekstowej.

Melanie: Pilnuj kalorii, Camillo. Nie chciałam ci mówić, zanim wyjechałaś, ale zauważyłam, że przytyłaś nieco w biodrach. I pozdrów Elliocika. Dbaj o niego tak, jak my z ojcem.

Ale o to, jak u mnie, nawet nie zapytałaś. Cudowna mamusia.

Aby odwrócić uwagę od napływających myśli, postanowiłam podejść do swoich znajomych. Nie mogłam pozwolić sobie teraz na łzy. Zacisnęłam zęby i ruszyłam w kierunku Adriena i Lilly. Nim do nich dotarłam, dziewczyna odwróciła się na pięcie i poszła do toalety.

– Jak się czuje? – zwróciłam się do stojącego przy barze Adriena.

– Trochę za dużo wypiła. Ale to dlatego, że od tygodnia była podekscytowana tym, że cię pozna – odparł szczerze.

– Naprawdę? – zapytałam, czując ciepło w sercu.

– Och, tak. Nawet pisała sobie w zeszycie, co powie na wstępie, żebyś ją polubiła – dodał po chwili.

– Lilly jest przekochana – stwierdziłam, a wzrok blondyna zjechał na mój biust.

– Ty też wyglądasz na przekochaną – powiedział, ukazując zęby w uśmiechu, który rozjaśnił jego twarz.

– Długo jesteś z Lilly? – zmieniłam temat i odsunęłam się od chłopaka.

– Kilka miesięcy. Nasze rodziny prowadzą razem interesy. Jej ojciec jest szefem mojego. I w sumie to poznaliśmy się na którymś bankiecie – odpowiedział wymijająco.

– O, moje dwie ulubione osoby ze sobą rozmawiają. – Lilly wróciła do nas i uwiesiła się na szyi Adriena.

– Lill, nie pij więcej – upomniałam ją żartobliwie, po czym zwróciłam się do chłopaka: – Może lepiej zabierz ją do domu. Widać, że ledwo stoi.

Lilly zbliżyła się i mnie przytuliła.

– Cieszę się, że jesteś moją współlokatorką – powiedziała mi do ucha.

Już druga osoba cieszyła się z mojej obecności, co było naprawdę bardzo miłe. I rzadkie w moim życiu.

– Ja również, Lilly. Do jutra – rzuciłam, odsuwając od siebie blondynkę. – Miło było cię poznać, Adrien – dodałam.

Odnalazłam brata, który pomagał Emily włożyć kurtkę.

– Elliocik, a ty już jedziesz do domu? – zapytałam, denerwując go tą ksywką. Tylko Melanie tak na niego mówiła.

– Matka pisała? – zgadł od razu.

Pewnie zdradziła mnie moja mina. Pokiwałam głową.

– Tylko nie przejmuj się jej krytycznymi komentarzami, Camilla – oznajmił, bo doskonale mnie znał.

Wiedziałam, że próbuje mnie uspokoić swoim opanowanym tonem.

Za późno.

Krytyka naszej matki była jak gilotyna, precyzyjna i ostra. Elliot chciał mnie pocieszyć, ale nie mogło mu się to teraz udać. Czułam nieprzyjemne mrowienie całego ciała. Miałam świadomość, że nadchodzi burza emocji.

Próbowałam się uśmiechnąć, ale wiedziałam, że nie potrafię tego zrobić przekonująco. Brat spojrzał na mnie z troską w oczach.

– Jesteś piękna. Niemal idealna – dodał, ale w mojej głowie odbijały się echem zupełnie inne komentarze.

Gruba. Brzydka. Głupia.

Westchnęłam, usiłując odsunąć od siebie negatywne myśli.

– Mógłbym tak całą noc wbijać ci to do głowy. Ale powoli się zbieram, bo, jak widzisz, Emily ledwo stoi na nogach. Adrien zabrał Lilly do siebie? – zapytał.

Potaknęłam, nie chcąc teraz zgłębiać tematu swoich kompleksów. Elliot zawsze był taktowny, ale czasem mi się wydawało, że nie do końca rozumie, jakie demony w sobie noszę. Skinęłam głową, obserwując Emily, która pod wpływem alkoholu z trudem utrzymywała równowagę.

– Tak. Też się bardzo upiła. No i gdzie właściwie jest twój współlokator? Miałam go poznać, a się nie pojawił – powiedziałam z nutką sarkazmu.

– Wspominałem ci już wcześniej, że ma swoje potrzeby. Dzisiaj poznał dziewczynę w aplikacji randkowej i zdaje się, że postanowił spędzić u niej noc – odparł ze śmiechem.

– Czyli moje przeczucia były całkowicie słuszne – skomentowałam pod nosem. – No dobrze, jedź. Ja tylko napiję się jeszcze wody i też będę wracać – dodałam, przytulając się do braciszka.

***

– Chcesz potańczyć? – Nagle poczułam za sobą czyjeś ciało i oddech.

Odwróciłam się do faceta, który zadał to pytanie. Był to brunet o niebieskich oczach, których głębokie spojrzenie przeszywało mnie na wskroś.

– Nie, dziękuję – odparłam, starając się zachować kurtuazję.

Liczyłam, że ta stanowcza odpowiedź zakończy rozmowę, ale w tej samej chwili dłoń chłopaka wylądowała na mojej talii, co wywołało u mnie lekkie zdziwienie i dyskomfort.

– Może jednak się zgodzisz, słodka. Możemy pojechać do mnie – wyszeptał mi do ucha tonem, który wskazywał, że jest zainteresowany czymś więcej niż tylko tańcem na parkiecie.

Zacisnęłam zęby, usiłując zachować spokój. Przesunęłam się lekko w bok, próbując zdystansować się od nieznajomego, i jednocześnie zdecydowanie oznajmiłam:

– Naprawdę nie mam zamiaru tego robić. Proszę, zostaw mnie w spokoju.

Chłopak się roześmiał, pocierając kciukiem moje udo.

Tego już za wiele.

Muszę się uspokoić.

Spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek, a potem chwyciłam stojącą przed sobą szklankę i zdecydowanym ruchem wylałam jej zawartość na jego twarz.

Kurde, szkoda wody, pomyślałam, ale musiałam zrobić coś, co stanowczo pokazałoby moje niezadowolenie.

– Kiedy kobieta mówi „nie”, to znaczy „nie” – rzuciłam, patrząc mu prosto w oczy.

Chłopak już się nie odezwał, tylko wycierał dłonią twarz. Jego obojętna mina świadczyła o tym, że w końcu zrozumiał. Gdy ruszył w stronę łazienki, usłyszałam koło siebie nowy głos.

– O, nieźle, ktoś ośmielił się odmówić Victorowi.

– Czy ty też potrzebujesz ochłody? – odpowiedziałam lekko wyprowadzona z równowagi całą tą sytuacją.

– Nie, nie jesteś w moim typie – odparł mężczyzna, a ja zaskoczona uniosłam brwi.

– Więc dlaczego nadal ze mną rozmawiasz? – zapytałam, przechylając głowę w jego stronę. Obrzuciłam go spojrzeniem i zatrzymałam wzrok na dłoni, którą trzymał szklankę, a dokładniej na pierścieniu na jednym z palców. Widniały na nim litery „IN”.

– Pilnuję cię – powiedział lodowatym głosem, a po moich plecach przeszły ciarki.

– Bawisz się w stalkera? – zapytałam, starając się, by zabrzmiało to nieco żartobliwie, ale jednocześnie obserwowałam jego postawę i mimikę.

– Nie muszę się bawić, by nim być, Camillo – dodał pod nosem, co sprawiło, że moje zaniepokojenie wzrosło.

– Skąd… Skąd znasz moje imię? – wydukałam.

Zignorowanie tego faktu wydawało mi się niemożliwe, ale po chwili do mnie dotarło, że ktoś z moich znajomych mógł zawołać mnie po imieniu i on je usłyszał.

– Mam wiele informacji o tobie, ale to rozmowa na inny dzień. Do widzenia, Camillo – powiedział, odchodząc w kierunku baru, i skierował się w stronę drzwi frontowych.

Jego słowa rozbrzmiewały w moich uszach, wypełniając mnie dziwnym uczuciem niepokoju.

Może to naprawdę był jakiś psychol? Nie no, przesadzam, za dużo filmów.

Próbowałam wypędzić tę myśl z głowy i jednocześnie postanowiłam już wracać. Zapłaciłam kartą, ruszyłam do wyjścia z klubu, a przed budynkiem wybrałam pierwszą lepszą taksówkę.

Taksówkarz otworzył mi drzwi, witając mnie uśmiechem. Wsiadłam i odetchnęłam z ulgą. Nadal odnosiłam wrażenie, że ktoś obserwuje każdy mój ruch.

Tego wieczoru mam już naprawdę dość.

– Na Black Street 6 – powiedziałam do mężczyzny, gdy usiadł za kierownicą.

Potaknął, po czym skręcił w odpowiednim kierunku, a ja odwróciłam głowę, powoli przymykając oczy.

***

– Proszę pani, już jesteśmy na miejscu – usłyszałam niezbyt wyraźny głos i poczułam, że ktoś szturcha mnie lekko ręką.

Zorientowałam się, że odpłynęłam.

Czy ja zwariowałam? Zasnęłam w taksówce z nieznajomym?

Wręczyłam facetowi banknot, a następnie zabrałam swoją torebkę z siedzenia, na które musiała się zsunąć z moich kolan. Pominęłam podziękowanie, bo miałam ochotę tylko jak najszybciej opuścić to auto, bezpiecznie znaleźć się w swoim pokoju i pójść spać.

Powiedziałam Elliotowi, że nie cierpię wychodzić do klubów, a po tym wieczorze ta niechęć do wyjść tylko się wzmocniła.

***

Gdy znalazłam się pod drzwiami swojego mieszkania, zdziwiło mnie to, że były lekko uchylone. Ostrożnie zajrzałam do środka. W salonie zobaczyłam Elliota leżącego na sofie obok Emily. Natychmiast zamknęłam oczy, próbując wymazać ten obraz z myśli. Zdecydowałam się zabrać klucze do apartamentu brata, które leżały na podłodze w korytarzu. Postanowiłam, że nie będę im przeszkadzać, po prostu tej nocy prześpię się w jego mieszkaniu. Przypomniały mi się słowa Elliota, który w klubie powiedział, że jego współlokatora dzisiaj nie będzie.

Tym lepiej dla mnie.

Dobrze, że Elliot mieszkał piętro wyżej.

Zastanawiałam się tylko, dlaczego nie zabrał Emily do siebie.

Chwilę później otworzyłam kluczem drzwi, zsunęłam ze stóp szpilki, po czym zapaliłam światło niedaleko wejścia. W salonie znajdowała się niewielka kanapa, ale zrezygnowałam z niej, kierując się do pokoju. Weszłam do pierwszego pomieszczenia po lewej stronie.

Czy wiedziałam, czy to pokój Elliota? Oczywiście, że nie.

Rozejrzałam się po przestronnym wnętrzu. Na samym środku stało ogromne łóżko. Na półkach nie zauważyłam żadnych zdjęć czy pamiątek, co sugerowało, że musi to być pokój mojego brata. Panowała tu nieskazitelna czystość, a każdy, kto znał Elliota, wiedział, że ten uwielbia porządek.

Podeszłam do lustra zawieszonego po prawej stronie drzwi. Odruchowo spojrzałam na swoje biodra. Naprawdę przytyłam? Dotknęłam ich delikatnie i przesunęłam dłonią po krzywiznach ciała. Patrząc na swoje odbicie, starałam się ocenić, czy faktycznie wydają się grubsze niż wcześniej. Ale może to tylko moja subiektywna perspektywa? Byłam pewna, że nikt mi tego nie powie, bo wszyscy starali się być uprzejmi.

No, może oprócz mojej matki.

Może rano zrezygnuję ze śniadania. A może warto byłoby rozważyć tygodniową głodówkę? Niepotrzebnie wypiłam to jedno piwo.

Te myśli przypominały zatrute strzały atakujące moje poczucie własnej wartości. Nawet gdy przemykałam oczy, widziałam minę Melanie zawiedzionej tym, że nadal nie jestem idealna, taka, jaka powinnam być. Twoje koleżanki są szczuplejsze od ciebie. A typrzy nich wyglądasz jak wieloryb – odezwał się cholerny głos w mojej głowie niczym upiorne echo nieustających samosądów.

Siedząc w ciszy, zaczęłam się zastanawiać, jak mogę osiągnąć tę doskonałość, której wszyscy ode mnie oczekiwali. Czułam, jak każde spojrzenie, każde zdanie, każda krytyczna ocena, jaką do tej pory usłyszałam, osadza się we mnie, stając się niewidzialnym, ale nieznośnym ciężarem. Tak naprawdę nigdy nie umiałam sobie z nim poradzić. Ta niepewność zawsze pojawiała się tak niespodziewanie, że nie dało się tego przewidzieć. Czasami była jak nieproszony gość wdzierający się do mojego wnętrza bez zaproszenia. Przez nią czułam się bezbronna, jakby każdy krok, każde słowo mogło zainicjować kolejny konflikt w mojej głowie. Powinnaś schudnąć – usłyszałam głos swojej matki. To był gwóźdź do trumny mojej już i tak podłamanej pewności siebie.

Nie mając sił na walkę, skierowałam się do łóżka i położyłam w sukience. Czułam na niej zapach klubu – zmieszanego potu mojego i innych ludzi – a przyjemność z noszenia jej zdawała się jedynie wspomnieniem. Zamknęłam oczy, marząc o tym, by odpłynąć w krainę snów i uciec od rzeczywistości. Wyczekiwałam chwili, kiedy sen otuli mnie swoimi skrzydłami, a ja ucieknę od codzienności.

Rozdział 3.

CAMILLA

Nigdy nie byłam fanką poranków, dzisiejszy zaś z pewnością mogłabym znienawidzić. Otworzyłam jedno oko, zaraz potem drugie, a irytujące promienie słońca bezlitośnie poraziły moje źrenice. To było prawdziwe piekło. Zastanawiałam się, czy Elliot zdecyduje się zamontować żaluzje w swoim pokoju, by chociaż trochę kontrolować ilość wpadającego tutaj światła. W tej chwili to słońce zdawało się moim największym wrogiem.

Do czasu.

Rzuciłam okiem na budzik. Było już prawie południe. Mimo to nie miałam pewności, czy Emily już wstała, a nie chciałam przeszkadzać jej i Elliotowi. Postanowiłam więc zamknąć na moment oczy. Po chwili odwróciłam się na drugi bok i spróbowałam sięgnąć po swój telefon, ale moja ręka niespodziewanie natrafiła na coś całkiem innego.

Natychmiast usiadłam na łóżku. Obok, zupełnie spokojnie, spał obcy chłopak. Tak po prostu spał. Jego gładkie, ciemne włosy układały się niemal artystycznie na poduszce, kontrastując z jasną poszewką, a delikatne światło podkreśliło rysy jego twarzy. Był przystojny. W pierwszej chwili przyszło mi do głowy, że to Evan, współlokator mojego brata. Zastanawiałam się jednak, dlaczego znalazł się w tym łóżku.

Wydawałoby się, że najrozsądniejszym posunięciem byłoby delikatne poruszenie nim, aby się obudził.

Ale miałam zupełnie inny plan. Zepchnęłam go nogami na podłogę. Przynajmniej zyskałam pewność, że już nie śpi, bo zaskomlał z bólu po tym, jak przypadkiem uderzył głową w szafkę. Okej, być może nie było to aż tak przypadkowe. Sama do tego doprowadziłam. Niemniej nie zabiłam go, co stanowiło pewnego rodzaju pocieszenie.

Ponieważ był niepokojąco cicho, postanowiłam przejść na drugą stronę łóżka, aby lepiej mu się przyjrzeć. W końcu gdybym coś mu zrobiła, Elliot pewnie by mnie udusił.

– Żyjesz? – zapytałam, wyciągając ostrożnie dłoń w jego kierunku.

– Czy ty się dobrze czujesz, wariatko? – odparł mocno zirytowany, ignorując moją rękę, i odepchnął się dłońmi od podłogi. Cały się spiął, co wyraźnie zauważyłam, więc chyba był równie zaskoczony całą sytuacją co ja.

– Ja? To ty spałeś obok mnie, nie na odwrót. Naruszyłeś moją prywatność – odpowiedziałam hardo, starając się zachować pozory pewności siebie, choć w głębi duszy zdawałam sobie sprawę, że mogłam trochę przesadzić.

Tak, odrobinę.

– To twoim zdaniem miałem się położyć w swoim pokoju na podłodze, by jaśnie pani się wyspała? – zapytał, unosząc brwi w zdziwieniu. Jego ton wskazywał na to, że nie jest zbyt zadowolony z obrotu wydarzeń.

A ja rozszerzyłam oczy pod wpływem zaskoczenia.

W jego pokoju?

– Myślałem, że Elliot wręczy mi inny prezent niż pyskatą nastolatkę – dodał pod nosem, bardziej zirytowany niż zaniepokojony. Jego słowa były pełne niechęci.

Prezent? On uważa, że jestem prezentem?

– Co? – odpowiedziałam zdumiona.

– To, co słyszysz. Rozumiem, że miał w planach zostawić mnie w łóżku z opłaconą prostytutką. Ale możesz mu powiedzieć, że nie skorzystam z twoich usług – oznajmił. Jego spojrzenie było pełne dezaprobaty.

No tego już zbyt wiele. Onuważa mnie za pannę lekkich obyczajów?!

– Ty myślisz, że ja jestem prostytutką? – sarknęłam.

– No właśnie to przed chwilą powiedziałem, słońce – odparł, masując czoło. Jego mina wyrażała niezrozumienie, zaniepokojenie i zdenerwowanie.

Mogłam go mocniej popchnąć.

A co, jeśli poprzestawiało mu się coś w głowie przez ten upadek?

– Może bym skorzystał z usług, które świadczysz, ale… – Spojrzał na mnie. – Powinnaś mnie jakoś zachęcić, a jedyne, co teraz widzę, to niekoniecznie dobry towar – dodał, wciąż nie odrywając ode mnie wzroku.

Wtedy wpadłam na pewien pomysł. Przybliżyłam się do niego, co sprawiło, że niemal poczułam jego oddech na swojej skórze, i z determinacją popatrzyłam mu w oczy. Oblizałam wargi, świadoma, że właśnie na nie patrzył. Złapał mnie za podbródek, wydawał się równie zaciekawiony, co zdezorientowany.

– Co proponujesz? – zapytał, trzymając mnie mocno.

– Zamknij oczy – szepnęłam z całą pewnością siebie, na jaką było mnie stać, a następnie wspięłam się na palce i sięgnęłam do jego ucha, po czym przygryzłam płatek. – Uwierz, będzie więcej zabawy – dodałam, a mój oddech owiał jego szyję.

Chciałam go zaskoczyć i jednocześnie podkreślić, że potrafię kontrolować dynamikę emocji między nami. Jego reakcja była kluczowa, czekałam na to, jak zinterpretuje moją propozycję. Cofnęłam się, a on przez chwilę patrzył mi w oczy, aż zamknął swoje, tak jak mu kazałam.

Głupiec.

Jego ciało było już gotowe na każdy mój ruch. Nie zwlekając dłużej, zbliżyłam się jeszcze bardziej i poczułam pulsujące ciepło między nami.

– Nazywam się Camilla Brooks, dupku – odezwałam się pełnym wyższości tonem i jednocześnie podniosłam kolano, po czym z całej siły kopnęłam go w dość czuły punkt.

Zaskomlał z bólu, a jego mina wyrażała zdziwienie i dyskomfort.

Jeden do zera, Evanie.

– To ty jesteś siostrą Elliota? – wyszeptał, próbując zrozumieć, co się właśnie stało.

– No, a Elliot ma inną siostrę? Bo nie wydaje mi się, żeby tak było. Chyba że o czymś, do cholery, nie wiem – odparłam podniesionym głosem, starając się, by zabrzmiało to złośliwie i pewnie.

Kretyn.

– Musiałaś mnie kopnąć? – zapytał. Nieco się garbił, ale nadal patrzył na mnie zuchwale.

– Musiałeś nazwać mnie dziwką? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie, próbując stłumić rosnący we mnie gniew. – No właśnie. Powiedzmy, że jesteśmy kwita – dodałam, mierząc go pełnym niechęci spojrzeniem. W tej chwili zalewała mnie fala irytacji i wypowiadałam słowa szorstkim tonem.

– Przez ciebie o mało nie rozbiłem sobie głowy – odparł, wskazując na czoło, na którym zauważyłam wyraźne zaczerwienienie.

– Jesteś spostrzegawczy. Brawo, geniuszu – powiedziałam z sarkazmem.

– Spałaś w moim łóżku – kontynuował, wyliczając moje rzekome przewinienia – a teraz dostałem mocny cios w czułe miejsce.

