Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
„Czy lubiła myśleć, że byli wyjątkowi? Pewnie. Czy to była prawda? Nie miała pojęcia, ale kogo to obchodziło. Wystarczyło, że dla siebie byli wszystkim (...). Byli trochę jak małe stado. Mieli swoją dynamikę i wewnętrzną strukturę, wcale nie zapisaną ani sformalizowaną. Była ona naturalna, bo nikt nie musiał grać żadnej roli”.
Przed Zawieszonymi nowa droga, pełna zakrętów i rozwidleń, dawnych sekretów, które miały na zawsze nimi pozostać i tych, które dopiero się zrodzą z bólu, strachu i miłości.
Podobno wszystkie książki są o miłości. Zawieszeni też – o miłości między ludźmi, która często nie ma imienia, o miłości do siebie i także o jej braku. O pasji i poświęceniu.
Czy na końcu tej drogi nadal będą tymi samymi ludźmi? Pewnie nie. Pytanie brzmi wyłącznie czy zdołają ocalić siebie...
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 364
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Redakcja
Bartosz Szpojda
Projekt okładki, redakcja techniczna i skład
Maksym Leki
Fotografia na okładce
© Dusan Petkovic / shutterstock.com
Korekta
Urszula Bańcerek
Marketing
Wydanie I, Siemianowice Śląskie 2026
Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA
41-100 Siemianowice Śląskie, ul. Olimpijska 12
tel. +48 600 472 609, +48 664 330 229
www.videograf.pl
© Wydawnictwa Videograf SA, Mikołów 2025
tekst © Nina Włodarczyk
ISBN 978-83-8293-355-0
Dla wszystkich, którzy pomimo lęku zaczynają od nowa. Nie jest sztuką iść przez las nocą, kiedy nie boisz się ciemności, ale kiedy robisz to pomimo strachu.
PS Dziękuję Tomuś.
MAZURY, CZYLI ZANIM
Edward
Ostatnie tygodnie były surrealistyczne. Rok temu to, co teraz działo się w ich życiu, mogłoby być tylko snem lub fanfikiem. Spełniały się ich marzenia. Dostali prawdziwą szansę, ale wszystko wydawało się tak nierealne. Nawet dla niego, największego marzyciela z całej ich czwórki. Tak, teraz znów byli w czwórkę, tak jak powinno być.
Napisał do Amelii. Odpowiedź przyszła po kilku sekundach:
Amy (09:27): Odmelduj się, jak dojedziecie na miejsce.
W końcu poznał kogoś, kto złapał jakąś część jego serca i zabrał ze sobą. Jednak czuł w środku, że to, co mogło być czymś pięknym, pozostanie w sferze wyłącznie marzeń, jeśli podpiszą kontrakt.
Siedział na parapecie w gabinecie ojca, czekając na zakończenie ostatniego egzaminu. Zostało jeszcze trzydzieści minut – chyba że kogoś poniesie wyobraźnia. Zdarzało się to wcale nie tak rzadko. W końcu była to szkoła artystyczna, a ojciec uwielbiał tych niepokornych.
Czekały ich pierwsze wakacje, na które pojadą bez rodziców, opiekunów, drużynowego czy nadgorliwego wychowawcy. Chociaż może to nie do końca wakacje – ten czas mieli spędzić na podejmowaniu decyzji, czy chcą to zrobić. Może to było złe pytanie. W końcu do tego dążyli, ale za nim szły inne, nie mniej ważne: „Czy są gotowi?”, „Jak dużo chcą poświęcić?”, „Co ze studiami?”, „Co z tymi, którzy zostaną, zwłaszcza tatą Oliwiera i Klarą?”. Te pytania pchały się i żądały odpowiedzi. Najlepiej szybkiej i jednoznacznej. Co ciekawe, kiedy powiedział o tym Dolores – bo teraz rozmawiali dość regularnie, co było czymś nowym w porównaniu z ostatnimi latami – podsunęła mu pewien pomysł. Właściwie podała na pozłacanej tacy. Domek na Mazurach, o którego istnieniu Edward nie miał pojęcia. Spokój, cisza i ich własne myśli oraz problemy.
– Jeśli będziesz chciał mojej rady, dostaniesz ją. Jeśli nie, nie będę się wtrącać. Musicie podjąć tę decyzję wspólnie, najlepiej bez nacisków z zewnątrz – zaznaczyła babcia.
Dolores zapewniła go, że mogą korzystać z niego bez ograniczeń, bo i tak w tym roku nie planowała tam żadnych gości, a miał on przejść gruntowny remont, który zaczynał się pod koniec lipca. Do tego czasu był do ich dyspozycji. Zapytał, czy ona na pewno go nie potrzebuje, ale spojrzała na niego, jakby postradał zmysły.
– Czy ja ci wyglądam na fankę ryb śmierdzących szlamem oraz komarów?
Wystarczyło zwykłe „nie”. Domek z reguły był wynajmowany, więc na siebie zarabiał. Nie żeby babci potrzebne były dodatkowe pieniądze. Należał do jej rodziny od kilkudziesięciu lat. Jak twierdziła, nie umiała go sprzedać ze względów sentymentalnych, chociaż ostatni raz była tam z dekadę temu. Trzymała go tak, jak ludzie zachowują zdjęcia i starą pozytywkę. Edward nie był pewny czy Dolores miała jakiekolwiek związane z domkiem wspomnienia, czy był tylko jedną z wielu rzeczy, które posiadała. Nawet nie był pewny, czy chciała. Mogła i to robiła.
Przyglądał się jej z pewną dozą niepewności – w końcu była Dolores. Przez całe życie chłodna i wyniosła, mieszkała w swoim lodowym pałacu z idealnie ułożonymi włosami i ludźmi, którzy, kiedy się przed nią schylali, to szorowali nosami po podłodze. Nie był pewny, czy babcia tego oczekiwała – tak to po prostu wyglądało. To, że teraz pozwoliła mu zabrać swoje stare ubrania i pytała go o jego sprawy, jakby rzeczywiście chciała usłyszeć odpowiedź, nie znaczyło, że wyrzucił z pamięci dotychczasowe osiemnaście lat. Co to to nie!
Odwróciła się i zmieniła płytę na starym gramofonie. Przesuwała palcami po idealnie uporządkowanym regale z winylami, którego wnuk jej tak zazdrościł. To była jedyna rzecz, jaką kiedykolwiek chciałby po niej odziedziczyć. Usłyszał Milesa Davisa i to nie było takie dziwne. Osobliwy był każdy utwór vocal jazz, który przesłuchali: Mad About the Boy, Cry Me A River, Summertime.
– Nigdy bym nie pomyślał, że lubisz jazz. – Był zaskoczony, że pozwolił swoim myślom wybrzmieć w przestrzeni tego pięknego salonu. Włożył kolejne rzeczy do worka. Babcia nie komentowała tego, chociaż wiedział, że chciała.
– Dlaczego, jeśli mogę spytać?
– Bo to taka muzyka, która lubi… – zastanowił się, żeby najlepiej ubrać myśli w słowa, aż w końcu szepnął: – …improwizację.
Lubił jazz, ale sam gatunek odznaczał się rytmem synkopowanym w parzystym metrum i ogromną dowolnością interpretacyjną, aranżacyjną i niezwykłą wręcz tendencją do improwizacji, która nijak ma się do muzyki klasycznej, gdzie nieustannie dąży się do perfekcji tego, co już stworzone. A to w takim świecie na co dzień obracała się babcia.
– Wiesz dobrze, Edwardzie, że akurat ta cecha gatunku ma związek z tym, że pierwszymi twórcami byli przeważnie nieznający nut potomkowie niewolników, ale to wcale nie umniejsza wartości samej muzyki. Nie robi tego też to, że swoje korzenie ma w dzielnicy Storyville w Nowym Orleanie, która – nomen omen – była dzielnicą prostytutek. – Zawahała się, a potem dodała tym samym wyważonym tonem, którym zwracała się do pracowników opery: – Zresztą to bardzo trudna fizyczna praca, często niebezpieczna. Poznałam w życiu kilka kobiet, które trudnią się tym zawodem, i naprawdę niełatwo kogokolwiek oceniać, kiedy pozna się ich historie.
Edward patrzył na nią z otwartymi ustami. Kobieta zbliżyła się do niego i wsunęła mu palce pod brodę, żeby pomóc mu je zamknąć. Nie wiedział, co go bardziej zszokowało – czy to, że babcia znała prostytutki, czy że nazwała ich zajęcie „zawodem”.
