29,99 zł
To nie jest poradnik kariery.
To nie jest książka motywacyjna.
To jest raport z pola walki.
Jeśli kiedykolwiek:
to ta książka nie jest dla Ciebie.
Ona jest o Tobie.
„Absurdy w korporacji” to bezlitosna, ironiczna i momentami boleśnie trafna opowieść o świecie:
Nie znajdziesz tu złotych rad, afirmacji ani haseł w stylu „zmień mindset”.
Znajdziesz za to:
To książka do czytania:
Przeczytaj. Pośmiej się. Przytaknij głową.
A jutro i tak pójdziesz do pracy
Publikacja została przygotowana z wykorzystaniem narzędzi wspomagających proces twórczy, w tym rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję. Ostateczna koncepcja, struktura i redakcja należą do autora.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 87
Rok wydania: 2026
Dlaczego ta książka powstała?
Korporacje to takie miejsca, gdzie człowiek idzie „po doświadczenie”, a wychodzi z traumą i zapasem żartów na całe życie. Każdy, kto choć raz otworzył drzwi do open space, wie, że w środku czeka inny świat - świat absurdów, które są tak codzienne, że przestajesz je zauważać.
Jeżeli trzymasz tę książkę w rękach (albo czytniku, bo przecież kto w korpo ma czas na papier?), to znaczy, że albo:
dopiero zaczynasz przygodę z „pracą w dużej firmie” i boisz się, że nie ogarniesz,
albo już tam siedzisz od kilku lat i traktujesz kawę jak surowiec strategiczny,
albo (co najgorsze) właśnie rozważasz powrót do tego świata, bo „stabilizacja” i „benefity”.
Powód jest nieważny. Ważne, że tu jesteś - i że potrzebujesz mapy po krainie, gdzie spotkanie trwa 2 godziny i kończy się ustaleniem, że… trzeba się spotkać ponownie.
Korpo jako najlepszy kabaret na świecie
Powiedzmy sobie szczerze, że korpo to najdroższy stand-up, w którym występujesz codziennie, tylko nikt ci za to nie płaci ekstra.
Do dyspozycji masz:
absurdalne role (junior specialist do spraw rzeczy, o których nikt nic nie wie),
scenografię (open space z klimatyzacją w trybie losowym),
aktorów (kolega, który udaje zajętego, klikając w Excela bez danych),
reżysera (menedżer, który sam nie wie, jaki jest cel projektu).
Każdy dzień to skecz.Każdy mail to mem.Każdy feedback to parodia psychoterapii.
I o tym właśnie jest ta książka - żeby pokazać, że te absurdy nie są tylko w twojej głowie. One są realne, powszechne i… tak naprawdę śmieszne.
Dla kogo to jest?
Dla świeżaków - żebyś wiedział, w co się pakujesz i nie dał sobie wmówić, że tak „musi być”.
Dla starych wyjadaczy - żebyś mógł się pośmiać z tego, co i tak przeżywasz codziennie.
Dla tych, którzy uciekli - żebyś przypomniał sobie, dlaczego nigdy tam nie wrócisz.
Jak korzystać z tego „poradnika przetrwania”?
Ta książka nie nauczy cię, jak robić kariery, nie znajdziesz tu porad typu: „5 kroków do zostania dyrektorem w rok” - NIE.
Znajdziesz tu:
humor, sarkazm i trochę przekleństw,
historie prawdziwe i pół-prawdziwe (bo przecież życie pisze najlepsze żarty),
porady, które bardziej rozśmieszą niż faktycznie pomogą,
checklisty i buzzword bingo, dzięki którym kolejne spotkanie stanie się znośniejsze.
To nie jest poradnik motywacyjny - to książka-terapia.
Bo kiedy wiesz, że inni mają tak samo, trochę łatwiej ci znieść codzienny absurd.
Uwaga: sarkazm w natarciu
Niektóre fragmenty tej książki będą ostrzejsze niż kawa z biurowego ekspresu.
Jeśli łatwo się obrażasz - nie czytaj.
Jeśli szukasz powagi - idź na szkolenie z „efektywnej komunikacji” i baw się dobrze.
Ale jeśli masz dystans i lubisz się pośmiać - zostań.
Obiecuję, że każdy rozdział będzie jak firmowy stand-up, tylko bez obowiązkowego team buildingu w górach.
Absurd dnia ☕
Na szkoleniu o radzeniu sobie ze stresem trener powiedział: po prostu mniej się stresuj.
Firma zapłaciła za to 10 tysięcy.
Podsumowanie
To książka o nas wszystkich - o pracownikach, którzy codziennie walczą z mailem o 17:59, spotkaniami o niczym i feedbackiem, który nic nie wnosi.Możesz się z tego śmiać. Możesz płakać. A najlepiej - robić obie rzeczy naraz.Bo korpo to nie tylko praca. To styl życia. Styl, którego nikt normalny by nie wybrał, ale w którym jakoś wszyscy tkwimy.
Pierwsze wejście do nowego świata
Wyobraź sobie: wchodzisz do ogromnego biurowca. Szklane drzwi obracają się powoli jakby testowały twoją cierpliwość. Marmurowa posadzka odbija twoje niepewne kroki, a recepcjonistka patrzy na ciebie jak na intruza, który pomylił adres.
Dzień dobry, do kogo pan?
Do pracy… – odpowiadasz, zaskoczony, że ktoś może przyjść tu dla przyjemności.
Identyfikator – twoja nowa tożsamość
Dostajesz identyfikator. Na zdjęciu wyglądasz, jakby ktoś zrobił ci fotkę w trakcie przesłuchania. Zresztą, tak to mniej więcej wyglądało – szybki błysk, zero przygotowania, zero „uśmiechnij się”.
Twoja matka by cię nie poznała. Prawdopodobnie nawet ty sam nie poznajesz siebie.
Identyfikator jest od teraz twoim paszportem do świata open space.Jeśli go zgubisz – stajesz się nikim.
Laptop, czyli narzędzie tortur
Kolejny etap: dostajesz laptopa. Nowoczesny, błyszczący, pachnący plastikiem i… kompletnie bezużyteczny. Dlaczego? Bo jeszcze nie masz konta w systemie.
Kiedy dostanę login? – pytasz nieśmiało.
Proszę poczekać, aż IT założy konto.
To potrwa. Ile? Nie wiadomo. Trzy godziny, trzy dni, a czasem trzy tygodnie.
Pierwsza lekcja: w korpo czas płynie inaczej. Coś, co na zewnątrz zajmuje pięć minut, tutaj trwa wieczność.
Onboarding – spektakl o niczym
Przychodzi czas na onboarding. Brzmi profesjonalnie. W praktyce to maraton PowerPointa. 200 slajdów. Logo firmy na każdym.
Misja: „Zmieniać świat”.
Wizja: „Być liderem branży”.
Wartości: „Pasja, innowacja, integracja”.
Brzmi jak reklama wody mineralnej.
Przykład z życia:
Nasz założyciel, pan Marek, w 1998 roku założył firmę w garażu…
A ty myślisz: „Dlaczego ja też nie siedziałem w garażu w ’98? Może dziś byłbym miliarderem?”.
Po godzinie zaczynasz odpływać. Po dwóch marzysz o wypadku ewakuacyjnym. Po trzech zadajesz sobie pytanie: „czy ja naprawdę podpisałem tę umowę?”.
Syndrom „wszyscy wiedzą, tylko ja nie”
Pierwsze dni to nieustanna gra w zagadki logiczne.
Gdzie jest toaleta?
Złóż ticket do Facility Managementu.
Jak się loguję do systemu raportowego?
Brzmi jak instrukcja obsługi statku kosmicznego.
Każdy dzień to gra RPG:
Znajdź dział HR na 11 piętrze.
Odblokuj konto w SAP-ie.
Zdobądź hasło, które wygaśnie, zanim je wpiszesz
.
Pierwsze spotkania – survival mode
Twój kalendarz sam się zapełnia. Nagle masz spotkania o nazwach:
status update,
kick-off,
alignment,
intro call,
catch-up – absolutny klasyk!
Pierwsze doświadczenie:
Musimy zeskalować ten issue do stakeholderów.
Myślisz: „Czy to po polsku?”
Po godzinie wiesz mniej, niż wiedziałeś przed wejściem. Witamy w świecie, gdzie spotkanie zawsze kończy się decyzją… żeby umówić kolejne spotkanie.
Pierwszy mail – i lawina absurdu
Outlook. Na początku skrzynka jest pusta. Myślisz: „super, nikt mnie jeszcze nie zauważył”.
Dzień później: 187 maili.
Po tygodniu: 1000.
Wątki wyglądają tak:
„FW: RE: FW: RE: Spotkanie dot. statusu projektu – poprawione FINAL v3.”Załączników: 12 i Każdy inny.
Rada i checklist: Skąd wiesz, że mail nie jest dla ciebie?
Masz go w DW.
W tytule jest akronim, którego nie znasz.
Załącznik nazywa się „raport_final2_nowynaprawde.xlsx”.
Pierwsze benefity – gorzka prawda
HR wysyła maila: „Możesz korzystać z benefitów!”. Klikasz z nadzieją.
Oferta:
Multisport (ale tylko do siłowni w piwnicach, gdzie śmierdzi gumą i potem),
karta lunchowa (100 zł na miesiąc, czyli 4 obiady w barze mlecznym w Warszawie),
ubezpieczenie (które i tak nic nie pokrywa).
Najlepszy benefit: kawa z ekspresu. Smakuje jak toner zmieszany ze smutkiem ale darmowa.
Dialog: świeżak kontra HR
Przepraszam, jak mogę zgłosić problem z komputerem?
Trzeba wypełnić formularz w systemie HelpDesk
Ale nie działa mi komputer.
To proszę wysłać maila.
…
Mini-checklista: Jak rozpoznać, że jesteś świeżakiem?
Masz na biurku nowiutki laptop, którego nie możesz uruchomić.
Nie znasz żadnego skrótu, a wszyscy mówią w akronimach.
Twoja skrzynka mailowa (jak już uda Ci się do niej dostać) to śmietnik, którego nie rozumiesz.
Twój identyfikator robi z ciebie kryminalistę.
Na pytanie „jak się zalogować” dostajesz instrukcję dłuższą niż twoja praca magisterska.
Absurd dnia 🐭
Zanim zaczniesz pracę, musisz udowodnić, że… faktycznie tu pracujesz.
Dostałem 5 loginów i 7 haseł. Żadne nie działało. IT kazało wysłać maila. Problem w tym, że nie miałem jeszcze maila.
Pierwszego dnia spędziłem 6 godzin na szkoleniu BHP online. Pytanie testowe: czy wolno pić kawę przy komputerze? Źle odpowiedziałem.
Menedżer zapytał, czy mam pytania. Powiedziałem: „Tak, co właściwie mam robić?” Odpowiedź: „to się okaże”.
Podsumowanie
Narodziny korposzczura to rytuał przejścia.
Najpierw jesteś zagubiony, potem udajesz, że rozumiesz, a na końcu odkrywasz, że wszyscy inni też udają.
Największy sekret korpo?
Nikt nie wie, o co chodzi. Ale wszyscy grają, jakby wiedzieli.
Pierwszy kontakt z korpolingua
Wyobraź sobie, że przychodzisz pierwszego dnia do pracy i nagle trafiasz do kraju, w którym niby rozumiesz słowa, ale zdania brzmią jak zaklęcia w obcym języku.
To właśnie korpolingua.
Przykład z życia (autentyczny):
Musimy to zeskalować ASAP, żeby zrobić quick win i potem deep dive w KPI. Ale pamiętaj, że synergy z innym projektem to must have.
…czyli co dokładnie?
No przecież mówię prosto, czego nie rozumiesz!
Nie. To nie było prosto. To był początek twojej edukacji w świecie absurdalnych słów, które znaczą wszystko i nic.
Słownik świeżaka
Pierwszą rzeczą, którą musisz zrobić, jest nauczenie się słownika. Nie z podręcznika, nie z kursu, tylko z obserwacji.
Kilka podstawowych haseł:
ASAP – „jak najszybciej”. Ale czy to znaczy dziś? Jutro? Za tydzień? Nikt nie wie.
Quick win – mały sukces. Zazwyczaj tak mały, że nawet go nie zauważysz.
Deep dive – dogłębne przeanalizowanie problemu czyli spotkanie, które miało być krótkie, ale kończy się 50 slajdami i godziną dyskusji o przecinkach.
Synergia – mit, w który wierzą tylko menedżerowie.
Ownership – problem, który nie był twój, a właśnie stał się twój.
Best practice – rozwiązanie, które działało w innej firmie. Tu nie zadziała.
Low hanging fruit – coś, co można zrobić od ręki, ale i tak nikt nie zrobi.
Alignment – spotkanie, na którym wszyscy udają, że się zgadzają, a potem i tak robią po swojemu.
ROI –
to magiczne zaklęcie, które sprawia, że każda prezentacja w PowerPoincie wygląda jak plan na zdobycie Marsa. Im wyższy ROI, tym więcej high-five’ów na spotkaniu z zarządem.
KPI –
o nasze ulubione wskaźniki, które mierzą wszystko, oprócz tego, co naprawdę robimy. Dzięki nim możemy udawać produktywność, nawet jeśli od 3 godzin przeglądamy memy na Slacku
SLA -
to dokument, który mówi, że wszystko będzie działać. Zawiera obietnice szybsze niż światło i gwarancje, których nikt nie przeczytał.
Pierwsze maile – szok i niedowierzanie
Myślisz: „Mail to mail, co może być trudnego?”
A potem dostajesz swój pierwszy mail w korpo. Od kolegi, który siedzi obok ciebie. Po angielsku:
“Dear All, please kindly note that we need to leverage our core competencies in order to create sustainable value going forward. Let’s align offline before EOD.”
Tłumaczenie na polski:
„Nie wiemy, co robimy. Spotkajmy się jeszcze raz, żeby wyglądało, że pracujemy.”
Buzzword Bingo – ratunek w cierpieniu
Każdy pracownik korpo zna grę buzzword bingo. To jedyny sposób, żeby nie oszaleć na spotkaniu. Plansza wygląda mniej więcej tak:
