Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
27 osób interesuje się tą książką
Dante Zoll zawsze dostawał to, czego chciał, a kobiety rzadko potrafiły mu odmówić. Uśmiech, pewność siebie i życie bez zobowiązań były jego codziennością. Do czasu.
Śmierć kolegi burzy jego poukładany świat i zmusza go do spojrzenia w głąb siebie. To, co dotąd wydawało się pełnią życia, nagle okazuje się pustką.
Nasturcja Tomaszewska od lat ukrywa się przed światem i przed samą sobą. Nie widzi własnego piękna, skupiona na tym, co uważa za swoje wady. Ucieczkę znajduje w ciemności i szkicach pełnych emocji, których nie potrafi wypowiedzieć.
On uciekał w powierzchowność, ona w ciszę. Dwoje ludzi z dwóch różnych światów – oboje skrywają więcej niż chcą przyznać.
By odnaleźć siebie i siebie nawzajem, będą musieli zmierzyć się z przeszłością, własnymi lękami i odkryć, czym naprawdę jest piękno. Bo czasem to, co uznajemy za wady, jest tym, co czyni nas wyjątkowymi.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 351
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright ©
Natalia Haus
Wydawnictwo Natalia Haus
Warszawa 2026
Wszelkie Prawa Zastrzeżone
All rights reserved
Redakcja: Natalia Haus
Korekta: Natalia Haus
Redakcja techniczna: Rafał Gołaszewski
Projekt okładki: Barbara Wolniewicz
Grafika na okładkę: powstała przy użyciu AI
Numer ISBN: 978-83-978599-0-6
Wydanie II
DANTE
Prawdziwe oblicze
#2
Natalia Haus
Dziwny ten świat,
Świat ludzkich spraw,
Czasem aż wstyd przyznać się.
A jednak często jest,
Że ktoś słowem złym,
Zabija tak, jak nożem.
Trzynaście lat wcześniej
Wikno, Warmia i Mazury
Jezioro Omulew
Mała dziewczynka patrzyła przerażona w taflę wody. Długie włosy przykleiły się do zapłakanej dziecięcej buzi, źrenice gwałtownie się rozszerzyły, a tęczówka całkowicie zanikła. Bo przecież strach ma wielkie oczy.
Ciężki, przyspieszony oddech był jedyną rzeczą, na której starała się skupić myśli. Nie chciała nawet domniemywać, co może się zaraz wydarzyć.
W oczekiwaniu na nieuniknione odsuwała od siebie desperacką myśl, że prawdopodobnie będzie musiała przejść kolejną próbę. Kolejny test. Nie cierpiała tego, ale wiedziała, że nie może powiedzieć ani mamie, ani bratu.
Musi być silna.
Musi być twarda. Tylko wtedy będzie warta cokolwiek.
Musi być lojalna. A lojalność ma swoją cenę.
I ona tę cenę zapłaciła.
Ostatni raz spojrzała w lustro wody, nim do niej wpadła. Mimo strachu nie zamknęła oczu. Patrzyła szeroko otwartymi oczami. Płuca boleśnie się zacisnęły. Serce zaczęło spowalniać rytm. Opadała na dno. Tonęła.
Bez powietrza.
Bez pomocy.
Bez uczuć.
I wciąż patrzyła. Patrzyła i wiedziała, że to, co widzi, zostanie z nią już na zawsze.
Obojętność.
***
Obecnie
Warszawa
Cmentarz Wojskowy na Powązkach
– Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz…
Potarłem twarz, sunąc ręką po zaroście. Kłuł niemiłosiernie, podrażniając dłonie, i na tym się skupiłem. Nienawidziłem pogrzebów. Miałem na co dzień do czynienia ze śmiercią, z podłym losem, który zabierał życie albo łamał je na pół, mielił, wypluwał, zostawiając jedynie zgliszcza.
Słońce paliło okrutnie, jak na maj – temperatura wręcz szalała. Poprawiłem kołnierz koszuli, który zaczął wbijać się w grdykę, byłem pewien, że zostanie ślad. Brat posłał mi uspokajające spojrzenie, tym samym dał znać, że za bardzo zwracam na siebie uwagę. Odetchnąłem i zacząłem lustrować otoczenie. Lubiłem obserwować ludzi, ich reakcje, prawdę, którą ukrywają, a prawda zawsze wypływała na powierzchnię w momencie, gdy ludzie nie wiedzieli, że patrzę.
Zmrużyłem oczy, kiedy zobaczyłem dziewczynkę siedzącą na ławce nieopodal. Zacisnęła ręce w piąstki, ściągnęła brwi, wydęła wargi, generalnie przyjęła pozę naburmuszonego dziecka. Kąciki ust mimowolnie wskoczyły w górę, mimo że bardzo pilnowałem, aby zachować powagę. Rozejrzałem się jeszcze czujniej w poszukiwaniu opiekuna dziecka. Nagle przed dziewczynką stanęła drobna postać ubrana na czarno. Kobieta.
Jej długie, rozpuszczone włosy były równie czarne jak moje, ale odbijające się promienie słoneczne powodowały, że z odległości zdawały się wyglądać na granatowe. Ubrana była w obcisłą sukienkę za kolano z długim rękawem i szpilki. Siłą woli powstrzymywałem się, aby do niej nie podejść. Ciekawiło mnie, jak wygląda twarz, którą chowała za kurtyną włosów.
Kobieta kucnęła przed dziewczyną, zaczęła coś jej tłumaczyć. Mała od razu się rozpromieniła na widok znajomej twarzy, zeskoczyła z ławki, wpadając w ramiona kobiety. Wstały, następnie ruszyły przed siebie.
– Chodź, złożę kondolencje i możemy już wracać – odezwał się znajomy głos.
Skinąłem głową, przełknąłem ślinę, nie byłem w stanie nic powiedzieć. Ruszyłem za bratem, patrząc przed siebie. Im bliżej byliśmy, tym bardziej ślad po postrzale mi ciążył, ponownie poczułem ciepło krwi oraz charakterystyczny metaliczny zapach. Przełknąłem gulę rosnącą w gardle.
– Dante, cieszę się, że cię widzę. Jak się masz? – zwrócił się uprzejmie jeden ze znajomych.
– Dobrze, wracam do formy – skłamałem. Psychicznie byłem rozsypany.
– Dobrze słyszeć. Liczę, że niedługo zobaczę cię na odprawie. Brakowało nam twojego humoru.
Uśmiechnąłem się krzywo, skinąłem głową, a jedyne, na co miałem ochotę, to wskoczyć do auta, pojechać prosto do klubu, aby rozładować ciśnienie. Marzyłem o tym, by wrócić już do pełnej sprawności fizycznej, wrócić do codziennych treningów czy prowadzenia zajęć. Chwilowo musiałem się jednak powstrzymać, nakaz lekarza. Ręka nie była do końca sprawna, mimo iż rehabilitacja szła szybko, bez komplikacji. Musiałem działać według utartego schematu.
Nie cierpiałem tych wszystkich procedur i rekonwalescencji.
Ludzie rozchodzili się do domów, przyszła nasza kolej. Musiałem spojrzeć w twarz zrozpaczonym ludziom, którzy pochowali ukochaną osobę.
Męża i syna.
Poniekąd przyczyniłem się do tego, choć starałam się jak najmniej o tym myśleć. Nie każdego da się uratować, nie każdy chce przyjąć wyciągniętą do niego rękę.
Wziąłem głęboki wdech, wypuściłem głośno powietrze, a po chwili uniosłem głowę.
Pierwszy raz w życiu mnie zatkało.
Nie wiedziałem, co mam powiedzieć.
Nie mrugałem.
Nie oddychałem.
Z wyczekiwaniem patrzyły na mnie roześmiane, fiołkowe oczy.
– Przepuści mnie pan?
– Nastka, a może on jest głuchy? – skomentowała dziewczynka uwieszona na szyi kobiety.
– Co mówiłam ci na temat takiego zachowania, Maju?
– Przepraszam, już nie będę.
– Bardzo pana przepraszam, Maja jest dość bezpośrednim dzieckiem – wydukała speszona kobieta, nerwowo przebierając nogami.
Miałem okazję przyjrzeć jej się dokładniej i teraz zdecydowanie stwierdziłem, że nie mogła mieć więcej jak dwadzieścia kilka lat. Była młoda, bardzo ładna. Czarne, proste włosy, mały nos, czerwone usta i ogromne oczy o niespotykanej barwie. Nie byłem w stanie oderwać od niej wzroku.
Dziewczyna zamrugała speszona moją bezczelną lustracją, a wtedy zauważyłem kilka plam na powiekach. Jasnych plam. Kolejne były na szyi, ale te były większe, obszerniejsze, rozchodziły się niesymetrycznie. Bardziej wyglądały, jakby rozlewały się po ciele. Cicho westchnęła, a ja bez słowa przepuściłem ją, by mogła przejść. Obserwowałem, jak podchodzi do osób pogrążonych w żałobie, składa kondolencje, po czym odchodzi.
I właśnie wtedy uświadomiłem sobie jedno. Wcale nie to, że jestem na pogrzebie kolegi z pracy. Dotarło do mnie, że dziewczyna była niczym polny kwiat. Barwna, charakterystyczna, niepowtarzalna, naturalna i piękna, a pośród wszystkich chwastów wyróżniała się w tłumie.
Kwiatuszek.
Trzy miesiące później
Wikno, Warmia i Mazury
Dante
Życie wróciło do normy. Rehabilitacja przeszła pomyślnie, byłem sprawny i mogłem powrócić do pracy. A jednak miałem wrażenie, że coś nadal jest nie tak.
Czegoś brakowało. Coś się zmieniło.
Ja się zmieniłem. Być może dojrzałem.
Kobiety nadal do mnie lgnęły, ale ja nie miałem już tej przyjemności, co kiedyś. Wszystko to było jedno wielkie nic.
Nic nieznaczące.
Tylko jednorazowe.
Wyłącznie mechaniczne.
Nie pamiętałem nawet twarzy tych kobiet, wszystkie wyglądały tak samo. Zmieniały się tylko imiona.
Traktowałem seks jako potrzebę ciała, spuszczenia ciśnienia. Nie rozumiałem całej tej otoczki całowania, dotykania czy strzelania oczami za dziewczynami. Nie rozumiałem fizyczności jako potrzeby emocjonalnej, skupiałem się tylko na fizyczności seksualnej. Nie czułem nic, kiedy dotykałem kobiecego ciała, one na mnie reagowały – drżały, sutki im sterczały, jęczały – ale mnie to nie ruszało. Nie czułem tej elektryczności, o której opowiadał brat, tego dreszczu podniecenia, chęci ciągłego dotykania kobiety.
