Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
15 osób interesuje się tą książką
Każdy dom ma swoją historię. Niektóre jednak zrobią wszystko, by ich tajemnice nigdy nie wyszły na jaw.
Magda Karska wraca do miejsca, które zna od dzieciństwa. Stary rodzinny dom na wzgórzu miał stać się początkiem nowego życia u boku Rafała Wilka. Remont, wspólna przyszłość i próba uporania się z demonami przeszłości — właśnie tego potrzebowała.
Do chwili, gdy w zalanej piwnicy zostają odnalezione ludzkie zwłoki.
Kim był zamordowany mężczyzna? Dlaczego zginął właśnie w domu należącym niegdyś do rodziny Magdy? I co łączy jego śmierć z wydarzeniami sprzed wielu lat?
Kolejne odkrycia prowadzą Magdę coraz głębiej w przeszłość własnej rodziny. Stare sekrety, przemilczane zbrodnie i ludzie, którzy przez dziesięciolecia chronili prawdę, zaczynają tworzyć niebezpieczną układankę. Ktoś jednak wyraźnie nie chce, by została rozwiązana.
Groźby przestają być ostrzeżeniem. Zaczyna się polowanie.
Magda jak zwykle nie zamierza odpuścić. U jej boku stoi Wilk — były złodziej, człowiek o trudnym charakterze i jeszcze trudniejszej przeszłości, gotowy zrobić wszystko, by ją ochronić.
Ale tym razem nawet on może nie zdążyć.
Bo rodzinne tajemnice bywają jak splątane nici. Wystarczy pociągnąć za jedną, by odkryć prawdę. Albo zacisnąć sobie pętlę na szyi.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 351
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Mieszkańcom Bogatyni i okolic.Poszukiwaczom prawdy i odkrywcom tajemnic.Tym, którzy wejdą ze mną w ogień… lub do ciemnej piwnicy.
Konsultacja policyjna: emerytowany młodszy aspirant Mariusz Brendowski.Książka jest wyłącznie fikcją literacką, a wszelkie podobieństwo do zdarzeń, osób i miejsc ma charakter wyłącznie przypadkowy..
Nie ma niczego, co mogłoby ukoić ból.Ale w końcu znajdziesz sposób, żeby z tym żyć.Będą koszmary.I każdego dnia, kiedy się obudzisz,Będzie to pierwsza rzecz, o której pomyślisz.Aż pewnego dnia Będzie to druga rzecz.Raymond Reddington - Czarna lista
1.
Jestem mordercą. Jestem złodziejem. O ile kradzież sprawiała mi swego czasu ogromną przyjemność, o tyle zabicie człowieka, który dawno temu był moim najlepszym przyjacielem, ciąży mi na duszy od wielu lat. Bóg mi świadkiem, że nie tego chciałem. Przeżyłem wiele, wyrządziłem dużo złego i próbowałem żyć tak, żeby odkupić swoje winy. Jednak każdego ranka, kiedy otwieram oczy, widzę jego twarz. Czuję, że niedługo do niego dołączę. Może wtedy będziemy mogli się pojednać, a moja dusza odzyska spokój. Piszę te słowa dla przyszłych pokoleń. Dla oczyszczenia sumienia, które trawi mnie niczym żywy ogień. Dla zrozumienia. Być może, zanim bezlitosna śmierć zabierze mnie do swoich komnat, zdążę opowiedzieć moją historię. Ale żeby zrozumieć, muszę zacząć od początku. Od piekła, które właśnie się skończyło. Od chwili, gdy pozwolono nam uwierzyć w złudną wolność. Wracałem wtedy do domu z moim przyjacielem – bratem i druhem, człowiekiem, który przeszedł ze mną przez najgorsze. Nie będę pisał o wojnie. Nie chcę do niej wracać. Wystarczy, że wiem: dobiegła końca.
***
Magda stała na ubłoconym podwórku, nie odrywając wzroku od domu. Tak dobrze go znała. Kiedyś wypełniały go zapachy świeżo upieczonego chleba, mleka prosto od tłustych krów i słomy przynoszonej do środka na butach. Tętnił kolorami polnych kwiatów, które babcia ustawiała w porcelanowych dzbankach, oraz śmiechem – jej, siostry, rodziców i właśnie babci. W tamtych czasach wydawało się, że ten dom zawsze będzie pełen życia. Dziadka kojarzyła jak przez mgłę. Postawny mężczyzna z gęstymi, szarymi włosami i dużymi, podkręconymi wąsami. Pamiętała, że nosił koszulę, szelki, długie buty i nie rozstawał się z drewnianą fajką oraz misternie rzeźbioną laską odziedziczoną po swoim teściu. Do tej pory zapach tytoniu przywoływał uśmiech na jej twarzy.
Pochmurna październikowa aura szczypała ją w uszy. Urwała się wcześniej z pracy, prosząc Dorkę o zastępstwo. Skłamała, że musi jechać do mechanika samochodowego na przegląd. Nienawidziła oszukiwać. Wiedziała, że przyjaciółka nic by nie mówiła, proponując swoje towarzystwo. Albo wysłałaby do niej Rafała. Zjawiłby się nieproszony. Miał teraz na głowie wykończenie hotelu. Do końca miesiąca chciał skończyć remont, by przyjąć pierwszych gości, którzy zrobili już rezerwację. A ona chciała być teraz sama. Z domem. Ze wspomnieniami. Potrzebowała czasu tylko dla siebie.
Kiedyś kochała to miejsce. Teraz opuszczona ruina wywoływała w niej bolesny skurcz serca. Babcia zmarła siedem lat temu, a Magda zamieszkała w jej małym mieszkaniu na przedmieściu. Ojciec nie chciał dłużej zajmować się pustym, niszczejącym, nikomu niepotrzebnym domem na wsi, więc go sprzedał. Tak jak sprzedaje się ziemniaki na rynku. Bez większych sentymentów. Potem wracał kilka razy porozmawiać z nowymi właścicielami i pokazać im róże rzeczy. Aż pewnego dnia już nie wrócił. Zginął w tragicznym wypadku razem z żoną. Mówili o prędkości, śliskiej drodze, drzewie… Nie mogła patrzeć w stronę tamtego drzewa. Ktoś je ściął dwa lata temu. Ale ona pamiętała dokładnie to miejsce.
Wypuściła z ust powietrze, tworząc mały obłoczek pary. Wiał mroźny wiatr. Robiło się ciemno. Jakby pogoda wyczuwała nastrój Magdy. Miała na sobie ocieplane botki, bojówki z pojemnymi kieszeniami i grubszą, ciemną kurtkę. Pod nią skrywał się ciepły, musztardowy sweter. Ręce trzymała głęboko w kieszeniach kurtki. Przed nią stał dom, za plecami majaczyła duża stodoła. Spod kaptura młodej kobiety wymknęło się kilka kosmyków jasnych włosów, którymi bezlitosny, zimny wiatr rzucał na wszystkie strony. Jej błękitne oczy, teraz w kolorze morskiej toni wpatrywały się w odrapany tynk.
Nie wiedziała, co się stało z poprzednimi właścicielami. Nie widziała większych zmian. Nie interesowało jej to. Nie wracała do przeszłości. Nie myślała o przyszłości. Liczyło się dziś, jutro i może pojutrze, nic więcej. Ten dom był prezentem, który ona i Wilk otrzymali od niezwykłego człowieka. Urzekającego, czarującego przestępcy. Nie prosiła o to. Ne chciała tego. Odmówiłaby, gdyby ją ktoś zapytał, ale nikt tego nie zrobił. Została postawiona przed faktem dokonanym. Przyjęła prezent razem z sercem Rafała. Na myśl o nim zrobiło jej się cieplej. Uśmiechnęła się mimowolnie. Trochę trwało załatwianie formalności. Nieco odwlekała moment pojawienia się w tym miejscu. Hotel był ważniejszy, ale już czas. Zmarszczyła brwi.
– Mój dom – szepnęła do siebie.
Był jej. Od zawsze. I powinna tu mieszkać. Razem z tym nieokrzesanym, nieznośnym, gburowatym, niebezpiecznym, irytującym, wkurzającym facetem. Z miłością jej życia. Coś mokrego spadło jej na zadarty nos. Podniosła oczy ku niebu. Małe, zmrożone płatki śniegu powoli wirowały na wietrze coraz bardziej gęstniejąc. Patrząc w górę uśmiechnęła się lekko. W dłoni ukrytej w kieszeni kurtki obracała klucze.
– No dobra, Megi. Zajrzyjmy do środka – mruknęła.
Podeszła pewnym krokiem, wyjęła klucz i włożyła do zamka. Po chwili szarpania, udało jej się otworzyć. Weszła do środka. Dźwięk zamykanych drzwi odbił się głuchym echem po pustym pomieszczeniu. Zapaliła światło. Na kablu, w korytarzu wisiała goła żarówka. Znajome chłodne mury, kamienna podłoga. Zauważyła, że schody na piętro zostały odnowione. Roztarła zmarznięte dłonie. Weszła do pomieszczenia, które kiedyś służyło za kuchnię i salon. Przywitały ją niskie sufity, maleńkie okna i krzywe ściany. Tak bardzo znany jej widok. Oczami wyobraźni widziała piec, na którym zawsze bulgotał jakiś aromatyczny sos, kanapę, stół, meble oraz obrazy wiszące na ścianach. W tym pomieszczeniu ktoś zdążył wymienić tylko kable, zwisające teraz bez ładu z sufitu. Czuła zapach tynku i stęchlizny, dlatego czym prędzej wyszła.
Omiotła spojrzeniem wejście do piwnicy i drzwi do obory połączonej z domem. Spojrzała w górę. Znalazła włącznik. Kolejna goła żarówka oświetliła schody. Weszła na piętro. Jej oczom ukazały się małe pomieszczenia służące za sypialnie. Schody już nie skrzypiały jak zawsze. Zajrzała do ciemnych pokoi. Dostrzegła odrapany tynk oraz ślad po piecu, który kiedyś ogrzewał wszystkie pomieszczenia. Na wprost schodów znajdował się zagracony pokój. W końcu dostrzegła drzwi prowadzące na mały taras. Podeszła i spojrzała przez szybę. Nie wiedziała, czy może bezpiecznie tam wyjść, więc wolała nie ryzykować.
O ile tamta strona domu była starą, poniemiecką zabudową, z maleńkimi oknami i klitkami z niskimi sufitami, o tyle po drugiej stronie korytarza nad oborą znajdowały się trzy pokoje z wysokimi sufitami i drewnianą podłogą. Nigdy niezamieszkane. Babci wystarczała maleńka, użytkowa część.
Magda lubiła zaglądać tam, gdzie nikt nie wchodził. A puste pokoje i duży strych nad nimi kusiły małą dziewczynkę. Pod nieobecność starszej pani szukała skarbu. Bo w takich domach zawsze musiał być skarb. I zaginione monety, które pradziadek ukrył w domu. Podeszła do dużego okna, uśmiechając się do siebie. Kochała szukać skarbów, rozwiązywać zagadki i słuchać opowieści z przeszłości.
Przejechała palcem po drewnianym parapecie. Na dworze robiło się ciemno. Słyszała ujadające w dali psy. Wpatrywała się w dym unoszący się z kominów pobliskich gospodarstw. Czy będzie tu szczęśliwa? Kiedyś była. Wiatr dmuchnął zmrożonym śniegiem w okna. Postanowiła nie wchodzić na strych. Stare schody nie zachęcały do wędrówek po ciemku. Zeszła na dół.
Po raz kolejny omiotła wzrokiem drzwi do piwnicy. Kiedy była mała, babcia mówiła, żeby nie iść, bo mieszka tam Diabeł. Tak samo jak, żeby nie zaglądać do studni. I nie wchodzić na belki w stodole. Ani nie przechodzić małym przejściem za kurnikiem, prowadzącym z obory do szopy. Mała Magda oczywiście wlazła wszędzie, gdzie nie było jej wolno, i zajrzała w każde zakazane miejsce. Przekonała się, ze Diabła nie ma, jednak nie lubiła piwnicy. Razem ze starszą siostrą, Anią, miały swoje tajemnice i miejsca, w które dorośli zakazywali się zapuszczać. Teraz dzieci Anki mają na pewno takie sekrety przed swoją mamą.
Otworzyła zaryglowane drzwi do obory. Kamienne pomieszczenie zionęło chłodem. Przegrody dla świń i żłoby dla krów. Zimna, szara podłoga, małe półokrągłe okna i półkolisty ozdobny sufit. Czy projektant tego miejsca zbudował je z myślą, że krowy cenią takie pomieszczenia, patrząc w ładny sufit? A może myślał, że okna, w których wieczorami widać pomarańczowo-czerwony zachód słońca, uprzyjemni widok świniom? Dziewczyna parsknęła do swoich myśli i wyszła.
