Absurdy posiadania zwierząt - czyli dlaczego i tak zrobisz to jeszcze raz - Max Paradox - ebook

Absurdy posiadania zwierząt - czyli dlaczego i tak zrobisz to jeszcze raz ebook

Max Paradox

0,0

Opis

„To tylko zwierzę” to największe kłamstwo, jakie sobie wmówiłeś.

Ta książka to bezlitosna, absurdalnie zabawna i zaskakująco prawdziwa opowieść o tym, co naprawdę oznacza posiadanie zwierzęcia. Bez lukru. Bez porad. Bez udawania, że wszystko jest słodkie, instagramowe i pod kontrolą.

Autor z chirurgiczną precyzją rozkłada na czynniki pierwsze codzienność właścicieli zwierząt:

·       decyzję, która „miała być fajna”,

·       mieszkanie, które „było ładne”,

·       spacery jako publiczny teatr absurdu,

·       innych właścicieli, których wolałbyś nie spotkać,

·       pieniądze, które znikają szybciej niż sierść z ubrań,

·       związek wystawiony na próbę,

·       wstyd, kompromitacje i internetowe porównywanie się z ideałem,

·       chorobę, starość i myśli, których nikt nie chce mieć,

·       oraz to jedno zdanie: „już nigdy więcej”, które zawsze okazuje się kłamstwem.

To książka o miłości, która wchodzi bez zaproszenia i zostaje na lata.
O odpowiedzialności, której nikt nie potrafi dobrze wytłumaczyć.
I o relacji, która jest śmieszna, męcząca, kosztowna - i mimo wszystko absolutnie warta wszystkiego.

Dla kogo jest ta książka?

·       dla tych, którzy mają zwierzę i śmieją się przez zaciśnięte zęby,

·       dla tych, którzy myślą, że „to tylko pies” albo „to tylko kot”,

·       dla tych, którzy mówią „nigdy więcej”, a potem robią dokładnie odwrotnie.

To nie jest książka o zwierzętach.
To jest książka o ludziach, którzy myśleli, że nad czymś panują.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 113

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.


Podobne


WSTĘP – „To tylko zwierzę” to największe kłamstwo, jakie sobie wmówiłeś

Ta książka nie powstała po to, żeby nauczyć cię, jak dbać o zwierzę. Nie powstała też po to, żeby powiedzieć ci, że robisz coś źle. I absolutnie nie powstała po to, żeby moralizować albo pouczać, bo zwierzęta mają w dupie moralność, a właściciele udają, że jej nie potrzebują. Ta książka powstała, bo wszyscy kłamiemy. Kłamiemy sobie, znajomym, rodzinie i każdemu, kto pyta, czy warto brać zwierzę. Kłamiemy z pełnym przekonaniem i lekkim uśmiechem, mówiąc:

• „To tylko pies.”• „To tylko kot.”• „Zwierzę to mniejsza odpowiedzialność niż dziecko.”• „Będzie fajnie.”

Nie będzie tylko fajnie. Będzie też głośno, drogo, śmierdząco, chaotycznie i emocjonalnie, ale bardzo szybko uznasz, że dokładnie tak miało być i że nie pamiętasz już, jak wyglądało życie wcześniej.

Zwierzę nie wchodzi do twojego życia dramatycznie. Ono wślizguje się bokiem, powoli i bez zapowiedzi. Najpierw jest myślą rzuconą mimochodem, potem zdjęciem wysłanym przez znajomego, a później decyzją podjętą w momencie, w którym absolutnie nie powinno się podejmować żadnych decyzji. Zwykle dzieje się to:

• w niedzielę wieczorem• po jednym piwie albo jednym ciężkim tygodniu• po obejrzeniu filmiku z internetu• po zdaniu „zobacz jaki słodki”

Nikt nigdy nie mówi: „Weźmy zwierzę, bo chcę mieć mniej snu, więcej wydatków i totalny rozpierdol w mieszkaniu”. A dokładnie to dostajesz w pakiecie powitalnym, razem z poczuciem winy, które pojawi się przy pierwszej myśli, że może jednak było ci kiedyś lżej.

Na początku jesteś pełen ideałów. Wierzysz, że tym razem będzie inaczej. Że będziesz odpowiedzialny, konsekwentny i spokojny. Masz plan, a w tym planie jest miejsce na regularne spacery, dobrą karmę, jasne zasady i granice, których nikt nie przekroczy. W twojej głowie wszystko wygląda idealnie, bo jeszcze nie wiesz, że zwierzę nie zna twojego planu, nie szanuje go i nawet nie udaje, że go rozumie. Zwierzę ma swoje własne priorytety, a są nimi:

• potrzeby• charakter• humory• momenty „bo tak”

Hierarchia ustala się bardzo szybko i w pewnym momencie orientujesz się, że to nie ty jesteś stroną decyzyjną. Ty się dostosowujesz, a ono obserwuje, jak daleko może się posunąć.

Zwierzę nie interesuje się tym, czy masz gorszy dzień, czy boli cię głowa, czy jutro masz ważne spotkanie i czy właśnie zasnąłeś po najcięższym tygodniu w pracy. Zwierzę chce teraz, natychmiast i już. Jeśli tego nie dostanie, zaczyna stosować metody nacisku, które działają lepiej niż jakikolwiek coaching, terapia czy motywacyjna książka. Będzie stało. Będzie patrzyło. Będzie piszczało. Będzie drapało. Będzie oddychało ci w twarz. I w końcu się złamiesz, bo każdy się łamie, a tylko nieliczni udają, że nie.

Od tego momentu twoje życie dzieli się na dwa wyraźne etapy:

• przed zwierzęciem• po zwierzęciu

Zmieniają się rozmowy, zmieniają się wydatki, zmieniają się priorytety i bardzo szybko zmienia się twoja definicja normalności. Zaczynasz mówić rzeczy, których wcześniej byś się wstydził, i mówisz je zupełnie serio:

• „Zobacz, jaki dziś zrobił kupę.”• „On ma dziś gorszy humor.”• „Nie mogę, bo pies.”

Nie zauważasz momentu, w którym to się dzieje. To po prostu staje się twoim życiem.

Ta książka jest dla ludzi, którzy kochają swoje zwierzęta, mają ich momentami serdecznie dość i jednocześnie nie wyobrażają sobie życia bez nich. Dla tych, którzy po chorobach, kosztach i emocjonalnych rollercoasterach mówią: „Nigdy więcej”, a tydzień później znowu przeglądają ogłoszenia. Dla tych, którzy wiedzą, że to absurdalne, nieracjonalne i kompletnie nieopłacalne, ale robią to jeszcze raz.

Nie znajdziesz tu porad, checklist ani złotych rad. Znajdziesz za to absurd, przesadę i sytuacje, które znasz aż za dobrze. Znajdziesz też śmiech, taki trochę nerwowy, w stylu: „Kurwa… to o mnie”. Jeśli masz zwierzę, rozpoznasz się natychmiast. Jeśli go nie masz, po tej książce albo nigdy go nie weźmiesz, albo zrobisz dokładnie odwrotnie. I obie decyzje będą tak samo nierozsądne.

ROZDZIAŁ 1 – „Weźmy zwierzaka, będzie fajnie” czyli decyzja, która niszczy życie powoli

Każda historia o zwierzęciu zaczyna się tak samo. Nie dramatycznie, nie odpowiedzialnie i na pewno nie po dorosłemu. Zaczyna się lekko, niewinnie i kompletnie bezmyślnie. Zaczyna się od zdania, które brzmi jak obietnica, a w rzeczywistości jest zapowiedzią wieloletniego chaosu: „Weźmy zwierzaka, będzie fajnie”. To zdanie nigdy nie pada w kontekście realnych konsekwencji, planów ani odpowiedzialności. Ono pada wtedy, kiedy mózg jest już zmęczony, serce chce czegoś miłego, a rozsądek wyszedł na papierosa i nie wrócił.

Zwierzę bardzo rzadko jest decyzją. Zdecydowanie częściej jest impulsem. Jest reakcją emocjonalną na chwilowy stan ducha, potrzebą zmiany albo próbą poprawienia sobie nastroju po tygodniu, który był zbyt długi. Czasem jest też rozpaczliwą próbą nadania sensu czemuś, co zaczęło się rozjeżdżać. Bo przecież pies zbliża, kot uspokaja, a zwierzę „uczy odpowiedzialności”. Tak przynajmniej mówią ludzie, którzy już je mają i zorientowali się, że odwrotu nie ma.

Decyzja o wzięciu zwierzęcia zapada w okolicznościach, które absolutnie nie powinny prowadzić do żadnych decyzji długoterminowych. Najczęściej dzieje się to:

• w niedzielę wieczorem, kiedy jutro jest poniedziałek• po ciężkim tygodniu, który sprawił, że masz dość wszystkiego• po jednym piwie, winie albo trzech drinkach• po obejrzeniu filmiku, w którym zwierzę wygląda jak żywa maskotka• po zdaniu „zobacz jaki słodki”

To nigdy nie jest moment refleksji. To moment emocji. A emocje są fatalnymi doradcami, szczególnie jeśli chodzi o coś, co będzie z tobą codziennie, bez przerwy, bez urlopu i bez możliwości oddania do serwisu, kiedy zacznie sprawiać problemy.

Na tym etapie każdy przyszły właściciel jest ekspertem. Każdy wie, jak to będzie wyglądało. Każdy ma wizję, w której zwierzę idealnie dopasowuje się do jego stylu życia, harmonogramu i charakteru. W tej wizji zwierzę:

• wstaje, kiedy ty wstajesz• śpi, kiedy ty śpisz• nie choruje• nie niszczy• nie brudzi• nie ma gorszych dni• nie ma własnych pomysłów

W tej wizji zwierzę jest dodatkiem do życia, a nie jego głównym operatorem. Jest elementem dekoracyjnym, a nie centralnym punktem dnia. Jest „fajne”, ale niewymagające. I właśnie ta wizja jest pierwszym poważnym oszustwem, jakie sam sobie sprzedajesz.

W twojej głowie wszystko jest pod kontrolą. Jest plan, jest harmonia i jest przekonanie, że „my to ogarniemy”. Bo przecież inni jakoś ogarniają. Bo przecież to nie jest dziecko. Bo przecież to tylko zwierzę. I właśnie w tym miejscu popełniasz błąd. Nie dlatego, że porównujesz zwierzę do dziecka, tylko dlatego, że próbujesz porównać coś kompletnie nieprzewidywalnego do czegokolwiek racjonalnego.

Bardzo często decyzja o zwierzęciu jest wspólna. I to jest jeszcze gorsze. Wspólne decyzje dają fałszywe poczucie bezpieczeństwa, bo skoro decydujemy razem, to odpowiedzialność się rozmywa. Skoro mówimy „my”, to nikt nie mówi „ja”. Bardzo szybko okazuje się, że:

• „my” oznacza jedną osobę, która wstaje wcześniej• „my” oznacza jedną osobę, która sprząta• „my” oznacza jedną osobę, która chodzi do weterynarza• „my” oznacza jedną osobę, która rezygnuje• „my” oznacza jedną osobę, która ma już dość

Druga osoba nadal deklaruje miłość, nadal wrzuca zdjęcia i nadal mówi, że „przecież pomaga”, ale w praktyce „my” kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się odpowiedzialność.

W tym momencie jeszcze tego nie wiesz, ale decyzja już zapadła. Nawet jeśli jeszcze nie masz zwierzęcia w domu, nawet jeśli dopiero „rozważasz”, nawet jeśli „tylko oglądasz ogłoszenia”. Gdy zaczynasz wyobrażać sobie imię, miejsce do spania i to, jak będzie wyglądało wasze wspólne życie, to nie jest research. To jest emocjonalne przywiązanie w wersji demonstracyjnej.

Ogłoszenia zawsze kłamią. Zwierzęta są w nich spokojne, ułożone i „nauczone czystości”. Każde ogłoszenie obiecuje ideał. Nikt nie pisze, że zwierzę:

• ma charakter terrorysty• reaguje alergicznie na ciszę• testuje granice dla sportu• niszczy rzeczy, do których jesteś przywiązany• ma więcej energii niż ty cierpliwości

Prawda się nie klika, więc jej tam nie ma.

Kiedy decyzja już zapadnie, zaczyna się faza racjonalizacji. To moment, w którym tłumaczysz sobie, że wszystko było przemyślane, odpowiedzialne i logiczne. Nawet jeśli decyzja zapadła w pięć minut, w twojej głowie bardzo szybko zamienia się w „od dawna o tym myśleliśmy”. To mechanizm obronny, bez którego trudno byłoby zaakceptować fakt, że właśnie dobrowolnie komplikujesz sobie życie.

Potem przychodzą przygotowania. Kupujesz akcesoria, czytasz poradniki i oglądasz filmiki. Czujesz się jak ktoś, kto panuje nad sytuacją. Masz listę rzeczy do kupienia i przekonanie, że skoro masz:

• legowisko• miskę• zabawkę• karmę• smycz

to jesteś gotowy. To dokładnie tak, jakbyś uznał, że jesteś gotowy na maraton, bo kupiłeś buty.

Przygotowania dają złudne poczucie kontroli, ale prawdziwe życie zaczyna się dopiero wtedy, gdy zwierzę przekroczy próg twojego domu. To jest moment, w którym kończy się teoria, a zaczyna praktyka. Moment, w którym twoje życie staje się mniej przewidywalne, bardziej chaotyczne i zdecydowanie głośniejsze.

I choć jeszcze wtedy tego nie wiesz, to właśnie podpisałeś umowę bez daty zakończenia. Dobrowolnie. Z pełną świadomością. I z uśmiechem na twarzy.

Na tym etapie wciąż masz poczucie, że sytuacja jest pod kontrolą. Jeszcze się nie boisz. Jeszcze nie jesteś zmęczony. Jeszcze wierzysz, że to wszystko da się poukładać. Mówisz sobie, że „to tylko kwestia przyzwyczajenia” i że za chwilę wszystko wejdzie w normalny rytm. To bardzo ważny moment, bo właśnie wtedy popełniasz ostatni błąd, zanim rzeczywistość przejmie stery.

Zaczynasz porównywać się do innych. Do ludzi, którzy mają zwierzęta od lat i jakoś żyją. Patrzysz na nich i myślisz, że skoro oni dali radę, to ty też dasz. Nie bierzesz pod uwagę jednego drobnego szczegółu: oni już są po drugiej stronie. Oni już przeszli etap zaprzeczenia, złości i negocjacji. Ty dopiero wchodzisz do gry.

W twojej głowie wciąż istnieje plan awaryjny. Jeszcze go nie nazywasz, ale on tam jest. Coś w stylu „zobaczymy, jak będzie” albo „najwyżej się jakoś dostosujemy”. Ten plan awaryjny opiera się na kilku bardzo naiwnych założeniach:

• że zwierzę „z czasem się uspokoi”• że pewne rzeczy „same się ułożą”• że przyzwyczajenie działa w obie strony• że twoje granice mają realne znaczenie

To są piękne założenia. Romantyczne. Kompletnie oderwane od rzeczywistości.

Jeszcze nie wiesz, że za chwilę zmieni się twoje postrzeganie czasu, przestrzeni i ciszy. Jeszcze nie wiesz, że słowo „na chwilę” straci sens, a zdanie „zaraz wracam” stanie się obietnicą bez pokrycia. Jeszcze nie wiesz, że zwykłe wyjście z domu zacznie wymagać planowania, a spontaniczność stanie się luksusem.

I właśnie dlatego ten moment jest tak ważny. Bo to ostatnia chwila, w której decyzja o zwierzęciu wydaje ci się po prostu „fajnym pomysłem”. Za moment stanie się faktem. Codziennym. Nieodwołalnym. I bardzo osobistym.

Ale spokojnie. Jeszcze się uśmiechasz. Jeszcze mówisz, że „będzie dobrze”. Jeszcze nie wiesz, że właśnie zaczęła się przygoda, z której nie ma wyjścia, a jedyną drogą jest iść dalej i udawać, że dokładnie tak to sobie zaplanowałeś.

ROZDZIAŁ 2 – Pierwsze dni: zachwyt, miłość i zapach gówna

Pierwsze dni ze zwierzęciem są jak miesiąc miodowy, tylko bez hotelu, bez drinków i z większą ilością sprzątania. To moment, w którym jesteś jeszcze szczęśliwy, niewyspany i kompletnie oderwany od rzeczywistości. Wszystko wydaje się nowe, intensywne i wyjątkowe. Nawet chaos ma w sobie coś ekscytującego, bo przecież to „nowy rozdział życia”, a każdy nowy rozdział na początku wygląda dobrze.

Na tym etapie wszystko wybaczasz. Każde zachowanie da się obronić. Każdą wpadkę da się wytłumaczyć. Każdą katastrofę można nazwać „adaptacją”. Jeszcze nie mówisz, że coś jest problemem. Mówisz, że to proces. Proces brzmi mądrze i daje złudzenie, że masz nad tym kontrolę.

Pierwszy dzień to euforia. Robisz zdjęcia. Dużo zdjęć. Wysyłasz je wszystkim, nawet ludziom, z którymi nie rozmawiałeś od lat. Sprawdzasz, czy ktoś już odpisał. Wracasz do galerii co kilka minut, żeby upewnić się, że to się naprawdę wydarzyło. Patrzysz, jak zwierzę śpi, oddycha, porusza łapą i myślisz, że to absolutnie najpiękniejsze stworzenie, jakie kiedykolwiek istniało.

Drugi dzień nadal jest dobry, ale zaczynasz zauważać drobne nieścisłości między wizją a rzeczywistością. Zwierzę ma swoje tempo. Swoje potrzeby. Swoje pomysły. Jeszcze się tym nie przejmujesz, bo miłość działa jak filtr. Widzisz tylko to, co chcesz widzieć, a resztę ignorujesz z pełnym przekonaniem, że „zaraz się ułoży”.

Trzeci dzień to moment przełomowy. Zaczynasz rozumieć, że to nie jest gość na weekend ani projekt czasowy. To jest stały lokator. Obecny zawsze. W każdej czynności. W każdej decyzji. W każdej próbie zrobienia czegokolwiek „po swojemu”. Zwierzę jest wszędzie. Nawet wtedy, kiedy go fizycznie nie ma, bo w twojej głowie już planujesz wszystko pod jego potrzeby.

W pierwszych dniach bardzo szybko łamiesz wszystkie zasady, które sobie wcześniej ustaliłeś. Robisz to świadomie i bez wyrzutów sumienia. Przecież jeszcze jest małe. Przecież musi się poczuć bezpiecznie. Przecież na razie można. I tak bez większego oporu pozwalasz na:

• wchodzenie na kanapę• spanie w łóżku• siedzenie na kolanach• lizanie twarzy• ignorowanie komend

Jeszcze nie wiesz, że to „na razie” właśnie zapisuje się w pamięci zwierzęcia jako „zawsze”.

Zwierzę bardzo szybko uczy się, że granice są pojęciem umownym, a konsekwencja to coś, co dotyczy innych ludzi. Obserwuje cię uważnie, testuje reakcje i sprawdza, gdzie kończy się twoja cierpliwość. Ty w tym czasie wciąż jesteś w fazie zachwytu i traktujesz każde przekroczenie jako coś śmiesznego albo uroczo problematycznego.

Pierwsze noce są osobnym testem psychiki. Sen przestaje być oczywistością, a zaczyna być nagrodą. Zwierzę nie śpi wtedy, kiedy ty śpisz. Ono śpi wtedy, kiedy chce, a resztę czasu poświęca na aktywności, które wydają się absolutnie zbędne o trzeciej nad ranem. Ty leżysz w łóżku i próbujesz zrozumieć, jak to możliwe, że coś tak małego generuje tyle hałasu.

W tym momencie zaczynasz odkrywać nowe emocje. Z jednej strony miłość i przywiązanie, z drugiej zmęczenie i irytację, a pomiędzy nimi poczucie winy, że w ogóle czujesz irytację. Bo przecież to tylko zwierzę. Bo przecież sam tego chciałeś. Bo przecież jesteś dorosły i powinieneś sobie radzić.