Aiden. #3. Bracia Torrino - Kondas Monika - ebook
NOWOŚĆ

Aiden. #3. Bracia Torrino ebook

Kondas Monika

5,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

107 osób interesuje się tą książką

Opis

Ona podchodzi do ich relacji lekko. On zrobi wszystko, by ją uratować

Kira Sarroni to temperamentna, zawsze uśmiechnięta studentka. Własny rozwój stawia na pierwszym miejscu, związek z Aidenem Torrino traktuje jedynie jako przelotną przygodę. Jednak kapitan mafijnej rodziny widzi ich relację inaczej. Młodsza od niego o dziesięć lat Kira wprowadziła do jego życia radość. Mimo że dziewczyna jest chodzącym chaosem, potrafi wywołać na twarzy swojego partnera uśmiech i ukoić dręczące go demony.

Co się stanie, gdy Aiden się przekona, że ukochanej grozi poważne niebezpieczeństwo? Czy ich związek, odkryty przed światem, przetrwa? Mało prawdopodobne wszak rodzina Sarroni nie spojrzy przychylnym okiem na Aidena Torrino i zrobi wszystko, by go odseparować od Kiry. Tymczasem on zdaje sobie sprawę z tego, że jest jedynym człowiekiem zdolnym ocalić ją przed bezwzględnym seryjnym mordercą. Tylko czy zdąży?

Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 371

Oceny
5,0 (2 oceny)
2
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
bodzio86

Nie oderwiesz się od lektury

🐰🐰🐰Świetna książka 🐰🐰🐰
00



Monika Kondas

Aiden. #3

Bracia Torrino

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci — żyjących obecnie lub w przeszłości — oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest czysto przypadkowe.

Redaktor prowadzący: Justyna Wydra

Projekt okładki: Justyna Knapik

Zdjęcie na okładce wykorzystano za zgodą Shutterstock.

HELION S.A.

ul. Kościuszki 1c, 44-100 GLIWICE

tel. 32 230 98 63

e-mail: [email protected]

WWW: editio.pl (księgarnia internetowa, katalog książek)

Drogi Czytelniku!

Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres

editio.pl/user/opinie/aid3bt_ebook

Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.

ISBN: 978-83-289-4036-9

Copyright © Helion S.A. 2026

Kup w wersji papierowejPoleć książkę na Facebook.comOceń książkę
Księgarnia internetowaLubię to! » Nasza społeczność

Prolog

Aiden

Czternaście lat temu

Poczułem mocne chluśnięcie w twarz.

Zachłysnąłem się wodą, którą wylali mi na głowę. Z całych sił starałem się ignorować fakt, że ręce palą mnie żywym ogniem. W dalszym ciągu byłem podwieszony na czymś w rodzaju haka i z każdą minutą traciłem siły.

Usiłowałem sobie przypomnieć, jak się tutaj znalazłem, ale nie potrafiłem. Ostatnie, co pamiętałem, to że wyszedłem ze szkoły i postanowiłem przejść się do domu na nogach. A potem był już tylko mrok.

Otworzyłem oczy i spojrzałem na brudną podłogę, na której z każdą chwilą powiększała się ciemnoczerwona plama. Czułem, jak krew spływała mi po twarzy, i widziałem, jak skapywała wprost na posadzkę. Sądząc po tym, jak wielki ból mi doskwierał, mogłem sobie wyobrazić, jak bardzo mnie skatowali.

Nie miałem pojęcia, czego ode mnie chcą, bo nawet nie zaczęli pytać. Po prostu mnie bili, a ja byłem coraz bardziej zmęczony, coraz bardziej obolały, i nie widziałem światełka w tunelu, by to miało się zmienić.

Podejrzewałem, że chodzi o mojego ojca. Był znany w całej Sycylii, dlatego że należał do mafii, a co za tym idzie, miał wielu wrogów, którzy chcieli jego śmierci. Widocznie ktoś uznał, że najlepiej go złamać, porywając i torturując jednego z jego synów. Wiedziałem jednak, że cokolwiek się wydarzy, ojciec tak łatwo się nie podda i prędzej czy później ci, którzy mnie porwali, zapłacą.

Ledwo widziałem przez opuchnięte oczy, a ból w żebrach stawał się nie do zniesienia. Z całych sił starałem się nie pokazać, że ich ciosy mnie złamały, ale miałem świadomość, że jestem na przegranej pozycji. Chciałem tylko wrócić do domu i zapomnieć o tym dniu.

Niestety czułem, że to szybko nie nastąpi. Od dziecka mnie uczono, jak mam się bronić, ale nie spodziewałem się, że tak szybko będę musiał skorzystać z tej wiedzy. Dotąd żyłem beztrosko, nie przejmując się niczym. Miałem dziewczyn na pęczki i żadnej nie zatrzymałem przy sobie na dłużej. Po co, skoro mogłem korzystać z życia, a pieniądze ojca mi to ułatwiały?

Przekrzywiłem nieznacznie głowę w lewo, kiedy do moich uszu dotarł odgłos kroków. Wiedziałem, że czas na odzyskanie sił właśnie minął i po raz kolejny oberwę.

W zasięgu mojego wzroku pojawiły się czarne wojskowe buty – to ten człowiek był moim katem. Oprócz niego w pomieszczeniu znajdowało się jeszcze dwóch mężczyzn, którzy tylko stali i patrzyli, jakby sprawiało im to przyjemność. Byli ukryci w cieniu i nie mogłem im się przyjrzeć, ale poprzysiągłem sobie w duchu, że nie ujdzie im to płazem. Prędzej czy później sprawię im taki sam ból, jaki oni sprawili mnie.

A potem mężczyzna stojący przede mną zaczął od nowa okładać mnie pięściami.

To była tortura.

Wiedziałem, że wyjdę z tego cało, ale już nigdy nie będę taki sam jak dawniej. Ten dzień naznaczył mnie na resztę życia. Myślałem, że nic dobrego mnie już nie czeka, bo kto by chciał mężczyznę pokiereszowanego na ciele i duszy?

A jednak los miał wobec mnie swoje plany.

Kiedy weszła w moje życie, zrozumiałem, że zrobię wszystko, aby była moja.

Rozdział 1

Aiden

Obecnie

Krzyk wypełnił pomieszczenie. To było jak muzyka dla moich uszu. Pełne cierpienia wrzaski oznaczały tylko jedno: facet zaraz się złamie i zdradzi wszystko to, co chciałem wiedzieć. A jak nie, to lepiej dla mnie – zabawię się z nim tak, że na koniec nikt go nie rozpozna.

– Może teraz będziesz bardziej rozmowny? – zakpiłem.

Zauważyłem, jak się wzdrygnął, gdy tylko zadałem mu pytanie.

Musiałem przyznać, że był niezwykle wytrzymały jak na Ruska. Męczyłem go od kilku godzin, a on nic. Na początku walczył, szarpał się i przeklinał. Z czasem jednak dotarło do niego, że jestem cierpliwy i że znam się na swojej robocie.

