Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
„Traktował swoje nowe życie z wyjątkową delikatnością. Wiedział, jak jest ulotne, jak bardzo przypomina mgłę, a nie coś solidnego. W każdej chwili mogło się skończyć…”
Kiedy masz wszystko, możesz stracić wszystko. A im wyżej się wspinasz, tym boleśniejszy bywa upadek. Czy będąc na szczycie, Zawieszeni w końcu odważą się spojrzeć w dół i zobaczyć, jaka była cena ich sukcesu? Podobno każdy ją płaci, czasem po prostu rachunek ma odroczony termin płatności.
Koda w świecie muzyki oznacza koniec — ostatni akord, który wybrzmiewa dłużej niż pozostałe, zamyka całość i nie pozostawia złudzeń. I tego właśnie będziecie tutaj świadkami… pewnego końca świata.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 290
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Redakcja
Bartosz Szpojda
Projekt okładki, redakcja techniczna i przygotowanie wersji elektronicznej
Maksym Leki
Fotografia na okładce
Nano Banana / gemini.google.com
Korekta
Oliwia Pietras
Marketing
Wydanie I, Siemianowice Śląskie 2026
Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA
41-100 Siemianowice Śląskie, ul. Olimpijska 12
tel. +48 600 472 609, +48 664 330 229
www.videograf.pl
© Wydawnictwa Videograf SA, Mikołów 2025
tekst © Nina Włodarczyk
ISBN 978-83-8293-367-3
Dla wszystkich, którzy codziennie walczą o prawo do bycia sobą.
DZIECIAKI NA KONCERCIE
Edward
– Muszę wam coś powiedzieć. – Edward zaczął rozmowę, gdy po wielu godzinach prób w końcu znaleźli wolną chwilę. – Wiecie, że w weekend miałem warsztaty z dzieciakami.
Oli i Jakub przytaknęli, patrząc na niego z niepewnością.
– Coś się stało? – zapytał Jakub.
– Nie, poszło świetnie. Dzieciaki są zajebiste! Mam mnóstwo filmików, potem wam pokażę. Super nam się grało, a one wiedziały, kim jestem – kontynuował, ignorując ich ciche gwizdy. – I pomyślałem, że byłoby ekstra, gdyby mogły przyjść na nasz koncert we Wrocławiu.
– Okej, to w czym problem? – Jakub wydawał się całkowicie nieświadomy powagi sytuacji.
– Bo dzieciaki przyjadą ze… Stefanem.
W sali zapadła cisza. Edward przysiągłby, że słyszał rozmowy ludzi z ulicy, mimo że wszystkie okna były zamknięte.
– Oczywiście, nie na sam koncert, to zbyt duża odpowiedzialność przy tak licznej grupie. I rodzice pewnie by się nie zgodzili. Myślałem raczej, że mogliby zjawić się dużo wcześniej, żeby zobaczyć próbę, tak „od kuchni”. Nie musicie w tym uczestniczyć. Jeszcze mogę to odwołać – zakończył, czekając na ich reakcję.
– Dlaczego? – odezwał się Oliwier jako pierwszy. Edward wskazał palcem na pozostałą dwójkę.
– Nie rób tego, Edi – rzucił Oli. – Nie możesz zawieść tych dzieciaków.
– Nie przeszkadza ci, że Stefan…
Oliwier przestępował nerwowo z nogi na nogę.
– Edi, to nie jest tak, że nie lubię Stefana. Zawsze go lubiłem, po prostu on miał coś… czego ja chciałem – dokończył, cały rumiany, unikając spojrzenia Jakuba, który tylko głupkowato się uśmiechał. – I to nie tak, Kuba, że jesteś jakimś przedmiotem – zwrócił się do chłopaka.
Edward obserwował, jak Kuba nachyla się do Oliwiera i szepcze coś, czego nie był w stanie usłyszeć. Ich ciała były tak blisko, dotyk stawał się coraz śmielszy, naturalny. Ja jestem, ty jesteś, nic się nie stało. Szczęśliwy Jakub. Edward nigdy nie będzie miał dość tego widoku.
– A ty, Kuba, nie masz z tym problemu?