Czy to na pewno była ta sama kobieta, która nie znosiła jego mamy, bo obwiniała ją o to, że ojciec nie zrobił kariery w światku muzyki klasycznej? Chociaż ojciec fortepian bardzo szybko zastąpił perkusją i nie sądził, że ze swoją miłością do garów, Beatlesów i boy bandów chciałby nawet przez chwilę funkcjonować w tym sztywnym świecie muzyki „wyższej”. Kiedyś będzie chciał z nią o tym pomówić, ale nie teraz.
– Nie jestem tak całkowicie sztywna, jak chciałbyś sądzić, wnuku.
– Wcale tak nie uważam – rzucił szybko na własne usprawiedliwienie. Za szybko, żeby tak łatwo to łyknęła.
– Czas teraźniejszy, ale w czasie przeszłym chybabyś już tego nie powiedział, co? – Przekrzywiła głowę i kąciki jej ust uniosły się ku górze.
Zarumienił się, ale nic nie odpowiedział. Kiedy Dolores zmieniła płytę, prawie przewrócił się z zaskoczenia.
– Czy to jest Diana Krall?
Ella Fitzgerald, Billy Holiday – to jeszcze potrafił pojąć, bo to klasyka gatunku. Ale Diana Krall? Przecież ona żyła. Ledwo skończyła pięćdziesiąt lat. To ją skreślało z listy ulubionych wykonawców babci. Po chwili doszły go pierwsze wersy The autumn leaves. Nie miała tak pięknego głosu, jak Oliwier, ale przyjemnie wibrował na poszczególnych słowach.
– Babciu, wiesz, kto jest mężem Diany Krall?
W odpowiedzi, jakby nigdy nic, zaczęła śpiewać She Elvisa Costello. Ta kobieta nieustannie go zaskakiwała.
– Po naszym powrocie może AC/DC, Black Sabbath? – zapytał, szczerząc się figlarnie.
Babcia parsknęła. Pierwszy raz widział ją, trzymającą się za brzuch i zaśmiewającą niczym dziecko.
– Poznałam kiedyś Ozzy’ego Osbourne’a, interesujący człowiek. – Po czym wyszła, zostawiając go ze szczęką na podłodze.
***
Wyjrzał przez okno w gabinecie ojca, ale Jeepa nie było widać. Poczuł pragnienie i wyszedł na korytarz. Kiedy odsuwał się od dystrybutora z kubkiem wody, wpadł na jakąś przeszkodę, której nie powinno tam być. Podniósł wzrok, aby napotkać znajome oczy.
– Nic się nie stało, to tylko woda. – Stefan próbował strząsnąć krople z koszuli i spodni. Patrzyli na siebie w milczeniu. W końcu chłopak się obrócił w stronę bocznego wyjścia.
– Poczekaj – zawołał Edward i chłopak zatrzymał się z ręką na klamce. – Możemy chwilę pogadać? Oczywiście, jeśli masz czas.
Widział, że Stefan się zawahał, zanim przytaknął. Zniknęli w gabinecie ojca. Usiadł na ławce i poczekał, aż chłopak zrobi to samo.
– To o czym chcesz pogadać?
Edward nie wiedział, jak zacząć. Widział, że Stefan też nie czuł się pewnie, bo rozglądał się niespokojnie po sali, próbując zatrzymać na czymś wzrok.
– Przykro mi, że tak się stało między wami.
– Na pewno nie tak jak mnie, Edi. – Zaśmiał się, ale uśmiech nie sięgał oczu. – Kuba powiedział ci dlaczego? – dodał po chwili Stefan, kreśląc palcem na ławce jakieś wzory.
Zaprzeczył ruchem głowy. Stefan nie wydawał się zaskoczony. Przyjął to po prostu do wiadomości.
– Ale ty pewnie i tak wiesz.
– Może. Pewny nie jestem… mogę się mylić.
Stefan poprawił gitarę, która ciągle zsuwała się z ramienia. Nie odłożył jej na krzesło, tak jakby chciał być w każdej chwili gotowy do ucieczki.
– Czy Kuba i… Czy oni… – zaczął Stefan.
Czyli chodziło o Oliwiera – potwierdził w myślach Edward, chociaż już dawno znał prawdę, pewnie szybciej niż sam Jakub i Oliwier.
– Nie.
Stefan przetrawiał te informacje. Edi nie miał pojęcia czy chłopak się z tego cieszy, czy jest mu smutno, bo w końcu dlatego usunął się z drogi.
– Chcę, byś wiedział, że Kuba był z tobą naprawdę szczęśliwy, co w jego wypadku nie jest normą i za co jestem ci bardzo wdzięczny… Teraz, kiedy to mówię, sam słyszę, jak chujowo to brzmi.
