ABC uwodzenia - Tina Beckett - ebook
Opis

Pielęgniarka Chloe Jenkins jest w trakcie rozwodu. Mąż ją zdradzał, jej zaś powtarzał, że jest zimna i nieatrakcyjna. Kiedy po ostatniej awanturze szukała pomocy u przyjaciela z dzieciństwa, doktora Brada Daviesa, przyszedł jej do głowy pewien pomysł. Brad był powszechnie uważany za znawcę kobiet, może więc by ją nauczył, jak wywierać wrażenie na mężczyznach?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 151

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tina Beckett

ABC uwodzenia

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Co za wstyd!

Chloe Jenkins jeszcze mocniej zacisnęła pasek trencza. To, co miała pod spodem, a co pół godziny temu wydawało się tak seksowne, w tej chwili budziło w niej obrzydzenie. Stojąc na zatłoczonym mimo późnej pory peronie nowojorskiego metra, odgarnęła z czoła mokre kosmyki, zadowolona, że przynajmniej uciekła z deszczu. No dobrze, ale co ma teraz z sobą zrobić?

Rzucając niewiernemu mężowi w twarz obrączkę z okrzykiem: „Z nami koniec!” i zatrzaskując drzwi pokoju hotelowego, zdołała wprawdzie uratować resztki honoru, ale zarazem znalazła się w stanie zawieszenia. Była w obcym mieście, w którym nikogo nie zna. Chyba że …

Nie, to niemożliwe.

Mogłaby oczywiście pojechać do Connecticut, do rodzinnego domu, ale jak im spojrzy w oczy? Matka i brat od dawna wiedzieli, co się dzieje, tylko ona była zbyt naiwna i głupia, by ich słuchać.

Wjechał pociąg i Chloe wsiadła do wagonu, uważając, by ktoś nie nadepnął jej na bose stopy.

Mogłaby wynająć samochód, na szczęście nie zapomniała wziąć torebki… Zapomniała jednak włożyć buty, a przepisy zabraniają prowadzić boso. A dopiero by było, gdyby pasek płaszcza się rozluźnił, odsłaniając czarny półprzezroczysty negliż! Seksowny strój, na którego widok nawet jej wkrótce były mąż okazał zainteresowanie, kiedy wściekła wyskoczyła z łóżka.

Jak mogła podjąć tak rozpaczliwą próbę odzyskania męża i narazić się na upokorzenie!

Pociąg gwałtownie zahamował, Chloe straciła równowagę, a usiłując ją odzyskać, zacisnęła zęby i ugryzła się w dolną wargę. Ktoś ją podtrzymał, ale ona odskoczyła jak oparzona.

– Miałeś rację, Misiu, od razu widać, że nie zna się na seksie – zachichotała zawieszona na ramieniu Travisa jego najnowsza flama, spoglądając na leżącą w łóżku Chloe z kołdrą naciągniętą pod samą szyję.

Jej rozpaczliwa próba ratowania małżeństwa zamieniła się w żałosną farsę. Travis niczym się nie przejmował, był zbyt pijany. Zaproponował nawet, by została… pewnie miał na myśli zabawę w trójkę. Na wspomnienie tamtej sceny Chloe poczuła mdłości.

Skończyła z bydlakiem na zawsze.

Mogłaby zadzwonić do brata. I co? Zbliża się północ, dzieli ich kilkaset kilometrów. W dodatku Jason zacząłby pewnie zadawać niewygodne pytania. O to, czy nie zdawała sobie sprawy, że Travis od początku ją zdradzał? Że przed ślubem tylko udawał miłość, a w gruncie rzeczy chodziło mu o nawiązanie biznesowych układów z bankiem inwestycyjnym jej ojca? Pomyśleć, że dla kogoś takiego zachowała cnotę!

Poza tym Jason wszedłby zaraz w rolę starszego opiekuńczego brata. A ona nie chce niczyjej opieki. Sama musi sobie poradzić. Potrzebuje trochę czasu i spokoju na obmyślenie dalszych kroków. Dalszych, bo pierwszy był oczywisty: w poniedziałek rano złoży papiery o rozwód.

Tymczasem mogłaby przenocować w jakimś hotelu. No tak, ale żaden szanujący się hotel nie wynajmie pokoju kobiecie bez butów, w samej bieliźnie.