Miała przejść obojętnie obok piwnicy, jednak odezwała się w niej mała, uparta, niepokorna dziewczynka, która musiała zobaczyć. I musiała wiedzieć. Przekonać się. Zapaliła światło z nadzieją, że ktoś i tam wykręcił żarówkę. Nadzieja okazała się płonna. No dobra. Otworzyła skrzypiące drzwi na całą szerokość. Schody prowadziły w dół. Była tu z siostrą tylko raz i szybko uciekła, widząc jakieś przedmioty porozrzucane na ziemistej podłodze. Zeszła parę stopni niżej. Piwnica była zalana. Czarna, mazista woda napawała ją niepokojem. Stała na schodach pod domem w ciemny, zimy dzień.
Nie zwróciła uwagi na to, że zaczęła drżeć, a serce przyspieszyło puls jak po dobrym biegu. Wpatrywała się chwilę w brunatną toń. Zaczęła odczuwać zawroty głowy. Odwróciła się za szybko i zobaczyła mroczki przed oczami. Miała wrażenie, że ktoś trzasnął drzwiami wejściowymi. Po chwili także drzwi do piwnicy zamknęły się z impetem, a żarówka zamrugała złowieszczo. Czuła, że zaraz zemdleje.
Znalazła się sama w małym, zamkniętym i ciemnym pomieszczeniu. Znowu będzie musiała walczyć o życie. Słaniając się na nogach, pomyślała, że nie udało jej się uciec, a oni ją zabiją. Tak jak tamtą dziewczynę. Upadła na kolana. Miała wrażenie, że zaraz się udusi. Jakaś postać podeszła i chwyciła ją, podnosząc. Próbowała się bronić, ale nie była w stanie. Ktoś wyprowadził ją z piwnicy i oparł o ścianę. Kazał spuścić głowę między kolana. Magda zaciskała ręce na czyjejś kurce, oddychając głośno.
– Hej. Nic ci nie jest?
Gdzieś z oddali docierał do niej głos.
– W porządku? Oddychaj. Trochę się wystraszyłaś. Nie powinnaś sama włóczyć się po starym, opuszczonym domu.
Słowa stawały się coraz bardziej wyraźne, serce zwalniało, a dziewczyna odzyskiwała wzrok. Kiedy trochę się uspokoiła i podniosła głowę, spojrzała prosto w uśmiechnięte, ale czujne niebieskie oczy. Coś mokrego trącało jej rękę.
– Oddychaj głęboko. Zaraz ci przejdzie – nieznajoma mówiła łagodnym głosem, rozpinając Magdzie lekko kurtkę pod szyją.
Kobieta przed pięćdziesiątką, z ostrymi kośćmi policzkowymi, lekko zadartym nosem i dużymi niebieskimi oczami, podtrzymywała Magdę, żeby ta nie upadła. Krótkie, jasne włosy wystawały spod czapki wciśniętej na uszy. Magda spojrzała na swoją rękę, w której czuła coś miękkiego. Duży, łaciaty kundel wciskał radosny pyszczek w jej dłoń, od czasu do czasu oblizując ją jęzorem. Widok wesołego czworonoga uspokoił dziewczynę. Położyła rękę na miękkim futrze.
– Kim jesteś? – Zupełnie przytomna spojrzała na nieznajomą. Kobieta się roześmiała.
– Mogłabym zapytać cię o to samo. Obca kręcąca się po pustym domu. Jednak nie wyważyłaś drzwi, nie włamałaś się. Z mojej kuchni mam widok na twoje okna na piętrze. Kiedy zobaczyłam zapalane i gaszone światła, postanowiłam zajrzeć. Nie pierwszy raz się tu ktoś kręci, ale ty masz klucze, więc wydaje mi się, że jestem twoją nową sąsiadką. Beata Wróblewska – wciąż uśmiechnięta wyciągała rękę.
– Magda Karska – uścisnęła ciepłą, mocną dłoń. Poczuła, że swoją ma lodowatą.
– Zmarzłaś. I chyba napędziłaś sobie trochę stracha. Chodź. Mam ciepłe, świeże mleko. Zrobię ci gorące kakao. Ogrzejesz się u mnie i opowiesz, co tu robisz.
– Zobaczyłam chyba już wszystko, co chciałam. Kakao brzmi kusząco.
Rozejrzała się ostatni raz po korytarzu.
– A ten przystojniak to, kto? – Kiwnęła głową na psa, który ocierał się cielskiem o jej nogę i merdał wesoło puchatym ogonem.
– To Bruno, jeden z wielu moich przystojniaków – Beata mrugnęła okiem do zdziwionej Magdy.
– Miło mi poznać was oboje – to mówiąc, zamknęła drzwi na klucz. – Gdzie właściwie mieszkasz? Nie kojarzę cię. Nie jesteś stąd.
– Nie – nieznajoma wzięła Megi pod rękę i zaczęła iść ścieżką obok stodoły.
– Kupiłam dom pięć lat temu. Nie zamieniłabym go na żaden inny – uśmiechnęła się, prowadząc do pobliskiego gospodarstwa, do którego mała Magda biegała z kanką po mleko prosto od krowy. I po drodze wypijała połowę.
– Znam to miejsce. Miałam tu koleżankę. Jak przyjeżdżałam na wakacje, czasem się bawiłyśmy. Miała na imię Alina. Ala. Piegowata dziewczynka z kręconymi brązowymi włosami.
– Sprzedała mi dom po dobrej cenie – na policzkach Beaty pojawiły się urocze dołeczki.
– Więc ty jesteś właścicielką tej ruiny? Przepraszam – powiedziała kobieta ze śmiechem – nie mogłam patrzeć jak dom na wzgórzu niszczeje. Z okien widzę tylko twoją posesję. Byłam ciekawa, dlaczego tak długo stoi pusty i czy ktoś się wprowadzi. Czasami kręcą się tu obcy. Miałam nadzieję, że to jacyś kupcy.
– Dom należał do mojej rodziny. Potem został sprzedany i przez parę lat nie miałam pojęcia, co się z nim działo. Ale niedawno trafił znowu w moje ręce i zamierzam doprowadzić go do porządku – obejrzała się za siebie.
Dotarły do furtki. Bruno wbiegł na podwórko. Magda słyszała szczekanie innych psów, dobiegające od strony pomieszczeń gospodarczych, w których dawniej trzymano krowy.
– Dobrze spotkać nową sąsiadkę – Beti postanowiła chwilowo nie wypytywać, co przeraziło tak bardzo tę młodą dziewczynę.