Nie rozumiałem takich osób. Wystarczyło, że powiedziałby to, co chciałem, a byłoby po bólu. Jeśli myślał, że uda mu się uciec, to był w wielkim błędzie. Pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy, miało tylko jedno wyjście, przy którym stało trzech żołnierzy. Zostało wygłuszone, więc nikt nie mógł usłyszeć jego błagań. Ale w sumie… gość inteligencją nie grzeszył. Facet był na tyle głupi, że rozprowadzał narkotyki na naszym terenie, myśląc, że nikt się o tym nie dowie. Już wielu tego próbowało i wszystkich wyłapywaliśmy. Nie mogliśmy pozwolić, żeby jakieś gówno krążyło w naszym mieście, tym bardziej że było gorszej jakości i kilka osób wylądowało w szpitalu po zażyciu go. Nie chcieliśmy, by łączono to z nami, dlatego zduszenie tego procederu stało się moim priorytetem.

Przesunąłem wzrokiem po stole zastawionym narzędziami. Na niektórych krew już skrzepła, ale część pozostała czysta, bo nie wszystkie wypróbowałem. Najbardziej lubiłem noże. Było ich kilkanaście w różnym kształcie i rozmiarze. Tym razem jednak wybrałem coś zupełnie innego.

– Nic… ci… nie… powiem. – Facet robił przerwę po każdym słowie.

Zyskałem pewność, że to tylko kwestia czasu i dowiem się wszystkiego.

– Jak chcesz – powiedziałem beznamiętnie i podniosłem ze stołu piłę mechaniczną. Jej lekko owalny kształt sprawiał, że operowało się nią niezwykle wygodnie, a ostre zęby cięły precyzyjnie i szybko.

Odwróciłem się w kierunku przesłuchiwanego śmiecia i podszedłem do niego z piłą. Nie wahając się, złapałem jego prawą dłoń, w tym samym czasie włączając narzędzie. Jego dźwięk zakłócił ciszę. Po chwili przyłożyłem piłę do nadgarstka faceta i zacząłem ją przyciskać. Wrzask mężczyzny drażnił moje bębenki, więc uderzyłem go łokciem w podbródek. Chrzęst kości, a potem cisza. Złamana szczęka nie pozwalała mu otworzyć ust, a co za tym idzie, mógł wydawać z siebie tylko zduszone jęki.

Dłoń wylądowała na podłodze z głuchym plaśnięciem. Na rękach i ubraniach miałem krew, która tryskała z otwartej rany faceta, więc przyłożyłem do niej ręcznik. Dbałem, aby za szybko się nie wykrwawił.

– Nie chcemy, żebyś odpłynął – powiedziałem spokojnie.

Kiedy zatamowałem krwawienie, zająłem się jego szczęką. Szybkim ruchem wstawiłem ją na miejsce. Nieprzyjemny chrzęst wskazywał, że typ znowu będzie mógł mówić.

– Pow… wiem wszystko – wyjęczał.

Po jego oczach poznałem, że jest u kresu wytrzymałości. Uśmiechnąłem się, bo wiedziałem, że wygrałem.

– Powiesz grzecznie to, co chcę, moim ludziom i damy ci spokój. – W duchu pomyślałem: „wieczny spokój”.

Facet już zrozumiał, że nie wyjdzie stąd cało, ale mogliśmy mu dać szybką śmierć. Kulka w łeb i po sprawie.

Wyszedłem z pomieszczenia, po czym kiwnąłem głową do jednego z żołnierzy. Wiedziałem, że bez szemrania zrobi to, czego od każdego z nich wymagałem. Znali mnie już na tyle dobrze, że nie musiałem wygłaszać nie wiadomo jak długich rozkazów. Wystarczył prosty gest.

Wykonałem swoją część zadania, więc mogłem się zmyć. Miałem pilną sprawę do załatwienia. Ale wcześniej musiałem się ogarnąć. Nie zamierzałem pokazać się jej w takim stanie.

Kira

– Jak dobrze, że już koniec – wyjęczałam zadowolona, wypadając z budynku uczelni.

Uwielbiałam botanikę, ale nasz wykładowca mógłby napisać książkę o tym, jak zanudzić człowieka na śmierć swoimi monologami. Chyba na każdym kierunku zdarzała się taka osoba, której miało się serdecznie dość, a przygotowanych przez nią testów nie dało się rozwiązać. Jakoś musiałam to przecierpieć.

Wiedziałam, że któryś ze studentów w końcu go zgłosi. Facet miał nas uczyć, a nie uzewnętrzniać się na zajęciach, jaki to on nie jest mądry i uzdolniony. W dodatku był po siedemdziesiątce, więc mógłby już iść na emeryturę i dać wszystkim spokój.

– Myślałam, że nigdy nie skończy. – Stevania, tak samo wymęczona, pojawiła się obok mnie.

Poznałyśmy się na samym początku studiów i od tamtej pory byłyśmy nierozłączne. Jej charakter sprawiał, że ludzie do niej lgnęli, była po prostu sobą i nikogo nie udawała. To była przyjaźń od pierwszego wejrzenia, jeśli można tak powiedzieć. Rozumiałyśmy się bez słów i tak samo myślałyśmy. Nikt nie wspierał mnie tak jak ona, a ja odwdzięczałam się jej tym samym. Znałyśmy swoje tajemnice i strzegłyśmy ich. W moim przypadku chodziło zwłaszcza o tę jedną, którą chroniłam jak nic innego, a Stevania mi w tym pomagała. Wiedziała, jakie to dla mnie ważne, i choć czasami zauważałam, że patrzy na mnie z dezaprobatą, i tak w końcu wzdychała i godziła się na moje pomysły.

– Mam dość – rzuciłam sfrustrowana.

– Co tym razem? – zapytała, idąc obok mnie.

– Mama chce, żebym wróciła do domu.

– Przecież mieszkasz w mieszkaniu, które rodzice ci wynajęli. W budynku, w którym są kamery i ochroniarze. A dodatkowo sprawdzają cię raz w tygodniu – wyliczała zdziwiona.

Miała rację, ale oni i tak się o mnie martwili. Od kilku tygodni chodziły plotki, że w okolicy nie dzieje się za dobrze. Nie znałam szczegółów, ale zaginęła dziewczyna, a dokładniej córka jednego z żołnierzy. Wiedziałam tylko tyle, ile udało mi się podsłuchać podczas jednej z rozmów moich rodziców. Może zaginionych było więcej, jednak nikt nic nie chciał powiedzieć.

Nie wspomniałam o tym Stevanii, bo niepotrzebnie by się martwiła. Pomimo tego, że moja rodzina była związana z mafią, a tata był żołnierzem, ona jedna spoza naszego środowiska nie traktowała mnie z rezerwą i powściągliwością. Nie unikała mnie tak jak inni. W zasadzie tylko z nią się przyjaźniłam. Poza nią znałam sporo dziewczyn z rodzin mafijnych, ale z nimi nie miałam za wiele wspólnego. Wytrzymywałam ich towarzystwo tylko dlatego, że musiałam. Nie zachowywałam się tak jak one. Nie byłam potulna, grzeczna i nie trzymałam się zasad. Lubiłam potańczyć w klubie, wyjść na miasto i uwielbiałam spędzać czas na projektowaniu ogrodów, przez co ludzie patrzyli na mnie jak na dziwaczkę. Bo miałam charakter.

– Wiesz, jacy są – powiedziałam. – Zawsze byli opiekuńczy i tak już im zostało. Kocham ich za to, że choć mam dopiero dziewiętnaście lat, pozwalają mi podejmować własne decyzje.

– Nieważne, jak szalone by nie były – wymamrotała pod nosem, posyłając mi to swoje spojrzenie.

Wiedziałam, o co jej chodziło.