Po prostu tego nie czułem.
Może trochę zazdrościłem bratu, on co prawda nadal motał się jak szaleniec, ale był coraz bliżej swojego ideału. I widziałem, z jaką determinacją dąży do celu mimo upływu lat. Jak niejednokrotnie zaciska zęby ze złości, powstrzymuje się przed wybuchem, byle tylko obiekt jego westchnień nie zrobił kolejnego kroku wstecz. Podziwiałem go za to. Szanowałem i po cichu kibicowałem, aby po raz kolejny tego koncertowo nie spierdolił. Jedno uparte, drugie dumne. Mieszanka wybuchowa. Ale to były ich sprawy. Nie wtrącałem się.
Skupiłem się na sobie, swoich potrzebach, dlatego też siedziałem w samochodzie i rozkoszowałem się widokiem mazurskich pejzaży. Razem z grupą znajomych jechaliśmy na kilkudniowy wypoczynek do domu przyjaciela, człowieka, który pomógł mi podnieść się z ziemi i ruszyć do przodu. Wykorzystałem nadprogramowe dni urlopu, spakowałem ciuchy, nie dałem się prosić. Reset przed powrotem do pracy po tych wszystkich przejściach i rehabilitacji był najlepszym, co mogło mi się przytrafić. A ja chciałem to w pełni wykorzystać. Byłem przekonany, że zmiana otoczenia i towarzystwo znajomych wraz z rodzinami pozytywnie wpłyną na moje samopoczucie.
Zaparkowaliśmy przed ładnym drewnianym domkiem, a w drzwiach stanął Kamil. Niczym pan na włościach powitał wszystkich, kiedy wyciągaliśmy bagaże z auta.
– Cieszę się, że zdecydowałeś się przyjechać. Będziesz idealną niańką dla dzieciaków, a przy okazji przejdziesz trening przed powrotem do roboty – powiedział uradowany.
Nie pozostało mi nic innego, jak odpowiedzieć mu w kilku dosadnych słowach, co myślę. Przyjaciel odchylił głowę do tyłu, roześmiał się jeszcze bardziej i głośniej.
– Chodź, pokażę ci twój pokój.
Sięgnąłem po torbę, kiedy z domku wybiegła znajoma dziewczynka. Chwyciła się nogi przyjaciela.
– Tato! Zobacz, co znalazłam. – Wskazała na czterolistną koniczynkę. – Będę szczęśliwa!
– Miałaś na myśli, że będziesz miała szczęście, Maju. Szczęśliwa chyba jesteś na co dzień.
Usłyszałem głos za sobą, poczułem silną potrzebę, aby jeszcze raz spojrzeć w te charakterystyczne oczy. Odwróciłem się, kiedy dziewczyna przechodziła obok mnie, ale zauważyłem jedynie tył postaci. – Wzięła dziewczynkę na ręce, a po chwili obie zniknęły w domu.
– To były moja córka i siostra. Będziesz miał okazję je poznać. Maję widziałeś kilka lat temu, kiedy była młodsza, a Nastkę znasz tylko z opowieści. Mieszkała z ciocią we Wrocławiu, teraz być może wróci na stałe do Warszawy. Chciałbym ją w końcu mieć przy sobie, po sześciu latach rozłąki. Maja niestrudzenie pomaga mi zrealizować ten plan, moja siostra ma silny instynkt opiekuńczy i chcemy to wykorzystać. – Roześmiał się w głos.
Faktycznie wspominał mi o siostrze, która po śmierci mamy wyjechała do cioci, aby tam skończyć szkołę podstawową i rozpocząć naukę w jednym z lepszych liceów. Nie miałem nigdy okazji jej poznać, z tego, co wspominał dziewczyna, unikała towarzystwa, w którym się obracał. Podejrzewam, że wynikało to nie tylko z opowieści na nasz temat, ale przede wszystkim wieku. Domyślałem się, jak bardzo mogłaby czuć się skrępowana, wysłuchując niewybrednych żartów czy historii o podbojach miłosnych.
– Przypomnij mi, o ile jest młodsza od ciebie?
– Piętnaście lat, w tym roku zdała maturę. Ma dziewiętnaście lat i jeśli dostanie się na wymarzone studia edytorskie, będę ją miał pod ręką. Chodź, pokażę ci w końcu ten pokój. – Machnął ręką zniecierpliwiony.
Bez ociągania ruszyłem za nim.
Z Kamilem łączyła nas specyficzna więź, pewnego rodzaju męska przyjaźń. To właśnie on na początku mojej kariery w policji wziął mnie, nieopierzonego żółtodzioba, pod swoje skrzydła, i tak kumplujemy się od lat. Dogadywaliśmy się idealnie, mieliśmy podobne charaktery. Obaj byliśmy mocno związani z rodziną, rozrywkowi, weseli, czerpiący z życia garściami. Jednak on w pewnym momencie wycofał się z tego stylu życia, gdy na horyzoncie pojawiło się dziecko. To był facet, który wiele w życiu przeszedł, a mimo przeciwności losu cały czas był radosny. Miał wesołe usposobienie, a samo przebywanie z nim wpływało na człowieka pozytywnie, nie dało się przy nim nie uśmiechać. Córka, jak widać, odziedziczyła to po nim, była wygadana i cały czas uśmiechnięta. Ciekawiło mnie, jaki charakter miała jego przyrodnia siostra.
Wszedłem za przyjacielem do środka. Znaleźliśmy się w ogromnym salonie z przeszkleniami, salon połączony był z kuchnią i wnęką, która prowadziła do innego pomieszczenia.
– To miejsce Nastki, jej oaza. – Kamil wskazał miejsce, w które patrzyłem. – Nie wchodź bez pozwolenia i zawsze pukaj. Chyba że chcesz, aby moja siostra pokazała pazurki. Ale nie radzę. Uprzejmie ostrzegam. Wiesz, we Wrocławiu chodziła do żeńskiej szkoły, a pamiętasz, jak rozmawialiśmy kiedyś o…
– Cicha woda brzegi rwie – wtrąciłem rozbawiony.
– Stary, gorzej, zaleje cię potok i nawet się nie obejrzysz. Moja siostra jest grzeczna, uprzejma i ułożona, a przede wszystkim bardzo poprawna w kontaktach, odnosi się z szacunkiem do rozmówcy. Nie imponują jej dobra materialne, tylko wiedza oraz rozmowa na poziomie. Jest to zasługa cioci, ale wierz mi, za twarzą anioła momentami czai się diabeł. Jeśli mężczyzna będzie w stanie zaczarować ją słowem, to będzie to połowa sukcesu, ale taki się jeszcze nie znalazł i na razie jestem spokojny. – Uśmiechnął się ironicznie.
– Zaintrygowałeś mnie.
Mruknął coś pod nosem, ruszając w stronę schodów znajdujących się w centrum salonu. Na piętrze minęliśmy kilka par drzwi, zostałem zaprowadzony w część domu oddaloną od reszty.
– To jest nasza prywatna przestrzeń. Tutaj jest królestwo dziewczyn. – Wskazał drzwi po prawej stronie.
Na jednych namalowany był jednorożec i nie miałem wątpliwości, do kogo należały. Drugie drzwi wywołały ciary na moich plecach, były czarne na niepokrytym malowidłem fragmencie i składały się z kolorowego drzewa oraz kilku słów w różnych językach, a od dołu stało w ogniu.
Robiło to fenomenalne wrażenie, zastanawiałem się nad przekazem.
– Intrygujące.
– Artystyczna dusza. Postaraj się, chociaż zrozumieć.
Nie skomentowałem. Doskonale znałem ten typ człowieka i ogromnie szanowałem. Osoby te cechowała zawsze silna potrzeba refleksji, wolności słowa oraz nadwrażliwość na ból i cierpienie innych. Wiedziałem, jak z takimi osobami rozmawiać, nie było to dla mnie problematyczne.
– Okej – odpowiedziałem, wzruszając ramionami.
Kamil przyjrzał mi się badawczo i uśmiechnął szeroko. Ruszyliśmy w głąb korytarza.
– Tutaj będziesz spał. Z dala od reszty i hałasujących dzieciaków, a bliżej nas. Mój pokój jest obok, a tam jest łazienka. – Wskazał ręką w nieokreślonym kierunku. – Pozostałych ulokowałem w części gościnnej. Rozpakuj się i zejdź do nas. Idę zobaczyć, co robią moje dziewczyny.
– Dobra, dzięki.
Pchnąłem drzwi.
Wszedłem do małego pokoju, składającego się z łóżka, szafy i fotela ustawionego pod oknem. Zauważyłem, że parapet pełnił też funkcję siedziska.
Podszedłem do okna, aby rzucić okiem na widok. Ujrzałem rozciągające się wzdłuż i wszerz jezioro, małą przystań, do której schodziło się po schodkach, oraz pomost, na którym porozkładane były leżaki. Co ciekawe, drewniana konstrukcja nie była standardowo ciemna i nudna, ale barwna, wielokolorowa i udekorowana lampkami, które w nocy zapewne tworzyły klimat.
Sięgnąłem ręką, aby otworzyć na oścież okno, kiedy ujrzałem obrazek, który spowodował uśmiech na mojej twarzy.
Pokręciłem rozbawiony głową. Wiedziałem już, że te wakacje nie będą nudne, a na pewno pozostaną dla mnie niezapomniane.
Być może na zawsze.
Nasturcja
– Nastka idziesz z nami popływać?
Wzdrygnęłam się.
– Nie, może później.
– Chodź, nie daj się prosić.
– Nie zmuszaj mnie, Kamil.
– Nie zmuszam, chcę, abyś zaczęła wychodzić do ludzi.
– Przecież wychodzę – odparłam buntowniczo.
– Nie o to mi chodzi, przecież wiesz.
– Wiem. Chodzi o to, że…
– Przestań stwarzać sobie wiecznie bariery!
– Nie krzycz na mnie. – Dla podkreślenia słów wystawiłam ostrzegawczo palec wskazujący. – Łatwo ci mówić, to nie ty wyglądasz jak dziwoląg.
– Dziwoląg?! Tak siebie określasz?
– Tak właśnie.
– Nie rozumiem kobiet – westchnął brat.
– Doskonale o tym wiem – odpowiedziałam z przekąsem.
– Jesteś złośliwa – zawył rozpaczliwie i złapał się za serce.
Odkąd pamiętam, działał na mnie jak lekarstwo. Wystarczyła rozmowa i już humor wracał, a samopoczucie poprawiało się w mig.
– To chyba rodzinne.
– Nie. Musisz to mieć po swoim ojcu, mój jest wesołkowaty – stwierdził twardo.