– Właściwie to połowa należy do mnie, a połowa do mojego chłopaka. Nie wie, że dziś tu przyjechałam. Chciałam zmierzyć się ze wspomnieniami. Obejrzeć. Wiem jednak, że nie pozwoliłby mi być dziś tu samej.
W tym momencie ich uszu dobiegł odgłos szybko nadjeżdżającego samochodu, mijającego gospodarstwo Beaty i skręcającego na podjazd domu, przy którym stał mały Seat.
– Oho! Chyba o wilku mowa – nowa sąsiadka mruknęła do Magdy.
– Nawet nie wiesz jak bardzo się nie mylisz – ta zamrugała oczami i uśmiechnęła się szeroko
– Zadzwoń do niego. Niech przyjdzie tutaj. Ogrzejecie się, pogadacie i wrócicie do siebie. Po co ma błąkać się jak duch po pustym domu?
– Tak zrobię.
Magda z daleka przyglądała się mężczyźnie, który wyraźnie zirytowany wysiadał z auta i szedł dziarskim krokiem do drzwi. Jej wkurzony facet i jej opuszczony dom. Tak. Zdecydowanie tu jest jej miejsce. Będzie tu szczęśliwa.
2.
Rafał Wilk, dawniej wzięty złodziej luksusowych samochodów i wartościowych rzeczy, które łatwo można było sprzedać odpowiednim ludziom, dziś prawie zupełnie porządny obywatel, wyglądał jak żołnierz. Miał krótko ostrzyżone, ciemne blond włosy, dwudniowy zarost na kwadratowej szczęce, zaciśnięte usta, czujne szare oczy, szerokie ramiona i wąskie biodra.
Dziś stracił ją z pola widzenia. Od ostatniego razu, kiedy została porwana i szalał z niepokoju, nie wiedząc, co się z nią dzieje, był jeszcze ostrożniejszy. Starał się, żeby Magda tego nie zauważyła, ale wolał ją mieć na oku. Dziewczyna wpadała zupełnie niechcący w poważne tarapaty. Nigdy więcej nie chciał czuć się bezradny. Cała przygoda chyba na wszystkich jej uczestnikach zostawiła wyraźny ślad.
Magda budziła się czasami w nocy, łapiąc spazmatycznie powietrze. Widział jak drży jej ręka przy porannej herbacie i jak ogląda się za siebie. Nie straciła dawnej radości, ale wydarzenia minionego lata odcisnęły na niej swoje piętno. Chciał, zapewnić jej bezpieczeństwo, nie narażając się upartej dziewczynie, która nie znosiła być pod jakąkolwiek kontrolą. Nie mogąc i nawet nie chcąc być przy niej dwadzieścia cztery godziny na dobę, zrobił wszystko, co mógł. Był w stałym kontakcie z jej przyjaciółkami, oszczędzał jej stresów i poprosił Kamila o zamontowanie w małym Seacie lokalizatora GPS. Gdyby się dowiedziała, gorzko by obaj pożałowali. Wolał nie ryzykować.
Dziś skończył wcześniej w hotelu, a kiedy wieczorem chciał odebrać dziewczynę z pracy, zdziwił się, że zamiast niej, w sklepie siedzi Dorka. Jeszcze bardziej był zaskoczony, gdy przyjaciółka powiedziała mu, że Magda pojechała na przegląd samochodu. Kto, jak kto, ale taki miłośnik czterech kółek, dbał o każdy szczegół auta i wiedział doskonale, że do przeglądu jeszcze daleko. Skorzystał więc z aplikacji w swoim telefonie, odnajdując Seata pod ich wspólnym domem na wsi. I tylko odrobinę miał wyrzuty sumienia, korzystając z urządzenia. Rozumiał, że Magda potrzebowała sama tu przyjechać, by zmierzyć się z przeszłością. Lekko ukłuło go, że mu o tym nie powiedziała. Przecież by zrozumiał.
Szedł teraz błotnistą ścieżką w szary, zimny, ponury wieczór. Gdy mijał jej samochód, zadzwonił telefon i Magda zaprosiła go do ich nowej sąsiadki na gorące kakao. Nie miał nic przeciwko rozgrzewającemu napojowi i bardzo chciał przyjrzeć się ludziom, z którymi od tej pory będzie miał do czynienia.
Mijając stodołę, odbił ścieżką w bok do dużego domu, który otaczały zabudowania gospodarcze. Biały tynk, duża drewniana brama, ogromna stodoła, długa obora i szopa. Budynek był nowszy oraz większy niż ich. Mógł sobie wyobrazić maszyny rolnicze, stojące niegdyś na podwórku i zwierzęta: krowy, świnie, ptaki. Usłyszał końskie rżenie dobiegające ze stodoły i szczekanie psów. Wiatr rozwiewał po podwórku resztki słomy z wplątanymi kurzymi piórami. Kilkadziesiąt lat wstecz z pewnością było tu prężne gospodarstwo. Teraz pod wiatą zauważył samochód terenowy, a z obory wybiegającego małego, brązowo – czarnego kundla. Pies ujadał, ale cofał się, kiedy Wilk chciał do niego podejść.
Drzwi się otworzyły i stanęła w nich uśmiechnięta kobieta.
– Kajtek – alarm oraz pies obronny.
Wilk spojrzał na czworonoga, ukucnął i wyciągnął rękę w jego stronę. Pies po chwili wahania podszedł z podkulonym ogonem i położył się na plecy, odsłaniając brzuszek. Chłopak się uśmiechnął. Lubił koty Megi, ale wolał psy. Pogłaskał Kajtka domagającego się pieszczot.
– Mhm. Właśnie widzę – nadal kucając, podniósł czujne, szare oczy na jego właścicielkę. – A ty?
Szczupła, sporo po czterdziestce, bez grama makijażu, z krótkimi blond włosami dziwnie sterczącymi na różne strony, w szarej grubej kamizelce, uśmiechała się do niego dużymi, niebieskimi oczami. Pomyślała, że ten facet zwiastuje kłopoty, a ona ich nie chciała.
– Ja umiem bronić się sama – przekrzywiła głowę. – Wchodzisz czy zostajesz z Kajtkiem?
Rafał wstał. Podszedł do kobiety. Wiedziała, że jej się przygląda i analizuje sytuację. Wyciągnął do niej rękę, na której widniał czerwono – zielony tatuaż.
– Rafał Wilk. Nowy sąsiad.
Spojrzała na jego dłoń z zaciekawieniem i uścisnęła mocno.