Jakub przeniósł wzrok na Edwarda.
– Jeśli Stefan nie ma nic przeciwko temu, to dla mnie nie ma problemu. On dobrze wie, że mam nadzieję, że kiedyś zostaniemy przyjaciółmi…
Edward rozpromienił się, gdy wielki kamień osunął się z jego serca. Przechodząc obok Jakuba, szepnął mu do ucha:
−Masz dobry gust, Kuba. − Wskazał głową na dłonie Oliwiera, który bawił się nowym pierścionkiem.
Oliwier
– Na pewno w porządku? – zapytał Jakub, kiedy zostali sami. Wyszli na dach, który był ich ulubionym miejscem w przerwach między próbami. Oliwier przytaknął.
– Oli, wiem, że to nie jest wymarzona sytuacja, ze względu na…
– Że to twój były chłopak, nazywajmy rzeczy po imieniu.
– Też nie skakałbym z radości, gdyby paradowała tu twoja była.
– Jesteś zazdrosny? – zapytał Oliwier, śledząc reakcję Kuby.
– Jak cholera – potwierdził Kuba, krzywiąc się przy tym.
Usiadł na murku okrakiem, a Oliwier poszedł w jego ślady.
– To nie jest tak, że te uczucia odkryłem teraz… One były we mnie już długo.
– Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? – zapytał Jakub.
– Serio mówisz? Dopiero co nauczyliśmy się być przyjaciółmi. To wszystko było takie świeże, kruche. Zresztą, byłem zagubiony, nie do końca rozumiałem, co to znaczy, ale wiedziałem jedno, że to już nie jest tylko przyjaźń. Zresztą co miałem zrobić? Przecież byłeś szczęśliwy ze Stefanem. Nie chciałem wam wchodzić w drogę i tego niszczyć. – Zawiesił się, po czym dodał, bo nie było sensu udawać. – W sumie tak jakby ci powiedziałem. Nie, żebym był z tego dumny.
– O czym ty mówisz, Oli?
– O tym, co się stało w klubie po półfinale – wyznał i dopiero po chwili zrozumiał swój błąd.
– Myślałem, że nic nie pamiętasz – zaczął z rezerwą Jakub, wracając do tych samych wspomnień. Oliwier był ciekawy, jak one odgrywały się w jego pamięci.
– Pamiętam wszystko, Kuba. Jak pachniałeś, kiedy tańczyliśmy, jak byłem zazdrosny o chłopaków, co do ciebie podchodzili, jak bardzo chciałem cię wtedy pocałować. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo chciałem cię wtedy poczuć… – zawiesił się, zanim dodał, siląc się na lekki ton. – Tak bardzo byłem nakręcony, że wyobraziłem sobie, że słyszę twój jęk, kiedy całowałem cię po szyi, albo że jesteś zazdrosny o tego barmana. Chciałem, byś był.
Jakub obserwował go, praktycznie nie mrugając. Wyciągnął rękę i wsunął mu palce pod brodę.
– Nie wydawało ci się, Oli. Byłem zazdrosny, chociaż nie chciałem tego do siebie dopuścić… I kiedy mnie całowałeś… nie przesłyszałeś się…
Czy to znaczy, że wtedy już mogliśmy być razem? – zastanawiał się Oli, chociaż w głębi duszy wiedział, że potrzebowali tego czasu, by odnaleźć siebie, wewnątrz i na zewnątrz.
– Nie sądziłem, że to pamiętasz – szepnął Jakub.
– Wszystko. Nie sądziłem, że miało to dla ciebie znaczenie.
– Oli, nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo bałem się własnych reakcji. Że zrobię coś głupiego, dotknę cię… pocałuję, a ty byś się ocknął i stwierdził: „Sorry, byłem tylko pijany”, a ja bym nie miał nic. I w dodatku znów stałbym się kimś, kim nie chciałem być, kimś, kto zdradza czyjeś zaufanie. Chociaż, jak teraz o tym myślę, to wiem, że to też była zdrada.
– Dlaczego tak mówisz?
Jakub westchnął. Oliwier wiedział, że dla niego to było trudne. Zresztą, było dla nich obojga, tylko pewnie z innych powodów.
