Cień traumy - Ivo Borecky - ebook

Cień traumy ebook

Ivo Borecky

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Dora Łozowska jest cenioną psycholog, kobietą silną, inteligentną i pozornie poukładaną. Jej życie opiera się na kontroli, analizie i jasno wyznaczonych granicach. Wszystko zmienia się w chwili, gdy poznaje mężczyznę, który burzy jej wewnętrzny porządek i zmusza ją do konfrontacji z emocjami, których nie da się zamknąć w żadnej diagnozie. Zainteresowanie przeradza się w niepokój, a zawodowy dystans zaczyna ustępować miejsca fascynacji i tajemnicy. W tle rozgrywa się wielowątkowy plan, który powoli zaczyna splatać ich losy w sposób, którego nikt nie przewidział. To opowieść o ryzykownym spotkaniu dwóch umysłów oraz o konsekwencjach decyzji, których nie da się cofnąć. Czy można pomóc komuś, nie tracąc przy tym siebie?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 207

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Cień traumy © Ivo Borecky

Projekt okładki: Agnieszka Makowska

Redakcja: Katarzyna Zioła-Zemczak

Korekta: Katarzyna Zioła Zemczak, Joanna Kłos

Łamanie i skład: Agnieszka Makowska

ISBN: 978-83-68129-26-7

Kraków 2026

Wydawca:

Wydawnictwo Orzeł Sp. z o.o.

ul. Dajwór 14/19, 31-052 Kraków

Wydanie I, 2026

Wydawnictwo nie odpowiada za żadne szkody wyrządzone osobom lub podmiotom w wyniku bezpośredniego lub pośredniego korzystania, zastosowania bądź interpretacji treściksiążki.

Prawa autorskie zastrzeżone. Reprodukcja, kopiowanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystanie w publicznych wystąpieniach wymaga zezwolenia właściciela prawautorskich.

Nawet najlepszy specjalista z dziedziny psychologii bądź psychiatrii nie jest w stanie „zajrzeć” do głowy inteligentnego przestępcy, dla którego manipulacja stanowi podstawy funkcjonowania społecznego. Co więcej, każdorazowa próba przełamania takiej psychologicznej zagwozdki może stać się zaproszeniem do aktywowania doskonale zaaranżowanej pułapki, która ma otworzyć furtkę do umysłu osoby podejmującej tego typu zawodowe wyzwanie, co z pewnością finalnie nie prognozuje niczegodobrego.

Ivo Borecky

Prolog

Dora Łozowska to trzydziestokilkuletnia, atrakcyjna, dobrze sytuowana psycholog, która od wielu lat prowadzi własny gabinet w centrum Wrocławia i nie narzeka na brak klientów. Choć zaszła w ciążę w dość młodym wieku, dzięki wsparciu najbliższych udało jej się zrealizować marzenie o zostaniu psychologiem. Obecnie jest osobą cenioną w środowisku zawodowym. Błyskotliwa kobieta od zawsze przywiązywała wagę do zdrowia i wyglądu, toteż optymalna dieta i codzienny jogging stały się jej osobistym kluczem do zachowania równowagi i dobrego samopoczucia. Pod względem zawodowym i finansowym czuje się spełniona, jednak w obszarze życia towarzyskiego odczuwa ogromną pustkę, którą po burzliwym rozwodzie kilkukrotnie próbowała „załatać” nową relacją, lecz bez powodzenia. Nawarstwiający się stres w pewnym momencie zmusił panią psycholog do skorzystania z pomocy jej zawodowego guru, czyli ordynatora oddziału psychiatrii i doskonałego psychologa, z którym od wielu lat utrzymuje ciepły kontakt. Choć była świadoma otaczającej ją rzeczywistości, rozumiała potrzebę przepracowania pewnych bolesnych faktów. W prywatnej klinice przez kilka miesięcy skupiała się na powrocie do pełni emocjonalnych sił. Przez cały ten czas odwiedzała ją pełnoletnia córka ‒ Iza, która została w tym okresie sama w znajdującym się na obrzeżach miasta ponadstumetrowym mieszkaniu. Dora, zgodnie z zaleceniami ordynatora, pokonywała kolejne etapy osobistej terapii, która po kilku miesiącach dobiegła końca.

W trakcie załatwiania ostatnich formalności związanych z wyjściem matki ze szpitala Iza jeszcze raz chce się upewnić co do jej stanu zdrowia. Ta zaś w sposób absolutny oznajmia, że jest w pełni sił, i to zarówno tych psychicznych, jak i fizycznych, bo, jak przypomina, nawet tu uprawiała swój ukochany jogging. Ponadto dodaje, że jeżeli tylko będzie chciała i poczuje się gotowa, co zresztą rekomendował sam ordynator, to może śmiało wrócić do aktywności zawodowej. Podkreśla, że jest to zgodne z polskim prawem, oraz wskazuje na fakt, że w jej przypadku chodziło głównie o zobrazowanie oraz zsynchronizowanie pewnych przeżyć, które w opinii lekarza nie mają już destrukcyjnego charakteru, ponieważ zostały świadomie przepracowane. Dlatego na okoliczność ewentualnej chęci powrotu do pracy przygotował dla niej odpowiedni pozwalający na to dokument. By zachować nieposzlakowaną dotąd opinię Dory, napisał w nim, że przez kilka ostatnich miesięcy była jego konsultantką, a nie pacjentką.

