Cassian. #2. Bracia Torrino - Kondas Monika - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Cassian. #2. Bracia Torrino ebook i audiobook

Kondas Monika

4,3
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

441 osób interesuje się tą książką

Opis

Ona pragnie być kochana, on będzie musiał się na nowo nauczyć miłości

Luna Martinelli nie miała łatwego życia. Niechciana przez własnych rodziców, myślała, że szczęście znajdzie w małżeństwie. Nie przeszkadzało jej to, że wybranek był od niej o wiele starszy ani że miał dorastających synów. Szybko się rozczarowała. Od męża nie otrzymała tego, czego tak bardzo potrzebowała - czekały ją zdrady i upokorzenia.

Cassian Torrino przedwcześnie owdowiał, a na kolejne, aranżowane małżeństwo zgodził się w chwili słabości. Za to wszystko potężny mafioso mści się na swojej drugiej żonie. Czy Lunie uda się odmienić serce Cassiana i w klanie Torrino ponownie zakwitnie miłość?

Czy rodzina przetrwa ujawnienie kłamstw, którymi Cassian latami karmił otoczenie?

Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 408

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (19 ocen)
13
2
1
3
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Nusia112
(edytowany)

Z braku laku…

W tej części jak i w poprzedniej mam wrażenie ze między rozdziałami brakuje stron, niby pomysł fajny ale te książki to jeden wielki chaos byłoby fajnie jakby był 1-2 wątki główne, a nie 20 różnych upchanych w 340 stron. 15-latkowie mówiący do dziewczyny 5 lat starszej mamo, kochanka która się rozpłynęła, ojciec wielki były don, który wiedział wszystko ale nic nie powiedział. Nie no można to przeczytać, ale na pewno nie powinno to być za dodatkową opłata. Wszystkie najciekawsze dialogi i wątki były na tik toku reszta to lipa. Typ traktuje swoją żonę jak nic wartą osobę, ale nagle ją kocha i wielbi.. no nie 3 części na pewno nie wykupie.
10
Ag765

Nie oderwiesz się od lektury

Czekałam na to :) czytam już ją któryś raz z rzędu, bo udalo mi się pare razy przeczytać ją na wattpadzie i polecam :)
10
mar_wer

Z braku laku…

Jest słaba,ale chyba mam słabość do takich książek😅
00
andasrsl

Nie oderwiesz się od lektury

Warto było czekać na Cassiana! 🔥 Mimo że poprzeczka po poprzednim bracie była wysoko, Cassian jej dorównał. To trudna lektura – wątek straty syna łamie serce, a zdrady i ból żony, gdy mąż bawił się z inną, są wręcz namacalne. Genialne retrospekcje pozwalają wejść w tę historię od zera.Autorko, prosimy o kolejnego brata szybciej! 📚💔
00
Aquiva84

Całkiem niezła

Typowa wattpadowa historia do przeczytania na wieczor szału nie robi ale poczytać można :)
00



Monika Kondas

Cassian. #2

Bracia Torrino

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci

jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym

lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo

do prawdziwych postaci — żyjących obecnie lub w przeszłości — oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest czysto przypadkowe.

Redaktor prowadzący: Justyna Wydra Projekt okładki: Justyna Knapik

Zdjęcie na okładce wykorzystano za zgodą Shutterstock.

Helion S.A.

ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice

tel. 32 230 98 63

e-mail: [email protected]

WWW: editio.pl (księgarnia internetowa, katalog książek)

Drogi Czytelniku!

Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres

editio.pl/user/opinie/cas2bt_ebook

Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.

ISBN: 978-83-289-3758-1

Copyright © Helion S.A. 2026

Kup w wersji papierowejPoleć książkę na Facebook.comOceń książkę
Księgarnia internetowaLubię to! » Nasza społeczność

Prolog

Luna

W swoim życiu pokochałam cztery razy.

Pierwsza była miłość do muzyki. Zaczęłam uczyć się grać w wieku trzech lat i grałam także po tym, jak wyszłam za mąż. Dzięki muzyce potrafiłam się uspokoić, była dla mnie formą terapii, kiedy moi rodzice skakali sobie do gardeł. Grałam nawet wtedy, gdy palce miałam zdarte do krwi, bo tylko to mi pomagało.

Jako druga przyszła miłość do mojego męża. Chociaż był ode mnie o piętnaście lat starszy, kochałam go najmocniej na świecie. Już kiedy pierwszy raz go zobaczyłam, poczułam, że będę z nim szczęśliwa. Wierzyłam w to do czasu, gdy zamiast miłości, której oczekiwałam, dostałam z jego strony upokorzenie. Mimo to kochałam go coraz bardziej i nieważne, jak się starałam, nie mogłam przestać. To było chore, ale moje serce biło tylko dla niego.

Jako trzecia rozkwitła we mnie miłość do moich pasierbów: Lorenza i Luciana. Mieli po czternaście lat, kiedy wyszłam za ich ojca. Mogliby być moimi braćmi. Lorenzo od razu mnie polubił, z Lucianem było inaczej. Traktował mnie jak gościa w swoim domu i ignorował wszelkie przejawy dobroci z mojej strony. Z czasem jednak jego stosunek do mnie się zmienił i to sprawiło, że poczułam się jak w rodzinie.

Czwarta i ta, która mnie złamała, była miłość do moich nienarodzonych dzieci. Chciałam ich za wszelką cenę, dlatego uciekłam się do podstępu, wiedząc, że mąż nigdy świadomie mi ich nie da. Bez jego wiedzy odstawiłam tabletki i się udało. Zaszłam w ciążę, z której się cieszyłam, i dbałam o swoje maleństwa z całych sił.

Moja radość trwała do czasu, gdy w szpitalu usłyszałam słowa, które mnie złamały. Pojęłam, co to znaczy stracić największy skarb. W tamtym momencie zrozumiałam, jak czują się matki, które utraciły cząstkę siebie. Ból. Cierpienie. Rozpacz. To stało się nagle i nawet Cassian nie mógł nic poradzić.

W chwili, gdy myślałam, że ani mnie, ani moich bliskich nie spotka już nic gorszego, nasza rodzina ponownie została wystawiona na próbę.

Rozdział 1

Luna

Cztery lata temu

Odkąd pamiętałam, uczyłam się grać na pianinie, ale byłam pewna, że miłość do muzyki zrodziła się we mnie jeszcze wcześniej. Ojciec nienawidził mojej pasji. Mówił, że do niczego się nie nadaję i lepiej, żebym dała sobie spokój z dalszą nauką. Potrafił zabić we mnie radość z życia, ale tej jednej rzeczy – muzykowania – nie pozwoliłam sobie odebrać.

Kiedy grałam, nie myślałam o tym, jak bardzo go nienawidziłam i jak bardzo czekałam, aż mnie komuś odda. Nie dlatego, że pragnęłam wyjść za mąż, ale dlatego, że było mi to potrzebne. Potrzebowałam wyrwać się z domu rodzinnego, nawet jeśli miałam zostać uwięziona w innym. Chciałam po prostu nigdy więcej nie oglądać ojca. Przecież nigdzie nie mogło być gorzej niż tu, w miejscu, gdzie byłam przestawiana z kąta w kąt niczym niepotrzebny mebel.

Matki wcale nie było mi żal – nawet gdy widziałam siniaki na jej rękach, twarzy czy nogach. Nie wiedziała, w którym momencie przestać walczyć z mężem, a to jeszcze bardziej go rozsierdzało. Bił ją tylko wtedy, kiedy nie mógł z nią wytrzymać. Była uwięziona tak samo jak ja, ale ja przynajmniej nie zatraciłam się w swoim nieszczęściu.

Ona potrafiła tylko wydawać pieniądze i upijać się do nieprzytomności, zapominając o moim istnieniu. O córce, która pragnęła jej miłości, a dostawała wyłącznie wieczne pretensje i wymagania. Nie umiałam zrozumieć, jak można tak bardzo nienawidzić własnego dziecka. Kiedy na nią patrzyłam, na jej twarzy widziałam tylko obojętność. Starałam się być dobra i posłuszna, ale gdzieś po drodze pojęłam, że nie miało to najmniejszego sensu. Nieważne, co robiłam, zawsze coś było nie tak.

– Luno, ojciec prosi cię do gabinetu. – Matka stanęła w drzwiach, patrząc na pianino, jakby miała zaraz zwymiotować.

