Brutalna prawda o social mediach - Scrollujesz. Porównujesz się. Udajesz. A potem mówisz, że masz dystans. - Max Paradox - ebook

Brutalna prawda o social mediach - Scrollujesz. Porównujesz się. Udajesz. A potem mówisz, że masz dystans. ebook

Max Paradox

5,0
29,99 zł

-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Myślisz, że masz kontrolę.

Że to tylko aplikacje.
Że to tylko rozrywka.
Że to tylko kilka minut dziennie.

Ta książka zdejmuje filtr.

„Brutalna prawda o social mediach” to bezlitosna, ironiczna i momentami niewygodna analiza świata, w którym lajki stały się walutą, algorytm zna cię lepiej niż bliscy, a prywatność jest traktowana jak relikt przeszłości.

To nie jest poradnik.
Nie znajdziesz tu cyfrowego detoksu w pięciu krokach.
Nie będzie też moralizowania.

Będzie lustro.

O porównywaniu się do cudzych highlightów.
O relacjach, które są bardziej contentem niż więzią.
O uzależnieniu, którego nie chcesz nazwać uzależnieniem.
O życiu, które coraz częściej przeżywasz pod publikę.

Jeśli kiedykolwiek:
• sprawdzałeś, kto obejrzał twoją relację,
• porównałeś swoje życie do czyjegoś feedu,
• poczułeś niepokój, gdy nikt nie reagował,

to ta książka jest o tobie.

I może trochę zaboli.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
PDF

Liczba stron: 83

Rok wydania: 2026

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Jol11

Nie oderwiesz się od lektury

Tytuł ksiażki świetnie rezonuje z jej trescią ,zmusza do zastanowienia co my tak naprawdę "robimy " w sieci ,polecam.
00


Podobne


INTRO

Scrollujesz.

Nie dlatego, że musisz.

Dlatego, że możesz.

A możesz zawsze.

W windzie.W łóżku.W toalecie.Na światłach.W trakcie rozmowy z kimś, kto właśnie mówi coś ważnego.

Twoje kciuki mają lepszą kondycję niż twoja psychika.

Social media nie są aplikacją.

To środowisko.

To powietrze, którym oddychasz, tylko że pachnie plastikiem i cudzym sukcesem.

Kiedyś ludzie porównywali się do sąsiadów.Dzisiaj porównują się do świata.

I przegrywają.

• Widzisz sześciopak kogoś, kto ma trenera, dietetyka i filtr.• Widzisz związek, który istnieje głównie w relacjach 24h.• Widzisz „spontaniczny” wyjazd zaplanowany trzy miesiące wcześniej pod algorytm.

Nie widzisz długów.Nie widzisz terapii.Nie widzisz ciszy po wyłączeniu kamery.

Social media obiecały nam głos.

Dostałeś mikrofon.Ale razem z nim stadion, który cię ocenia.

Lajk to nowa waluta.Obserwujący to nowa kasta społeczna.Zasięgi to nowa religia.

I wszyscy udają, że to zabawa.

To nie jest zabawa.

To wyścig.

Bez mety.Bez zasad.Bez snu.

Kiedyś człowiek miał jedno życie.Teraz ma dwa.

Jedno realne.Drugie zoptymalizowane.

W realnym jesteś zmęczony, spóźniony i nie wiesz, co zjeść na obiad.W internetowym jesteś „wdzięczny za ten piękny dzień”.

I zaczynasz wierzyć w tę wersję.

• Publikujesz uśmiech, kiedy nie masz siły rozmawiać.• Publikujesz produktywność, kiedy odkładasz wszystko na później.• Publikujesz szczerość, która została przemyślana przez godzinę.

Autentyczność stała się strategią marketingową.

Im bardziej „prawdziwy” jesteś, tym lepiej to sprzedajesz.

Algorytm wie o tobie więcej niż twoi znajomi.

Wie, kiedy nie śpisz.Wie, czego się boisz.Wie, co cię wkurza.

I podaje ci to w idealnych proporcjach.

Trochę zazdrości.Trochę gniewu.Trochę inspiracji.Trochę dramy.