Stefan wzruszył ramionami, bo nie było sensu zaprzeczać.
– Edi, ja z nim też. W końcu dwa lata się zbierałem, żeby do niego zagadać. Może przegapiłem swoją szansę. Bardzo chciałem, żeby nam się udało… Tylko że nie mogłem siebie oszukiwać, bo nieważne, jak Kuba jest dobry w łóżku – mrugnął do Ediego porozumiewawczo i oboje się roześmiali, wracając do tego niefortunnego zdarzenia sprzed kilku miesięcy, kiedy wszedł do pokoju, w którym tamci uprawiali seks – to ciężko patrzeć, jak twój chłopak jest zakochany w kimś innym.
I wtedy już żaden się nie śmiał.
– Przykro mi z powodu finału – dorzucił po czasie Stefan.
– Chyba nie jest tak źle…
Edi opowiedział o propozycji wytwórni i decyzji, jaką muszą teraz podjąć.
– Wow! Życzę sobie wejściówki za kulisy, kiedy będziesz już wielką gwiazdą. Gratulacje, ale zaskoczony nie jestem.
– Dzięki. A w ogóle co tutaj robisz?
Stefan pokazał rulonik, w który zwinął dyplom.
– Gratulacje… choć nie wyglądasz, jakbyś się cieszył. Nie żeby ten dyplom był ci potrzebny, bo jesteś zajebistym muzykiem.
– Cieszę się – zaczął Stefan ze smutkiem w głosie. – Miałem ten rok poślizgu, więc tym bardziej chciałem, by się udało. Tylko miałem spędzać ten dzień z… Teraz, jak o tym myślę, to wiem, że głupio było planować z takim wyprzedzeniem. Mieliśmy zrobić rundę po wszystkich klubach z muzyką na żywo, przetrwać w każdym chociaż jednego seta. Ja miałem pić, a Kuba miał być… Kubą… On na pewno o tym nawet nie pamięta.
– Sądzę, że Kuba… – Ale nie skończył myśli, bo przerwał im dźwięk nadchodzącej wiadomości. Stefan wyjął komórkę z kieszeni i wpatrywał się długo w ekran, jakby zapomniał, jak się go używa.
– Wszystko okej?
Stefan przytaknął niepewnie, odblokowując ekran. Oddech Stefana przyśpieszył, a oczy zrobiły się szkliste.
Edward czekał obok, gdyby mógł jakoś pomóc.
– Wiadomość… od Kuby – wyjaśnił Stefan.
Wiedziałem, że będzie pamiętał. Pewnie sam myślał o tym od rana – zadumał się Edi.
Wtedy drzwi się otworzyły.
– Kuba mówi, że masz zbierać swoją piegowatą dupę… – Oliwier zatrzymał się w pół kroku, nie wiedząc, czy wejść do sali, czy udawać, że go tu nie było. Przestępował nerwowo z nogi na nogę i w końcu dorzucił nieśmiałe: – Cześć.
Stefan przyglądał się przybyszowi z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
– Będę już leciał, Edi. Dzięki za… rozmowę i jeszcze raz gratulacje. Daj znać, czy nadal chcesz wziąć udział w warsztatach dla dzieci.
Stefan podniósł się z ławki i ruszył do wyjścia. Edward zauważył, że Oli i Stefan byli prawie tego samego wzrostu. Kuba ma swój typ – pomyślał. Stefan przez kilka sekund mierzył Oliwiera wzrokiem i powiedział, niby spokojnie, ale w tle czaiła się delikatna groźba:
– Lepiej, żebyś go nie skrzywdził.
Po czym pomachał i zniknął.
– Edi, o co mu chodziło? – zapytał Oliwier. – Kogo mam nie skrzywdzić?
Boże, co za idioci – skomentował Edward w myślach, wypychając Oliwiera za drzwi.