Ona też nie rozumiała mojej miłości do muzyki, ale nie chciałam jej tego tłumaczyć po raz kolejny, skoro wiedziałam, że i tak nic do niej nie dotrze.

– Już idę. – Zamknęłam klapę tak delikatnie, jakby była z porcelany, i pogładziłam ją jak najcenniejszy skarb. Obiecałam sobie i instrumentowi, że za chwilę wrócę.

Podniosłam się z miejsca i ruszyłam w ślad za matką. Lekko zataczała się na boki, co wskazywało, że była już po swojej codziennej dawce pocieszacza, innymi słowy: wypiła kilka kieliszków wina. Obcasy jej szpilek stukały w nierównym tempie na granitowej posadzce. Choć starała się utrzymywać równowagę, nie do końca jej to wychodziło. Podparła się ręką o ścianę, ale brnęła dalej do przodu. Prawie wybuchnęłam gorzkim śmiechem, gdy patrzyłam na to, jak usiłuje zachować pozory normalności.

W całym domu panował tak wielki przepych, że aż nie mogłam na to patrzeć, choć po latach mieszkania wśród wartych setki tysięcy mebli, ozdób i obrazów powinnam była się przyzwyczaić. Miałam ochotę potłuc te wszystkie wazy, kryształy i figurki w drobny mak, ponieważ niezwykle mnie one irytowały. Moi rodzice cenili sobie władzę i pieniądze – a ich władza została bardzo ograniczona po tym, jak donem został Christopher Torrino. Dla mojej rodziny, a zwłaszcza dla jednego jej członka, który był ciągle nadzorowany i sprawdzany, wiele się zmieniło. I to nie na lepsze.

Nic dziwnego jednak, że ojciec był pod stałą kontrolą. Wiedziałam, do czego był zdolny, i zdziwiłam się, że don nic z tym nie zrobił. Te jego ukryte interesy i rozmowy z różnymi ludźmi powinny przecież zostać zauważone. Tym bardziej że ojciec działał za plecami swojego szefa, którego powinien był słuchać. Miałam pewność, że prędzej czy później to wszystko się na nim odbije, ale liczyłam, że wtedy mnie już tutaj nie będzie. Nie chciałam odpowiadać za jego głupie decyzje.

Drzwi do gabinetu ojca stały otworem, dlatego od razu wkroczyłyśmy tam z matką. Oczywiście musiałyśmy zapukać, bo jak mogłybyśmy wejść bez tego. Ojciec spojrzał na mnie znad papierów, które czytał, po czym odchylił się na oparcie fotela.

Przełknęłam nerwowo ślinę. Zawsze jak tak robił, wybuchała między nami awantura, a raczej on krzyczał, ja słuchałam. Usiadłam na krześle, wyprostowałam plecy, wzrok zatrzymałam na ojcu, a ręce ułożyłam na kolanach tak, jak mnie uczono. Matka w tym czasie podeszła do barku, wzięła w dłoń karafkę i zaczęła nalewać sobie whisky. Ręka jej się zatrzęsła, przez co wylała trochę alkoholu na biały dywan.

– Marcella, do cholery! – krzyknął na nią ojciec, a jego twarz zrobiła się cała czerwona ze złości.

– Nie krzycz, to tylko dywan. – Machnęła niedbale ręką i przysiadła na brzegu biurka.

– Możesz go w takim razie wyczyścić – zażądał od niej. – Na kolanach.

– Oczywiście, kochanie, zaraz to zrobię – odpowiedziała opryskliwie, a ojciec zacisnął mocno szczękę.

Roześmiałabym się, gdyby nie to, że jakbym to zrobiła, zapewne dostałabym w twarz. Dlatego starałam się nie pokazać, jak ta sytuacja mnie rozbawiła.

– Masz godzinę. – Najwyraźniej nie chciał się z nią kłócić, a to dowodziło, że coś innego było dla niego ważniejsze niż ona.

Po tej wymianie zdań oboje skierowali wzrok na mnie. Wyglądali jak sępy, które zwietrzyły padlinę, i zapewne tak było. Ich przeszywające spojrzenia sprawiały, że zdenerwowałam się jeszcze bardziej, a miałam być spokojna.

– Luno, znaleźliśmy ci męża – oświadczył mój ojciec, czekając, jak zareaguję, i ciesząc się z tego, co przygotował.

W pierwszej chwili miałam ochotę podskoczyć z radości, a w następnej w myślach strzeliłam sobie w twarz. Oni żerowali na moich uczuciach i gdyby tylko zobaczyli, że się cieszę, od razu zerwaliby zaręczyny. Dla nich liczyło się to, żebym cierpiała. Nie kochali mnie i okazywali mi to na każdym kroku. Nieważne, jak dobrze się zachowywałam, nie byłam chłopcem, którego chcieli. Urodziłam się, a podczas porodu mojej mamie wycięto macicę, więc nie mogła mieć więcej dzieci.

Byłam świadoma tego, co do mnie czuli, ponieważ nawet się z tym nie kryli. Kiedy chciałam spędzić czas z tatą, bo jako dziecko tak go nazywałam, on po prostu krzyczał, że mam się wynosić, i zamykał mi drzwi przed nosem. Matka już wtedy zaczęła nadużywać alkoholu. Początkowo, gdy upijała się do nieprzytomności, siedziałam przy jej łóżku, pilnując, aby nic się jej nie stało, ale i to w końcu się zmieniło. Kiedy miałam jedenaście lat, dotarło do mnie, że tylko ja ich kochałam, a oni mieli mnie gdzieś, i wtedy sobie obiecałam, że nigdy więcej nie obdarzę ich żadnym ciepłym uczuciem. Ten stan utrzymywał się do dziś.

– Rozumiem – powiedziałam opanowanym głosem. – Kto to?

W myślach analizowałam listę nazwisk nieżonatych mężczyzn w wieku od osiemnastu do trzydziestu lat, ale nie za wiele mi to dało. Było ich tylu, że nie potrafiłam zliczyć, jednak większość z nich miała już narzeczone albo ktoś został im obiecany. Ojciec nie oddałby mnie byle komu, bo cenił sobie koneksje i wpływy, więc nie miałam pojęcia, co wymyślił.

– Cassian Torrino.

W tej chwili całe moje szczęście wyparowało, a na twarzy z pewnością pojawił się strach.

Wiedziałam bardzo dobrze, kim byli członkowie rodziny Torrino. Wiedziałam, jakie zajmowali stanowiska, co zrobili, bo o tym było bardzo głośno, słyszałam wiele o Cassianie. Był mężczyzną po trzydziestce i miał dwóch synów prawie w moim wieku. Mogliby być moimi braćmi.

Rodzina Torrino rządziła naszą famiglią twardą ręką i likwidowała każdego, kto jej zagrażał. Każdy się ich bał, nie bez powodu. Christopher Torrino zyskał przydomek „diabła” przez swoje działania. Chodziły pogłoski o tym, co zrobił ludziom, którzy z nim zadarli, i co z nich zostawało, a raczej: ile z nich zostawało. Nigdy nie miałam odwagi, aby podejść do niego i się przekonać, czy naprawdę jest taki straszny, jak mówią, ale w głębi serca żywiłam nadzieję, że kiedyś zrobi to, o co go posądzano, z moim ojcem. Takie niewielkie marzenie.

– Widzę, że jesteś zadowolona. – Ojciec nie przebierał w słowach, perfidnie się do mnie uśmiechając.

Był świadomy, jaki los mi zgotował, i to go cieszyło. Wiedział, że z Cassianem Torrino nie będę miała łatwego życia.

– Ojcze, ale to… – Nie potrafiłam opanować strachu, choć bardzo się starałam.

– Twój przyszły mąż, który pojawi się u nas w sobotę na kolacji. Będziesz się uśmiechać i traktować go jak najlepiej, bo inaczej pożałujesz. – Jego ton jasno wskazywał, co mnie czeka, jeśli zrobię coś nie tak.

Ze strachu zaczęły mi się trząść dłonie, czułam, że także moje ciało drży. Oczami wyobraźni widziałam niewyraźną sylwetkę tego mężczyzny i myślałam o tym, że będę musiała się z nim spotkać. To było głupie – liczyć, że ojciec odda mnie komuś w moim wieku. Jak widać, rzeczywistość mnie dopadła. Po raz kolejny zrobił wszystko, aby moje życie było pełne strachu.

– Oczywiście, ojcze. – Podniosłam się ze swojego miejsca, trzęsąc się jak osika, choć starałam się zachować pozory normalności.

– Siadaj, jeszcze nie skończyłem! – podniósł głos.

Posłusznie ponownie usiadłam na krześle, co najwyraźniej poprawiło mu humor. Lubił, jak ludzie robili to, co im kazał, zwłaszcza gdy robiła to matka. Uwielbiał testować jej granice, które zacierały się z każdym dniem.

– Pojedziesz z matką na zakupy. Masz wyglądać jak najlepiej. Tak, żeby Cassian zobaczył w tobie kobietę, której nie można się oprzeć – stawiał kolejne wymagania.

– Czyli mam wyglądać jak dziwka – wtrąciłam, nie mogąc się pohamować.

– Nie prowokuj mnie. – Uderzył dłonią w stół.

– Sama się nią zajmę. – Matka starała się wejść pomiędzy nas. Nie po to, aby mnie chronić, ale po to, żeby po prostu nie musieć dłużej na niego patrzeć.

– Zejdźcie mi z oczu. Obie. – Machnął na nas ręką, jakby odganiał natrętne muchy.

Ponownie podniosłam się ze swojego miejsca i tym razem ojciec mnie nie zatrzymał. Wyszłam z jego gabinetu i skierowałam się prosto do swojej sypialni. Po tym, co usłyszałam, nie miałam najmniejszej ochoty grać dalej na pianinie. Gdybym spróbowała, mogłabym je uszkodzić.

Weszłam szybko po schodach, wiedząc, że tym sposobem będę mogła chociaż przez chwilę odetchnąć od obecności matki. Byłam pewna, że dotarcie do mnie trochę jej zajmie, sądząc po tym, jak zataczała się w drodze z gabinetu. Liczyłam, że ponieważ uraczyła się jeszcze kilkoma łykami alkoholu, zapomni o tym, co się wydarzyło, i po prostu pójdzie spać.

Po wejściu do pokoju od razu usiadłam na parapecie przekształconym w siedzisko. W rękach zaczęłam miętolić coś w rodzaju koca wykonanego z wielokolorowego materiału, jakby miało mi to pomóc. Nie uspokoiło mnie to ani trochę.

Do spotkania z moim przyszłym narzeczonym pozostały trzy dni. Miałam nadzieję, że w ich trakcie ojciec zmieni zdanie, bo nie wyobrażałam sobie, że wejdę do rodziny Torrino. Rodzice zabierali mnie na niektóre wyprawiane przez nich przyjęcia, ale nie spotkałam na nich Cassiana. Za to byli tam don Alessio i don Christopher. Ten drugi rok temu przejął władzę po ojcu i bardzo dobrze sobie radził, jeśli wierzyć opowieściom o nim.

Jego brat, Cassian, był jak cień. Żona don Alessia zmarła wiele lat temu, a kilka miesięcy później jej los podzieliła żona Cassiana. Od tej pory mój przyszły mąż sam wychowywał dwóch synów. Pomimo swojego wieku miał powodzenie wśród kobiet, ale żadną nie zainteresował się na dłużej. Zastanawiało mnie, kto wyszedł z inicjatywą naszego małżeństwa – on czy mój ojciec.

– Nic nie wymyślisz. Ojciec uparł się na ten ślub i nie odpuści tak łatwo. – Matka opierała się o drzwi z jedną ręką na framudze i szklanką z alkoholem w drugiej.

Zastanawiałam się, skąd ją wzięła, bo gdy wychodziłyśmy z gabinetu, nie miała jej w dłoni.

– Wcale o tym nie myślę.

– Kłamać też nie umiesz, a to źle. – Wskazała na mnie lekko drżącym palcem. – Ten świat cię pochłonie, jak nie będziesz potrafiła walczyć o swoje.

– Tak jak ty? – zapytałam z przekąsem.

Pouczała mnie, a sama nie walczyła o swoje życie. Łatwo było kogoś oceniać, ale może zaczęłaby od siebie i swojej godności, która codziennie była deptana.

– Nie wiesz, o czym mówisz. – Wyprostowała się, machając dłonią i rozlewając alkohol.

Patrzyłam, jak kropelki lądują na panelach, jednak nie ruszyłam się, żeby je wytrzeć. Postanowiłam, że zajmę się tym, kiedy matka wyjdzie, bo nie znosiłam tego zapachu unoszącego się w powietrzu.

– Naprawdę? – Podniosłam się ze swojego miejsca i stanęłam przodem do niej. – Kiedy byłaś trzeźwa i myślałaś? Kiedy powiedziałaś, co naprawdę myślisz? Kiedy zrobiłaś coś, bo tego chciałaś? – wymieniałam z wyrzutem.

Pytania zawisły między nami jak chmura gradowa. Żadna nie planowała odpuścić i zerwać kontaktu wzrokowego. Matka wiedziała jednak, że mam rację, i to ją drażniło. Nie sprawowała kontroli nad własnym życiem i nad tym, ile piła. Wpadła w nałóg i tylko krok dzielił ją od zapicia się na śmierć.

– Kiedyś to zrozumiesz. Jak będziesz miała własną rodzinę i dzieci – rzuciła mi w twarz i jako pierwsza odwróciła głowę.

Opuściła moją sypialnię przygarbiona, jakby moje słowa ją złamały, choć powiedziałam tylko prawdę, a ona dobrze o tym wiedziała. Najwyraźniej nie mogła się z tym pogodzić, dlatego tak po prostu odpuściła. Odczekałam kilka chwil, a kiedy się upewniłam, że odeszła, zamknęłam za nią drzwi i oparłam się o nie z westchnieniem.

***

Minęły trzy dni, a ja nie wymyśliłam sposobu na odwleczenie kolacji zaręczynowej. Rodzice zaprosili całą rodzinę i teraz nie miałam wyjścia. Nie chciałam zawieść bliskich, a zwłaszcza mojej cioci, która była siostrą mamy i jej kompletnym przeciwieństwem.

Matilde była podobna do mnie i może dlatego tak dobrze się dogadywałyśmy. Uwielbiała muzykę i wszystko, co z nią związane, ale po wypadku, jakiego doznała, nie mogła już grać. Częściowo straciła władzę w prawej ręce, a przez to nie była w stanie ułożyć odpowiednio palców na klawiszach. To ona zaszczepiła we mnie miłość do muzyki klasycznej. Obie kochałyśmy ją całym sercem. Może dlatego uwielbiałam, kiedy przyjeżdżała, dzwoniła, a nawet zabierała mnie do siebie.

Spoglądałam na swoje odbicie w lustrze i na tę absurdalnie czerwoną sukienkę, której nie powstydziłaby się niejedna prostytutka. Opięta na piersiach, brzuchu i pupie, sprawiała, że miałam ochotę zapaść się pod ziemię, a do tego była bez ramiączek, co utrudniało jej noszenie. Gdybym zrobiła za duży krok, rozerwałaby się wpół i byłoby widać mój tyłek. Matka kupiła ją specjalnie na życzenie ojca, ale chyba nie zdawała sobie sprawy, w jakim świetle postawi mnie włożenie takiej kreacji. Zresztą nie tylko mnie, oni także nie wypadali przez to najlepiej. Czułam, jak pod powiekami zbierają mi się łzy, ponieważ nie chciałam się pokazać w takim stroju.

– Widzę tu wpływ twojego ojczulka. – Ciocia Matilde pojawiła się niespodziewanie w pokoju, jakby wyczuła moje emocje.

Siostra mamy miała szyk i styl. Podziwiałam to, jak potrafiła się ubrać – zawsze odpowiednio do okazji, nawet zbytnio się nie starając. Teraz też wzbudziła mój zachwyt. Stała tuż za mną, widziałam w lustrze jej kremową sukienkę, która idealnie podkreślała kształty, a że ciocia uwielbiała ćwiczyć, było na co popatrzeć. W dodatku, choć była po czterdziestce, na jej twarzy nie dało się zauważyć ani jednej zmarszczki, a ciemnobrązowe włosy upięte w niedbały kok dodawały jej uroku. Wyglądała niczym prawdziwa dama.

– Co za wstyd – wyszeptałam, czując, że za chwilę wybuchnę płaczem.

– Nie załamuj się. Myślisz, że zostawiłabym cię z tym samą? – Uśmiechnęła się tajemniczo. – Znam twoich rodziców, zrobią wszystko, aby się pokazać, nawet jeśli oznacza to upokorzenie ciebie.

– Co? – Odwróciłam się na swoich niebotycznie wysokich szpilkach i dopiero wtedy uzmysłowiłam sobie, że ciocia trzyma w dłoni pokrowiec.

– Dla ciebie, z okazji urodzin, które były jakiś czas temu. Nie mogłam przyjechać, bo twój ojciec na to nie pozwolił, ale teraz zamierzam mu dopiec. – Jej oczy świeciły się jak ogniki.

Właśnie taka była ciocia Matilde. Zrobiłaby wszystko, żebym czuła się szczęśliwa. Tylko ona mnie pocieszała, kiedy ojciec miał pretensje o grę na pianinie. To ona mnie motywowała do dalszej nauki i rozwijania się. Ona, a nie matka, która była matką jedynie z nazwy. Kiedy było mi źle, wyobrażałam sobie, że to ciocia jest moją mamą i kocha mnie nad życie. Tak rekompensowałam sobie rzeczywistość.

– Kocham cię. – Podbiegłam do niej, dziękując raz za razem.

Tylko ona zdawała sobie sprawę z tego, jak wyglądało moje życie i jak ciężko było wytrzymać z moimi rodzicami. Widziała niejedno podczas pobytów u nas i czasami miała ochotę mnie stąd zabrać. Mówiła mi o tym, ale dobrze wiedziałyśmy, że to nie mogło się wydarzyć. Pomimo że rodzice mieli mnie gdzieś, nigdy by na to nie pozwolili. Zwłaszcza że najwyraźniej miałam im się przydać do realizacji ich własnych celów.

– No już, już. – Pogładziła mnie po głowie. – Weź to i idź się przebrać.

Wcisnęła mi do ręki pokrowiec i popchnęła mnie w stronę łazienki. Z uśmiechem na ustach weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Od razu zrzuciłam z siebie tę niedorzecznie skandaliczną sukienkę, a także szpilki, w których zapewne połamałabym nogi, i po prostu wepchnęłam to wszystko do worka na śmieci.

Za nic nie włożyłabym czegoś takiego na żadne wyjście, a co dopiero na przyjęcie zaręczynowe, na którym miałam poznać swojego przyszłego męża. Moi rodzice chyba oszaleli, jeśli myśleli, że w takim stroju mogłabym mu się spodobać. Wymagano od nas, abyśmy się nosiły z klasą, abyśmy zawsze były grzeczne i ułożone, a co najważniejsze, godnie reprezentowały swoją rodzinę. Wygląd dziwki na pewno nie byłby dobrze odebrany.

Wyciągnęłam z pokrowca prezent od cioci i nie mogłam uwierzyć w to, co miałam przed oczami. Wprost zaparło mi dech na widok pięknej złotej sukni o klasycznym kroju. Miała cienkie ramiączka, sięgała mi do kostek, a rozcięcie z boku dodawało jej elegancji.

To był właśnie mój styl, ale czy ktoś kiedykolwiek spytał mnie o to, w co lubię się ubierać? Oczywiście, że nie, bo najwyraźniej rodzice wiedzieli lepiej ode mnie. Włożyłam suknię, zrobiłam kilka kroków w tył i zaczęłam przyglądać się sobie w niewielkim lustrze. Chociaż nie widziałam całej swojej sylwetki, potrafiłam stwierdzić, że ta kreacja idealnie do mnie pasuje.

– I jak? – Z wielkim uśmiechem na ustach wyszłam z łazienki.

Ciocia stała w tym samym miejscu co wcześniej. Okręciłam się dookoła własnej osi, czując, jak materiał ociera się o moje nogi i wiruje pod wpływem moich ruchów.

– Idealnie, ale brakuje jeszcze jednego. – Mrugnęła do mnie i wyciągnęła w moją stronę cudowne złote sandałki wiązane na kostkach.

Przetarłam oczy ze zdumienia, ponieważ było to tak nierealne, ale kiedy wzięłam w dłonie buty, które idealnie pasowały do sukienki, poczułam, że nie śnię. Kilkoma sprawnymi ruchami włożyłam je na stopy i zapięłam.

– Dziękuję – powiedziałam raz jeszcze, nie mogąc opanować wzruszenia.

– No nie płacz mi tu. – Trzepnęła mnie delikatnie w ramię i z uśmiechem na ustach pociągnęła w kierunku łóżka. Bezceremonialnie popchnęła mnie na nie, więc usiadłam. – Musimy jeszcze do końca cię wyszykować, kochanie, żebyś prezentowała się jak prawdziwa gwiazda.

Nie wiedziałam, co wymyśliła, jednak postanowiłam poddać się wszystkim zabiegom, bo ufałam jej bezgranicznie. Tylko jej zależało na tym, abym wyglądała jak najlepiej. Zostało nam trochę czasu, a ciocia miała ochotę zaszaleć, więc jej na to pozwoliłam. Siedziałam sobie beztrosko na łóżku, kiedy ona skakała wokół mnie podekscytowana.

Z przymkniętymi powiekami słuchałam jej trajkotania. Opowiadała, jak to wujek postanowił jakiś czas temu ją zaskoczyć i zabrał ją na noc horrorów do kina. Zaśmiałam się, ponieważ wiedziałam, że ona cieszyła się z takich atrakcji, ale jej druga połówka niekoniecznie gustowała w tego typu filmach. Uwielbiałam słuchać historii z życia cioci, ponieważ każda z nich była przepełniona uczuciami, jakimi Matilde darzyła swojego męża. Właśnie tak wyobrażałam sobie swój związek. Teraz nie było na to szans, ale mimo to miałam nadzieję, że kiedyś, może za kilka lat, uda mi się stworzyć z moim przyszłym narzeczonym coś na kształt tego, co mieli oni.

W końcu przebrana, wymalowana i uczesana zeszłam na dół do gości. Matilde prowadziła mnie pod ramię. W pomieszczeniu zebrał się niemały tłum, jednak nie wszyscy byli z naszej rodziny. Zauważyłam kilka nieznajomych twarzy, zapewne ze strony rodziny Torrino. Słyszałam gwar rozmów i czułam na sobie te wszystkie spojrzenia, oceniające i doszukujące się we mnie jakiejkolwiek wady. Starałam się udawać, że mnie to nie rusza, choć było całkowicie przeciwnie. Nienawidziłam być w centrum zainteresowania, a teraz miałam tego aż w nadmiarze.

Wśród zebranych zobaczyłam rodziców, którzy zmierzali w moją stronę z niezadowolonymi minami. Ojciec był raczej wściekły, zapewne nie przewidział pojawienia się ciotki z pięknym prezentem. Cieszyłam się, że po moim telefonie udało jej się przyjechać, ponieważ potrzebowałam jej wsparcia jak niczego innego na świecie. Ja nie potrafiłam przeciwstawić się rodzicom, ale wiedziałam, że ona nie będzie miała skrupułów i o mnie zawalczy.

Podniosłam wysoko głowę, nie pokazując po sobie strachu. Unormowałam oddech i przygotowałam się na starcie.

– Co to ma być?! – syknął ojciec, spoglądając na moją sukienkę, jakby była ona co najmniej nieodpowiednia dla mnie.

– Czyż nie jest piękna? – wtrąciła się Matilde, dotykając mojego ramienia w geście wsparcia. – Pomyślałam, że Luna nie ma odpowiedniej sukienki, i stwierdziłam, że spodoba jej się to, co dla niej przygotowałam. Teraz wygląda idealnie.

Rodzice przenieśli na nią wzrok, jakby wiedzieli, o co jej tak naprawdę chodziło, jednak nie chcieli wzbudzać sensacji. Ciocia uśmiechnęła się do nich, nic sobie nie robiąc z tego, że ojciec był coraz bardziej wściekły. Jej odwiedziny zawsze wiązały się z chęcią zobaczenia mnie, ale uwielbiała też prowokować moich rodziców, którzy za nią nie przepadali. Nie mogli jednak zabraniać jej wizyt ze względu na wujka Antonia, męża cioci, który miał o wiele większe wpływy od mojego ojca.

Matilde, wychodząc za Antonia, wżeniła się w bogatą rodzinę, a wujek ją kochał. Nie mieli dzieci, dlatego wszystkie swoje matczyne uczucia ciocia przelewała na mnie. Wujek wiedział, że jego wybranka jest po wypadku, w wyniku którego nie będzie mogła zajść w ciążę, ale mu to nie przeszkadzało. Kiedy ją poznał, oświadczył, że tylko ona może zostać jego żoną, i zaledwie dwa miesiące później wzięli ślub. To była piękna historia, pokazująca, jak wielką miłością mogą obdarzyć się dwie osoby.