Dokładnie tyle, żebyś został.

Social media nie krzyczą.

One szepczą.

Jeszcze jeden scroll.Jeszcze jeden filmik.Jeszcze jedna opinia kogoś, kogo nie znasz.

A potem orientujesz się, że minęła godzina.

I nic się nie wydarzyło.

Poza tym, że twoje poczucie własnej wartości zostało delikatnie przestawione o kilka milimetrów w dół.

Nie czujesz tego od razu.

To działa jak wilgoć w ścianach.

Powoli.Konsekwentnie.Bez fajerwerków.

Ta książka nie będzie ci mówić, żebyś usunął konto.

Nie będzie mówić, żebyś „znalazł balans”.

Balans to słowo dla ludzi, którzy sprzedają kursy.

Tu będzie brutalnie.

• O tym, dlaczego potrzebujesz obcych ludzi, żeby poczuć się kimś.• O tym, dlaczego boisz się ciszy bez powiadomień.• O tym, dlaczego udajesz, że to tylko rozrywka.

To nie jest atak.

To lustro.

Możesz je odłożyć.

Ale wiesz, że i tak w nie spojrzysz.

Bo najbardziej boli to, co jest prawdziwe.

A prawda o social mediach jest prosta:

Nie korzystasz z nich.

To one korzystają z ciebie.

Rozdział 1 – Algorytm zna cię lepiej niż twoja matka

Kiedyś twoja matka wiedziała wszystko.

Z kim się spotykasz.Dlaczego jesteś smutny.Kiedy coś kombinujesz.

Dzisiaj wie to algorytm.

I nie musi pytać.

Nie musi słuchać.

Nie musi zgadywać.

On patrzy.

Nie na to, co publikujesz.

Na to, przy czym się zatrzymujesz.

To nie lajki są walutą.

Czas jest walutą.

• Zatrzymałeś się przy zdjęciu byłej partnerki na 3 sekundy dłużej.• Obejrzałeś film o zdradzie do końca.• Przeczytałeś komentarze pod polityczną awanturą, choć mówiłeś, że masz dość.

Algorytm zapisuje.

Ty zapominasz.

On nie.

Myślisz, że masz feed.

Feed ma ciebie.

To nie jest przypadkowy zbiór treści.

To jest perfekcyjnie ułożona układanka twoich słabości.

Trochę strachu.Trochę pożądania.Trochę oburzenia.Trochę aspiracji.

Dokładnie tyle, żebyś nie wyszedł.

Nie chodzi o to, żebyś był szczęśliwy.

Chodzi o to, żebyś był zaangażowany.

Zaangażowanie to eleganckie słowo na uzależnienie.

Nie zauważasz momentu, w którym przestajesz wybierać.

• Nie wybierasz, co oglądasz.• Nie wybierasz, o czym myślisz.• Nie wybierasz, czym się wkurzasz.

To jest podane.

Ciepłe.Dopasowane.Osobiste.

Algorytm nie ocenia cię moralnie.

On optymalizuje.

Jeśli reagujesz na dramę – dostaniesz dramę.Jeśli reagujesz na luksus – dostaniesz luksus.Jeśli reagujesz na porównywanie się – dostaniesz powody do porównywania się.

I powoli zaczynasz wierzyć, że świat naprawdę tak wygląda.

Że wszyscy podróżują.Że wszyscy inwestują.Że wszyscy mają formę życia.Że wszyscy są w szczęśliwych związkach.

Nie.

Wszyscy są dobrze wyświetleni.

To różnica.

Kiedyś manipulacja była toporna.

Reklama krzyczała: „Kup to!”

Dzisiaj manipulacja jest subtelna.

• Najpierw pokaże ci problem.• Potem ludzi, którzy sobie z nim „radzą”.• Na końcu produkt, który „nie jest reklamą”.

I ty to kupujesz.

Nie tylko produkt.

Narrację.

Algorytm uczy się szybciej niż ty.

Ty potrzebujesz lat, żeby zrozumieć siebie.

On potrzebuje kilku godzin twojej aktywności.