Iza, słysząc te słowne zapewnienia, uśmiecha się, tym samym kończąc wielokrotnie okraszany pozytywami dialog. Z kolei Dora prosi córkę o jeszcze odrobinę cierpliwości, gdyż chciałaby się pożegnać ze swoją współlokatorką. Młoda kobieta oczywiście przystaje na tę prośbę, oznajmiając, że poczeka na zewnątrz.

Pani psycholog pośpiesznie wchodzi do pokoju, w którym widzi podekscytowaną koleżankę. Jej uśmiechnięte oczy są skierowane na blat szafki nocnej, na której w zaadaptowanym na prowizoryczny wazon blaszanym kubku stoi przepiękny bukiet różowych piwonii. Niemal od razu do Dory powracają opowieści o rzekomym wielbicielu koleżanki, które do teraz miała za jej wymysł służący unikaniu odpowiedzialności, co bywało powodem niejednej kłótni. Tymczasem zastany kwiatowy obraz dobitnie demontuje dotychczasową tezę. Woń bukietu unosi się w małym pokoiku. Zachwycona sublokatorka ekspresyjnie nalega, aby Dora podeszła bliżej. Pani psycholog krótko ripostuje, mówiąc, że musi już iść, wracać do siebie. Po chwili z głębi świadomości słyszy słowa: „On wrócił…”.

TŁO

Maj

Przez nie do końca opuszczoną sypialnianą roletę powoli zaczyna przebijać się kolejny dzień, wybudzając pełne erotyzmu ciałoblond-włosej pani psycholog. Delikatnie pobudzona promieniami wschodzącego słońca kobieta opuszcza wygodne legowisko i kieruje się w stronę garderoby, z której wygrzebuje jeden ze swoich ulubionych, a zarazem nieprzyzwoicie podkreślających figurę sportowych kombinezonów, by zaraz potem zawitać do łazienki. Planuje aktywność fizyczną, nie skupia się więc na pełnym makijażu, lecz na absolutnym minimum. Gdy jest gotowa, odtwarza ulubioną playlistę i ze słuchawkami w uszach opuszcza apartament. Rozpoczyna kilkuminutową przebieżkę, po czym rusza w dobrze sobie znanym kierunku. Wbiega do mało uczęszczanej części parku, gdzie po zaledwie paru chwilach dostrzega siedzącego na ławce zakapturzonego mężczyznę w dramatycznej sytuacji – za sprawą przyłożonego do jego głowy pistoletu. Obraz mamrocącego coś pod nosem potencjalnego samobójcy powoduje, że psycholog natychmiast się zatrzymuje. Niemal automatycznie, kierując się zawodową rutyną, podejmuje próbę nawiązania dialogu z najprawdopodobniej doszczętnie zniszczonym emocjonalnie mężczyzną. Wyciszając i optymalnie łagodząc swój i tak nadzwyczaj miły ton głosu, Dora zwraca się doniego:

‒ Proszę pana, proszę na mniespojrzeć.

Schludnie ubrany niebieskooki nieznajomy kieruje wzrok na kobietę i nadal trzymając broń przy głowie, odpowiada:

‒ Spojrzałem. I co dalej? Będziesz mnie namawiać, bym tego nie robił? A może wyceluję w ciebie, jeśli nie zostawisz mnie w spokoju? To jakbędzie?

Zaskoczona agresywną odzywką bruneta kobieta waha się, co powiedzieć, ponieważ po wyłapaniu w jego wypowiedzi kilku kluczowych słów i możliwie szybkiej psychologicznej analizie jest niemal pewna, że jego reakcja wykracza poza typowy, a zarazem utarty obraz modelu samobójcy. Spodziewała się raczej odpowiedzi „odejdź, nie chcę z tobą gadać”, ewentualnie milczenia okraszonego płaczem, ostatecznie ucieczki. Dodatkowo przenikliwe spojrzenie mężczyzny sprawia, że pomimo zawodowych kompetencji odczuwa lekkie zakłopotanie, które po części zwala na stres związany chociażby z pamiętnym rozwodem, mimo iż od niego upłynęło już wiele czasu. Świadomość, że w pobliżu nie ma żywej duszy, podbija powagę sytuacji. Dora doskonale wie, że jeżeli chce odwieść mężczyznę od próby odebrania sobie życia, musi ważyć każde słowo. Co prawda uczucie sytuacyjnego zmieszania rodzi pytanie, czy w ogóle podejmować kolejne próby, jednak ostatecznie zostaje ono zagłuszone etyczną potrzebą pomocy.