– Jesteś piękna, kochanie. – Wujek Antonio podszedł do nas, jakby wyczuwając napięcie wiszące w powietrzu. Pocałował mnie w policzek i obejrzał z góry na dół, nie przestając się uśmiechać. – Nie mogę uwierzyć, że tak wyrosłaś.

– A ja nie mogę uwierzyć, że ciągle wyglądasz tak samo, zupełnie się nie starzejesz. – Posłałam mu czuły uśmiech.

– Jestem nieśmiertelny. – Mrugnął do mnie.

Dlaczego to oni nie mogą być moimi rodzicami, pomyślałam, kierując to pytanie do Najwyższego. Ciocia i wujek mieli wszystko, czego najbardziej w swoim życiu potrzebowałam. Byli czuli, mili, opiekuńczy i, co najważniejsze, kochali mnie, jakbym była ich rodzoną córką, a nie zbędnym balastem czy kulą u nogi.

– Doprawdy, Basilio, twoja córka jest przepiękna.

Don Alessio i członkowie jego rodziny zatrzymali się naprzeciwko nas. Momentalnie uciekłam wzrokiem ku tej jednej osobie. Cassian Torrino – zastępca brata i mężczyzna, którego miałam poślubić – miał tak znudzony wyraz twarzy, że najpewniej chciał być gdziekolwiek indziej, byle nie tutaj.

Wysoki, ciemnowłosy i ciemnooki, z wypracowanymi mięśniami widocznymi pod opinającym je garniturem. Gdy skanowałam jego ciało, moje serce przyśpieszało coraz bardziej z każdą sekundą.

Wyczuł na sobie moje spojrzenie i zwrócił się ku mnie, a to, co zobaczyłam w jego oczach, sprawiło, że aż straciłam dech. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, a jakaś dziwna siła zaczęła mnie popychać w jego kierunku.

– Przystojniak – wyszeptała mi do ucha ciocia, wywołując tym uśmiech na mojej twarzy.

Moi rodzice byli niczego nieświadomi, jednak on wręcz przeciwnie, ponieważ w dalszym ciągu nie spuszczał ze mnie spojrzenia.

– Don Alessio, don Christopherze, Cassianie… – zaczął mój ojciec z nerwowym uśmiechem, którego bym się po nim nie spodziewała.

Jak widać, był ktoś, kogo się bał.

Aura władzy i potęgi, jaka towarzyszyła mężczyznom z rodziny Torrino, wymuszała szacunek i podporządkowanie. Sporo osób, gdyby mogło, zaczęłoby lizać im buty, w tym także mój ojciec. To dowodziło, jak dwulicowi potrafią być ludzie, skoro przy innych okazywali posłuszeństwo, a w swoim własnym domu odkrywali prawdziwą twarz. Zastanawiałam się, czy którykolwiek z obecnych wiedział, że zachowanie mojego ojca to tylko pozory, czy po prostu on nie był dla nich na tyle ważny, aby zawracali sobie tym głowę.

– Przejdźmy do konkretów – przerwał mu Christopher, wyraźnie zirytowany, posyłając bratu znaczące spojrzenie.

Czyli nie tylko ja miałam dość tego cyrku.

Cassian jak na komendę podszedł do mnie, a tuż za nim podążyli jego synowie, którzy przyglądali mi się z wielkim zaciekawieniem. Jeden z nich nieznacznie się uśmiechnął, jakby starał się dodać mi otuchy, drugi z kolei zmrużył oczy w zamyśleniu, jakby chciał mnie rozszyfrować. Na pierwszy rzut oka byli tacy sami, ale z każdą kolejną chwilą różnica między nimi stawała się dla mnie coraz lepiej widoczna. Dostrzegłam ją w sposobie, w jaki stali czy spoglądali na innych ludzi.

– Luno, chciałbym prosić o twoją rękę. – Beznamiętny głos przyszłego narzeczonego przenikał moje ciało, sprawiając, że aż cierpłam ze strachu.

Powiedział to wręcz prostacko. Zastanawiałam się, czy nie mógł po prostu okazać mi trochę zrozumienia. Z tego, co zdążyłam zauważyć, on też nie chciał tego związku, ale nie mieliśmy wyjścia, więc mógł pokazać trochę kultury.

Najwyraźniej nie miałam co liczyć na ciepłe uczucia, więc tak jak mnie nauczono, kiwnęłam nieznacznie głową, posłałam mu delikatny uśmiech i wyciągnęłam w jego stronę lewą dłoń, na palcu której po chwili znalazł się pierścionek zaręczynowy. W momencie, gdy nasze dłonie się spotkały, przeskoczył pomiędzy nami jakiś dziwny prąd. Dotarł wprost do mojego serca, wprawiając je w szaleńczy rytm.

Właśnie wtedy sobie uzmysłowiłam, że chociaż w ogóle nie znałam Cassiana, wystarczył mi tylko rzut oka w jego kierunku, abym się nim zauroczyła. To było głupie i szczeniackie, jednak nie mogłam pohamować swoich uczuć. Nawet pomimo tego, w jaki sposób mnie potraktował.

Podczas przyjęcia przyjmowałam gratulacje od zebranych, a jedyne, o czym myślałam, to on. Kiedy wydawało mi się, że wyjdzie, zrobił coś całkowicie innego – podszedł i poprosił mnie do tańca. Wtedy całkowicie przepadłam. W jego ramionach czułam się tak, jakbym zyskała nowe życie, i plan, żeby zniszczyć to narzeczeństwo, wyparował mi z głowy.

Rozdział 2

Luna

Trzy lata temu

Nadszedł dzień moich osiemnastych urodzin. Po raz ostatni widziałam się ze swoim narzeczonym ponad dziesięć miesięcy temu i od tamtej pory unikał kontaktu ze mną, zupełnie jakbym dla niego nie istniała. Rodzice byli z tego powodu bardzo niezadowoleni, ale nic nie mogli poradzić. Gdyby się poskarżyli, źle by to wyglądało w oczach pozostałych członków rodziny Cassiana. Czasami myślałam, że obawiali się zerwania zaręczyn i przez to wyżywali się na mnie.

Nie uderzyli mnie ani razu, ale wielokrotnie okazywali niezadowolenie, krzyczeli, a ojciec czasem rzucał przedmiotami. Raz o mało nie doszło do tragedii, kiedy matka przez przypadek weszła mu w drogę. Na szczęście popielniczka jedynie ją drasnęła i nabiła jej niewielkiego guza. Po każdej takiej sytuacji czułam się coraz gorzej i tylko jedna myśl sprawiała, że pozostawałam w pełni władz umysłowych. A mianowicie to, że za rok zostanę żoną Cassiana i na zawsze wyprowadzę się z tego przeklętego domu.

Jedynym warunkiem mojego narzeczonego było to, abym w dniu naszego ślubu miała dziewiętnaście lat. Nie przypadło to do gustu moim rodzicom, ponieważ chcieli mnie oddać już w momencie, w którym na moim palcu wylądował pierścionek. Cassian jednak był bezkompromisowy i nie zgadzał się na żadne ustępstwo w kwestii mojego wieku. Dzisiaj świętowałam. Oficjalnie stałam się pełnoletnia i chociaż powinnam być szczęśliwa, bo teoretycznie mogłam decydować o sobie, tak naprawdę nic się nie zmieniło. Wiedziałam, że dopóki nie wyjdę za mąż, wszelkie decyzje będzie podejmował za mnie ojciec. Został mi rok, tyle byłam w stanie wytrzymać.

– Cześć – odebrałam dzwoniący telefon. Na tę rozmowę czekałam z niecierpliwością od rana.

Amara co roku dzwoniła o tej samej godzinie, co do minuty. Nie wiedziałam, jak to robiła, ale zawsze jej się to udawało, co przyjmowałam z wielkim zaskoczeniem.

Była moją jedyną przyjaciółką w tym świecie i jedyną osobą, na której mogłam polegać. Chociaż nie spotykałyśmy się tak często, jak bym tego pragnęła, nawet te krótkie rozmowy przez telefon wystarczały, abym kompletnie nie zwariowała.

– Sto lat, jubilatko. W końcu masz osiemnaście i jesteś dorosła. Hurra! – wykrzyczała do telefonu, poprawiając mi tym humor.

Od rana słyszałam tylko narzekania, więc jej słowa stanowiły miłą odmianę od tych, których nie chciałam słuchać.