Nie wszystko, co wymyśliłam, podobało się moim rodzicom. Nie byli zadowoleni, gdy postanowiłam protestować przeciwko zabijaniu niewinnych zwierząt leśnych i przypiąć się łańcuchem do drzewa. Nie byłoby problemu, gdybym w szale nie połknęła klucza. Zaczęłam się dusić i wylądowałam w szpitalu na kilka dni. Po tej akcji miałam zakaz wychodzenia z domu, w tym na uczelnię, co było dla mnie największą karą. To mnie nauczyło, żeby planować swoje akcje inaczej, ale rezygnować z nich nie zamierzałam.

– Ale przynajmniej jest ci ze mną wesoło – stwierdziłam.

– Mam wrażenie, że czasami aż za dobrze się bawisz.

– Tylko czasami – zaprotestowałam, bo to nie była do końca prawda. – A poza tym chodziło o niewinne zwierzęta. – Obróciłam się do niej przodem, żeby widzieć jej twarz. Szłam tyłem w stronę parkingu, mając nadzieję, że po drodze się nie wywrócę.

– Ta, niewinne – prychnęła. – Takie niewinne, że potrafią cię zaatakować w niespodziewanym momencie.

Jako przyjaciółka Stevi chciała mi pomóc w mojej akcji ratowania zwierząt, jednak zapomniała, że w lesie nie zawsze jest bezpiecznie. W pewnej chwili wybiegła zza krzaków, wrzeszcząc jak opętana i uciekając, a zaraz za nią z zarośli wypadł mały dzik. Nie mogłam opanować ataku śmiechu. Spieprzała przed nim, jakby się paliło, a on popatrzył w jej stronę, po czym czmychnął w gęstwinę. Zapewne wystraszył się jej krzyków.

– Wystraszyłaś go – nabijałam się z niej.

– To on mnie przeraził! – podniosła głos. – Kurwa, na śmierć.

– Przesadzasz. – Zbagatelizowałam sprawę machnięciem ręki.

– Gdyby ciebie chciał pożreć potwór, nie mówiłabyś w ten sposób. – Udała urazę i ostentacyjnie wydęła wargi.

– Nie gniewaj się – powiedziałam jak do dziecka i poklepałam ją po głowie. – Był straszny.

– Bardzo – wyszeptała. Rozejrzała się wokół, jakby zaraz zza samochodu mógł wyskoczyć kolejny.

– Jakie plany?

– Dom. Nauka. Projekt. Spanie – wyliczyła po kolei.

– Odpocznij trochę – nakazałam.

– Spróbuję – odpowiedziała i wsiadła do samochodu.

Machałam do niej, kiedy odjeżdżała, a ona odmachała i włączyła muzykę na cały regulator, nie przejmując się tym, że komuś może to przeszkadzać. I jeszcze otworzyła okna, aby spotęgować hałas. Rozbawiona pokręciłam głową. Czasami zapominałam, że to taka sama wariatka jak ja. Zwłaszcza kiedy fałszowała, śpiewając piosenkę Crazy Lost Frequencies & Zonderling na cały głos:

– They can call me whatever they want, call me crazy, you can call me whatever you want, but that won’t change me, Ijust don’t care what the world says, I’m gonna make it, they can call me whatever they want, so what if Iam crazy!

Pokręciłam głową, ledwo powstrzymując wybuch śmiechu. Wielokrotnie jej powtarzałam, żeby nawet nie próbowała śpiewać, ale ona to ignorowała i często wyła jak opętana.

Usłyszałam piknięcie telefonu, więc od razu wyciągnęłam go z kieszeni. Myślałam, że to rodzice przypominają mi o jutrzejszej kolacji, ale to nie byli oni. Widząc imię na wyświetlaczu, poczułam ciepło, a wargi same rozciągnęły mi się w uśmiechu.

Opowieści o nim docierały do mnie, odkąd tylko pamiętałam. Ostrzegano mnie, abym unikała jego towarzystwa i nigdy nie patrzyła mu w oczy, jakby był złem wcielonym. Tylko dlatego, że uważano go za jednego z najgorszych członków rodziny Torrino. Ale ludzie się mylili, i to bardzo.

Przy mnie był inny. Był czuły, delikatny i zawsze mnie słuchał. To mnie zaskakiwało, bo dawniej wyobrażałam go sobie jako strasznego faceta z rękami umazanymi krwią. Potwora, takiego, jakim był jego brat. Ale on miał dobrą stronę. I nawet jeśli pokazywał ją tylko mnie, nie miałam zamiaru z niego rezygnować.

– Króliczku. – Usłyszałam za sobą jego męski, głęboki głos.

Moje ciało zareagowało tak samo jak podczas naszego pierwszego spotkania. Lgnęłam do niego i żadna siła nie mogła mnie zatrzymać. Tak było od początku i to się nigdy nie zmieniło.

Rozdział 2

Kira

Dziesięć miesięcy temu

Wychodząc z uczelni, spodziewałam się wszystkiego, ale na pewno nie jego. Stał oparty o samochód i rozglądał się wokół. Poczułam, jak znalazł mnie w tłumie, ale przez okulary, które miał na nosie, nie mogłam zobaczyć jego oczu.

Od naszego pierwszego spotkania minęło kilka dni. Co to były za emocje! Nie pamiętałam, żebym przy jakimś facecie czuła tak silny pociąg seksualny, a zarazem wściekłość. Wywoływał w moim ciele spustoszenie.

Nie wiedziałam, czy przyciągała mnie do niego jego aura tajemniczości, czy różnica wieku między nami – był ode mnie ponad dziesięć lat starszy. Nie żeby mi to w czymkolwiek przeszkadzało. Nie zamierzałam przedłużać tej znajomości, on chyba też, dlatego zdziwił mnie jego widok.

– Czyżbyś chciał zmienić swoje życie i postanowił zrobić w nim coś pożytecznego? – zapytałam zaczepnie, zatrzymawszy się kilka kroków od niego.

– Cały czas robię pożyteczne rzeczy – odparł tym swoim tonem umarlaka, przez co włoski na moim ciele stanęły dęba, a oddech mi przyśpieszył.

– Nie wiem, czy torturowanie i zabijanie można zaliczyć do pożytecznych rzeczy – stwierdziłam kpiąco.

– Jesteś bardzo wyszczekana.

Wyczułam w jego głosie podziw albo zdziwienie. Nie mogłam ze stuprocentową pewnością ocenić jego zachowania, co niezwykle mnie drażniło.

– Dziękuję. – Uśmiechnęłam się i odgarnęłam włosy za plecy.

Oczywiście, że byłam wyszczekana, bo jak inaczej mogłabym przetrwać studia i odtrącić tych wszystkich mężczyzn, którzy chcieli mnie zaciągnąć do łóżka? Musiałam się nauczyć stawiać na swoim i nie dać sobie wejść na głowę. Co jak co, ale nauka była dla mnie najważniejsza. Nawet kosztem randek i związków, na które przez nią nie miałam czasu.

– Wsiadaj. – Otworzył drzwi samochodu.

– Po co? – zapytałam zaskoczona nagłą zmianą tematu.

– Mam cię zabrać do domu.

– Sama mogę pojechać – zaprotestowałam, ale on wyciągnął książki z moich rąk i rzucił je na tylne siedzenie. – Uważaj! – krzyknęłam, bo się rozsypały i upadły na podłogę.

– Wsiadaj – powtórzył.

– Sam wsiadaj. – Nie miałam zamiaru ruszyć się ani o krok.

– Mam ci pomóc?