Pani psycholog chce choć minimalnie rozładować skrajnie napiętą atmosferę. Przywołuje zatem na twarz profesjonalny, delikatny uśmiech, po czymmówi:

‒ Najlepiej byłoby, gdyby odłożył pan broń i ze mną porozmawiał. Byłby to jeden z pierwszych kroków w kierunku pozytywnego zakończenia tej wyjątkowej sytuacji.

‒ O czym pani mówi?! ‒ krzyczy mężczyzna, który najpewniej nie do końca rozumie postawę atrakcyjnejpsycholog.

‒ Spokojnie, nie chciałam pana urazić. Po prostu ucieszyłam się, że w ogóle pan zareagował na moje słowa. Proszę odłożyć pistolet i ze mną porozmawiać. ‒ Dora ponawia prośbę stonowanym głosem, momentalnie gasząc uśmiech, po tym jak zanotowała zmianę w postawie i tonie głosu potencjalnegosamobójcy.

‒ Przecież rozmawiamy – odpowiada enigmatyczny brunet, nadal przystawiając broń do swojejskroni.

‒ Zgadza się, ale na pewno o wiele bezpieczniej by się nam rozmawiało, gdyby odłożył pan pistolet.

‒ Skąd taki wniosek? Przecież nie celuję, a przynajmniej na razie, w panikierunku.

‒ To mnie bardzo cieszy. I proszę mi mówić Dora. Nazywam się DoraŁozowska.

‒ Leon ‒ reflektuje sięmężczyzna.

‒ No widzi pan, nawet nie mam jak panu podać dłoni z uwagi napistolet.

‒ Co ty nie powiesz? – ironizuje mężczyzna, nie dając się tak łatwo podejść. Nadal prawą dłonią trzyma broń przygłowie.

‒ Panie Leonie, proszę odłożyć pistolet, porozmawiać ze mną i powiedzieć, co się stało, dobrze? – Dora nie poddaje się i kontynuuje próbę rozbrojenia nieposkromionego bruneta, jednocześnie ukradkiem rozglądając się poparku.

‒ A po co to pani? Niech pani biegnie dalej i da mi spokój ‒ odpowiada zrezygnowany Leon.

Te wahania nastroju wcale Dory niedziwią.

‒ Tak się składa, że jestem psychologiem, więc sam pan rozumie, że nawet gdybym chciała, to nie mogę.

‒ Dlaczego?

‒ Sumienie i etyka. Prywatnie nie pozwoliłoby mi sumienie, a zawodowo i sumienie, i etyka. ‒ Dora coraz bardziej wplątuje uzbrojonego Leona w emocjonalnekombinacje.

‒ Sumienie? Rzadka cecha ‒ puentujemężczyzna.

‒ To co, odłoży pan pistolet i pogadamy naspokojnie?

‒ Nie mamy o czym. Proszę biec dalej, bo w przeciwnym razie będzie pani świadkiem koszmaru, który za chwilę się tutaj rozegra ‒ oznajmia stanowczo wzburzony człowiek.

‒ Już panu mówiłam, że nie mogę teraz odejść. Jest pan młody, ma przed sobą całe życie, dlatego proszę pomyśleć, czy warto decydować się na tak drastycznykrok.

‒ Co pani może wiedzieć? Nie zna mnie pani ani tym bardziej nie ma pojęcia o moichproblemach.

‒ To prawda, natomiast wiem jedno. Każdy problem ma swoją genezę. Warto do niej dotrzeć, a wówczas na pewno znajdzie się odpowiednie rozwiązanie ‒ stwierdza zaabsorbowana trwającą sytuacjąDora.

‒ Łatwo jest mówić i doradzać innym, gdy sama nie mierzy się pani z problemami – rozemocjonowany mężczyzna wysuwa śmiałą tezę, która działa na Dorę jak płachta na byka.

‒ Myśli pan, że ja nie mam żadnych zmartwień? ‒ dopytuje pani psycholog, kątem oka dostrzegając, że w parku jakimś cudem pojawili siępolicjanci.

‒ Myślę, że świetnie grała pani na czas. Do widzenia ‒ podsumowuje mężczyzna, który również dostrzegł mundurowych. Chowa broń i pośpiesznie się oddala. Zaraz potem zaczyna biec, aby go nie schwytano. Dora, choć jest świadoma, że przecież mogłaby spróbować popędzić za świeżo poznanym mężczyzną, ostatecznie nie podejmuje takiej decyzji. Być może wiedza, że facet ma broń, na tyle ją paraliżuje, że nie umie zdecydować się na ten krok. Obserwuje tylko, jak tajemniczy mężczyzna z każdą kolejną sekundą sukcesywnie się oddala, aby po chwili całkowicie zniknąć z zasięgu jej wzroku.