Wie, o której jesteś najbardziej samotny.

Wie, o której zaczynasz wątpić w siebie.

Wie, kiedy najłatwiej sprzedać ci „lepszą wersję ciebie”.

• O 23:47 oglądasz motywacyjne rolki, bo boisz się, że stoisz w miejscu.• O 7:15 przeglądasz sukcesy innych, zanim jeszcze umyjesz zęby.• O 14:30 szukasz ucieczki, bo nie chce ci się wracać do tego, co masz zrobić.

To nie jest przypadek.

To wzór.

Największa iluzja?

Myślisz, że algorytm pokazuje ci to, co lubisz.

On pokazuje ci to, przy czym nie potrafisz odejść.

To ogromna różnica.

Lubienie jest świadome.

Nieumiejętność odejścia jest impulsem.

A impuls sprzedaje się najlepiej.

Zauważ, jak zmieniły się twoje rozmowy.

Kiedyś mówiłeś o tym, co przeżyłeś.

Dzisiaj mówisz o tym, co zobaczyłeś.

• „Widziałeś ten filmik?”• „Słyszałeś, co powiedział?”• „Widziałeś tę dramę?”

Twoje emocje coraz częściej nie pochodzą z twojego życia.

Pochodzą z feedu.

Czujesz oburzenie, choć nic ci się nie stało.Czujesz zazdrość, choć niczego nie straciłeś.Czujesz presję, choć nikt realnie cię nie goni.

To jest genialne.

Bo jesteś zmęczony czymś, co nie istnieje.

Algorytm nie chce twojego szczęścia.

On chce twojego czasu.

Czas to dane.Dane to przewidywalność.Przewidywalność to pieniądze.

Ty jesteś wykresem.

Zestawem reakcji.

Segmentem.

Nie osobą.

I najdziwniejsze?

Trochę ci to pasuje.

Bo algorytm daje ci coś, czego ludzie często nie dają.

Uwagę.

Reaguje na każdy twój ruch.

Dopasowuje się.

Nie kłóci się.

Nie znika.

• Jeśli jesteś wkurzony – dostaniesz paliwo.• Jeśli jesteś smutny – dostaniesz historie o jeszcze smutniejszych.• Jeśli jesteś ambitny – dostaniesz ludzi, którzy robią więcej.

Zawsze coś.

Nigdy cisza.

A cisza jest dziś najbardziej przerażająca.

Bo w ciszy nie ma podpowiedzi.

Nie ma scrolla.

Nie ma kolejnej dawki.

Jest tylko ty.

Bez filtra.

Bez narracji.

Bez algorytmu, który mówi ci, kim jesteś.

I może dlatego wracasz.

Nie dlatego, że to takie ciekawe.

Dlatego, że bez tego czujesz się trochę mniej określony.

Algorytm nadaje ci kształt.

Ty oddajesz mu czas.

Sprawiedliwa wymiana.

Tylko że on na tym zarabia.

A ty?

Ty po prostu scrollujesz.

Rozdział 2 – Lajk to nowa waluta poczucia własnej wartości

Kiedyś wystarczył komplement.

Krótki.Niezręczny.Czasem nieporadny.

Dzisiaj potrzebujesz licznika.

Serduszko.

Kciuk.

Ogień.

Lajk nie jest już reakcją.

To potwierdzenie istnienia.

• Publikujesz zdjęcie i odświeżasz ekran szybciej, niż przyznasz się przed sobą.• Sprawdzasz, kto zobaczył relację, jakby to była lista gości na twoim własnym pogrzebie.• Usuwasz post, jeśli „nie poszedł”, jakby to była osobista porażka.

Bo jest.

W twojej głowie – jest.

Liczby są brutalnie szczere.

Albo rosną.

Albo nie.

Nie ma „może”.

Nie ma „kontekstu”.

Jest wykres.

I ty na nim.

Kiedy dostajesz dużo lajków, czujesz się lekki.

Trochę ważniejszy.

Trochę bardziej widoczny.

Jakby świat na chwilę powiedział: „Tak, widzimy cię.”

To uzależnia szybciej, niż myślisz.

Bo to czyste.

Natychmiastowe.

Bez wysiłku emocjonalnego.

Nie musisz prowadzić trudnej rozmowy.

Nie musisz budować relacji.

Wystarczy dobrze dobrane światło.

• Wybierasz zdjęcie, na którym wyglądasz „naturalnie”, choć zrobiłeś ich czterdzieści siedem.• Piszesz opis, który brzmi spontanicznie, choć edytowałeś go przez dwadzieścia minut.• Udajesz dystans, ale liczysz reakcje.

To nie jest próżność.

To system.

Lajk to mikro-nagroda.

Krótki strzał dopaminy.

Mózg nie rozróżnia, czy dostałeś premię w pracy, czy sto serduszek pod zdjęciem.

Czuje nagrodę.

I chce więcej.

Najgorsze nie jest to, że publikujesz.

Najgorsze jest to, że zaczynasz siebie oceniać przez pryzmat reakcji.

• Jeśli post ma mało lajków, zaczynasz kwestionować treść.• Potem styl.• Potem siebie.

„Może jestem nudny.”„Może nie jestem wystarczający.”„Może powinienem być bardziej…”

Bardziej co?

Bardziej kontrowersyjny.Bardziej odważny.Bardziej sexy.Bardziej szczery.Bardziej czymkolwiek, co się klika.

Zaczynasz dostosowywać osobowość do algorytmu.

To jest moment, w którym przestajesz być sobą.

A zaczynasz być strategią.

Najbardziej ironiczne?

Wszyscy wiedzą, że lajki nic nie znaczą.

A jednak znaczą wszystko.

Mówimy, że to „tylko internet”.

Ale kiedy ktoś ignoruje twój post, czujesz ukłucie.

Małe.

Ciche.

Ale realne.

Bo ignorancja w sieci boli tak samo jak w realu.

Może nawet bardziej.

W realnym świecie nie widzisz, kto cię zignorował.

Tu masz listę.

Czarno na białym.

Widzę.

Nie reaguję.

To nowa forma społecznej hierarchii.

• Ci z dużą liczbą obserwujących mówią głośniej.• Ci z małą liczbą słuchają.• Wszyscy udają, że to nie ma znaczenia.

Ma.

Gdyby nie miało, nie sprawdzałbyś.

Nie porównywałbyś.

Nie analizował, dlaczego ktoś z mniejszym talentem ma większe zasięgi.

To nie jest już komunikacja.

To rynek uwagi.

A uwaga jest ograniczona.

Więc konkurujesz.

Z przyjaciółmi.

Z partnerem.

Z obcymi.

Z celebrytą, który nawet nie wie, że istniejesz.

I powoli zaczynasz mylić popularność z wartością.

Jeśli coś ma dużo reakcji, wydaje się ważne.

Jeśli ma mało – wydaje się niewarte.

Proste.

Niebezpieczne.

Bo twoje życie nie jest viralem.

Ma momenty ciszy.

Niedoskonałości.

Powtórzenia.

A internet nagradza tylko highlighty.

Zaczynasz żyć pod kątem publikacji.

• To nie jest już wyjazd. To content.• To nie jest już kolacja. To estetyka.• To nie jest już chwila. To potencjalny post.

I jeśli coś nie nadaje się do pokazania, jakby było mniej realne.

Mniej ważne.

Mniej warte przeżycia.

To jest najcichsza zmiana.

Nie to, że publikujesz.

Tylko to, że zaczynasz żyć z myślą o publikacji.

Lajk przestał być reakcją.

Stał się miarą.

Miary są bezlitosne.

Nie pytają, czy miałeś gorszy dzień.

Nie pytają, czy coś przeżywasz.

One tylko liczą.

A ty liczysz razem z nimi.

I mówisz sobie, że masz dystans.

Ale kiedy telefon zawibruje, serce i tak przyspiesza.

Bo może to ktoś zobaczył.

Może ktoś potwierdził.

Może ktoś dał znak, że jesteś wystarczający.

Tylko na chwilę.

Do następnego posta.