Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Gdy arystokratyczna bajka okazuje się elegancką iluzją...
Kontynuacja wyjątkowej historii o przyjaciółkach z Pięciu par rękawiczek!
Ślub Augusty Maclay to najważniejsze wydarzenie tego lata. Przygotowania do ceremonii i balu weselnego są na językach wszystkich mieszkańców Londynu. Wygląda na to, że elita zdążyła już zapomnieć o skandalu z udziałem Augusty i jej towarzyszek, bo dziewczęta cieszą się życiem w arystokratycznej bajce. Wszystko zdaje się zmierzać w dobrym kierunku.
Do czasu… Wkrótce przyjaciółki przekonają się, że los bywa przewrotny, a pogodzenie rozsądku z porywami serca – szalenie trudne. Zwłaszcza w świecie konwenansów londyńskiej socjety.
Alfabet pięknych pań to wciągająca powieść o trudnych wyborach między miłością a przyjaźnią, wypełniona szelestem wirujących w tańcu sukien, salonowym przepychem i sekretami, które potrafią zmienić koleje losu.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 364
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Prawdziwym przyjaciołom
A.M. jak Augusta Maclay
Weselne zachcianki
6 sierpnia 1865
Do ślubu panny Augusty Maclay pozostał jeszcze cały miesiąc, a już Londyńczykom zdawało się, że słyszą donośny dźwięk kościelnych dzwonów. Wieści na temat organizacji zaślubin panienki Maclay z baronem Clausem Newtonem były niemal tak gorące jak koniec lata w mieście i rozchodziły się niczym świeże bułeczki. Życzliwi mawiali, że zamówiona u francuskich krawców suknia została uszyta z delikatnej jak pajęczyna kosztownej koronki, a materiał podobno zdobiły liczne kamienie szlachetne. Czyżby Auguście nie wystarczył ogromny diament w pierścionku zaręczynowym na jej palcu? Rzadkie kwiaty, jakich niejeden mieszkaniec Londynu nie widział na własne oczy, o nazwach tak egzotycznych, które jedynie botanik zdolny byłby wypowiedzieć bezbłędnie, płynęły już statkiem z południa. Pastor Evans, pomimo ogromnej sympatii do rodziny Maclayów i ich wieloletniej przyjaźni, miał dość ciągłych wizyt panienki Maclay chcącej po raz enty upewnić się, że sprawy dotyczące ślubu zostały dopięte na ostatni guzik. Ludzie szeptali, że szanowny hrabia John Maclay najmłodszą córkę wydaje, nie szczędząc ani grosza, wszystko miało być tak, jak zaplanowała jego ukochana blond śliczność.
Augusty nigdy nie przepełniało takie szczęście, zaledwie kilka miesięcy temu była pogodzona ze swoją staropanieńską przyszłością. Porównywała wszystkich dżentelmenów zainteresowanych jej ręką do mężczyzny, którego od lat darzyła sekretnym uczuciem. Na tle barona Clausa Newtona każdy z konkurentów wypadał raczej blado. Teraz, kiedy miała oryginał, zrozumiała, jak daremne było szukanie innego pana, który miałby mu dorównać. Pan Newton złożył jej propozycję małżeńską, a ona byłaby niespełna rozumu, gdyby odmówiła. Wraz z narzeczonym zaplanowali nie tylko wymarzony ślub, ale wybiegli na kilka lat w przód w wyobrażeniach swojej wspólnej świetlanej przyszłości.
– Jak myślisz, Clausie, te czy te? – Panna Maclay stała przy okrągłym stoliku wspartym na jednej masywnej nodze i obracała w dłoniach niemal identyczne papierowe bloczki w odcieniach niebieskiego.
– Kochana, nawet nie wiem, czym one się od siebie różnią – westchnął pan Newton siedzący ze skrzyżowanymi nogami w głębokim zielonym fotelu. Czytał gazetę i zdawał się kompletnie niezainteresowany rozmową. – Wybierz sama.
– Na niczym ci nie zależy! – zdenerwowała się. – Nawet zaproszenia na własny ślub są ci obojętne.
– Ależ nie! – powiedział nadzwyczaj poważnie. Odłożył pismo na kolana i spojrzał na Augustę. – Pokładam całkowitą ufność w twoim nienagannym guście.
Pan Newton wstał z miejsca i niespiesznie podszedł do naburmuszonej narzeczonej. Ta przymknęła swoje powieki, ukrywając pod nimi błękitne tęczówki, a soczyście różowe usta ułożyła w niezadowoloną podkowę. Dżentelmen objął ją w talii i cierpliwie poczekał, aż kobieta zechce na niego spojrzeć, po czym obdarzył ją swoim wyjątkowym chłopięcym uśmiechem, przy którym każdej damie miękły kolana.
Augusta znała Clausa tyle lat, a jego uroda wciąż ją onieśmielała. Miał jasne słomiane włosy niesfornie opadające na czoło i niebieskie oczy, w których skryło się bezchmurne niebo w letni dzień. Gdy na nią patrzył, jej serce biło jak szalone, a od słów wypowiadanych przez niego szeptem nogi stawały się jak z waty.
– Augusto – rzekł z powagą.
Ubóstwiała, kiedy wymawiał jej imię, zawsze robił to bardzo starannie, jakby każda litera w tym słowie była na wagę złota.
– Nie złość się – mówił kojąco. – Jedyne, czego pragnę, to ty, cała ta otoczka jest dla mnie zbędna.
Claus rozejrzał się po beżowym salonie w Maclay Family House, by upewnić się, że nadal znajdują się w nim sami. Zwrócił twarz ku Auguście, jedną ręką ujął jej podbródek, a palce drugiej dłoni wplótł w wypuszczone po prawej stronie złociste kręcone pukle dziewczyny, po czym złożył na jej ustach miękki pocałunek.
– Claus, ktoś nas może nakryć! – zachichotała.
– Tak, i nakażą mi się z panienką ożenić – zadrwił. – Cóż ja biedny wtedy pocznę.
– Nie śmiej się! Mój ojciec ma bardzo konserwatywne podejście do małżeństwa, zdenerwuje się.
– O zgrozo! Nie chciałbym podpaść hrabiemu Maclayowi. – Udał przestraszonego, po czym znowu cmoknął narzeczoną. – Zwyczajnie trudno się pani oprzeć. – Rozłożył ręce w geście bezradności.
– Clausie!
– Och, jacy zakochani – powiedziała wchodząca do salonu ciemnowłosa kobieta. – Wyglądacie razem tak uroczo, już nie mogę doczekać się waszych dzieci, zapewne będą to urocze cherubinki – zachichotała.
– Tak, po ślubie zaczniemy czym prędzej nad tym pracować – powiedział rozbawiony półszeptem do Augusty, a ta zmroziła go spojrzeniem.
Nie była już taka niewinna, jej przyjaciółka Madeline, wiodąca całkiem udane życie małżeńskie, nie omieszkała, dość szczegółowo zresztą, przekazać kuzynce zdobytej przez siebie wiedzy. Jak na przykładną żonę przystało, pani Greenwood spełniała swoją powinność małżeńską z wielkim oddaniem, a Auguście opowiedziała, czego może spodziewać się w łożu z mężczyzną.
– Caroline? – Panna Maclay zrobiła wielkie oczy, dziwiąc się wizytą niezapowiedzianego gościa. – Co sprowadza cię do Londynu?
– Tak się stęskniłam. – Przybyła kobieta wyciągnęła ręce w stronę panienki. – Niech cię przytulę, malutka.