Oliwier
Na Mazurach był w zeszłym roku z Gabrielą i Alanem, ale w tamtym okresie był innym człowiekiem. Wtedy wydawało mu się, że trafił do koszmaru, który, jeśli będzie wystarczająco cierpliwy, się skończy. Minie rok i pójdzie na studia. Zacznie od nowa. Wtedy jeszcze naiwnie wierzył, że wróci do Oxfordu, ale przecież nie było to możliwe. Studia Gabrieli były już dawno opłacone. Jego, bez pensji taty z uniwersytetu i mamy z prywatnej praktyki oraz wynagrodzenia z dwóch szpitali – cóż, była to mrzonka. Rok wcześniej Polska była dla niego czymś przejściowym. To nie tutaj był jego dom, nawet jeśli na pytanie „Gdzie mieszkasz?”, podawał w odpowiedzi wrocławski adres. Tylko że ten rok odwrócił perspektywę i zmienił definicje domu, przyjaźni, a nawet miłości. Uświadomił sobie, że to, co kiedyś było domem, jest dziś tylko budynkiem, ci, których nazywał przyjaciółmi, są zaledwie kimś, kogo się zna z imienia. A miłość, no cóż, tego, co czuł obecnie, nie umiał porównać z niczym. Mógłby się dłużej oszukiwać, że to tylko przyjaźń – znaczy bez „tylko”, tak jakby ona była mniej wartościową odmianą miłości, ale wystarczyło, że zestawił ze sobą to, co czuje do Edwarda czy Emi, z tym, co działo się z nim, kiedy myślał o Jakubie. Z pozoru to były te same emocje, wypełnione troską, szczęściem, radością. Ale diabeł tkwi w szczegółach, tak mówią. Kiedy Edward się do niego uśmiechał, czuł niebywałą radość, taką, jaka towarzyszy dziecięcej zabawie. Kiedy robił to Jakub, każda komórka ciała Oliwiera chciała zamknąć ten idealny moment w specjalnej skrzyni pamięci. Dla takiego uśmiechu byłbym gotowy podpalić świat – myślał. Kiedyś wydawało mu się, że takie uczucie nie istnieje, ale teraz nie był już taki pewny. Dziś Oliwier zrobiłby wszystko, co w jego mocy, a nawetwięcej, żeby wywołać u Jakuba uśmiech. Tak bardzo pragnął być przyczyną szczęścia chłopaka. Gdy Emilia chwytała go za rękę, Oliwier wiedział, że jest bezpieczny, że gdzieś należy. Kiedy robił to Jakub, a wystarczyło muśnięcie, miliony impulsów elektrycznych przeszywały jego ciało. Jedno uczucie dzieliło się na atomy emocji, które wplątywały się w skórę i włosy.
Byli w podróży od kilku godzin. Edward upierał się, że muszą koniecznie zatrzymać się, aby coś zjeść, bo to, co mieli ze sobą, zostało już pochłonięte lub było za zimne, za słone, za surowe, za słodkie… Generalnie Edi miał ogromną ochotę na jakiś fast food i Jakub nie potrafił już słuchać jego biadolenia. Kiedy pierwsze złote łuki zamajaczyły na horyzoncie, Jakub się zatrzymał. Otworzyli drzwi klimatyzowanego samochodu, żar wlał się do środka, oplatając ich gorącymi ramionami.
– Oli, jakbym miał takie nogi jak ty, to chodziłbym w krótkich spodenkach nawet zimą – odezwał się Edward, mierząc ciało Oliwiera ukryte w ciemnych jeansach.
Oli przyjrzał się rudemu chłopakowi, który – przyodziany w szorty w żółte kaczuszki – kroczył dumnie w kierunku wnętrza restauracji.
– Daleko jeszcze? – Emilia poprawiała spodenki w kolorze kości słoniowej, przez co jej jasna skóra wydawała się jeszcze bardziej papierowa.
Oli widział, jak właściciel starej Mazdy ją obserwuje, jak małe oczka ślizgają się po jej ciele. Miał ochotę podejść, wyciągnąć delikwenta przez okno, kazać się rozebrać, aby pokazać, jak to jest, kiedy inni obdarzają cię niechcianym spojrzeniem.
– Ze dwie godziny, chyba że Axl znów będzie potrzebował spożyć puste kalorie. – Dobiegł do nich głos Jakuba, który stał na poboczu, palił papierosa i próbował się gdzieś dodzwonić, ale kiedy mu się nie udało, zaczął wściekle uderzać w ekran komórki.
– Czemu Axl? – zapytał Oli, ale zanim Kuba zdążył odpowiedzieć, Edward wrócił z torbą wypełnioną jedzeniem i zimnymi napojami.
– Edi, czemu Kuba nazwał cię Axl?
Edward spojrzał najpierw na Jakuba, a potem na niego, rozkoszując się posiłkiem niczym z trzygwiazdkowej restauracji Michelin.