– Beata Wróblewska. Nowa sąsiadka. Zapraszam do środka. Magda pije kakao, ale dla ciebie też wystarczy.
Poprowadziła gościa do dużej kuchni. Za nimi dreptał Kajtek. Przy wysokim blacie na stołku siedziała Magda, w jednej ręce trzymając niebieski kubek z parującym napojem, a drugą głaskała wielkiego, łaciatego psa z wywalonym jęzorem. Popatrzyła na Rafała, kiedy stanął w progu. Jak zawsze wydawał się wkurzony, ale na jej widok, jego szare oczy złagodniały. Uśmiechnęła się.
– Chcę taki.
– Psa?
– Na psa obrażą się koty. Chcę taki duży, wysoki, drewniany blat, przy którym będziemy pić wieczorami gorące kakao.
Jej twarz z błękitnymi oczami, pełnymi ustami i zadartym noskiem, wydawała się teraz radosna i spokojna. Jasne włosy do ramion muskały zaróżowione policzki. Pierwszy raz powiedziała, że planuje w domu jakiekolwiek zmiany. Do tej pory bardzo rzadko poruszała ten temat, a on nie naciskał. Teraz widział radość z tego powodu. Podszedł do niej, wsadzając nos w jej kubek i upijając z niego duży łyk.
– Hej to moje! – Magda się roześmiała.
– Co twoje to moje – odwzajemnił uśmiech.
Beata widziała ten błysk w jej oczach, kiedy Rafał wszedł do kuchni i ten spokój malujący się na jego twarzy, kiedy ją zobaczył. Ciekawiła ją ich historia. Na pewno będzie okazja się poznać. Podała parujący kubek Rafałowi.
– Więc odkupiliście rodzinny dom?
– Właściwie dostaliśmy w prezencie, ale to długa, zagmatwana opowieść i nie na dziś. Powiem tylko, że od dawna należał do mojej rodziny. Pradziadek po wojnie przyjechał do pracy i już został, a babcia urodziła się tutaj. Mieszkała prawie całe życie w domu na wzgórzu. Tata się wyprowadził do miasta i nie miał ochoty wracać. A ja… Cóż, spędzałam z siostrą na wsi całe wakacje i chętnie wracałam. Można powiedzieć, że chyba odnalazłam moje miejsce.
– Siostra nie chciała przejąć domu?
– Nie. Na studiach poznała swojego męża i wyjechała w jego strony. Nic jej tu nie ciągnie. Ma swoje życie, swoją rodzinę. Nie mam pretensji. Ojciec też nie chciał tu mieszkać.
– Chciał? – Beata wychwyciła czas przeszły.
– Moi rodzice nie żyją. Zginęli w wypadku samochodowym parę miesięcy po sprzedaży tego domu. To, dlatego powrót tutaj jest dla mnie taki trudny…
Wilk słuchał. Wyczuwał, że Magdzie łatwiej było otworzyć się przed nową sąsiadką. On bał się zadawać takich pytań, bo nie chciał jej smucić.
– Bardzo mi przykro. Może już czas odczarować to niszczejące miejsce i dać mu drugą szansę?
– Tak, myślę, że tak – Magda popatrzyła ciepło na Rafała i chwyciła go za rękę.
Beata widziała czułe, naturalne gesty i spojrzenia pary. Widziała też, że chłopak się rozgląda i ją obserwuje.
– A ty? – Zwróciła się do niego – Zamierzasz być tu szczęśliwy?
– Jak cholera – uśmiechnął się do Beaty. Magda parsknęła.
– I to by było na tyle. Z nas dwojga to ja jestem gadatliwa, a Wilk… To po prostu Wilk. Ale da się lubić. Zapewniam.
– Na pewno – rzuciła z przekąsem Beti.
– No dobra, na dworze jest ciemno, a na nas już czas. Miło było cię poznać. Was wszystkich – Magda nachyliła się do Bruna i poczochrała go za uszami. Rafał nad jej głową przyglądał się właścicielce, zapinając kurtkę.
– Kto mieszka sam w takim wielkim domu na odludziu z hordą psów?
Zaskoczył ją. Magda podniosła oczy, widząc lekkie zmieszanie na twarzy nowej sąsiadki.
– Ktoś, kto lubi ciszę i spokój. I hordę psów.
– Przepraszam za niego. Bywa trochę nieokrzesany.
Beata uniosła rękę.
– Nic się nie stało. To prawda. Mieszkam tylko z psami na odludziu. Każdy przecież ma jakieś tajemnice. Ty panikujesz w ciemności, a ty jej pilnujesz. Myślę, że kiedy tu zamieszkacie, lepiej się poznamy i zrozumiemy.
Wilk kiwnął głową. Magda poczuła się niezręcznie z powodu zachowania Rafała. Wyszli odprowadzani do drzwi przez nową sąsiadkę i jej wiernego Bruna. W pomieszczeniach gospodarczych ponownie rozległo się szczekanie. Na dworze było ciemno i ślisko. Chłopak wziął dziewczynę pod rękę.
– Nie musiałeś… – zaczęła. – To było nie na miejscu – lekko się nadąsała.
– Co to znaczy ,,panikujesz w ciemności”? – dociekał niezrażony jej słowami.
Magda od razu spuściła głowę.Kurde – pomyślała.
– Nic – bąknęła.
Zatrzymał się, odwrócił ją do siebie, tak żeby na niego spojrzała. W jej oczach zobaczył poczucie winy. Potarł jej ramiona, po czym złapał za dłonie.
– Kochanie – zawsze dziwiło ją to delikatne określenie, jakie kierował w jej stronę – Wiem, co przeżyłaś. Wiem, że wraca to wszystko do ciebie w najmniej spodziewanym momencie. Wiem też, że walczysz i wygrywasz, bo słyszę twój śmiech prawie każdego ranka. Ale nie rób niczego, co jest ponad twoje siły. Chciałaś być tu sama. Rozumiem. Zostałbym w aucie, wiedziałbym dokładnie, gdzie jesteś i nie pozwoliłbym, żebyś się bała. Jestem przy tobie. Wiesz o tym. Mogłaś mi powiedzieć.
Serce Magdy stopniało. Jak zawsze, gdy Wilk zamiast się na nią złościć, pokazywał, jak bardzo kocha, ogarniały ją wyrzuty sumienia. Cały czas wydawało jej się to cudem. Stali, trzymając się za ręce w ciemną, mroźną noc na łące pomiędzy domami. Westchnęła i przytuliła się mocno do niego. Rafał objął dziewczynę, opierając brodę na jej głowie.