Do Dory podchodzi policjantka, która prosi ją o złożenie zeznań. Po przekazaniu wszystkich istotnych dla sprawy informacji pani psycholog postanawia wrócić do domu. Dzisiejszego joggingu pod względem sportowym nie zalicza do udanych, natomiast w kwestii moralnej oraz zawodowej w myślach obwieszcza sobie niemały sukces, ponieważ teoretyczny samobójca koniec końców nie strzelił sobie w łeb. Po przekroczeniu progu swojego mieszkania w pośpiechu bierze prysznic, by zmyć z siebie zimny pot, który oblał ją na widok broni. Ubiera się, robi makijaż, po czym wychodzi i pędzi do gabinetu.

***

Pomimo sprawnego tempa dociera na miejsce spóźniona, kilka minut po czasie ustalonej wcześniej wizyty. Widzi zniecierpliwionego klienta, przeprasza go, po czym wchodzi do gabinetu. Po chwili zapraszapa-cjenta na sesję. Od początku terapeutycznego seansu nie może w pełni się skupić na pracy, ponieważ cały czas mimowolnie myśli o tym, co ją dziś spotkało. Kolejne sesje upływają podobnie, dlatego zaraz po wyjściu ostatniego z klientów postanawia pójść na policję, aby zapytać, czy udało się odnaleźć mężczyznę, który dziś rano chciał się zabić.

Niebawem zamyka swój gabinet i rusza w kierunku komisariatu.

Będąc już na miejscu, grzecznie prosi o rozmowę, by się czegokolwiek dowiedzieć, lecz otrzymane informacje nie napawają jej optymizmem. Niedoszły samobójca zdołał się wymknąć i uciec. Skonsternowana tym, co słyszy, zamienia jeszcze kilka zdań z policjantami i opuszcza posterunek. Zmierzając do mieszkania, nieprzerwanie rozmyśla nad tym, co ją spotkało. Po przekroczeniu progu opowiada o wszystkim swojej córce i nawet podczas przygotowywania kolacji nie przestaje drążyć tematu niebieskookiego bruneta, którego losy ciągle pozostają niewyjaśnione. Burza mózgów, podczas której towarzyszy Dorze kieliszek wina, a potem długie, dogłębne rozmyślania skutkują zaśnięciem na salonowej kanapie w trakcie oglądania ulubionego serialu kryminalnego. Dopiero w zaawansowanej fazie nocy kobieta przebudza się i prześlizguje do swojejsypialni.

Następstwem nocnej kontemplacji jest brak reakcji na budzik, którego pierwszy sygnał wybrzmiał dawno temu. Na szczęście dla Dory do jej pokoju wdziera się Iza, która usłyszała budzikowy jazgot. Nastolatka wybudza z głębokiej fazy snu swoją matkę. Zaspana kobieta, gdy tylko się orientuje, która jest godzina, w niemałym pośpiechu się ogarnia, mając świadomość, że z dzisiejszego biegania pozostała tylko jej niezrealizowana chęć. Również śniadanie pozostaje w sferze marzeń, zwłaszcza że maniera spóźniania się coraz bardziej przyjmuje postać nawyku. Kobieta doskonale wie, że nie może sobie na to więcej pozwolić, ponieważ odbiłoby się to na jej dotychczas nieposzlakowanej opinii wśród pacjentów. Dlatego już po kilku minutach wybiega z apartamentu, rozpoczynając tym samym osobistą batalię z czasem. Wysiłek opłaca się – melduje się w gabinecie nawet kilka minut przed planowanym rozpoczęciem pracy. W tym czasie bierze kilka haustów kawy, po których zaprasza do siebie pierwszego dziś klienta.

Zgodnie z terminarzem spotkań Dora ma zamiar zakończyć pracę kilka minut po godzinie piętnastej. Gdy dobiega końca czas ostatniej zaplanowanej na ten dzień sesji, kobieta dziękuje za wizytę i żegna klienta, po czym zbiera się do domu.

Kiedy dosłownie chwila dzieli ją od wyjścia, wokół rozbrzmiewa donośny odgłos pukania do drzwi. Atrakcyjna psycholog zakłada, że to najpewniej sprzątaczka, więc automatycznie reaguje, mówiąc:

‒ Proszęwejść.

Drzwi gabinetu uchylają się, a Dora, widząc, kto się zjawił, niemalże dębieje. Nie dowierza, a przynajmniej jej głowa nie potrafi błyskawicznie poradzić sobie z aktualizacją obrazu, którego centralnym punktem jest enigmatyczny brunet. Ten sam, który jeszcze wczoraj chciał się najpewniej zabić, a dziś zamienił kryminalny atrybut na ogromny bukiet kwiatów. Nieznajomyoznajmia:

‒ Proszę o kilkaminut.

‒ Ale nie ma pan pistoletu? ‒ wyrywa się zaskoczonejDorze.

‒ Nie mam. Jedyne, co mam, to kwiaty dla pani ‒ stwierdza, po czym próbuje je wręczyćkobiecie.

Psycholog jest tak bardzo zdziwiona, że nie wie, co powiedzieć, a co dopiero zrobić. Jednak po chwili refleksji przyjmuje różowe kwiaty i prosi anormatywnego gościa, aby usiadł. Sama znika na chwilę, by zająć się efektowną wiązanką, która jest dla niej ciągle sporym, aczkolwiek bardzo miłym zaskoczeniem – najpewniej dlatego, że przez ostatnie lata, z wyjątkiem urodzin, widywała podobne kompozycje natury wyłącznie w witrynach kwiaciarni. Gdy wraca i zasiada vis-à-vis niedoszłego samobójcy w oczekiwaniu na to, co powie, nieświadomie wpada w pułapkę jego wzroku, który od samego początku był dla niej specyficzny. Czuje niemałe zakłopotanie. Niespiesznie, ale w końcu zdaje sobie sprawę, że w tej sytuacji to bardzo nieprofesjonalne skupiać się na fizyczności niespodziewanego gościa, dlatego po chwili prowokuje rozpoczęcie dialogu, zwracając się doniego:

‒ Proszę mówić, a co najważniejsze, spróbować mnie przekonać, bym nie zadzwoniła na policję, bo chyba zdaje sobie pan sprawę, że mam takiobowiązek?

‒ Naturalnie, jednak nie będzie takiej potrzeby, ponieważ już byłem na komisariacie i wszystko wyjaśniłem ‒ stwierdza z pełną powagąmężczyzna.

‒ Cieszę się z pana decyzji, aczkolwiek nie rozumiem, dlaczego pan wczoraj uciekał, skoro dziś sam zgłosił się na komisariat. Nie lepiej było zrobić to od razu?

‒ Faktycznie, może to się wydawać absurdalne, nie będę jednak ukrywać, że byłem po prostu w szoku. Dopiero gdy wróciłem do domu, uświadomiłem sobie, że zrobiłem prawdopodobnie największą głupotę w swoim życiu. Dlatego z samego rana poszedłem w towarzystwie prawnika na posterunek i wszystkowytłumaczyłem.

‒ Lepiej późno niż wcale. Najważniejsze, że poszedł pan po rozum do głowy i nie zrobił nicgłupiego.

‒ Zgadza się, ale wydaje mi się, że to pani zasługa, a w zasadzie to jestem tegopewny.

‒ Moja? ‒ pyta Dora z niedowierzaniem i lekkim onieśmieleniem.

‒ No tak. W końcu to pani zareagowała i podjęła próbę dialogu, podkreślając, że zawsze istnieje rozwiązanie problemów, co mimo okoliczności dało mi do myślenia.

‒ Rozumiem i nie ukrywam, że bardzo mnie to cieszy, że mogłam wpłynąć, oczywiście w pozytywny sposób, na pana postrzeganie rzeczywistości.

‒ Bezsprzecznie tak, dlatego przyszedłem pani podziękować.

‒ Nie ma za co. Jak już wczoraj wspominałam, na tym polega moja praca, by pomagać ludziom, a przynajmniej starać się to zrobić.

‒ Proszę nie być aż tak skromną osobą. Pani jedyna się zatrzymała przy mnie, w przeciwieństwie do innych ludzi, którzy mieli mnie gdzieś. Ale to już przeszłość, więc nie ma sensu tego rozpamiętywać. Pozostaje natomiast kwestia związana z policją, a mianowicie: pomimo złożenia wyjaśnień i tak zostałem z pewnym „obciążeniem”.

‒ Proszę jaśniej. Może będę w stanie panu pomóc – mówi Dora, coraz głębiej brnąc w konwersację z niedoszłym samobójcą.

‒ Myślę, że tak ‒ odpowiada tajemniczo mężczyzna.

‒ Co to znaczy?

‒ Otóż mój prawnik dość szybko wyczuł, że policji również zależy na szybkim „załatwieniu” tej sprawy, aczkolwiek pod jednym warunkiem. Odstąpią od jakichkolwiek czynności, jeżeli sam dobrowolnie zgłoszę się po profesjonalną pomoc psychologiczną. W przeciwnym razie musieliby złożyć wniosek do sądu o skierowanie mnie do szpitala psychiatrycznego. Oczywiście cofnięto mi też pozwolenie nabroń.

‒ Osobiście uważam, że to dobre rozwiązanie. A co do kwestii ewentualnych policyjnych czynności mogę tylko potwierdzić, że mogłoby tak być, zwłaszcza że sytuacja wydarzyła się w miejscu publicznym. Aczkolwiek nie ukrywam, że potraktowali pana bardzo łagodnie ‒ puentuje wypowiedź swojego rozmówcy Dora.