Dziewczyna podbiegła do siostry i mocno się w nią wtuliła. Na pyzatej buzi Caroline pojawił się uśmiech, a jej zielone oczy zaszły łzami.
– Nie pamiętam naszego ostatniego spotkania – powiedziała pani Black, mrugając zawzięcie. – Kiedy to było?
– Wtedy, kiedy przez myśl by mi nie przeszło, że będzie ci dane tytułować mnie baronową – zażartowała Augusta, wyciągając dumnie szyję.
Chciała zagadać siostrę na tyle, by ta nie rozkleiła się na dobre. Caroline była znana w rodzinie ze swoich wzruszeń, które zamieniały się w płacz na kilka dobrych godzin.
– Zapewne wiesz, kim jest mój przyszły mąż – zaśmiała się, po czym zwróciła się do Clausa: – Mój drogi, oficjalnie przedstawiam ci moją starszą siostrę, Caroline Black.
– Niezmiernie mi miło, pani Black. – Dżentelmen ucałował dłoń Caroline. – Baron Claus Newton.
– Ogromnie się raduję, że zdążę pana bliżej poznać przed ślubem z moją małą siostrzyczką. Gustusia marzyła o zamążpójściu od najmłodszych lat. – Dama pogładziła policzek Augusty z rozanieloną miną.
– Błagam, Caroline, nie zawstydzaj mnie. – Panna Maclay spłonęła rumieńcem i odepchnęła dłoń siostry.
– Gustusia. – Claus uśmiechnął się do narzeczonej. – Podoba mi się.
– Mnie nie! – Wywróciła oczami na jego słowa.
– Rozkoszna z was para – zachichotała pani Black.
– Przyjechałaś z Patrickiem oraz dziećmi? – zapytała Augusta.
– Nie. – Skrzywiła się. – Patrick musiał zostać, żeby dopilnować interesów. Dzieci są pod opieką niani, przyjadą w przyszłym tygodniu – tłumaczyła.
– Nie mogłaś poczekać na całą rodzinę? – zdziwiła się Augusta.
– Wezwała mnie matka, podobno tracisz głowę. – Uśmiechnęła się przepraszająco. – Anabella też niebawem przybędzie.
– Słucham? – Panna Maclay niemal krzyknęła.
– Organizacja ślubu cię przytłacza. Martwimy się. – Pani Black poklepała uspokajająco dłoń siostry. – To normalne, ciąży na was duża presja.
– Ależ nic z tych rzeczy! – Wyszarpała rękę z uścisku. – Clausie, podzielasz zdanie Caroline? – zapytała narzeczonego piskliwie.
Mężczyzna poczuł się jak w potrzasku, zbladł nieco i uśmiechnął się krzywo. Zdołał jedynie wzruszyć ramionami. Dla panny Maclay ślub był czymś bardzo ważnym, nie zamierzał ingerować w jej zachcianki, ale on jeden ślub już planował i nie chciał uczestniczyć w kolejnych przygotowaniach. Dziękował Bogu, że w porę się opamiętał i zerwał zaręczyny z panną Cristy Carter. Od zawsze kochał Augustę, niestety potrzebował wiele czasu, by to zrozumieć. W obecnej chwili marzył, aby ta cała weselna farsa była za nim, a on mógł w spokoju rozkoszować się towarzystwem żony. Pragnął założyć rodzinę z tą kobietą, swoją przyszłość widział u jej boku, otoczony gromadką dzieci, które mogliby wzajemnie rozpieszczać. Claus zabierałby je na piesze wycieczki i polowania, a ich matka uczyłaby je grać na fortepianie. Życie z panienką Maclay malowało się dla niego wyłącznie w jasnych barwach.
– Świetnie! – oburzyła się Augusta. – Matka nie odważyła się ze mną porozmawiać, dziwi mnie to, zważywszy, że zawsze ma mnóstwo do powiedzenia, ale ty? – Zmroziła narzeczonego spojrzeniem. – Dlaczego nie jesteś ze mną szczery? Uważasz moje weselne przygotowania ze fanaberie, ale zamierzałeś to zwyczajnie przemilczeć.
– Augusto, ślub jest dla ciebie ważny, nie chcę zabierać ci przyjemności z organizacji tego wydarzenia – tłumaczył spokojnie.
– Boli mnie, że dla ciebie nie jest równie istotny! – wykrzyknęła.
– Moja droga. – Zamknął wolno oczy i zacisnął zęby. – Już raz uczestniczyłem w przygotowaniach weselnych…
– Ślub z Cristy bardziej cię interesował aniżeli nasz – weszła mu w zdanie.
– Nonsens.
– Cóż to za krzyki? – Do salonu jak burza wpadła matka Augusty.
Wysoka i szczupła kobieta o lekko siwiejących jasnych włosach związanych w kok u podstawy głowy i zakręconych przy czole pejsach spojrzała na przestraszoną Caroline, która przysłuchiwała się kłótni siostry i pana Newtona, czując się winna, jakoby to ona ją wywołała.
– Niewinna narzeczeńska sprzeczka, pani Maclay – wytłumaczył z uśmiechem Claus.
Augusta z naburmuszoną miną skrzyżowała ręce na piersi, nie patrząc przy tym na resztę towarzystwa.
– Augusto, dąsasz się niczym małe dziecko – mówiła do odwróconej plecami córki Alice Maclay. – Mężczyźni nie czerpią przyjemności z wybierania koloru zaproszeń i kwiatów na bal weselny – trajkotała nieprzerwanie. – Swoją drogą, uważam, że powinnaś zaakceptować moją propozycję czerwonych róż, przecież czerwień to kolor miłości, pięknie będą wyglądać w bukiecie ślubnym i wazonach, nie wspominając o ceremonii. Wyobraź to sobie, córeczko: suniesz kościelną nawą pośród morza róż – rozmarzyła się, a gdy wróciła myślami na ziemię, dodała: – Caroline cię odciąży w przygotowaniach, prawda?
Pani Black po słowach matki przełknęła nerwowo ślinę i skinęła niepewnie.
– Widzisz, siostra wyraża chęć do pomocy – rzekła melodyjnie hrabina. – Anabella jest w drodze.
– Kogo jeszcze zwołasz do swojej szalonej córki? – warknęła Augusta, odwracając się twarzą do matki.
– Ależ, kochanie – wyszeptała drżącym głosem, niemal płacząc, Alice. – Jak możesz tak mówić?
– Pani Maclay. – Claus stanął między kobietami. – Chciałem prosić o zgodę na spacer z panienką.
– Tak, idźcie, idźcie. – Hrabina wyciągnęła z małej workowej torebki przewieszonej przez przedramię białą bawełnianą chusteczkę wykończoną koronką i otarła nią mokre oczy.
– Dziękuję – odrzekł pan Newton i skinął na pożegnanie. – Pani Maclay, pani Black.
Claus ujął Augustę pod rękę. Czując lekki opór, pociągnął mocniej, a panienka z miną całkowitego niezadowolenia zdecydowała się podążyć za baronem. Para zniknęła za drzwiami salonu. Narzeczeni pokonali hol i razem wyszli na świeże powietrze. Nad Londynem wisiały ciemne chmury przywodzące na myśl jedynie porządny deszcz, ale Claus chciał, aby Augusta ochłonęła. Porozmawiają spokojnie na osobności. Najwyżej ich spacer potrwa nieco krócej, niż by tego sobie życzył.
– Nie chcę, byś myślała, że ślub z tobą jest mi obojętny – zagadnął po chwili, ponieważ przechadzka odbywała się w całkowitej ciszy.