– Może i pomyliłam pokoje, niech będzie. Ale nie dam się obrażać, nawet współlokatorowi własnego brata. Może teraz zapamiętasz, że mojego nazwiska się nie hańbi – oznajmiłam stanowczo . Mówiłam z dumą i pewnością siebie, choć czułam, że sytuacja wymknęła mi się spod kontroli. – I właściwie to nie znam ustawienia mebli w twoim pokoju, więc nie wiedziałam, że stoi tam ta szafka – dodałam.

No, Camilla, koncertowo to spieprzyłaś.

W tej samej chwili usłyszałam odgłos otwierania drzwi, atmosfera w pomieszczeniu stała się bardziej napięta, a nasze spojrzenia skierowały się ku wejściu. To był moment, gdy sytuacja mogła się jeszcze bardziej skomplikować.

Wrócił braciszek.

Wszedł do środka, po czym zdecydowanym krokiem ruszył w naszą stronę. Jego spojrzenie zatrzymało się na mnie. Nie krył zdziwienia wywołanego moją obecnością.

– Camilla? A ty co tutaj robisz? – zapytał, lekko marszcząc brwi.

– Przyszłam do Evana na herbatkę – odparłam złośliwie. Nie mogłam jednak się powstrzymać i szybko dodałam: – No pomyśl, co tu robię. Spałam tutaj, kiedy ty miziałeś się z Emily.

Jego reakcja była natychmiastowa. Zaskoczenie ustąpiło miejsca powadze.

– Z nim? – zapytał.

Dziwne. Nigdy się tak nie martwił, nawet jeśli zdarzało mi się mieć bliższe relacje z jego przyjaciółmi.

– Prędzej zostałabym zakonnicą, niż przespała się z tym dupkiem – rzuciłam zdecydowanie, patrząc Evanowi prosto w oczy. Moje słowa były dosadne, ale chciałam jednoznacznie wyrazić swoje stanowisko.

– Nie chcę nic mówić, ale tak jakby spałaś ze mną – powiedział Evan. – W moim łóżku – dodał pewnie.

– Obok ciebie – odparłam stanowczo. – Obok. A nie z tobą. – Starałam się utrzymać stanowczy ton, po czym uniosłam brew i zwróciłam się do Elliota: – Twój cudowny współlokator myślał, że jestem dziwką. – Pokręciłam głową, chcąc w ten sposób podkreślić absurdalność całej tej sytuacji.

Elliot spojrzał na mnie z niedowierzaniem, ale po chwili nie wytrzymał i zaczął się śmiać. Przeniósł wzrok na bruneta.

– A tobie co się stało? Moja siostra cię tak załatwiła? – zapytał ze zdziwieniem, gdy udało mu się uspokoić.

– I to jeszcze przed tym, nim mnie porównał do… wiesz do kogo – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się krzywo.

– Gdybym dostał wstrząsu mózgu, też by cię to tak cieszyło? – Evan wydawał się poirytowany.

– Nie przeżywaj, siniak zniknie, a to, że porównałeś mnie do pani lekkich obyczajów, zostanie w mojej pamięci – odparłam zdecydowanie, mrużąc oczy. – Na drugi raz będziesz pamiętał, by nie rzucać takich tekstów przy żadnej kobiecie – dodałam surowo, wbijając w niego wzrok. Próbowałam przekazać mu spojrzeniem, że powinien przyswoić tę lekcję.

– Boże, siostra, znokautowałaś mojego współlokatora – powiedział Elliot, nadal uśmiechając się szeroko.

– Znajdź sobie mądrzejszego współlokatora. To taka moja rada. – Zbliżyłam się do brata i pocałowałam go w policzek.

– A dla mnie buzi? – zapytał Evan.

Odwróciłam głowę w jego stronę. Po chwili uniosłam rękę, udałam dla zmyłki, że chcę mu dać całusa, a następnie zdecydowanie wystawiłam środkowy palec. Popatrzyłam na niego złośliwie z subtelnym uśmiechem na ustach.

Później ruszyłam szybkim krokiem do wyjścia, po drodze zabierając szpilki i telefon. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, chcąc pokazać, jaka jestem zdenerwowana.

