Brutalna prawda o pokoleniach - Nikt nie zepsuł świata. Każdy myśli, że to tamci - Max Paradox - ebook

Brutalna prawda o pokoleniach - Nikt nie zepsuł świata. Każdy myśli, że to tamci ebook

Max Paradox

0,0
29,99 zł

-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

To nie jest książka o młodych.
To nie jest książka o starych.

To książka o tym, jak każda generacja z absolutną pewnością uważa, że poprzednia coś zepsuła, a następna coś marnuje.

„Brutalna prawda o pokoleniach” to bezlitosna, ironiczna analiza konfliktu, który toczy się przy świątecznym stole, w komentarzach, w pracy i w naszych głowach.
Bez moralizowania.
Bez porad.
Bez terapii.

Tylko obserwacja.

Max Paradox rozbiera na czynniki pierwsze:

• mit trudniejszej młodości
• kult własnego doświadczenia
• licytację na cierpienie
• nostalgię jako narzędzie władzy
• technologię jako religię
• przyszłość jako pole projekcji lęku

To książka, po której możesz śmiać się nerwowo.

Możesz poczuć się zdemaskowany.

Możesz pomyśleć: „To o mnie.”

Bo niezależnie od rocznika wszyscy jesteśmy czyimś „boomerem”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
PDF

Liczba stron: 107

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.


Podobne


INTRO

Brutalna prawda o pokoleniach zaczyna się tam, gdzie kończy się twoja narracja o wyjątkowości.

Każde pokolenie myśli, że trafiło na najgorsze czasy.

Każde pokolenie uważa, że jest najmądrzejsze.

Każde pokolenie patrzy na młodszych z politowaniem i na starszych z pogardą.

I każde jest przekonane, że to akurat ono widzi rzeczy takimi, jakie są.

Nie widzi.

Widziało mema.

Urodziłeś się w konkretnym przedziale lat i to wystarczyło, żeby ktoś opisał twoją osobowość w PowerPoincie.

Masz etykietę.

Masz cechy wspólne.

Masz rzekomy styl komunikacji.

Masz rzekomy poziom odporności psychicznej.

Masz rzekomy stosunek do pracy.

A potem zaczynasz się do tego dopasowywać.

Bo tak wygodniej.

Bo łatwiej być reprezentantem generacji niż pojedynczym człowiekiem z chaosem w środku.

Wszyscy chcą należeć.

Nawet ci, którzy deklarują, że nie należą do nikogo.

Zwłaszcza oni.

Mówisz, że jesteś „z innego pokolenia”.

To brzmi jak diagnoza.

To brzmi jak usprawiedliwienie.

To brzmi jak wyrok.

I nagle wszystko staje się prostsze.

Nie jesteś roszczeniowy.

Jesteś Zetką.

Nie jesteś emocjonalnie niedostępny.

Jesteś wychowany „w innych czasach”.

Nie jesteś uzależniony od telefonu.

Jesteś cyfrowym tubylcem.

To działa w obie strony.

Starszym łatwiej powiedzieć, że młodzi są miękcy.

Młodszym łatwiej powiedzieć, że starzy są betonem.

Wszyscy są rozgrzeszeni.

Nikt nie musi się zastanawiać.

To książka o tym, jak bardzo potrzebujemy tej narracji.

I jak bardzo ona nas rozleniwia.

Nie będę nikogo bronił.

Nie będę nikogo atakował wprost.

Będę tylko opisywał.

A opis bywa gorszy niż oskarżenie.

Bo kiedy ktoś pokazuje ci lustro, nie możesz się z nim kłócić.

Możesz co najwyżej odwrócić wzrok.

Pokolenia to najwygodniejsza forma uproszczenia świata.

Dzielimy ludzi na roczniki jak produkty na półkach.

Segmentujemy.

Analizujemy.

Optymalizujemy komunikację.

A potem dziwimy się, że zaczynamy mówić do siebie jak do targetu.

• Myślisz, że masz własne zdanie.

• Masz algorytm dopasowany do rocznika.

• Myślisz, że buntujesz się przeciwko systemowi.

• System już sprzedał twój bunt jako styl życia.

• Myślisz, że różnisz się od rodziców.

• Różnisz się detalami estetycznymi.

W tle zawsze jest strach.

Starszych przed utratą znaczenia.

Młodszych przed brakiem znaczenia.

I jedni, i drudzy walczą o to samo.

O uwagę.

O uznanie.

O poczucie, że ich czas coś znaczył albo coś znaczy.

Nikt nie chce być pokoleniem przejściowym.

Nikt nie chce być przypisem.

Dlatego tworzymy mity.

Mit ciężkiej młodości.

Mit wspaniałych lat dziewięćdziesiątych.

Mit złotej ery internetu.

Mit straconych relacji.

Mit rozpieszczonych dzieci.

Mit twardych ojców.

Mit wrażliwych synów.

Mit silnych kobiet.

Mit słabych mężczyzn.

Mit końca świata.

Mit nowego początku.

Wszystko to samo.

Zmieniają się dekoracje.

Zostaje lęk.

W tej książce nie będzie sentymentalnych wspomnień.

Nie będzie nostalgii w filtrze sepia.

Nie będzie wycieczek w stylu „kiedyś to było”.

Bo kiedyś też było źle.

Tylko inaczej.

Nie będzie też taniego zachwytu nad młodością.

Młodość nie jest cnotą.

Jest stanem przejściowym.

Każde pokolenie przechodzi przez te same etapy.

Bunt.

Ambicję.

Rozczarowanie.

Racjonalizację.

A potem wykład o tym, jak młodzi nic nie rozumieją.

I tak w kółko.

Technologia przyspieszyła tempo.

Nie zmieniła mechanizmu.

Media społecznościowe nie stworzyły próżności.

Dały jej ring.

Korporacje nie wymyśliły wyścigu szczurów.

Zrobiły z niego open space.

Twoje pokolenie nie jest wyjątkowe.

Jest tylko kolejną wersją aktualizacji.

Z nowym interfejsem.

Ze starym kodem.

I to jest najbardziej niewygodne.

Bo lubimy wierzyć, że jesteśmy pierwszymi, którzy czują presję.

Pierwszymi, którzy są zmęczeni.

Pierwszymi, którzy mają dość.

Nie jesteśmy.

Jesteśmy tylko głośniejsi.

Mamy lepszy internet.

I krótszą uwagę.

Ta książka nie będzie próbą pogodzenia pokoleń.

Nie będę apelował o dialog.

Nie będę proponował mostów.

Mosty budują ci, którzy wierzą, że druga strona chce przejść.

Często nie chce.

Woli stać na swoim brzegu i komentować.

To będzie opowieść o iluzjach.

O tym, jak bardzo potrzebujemy etykiet, żeby nie patrzeć w siebie.

O tym, jak łatwo jest powiedzieć „to przez czasy”.

I jak trudno powiedzieć „to przeze mnie”.

Jeśli poczujesz się zaatakowany, to dobrze.

Jeśli poczujesz się rozpoznany, to gorzej.

Bo śmiech jest łatwy.

Rozpoznanie jest ciche.

I zostaje na dłużej.

Rozdział 1 – Pokolenie, które zawsze ma rację

Każde pokolenie ma jedną wspólną cechę.

Zawsze ma rację.

Nie czasem.

Nie w większości przypadków.

Zawsze.

Racja zmienia tylko formę.

Treść pozostaje ta sama.

„My wiemy lepiej.”

To zdanie nie ma daty ważności.

Dziadkowie mówili je rodzicom.

Rodzice mówią je dzieciom.

Dzieci już ćwiczą je w wersji beta.

Różni się tylko ton.

Starsze pokolenia mówią to z pozycji doświadczenia.

Młodsze z pozycji świadomości.

Jedni mają przeżyte.

Drudzy mają przeczytane.

I obie strony są przekonane, że to wystarczy.

Starszym wydaje się, że skoro przetrwali, to znaczy, że mieli rację.

Młodszym wydaje się, że skoro widzą więcej, to znaczy, że wiedzą lepiej.

A prawda jest bardziej przyziemna.

Przetrwanie nie oznacza mądrości.

Świadomość nie oznacza dojrzałości.

Ale spróbuj to komuś powiedzieć.

• Jeśli masz pięćdziesiąt lat, uważasz, że młodzi dramatyzują.

• Jeśli masz dwadzieścia lat, uważasz, że starsi są emocjonalnie zamknięci.

• Jeśli masz trzydzieści kilka, uważasz, że stoisz pośrodku i widzisz wszystko.

• Każdy z was jest przekonany, że to właśnie jego perspektywa jest najbardziej wyważona.

Pokolenie, które zawsze ma rację, nie słucha.

Ono czeka.

Czeka, aż druga strona skończy mówić.

Nie po to, żeby zrozumieć.

Po to, żeby odpowiedzieć.

Bo dyskusja międzypokoleniowa nie jest dialogiem.

Jest wymianą monologów.

Starszy mówi o odpowiedzialności.

Młodszy o granicach.

Starszy o lojalności.

Młodszy o autentyczności.

Starszy o ciężkiej pracy.

Młodszy o work life balance.

Słowa się nie łączą.

Odbijają się od siebie.

I każdy wraca do swojej bańki z poczuciem wygranej.

Bo wygrać w takiej rozmowie jest łatwo.

Wystarczy nie przyjąć żadnego argumentu.

Starsze pokolenia lubią powtarzać, że kiedyś ludzie byli twardsi.

To brzmi dumnie.

Brzmi jak medal.

Tylko że często oznaczało coś innego.

Brak wyboru.

Brak wsparcia.

Brak języka do opisywania emocji.

Ale łatwiej powiedzieć „byliśmy silni”.

Młodsze pokolenia lubią powtarzać, że teraz jesteśmy bardziej świadomi.

To też brzmi dumnie.

Jak upgrade systemu.

Tylko że świadomość bez działania często kończy się na poście.

I łatwiej powiedzieć „rozumiemy siebie”.

Niż rzeczywiście coś zmienić.

• Starsi mylą milczenie z odpornością.

• Młodsi mylą mówienie z odwagą.

• Starsi mylą poświęcenie z miłością.

• Młodsi mylą granice z egoizmem.

• Wszyscy mylą rację z dojrzałością.

Pokolenie, które zawsze ma rację, nie widzi swoich przywilejów.

Starszym wydaje się, że wszystko zawdzięczają ciężkiej pracy.

Młodszym wydaje się, że wszystko, co osiągną, będzie wynikiem samoświadomości.

Jedni nie doceniają kontekstu historycznego.

Drudzy nie doceniają kontekstu ekonomicznego.

A kontekst robi więcej niż charakter.

Ale przyznanie tego boli.

Bo wtedy trzeba uznać, że część sukcesu to przypadek.

A część porażki to system.

I nagle racja nie jest już taka czysta.

Najciekawsze jest to, że każde pokolenie w młodości gardzi starszymi.

A w dojrzałości zaczyna ich przypominać.

To dzieje się powoli.

Niepostrzeżenie.

Najpierw łapiesz się na zdaniu „za moich czasów”.

Potem na irytacji, że ktoś czegoś „nie rozumie”.

Aż w końcu mówisz dokładnie to, co kiedyś cię drażniło.

I nie widzisz w tym ironii.

Bo racja dojrzewa razem z tobą.

Zmienia tylko narrację.

Młodzi są przekonani, że nie staną się tacy jak ich rodzice.

Starszym jest wszystko jedno.

Oni już wiedzą.

To nie jest cynizm.

To obserwacja.

System społeczny działa jak taśma produkcyjna.

Wrzuca cię jako buntownika.

Wypluwa jako komentatora.

• W wieku dwudziestu lat walczysz z systemem.

• W wieku trzydziestu lat uczysz się go obsługiwać.

• W wieku czterdziestu lat zaczynasz go bronić.

• W wieku pięćdziesięciu lat mówisz, że nie ma alternatywy.

Oczywiście, są wyjątki.

Zawsze są.

Każde pokolenie ma swoich rewolucjonistów.

I każda rewolucja z czasem dostaje sponsorów.

To też jest stałe.

Pokolenie, które zawsze ma rację, kocha moralną wyższość.

Starsze pokolenia mają moralną wyższość wynikającą z doświadczenia.

Młodsze mają moralną wyższość wynikającą z języka.

Jedni mówią „myśmy budowali ten kraj”.

Drudzy mówią „my go naprawimy”.

Obie strony brzmią jak hasło kampanii.

Tylko że życie nie jest kampanią.

Jest powtarzalnością.

Największy paradoks polega na tym, że wszyscy chcą być traktowani indywidualnie.

Ale sami mówią o innych zbiorowo.

Boomerzy.

Millenialsi.

Zetki.

Jakby to były marki napojów.

Łatwo jest powiedzieć „oni tacy są”.

Trudniej powiedzieć „ja też czasem taki jestem”.

Bo wtedy racja przestaje być tarczą.

Staje się pytaniem.

A pytania są niewygodne.

• Wolisz być częścią mądrej grupy niż samotnym wątpiącym.

• Wolisz wygrać dyskusję niż zmienić zdanie.

• Wolisz mieć rację niż relację.

I to nie dotyczy wieku.

To dotyczy ego.

Pokolenie, które zawsze ma rację, boi się jednego.

Bezznaczenia.

Starsze boi się, że zostanie zignorowane.

Młodsze boi się, że nie zostanie zauważone.

I dlatego podkręcamy narrację.

Wyostrzamy różnice.

Tworzymy memy.

Piszemy komentarze.

Nagrywamy rolki.

Krzyczymy.

Bo jeśli krzyczysz, to istniejesz.

A jeśli masz rację, to czujesz się bezpiecznie.

Problem w tym, że racja rzadko buduje mosty.

Buduje mury z satysfakcji.

Stoisz za swoim murem i czujesz się dobrze.

Po drugiej stronie ktoś robi dokładnie to samo.

I tak mijają lata.

Pokolenia się zmieniają.

Hasła się zmieniają.

Technologia się zmienia.

Ale mechanizm zostaje.

Zawsze mamy rację.

Zawsze jesteśmy bardziej.

Bardziej świadomi.

Bardziej doświadczeni.

Bardziej zmęczeni.

Bardziej poszkodowani.

Bardziej wyjątkowi.

A może po prostu bardziej przestraszeni.

Bo przyznać, że nie masz racji, to przyznać, że możesz się mylić.

A mylenie się w świecie, który wszystko archiwizuje, boli podwójnie.

Kiedyś twoje błędy znali sąsiedzi.

Dziś zna je internet.

Dlatego łatwiej trzymać się swojej wersji.

Brnąć.

Powtarzać.

Uzasadniać.

Pokolenie, które zawsze ma rację, nie chce dialogu.

Chce potwierdzenia.

A algorytmy są uprzejme.

Dają ci ludzi, którzy myślą podobnie.

I nagle masz dowód.

Dowód, że to nie ty jesteś uparty.

To oni są ślepi.

I zamyka się pętla.

Najbardziej ironiczne jest to, że wszyscy mówią o empatii.

Starsze pokolenia uczą się jej języka.

Młodsze uczą się jej granic.

Ale kiedy przychodzi do realnej różnicy zdań, empatia kończy się tam, gdzie zaczyna się ego.

Bo empatia wobec własnej grupy jest łatwa.

Wobec innych już mniej.

• Współczujesz swoim.

• Oceniasz obcych.

• Bronisz swoich racji.

• Podważasz cudze doświadczenia.

To nie jest kwestia wieku.

To kwestia tożsamości.

Pokolenie to tożsamość masowa.

Daje poczucie wspólnoty.

Daje narrację.

Daje usprawiedliwienie.

Ale odbiera coś innego.

Odbiera ciekawość.

Bo jeśli już wiesz, jacy oni są, to po co słuchać?

A jeśli już wiesz, że masz rację, to po co pytać?

I tak każdy siedzi w swoim czasie.

W swoim roku urodzenia.

W swoim kontekście.

I buduje wokół niego twierdzę.

Twierdza ma jedno hasło.

My wiemy lepiej.

A świat kręci się dalej.

Bez względu na to, kto akurat ma rację.

Rozdział 2 – Nostalgia jako narkotyk

Nostalgia nie jest wspomnieniem.

Jest filtrem.

Nakładasz go na przeszłość i nagle wszystko wygląda cieplej.

Miękko.

Bezpiecznie.

Twoje pokolenie nie tęskni za czasami.

Tęskni za własną młodością.

Ale łatwiej powiedzieć, że kiedyś świat był lepszy.

Bo wtedy nie trzeba przyznać, że to ty się zestarzałeś.

Starsze pokolenia mają swoją złotą erę.

Młodsze też już ją tworzą.

Tak, już.

Internet sprzed dziesięciu lat.

Muzyka sprzed piętnastu.

„Prawdziwe” relacje sprzed aplikacji.

To samo zjawisko.

Inny branding.

• Kiedyś ludzie byli bardziej prawdziwi.

• Kiedyś muzyka miała sens.

• Kiedyś dzieci miały szacunek.

• Kiedyś świat nie był tak szybki.

Każde z tych zdań brzmi poważnie.

Każde jest półprawdą.

A półprawda jest najwygodniejsza.

Nostalgia działa jak narkotyk o wolnym uwalnianiu.

Nie daje euforii.

Daje poczucie tożsamości.

Pozwala powiedzieć: „ja pamiętam lepsze czasy”.

To brzmi jak przewaga.

Jak sekretne wtajemniczenie.

Problem w tym, że pamięć nie jest archiwum.

Jest redaktorem.

Wycinamy wstyd.

Wycinamy chaos.

Wycinamy nudę.

Zostawiamy emocję.

Dlatego dzieciństwo wydaje się prostsze.

Bo nie pamiętasz rachunków.

Nie pamiętasz lęków rodziców.

Nie pamiętasz ich zmęczenia.

Pamiętasz wakacje.

Pamiętasz zapach obiadu.

Pamiętasz dźwięk gry, w którą grałeś godzinami.

I z tych fragmentów budujesz narrację o lepszym świecie.

To nie był lepszy świat.

To był świat bez odpowiedzialności.

Starsze pokolenia często mówią, że młodzi nie mają pojęcia o prawdziwym życiu.

Młodzi odpowiadają, że starsi nie rozumieją współczesności.

Obie strony mają rację.

I obie się mylą.

Bo prawdziwe życie zawsze było trudne.

Tylko inaczej.

Kiedyś problemem był brak wyboru.

Dziś problemem jest nadmiar.

Kiedyś brakowało informacji.

Dziś brakuje ciszy.

Kiedyś presja była lokalna.

Dziś jest globalna.

Ale presja zawsze była.

Tylko zmieniała kostium.

• Tęsknisz za czasem, kiedy nie wiedziałeś, ile możesz stracić.

• Tęsknisz za czasem, kiedy nie porównywałeś się z całym światem.

• Tęsknisz za czasem, kiedy nie miałeś tylu opcji, więc nie musiałeś wybierać.

To nie jest tęsknota za epoką.

To tęsknota za brakiem świadomości.

Nostalgia jest szczególnie silna w momentach niepewności.

Im bardziej świat się zmienia, tym bardziej idealizujemy to, co było.

To mechanizm obronny.

Jeśli przeszłość była stabilna, teraźniejszość nie wydaje się tak groźna.

Dlatego pokolenia w kryzysie są najbardziej sentymentalne.

Bo sentyment uspokaja.

Młodsze pokolenia śmieją się z nostalgii starszych.

Do czasu.

Do momentu, kiedy pojawi się pierwsze zdanie:

„Pamiętasz, jak kiedyś…”

I nagle zaczyna się to samo.

Zachwyt nad starą wersją aplikacji.

Zachwyt nad „autentycznym” internetem.

Zachwyt nad czasem przed influencerami.

Każda epoka ma swojego wroga.

Telewizja.

Gry komputerowe.

Smartfony.

TikTok.

Zawsze coś rzekomo psuje młodzież.

A młodzież zawsze znajduje coś, co rzekomo psuje młodszych.

To spirala.

Najbardziej ironiczne jest to, że nostalgia sprzedaje się najlepiej.

Marki wiedzą.

Politycy wiedzą.

Twórcy wiedzą.

Wystarczy hasło „powrót do”.