29,99 zł
Nie jest to książka o tym, żeby przestać pić.
To książka o tym, żeby przestać się oszukiwać.
„Brutalna prawda o alkoholu” to bezlitosne, ironiczne i momentami niewygodne spojrzenie na najbardziej społecznie akceptowaną używkę świata. Bez moralizowania. Bez terapii. Bez gotowych rozwiązań.
Max Paradox rozbiera na czynniki pierwsze to, co zwykle ukryte pod toastem, śmiechem i rytuałem „należy się”. Pokazuje, jak alkohol staje się nagrodą, karą, osobowością zastępczą, regulatorem emocji i niewidocznym fundamentem codzienności.
To książka dla tych, którzy:
· śmieją się z memów o kacu,
· mówią „ja to kontroluję”,
· twierdzą, że piją tylko okazjonalnie,
· a jednocześnie czują, że coś tu nie gra.
Nie znajdziesz tu poradnika.
Znajdziesz lustro.
I pytanie, które zostanie z tobą długo po ostatniej stronie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 97
Rok wydania: 2026
INTRO
Rozdział 1 – Jesteś zasobem, nie bohaterem
Rozdział 2 – Spotkanie, które mogło być mailem
Rozdział 3 – Feedback, czyli elegancka forma krytyki
Rozdział 4 – Awans, czyli droższa klatka
Rozdział 5 – Work-life balance, czyli marketing zmęczenia
Rozdział 6 – Kultura organizacyjna, czyli kontrolowany entuzjazm
Rozdział 7 – Reorganizacja, czyli elegancki chaos
Rozdział 8 – Lojalność, czyli jednostronna umowa
Rozdział 9 – Ambicja, czyli paliwo systemu
Rozdział 10 – Mail o 22:47, czyli niewidzialna presja
Rozdział 11 – HR, czyli uśmiech systemu
Rozdział 12 – Wypalenie, czyli awaria bez alarmu
Rozdział 13 – Networking, czyli kontrolowana autentyczność
Rozdział 14 – Prezentacja, czyli teatr kompetencji
Rozdział 15 – Strategia, czyli elegancka fikcja
Rozdział 16 – Benefity, czyli złote kajdany
Rozdział 17 – Tytuł stanowiska, czyli iluzja tożsamości
Rozdział 18 – Open space, czyli wspólna samotność
Rozdział 19 – KPI, czyli liczby ważniejsze niż ludzie
Rozdział 20 – Exit interview, czyli rozmowa po wszystkim
Rozdział 21 – Syndrom oszusta, czyli perfekcyjnie ukryty strach
Rozdział 22 – Plotka, czyli nieoficjalny system informacji
Rozdział 23 – Premia roczna, czyli kontrolowany dopływ dopaminy
Rozdział 24 – Micromanagement, czyli brak zaufania w eleganckim opakowaniu
Rozdział 25 – Multitasking, czyli permanentne rozproszenie
Rozdział 26 – Lider, czyli samotność na wyższym piętrze
Rozdział 27 – „To tylko praca”, czyli największe kłamstwo
Rozdział 28 – Pasja, czyli darmowe nadgodziny
Rozdział 29 – Zmiana pracy, czyli kontrolowane ryzyko
Rozdział 30 – Zostanie, czyli cicha zgoda
Rozdział 31 – Sens, czyli pytanie, którego nikt nie zadaje
Rozdział 32 – Czas, czyli waluta, której nikt nie księguje
Rozdział 33 – Kryzys, czyli moment prawdy
Rozdział 34 – Emerytura, czyli odległa abstrakcja
Rozdział 35 – Brutalna prawda: to działa, bo ty działasz
W Polsce nie trzeba mieć hobby.Wystarczy mieć okazję.
Urodziny.Imieniny.Awans.Brak awansu.Nowa praca.Utrata pracy.Rozstanie.Powrót do siebie.Wtorek.
Alkohol nie jest dodatkiem do życia.On jest scenografią.
Stoi na stole zanim jeszcze pojawi się sens rozmowy.Czeka w lodówce jak plan B dla każdej ciszy.Jest w barku jak dowód, że jesteś dorosły.
A jeśli nie pijesz, to nagle przestajesz być podejrzanie dorosły.
• Nie pijesz, więc pewnie jesteś w ciąży.• Nie pijesz, więc bierzesz leki.• Nie pijesz, więc jesteś nudny.• Nie pijesz, więc masz problem.
W tym kraju odmowa kieliszka to deklaracja ideologiczna.
Alkohol jest jak tapeta.Nie zauważasz jej, dopóki ktoś nie zacznie jej zrywać.
Mówimy, że pijemy dla smaku.Dla klimatu.Dla relaksu.Dla towarzystwa.Dla odwagi.
Czasem dla zapomnienia.Czasem żeby pamiętać coś inaczej.
Ale prawda jest prostsza i mniej poetycka.
Pijemy, bo tak się robi.
Bo tak robili rodzice.Bo tak robią znajomi.Bo tak wyglądają reklamy.Bo tak wygląda luz.
Alkohol jest społecznie bezpieczną formą autodestrukcji.
Nie trzeba się tłumaczyć.Nie trzeba się wstydzić.Nie trzeba nawet udawać, że to coś złego.
Wystarczy powiedzieć: ciężki dzień.
I już jesteś rozgrzeszony.
To jedyna substancja, którą można wlać w siebie publicznie, zrobić z siebie mema, a następnego dnia opowiedzieć o tym w pracy jako zabawną historię.
• Wczoraj się urwał film.• Wczoraj powiedziałem coś głupiego.• Wczoraj zadzwoniłem do byłej.• Wczoraj zamówiłem coś, czego nie pamiętam.
Śmiech.Klepanie po plecach.Klasyka.
Alkohol to społeczny Photoshop.
Wygładza lęk.Podkręca odwagę.Rozjaśnia towarzystwo.Zniekształca proporcje.
Sprawia, że jesteś trochę kimś innym.Trochę bardziej odważnym.Trochę mniej spiętym.Trochę mniej sobą.
I właśnie to jest najbardziej kuszące.
Bo kto z nas naprawdę lubi siebie na trzeźwo.
Nie chodzi o dramatyczne historie.Nie chodzi o dno, mosty i interwencje.
Chodzi o zwykłe życie.
O piątek po pracy.O sobotni grill.O świąteczny stół.O wakacyjny all inclusive.
O ten moment, kiedy mówisz: należy mi się.
Alkohol jest jak narodowy mediator.
Łagodzi konflikty.Rozkręca rozmowy.Usprawiedliwia głupoty.Zamyka niewygodne tematy.
A potem wraca cisza.Ból głowy.Suchość w ustach.Lekki wstyd.
I obietnica, że następnym razem spokojniej.
Ta książka nie będzie mówić, żebyś przestał pić.Nie będzie cię ratować.Nie będzie straszyć statystykami.
To nie jest terapia.To nie jest poradnik.To nie jest moralny wykład.
To jest lustro.
Nie takie, które pokazuje siniaki.Takie, które pokazuje mechanizm.
Zobaczysz w nim siebie przy stole.Siebie przy barze.Siebie na weselu.Siebie w niedzielę rano.
Możesz się zaśmiać.Możesz się skrzywić.Możesz zamknąć książkę i nalać sobie coś mocniejszego.
To też będzie odpowiedź.
Bo brutalna prawda o alkoholu nie polega na tym, że niszczy życie.
Brutalna prawda jest taka, że najczęściej niszczy je bardzo elegancko.
Po trochu.Towarzysko.Z klasą.
I zawsze w dobrej atmosferze.
Zaczyna się niewinnie.
Nikt nie planuje zostać legendą rodzinnych imprez.Nikt nie mówi sobie w wieku dwudziestu lat: będę tym wujkiem.
To zawsze jest tylko jeden kieliszek.
Na spróbowanie.Na rozluźnienie.Na odwagę.Na dobry początek.
Alkohol wchodzi w życie człowieka jak uprzejmy gość.Nie krzyczy.Nie rozwala drzwi.Siada spokojnie przy stole.
I czeka.
Pierwszy raz zwykle jest śmieszny.Krzywa mina.Kaszel.Śmiech znajomych.
• No co ty, nie umiesz pić.• Daj, zapij.• Przyzwyczaisz się.• Każdy tak miał.
Rytuał przejścia.
Nie chodzi o smak.Smak jest wtórny.
Chodzi o przynależność.
Bo picie to język.Kto nie mówi, ten milczy.Kto milczy, ten odstaje.
Na początku to gra.
Kto więcej wytrzyma.Kto szybciej.Kto bez popijania.Kto bez grymasu.
Ciało mówi nie.Grupa mówi tak.
I zgadnij, kogo słuchasz.
Pierwszy kieliszek ma w sobie coś symbolicznego.
To nie alkohol jest ważny.To zgoda na reguły.
• Będziemy się truć, ale razem.• Będziemy udawać, że to zabawa.• Będziemy ignorować konsekwencje, dopóki są odległe.
I nagle okazuje się, że jeden kieliszek nie kończy wieczoru.
On go otwiera.
Bo po pierwszym jest drugi.Po drugim trzeci.Po trzecim przestajesz liczyć.
Liczenie jest dla tych, którzy się kontrolują.A kontrola nie jest sexy.
Alkohol ma jedną genialną cechę.Daje iluzję kontroli dokładnie w momencie, kiedy ją tracisz.
Mówisz: jestem w porządku.Mówisz: ja wiem, kiedy przestać.Mówisz: mam mocną głowę.
A twoja głowa właśnie zaczyna negocjować z twoim ego.
To tylko jeden kieliszek.Tylko jedno piwo.Tylko jeden drink.
Słowo tylko jest najbardziej niebezpieczne w całej tej historii.
• Tylko dziś.• Tylko w weekend.• Tylko na urlopie.• Tylko przy okazji.
Okazje rozmnażają się szybciej niż komary w lipcu.
Z czasem przestajesz pić dla efektu.Zaczynasz pić dla normy.
Normalne staje się to, że bez alkoholu impreza jest dziwna.Normalne staje się to, że randka bez wina jest sztywna.Normalne staje się to, że mecz bez piwa jest niepełny.
To tylko jeden kieliszek.
Ale on ma pamięć.
Zapamiętuje, że byłeś odważniejszy.Zapamiętuje, że było śmieszniej.Zapamiętuje, że łatwiej było mówić.
A twój mózg lubi skróty.
Następnym razem, kiedy poczujesz napięcie, podsunie ci gotowe rozwiązanie.
Nie nazwie tego alkoholem.Nazwie to ulgą.
I wtedy przestaje chodzić o smak.Przestaje chodzić o towarzystwo.Zostaje mechanizm.
Mechanizm jest cichy.Nie ogłasza się fanfarami.
Po prostu zaczyna działać.
W piątek.W stresie.Po kłótni.Po sukcesie.
Bo sukces też trzeba uczcić.
To tylko jeden kieliszek.
Tylko że z czasem jeden przestaje być liczbą.Staje się pretekstem.
• Jeden, żeby zacząć.• Jeden, żeby nie wyjść na dziwaka.• Jeden, żeby nie psuć atmosfery.• Jeden, żeby się nie tłumaczyć.
Alkohol uwielbia słowo nie.
Nie wypada odmówić.Nie bądź taki.Nie przesadzaj.
I tak buduje się lojalność.
Nie wobec ludzi.Wobec rytuału.
Kiedy ktoś mówi, że nie pije, w powietrzu pojawia się napięcie.
Jakby złamał niepisaną umowę.Jakby odmówił wspólnego sekretu.
Bo picie to sekret, który wszyscy znają.
Sekret polega na tym, że udajemy, że to wybór.
A często to po prostu najłatwiejsza droga.
Łatwiej nalać niż rozmawiać.Łatwiej wypić niż przyznać się do lęku.Łatwiej wznieść toast niż powiedzieć, że jest ciężko.
To tylko jeden kieliszek.
Ale on zawsze stoi na początku historii, której nikt nie planował pisać.
Nie musi prowadzić do dramatu.Częściej prowadzi do przyzwyczajenia.
A przyzwyczajenie jest mniej spektakularne niż tragedia.Ale bardziej trwałe.
Nie budzi alarmu.Nie wywołuje interwencji.Nie trafia na pierwsze strony.
Po prostu jest.
Jak mebel w salonie.Jak pilot od telewizora.Jak aplikacja w telefonie.
Z czasem przestajesz pytać, czy chcesz.
Zaczynasz pytać, co pijemy.
I to jest moment, w którym jeden kieliszek przestaje być szczegółem.
Staje się tłem.
A tło jest najtrudniejsze do zauważenia.
Bo zawsze tam było.
I zawsze będzie.
Chyba że przestaniesz udawać, że to tylko jeden.
Mówimy, że sport narodowy to piłka nożna.
Że skoki.Że siatkówka.Że bieganie po parku w niedzielę rano.
Ale to nieprawda.
Narodowy sport to picie.
Nie w samotności.Wspólnotowo.
Z flagą.Z hymnem.Z toastem.
Alkohol w Polsce nie jest dodatkiem do kultury.On jest jej podkładem muzycznym.
Chrzest.Komunia.Osiemnastka.Ślub.Pogrzeb.
• Zawsze jest moment na wzniesienie kieliszka.• Zawsze jest ktoś, kto naleje więcej.• Zawsze jest tekst: no ze mną się nie napijesz.• Zawsze jest presja ubrana w uśmiech.
To nie jest agresja.
To jest tradycja.
Tradycja ma tę przewagę, że nie trzeba jej tłumaczyć.
Jak nie pijesz, to nie odmawiasz człowiekowi.Odmawiasz obyczajowi.
I robi się niezręcznie.
Bo alkohol jest jak narodowy mediator emocji.
Po dwóch kieliszkach jesteśmy bliżej siebie.Po trzech jesteśmy braćmi.Po czterech zaczynamy mówić prawdę.
Albo coś, co bardzo przypomina prawdę.
Sport narodowy ma swoje dyscypliny.
Picie do dna.Picie bez popitki.Picie szybciej niż reszta stołu.Picie, mimo że już nie możesz.
• Udowodnij, że jesteś twardy.• Udowodnij, że nie jesteś dzieckiem.• Udowodnij, że masz mocną głowę.• Udowodnij, że nie psujesz zabawy.
Nikt nie przyznaje medali.
Ale każdy pamięta, kto wymiękł.
Mamy też ligę mistrzów.
Wujek, który zawsze wytrzyma najdłużej.Kolega, który miesza wszystko i dalej stoi.Znajomy, który mówi, że jutro do pracy, a jednak zostaje.
To są bohaterowie wieczoru.
Nie ci, którzy wrócili do domu o rozsądnej porze.
Alkohol jest jedyną używką, której nie trzeba tłumaczyć.
Spróbuj powiedzieć na imprezie, że bierzesz coś innego.
Cisza.Napięcie.Ocena.
Spróbuj powiedzieć, że nie pijesz.
Jeszcze większa cisza.
• Co, samochodem jesteś.• Co, zdrowy tryb życia.• Co, już ci się nie chce.• Co, jakiś problem masz.
Niepijący to element burzący narrację.
Bo jeśli on potrafi się bawić bez alkoholu, to znaczy, że może my nie musimy.
A to jest myśl, której lepiej nie dopuszczać.
Narodowy sport ma też sponsorów.
Reklamy w telewizji.Kolorowe puszki na festiwalach.Billboardy z uśmiechniętymi ludźmi.
Nikt nie pokazuje bólu głowy.Nikt nie pokazuje porannego wstydu.Nikt nie pokazuje wiadomości wysłanych o 2:37.
Pokazuje się zachód słońca.Plażę.Grill.Śmiech.
Alkohol sprzedaje styl życia.
Nie butelkę.
I działa, bo nie obiecuje szczęścia.
Obiecuje moment.
Moment, w którym jesteś bardziej.
Bardziej rozmowny.Bardziej odważny.Bardziej wyluzowany.
Albo przynajmniej tak ci się wydaje.
W narodowym sporcie ważna jest regularność.
Weekend.Mecz.Impreza firmowa.Spotkanie klasowe.
To nie są wyjątki.
To kalendarz.
• W piątek trzeba się napić, bo był ciężki tydzień.• W sobotę trzeba się napić, bo jest weekend.• W niedzielę trzeba się napić, bo jutro poniedziałek.
Zawsze jest powód.
A jak nie ma, to się znajdzie.
Sport narodowy ma jeszcze jedną cechę.
Nie zauważasz treningu.
Nie mówisz: idę trenować picie.
Mówisz: wyskoczę na jedno.
A potem twoja tolerancja rośnie.
To jest jedyny trening, w którym cieszysz się z progresu.
Więcej wytrzymam.Mogę więcej.Już mnie to nie rusza.
Ciało milczy dłużej.
Ale nie zapomina.
Narodowy sport nie potrzebuje stadionu.
Wystarczy stół.
Nie potrzebuje sędziego.
Wystarczy grupa.
Nie potrzebuje zasad.
Wystarczy tradycja.
I tak gramy.
Rok za rokiem.Impreza za imprezą.Toast za toastem.
Czasem ktoś wypada z gry.
Czasem ktoś przestaje przychodzić.
Czasem ktoś nagle przestaje pić.
I wtedy pojawia się pytanie.
Czy on miał problem.
Rzadko pytamy, czy my go mamy.
Bo w sporcie narodowym problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy przestajesz funkcjonować.
Dopóki chodzisz do pracy.Dopóki płacisz rachunki.Dopóki pamiętasz, jak masz na imię.
Wszystko jest w normie.
Norma jest elastyczna.
Dostosowuje się do większości.
A większość pije.
To jest najprostsza statystyka.
