29,99 zł
To nie jest książka o zabawkach.
To jest książka o Tobie.
„Brutalna prawda o Labubu” to bezlitosna, ironiczna analiza współczesnego mechanizmu hype’u, niedoboru i emocjonalnej konsumpcji. Max Pradox rozbiera na czynniki pierwsze to, co miało być tylko niewinną kolekcją, a stało się lustrem naszych lęków, potrzeb i pragnień.
Dlaczego limit działa silniej niż jakość?
Dlaczego dorośli ludzie czują FOMO przy plastikowych figurkach?
Dlaczego półka staje się ołtarzem, a drop rytuałem?
To nie jest poradnik.
To nie jest moralizowanie.
To nie jest terapia.
To brutalnie szczera prawda o tym, jak łatwo sprzedać emocję i jak trudno wytrzymać ciszę bez kolejnego bodźca.
Jeśli choć raz poczułeś, że „musisz to mieć”, ta książka jest o Tobie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 87
Rok wydania: 2026
Labubu nie przyszło po Twoje dziecko.
Przyszło po Ciebie.
Po Twoją kartę płatniczą.Po Twoją atencję.Po Twoje „to tylko jedna figurka”.
Bo przecież to tylko zabawka.
Mała.Słodka.Kolekcjonerska.
Z oczami większymi niż Twoje ambicje.
Z uśmiechem bardziej wyrachowanym niż marketing banku.
I nagle okazuje się, że dorośli ludzie stoją w kolejkach.Odświeżają strony.Płacą jak za złoto.Handlują plastikiem jakby to był surowiec przyszłości.
Labubu nie jest zabawką.
To test.
Na dojrzałość.Na odporność.Na świadomość.
I większość z nas go nie zdaje.
Bo to nie chodzi o figurkę.
Chodzi o to uczucie.
• Chcesz czegoś, czego nie możesz mieć od razu.• Czujesz napięcie, kiedy widzisz „wyprzedane”.• Wmawiasz sobie, że to inwestycja.• Tłumaczysz, że to dla dziecka.• A w środku wiesz, że to dla Ciebie.
Labubu nie sprzedaje plastiku.
Sprzedaje niedostępność.
Sprzedaje iluzję wyjątkowości.
Sprzedaje poczucie, że jesteś częścią czegoś większego niż Twoja rutyna między Biedronką a Netflixem.
I to działa.
Bo jesteśmy zmęczeni zwyczajnością.
Chcemy czegoś małego, kolorowego, dziwnego, co powie światu:„Nie jestem jak wszyscy”.
A potem kupujemy dokładnie to samo co wszyscy.
Masowo.
Hurtowo.
Publicznie.
• Kupujesz unikalność w tysiącach egzemplarzy.• Kolekcjonujesz coś, co kolekcjonują miliony.• Czujesz się wyjątkowy w najbardziej przewidywalny sposób.• I jeszcze publikujesz to w social mediach.
Labubu to współczesna religia bez boga.
Ma swoje dropy.Ma swoje święta.Ma swoje rytuały rozpakowywania.Ma swoje herezje w postaci podróbek.
I ma wyznawców.
Wyznawców, którzy potrafią wydać więcej na figurkę niż na książkę.
Wyznawców, którzy potrafią obudzić się o 3 w nocy, żeby kliknąć „kup teraz”.
Wyznawców, którzy powiedzą: „Nie rozumiesz, to limitowana edycja”.
Oczywiście, że nie rozumiem.
Bo limitowana edycja to dziś podstawowy model biznesowy.
Ograniczona dostępność to najtańszy sposób na wywołanie paniki.
A panika sprzedaje lepiej niż jakość.
• Gdyby było dostępne zawsze, nie chciałbyś tego tak bardzo.• Gdyby nie było drogie, nie czułbyś, że to coś znaczy.• Gdyby nie było trudne do zdobycia, nie byłoby ekscytujące.• Gdyby nie było viralowe, nie istniałoby.
Labubu jest idealnym produktem naszych czasów.
Dziwne.Słodko-niepokojące.Trochę creepy.Trochę kawaii.Trochę absurdalne.
Tak jak my.
Bo żyjemy w epoce, w której dorosłość została zawieszona.
Mamy kredyty.Mamy obowiązki.Mamy wypalenie.
Ale chcemy mieć też coś, co wygląda jak ucieczka do dzieciństwa.
Małą figurkę, która nie wymaga odpowiedzialności.
Nie pyta o PIT.Nie ocenia Twojej kariery.Nie przypomina, że masz 40 lat.
Po prostu stoi.
I patrzy.
A Ty czujesz, że to Twoje.
• W świecie, w którym wszystko jest tymczasowe, plastik wydaje się trwały.• W świecie, w którym relacje się sypią, kolekcja rośnie.• W świecie, w którym nie masz kontroli, możesz przynajmniej zdobyć kolejny model.• W świecie chaosu porządek półki daje złudzenie stabilności.
Labubu nie jest problemem.
Jest objawem.
Objawem epoki niedoboru sensu i nadmiaru bodźców.
Objawem tego, że emocje kupuje się szybciej niż refleksję.
Objawem tego, że marketing rozumie nas lepiej niż my sami.
Bo marketing wie jedno.
Nie kupujesz rzeczy.
Kupujesz historię o sobie.
O tym, że jesteś kolekcjonerem.O tym, że masz gust.O tym, że jesteś „wtajemniczony”.
I ta historia jest ważniejsza niż plastik.
W tej książce nie będę Ci mówił, żebyś przestał kupować.
Nie będę Cię moralizował.
Nie będę udawał, że jestem ponad tym.
Bo nie jestem.
Ja też kliknąłem kiedyś „kup teraz”.
Ja też poczułem dreszcz, gdy coś było wyprzedane.
Ja też wmawiałem sobie, że to rozsądne.
Ta książka nie jest o Labubu.
Jest o Tobie.
O tym, jak łatwo sterować naszym pragnieniem.
O tym, jak bardzo potrzebujemy należeć.
O tym, jak bardzo boimy się być zwyczajni.
Labubu to tylko maskotka.
Ale maskotki mówią więcej o społeczeństwie niż manifesty.
• Bo pokazują, czego pragniemy, gdy nikt nie patrzy.• Pokazują, ile jesteśmy gotowi zapłacić za chwilę emocji.• Pokazują, jak łatwo tworzy się sztuczny niedobór.• Pokazują, że dorosłość to często tylko dobrze opłacona iluzja.
Będziemy mówić o kolekcjonowaniu.O hype.O FOMO.O rynku wtórnym.O influencerach.O rodzicach, którzy mówią „dla dziecka”, a trzymają figurkę w swoim gabinecie.
Będziemy mówić o tym, dlaczego plastik wygrywa z rozsądkiem.
I dlaczego to wcale nie jest przypadek.
Ta książka nie ma dać Ci rozwiązania.
Nie powie Ci, czy masz kupować czy nie.
Nie powie Ci, że jesteś głupi.
Nie powie Ci, że jesteś ofiarą.
Powie tylko jedno.
• System nie działa dlatego, że jest zły.• System działa dlatego, że jest skuteczny.• A Ty jesteś jego idealnym klientem.
Labubu to lustro.
Nie krzyczy.
Nie ocenia.
Stoi.
I odbija.
Pytanie brzmi:
Co w nim widzisz?
Bo jeśli widzisz tylko zabawkę, to ta książka będzie niewygodna.
A jeśli widzisz coś więcej, to znaczy, że już czujesz, że to nie jest tylko plastik.
To jest mechanizm.
I właśnie o nim będzie ta historia.
Dorosłość miała wyglądać inaczej.
Miała być poważna.Stabilna.Odpowiedzialna.
Miała pachnieć kawą o 7 rano i kredytem hipotecznym na 30 lat.
Tymczasem pachnie plastikiem z limitowanej serii.
Labubu stoi na półce obok dyplomu.
I nikt nie widzi w tym sprzeczności.
Bo dziś dorosłość to miks Excela i maskotek.
Zarabiasz pieniądze jak człowiek sukcesu.Wydajesz je jak dziecko w galerii handlowej.
I to nie jest przypadek.
To nie jest cofnięcie się w rozwoju.
To jest nowy model konsumenta.
• Masz obowiązki dorosłego.• Masz emocjonalność nastolatka.• Masz budżet, o którym marzyłeś jako dziecko.• I masz internet, który dokładnie wie, jak to połączyć.
Labubu trafia w idealny moment.
Moment, w którym pokolenie trzydziesto- i czterdziestolatków jest zmęczone byciem rozsądnym.
Zmęczone byciem odpowiedzialnym.
Zmęczone byciem poważnym.
Bo powaga nie daje dopaminy.
Powaga nie ma limitowanej edycji.
Powaga nie robi unboxingu na TikToku.
Plastik robi.
I robi to dobrze.
• Rozpakowywanie staje się rytuałem.• Szeleszcząca folia brzmi jak obietnica szczęścia.• Tajemnica zawartości buduje napięcie jak finał serialu.• A wszystko trwa trzydzieści sekund.
Trzydzieści sekund ekscytacji.
Tyle wystarczy, żeby zapomnieć o mailach.
Tyle wystarczy, żeby nie myśleć o rachunkach.
Tyle wystarczy, żeby poczuć się znowu małym.
I w tym nie ma nic złego.
Problem zaczyna się wtedy, gdy trzydzieści sekund staje się mechanizmem.
Mechanizmem, który trzeba powtarzać.
Bo pierwsza figurka daje radość.
Druga daje kolekcję.
Trzecia daje już poczucie inwestycji.
Czwarta daje uzależnienie.
• Mówisz, że to hobby.• Mówisz, że to sztuka.• Mówisz, że to design.• A tak naprawdę mówisz, że to potrzebne.
Potrzebne do czego?
Do wypełnienia ciszy.
Bo cisza dziś jest niewygodna.
Bez bodźców czujesz pustkę.
Bez nowości czujesz stagnację.
Bez „wyprzedane” czujesz brak adrenaliny.
Labubu nie sprzedaje przedmiotu.
Sprzedaje mikrowybuch emocji.
A my jesteśmy społeczeństwem, które żyje od wybuchu do wybuchu.
Nowy sezon.Nowy drop.Nowa wersja.Nowy kolor.
• Jeśli nie ma nowości, czujesz, że coś Cię omija.• Jeśli nie kupisz teraz, boisz się, że stracisz szansę.• Jeśli nie masz, czujesz się mniej wtajemniczony.• Jeśli masz, pokazujesz to światu.
Bo to już nie jest tylko kupowanie.
To komunikat.
„Jestem w środku”.
„Rozumiem trend”.
„Stać mnie”.
Dorosły człowiek z figurką na półce mówi więcej niż myślisz.
Mówi, że świat jest zbyt poważny, żeby traktować go poważnie.
Mówi, że skoro wszystko jest niepewne, to przynajmniej kolekcja może być kompletna.
Mówi, że w świecie chaosu chce mieć coś, co można ustawić równo.
I to jest najbardziej ludzkie w całej tej historii.
Nie plastik.
Nie marketing.
Nie hype.
Tylko potrzeba kontroli.
• Kontrolujesz półkę, bo nie kontrolujesz rynku.• Kontrolujesz kolekcję, bo nie kontrolujesz przyszłości.• Kontrolujesz zakupy, bo nie kontrolujesz emocji.• Kontrolujesz to, co możesz postawić przed sobą.
Labubu jest małe.
Ale daje iluzję wielkości.
Bo w momencie zakupu czujesz, że wygrałeś.
Zdobyłeś coś trudnego.
Wszedłeś tam, gdzie inni nie zdążyli.
To gra.
I jak każda gra ma poziomy.
Pierwszy poziom to ciekawość.
Drugi to kolekcja.
Trzeci to rynek wtórny.
Czwarty to obsesja.
Na czwartym poziomie nie chodzi już o figurkę.
Chodzi o status.
Chodzi o to, że masz wersję, której inni nie mają.
Chodzi o to, że Twoja półka jest lepsza.
Chodzi o to, że jesteś krok przed trendem.
• Kolekcja przestaje być zabawą.• Zaczyna być porównaniem.• Porównanie rodzi napięcie.• A napięcie napędza kolejne zakupy.
Plastikowe marzenia dorosłych są ciche.
Nie krzyczą jak sportowe auta.
Nie błyszczą jak zegarki.
Stoją skromnie.
Ale w środku robią hałas.
Hałas potrzeby bycia kimś więcej niż tylko pracownikiem, rodzicem, kredytobiorcą.
Labubu to nie powrót do dzieciństwa.
To próba ucieczki od teraźniejszości.
I dlatego działa.
Bo teraźniejszość jest trudna.
A plastik jest prosty.
Prosty jak kliknięcie.
Prosty jak płatność zbliżeniowa.
Prosty jak wytłumaczenie: „to tylko jedna figurka”.
Zawsze jest tylko jedna.
Do momentu, gdy przestajesz liczyć.
FOMO nie krzyczy.
FOMO szepcze.
Cicho.Uporczywie.Systematycznie.
„Może powinieneś.”
„Może to ostatnia szansa.”
„Może już nigdy.”
Labubu nie musi być piękne.
Nie musi być praktyczne.
Musi być ograniczone.
Bo ograniczenie to dziś najskuteczniejszy afrodyzjak rynku.
• Jeśli coś jest dostępne zawsze, przestaje być ekscytujące.• Jeśli coś można kupić jutro, nie ma powodu kupować dziś.• Jeśli nie ma limitu, nie ma napięcia.• A bez napięcia nie ma sprzedaży.
FOMO to nie emocja.
To strategia.
Strategia oparta na jednym prostym mechanizmie:Lęk przed pominięciem boli bardziej niż strata pieniędzy.
Nie boisz się, że wydasz 400 zł.
Bojisz się, że nie będziesz mieć.
Bojisz się, że ktoś inny będzie mieć.
Bojisz się, że za miesiąc cena wzrośnie.
Bojisz się, że ominie Cię historia, która właśnie się pisze.
I w tej historii nie ma miejsca dla widzów.
Są tylko uczestnicy.
Albo przegrani.
• Scrollujesz grupy kolekcjonerskie.• Widzisz „zdobyte”.• Widzisz „ostatnia sztuka”.• Widzisz „sprzedam x2, cena do negocjacji”.• I czujesz, że coś Ci ucieka.
To uczucie nie jest nowe.
Nowe jest tylko opakowanie.
Kiedyś FOMO dotyczyło awansu.
Potem mieszkań.
Potem kryptowalut.
Teraz dotyczy plastiku z dużymi oczami.
Mechanizm jest ten sam.
Niedobór tworzy presję.Presja tworzy decyzję.Decyzja tworzy sprzedaż.
A Ty tworzysz sobie narrację.
• To inwestycja.• To okazja.• To prezent.• To forma sztuki.• To nagroda za ciężki tydzień.
Najbardziej niebezpieczne w FOMO jest to, że brzmi racjonalnie.
Bo przecież logiczne jest kupić coś, co będzie droższe.
Logiczne jest zdobyć coś, czego inni nie mają.
Logiczne jest wykorzystać moment.
Problem w tym, że moment jest zaprojektowany.
Drop nie jest przypadkiem.
Limit nie jest przypadkiem.
Wyprzedanie w 3 minuty nie jest przypadkiem.
To scenariusz.
• Najpierw teaser.• Potem przeciek.• Potem zdjęcia w social mediach.• Potem odliczanie.• Potem chaos.• Potem brak dostępności.• Potem rynek wtórny.
To nie jest sprzedaż.
To spektakl.
A Ty nie jesteś klientem.
Jesteś publicznością, która płaci za wejściówkę.