‒ To zasługa mojego prawnika. Tak czy inaczej, pozostaje kluczowa kwestia związana z panią. To znaczy, będąc na komendzie, obaj doszliśmy do wniosku, że najlepszym sposobem na przekonanie funkcjonariuszki będzie zapewnienie, że to właśnie pani gabinet będzie odpowiednim miejscem. Zdaję sobie sprawę, że trochę się pospieszyliśmy, ale nie mieliśmy możliwości, by wpierw skonsultować się z panią. Biorąc jednak pod uwagę okoliczności, uznaliśmy, że to będzie optymalne rozwiązanie, które przekona policjantkę. Dlatego już zupełnie oficjalnie chciałbym zapytać: czy zgodzi się pani przyjąć mnie naterapię?

‒ Mówi pan poważnie? ‒ Psycholog próbuje się upewnić co do słówbruneta.

‒ Absolutnie.

‒ Przyznam, że mnie pan zaskoczył. Skąd taki pomysł? ‒ dopytuje Dora, nadal skonsternowanaprośbą.

‒ Jak już przed chwilą wspominałem, razem z mecenasem uznaliśmy, że będzie pani odpowiednią osobą, chociażby dlatego, że udało się pani wczoraj odwieść mnie od próby odebrania sobieżycia.

‒ Oboje wiemy, że nie do końca tak było. Raczej udało mi się pana, mówiąc kolokwialnie, zagadać do momentu pojawienia się kogokolwiek, w tym przypadku policjantów. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Co innego, gdyby faktycznie przed pojawieniem się policji odłożył pan pistolet, wówczas mogłabym się z panem zgodzić. Dlatego proszę mi wybaczyć, ale uważam, że powinien pan zostać, zgodnie z sugestią policjantów, poddany obserwacji psychiatrycznej, a nie tylko objęty pomocą psychologiczną.

‒ Wiele słyszałem o takich miejscach i rzekomej obserwacji, polegającej tak naprawdę na przetrzymywaniu w wariatkowie ludzi, co do których nie jest się pewnym. Niemniej rozumiem pani obawy związane z moją osobą, bo przecież kto chciałby mieć w gabinecie gościa, który chciał sobie strzelić w łeb. Pewnie przychodzą tu osoby, które ewentualnie dopiero myślą o tak drastycznym kroku, a nie mające za sobą taki życiowy przebój. Przynajmniej tak mi się wydaje. Dlatego nie będę pani już przekonywać, aby mi pomogła. Ale sama pani rozumie, że musiałem spróbować ‒ stwierdza posmutniały mężczyzna. Wstaje z krzesła i dodaje: ‒ Raz jeszcze bardzo dziękuję. Do widzenia.

Kieruje się w stronę wyjścia. Będąc w progu, słyszy jednak głos swojej atrakcyjnej rozmówczyni. Dora subtelnym tonem wypowiadazdanie:

‒ Proszę poczekać.

Niebieskooki dżentelmen błyskawicznie odwraca się i zwraca swoje magnetyczne spojrzenie na panią psycholog, która po nawiązaniu kontaktu wzrokowego kontynuujewypowiedź:

‒ Proszę przyjść za dwa dni o tej samej godzinie co dziś. Porozmawiamy o tym, co się wydarzyło, i wtedy zdecyduję, czy będę mogła panu pomóc, czynie.

‒ Dziękuję. Sądzę, że na pewno będzie pani w stanie mipomóc.

‒ To się okaże ‒ odpowiada Dora, pełna wahań co do swejdecyzji.

‒ Jestem o tym absolutnie przekonany ‒ oznajmia jeszcze raz pewny swego mężczyzna, a po chwili już uśmiechnięty dorzuca: ‒ Do zobaczenia za dwadni.

***

Leon opuszcza gabinet pani psycholog, która zaraz po jego wyjściu przekręca zamek w drzwiach i z wyraźną ulgą zasiada w fotelu. Po złapaniu mentalnego oddechu decyduje się sprawdzić, a właściwie ukradkiem spojrzeć przez okno, czy niezapowiedziany gość na pewno sobie poszedł. Widzi oddalającą się w kierunku parkingu ciągle tajemniczą postać niedoszłego samobójcy, która niespodziewanie się odwraca, tym samym ją dostrzegając. Reaguje sympatycznym uśmiechem, a po chwili znika w bryle czarnego samochodu.

Przyłapana na gorącym uczynku Dora z wypiekami na twarzy powraca na skórzany fotel, na którym spędza sporo nieplanowanego czasu, intelektualnie pochylając się nad przypadkiem niedoszłego samobójcy. W końcu łapie się na tym, ile czasu mu poświęciła, więc stwierdza, że wystarczy, przynajmniej na razie, tej analizy psychologicznej dobrze wyglądającego mężczyzny, którego atrakcyjność coraz częściej przebija się w myślach kobiety. Mając dość zawodowych atrakcji, Dora pośpiesznie ogarnia miejsce pracy, a następnie udaje się w drogę powrotną do mieszkania.

W swoim domowym królestwie opowiada, co się wydarzyło, córce, która mimo młodego wieku już nie raz udowodniła, że jest trzeźwo myślącą osobą i matka może z nią porozmawiać o wszystkim. Zresztą ten rodzinny „układ” działa w obie strony, co bardzo Dorę cieszy. Oczywiście, jako profesjonalna psycholog dzieli się wyłącznie przemyśleniami, które z całą odpowiedzialnością zawodową może poruszyć. Wszystkie drastyczne okoliczności w rozmowach z córką omija. Z pełną powagą dzieli się zaś z nią wątpliwościami dotyczącymi decyzji o potencjalnej pomocy dla mężczyzny, który, jak by nie było, na jej oczach chciał odebrać sobie życie, a przynajmniej taki wówczas zastała stan rzeczy. Iza po raz kolejny udowadnia, że jest osobą dojrzałą emocjonalnie. Sugeruje matce, by zastanowiła się nad decyzją dopiero po odbyciu rozmowy z brunetem. Uważa, że wcześniejsza próba podejmowania jakiejkolwiek wiążącej decyzji, zwłaszcza na tym etapie, jest bezsensowna. Kobieta, słysząc wyjątkowo bystre uzasadnienie zawarte w słowach córki, w których bez najmniejszego zawahania znalazło się miejsce na empatię i chęć niesienia pomocy innym, wzrusza się do tego stopnia, że otwiera ramiona i przyciąga ją do siebie. Mocno przytula swoje dziecko, ciesząc się, że ma tak mądrą córkę, dla której altruizm nie jest czymś nadzwyczajnym, a wręcz przeciwnie, stanowi o jej zdrowym podejściu do ludzkich problemów. Sentymentalne chwile decyduje się zastopować Iza, która lekko prześmiewczym stwierdzeniem o swojej dorosłości daje do zrozumienia matce, że wystarczy już tych czułości. Dora szybko łapie aluzję, aczkolwiek raz jeszcze mocno przytula córkę, po czym z uśmiechem na twarzy proponuje, aby jutro razem poszły na dowolnie wybrany przez siebie zabieg kosmetyczny, a potem na zakupy. Iza z radością przyjmuje zaproszenie od matki, informując, jakie to ostatnio wystrzałowe ciuchy widziała na wyprzedażach w galerii. Po kilkugodzinnym modowym sprawozdaniu córki Dora, korzystając z faktu, że jej młodzieżowa gaduła w końcu udała się do swojego pokoju, postanawia choć trochę zrelaksować się w aromatycznej kąpieli. Już wkrótce otulona śnieżnobiałą pianą o wyrazistym brzoskwiniowym aromacie odczuwa subtelne muskanie po najbardziej wrażliwych zakątkach ciała i mimowolnie powraca myślami do postaci ciemnowłosego mężczyzny. Z jednej strony fascynuje ją nowy przypadek, nad którym prawdopodobnie będzie pracować, z drugiej rozwodzi się nad tym, że intymna część jej natury obawia się elektryzującej postawy bruneta, co przecież nie powinno mieć miejsca, a przynajmniej nie tak szybko. Jej trzeźwy osąd zawodowej sytuacji co rusz jest zakłócany przez obraz Leona, co sprawia, że kobieta czuje się pobudzona. Taki stan rzeczy stara się sobie wytłumaczyć brakiem satysfakcjonującego życia intymnego, który coraz bardziej jej doskwiera, a teraz za sprawą wizualnie bardzo atrakcyjnego faceta daje o sobie dobitnie znać. Prawdopodobnie, gdyby nie fakt, że ma do czynienia z niedoszłym samobójcą, nie widziałaby w tym niczego nadzwyczajnego. W końcu jest zdrową kobietą, która dostrzega atrakcyjność płci przeciwnej. Jednak wątek próby odebrania życia stanowi wyraźną przeszkodę. Walka zdrowego zawodowego rozsądku z urokiem mężczyzny przybiera na sile. Z każdą kolejną sekundą coraz śmielej daje o sobie znać wybujała wyobraźnia erotyczna. Dopiero nieuchronna zmiana temperatury wody wyrywa panią psycholog ze stanu podniecenia, tym samym łagodnie dając znać, że poświęciła wystarczająco dużo czasu na rozmyślania o Leonie.

Dora wynurza się z piany i przez następnych kilka minut penetruje spojrzeniem swe roznegliżowane ciało, raz po raz wyginając się przed stylowym łazienkowym lustrem. Dokładnie sprawdza, czy mimo upływu lat nadal udaje jej się zachować przynajmniej względny seksapil. Po dokonaniu wyjątkowo skrupulatnej oceny kieruje się do łóżka, mając zamiar przy dobrej książce szybko zapomnieć o kąpielowej kontemplacji, która zaczyna wywoływać w niej niemałe zmieszanie, graniczące z delikatnym emocjonalnym wstydem.

***

Następny dzień Dora rozpoczyna od sportowej rutyny, czyli joggingu. Tym razem nic nie zakłóca jej kondycyjnej czynności. Sprawna przebieżka, kilka kilometrów trasy, po czym powrót do apartamentu, przygotowania do wcześniej zaplanowanego wyjścia z córką. Wkrótce potem atrakcyjna kobieta wraz z nastolatką melduje się w salonie kosmetycznym. Po opuszczeniu go idą na obiecany modowy shopping. Matkę i córkę wir zakupów wciąga tak, że wracają do mieszkania dopiero pod sam wieczór, dzierżąc kilka siatek z markowymi ciuchami. Dora odczuwa zakupowy „trud”, który raczej związany jest z liczbą przymierzonych stylizacji aniżeli ze słabą kondycją, więc po przekroczeniu progu mieszkania od razu oznajmia córce, że weźmie tylko szybki prysznic i potem ucieka do sypialni. Niebawem kobieta melduje się w swoim pokoju, lecz wizja spotkania z Leonem następnego dnia sprawia, że decyduje się na przymiarkę kilku stylizacji. Niektóre z kreacji wydają się dosyć odważne, zwłaszcza biorąc pod uwagę status społeczny Dory, jednak błyskotliwa kobieta, patrząc w lustro, doskonale zdaje sobie sprawę, że pomimo wieku może jeszcze sobie pozwolić na takie ubrania. Ponadto świadomość, że nieraz słyszała komplementy na temat swojej figury, wyłącznie utwierdza ją w modowym wyborze. Przez kolejnych kilkanaście minut pani psycholog przymierza ciuchy, aby coś wybrać. Upływa jednak sporo czasu, zanim jakakolwiek propozycja do niej przemówi. W końcu, a co najważniejsze, definitywnie podejmuje decyzję. Stawia na perfekcyjnie podkreślające wysportowaną sylwetkę mocno obcisłe czarne jeansy i biały top z niemałym wycięciem. Potem kładzie się spać.

Kolejny dzień ponownie wita zdrowym uzależnieniem od sportu, który poniekąd dodaje jej pozytywnej energii do pracy. Następnie przed godziną dziesiątą zjawia się w „pokoiku zwierzeń”, gdzie dosłownie za chwilę będzie do niego zapraszać pierwszego zapisanego na dziś klienta.

Kobieta przez kolejnych kilka godzin, wkładając w to maksimum profesjonalizmu, stara się pomóc swoim „podopiecznym”. Koncentruje się na znalezieniu i subtelnym nakierowaniu pacjentów na optymalne rozwiązanie ich problemów. Gdy w końcu udaje jej się ogarnąć dzisiejszą i dobrze już znaną listę wszystkich zapisanych osób, w pośpiechu poprawia make-up, jednocześnie ukradkiem dostrzegając, że zbliża się godzina wizyty enigmatycznego, aczkolwiek bardzo intrygującegogościa.

Leon

Równo o godzinie piętnastej do gabinetu puka, a po chwili wchodzi mężczyzna, witając sięoficjalnie:

‒ Dzieńdobry.

‒ Dzień dobry. Proszę usiąść ‒ odpowiada rozpromieniona pani psycholog, równocześnie gestem dłoni wskazując miejscespoczynku.

‒ Dziękuję. Ładnie pani dziś wygląda ‒ Leon błyskawicznie rzuca miły komplement, na który Dora z lekkim zakłopotaniem wyłącznie grzecznościowo odpowiada:

‒ Dziękuję.

Wydawać by się mogło, że wystawiona przez Leona banalna słowna laurka dla pani psycholog rozluźni niezwykle formalną atmosferę, tymczasem sprawia, że zapada niezręczna cisza. Delikatnie, ale jednak zawstydzony wyraz twarzy kobiety tylko utwierdza go w przekonaniu, że czym prędzej powinien przejść do meritum spotkania. Toteż chcąc jak najszybciej zwolnić niefortunnie zaciągnięty werbalny hamulec, zwraca się do Dory z trafnym twierdzeniem połączonym z przewidywalnympytaniem:

‒ To pewnie ten czas, w którym powinienem opowiedzieć o sobie, a raczej o tym, co skłoniło mnie do próby samobójczej, tak?

‒ Byłoby świetnie, jednak proszę pamiętać, że nic na siłę. Proszę opowiedzieć tyle, na ile w danej chwili może sobie pan emocjonalnie pozwolić ‒ stwierdza ciągle zakłopotana Dora. Jej stan dodatkowo potęgowany jest przez magnetyczny wzrok przystojnego rozmówcy, który z kolei wcale nie zamierza zwalniać tempa rozmowy i kontynuuje:

‒ Rozumiem, aczkolwiek nie będę ukrywał, że zżera mnie stres, dlatego prosiłbym o kilka wskazówek. Od czego najlepiejzacząć?

Niespodziewane wyznanie ciemnowłosego jest dla Dory świetną okazją do przejęcia słownej inicjatywy, z czego zresztą w mgnieniu oka korzysta, mówiąc:

‒ W takim razie to może ja zadam kilka pytań, a pan postara się zgodnie z prawdą na nieodpowiedzieć?

‒ Doskonale.