Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Zaginięcie emerytowanego policjanta daje początek śledztwu, które doprowadzi komisarza Jakuba Biela i aspirant Igę Malczewską w sam środek mrocznej historii zemsty. Ktoś właśnie rozpoczął własną grę i zamierza doprowadzić ją do końca. Końca, który odkryje trudną dla bohaterów prawdę, i może zniszczyć to, w co do tej pory wierzyli. Seria tajemniczych zaginięć, nocny klub, szantaże – wszystko, co dzieje się wokół tej sprawy, nie daje łatwych odpowiedzi. Dodatkowo osobiste traumy i problemy rodzinne komisarza nie ułatwiają rozwiązania zagadki.
Kiedy przeszłość upomina się o swoje, wychodzą na jaw tajemnice, które nie chcą być pogrzebane. Może się okazać, że pragnienie zemsty nie zna granic.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 336
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © Aneta Palka Copyright © 2026 by Lucky
Projekt okładki: Ilona Gostyńska-Rymkiewicz
Źródło obrazu: nurman, Stock Palace (stock.adobe.com)
Skład i łamanie: Michał Bogdański
Redakcja i korekta: Katarzyna Pastuszka
Wydawnictwo Lucky ul. Żeromskiego 33 26-600 Radom
Dystrybucja: tel. 501 506 203 48 363 83 54
e-mail: [email protected]
Wydanie I
Radom 2026
ISBN 978-83-68684-91-9
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Niektóre blizny nie powstają na skórze.
Powstają tam, gdzie nikt ich nie zobaczy...
Zapach krwi jest wszechobecny. Ciemność dotyka opuchniętych powiek mężczyzny, kładąc ich ciężar na czerwonych gałkach ocznych.
Więzień wspiera się na odrętwiałych dłoniach i podnosi do siadu. Brzęk metalowych pęt oplatających nadgarstki rozlega się w głuchej ciszy. Przeszywający dreszcz wbija się w jego kręgosłup ostrymi szpilkami. Jednak tępy ból w głowie każe mu się położyć. Mimo to mężczyzna nie poddaje się, podejmuje próbę podniesienia ciężkich powiek. Bezskutecznie.
Gdzie ja jestem?
Nerwowe ruchy rąk walczą z krępującymi je kajdanami.
– Jest tu ktoś? – Niewyraźny bełkot wypływa z ust więźnia. Wyschnięte wargi ledwie się rozchylają, a język przypomina kawałek drewna. Powoli porusza nim po podniebieniu, usiłując pobudzić ślinianki. Metaliczny smak krwi wywołuje mdłości.
Przechyla na bok głowę. Wymioty wylewają się z ust. Płynące po ramieniu ciepło przypomina, że jego pęcherz moczowy jest pełny. Czuje ucisk. Coraz trudniej nad tym zapanować.
– Jest tu ktoś? – powtarza, tym razem głośniej.
Odpowiada mu cisza. Uderza kajdanami o uda, by ją zagłuszyć.
– Pomocy!
Świadomość bezsilności przenika jego nerwy, wlewa się do żył, rozprowadza po ciele. Strach paraliżuje mięśnie zwieraczy. Ciepłe strużki moczu mimowolnie uwalniają się z jego ciała.
Boże, błagam, pomóż.
Z czerwonego Lexusa wysiada kobieta. Kwiecista sukienka sięgająca za kolana unosi się delikatnie przy podmuchu wiosennego wiatru. Duże okulary przeciwsłoneczne tuszują obrzmiałe od płaczu powieki. Usta, pociągnięte krwiście czerwoną szminką, ułożone są w cienką kreskę.
Staje przed drzwiami komendy policji. Bywała tu już wcześniej, ale nigdy w charakterze osoby zgłaszającej.
– Pani wchodzi czy wychodzi? – odzywa się za nią młoda blondynka. Na rękach trzyma kilkuletnią dziewczynkę.
– Och, przepraszam. – Kobieta usuwa się na bok i przepuszcza matkę, po czym pewnym krokiem wkracza za nią do budynku.
Jasny korytarz, utrzymany w kolorach szarości, jest pusty. Stukot szpilek odbija się echem, gdy kobieta zmierza do pokoju numer trzysta jedenaście. Bez pukania wchodzi do środka.
– Dzień dobry – odzywa się w progu.
– Dzień dobry, pani Wolny – odpowiada skonsternowana policjantka. – Jurka nie ma...
– Ja właśnie w tej sprawie. Poproszę szklankę wody.
– Oczywiście. – Iga Malczewska niechętnie podnosi się z miejsca.
Mąż Krystyny Wolny rok temu odszedł na emeryturę. Od tamtej pory czasami pojawiał się w komendzie, by wesprzeć zespół w profilowaniu przestępców. Jednak od kilku tygodni wymawiał się złym samopoczuciem.
– Coś się stało? – Aspirant stawia przed gościem karafkę z wodą.
– Przedwczoraj wyszedł z domu i... – Krystyna Wolny drżącą dłonią chwyta za naczynie. Woda leje się do szklanki, kilka kropli rozbryzguje się poza nią. Spogląda przepraszająco na policjantkę.
– To tylko woda. – Malczewska macha ręką.
Kobieta wypija łapczywie kilka łyków z literatki. Opuszką palca dotyka ust, wycierając spływającą kroplę.
– Jerzy nie wrócił do domu na noc – oświadcza. – W zasadzie to nie ma go już drugą noc z rzędu. Coś musiało się stać.
– Dobrze, może zacznijmy od początku. – Policjantka prostuje się na krześle. Pstryka trzymanym w lewej dłoni długopisem. – Kiedy ostatni raz widziała pani męża?
– To było przedwczoraj rano. Siedział w ogrodzie, pił kawę i czytał „Angorę”. Widziałam go przez drzwi tarasowe.
– Co było potem? – Malczewska unosi brwi.
– Wyszłam z domu. Poszłam kupić pieczywo. – Krystyna Wolny się zatrzymuje. Znów sięga po szklankę. – Kiedy wróciłam, Jerzego nie było ani w domu, ani w ogrodzie.
– Dzwoniła pani do niego?
– Nie. – Kobieta kręci głową. – Nie od razu. Poprzedniego wieczoru trochę się posprzeczaliśmy i... – Waha się. – Wie pani, jak to jest. Myślałam, że to zwykły foch. Jerzy bywa kapryśny. Ale dwie noce... To do niego niepodobne.
– Rozumiem – odpowiada Malczewska, kreśląc długopisem po protokole. – Ale w końcu pani do niego zadzwoniła i...? – Nie odwraca wzroku od papieru.
– Najpierw nie odbierał, a potem chyba rozładował się jego telefon. Był niedostępny.
– Dobra. – Aspirant patrzy Krystynie Wolny w oczy. – O co się pokłóciliście?
– O nic. Małżeńskie sprawy – rzuca ostro żona zaginionego.
– Pani Wolny – zaczyna policjantka, zerkając pobłażliwie na Krystynę – jeżeli mam pani pomóc, musi pani współpracować.
– Ostatnio znów zaczął zaglądać do kieliszka. Wypomniałam mu to – wyznaje ze wstydem kobieta. Wydała męża. Teraz jego współpracownicy dowiedzą się, że to nie z powodu złego samopoczucia odmawiał im pomocy.
Policjantka skrupulatnie zapisuje każde usłyszane słowo.
– Czy wie pani, gdzie mógłby się zaszyć?
– Gdybym wiedziała, nie byłoby mnie tutaj.
– Może Jurek pojechał do domku na Mazurach?
– Do jakiego domku? – Krystyna Wolny traci cierpliwość.
– W Rynie? – Malczewska mruży oczy. – Pomyliłam się?
– Jest pani bardzo dobrze poinformowana, pani aspirant – mówi z sarkazmem żona zaginionego. – Z tym że Jerzy jeździ tam latem. Dzisiaj jest ostatni kwietnia.
– Przeszedł na emeryturę. Teraz ma mnóstwo czasu – komentuje Malczewska.
Twarz Krystyny pokrywa się purpurą. Nie patrzy na rozmówczynię. Wzrok wtapia w protokół. Litery rozmazują się jej przed oczami.
– Proszę mnie źle nie zrozumieć, pani Krysiu – mówi uspokajająco policjantka. – Nie miałam na myśli nic złego. Chcę tylko ustalić fakty. I zrobię wszystko, by pani mąż wrócił do domu cały i zdrowy. – Kładzie dłoń na ręce kobiety.
– Jego samochód stoi w garażu. – Krystyna Wolny unosi wzrok i spogląda na Igę. Łzy spływają po jej twarzy.
Dębowa trumna zjeżdża w dół. Morze kwiatów spływa na deski osłaniające głęboki grób. Zapalone znicze wyścielają przestrzeń wokół mogiły. Słychać ciche pochlipywania i głośne zawodzenia. Dla Stanisława Biela skończyło się życie na ziemi, a zaczęło życie wieczne.
– I odpuść nam nasze winy... – wypowiada ksiądz, czym zachęca zgromadzonych do udziału w modlitwie. Głośny tembr niesie się ku niebu, błagając o zbawienie dla zmarłego.
Kapłan kończy ceremonię. Zostawia osoby pogrążone w żałobie. Jedni robią znak krzyża i odchodzą, inni uzupełniają stos kwiatów o kolejną wiązankę.
Jakub Biel czuje dotyk na ramieniu. Odwraca się.
– Przyjmij wyrazy współczucia. – Maria, przyjaciółka ojca, stara się uśmiechnąć. Grymas bólu wykrzywia jej usta.
– Dziękuję. Wzajemnie... – Jakub, pomimo braku sympatii, z niewiadomych nawet dla siebie powodów obejmuje ją ramieniem. – Zapraszam na herbatę – proponuje.
– Jasne. – Maria wyciera chusteczką rozmazany pod oczami tusz.
Dźwięk telefonu rozlega się w kieszeni spodni Jakuba. Wyjmuje go szybko i spogląda na wyświetlacz.
– Przepraszam, muszę odebrać. – Klepie Marię po ramieniu i odchodzi na bok. – Co jest, Iga? – rzuca. – Wiesz, że teraz jestem...
Głos po drugiej stronie przerywa w pół słowa. Rozbrzmiewająca melodia żałobna utrudnia rozmowę. Mężczyzna przechodzi kawałek dalej i włącza tryb głośnomówiący.
– Powtórz, bo nic nie słyszałem.
– Wiem, jesteś na pogrzebie ojca. Przepraszam. Nie dzwoniłabym, ale... – Malczewska wypuszcza głośno powietrze. – Przed chwilą była tu stara Jurka. Gdzieś się zapodział. Nie ma go w domu od dwóch dni. Potrzebuję twojej pomocy.
– Jakiego Jurka?
– Chodzi o Wolnego – wyjaśnia cierpliwie Iga.
– Eee... – Mężczyzna się miota. Spogląda na smartwatcha. – Będę za godzinę – decyduje.
Iga Malczewska wstaje od biurka. Granatowe spodnie opinają jej kształtne biodra, a biała bluzka luźno opada na talię, co dodaje kobiecie lekkości. Policjantka odgarnia ręką blond włosy. W jej oczach odbija się zmartwienie.
– Jak się czujesz? – rzuca do Jakuba.
– Bywało lepiej – odpowiada niedbale. – Co mamy? – Gładzi palcem rudego wąsa i sięga po leżące na biurku koleżanki zgłoszenie. Wzrokiem przebiega kolejne wiersze protokołu.
– Co o tym myślisz? – Iga staje za jego plecami i zerka przez ramię.
– Masz adres tego domu na Mazurach?
– Mam. Ostatnio telefon Jurka tam się logował.
Jakub odwraca się do niej.
– Był tam i Kryśka nic nie wie?
– Nie wie. Przynajmniej tak zeznała. Wyglądała wiarygodnie, ale wiesz, jak to jest...
– Zbieramy się. Nie ma na co czekać.
Policyjne Suzuki sunie po szosie. Zieleń drzew wtapia się w jezioro, tworzy malowniczy obraz, gdy odbija się w głębokiej toni.
– Mogłabym tu zamieszkać – rozmarza się Iga, podziwiając widoki.
Na powierzchni jeziora bieli się kilka żaglówek. Sprawiają wrażanie, jakby stykały się ze sobą. Przypominają biały parawan.
Nagle rozbrzmiewa telefon Jakuba. Mężczyzna włącza rozmowę w trybie głośnomówiącym.
– Kuba, gdzie ty się podziewasz? – W samochodzie rozchodzi się głos jego żony.
– Ela, sorry. Musiałem jechać na Mazury. Pilna sprawa.
– Gdzie, kurwa?
Iga uśmiecha się pod nosem. Czasami dobrze być samemu.
– Elżbieta, jesteś na głośniku.
– Mam w chałupie tabuny ludzi. Ola dostała biegunki, mama dzisiaj ma gorszy dzień, jakby wyczuwała, co się dzieje, a ty jedziesz na Mazury?
– Ela...
– Dzięki za wsparcie. – Kobieta się rozłącza.
– Takie właśnie są baby – podsumowuje policjant, uśmiechając się krzywo.
– Ale z ciebie kutas. – Iga obrzuca go spojrzeniem pełnym pożałowania.
– Solidarność jajników? – Biel prycha.
Kobieta odwraca wzrok. Wbija go w okno. Obraz przewija się jakby w przyspieszonym tempie.
– Zwolnij, wariacie – syczy. Zerka na telefon. Nawigacja wskazuje, że od celu dzieli ich zaledwie dziesięć minut. – Będziemy tu skręcać. O tu. – Pokazuje ręką.
Jakub zjeżdża na prawy pas i skręca w pierwszy zjazd. Po obu stronach wąskiej, nieutwardzonej drogi rosną lipy i brzozy. Liście drzew ocierają się o szyby.
Komisarz zdejmuje nogę z gazu.
– Ale zadupie. – Kręci głową. – Dalej utrzymujesz, że chciałabyś tu mieszkać?
– Czemu nie. – Aspirant Malczewska wzrusza ramionami. – To ten dom. – Wskazuje palcem na bladożółty budynek.
Suzuki powoli zbliża się do posiadłości usytuowanej nad jeziorem. Biel parkuje przed bramą. Dom z każdej strony otoczony jest zielenią. Okna frontowe wychodzą na jezioro. Drewniany pomost wisi nad lazurową wodą.
Zmierzcha. Księżyc wyłania się zza chmur i kładzie jasne światło na taflę jeziora.
– Cudownie tu – stwierdza Iga.
– Tu nie ma czasu na zachwyt. Do roboty! – Mężczyzna wysiada z samochodu i trzaska drzwiami.
Iga się gramoli, czym przedłuża czas na podziwianie natury. Drepcze leniwie za Jakubem, rozglądając się na boki. Po chwili policjanci stoją na ganku. W oknach jest ciemno. Nigdzie nie tli się nawet iskierka.
Komisarz Biel przykłada twarz do szklanych drzwi tarasowych. Puszcza wiązkę światła latarki. Niewiele to zmienia.
– Co teraz? – mruczy pod nosem aspirant Malczewska.
Jakub kroczy pewnie w stronę drzwi wejściowych.
– Nie możemy tam wejść. To nie nasz rewir! – oburza się Iga.
– Nie pierdol – wymawia niemal bezgłośnie komisarz, dotykając stalowych drzwi, po czym zaczyna bębnić w nie palcami. Po chwili naciska guzik dzwonka. Raz i kolejny. Nic, cisza. Zakłada rękawiczki i dotyka klamki. Drzwi ustępują. – Jest tu ktoś? – pyta, wchodząc do środka.
Iga w ślad za partnerem nieśmiało przekracza próg.
– Halo... – odzywa się drżącym głosem.
Jakub przemieszcza się w głąb domu. Kolejno mijane pomieszczenia omiata latarką. W kuchni panuje porządek. W salonie nie widać śladów czyjejkolwiek obecności. Wchodzą na górę. W sypialni na łóżku leży starannie złożony jasny zestaw: lniane spodnie i koszula.
Jakub wyjmuje telefon. Robi kilka zdjęć.
– To rzeczy Jurka – stwierdza Iga, przykładając rękę do ust.
– Co cię tak dziwi? W końcu to jego dom – burczy komisarz. Przystaje przy stoliku nocnym, na którego blacie leży smartfon. – Ale to już coś innego – komentuje.
Aspirant Malczewska stoi jak sparaliżowana.
– A tobie co? – Biel zerka na koleżankę. – Na razie nic się nie dzieje. Pewnie Wolny zaszył się w jakiejś dziurze i żłopie wódę... Mała, ty się boisz?
– Nie, ale... – duka.
– Zadzwonię do firmy. Może nasi coś ustalili.
Jakub wybiera numer komendy policji w Sosnowcu.
– Macie coś? – odzywa się po chwili. – A znajomi Wolnego? – Przyciska komórkę do ucha. – Znaleźliśmy kilka ubrań i smartfona. – W zamyśleniu robi parę kroków w przód. – Okej. Na razie – kończy rozmowę i chowa telefon do kieszeni. Na jego czole perli się pot. Rudawe włosy przylepiają się do skóry od wilgoci.
– Co jest? – pyta zniecierpliwiona Iga.
– W Sosnowcu czysto. Nikt nic nie wie. Musimy zawiadomić miejscowych.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