Szukając wyjścia, znowu pomyślała o jedynym znajomym, jakiego miała w Nowym Jorku, o najbliższym przyjacielu starszego brata, Bradzie Davisie. Wiedziała, że pracuje w Szpitalu imienia Angela Mendeza, ale nie miała pojęcia, gdzie szpital się znajduje i nie znała prywatnego adresu Brada. Ale od czego są społeczne media? Wzięła głęboki oddech i wyciągnęła z torebki smartfona.

Trochę zirytowany, ale jeszcze bardziej zaintrygowany Brad przemierzał nerwowym krokiem swój elegancki apartament. Był późny piątkowy wieczór, a on odesłał przed chwilą swoją najnowszą przyjaciółkę do domu pod pretekstem niespodziewanego przyjazdu członka najbliższej rodziny.

Co było po części prawdą. Chloe praktycznie należała do rodziny. Jako nastolatek spędzał sporo czasu razem z Chloe i Jasonem w domu ich rodziców. Mimo jego swobodnego sposobu bycia, udawanego cynizmu i dziwacznych strojów starzy Jenkinsowie dali mu do zrozumienia, że jest u nich zawsze mile widziany. I faktycznie traktowali go jak syna, czego Brad nie mógł powiedzieć o swych prawdziwych rodzicach.

A Chloe…

W jego wyobraźni zaroiło się od obrazów z przeszłości, wspólnych zabaw z przybranym rodzeństwem i szczeniackich wygłupów.

Jakież było jego zdziwienie, kiedy sześć lat temu dowiedział się, że Chloe wychodzi za mąż. A zaproszenie jej na weselu do tańca było z jego strony niewybaczalnym błędem. Prowadząc ją na parkiet, zdał sobie nagle sprawę, że nie ma już do czynienia z niezdarną dziewczynką, która włóczyła się kiedyś za nim i swoim bratem. Jej wdzięczne ruchy i gibka postać sprawiły, ze zapragnął rozpuścić jej starannie upięte włosy i…

Wyprostował ramiona, by jej nie przytulić. Jego puls przyspieszył, a z ust Chloe wydobyło się westchnienie. Gdy ich spojrzenia się spotkały, w błyszczących oczach Chloe dostrzegł odbicie własnej reakcji. Dawne autodestrukcyjne skłonności znowu wzięły górę nad rozsądkiem, a otaczająca go rzeczywistość rozpłynęła się we mgle. Mąż Chloe najwidoczniej wyczuł niebezpieczeństwo, bo pojawił się ni stąd, ni zowąd tuż obok Brada i odbił mu swą świeżo poślubioną żonę. Ale obraz uroczej zwiewnej istoty o wielkich fiołkowych oczach i wspomnienie dotyku jej ciała prześladowały Brada do późnej nocy.

Wybij to sobie z głowy! Słodka i niewinna Chloe jest siostrą twojego najbliższego przyjaciela.

W niczym nie przypomina kobiet, z którymi Brad się spotykał, doświadczonych kobiet rozumiejących zasady panujące w wolnych związkach. Chloe Jenkins jest ich przeciwieństwem. No i to mężatka.

Więc dlaczego o północy błąka się po Nowym Jorku? Powiedziała, że w hotelu przez omyłkę nie zarezerwowano dla niej pokoju. Ale przecież mogła się zatrzymać w innym hotelu. Albo w ostateczności wrócić do domu do Connecticut.

Od czasu jej wesela nie mieli z sobą kontaktu. Powinien był odmówić, ostrzec ją, by trzymała się od niego z daleka, albo powiedzieć, że nie jest sam, dając jej do zrozumienia, iż nocuje u niego kobieta. Jednak w jej głosie była jakaś żałosna nuta, jakby z góry spodziewała się odmowy. Nuta istoty skrzywdzonej, co nie pozwoliło mu powiedzieć nie.

Usłyszawszy brzęczyk u drzwi, podszedł i nacisnął guzik zwalniający zamek drzwi na dole, po czym stanął w progu, czekając, aż winda wjedzie na piętnaste piętro.