– Jesteś okropny – odparłam oburzona.
– Ale mama się nam udała – powiedział z nostalgią, a po dłuższej ciszy podszedł, aby objąć moje rozedrgane ciało.
– Brakuje mi jej.
– Mnie też, ale mamy siebie i każde z nas ma w sobie jej połówkę. Pamiętaj o tym.
– Masz rację.
– To co, zostajesz w Warszawie? – Szturchnął mnie ramieniem.
– Nie wiem, czekam na wyniki rekrutacji.
– Wolałbym usłyszeć, że zostaniesz, niezależnie od tego, czy przyjmą cię na studia, czy nie. Byłbym szczęśliwy, Maja również.
Wiedziałam o tym, ta dziewczynka to czyste złoto. A ja byłam stęskniona za bratem i starymi kątami, dlatego podjęłam decyzję, że przeprowadzę się z powrotem do rodzinnego miasta. Miałam plan awaryjny ułożony w głowie, ale chciałam poczekać jeszcze na wyniki. A może i miałam jakiś pierwiastek złośliwości…
– Zobaczymy.
– Mhm, znam ten błysk. Coś kombinujesz.
– Przecież wiesz, że moja głowa nie odpoczywa.
– Dlatego chcę, abyś poznała moich znajomych. Nie krępowała się ani nie czuła zawstydzona. Wszyscy znamy się od lat, czekałem, kiedy w końcu będę mógł przedstawić moją piękną siostrzyczkę.
Skrzywiłam się i podrapałam po nosie.
– Postaram się.
– Dobrze. Zacznij od tego, aby zdjąć te bluzy z długim rękawem i nie chowaj się za ubraniami.
– Nie chowam się – szepnęłam.
– Chowasz. Ciało odkrywasz tylko przy osobach, które znasz, a te można policzyć na palcach jednej ręki.
– Bo nie chcę być wytykana palcami. Kamil, nie rozumiesz. – Westchnęłam, lekko rozdrażniona.
– Rozumiem i nie rozumiem. Rozumiem, że dla ciebie jest to krępujące, ale nie rozumiem, dlaczego chcesz ukryć coś, co jest integralną częścią ciebie. „To”, jak określasz swoją chorobę, to nie brzydota, szkaradztwo czy plamy, ale losowa przypadłość. Jesteś jedną z kilku milionów osób na świecie, która cierpi na bielactwo. Co daje raptem mały procent osób dotkniętych tym problemem i wierz mi na słowo, jesteś dzięki temu wyjątkowa i niepowtarzalna, a to jest cholerny powód do dumy. A nie wstydu! Zrozum to wreszcie.
– Zostaniesz moim chłopakiem?
Kamil roześmiał się w głos, pokręcił rozbawiony głową.
– Nie, ale będę ci to powtarzał codziennie. Mam nadzieję, że trafisz na takiego chłopaka, który doceni, jakim jesteś skarbem, i będzie cię nosił na rękach, dosłownie i w przenośni.
Przyjęłam zadumaną pozę.
– Jak na razie wszystkich przeganiałeś – powiedziałam z premedytacją, a przy tym obserwowałam, jak brat robi się purpurowy na twarzy.
Uwielbiałam patrzeć, jak włącza mu się tryb „Starszy brat” i szczerze współczułam bratanicy, która za kilkanaście lat będzie wprowadzać go w gorsze stany emocjonalne.
– Bo nie byli dla ciebie odpowiedni. Koniec tematu – huknął złowieszczo.
– Tak jest, panie kapitanie. – Zasalutowałam i zrobiłam unik, aby nie oberwać ścierką po głowie.
Jednak zamiast trafić w pustkę… zderzyłam się z górą mięśni.
– W porządku?
Zostałam złapana w talii i przyciągnięta do klatki piersiowej osoby, która uchroniła mnie przed upadkiem.
Mężczyzna.
Musiał być wysoki, bo przed oczami widziałam napis na koszulce, ja byłam średniego wzrostu. Nie za wysoka, nie za niska. Kiedy uniosłam głowę, ujrzałam duże, brązowe oczy z delikatnymi plamkami zieleni oraz długie ciemne rzęsy. Był blisko. Za blisko. Odepchnęłam od siebie kolegę brata, aby nie mógł za długo przyglądać się niedoskonałościom zdobiącym moją twarz. Puder nie wszystko pokrywał, a ja nie byłam wirtuozem makijażu.
– Tak, wszystko okej. Przepraszam, nie zauważyłam pana.
Mężczyzna spojrzał rozbawiony, następnie przeszedł w fazę osoby zaskoczonej, aby ostatecznie jego twarz wykrzywił grymas. Zapewne dojrzał plamy na ciele i napawały go obrzydzeniem.
Naciągnęłam bluzę na dłonie, powstrzymując się przed zarzuceniem kaptura na głowę, i odeszłam szybkim krokiem. Przeskakując co dwa stopnie, wbiegłam na górę, weszłam do pokoju, sięgnęłam po szkic, a następnie zaczęłam zapełniać żelowym długopisem puste i wąskie pola, składające się na całość dzieła.
Skrzywiłam się, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Zapewne Kamil nie był zadowolony, że tak niemiło potraktowałam jego znajomego.
Westchnęłam, nie odrywając wzroku od pracy, krzyknęłam, aby wszedł do pokoju.
– Zaraz zejdę na dół i przeproszę twojego kolegę. Mam nadzieję, że nie poczuł się urażony moim nietaktownym zachowaniem.
Usłyszałam głośny, lekko chrapliwy śmiech. Długopis wypadł mi z dłoni.
– Nie poczułem się urażony, tylko rozczarowany.
Wstałam od biurka, tym samym stając naprzeciwko mężczyzny, który faktycznie był wysoki i dość barczysty. Zdawało mi się, że swoją sylwetką zajmuje trzy czwarte powierzchni pokoju. Podszedł na wyciągnięcie ręki, znowu był za blisko, uśmiech nie schodził mu z twarzy, a z oczu bił blask. Miał brunatne, lekko kręcone włosy, zaczesane do tyłu, ale niektóre kosmyki sterczały i zdawały się żyć własnym życiem. Zauważyłam, że na lewym policzku, w okolicach kącika ust miał średniej wielkości pieprzyk, dodawał mu uroku. Był przystojny, nawet bardzo, i miał tego świadomość, można było wyczuć z samej jego postawy ogromną pewność siebie. Ale ja nie byłam typem kobiety, dla której liczyła się ładna buzia. Sięgałam ponad fizyczność. Doskonale wiedziałam, że uroda przemija, a prócz ciała człowiek ma do zaoferowania zdecydowanie więcej, trzeba tylko trafić na osobę, która to dostrzeże i doceni.
– Drugi raz się widzimy i zwracasz się do mnie na „pan”. Chciałem się przywitać i przedstawić. Mam na imię Dante i jestem przyjacielem twojego brata.
– Nasturcja – odparłam z uśmiechem, bo skojarzyłam imię z postacią, o której Kamil często opowiadał. Uwielbiałam słuchać o ich przygodach, które czasem wydawały się wręcz niemożliwe, i byłam pewna, że brat je ubarwia.
– Piękne imię. Bardzo rzadkie. Prawda?
– Owszem.
– Rozumiem, dlaczego brat zawsze powtarzał, że jesteś wyjątkowa. I muszę się z nim niezaprzeczalnie zgodzić.
Ciężko było zawstydzić mnie w dyskusji. Raczej byłam typem, który doskonale odnajdywał się w rozmowie, ale teraz zaczynało mnie to lekko stresować. Mała odległość, jego przeszywający wzrok bezczelnie lustrujący moją sylwetkę, spowodowały, że czułam się, jakbym traciła grunt pod nogami.
Denerwowałam się.
– Dziękuję, również słyszałam wiele na twój temat.
– Czy moja opinia mnie wyprzedza?
Ściągnęłam brwi. Nie zrozumiałam, co miał na myśli.
– Zawsze filtruję to, co usłyszę – odpowiedziałam, by wyjść z twarzą z nagłej opresji.
Dante znieruchomiał, przełknął ślinę, a po chwili skinął głową, wycofując się z pokoju.
– Cieszę się. Do zobaczenia, Nasturcjo.
Pierwszy raz spodobał mi się wydźwięk mojego imienia, które w jego ustach nie brzmiało wcale prześmiewczo. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, drzwi zostały zatrzaśnięte, a ja z ulgą wypuściłam wstrzymywane powietrze.
Dante
Wszedłem do pokoju, dotknąłem czołem do drzwi, chciało mi się śmiać z samego siebie. Pierwszy raz denerwowałem się w oczekiwaniu na odpowiedź i ocenę mojej postawy życiowej. Siostra Kamila albo była osobą bardzo wyrozumiałą, albo nieświadomą, z kim miała przyjemność rozmawiać. „Dupek” to było określenie… hmm… najgrzeczniejsze spośród reszty raczej wulgarnych. I było mi obojętne, co ktokolwiek o mnie pomyśli, znajomi mnie znali, rodzina też. Nie miałem potrzeby bycia zrozumiałym, a ocena obcych była mi obojętna. Wisiało mi to, co ktoś o mnie myśli. Byłem dobrym pracownikiem, oddanym synem i lojalnym bratem oraz przyjacielem. To wystarczało, ale pierwszy raz poczułem potrzebę, aby osoba stojąca po przeciwnej stronie spojrzała na mnie. Na mnie jako na całokształt człowieka, nie na twarz, nie na błędy życiowe.
Miałem łatwość prowadzenia rozmów, od lat bajerowałem dziewczyny. Modulowałem głos, bo wiedziałem, jak działa to na płeć piękną, uśmiechałem się firmowym grymasem, z satysfakcją patrzyłem, jak rumienią się za każdym razem, kiedy lustruję je wzrokiem. Pierwszy raz spotkałem opór i… poczułem się, jakbym dostał w twarz.
Zimny wzrok fiołkowych oczu w odpowiedzi na mój uśmiech prawie usadził mnie w miejscu. Jedyny błysk pokazał się na wspomnienie o bracie.
I cholera, spodobało mi się to.
Od razu dało się wyczuć, że to, co powiedział Kamil, to prawda. Ładna buzia to nie wszystko, a rozmowa to podstawa. Ale w tym wzroku zobaczyłem coś jeszcze…
Postanowiłem, że chcę to odkryć.
Niezaprzeczalnie.
To była pierwsza osoba, to była pierwsza kobieta, która spowodowała, że zacząłem się zastanawiać, jak mnie odczyta, jak mnie odbierze i co o mnie pomyśli.
To była pierwsza kobieta, na której zdaniu naprawdę mi zależało.
Dziwne.
Zaintrygowała mnie.
Po raz kolejny.
Ruszyłem do łóżka, aby sięgnąć po torbę, w której trzymałem kąpielówki, gdy dobiegł do mnie stukot stóp i roześmiane głosy na korytarzu. Cofnąłem się, ale usłyszałem tylko przytłumioną rozmowę, a po chwili śmiech, który wywołał szeroki uśmiech na mojej twarzy.
Przebrałem się, zgarnąłem ręcznik, po czym wyszedłem na pomost do znajomych, którzy w pełnym słońcu wylegiwali się na leżakach plażowych albo moczyli już w jeziorze.
Przebiegłem szybkim wzrokiem po zebranych, marszcząc brwi.
– Nie ma jej, jeśli szukasz Nastki. Raczej do nas nie dołączy – odezwał się Kamil, wskazując w stronę domku. – Taka liczba ludzi, obcych ludzi, bardzo ją krępuje. Poza tym stara się unikać słońca.
Wzruszyłem ramionami, żeby nie zauważył, że w jakikolwiek sposób mnie to obeszło.
– Nie zauważyłem, aby była wstydliwa.
– Jej skrępowanie nie wynika z płochliwego charakteru, ale z choroby, która spowodowała, że zamiast postrzegać siebie jako piękną kobietę, jedyne, co w sobie widzi, to wady.
Posłałem mu zdziwione spojrzenie.
– Wady? – powtórzyłem jak echo.
– Tak. Nastka od dziecka choruje na bielactwo, stres powoduje rozprzestrzenienie się choroby, tak właśnie było po śmierci mamy. Od tamtej pory chowa się za ubraniem, bo wmówiła sobie, że ludzie wytykają ją palcami i patrzą się na nią z obrzydzeniem.
– Obrzydzeniem? Przecież jest piękną kobietą. Nie zauważyłem, aby plamy miały negatywny wpływ na jej piękno.
– Możesz jej to powtórzyć. Mnie nie chce już słuchać. Chciałbym, aby w końcu zaczęła dostrzegać to samo, co my. Martwię się, że nikogo nie pozna, bo chowa się po kątach. Nie chce nigdzie wychodzić, bo się boi, że ludzie będą ją oceniać. – Sfrustrowany przeczesał włosy. Spojrzał mi w oczy. – Mam nadzieję, że jak przeprowadzi się do Warszawy, to wszystko się zmieni.
Serce mi przyspieszyło.
– Wraca do stolicy?
– Wydaje mi się, że tak, tylko chce mnie potrzymać jeszcze w niepewności. Mówiłem ci, że to diablica. – Zaśmialiśmy się równocześnie.
Kamil wskazał wolny leżak, na którym rozsiadłem się z uśmiechem na twarzy. Wsunąłem na nos okulary przeciwsłoneczne, sięgnąłem po piwo i zacząłem urlop.
Król na przyjacielskich włościach.
Cały ja.
***
Po kilku godzinach całą grupą postanowiliśmy przenieść się do domu, dzieciaki szykowały się do snu, a ja z przyjacielem wziąłem się za szykowanie kolacji. Planowaliśmy grilla na tarasie, gdy znajomi położą już dzieciaki. Alkohol buzował w moich żyłach, wiedziałem, ile mogę wypić, i pilnowałem, aby zawsze być w stanie ewentualnej gotowości. Nie byłem pijany, może lekko zawiany, wprowadzony dzięki temu w beztroski stan, luzacki i pozytywny. Prowadziliśmy swobodną rozmowę z Kamilem, kiedy za oknem śmignął mi cień.
Wytężyłem wzrok, wycierając ręce w ścierkę, mój mózg przestawił się w stan czuwania oraz lustrowania otoczenia. Pomimo ciemności za oknem byłem przekonany, że nic mi się nie zdawało, ktoś przemieszczał się po terenie. Dopiłem piwo, chciałem ruszyć na obchód, kiedy drzwi od strony tarasu się otworzyły, a do środka weszła siostra Kamila.
Nasturcja była ubrana w długie, obcisłe jeansy, szeroką bluzę, a na nogach miała buty w stylu męskich traperów, całkiem podobne do moich. Uwielbiałem ten rodzaj obuwia, często w takich chodziłem, nawet latem. Nasze spojrzenia się skrzyżowały, zobaczyłem jej oczy. Nie spodobało mi się to, co ujrzałem, z miejsca ciśnienie mi wzrosło i ogarnął mnie szał. Miałem ochotę w tej chwili zrobić z nią porządek.
Natychmiast.
Zerknąłem dyskretnie w stronę przyjaciela, zdawał się nic nie zauważać, bo szczerze wątpiłem, by zezwalał na takie numery tuż pod swoim nosem. Niezła jest – pomyślałem z przekąsem – twarz aniołka, elokwencja, a tutaj taka akcja…
Zacisnąłem ze złości pięść, bo miałem ochotę w coś przypieprzyć.
– Maja już śpi, idę na spacer. Nie czekaj na mnie – zwróciła się do brata tym swoim delikatnym tonem.
– Nie jesteś głodna?
Prychnąłem. Nastka spojrzała zaciekawiona w moją stronę.
– Nie.
– Nie wracaj późno, wiesz, że nie lubię, kiedy chodzisz sama wieczorami.
– Nie martw się, muszę się przewietrzyć. Niedługo wrócę.
– Dobrze, będziemy siedzieć na tarasie, dołącz do nas.
– Z chęcią przejdę się z Nastką. Zobaczę okolicę, a ty będziesz spokojniejszy – wtrąciłem się w ich wymianę zdań, stwierdzając po prostu fakt.
Kamil uśmiechnął się szeroko, a wzrok Nastki momentalnie się wyostrzył. Posłałem jej swój firmowy, krzywy uśmieszek. Momentalnie się spięła. I kurwa, dobrze.
– Prowadź, Nasturcjo – prawie warknąłem.
W myślach tworzyłem już plan umoralniający.
Dziewczyna drgnęła, spojrzała mi hardo w oczy, po chwili zawahania ruszyła do drzwi. Nie umknął mi fakt, że nerwowo przełknęła ślinę. Zwinąłem po drodze butelkę wody z blatu, wyszedłem za Nastką. Szedłem kilka kroków dalej, podziwiałem, z jaką gracją porusza się po terenie, i prawie na chwilę zapomniałem, o co tak się wkurzyłem.
Kiedy wyszliśmy poza teren posesji, zamknąłem furtkę na klucz, który schowałem do kieszeni.
– Oddaj mi klucz, proszę – powiedziała cicho.
– Po co? Przecież i tak wrócimy razem.
– Dante. – Pierwszy raz wymówiła moje imię. Z zaskoczenia zaparło mi dech. – Proszę, oddaj mi klucz.
– Dlaczego?
– Czuję się bezpieczniej, kiedy mam go przy sobie.
– Chyba powinnaś obawiać się tego, że jesteś z obcym mężczyzną, wieczorem w lesie. A nie, że nie masz przy sobie klucza – zakpiłem.
Westchnęła głośno.
Mój brat wyrwałby ci nogi z tyłka, gdybyś coś kombinował, to po pierwsze. Po drugie, nie pozwoliłby ci ze mną pójść, gdyby ci nie ufał. A ufa niewielu, jak widać jesteś w gronie tych nielicznych. A po trzecie, nie zapominaj, że jako przykładny starszy brat troszczy się o mnie i nauczył mnie kilku chwytów.
Zaśmiałem się w głos, kiedy oczami wyobraźni ujrzałem, jak drobna postać Nastki próbuje mnie znokautować.
– Być może – skwitowałem, wciskając butelkę wody do kieszeni.
– Jesteś bardzo pewny siebie! – wrzasnęła oburzona.
– A ty pokazujesz pazurki wieczorem. – Podszedłem do niej blisko, nawet nie drgnęła.
Nie był to typ kulący się przed innymi.
Zaimponowała mi.
Miałem przyjemną twarz, ale kiedy chciałem, to potrafiłem być bardzo nieprzyjemny. Wychodziła wtedy ze mnie zła natura, bardzo zła, i ludzie się mnie wręcz bali. Rzadko pokazywałem ten rodzaj oblicza, ale znajomi wiedzieli, że w takich momentach lepiej mnie nie prowokować. Na nią to jednak nie działało. Po prostu była nieświadoma, nie wiedziała, do czego jestem zdolny, a ja nie chciałem jej tego pokazywać.
Chwilowo.
A być może nawet nigdy.
– Próbujesz mnie zastraszyć? – zakpiła.
– No proszę, i humor też masz – zripostowałem i sięgnąłem po jej zimną, wręcz lodowatą dłoń, na której położyłem klucz.
– Dziękuję. – Szybkim ruchem schowała go do kieszeni spodni, by po chwili ręce włożyć w obszerne kieszenie bluzy.
Machnąłem ręką.
– Prowadź, mam nadzieję, że się nie zgubimy. – Ruszyliśmy przed siebie. – Bo chciałbym jeszcze zjeść coś z tego grilla.
– Możesz wrócić, trafię z powrotem. O mnie nie musisz się martwić. – Przekręciła głowę w moją stronę.
– Myślę, że Kamil byłby rozczarowany, gdyby odkrył, na czym polegają twoje spacery.
Gwałtownie zatrzymała się w miejscu i ponownie się zderzyliśmy. Tym razem nie poluzowałem uścisku, a tylko go wzmocniłem, by wzbudzić w niej poczucie strachu.
– Co masz na myśli? – spytała niby swobodnie, ale drganie głosu zdradziło chwilową niepewność.
Była tak skupiona na moim oszczerstwie, że zupełnie zignorowała fakt, iż jestem bardzo blisko niej, a nasze ciała są oddzielone jedynie ubraniami. Albo po prostu nie zdawała sobie z tego sprawy.
– Najciemniej pod latarnią, co?
Nie wiem, o co ci chodzi, Dante – odpowiedziała już pewniej, a ja znowu poczułem uścisk w klatce.
Nigdy nie zwracałem uwagi na wydźwięk mojego imienia, ale to, w jaki sposób ona je wymawiała, działało na mnie jakoś dziwnie.
Przyjemnie.
A w połączeniu z bliskością jej ciała nawet bardzo przyjemnie. Jeszcze tego do końca nie rozgryzłem.
– Doskonale wiesz, nie ściemniaj. Nie wiem, jak Kamil może tego nie dostrzegać? Przecież na co dzień ma do czynienia z tym całym syfem.
– Jestem pełnoletnia – oburzyła się. Wściekła próbowała odepchnąć moje ręce zawinięte wokół ciała. Bezskutecznie.
– Co nie daje ci zielonego światła do destrukcji – ryknąłem, a następnie pochyliłem się nad jej twarzą.
– To był drugi raz – zaczęła cicho. – Potrzebowałam jakiegoś uspokajacza. Wprowadzacie mnie wszyscy w stan wiecznego podenerwowania. Tyle nowych osób. Chciałam po prostu…
– Wyluzować, wiem.
Wyprostowałem się i przyciągnąłem Nastkę do siebie. Położyłem rękę na jej drobnym ramieniu, zmusiłem, byśmy ruszyli. Próbowała się odsunąć i wywinąć, ale udałem, że tego nie widzę. Kontynuowałem:
– Nie tędy droga, młoda damo. – Usłyszałem parsknięcie i zobaczyłem, jak wywraca oczami. – Jeśli będziesz potrzebować uspokajacza, to przyjdź do mnie. Z chęcią z tobą porozmawiam, ale nie chcę widzieć cię więcej w takim stanie. Zrozumiałaś?
Uniosła brwi, wyprostowała się. Zaczęła odzyskiwać kontrolę.
– No wiesz, trochę za bardzo sobie pozwalasz. Zamieniliśmy raptem kilka zdań, a ty już uważasz, że masz prawo do umoralniania mnie? Proszę cię. Trochę chyba za bardzo…
Złapałem ją za ramiona, wcisnąłem w drzewo, zakleszczając w mocnym uścisku.
– Powiem ci coś. Znałem kiedyś kolesia, który mówił tak jak ty, ale to gówno tak go wciągnęło, że nie myślał racjonalnie i przez to zginął. A wiesz, dlaczego zginął? Bo był naćpany podczas akcji. Zamiast mnie osłaniać, stał na celowniku, spieprzył akcję, do której szykowaliśmy się kilka miesięcy. Ale to nie wszystko, zostałem postrzelony i dopiero po kilku miesiącach jestem w stanie wrócić do służby, a na jego pogrzebie byłaś. A więc mam prawo cię umoralniać, bo masz całe życie przed sobą! – wrzasnąłem, bo już kompletnie nie byłem w stanie nad sobą zapanować.
Pierwszy raz to powiedziałem.
Pierwszy raz to komuś wyznałem.
Byłem wściekły na chłopaka, którego pokonał nałóg, bo przez niego ja cierpiałem fizycznie i psychicznie.
I nadal cierpię.
– Przykro mi, że to cię spotkało. – Spojrzała prosto w moje oczy i ponownie utonąłem, jak podczas pogrzebu.
Nie mrugałem, tylko wpatrywałem się, lustrując jej twarz. Teraz w ciemności pozwoliła mi na to, nie uciekała przed wzrokiem. Coś się zmieniło. Zupełnie jakby ciemność pozwoliła jej wyjść z ukrycia.
– Przepraszam, Dante. Obiecuję ci, że więcej nie zapalę. Mimo że jesteś obcą osobą, to obiecuję ci, że ze względu na to, co mi powiedziałeś, więcej tego nie zrobię. Masz moje słowo.
Skinąłem głową i wypuściłem Nastkę z uścisku.
– Chodź, przejdziemy się. Pokaż mi okolicę.
– Dobrze.
Ponownie ruszyliśmy, już bez żadnych postojów.
Nastka opowiadała o dzieciństwie, które spędziła w Warszawie, oraz wakacjach na Mazurach. Rozmowa szła gładko. Przyjemnie się z nią gadało. Dziewczyna miała sporą wiedzę, odniosłem wrażenie, że w każdym temacie czuje się pewnie. Nie była rozmówcą wchodzącym w słowo, próbującym na siłę przedstawić swoje racje. Wysłuchiwała do końca moich argumentów i dopiero wyrażała swoje zdanie, nawet jeśli było zgoła odmienne, to przekazywała to w taki sposób, że nie zniechęcało to do kolejnych dyskusji. Była otwartą osobą. Kamil miał rację, że jedyne, co ją blokowało, to dyskomfort związany z chorobą. Ale odkryłem, że ciemność była moim sprzymierzeńcem.
Zbliżaliśmy się z powrotem do domku, musiałem definitywnie zakończyć temat, który przyczynił się do naszego spaceru.
– Nastka?
Spojrzała na mnie zaskoczona, trochę przestraszona.
– Powiesz Kamilowi?
Zmrużyłem oczy i uśmiechnąłem się smutno.
– Nie. Nie powiem. Dałaś słowo, że nie tkniesz więcej tego syfu. Ale – podniosłem palec – domyślam się, że masz gdzieś skitrane co nieco.
Przygryzła nerwowo wargę. I niech mnie diabli wezmą, ale byłem tylko facetem. Jej hardy wzrok połączony ze zmieszaniem na twarzy spowodował reakcję mojego ciała.
Nakręciłem się.
Bardzo.
Nastka uśmiechnęła się nieśmiało.
– Mam, w moim pokoju artystycznym. To znaczy w pomieszczeniu przy tarasie – odpowiedziała, kiedy ja przeżywałem katusze i musiałem dyskretnym ruchem poprawić spodnie, by nie wprowadzić jej w stan zażenowania.
– Okej, oddasz mi wszystko. Zachowamy się totalnie nieprofesjonalnie, bo spuścimy całość w kiblu.
– Będziemy partnerami w zbrodni, jak Bonnie i Clyde – zaśmiała się głośno, na co zacisnąłem boleśnie szczęki.
Musiałem szybko wrócić do równowagi, bo cała krew spłynęła mi w tym momencie do kutasa.
Posłałem jej twarde spojrzenie.
– Przez ciebie przeszedłem na ciemną stronę mocy.
Nastka podeszła bliżej, aby otworzyć kluczem furtkę. Ramieniem otarła się o moje. Raczej przypadkowo, nieświadomie, ale to było cholernie zmysłowe doświadczenie. Jak dla mnie. Dla osoby, która zarzekała się, że nie interesuje jej ten rodzaj fizyczności.
– To będzie nasza tajemnica – wyszeptała i puściła mi oczko.
Jasna cholera! Była idealna – elokwentna, z wysokim poczuciem wartości i preferowała zabudowany styl ubioru. Zupełne przeciwieństwo kobiet, z którymi spotykałem się do tej pory, wyłącznie i jednorazowo w celach seksualnych.
Zastanawiałem się, czy za dnia była aniołem, a wieczorem diabłem, czy był to po prostu wpływ marihuany.
Nasturcja
Czułam się okropnie – pociłam się, głowa zaczynała mnie boleć i marzyłam, aby położyć się do łóżka. Obiecałam Kamilowi, że przyjdę, abyśmy zjedli wspólnie posiłek, ale nie byłam przekonana co do tego pomysłu.
– Jak się czujesz? – spytał zaniepokojony Dante.
Skrzywiłam się, bo miałam wrażenie, że krzyknął mi wprost do ucha.
– Nie najlepiej, to był błąd. Powinnam zdecydować się na alkohol.
Współtowarzysz w zbrodni zaśmiał się chrapliwie, złapał mnie za rękę i zaprowadził na górę tak szybko, że nikt z zebranych na tarasie nie miał szans zorientować się, że już wróciliśmy. Pchnął drzwi do mojego pokoju, a następnie delikatnie usadził mnie na łóżku.
– Zdejmij ubranie, które masz na sobie, zaniosę je do pralki razem z moimi, aby Kamil się nie zorientował. Weź prysznic i umyj włosy, aby pozbyć się zapachu. Przez ten czas powinnaś poczuć się lepiej. Zejdź na dół, kiedy będziesz w formie.
– Chyba powinnam się zacząć ciebie obawiać, wiesz, jak zacierać wszelkie ślady – zaśmiałam się, ale mój żart nie zrobił na nim wrażenia.
– Powinnaś – potwierdził ostrym tonem, nawet przy tym nie mrugnął. – Ściągaj ciuchy, no już – ponaglił.
Przełknęłam ślinę.
– Przebiorę się w łazience.
– Nie. Tutaj. Zaniosę ubrania do pralki, od razu ją nastawię, a w pokoju otworzymy okno, aby się wywietrzyło. Przyniosę ci ręcznik z łazienki, owiniesz się nim.
Zagryzłam wargę, nie miałam szans w dyskusji. Starałam się mimo wszystko przekonać go do zmiany zdania.
– Dante… – podjęłam kolejną próbę negocjacji.
– Zaraz wracam – przerwał mi.
Zostawił mnie samą, przestraszoną. Nie bałam się tego, że Kamil może się dowiedzieć o tym, że wspomagałam się substancjami niedozwolonymi, ale bałam się, że jego przyjaciel zobaczy mnie wybrakowaną. Bałam się, bo pierwszy raz miał mnie zobaczyć mężczyzna. Obcy mężczyzna. Położyłam drżące ręce na kolanach, kiedy do pokoju ponownie wszedł Dante z ręcznikiem w ręku. Skrzywił się na mój widok, podszedł blisko, uklęknął przede mną, a dłonie położył na moich.
– Czego się boisz? – zapytał łagodnie.
– Wstydzę się – wyszeptałam, odwracając wzrok, bo zdradzieckie łzy napłynęły do oczu.
– Nie wstydź się, nie będę cię oceniał – wypowiedział te słowa spokojnym, kojącym tonem, jednocześnie głaszcząc dłonie pozbawione miejscami melaniny.
Skinęłam jedynie głową, podeszłam do toaletki, wzięłam w drżące ręce płatek kosmetyczny oraz płyn do demakijażu. W kilku płynnych ruchach pozbyłam się pudru z twarzy. Nienawidziłam tego. Chowania się za sztucznością. Nie cierpiałam tych wszystkich kosmetyków. Inne kobiety używały makijażu, aby podkreślić swoje piękno, a ja – aby chować brzydotę. Zazdrościłam im. Spojrzałam w lustro, teraz zobaczyłam prawdziwą siebie, bez ukrywania się. Szerokie plamy okalały moje usta, fragment nosa i powieki. Dante stanął za mną, wpatrując się w moje lustrzane odbicie.
– Powiedz mi, dlaczego to robisz?
Drgnęłam nerwowo.
– Robię co?
– Chowasz się za całą tą otoczką, makijażem, ubraniem. – Nie zdążyłam odpowiedzieć, kiedy zadał kolejne pytanie: – Akceptujesz siebie?
– Tak – odpowiedziałam. Odwróciłam się do niego, by mógł z bliska zobaczyć moje wady, bo być może był ślepy i ich po prostu nie dostrzegał. – Akceptuję siebie, ale to ludzie nie akceptują mnie, Dante.
– Żyjesz dla siebie czy dla ludzi?
Zamrugałam zaskoczona.
– C-co?
– Obchodzi cię zdanie obcych ludzi? Chowasz piękną twarz, tylko dlatego, że boisz się, co ktoś o tobie pomyśli.
– Piękną twarz? – Podniosłam głos na tyle, na ile mogłam sobie na to pozwolić, aby nie obudzić śpiącej w pokoju obok Mai. – Czy ty jesteś ślepy? Nie widzisz, jak wyglądam? – Wskazałam palcem na twarz, która w jednej trzeciej pozbawiona była pigmentu odpowiadającego za barwę ciała.
– Widzę – powiedział ze złością.
Rozłożyłam ręce w bezradnym geście.
– No właśnie.
– Nie, nie. To ty tutaj czegoś nie rozumiesz, Nasturcjo. Człowiek składa się z wad, jedni potrafią je zamaskować, inni nie potrafią, ale ja najbardziej cenię tych, którzy potrafią te wady pokazać. Rozumiesz? – Podszedł bliżej, złapał moją twarz między swoje ogromne dłonie, wodząc kciukiem po miejscach, gdzie uwydatnione były niedoskonałości – Jesteś piękna, a te wady, jak to nazywasz, tylko to podkreślają. Jesteś niepowtarzalna, zwracasz na siebie uwagę, mimo że jej nie chcesz. Ale tak jest. Podejrzewam, że największa przykrość spotkała cię ze strony kobiet, prawda?
Przytaknęłam i w końcu zabrał dłonie z mojej twarzy, która mrowiła w miejscu, gdzie wcześniej mnie dotykał.
– Z zazdrości. Ale takie jest życie, Nastka. Musisz się na to uodpornić. Nigdy nie myśl o tym, co myślą obcy ci ludzie, a skup się na tym, abyś ty lepiej czuła się wśród ludzi. Zapamiętaj to, proszę.
– Dobrze – odpowiedziałam zdławionym głosem.
– A teraz wyskakuj z ciuchów. – Skrzywiłam się, na co się zaśmiał i opadł na łóżko. – Jesteś pierwszą kobietą, na którą mój tekst nie działa.
– Mnie takim tekstem nie poderwiesz – zakpiłam.
Roześmiał się w głos i stłumił uśmiech, kiedy ze złością wskazałam ścianę za nami, gdzie spała Maja.
– Przepraszam, przepraszam, zapomniałem, że dzieciaki śpią. – Złapał się za serce, spojrzał na mnie z błyskiem w oku i odezwał się poważnym głosem: – Czy szanowna panienka zgodziłaby się wyjść ze mną na spacer w celu spędzenia wspólnie czasu oraz lepszego zapoznania się?
Rozbawiona pokręciłam głową.
– Przecież już żem pana poznała, w tymże celu udaliśmy się na wieczorną przechadzkę.
Dante spojrzał z niedowierzaniem, zmierzwił przydługie włosy.
– Cholera, drugi raz dałaś mi kosza. Jesteś niesamowita. Nikt mi nie uwierzy. Piękna, mądra i z zasadami.
– Wyjdź już, chcę iść pod prysznic. Zaczynam się robić głodna.
Dante zaśmiał się drwiąco.
– Nawet się domyślam dlaczego. Poczekam za drzwiami.
Opuścił pokój, a ja mogłam w spokoju zdjąć ubranie. Zawinęłam się w szeroki ręcznik, który i tak nie był w stanie całkowicie mnie zakryć.
Westchnęłam, zgarnęłam ubrania, by po chwili otworzyć drzwi. Dante czekał oparty o ścianę, przeglądał coś w telefonie. Wykorzystałam ten moment, wcisnęłam mu ubrania do ręki i zniknęłam w łazience. Po chwili jednak usłyszałam pukanie.
– Tak? – spytałam niepewnie.
– A bielizna?
– Dante! – fuknęłam przez zaciśnięte zęby, usłyszałam jego stłumiony śmiech.
Wkręcał mnie!
– Żartowałem – zaczął mówić głębokim głosem – ale nie miałbym nic przeciwko.
Nie odpowiedziałam, weszłam pod prysznic.
Dante
Cholera, nie miałbym nic przeciwko. Naprawdę. Coraz bardziej podobała mi się ta dziewczyna. Zawiązała się między nami jakaś nić porozumienia. Pierwszy raz trafiłem na osobę, na kobietę, która zrobiła na mnie wrażenie. Nie był to tylko pociąg seksualny, choć ten niezaprzeczalnie czułem, ale coś jeszcze. Nie wiedziałem dokładnie co, bo nigdy nie odczuwałem tylu emocji. Nie rozkminiałem tego wcześniej. Ale było to dla mnie dziwne, chciałem przebywać w jej towarzystwie, poznać ją, słuchać jej głosu. Chciałem dotknąć jej ciała, chciałem, aby się uśmiechała.
Chciałem ją. Całą.
Zwilżyłem usta i odszedłem od drzwi łazienki, kiedy usłyszałem szum wody. Spakowałem ciuchy do pralki, nastawiłem na krótki cykl. Nie zdążyłem przyjrzeć się dokładnie zmianom na ciele, bo Nastka przemknęła szybko korytarzem, ale to, co zobaczyłem, nie wzbudzało żadnych złych odczuć. Byłem przekonany, że bardziej wynika to z dyskomfortu, który spowodowany był narzuconym w dzisiejszym świecie kanonem piękna. Jednym słowem – sztuczności. Ale z tego, co wyczytałem, to coraz więcej agencji modelek poszukiwało osób o innym typie urody niż typowo modelowy. I ten rodzaj niepowtarzalności traktowano jako ogromny atut. Internet to źródło szybkiej wiedzy, właśnie tych informacji szukałem, kiedy niczego nieświadoma Nastka przebierała się w pokoju.
Kamil wspominał, że siostra unika słońca. Niepotrzebnie. Wyczytałem, że wystarczy kupić krem z wysokim filtrem i smarować regularnie ciało, aby nie doszło do poparzenia skóry. Planowałem jutro pojechać do sklepu po specjalny preparat, abyśmy mogli spędzać czas na powietrzu. Zlokalizowałem także sklep ze sprzętem wodnym, gdzie sprzedawane były specjalne kombinezony pianki oraz ubrania z filtrem UV, w których Nastka mogłaby pływać, a przede wszystkim czuć się komfortowo. Były zabudowane, zakrywały całe ciało, odbijały promienie słoneczne, były idealne na kajaki i inne atrakcje wodne, które przewidziałem. Nie będzie się wcale dziewczyna ograniczać, tylko korzystać z życia i czerpać garściami, już ja o to zadbam.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Zszedłem na dół do znajomych, którzy rozsiedli się na tarasie. Pili, jedli i jak ja korzystali z wolnych dni. Ładowaliśmy baterie, bo powrót do naszej rzeczywistości był zawsze trudny, a momentami bardzo bolesny.
Sięgnąłem po piwo bezalkoholowe, bo zdecydowanie starczyło mi na dziś dodatkowych atrakcji, przygotowałem talerze dla siebie i Nastki, ignorując przy tym zaciekawione spojrzenia znajomych. Liczyłem na to, że dziewczyna mnie nie wystawi i zejdzie.
Po jakiejś godzinie, kiedy ogarniało mnie już znużenie oraz mega wkurwienie, postanowiłem udać się na górę z nastawieniem, że jeśli nie zejdzie po dobroci, to zaciągnę ją siłą. Zapukałem, po czym, nie czekając na odpowiedź, bezceremonialnie wszedłem do pokoju, zamykając cicho drzwi.
– Co ty wyprawiasz? – Doleciał do mnie rozdrażniony głos.
Skrzyżowałem ręce, zmrużyłem oczy.
– Wystawiłaś mnie. Czekałem na ciebie.
– Odechciało mi się jeść.
Zaśmiałem się drwiąco.
– Stchórzyłaś. Przyznaj się – powiedziałem, jednocześnie lustrując sylwetkę Nastki.
Miałem idealny widok na całokształt. Stała przy oknie na boso, ubrana w długą sukienkę w kolorze bordo, która podkreślała odcień tęczówek. Materiał przylegał idealnie do jej ciała, niczym druga skóra. Nie wiem, czy była tego świadoma, choć podejrzewałem, że nie, ale nie odkrywając ani jednego skrawka ciała, była bardziej zmysłowa niż niejedna roznegliżowana kobieta. Działała na mnie. Podniecała mnie. A w sumie nie robiła nic, tylko była. I znowu zauważyłem, że próbowała się chować, zlać z otoczeniem, a to powodowało jedynie odwrotny skutek. Miała w sobie coś, co pchało mnie w jej stronę. Włosy miała rozpuszczone, nadal wilgotne po prysznicu, zauważyłem, że od naszego pierwszego spotkania urosły i sięgały za połowę pleców. Posłała mi nieprzyjemne spojrzenie, które jeszcze bardziej mnie rozdrażniło. Wyciągnąłem w jej stronę rękę.
– Chodź, zejdziemy razem.
Spojrzała na wyciągniętą rękę i westchnęła.
– Ale ja nie chcę. Nie zmusisz mnie.
Podszedłem bliżej, starając się opanować gniew.
– Jesteś pewna?
– Dante – sapnęła, zaciskając ze złości pięść.
– Cały dzień wszystkich unikałaś. Będziemy tutaj przez jakiś czas i zamierzasz przesiedzieć te dni w pokoju? – zakpiłem.
– Nie…
– A poza tym chciałbym, abyśmy spędzali czas razem. Czekałem na ciebie z posiłkiem, bo chciałem, abyśmy zjedli wspólnie kolację. W mojej rodzinie wspólne spędzanie czasu przy stole jest bardzo ważne.
– Ale ja nie jestem twoją rodziną, nie znasz mnie – fuknęła.
– To pozwól mi siebie poznać – zripostowałem natychmiast, na co jej oczy się rozszerzyły, a po chwili zwęziły w wąskie szparki.
– Po co to robisz? Chcesz mnie przed wszystkimi zawstydzić? O to ci chodzi? Będziesz się ze mnie śmiał za plecami, tak?
Doskoczyłem do niej w dwóch krokach, złapałem za rękę, która nadal była lodowata.
– Nie będę się z ciebie nabijał i nikomu nie pozwolę, aby wprowadził cię w stan zakłopotania – wysyczałem przez zaciśnięte ze złości zęby. Zacieśniłem uścisk, kiedy próbowała wywinąć dłoń. – A teraz zejdź, proszę, ze mną na dół i zjedzmy kolację. Przygotowałem dla ciebie szaszłyki warzywne, bo Kamil wspominał, że nie przepadasz za mięsem.
Spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami i przestała się szarpać.
– To prawda, jem mięso, ale tylko wtedy, kiedy mam ochotę.
– Czyli rzadko – zaśmiałem się. Kamil nieraz wspominał, jakie batalie musiał toczyć, aby jego siostra zjadła choć kawałek kotleta. Ciocia już dawno odpuściła. – Nastka? Mogę cię jeszcze o coś prosić?
– O co? – spytała niepewnie, ale byłem przekonany, że wie, co mam na myśli.
– Zmyj makijaż, chciałbym zobaczyć ponownie twoją twarz bez niego.
Pokręciła głową i wargi zaczęły jej drzeć. Mogłem się tylko domyślać, jakie to musi być dla niej ciężkie i stresujące.
– Proszę cię, pamiętaj, o czym rozmawialiśmy. Poza tym sama wspominałaś, że Kamil ufa niewielu ludziom. Myślisz, że naraziłby cię na nieprzyjemności? To są wszystko najbliżsi współpracownicy i znajomi, którzy znają cię z opowieści. Wierz mi. Nic ci nie grozi. Nie chowaj się, bo w ten sposób sama się izolujesz. Kamil może tego nie mówi, ale w niego również to uderza. On chciałby, abyś zaczęła wychodzić do ludzi. Martwi się o ciebie.
– Nie wiedziałam, że tak się tym przejmuje.
– Jesteś jego rodziną, to normalne, że chce dla ciebie jak najlepiej. Wiem, że nie znamy się długo, w sumie to w ogóle. Ale chciałbym, abyś dopuściła mnie do grona bliskich. A obiecuję ci, że nie pozwolę, aby ktokolwiek wyrządził ci krzywdę. Będę twoją tarczą.
– Nastka? W porządku? – Usłyszeliśmy głos Kamila stojącego pod drzwiami.
– Tak, zaraz zejdę – odpowiedziała bez zawahania, nadal wpatrując się w moją twarz. Wyczułem między nami jakieś napięcie. Podobało mi się to. Miałem ochotę ją pocałować. W sumie nie tylko pocałować…
– A widziałaś może Dantego?
Nasturcja drgnęła, otrząsnęła się i natychmiast wyszarpała dłoń z mojego uścisku.
– Jestem tutaj, zaraz zejdziemy na dół – odpowiedziałem bez skrępowania.
Dziewczyna posłała mi niedowierzające spojrzenie, a po drugiej stronie drzwi nastąpiła dłuższa cisza.
– Okej, czekamy na was – odpowiedział Kamil.
Odniosłem wrażenie, że usłyszałem wesołą nutę w jego głosie.
– Jak mogłeś! Co sobie pomyśli…
Wzruszyłem ramionami.
– Przecież mówiłaś, że jesteś pełnoletnia. Nie rozumiem, o co się teraz wściekasz, kwiatuszku?
– Kwiatuszku? – powtórzyła rozgniewana nie na żarty.
– Masz kwiatowe imię, więc pasuje.
– Nie mów tak do mnie! Wkurzasz mnie.
– Przyzwyczajaj się. – Puściłem jej oczko, wskazałem na toaletkę, dając znak, aby zmyła makijaż.
Sapnęła ze złości, mrucząc coś cicho pod nosem, podeszła do lustra. Obserwowałem w ciszy, jak pozbywa się warstw, pod którymi chowała naturalne piękno.
– Jestem gotowa.
Jeszcze raz spojrzałem na twarz pozbawioną kosmetyków. Nasturcja była naprawdę piękna, a z plamami wręcz wyjątkowa.
Podobała mi się.
Coraz bardziej mnie do siebie przyciągała, choć widziałem, że miała zupełnie odwrotny plan. Chciała mnie zniechęcić. Ale nie znała Dantego Zolla. Nie wiedziała, że ja zawsze sięgałem wysoko i nigdy nie poniosłem porażki.
I nie zamierzałem ponieść. Teraz tym bardziej.
Uśmiechnąłem się szeroko, rozluźniłem ramiona.
– Myślałem, że stchórzysz.
– Nie jestem tchórzem, Dante – oznajmiła, kiedy ruszyła przed siebie pewnym krokiem.
Byłem tuż za nią, zatrzymałem się w miejscu i przyciągnąłem ją do siebie. Wpadła plecami w moją klatkę, pochyliłem się nad nią i przez chwilę przeszyło mnie jakieś dziwne uczucie. Szybko się opanowałem.
– Nie mówiłem, że jesteś tchórzem. Obawiałem się, że nie będziesz chciała mi pokazać siebie. Prawdziwej siebie.
– A ty pokazujesz mi prawdziwego siebie?
Puściłem Nastkę, wyprostowałem się. Górowałem nad nią, nie chciałem, aby mnie teraz zobaczyła.
– Nie chciałabyś mnie takiego znać.
– A teraz?
– Teraz widzisz mnie takiego, jakim chciałbym, abyś mnie widziała.
– Jesteś wrażliwym mężczyzną, który w życiu musi być twardy. Taka praca. Rozumiem to doskonale, przez lata obserwowałam brata. Ale przy mnie nie musisz niczego udawać, Dante. Ja cię akceptuję, tak jak ty mnie. Akceptuję cię z wadami.
– Przecież mnie nie znasz – szepnąłem, kiedy oparłem brodę na czubku jej głowy, a następnie niezdarnie objąłem dziewczynę w talii.
Nastka chyba ponownie nie zdawała sobie sprawy z naszej bliskości, bo nawet nie drgnęła.
– Ty też mnie nie znasz – odpowiedziała ze śmiechem, stwierdzając fakt. – Znam cię tylko z opowieści, ale mamy czas, aby się naprawdę poznać. Może nawet zaprzyjaźnić. Ze względu na Kamila zostaliśmy poniekąd zmuszeni do przebywania w swoim otoczeniu. Chwilowo. Później każde pójdzie w swoją stronę.
Zakłuło mnie na tak swobodne stwierdzenie. Nie byłem pewien, czy będę chciał, aby właśnie tak się stało. Coś się zmieniło. Znowu ogarnęło mnie to samo uczucie co po pogrzebie. Jakaś refleksja, silna potrzeba bliskości i wcale nie fizycznej. Nie mogłem przypisać tego do żadnej kategorii.
– Pamiętaj, od czego wszystko się zaczęło – wypomniałem.
– Nie zrzędź – zripostowała natychmiast. Stłumiłem śmiech, bo już kiedyś usłyszałem takie stwierdzenie. – A ile ty masz właściwie lat?
– Dwadzieścia sześć.
Odwróciła się w moją stronę z dziwnym uśmieszkiem.
– Czyli nie powinnam się z tobą spoufalać. Jesteś zdecydowanie za stary.
Przekrzywiłem lekko głowę.
– Zdecydowanie nie podzielam twojego zdania – powiedziałem prawdę, ale chyba odebrała to jako żart. Delikatnie pchnąłem Nastkę, dając tym samym znak, by ruszyła.
Usiedliśmy na tarasie, delikatne światło wprowadziło przytulny klimat, a otulająca nas ciemność obudziła w mojej towarzyszce pewność siebie. Jeśli denerwowała się na ciekawskie spojrzenia znajomych, które jednak, ku mej złości, się pojawiły, to nie pokazała tego po sobie. Rozmawiała z każdym, kto próbował nawiązać z nią kontakt, odpowiadała na pytania, żartowała. Śmiała się w głos, a ja nie mogłem oderwać od niej wzroku i zdałem sobie sprawę z tego, że za każdym razem, kiedy tylko Nastka się uśmiecha, robię dokładnie to samo.
Kamil nie spuszczał z siostry oka, widać było, że jest szczęśliwy. Skinął na mnie, wskazał, abyśmy weszli do domu, jednak zanim to zrobiłem, sięgnąłem po koc i owinąłem nim Nastkę. Wieczór zrobił się nieprzyjemnie chłodny, nie chciałem, by zmarzła. Spojrzała na mnie niepewnie, podziękowała i wróciła do rozmowy.
– Widziałem, że zaopiekowałeś się moją siostrą. – Wzruszyłem ramionami. – Mam tylko nadzieję, że gdyby kolejny raz wywinęła taki numer, to nie będziesz jej krył.
Sięgnąłem po butelkę z piwem bezalkoholowym, którą przyjaciel wyciągnął z lodówki. Wypiłem na raz kilka łyków.
– Co chcesz przez to powiedzieć? – zacząłem podchody.
– Nie uważasz mnie chyba za głupka, co? Myślisz, że nie wyczułem ani nie zobaczyłem, w jakim stanie była moja siostra?
I wszystko się wyjaśniło. Wypiłem kilka kolejnych łyków.
– Powiedziałem jej do słuchu co nieco, ale nie chciałem jej przestraszyć.
– Moja siostra nie jest ze szkła, Dante. Wierz mi.
– Wierzę.
– Cieszę się, że mamy to wyjaśnione. I dziękuję. Nie wiem, co jej powiedziałeś, ale zadziałało. Zeszła do nas, od dawna nie widziałem jej bez – wskazał na twarz – makijażu. Mam nadzieję, że i ciuchy w końcu zdejmie.
Zaśmiałem się w głos.
– Co masz na myśli?
Kamil uśmiechnął się krzywo, ściągnął brwi.
– Nie to, co ty, dupku – syknął.
Skrzyżowałem ręce w obronnej pozie.
– A skąd wiesz, co mam na myśli?
– Znam cię. To jest moja siostra. Pamiętaj. – Wycelował palcem i dźgnął mnie w klatkę.
– Przecież nie zrobiłbym jej tego. Lubię ją.
– Lubisz? Od kiedy lubisz kobiety? Przecież ty z nimi nawet nie rozmawiasz – parsknął, czym mnie zirytował.
Wkurzało mnie, że dostałem łatkę babiarza. Fakt, że z kobietami łączył mnie tylko przygodny seks, nie oznaczał, że nie miałem uczuć. Właśnie, że je, kurwa, miałem, tylko nie chciałem się bawić w te całe związki, podchody i zostać jednym z tych walniętych kolesi, co zachowują się jak jakieś dzikusy, kiedy tylko inny mężczyzna spojrzy w stronę ich kobiety.
Nie chciałem. Do dziś.
– Bo nie miałem z nimi o czym rozmawiać – wycedziłem, stwierdzając jednocześnie fakt: – Nastka jest inna.
Kamil spojrzał mi twardo w oczy. Odwzajemniłem spojrzenie.
– Owszem i nie chciałbym, aby cierpiała przez twoje decyzje. Musisz się określić, Dante. Jeśli obiecasz mi, że jej nie skrzywdzisz, masz zielone światło, ale jeśli masz zamiar nadal korzystać z życia i zabawiać się z przypadkowo poznanymi dziewczynami, to odpuść. Moja siostra zasługuje na szacunek, zasługuje na partnera, który będzie nosił ją na rękach i całował ziemię, po której stąpa. A ja chcę, aby był to mężczyzna, na którym będę mógł polegać, i chcę mieć pewność, że da jej poczucie bezpieczeństwa, a co za tym idzie, będę mógł oddać mu opiekę nad siostrą. Rozumiesz mnie?
Krótko i rzeczowo. Żadnego owijania w bawełnę. Jasna deklaracja. I dlatego tyle lat się przyjaźniliśmy.
– Masz moje słowo, Kamil.
Skinął głową.
– A więc zrób wszystko, aby moja siostra cię chciała. Nie graj kogoś, kim nie jesteś, Dante. Myślę, że dotarłeś już do tego momentu w życiu, w którym musisz spalić za sobą mosty. Pokaż siebie, tak jak to robiłeś przy Nastce. Widziałem, jak się przy niej zachowujesz. Zmieniasz się, nie jesteś wtedy wcale pewnym siebie dupkiem. – Uśmiechnął się pod nosem. – Moja siostra jest bardzo wyrozumiała, zrozumie twoje szczeniackie wyskoki. Uwierz mi, nie będzie cię oceniała. – Przyjaciel poklepał mnie po plecach i wyszedł.
Zostałem sam z mocną deklaracją oraz mętlikiem w głowie, a dziewczyna, która spowodowała z dnia na dzień spustoszenie w moim życiu, siedziała niczego nieświadoma i prowadziła dyskusję z żoną kumpla na tarasie.
Złapałem się za serce, bo coraz częściej zaczynało mnie ściskać w miejscu, gdzie się znajdowało, nagle poczułem obezwładniający spokój. Uśmiechnąłem się pod nosem, dopiłem piwo i dołączyłem do grona znajomych.
Nasturcja
Czułam na sobie spojrzenia, ale nie były to spojrzenia ukradkowe czy pełne obrzydzenia. Określiłabym je bardziej jako ciekawskie, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie były natrętne. Pierwszą rozmowę na temat zmian zdobiących moją twarz oraz widocznych fragmentów ciała zainicjowała żona jednego ze znajomych Kamila.
Krysia wyjaśniła mi, że ma w rodzinie osobę, która jak ja cierpi na bielactwo, przekonywała mnie, że w dzisiejszych czasach, kiedy ludzie są bardziej oczytani i świadomi problemu, nie ma miejsca na wstyd związany z chorobą.
– Widzisz, bo to tak jak z innymi chorobami czy problemami. Niestety to jest loteria, ty chorujesz na bielactwo. Ktoś inny nie może mieć dzieci. Jeszcze ktoś inny jeździ na wózku inwalidzkim. Nie wiem, czy rozumiesz, co chcę ci przekazać. Nastka. – Dziewczyna złapała mnie za rękę, spoglądając prosto w oczy. – W życiu chodzi o to, aby być odważnym. Nie rezygnuj z czegoś, co kochasz, co lubisz, tylko dlatego, że czujesz się gorsza przez chorobę. Bo nie jesteś gorsza.
– W życiu spotkało mnie tyle nieprzyjemnych sytuacji. O niektórych chciałabym zapomnieć – westchnęłam i wbiłam wzrok w stół. – Nie jest miłe bycie wytykanym palcami. Wierz mi. Szczególnie dla zagubionej nastolatki, wchodzącej w wiek dojrzewania.
– Wiem. Ale dojdziesz w życiu do takiego momentu, że uświadomisz sobie, że to była błahostka. Ten stres, niepotrzebnie tracone nerwy.
– Mam nadzieję, że tak będzie.
– Na pewno. Spotkasz kogoś, kto doceni cię jako człowieka, jako kobietę. Mężczyznę, który przegoni te wszystkie strachy oraz kompleksy. – Puściła moją rękę i mrugnęła. – A może już ktoś taki się zjawił – wyszeptała wesoło.
– Nie kojarzę. – Odwzajemniłam uśmiech.
– Wszystko w swoim czasie, Nastka. Jesteś młoda. Masz w sobie dużo odwagi, musisz tylko pozwolić sobie na oddech – szepnęła do mojego ucha, po czym szybko się podniosła, chwytając rękę męża, który rytmicznym krokiem zapraszał ją do tańca.
Parsknęłam śmiechem, kiedy w moim kierunku z uśmieszkiem ruszył Kamil.
– Nawet się nie waż! – krzyknęłam ostrzegawczo.
– Nawet nic nie kombinuj, Nastka – odpowiedział, szarmancko wystawiając ramię.
Jak miałam mu odmówić, od dziecka kochaliśmy tańczyć i wariować na parkiecie. Może to rozmowa z Krysią, a może, co innego, nie wiem, ale dałam się porwać chwili. Chwyciłam ramię brata, ruszyliśmy na trawę poza drewnianym tarasem, gdzie na bosaka, w zgodzie z naturą, otuleni ciemnością tańczyliśmy jak kiedyś. Swobodnie, radośnie i jakby nikogo poza nami nie było. Radość, szczęście i spełnienie – właśnie to w tej chwili odczuwałam. Mimo szybkiej muzyki Kamil pochwycił mnie w braterskim uścisku, zaczęliśmy delikatnie kręcić się w kółko w niewielkiej odległości od siebie.
– Właśnie taką chcę cię widzieć. Zawsze. Radosną.
Uśmiechnęłam się, kiedy złapałam za koszulę przylegającą do obszernych ramion. Jak pozostali mężczyźni w gronie był bardzo dobrze zbudowany, trenował sztuki walki, a trening przekładał się na muskularną sylwetkę. Miał idealne proporcje ciała – szerokie ramiona, wąskie biodra. Wiem, że kobietom się podobał, mimo różnych ojców byliśmy do siebie podobni, bo przypominaliśmy mamę: czarne włosy, pociągłe twarze oraz duże oczy.
Podskoczyłam, chwycił mnie niemalże w locie i jak w latach dzieciństwa objęłam Kamila ramionami. Śmialiśmy się w głos, kiedy kręciliśmy się w kółko.
– Przy tobie, Kamilku, zawsze.
– Wracasz do Warszawy? Nie trzymaj mnie w napięciu, bo jestem za młody na zawał.
Dostał kuksańca w bok na te słowa.
– A dasz sobie radę z dwoma kobietami?
Uśmiechnął się szeroko.
– No ba! Proste. Znasz mnie. Siusiu, paciorek i spać.
Zaśmiałam się w głos i wtuliłam w twarz brata.
– Jesteś wariat.
Dmuchnął, aby odgonić opadający kosmyk włosów.
– Cieszę się, przygotowałem już dla ciebie pokój. – To był już ten mniej wesoły temat do omówienia.
– Nie będę mieszkała z tobą. Poszukam czegoś do wynajęcia albo zamieszkam w akademiku.
Gwałtownie opuścił mnie na ziemię.
– Nie ma szans. Nawet o tym nie myśl! – huknął.
– Kamil…
– Co ty sobie myślałaś? Że pozwolę ci zamieszkać samej?
– Żeby wysłać mnie do cioci nie miałeś problemu – zripostowałam.
Natychmiast pożałowałam tych słow. Na twarzy Kamila pojawił się grymas.
– Nie możesz mi tego darować, co? Do końca życia będziesz mi to wypominać. Chciałem dla ciebie jak najlepiej! – krzyknął mi w twarz.
Nie odpowiedziałam, nie chciałam znowu powiedzieć o kilka słów za dużo.
– Przepraszam, Kamil. Pożegnaj znajomych w moim imieniu. Jestem zmęczona.
– Pewnie. Znowu bądź poprawna, miła i w ukryciu.
Niech go szlag. Sprowokował mnie. Wbił mi igłę prosto w serce tym stwierdzeniem. Cała łagodność ze mnie uszła, a dobre maniery zostały zakopane głęboko pod kurzem wściekłości i skrywanego żalu.
– Nienawidzę cię takiego! Sarkastycznego, wrednego. To chciałeś usłyszeć? – Rozłożyłam bezradnie ręce. Potok słów uleciał ze mnie, nim mój brat zdążył zamrugać. – Wolałeś chodzić do klubów, podrywać dziewczyny niż zająć się mną. Nie nadrobisz tego czasu. Już nigdy. Nie popełnij tego błędu z córką.
– Nie nadrobię tego czasu, Nastka – powiedział cicho – ale chciałbym go naprawić. Pozwól mi.
– Nie jestem już dzieckiem potrzebującym opieki. Potrafię sama o siebie zadbać.
– To wiem…
– I jestem kobietą. Potrzebuję przestrzeni – kontynuowałam zaciekle.
– Wiem, ale…
– A co, jeśli będę chciała przyprowadzić chłopaka?
Posłał mi mroczne spojrzenie.
– Nawet o tym nie myśl. Poza tym coś mi się wydaje, że nie będziesz miała okazji nikogo poznać.
Odezwała się we mnie skrywana buntowniczka.
– A to dlaczego? – Skrzyżowałam ręce.
– Przekonasz się wkrótce. – Mrugnął wesoło i przytulił mnie do siebie.
Jeden gest, ale właśnie tym gestem rozwalił mnie na kawałki, cała złość uleciała.
– Między nami już okej?
– Przecież wiesz. Wygarniemy sobie i na jakiś czas mamy spokój.
– Na jakiś czas – powtórzył, a następnie pocałował mnie po bratersku w czoło.
Odepchnęłam go od siebie.
– Przestań, zawsze odstraszasz moich potencjalnych randkowiczów.
Parsknął.
– Ty i twoja poprawność. Tutaj są sami żonaci, jeden rozwodnik i…
– Oj, cicho już bądź. Leci moja ulubiona piosenka.
– Od kiedy lubisz Jamesa Morrisona? – Zmrużył oczy, zaczęłam podrygiwać i kręcić biodrami.
– Od kiedy zacząłeś mnie nim katować, puszczając w kółko i na cały regulator.
– Wiesz, co dobre – ponownie porwał mnie w ramiona.
Zaczęliśmy śpiewać i tańczyć.
– A może jutro zorganizujemy ognisko dla dzieciaków? – zagaiłam.
– Dla dzieciaków? – spytał z powątpiewaniem.
Stłumiłam śmiech.
– Jak ty mnie znasz.
Uśmiechnął się przebiegle.
– Jak nikt, Nastka. Znam cię jak nikt.
– Czy mogę zabrać ci siostrę? – Doleciał nas szept.
Poczułam ciepły oddech, który zmieszany z chłodną temperaturą powietrza wywołał ciarki na moim ciele.
– Pamiętaj, o czym rozmawialiśmy – powiedział Kamil do mężczyzny stojącego za moimi plecami.
– Pamiętam – odparł Dante.