– Jak byliśmy w podstawówce, to była taka tradycja, że przebieraliśmy się na pierwszy dzień wiosny. Jak mieliśmy z dwanaście lat, miałem świra na punkcie zespołów rockowych z lat osiemdziesiątych. Bardzo chciałem przebrać się za Slasha z Guns N’ Roses, ale nie miałem takiego cylindra, więc Kuba zaproponował, żebym przebrał się za Axla, skoro mam bokserki w amerykańską flagę.
Pomimo że Oliwier wiedział, do czego to zmierza, i tak spytał:
– Zrobiłeś to?
– Oczywiście, że zrobił – oznajmiła Emilia, sięgając po frytkę.
– Poszedłeś do szkoły w samej bieliźnie? – upewnił się Oli.
Edward pokręcił głową.
– Miałem na sobie bandanę i koszulę w kratę, bo zimno było przecież, to marzec był.
Oliwier zaśmiał się głośno, myśląc, że musiał to być interesujący widok.
– Czemu mu na to pozwoliliście? – zwrócił się tym razem do Emi i Kuby.
– Chyba nie wiesz, jaki był dumny z tego stroju – wyszczerzyła się do niego Emilia.
– Powiedzcie mi, że macie zdjęcia. Wtedy już nie musicie mi nic na urodziny dawać.
– Jak wrócimy do domu, to ci pokażę – odezwał się Jakub, który polewał się wodą z pompy umieszczonej niedaleko wejścia do restauracji. Koszulka kleiła mu się teraz do ciała, a z włosów skapywały krople, które zatrzymywały się raz po raz na długich rzęsach.
Oliwier przyglądał się tej scenie, zanim zdał sobie sprawę, co robi. Zamknął usta, które były otwarte zbyt długo, by uchodziło to za naturalne.
– Kuba, całe siedzenie będzie mokre.
– Zdążę wyschnąć w tym upale.
– Zaraz ruszamy. – Oliwier nie dawał za wygraną. Po co była mu ta głupia bitwa? Kłócił się dla samej zasady, ale bardzo szybko pożałował, że się w ogóle odezwał, gdyż Jakub ściągnął koszulkę. Kiedy wrócili do samochodu, nadal był bez koszulki, którą wcisnął do bagażnika. A Oliwier udawał, że wcale a wcale się nie gapi. Jakub 1 – Oliwier 0 – skonstatował.
– Jak będziesz pokazywać moje zdjęcia, to nie zapomnij pochwalić się swoimi z fazy fascynacji Cobainem. Jakub z długimi włosami to było coś. I od razu będziemy mieć też z głowy prezenty na święta – odezwał się Edward z tylnej kanapy. Miał taki błogi wyraz twarzy, jak zawsze, kiedy się najadł lub kiedy kończyli grać i poszło im bardzo dobrze.
Oliwier zobaczył, jak Jakub posyła w lusterku wstecznym mordercze spojrzenie rudzielcowi, ale Edward pozostawał niewzruszony.
– Nie potrafię sobie ciebie wyobrazić z długimi włosami – zaznaczył Oli, patrząc na chłopaka na siedzeniu kierowcy.
– Nie wiem, czemu miałbyś mnie sobie wyobrażać w czymkolwiek – odpowiedział Jakub, unosząc brwi i uśmiechając się głupkowato.
0:2. To nie jest stanowczo mój dzień – sarknął Oliwier, ale pozostawił te myśli dla siebie.
– Spodenki też masz mokre – dorzuciła Emilia, grzebiąc w torbie.
– Tutaj przebiega granica i staram się ją uszanować – wyjaśnił enigmatycznie Kuba.
– W sensie, że nie chcesz prowadzić w bieliźnie? Przecież mogłeś się przebrać na poboczu. – Emilia wyciągnęła wielkie słuchawki, sprawdzając poziom ich naładowania.
– Może źle się wyraziłem, Emi, tu przebiega wasza granica.
Emilia parsknęła, kiedy widocznie dotarł do niej sens wypowiadanych słów.
– Czy ty mi chcesz powiedzieć, że nie masz na sobie gaci?
Jakub wzruszył ramionami, co wystarczyło za potwierdzenie. Oliwier poczuł rękę Edwarda na swoim ramieniu, ale i tak nie dało się ukryć, że przyjaciel się śmieje. Mógł to przewidzieć. Oliwier 0 – Jakub 3.
