Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
167 osób interesuje się tą książką
Michalina ma wszystko: kochającego narzeczonego, pierwszą wymarzoną pracę w biurze architektonicznym i piękne plany na przyszłość. Sprawy zaczynają się komplikować, gdy Maciej wyjeżdża na praktyki do Wiednia. Wkrótce potem dziewczyna orientuje się, że jest w ciąży, ale radość trwa krótko. Wizyta ukochanego tuż przed świętami Bożego Narodzenia przynosi wielkie rozczarowanie, gdy mężczyzna nagle oznajmia, że żeni się z inną.
Zdradzona i porzucona Michalina balansuje na granicy rozpaczy. Wtedy z pomocą przychodzi wieloletni przyjaciel i składa jej propozycję nie do odrzucenia. Dziewczyna – kierowana strachem przed samotnym macierzyństwem – decyduje się na przyjęcie oferty. Nie wie tylko, że Kamil skrywa jednak pewien sekret… Czy jego intencje są szczere? Czy wśród kłamstw, niedopowiedzeń i bolesnych wyborów Michalina odnajdzie swoją drogę oraz prawdę – o innych i o sobie samej?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 331
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytułoryginału:Alibina kłamstwo
Copyright by Arleta Tylewicz 2026
CopyrightbyWydawnictwoProjektChaos2026
Redakcja: Anna Kołtek | Instagram: @anna.redaguje
Korekta: Janusz Muzyczyszyn
Skład i łamanie: Arleta Tylewicz
Konwersja do e-booka: Katarzyna Mróz-Jaskuła
Projekt okładki:MalwinaA.Tylewicz
Obraznaokładce:pixabay.comAutor:Animalplanetearth
Wydawca: Wydawnictwo Projekt Chaos 2026
https://wydawnictwoprojektchaos.pl
Wydanie I e-book: ISBN 978-83-971905-3-5
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie utworu w całości lub jego fragmentów w jakiejkolwiek formie, bez zgody Autora i Wydawcy, jest zabronione.
CZĘŚĆ I
ROZDZIAŁ 1
ROZDZIAŁ 2
Cover
Dni stawały się coraz krótsze izimniejsze.Byłotozauważalne zwłaszcza wczesnym rankiem, gdy wschodzące nieśmiało słońceniezdążyłojeszczeogrzaćpowietrza.Wtedywyraźnie dawało się odczuć, że jesień już w pełni pokazywała swoje oblicze.
Tłum ludzi na peronie Dworca Głównego w Poznaniu zagęszczałsięstopniowo.Zmegafonupopłynąłgłosspikera zapowiadającego odjazd jakiegoś pociągu, ale zagłuszył go huk wjeżdżającej po torach żelaznej maszyny, która powoli zwalniała, byza chwilę się zatrzymać. Jedni podróżni z ulgą wysiadali z pociągu, taszcząc przepastne walizki, inni wciskalisiędośrodka,byzająćwyznaczonemiejsceirozpocząć swoją drogę.
Gdzieśnakońcuperonudwojemłodychludziprzytulało siędosiebiewpożegnalnymuścisku.Szczupła,ciemnowłosa dziewczynawdżinsachikrótkiejpuchowejkurteczceukradkiem ocierała łzypłynące z jej dużych czarnych oczu. Chłopak przytulał ją czule i uspokajająco gładził po długich włosach.
– Wszystko będzie dobrze – szeptał jej wprost do ucha, starając się, aby łoskot i świst zatrzymującej się obok lokomotywyniezagłuszyłytychsłów.–Kochanie,totylkopół roku.Raptemkilkamiesięcy,któreszybkominą,awmiędzyczasienapewnoudamisięprzyjechaćnaBożeNarodzenie. To już niedługo. Damyradę. – Przycisnął ją jeszcze mocniej dosiebieidelikatniepocałowałwpoliczek.Podzielałjej smutek,alewiedział,żeniemajużodwrotuimusiwyjechać. Michalinawmilczeniuprzełykałasłonełzy.Chciała, żebytachwilatrwałajaknajdłużej,żebyto,comusiałonastąpić,jakimścudemnigdynienadeszło.Alemomentpożegnania,którytakbardzopragnęłaodwlec,zbliżałsię nieuchronnie,bopociągjużczekałibezdusznieoznajmiał gotowośćdodrogi.Wiedziała,żezakilkaminutMaciejwsiądzie do niego i odjedzie, a ona zostanie tu sama ze swoim smutkiemitęsknotą.Półrokubrzmiałodlaniejjakwieczność.Nawetjeśliudaimsięspotkaćzakilkatygodni,toitak ten czas wydawał jej się bardzo odległy. Z tego powodu od parudniczuławżołądkuniemiłyucisk,któryaninasekundę nie odpuszczał.
Przez głowę Michalinyszybko przelatywałyobrazytych pięknych chwil spędzonych nad morzem. Wspomnienia tak żywe,jakbytowszystkowydarzyłosięzaledwiewczoraj.Była wtedytakaszczęśliwa,żestarałasięniezaprzątaćsobiemyśli zbliżającą się przymusową rozłąką. Cieszyła się tylko oświadczynamiMacieja.Terazwiedziała,żepowracaniepamięciądotychchwilmusijejwystarczyćnanastępnychkilka miesięcy, gdygo przyniej nie będzie.
– Muszę już iść, bo pociąg odjedzie beze mnie – powiedział. Ujął dziewczynę pod brodę i uśmiechnął się czule.
Patrzyła w jego szare oczy i odpowiedziała mu słabym uśmiechem.
– Nie miałabym nic przeciwko temu – szepnęła z rozpaczą w głosie.
– Lepiej nie, bo lata studiów poszłyby na marne – zażartował, choć i jemu nie było wesoło. Objął ją ostatni raz i westchnął ze smutkiem.
– Wiem – odparła, po czym ostrożnie wyswobodziła się z uścisku. – Idź już! – Odepchnęła go delikatnie.
– Dbaj o siebie. – Uniósł zimną dłoń Michaliny, żeby złożyć na niej ciepły pocałunek.
– Ty też. Pozdrów ode mnie tatę, gdy się z nim spotkasz – przypomniała mu. Wiedziała, że Maciej celowo wybrał lot do Wiednia ze startem z Okęcia. Chciał się pożegnać z ojcem tuż przed wyjazdem z Polski.
– Dziękuję, przekażę.
– Powodzenia.
– Zadzwonię z lotniska przed wylotem – obiecał. Jeszcze raz pocałował ją szybko, choć namiętnie, a potem odwrócił się na pięcie i dziarskim krokiem pomaszerował w stronę pociągu. Wysoki, wysportowany, z jasną czupryną gęstych włosów, wyglądał imponująco. Lekko wspiął się po stopniach wagonu i po chwili zniknął jej z oczu. Michalina zobaczyła jego szarą kurtkę pojawiającą się w prześwitach przedziałów, gdy szukał swojego miejsca. Nagle jedno z okien uchyliło się i ujrzała w nim Macieja wyciągającego do niej rękę. Podbiegła i dotknęła jego palców. Łzy spływały jej po policzkach i nie mogła już tego ukryć.
– Kocham cię! – zawołał, gdy rozległ się konduktorski gwizdek oznajmiający, że pociąg jest gotowy do odjazdu.
Odsunęła się pośpiesznie od torów. Maszyna ruszyła ospale,azaniąkolejnewagony.Wydawało się, że ten ciężar przerasta jej możliwości, ale stopniowo zaczęła nabierać szybkości.
*
Michalina jeszcze przez kilka chwil stała nieruchomo na peronie z rozdartym sercemiobserwowałaoddalającysięskład, a łzy spływały jedna za drugą, zostawiając na policzkach ciemne smugi po tuszu do rzęs. Energicznie pociągnęła nosem. Pomyślała, że głupotą byłoby tu tkwić i gapić się na pociąg, który za chwilę zniknie z pola widzenia. Przecież oczywiste, że już nie zawróci. Wygrzebała z torebki chusteczkę, ostrożnie osuszyła policzki, po czym wydmuchała nos.Westchnęła smutno i powoli, wlokąc się noga za nogą, wyszłazdworca.Gdy czekałanatramwaj,wyjęłakomórkę izadzwoniładostarszejsiostry.Musiałazkimśpogadać o tym, co czuła i jak bardzo było jej źle z powodu wyjazdu Macieja. Po kilku sygnałach usłyszała znajomy głos i wtedy rozpłakała się jeszcze bardziej.
– Miśka, przestań buczeć, bo mi telefon zamoczysz! Przecież nie wyjechał na zawsze. – Agnieszka od razu zaczęła ją pocieszać.
– Oj! No wiem, ale nic na to nie poradzę, że chce mi się ryczeć – chlipnęła, a wielka łza skapnęła na wyświetlacz.
– Tylko nie leć za nim, bo wywołasz sensację na torach, a i tak go nie dogonisz – zażartowała siostra. – Ty nie osiągasz takiej prędkości jak Pendolino.
– No tak, i jeszcze musiałabym uważać na semafory – zachichotała Michalina. Poczucie humoru Agnieszki jak zwykle rozładowało napięcie.
– Dopiero ludziska zaczną się zastanawiać, co to za dziwna drezyna.
– No, no! Tylko nie drezyna – oburzyła się żartem, ale natychmiast spoważniała. – Aga…
– Co?
– Nie wiem czemu, ale ja się po prostu boję.
– Ale czego ty się boisz, że nie wróci? Przecież powiedział, że cię kocha, i poprosił o rękę. To dobrze o nim świadczy, no nie? W tej sytuacji chyba nic więcej nie mógł zrobić. Maciej to bardzo odpowiedzialny facet i… – przerwała, ale po chwili znów się odezwała: – Przepraszam, siostra, ale pracownica mi przeszkodziła. Klientka chce się umówić na strzyżenie i musiałam ją zapisać.
– Jesteś zajęta, a ja zawracam ci głowę.
– Nie, już wszystko w porządku. Wiesz, uważam, że trochę za bardzo się przejmujesz. Rozumiem, że tęsknisz, ale da się to wytrzymać. Zobaczysz, te kilka miesięcy szybko minie i ani się obejrzysz, znów będziecie razem. W końcu pojechał, żeby zdobyć doświadczenie i mieć lepszy start w przyszłość, no nie? Dzięki temu będzie wam potem łatwiej – perorowała Agnieszka. – Dobra praca to nie tylko prestiż i ambicje, to również w dalszej perspektywie wysoka pensja. Wprawdzie według obiegowej opinii pieniądze szczęścia nie dają, ale za to jestem absolutnie przekonana, że bardzo ułatwiają życie. Znam to z autopsji, bo wciąż brakuje mi kasy i nieraz rozważam napad na jakiś bank – zachichotała. – Zresztą sama wiesz, jak jest.
– Tak, tak, wiem. Nie musisz mi przypominać, przecież nie urwałam się z choinki. – Michalina głośno westchnęła. Łzy przestały kapać, a wilgotne policzki zaczęły szczypać od zimna. Wytarła je wierzchem dłoni.