Panna Maclay jednak nie zaszczyciła pana Newtona dźwiękiem swojego głosu.
– Zamierzasz milczeć?
Augusta i tym razem nie odpowiedziała.
– Myślę, że czerwone róże będą idealne na nasz ślub. Poślę po spacerze wiadomość z zamówieniem – powiedział poważnie.
– Ani mi się waż! – wypowiedziała stanowczo każde słowo i złapała się pod boki. – Kwiaty są już wybrane, a matka cały czas chce przeforsować swoje pomysły.
– Ha! Wiedziałem. – Wyprostował się dumnie. – Wtrącania się matki nie zniesiesz. Odezwałaś się, wygrałem.
– Dzieciak z ciebie, panie Newton. – Wywróciła oczami.
– Dobrze! – zaśmiał się. – Będę brał udział w każdym ustaleniu dotyczącym naszego ślubu, jeśli rozkażesz, ułożę równo widelczyki do tortu weselnego na stołach. Tylko błagam, nie złość się już!
– Jestem w stanie spełnić twoją prośbę, ale pod jeszcze jednym warunkiem – zaświergotała.
– Jakim?
– Weźmiesz na swoją odpowiedzialność również rozłożenie łyżeczek do herbaty.
– Oczywiście, najdroższa, dla ciebie wszystko. Łyżeczki i widelczyki mi niestraszne. – Znów się zaśmiał i przytulił narzeczoną, czując wielką ulgę, że ich pierwsza poważna sprzeczka została zażegnana.
A.M. jak Augusta Maclay
Piknik
8 sierpnia 1865
W błękitnym pokoju sypialnianym panny Maclay panował chaos. Dwie starsze siostry Augusty pomagały jej włożyć suknię na dzisiejsze wydarzenie, którego organizatorami byli ich rodzice. Caroline Black i najstarsza z dam, blondwłosa Anabella Clinton, wyrywały sobie spódnicę, uparcie obstając przy swoim, gdzie jest przód tegoż ubioru. Augusta stała z boku i przypatrywała się, jak w kłębiącej się kłótni mieszają się kontrastujące typy urody pań. Niemal anemiczna blada cera i srebrzyste, aż białe włosy Anabelli sprawiały wrażenie jeszcze jaśniejszych na tle kruczoczarnych gęstych loków i brzoskwiniowej skóry Caroline. Dziw bierze, że tak różne osoby mogą być najbliższą rodziną.
– Myślę, że powinnam zawołać matkę, by oceniła, która z naszej trójki jest najbardziej szalona – powiedziała od niechcenia Augusta. – Moje nieprzewidywalne decyzje przy organizacji ślubu są niczym w porównaniu z waszym nieracjonalnym zachowaniem w tej chwili.
Anabella i Caroline zamarły w bezruchu, trzymając we dwie beżową część dzisiejszej kreacji Augusty. Zrobiły miny niczym upomniane przez matkę w towarzystwie dziecko, które, zawstydzone, momentalnie przerwało swoje wybryki.
– Żałuję, że dałam garderobianej wolne, przyjmując ofertę waszej pomocy – odezwała się do milczących dam panna Maclay. – Widocznie pójdę na bal naga. – Rozłożyła ręce w geście bezradności.
– To twoja wina, Caroline – powiedziała Anabella. – Zdenerwowałaś Gustusię, to jej pierwszy narzeczeński bal!
– Następna. – Augusta wsparła dłonie na biodrach i uniosła oczy ku górze. – Nie mów do mnie „Gustusia”, mam dwadzieścia jeden lat i w niedługim czasie wychodzę za mąż.
– Już dobrze. – Pani Black podeszła do siostry i pomogła jej skończyć się ubierać.
Wzięła dół sukni od pani Clinton i w kilku sprawnych ruchach założyła go na rozłożystą krynolinę, którą miała już na sobie Augusta. Przygładziła dłonią zagniecenia i spojrzała na siostry.
Wszystkie były spóźnione, powinny czym prędzej pojawić się na balu. Jeśli hrabia Maclay dowie się o ich braku manier, będzie ogromnie zdenerwowany.
– Teraz, moje drogie, sprawnie udajemy się na salę balową, nim rodzice zauważą naszą nieobecność – nakazała najmłodsza z dam.
– Masz rację, Augusto – przyznała Caroline, na co Anabella skinęła głową.
– Cieszę się, że w czymś jesteście ze sobą zgodne – rzekła Augusta i siostry wyszły z sypialni, chichocząc.
Damy, unosząc obszerne spódnice sukien, pokonały ciemne schody i znalazłszy się na parterze, żwawym krokiem udały się do dużej sali, gdzie odbywał się bal. Tam podeszły do stołu z napojami, sięgnęły po kryształowe szklanki z lemoniadą, po czym każda udała się w innym kierunku i zgrabnie wtopiła się w tłum. Miały zamiar sprawiać wrażenie, jakoby przebywały wśród gości dłuższy czas. Prawie od godziny powinny były bawić zaproszone osoby rozmową, a one nieelegancko spóźniły się na tak ważne wydarzenie w sezonie, do tego organizowane przez ich rodziców.
Rok w rok pod koniec lata pan i pani Maclay zapraszali londyńskie towarzystwo na przyjęcie, które socjeta, nie bez przyczyny, poczęła nazywać czerwonym balem. Głęboki burgundowy kolor dominował w dekoracjach sali, a goście z czasem zaczęli wkładać stroje uszyte z jasnych materiałów, podbijając czerwień ozdób i dodając tym wyjątkowości jednemu z ostatnich wydarzeń sezonu w Londynie.
Augusta przedzierała się przez tłum zaproszonych osób. Ludzie zdawali się bawić wyśmienicie. Co chwilę ktoś ją zagadywał i wychwalał niepowtarzalny klimat balu. W końcu przystanęła i zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu swojego narzeczonego. Obiegła spojrzeniem pomieszczenie, czerwone zasłony wykonane z lekkiej tkaniny rozlewały się po ścianach, spływając kaskadami materiału na kamienną czarno-białą posadzkę. Wazony kipiały obfitością krwistych róż, tak uwielbianych przez matkę Augusty. Orkiestra grała, a pary wirowały na parkiecie.
Panienka potrząsnęła głową z dezaprobatą. Pomyślała o ostatniej sprzeczce z panią Maclay. Kobieta próbowała ją przekonać do wyboru czerwonych róż do dekoracji kościoła i sali weselnej.
– Phi – wyrwało się na głos Auguście.
Do tego Alice nalegała, żeby bukiet ślubny przyszłej baronowej ułożony był z tych samych kwiatów.
Niedoczekanie, matko – pomyślała.
Augusta mogła mieć inne wyobrażenie odnośnie do swojego ślubu, nie chciała, by ktoś jej coś narzucał. Hrabina Maclay zawsze oczekiwała, aby wszystko było po jej myśli. Zapewne poczuje się dotknięta sprzeciwem córki, ale będzie zmuszona przełknąć gorycz porażki, bo panienka Maclay nie miała zamiaru zmienić zdania.
Błądząc między wybornie bawiącymi się ludźmi, kobieta wypatrzyła w tłumie Clausa.
Ach, jakiż on przystojny – westchnęła w duchu.
Patrzyła, jak Claus zaczesuje dłonią dłuższe włosy w tył, a kilka niesfornych kosmyków uparcie opada na jego czoło. Pan Newton ubrany był w beżowy frak, ozdobiony szykownym błękitnym fularem zawiązanym starannie pod szyją. W tym zachwycie dopiero po chwili Augusta się zorientowała, z kim jej ukochany prowadzi wyglądającą na całkiem przyjemną pogawędkę.