***

Po zajściu u Elliota udałam się prosto do swojego mieszkania. Po krótkim odpoczynku wyszłam razem z dziewczynami do pobliskiej kawiarni, ulubionego miejsca Lilly. Wnętrze La Coffee było utrzymane w przyjemnych, ciepłych kolorach. Stoliki i krzesła w odcieniu delikatnego różu dodawały mu przytulności i subtelnego uroku. Sztuczne fioletowe wrzosy, które stanowiły ozdobę eleganckich żyrandoli, wprowadzały z kolei nutkę romantyzmu i elegancji. Przy stolikach siedzieli bogaci ludzie, co łatwo dało się poznać, patrząc na wyraz ich twarzy. Zbyt dobrze go znałam.

– Czy to znaczy, że spędziłaś noc z Evanem? – zapytała po chwili Lilly.

– Od godziny staram się tobie i Emily wytłumaczyć, że po prostu spałam obok niego, a nie z nim – odpowiedziałam. – Znacie go?

– Evan Wharton to taka zagadka. Widywałam go często na bankietach u mojego ojca, na które przychodził z wujkiem. Nie cieszy się najlepszą opinią, więc byłoby lepiej, gdybyś omijała go szerokim łukiem – oznajmiła Lilly, skupiając się na przeglądaniu menu. W jej słowach wyczułam ukrytą przestrogę.

Evan Wharton. Mój koszmar.

– Czy mógłby mnie skrzywdzić? – spytałam z zaciekawieniem, lecz także z wyraźnym sceptycyzmem. – Wydaje się nieszkodliwy. Nie wyglądał, jakby chciał mi oddać, gdy go kopnęłam.

– Nie mam pojęcia. Słyszałam tylko, że pobił pewnego chłopaka do nieprzytomności. Adrien dobrze zna Evana, więc zapytaj go, jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć – podsunęła Lilly, wskazując inne źródło informacji, czyli swojego chłopaka, z którym na imprezie niezbyt dobrze się dogadywałam.

– Spokojnie, Evan mnie nie interesuje. To dla mnie zamknięty temat – odparłam opanowanym głosem.

Po co miałabym się w ogóle interesować tym chłopakiem?

– Zaraz zaczynasz studia, Camilla… – dodała siedząca obok Emily, sugerując, że nie powinnam ładować się w kłopoty.

– A tak w ogóle, gdybyś nie zaszalała, pewnie byśmy się nie spotkali – stwierdziłam z pewnością w głosie. – A co z tobą i Elliotem? Czy coś z tego wyniknie? – spytałam szybko.

– Absolutnie nie – odparła od razu, lecz bez przekonania. – Nie planuję niczego. Elliot jest przystojny, ale to nadal dziecko w ciele dorosłego. A jeszcze tego mi brakuje, żeby się w kimś zakochać.

Z Lilly spojrzałyśmy na siebie znacząco. Wiedziałyśmy, że Emily kłamie. Ale bardziej niż jej kłamstwem zmartwiłam się tym, że Elliot naprawdę może ją zranić.

– Jeśli jesteś tego pewna, to świetnie – stwierdziłam z lekkim uśmiechem, opierając dłonie na kolanach.

Wpatrywałam się w nią, a kiedy uniosła na mnie spojrzenie, dostrzegłam w jej oczach niepewność.

– A Elliot jest wolny? – zapytała.

– Elliot nie wchodzi w związki, więc tak, jest wolny – odpowiedziałam zaciekawiona jej reakcją. – Miał dziewczynę, ale stwierdził, że go nudzi, i po prostu z nią zerwał – dodałam, bo chciałam, żeby miała pełny obraz sytuacji.

Lilly także postanowiła wnieść do rozmowy swoje spostrzeżenia.

– Jakbym słuchała o Emily… – zaśmiała się.

– Lill! – krzyknęła brunetka, uderzając ją w ramię. – Nie miałam dziewczyny – prychnęła po chwili nieco ironicznie.

W reakcji na te słowa zaczęłam się śmiać, przenosząc spojrzenie z jednej dziewczyny na drugą. Zawsze marzyłam o siostrze. Jednak los postanowił inaczej, Melanie oprócz mnie urodziła chłopczyka, a kolejnych dzieci nie planowała. Elliot nie był złym bratem, ale też nie darzyliśmy się taką miłością, jaką okazywały sobie Lilly i Emily. Było widać, że potrafią się porozumieć bez słów.