Zdawała sobie sprawę, że studia w Wyższej Szkole Bankowej, które skończył Maciej, nie zapewniają jeszcze dobrego startu, jeśli nie jest on poparty pozytywnie zaliczonymi praktykami, najlepiej zagranicznymi. W czasie studiów udało mu się wyjechać w ramach programu Erasmus do Florencji, a potem do Niemiec. Dzięki temu zyskał CV pozwalające ubiegać się o miejsce w głównej siedzibie międzynarodowego koncernu w Austrii. Wystarczy pół roku pracy próbnej, jak przekonywał Michalinę, by dostać transfer do Polski od razu na kierownicze stanowisko. Dlatego nie miał wyjścia i musiał teraz odrobić tę „pańszczyznę”, która była jego biletem do lepszej przyszłości.
– No i dobrze. Weź się w garść i nie strzelaj smutasa.
– A co to jest „smutas”? – Michalina się roześmiała. – Co to za słownictwo?
– O! Od razu lepiej, gdy się śmiejesz – skonstatowała Agnieszka, zadowolona, że w końcu udało jej się rozweselić siostrę.
– Bo ta twoja skłonność do słowotwórstwa mnie rozbraja.
– Ale lubisz to?
– Ciebie lubię – przyznała szczerze.
– A jak ci idzie w nowej pracy? – Agnieszka nagle zmieniła temat, jakby chciała zająć jej myśli czymś innym.
– Jest całkiem dobrze, tylko nie mogę się doczekać stałej umowy. – Michalina skrzywiła się lekko. Spojrzała w bok i w oddali dostrzegła zbliżający się tramwaj.
– A kiedy ci się kończy ten próbny okres?
– Na początku grudnia, ale na razie nikt mi nic nie mówi, co dalej. Ta cisza mnie niepokoi. – Odruchowo wygięła usta w podkówkę.
– Będzie dobrze. Na pewno docenią twoje zalety – zapewniła ją Agnieszka. Wierzyła w swoją mądrą siostrę. Musiała uczciwie przyznać, że Michalina zawsze była od niej zdolniejsza i miała więcej talentów. Nawet się nie zdziwiła, kiedy dziewczyna poszła na studia, podczas gdy ona sama skończyła tylko technikum fryzjerskie i zaraz po szkole podjęła pracę. Ale wiedziała też, że czasem wykształcenie nie wystarcza i o powodzeniu decyduje łut szczęścia.
– A mówiłam ci, że Kamil pracuje ze mną? – spytała Michalina. – Niezły traf, prawda? Nagle spotkaliśmy się w tej samej firmie, co za przypadek.
– Który to Kamil?
– Nie pamiętasz? Ten z roku, który był z nami w pubie na moich imieninach.
– Aaa! To ten, z którym chodziłaś na początku studiów i kiedyś po pijaku wyznawał ci miłość? – Agnieszka ucieszyła się, że jednak pamięć jej nie zawodzi.
– Oj, tam! Chodziłam z nim zaledwie parę miesięcy, przelotnie. Zawsze traktowałam go bardziej jak przyjaciela, a nie kandydata na przyszłego męża. To nie było na poważnie. – Michalina machnęła ręką, jakby chciała odpędzić natrętną muchę. – Ale tak, to ten. Pracujemy teraz w jednym biurze. Miło mieć kogoś znajomego w pracy.
– Tylko nie zdradzaj Maciusia. – Agnieszka zachichotała w słuchawkę.
– No ty chyba zwariowałaś! – Michalina udała, że jest oburzona. – Lubię Kamila, to dobry facet. Tyle że nigdy nie czułam do niego tego, co czuję do Maćka. To nie to samo.
– Wiem, wiem, jesteś jak ta sarenka z Disneya, kompletnie zaświergolona, i poza Maćkiem świata nie widzisz.
– Aga, muszę kończyć, bo właśnie podjechał mój tramwaj. Śpieszę się do pracy – powiedziała i wsiadła do pierwszego wagonu. – Wpadniesz do nas wieczorem? Mama się ucieszy.
Michalina mieszkała tylko z matką. Agnieszka niespełna rok po ślubie – a było to dziewięć lat temu – wyprowadziła się z rodzinnego domu. Krótko potem ich ojciec miał zawał. Ta śmierć była wielkim ciosem dla nich wszystkich. Wcześniej tata nie skarżył się na żadne dolegliwości i nigdy nie korzystał z pomocy medycznej, poza stomatologiczną. Sprawiał wrażenie zdrowego, silnego mężczyzny, który miał żyć wiecznie. Pewnego dnia wrócił z pracy i oznajmił, że musi się położyć, bo źle się czuje. Dla mamy to było ogromne zaskoczenie, więc od razu zaczęła się martwić. Niestety nie zdołała namówić męża, żeby udał się na wizytę do lekarza. Jak zwykle zbagatelizował sprawę, twierdząc, że nic wielkiego się nie dzieje i samo przejdzie, gdy się wyśpi. Rano, chociaż nadal czuł się osłabiony, wstał i zaczął szykować się do pracy, ale w łazience stracił przytomność. Zmarł w karetce, w drodze do szpitala. Wszystko stało się tak szybko… Jeszcze długo nie mogły pogodzić się z myślą, że już go nie ma. Na szczęście Agnieszka z mężem Darkiem i córką Anulką mieszkali zaledwie kilka bloków dalej, dzięki czemu widywali się dość często i wspólnie z Michaliną troszczyli o matkę. To był dla nich trudny rok, ale życie toczyło się dalej.
– Dziś nie dam rady, bo Darek idzie na jakieś zebranie, któremożesięprzeciągnąćdowieczora,więcmuszęzostać z córką –odparła Agnieszka ze smutkiem. –Ale jutro na pewnowasodwiedzę.
– PrzecieżmożeszprzyjśćzAnulką.
– Nie ma mowy, mała ma na jutro zrobić coś w rodzaju makiety. Muszę jej pomóc.
– No dobrze, powiem mamie i oczywiście jak zwykle ucałujęjąodciebie.Pa,siostrzyczko!–Michalina się rozłączyła i niedbale wrzuciła telefon do torby.
Jeszcze tylko tydzień, myślała Michalina, gapiąc się w monitor swojego służbowego laptopa. Miała już przygotowany prezentpodchoinkędlaMacieja.Przezkilkadnichodziłaod sklepudosklepuwposzukiwaniuczegośspecjalnegoidługo niemogłasięzdecydować.Wkońcukupiłaślicznyorganizer oprawiony w miękką czarną skórę. Był drogi, ale bardzo jej zależało na wyjątkowo eleganckim upominku.
Od czasu wyjazdu Macieja codziennie wysyłali sobie esemesowewiadomości,anawetkilkanaścierazyrozmawiali za pośrednictwem WhatsAppa. Przez pierwsze dni te internetowespotkaniabyłyczęste,alepotemonbyłbardzozajęty pracą, więc rozmowystałysię rzadsze i krótsze. Ostatni raz kontaktowali się prawie półtora tygodnia temu. Wtedy odniosła wrażenie, że mężczyzna jest trochę smutny, jakby przybity. Zaczęła zastanawiać się, czy przypadkiem nie jest chory,alegdygootozapytała,stanowczozaprzeczył.Miała nadzieję, że to tylko kwestia zmęczenia. W końcu pracował jak szalony, żebyzasłużyć na bardzo dobrą opinię w firmie. Liczył na atrakcyjne oferty w przyszłości, a ona rozumiała, żeodtegozależyjegodalszakariera.Mimożebrakowałojej tych rozmów, postanowiła mu nie przeszkadzać i przestała do niego dzwonić.
Podniosłagłowęispojrzaławokno.Szarapogodaibrak słońcanienastrajałyjejpozytywnie.Bezprzerwyponuroi mokro, a do tego ciągły, nieprzyjemny wiatr i przenikający chłód.Pomyślała,żetapogodaidealnieodzwierciedlajejdzisiejszyhumorisamopoczucie.Zresztąostatnioprawiena okrągłobyłasennainiewhumorze.Czuła,żemogłabyspać przynajmniejdwadzieściagodzinnadobę,atepozostałe cztery wykorzystywaćnajedzenieorazkąpielwbąbelkach ipachnącejpianie.Byłanotoryczniezmęczonainiewyspana. WłaściwieodwyjazduMaciejaczułasiękiepsko.Początkowomyślała,żetoskutektęsknoty,alepotemdotarłodo niej,żetoniemożliwe.Cośjejniepasowało,aobjawy nie byłytakie oczywiste. Po krótkiej analizie doszła do wniosku, żeprawdopodobniejestwciąży.Dziwnesymptomyniemijały,więcwkońcukupiłatest,awynikpotwierdziłjejprzypuszczenia.Potemdlapewnościposzłajeszczedolekarza itamdostaławiarygodnąodpowiedź:tak,jestwciąży.Wpierwszejchwilitrochęsięzałamała,boobojezMaciejem chcielinajpierwwziąćślubipopracować,żebyjakośsię urządzić. Dzieci miały przyjść na świat dopiero za kilka lat. Zaplanowalisobieprzyszłośćniemalwnajdrobniejszych szczegółachiwiedziała,żetaciążawszystkopokrzyżuje.Jednakszybkodoszładowniosku,żeprzecieżtoniejestżadna tragediainapewnorazemjakośdadząsobieradę.Kolejność niemawiększegoznaczenia,gdywytrwaleikonsekwentnie dążysiędowytyczonychcelów.
Po wyjściu od lekarza miała ochotę natychmiast skontaktowaćsięznarzeczonym,żebymuotympowiedzieć,ale potem pomyślała, że to nie jest temat na rozmowę przez internet czy telefon. Wyszłoby mało romantycznie. Z trudem utrzymywałatajemnicęprzednimibliskimi.Postanowiła, żeMaciejdowiesięotympierwszyigdyprzyjedzienaBoże Narodzenie,zrobimuniespodziankę.Całyczaswierzyła,że uda mu się dostać trochę wolnego i nie dopuszczała do siebie innej możliwości. Na szczęście kilka dni temu dał znać, że otrzymał urlop. Teraz nie mogła się już doczekać, kiedy dojdzie do spotkania i wreszcie będzie mogła mu obwieścić nowinę. Bardzo chciała zobaczyć jego uradowaną minę. Oczami wyobraźni widziała ten moment, który, tego była pewna, będzie cudowny.
Gapiłasięwoknoiuśmiechaładoswoichmyśli.Trzeba będzie przyspieszyć ślub, bo jak tu iść do ołtarza z wielkim brzuchem,pomyślała.Amożelepiejbędziepobraćsięjużpo porodzie? Musi to przedyskutować z Maćkiem.
– Cześć, Miśka! – Kamil, który właśnie wszedł do biura i strzepywał z siebie krople deszczu, wyrwał ją z zadumy. – Jak samopoczucie?
Oderwała rozmarzony wzrok od smug spływającej po szybie wody i spojrzała na zadowolonego z siebie kolegę.
– Cześć! – odparła i uśmiechnęła się do niego. – Zważywszy na pogodę, czuję się całkiem nieźle. A ty coś taki radosny niczym skowronek na wiosnę?
Kamil zachichotał.
– Rzeczywiście parszywa pogoda. Tęsknię za śniegiem.
– Westchnął. Odwiesił kurtkę na wieszak i usiadł za swoim biurkiem, które stało vis-à-vis biurka Michaliny. – Jestem radosny, mój promyczku, bo na twój widok robi mi się cieplej na duszy, a serce skacze pod sufit – dodał, jednocześnie puszczając do niej oko.
Michalina odwróciła wzrok i ponownie zerknęła w okno, by skonstatować z rezygnacją, że marna szarobura aura zupełnie nie przypomina świątecznego klimatu.
Fakt, już lepszy śnieg niż ta chlapa – zgodziła się, pomijając milczeniem ostatnią część jego wypowiedzi. – Poza tym co to za Boże Narodzenie bez śniegu? – Wzruszyła ramionami i otworzyła ostatni plik z projektem.
– À propos świąt, Maciej przyjeżdża?
– Tak, w końcu udało mu się uprosić szefów o cztery dni wolnego – odparła i znów się uśmiechnęła, tym razem na myśl o narzeczonym. – Jak dla mnie, to za krótko, ale lepszy rydz niż nic – dodała i zrobiła minę niczym zawiedzione dziecko, które nie dostało lizaka.
Brwi Kamila uniosły się wysoko w geście wyrażającym zdumienie.
– No, to miał chłopak szczęście, że pozwolą mu wyjechać po tak krótkim czasie. Oni tam się nie szczypią i praktykantów cisną jak cytrynę.
– Nie było łatwo, jednak w końcu, ze względu na wyjątkowe okoliczności, zgodzili się. Wiesz, tam też obchodzą BożeNarodzenie.Aty,gdziespędziszświęta?–zapytała szybko, abyodwrócić jego uwagę od siebie i Macieja.
– ChybapojadędoSzczecinaodwiedzićrodziców.Dawnoichniewidziałem,więcwykorzystamokazję.–Uciekł wzrokiem w kierunku klawiatury i włączył komputer.
– Tomiłe.Napewnosięucieszą.
– Być może – stwierdził i zajął się przeglądaniem swojej poczty.
Michalina ukradkiem zerknęła na niego. Zawsze zastanawiała się, dlaczego Kamil tak mało mówi o swojej rodzinie. Z tego, co zauważyła, bardzo rzadko jeździł do Szczecina i prawie nie utrzymywał kontaktu z bliskimi. Ilekroć o to pytała, stawał się zdystansowany i zachowywał się, jakby chował się w jakąś skorupę. Odpowiadał zdawkowo i szybko zmieniał temat. Nigdy nie wyjaśnił jej, jakie są jego relacje z rodzicami, ale ona czuła, że coś było nie tak. No cóż, ostatecznie nie zamierzała go naciskać i wchodzić z butami w jego życie. Już dawno zdecydowała, że jeśli będzie miał taką potrzebę, to sam zacznie mówić. Jednak niewątpliwie był bardzo tajemniczy i to ją zastanawiało.
Skupiła się na projekcie, ale po kilku minutach, gdy podniosła wzrok, zauważyła, że Kamil przygląda jej się z uwagą. Już nie pierwszy raz przyłapała go na tym.
– O co chodzi? – spytała zaczepnie. – Mam kołtuna na głowie?
– O nic, tak się zamyśliłem. Przepraszam. – Uśmiechnął się do niej niewinnie.
– Pamiętasz, że do końca tygodnia musimy skończyć ten projekt? – przypomniała.
– Spokojnie, pamiętam. – Zmieszany jej uwagą umilkł i zajął się pracą.
Czy to możliwe, żeby Kamil nadal był w niej zakochany? Tyle lat minęło od czasu, gdy ze sobą chodzili, a jemu jeszcze nie przeszło?
Poznalisięnapoczątkustudiówiodrazupolubili.Niemalnatychmiastzostalikumplami.Potem,pokilkumiesiącach, zaczęli niby ze sobą chodzić i wszyscy myśleli, że zostanąparąnazawsze.Jednaktrwałotodośćkrótko,do czasu,gdypewnegowakacyjnegodniawkawiarninaStarym Rynku,gdzieMichalinaspotkałasięzkoleżanką,poznała Macieja.Zakochałasięwnimodpierwszegowejrzeniaicałkowicie straciła dla niego głowę. Szczęściem –tak jej się wtedywydawało–związekzKamilembyłdośćluźnyizerwanie nie sprawiło im obojgu większych trudności. Obeszłosiębezscen,żaluiwyrzutów.Jednaszczerarozmowa załatwiła wszystko. Dzięki temu ich przyjaźń nadal trwała, chociażczasemodnosiławrażenie,żetylkoonaniemiała z tym problemu.
Boczytoniedziwne,żenigdyniesłyszała,abyKamil znalazł sobie jakąś dziewczynę? Może przed nią z kimś się spotykał, tego nie była pewna, ale potem chyba już nie. Przecież gdybymiał jakąś partnerkę, to na pewno ktoś z ich wspólnychznajomychcośbyzauważyłisięwygadał.Atu nic,żadnejplotki,nawetnajmniejszejploteczkinatentemat. Pomyślała,żetowielkaszkoda,boKamilbyłbardzofajnym, inteligentnym facetem i zapewne mógłbyuszczęśliwić jakąś kobietę.Jaknamężczyznę,niebyłzbytwysoki,alemiałcałkiemmiłąaparycję.Byłraczejśredniegowzrostu,alezato dobrzezbudowanyischludny.Jegokrótkoprzystrzyżone, gęsteciemnewłosyzawszepachniałyszamponem.Michalina lubiła też jego poczucie humoru i ujmującysposób bycia, a przede wszystkim jego życzliwość.Taki chłopak z pewnością nie miałby problemu ze znalezieniem żony. Kto wie, gdybynieMaciej,możetążonąbyłabywłaśnieona?Westchnęła i znów zaczęła wstawiać nudne kratki wentylacyjne w projekcie budynku wielorodzinnego, który przygotowywali dla dewelopera.
*
Maciej miał przylecieć do Polski późnym wieczorem dwudziestegodrugiegogrudnia.PolądowaniunaOkęciumusiał jeszczepociągiemdotrzećdoPoznania.Dlategoumówilisię na spotkanie następnego dnia po południu, dokładnie dzień przed Wigilią. Michalina bardzo chciała przywitać go już na dworcuigdybymogła,pofrunęłabynaspotkanieniczym białygołąbek,araczejgołębicapokojuwczasieigrzysk,jednakmimojejusilnychnalegańMaciejniezgodziłsięnatakie rozwiązanie.Kategoryczniezabroniłjejnocnycheskapadpo mieście.
– Nie ma mowy – upierał się podczas ostatniej rozmowy telefonicznej. – Nie będziesz jeździła sama tramwajem w środku nocy.
– To przyjadę taksówką – próbowała go przekonać.
– Na dworcu też nie brakuje różnych podejrzanych typów, a samotna kobieta jest szczególnie narażona na zaczepki. Nie chcę, żeby coś ci się stało.
– No dobrze, już dobrze – odpuściła ostatecznie, czując, że i tak nie ma wyboru. Obiektywnie musiała przyznać, że dorosła kobieta też może się natknąć na jakiegoś żula, który akurat poczuł się niedopity i postanowił wyłudzić trochę grosza na wódkę od przypadkowego przechodnia. Westchnęła głośno w słuchawkę, aż zatrzeszczało w telefonie. – Obiecuję, że grzecznie poczekam, aż zjawisz się u mnie w domu.
W końcu przyszedł dzień spotkania. Nad ranem Maciej przysłał esemesa, że dotarł do Poznania, ale jest tak zmęczony, że natychmiast musi się przespać. Jednak zgodnie z planem zobaczą się po południu, gdy Michalina wróci z pracy. Z radości chciało jej się śpiewać i tańczyć. Od spotkania z nim dzieliły ją już tylko godziny.
Dwa dni wcześniej spadł pierwszy śnieg i chociaż było go jeszcze jak na lekarstwo, to i tak zrobiło się bardziej zimowo. Przymrozek sprawił, że ostatnią błotnistą chlapę zastąpiły białe śnieżne połacie, które już nie stopniały. Nastrój świąt i podniecenie wynikające z przyjazdu Macieja spowodowały, że mimo nieprzespanej nocy Michalinę rozpierała energia. Ledwie mogła wysiedzieć za biurkiem i przez cały czas musiała się kontrolować, bo zamiast skupiać się na barierkach, kratkach i schodach, wciąż zerkała na zegarek i myślała o swoim narzeczonym. Tak naprawdę tego dnia prawie nic sensownego nie zrobiła, oprócz Macieja wszystko inne stało się dla niej nieważne. Bez przerwy odliczała godziny, kwadranse, minuty, a nawet sekundy dzielące ją od końca roboczego dnia.
Kiedy zbliżała się szesnasta, ona była już gotowa do wyjścia i czekała w napięciu na sygnał niczym koń w bloku startowym na Służewcu. Aż ją ściskało w dołku. W końcu pośpiesznie złożyła życzenia Kamilowi i pozostałym pracownikom biura, po czym wybiegła z firmy i ruszyła naprzód niczym tornado. Za zakrętem wskoczyła do wcześniej zamówionej taksówki i pojechała prosto do domu, popędzając po drodze taksówkarza, żeby jechał szybciej i omijał korki w mieście.
Dwie godziny później, po kąpieli, ze świeżym makijażem, ubrana w nowy sweter i dżinsy kupione specjalnie na tę okazję, Michalina biegała od okna w kuchni do okna w pokoju i wypatrywała Macieja. Na zewnątrz zrobiło się już ciemno. Tylko osiedlowe latarnie tu i ówdzie jasno oświetlały chodniki i przechodniów. W wielu oknach widać było świąteczne dekoracje i ubrane bożonarodzeniowe drzewka, które czekały na wigilijny wieczór. Z balkonów zwisały zielone girlandy, przystrojone bombkami oraz żarówkami, i mrugały wesoło kolorowymi refleksami. Znów zaczął prószyć drobny śnieg. W żółtym świetle lamp białe płatki wirowały, podrywane chwilowymi podmuchami lekkiego wiatru. W prześwitach między blokami widziała ludzi śpieszących do sklepów lub wracających do domu z ostatnimi przedświątecznymi zakupami. Jednak Macieja wciąż nie było widać. W przerwach między wyglądaniem przez jedno okno i drugie, Michalina niespokojnie krążyła po mieszkaniu. Nie mogła znaleźć sobie miejsca. Denerwowała tym matkę, która rozparta wygodnie w fotelu, mieszała powoli herbatę i przeglądała miesięcznik dla pań. W końcu kobieta nie wytrzymała:
– Miśka, usiądź wreszcie. Zacznij robić na drutach albo zajmij się czymkolwiek, bo kiedy tak krążysz w kółko, to czuję się jak na karuzeli, aż mi się w głowie kręci – upominała ją zniecierpliwiona pani Basia, śmiejąc się w duchu z podekscytowania córki.
– Przepraszam, mamo. Jakoś nosi mnie od samego rana. Nie mogę się na niczym skupić.
– Rozumiem. Jednak może spróbujesz być trochę bardziej powściągliwa. Opanuj emocje. – Mama spojrzała surowo znad okularów, ale Michalina po jej oczach poznała, że kobieta żartuje.
– Już zapomniałaś, jak to jest?
– Nie odwracaj kota ogonem – skarciła ją pani Basia i uśmiechnęła się do córki. – Jeszcze nie jestem taka stara, żeby mi skleroza doskwierała. Ale nie myśl, że jak będziesz szybciej chodzić w kółko, to czas też przyspieszy. No, chyba że zaczniesz chodzić zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara – zachichotała.
Dziewczyna roześmiała się, rozbawiona tą uwagą.
– Wiem, ale to silniejsze ode mnie…
Nagły dzwonek wreszcie oznajmił przybycie oczekiwanej osoby. Pani Basi wypadła z ręki łyżeczka do herbaty, a Michalina aż podskoczyła z wrażenia. Z motylkami w brzuchu i wypiekami na policzkach pobiegła do korytarza.
– Gość w dom, Bóg w dom! – powiedziała mama i poszła do kuchni wstawić czajnik z wodą na kawę.
Michalina z impetem otworzyła drzwi, za którymi ujrzała tak bardzo wyczekiwanego chłopaka. Jego widok był wszystkim, czego potrzebowała w te święta. Rzuciła się Maciejowi na szyję i zamknęła go w mocnym uścisku szczupłych ramion.
– Nareszcie–szeptałamudoucha.–Jużniemogłam się doczekać.
– Witaj, kochanie – odpowiedział, a potem mocno ją do siebie przytulił i pocałował w szyję.
– Zamknijcie chociaż drzwi, bo zimno leci! – zawołała pani Basia z kuchni.
*
Przy kawie Maciej zzadowoleniemidumąchętnieopowiadałofantastycznejpracyiświetlanejprzyszłości,jakasię przednimrysowała.Nieobeszłosięteżbezwspomnieńpani BasiztygodniowejwycieczkidoWiednia,jakąodbyłajakiś czastemuzmężemzokazjirocznicyślubu.Wpewnymmomencieprzypomniałasobie,żewłaściwiemiałotomiejsce zaledwiekilkamiesięcyprzedjegośmierciąiwkącikulewegookapojawiłasiędużałza,którąszybkootarłakciukiem, zanimktokolwiekzdążyłzauważyć.
TymczasemMichalinabyłatakszczęśliwaizakochana, że nie mogła oderwać maślanych oczu od narzeczonego. Chciałanasycićsięjegowidokiemnazapas.Wpatrywałasię w niego jak w piękny obrazek i nie potrafiła się skupić na tym, co mówi. Jednak coś nie dawało jej spokoju. Chwilami, kiedyMaciejzerkałnanią,widziaławjegospojrzeniujakąś niepewność, jakbyobawę. Nie rozumiała tego, ale czuła, że w środku budzi się w niej dziwnyniepokój.W końcu pani Basia, zauważywszy zniecierpliwienie i ukradkowe spojrzenia córki, uśmiechnęła się przepraszająco.
– Wybaczcie, ale muszę zająć się przygotowaniami do świąt. A wy na pewno macie sobie dużo do opowiedzenia – oznajmiła i wyszła do kuchni.
Michalina odetchnęła z ulgą i szybko zaciągnęła gościa do swojego pokoiku. Włączyła niewielką lampkę stojącą na biurku, usiadła na kanapie i dała znak ręką, żeby Maciej zajął miejsce obok.
– Ślicznie wyglądasz – powiedział, gdy po kilku gorących pocałunkach złapał oddech i mocno przytulił ją do siebie. – Tęskniłem za tobą. Bardzo.
– Mam dla ciebie niespodziankę – szepnęła
Nagle delikatnie chwycił ją za ramiona i odsunął od siebie. Przez chwilę z powagą przyglądał się jej twarzy. Michalina zobaczyła w jego oczach smutek i gdzieś w okolicach serca znów poczuła znajomy ucisk.
– Muszę ci coś ważnego powiedzieć – zaczął.
– Ja też – odparła radośnie. Mimo wszystko nie zraziła się jego poważną miną.
– No to zaczynaj.
– Nie. Ty pierwszy – zaprotestowała, chcąc jak najszybciej pozbyć się tego drażniącego niepokoju, który miała nadzieję, że był bezpodstawny. Zdecydowała, że im prędzej Maciej powie, co się stało, tym lepiej.
– No dobrze – ustąpił, po czym spuścił głowę i zamilkł na chwilę.
W pokoju panowała cisza, jakby ściany również wstrzymały oddech.
Na widok jego zakłopotania Michalina zesztywniała. Nagle – nie wiedzieć czemu – przypomniała sobie niemal paniczny strach, który towarzyszył jej na dworcu tamtego dnia, gdy wyjeżdżał. Maciej zerknął na nią i już wiedziała, że to nie jest jakaś błaha sprawa. To coś, co sprawi jej wielki ból.
– No, o co chodzi? – ponagliła go, czując, jak ogarnia ją fala gorąca.
Maciej westchnął ciężko i zaczął nerwowo pocierać dłonie. Drżącymi palcami przeczesał włosy i nadal unikając jej spojrzenia, powiedział:
– To trudne. Nie wiem, jak ci to wyjaśnić, ale mam nadzieję, że mnie zrozumiesz. Liczę też, że mi wybaczysz… – Wstał i zaczął chodzić nerwowo po pokoju. – To, co się stało, świadczy o mojej głupocie i mimo że stało się w chwili mojej… – nabrał powietrza – nazwijmy to niepoczytalności, nie zwalnia mnie od poniesienia konsekwencji. Chcę, żebyś wiedziała, że nie zrobiłem tego z premedytacją, lecz jest to wynik braku wyobraźni i przewidywania, jakie zagrożenie niesie niefrasobliwe zachowanie. Nie ma to też nic wspólnego z nami… Ściślej mówiąc, z uczuciem, jakim ciebie darzę. Nadal cię kocham i nic tego nie zmieni.
– Maciek, przestań kluczyć i gadać jakieś frazesy. Co jest grane? Przejdź do rzeczy! – przerwała mu, okazując wyraźne zniecierpliwienie.
– Nie wiem, jak ci to wyjaśnić – powtórzył. – Nie chcę cię zdenerwować i zranić, ale musisz wiedzieć, jak bardzo mi przykro.
– Słuchaj, odnoszę wrażenie, że zaczynasz od końca.
Mów wreszcie, bo oszaleję! – krzyknęła.
Znów westchnął. Zatrzymał się przy biurku i spojrzał w okno. Widziała, jak nerwowo rozciera spocone dłonie. Był zdenerwowany. Nigdy wcześniej nie widziała go w takim stanie.
– Żenię się – oznajmił, nie odwracając wzroku od okna.
– Tak, ze mną, oświadczyłeś mi się. Pamiętasz? – powiedziała, ale on tylko westchnął. – W czym problem, boisz się? Przecież się kochamy – mówiła coraz szybciej, usilnie starając się nie dopuszczać do siebie tego, co naprawdę oznaczały jego słowa.
– Nie mam na myśli nas. – Nadal patrzył w okno.
– Jak to?!
– Chyba muszę się ożenić. – Odwrócił się gwałtownie, a ona dostrzegła jego łzy.
Michalina trwała w bezruchu z wytrzeszczonymi oczami i otwartymi ustami. Jakby świat stanął w miejscu, a ona razem z nim. Jakby ogarnął ją całkowity paraliż. Jakby ją nagły szlag trafił. Nie mogła wydobyć z siebie głosu ani się ruszyć. Zero reakcji. Trwała niczym słup soli i tylko serce waliło jej jak młot kowalski. Słyszała je w każdym zakamarku swojego ciała.
– Uwierz mi, nie chciałem tego… Głupio wyszło – dodał, a jego głos się załamał.
W końcu zamrugała, powoli zamknęła usta i poczuła, że pierwszy szok zaczął ustępować. Odblokowane myśli powoli zaczęły krążyć w głowie, chociaż nadal w sporym chaosie. Spróbowała jakoś je ogarnąć i poukładać, ale jeszcze nie umiała. Nie w tym momencie.
– Michalino, ja nie chciałem… – szepnął z zażenowaniem.
– J… jak to się żenisz? Z kim? – przerwała mu, nie zważając na to, co mówi. – Przecież jesteśmy zaręczeni. Nic nie rozumiem… – wydukała z trudem i zerknęła na swoją dłoń, na której błyszczał pierścionek zaręczynowy. Jakby chciała się przekonać, że nadal tam jest.
– Poznałem dziewczynę i teraz muszę się z nią ożenić.
– Zaraz, zaraz. – Powstrzymała go nerwowym ruchem, wyciągając przed siebie dłonie, jakby chciała się od niego odgrodzić. – Opowiedz mi wszystko od początku, żebym mogła cię lepiej zrozumieć.
Maciej znów zaczął chodzić po niewielkim pokoju, trzy kroki w jedną stronę i trzy kroki z powrotem, aż w końcu znów zatrzymał się przy biurku i wbił wzrok w leżący na podłodze niebieski dywan.
– Gdy dotarłem do Wiednia, trafiłem na stancję z kilkoma chłopakami, którzy tak jak ja przyjechali na staż w tej samej firmie. Pewnego dnia stwierdzili, że trzeba zrobić w pubie wieczorek zapoznawczy. Zaprosili dwie stażystki, jedną z Polski i jedną miejscową. Dałem się namówić i poszedłem z nimi. Chyba zupełnie mi odbiło, bo przestałem się kontrolować i za dużo wypiłem. Nie pamiętam nawet, kiedy i jak wróciłem na stancję. Kompletnie urwał mi się film. Następnego dnia rano obudziłem się w swoim łóżku z jedną z tych dziewczyn. Szczerze mówiąc, wtedy nie pamiętałem nawet, jak ma na imię… – Przerwał na chwilę, ale Michalina milczała; patrzyła tylko na niego pytającym wzrokiem. – W ogóle nic nie pamiętałem, ale…
– To z nią chcesz brać ślub? – przerwała mu szybko.
– Tak.
– Ale… – Pokręciła bezradnie głową. – Przecież znacie się raptem półtora miesiąca… Czy to jakaś pieprzona miłość od pierwszego wejrzenia i do grobowej deski? Trafił cię grom z jasnego nieba? Doznałeś jakiegoś olśnienia na jej widok czy co? – dodała z nieukrywanym sarkazmem. – A może była tak świetna w łóżku, że nie potrafisz sobie odmówić następnych z nią igraszek?
– Przestań. Prawdę mówiąc, wcale jej nie kocham. Co więcej, nawet jej dobrze nie znam – odparł zmieszany.
– Ja chyba śnię. To po co chcesz się z nią żenić?! – zawołała zirytowana.
– Bo jest w ciąży.
Michalina poczuła się zdruzgotana. Jej serce utraciło zwyczajny rytm i zaczęło wyczyniać jakieś dziwne harce.
A ja? Ja też jestem w ciąży, pomyślała. I co teraz??? Czy mam mu powiedzieć, że wkrótce będzie miał nie jedno, lecz dwoje dzieci, a każde z inną kobietą? Będzie musiał wybrać między mną a tamtą i jakkolwiek wybierze, zawsze któraś będzie nieszczęśliwa… A może obie będziemy nieszczęśliwe, bo wybierze jedną kosztem drugiej? Czy powinnam go zatrzymać? Czy w przyszłości będę mogła mu zaufać??? A może już zawsze będę żyć z lękiem, że mnie zdradza, gdy tylko znika mi z oczu? Pomijając wszystko inne, to że zdradził, nie podlega dyskusji. To jest fakt, rozważała w pośpiechu, a myśli przelatywały z szybkością błyskawicy, co wywoływało w jej głowie niemały chaos.
– Jak mogłeś mi to zrobić? – szepnęła twardo po chwili namysłu i poczuła wzbierającą złość.
Nagle Maciej padł na kolana, chwycił jej dłonie i zaczął całować. Ten gwałtowny ruch zaskoczył ją tak bardzo, że podskoczyła, ale nie zdążyła się cofnąć.
– Misiaczku, ja nadal cię kocham – zapewniał żarliwie z rozpaczą w głosie. – Nie potrafię powiedzieć, jak strasznie mi przykro. Niestety byłbym draniem, gdybym w tej sytuacji nie zaopiekował się tą dziewczyną. Na początku myślałem, że ją zostawię i… będę tylko płacił alimenty, jednak potem dotarło do mnie, że to nie tylko o nią chodzi, ale również o dziecko, które niedługo przyjdzie na świat. Nie mogę odciąć się od własnego dziecka, a co za tym idzie, od niej. Jestem im to winien. Prawdę mówiąc, jestem całkiem skołowany – jęknął żałośnie.
– Ja też – bąknęła i zamknęła oczy.
– Nawet nie jestem pewien, czy dobrze robię, ale gdybym postąpił inaczej, to do końca życia miałbym wyrzuty sumienia – ciągnął, znów czule przytulając jej dłonie do swojego policzka. – Wiem, że cię ranię. Ja też cierpię. Nawet nie wiesz, jak mi trudno. Długo myślałem, co zrobić, i w końcu podjąłem decyzję, że muszę zatroszczyć się o to dziecko… Nie chcę zachować się jak kiedyś mój ojciec, gdy zostawił mnie i matkę, rujnując nam życie i pozostawiając po sobie poczucie pustki, żalu i odrzucenia. Nigdy mu tego nie wybaczyłem. Wiem, jak to bardzo boli. Zrozum, to dziecko nie jest niczemu winne.
– A my? Co ze mną? Czy to, co nas łączy, nie ma dla ciebie żadnego znaczenia? – Znów spojrzała na niego z wyrzutem, a jej oczy wyrażały ogromne rozczarowanie.
– Ma znaczenie, dlatego było mi bardzo trudno podjąć taką decyzję. Wahałem się do ostatniej chwili.
– Ale podjąłeś ją, zanim ze mną porozmawiałeś. Uznałeś, że moje zdanie się nie liczy – odparła z goryczą.
– To nie tak. Po prostu ta ciąża jest faktem i żadne z nas nie ma już na to wpływu. Michalina, pomyśl, jak ty byś się czuła na jej miejscu, gdyby jakiś facet zostawił cię w takim stanie, bez pomocy i wsparcia.
Właśnie to robisz, padalcu, pomyślała i znów zamknęła oczy, żeby choć przez chwilę nie widzieć jego twarzy. Cały czas była otumaniona i nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje. Miała nadzieję, że to tylko sen, a gdy się obudzi, wszystko będzie w najlepszym porządku, tak jak powinno być.
– Poza tym… muszę tam wrócić i przepracować jeszcze kilka miesięcy. Gdyby w firmie rozniosło się, że zostawiłem dziewczynę w ciąży, miałbym poważne kłopoty i zmarnowaną karierę. Wyszedłbym na nieodpowiedzialnego dupka. Ona mieszka u swoich krewnych w Wiedniu i z pewnością nie uda się zachować tego w tajemnicy. – Pochylił głowę i z czułością pocałował jej rękę. – Błagam, wybacz mi.
Nagle dotarł do niej sens jego słów, które w tej chwili zraniły ją najbardziej. Tego nie mogła i nie chciała zrozumieć. Otworzyła powieki i spojrzała na niego, a jej oczy przybrały kolor ciemnego granatu.
– Co takiego? Zmarnowaną karierę? W tej sytuacji martwisz się o swoją karierę? – wysyczała. – Ty egoisto! Ty kanalio! A co z moim życiem?!
– To nie tak. Wiem, że cię zawiodłem i nasze plany właśnie się rozpadają, ale tu chodzi głównie o moje dziecko. Zrozum, nie mogę się go wyprzeć. – Znów wrócił do poprzedniego tłumaczenia.
Michalina pomyślała o swoim dziecku i zrobiło jej się jeszcze bardziej przykro. Poczuła łzy napływające do oczu i już wiedziała, że nie wytrzyma i za chwilę wybuchnie płaczem. Nagle ogarnęła ją wściekłość, jakiej nigdy dotąd nie doświadczyła. Ta złość na sytuację, na los, na niego, na całą niesprawiedliwość tego świata musiała natychmiast eksplodować.
– Typierdolonygnojku!!Tyidioto!!–Zerwałasięzkanapy z wrzaskiem, jednocześnie z całych sił odepchnęła chłopaka,ażtenwylądowałnapodłodze.–Jesteśpodłym draniem!–wyrzucałazsiebiesłowa,coraztrudniejłapiącoddech.–Jateżjestem…ztobą…–Chciaławykrzyczećoswojejciąży,gdynagleświatzakołysałsięniebezpiecznieistracił ostrość,aparkietzacząłodjeżdżaćspodjejstóp.Nogiugięły sięwkolanachibezwładneciałoosunęłosięnapodłogę.Nastąpiła ciemność.
– Cotusiędzieje?!Cotozaawantura?!–PaniBasia wpadła z impetem do pokoju i na widok leżącej dziewczyny rzuciła się na kolana.
– Misiu! Córeczko, obudź się! – wołała zdenerwowana, klepiąc córkę po policzkach.
Michalina z wysiłkiem uniosła powieki i spojrzała na matkę.
Mama! Przecież ona nie wie, że jestem w ciąży, uzmysłowiła sobie. Nie może się dowiedzieć o tym w taki sposób. Jej wysokie ciśnienie tego nie wytrzyma.
Nie miała siły teraz wszystkiego tłumaczyć, nie w takich okolicznościach. Będzie musiała to zrobić na spokojnie. Odwróciła wzrok i dostrzegła przerażoną twarz klęczącego obok Macieja. Zapragnęła, żeby natychmiast zniknął jej z oczu. Nie mogła już na niego patrzeć. Nienawidziła go teraz, nienawidziła z całych sił. Miała go dość! Z wysiłkiem zwróciła się do chłopaka:
– Nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia! – Z pomocą matki pozbierała się z podłogi i znów usiadła na kanapie. Maciej próbował pomóc, ale gwałtownie odtrąciła jego dłoń. – Nie dotykaj mnie, padalcu. Wyjdź stąd. Wyjdź natychmiast! Nie chcę cię więcej widzieć! Nigdy! – Ponownie uniosła głos, co spowodowało jeszcze większe zdziwienie matki.
– Michalina… – zaczął Maciej, zdezorientowany.
– Wynoś się! – warknęła, wskazując palcem drzwi, i znów poczuła, że słabnie. – Wynoś się i nigdy nie wracaj – dodała odrobinę spokojniej.
Chłopak, zaskoczony jej gwałtowną reakcją, przez chwilę patrzył zdumiony. Nigdy nie widział u niej takiej złości i stanowczości. Otworzył i zamknął usta, jakby chciał jeszcze coś powiedzieć, ale ostatecznie zrezygnował, po czym powoli, bez słowa, ruszył do wyjścia. Przy drzwiach odwrócił się po raz ostatni.
– Nie ma wytłumaczenia dla mojego postępku, zachowałem się jak gnojek, mimo że nie planowałem tego. Popełniłem wielki błąd, za który teraz muszę zapłacić i być może konsekwencje tego będę ponosił do końca życia. Ale wiedz, że nigdy nie przestanę cię kochać, i mam tylko nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz. Jest mi bardzo przykro, że cię zawiodłem. Przepraszam.
– Spadaj! – wycedziła ostro.
Maciej zdjął z wieszaka kurtkę i wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Michalinie serce waliło tak, jakby zaraz miało wyskoczyć, w gardle dusiła ją wielka klucha, aż ją momentami zatykało, a w głowie huczało jak w kominie. Jeszcze gdzieś na klatce schodowej słyszała jego oddalające się kroki, a potem zapanowała nieznośna cisza. Miała ochotę krzyczeć z bólu, żalu, rozpaczy, miłości i ze strachu. Po chwili emocje opadły, ustąpiły miejsca poczuciu bezsilności i krzywdy.
– Co się stało?! Dziecko moje!
Nomen omen, pomyślała Michalina, jakby w odpowiedzi na słowa matki, i niespodziewanie wybuchnęła głośnym płaczem, by dać upust wezbranym uczuciom, które rozsadzały ją od środka. Ukryła twarz w dłoniach. Zdezorientowana pani Basia przytuliła ją czule do siebie.
– O co się tak pokłóciliście? – zapytała i delikatnie pogładziła jej plecy.
Dziewczyna nie mogła się uspokoić. Przez dłuższy czas trwała tak wtulona w matkę, a jej ciałem wstrząsały dreszcze połączone z łkaniem. Nie wiedziała jeszcze, od czego zacząć. Dlatego teraz chciała po prostu wypłakać się w jej bezpiecznych ramionach. Jak mała dziewczynka, którą kiedyś była. Musiała wylać te gorzkie łzy i poczekać, aż ten straszny szum w głowie minie, a myśli znów staną się przejrzyste.
Trwały tak obie kilkanaście minut, zanim zaczęły rozmawiać. Dopiero wtedy córka wyjawiła przed matką tajemnicę, która miała być radosną nowiną, a stała się ciężarem. Nie było łatwo. Tak jak nie było łatwo znaleźć jakieś cudowne rozwiązanie w tej beznadziejnej sytuacji.
Wieczorem, gdy leżała już w łóżku, Michalina znów szlochała. Nie tak wyobrażała sobie dzisiejsze spotkanie z Maciejem. Miało być radośnie, cudownie. Mieli cieszyć się tym, że niedługo będą szczęśliwymi rodzicami, a niespodziewanie, w jednej chwili, wszystko się posypało. O północy pomyślała, że to nie może się tak skończyć. Zaczęła rozważać, czy zadzwonić do Macieja i z nim jeszcze porozmawiać? Nie mogła pogodzić się z myślą, że klamka zapadła i nie ma już odwrotu. Mimo wszystko powinna powiedzieć mu o ciąży. Chciała to zrobić wcześniej, gdy wściekła krzyczała na Macieja, ale zemdlała, a potem przeszkodziła jej mama, wpadając niespodziewanie do pokoju. Na końcu poniosły ją emocje i przestała racjonalnie myśleć.