Kiedy po minucie z otwartych drzwi windy wyłoniła się szczupła postać, uderzyło go, że Chloe posuwa się dziwnie bezszelestnym krokiem. Rzuciwszy okiem na jej stopy, stwierdził ze zdumieniem, że są bose. A biegnąc wyżej spojrzeniem, zauważył, że kurczowo przytrzymuje poły trencza. Czyżby została napadnięta i obrabowana?

– Chloe, co ci się stało?

– N-nie, nic.

Kiedy jednak podniósł wzrok i zobaczył jej gorączkowo błyszczące oczy i dwie smużki rozmazanego od łez tuszu, pojął, że musiało ją spotkać coś bardzo złego.

ROZDZIAŁ DRUGI

Siedząca na brzeżku skórzanej kanapy Chloe podniosła do ust szklankę i upiła kolejny łyk czystej whisky. Już drugiej tego wieczoru. Brad siedział naprzeciw niej w fotelu, a jego oczy rzucały iskry gniewu, które gościły w nich, odkąd kwadrans temu na powitanie delikatnie pocałował Chloe w policzek.

– Gdzie jest teraz ten bydlak? – rzucił nagle.

Chloe dopiero po chwili zrozumiała, że zdaniem Brada Travis dopuścił się wobec niej przemocy fizycznej.

To prawda, zmaltretował ją, chociaż nie fizycznie, tylko psychicznie. Za nic w świecie nie może mu się zwierzyć z upokorzenia, jakie ją spotkało. Każdemu, tylko nie mężczyźnie w rodzaju Brada, który od czasów szkolnych zmieniał dziewczyny jak rękawiczki. Wszystkie się w nim kochały, nawet ona uległa przelotnie jego czarowi.

I do dnia ślubu była przekonana, że dawno wyrosła z dziecinnego zadurzenia, dopóki Brad nie poprosił jej do tańca i wszystko ożyło na nowo. Mogła jedynie mieć nadzieję, że nie wyczytał z jej oczu, co się z nią dzieje. Na szczęście Travis uratował ją w ostatniej chwili.

Uratował? Tak mogło się wydawać do czasu, zanim czuły kochanek zmienił się w potwora.

– Pozwól, że uwolnię cię od płaszcza. – Głos Brada oderwał ją od ponurych myśli.

– Nie! – zaprotestowała, ciaśniej owijając się połami trencza. – Ja… wciąż jest mi zimno.

Co robić? Jeżeli zostanie u niego na noc, Brad prędzej czy później odkryje, co ma na sobie pod płaszczem.

– W porządku – odparł, sadowiąc się z powrotem w fotelu i kładąc ręce na kolanach. – Jesteś gotowa opowiedzieć mi, co się wydarzyło?

Uciekła spojrzeniem w bok, ku wyłożonemu onyksowymi płytkami kominkowi.

– Już ci mówiłam. Okazało się, że hotel przyjął zbyt wiele rezerwacji i mój pokój zajęli inni ludzie.

Mogła sobie wyobrazić, co robią w tej chwili ci „inni ludzie”. Chyba że Travis zapadł w sen, co mu się zdarzało po nadużyciu alkoholu. Ich noc poślubna była koszmarem, podobnie jak wiele następnych nocy. Kiedy przyjaciółki zwierzały się z chichotem, ile razy zrobiły „wiesz co” podczas poślubnej nocy, Chloe śmiała się razem z nimi, zadając sobie w duchu pytanie, czego jej brakuje.

W miarę jak Chloe coraz słabiej reagowała na łóżkowe zabiegi męża i tylko zmuszała się do uległości, Travis stopniowo przestał się nią interesować. Zaczął wracać do domu późnym wieczorem, tłumacząc, że musi pracować dla zapewnienia im dobrej przyszłości. Chloe nie przychodziło do głowy, że Travis ostrzy sobie zęby na pieniądze jej ojca, dopóki ze znalezionych na jego biurku papierów nie dowiedziała się, ile sobie liczy za prowadzenie ich kont inwestycyjnych.

O niewierność też go nie podejrzewała. Aż do dnia, gdy po powrocie z nocnego dyżuru usłyszała dobiegające z sypialni krzyki i zastała swego męża w małżeńskim łóżku z siedzącą na nim kobietą. Błagał ją potem o wybaczenie i obiecywał, że to się więcej nie powtórzy.

Zastanawiała się, czy nie odejść, ale w końcu postanowiła ratować małżeństwo. Było to osiem miesięcy temu, a dziś miała dokonać ostatecznego kroku, czyli uwieść własnego męża.

On jednak nie miał na nią ochoty. Wolał iść do łóżka z inną. A ona specjalnie w tym celu wzięła ze szpitala dwutygodniowy urlop.

Przymknąwszy oczy, upiła kolejny łyk whisky.

– Chloe! – Głos Brada przywołał ją do rzeczywistości. – Chcesz, żebym zadzwonił do Jasona?

Z trudem skoncentrowała wzrok na jego przystojnej twarzy.

– Proszę, nie dzwoń. Po co go niepokoić.

– Powinien się niepokoić – zauważył Brad i spojrzał na jej stopy. – Dlaczego jesteś boso?

Dlaczego nie wymyśliła jakiegoś wiarygodnego wytłumaczenia? A niby jakiego? Mogła tylko powiedzieć prawdę, a na to nie potrafiła się zdobyć.

Skąd przyszło jej do głowy, że stanie się uwodzicielskim wampem? Zwłaszcza wobec Travisa, którego brutalna miłość sprawiała jej jedynie ból i odbierała wiarę w siebie. Kobieta, z którą się kochał w ich sypialni, na pewno nie krzyczała z bólu. Z czego jasno wynikało, że to ona jest wszystkiemu winna, a nie Travis.

Jest oziębła. Szklanka, którą podniosła do ust, była pusta. Wyciągnęła ją proszącym gestem.

– Myślę, że nie powinnaś…

– Proszę – szepnęła.

W milczeniu napełnił szklankę bursztynowym płynem. Nie uszło jej uwadze, że sobie nie nalał. Zaśmiała się cicho, choć sama nie wiedziała, dlaczego.

– Jeżeli robiłeś coś ważnego, nie chcę ci przeszkadzać. – Znowu się zaśmiała. – Przepraszam. Nie widzieliśmy się szmat czasu. – Nigdy nie przepadała za alkoholem, ale szum w głowie zdumiewająco tłumił ból serca.

Brad zignorował jej słowa.

– Dlaczego jesteś bez butów?

Ach prawda, buty. Już o to pytał.

– Zostawiłam je razem z resztą bambetli. – Brylant w jej zaręczynowym pierścionku był pokaźny, ale pewnie Travis odbił to sobie, wystawiając ojcu równie pokaźne rachunki. Na myśl o tym ponownie się zaśmiała.

Sięgnęła po szklankę, ale Brad przytrzymał jej rękę.

– Puść! – zaprotestowała.

– Myślę, że dosyć już wypiłaś.

– Właśnie że nie. Wcale nie dosyć. – Jej głowa zaczęła opadać coraz niżej, aż opadła na ramię Brada. Chloe czuła, jak ogarnia ją dziwne odrętwienie.

Czyjaś ręka wyjęła delikatnie szklankę z jej palców i odstawiła na bok. Ciało Chloe zaczęło się osuwać, lecz czyjeś ramiona uniosły w górę, a gdy spróbowała poruszyć rękami, okazało się, że zostały uwięzione. Czuła się, jakby demon z jakiegoś filmu science fiction wziął ją w posiadanie.

Ale chociaż demon pomrukiwał i wydawał dziwne odgłosy, zupełnie jak w filmie, to jednak ich ton nie brzmiał groźnie. Raczej miękko, wręcz czule. Miała wrażenie, że znalazła się w rękach dobrego demona, zdolnego ją ochronić przed innymi złymi mocami. Także przed Travisem.

Brad otworzył łokciem drzwi sypialni i ułożył Chloe na przykrytym jedwabną narzutą łóżku. Kiedy się wyprostował i z niekłamanym wzruszeniem popatrzył na leżącą dziewczynę, w jego wyobraźni zakotłowało się od wspomnień. Oto on i Jason w basenie za domem państwa Jenkinsów bawią się podrzucaniem piszczącej z radości małej Chloe.

Albo inne, mniej przyjemne wspomnienie. Wstydu, jakiego się najadł jako osiemnastolatek, kiedy rodzice przyjaciela zjawili się po niego na komendzie po tym, jak zdegustowany własnym życiem postanowił się z nim pożegnać i w tym celu, jadąc motocyklem polną drogą, zrobił przed zakrętem ostry przechył, ale nim dodał gazu, motor przewrócił się i spod niego uciekł. Kiedy Brad się pozbierał, nadal zdrowy i żywy, po raz kolejny przyszło mu do głowy, że rodzice słusznie powtarzają, iż niczego nie potrafi zrobić jak należy.

Pamiętał, że kiedy ojciec Jasona przywiózł go z policji do domu, Chloe na widok jego pokrwawionej twarzy i ramienia, którymi szorował po piasku, z przerażenia zakryła dłońmi usta. Widząc jej strach, po raz pierwszy uświadomił sobie, że swymi nieodpowiedzialnymi wybrykami może zranić czyjeś uczucia. Natomiast jego rodzice pokwitowali wypadek syna wyrazami potępienia, a motocykl odesłali do naprawy. I, jak zwykle, na określony czas zamknęli przed nim drzwi domu.

On i Chloe wiele razem przeżyli, nigdy jednak nie wyobrażał sobie, że będzie ją miał we własnym łóżku. No, może niezupełnie tak. Bo nigdy sobie tego nie daruje, ale faktem jest, że na weselu miał nieodpartą ochotę zerwać z Chloe ślubną suknię i pozbawić ją dziewictwa.

Starając się o tym nie myśleć, próbował okryć Chloe brzegiem narzuty, ale okazało się, że jej płaszcz jest nadal mokry i nie powinna w nim spać. Na jej mokre włosy niewiele może poradzić, ale może przynajmniej zdjąć przemoczony trencz. Gdy próbował rozwiązać pasek, zdziwił się, jak mocno jest zaciągnięty. Musiał się dobrze nabiedzić, nim go w końcu rozsupłał. Po czym rozchylił poły płaszcza i osłupiał.

O cholera! W czarnym, niemal przezroczystym staniku i równie czarnych, równie przezroczystych skąpych majteczkach Chloe była praktycznie naga.

Bradowi zrobiło się gorąco. Nie mógł oderwać od niej oczu. Targały nim sprzeczne pragnienia: albo zakryć ją natychmiast połami płaszcza, albo… Zamiast tego zacisnął zęby i zabrał się ponownie do zdejmowania z niej mokrego trencza.

Chloe wprawdzie lepiej się wyśpi, ale jemu to, co zobaczył, na zawsze pozostanie w pamięci.

Wyciągając spod niej okrycie, zadał sobie pytanie, co jej przyszło do głowy, by włóczyć się po Nowym Jorku w takim stroju. Chloe była zawsze ostrożna, nieskłonna do ekstrawagancji. Nie chciała wsiąść z nim na motor nawet po tym, jak się ustatkował i przestał szarżować.

Więc dlaczego przyszła w nocy do jego mieszkania w takim stroju? Przecież nie chciała go uwieść, to mógł przysiąc. Więc kogo?

Przypomniał sobie smugi tuszu na jej policzkach i wyraz rozpaczy w oczach. I nagle wszystko stało się jasne. Niechętne wzmianki Jasona na temat szwagra nabrały nowego sensu. Chloe nigdy się nie skarżyła, ale Jason był przekonany, że w małżeństwie siostry od dawna źle się dzieje. Travis stale dokądś wyjeżdżał, zostawiając Chloe samą w pustym domu.

Brad starannie otulił śpiącą Chloe, wstydząc się w duszy spojrzenia, jakim obrzucił wcześniej jej prawie nagie ciało. Gotów był przysiąc, że Travis jest w Nowym Jorku, w pokoju, w którym zostały jej buty. I domyślał się, po co Chloe przyjechała do miasta, a także co zastała na miejscu. Odruchowo zacisnął pięści.

Przeklęty Travis! Jak mógł ją skrzywdzić? Już jego w tym głowa, by łajdak odpowiedział za swe grzechy.

Tytuł oryginału: Flirting with Danger

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2013

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Roma Sachnowska

© 2013 by Harlequin Books S.A.

© for the Polish edition by Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2015

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzeżone.

Wyłącznym właścicielem nazwy i znaku firmowego wydawnictwa Harlequin jest Harlequin Enterprises Limited. Nazwa i znak firmowy nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Harlequin Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-1095-9

MEDICAL – 573

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com