– Nie no, dziewczyny, poważnie, nie wejdę na razie w związek z Elliotem. Będzie to relacja… wiadomo jaka – wyznała Emily. Spuściła nieco głowę i skupiła wzrok na swoich dłoniach. Odniosłam wrażenie, że chce odsunąć od siebie myśli o związku.

– Tylko nie w naszym mieszkaniu. Nie chcę ponownie spotkać się z Evanem – poprosiłam po chwili.

– Musicie przyznać, że Wharton jest bardzo przystojny – dodała moment później Lilly, unosząc lekko brwi.

Unikając kontaktu wzrokowego, zaczęłam uważnie rozglądać się po lokalu. Wiedziałam, że zdradzą mnie oczy. Bo tak, uważałam Evana Whartona za cholernie przystojnego mężczyznę. I przez tę myśl trudno było mi utrzymać niewzruszoną minę.

Na szczęście akurat podszedł do nas kelner, by przyjąć zamówienia.

– Dzień dobry. Co mogę podać pięknym paniom? – zapytał i zaprezentował firmowy uśmiech.

– Swój numer – odparła brunetka, puszczając do niego oczko i uśmiechając się tak, że chłopak wyraźnie poczuł się zażenowany. Starał się jednak zachować profesjonalizm.

Postanowiłam się nad nim zlitować i złożyć zamówienie.

– Poproszę cappuccino – odezwałam się pewnie, ale prawie natychmiast poczułam, jak mój żołądek zwinął się, jakby zacisnęła się na nim pięść.

Zaatakowały mnie uciążliwe myśli o moim wyglądzie. O tym, że powinnam być bardziej aktywna. Mimo to uśmiech nadal zdobił moją twarz jak maska zakrywająca uczucia, które budziły się pod wpływem zamieszania w mojej głowie. Wyćwiczyłam tę minę do tego stopnia, że mogłabym grać w teatrze.

– Dla mnie będą różowe ptysie i herbata z cytryną. A dla mojej siostry coś na kaca – powiedziała Lilly, starając się wrócić do lekkiego tonu rozmowy.

– Może jajka po szkocku? – zapytał kelner. Spojrzenie miał utkwione w brunetce.

– Niech będzie – mruknęła pod nosem Emily.

Wkrótce potem otrzymałyśmy zamówienia. Poszło stosunkowo szybko jak na taki natłok ludzi w kawiarni.

– Camilla, a ty nie jesteś głodna? – zapytała po chwili Lilly, która kończyła ptysie.

– Wiesz co, niezbyt. Musiałam struć się wczoraj jakimś drinkiem, nie dam rady nic zjeść – odpowiedziałam pewnie, maskując niepokój uśmiechem.

To potrafiłam robić doskonale – udawać.

– A myślałam, że wczoraj piłaś tylko piwo, ale w porządku – odparła Lilly.

Dziękowałam w myślach za to, że nie musimy kontynuować tej rozmowy. Zawsze się zastanawiałam, co odpowiem, jeśli kiedyś naprawdę stanę w obliczu pytania, czy mam jakieś problemy z jedzeniem.

Nie, to po prostu moje geny, szybciej tracę na wadze.

To było jedno z możliwych kłamstw.

– A więc co planujemy dzisiaj robić? – zwróciłam się do dziewczyn, zerkając na nie z zaciekawieniem.

– Adrien wspomniał, że jego kolega organizuje imprezę. Możemy się na nią wybrać – zasugerowała z ekscytacją Lilly, unosząc brwi.

– Nie macie dosyć zabawy po wczorajszym? – jęknęłam i skrzyżowałam ręce na piersi. – Ja na pewno odpadam. Jeśli chcecie, to idźcie, w takim razie po prostu rozpakuję ubrania, a potem odpocznę i poczytam.

– Musimy się bawić, dopóki jesteśmy młode – odpowiedziała z uśmiechem brunetka, emanując energią imprezowicza.

– W porządku, niech Camilla odpoczywa, jeszcze nachodzi się z nami na imprezy – oznajmiła Lilly, śmiejąc się lekko.

Odczułam pewną ulgę, że nie muszę brać udziału w dzisiejszej imprezie. Mój plan na wieczór był prosty – zaszyć się w pokoju, zrelaksować i odetchnąć po wczorajszych emocjach.