– Bo byłem ze Stefanem pomimo tych uczuć do ciebie. Nawet jeśli nie dopuszczałem ich do głosu i uważałem, że są nieodwzajemnione. Liczyłem, że pewnego dnia przestanę to czuć.
Ale Oli wiedział, że takie uczucia nie odchodzą tak po prostu. Czasem przyczajają się w ukryciu, ale zawsze są z człowiekiem, jak cień.
– Ale go nie zdradziłeś, przecież my nigdy… nie pozwoliłeś, żeby cokolwiek między nami się wydarzyło – zapewnił Oliwier pełnym emocji głosem.
– Ale wystarczyło, że o tym pomyślałem… że dopuściłem taką możliwość do siebie… Po prostu nie chcę być ciągle tym, który rani. A teraz czuję, jakbym go wykorzystał, i pewnie tak właśnie było.
– Kuba, widziałem was razem i wiem, że byś go nie skrzywdził, nie intencjonalnie. Wiem, że był z tobą szczęśliwy i wiem, że ty też byłeś.
Jakub uśmiechnął się krzywo. Oli zrozumiał, że go nie przekonał. Musiał spróbować. Nic więcej nie mógł zrobić. To były wyrzuty sumienia Kuby, nie mógł ich nikomu oddać ani się nimi podzielić. Oliwier miał tylko nadzieję, że nigdy nie stanie się kimś, kogo Kuba będzie żałował.
– Nawet gdyby nie było Stefana, i tak do niczego by nie doszło – oznajmił nagle Jakub weselszym tonem.
– Dlaczego?
– Bo byłeś pijany, Oli, a to jest granica, której się nie przekracza.
– Ale ja tego chciałem. Nie, żebym był z tego szczególnie dumny – wydukał.
– Nie ma znaczenia. Byłeś pijany, więc nie mogłeś dać świadomej zgody. Zresztą, z tego, co pamiętam, chciałeś też przeskoczyć parkometr i nauczyć się disco polo. Więc sam rozumiesz, że nie mogłem brać cię na serio – sarknął Jakub.
– Nadal chcę przeskoczyć parkometr. – Oliwier zapalił się do tego pomysłu.
Jakub zaczął się śmiać.
– Jak wrócimy do hotelu, zejdziemy na parking i zobaczymy, co da się zrobić. Ale jak uszkodzisz sobie jaja, miej pretensje wyłącznie do siebie.
Oliwier założył ręce na piersi.
– Powinieneś się bardziej troszczyć o moje jaja. Myślałem, że bardziej ci na nich zależy.
Jakub przewrócił oczami.
– Oczywiście, że mi zależy, kretynie, dlatego zaproponowałem parking hotelowy… bo tam nie ma parkometru.
Jakub nie zdążył się przygotować, zanim wargi Oliwiera znalazły się na jego własnych. Pocałunek był delikatny tylko przez chwilę. Ciało samo zareagowało, przyciągając do siebie drugie. I już po kilku sekundach Oliwier siedział na kolanach Kuby.
– Uprzedzam – wydusił Oliwier, kiedy odsunęli się od siebie, ciężko oddychając. Oboje czuli, że to poszło za daleko, zważywszy na miejsce, w którym się znajdowali, i fakt, że byli właśnie w środku próby. – Że jest szansa, że będę trochę zazdrosny i nie zawsze będę w stanie to ukryć. Wiem, że on był w tobie zakochany, pewnie nadal jest.
– Oli…
– Tak czy siak, uprzedzam cię, że taka opcja istnieje i jest wielce prawdopodobna. Kuba, on zawsze będzie twoim pierwszym chłopakiem, pierwszym z którym…
– Oli, ty jesteś moim pierwszym w wielu rzeczach, uwierz mi.
Jakub
Drzwi się otworzyły i do sali weszła kobieta z warkoczem splecionym i zawiniętym wokół głowy. Przypominała mu jakąś elfkę, a raczej ich królową. Za nią weszła grupka dzieci w różnym wieku, trzy dziewczynki, pięciu chłopców. Wszyscy rozglądali się trochę nieśmiało, trochę z ciekawością. Na końcu wszedł wysoki chłopak z tunelami w uszach. Wydawało się Jakubowi, że jest szczuplejszy, niż pamiętał. Dziwne, na jakie rzeczy zwraca się uwagę, gdy się tęskni. Uśmiechnął się, kiedy spojrzał w orzechowe oczy, które zatrzymały się na nim przez chwilę. Patrzyli na siebie, myśląc o rzeczach, które pewnie chcieli zostawić wyłącznie w gestii własnych umysłów i wspomnień. Stefan lekko skinął głową i odwrócił twarz w kierunku pozostałych.
– Co się mówi? – odezwała się kobieta.
Szum nieporadnych „Dzień dobry” rozległ się w małej sali. Niektóre były głośne, inne ledwo słyszalne, a jeszcze inne przerywane, jakby w płucach zabrakło siły i trzeba było rozłożyć te dwa wyrazy na raty. Stefan objął grupę wzrokiem i patrzył na nich z taką czułością, jaką miał normalnie zarezerwowaną dla sióstr.
– Ediego już znacie – odezwał się w końcu Stefan, a dzieciaki skupiły na nim uwagę. – Teraz możecie poznać resztę. To jest Emi, Tomi i Oliwier.
Głos miał spokojny, choć Jakubowi zdawało sie, że zadrgał, kiedy chłopak wymawiał jego imię.
– Stefan, my wiemy, kim oni są – zawył chłopiec w czerwonym sweterku.
– Zresztą Tomiego też znamy, był przecież u nas na zajęciach – dodała dziewczynka w dwóch warkoczach, przez które wyglądała jak Wednesday Addams.
Stefan zamilkł. Jakub zastanawiał się, czy już zapomniał o ich pierwszej randce, czy po prostu nie chciał o tym pamiętać.
– Dobra, mądrale, sprawa wygląda tak: kiedy tutaj jesteście, to macie ich słuchać, tak samo jak mnie czy pani Reni. Wiem, że przewracasz tam oczami, Bartek.
– Skąd wiesz, nie widzisz mnie – odezwał się niepewnie chłopiec zwany Bartkiem.
– Stefan jest jak profesor Moody – wtrącił Oliwier.
Chłopiec w sweterku wyszczerzył się do Oliwiera.
– Okej, pokażę wam, jak wygląda prawdziwa scena – głos Edwarda rozniósł się między dziećmi, które ruszyły za nim z zamykającą pochód panią Renią oraz Emilią, która pocałowała Stefana lekko w policzek.
Kiedy zostali w trójkę, zapanowała cisza. Pełna niewypowiedzianych żalów, tęsknoty i przeprosin, które były tylko słowami, nieniosącymi pocieszenia. Jakub poczuł, że Oliwier zbliżył się do niego tak, że jego długie palce prześlizgnęły się po jego nadgarstku. Poczuł dreszcz na całym ciele i na chwilę zamknął oczy.
– To jest ten moment, kiedy rzucam: „A nie mówiłem?”? – sarknął Stefan, przyglądając się im. Pewnie nie umknął jego uwadze ten gest. Uśmiechał się przy tym trochę smutno. Nie czekając na odpowiedź, wyszedł tymi samymi drzwiami, za którymi zniknęli pozostali.
Jakub spojrzał w szmaragdowe, niespokojne oczy, położył dłoń na policzku Oliwiera, w którą tamten od razu się wtulił.
Oliwier
– Też umiesz grać, Oli? – zapytał Krzyś. Był nieśmiałym chłopcem. Jako jedyny głównie milczał, chociaż Oliwier widział, jak badał otoczenie, jak oczy mu się rozszerzały, kiedy mógł dotknąć instrumentów.
– Trochę. Na pewno grasz lepiej ode mnie, ja dopiero się uczę. Kuba mnie uczy.
Chłopiec spojrzał na niego zdumiony.
– Tomi – pospieszył Oliwier z wyjaśnieniem, zerkając kątem oka na Jakuba, który pokazywał, jak podłączyć gitarę elektryczną. – Chyba już się poznaliście. Był kiedyś na waszych warsztatach.
– Wiem, że był, ale ja wtedy nie byłem… nie mogłem.