– Dziękuję – odpowiedziałam.

– Jakie plany na wieczór? Może wyskoczymy do klubu? – zapytała.

– Mój ojciec się na to nie zgodzi – przypomniałam jej o tej jednej ważnej kwestii.

– Wcale nie musi wiedzieć – przekonywała mnie dalej. – Przyjedziesz do mnie, przebierzemy się, umalujemy i Enzo zawiezie nas do klubu, gdzie będziemy balować do rana.

Musiałam przyznać, że pomysł był niczego sobie, jednak tym razem to by nie przeszło z jednego konkretnego powodu. Miałam dokładne plany na ten wieczór i nie mogłam ich zmienić, bo ojciec by się wściekł. Ale wizja wyjścia do klubu i zabawy wśród ludzi, jakbyśmy były normalnymi młodymi kobietami, była wielką pokusą.

– Nie mogę – wyjęczałam. – Cassian ma przyjść i zabrać mnie na kolację.

– Szczęściara – westchnęła jak zakochana nastolatka.

– Chcesz się zamienić? – zapytałam. – Przez prawie rok nawet o mnie nie pomyślał, a teraz zachciało mu się gdzieś mnie zabierać – wyznałam z pretensją w głosie.

Gdy usłyszałam o tej kolacji, miałam ochotę wyć ze wściekłości. Przez rok mój narzeczony uparcie mnie ignorował. Nie zabierał na bale, imprezy i spotkania towarzyskie ani nie zaprosił na urodziny swoich synów, o których usłyszałam kilka tygodni temu. Zaskoczyło mnie to, bo podobno zaprosił rodzinę i kilkunastu współpracowników, a mnie nie. Swojej przyszłej żony.

Chciałam mu pokazać, że przede mną nic się nie ukryje, i przez ochroniarza podesłałam prezenty dla jego synów z okazji ich trzynastych urodzin. Zaznaczyłam, że ma je dostarczyć tak, żeby Cassian to widział. Pragnęłam się odegrać i miałam nadzieję, że mój narzeczony choć przez chwilę poczuł się jak głupek. Nieźle się ubawiłam, wyobrażając sobie tę scenę, a kiedy ochroniarz ojca wrócił i oświadczył, że zrobił wszystko tak, jak poleciłam, poczułam satysfakcję.

– Teraz jesteś pełnoletnia, więc spokojnie może cię obracać – rzuciła zbereźnie moja przyjaciółka.

– Amaro! – powiedziałam wzburzona, ale kiedy sobie uświadomiłam, że ma rację, zaczęłam się cicho śmiać.

– A nie jest tak? – dopytała.

– Jeśli uważa, że na cokolwiek mu pozwolę, to jest w wielkim błędzie. – Może i był moim narzeczonym i miał do mnie prawo, ale nie zamierzałam dopuścić do tego, by to się wydarzyło. – Niech nie myśli, że może tak sobie wpadać i zachowywać się, jakby był królem świata. Nie ma mowy, że do czegokolwiek pomiędzy nami dojdzie, dopóki nie będę miała obrączki na palcu – zarzekałam się.

– O której macie się spotkać? – W tle usłyszałam szelest przewracanych kartek.

– Czy ty czytasz książkę, jak ze mną rozmawiasz? – zapytałam z niedowierzaniem.

– Nie – odpowiedziała zdecydowanie za szybko, więc wiedziałam, że skłamała.

– Nie udawaj. Znam cię za dobrze.

– Tak. I ty też nie zmieniaj tematu. O której ma po ciebie przyjechać? – zagadnęła na koniec.

– Za… – spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie – …trzy godziny.

– To ja kończę, a ty się szykuj. Pokaż mu, co traci – podpuściła mnie i zanim zdążyłam wymyślić jakąś ripostę, po prostu się rozłączyła.

Jej pomysł był nawet ciekawy. Postanowiłam, że wystroję się tak, by Cassian w końcu przejrzał na oczy i zobaczył, co stracił przez te kilka miesięcy, kiedy zupełnie nie zwracał na mnie uwagi. Zamierzałam mu pokazać, jak przez ten czas wydoroślałam, czego najwyraźniej nie chciał dostrzec. Stojąc w garderobie, spoglądałam na tę jedną sukienkę, którą wstydziłam się włożyć i która była szaleństwem podczas zakupów. Teraz wydawała się idealna na tę okazję.

Perfidny uśmiech pojawił się na mojej twarzy.

Uważaj, Cassianie, nadchodzę.

***

Równo o dwudziestej zeszłam na dół wyglancowana jak najcenniejszy kryształ. Włosy splotłam w misterny warkocz opadający mi na lewe ramię, przez co prawa strona szyi była wyeksponowana i zachęcała do zerkania. Wybrałam krótką sukienkę w odcieniu czerwieni, bo ten kolor przyciągał męskie spojrzenia i ożywiał myśli. Idealnie opinająca piersi, na cienkich ramiączkach, z tyłu podtrzymywana przez trzy cienkie paseczki. Na brzuchu i udach przylegała do mnie jak druga skóra. Do tego włożyłam buty na cieniutkiej szpilce, całe w czerni z czerwonymi podeszwami. Zestaw idealny do pokazania, jak wiele mogę zaoferować. I do zemsty.

Cassian zechce mnie dotknąć, ale będzie musiał się powstrzymać, by nie zachować się niestosownie. Na samą myśl, że coś takiego mogłoby się wydarzyć, na moich ustach pojawił się niewielki uśmiech satysfakcji. Chciałam mu pokazać, że jestem kimś, z kim nie warto zadzierać.

Podtrzymując się jedną ręką barierki, a w drugiej ściskając torebkę, schodziłam powoli na parter. Mogłabym to zrobić szybciej, ale kiedy zauważyłam go stojącego na dole, zapragnęłam, aby zapamiętał ten widok na bardzo długo. Aby odtwarzał go w pamięci raz za razem.

Patrząc wprost na niego, pokonywałam schody. Jego wzrok podążał w górę z każdym moim krokiem, aż w końcu zatrzymał się na twarzy. Wiedziałam, że osiągnęłam swój cel, ponieważ przerwał rozmowę z moim ojcem, kiedy tylko mnie zauważył. A to, jak zastygł, świadczyło o tym, że w przygotowaniach przeszłam samą siebie.

Pierwszy punkt mojego planu został odhaczony. Dalsza część nie była bardziej skomplikowana. Miałam ochotę prychnąć w reakcji na zachowanie Cassiana. Faceci byli tacy przewidywalni. Wystarczyło tylko pokazać im trochę więcej ciała i już przepadali.

– Zaopiekuj się nią. – Ojciec udawał troskliwego rodzica, a tak naprawdę zacierał ręce, bo Cassian chciał mnie gdzieś zabrać.

– Będzie ze mną bezpieczna. Obiecuję – odpowiedział mój narzeczony głębokim głosem, a jego oczy nie mogły przestać lustrować mojego ciała.

Wyciągnął do mnie dłoń, którą od razu ujęłam. Pozwoliłam, żeby wyprowadził mnie z domu, a potem pomógł mi wsiąść do samochodu. Rodzice wyszli za nami i patrzyli na auto, kiedy odjeżdżaliśmy.

Zanim ruszyliśmy, w oczach ojca zauważyłam coś na kształt zamyślenia, ale kiedy nasze spojrzenia się spotkały, od razu się to zmieniło. Zrozumiałam, że chce, bym zrobiła dosłownie wszystko, aby mój narzeczony bawił się dobrze w moim towarzystwie. Zapewne gdyby Cassian postanowił zabrać mnie do łóżka, ojciec nie miałby z tym problemu, bo wtedy nie byłoby już możliwości odwołania zaręczyn. Do tego poziomu jednak nie zamierzałam się zniżać.

Spodziewałam się, że Cassian będzie miał kierowcę, ale przyjechał samochodem sam. I w dodatku usiadł za kierownicą w taki sposób, że nie można było oderwać od niego wzroku. Kiedy zjeżdżaliśmy z podjazdu, w bocznym lusterku zauważyłam czarne auto, które ruszyło w ślad za nami. Najwyraźniej mojemu narzeczonemu towarzyszyła ochrona.

Wnętrze samochodu było luksusowe, i to tak bardzo, że bałam się w nim oddychać. Skórzane siedzenia w białym kolorze z pewnością nie były łatwe do utrzymania w czystości. Nie znałam się na autach, jednak patrząc na to, uznałam, że jest warte niemałą fortunę. Automatyczna skrzynia biegów, klimatyzacja, ogrzewanie siedzeń, tablet, na którym można oglądać filmy, a także wiele guzików, które służyły nie wiadomo do czego.