– Wiem. Że jesteś. Że będziesz. I że się martwisz, i mnie pilnujesz. Nie chcę tego. Chcę, żeby wszystko było normalnie. Tak jak kiedyś. Nie chcę się bać i nie chcę, żebyś ty się o mnie bał.
– Ale się boję, a ty nadal miewasz koszmary. Czasem będzie to do nas wracać. Zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa. Żebyśmy oboje byli.
Dziewczyna odwróciła głowę w stronę swojego domu.
– Będziemy – uniosła twarz, wpijając usta w usta Rafała. Wierzył jej.
– Jedziesz ze mną? Poślę kogoś po twoje autko.
– Nie. Pojadę za tobą. Powinnam czasami jeździć po ciemku. Niedługo będzie to moja codzienna trasa. Spotkamy się u mnie. Muszę wygłaskać koty. Na pewno wyczują psią zdradę – uśmiechnęła się.
– Dobrze. Zamówię jakieś jedzenie, to zgarniemy je po drodze. Opowiesz mi o tym drewnianym blacie w naszym domu. I innych pomysłach, jeżeli takie masz.
– Pewnie. Mam ich już całkiem sporo. Blat to tylko początek.
Słyszał radość w jej głosie. Pierwszy raz planowała ich wspólne gniazdko. Był skłonny przystać na wszystko. Słyszał jej paplaninę i uśmiechał się do siebie. Stanął przed Seatem, przytrzymując jej drzwi.
– Magda?
– Tak? – Podniosła na niego radosne, podekscytowane oczy.
– Nie wjedź mi w tyłek, proszę. Lubię swoje BMW.
– O swój tyłek możesz być spokojny. Zajmę się nim w domu – wyszczerzyła zęby i zatrzasnęła drzwi.
Rafał, idąc do swojego samochodu, zmierzył wzrokiem budynek wznoszący się na tle ciemnego nieba. Czeka ich mnóstwo pracy. Dom był wyzwaniem. Zupełnie jak jego właścicielka. A on lubił wyzwania. Powinien zacząć się modlić do wszystkich znanych i nieznanych bóstw o to, żeby się nie pozabijali.
***
– Wiesz, nawet nie był zdenerwowany. I nie wiem, czy mnie to martwi, czy uspokaja.
Magda siedziała w kuchni Doroty, pijąc herbatę z cytryną z ulubionego kubka. Dziś po pracy postanowiła spędzić wieczór z przyjaciółką. Rafał miał problemy w hotelu, więc wolała zejść mu z drogi. Im bliżej otwarcia, tym więcej nerwów. Chociaż on był wobec niej bardzo wyrozumiały.
– Myślę, że już się trochę poznaliście i wiecie, jak reagować na swoje zachowania. Mam wrażenie, że zły Wilk przy tobie się wycisza – Dorka wyrabiała w misce ciasto drożdżowe na pizzę.
– Ale ja lubię go takiego, jakim jest. Nie chcę, żeby był przesadnie miły. I na pewno nie chcę, żeby stał się matką kwoką.
Natan, odrabiając lekcje przy stole, spojrzał na ciotkę.
– Co znaczy matka kwoka?– spytał zaintrygowany.
Syn Doroty, wysoki, bardzo sprytny trzynastolatek, uwielbiał Magdę i jej chłopaka. Podsłuchiwał rozmowę. Nie chciał, żeby się między nimi psuło. Wilk imponował młodemu na każdym kroku.
– To taki ktoś, kto się nadmiernie zamartwia – wyjaśniła Magda.
– Aha – rzucił tylko i wrócił do swoich zadań. Postanowił nie wspominać, że Rafał czasem jego także podpytuje, co robiła i gadała Megi, kiedy u nich była. Mieli swoje tajemnice.
– Ale to dobrze, że się martwi, bo to znaczy, że mu zależy – Dorota przykryła ściereczką ciasto, pozwalając mu trochę urosnąć. Usiadła naprzeciw ze swoim kubkiem. Spojrzała na przyjaciółkę, która wpatrywała się w cytrynę zanurzoną w herbacie.
– Co z Kamilą? Macie kontakt?
Magda zmieniła temat. Nie lubiła, kiedy się o niej mówiło zbyt wiele. Dorota westchnęła na myśl o siostrze.
– Bardzo ograniczony. Przysyła nieraz SMS-y, pisząc, jak sobie radzi. A ja rzadko kiedy jej odpisuję. Wiem tylko, że zerwała z tym gogusiem, poszła do pracy i wynajęła mieszkanie. Stara się. Widzę to.
– Ale?
– Ale nie będzie to długo trwać. Znam ją. Tacy jak ona nie potrafią żyć normalnie. Oby trzymała się ze swoimi kłopotami z dala od nas – przyjaciółka uśmiechnęła się do Magdy.
– Więc jakie masz plany? – Tym razem to ona zmieniła temat.
Blondynka odwzajemniła uśmiech. Po wizycie w swoim domu nie mogła spać. Planowała, remontowała i rozmawiała z Rafałem prawie do rana, ścierając się z nim o drobiazgi. Doszli do porozumienia niedługo po północy, zmieniając plan jeszcze dziesięć razy.
Myślała o kosztach. Rafał nie mówił o nich. Powiedział tylko, że je w całości pokryje, żeby się nie martwiła. Ale ona nie mogła się na to zgodzić. Lubiła być niezależna i nie chciała go w żaden sposób wykorzystywać. Miała całkiem sporo oszczędności. Wiedziała, że będzie musiała sprzedać swoje mieszkanie. A gdy tylko będzie mogła, wprowadzi się do któregoś z pokoi i zamieści ogłoszenie o sprzedaży. Lokum w mieście było wygodne i funkcjonalnie urządzone. Z wioski do miasta miała piętnaście minut jazdy samochodem, i nie potrzebowała generować dodatkowych kosztów. Sprzedaż mieszkania będzie dla nich solidnym wsparciem finansowym przy remoncie domu. Chociaż to, co wymyślił Rafał, przechodziło jej najśmielsze wyobrażenia i marzenia. Ale skoro miał ochotę na luksusy, nie będzie mu bronić. Nigdy nie pytała, czy ma pieniądze i ile ich ma. On zaś nigdy nie dał po sobie znać, że ich nie posiada. Więc planowali, co tylko im przyszło do głowy, nie rozmawiając o kosztach. Później jeszcze raz się nad tym wszystkim zastanowi.