W oczach chłopca pojawiła się mała iskierka strachu, której Oliwier nie miał zamiaru ignorować.
– On tylko tak strasznie wygląda – rzucił, badając teren. Trafił w dziesiątkę, patrząc na reakcję Krzysia.
– Mój tata też ma tyle tatuaży – szepnął nagle chłopiec.
– Nie lubisz tatuaży? – zapytał Oliwier, siadając naprzeciwko.
– Nie lubię taty.
Słowa rozdarły Oliwierowi serce. Chwilę zajęło mu pozbieranie myśli i uczuć, bo nie o niego tutaj chodziło, ale o tego chłopca, który siedział na scenie i nerwowo bawił się lamówką koszulki.
– To, czy ktoś ma tatuaże, czy nie, nie wpływa na to, jakim okazuje się człowiekiem. Na przykład Tomi jest moim najlepszym przyjacielem. Nigdy nikt mi tak nie pomógł, jak on. Jako pierwszy zaakceptował mnie w całości i jest przy mnie zawsze. To najlepszy człowiek, jakiego znam.
Chłopiec patrzył na niego wielkimi oczami, zerkając raz po raz w kierunku Jakuba.
– Ja nie chciałem źle o nim mówić – wybełkotał.
– I nie powiedziałeś – zapewnił pokrzepiająco. – Po prostu nie wszystko jest takie, jak nam się wydaje. Czasami boimy się, bo coś nam przypomina o strachu, ale to nie znaczy, że to coś samo w sobie jest straszne. Ja też mam tatuaże, nie tyle co Tomi, ale mam.
– Serio?
Oliwier odsłonił kawałek koszuli, a chłopiec przyglądał się bacznie.
– Wow. Podoba mi się ten z ptakiem.
– To koliber. Chcesz mi pokazać, jak grasz? Na pewno się od ciebie czegoś nauczę, bo ja jestem dopiero na początku i na razie prędzej zerwę struny, niż coś zagram.
Chłopiec się zaśmiał, a potem przyłożył dłoń do ust, jakby bał się, że zrobił coś złego. Zachęcany spokojnym tonem Oliwiera, zaczął grać. Po chwili do instrumentu dołączył głos.
– Nie mówiłeś, że umiesz śpiewać – powiedział Oliwier, kiedy utwór, który tak dobrze znał, dobiegł końca.
– Bo nie umiem – rzucił chłopiec, powracając do swojej nieśmiałej skorupy.
– Z tego, co słyszę, zapewniam cię, że umiesz. Ćwiczysz?
Pokręcił głową.
– Nie lubisz tego? – Oliwier był całkowicie skonfundowany.
– Nie mogę.
– Nie możesz? – Oliwier czuł się jak idiota, powtarzając po Krzysiu, ale nie bardzo wiedział, jak inaczej się zachować.
– Tata mi nie pozwala…
– Śpiewać?
Krzyś ponownie przytaknął.
– Dlaczego?
Krzyś rozejrzał się po scenie i kiedy uznał, że inni nie słyszą, wyznał:
– Bo brzmię przy tym jak jakaś panienka. Tata mówi, że to dobre dla bab i że to nie jest prawdziwa muzyka.
Oliwiera zatkało.
– Tata nie zawsze się zna. Ja ci mówię, że umiesz śpiewać i że robisz to dobrze. I zapewniam cię, że to jest muzyka. Piękna muzyka. Chcesz ze mną zaśpiewać?
– Serio? – Krzyś wydawał się nie wierzyć w rzeczywistość, w której się znalazł.
– Oczywiście. Zawsze jest fajnie z kimś pośpiewać.
– A ty z kim śpiewasz, Oli?
– Z Kubą.
– On umie śpiewać? – zapytał zaskoczony chłopiec, bawiąc się swoją gitarą.
– Myślę, że jak go poprosimy, to zaśpiewa z nami, chcesz?
Pokiwał głową nieśmiało.
– Kuba, możesz przyjść na chwilę?
Kuba zbliżył się do nich i kucnął. Krzyś nie spuszczał z niego wzroku.
– Krzysiu, to jest Kuba.
Kuba wyciągnął rękę i poczekał, aż Krzyś ją potrząśnie. Chłopiec przyglądał się Jakubowi niepewnie, ale wyciągnął dłoń.
– Krzyś umie śpiewać i pomyślałem, że mógłby zaśpiewać z nami.
Jakub błądził wzrokiem między nimi, zanim zapytał:
– Co lubisz śpiewać?
Chłopiec spojrzał na Oliwiera, szukając potwierdzenia, że wszystko będzie dobrze, jak powie prawdę.
– Musicale – szepnął niewyraźnie.
Chyba nie tego spodziewał się Jakub, ale cień, który przebiegł po jego obliczu, szybko zniknął i przekształcił się w spokojne oczekiwanie.
– Filmowe czy sceniczne? – zapytał Jakub i zaczął wymieniać: – Czarnoksiężnik z Krainy Oz, West Side Story, Skrzypek na dachu, Deszczowa piosenka, czy może wolisz jednak teatralne, takie jak Metro, Upiór w operze, Hair?
Z każdym kolejnym utworem wyliczanym przez Kubę oczy Krzysia robiły się coraz większe. Chłopiec wyglądał tak, jakby Jakub właśnie mu wyznał, że zna jego przyjaciół.
– Takie i takie – zapewnił żywiołowo.
– Rodzice Oliwiera poznali się właśnie na musicalu, na Metrze.
– Poważnie? – Krzyś wydawał się całkowicie oczarowany taką wiadomością. – Uwielbiam Metro.
– Tata ciągle maltretuje muzykę z tego musicalu – wtrącił Oliwier. Przez chwilę myślał o ojcu. Wyobrażał go sobie siedzącego na dywanie z wielkimi słuchawkami, nucącego po raz tysięczny te same słowa.
– A wiecie, że był nominowany do Tony i wystawiali go na Broadwayu? – zapytał Krzyś z nadzieją, że będzie wiedział o czymś, o czym oni nie wiedzą.
Przez chwilę Krzyś opowiadał o Katarzynie Skarpetowskiej, która zaczęła swoją przygodę z Metrem w wieku piętnastu lat, a potem studiowała między innymi w Juilliard School i tańczyła w Teatrze Bolszoj i nowojorskim City Center. Kiedy mówił, oczy mu błyszczały i policzki różowiły, jakby dostał gorączki. Jakub nachylił się do Oliwiera i szepnął: „Jest taki sam jak ty”. Oliwier lekko się zarumienił, ale wiedział, że Jakub ma rację.
– To jaki utwór najbardziej lubisz?
– Bardzo podoba mi się Litania.
– To trudny utwór – powiedział Oliwier, chcąc, aby zabrzmiało to raczej jak komplement niż próba zniechęcenia.
– Specjalnie napisali go dla Edyty Górniak. Ona miała wtedy zaledwie siedemnaście lat. A wiecie, że tam występowała też Doda? – Krzyś czuł się coraz pewniej, bo zarzucał ich ciekawostkami wyciąganymi z rękawa, i Oliwier miał wrażenie, że jest to studnia bez dna.
– Serio? – zapytał Jakub z przesadną ekscytacją, ale Krzyś chyba tego nie zauważył, bo zaczął energicznie machać głową, bardzo z siebie zadowolony, że udało mu się zaskoczyć Kubę. Oliwier posłał przyjacielowi spojrzenie spod półprzymkniętych powiek, żeby wiedział, że on się nie dał oszukać.
– A ty kogo najbardziej lubisz z obsady?
– Kasię Groniec – oświadczył Jakub. I jeśli Oliwier przed chwilą był przekonany, że chłopiec nie mógł się bardziej rozpromienić, to szybko się przekonał, jak bardzo się mylił. Krzyś lewitował w bańce szczęśliwości, dzieląc z Jakubem to samo zainteresowanie.
– Ja też – zapewnił chłopiec, jakby jego reakcja nie wystarczyła za potwierdzenie tego faktu.
– Chcesz zaśpiewać? – zapytał Oliwier, korzystając z okazji.
– Nie wiem, czy potrafię. – Krzyś lekko zmarkotniał, ale nie odrzucił od razu tego pomysłu, więc to dawało nadzieję.
– Na pewno dasz radę, zresztą zrobimy to razem. Kuba też pomoże, prawda?
Jakub kiwnął głową.
– Tomi, jaki najbardziej lubisz utwór? – zapytał Krzyś, patrząc coraz pewniej na Jakuba, jakby nagle wszystkie tatuaże chłopaka zniknęły.
– Życie i Szybę – odrzekł bez zastanowienia Jakub.
– To może zaśpiewamy Życie – zaproponował Krzyś.
Jakub przez chwilę mielił coś w głowie, zanim powiedział:
– Okej, ale nie zdziwcie się, jak wam zepsuję, bo chyba mój głos będzie źle brzmiał. Spróbuję sobie znaleźć chwyty na gitarę, pewnie lepsze byłoby pianino. Kurde, może Edi? Poczekajcie.
I zniknął w poszukiwaniu rudzielca.
– On zna musicale – wybełkotał Krzyś, jakby nie mógł ciągle oswoić się z tym faktem.
Oliwier sam pamiętał, jaki był zaskoczony, kiedy odkrył, jak bardzo różnorodna jest muzyka, której słucha Jakub.
– Tomi uwielbia muzykę. Jego dusza muzyczna nie ma granic.
Chłopiec spojrzał na niego z uśmiechem.
– Ładnie o nim mówisz. Chyba bardzo go lubisz?
– Najbardziej na świecie – szepnął.
– Też bym chciał mieć takiego przyjaciela.
– Dla każdego jest gdzieś taki Kuba. Czasami trzeba też samemu zrobić krok, nawet jak się boimy. Ja też się trochę bałem, ale dziś nie żałuję, że zaryzykowałem, bo dzięki temu mam najlepszego przyjaciela pod słońcem.
– To tutaj mamy tego zdolnego fana musicali? – zaczął Edward, który pojawił się obok. – Zrobimy tak: my tutaj przygotujemy instrumenty i za godzinkę sobie zaśpiewamy. Teraz pójdziecie z panią Renią i Stefanem coś zjeść. Zamawiamy właśnie pizzę. Lepiej powiedzieć, co się lubi, bo słyszałem, że ktoś chce pizzę z bananem, a to jest już tragedia. Fuj.
Krzyś śmiał się w najlepsze.
– A jak nie dam rady? – zapytał po chwili.
Oliwier spojrzał na niego poważnie, aby Krzyś zrozumiał, że to, co teraz zostanie powiedziane, jest istotne.
– W muzyce nie chodzi o to, by być idealnym. Jeśli kochasz muzykę, a wiem, że tak jest, to wszystko będzie dobrze. A talent, który masz, to już tylko kwestia ćwiczeń.
– Okej – rzucił Krzyś uradowany i ruszył za panią Renią. Słyszeli, jak mówi jeszcze, że on nie chce jeść pizzy z bananem.
***
– Dla nich to wiele znaczy, zobaczyć, że takim dzieciakom też się może udać – powiedział Stefan, który dołączył do Oliwiera na tarasie. Oliwier nie wiedział do końca, jak ma się zachować, ale nie miał zamiaru sprawić, że Stefan poczuje się gorzej niż obecnie. Stefan nie patrzył na niego, tylko gdzieś w przestrzeń. Oli nie był pewny, czy chłopak szukał rozmowy z nim sam na sam, czy był to totalny przypadek, że oboje potrzebowali ciszy i świeżego powietrza.
– Cieszę się, że im się podoba. Może chcielibyście zostać na koncercie? – zapytał, żeby podtrzymać rozmowę.
– Nie mogę ich wpuścić w tłum. Jakby się coś stało…
Oliwier to rozumiał, więc zaproponował:
– Wiem, źle się wyraziłem. Możecie zostać w pokoju VIP. Będzie tam zaledwie kilka osób, dzieciaki będą bezpieczne.
Stefan przeniósł na niego wzrok. Milczał dłuższą chwilę i Oliwier zaczął się niepokoić, że powiedział coś źle.
– Nie musisz tego robić, Oliwier.
A więc o to chodziło – pomyślał.