– Cristy? – powiedziała pod nosem i zmrużyła oczy z zazdrości.
Ruszyła zdeterminowana przed siebie, gdy nagle poczuła pchnięcie i w tej samej chwili znalazła się na czarno-białej kamiennej posadzce. Trzymana przez damę kryształowa szklanka rozbiła się o podłogę z brzdękiem, zachlapując resztką lemoniady znajdujących się nieopodal ludzi. Goście popatrzyli z niesmakiem na panienkę i zaczęli wycierać materiałowymi chusteczkami mokre wieczorowe stroje.
Augusta podniosła oczy ku górze i ujrzała swojego brata Christiana z niechlujnie rozpiętą kamizelką w kolorze écru i poluzowaną pod szyją bordową chustą. Najstarszy z całej czwórki rodzeństwa, a przy tym, według Augusty, najbardziej irytujący członek jej rodziny.
– Przepraszam Gust… – Czknął i popatrzył w dół na leżącą na podłodze siostrę. – …Gustusiu.
– Pomożesz mi wstać, Christianie? – warknęła.
– Ach, tak! – Uderzył się otwartą dłonią z całej siły w czoło. – Wybacz.
Wicehrabia Maclay wyciągnął rękę do Augusty i pomógł jej wrócić do pozycji stojącej. Kobieta się wyprostowała i poprawiła suknię, po czym zadarła wysoko głowę, aby spojrzeć w oczy rosłemu bratu.
– Piłeś – stwierdziła z przekonaniem.
– Nieee… – Pokręcił głową, usiłował mówić jak najmniej, by nie zdradzić swojego zaawansowanego stopnia upojenia alkoholem.
– Christianie, jesteś pijany! – warknęła Augusta. – Chodź, wyjdziemy na zewnątrz.
Zaprowadziła Christiana do ogrodu na tyle rezydencji, gdzie nikt nie powinien się zapuszczać. Nakazała mu usiąść na drewnianej dwuosobowej huśtawce, a ona sama zajęła miejsce obok niego.
– Zostaniemy tu i odrobinę wytrzeźwiejesz – powiedziała stanowczo. – Co ci strzeliło do głowy, upijać się na samym początku balu? Matka cię udusi, jak się dowie.
– O nie, zaczynasz prawić jak ona – westchnął i znowu czknął.
– Dlaczego zachowujesz się tak nieodpowiedzialnie? – Augusta nie mogła tego pojąć. – Masz trzydzieści pięć lat, chyba najwyższa pora wydorośleć i postępować, jak na dżentelmena przystało, już nie mówiąc o ustatkowaniu się.
Nie jej oceniać, ale sama uważała brata za całkiem przystojnego mężczyznę. Christian był wysokim ciemnym blondynem z niebieskimi oczami i mocno zarysowanymi kośćmi policzkowymi, do tego wicehrabia urodził się w majętnej rodzinie, był raczej dobrą partią. Jedyną jego wadą, przy czym dość istotną, było nadużywanie alkoholu.
– Augusto, kocham cię, ale nie mam ochoty teraz o tym rozmawiać. – Popatrzył na siostrę błędnym wzrokiem. – Idę po szklankę whisky.
– Co to, to nie! – powiedziała stanowczo.
– Idę! – Christian wstał, ale nim zdążył zrobić krok, zatoczył się i usiadł na powrót w tym samym miejscu.
– Widzisz! – Augusta objęła brata i pomogła mu się utrzymać na nogach. – Odpoczniesz w swojej dawnej sypialni.
– Nie – zaprotestował i czknął. – Wrócę do swoich apartamentów w centrum.
– Prowadząc cię do powozu, zwrócimy niepotrzebną uwagę wszystkich przybyłych gości, nie wspominając o rodzicach – westchnęła bezradnie. – Nie unikniemy skandalu. Nie chcę kolejny raz wysłuchiwać, że wicehrabia Maclay upił się do nieprzytomności.
– Dobrze – zgodził się niechętnie.
Rodzeństwo weszło tylnymi drzwiami dla służby, prawie niewidocznymi dla niewtajemniczonych osób, przysłaniał je bowiem krzew, jakżeby inaczej… czerwonych róż.
Alice po ślubie z Johnem Maclayem nakazała obsadzić każde wolne miejsce w ogrodzie ukochanymi przez siebie kwiatami.
– Aleś ty ciężki – mówiła Augusta, pokonując strome stopnie z uwieszonym na jej barkach bratem. – Grubasie.
– To nie tłuszcz, to same mięśnie – powiedział dumnie.
– Taaa… – zaśmiała się. – Nie rozśmieszaj mnie, bo zlecimy razem z tych schodów. Już prawie jesteśmy.
Przemknęli niezauważalnie do dawnej sypialni Christiana. Augusta pomogła mu się wgramolić na wielkie łoże, ściągnęła mu buty i okryła go puszystą pierzyną.
– Czasami się zastanawiam, czy ludzie naprawdę wierzą w to, że jesteś najstarszy – powiedziała do siebie, patrząc na pochrapującego już brata. – Śpij dobrze.
Panna Maclay wyszła z pokoju sypialnianego wicehrabiego, starając się domknąć drzwi najciszej, jak to tylko możliwe, choć wypite przez niego morze alkoholu sprawiło, że nawet trzęsienie ziemi by go teraz nie zbudziło.
– Augusto? Co ty tutaj robisz?
Panna Maclay usłyszała męski głos dobiegający z drugiego końca korytarza, zacisnęła oczy i powoli się odwróciła, modląc się w duchu, aby nie był to jej ojciec.
– Uf – westchnęła z ulgą. – Clausie, to ty, dzięki Bogu. – Zawahała się. – Ale co cię tu sprowadza?
– Pierwszy zapytałem. – Zaczął iść w stronę Augusty po grubym dywanie, który tłumił dźwięk jego kroków.
– Christian – odrzekła i wywróciła oczami.
– Rozumiem. – Uśmiechnął się pocieszająco. – Witaj, kochana. Czekałem, aż się zjawisz, niestety jestem niecierpliwy i począłem panienki szukać. – Ujął dłonie Augusty. – Chciałem prosić panią do tańca.
– Cristy Carter się znudziła? – rzuciła niemiło.
– Och, Augusto – powiedział z chłopięcym uśmiechem. – Znudziła, i to dawno temu, teraz myślę wyłącznie o tobie.
– Nie jest mi do śmiechu, Clausie – zdenerwowała się. – Widziałam, jak rozmawiasz z Cristy.
– Zazdrośnica. – Pan Newton złapał Augustę w talii i przyciągnął ją bliżej siebie. – Jak będę twoim mężem, przestaniesz sobie wmawiać, że coś mnie łączy z panną Carter?
– Nie wiem – wyszeptała smutno.
Łatwiej było jej patrzeć na bordowy dywan zdobiony roślinnym ornamentem kontrastujący z jej jasną suknią aniżeli na narzeczonego.
– Cristy jest naprawdę piękną kobietą – rzekła ledwo słyszalnie.
– Uwierz w końcu, Augusto, jesteś od niej piękniejsza – powiedział stanowczo.
– Czy można kogoś przestać kochać ot tak? – Spojrzała wymownie na Clausa.
– Nie wiem, zapewne nie. – Wzruszył ramionami.
Augusta usiłowała przełknąć ślinę, ale ogromna gula pojawiła się znikąd w jej gardle. Wpatrywała się w Clausa, który zdawał się nie przejmować bolesnymi dla niej słowami, a jej oczy robiły się coraz bardziej wilgotne.
– Nigdy tak naprawdę nie kochałem Cristy, jeśli mnie porzucisz, to wtedy się przekonam. – Uśmiechnął się, a Augusta zrozumiała, że Claus się z nią droczy.
– Jesteś paskudny – zaśmiała się i wymierzyła cios otwartą dłonią w ramię narzeczonego.
Pan Newton złapał rękę kobiety, nim zdążyła go trącić. Pociągnął Augustę za nadgarstek i ta znalazła się w jego objęciach.
– Ten miesiąc będzie najdłuższy w moim życiu – wyszeptał Claus.
– Później będziesz skazany na mnie do końca życia.
– Będzie to bardzo przyjemny wyrok. – Zbliżył usta do warg damy.
– Clausie, stoimy pośrodku korytarza – napomniała go.
– Wiem, ale zwyczajnie nie mogę się powstrzymać.
Baron pocałował delikatnie narzeczoną, nie miał zamiaru przeciągać tego uniesienia, chciał skończyć i się odsunąć, ale Augusta przywarła do niego z taką siłą, że mężczyzna, oparłszy się o niedomknięte drzwi za swoimi plecami, runął na drewnianą podłogę, a panienka zaraz za nim, opadając na jego klatkę piersiową.
– Teraz to leżymy – zaśmiał się.
– Tak, masz rację. – Augusta niezdarnie podniosła się z torsu narzeczonego.
Oboje, chichocząc, wstali i poprawili swoje ubrania, strzepując z nich zagniecenia. Pan Newton popatrzył na zaczerwienioną od śmiechu i zakłopotania twarz narzeczonej, po czym zaczął rozglądać się po nietuzinkowej sypialni, w której się nieopatrznie znaleźli.
– To dawna sypialnia Anabelli – powiedziała, nie czekając na pytanie. – Po tylu latach od wyprowadzki wciąż jest tu mnóstwo jej rzeczy.
– Przyjemne wnętrze – powiedział Claus, przechadzając się po pokoju urządzonym z wyjątkowym smakiem i dbałością o szczegóły.
Szmaragdowe tapetowane ściany były przyozdobione obrazami traw i kwiatów. Na okrągłym ciemnobrązowym stoliku, komodzie i na nocnych szafkach po obu stronach łóżka stały puste kryształowe wazony, które zdawały się wołać o wonne kwiaty. Na środku drewnianej podłogi znajdował się puszysty zielony dywan, który przywodził na myśl jedynie świeżą trawę.
– Ten lubię najbardziej. – Augusta podeszła do malowidła przedstawiającego poranną rosę na polanie obsypanej barwnymi kwiatami w pełnym rozkwicie. – Anabella nigdy nie malowała nic innego, mówiła, że to ją uspokaja.
– Panienki siostra ma talent, czuję świeżość w tym wnętrzu. – Claus wziął głęboki wdech. – Jakbym nagle znalazł się na pachnącej łące.
– O tak. – Uśmiechnęła się, podziwiając obrazy.
Baron zamknął drzwi, ruszył w stronę łoża stojącego blisko okien, zrzucił z niego ozdobne poduchy i porządnym szarpnięciem ściągnął ciężką brązową narzutę.
– Co robisz? – zdziwiła się panna Maclay.
– Piknik na łące. – Wyszczerzył zęby jak dzieciak. – Zechce się pani przyłączyć?
Pan Newton ułożył materiał na podłodze, usiadł i poklepał go zachęcająco dłonią, zapraszając Augustę, by do niego dołączyła.
– Ty i te twoje pomysły. – Wywróciła oczami, ale zajęła miejsce przy narzeczonym.
– Połóż się i zamknij oczy – polecił Claus.
– Po co? – zdziwiła się.
Baron popatrzył na Augustę z podstępnym uśmiechem.
– No już dobrze. – Opadła miękko na narzutę i posłusznie zamknęła oczy.
– Wyobraź sobie… – Claus nachylił się nad twarzą narzeczonej, która czuła, jak jego oddech łaskocze ją w policzek. – …Jest poranek, a my leżymy na zielonej trawie. Lekki wiatr rozwiewa nam włosy i delikatnie prześlizguje się po twarzach, a miękkie źdźbła łaskoczą nasze ciała. – Wolno przeciągnął palcami po twarzy, szyi i dekolcie Augusty.
– Ach. – Panienka westchnęła, czując przyjemne ciarki przeszywające całe jej ciało.
– Kocham cię, Augusto – powiedział i pocałował ją w usta.
Namiętnie wpił się w narzeczoną, powoli, ale stanowczo napierał na jej wargi. Panna Maclay wplotła palce w jego jasne włosy i przyciągnęła ciaśniej do siebie.
– Ach, jesteś taka piękna – wyszeptał, odrywając się od ust dziewczyny. – Pachniesz przyjemniej aniżeli wszystkie umajone łąki na peryferiach.
Pan Newton przeniósł pocałunki na szyję kobiety. Muskając delikatną skórę, zmierzał ustami do podkreślonych gorsetem piersi, gdy nagle przerwał.
– Jeśli poczujesz się niekomfortowo bądź uznasz, że to dla ciebie zbyt wiele, powiedz, a przestanę – rzekł stanowczo, patrząc Auguście w oczy. – Wrócimy do leżenia na łące. – Mrugnął do niej.
– Przy tobie wszystko wydaje się takie naturalne – wyznała rozpalona Augusta. – Jestem ciekawa, co będzie dalej.
– Chętnie zaprezentuję. – Uśmiechnął się i wrócił do całowania dekoltu damy.
Baron uwolnił piersi panny Maclay z gorsetu, począł je całować, pieścić dłońmi i muskać językiem. Kobieta zaczęła szybko oddychać i pojękiwać.
– Jak ty to robisz? – wysapała. – To takie przyjemne.
– Najmilsza, to dopiero początek – zaśmiał się i zsunął dół jej sukni. – To też jest zbędne. – Pozbył się bielizny kobiety.
Całując piersi Augusty, pan Newton sunął dłonią wzdłuż jej subtelnie zaznaczonych pod skórą żeber, przez brzuch, by dotrzeć do wilgotnej kobiecości narzeczonej. Panna Maclay nie zdawała sobie sprawy, że to miejsce na ciele kobiety jest w stanie dać tyle przyjemności. Teraz wiedziała, dlaczego nie uświadamia się młodych dam – jeśli każda dojrzewająca kobieta miałaby wiedzę, jak przyjemne może być obcowanie z mężczyzną, mało która zdołałaby wytrzymać do ślubu. Poszukiwania tego jedynego znacznie by się skróciły, żadna dama nie miałaby ochoty pozbawiać się takiej rozkoszy przez czasochłonną gonitwę za mężem idealnym i chętniej wychodziłyby za wybranych przez rodziny kandydatów. Nie wierzyła do końca Madeline opowiadającej te wszystkie dziwaczne rzeczy na temat nocy spędzanych z Charlesem. Owszem, bliskość z ukochanym mężczyzną musi być przyjemna, ale takiej rozkoszy w najśmielszych snach nie podejrzewała.
– Augusto, zrobię coś, co na początku nie będzie przyjemne, nawet może być przez moment bolesne. – Claus się skrzywił. – Jeśli będziesz chciała przestać, powiedz mi natychmiast.
– Ufam ci. – Pocałowała ukochanego.
Claus ściągnął spodnie i obnażył swoją sterczącą i twardą z podniecenia męskość.
– Och. – Panienka wydała z siebie tylko ciche jękniecie.
– Jesteś gotowa? – zapytał zatroskany.