– Myślę, że Tomek się przerazi naszymi pomysłami – roześmiała się Magda, mówiąc o mężu Doroty, który w weekend miał obejrzeć dom z właścicielami.
– Przyjdzie za pół godziny, to mu wszystko opowiesz. Może zadzwonisz do Wilka, żeby wpadł na pizzę?
– Może.
Tomasz słyszał w swoim życiu architekta już wiele dziwnych pomysłów. Mało mówił, słuchając Magdy. Pisał coś w notesie i raz po raz unosił ciemne brwi.
Natan nadrabiał za ojca. Zadawał całe mnóstwo pytań, na które Magda chętnie odpowiadała. Rafał nie mógł urwać się z hotelu, więc sama opowiadała chłopcu o przyszłym gniazdku. Na sobotę umówiła się z Tomkiem na oględziny, a na niedzielę z Dorką i dzieciakami na zwiedzanie domu. Zaczynała naprawdę się cieszyć.
***
Tydzień minął szybciej niż mogłaby przypuszczać. Dni zaczynały się, kiedy jeszcze było ciemno, a wieczory zapadały w mgnieniu oka. W sklepiku miała ruch, bo kobiety zmieniały garderobę na zimową.
Rafał nadal był bardzo zajęty. Za kilka dni miał otworzyć hotel. Duża impreza, zaproszeni goście. Dzień otwarty. Miała się wystroić i pokazać. Nie zaglądała często do miejsca pracy partnera, nie chcąc go rozpraszać. Była ciekawa końcowego efektu. Wybrała już sukienkę na tę okazję. Czuła jego podekscytowanie, nerwy i świadomość, ile czasu poświęcili temu miejscu. Ale to było jego dziecko. Był przy nim od początku do końca. Pilnował każdego drobiazgu. Wymarzył sobie, jak powinien wyglądać hotel, i zrealizował to marzenie.
Dwa tygodnie temu jego prawa ręka, kierowniczka zaangażowana od początku w budowę, została potrącona przez samochód na nieoświetlonej drodze do domu. Nigdy nie bała się chodzić wieczorami. Znała tu każdego. Zdarzało się, że nie działały lampy, dlatego zawsze nosiła odblaski. Nie powstrzymało to najpewniej pijanego kierowcy przed potrąceniem bezbronnej kobiety. I przed ucieczką. Nie było świadków. Ani policja, ani nawet Wilk nie umieli pomóc. Kierowniczka przeżyła, jednak długo przebywała w szpitalu, a Rafał musiał radzić sobie sam. Dopiero parę dni temu udało mu się znaleźć kogoś kompetentnego. Przynajmniej na czas powrotu poturbowanej kobiety. Był lojalny, dbał o swoich, ale zamieszanie przed otwarciem dało wszystkim w kość. Zrobił wszystko, co mógł, żeby się wyrwać i dziś pojechać z Magdą i Tomkiem na wieś.
Wieczorem nawet delikatnie wyszło słońce. Pomimo zimnego wiatru był to piękny dzień. Magda jechała z Rafałem, aby opowiedzieć architektowi o swoich planach. Tomasz obiecał zająć się projektami i podrzucić swoją ekipę, a Wilk swoją. Sprawdzonych ludzi, których dobrze znali. Dziewczyna patrzyła przez okno samochodu na kolorowe liście. Wiatr spod kół rozwiewał je, kiedy mknęli pod górę. Pomyślała, że niedługo będzie to jej codzienna droga. Odwróciła głowę od miejsca, w którym zginęli jej rodzice i spojrzała na Rafała. Ten zmienił bieg i położył wytatuowaną rękę na jej udzie.
– Wszystko w porządku?
– Tak. Chyba tak.
– Chyba? Nic nie mówisz.
Magda westchnęła.
– Widzisz jak to jest? Co ja z tobą mam? Właśnie tak to wygląda, na co dzień. Kiedy ja paplam, ty nigdy nic nie mówisz. A ja się zastanawiam, co siedzi w tej upartej głowie. Czy wszystko w porządku? Co myśli? Czy ja coś nabroiłam? A może zwyczajnie nie myśli nic? Ale nie, przecież nie doczekam odpowiedzi, bo Wilk się nie odzywa. Taka już jego milcząca natura.
Rafał zatrzymał samochód pod domem, zaciągając ręczny hamulec i uśmiechnął się, odsłaniając zęby.
– Od razu lepiej.
– Co?
– Uwielbiam twoje paplanie. Pomaga mi myśleć – szybko ją pocałował, zanim zdążyła coś odpowiedzieć i wysiadł z auta. Magda odwzajemniła uśmiech i także wysiadła. Stanęła obok partnera, mając za plecami sporą stodołę, a przed oczami dom. Złapała mężczyznę za ciepłą rękę.
– I co?
– Poczekajmy, co powie Tomek. Słyszę jak nadjeżdża.
– Skąd wiesz, że to on? Może to inny samochód?
– Kochanie – pocałował ją w palce zamknięte w swojej dłoni – znam pomruk silników wielu aut. To jak muzyka. Melodia dla ucha kogoś takiego jak ja. Pamiętasz, kim byłem?
Uśmiechał się szeroko i kiwnął głową w stronę parkującego obok nich samochodu Tomka. Magda zmarszczyła brwi, patrząc jak wysiada.
– Świrem, którym nadal jesteś. To na pewno.
Rafał ponownie się roześmiał i złapał ją pod ramię, prowadząc do drzwi.
– No, moja pani. Czyń honory. Otwieraj tę ruderę i oprowadź mnie po każdym kącie.
– Przecież już tu byłeś na zwiadach.
– Ale bez ciebie. Chcę zobaczyć to, co ty widzisz. Pokaż mi, gdzie buszowała mała pyzata Megi.
Lubiła, kiedy był w takim nastroju. Roześmiała się i wsadziła klucz do zamka drzwi wejściowych.
– Widzę, że dach wygląda całkiem nieźle, tynk wprawdzie odpada, ale to jest do naprawienia, a okna do wymiany. Z zewnątrz budynek wydaje się solidny. Zadaszenie stodoły też trzeba by wymienić, zresztą cała jest dziurawa, ale jeśli ma mocną konstrukcję, zrobimy tam to, co planujecie. Ale po kolei. Najpierw dom – Tomasz stanął obok, zacierając ręce.