Jego spokojny ton działał mi na nerwy.

– Nie odważysz się. – Parsknęłam śmiechem. – Ej, co ty robisz?! – pisnęłam, kiedy podniósł mnie i wepchnął do samochodu.

Byłam w takim szoku, że w pierwszej chwili nie mogłam się ruszyć, co z premedytacją wykorzystał. Przypiął mnie pasami i zatrzasnął drzwi. Pojawił się na miejscu obok, a ja, nie wiedząc dlaczego, uderzyłam go pięścią w żebra.

– Kretyn.

– Króliczku, twoja dłoń tylko mnie połaskotała, jeśli chciałaś mi zrobić krzywdę, to chyba nie dałaś rady. – Uśmiechnął się kącikiem ust i ruszył z miejsca.

– Jeśli tylko będę miała okazję, to cię wykastruję! – warknęłam do niego.

– Nie mogę się doczekać.

Prychnęłam i odwróciłam się na tyle, na ile pozwalały mi pasy. W szybie widziałam jego niewyraźną sylwetkę.

Nie mogłam zaprzeczyć, że jest przystojny. Ciemne włosy i niewielki zarost dodawały mu męskości i nawet blizna na twarzy go nie szpeciła. Potarłam skroń, zastanawiając się, co pozostawiło taki ślad na jego ciele.

Nie chciałam wyjść na wścibską, więc milczałam, choć słowa same cisnęły mi się na usta.

– Usiądź prosto, bo jeszcze zrobisz sobie krzywdę – powiedział Aiden jako pierwszy.

– Boisz się? – zażartowałam.

– Nie chcę, żebyś mi to wypominała.

– Skąd wiesz, że bym to zrobiła?

– Jesteś wygadana, nerwowa i ciągle cię nosi. Nawet jeśli zrobiłabyś sobie krzywdę ze swojej winy, i tak zrzuciłabyś to na mnie.

Musiałam przyznać mu rację. Zrobiłabym dokładnie tak, jak powiedział, byle tylko go wkurzyć.

– Nieprawda! – Starałam się, żeby moje oburzenie wypadło jak najbardziej realistycznie.

– Króliczku, sama sobie zaprzeczasz.

– Dlaczego tak mnie nazywasz? Mam na imię Kira. – Nie chciałam się przyznać, że to pieszczotliwe określenie zaczęło mi się podobać.

– Wolę „króliczka”.

– Może ja też znajdę dla ciebie jakąś ksywkę? – Zastanowiłam się przez chwilę. – Może…

– Mów mi „Aiden”.

– Ale ja już wymyśliłam! – oburzyłam się, jednocześnie nieźle się bawiąc jego kosztem.

Niby był taki niebezpieczny, ale im dłużej rozmawialiśmy, tym bardziej się do niego przekonywałam, chociaż miał cięty język i potrafił mnie wyprowadzić z równowagi swoim zachowaniem. Nie był taki, jak go opisywali. Rozpraszały mnie jego silne dłonie. Pewnie trzymał kierownicę, prowadząc samochód, i przez moment wpatrywałam się w nie jak zamrożona. Starałam się ignorować niewielkie blizny, które zauważyłam.

– Dawaj.

– Skoro ja jestem króliczkiem, to ty będziesz moim misiem. – Uśmiechnęłam się.

– Twoim misiem? – Spojrzał na mnie kątem oka, a na ustach zaigrał mu seksowny uśmiech.

– Misiem – poprawiłam się, bo za bardzo pojechałam. – Po prostu: misiem. Nie moim, tylko swoim – zaczęłam się plątać. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że nazwałam go „swoim”.

– Jesteś urocza. – Złapał moją dłoń.

Moje serce fiknęło koziołka, kiedy posłał mi arogancki uśmiech. Robił sobie ze mnie żarty, bo przewidział, jak zareaguję. Oczywiście, że tak, czego innego można było się spodziewać po członku włoskiej famiglii. Wiedział, jak zachowują się ludzie, jak reagują i co czują. Szkolono go pod tym kątem.

Sama byłam jak otwarta księga, zapewne wystarczyło mu kilka sekund, żeby mnie rozszyfrować.

– Kretyn. – Wyrwałam rękę z jego uścisku.

– Powtarzasz się – stwierdził z przekąsem, po czym zaparkował na podjeździe.

Nawet nie wiedziałam, że dojechaliśmy na miejsce.

Wyskoczyłam szybko z samochodu, a z tylnego siedzenia i podłogi zebrałam swoje podręczniki. Czułam na sobie wzrok mężczyzny, jednak uparcie go ignorowałam. Nie mogłam sobie poradzić z samą sobą. Świat walił mi się na głowę, a uczucia zaburzały racjonalne myślenie.

Odwróciłam się i uciekłam, bo to wychodziło mi najlepiej.

Śmiech Aidena towarzyszył mi do momentu, gdy dotarłam do ogrodu, w którym pracowałam.

Aiden

Moje życie kręciło się wokół rodziny i interesów. Lubiłem to, bo miałem wszystko zaplanowane od początku do końca i nic niespodziewanego nie mogło się zdarzyć. Nie chciałem, żeby coś się zmieniło. „Kontrola” to było moje drugie imię. Kiedy ją miałem, wiedziałem, że wszystko będzie dobrze.

Wszedłszy do gabinetu brata, od razu ruszyłem do barku. Spotkanie z szaloną Kirą wyprowadziło mnie z równowagi, jednak do perfekcji opanowałem radzenie sobie ze swoimi uczuciami.

Ta dziewczyna wywoływała chaos w moim umyśle. Zrobiła to, co nie udało się do tej pory nikomu. Rozśmieszyła mnie, a to było coś złego. Zmiana nastawienia pociągała za sobą konsekwencje, które mogły być dla mnie zabójcze.

– Witaj, bracie. Co cię sprowadza? – Christopher złożył podpis na jakichś dokumentach, po czym rozsiadł się na fotelu, nie spuszczając ze mnie wzroku.

– Ta cholera doprowadziła mnie do szału. – Z hukiem odstawiłem karafkę i drugą szklankę podałem bratu.

Wiedziałem, że jemu mogę powiedzieć wszystko. Nie tylko dlatego, że był starszy ode mnie. On po prostu był powiernikiem każdego z nas, bo potrafił słuchać, a kiedy trzeba było, ustawić człowieka do pionu.

Zająłem miejsce naprzeciwko niego, pociągając spory łyk whisky.

– Masz na myśli córkę Dantego? – zapytał.

– To jego córka? – Tego nie wiedziałem, ale co mnie obchodziło, kto zajmuje się ogrodem naszej matki. Najważniejsze, że widziałem postęp prac.

– Jedyna córka i oczko w głowie – zaznaczył.

– Więc jej śmierć mogłaby go zasmucić – zażartowałem.

– Co takiego zrobiła, że mój brat pokazał jakiekolwiek uczucia? – zapytał zaskoczony.

– Nazwała mnie… – Zatrzymałem się, bo nie mogło mi to przejść przez gardło. – Nieważne.

– No dawaj. Jestem ciekaw.

– Jak idą interesy? Masz kogoś do torturowania albo odstrzału? – Spojrzałem na niego, udając, że nie słyszałem pytania. Zapanowałem nad podrygiwaniem nogi, nie chcąc pokazać, jak wiele emocji wywołała we mnie ogrodniczka.

– Interesy idą dobrze i nikt nie wymaga wykorzystania twoich umiejętności.

– Szkoda. – Dopiłem alkohol, po czym odstawiłem szklankę na blat. – Jak nie masz dla mnie żadnych zadań, to ja się zmywam.

– Bracie, wszystko w porządku? – Jego troska była dla mnie niewygodna. Po prostu jej nie chciałem, bo to wiązało się z uczuciami, a uczucia sprawiały, że ludzie stawali się słabi.

– Tak – odpowiedziałem wypranym z emocji głosem i wyszedłem z jego gabinetu.

Zatrzymałem się przy drzwiach samochodu, po czym wyciągnąłem z kieszeni paczkę papierosów. Pomagały mi, kiedy nie radziłem sobie ze sobą. Wyciągnąłem jednego i zapaliłem. Zaciągając się nikotyną, spojrzałem w kierunku ogrodu.

Kira chodziła wśród grządek, co chwilę się zatrzymując i rozmawiając z ludźmi. Widać było, że to kocha. Uśmiech na jej ustach pokazywał to jasno. Jej beztroska przypominała mi, jaki byłem kiedyś.

Kochałem swoją rodzinę i zrobiłbym dla niej wszystko. Podrapałem się po bliźnie, która zaczęła mnie ciągnąć i przywołała złe wspomnienia. Wspomnienia wydarzeń, o których chciałem zapomnieć.

Krzyki.

Ból.

Cierpienie.

Żal.

Pogodziłem się z tym, co się stało, ale to nie znaczyło, że zapomniałem.

Usłyszawszy dźwięk telefonu, upuściłem niedopałek papierosa na ziemię i przydeptałem go butem. Dopiero wtedy odebrałem, wiedząc, że chwila spokoju minęła.

– Co jest?

– Co mamy zrobić z ciałem? – zapytał Luigi, jeden z żołnierzy.

Wiedziałem, o kim mówił. Kolejny z naszych ludzi chciał nas oszukać, ale zapomniał, że nic się przed nami nie ukryje. Czasami miałem wrażenie, że Luigi dzwoni z każdą pierdołą tylko po to, żeby mnie wkurwić.

– Jak to co! Wyślijcie go do jego bliskich. Muszą mieć nauczkę, że z naszą rodziną się nie zadziera.

– Jest tylko jeden problem. – Usłyszałem w jego głosie wahanie. – Jego telefon zaczął dzwonić. Sprawdziłem wszystko i dowiedziałem się, że miał narzeczoną.

Wiedziałem, do czego zmierza. Facet podjął kilka złych decyzji, a ich konsekwencje miała ponieść cała jego rodzina, nawet jeśli nie brała w tym udziału. Skoro jakaś kobieta postanowiła się z nim związać, to dobrze wiedziała, co ją czeka w przypadku jego zdrady. Tyle że my nie zabijaliśmy kobiet, dlatego musiałem przekonać ją do tego, aby zniknęła raz na zawsze. To było jedyne wyjście, by mogła spokojnie żyć.

– Wywieźcie go gdzieś – zmieniłem zdanie. – A narzeczoną sam się zajmę – odpowiedziałem, po czym się rozłączyłem. Telefon schowałem do kieszeni.

Pojechałem więc do tej kobiety.

Wystarczyło mi kilka minut, aby przekonać ją do wyjazdu. Była bardziej niż ucieszona, że może odejść od swojego niedoszłego męża, nawet jeśli w ten sposób. A siniak na jej twarzy jasno mi mówił, że będzie jej o wiele lepiej bez niego.

Rozdział 3

Kira

Obecnie

Gdy jechaliśmy w kierunku mojego mieszkania, uważnie śledziłam wzrokiem twarz Aidena. Potrafiłam z niej wyczytać, w jakim jest humorze. Najwidoczniej coś poszło nie po jego myśli – świadczyły o tym zaciśnięta szczęka, chmurne spojrzenie i nabrzmiała żyła na szyi.

– Wszystko w porządku? – zapytałam, dotykając opuszkami palców jego dłoni zaciśniętej na kierownicy tak mocno, że pobielały mu knykcie.

– Tak. – Złapał mnie za rękę i położył ją na swoim udzie.

Nie wiedziałam, jak mu pomóc. Od jakiegoś czasu zachowywał się nadzwyczaj dziwnie. Unikał mówienia o tym, co go trapi, a przez to czułam, że oddala się ode mnie z każdym dniem coraz bardziej.

Męczyło mnie to. Wprawdzie to miała być relacja bez uczuć, ale moje wymknęły się spod kontroli. Nie potrafiłam określić, kiedy dokładnie nasz układ przekształcił się w coś więcej. W związek, który ukrywaliśmy przed swoimi rodzinami, jakby to było coś złego. Na początku jasno określiłam granice. Mieliśmy dobrze się bawić w swoim towarzystwie, ale nic poza tym, i przestrzegaliśmy tej zasady. A potem niespodziewanie poczułam do Aidena coś więcej niż tylko pociąg fizyczny. Poczułam, że mogłabym być z nim naprawdę. Bez ukrywania się i udawania przed wszystkimi.

Aiden nie czuł jednak tego samego, dlatego nie mówiłam mu o tym, co się zmieniło w moim nastawieniu. Nie chciałam go stracić, a wiedziałam, że gdybym powiedziała mu o swoich uczuciach, on zakończyłby nasz związek. Na to nie zamierzałam pozwolić. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że mogłoby go nie być w moim życiu.

– Nie potrafisz kłamać, ale mam nadzieję, że to, co dla ciebie przygotowałam, poprawi ci humor. – Kreśliłam kciukiem wzory na jego dłoni.

– Możesz rozebrać się już teraz. – Mrugnął do mnie, zwiększając prędkość.

– Nie o tym mówiłam. – Żartobliwie uderzyłam go w ramię. – Myślisz tylko o jednym.

– Przy tobie nie potrafię skupić się na niczym innym.

– Lepiej skup się na drodze. – Wskazałam ją ręką, kiedy wyprzedzał samochody jak kierowca rajdowy.

– Boisz się.

– Nie – odpowiedziałam szczerze. – Bo wiem, że nie pozwolisz, żeby stała mi się krzywda.

Byłam tego pewna jak niczego innego na świecie. Nasz związek trwał prawie pół roku, wliczając w to te dni, gdy żarliśmy się jak psy, więc poznałam go na tyle, żeby wiedzieć, jaki jest. Może i zabijał, ranił, torturował ludzi, jednak ja czułam się przy nim bezpieczna. Nie miało dla mnie znaczenia, że należał do najgroźniejszej rodziny na całej Sycylii. Gdybym nie żyła w tym świecie od urodzenia, to nie zwróciłabym na niego uwagi, a może bym uciekła? Ale znałam naszą rzeczywistość zbyt dobrze, aby przerażało mnie to, co robił.

Przypomniałam sobie, jak pewnego dnia przyjechał po mnie do szkoły. Kiedy zobaczył mnie z innym mężczyzną, od razu wysiadł z samochodu. Nie czekał ani chwili, abym mogła mu to wytłumaczyć, po prostu w kilku słowach przekazał mojemu koledze z zajęć, co mu zrobi, jeśli będzie się koło mnie kręcił. Był przy tym tak kreatywny, że chłopak uciekł w podskokach. Nie mogłam przestać się śmiać, gdy biegł i potykał się przy każdym kroku.

Zapamiętałam ten dzień, a także słowa, które potem wypowiedział Aiden: „Stałaś się moja, kiedy oddałaś mi swoją niewinność i ciało. Nie zapominaj o tym”.

Moje ciało niecierpliwie czekało na to, aż znajdziemy się w mieszkaniu. Aż w końcu będę mogła przestać udawać i zacząć cieszyć się z naszej relacji. Tylko tam czuliśmy się ze sobą swobodnie, miałam nawet wrażenie, że Aiden odkrywał się przede mną. Mówił mi o tym, co czuje, a ja go słuchałam, wiedząc, że przy nikim innym taki nie jest.

– Taka jesteś pewna, że cię ochronię? – zapytał zadziornie.

– Wiem to. – Pochyliłam się w jego stronę i wyszeptałam mu prosto do ucha: – Gdyby nie ja, kto dostarczyłby ci rozrywki i zastrzyku energii?

– Mam jeszcze swoje noże.

– Ale one to nie ja.

Dobrze o tym wiedział.

– Zdaję sobie sprawę, że podnieca cię sprawowanie kontroli. Dobrze pamiętam, co działo się ostatnim razem, kiedy wszedłeś do mnie, o mało co nie rozwalając drzwi. Byłeś tak napalony, że mnie też się to udzieliło – mruknęłam.

– Króliczku! – warknął.

– Tak? – zapytałam niewinnie.

– Wiesz, że w nocy przypomnę ci wszystko, co teraz powiedziałaś, i zrobimy to dwa razy mocniej i dłużej.

Moje mięśnie od razu się zacisnęły, a pożądanie wystrzeliło wprost do mózgu. Przy nim traciłam zdrowy rozsądek. Nie wychodziłabym z łóżka, gdyby tylko chciał w nim zostać na zawsze razem ze mną.

– Dobrze, ale w nocy. Teraz mam dla ciebie niespodziankę. – Dałam mu szybkiego całusa.

Kiedy zatrzymał samochód pod moim blokiem, wysiadłam i od razu ruszyłam w kierunku budynku. Przez to, że tata kontrolował, czy wracam do domu, Aiden musiał odczekać kilka minut przed wejściem do środka. Brał ze sobą sprzęt, który zakłócał pracę kamer – na razie to działało. Czasami spotykaliśmy się w mieszkaniu, które wynajmował specjalnie dla nas, a do taty pisałam, że jestem u przyjaciółki.

Na razie wszystko szło gładko, ale wiedziałam, że kiedyś coś może się spieprzyć i stracimy to, co się między nami zrodziło. Starałam się o tym nie myśleć.

Weszłam do mieszkania, rzuciłam torbę na szafkę, a kluczyki odwiesiłam na haczyk. Z przedsionka od razu przechodziło się do niewielkiego salonu pomalowanego na zielono. Kanapa w kolorze butelkowej zieleni stała pod ścianą tuż obok drzwi do sypialni. Miałam tu jeszcze stolik kawowy, regał na książki i oczywiście wielki telewizor plazmowy. W rogach stały kwiaty w doniczkach, które dopieszczałam, jak tylko się dało.

Sypialnia była największym pomieszczeniem. Podwójne łóżko pomieściłoby trzy osoby. Gdy spałam w nim sama, mogłam się rozłożyć w poprzek, jeśli miałam na to ochotę. Pod ścianą stały dwie komody, w których upchnęłam swoje ubrania.

Z salonu ruszyłam do części kuchennej oddzielonej niewielką wyspą, na której blacie walały się kubki i talerze. Wrzuciłam je szybko do zmywarki. Aiden nie musiał widzieć, jaką jestem bałaganiarą. Miałam zaledwie kilka minut na to, żeby wszystko ogarnąć, zanim on wejdzie do środka.

Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej prezent dla niego. Chciałam dać mu coś wyjątkowego i nie mogłam się doczekać jego reakcji.

– Kira! – krzyknął, wchodząc do środka.

– Usiądź na kanapie i nie odwracaj się do mnie, dopóki ci nie powiem! – odkrzyknęłam.

– Co ty znowu wymyśliłaś? – mruknął, ale kiedy schowałam za sobą niespodziankę i odwróciłam głowę w jego stronę, zobaczyłam, że jednak posłuchał.

Wzięłam jeszcze dwa talerze, widelczyki i nóż, po czym ruszyłam ku kanapie. Kiedy byłam kilka kroków od Aidena, zauważyłam, że ma zamknięte oczy, a to z kolei sprawiło, że moje serce fiknęło koziołka.

Wiedziałam, ile go kosztowało, żeby to zrobić. Gdy nie patrzył, czuł się bezbronny i zdany na moją łaskę, a to nie było w jego stylu. Życie, jakie wiódł, nie pozwalało na utratę kontroli, jeden zły krok, a mógł zginąć. On jednak ufał mi jako jednej z niewielu osób.

– Możesz już otworzyć. – Odłożyłam na bok talerze i sztućce, a potem z rękami wyciągniętymi przed twarzą Aidena czekałam, aż to zrobi.

– Co…

– Wszystkiego najlepszego – powiedziałam wzruszona, kiedy jego spojrzenie złagodniało. – Wiem, że nie obchodzisz urodzin, ale ten jeden raz zrób coś dla siebie i pozwól sobie odetchnąć – poprosiłam go.

– Skąd wiedziałaś?

– Kiedy spałeś, zajrzałam do twojego portfela. – Nie miałam zamiaru za to przepraszać. – Zdziwiłam się, że dzisiaj obchodzisz trzydzieste urodziny. – Odchrząknęłam. – Wyglądasz starzej.

– Oj, króliczku. Twoje słowa sprawiają, że chcę od razu zabrać się za mój prezent.

Wiedziałam, że nie mówił o cieście, które dla niego upiekłam.

– Chcesz spróbować? – kusiłam go.

– Od ciebie wezmę wszystko. – Pociągnął mnie w swoją stronę, tak że wylądowałam okrakiem na jego kolanach.

Z całych sił trzymałam talerz, aby tort się z niego nie zsunął i nie wylądował na podłodze.

Odchyliłam się nieznacznie i chwyciłam w dłoń widelczyk leżący na stoliku za mną. Wbiłam go w sam środek ciasta, nabrałam kawałek i zbliżyłam do ust Aidena, czekając, aż je otworzy. Pozwolił, żebym go karmiła, a jego dłonie w tym czasie gładziły moje pośladki.

– Dobre? – zapytałam z napięciem. Nie byłam pewna, czy wyszło, może jadł tylko dlatego, że chciał sprawić mi przyjemność.

– Może być – odpowiedział po chwili zastanowienia.

– Chyba żartujesz! – Wzięłam kęs ciasta, po czym stwierdziłam, że jest pyszne. Idealnie odmierzyłam składniki, biszkopt był nie za słodki, a krem delikatny. Spojrzałam na niego jak na wariata, po czym rzuciłam: – Jest bardzo dobre.

– Szału nie ma.

Chyba sobie jaja robił. Posławszy mu wściekłe spojrzenie pełne wyrzutu, zsunęłam się z jego kolan. Zostawiłam mu to cholerne ciasto w rękach.

– To ja dla ciebie piekę, staram się, a ty nawet nie możesz powiedzieć, że jest dobre?! – Wiedziałam, że ma urodziny, ale moje wkurwienie sięgnęło zenitu. Paplałam szybko jak wariatka, zapominając, że to jego dzień. Jedyne, czym mógł mnie zdenerwować, to właśnie kiepska ocena mojego gotowania i pieczenia. Byłam drażliwa na tym punkcie, bo w kuchni zawsze bardzo się starałam, żeby cokolwiek mi wyszło. Tort dla niego piekłam cztery razy, ale w końcu się udało.

– Gdzie idziesz? – krzyknął, kiedy odwróciłam się na pięcie.

– Po mikser, żeby ci go wsadzić w dupę! – warknęłam, mając na myśli dokładnie to, co powiedziałam.

Wkroczyłam do kuchni z zamiarem wyciągnięcia urządzenia z szafki, jednak nim dotarłam do celu, Aiden przyszpilił mnie do blatu. Zaparło mi dech, kiedy na pośladkach poczułam jego wzwód.

– Było cudowne – wyszeptał mi do ucha, muskając wargami moją szyję. – Pyszne. Ideał. Cudo. Piękne. Arcydzieło – wyliczał.

– Czy my nadal mówimy o cieście? – zapytałam, kiedy poczułam jego dłonie na swoim brzuchu, a złość mi przeszła jak ręką odjął. Po czasie do mnie dotarło, że tylko sobie ze mnie żartował.

– Nie przypominam sobie, żebyśmy w ogóle o nim mówili – stwierdził.

Przesuwał dłońmi po całym moim ciele, rozpalając mnie coraz bardziej. Jedna zawędrowała pod koszulkę, gdzie ścisnęła spragniony jego dotyku sutek. Pocierał go i szarpał, a moje ciało przyciskało się do niego, chcąc poczuć go bardziej, mocniej i szybciej.

Westchnęłam, nie mogąc zrozumieć, jak on może tak silnie na mnie działać. Od naszego pierwszego spotkania było dla mnie jasne, że prędzej czy później skończymy w łóżku. Może miałam stanąć na jego drodze, aby pomóc mu się podnieść? Zdawałam sobie sprawę, że ciągle męczą go demony przeszłości, choć się z tym krył.

– Proszę! – pisnęłam, kiedy jego palce zawędrowały na spragnioną pieszczot łechtaczkę.

– Tutaj? – zapytał, po czym wsadził we mnie jeden z nich i zaczął nim poruszać.

– Szybciej! – poleciłam, klepiąc go po ramieniu.

– Króliczku, zapomniałaś, że dzisiaj są moje urodziny, a ja chcę odpakować swój prezent powoli, bardzo powoli. – Zwolnił ruchy do wkurwiająco powolnych.

– Może chcesz odpakować ten prezent już teraz? – zapytałam z nadzieją.

– Myślałem, że nigdy tego nie zaproponujesz. – Wyjął dłoń spomiędzy moich nóg i zarzucił mnie sobie na ramię, jakbym nic nie ważyła.

– Aiden! – pisnęłam.

– Cicho. – Klepnął mnie ostrzegawczo w tyłek i ruszył do sypialni.

Noc zapowiadała się bardzo długa i bardzo przyjemna.

Dla nas obojga oczywiście.

Rozdział 4

Kira

Nie wiedziałam, co sprawiło, że się obudziłam. W sypialni panowała cisza jak makiem zasiał, a jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że coś jest nie tak. Moja dłoń nadal spoczywała na piersi Aidena, który spał z jedną ręką pod głową, a drugą obejmował mnie w pasie. To chyba jego mruknięcia i ciche jęki musiały wyrwać mnie ze snu. Nadal przeżywał koszmar, który wydarzył się wiele lat temu. Starałam się mu pomóc, ale nawet moja obecność nie była w stanie na stałe przegonić demonów jego przeszłości. Pragnęłam wiedzieć, co się stało, jednak bałam się pytać. Każdy ślad na ciele Aidena sprawiał, że chciało mi się płakać.

Blizna na jego policzku, blizny na piersi, plecach i wiele innych, o których nie chciał mówić. Wiedziałam, że przeszłość wciąż go męczyła. Widziałam to za każdym razem, kiedy się przy mnie rozbierał. Może się wstydził, myślał, że przez te ślady spojrzę na niego inaczej? Jeśli tak, to się mylił. Liczyło się dla mnie tylko to, jak mnie traktował, i nic więcej.

A był dla mnie niezwykle czuły. Zawsze słuchał, kiedy tego potrzebowałam, i spełniał moje zachcianki. Pozostawał wobec mnie lojalny i zgadzał się na wszystkie moje warunki. Ani słowem nie zająknął się nikomu o naszym związku.

– Aiden? – zapytałam, lekko nim potrząsając.

Jego głowa poruszała się na boki, cały drżał.

– Zostaw… nie… nigdy… wolę umrzeć – mamrotał, wijąc się.

Pościel zsunęła się z jego nagiego ciała, jednak nie przejęłam się tym za bardzo. W tej chwili ważne było dla mnie to, co dzieje się z moim mężczyzną. Dawno nie doszło do takiej sytuacji jak dzisiaj. Coś musiało ją wywołać. Coś, o czym nie chciał mi powiedzieć.

– Maleńki – szepnęłam, potrząsając nim mocniej.

Starałam się go dobudzić, chociaż wiedziałam, że to może być trudne. Po pierwszej wspólnej nocy, gdy wystraszył mnie na śmierć swoim zachowaniem, zaczęłam czytać o koszmarach sennych. Mogły trwać wiele godzin, a dobudzenie osoby śniącej czasami graniczyło z cudem.

Szarpnęłam jeszcze raz, a ciało Aidena zesztywniało, jakby trafił go piorun. Otworzył oczy i spojrzał na mnie dziko. Nie ruszał się, jedynie patrzył, nie wiedząc, co się dzieje.

Dotknęłam jego twarzy, a wtedy złapał mnie za nadgarstek, miażdżąc go w silnym uścisku. Poczułam ból promieniujący na całe ramię. Starałam się nie panikować, bo wiedziałam, że nie zrobił tego celowo. Był zamroczony, musiałam jakoś do niego przemówić, by wrócił do rzeczywistości.

– Aiden – jęknęłam. – To boli. – Szarpnęłam dłonią.

Mężczyzna zachowywał się tak, jakby nie był świadomy tego, co robi. Jego uścisk stawał się coraz mocniejszy, miałam wrażenie, że jeszcze chwila, a złamie mi nadgarstek.

– Aiden! – krzyknęłam.

Musiało go to otrzeźwić, bo zamrugał kilka razy i popatrzył przytomniej. Kiedy zauważył mój strach, puścił mnie, chyba nie mogąc uwierzyć, że sprawił mi ból.

– Króliczku, ja… – wyjąkał.

– Cii.

Chciałam ukoić jego ból. Kładąc się na łóżku, przyciągnęłam go do siebie. Ułożył głowę na moich piersiach, jednak jego ciało w dalszym ciągu pozostało sztywne. Gładziłam go po głowie i plecach, przez co z czasem jego mięśnie rozluźniały się coraz bardziej. Pod palcami czułam każdą bliznę, każde zgrubienie i wypukłość na jego ciele. Tyle bólu, ile musiał wycierpieć… Samotna łza spłynęła po moim policzku, ale otarłam ją szybko, nie chcąc, żeby to zauważył.

– Przepraszam – wyszeptał, nie podnosząc głowy.

– Nie gniewam się.

– A powinnaś.

Był wściekły na to, że mnie zranił, jednak nie miałam o to pretensji. Wybaczyłabym mu o wiele więcej. Jeśli tylko będzie chciał słuchać, będę powtarzała, że to nie była jego wina.

– Wiem, jaki jesteś, i wiem, że specjalnie nie zrobiłbyś mi krzywdy. Nie mam pojęcia, co się wydarzyło w twoim życiu, ale jeśli zechcesz porozmawiać, ja tu będę. Nigdzie się nie ruszam. – Chciałam, żeby wiedział, że ma we mnie wsparcie.

Leżeliśmy ciasno objęci, wsłuchując się w ciszę panującą dookoła. Chciałam takiego spokoju już zawsze – dla niego, aby mógł w spokoju żyć dalej. Czułam jednak, że to niemożliwe – życie, które wiódł, sprawiało, że pogrążał się w mroku coraz bardziej i bardziej. Miałam tylko nadzieję, że moja obecność nie pozwoli mu stoczyć się na samo dno.

Obiecałam sobie, że zrobię wszystko, by tam nie trafił, bo wtedy bym go straciła, a na to nie byłam gotowa. Jego zjawienie się nadało sens mojej egzystencji. Wprawdzie miałam rodziców, brata, przyjaciółkę i wielu znajomych, ale czułam, że gdyby zabrakło Aidena, nie potrafiłabym cieszyć się życiem jak do tej pory.

Znaczył dla mnie bardzo wiele, ale o tym nie wiedział. A ja byłam głupia, bo nie potrafiłam mu tego otwarcie powiedzieć. Trzymałam się więc tego, co ustaliliśmy na początku.

Aiden

Słuchałem, jak bicie serca Kiry się normuje, a jej dłoń opadła na moje włosy. W pierwszej chwili nie wiedziałem, gdzie jestem i co się dzieje. Pochłonął mnie mrok, którego nie potrafiłem odgonić, i znowu się tam znalazłem. W pomieszczeniu, w którym całe moje życie zmieniło się w koszmar.

Poczułem mocne chluśnięcie wtwarz.

Zachłysnąłem się wodą, którą wylali mi na głowę. Zcałych sił starałem się ignorować fakt, że ręce palą mnie żywym ogniem. Wdalszym ciągu byłem podwieszony na czymś wrodzaju haka izkażdą minutą traciłem siły.

Usiłowałem sobie przypomnieć, jak się tutaj znalazłem, ale nie potrafiłem. Ostatnie, co pamiętałem, to że wyszedłem ze szkoły ipostanowiłem przejść się do domu na nogach. Apotem był już tylko mrok.

Otworzyłem oczy ispojrzałem na brudną podłogę, na której zkażdą chwilą powiększała się ciemnoczerwona plama. Czułem, jak krew spływała mi po twarzy, iwidziałem, jak skapywała wprost na posadzkę. Sądząc po tym, jak wielki ból mi doskwierał, mogłem sobie wyobrazić, jak bardzo mnie skatowali.

Jej głos dotarł do mnie jakby zza grubej ściany, jednak kiedy jęknęła z bólu, w momencie otrzeźwiałem. Moje demony sprawiły, że zraniłem osobę, na której bardzo mi zależało.

Wyswobodziłem się z jej ramion, choć bardzo chciałem zostać. Szybko ubrałem się w swoje ciuchy i przysiadłem na skraju łóżka. Pogładziłem jej nadgarstek w miejscu, gdzie moje palce się zacisnęły i nie chciały puścić. Wiedziałem, że na pewno zostanie tam siniak, i przez to czułem się jeszcze bardziej podle.

W takich chwilach żałowałem, że do czegokolwiek między nami doszło. Czułem, że moja obecność w życiu Kiry przyniesie jej tylko ból i cierpienie. Nie byłem jej godzien. Potrzebowała kogoś równie czystego jak ona sama. A nie człowieka, którego ciągle nawiedzały demony przeszłości.

W końcu zmusiłem się do tego, aby się od niej odsunąć. Jej bliskość sprawiała, że nie chciałem odejść, a nawet jeśli na chwilę znikałem, i tak wracałem, nie mogąc się powstrzymać. Po prostu nie byłem jeszcze gotowy, aby ją stracić.

Wyszedłem z mieszkania Kiry i zamknąłem za sobą cicho drzwi, wiedząc, że kiedy się obudzi, będzie mnie przeklinać. Mimo tej świadomości potrafiłem myśleć tylko o tym, aby znaleźć się jak najdalej niej, bym nie mógł jej ponownie skrzywdzić.

Rozdział 5

Kira

Budząc się rano, nie zarejestrowałam bliskości ciała Aidena. Dotknęłam ręką pościeli po jego stronie, jednak była zimna, co świadczyło o tym, że od dawna już go nie ma. Starałam się nie czuć zawodu, ale poczułam, tak jak za każdym razem, kiedy znikał bez słowa.

– Kretyn – mruknęłam i podniosłam się z materaca.

Postanowiłam, że jak tylko go spotkam, od razu powiem mu to, co myślę. Zostawił mnie samą w łóżku tylko dlatego, że miał złą noc. Nie musiał uciekać jak tchórz. Starałam się postawić w jego sytuacji, ale nie potrafiłam. Byłam gotowa go wysłuchać. On jednak nie dopuszczał mnie do tej sfery swojego życia, która nie dawała mu spokoju.

Z poczuciem porażki weszłam do łazienki, chcąc wziąć szybki prysznic. Co z tego, że miałam dzisiaj wolne od zajęć, skoro musiałam nadrobić zaległości i przygotować prace na zajęcia. Najgorszy był projekt na zakończenie semestru. Miał być moją przepustką do skończenia studiów, a jednocześnie zgłoszeniem do prestiżowego konkursu, którego wygranie mogłoby otworzyć przede mną wymarzoną ścieżkę kariery.

Chciałam w przyszłości otworzyć własną firmę. Taki mały raj stworzony dla tych, których pasją jest projektowanie i dbanie o rośliny jak o własne dzieci. Jedni opiekowali się zwierzętami, inni zostawali taksówkarzami, a ja kochałam rośliny. Kiedy udawało mi się podratować więdnący kwiat, czułam się, jakbym mogła góry przenosić. Nie pamiętałam dokładnie, w którym momencie zapragnęłam zajmować się tym w przyszłości, ale byłam wtedy jeszcze dzieckiem. Z biegiem lat nic się nie zmieniło. Mama rozumiała, że chcę biec za marzeniami, tata raczej tego nie pochwalał. Myślał, że to tylko przejściowe, ale ja już wybrałam swoją drogę.

Może było to głupie marzenie, ale co mi szkodziło spróbować? Najwyżej się sparzę. Jeśli nie zaryzykuję, to się nie przekonam, co mogłoby z tego wyjść.

Po szybkim prysznicu i włożeniu świeżych ubrań poczułam się bardziej rozluźniona i zabrałam się do pracy. Zasiadłam do biurka, na którym leżał rozłożony projekt ogrodu, który wciąż sprawiał wrażenie niedokończonego, ale nie potrafiłam powiedzieć, czego mu dokładnie brak. Był to dokładnie ten sam plan, który kilka miesięcy temu stworzyłam dla Amary.

Zanim przystąpiłam do konkursu, poprosiłam ją o zgodę na wystartowanie w nim z tym projektem, bo miał niesamowity potencjał. Kiedy się zgodziła, zaczęłam go rozwijać, pełna zapału i nadziei. Nie liczyłam na wygraną, ale w duchu marzyłam, by zająć chociaż trzecie miejsce i pokazać tacie, na co mnie stać.