Caught Up - Allen Navessa - ebook + audiobook + książka
NOWOŚĆ

Caught Up ebook i audiobook

Allen Navessa

3,7

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

124 osoby interesują się tą książką

Opis

Pragnę tej kobiety, a jestem mężczyzną, który zawsze dostaje to, czego chce.

Nico „Junior” Trocci wie, że Lauren Marchetti jest poza jego zasięgiem. Ona jest słodyczą i śmiechem, podczas gdy Junior żyje w świecie przemocy i zepsucia. Tacy mężczyźni jak on nie zdobywają kobiet takich jak ona. Dlatego odepchnął ją jeszcze w liceum i od tamtej pory trzymał się na dystans.

Ale gdy Junior śledzi Lauren w sieci, odkrywa, że nieśmiała dziewczyna, jaką pamiętał, już nie istnieje. W jej miejsce pojawiła się oszałamiająco piękna kobieta, której profile internetowe wypełniają nieprzyzwoite zdjęcia i gorące filmy. Niewinna ciekawość Juniora szybko zamienia się w mroczną obsesję. A obserwowanie Lauren z daleka już mu nie wystarcza; musi sprawić, by była jego.

Jest bezwzględny – to chodząca czerwona flaga. Dobrze, że czerwony to mój ulubiony kolor.

Lauren wie, że Junior jest niebezpieczny. Już raz złamał jej serce i nie pozwoli mu tego zrobić ponownie. Ale gdy ich zalotne spotkania nasilają się, Lauren zaczyna przypominać sobie, dlaczego wiele lat temu zakochała się w tym ponurym antybohaterze.

Gdy powracają stare przeszkody, Junior i Lauren są zmuszeni zmierzyć się ze swoimi prawdziwymi uczuciami i zdecydować, jak daleko są gotowi się posunąć, aby dać miłości drugą szansę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 446

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 11 godz. 47 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Marcin StecChrzanowska MonikaMonika Chrzanowska Marcin Stec

Oceny
3,7 (304 oceny)
119
58
60
38
29
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Dominika121915

Nie polecam

niestety poleglam na pierwszych stronach i opisie osoby niebinadnej , nic do takich nie mam ale po co to ......
ValerieFerro

Z braku laku…

Książka w jednym słowie -Niesmak. "Praca seksualna" i próby jej normalizacji. Serio? Odarcie się z jakiejkolwiek intymności byłoby dla kogokolwiek normalnego powodem do dumy? I czy n nawet w książkach musi być ten bełkot poprawny politycznie w stylu onu/jenu? Autorka chce być postępowa ale ja widzę w tej treści postęp ubytku szarych komórek mózgowych. Ogólnie książka byłaby przyjemna gdyby nie te dwa wątki. Przeczytałam nie lubię niedokończonych historii. ale jak ktoś zdrowo patrzy na świat i wie że na świecie są dwie płcie radzę sobie darować. A pan mafiozo nie robi jakoś wrażenia.
250
ElzMan

Nie polecam

Bardzo długo czekałam na tą cześć... tak strasznie się zawiodłam, nie dałam rady doczytać ani wysłuchać do końca. Nie wiem czy kiedykolwiek zawiodłam się tak bardzo na 2 części jak teraz. Wielka szkoda - nie polecam
160
SanFox

Nie polecam

Auć. Niestety nie dałam rady dotrzeć do końca. Pierwsza część strasznie mi się podobała, a ta była po prostu straszna. Już samo pojawienie się osoby niebinarnej zapaliło lampkę, że będzie gniotło. No i zgniotło, bo jak dla mnie to wszyscy bohaterowie byli po prostu bezpłciowi jak i cała ta historia. Tyle czekania i takie zawód :/
130
kkkkkkkkkkkkk

Nie polecam

Po pierwszej części ta mnie zawiodła , wieje nudą
120

Popularność




Tytuł oryginału: Caught Up

Copyright © 2025 by Navessa Allen. By arrangement with the author. All rights reserved.

Copyright © for the Polish translation by Agnieszka Brodzik, 2026

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026

Redaktorka inicjująca: Joanna Jeziorna-Kramarz

Redaktorka prowadząca: Joanna Pawłowska

Marketing i promocja: Aleksandra Wróblewska, Natalia Angier

Redakcja: Karolina Borowiec-Pieniak

Korekta: Anna Nowak, Magdalena Białek

Fotografie na okładce: © fongfong2 | iStock; s-cphoto | iStock; Alexandr Chubarov | Adobe Stock

Oryginalny projekt okładki: © Christopher Brian King

Adaptacja okładki i strony tytułowe: Magda Bloch

Ilustracje na zadruku wnętrza: Anna Niemczak

Fotografia autorki na skrzydełku: archiwum autorki

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

ISBN 978-83-68692-89-1

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

[email protected]

www.czwartastrona.pl

Fragment

Ostrzeżenie

1. Junior

2. Lauren

3. Junior

4. Junior

5. Lauren

6. Lauren

7. Junior

8. Junior

9. Lauren

10. Junior

11. Lauren

12. Lauren

13. Junior

14. Lauren

15. Junior

16. Lauren

17. Junior

18. Junior

19. Lauren

20. Junior

21. Lauren

22. Lauren

23. Junior

24. Lauren

25. Junior

26. Lauren

27. Junior

28. Lauren

29. Junior

30. Lauren

31. Junior

32. Lauren

33. Junior

34. Lauren

Epilog

Podziękowania

Bukmacher. Tyler

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Ostrzeżenie

NINIEJSZA KSIĄŻKA TO MROCZNA komedia romantyczna, która porusza trudne tematy. Przed lekturą zastanów się, czy czujesz się na siłach, by czytać tekst zawierający następujące motywy:

praca seksualna (w tym na kamerkach)

mafia i przestępczość zorganizowana

szantaż

przymus

religia

krew

przemoc (w tym krótki opis krwawej przemocy)

niedwuznaczne sceny erotyczne (w tym seks grupowy)

podduszanie

primal play

gra strachem

podglądactwo

ekshibicjonizm

bondage

lekkie BDSM

stalking

przemoc wobec dzieci

przemoc domowa (we wspomnieniach)

bullying (we wspomnieniach)

piętnowanie seksualności kobiet

spożywanie alkoholu

hazard

palenie papierosów

seryjni mordercy i ich zbrodnie (krótka wzmianka)

kanibalizm (aluzja).

Dla każdego, kto jest gotowy na zabawę

1Junior

KREW BYŁA WSZĘDZIE. PRZESIĄKŁA mi do podkoszulki, chlapnęła na spodnie i wniknęła pod paznokcie. Właśnie dlatego zawsze nosiłem czerń, od stóp do głów. Przy każdym innym kolorze od razu dałoby się zauważyć czerwoną posokę, ale przy czerni plamy można wytłumaczyć inaczej – ktoś wylał na mnie drinka, mijające mnie auto wjechało w kałużę. Przez lata musiałem wymyślić niezliczoną ilość takich wymówek.

Całe szczęście dzisiejszej nocy miały nie być mi potrzebne, ponieważ lało jak z cebra. Na niebie pojawiła się błyskawica, oświetlając stojące w oddali wieżowce ostrą bielą. Chwilę później rozległ się grzmot, który zatrząsł oknami w pobliskich budynkach. W takich momentach miasto wyglądało jak Gotham. Nabierało groźnego charakteru.

Oderwałem wzrok od burzy. Na brzegu rzeki stały ze mną trzy osoby, wszystkie ubrane na czarno, ponieważ w temacie plam krwi wyciągnęły te same wnioski. Nikt się nie ruszał, każdy patrzył przed siebie martwym wzrokiem, tylko kurtki trzepotały nierówno jak skrzydła. Kolejny piorun rozerwał niebo, kąpiąc nas w srebrzystym blasku. Przypominaliśmy stado sępów gotowych rzucić się na trupa, a nie braci, którzy mieli świętować.

Cztery dni. Deszcz napieprzał już od czterech dni, a woda w rzece płynęła tak gwałtownie, że samochód, który przed chwilą zepchnęliśmy do koryta, zniknął z niepokojącą szybkością. Może jeśli nam się poszczęści, policja uzna, że auto zmyła błyskawiczna powódź, a kierowca utonął.