W ciemnościach namacała komórkę leżącą obok łóżka i wyszukała numer Macieja. Zawahała się. Patrzyła na wyświetlacz i zastanawiała się, czy nacisnąć klawisz. I co to da? Czy nawet jeśli się z nim spotka i powie mu o swojej ciąży,to on zrezygnuje z poślubienia tamtej dziewczyny? A jeśli tak, to czy ona powinna przyjąć go z powrotem? Czy potrafi wybaczyć mu zdradę? Z pewnością ten incydent zawsze będzie kładł się wielkim cieniem na ich związku. A w takiej sytuacji to ona nie chce już wychodzić za niego za mąż. W takim razie może lepiej będzie, jeśli zostanie tak, jak jest? Irracjonalnie zdecydowała, że jeśli przemilczy ciążę, ukarze go za krzywdę, jaką jej właśnie wyrządził.
– Trudno, stało się – mruknęła do siebie bez przekonania.
Cofnęła listęnumerów i odłożyła telefon.
*
Gdy Maciej wyszedł z mieszkania Michaliny, byłzarówno zły,jakizrozpaczony.Jednakzkażdymkolejnymschodkiem docierało do niego, że sobie na to zasłużył. Dziewczyna zareagowała ostro, wyrzuciła go z domu i wykrzyczała, że nie chcegowięcejwidzieć,alemusiałprzyznać,żemiałakutemu słuszne powody. To on zawiódł na całej linii i nic nie mogłogousprawiedliwić.Wiedział,żeniezależnieodtłumaczeńbardzojąskrzywdził.Niechciał,aletozrobił.
Wyszedłprzedblokizatrzymałsięnachodniku.Podniósł głowę i spojrzał w słabo oświetlone okno pokoju Michaliny.Pomyślał,żenapewnoterazpłaczewramionach swojej matki, i to on jest przyczyną tych łez. Wzburzenie minęło i zrobiło mu się przykro. Spuścił głowę i przez chwilę niezdecydowany, co dalej, grzebał czubkiem buta w śniegu. Poczuł ostre, mroźne powietrze, które natychmiast otoczyło gonieprzyjemnymdotykiem.Wokółznówpojawiłysięwirującedrobnepłatkiśniegu.Białeśnieżynki,tańczącena lekkim wietrze, spadałyna jego włosyi ubranie, a on nawet nie widział romantycznego uroku tego wieczoru, nie zważał na nic. Odruchowo podniósł kołnierz kurtki, skulił się z zimna i schował dłonie w kieszeniach.W jednej z nich namacał wełnianą czapkę, ale jej nie założył. Nie miało to teraz najmniejszegoznaczenia.Targałynimsprzeczneuczucia,wrócić czy dać sobie spokój? Wahał się. Nagle poczuł się jak ostatnidrańiłzynapłynęłymudooczu.KochałMichalinę i pragnął z nią być, jednak wciąż myślał o dziecku, które miało się urodzić tam, w Austrii. To przecież jego dziecko.
Przezjegoumysłprzewijałysięróżnepytania.Mamje zostawić,takjakmójojciecmnie?Czymtodzieckozawiniło, że ma przyjść na świat z piętnem odrzucenia? Skoro wiem,jaktostrasznieboli,powinienemwyciągnąćwnioski z własnych doświadczeń i postąpić inaczej niż mój ojciec.
Maciej był jedynakiem i miał szczęśliwą rodzinę do czasu,gdykilkanaścielattemujegorodzicesięrozwiedli. Wtedy obarczał ich całą winą za zrujnowanie mu życia.A główną falę złości skierował na ojca, który odszedł, bo postanowił związać się z blisko dwadzieścia lat młodszą kobietą, dla której przeprowadził się do Warszawy. Po tym zdarzeniu chłopak zerwał kontakt z ojcem i nawet nie odbierał od niego telefonów ani esemesów. Mniej więcej po półtorarokuzezwiązkuojcaznowążonąurodziłasięEliza, przyrodniasiostraMacieja.Dziesięcioletniwtedychłopiec niemógłsięztympogodzić.Byłbardzozazdrosnyonową siostrzyczkę.Wjegoocenieskradłamuonamiłośćtaty,za którym tęsknił, jednocześnie go nienawidząc. Myślał, że ojciec przestał go kochać.To bardzo bolało.W końcu po kilku latachzrozumiał,żesprawyzaszłyzadalekoijużnicsięnie zmieni,musiwięczaakceptowaćfakt,żejegotatamainną rodzinę. Mimo bólu stopniowo przestał się boczyć, aż przyzwyczaiłsiędonowejsytuacji.Zacząłoddzwaniaćispotykać się z ojcem, chociaż te kontaktynadal byłychłodne i niezbyt częste. Potem, gdy Maciej był starszy, dotarło do niego, że rozpadzwiązkumożebyćskutkiemzwykłegoniedopasowania dwojga ludzi i trudno jest doszukiwać się winyu jednego z małżonków. Wtedy rozwód jest lepszym wyjściem. Niemniej wciąż pamiętał gorycz i wrażenie porzucenia, jakie czuł po tym, gdy ojciec wyprowadził się z domu.
Od chwili, gdy się dowiedział, że będzie miał własne dziecko,niemógłmyślećoniczyminnym.Miałproblemze snem,wciążbyłrozdrażniony,awpracymusiałbardzosię pilnować,żebyskupićuwagęnaswoichobowiązkachinie popełniaćbłędów.Czuł,żemarozdarteserce.Nawetkilka godzin temu, gdyjechał do Michaliny, cierpiał na samą myśl o powiedzeniu jej prawdy. Wciąż nie był pewien, czy ten wybórbyłsłuszny.Zdawałsobiesprawę,żecokolwiekzrobi, zawsze kogoś zrani, ale nie widział innego wyjścia.
Przez chwilę przemknęło mu przez głowę, że może przed podjęciem ostatecznej decyzji powinien poprosić dziewczynęoradę,alenatychmiastuznał,żetobyłobyprzerzucenie ciężaru odpowiedzialności na nią.W ten sposób to ona miałabywyrzutysumienia, a tego chciał jej oszczędzić.
Jakiś starszy mężczyzna z siatką pełną zakupów przeszedł obok, przyglądając się uważnie Maciejowi, po czym wszedł do klatki schodowej i zatrzasnął za sobą drzwi.
Gdy tak stał samotnie pod blokiem, poczuł się jak jakiś podejrzanytyp.Głupioibezsensubyłotakstaćiczekaćnie wiadomonaco.Westchnąłciężkoiwierzchemdłoniotarłłzy spływające powoli po zimnych policzkach. Ostatni raz spojrzałwoknoukochanej,którasłuszniewygnałagozeswojego życia. Z impetem kopnął niewielki kamień przymarzniętydo chodnikowejpłyty,ażten,jakbywystrzelonyzprocy,zgłuchymtrzaskiemodbiłsięodkrawężnika,poczymjednym susemzniknąłwśniegu.Maciejpowoliruszyłprzedsiebie, z każdym krokiem wciąż targanysprzecznymi pragnieniami. Zanimdotarłdokońcabudynku,jeszczeprzynajmniejz dziesięć razymiał ochotę się cofnąć. Za rogiem zatrzymał sięispojrzałzasiebie,alejużnie zawrócił.
*
W Wigilię, jak co roku, przyszła AgnieszkazDarkiemi Anulką. Spodziewali się radosnej atmosfery i oczywiście Macieja,jednaktegodnianastrójbyłmałoświąteczny, a Michalina i pani Basia chwilami zamyślone i poważne. Tłumaczenia, że chłopak po tak długiej nieobecności chce spędzićtenwieczórzeswojąmatkąinapewnoprzyjdziejutro, przekonały Darka, ale nie Agnieszkę. Podczas kolacji uważnieprzyglądałasięmamieorazsiostrzeibyłapewna,że cośjestniewporządku.Przezcałyczaszachodziławgłowę, cotakiegosięwydarzyło.Postanowiławybadać,ocochodzi, aleuznała,żepoczekadomomentu,gdyAnulkadostaniejuż swoje upragnione prezentyi będzie pochłonięta ich oglądaniem.
W końcu nadeszła ta chwila, gdy po wieczerzy Darek, córkaibabciazajęlisięgrąplanszową,którąjakojeden z wielu prezentów dziewczynka dostała pod choinkę.Wtedy Agnieszka mogła już wyciągnąć Michalinę do drugiego pokoju na rozmowę.
– Siostrzyczko, co się stało? – zapytała ściszonym głosem, gdy zamknęła za sobą drzwi. – Tylko nie próbuj mnie zbyć. Znam cię od kołyski i wiem, kiedy masz jakiś kłopot. Mów, bo jak nie, to będę miała bezsenną noc przez ciebie, a tego chyba nie chcesz.
Posadziła Michalinę na kanapie, a sama usiadła przy biurku na brzegu niewielkiego obrotowego fotela. Zauważyła, że broda dziewczyny lekko zadrżała, usta wykrzywił smutny grymas, jakby pod ciężarem ponurych myśli.
– No, mów? Co się stało?
– Zaręczyny zerwane – wymamrotała Michalina.
– Jak to? Dlaczego? – Oczy Agnieszki zrobiły się wielkie niczym stare pięciozłotówki z rybakiem i przez chwilę takie pozostały.
– Maciek tu był wczoraj i oznajmił, że żeni się z inną.
– O rany! – zawołała Agnieszka, załamując ręce w teatralnym geście. – Porąbało go czy co?! O co mu chodzi?
Michalina w milczeniu spojrzała na siostrę i z rezygnacją wzruszyła ramionami.
– Powiedział, skąd taka decyzja?
– Tak. Wyznał, że upił się na imprezie i przespał z jakąś praktykantką. Teraz ona jest w ciąży, a on musi postąpić honorowo i się z nią ożenić.
– Nie wierzę – jęknęła kobieta. Spodziewała się złych wieści, jednak takich rewelacji nie przewidziała. Aż sapnęła ze złości. – A z tobą to niby postąpił honorowo? Co za palant! – Wściekła się, czując, że najchętniej użyłaby bardziej dosadnych słów, zwłaszcza w obecności Macieja. – I co ty na to?
– A co ja mogę?! Przecież nie mam prawa żądać, żeby zostawił ją na lodzie!
– No, niby tak, ale przecież w ten sposób to ciebie zostawia na lodzie, nie sądzisz? Wszystkie wasze plany wezmą w łeb. Jak on mógł się tak zachować? – gorączkowała się siostra. – A jego rodzice wiedzą? Co oni na to?
– Nie wiem, nie pytałam – odparła Michalina zgodnie z prawdą i pociągnęła nosem, czując łzy mocno cisnące się do oczu.
– Jak to, nie próbowali skontaktować się z tobą?
– Nie. Zresztą co mogliby jeszcze zrobić? – odparła i znów wzruszyła ramionami. – Postawił wszystkich przed faktem, bo uznał, że tak będzie uczciwie. Nie sądzę, żeby pytał kogokolwiek o zdanie, skoro nawet ze mną nie porozmawiał przed podjęciem tej decyzji.
– Uczciwie? – Agnieszka prychnęła lekceważąco, po czym wstała i zaczęła niespokojnie krążyć po ciasnym pokoju, niemal odbijając się od mebli. – Wobec kogo? Tej dziewczyny, którą zna raptem półtora miesiąca? Szkoda, że nie jest uczciwy wobec nas wszystkich, których zaufanie zawiódł – wyrzuciła z siebie i przysiadła na kanapie, po czym objęła siostrę ramionami i pogłaskała ją czule po plecach. – No, nie martw się, jesteś śliczna i młoda, szybko znajdziesz sobie innego chłopaka. Pół światu tego kwiatu. Widać on nie był ciebie wart. Nie płacz – pocieszała, bo siostra coraz mocniej pociągała nosem.
– To jeszcze nie wszystko – mruknęła Michalina, kciukiem ocierając łzy z policzka.
– Nie??? O rany bociany!
– Nomen omen.
– Co?
– Pstro! – Michalina szybko sięgnęła po chusteczkę, bo coraz trudniej było jej utrzymać w nosie to, co teoretycznie powinno tam zostać.
– Miśka, czy ty chcesz mnie przyprawić o zawał? Miej wzgląd na mój wiek i to, że jestem już poważną matką. Mów, co ten drań jeszcze zmalował?
– Jestem w ciąży – przyznała się niemal szeptem i z całej siły wydmuchała nos.
Agnieszkę zatkało, ale po chwili ze świstem wciągnęła powietrze w płuca. Dopiero teraz ujrzała w pełni dramatyzm tej historii. Nie mogła już znaleźć słów pocieszenia dla zrozpaczonej siostry. Nagle w zdenerwowaniu zerwała się na równe nogi, szybkim, zdecydowanym krokiem przeszła w tę i z powrotem, po czym przysiadła w tym samym miejscu.
– Cholera jasna! – krzyknęła prosto w ucho Michaliny, aż ta się skrzywiła. – I zostawił cię w takiej sytuacji?
– On nic o tym nie wie.
– Jak to nie wie? Nic mu nie powiedziałaś?
– Nie zdążyłam, bo tak się wściekłam, że zemdlałam, apotemweszłamamaimiprzeszkodziła.Wkońcumachnęłamnatoręką.Niemiałamjużsiłyichciałamtylko,żeby sobie poszedł do diabła! – odparowała, podnosząc głos.
– Powinnaś mu powiedzieć, może wtedy zmieniłby zdanie i nie ożenił się z tamtą.
– Chciałam, ale pomyśl, co by to dało? Albo ja, albo ona. Zawsze jedna z nas byłabyporzucona i z dzieckiem.
– Atyco?!MatkaTeresazKalkuty?Wybrałaśzaniego i postanowiłaś się poświęcić? Co tyjesteś, jakiś cholerny kozioł ofiarny? Jak mogłaś? – powiedziała z wyrzutem Agnieszka,niebaczącnato,żeMichalinajestjużcałkiem roztrzęsiona.
– Mogłam, bo on też podjął decyzję beze mnie. Zresztą tak czy siak, zdradził mnie, i to jest fakt. Nie wiem, czy chciałabymżyćztąmyśląujegoboku.Toniszczyłobynasz związek jak ropiejąca rana. Zdradził mnie, rozumiesz? Zdradził!
– Tegoniewiesz…toznaczywiesz,żecięzdradził,bo samsiędotegoprzyznał,aleniewiesz,jakwyglądałobywasze życie. Może poszłoby to w zapomnienie. Ale rozumiem twójtokmyślenia.Jednakmimowszystkouważam,żepowinnaśpoinformowaćgoociąży.Zdecydowanie–podsumowała Agnieszka, po czym chyba uruchomił jej się matczyny odruch, bo z przyzwyczajenia wyjęła kolejną chusteczkę higieniczną z pudełka stojącego na stoliczku i podsunęła ją Michaliniepodnos.–Masz,wytrzyjtegile,bomnierozpraszają–rozkazała.
Michalina odruchowo pociągnęła nosem.
– Naprawdę chciałam mu powiedzieć, ale jakoś tak wyszło, że nie zdążyłam, a potem było już za późno. Zresztą po tym, co mi zrobił, nie zasługuje na bycie ojcem mojego dziecka. Niech się wypcha – odparła, z wdzięcznością przyjmując podaną chusteczkę, i posłusznie wykonała polecenie. – Poza tym gdybym mu w tej sytuacji powiedziała, wyszłoby na to, że też chcę go złapać na ciążę. Byłabym taka sama jak tamta.
– Bzdura! Przecież byliście zaręczeni, mieliście się pobrać, a to nie to samo co przypadkowy skok w bok po pijackiej imprezie. – Agnieszka przygryzła paznokieć i zmarszczyła brwi. – Wiesz, tak sobie myślę, że nie powinnaś tak łatwo rezygnować. Musisz mu wygarnąć prawdę. Pomyśl, powiesz mu o ciąży i zobaczysz, jak zareaguje. Jeśli pójdzie do tamtej, to znaczy, że zdradził z premedytacją i niech się buja, a ty będziesz miała czyste sumienie, że postąpiłaś, jak należy, ale jeśli wybierze ciebie, to wtedy ty będziesz górą. Od ciebie będzie zależało, czy pozwolisz mu wrócić, czy kopniesz go w zadek. Ostatecznie o tym możesz zdecydować później.
– No, może…
– Chyba ktoś powinien obić mu mordę – podsumowała Agnieszka z wściekłością, cedząc słowa przez zaciśnięte zęby. – A nasza mama?
– Oszalałaś?! Mama ma mu obić mordę? – Michalina aż podskoczyła z niedowierzania.
– Oj, nie! Pytam, czy mama wie o ciąży?
– Aha. No, tak. Powiedziałam jej wczoraj – przyznała i znów chlipnęła żałośnie.
– I komu jeszcze powiedziałaś?
– Nikomu, i na razie nie chcę, żeby ktokolwiek wiedział. Najpierw sama muszę się oswoić z sytuacją. Jestem jeszcze trochę ogłupiona.
Agnieszka przyjrzała się dziewczynie, uśmiechnęła się i z czułością uścisnęła jej dłonie. Pomyślała, że Michalina nie jest już jej małą, młodszą siostrzyczką. Teraz jest kobietą, której dorosłe życie na samym starcie zafundowało głębokie rozczarowanie i bolesne kopniaki, i dlatego szczególnie mocno powinna ją teraz wspierać w tych trudnych chwilach, co wcale nie będzie łatwe.
– Ajaktysięczujesz,przyszłamatko?–zapytałałagodnym tonem.
– Jeśli pytasz o ciążę, to coraz lepiej, ale ogólne samopoczucie do bani.
W tym momencie do pokoju zajrzał Darek. Wsunął głowę w szczelinę uchylonych drzwi i wzrokiem ogarnął siedzące obok siebie kobiety.
– Dziewczyny, co wy tu robicie? – zapytał. – Dość tych babskich pogaduszek, kawa czeka na stole.
– Już idziemy, Dareczku – odparła Agnieszka, od razu wstając z kanapy.
– Michalina, co ci jest? Źle się czujesz? – zapytał szwagier z troską w głosie na widok jej zaczerwienionych oczu.
– Nic mi nie jest. Wszystko w porządku – zaprzeczyła, po czym ponownie wydmuchała nos w chusteczkę, wstała i podążyła za siostrą.
– Coś jej wpadło do oka – zażartowała Agnieszka, przechodząc obok męża.
– Nie wciskaj mi kitu, kochana – mruknął i pogroził jej palcem. – Już ja was znam.
– Takcisiętylkowydaje,kotku.–Zaśmiałasięfiglarnie,apotem obdarzyła go przelotnym całusem.
*
Stała pod blokiem i patrzyła w okna na parterze. Było dość wcześnie i wokół panowałajeszczeleniwaciszapierwszego świątecznegodnia.Jakbycałeosiedleodsypiałowczorajsze spotkania przy wigilijnym stole, ożywione dyskusje i radośćz podarunków znalezionych pod choinką. Śnieg sypał zapamiętale, pokrywając delikatną bielą wszystko, co napotkałna swej drodze. Czepiał się ubrania i włosów Michaliny, by po chwili spłynąć z nich powoli w postaci niewielkich kropelek wody.Tej nocyteż nie zmrużyła oka, wciąż rozpamiętywała wydarzenia dwóch poprzednich dni. SłowaAgnieszki dałyjej wiele do myślenia, ale najpierw musiałyopaść emocje,żebywreszciezrozumiała,żesiostramiałarację.Zdecydowaniezbytłatwosiępoddała.Nadranempostanowiładać sobiejeszczejednąszansęiwyłożyćwszystkiekartynastół. Niechciałaprzyglądaćsię,jakloskpizjejplanów,atym bardziejniezamierzałapoddaćsiębezwalki.Związek z Maciejem był dla niej ważny i byłoby głupotą wycofać się tak szybko, bez podjęcia próby odzyskania ukochanego mężczyzny.Musiałatozrobić,nietylkodlasiebie,aleteżdla dziecka, które nosiła pod sercem. Nie rozumiała tylko, dlaczegowciążmiałaprzeczucie,żecokolwiekzrobi,itakw efekcie końcowym będzie źle.
Rozejrzałasięiwoddalidostrzegłasamotnąstarsząkobietę z psem, która energicznie otrzepała buty i po chwili zniknęłazadrzwiamiklatkischodowejsąsiedniegobudynku. Michalina odwróciła się i jeszcze raz spojrzała w znajome okna,poczymwestchnęłagłęboko,żebyuspokoićrozszalałe tętno. Poczuła mroźne powietrze wpadające do płuc. Za chwilę wszystko się wyjaśni i będzie już wiedziała, jak dalej potoczy się jej życie.
– Co będzie, to będzie – mruknęła pod nosem. Rękawiczką strzepnęła z ramion płatki śniegu, tupnęła dwa razy butami o chodnik i weszła do środka.
Zatrzymała się na parterze pod mieszkaniem z numerem dwa i odważnie wdusiła guzik dzwonka, który zareagował kilkoma taktami jakiejś melodyjki. Po chwili usłyszała chrzęst otwieranego zamka i w uchylonych drzwiach ujrzała panią Marzenę, mamę Macieja.
– Ojej! Michalina! Jak miło, że przyszłaś. – Kobieta ucieszyła się na jej widok. Szeroko otworzyła drzwi i gestem zaprosiła ją do środka.
– Dzień dobry – przywitała się dziewczyna, przekraczając próg mieszkania, i zatrzymała się w przedpokoju. – Przepraszam, że nachodzę panią w takim dniu i o tej porze, ale chciałam zobaczyć się z Maciejem. Jest w domu?
– Nie stój tak, wejdź do pokoju – zachęciła ją kobieta.
– Nie chcę przeszkadzać. – Michalina próbowała się opierać, ale widząc zdecydowanie w zachowaniu gospodyni, posłusznie zsunęła mokre buty i kurtkę. Cały czas nasłuchiwała, czy w drugim pokoju pojawią się jakieś odgłosy świadczące o tym, że Maciej jest w domu, ale nic takiego nie nastąpiło.
– Napijesz się kawy? A może zjesz serniczka?
– Nie, bardzo dziękuję, jestem po śniadaniu. – Dziewczyna energicznie pokręciła głową i przysiadła na brzegu kanapy. – Gdzie jest Maciej? – powtórzyła pytanie.
Pani Marzena westchnęła i zajęła miejsce obok gościa, po czym machnęła z rezygnacją ręką.
– Myślałam, że spędzimy we trójkę pierwszy dzień świąt – zaczęła. – Miałam nadzieję, że Maciek zaprosi cię na dzisiejszy obiad. Wszystko przygotowałam, ale on…
– Co się stało? – Michalina przyglądała się kobiecie, na której twarzy malował się smutek i rozczarowanie.
– Gdy przyjechał, od razu zauważyłam, że coś się z nim dzieje. Był jakiś markotny. A kiedy wrócił po spotkaniu z tobą, powiedział, że nie przyjdziesz do nas, bo chcesz spędzić święta ze swoją mamą. Był wściekły i rozdrażniony. Cały następny dzień, aż do wieczerzy, milczał i snuł się z kąta w kąt jak jakiś potępieniec. Pytałam, co mu jest, ale nie chciał nic powiedzieć. Michalinko, czy wy się pokłóciliście?
– N-nie – zaprzeczyła. – Trochę – dodała zmieszana. Kobieta pokiwała głową, wbiła wzrok w dywan i mówiła dalej:
– Miał zostać na całe święta, ale po wieczerzy wigilijnej zadzwonił do ojca, a w nocy wsiadł w pociąg i pojechał do Warszawy. Załatwił sobie poranny lot z Okęcia do Wiednia. Zupełnie nie wiem, co się z nim dzieje? – Kobieta wzruszyła ramionami i dodała rozżalona: – I jak widzisz, znowu zostałam sama.
Michalina domyśliła się, że Maciej jeszcze jej nie powiedział o swoich zamiarach i pani Marzena nie znała aktualnych planów matrymonialnych syna.
– To znaczy, że wyjechał i już nie wróci? – zapytała, aby upewnić się, że dobrze zrozumiała słowa kobiety.
– Na to wygląda, przecież zaraz po świętach musi pojawić się w pracy – wyjaśniła pani Marzena. – Ale może jednak skusisz się na kawę? Pogadamy sobie.
– Nie, dziękuję. Pójdę już. – Michalina wstała i ruszyła do wyjścia, a mama Macieja podreptała za nią.
– Szkoda. Smutno jest spędzać święta w samotności.
– Przykro mi, ale ja naprawdę już muszę iść. Mimo wszystko życzę pani wesołych świąt! – Uśmiechnęła się do kobiety i szybko objęła ją ramionami.
– Michalinko, co się dzieje? Na pewno się nie pokłóciliście?
– Myślę, że powinna pani porozmawiać z synem. Do widzenia.
Wybiegła na zewnątrz i rozpłakała się ze złości. Kolejny raz perfidny los z niej zakpił, nie dając szansy na spotkanie i szczerą rozmowę z Maciejem. Co za pech! Szła szybko w kierunku przystanku autobusowego, roztkliwiając się nad sobą, gdy nagle przyszło jej do głowy, że może właśnie tak było jej pisane. Już dwukrotnie chciała mu powiedzieć o ciąży i za każdym razem coś jej w tym przeszkodziło. Czyżby wszechświat dawał jej jakieś sygnały? Bzdura. Jak tylko wróci do domu, zadzwoni do niego i wszystko mu wyjaśni… Albo najlepiej zrobi to od razu.
Drżącymi rękoma wygrzebała z torebki telefon i wybrała numer. Kilka głuchych sygnałów, a potem automatyczna sekretarka poinformowała, że abonent jest poza zasięgiem. Domyśliła się, że prawdopodobnie Maciej jest już na pokładzie samolotu i wyłączył telefon. Nic straconego, zadzwoni do niego później. Postanowiła, że nie odpuści, póki z nim nie porozmawia i nie powie mu o ciąży. Już chciała schować komórkę, gdy nagle jej rozważania przerwał głośny sygnał.
– Halo!–zawołałaostrodosłuchawki.
– Cośtytakawściekłajakosa?–zapytałaAgnieszka,bo odrazuwyczuławjejgłosieirytację.
– Eee,nie,zdawałocisię.
– Słuchaj, kochana, musisz natychmiast do mnie przyjechać,ewentualniemożeszprzyjść,jeślichceszzrzucićparę kilogramów po wczorajszej kolacji.
– Poco?–ZaskoczonaMichalinaażprzystanęła.
– Toniejestrozmowanatelefon.Zbierajswojemanatki i ruszaj.
– Cosiędzieje?Cośzmamą?–Ostatniewydarzenia wprowadziływichżycietylezamieszaniaistresu,żewszystkomogłosięzdarzyć.
– Z mamą? To ty nie jesteś w domu?
– Nie.
– No to gdzie ty się pałętasz w świąteczny poranek?
– Nieważne. Mów, co się dzieje? – Michalina z trudem ukrywała zniecierpliwienie.
– Nic, wszyscyzdrowi,alemuszęcościpokazać.Nie marudź,tylkoprzyjeżdżaj.Czekamnaciebie–powiedziała Agnieszka i rozłączyła się, zanim siostra zdążyła zaprotestować.
*
– No nareszcie! – zawołała Agnieszka na widok Michaliny. – Co tak długo? Przyjechałaś z Alaski psim zaprzęgiem czy co?
– A ty coś taka niecierpliwa? Ekscytujesz się, jakby ci się wokół zadka paliło.
– Niecierpliwa, bo ma sensację i musi się nią podzielić, a wiesz, że ona nie lubi czekać–wtrąciłsięDarek,odbierając płaszcz od szwagierki. – Napijesz się kawy?
– Chętnie, słabej. Nie zdążyłam rano wypić nic sensownego–wyjaśniłaMichalinaiweszłaprostodopokoju. Rozsiadła się wygodnie na kanapie w pobliżu niewielkiej sztucznejchoinki,któralśniłaróżowymiisrebrnymibombkaminatlebalkonowegookna.Zwyrazemwyczekiwaniana twarzyspojrzałanasiostrę.–No,toocochodzi?
– Gdziebyłaś?–Agnieszkanieukrywałaciekawości.
– Ojej, a ty znowu swoje. U Maćka. – Michalina przewróciła oczami.
– Ico,rozmawiałaśznim?
– Chciałam,alemisięnieudało.Maciejzabukowałlot doWiednianadziśrano,wzwiązkuzczymjeszczewnocy wyjechałdoWarszawy.Dzwoniłamdoniego,alechybama wyłączonytelefon–wyjaśniłalakonicznieiwzruszyłabezradnie ramionami. – Jak na razie nie ma z nim żadnego kontaktu,jakbysiępodziemięzapadł.Spróbujępóźniej,może odbierze, kiedywyląduje.
– Więcchcesz mu wszystko powiedzieć?
– O ciąży? Oczywiście… –Michalina spojrzała na nią zdumiona.–Cosiętakdziwisz,przecieżsamatakmidoradzałaś, pamiętasz? Ładowałaś mi wczoraj do głowy, żebym nieodpuszczała,imałobrakowało,adopchnęłabyśmiwytyczne łopatą.
– Oj,zarazłopatą.Doradzałam,alebezprzesady,wcale się przy tym nie upierałam.
– Upierałaś.
– Wcale nie!
– Uwaga! Nadchodzi kawa i ciasto! – Darek wkroczył do pokoju z pełną tacą, co zapobiegło dalszej kłótni.
– Dziękuję. – Michalina przysunęła sobie filiżankę i cukier. – Ale co się stało, że tak nagle musiałaś mnie tu ściągnąć? – zwróciła się do siostry.
Agnieszka spoważniała i spojrzała na męża, jakby szukała u niego wsparcia. Musiała przekazać Michalinie informacje na temat Macieja i chciała to zrobić jak najdelikatniej, ale wątpiła, czy to w ogóle jest możliwe. W końcu odchrząknęła głośno.
– Tak się składa, że dzisiaj zajrzałam na Facebooka. – Przesunęła laptop w jej kierunku i dotknęła płytki aktywującej monitor. – Coś mnie tknęło, weszłam na konto Macieja i przeszukałam listę jego znajomych. Zobacz! – Na monitorze pojawiło się zdjęcie jakiejś atrakcyjnej blondynki.
– No i co z tego? – Michalina obojętnym wzrokiem patrzyła na nieznajomą, nie rozumiejąc, o co chodzi siostrze. – Kto to jest?
– A to, że u Maćka nie ma żadnych zdjęć, ale u jego znajomych są. Między innymi na profilu tej dziewczyny. Tu jest Maciej w jej towarzystwie. – Przewinęła myszką stronę główną i zatrzymała się na zdjęciu grupowym z imprezy w jakimś pubie. Roześmiana grupka młodych ludzi z kuflami piwa w rękach, a wśród nich jej były narzeczony i przyklejona do niego ta sama dziewczyna, której zdjęcie profilowe przed chwilą oglądała. Podczas gdy Maciej wyglądał na dość sztywnego, ona przechyliła się w jego stronę i obejmując go w pasie, śmiało trzymała głowę na jego ramieniu. – Wyglądają, jakby coś ich łączyło, i pomyślałam, że powinnaś to zobaczyć, zanim zdecydujesz się z nim porozmawiać.
– Dla mnie to jeszcze nic nie znaczy – wtrącił się Darek. – Po prostu imprezują. Są w pubie i widać, że dobrze się bawią, ale to nie świadczy, że coś szczególnego ich łączy. Na moje oko Maciej tu wygląda na spiętego.
Agnieszka spojrzała na męża i pomyślała, że ten próbuje wybielać sytuację albo jest strasznie naiwny.
– Tak myślisz? To spójrz na to. – Znów przewinęła myszką stronę i zatrzymała na następnym zdjęciu. Tu Maciej siedział przy biurku, a za nim mocno pochylona ta sama blondynka. – I na to. – Agnieszka wskazała na kolejne dwuznaczne zdjęcie zrobione gdzieś w centrum Wiednia, na którym chłopak stał na tle fontanny, a zza niego wyłaniała się uśmiechnięta twarz blondynki mocno obejmującej go w pasie.
Zdezorientowana Michalina w milczeniu gapiła się w monitor i nie wiedziała, co ma o tym myśleć. To wszystko było jakieś pokręcone i niejasne. Czy to znaczy, że Maciej ją okłamał, czy źle go zrozumiała? Z jego wyjaśnień wynikało, że wcześniej prawie nie znał tej dziewczyny i nawet nie pamiętał, jak ma na imię, że to była jedna impreza, na której upił się do nieprzytomności, a potem obudził się z nią w łóżku. Podobno nie wiedział nawet, jak do tego doszło. Natomiast te zdjęcia pokazywały coś innego. Musieli się często widywać i spotykać nie tylko w pracy. Co prawda na żadnym z nich Maciej nie spoufalał się, nie obejmował jej, nie trzymał za rękę, był wyraźnie powściągliwy, a może tylko ostrożny, za to ona wydawała się bardzo bezpośrednia i wyluzowana. Jakby czuła się upoważniona do takiego zachowania. Nie, bez wątpienia musiało się coś między nimi wydarzyć już wcześniej. Nie ma innego wytłumaczenia… A to gad jeden! Kłamał!!!
Tego było już za wiele. Michalina zerwała się z miejsca, chwyciła torebkę i pomaszerowała do wyjścia.
– Muszęjużiść,bomamabędziesięmartwiła,żetak długomnieniema.–Wpośpiechuzdjęłapłaszczzwieszaka iniedbalezarzuciłagonaramiona.