– Ale chcę – zapewnił i wiedział, że nie kłamie, bo nie czuł tego dziwnego ściskania w brzuchu, które zawsze pojawiało się, kiedy nie mówił prawdy. – Ten w niebieskiej bluzie, Krzyś?
– Co z nim? – zaczął Stefan zaalarmowany.
– Mówił, że lubi śpiewać.
– Powiedział ci to? – Stefan nawet nie ukrywał zaskoczenia.
– Nawet zaśpiewał mi kawałek i po obiedzie będziemy razem wykonywać utwór z Metra.
Oliwier uniósł brwi, bo Stefan przyglądał mu się jakoś dziwnie.
– Generalnie Krzyś jest dość nieśmiały. Z miesiąc minął, zanim cokolwiek powiedział sam z siebie.
– Może miałem akurat szczęście.
– Nie, to chyba nie to. Dzieciaki cię lubią – oświadczył Stefan i Oliwier nie miał pojęcia, czy chłopak był z tego faktu zadowolony, czy nie.
– Pomyślałem sobie, że może jakby Krzyś chciał, mógłbym z nim poćwiczyć. Nie, żebym był jakimś ekspertem, ale wiem, że macie z Edim w planach jeszcze kilka warsztatów, i mógłbym też pomóc… Znaczy, nie, dobra, to pewnie głupi pomysł…
– Poważnie mówisz? – Stefan był bardzo ostrożny, jakby badał grunt.
– Jasne. Znam takie dzieciaki, jak Krzyś.
– Znasz?
– Przez większość życia spotykam je w lustrze.
Stefan mierzył go wzrokiem, chyba zaskoczony taką szczerością.
– Oliwier, rozumiesz, że nie możesz…
– Gdybym nie był pewny, nie proponowałbym.
Zapadło milczenie. Kiedy wydawało się nie mieć końca, Oliwier wyrzucił z siebie:
– Dziękuję, Stefan.
– Nie masz za co.
– Mam…
Stefan widocznie zrozumiał, że Oliwier mówił nie tylko o Krzysiu, ale przede wszystkim o Jakubie.
– Nie zrobiłem tego dla ciebie. Twoje uczucia nie były moim priorytetem.
Oliwierowi podobała się ta szczerość. Uśmiechnął się, i ku swojemu zdumieniu, Stefan też uniósł kąciki ust.
– Wiem, ale i tak ci dziękuję.
– Jak go skrzywdzisz, to nie będzie dziury, w której cię nie znajdę. – Niby żart, ale Oliwier nie był pewny.
– Nie wiem, czy Klara by cię nie wyprzedziła – oznajmił Oliwier, na co Stefan parsknął i atmosfera chociaż częściowo się rozluźniła.
Wtedy drzwi się otworzyły i pojawił się w nich Jakub. Patrzył na nich, oceniając poziom negatywnych emocji.
– Szukałem cię.
– Musisz być bardziej precyzyjny, Kubuś – rzucił do swojego chłopaka, który tylko przewrócił oczami.
Jakub zbliżył się do nich w kilku krokach. Oli zastanawiał się, co zrobi. Czy go dotknie, czy po prostu zachowa dystans. Jakaś obsesyjna część chciała oznaczyć Jakuba, ale ta racjonalna i empatyczna nie miała zamiaru bardziej krzywdzić Stefana. W końcu wiedział, że jego radość powstała przecież na smutku Stefana. Jakub przysunął się i bez wahania położył dłoń na barierce obok dłoni Oliwiera, tak że ich małe palce mogły się spleść.
– Gdzie dzieciaki? – zapytał Stefan.
– Emi pozwoliła im walić w swoje talerze, więc robią hałas, czekając na pizzę.
– Krzyś cię szuka, Oli. Podobno miałeś mu pokazać coś, zanim zaczniemy występ?
Oliwier przytaknął, przeskakując wzrokiem między Jakubem a Stefanem.
– Zaraz przyjdę, skarbie – wypadło z ust Jakuba tak naturalnie, jakby w ogóle o tym nie myślał. W jego oczach Oli widział, że wcale nie żałował. Ruszył do środka, próbując zakopać jak najniżej zazdrość, która w nim buzowała.