Kątem oka ujrzałem błysk czerwieni. Odwróciłem się i zobaczyłem, jak najmłodszy brat, Greg, podnosi papierosa do ust.

– To cię zabije – powiedziałem.

Wypuścił dym na wiatr.

– Nie zdąży. Wykończy mnie coś innego.

Po tych słowach odszedł, a za nim pomaszerował Stefan.

Alec – brat starszy od niego – spojrzał mi w oczy.

– Skończone?

Pokiwałem głową. Tak, skończone. Sprawa Tommy’ego Marchettiego została załatwiona. Dokładnie tak, jak życzył sobie tata.

Alec postawił kołnierz kurtki, żeby zasłonić szyję, i podążył za młodszymi braćmi, zostawiając mnie samego z tylnym światłem auta Tommy’ego znikającym w czarnej jak smoła rzece. Stary sukinsyn wreszcie wyparował, wreszcie zszedł nam z drogi, a ja nie mogłem sobie wyobrazić lepszego prezentu na urodziny.

Czekałem wystarczająco długo, żeby mieć pewność, że auto nie wypłynie z powrotem na powierzchnię, po czym ruszyłem do magazynu przycupniętego nad rzeką. Podłoga była z betonu, a drewniane ściany liczyły sobie tyle lat, że wiatr gwizdał w szparach przy każdym podmuchu, ale przynajmniej nie padało mi już na głowę.

Bracia stali w świetle jarzeniówki, ze wzrokiem utkwionym w wielkiej czerwonej plamie u ich stóp.

Alec wskazał ją palcem.

– Co mamy z tym zrobić?

– Użyjcie wybielacza – odparłem.

Pomaszerował do szafy przy tylnej ścianie, a ja spojrzałem na Grega.

– Mocno krwawił.

Greg uniósł na mnie swoje ciemne oczy i zaciągnął się jeszcze raz papierosem.

– Świeże trupy tak mają.

Może i byłem „Juniorem”, ale ze wszystkich nas to Greg najbardziej przypominał tatę, szczególnie teraz, gdy cała radość zaczynała znikać z jego twarzy, zastępowana przez to samo znużenie życiem, które widać było u nas wszystkich.

Alec wrócił, a my się odsunęliśmy, gdy wylał zawartość całej butelki wybielacza na plamę. Kiedy skończył, wyrzucił puste opakowanie na stertę śmieci leżących w kącie. To miejsce należało kiedyś do handlarza ryb, zanim nie zapadł się lokalny rynek. Teraz właścicielem był znajomy ojca – człowiek, który odwracał wzrok, gdy od czasu do czasu korzystaliśmy z magazynu.

Alec zwrócił się w moją stronę.

– Nadal chcesz wyjść na miasto?

Zmierzyłem go wzrokiem.

– A jak myślisz?

Wzruszył ramionami.

– Jeśli masz ochotę, to ja też.

Stefan popatrzył na niego, jakby pytał, czy go pogrzało, ale Alec tego nie zauważył. Obok Stefana stał Greg, przyglądając mi się uważnie w oczekiwaniu na moją decyzję. Jako najstarszy byłem de facto przywódcą – tym, któremu ojciec najbardziej ufał i do którego pozostali zwracali się po wskazówki. Ten jeden raz bym chciał, żeby ktoś inny podjął decyzję, zwalniając mnie z pieprzonego obowiązku myślenia non stop.

Skupiłem się z powrotem na Alecu.

– Nie, nie chcę wychodzić na miasto. Jestem cały mokry i zmęczony, a kiedy wezmę prysznic i się przebiorę, będzie druga w nocy i wszystkie knajpy zaczną się już zamykać.

– Czyli ostatnie urodziny przed trzydziestką spędzisz smutny i samotny? – rzucił Alec. – Zajebiście przygnębiające, stary.

Pokręciłem głową, czując narastające rozdrażnienie.

– Nie spędziłem urodzin sam. Zjedliśmy rodzinny obiad, a potem wybraliśmy się we czterech na tę miłą wycieczkę.

Mój brat otworzył usta, by zaprotestować, ale wszedłem mu w słowo:

– Skończyliśmy. Gówno mnie obchodzi, co wy trzej będziecie robić przez resztę nocy, ja idę do siebie. Przekażcie rodzicom, że nie wrócę przez parę dni.

Wyszedłem, nie czekając na odpowiedź. Chociaż może to faktycznie było przygnębiające, chciałem zostać sam. Pragnąłem ciszy, spokoju i własnej przestrzeni, a nie mógłbym na to liczyć, gdybym wrócił z dupkowatymi braćmi do rodziców.

Moje mieszkanie znajdowało się całkiem niedaleko od doków, może jakieś dziesięć minut drogi piechotą, a i tak już byłem cały mokry, więc nie obchodziło mnie to, czy mi napada na głowę. Nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że miło było czuć chłód. Miasto ogarnął żar środka lata, a przez te wszystkie zbiorniki wody dokoła powietrze stało się lepkie i cuchnące. Burza trochę pomogła, ale wiedziałem, że nie na długo. Będziemy mieli szczęście, jeśli dostaniemy dzień czy dwa trochę niższych temperatur, zanim rtęć w termometrach znowu podjedzie wysoko.

Ludzie na chodniku mijali mnie prędkim krokiem. Większość się garbiła, jakby to miało ich w jakiś sposób ochronić przed ulewą, jednak ja maszerowałem wyprostowany, licząc, że deszcz zmyje dowody moich grzechów. Byłem zajebiście zmęczony. I nie przez to, co właśnie zrobiłem. Chodziło o zmęczenie przeszywające aż do szpiku kości, pożerające mnie niczym wściekły wilk swoją ofiarę.

Zastanawiałem się, czy ojciec kiedykolwiek się tak czuł. Czy nasza „praca” też mu ciążyła w taki sposób. W przeciwieństwie do mnie on nie urodził się w rodzinie gangsterów. Wypracował sobie pozycję wśród szeregowych mafiosów i powoli zdobywał coraz wyższą rangę. Teraz był kimś, do kogo grube ryby półświatka zwracały się po pomoc przy sprzątaniu bałaganu, ale ponieważ miał o sobie zbyt duże mniemanie, by samemu brudzić ręce, delegował robotę innym.

Gorzki uśmiech rozciągnął moje usta. Oczywiście, że nasza praca nie ciążyła ojcu. W końcu to nie on ją wykonywał, tylko ja. No, ja i moi bracia. My byliśmy najbardziej narażeni, to my mogliśmy oberwać albo zostać złapani przez gliny. To nam sen z powiek spędzały wizje naszych uczynków wypływające na powierzchnię, by wciągnąć nas w odmęty wspomnień.

A może tylko ja miałem z tym problem. Może tylko ja byłem żałośnie posępnym sukinsynem, ponieważ zamiast spędzić urodziny na mieście, tak jak planowałem, zrobiłem to w dokach, tworząc sobie kolejne koszmary.

Pokręciłem głową i skupiłem się na otoczeniu. Ta część miasta była stara, i to nie w pozytywnym sensie – stara i zapomniana, a nie gentryfikowana jak inne osiedla. Ceglane budynki stojące ciasno tuż przy ulicy miały tylko kilka kondygnacji. Na chodnikach zbierały się kałuże i odbijały światło neonów. Pod daszkami zgromadziły się grupki ludzi – palili i rozmawiali z przyjaciółmi, czekając na koniec deszczu. W tej okolicy mieszkali przedstawiciele klasy robotniczej, głównie imigranci, co było widoczne na ulicach. Dobre miejsce, by zniknąć i nie zostawiać po sobie śladów – właśnie dlatego wynająłem sobie tutaj mieszkanie.

Tata lubił trzymać nas blisko, ponieważ był starym dziadem z paranoją. Chociaż byliśmy z braćmi już po dwudziestce, wciąż bardzo często nocowaliśmy w dawnych pokojach u rodziców. Jednak w takie noce jak ta, kiedy chciałem rozpłynąć się w mroku i przewietrzyć głowę, zanim wrócę między ludzi, wolałem przyjść tutaj. Widoki i dźwięki miasta przypominały mi, że świat nie zatrzymał się w miejscu, że ludzie nadal żyją swoim życiem, błogo nieświadomi ciemności, która czai się tuż pod powierzchnią. To dawało mi nadzieję i przypominało, że istnieje coś więcej niż śmierć, zniszczenie i nieustanna groźba spędzenia reszty dni za kratkami.

Kiedy dotarłem do nierzucających się w oczy drzwi schowanych między jubilerem a piekarnią, bardzo chciałem przestać moknąć. Wszedłem wąskimi schodami na górę, do niewielkiego mieszkania skąpanego w mroku, z zatęchłym powietrzem o lekkiej nucie pleśni, która wskazywała na zaniedbanie. Kiedy ostatni raz tutaj byłem? Miesiąc temu? Dwa? Wiosna skończyła się w mgnieniu oka, wyróżniło się z niej tylko przypadkowe morderstwo popełnione przez moją skretyniałą kuzynkę Aly i jej chłopaka. Ich ofiara okazała się seryjnym mordercą, ale też synalkiem rodziny o majątku przekraczającym miliard dolarów, więc musieliśmy poświęcić czas i pieniądze, by nabrać federalnych, że Bradley Bluhm nadal żyje i się ukrywa. W tamtym momencie paranoja mojego starego sięgnęła zenitu i praktycznie nie spuszczał nas z oka. Pewnie się nasłucham za to, że wróciłem do siebie, do tego akurat w taki dzień, ale potrzebowałem trochę spokoju.

Pstryknąłem włącznik światła przy drzwiach i poczułem ulgę, kiedy lampa zaczęła świecić. Tyle dobrego, że pamiętałem o płaceniu rachunków. Blask odsłonił kompaktową przestrzeń, którą najlepiej chyba określić mianem użytecznej: łóżko po prawej stronie, kanapa po lewej, kuchnia na wprost, a w niej obok lodówki drzwi prowadzące do łazienki.

Chwyciłem ubrania na zmianę i poszedłem pod prysznic. Przekręciłem kurek tak, by leciał praktycznie wrzątek. Zmyłem z siebie resztki krwi, barwiąc wodę na różowo. W myślach odtwarzałem wspomnienie samochodu Tommy’ego znikającego pod czarną powierzchnią rzeki. Uśmiechnąłem się. Cieszyło mnie, że wreszcie mamy z głowy tego kolesia, bo w ten sposób usunąłem ostatnie przeszkody stojące mi na drodze do jego córki.

Lauren Marchetti.

Dorastałem z nią na „starej dzielni”, jak nazywaliśmy Małe Włochy, zanim wyprowadziliśmy się z rodzicami z miasta na eleganckie przedmieścia. Dziewczyna była rok młodsza i na koniec mojej ostatniej klasy pewna sytuacja, w której oboje braliśmy udział, wymknęła się spod kontroli do tego stopnia, że Lauren zmieniła szkołę.

Zamknąłem oczy, pogrążając się w rozmyślaniach, i zaraz przestałem się uśmiechać, kiedy przypominało mi się, jak knykcie Tommy’ego zderzyły się z moją twarzą, gdy tłumaczył mi rozeźlonym głosem, że jeśli jeszcze raz choć spojrzę na jego córkę, zabije mnie. Wróciłem potem do domu, ruszyłem prosto do pokoju, chcąc ukryć wstyd, że dostałem wciry od starucha, ale ojciec mnie zauważył, zobaczył moją twarz i od razu zażądał wyjaśnień.

Pokręciłem głową pod strumieniem wody, wracając myślami do tego naiwnego dzieciaka, którym byłem jako osiemnastolatek. Nie miałem wtedy pojęcia, co jeszcze w życiu zrobię i zobaczę. Tata wycisnął ze mnie wszystkie szczegóły i bałem się, że tylko pogorszy sprawę, występując przeciwko Tommy’emu. Ludzie mafii nie są raczej znani z odpuszczania nawet najmniejszych zniewag wobec ich rodziny. Jednak zamiast przyrzekać zemstę, tata zaczął mi grozić.

Cóż, Tommy nie mógł nic mi zrobić, a ojciec nie wzbudzał już we mnie takiego strachu jak kiedyś. Miałem dosyć czajenia się. Miałem dosyć czekania. Przez prawie dekadę trzymałem się z daleka od Lauren i niech Bóg ma w opiece każdego, kto tym razem postanowi stanąć nam na drodze.

Po wyjściu spod prysznica spakowałem brudne ubrania do worka i wyniosłem do pojemnika na śmieci za rogiem. To świetny sposób na pozbywanie się dowodów. Zanim policja nabierze podejrzeń, śmieci lądują na wysypisku, a wtedy to już szukanie igły w stogu siana. Nawet gdyby ostatecznie udało im się namierzyć moje rzeczy, te będą już dość zanieczyszczone przez inne odpadki, żeby nie dało się z nich pobrać jakichkolwiek użytecznych próbek.

Zrzuciłem buty przy drzwiach frontowych i padłem na wysłużoną kanapę. A potem zrobiłem to, co robiłem absolutnie każdej nocy: wyciągnąłem telefon z kieszeni, otworzyłem ulubioną aplikację do mediów społecznościowych i wszedłem prosto na profil Lauren. Publikowała mnóstwo zdjęć, do których zmysłowo pozowała niemal naga i w idealnym oświetleniu.

Między tymi wystudiowanymi fotkami można było znaleźć skrawki życia: co zjadła na lunch, jak przytula swojego wielkiego psa, jak trzyma baner na proteście. Dzisiaj pokazała się w dopasowanym czarnym kombinezonie, ściskała rękę starszej białej kobiety w biurze. Uśmiechnąłem się. Radna Marion Blackwell to twarda babka. Lauren od miesięcy próbowała się z nią spotkać, chciała zdobyć jej głos w sprawie nowego rozporządzenia miejskiego, które miało zwiększyć bezpieczeństwo osób świadczących usługi seksualne. Wywodząca się z raczej konserwatywnego środowiska Blackwell unikała Lauren, ale wystarczyło trochę pogrzebać i okazało się, że jej synek ma problem z białym proszkiem, więc mała groźba wycieku zdjęć, na których wciąga kreski, przekonała radną do zmiany zdania.

Byłbym gotów zrobić coś znacznie gorszego, byle zobaczyć zdjęcie Lauren z takim triumfem wypisanym na twarzy. Przeszła długą drogę od cichej kujonki w okularach, która zawsze chodziła z naręczem podręczników. Nie miała wtedy obecnych krągłości, ale pozostałe szczegóły się zgadzały: duże brązowe oczy, uroczy nosek, niewielka szpara między jedynkami i znamię tuż pod lewym okiem, chyba najbardziej charakterystyczne.

Przeskrolowałem na samą górę i kliknąłem w link w jej bio, który uruchomił aplikację Me4U. Lauren była tak zdeterminowana w walce o prawa pracowników seksualnych, ponieważ sama wybrała ten zawód.

A ja byłem jej największym fanem.

Tuż pod jej profilem znajdował się mały przycisk, który pozwalał zamówić specjalne prywatne nagranie. Stuknąłem go i wysłałem najnowsze zamówienie, razem z wiadomością.

Dobra robota zBlackwell. Jestem zCiebie dumny. Ateraz pokaż mi, jaka Ty jesteś dumna, Lauren.

2Lauren

STAŁAM ZA RYAN I ZAGLĄDAŁAM przez jeno ramię na ekran komputera, gdzie właśnie w zwolnionym tempie odtwarzało się nagranie, na którym robiłam sobie dobrze ręką. W pokoju mojego współlokatorza było ciemno jak w jaskini, zasłony zaciemniające skutecznie blokowały popołudniowe słońce. Na wideo wyglądałam olśniewająco. Byłam naga i pochłonięta przeżywaniem rozkoszy. Prawdziwa bogini seksu. Aż do chwili, gdy zapiszczałam (czego nie dało się słyszeć, bo Ryan miało wyłączony głos) i padłam bokiem na łóżko.

Ryan cofnęło o kilka klatek i zatrzymało nagranie.

– Tutaj – powiedziało, wskazując na program do montażu. – Jeśli zrobimy w tym miejscu cięcie i przejście do innego kadru, stworzymy wrażenie, że to było jedno długie ujęcie, a ty zmieniłaś kamerę tylko po to, by było bardziej artystycznie.

Uniosłam brew.

– I wcale nie jakbym przerwała w połowie, bo ktoś uruchomił alarm przeciwpożarowy? Znowu?

Ryan schowało kosmyk długich blond włosów za ucho, przybierając naprawdę imponujący odcień czerwieni, który może osiągnąć jedynie ktoś o bardzo jasnej karnacji.

– Nie chciałom włączać wyższych obrotów okapu, bo twój mikrofon mógłby to wyłapać.

– Aha, jasne. Na pewno na tym polegał problem.

Ryan zrobiło się jeszcze czerwieńsze. Dręczenie no było łatwe i przyjemne.

Właśnie otworzyłam usta, by sprawdzić, czy zdoła zarumienić się od czubka głowy po palce u stóp, kiedy nagle za naszymi plecami gwałtownie otworzyły się drzwi i do środka wpadła nasza trzecia lokatorka, Taylor. Z początku widzieliśmy tylko zarys jej sylwetki, lecz kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do światła, dostrzegłam kołyszące się nad jej ramionami lawendowe włosy i kwiecisty szlafrok związany luźno w pasie. Miała na twarzy pełen makijaż, z konturowaniem, a oczy w kształcie migdałów podkreśliła sztucznymi rzęsami, co oznaczało, że albo szykowała się do nagrywania, albo dopiero co skończyła.

Zatrzymała się parę kroków od nas, trzymając po jednym pudełeczku w każdej ręce, i popatrzyła najpierw na Ryan, a potem na mnie.

– Subskrybent właśnie wysłał prośbę o zbliżenie mojego odbytu. – Posłała nam szeroki, znaczący uśmiech. – Kto ma ochotę pomóc mi z woskiem i wybielaczem?

– Ja odpadam – powiedziało Ryan. – I tak ciągle muszę się na niego gapić w trakcie filmowania i montażu. Nie powinnom jeszcze się zajmować jego przygotowywaniem.

Zwiesiłam głowę w teatralnym geście kapitulacji i odwróciłam się do Taylor.

– Dobra, ja to zrobię.

Poruszyła radośnie ramionami, wyraźnie zadowolona. Subskrybent musiał jej zaproponować niezłą kasę za to zdjęcie. Może i zarabiałyśmy na utrzymanie nagrywaniem gorących filmików dla naszych fanów, ale obie uważałyśmy, że zbliżenia na określone części ciała wymagają znacznie większego zaufania, i zazwyczaj nie byłyśmy gotowe na tego rodzaju odsłonięcie się.

Wzrok Taylor ześlizgnął się na ekran komputera.

– To jest to nagranie, które Ryan zepsuło wczoraj, przypalając obiad?

Ryan obróciło się z powrotem do monitora, wciąż lekko zarumienione.

– Niczego nie zepsułom. Lauren udało się nagrać do końca.

Popatrzyłyśmy na siebie z Taylor, uśmiechając się pod nosem. W ramach codziennych obowiązków gotowaliśmy na zmianę. W niektóre wieczory był to makaron z serem i kiełbaskami (autorstwa Taylor), tradycyjne włoskie posiłki (moje), a także coraz bardziej skomplikowane dania z różnych zakątków świata, które albo okazywały się niesamowite, albo brudziły nam całą kuchnię, gdy do roboty brało się Ryan. Na jeno obronę mogłam powiedzieć, że przynajmniej starało się uczyć nowych rzeczy. I ostatnio jeno umiejętności kulinarne faktycznie się zwiększyły. Dopiero kiedy zabierało się za nowy skomplikowany przepis, jak zeszłego wieczoru, nasz dom wypełniał się dymem.

– Wisisz mi nowy rondel – powiedziałam. – Wydaje mi się, że ta pasta tandoori na dobre wżarła się w powierzchnię tego, którego używałoś wczoraj.

Ryan się zjeżyło.

– Nabijaj się dalej, a pokażę Taylor filmik, w którym zapętliłom moment twojego upadku.

Wciągnęłam głośno powietrze.

– Nie wierzę.

Ryan jednym kliknięciem otworzyło kolejną zakładkę w programie do montażu i faktycznie, zobaczyłam, jak spadam z łóżka w zwolnionym tempie, by równie powoli na nie wrócić i spaść raz jeszcze. To były bardzo niekorzystne ujęcia moich cycków, które zdawały się uciekać w różnych kierunkach. Włosy miałam jak przy porażeniu prądem, a groza wymalowana na twarzy świadczyła o tym, że bałam się śmierci z ręki seryjnego mordercy.

– Chyba nigdy nie dojdę do siebie po obejrzeniu tego – powiedziałam.

Ryan się zaśmiało. Stojąca zaraz obok Taylor rechotała tak mocno, że już przestała w ogóle wydawać dźwięki. Moja zemsta za tę zdradę trafi na nagłówki gazet.

Potrzebowałam dobrych pięciu minut i coraz poważniejszych gróźb, żeby Ryan zamknęło kartę i obiecało, że skasuje filmik.

Minęła jeszcze chwila, zanim Taylor była w stanie się odezwać.

– Dla kogo w ogóle jest to nagranie? – zapytała.

– Dla mojego ulubionego subskrybenta – odparłam.

Spojrzała na mnie, ocierając łzy z oczu.

– NT95?

Pokiwałam głową. Chociaż zajmowałam się tym od lat, wciąż robiłam się nerwowa przy filmowaniu pewnych zamówień, szczególnie jeśli ktoś płacił za nie sporą sumkę. Chciałam, żeby były idealne. Chciałam, żeby moi subskrybenci pragnęli więcej. A NT95 zaobserwował mnie pierwszego dnia, właściwie zaczął jako pierwszy, gdy tylko ogłosiłam założenie profilu na Me4U w swoich społecznościówkach. Spędziliśmy niezliczone godziny na sextingu. Wiedziałam o jego okropnym ojcu i nieustannej presji, jaką wywierają na nim w pracy. On wysyłał mi gratulacje za każdym razem, kiedy udawało mi się przeciągnąć na naszą stronę jakiegoś polityka, i prosił, żebym uważała na siebie w trakcie protestów. Nie był już tylko anonimowym subskrybentem. Stał się dla mnie ważny. Dlatego właśnie wisiałam Ryan nad ramieniem, zamiast pozwolić nu w spokoju pracować.

– A czego sobie zażyczył? – zapytała Taylor.

– Striptiz i solówkę – odpowiedziałam. – W stylu dowolnym.

Popatrzyła na mnie z ukosa.

– Myślisz, że spodoba mu się specjalny montaż Ryan?

Ryan prychnęło, lecz dziwnie milczało, kończąc łączenie dwóch ujęć. W najbliższych dniach będę musiała je bacznie obserwować. Na ostatnim etapie zaczęło kolorować surówkę. Idealnie zorganizowaliśmy sobie we trójkę pracę. Razem z Taylor byłyśmy performerkami, a Ryan odprawiało za kulisami magię, montując filmiki, a nawet pomagając przy trudniejszych zamówieniach, na przykład przy takim, do którego zgodziłam się przygotować Taylor.

– Boże – rzuciła. – Światło w twoim pokoju jest takie piękne w czasie zachodu słońca.

Już miałam odpowiedzieć, kiedy moją uwagę zwrócił dźwięk szurania. Odwróciliśmy się w stronę drzwi akurat w momencie, kiedy Walter, nasz wielki owczarek shiloh, wepchnął się do pokoju bardzo z siebie zadowolony, z odciągniętymi uszami i zmrużonymi błogo oczami. Niósł ze sobą coś, co w pierwszej chwili wzięłam za zabawkę, ale gdy podszedł bliżej, zauważyłam, że to…

– Mój ulubiony bicz! – wrzasnęłam, rzucając się na psa. Cholera, mógł mi go kompletnie zniszczyć.

Walter zaszczekał i uciekł ze opuszczoną głową, gotów do zabawy. Zatrzymałam się w pół kroku i odezwałam surowym tonem:

– To nie jest zabawka, Walter. Daj.

– Technicznie rzecz biorąc… – zaczęło Ryan.

Wskazałam no palcem, nie odrywając wzroku od Waltera, na wypadek gdyby to zauważył i wykorzystał do ucieczki.

– I tak już trafiłoś na moją czarną listę. Nie pogarszaj swojej sytuacji, stając po stronie psa.

Za moimi plecami Taylor zaczęła się śmiać.

Walter uznał to za ostateczne potwierdzenie, że czas na zabawę, więc zaczął rzuć rączkę bicza i ruszył w moją stronę, potrząsając głową na boki jak zawsze, gdy chciał pokazać, że ma coś fajnego, co na pewno zechcę mu zabrać. Niestety w tym momencie pięć skórzanych pasków przyczepionych do rączki pofrunęło w naszym kierunku.

– Szlag! – wrzasnęła Taylor, umykając w bok.

Ryan zeskoczyło z fotela, ledwo unikając ciosu w rękę.

Walter zaszczekał z biczem w pysku i rzucił się w naszą stronę z zaiste obłąkańczą radością. Wypadliśmy z pokoju i pobiegliśmy na dół, potykając się jedno o drugie w pospiesznej ucieczce.

Na samym dole skręciłam w prawo, a Ryan w lewo.

Taylor wskoczyła na kanapę w salonie.

– Bierz Ryan! – zawołałam do psa. – Pomścij mnie!

– Hej! – Ryan pisnęło, umykając w popłochu, gonione przez naszego walniętego psa.

Całe szczęście mieliśmy mieszkanie w szeregowcu z cegły i żadnych sąsiadów na dole, którzy mogliby narzekać na nagły hałas. Wybraliśmy akurat to miejsce ze względu na dodatkowe wygłuszenie – w naszej pracy wydaje się wiele specyficznych dźwięków. Ukryty bonus stanowił fakt, że zdarzające się od czasu do czasu szczekanie, wrzaski albo ucieczka w popłochu przed psem dzierżącym bicz w gruncie rzeczy pozostawały niezauważone.

Ponieważ to była moja zabawka, zapewne na mnie też spoczywał obowiązek zakończenia tej dramy, nawet jeśli oglądanie, jak Walter dręczy moich współlokatorów, bardzo mnie bawiło. Jedna rzecz zawsze potrafiła sprawić, by znowu był grzeczny, więc kiedy Taylor i Ryan odwracali jego uwagę (uciekając przed nim w przerażeniu), poszłam do słoika z ciasteczkami, który trzymaliśmy na blacie w kuchni. Gdy tylko go otworzyłam, usłyszałam stukanie pazurów na parkiecie i wiedziałam, że Walter biegnie w moją stronę.

Okrążył wyspę i próbował zwolnić, ale poruszał się tak szybko, że wpadł w poślizg. A jako osoba mierząca metr pięćdziesiąt dwa i raczej drobna, nie miałam szans w zderzeniu z psem mierzącym połowę tego, co ja, i ważącym prawie tyle samo. Walter chyba w tej samej chwili pojął groźbę sytuacji, lecz nijak nie mógł zapobiec katastrofie.

Spojrzeliśmy sobie w oczy, rzuciliśmy nieme przekleństwo, zrozumiałe międzygatunkowo, a potem zostałam dosłownie zmieciona. Upadłam ze zduszonym krzykiem, lądując na twardej podłodze. Większość ciężaru przyjęłam na łokieć i ramię, żeby nie zmiażdżyć swojego durnego psa.

– O mój Boże – syknęła Taylor. – Wszystko okej?

Uniosłam wzrok i zobaczyłam stojących nade mną współlokatorów, Ryan zasłaniające usta ręką, by powstrzymać śmiech, i Taylor zgiętą wpół, rechoczącą bezwstydnie.

Przewróciłam się na plecy.

– Chyba?

Poczułam zimno na lewej dłoni. To Walter delikatnie zabrał mi ciastko, a potem się wymknął, najwyraźniej licząc, że niczego nie zauważę.

Przynajmniej zostawił bicz.

GODZINĘ PÓŹNIEJ MIESZKANIE BYŁO posprzątane, a odbyt Taylor gotowy do nagrywania. Zamknęła się z Ryan w jej pokoju.

Dzisiaj była moja kolej na gotowanie, więc kiedy oni zajmowali się filmikiem, ja zabrałam się do pracy w kuchni, z laptopem otwartym na wyspie, żeby móc śledzić progres ładowania cotygodniowego filmu na Me4U – akurat na tym wiłam się przy rurze w naszym pokoju gościnnym, w którym urządziliśmy królestwo kinku.

Miałam nadzieję, że subskrybenci będą zadowoleni. Triki na rurze szły mi dużo lepiej niż na początku – to dzięki zajęciom z instruktorką, na które chodziłam raz w tygodniu – ale do ekspertki było mi jeszcze daleko. Robiłam to po prostu dlatego, że dawało mi dużo frajdy i świetny content, a do tego stanowiło zaskakująco dobry trening – to się nazywa multitasking.

Na Me4U można było znaleźć przeróżnych twórców, którzy publikowali materiały z przeróżną częstotliwością, ale ponieważ utrzymywałam się z prowadzenia profilu, wrzucałam coś pikantnego przynajmniej raz dziennie, a dla osób opłacających subskrypcję jak w zegarku w każdą środę puszczałam dłuższy filmik. Zazwyczaj przygotowywałam wszystko wcześniej, ale w zeszłym tygodniu miałam wyjątkowo dużo pracy. Zużyłam resztki sił i nie podobało mi się to. Dla mnie to nie była tylko praca. Moi subskrybenci to nie przypadkowi ludzie, lecz społeczność.

Przez lata otrzymałam niezliczone wiadomości od osób, które dziękowały mi, ponieważ mój content podniósł je na duchu po beznadziejnym dniu albo w trudnym okresie. Moje wideo sprawiło, że poczuły się lepiej, pomogło im choć na chwilę zapomnieć o tym, co złe. Wielu ludzi polegało na mnie i moich regularnych publikacjach. Dawało im to poczucie, że mają na co czekać. A mnie bardzo ciążyła myśl, że mogłabym ich rozczarować spóźnieniem.

Usłyszałam syczenie i uniosłam wzrok akurat w chwili, gdy woda zaczęła się wylewać z garnka. Gdybym coś przypaliła po tym, jak opieprzyłam za to samo Ryan, współlokatorze nigdy nie dałoby mi o tym zapomnieć.

Przeszłam nad Walterem, który oczywiście musiał leżeć na samym środku kuchni (z pewnością obmyślając plan następnego ataku), i zmniejszyłam moc palnika, po czym wsypałam do garnka makaron. Po zamieszaniu go ustawiłam timer i zaczęłam szykować sos – szalotki z czosnkiem podsmażone na maśle i podlane winem, a do tego mała puszka małży na koniec.

Wino właśnie zaczęło wrzeć, kiedy na moim telefonie pojawiło się powiadomienie. Sięgnęłam po niego i odczytałam wiadomość od NT95 przesłaną przez aplikację Me4U.

Nie mogę się doczekać tego, co dla nas dzisiaj przygotowałaś.

Wyszczerzyłam zęby i odpisałam: Mam przeczucie, że Ci się spodoba. Wysłałam mu screenshota z filmu, w którym jestem topless i przygryzam usta, patrząc prosto w kamerę. Ryan zawsze robiło kilka stopklatek każdego wideo, żebyśmy mogły wykorzystywać je z Taylor do podkręcania atmosfery.

Zaraz pojawiło się drugie powiadomienie. NT95 właśnie wysłał mi pięćdziesiąt dolców.

Poczekaj, aż zobaczysz SWÓJ filmik, odpisałam, dorzucając kilka emoji z buziakami.

Nie mogę się doczekać, odpisał. Mam nadzieję, że miło spędzasz wieczór, Lauren, ijeszcze raz gratuluję wczorajszego sukcesu.

Dziękuję!!!

Wciąż czułam ekscytację po przekonaniu radnej Blackwell do naszych racji. Jej głos dawał nam spore szanse na przepchnięcie rozporządzenia i wkrótce pracownicy seksualni w mieście będą mogli zgłaszać dokonywane na nich napaści bez groźby aresztowania za prostytucję. To byłby dopiero sukces – walczyliśmy o to od lat, a chociaż to było długie i męczące przedsięwzięcie, wyglądało na to, że osiągniemy swój cel. Zaczynałam mieć nadzieję, że ciężką pracą zdołamy siłą wciągnąć to robotnicze miasto w dwudziesty pierwszy wiek.

NT95 polubił moją odpowiedź, a ja z uśmiechem odłożyłam telefon. Zabawne, jak wiele się zmieniło od czasów, kiedy był moim pierwszym subskrybentem. Teraz miałam na swoim profilu menu, z którego klienci mogli składać zamówienia. Chociaż na początku podawałam cenę za każdą usługę, kiedy zainteresowanie wzrosło, nie byłam w stanie nadążyć, więc przerzuciłam się na stałą cenę dwudziestu pięciu dolarów za minutę filmiku, przy czym najkrótszy musiał trwać trzy. Wyznaczyłam też dodatkową opłatę za zabawki i kinki, a także za użycie określonej frazy. NT95 parę dni temu zażyczył sobie wideo za siedem stów, a ja od razu zabrałam się do pracy.

Zajrzałam do makaronu, uśmiechając się jeszcze szerzej. W tym tygodniu udało mi się wycisnąć piętnaście tysięcy. Za te pieniądze mogłam zrobić tyle dobra, że na samą myśl czułam ciepło w serduszku. Potrzebowałam aż dwóch lat, żeby zapewnić sobie takie dochody, ale teraz mogłam sobie pozwolić na to, by po jeszcze kilku odłożyć na wygodne życie i niczym się nie przejmować.

Rzecz w tym, że chciałam się zajmować właśnie tym. Uwielbiałam swój zawód i nie mogłam uwierzyć, ile jestem w stanie na tym zarobić. Dziennikarze, terapeuci, politycy i wojownicy klawiatury w pocie czoła próbowali analizować motywacje pracowników seksualnych, a chociaż mieli do tego prawo, bo to w końcu poważny i skomplikowany temat obejmujący wiele problematycznych kwestii i niebezpiecznych zachowań, dla mnie osobiście sprawa była prosta.

Praca przed kamerą pozwalała mi się uwolnić i uzdrowić. Wychowano mnie w duchu religii katolickiej w niesamowicie patriarchalnej włoskiej społeczności, gdzie wstyd stanowił dużą część kultury, a każda kobieta łamiąca surowe, niepisane zasady była skazana na ostracyzm. Jako nastolatka wielokrotnie naraziłam się na osąd, ciosy były tak silne, że prawie się załamałam. Potrzebowałam wielu lat, żeby uleczyć te niewidzialne rany, ale teraz naprawdę lubiłam seks. Lubiłam filmować siebie nago. Lubiłam podniecać innych ludzi.

Przez ostatnią dekadę odzyskałam kontrolę nad swoim życiem i zebrałam się na odwagę, by nie ukrywać się ze swoją seksualnością, jednocześnie zachęcając innych, by zrobili to samo, i walcząc o tych, którzy wciąż odczuwali wstyd, wciąż dawali się zepchnąć na margines społeczeństwa, ponieważ wielu ludzi nadal nie postrzegało pracy seksualnej jako normalnego zawodu wymagającego takiej samej ochrony prawnej jak każdy inny.

Przekonanie radnej Blackwell stanowiło ważny krok w dobrym kierunku, ale zostało jeszcze wielu innych polityków. Nie tylko w naszym mieście, ale też w całym stanie, całym kraju. Uwielbiałam pracę przed kamerą, jednak moją prawdziwą pasją było działanie na rzecz społeczności. Nawet gdyby jutro zniknęli wszyscy moi subskrybenci, resztę życia poświęciłabym na czynienie pracy seksualnej bezpieczniejszą dla każdej osoby, która przyjdzie po mnie.

Na górze otworzyły się drzwi, co przywróciło mnie do rzeczywistości.

– Jak poszło? – zawołałam.

– Dobrze! – krzyknęło Ryan i zaraz trzasnęły inne drzwi, więc chyba zamknęło się w swoim pokoju.

Taylor pojawiła się na dole parę minut później, związując z powrotem kwiecisty szlafrok, i dołączyła do mnie w kuchni, gdzie od razu przysunęła nos do sosu pyrkającego w rondlu.

– Pachnie niesamowicie.

– Dzięki – powiedziałam, wskazując drewnianą łyżką na lodówkę. – Reszta wina się chłodzi.

W lot pojąwszy aluzję, odwróciła się, by sięgnąć po kieliszki. Stuknęłyśmy się i upiłyśmy po łyku, po czym Taylor wyszła, by zanieść trzeci do Ryan, które zostało w jaskini montażowej. W czasie jej nieobecności moje wideo wgrało się do końca i szybko je opublikowałam, zanim zdążył się ugotować makaron.

Taylor ponownie zjawiła się w kuchni akurat w momencie, gdy była potrzebna do pomocy przy rozkładaniu talerzy.

– Zejdź i zjedz z nami, odludku! – zawołałam do Ryan.

Zeszło po schodach tylko nieco obrażone, po czym usiadło przy stole tam, gdzie zwykle. My zajęłyśmy swoje miejsca po jeno obu stronach i we trójkę zaczęliśmy pałaszować kolację, a Walter spał u naszych stóp, gdy my śmialiśmy się i piliśmy wino, aż nasze talerze stały się puste, a brzuchy pełne. Doskonały wieczór. Czułam błogie szczęście i ogromną wdzięczność za tę codzienność, którą sobie stworzyłam.

I wtedy zadzwonił telefon.

3Junior

BYŁA TRZECIA NAD RANEM w piątek, kiedy dotarłem do swojego obskurnego mieszkania. Tym razem połowa krwi, która wsiąkła w koszulkę, należała do mnie.

W łazience odkleiłem ją od ciała, krzywiąc się na widok odbicia swojego brzucha w lustrze. Po lewej stronie widniała mierząca jakieś dziesięć centymetrów rana po nożu, przed którym nie zdołałem uciec. Pierdolone wojny o terytorium. Dlaczego w ogóle brałem w tym udział? Nie po to nas zazwyczaj wynajmowano. Stary musiał chyba wisieć komuś przysługę.

Zakląłem w myślach, przypominając sobie wydarzenia z nocy. Gdybym choć trochę wolniej się poruszał, robiąc unik, pewnie bym skończył z przebitym płucem.

Przesunąłem wzrok na blizny pokrywające pozostałą część mojego tułowia. Stanowiły drastyczne przypomnienie tego, ile razy było blisko, jak ułamek sekundy nieuwagi dzielił mnie od wizyty w szpitalu albo czegoś znacznie gorszego.

Schyliłem się i skrzywiłem, wyciągając apteczkę z szafki pod zlewem. Po prysznicu zająłem się opatrywaniem rany. Nabrałem wprawy w zszywaniu samego siebie, chociaż na szczęście akurat dzisiaj nie musiałem tego robić, bo cięcie było dość płytkie.

Dopiero po tym wszystkim w ramach nagrody pozwoliłem sobie na obejrzenie ostatniego filmiku Lauren. Stuknąłem w ekran i wideo zaczęło się odtwarzać, ukazując znajomy pokój. Przez okno do środka wpadało światło dnia, kąpiąc w bursztynowym blasku łóżko z baldachimem. Lauren klęczała na samym środku, ubrana w kremowy komplet składający się z szortów i koszulki.

Bawiła się rąbkiem ubrania, posyłając do kamery zmysłowy uśmiech. Nacisnąłem pauzę, kiedy zaczęła ściągać górę przez głowę, i wróciłem do początku. Przysunąłem bliżej telefon i zrobiłem zbliżenie na twarz dziewczyny, skupiając się na oczach, przyglądając się mimice. Minęło kilka dni, odkąd razem z braćmi utopiliśmy auto jej ojca w rzece – mnóstwo czasu, by wieści o zaginięciu Tommy’ego dotarły do Lauren – ale nie dostrzegłem ani cienia żałoby. Ani cienia smutku.

Czy to możliwe, że jednak o niczym nie wiedziała? Czy może jej to nie obchodziło? Nie żebym się dziwił, ale zaczynała mnie dręczyć ta niepewność, dlatego postanowiłem coś z tym zrobić.

Wyszukałem numer ojca i mój palec zawisł nad ikonką zielonej słuchawki. Ostatnio nie dogadywaliśmy się zbyt dobrze i w dużej mierze to właśnie z jego powodu ukrywałem się w mieście. Czułem, że każda nasza interakcja niezawodnie skończyłaby się kłótnią, a kiedy musiałem chodzić na krótkiej smyczy w czasie tej draki z Braldeyem Bluhmem, coś we mnie pękło. Potrzebowałem trochę dystansu, jednak jeszcze bardziej potrzebowałem informacji o Lauren, więc wziąłem głęboki wdech i zadzwoniłem.

Odebrał od razu.

– Gdzieś ty się, kurwa, podziewał?

Prawie się rozłączyłem. Ten człowiek niczego nie ułatwiał. Przy każdej okazji wyskakiwał do mnie z mordą.

– Byłem zajęty.

– Zajęty? – warknął. – Minęło kilka dni, Junior.

– A ja załatwiłem każdą robotę, którą mi zleciłeś – wypaliłem. – Przecież nie siedzę na dupie. Nie dostałem dzisiaj kosy dlatego, że zostałem w mieszkaniu i pierdziałem w kanapę.

Wciągnął głośno powietrze.

– Wszystko w porządku?

– Wyliżę się – burknąłem, nie pozwalając, by przejawem troski coś sobie u mnie ugrał. Tak naprawdę nie przejmował się moim bezpieczeństwem. Jak znałem ojca, bardziej martwił się tym, jak moja ewentualna śmierć wpłynęłaby na jego życie. – Mogę cię o coś zapytać, nie ryzykując, że będziesz potem drążył?

Zamknął usta tak szybko, że usłyszałem, jak mu dzwonią zęby. Nie musiałem go widzieć, by wiedzieć, że zaciska szczęki na tyle mocno, aby sobie coś ukruszyć. Przez chwilę czułem satysfakcję, że udało mi się tak go sprowokować.

Zawsze wyzwalaliśmy w sobie nawzajem najgorsze reakcje.

– Pytaj – warknął.

– Czy wieści o Tommym już się rozeszły?

Tata milczał tak długo, że straciłem nadzieję na odpowiedź.

– Dlaczego chcesz wiedzieć?

Cholera, trzeba było zapytać kogoś innego. Myślałem, że minęło wystarczająco dużo czasu, a ja wystarczająco dobrze zacierałem ślady, żeby ojciec zdążył zapomnieć o Lauren, ale jego podejrzliwość świadczyła o czymś zgoła innym.

– Z ciekawości – odparłem.

– Chyba nie chodzi o jego córkę, prawda?

Gniew rozgorzał w moim brzuchu. To przez takich facetów jak on ojcobójstwo w ogóle istniało.

Wziąłem głęboki wdech i zdusiłem emocje, wlewając w swój głos spokój, którego udawanie wyćwiczyłem do perfekcji.

– Nie. Ktoś już zgłosił zaginięcie Tommy’ego?

– Wczoraj. Kiedy wracasz do domu? Mama się martwi.

Ach, teraz obowiązkowa próba wzbudzenia we mnie poczucia winy, skoro złość nie zadziałała.

– Za kilka dni. Mam parę spraw do załatwienia w mieście.

Rozłączył się.

Odłożyłem telefon, ręce mi drżały. Pewnego dnia te wszystkie emocje, które w sobie kisiłem, w końcu wybuchną, rażąc każdego w zasięgu. Lata nawarstwiającej się niechęci ciążyły mocno na mojej relacji z ojcem, a duża część naszej przeszłości była tak paskudna, że wypierałem ją z całych jebanych sił. Sprawa z Lauren znajdowała się na samym szczycie mojej listy. Nigdy nie zapomnę, co powiedział mi tego samego wieczoru, gdy Tommy skopał mi dupę. Lepiej teraz, wten sposób, niż żeby Lauren stała się prawdziwa krzywda.

Gdy się nie zna kontekstu, można by pomyśleć, że ojcu zależało na jej dobru, lecz jego złowrogi ton świadczył o ukrytej groźbie: gdybym nie trzymał się z dala od Lauren, to on by ją skrzywdził.

Tak, Tommy to przeszłość, ale mój stary wciąż stanowił problem. Taki, z którym niedługo będę się musiał zmierzyć. Od lat zbierało się na kłótnię między nami, i to taką porządną – taką, w której powiem mu, że nie chcę dłużej tak żyć, że nie chcę skończyć jak on, co byłoby nieuniknione, gdybym dalej zmierzał tą drogą.

Potrzebowałem odskoczni od ponurych myśli, więc przejechałem kciukiem po ekranie i wróciłem do wideo Lauren, wciąż zapauzowanego, wciąż ze zbliżeniem na jej twarz. Cholera, była piękna. Uruchomiłem odtwarzanie i Lauren zdjęła koszulkę przez głowę, po czym rzuciła ją gdzieś poza kadr. Zrobiło mi się ciasno w gaciach na widok jej ciemnych sutków, już stwardniałych pod wpływem chłodnego powietrza. Miała płaski brzuch i wąską talię, ale szerokie biodra. Przez ostatnią dekadę nabrała kształtów i tych parę kilogramów więcej bardzo jej pasowało.

Patrzyłem, jak przesuwa dłońmi po ciele i łapie się za cycki. Perfekcyjne cycki. Zaczęła bawić się sutkami, odchylając głowę do tyłu. W ogóle nie wyglądała, jakby udawała. Raczej jakby naprawdę odczuwała przyjemność – i właśnie dlatego oglądanie jej było uzależniające. Widziałem chyba każdy jej filmik, który opublikowała na swoim profilu na Me4U. Zdawała się ożywać przed kamerą. Nie miała najmniejszych kompleksów, całkowicie oddawała się rozkoszy. Jednak najbardziej lubiłem, kiedy ujawniała się jej osobowość podczas śmiechu czy kiedy wzdychała z frustracją, zdradzając, że jest blisko, ale potrzebuje czegoś więcej, by osiągnąć szczyt.

Poznałem wszystkie wydawane przez nią dźwięki i nauczyłem się metod, jakimi doprowadzała się do orgazmu. Mogłoby się wydawać, że to obsesja, ale nie – to strategia. Pewnego dnia zamierzałem wykorzystać wszelkie dostępne sztuczki, by doszła szybciej niż kiedykolwiek i w ten sposób przekonała się, że moje dłonie, mój język i mój członek zostały stworzone do tego, by robić jej dobrze. Chciałem, żeby mnie pragnęła, żeby mnie potrzebowała.

Czy to manipulacja? Czy to chore? Zdecydowanie.

Ale obchodziło mnie to tyle, co pierdolony zeszłoroczny śnieg.

Tymczasem na filmiku Lauren właśnie otworzyła swoje duże ciemne oczy i popatrzyła prosto w obiektyw.

– Właśnie to kazałabym ci zrobić. – Uszczypnęła się lekko w sutki, a ja uznałem, że warto było zapłacić parę dolców więcej za takie teksty. – Nie wypuściłabym cię stąd, dopóki nie sprawiłbyś najpierw swoimi rękami, a potem językiem, żebym była kompletnie mokra.

Rozpiąłem dżinsy i sięgnąłem do bokserek, by złapać się za członka.

– Co jeszcze? – rzuciłem niskim, pożądliwym głosem.

Przesunęła dłonią po brzuchu i zanurkowała do szortów.

– A potem kazałabym ci dotknąć mnie tutaj. Nie łechtaczkę, nie cipkę – mówiła dalej, a ja zrobiłem się twardy jak skała, słuchając sprośnych słów wypowiadanych przez te niegdyś tak słodkie usteczka. – Musiałbyś mnie kusić, pieścić dokoła, lecz nie tam, gdzie najbardziej bym tego chciała.

Śledziłem wzrokiem ruchy jej dłoni pod cieniutkim materiałem szortów. Dokładnie wykonywała moje instrukcje, robiąc sobie dobrze, wodząc palcami coraz bliżej guziczka łechtaczki.

– Chcesz zobaczyć? – zapytała.

– Tak. Pokaż mi – wycedziłem, gładząc swojego członka.

Właśnie dlatego Lauren miała tylu subskrybentów. Była w tym niezła, potrafiła stworzyć iluzję, że robimy to razem, a nie że tylko trzepię sobie do nagranego wcześniej filmu.

Uśmiechnęła się wstydliwie, wyjęła rękę z szortów i przesunęła palcami po gumce w pasie.

– Poproś.

Pokręciłem głową, bo przez całe życie o nic nie prosiłem i nie zamierzałem robić wyjątku, nawet dla niej.

– Zrzuć je, Lauren. Chcę zobaczyć, jaka jesteś mokra.

Uśmiechnęła się szerzej, jakby moja odpowiedź przypadła jej do gustu, i powoli zaczęła zdejmować szorty, kołysząc biodrami. Odsłoniła niewielki trójkąt włosów, schludnie przyciętych, a potem spodenki wylądowały razem z koszulką poza kadrem i Lauren została zupełnie naga.

Jej dłonie wróciły do piersi, objęły je i zaczęły pieścić, ugniatać. Wodziłem po nich wzrokiem. Pokazała tyle gołej skóry, że nie wiedziałem, gdzie patrzeć. Chciałem zapamiętać każdy szczegół, nie tylko to, jak robiła sobie dobrze, ale też drobne znaki świadczące o tym, ile jej to dawało rozkoszy. Zauważyłem, jak spięła brzuch, jak zadrżał jej oddech, kiedy uszczypnęła się w sutek.

Zamknęła oczy, powieki jej zatrzepotały i po tym poznałem, że jest gotowa na więcej. A jednak kontynuowała to samo, naciskając mocniej, wzbijając się wyżej, aż musiała opaść na pięty, bo zaczęły jej się trząść uda. I przez cały ten czas nie tylko pokazywała mi swoim ciałem, co lubi, ale też mówiła wprost.

– Tutaj, o tak. Właśnie w tym miejscu. Najpierw lekko, a potem mocniej.

Zastanawiałem się, czy zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele zdradza, jak dużo amunicji pozwoliła mi zgromadzić przez lata. Nie będzie miała najmniejszych szans, kiedy wreszcie znajdzie się w moim zasięgu. Zamiast to przeciągać, od razu przeszedłbym do rzeczy.

– Przestań drażnić nas oboje – burknąłem, szybciej poruszając ręką.

Nie byłem przyzwyczajony do czekania na to, czego chcę. Wystarczająco długo pieściłem się razem z nią i moja niecierpliwość zaczynała brać nade mną władzę.

Zupełnie jakby usłyszała moje polecenie, Lauren położyła sobie poduszkę między udami i zsunęła palce nisko, niżej, aż w końcu włożyła je między siebie a poduszkę.

– Jestem całkiem mokra – powiedziała, chociaż bardziej chyba wyjęczała.

– Och, wierzę – odparłem. – Nie spieszyłaś się, Lo.

Otworzyła oczy, a na jej ustach zabłąkał się przebiegły uśmiech.

– Ale z ciebie maruda.

Moja dłoń zamarła na główce penisa i musiałem nacisnąć pauzę, by się upewnić, że odtwarzam wcześniej nagrane wideo i nie wysłałem jej przypadkiem zaproszenia na sesję live. Lauren na ekranie zamarła, a ja uśmiechnąłem się cierpko. Pewnie zauważyła moją niecierpliwość w ostatnich sesjach sextingu i teraz wykorzystywała to przeciwko mnie.

Później, gdy już będzie moja, znajdę jakiś sposób na to, by się odegrać.

Stuknąłem jeszcze raz filmik i Lauren ożyła, a mnie serce zabiło szybciej. Sam też na nowo zacząłem się poruszać, moja dłoń wędrowała w górę i w dół penisa, a oczy nie odrywały się od ekranu. Obejrzałem już niezliczoną ilość nagrań tej kobiety, ale te zamówione były moimi ulubionymi – bo powstały tylko dla mnie.

Kadr nieco się zmienił, teraz mogłem oglądać Lauren bardziej z boku, i miałem akurat dość czasu, by się zastanowić, czy ktoś był tam z nią, pomagał jej filmować, kiedy pierwszy jęk wydostał się z jej ust i świat przestał istnieć, była tylko Lo.

Jej pozycja i umiejscowienie poduszki nie pozwalały zbyt wiele dojrzeć, ale wiedziałem dokładnie, kiedy wsunęła palec – palce? – do środka, bo jej wargi otworzyły się szeroko przy jeszcze głośniejszym jęku, a głowa się obróciła, by oczy mogły spojrzeć prosto w kamerę.

– Boże, ale mi z tobą dobrze – powiedziała i opuściła powieki, jakby wyobrażała sobie, że przy niej jestem.

Dołączyłem do niej w tej fantazji, klęknąłem za jej plecami na łóżku i zabrałem jej rękę z drogi, by zastąpić ją moją. Lauren pieściła jedną pierś, ja zająłem się drugą, ugniatając i szczypiąc sutek, jednocześnie zatapiając palce w jej ciepłym, śliskim wnętrzu.

– Podoba ci się to, jaka się zrobiłam przez ciebie mokra? – zapytała.

– Tak – wycedziłem. – Ale chcę więcej.

Wypchnęła biodra do przodu, ocierając się łechtaczką o dłoń i zupełnie zatracając się w ujeżdżaniu moich palców. Była wspaniała. Dzika. Perfekcyjna.

– Chcę poczuć, jak dochodzisz – rozkazałem.

– Zaraz dojdę – powiedziała, jakby słyszała moje polecenie. – Jeszcze chwila i dasz mi zajebisty orgazm.

– Jestem przy tobie – rzuciłem, czując, jak zaciskają mi się jądra.

Ułamek sekundy później szczytowaliśmy oboje, drżąc i z trudem łapiąc powietrze. Zobaczyłem mroczki przed oczami. Ja pierdolę, było niesamowicie. Lauren była niesamowita.

Patrzyłem, jak upada na bok na łóżku, śmiejąc się w taki sposób, że aż mnie coś zabolało w piersi. Wydawała się taka wolna, taka szczęśliwa. Mógłbym dosłownie kogoś zabić, żeby choć raz w życiu poczuć coś takiego. Nie pamiętałem nawet, kiedy ostatni raz się śmiałem.

Nasze spojrzenia się spotkały.

– O cholera, to było dobre. Dla ciebie też, prawda?

Chwyciłem papierowy ręcznik i zacząłem się wycierać.

– Chyba trysnąłem aż na sufit, więc całkiem nieźle.

Raz jeszcze rozbrzmiał jej zaraźliwy śmiech.

– Będę dzisiaj spała jak kamień. – Rozciągnęła się leniwie na łóżku, jak kotka.

Chciałem się na nią wspiąć i sprawić, by doszła jeszcze raz. I jeszcze. Chciałbym doprowadzić ją do takiego stanu, że powieki same będą jej opadać. Dopiero wtedy pozwoliłbym jej zasnąć, a i to raptem na kilka godzin, po których obudziłbym ją na kolejną rundę.

– Hej – powiedziała, czym sprawiła, że popatrzyłem na jej twarz, szczerą, z łagodnym wzrokiem kogoś, kto właśnie przeżył rozkosz. – Jeszcze raz dziękuję, że to ze mną zrobiłeś.

– Nie dziękuj mi, Lo – odparłem. – Nigdy mi nie dziękuj.

Zgasiłem ekran i dokończyłem sprzątanie, a kiedy mgła po orgazmie się rozwiała, mój umysł wskoczył na wysokie obroty. Nie rozgryzłem jeszcze, jak pozbyć się ojca, ale musiałem znaleźć jakiś sposób. I to szybko. Ponieważ najwyższy czas, bym rozpoczął nowy rozdział w swoim życiu.

Miałem po dziurki w nosie zamawiania filmików przez internet jak jakiś świr. Chciałem wreszcie spotkać się z Lauren osobiście.