– Co u ciebie słychać? – odezwał się Cassian po chwili ciszy.

– To samo co dziesięć miesięcy temu – rzuciłam mu wyzwanie i czekałam na jego reakcję.

Może i nie powinnam była się tak do niego zwracać, bo pełnił funkcję zastępcy samego dona, ale dla mnie był narzeczonym. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Wiedziałam, że on będzie musiał bardzo się starać, żeby zyskać mój.

– A u rodziców? – zmienił temat, jakby zadowalała go moja odpowiedź.

– Nie wiem, bo nie rozmawiamy ze sobą za często. Ale możesz ich zapytać… – poprawiłam się na siedzeniu i odwróciłam w jego stronę – …kiedy nas w końcu odwiedzisz.

– Chyba nie jesteście za bardzo zżyci – ciągnął dalej niewzruszony, a ja miałam ochotę wyć.

Najwyraźniej wyprowadzenie go zrównowagi nie będzie tak łatwe, jak na początku przeczuwałam.

– Nie, bo dla nich liczą się tylko pieniądze.

– Tak myślisz? – Jego podniesiona brew zaczynała działać mi na nerwy.

Palcem wskazującym wystukiwał na kierownicy rytm piosenki lecącej w radiu, jeszcze bardziej mnie drażniąc. W przypływie odwagi złapałam go za rękę i ułożyłam ją tak, żeby nie mógł już tego dłużej robić. Nie dałam po sobie poznać, jakie spustoszenie w moim ciele zrobił dotyk jego dłoni. Nawet tak krótki, bo szybko ją puściłam.

– Gdyby tak nie było, znaleźliby mi kogoś w moim wieku – rzuciłam mimochodem.

– Nie jestem taki stary – zaprotestował, zerkając w moim kierunku.

– Twoi synowie są prawie w moim wieku – uzmysłowiłam mu tym, że jednak jest stary.

Nie zamierzałam powiedzieć mu prawdy, że wiek nie ma dla mnie znaczenia, bo nawet go polubiłam. Nie wiedziałam, dlaczego tak się stało, skoro to była pierwsza dłuższa rozmowa, jaką odbyliśmy. Nie wyglądał na swoje trzydzieści trzy lata. Na głowie nie miał ani jednego siwego włosa, a sylwetki pozazdrościłby mu niejeden dwudziestolatek.

– Chcieli ci podziękować za prezenty urodzinowe, ale nie mieli twojego numeru.

Albo mi się zdawało, albo było mu wstyd.

– Nie ma za co. – Machnęłam niedbale ręką, jakby to nic nie znaczyło.

– Przepraszam, że nie zostałaś zaproszona.

– Nie wiem, dlaczego bym miała. Nie jesteśmy rodziną. – Wzruszyłam ramionami, a w duchu wiwatowałam.

O to mi właśnie chodziło, żeby zobaczył, jak to jest być odrzuconym. Nie było to miłe uczucie, zwłaszcza że od małego robili mi to rodzice. Chciałam, by w naszym przypadku było inaczej, i dlatego postanowiłam działać.

– Ale będziemy już niedługo – przypomniał mi.

– Za rok, więc zostało dużo czasu – rzuciłam mu prowokacyjne spojrzenie.

– Nawet nie zauważysz, kiedy to minie. – Uparcie patrzył przed siebie, unikając mojego wzroku.

Nawet się nie zorientowałam, że zatrzymaliśmy się na miejscu. Spojrzałam na wielki budynek oświetlony z każdej strony i jedyne, co mogłam w tej chwili powiedzieć, to że nie była to żadna restauracja. Przez cały czas myślałam, że wybieramy się do restauracji, a on zabrał mnie do filharmonii, w której grali najwięksi wirtuozi muzyki klasycznej.

Poczekałam, aż otworzy dla mnie drzwi i pomoże mi wyjść z samochodu. Z zapartym tchem rozglądałam się wokół, kiedy prowadził mnie do środka budynku. Uwielbiałam muzykę klasyczną i spędzałam wiele godzin na ćwiczeniu swoich umiejętności gry na różnych instrumentach. Zachwycałam się też talentem kompozytorów i wybitnych muzyków. Inspirowali mnie.

Taki na przykład Ludwig van Beethoven, który pomimo tego, że po dwudziestym piątym roku życia zaczął tracić słuch, nadal robił to, co kochał. Kiedy całkowicie ogłuchł, nie zaprzestał komponowania i wykonywania swoich utworów. To był prawdziwy geniusz muzyczny, który pozostawił po sobie niesamowite dzieła. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, jakim cudem funkcjonował bez słuchu, który był kluczowy w tym, co robił.

– Skąd… – Ledwo zapanowałam nad emocjami, kiedy zauważyłam, na czyj koncert właśnie się wybieraliśmy.

Podskoczyłam nerwowo, gdy poczułam, jak dłoń Cassiana splata się z moją. Zauważyłam, że przypatrywał mi się z nikłym uśmiechem. On najwyraźniej był przyzwyczajony do dotykania innych osób, w tym kobiet, ale ze mną było zupełnie inaczej. Nie spotykałam się z mężczyznami, więc nie miałam w tym doświadczenia. Jednak to, co robił, wydawało mi się niezwykle miłe.

– Mam swoje źródła. – Poprowadził mnie schodami na najwyższe piętro, po czym otworzył pierwsze drzwi i wszedł ze mną do środka.

Cała loża była dosłownie tylko dla nas, więc nawet nie chciałam sobie wyobrażać, ile to kosztowało. Usiadłam na jednym z krzeseł, nie mogąc opanować emocji. To było tak, jakbym weszła do sklepu pełnego instrumentów muzycznych i nie wiedziała, co wybrać. Z tego miejsca miałam idealny widok na każdą osobę znajdującą się na dole, a także na niesamowitą scenę, na której trwały przygotowania do koncertu.

– Podoba ci się? – Ściągnął z ramion marynarkę i rozsiadł się na krześle obok.

– Bardzo. Aż nie mogę w to uwierzyć. – Uśmiech nie schodził mi z twarzy.

Po raz kolejny posłał mi niewielki uśmiech i odwrócił się w stronę sceny. Ułożyłam dłonie na kolanach, czekając z utęsknieniem, aż w końcu zacznie grać muzyka. Światło zostało przyciemnione, a po chwili jako pierwszy rozbrzmiał fortepian. Utwór zaczął się pięknie i łagodnie, potem nabrał tempa. Przysłuchiwałam się temu z przymkniętymi oczami, a ręką poruszałam tak, jakbym to ja grała na żywo.

Kompozycja opowiadała o życiu, przyjaźni, miłości i stracie. W niesamowity sposób przekazywała emocje. To było wprost magiczne, że ktoś potrafił przelać swoje uczucia w muzykę i w niej ukazać je innym.

Byłam Cassianowi wdzięczna za to, że zabrał mnie w to miejsce. Nieważne, czy to był jego pomysł, czy kogoś innego. Rozkoszowałam się każdą chwilą, każdym dźwiękiem wydobytym z fortepianu, każdą nutą, która docierała wprost do mojej duszy.

Rozdział 3

Cassian

Czy tego chciałem, czy nie, musiałem spędzić wieczór z moją przyszłą żoną. Nie zależało mi na tym, aby ją poznać, ponieważ to miało być tylko zwykłe aranżowane małżeństwo. Stał za nim jedynie interes, który połączy nasze rodziny, i wyłącznie dlatego się zgodziłem. Z własnej woli nigdy więcej nie wziąłbym sobie żony. Nie chciałem tego balastu, ale nie miałem wyjścia.

Była ode mnie, kurwa, o piętnaście lat młodsza. To tak, jakbym spotykał się z dziewczyną swojego syna. Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, odniosłem wrażenie, jakbym łamał prawo, ponieważ nie była nawet pełnoletnia. Nigdy bym nie przypuszczał, że kiedykolwiek dojdzie do takiej sytuacji, bym musiał poślubić kogoś tak młodego.

Jednak te miesiące, podczas których jej nie widziałem, sprawiły, że wypiękniała. Potrafiłem dostrzec wszystkie jej atuty: wąską talię, piersi, które jeszcze bardziej urosły, szczupłe nogi, które sięgały aż do nieba, rysy twarzy, które się wyostrzyły i nabrały więcej kobiecości. Nie wiedziałem, jak mam trzymać ręce przy sobie i jej nie dotknąć.

Dopiero ojciec Luny swoimi słowami sprawił, że otrzeźwiałem i się opanowałem. Zabrałem ją do filharmonii, bo tak mi polecił. Był niezadowolony, że nie zapraszałem jej na przyjęcia i spotkania rodzinne. Zignorowałbym go, bo był tylko pionkiem, ale mój ojciec się na to nie zgodził. Chciał, bym udawał, że mi zależy, więc tak zrobiłem.

Nadal pamiętałem słowa, jakimi mnie uraczył. Było to kilka dni temu, jednak podczas trwania koncertu bez przerwy roztrząsałem je w głowie. Miałem wrażenie, jakbym znowu wrócił do nastoletnich lat i cokolwiek bym zrobił, byłby ze mnie niezadowolony.

***

Kilka dni przed koncertem

– Synu, to twoja narzeczona, więc powinieneś spędzić z nią trochę czasu – powiedział podczas śniadania, gdy zebrała się cała nasza rodzina. – Kobieta potrzebuje uwagi.

Liczyłem, że będę mógł spędzić cały dzień w spokoju, bo nawarstwiło się mnóstwo spraw. Jako zastępca Christophera musiałem wyręczać go podczas części spotkań, czyli bywać na przyjęciach, na których on nie miał zamiaru się pojawiać. A teraz jak na złość sporo takich wydarzeń skumulowało się w tym samym czasie, więc jedyne, o czym myślałem, to żeby po prostu zamknąć się w domu i nie musieć z nikim rozmawiać.

– Ojcze, chyba zapominasz, że ja i ona to nie ty i mama – zarzuciłem mu. – To małżeństwo z rozsądku, a nie z miłości.

Byłem świadomy, że naszej rozmowie przysłuchiwała się cała rodzina, ale na szczęście nikt nie miał odwagi się wtrącić. Gdyby przyszło im do głowy, aby to zrobić, mogłoby się to źle skończyć, ponieważ nie zamierzałem dyskutować z nimi o moim małżeństwie.

– To nie znaczy, że masz ją traktować jak trędowatą – ciągnął temat tata, a jego spojrzenie wyrażało, że łatwo nie odpuści.

– Zrobiłem, co mi kazałeś, ale nie planuję spędzać z nią więcej czasu, niż będzie absolutnie konieczne.

***

Wdniu osiemnastych urodzin Luny

Miałem trzydzieści trzy lata i dwóch synów, a musiałem zachować się jak nastolatek i zabrać swoją narzeczoną na spontaniczne wyjście. Dobrze wiedziałem, że obchodzi dzisiaj urodziny, i tylko to – poza słowami ojca – skłoniło mnie, aby uczestniczyć w tej całej szopce.

Niezwykle irytowało mnie to, w jaki sposób się do mnie odzywała. Próbowała mnie sprowokować, dlatego dla świętego spokoju w końcu przeprosiłem za to, że nie zaprosiłem jej na urodziny swoich synów. Prawda była jednak taka, że nigdy bym tego nie zrobił, ponieważ była dla mnie obcą osobą i nawet nasz ślub nie mógł tego zmienić. Prędzej czy później zamierzałem jej to uświadomić, jednak dzisiaj był jej dzień, dlatego odpuściłem.

Kiedy dowiedziałem się o pomyśle mojego ojca, by powiązać nasze rodziny, obiecałem sobie, że połączy nas tylko nazwisko, które sprawi, że będzie postrzegana jako ktoś ważny. Jednak nigdy nie stanie mi się bliska, ponieważ nie mógłbym jej w pełni zaufać. Raz zawierzyłem osobie, która sprawiła, że całkowicie i bezpowrotnie straciłem zaufanie do kobiet.

***

Po koncercie odwiozłem Lunę do domu. Była nim zachwycona, a ja odliczałem czas, by stamtąd wyjść. Miałem o wiele lepsze rzeczy do roboty, a poza tym czekała na mnie Andrea, która jako jedyna potrafiła poprawić mój podły nastrój. Spotykałem się z nią niezobowiązująco od kilku lat i na razie nie chciałem tego zmieniać, ponieważ spełniała każdą moją zachciankę, nie licząc na więcej. Dobrze wiedziała, że nie mamy żadnej przyszłości, a jeśli w jakikolwiek sposób się o tym zająknie, będę musiał szybko zakończyć tę relację.

– Dziękuję za miły wieczór. – Moja narzeczona posłała mi kolejny radosny uśmiech.

– Było mi bardzo miło go z tobą spędzić. – Dotknąłem jej dłoni i przyciągnąłem ją do ust.

Najwyraźniej potrafiłem dobrze udawać, ponieważ kiedy moje wargi dotknęły jej skóry, Luna westchnęła bezwiednie, a jej usta się rozchyliły. Cały wieczór zachowywałem się szarmancko i nienagannie, ale teraz chciałem już tylko stąd odjechać. To były najnudniejsze godziny, jakie przyszło mi spędzić w towarzystwie kobiety. Gdyby chodziło o kogoś innego i okoliczności byłyby inne, wylądowalibyśmy zamiast tego w łóżku.

– Może na następny koncert wybierzemy się wcześniej niż za rok? – rzuciła prowokacyjnie w moją stronę.

– Oczywiście. Jak tylko będę miał więcej czasu, od razu się do ciebie odezwę – zgodziłem się z nią dla świętego spokoju.

Zamierzałem wymyślić kilka wymówek, by zleciał kolejny rok. Uznałem, że zanim Luna się obejrzy, przyjdzie czas na organizowanie ślubu, więc będzie zbyt zajęta planowaniem wesela i wszystkich rzeczy z tym związanych, by myśleć o spotkaniach. Gdyby to ode mnie zależało, po prostu zabrałbym ją do pierwszego lepszego urzędu i byłoby po sprawie, mój ojciec jednak mógłby mnie za to przekląć.

– W takim razie do zobaczenia – odpowiedziała niezwykle zadowolona.

Gdyby tylko wiedziała, że każdym swoim gestem i słowem kłamałem.

Pomogłem jej wysiąść z samochodu i patrzyłem, jak szła w kierunku domu. Początkowo wydawała się zdezorientowana, że nie chcę z nią wejść, jednak w końcu zebrała się w sobie i już po chwili zamykały się za nią drzwi budynku. Wtedy wypuściłem drżący oddech, doświadczając niesamowitej ulgi, ponieważ mogłem już przestać udawać, że ten wieczór cieszył mnie tak samo jak ją.

Jeżeli liczyła na miłość i oddanie, to się przeliczyła, bo tego ode mnie nie uzyska. Okazałem je mojej pierwszej żonie i nigdy więcej nie zrobię tego wobec żadnej kobiety.

***

Do Andrei dotarłem w ciągu dwudziestu minut, a moja frustracja sięgnęła zenitu. Kto by przypuszczał, że zwykłe wyjście z kobietą może mnie tak bardzo wyprowadzić z równowagi. Kiedy tylko wszedłem do mieszkania, przywitał mnie widok, na który czekałem.

Moja kochanka miała dwadzieścia osiem lat i dobrze wiedziała, czego od niej oczekiwałem. I za co dostawała tyle kasy. Spełniała każde moje wymaganie, w tym dotyczące tego, jak mają wyglądać jej włosy, jak ma się malować, ile godzin spędzać na siłowni i ilu zabiegom poddać się w tygodniu. Skoro za to płaciłem, chciałem mieć wszystko, co najlepsze. Miała być po prostu idealna.

– Jesteś dzisiaj spięty – wymruczała uwodzicielsko i zanim się obejrzałem, rozwiązała szlafrok.

– Musiałem zabrać gdzieś narzeczoną – westchnąłem, kiedy od razu zabrała się do pracy i zaczęła pieścić mój członek przez spodnie.

Stała tak blisko, że miałem idealny widok na jej pełne, duże piersi, które już dawno poddała operacji plastycznej. Okryte czymś w rodzaju czarnej koronki przyciągały mój wzrok jak magnes.

– Sprawię, że poczujesz się lepiej – obiecała.

Stałem przed nią, kiedy rozpinała mi koszulę, a potem sprzączkę od paska. Dobrze wiedziała, jak szybko rozładować moje napięcie, więc nie minęło nawet kilka sekund i zsunęła mi spodnie wraz z bokserkami, by wziąć do ust penisa.