Lubił wyzwania. Pomysły Magdy i Wilka najpierw go przeraziły, potem zdziwiły, jednak po przemyśleniu, stwierdził, że będzie piękny, wygodny i funkcjonalny. A on im pomoże, by wszystko było tak, jak sobie zamarzyli. Wszedł podekscytowany do środka. Jego oczom ukazał się spory kamienny korytarz. Po prawej stronie pokój, po lewej schody. Obok drzwi do obory i piwnicy. Dalej widać było jeszcze jedno pomieszczenie. Na końcu korytarza znajdowały się drugie drzwi prowadzące na zewnątrz.
– No dobra. Zacznijmy od małego pomieszczenia, gdzie kiedyś było serce domu. Wilk chce tu siłownię.
– O ile dobrze pamiętam, doszliśmy do tego, że ty też będziesz chętnie z niej korzystać.
Megi przewróciła oczami. Nie miała nic przeciw ćwiczeniom. Przed telewizorem. Na kanapie. Jedząc jakieś dobre żarcie od Dorki albo z knajpy Wilka. Jednak postanowiła, że będzie korzystać ze wszystkiego, co wymyślili. Tomasz oglądał niskie pomieszczenie z małymi oknami.
– W sumie, to dobry pomysł. Ten pokój zbudowany jest z kamienia, gliny i słomy. Świetna izolacja przed gorącem, ale także gwarantująca chłód zimą. Spore pomieszczenie, w którym pomieścicie swoje zabawki. Zrobimy tylko okna z weneckim szkłem. Nikt was nie będzie podglądał – to mówiąc, zanotował coś w notesie.
– Tamta mała wnęka może nam służyć za dodatkową garderobę na buty, kurtki i jakieś graty. Jeszcze nie mam pomysłu. – Tomek kiwnął głową, przyglądając się kamiennej ścianie.
– Można zrobić tu prysznic z WC, a przechowalnię, całkiem sporą, w pomieszczeniu na końcu korytarza. Pomieścicie tam sporo rzeczy.
Magda zmarszczyła brwi.
– Zgoda. Funkcjonalnie. Chodźmy na górę. Oborę i piwnicę zostawmy na koniec.
Tomek wolałby zacząć od niej, ale na swoje uwagi miał w notesie miejsce przy każdym pomieszczeniu i każdej kondygnacji, więc poszedł obejrzeć schody prowadzące na piętro.
– Gdybyście chcieli, możemy wymienić schody na szersze, kręcone. Będą ładniej wyglądały, a stopnie nie będą takie wąziutkie jak tutaj.
– Świetny pomysł. Zatrudniam cię od razu – Magda się roześmiała, kierując kroki do małych pomieszczeń.
– Tu będą dwa pokoje gościnne zamiast czterech klitek. Dla Marka i Sylwii albo dla was, kiedy wpadniecie w odwiedziny. Są oddzielone korytarzem, więc każdy będzie miał trochę prywatności. Na korytarzu pomiędzy tą częścią, a tą, gdzie będziemy mieszkać, chcemy mieć łazienkę. Z wanną i prysznicem. I osobny kibelek z umywalką. Jest bardzo dużo miejsca.
Tomek tylko postukał w ściany, pozaglądał przez okna, coś zapisał i kiwnął głową. Po drodze na drugą stronę korytarza, zajrzeli na taras. Poprzedni właściciele na szczęście zdążyli go skończyć. Potrzebne były tylko drobne przeróbki. Magda oczami wyobraźni widziała siebie, siedzącą z przyjaciółkami przy kawie, z widokiem na łąkę i owocowe drzewa.
– Po drugiej stronie korytarza, będzie nasze mieszkanie.
Kiedy wchodzili do pokoi, do Wilka zadzwonił telefon. Mężczyzna mruknął tylko, że musi odebrać. Magda już przegadała z nim plan, więc nie był jej potrzebny, żeby wytłumaczyć Tomkowi, o co im chodzi. Duże pokoje rozplanowali na sypialnię z garderobą oraz obszerny salon, gdzie będzie można obejrzeć telewizor lub zwyczajnie posiedzieć przy kawie. Trzecie pomieszczenie łączące oba pokoje, miało być kuchnią z wymarzonym, drewnianym blatem. Weszli na strych. Okazało się, że dach od wewnątrz został ocieplony, ale podłoga błagała o wymianę desek. Tu miały znajdować się dwa pomieszczenia służące za przechowalnię tego, czego nie uda im się upchnąć w pokojach. Wychodząc, zabrali ze sobą Wilka.
– Problemy w hotelu?– zagadnął Tomasz, widząc jego zatroskaną minę.
– Nawet nie pytaj.
– Wiesz, że jak będzie potrzeba, my z Dorotą ci pomożemy?
– Wiem. Ale wy macie być moimi gośćmi na otwarciu i tyle. Obora jest ciekawsza. Na tym się skupmy.
Architekt był zauroczony sufitem i widokiem z małych półokrągłych okien, przez które widać było zarys pomarańczowego zachodu słońca. Macał mury, kręcił głową, poprawiał okulary i co chwila notował coś w notesie.
Magda stała przytulona do Wilka, obejmującego ją ramieniem, i uważnie przyglądała się Tomkowi. Wydawał się jak w transie. Kiedy skończył mamrotać do siebie, spojrzał na nich z uśmiechem na twarzy.
– Doskonały pomysł. Widzę to. Wielki salon z wygodnymi kanapami, tam blat i meble kuchenne oraz barek, w tym pomieszczeniu, które się łączy z oborą, mała łazienka, na tej ścianie kominek, a na przeciwległej wielkie okno wychodzące na zachód. Jak obejrzę dom dookoła, to mam jeszcze jeden, może dwa pomysły. Albo trochę więcej. Będzie fantastycznie.
Magda pisnęła z radości, podbiegła i cmoknęła przyjaciela w usta. Ten tylko przeczesał ciemne włosy.
– Poczekaj z całowaniem, aż ci powiem o moich pomysłach, które dołożę do waszych. Teraz piwnica.
– Dobra. Ale ja tam nie idę.
Wilk zszedł z Tomkiem po kilku schodach. Mrugająca żarówka, co chwila oświetlała zalaną podłogę
– Niedobrze. Woda. Nie wiadomo od jak dawna. Mury ciągną wilgoć. Od tego trzeba zacząć. Od wypompowania wody, osuszenia terenu, obejrzenia fundamentów i wzmocnienia ich. To trochę potrwa, ale to podstawa – architekt spojrzał na Wilka wpatrującego się w czarną maź.
– Martwi mnie coś innego – Rafał zaciskał ręce w kieszeniach. – Czujesz?
– Śmierdzi. W takich miejscach zawsze czuć stęchlizną.
– