Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
To nie jest książka o partiach.
To nie jest książka o konkretnych politykach.
To nie jest książka, która mówi Ci, na kogo masz głosować.
To jest brutalnie szczera satyra o mechanizmie.
O emocjach silniejszych niż ustawy.
O moralnej wyższości jako narodowym sporcie.
O strachu, który mobilizuje szybciej niż nadzieja.
O internecie, który zamienił debatę w arenę.
O zmęczeniu, którego nikt nie chce przyznać.
„Brutalna prawda o polityce w Polsce” to bezlitosne lustro.
Czasem śmieszne.
Czasem niewygodne.
Czasem zbyt trafne.
To książka, po której możesz się zdenerwować.
Możesz się zaśmiać.
Możesz poczuć lekki dyskomfort.
Bo największy problem polskiej polityki może nie leżeć tam, gdzie zwykle go szukamy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 84
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Polityka w Polsce nie jest sportem.
Jest teatrem.
Z tanimi dekoracjami, drogimi garniturami i publicznością, która przyszła zobaczyć walkę, ale dostaje kabaret.
Co cztery lata udajemy, że to moment przełomowy.
Że teraz to już naprawdę.
Że tym razem będzie inaczej.
• Tym razem zagłosujesz „rozsądnie”.• Tym razem nie dasz się nabrać.• Tym razem to nie będzie wybór mniejszego zła, tylko większej nadziei.
A potem przychodzi poniedziałek.
I wszystko wraca do normy.
Polska polityka to serial bez scenarzysty, który zna zakończenie, ale nie potrafi napisać sensownego środka. Bohaterowie zmieniają się tylko z nazwy. Konflikty są te same. Emocje są te same. Wrogowie są ci sami. Nawet memy są te same, tylko twarze podmienione.
Największym sukcesem tej sceny jest to, że wszyscy czują się ofiarami.
• Rząd czuje się ofiarą opozycji.• Opozycja czuje się ofiarą rządu.• Wyborca czuje się ofiarą wszystkich.• A system czuje się świetnie.
Bo system nie ma poglądów.
System ma stabilność.
Stabilność polega na tym, że zawsze ktoś jest oburzony, a zawsze ktoś klaszcze.
Nie ma już debaty.
Jest wojna.
Nie ma argumentów.
Są emocje.
Nie ma faktów.
Są narracje.
Polityka przestała być rozmową o państwie.
Stała się rozmową o tożsamości.
Nie głosujesz już na program.
Głosujesz na to, kim chcesz być.
• Nowoczesny czy tradycyjny.• Europejski czy suwerenny.• Postępowy czy „normalny”.
A potem wszyscy wracają do tych samych kolejek w urzędach.
Ten kraj nie jest podzielony dlatego, że ludzie się nienawidzą.
On jest podzielony, bo ludzie się boją.
Boją się, że przegapią moment.
Że przegrają swoje wartości.
Że ktoś im coś zabierze.
I polityka doskonale wie, jak ten strach pielęgnować.
Jak podlewać go konferencjami prasowymi.
Jak nawozić go paskami w telewizji.
Jak przycinać go w kampanii wyborczej.
• Strach jest tańszy niż program.• Emocja jest skuteczniejsza niż plan.• Krzyk sprzedaje się lepiej niż kompromis.
Ta książka nie będzie sprawiedliwa.
Nie będzie wyważona.
Nie będzie „z obu stron”.
Bo brutalna prawda o polityce w Polsce jest taka, że wszyscy jesteśmy jej współautorami.
Klikamy.
Udostępniamy.
Oburzamy się.
Śmiejemy.
A potem mówimy, że to wszystko bez sensu.
To nie jest książka o partiach.
To jest książka o mechanizmie.
O tym, jak bardzo potrzebujemy konfliktu.
Jak bardzo uzależniliśmy się od emocjonalnej wojny.
Jak bardzo komfortowe jest bycie wkurzonym.
• Bo wkurzenie daje poczucie moralnej wyższości.• Moralna wyższość daje sens.• A sens jest walutą w czasach chaosu.
Polityka w Polsce nie jest chorobą.
Jest lustrem.
I jeśli coś w nim cię wkurza, jest spora szansa, że to twoje odbicie.
Zaczynajmy.
Polska nie jest krajem obywateli.
Polska jest krajem komentatorów.
Nie budujemy państwa.
Budujemy narrację.
Każdy ma opinię.
Nikt nie ma czasu.
• Na przeczytanie ustawy.• Na zrozumienie budżetu.• Na sprawdzenie źródła.
Ale każdy ma czas na oburzenie.
Oburzenie jest walutą.
Daje szybkie lajki.
Daje poczucie przynależności.
Daje adrenalinkę.
To narkotyk klasy średniej.
Wchodzisz na portal.
Czytasz nagłówek.
Nie wiesz, czy to prawda.
Nie wiesz, czy to manipulacja.
Ale już wiesz, co czujesz.
• Wściekłość.• Satysfakcję.• Poczucie, że „oni znowu”.
Nie musisz wiedzieć więcej.
Wystarczy, że wiesz, po której jesteś stronie.
Polityka w Polsce nie opiera się na programach.
Opiera się na plemionach.
Masz swoje media.
Masz swoje autorytety.
Masz swoje fakty.
Bo fakty w Polsce są elastyczne.
• Te same liczby znaczą coś zupełnie innego w zależności od studia telewizyjnego.• Ten sam gest jest bohaterstwem albo zdradą.• Ta sama decyzja jest reformą albo zamachem na demokrację.
Nie chodzi o to, co się wydarzyło.
Chodzi o to, kto o tym opowiada.
Naród oburzonych potrzebuje wroga.
Bez wroga nie ma sensu.
Bez sensu nie ma mobilizacji.
Bez mobilizacji nie ma emocji.
A bez emocji polityka traci paliwo.
Dlatego wróg jest stały.
Zmienia się tylko jego twarz.
Raz to „elity”.
Raz to „ciemnogród”.
Raz to „Bruksela”.
Raz to „Warszawka”.
• Zawsze ktoś jest winny.• Zawsze ktoś knuje.• Zawsze ktoś zdradza.
To daje prostotę.
A prostota sprzedaje się najlepiej.
Polityk, który mówi: „To skomplikowane”, przegrywa.
Polityk, który mówi: „To ich wina”, wygrywa.
Bo oburzenie nie znosi niuansów.
Niuans wymaga wysiłku.
Wysiłek jest męczący.
A my jesteśmy zmęczeni.
Zmęczeni pracą.
Zmęczeni kredytami.
Zmęczeni inflacją.
Zmęczeni sobą.
Polityka daje nam coś prostego.
Wskazuje palcem.
I mówi: „To przez nich”.
• I nagle czujesz ulgę.• I nagle czujesz wspólnotę.• I nagle czujesz, że to nie twoja wina.
To genialne.
To działa.
Od lat.
Naród oburzonych nie chce stabilności.
Stabilność jest nudna.
Nuda nie generuje kliknięć.
Nuda nie mobilizuje.
Nuda nie daje poczucia historycznego momentu.
A my uwielbiamy czuć, że żyjemy w historycznym momencie.
Każde wybory są „najważniejsze w historii”.
Każda ustawa to „punkt zwrotny”.
Każda konferencja to „koniec demokracji” albo „nowy początek”.
• Jeśli wszystko jest przełomem, nic nim nie jest.• Jeśli wszystko jest zagrożeniem, nic już nie przeraża.• Jeśli wszystko jest skandalem, skandal przestaje działać.
I wtedy trzeba podkręcić temperaturę.
Więcej emocji.
Więcej ostrych słów.
Więcej dramatyzmu.
Bo oburzony wyborca potrzebuje stałej dawki.
To już nie jest debata publiczna.
To reality show.
Z tą różnicą, że nie możesz zmienić kanału.
Bo to dotyczy twojego życia.
Twoich podatków.
Twoich dzieci.
Twojej przyszłości.
Ale oglądasz to jak serial.
Kibicujesz.
Hejtujesz.
Bronisz.
Nie słuchasz.
Naród oburzonych nie chce kompromisu.
Kompromis to zdrada.
Kompromis to słabość.
Kompromis to „dogadali się ponad naszymi głowami”.
• Wolimy czyste starcie niż brudne porozumienie.• Wolimy twardą deklarację niż miękką rozmowę.• Wolimy wojnę niż rozmowę o szczegółach.
Bo wojna jest emocjonalnie satysfakcjonująca.
Daje jasne role.
My dobrzy.
Oni źli.
Nie trzeba myśleć.
Wystarczy reagować.
I tak reagujemy.
Codziennie.
W komentarzach.
W rodzinnych kłótniach.
Przy świątecznym stole.
Polityka w Polsce wdarła się do kuchni.
Do sypialni.
Do relacji.
• Zrywamy kontakty przez poglądy.• Oceniany inteligencję przez głos wyborczy.• Kategoryzujemy człowieka jednym krzyżykiem na kartce.
To wygodne.
Upraszcza świat.
Ale świat nie jest prosty.
A my bardzo nie chcemy tego przyjąć.
Naród oburzonych nie czyta projektów ustaw.
Ale zna wszystkie hasła.
Nie zna mechanizmów budżetu.
Ale wie, kto „kradnie”.
Nie rozumie procesów legislacyjnych.
Ale wie, kto „niszczy kraj”.
• Poczucie wiedzy jest silniejsze niż faktyczna wiedza.• Emocja jest głośniejsza niż analiza.• Krzyk jest szybszy niż myślenie.
I w tym wszystkim jest coś jeszcze.
Coś niewygodnego.
Politycy nauczyli się nas.
Nauczyli się, co działa.
Nauczyli się, jak daleko mogą pójść.
Bo wiedzą, że i tak wrócimy.
I tak zagłosujemy.
I tak się oburzymy.
I tak klikniemy.
Naród oburzonych jest lojalny.
Lojalny wobec swojej narracji.
Nie wobec faktów.
Nie wobec wartości.
Wobec emocji.
A emocje są jak pogoda.
Zmienne.
Ale zawsze obecne.
To nie politycy stworzyli ten system.
Oni go tylko wykorzystali.
My go karmimy.
Codziennie.
Każdym udostępnieniem.
Każdym komentarzem.
Każdym „jak można?!”.
• Oburzamy się, więc istniejemy.• Istniejemy, więc jesteśmy potrzebni.• Jesteśmy potrzebni, więc ktoś nas będzie podsycał.
Brutalna prawda?
Nie jesteśmy ofiarami tej gry.
Jesteśmy jej paliwem.
Demokracja w Polsce nie jest systemem.
Jest marką.
Ma logo.
Ma kolory.
Ma slogan.
I ma bardzo aktywny dział marketingu.
Każda partia sprzedaje swoją wersję demokracji jak nowy model smartfona.
Lepsza.
Szybsza.
Bardziej sprawiedliwa.
• Ta wersja chroni wolność.• Tamta wersja chroni tradycję.• Inna wersja chroni „normalność”.
Wszystkie obiecują aktualizacje.
Żadna nie mówi o błędach systemowych.
Demokracja przestała być mechanizmem kontroli władzy.
Stała się emocjonalnym gadżetem.
Wyciągasz ją w dyskusji jak argument ostateczny.
„To nie jest demokratyczne.”
I koniec rozmowy.
Nie trzeba już tłumaczyć.
Nie trzeba analizować.
Wystarczy etykieta.
Bo demokracja w Polsce nie jest procesem.
Jest symbolem.
A symbole nie wymagają zrozumienia.
Wymagają wiary.
• Wierzysz, że „oni” ją niszczą.• Wierzysz, że „my” ją bronimy.• Wierzysz, że jesteś po właściwej stronie historii.
To daje komfort.
Demokracja jako produkt działa na zasadzie promocji sezonowej.
Przed wyborami cena spada.
Obietnice rosną.
Każdy dostaje coś dla siebie.
Młodzi dostają przyszłość.
Starszym obiecuje się bezpieczeństwo.
Przedsiębiorcom stabilność.
Rodzinom wsparcie.
• Każdy segment ma swój przekaz.• Każdy przekaz ma swoje badania focusowe.• Każde badania mówią jedno: emocja sprzedaje.
Nie sprzedaje się stabilny rozwój.
Nie sprzedaje się żmudna reforma.
Nie sprzedaje się uczciwe „nie da się”.
Sprzedaje się narracja.
Najlepiej prosta.
Najlepiej konfliktowa.
Najlepiej z wyraźnym wrogiem.
Demokracja jako produkt musi mieć konkurencję.
Bez konkurencji nie ma wyboru.
Bez wyboru nie ma napięcia.
Bez napięcia nie ma sprzedaży.
Dlatego spór musi być totalny.
Nie może być częściowy.
• Nie różnimy się w 30%.• Różnimy się we wszystkim.• Jeśli wygrasz ty, Polska zginie.
Brzmi znajomo?
Bo to hasło każdej kampanii.
Wersja lewa.
Wersja prawa.
Wersja centrum.
Zmienia się ton.
Nie zmienia się mechanizm.
Demokracja jako produkt potrzebuje też bohaterów.
Silnych.
Wyrazistych.
Kontrowersyjnych.
Bo produkt bez twarzy się nie sprzedaje.
• Lider musi być wyraźny.• Musi budzić miłość albo nienawiść.• Obojętność to śmierć polityczna.
W Polsce obojętność jest grzechem.
Masz mieć zdanie.
Masz się określić.
Masz wiedzieć, kto jest winny.
Nie możesz powiedzieć: „Nie wiem”.
„Nie wiem” jest słabością.
A słabość w polityce to przegrana.
Demokracja jako produkt ma też instrukcję obsługi.
Ale nikt jej nie czyta.
Bo jest długa.
Bo jest skomplikowana.
Bo wymaga cierpliwości.
Łatwiej obejrzeć skrót w wiadomościach.
Albo przeczytać wątek na X.
Albo posłuchać influencera politycznego, który wyjaśni wszystko w 90 sekund.
• Im krótsze wyjaśnienie, tym większa pewność.• Im większa pewność, tym mniej wątpliwości.• Im mniej wątpliwości, tym mniej myślenia.
A demokracja bez myślenia staje się plebiscytem emocji.
Głosujesz nie za programem.
Głosujesz przeciw komuś.
To subtelna różnica.
Ale fundamentalna.
Wybory w Polsce rzadko są „za”.
Najczęściej są „przeciw”.
Przeciw tamtym.
Przeciw systemowi.
Przeciw „elitom”.
Przeciw „ciemnocie”.
• Głos oddany z gniewu smakuje intensywniej.• Głos oddany ze strachu jest bardziej mobilizujący.• Głos oddany z nadziei bywa rozczarowujący.
Dlatego kampanie wolą strach i gniew.
Są bardziej przewidywalne.
Demokracja jako produkt ma też gwarancję.
Jeśli coś nie działa, winny jest poprzednik.
Jeśli działa, to dzięki nam.
• Odpowiedzialność jest zawsze przeszła.• Sukces jest zawsze teraźniejszy.• Przyszłość jest zawsze obietnicą.
I tak kręci się to koło.
Zmienia się opakowanie.
Zmienia się hasło.
Zmienia się kolor plakatu.
Nie zmienia się logika sprzedaży.
Najciekawsze jest to, że my to wiemy.
Wiemy, że to marketing.
Wiemy, że obietnice są przesadzone.
Wiemy, że hasła są uproszczone.
A mimo to kupujemy.
Bo demokracja jako produkt daje coś więcej niż politykę.
Daje poczucie wpływu.