– Tak – odparła, chcąc przybrać pewny siebie ton głosu.
Pan Newton z dozą niepewności wsunął się w ukochaną. Nie chciał jej zranić, jednak wiedział, że pierwszy raz u kobiety zazwyczaj naznaczony jest bólem. Będzie uważny i czuły dla przyszłej żony, aby zmniejszyć jej dyskomfort i przykre wspomnienia związane z tą chwilą.
Augusta syknęła, czując lekką boleść, na co Claus zwolnił, chciał być delikatny. Zaczął poruszać się szybciej i pewniej, gdy panienka się rozluźniła i zaczęła cicho pojękiwać. Przerwał na moment, rozłożył szeroko nogi Augusty i łapczywie zaczął lizać jej kobiecość. Krążył i drażnił ją językiem, aż kobieta wygięła swoje ciało w łuk, dysząc. Poczuła falę przyjemności oblewającą ją od czubka głowy po same palce u stóp. Claus wrócił nad panienkę i ponownie w nią wszedł, pchnął ją kilka razy szybko, po czym głośno sapnął, znieruchomiał na moment i opadł spełniony, wtulając się w szyję ukochanej.
– Jesteś cudowna, prawie pani Newton. – Ucałował Augustę w czoło. – Chyba możemy w końcu zatańczyć – zaśmiał się.
– Och tak, zdecydowanie – zachichotała. – Muszę w końcu pojawić się na parkiecie, najlepiej z narzeczonym.
– Nie mogę się doczekać, jak będziesz nazywać mnie mężem. – Uśmiechnął się łagodnie, wybiegając myślami naprzód.
– Prawie mężu Clausie – zaśmiała się. – Pora na nas.
– Tak, tak, masz rację.
Pan Newton niezgrabnie pomógł pannie Maclay włożyć ubranie, którego ją wcześniej pozbawił. Kobieta poprawiła szybko włosy i w prawie nienagannym wyglądzie zeszli na salę, gdzie bal rozpoczął się na dobre. Ludzie gwarnie rozmawiali, zajadali się pysznościami, pili rozmaite trunki i tańczyli do dźwięków wytwornej muzyki.
Pan Newton wraz z narzeczoną poczekali, aż rozpocznie się nowy utwór, i jakby nigdy nic, z uśmiechem włączyli się do zabawy. Augusta czuła na sobie spojrzenia zgromadzonych gości, ale przecież nie miała napisane na czole, że przed momentem kochała się ze swoim narzeczonym podczas przyjęcia jej rodziców, do tego wszystkiego przed ślubem.
Do licha, za niecały miesiąc wyjdę za tego człowieka, dla nikogo nie będzie to wtedy nienaturalne. To niemożliwe, aby któryś z gości mógł nas o to podejrzewać, pewnie ciekawskie spojrzenia odnoszą się do hucznego wesela, jakie planujemy – rozmyślała.
Postanowiła sobie teraz tym nie zaprzątać głowy i poczęła czerpać radość z tańca z najbardziej wyjątkowym mężczyzną, jakiego miała zaszczyt poznać.
A.M. jak Augusta Maclay
Przesądy ślubne
18 sierpnia 1865
– Przyszła! – krzyczała Augusta, zbiegając schodami na parter. – Przyszła! Już jest!
Panna Maclay jak burza wpadła do salonu, gdzie na zielonej kanapie siedziały jej matka i starsze siostry, gawędząc wesoło i popijając herbatę.
– Gdzie jest przesyłka? – zapytała zdyszana panienka.
– „Przesyłka”? – zdziwiła się Alice Maclay. – Nie mam pojęcia, o czym mówisz.
– Służąca powiadomiła mnie, że niespełna pół godziny temu dostarczono moją suknię ślubną – trajkotała podekscytowana. – Muszę ją czym prędzej przymierzyć, na pewno wymaga poprawek krawieckich. Do ślubu dwa tygodnie!
– Niestety, kochana. – Matka Augusty wzruszyła ramionami, upiła łyk herbaty i posłała do Anabelli i Caroline figlarny uśmiech znad filiżanki. – Musiałaś źle zrozumieć.
Panna Maclay, nie odpowiedziawszy nic hrabinie, ruszyła pędem do drzwi w celu znalezienia zaginionej przesyłki.
Przekroczyła próg salonu i wtedy usłyszała głos matki:
– Augusto, nie biegaj tak – napomniała ją. – Czy tego szukasz? – Wskazała otwartą dłonią na podłużny brązowy kufer znajdujący się tuż pod jej stopami.
Panienka momentalnie zawróciła, przejęta przyłożyła dłonie do ust i upadła na kolana, jakby zamierzała czcić jakieś bóstwo.
– O matko, o matko, o matko – powtarzała w kółko, klęcząc przy zamkniętej skrzyni.
– Augusto! Gdzie twoje maniery? – zapytała oburzona zachowaniem córki hrabina. – A teraz otwieraj, jestem niezmiernie ciekawa. – Zmieniła całkowicie ton głosu z zażenowanego na przyjemnie melodyjny.
Panna Maclay powoli podniosła wieko, zamknęła oczy i zastygła w bezruchu.
– A jak mi się nie spodoba? – Popatrzyła niepewnie na pozostałe panie.
– Co ty bredzisz?! – zbeształa siostrę Anabella. – Pokazuj to cudo.
Augusta ostrożnie wyciągnęła białą suknię z kufra, stanęła naprzeciw dam i przycisnęła ją sobie do piersi.
– Trzeba przymierzyć! – wykrzyknęła przejęta Caroline.
– Koniecznie! – odpowiedziały tym samym Alice i Anabella.
Trzy panie zabrały się za ubieranie najmłodszej z rodu Maclayów. Nim Augusta się obejrzała, stała już przed potężnym ornamentowym złotym lustrem, które znajdowało się w salonie w Maclay Family House. Kiedy zobaczyła swoje odbicie, łzy napłynęły jej do oczu. Suknia nie wymagała przeróbek, według Augusty była idealna. Bufiaste koronkowe rękawy, marszczony gorset i duże koło spódnicy. Do tego długi welon opadający kaskadami białego półprzeźroczystego materiału na twarz i ramiona, ciągnący się niczym rzeka za przyszłą panną młodą. Pasowała wybornie.
Damy zaniemówiły, stały i patrzyły na jasnowłosą Augustę w anielskiej kreacji.
– Wyglądasz tak delikatnie, a przy tym wytwornie jak przystało na baronową – wydusiła pani Maclay i pociągnęła nosem. – Czas tak szybko płynie. Wspomnienie twoich narodzin jawi się mi niczym wczorajszy dzień. Nie mogę uwierzyć, że stoi przede mną kobieta, która lada dzień wyjdzie za mąż.
W otwartych drzwiach salonu przystanął pan Newton i przez krótki moment wpatrywał się wyłącznie w narzeczoną przyodzianą w białą suknię. Augusta się okręciła, a warstwy materiału zawirowały, wyglądała na radosną i pełną spokoju.
Jestem szczęściarzem– pomyślał Claus.
Dżentelmen ocknął się z zadumy, odchrząknął i przywitał z damami:
– Witam panie. – Ukłonił się elegancko. – Panna Maclay taka rozemocjonowana, mniemam, zapomniała o naszym spotkaniu.
– Clausie! Nie patrz, to przynosi pecha! – wrzasnęła Augusta.
– Za późno. – Uśmiechnął się łobuzersko i podszedł do narzeczonej w bieli.
– Nie! – protestowała. – Mówię poważnie! Wyjdź! Przepraszam, ale to nieodpowiedni moment.
– Nie wierzę w pecha – powiedział pewny siebie. – Uważam się raczej za szczęściarza, mając tak piękną i mądrą narzeczoną.
– Och. – Augusta oblała się różanym rumieńcem.
– Co pan sądzi? – zapytała Caroline.
– O sukni? – Zdziwiło go pytanie dotyczące żeńskiej garderoby. – Jest olśniewająca, dlatego że ma ją na sobie najpiękniejsza kobieta na świecie – rozmarzył się. – Panie wybaczą, oczywiście pań urodę również podziwiam – dodał szybko.
– Och, panie Newton. – Hrabina Maclay machnęła ręką. – Zostawmy uprzejmości, Augusta wygląda cudownie, cieszy mnie, że będzie miała tak lubującego ją męża.
Cała piątka zwróciła się nagle w stronę drzwi, słysząc dobiegający z korytarza hałas, przywodzący na myśl jedynie tupot stada dzikich koni, pędzących po kamiennej posadzce. Dźwięk stawał się coraz głośniejszy, a gdy do salonu wpadły zdyszane Madeline i Janny próbujące desperacko złapać oddechy, zapadła cisza, którą przerwała przerażona Alice:
– Dziewczęta, czy coś się stało? – zapytała zatroskana.
– Sukienka! – wykrzyknęły jednocześnie pani Greenwood i panienka Parcy.
– Czy wyście obie postradały rozumy? – Pani Maclay złapała się za głowę. – Dobrze wychowane damy tak się nie zachowują!
– Przepraszam, ciociu – powiedziała skruszona Madeline. – Ale jestem taka rozemocjonowana!
– A pan młody co tutaj robi? – Janny zauważyła Clausa. – No już, panie Newton, wynocha – zaśmiała się. – Nie wolno oglądać narzeczonej w sukni przed ślubem.
– Och, już dobrze! – Baron wzniósł teatralnie ręce ku górze. – Wszyscy mnie wyganiają, a więc pójdę. Miłego popołudnia, drogie panie. – Ukłonił się grzecznie i wyszedł.
– Okręć się! – nakazała Auguście Madeline.
Panna Maclay posłusznie wykonała polecenie. Wzięła suknię w dłonie i zrobiła kilka obrotów, a podczas ostatniego kółka wypuściła materiał z rąk, a ten przyjemnie zafurgotał, wprawiając obserwujące damy w zachwyt.
– Przepiękna! – zapiszczała Janny.
– Te detale, widać francuski kunszt modowy – zachwycała się pani Greenwood.
– Tak myślicie? – zapytała Augusta, wiedząc, że wygląda olśniewająco.
– Jest idealna. – Madeline uśmiechnęła się kojąco.
– Już dobrze, zdejmij suknię, kochana, bo ją jeszcze pobrudzisz – powiedziała stanowczo hrabina Maclay.
– Masz rację, mamo. – Posłała rodzicielce ciepły uśmiech. – Lub, co gorsza, jeszcze mi się znudzi.
Panie, chichocząc, zabierały się za zdejmowanie kreacji z Augusty, gdy w drzwiach salonu stanął kolejny nieproszony gość.
– Puk, puk. – Do pomieszczenia wszedł uśmiechnięty Christian Maclay. – Czy to sabat?
– No nie! – Madeline próbowała zasłonić pannę Maclay. – Cały Londyn zobaczy Augustę w sukni przed ślubem!
– Witam, matko, siostry, panie i panienki. – Uśmiechnął się uwodzicielsko, na co Janny zatrzepotała rzęsami.
Augusta spostrzegła zachowanie przyjaciółki i wywróciła oczami. Do Christiana wzdychała niejedna panienka, tylko on uparcie nie chciał się z nikim związać. Życzyła sobie, by się ożenił i spoważniał, ale bynajmniej nie z jej przyjaciółką. Miała nadzieję, że przyszła żona brata nie będzie jej tak bliska jak Janny, bo ta na pewno chciałaby się jej zwierzać z każdego wybryku Christiana.
– Wyglądasz urokliwie, siostro. – Wicehrabia szczerze zachwycił się widokiem dziewczyny w białej kreacji.
– Dziękuję, Christianie – odpowiedziała ciepło. – Madeline, Janny, chodźcie, proszę, do mojej sypialni, pomożecie mi zdjąć suknię, bo jeszcze jedna osoba mnie w niej zobaczy, a postradam zmysły.
Damy wyszły na piętro do pokoju panny Maclay, zostawiając Christiana z siostrami i matką w salonie.
Przyjaciółki pomogły przebrać się przyszłej baronowej w różowe, mniej formalne odzienie, po czym panna Maclay z czułością, jakby miała do czynienia z nowo narodzonym dzieckiem, ujęła w dłonie swoją suknię ślubną i ułożyła ją starannie na łóżku, nakazując służącej odwiesić ją do garderoby oraz naparzyć herbaty dla całej trójki. Służka pospiesznie wykonała rozkazy, a kobiety zajęły miejsca przy niskim prostokątnym stoliku, do którego służba szybko doniosła zastawę, uwielbiane przez dziewczęta eklerki i wrzący herbaciany napar.
– Muszę coś wam wyznać – odezwała się niepewnie Augusta i chcąc schować się za filiżanką, upiła łyk zbyt gorącego płynu, parząc sobie język.
Przez myśl jej przeszło, że to może znak, aby nie zdradzała sekretu dziewczętom.
Przyjaciółki patrzyły podejrzliwie na pannę Maclay, czekając cierpliwie w milczeniu.
– To nie przystoi damie. – Skrzywiła się.
– Robię się coraz bardziej ciekawa. – Madeline zaśmiała się i potarła dłonie.
– No dobrze. – Augusta wzięła się na odwagę, zrobiła głęboki wdech, po czym znowu się zawahała. – Niezręcznie mi o tym mówić, ale czuję, że muszę to w końcu powiedzieć.
– No mówże w końcu – ponagliła ją Janny.
– Zbliżyłam się zanadto z Clausem – wypowiedziała słowa szybko i zamknęła oczy, czekając na reakcję kobiet.
Te popatrzyły po sobie i po krótkiej chwili ciszy odezwała się Madeline:
– No cóż… – zrobiła pauzę. – W takim razie zdradzę, że i ja nie byłam taka święta przed ślubem.
– Madeline! – Janny i Augusta zaśmiały się głośno.
Pani Greenwood wzruszyła tylko ramionami i ukryła się za filiżanką, upijając trochę ciepłego naparu.
– Uważam, że to nic wielkiego, za dwa tygodnie ślub – uspokoiła ją Janny, chociaż do końca nie wiedziała, czy zgadza się ze swoim stwierdzeniem. – Nie mam doświadczenia w tych sprawach.
– Najwyżej będziecie mówić, że dziecko urodziło się przedwcześnie – zaśmiała się Madeline.
– „Dziecko”? – Auguście odpłynęła cała krew z twarzy.
– Kochana, chyba wiesz, skąd się biorą dzieci? – zdziwiła się Madeline.
– Owszem, matka już rozmawiała ze mną na ten temat, ale o tym kompletnie nie pomyślałam – mówiła z przerażeniem.
– Nie martw się. – Pani Greenwood chciała ją pocieszyć. – To się rzadko zdarza podczas pierwszego… – zająknęła się. Jako mężatka powinna być biegła w sprawach damsko-męskich, ale te tematy dalej ją krępowały. – Yyy… pierwszego kontaktu. Ja z Charlesem robimy… – urwała – …yyy to często i nie jestem jeszcze przy nadziei.
– Masz rację, nie będę sobie tym zaprzątać głowy, skupię się na rychłym ślubie. – Augusta uniosła kąciki ust, próbując się uśmiechnąć. Przepełniał ją strach, ale przyjaciółki podniosły ją nieco na duchu.
Janny i Madeline nie zdradzą jej sekretu, nikt więcej nie dowie się o tej sprawie. Panienka w żadnym wypadku nie żałowała tego, co się wydarzyło. Zarumieniła się na samo wspomnienie pikniku w pokoju Anabelli. Zdała sobie sprawę, że z chęcią powtórzyłaby wszystko, co robiła z panem Newtonem. Niecierpliwiła się ślubu, bo przecież jako mężatka zamieszka razem z Clausem i będzie mogła każdej nocy dzielić z nim małżeńskie łoże.
– Cieszę się, że przyjechałaś tak wcześnie z Yorkshire, twoja obecność przed ślubem dużo dla mnie znaczy – powiedziała łagodnie panna Maclay.
– Augusto, nie wiem, która z nas bardziej wyczekuje twojego ślubu – zaśmiała się Madeline. – Jesteś taka szczęśliwa przy panu Newtonie.
To szczera prawda, panienka Maclay nigdy nie patrzyła w przyszłość z takim optymizmem. Za niespełna dwa tygodnie stanie się żoną mężczyzny, który od zawsze zajmował w jej sercu wyjątkowe miejsce.
A.M. jak Augusta Maclay
Bukiet polnych kwiatów
2 września 1865
Jutro wielki dzień dla Clausa i Augusty, wymarzony ślub zbliżał się wielkimi krokami. Panna Maclay była przepełniona szczęściem, ale coś nie dawało jej spokoju. W zasadzie nie powinna się o to niepokoić, nazajutrz będzie żoną pana Newtona, jednak nie sądziła, że można począć dziecko po jednym spoufaleniu się z mężczyzną. Krwawienie uparcie nie chciało przyjść, spóźniało się tydzień, a przecież zawsze było punktualnie co do dnia. Dzisiaj miała zobaczyć narzeczonego i zamierzała powiedzieć mu o swoich przypuszczeniach. Zapewne niespodziewana nowina go uraduje. Pan Newton niejednokrotnie utwierdzał Augustę w planach odnośnie do dużej i kochającej się rodziny, ona przecież podzielała jego zdanie, pragnęła tego samego, ale nie mogła się odnaleźć w obecnej sytuacji. Ona matką? To wszystko wydawało się jakoś za szybko. Życie Augusty zaczęło pędzić niczym galopujący koń. Ślub z ukochanym, ogrom szczęścia, które czuła, a teraz będzie jej dane opiekować się własnym dzieckiem. Chciała jak najszybciej ujrzeć ukochanego i opowiedzieć o swoich obawach, przecież to ich wspólne strapienie.
„Strapienie”? – rozmyślała jedząc śniadanie. Dziecko nigdy nie jest problemem. To raczej niespodzianka. No nic – westchnęła głośno i pomyślała: „Po prostu powiem Clausowi o swoich domniemaniach”.
– Aleś ty blada, moja droga. – Do jadalnianego stołu dosiadła się Anabella Clinton. – Nie denerwuj się tak, bo nabawisz się zmarszczek.
– Ech, łatwo ci mówić, swojego ślubu zapewne już nie pamiętasz. – Posłała siostrze osobliwy uśmiech. – To było tak dawno temu.
– Nie zaliczaj mnie do starszyzny. – Pokazała Auguście język. – Jestem w kwiecie wieku.
– Chyba przekwicie – odpowiedziała złośliwie.
– No wiesz! – udała zdenerwowanie.
– Tak poważnie, Anabello – powiedziała wolno panna Maclay. – Jestem przerażona, jutro wychodzę za mąż.
– Kochasz pana Newtona?
– Tak – przyznała bez zawahania. – Bardzo go kocham.
– W takim razie nie masz się czym martwić. – Poklepała kojąco dłoń Augusty. – Jutro jest wasz dzień, nie gości, nie rodziców. Myśl tylko o panu Newtonie, a od razu poczujesz się lepiej.
– Po śniadaniu mamy udać się razem na spacer.
– To ci dobrze zrobi. – Uśmiechnęła się ciepło. – Tylko nie rozmawiajcie o ślubie.
– Będziemy mieć inny temat – rzuciła pod nosem Augusta.
– Słucham, kochana? – dopytywała pani Clinton. – Nie dosłyszałam.
– Ach, powiedziałam, że znajdziemy inny temat do rozmowy.
Panna Maclay po zjedzonym posiłku ruszyła w stronę parku, gdzie miał czekać na nią baron. Koniec londyńskiego lata był cudownie ciepły. Trzymając w ręku drewnianą rączkę koronkowego parasola słonecznego, dumnie kroczyła przed siebie, układając w myślach, jak powiedzieć ukochanemu o wielce prawdopodobnym scenariuszu rychłego zostania przez niego ojcem.
Pan Newton stał po przeciwnej stronie drogi, dzierżąc wielki bukiet kolorowych letnich kwiatów. Rozglądał się, wypatrując w tłumie narzeczonej. Panna Maclay pomachała do niego delikatnie na przywitanie. Claus spostrzegł Augustę ubraną w błękitną suknię, trzymającą nad głową parasol, który rzucał nieregularny, podziurawiony cień na jej twarz. Uśmiechnięty, podniósł rękę w geście przywitania i ruszył w jej stronę. Wszedł na brukowaną drogę, skupiony na damie swojego serca. Kroczył szybko i stanowczo, stukot zbliżających się kopyt usłyszał zbyt późno. Baron zwrócił się w stronę niepokojącego odgłosu i dostrzegł pędzący wprost na niego powóz. Woźnica nie zdążył zatrzymać koni i te rozpędzone wbiegły w sparaliżowanego strachem mężczyznę.
Panna Maclay zamarła, chciała ostrzec ukochanego, ale głos uwiązł jej w gardle, zobaczyła tylko plątaninę końskich kopyt, kolorowe strzępy kwiatów, a w tym wszystkim leżącego bez ruchu Clausa. Czas jakby spowolnił, upuściła trzymany parasol, który głucho uderzył o chodnik. Wzięła suknię w ręce, by nie przeszkadzała jej w biegu. Przebierała nogami, lecz dystansu nie ubywało. Po całej wieczności dotarła do otoczonego grupką ludzi leżącego na bruku, nieprzytomnego pana Newtona. Uklęknęła przy nim i wtuliła się w jego pierś.
– Clausie! Clausie, na Boga, słyszysz mnie? – lamentowała przez łzy. – Błagam cię! Powiedz coś! Nie zostawiaj mnie.
Augusta unosząc głowę narzeczonego, poczuła, jak jej ręka robi się mokra i lepka. Wyplątała palce z włosów Clausa i spojrzała na nie, po czym wrzasnęła na widok bordowej krwi.
– Lekarza! – wykrzyczał elegancki dżentelmen schylający się nad baronem. – Jest w pobliżu lekarz?!
[…]
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.
Alfabet pięknych pań
isbn: 978-83-8423-389-4
© Mona Gin i Wydawnictwo Novae Res 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.
redakcja: Magdalena Białek
korekta: Anna Miotke
okładka: Izabela Surdykowska-Jurek
konwersja e-booka: Gabriel Wyględacz – Studio Akapit
Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.
Grupa Zaczytani sp. z o.o.
ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia
tel.: 58 716 78 59, e-mail: sekretariat@grupazaczytani.pl
https://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.
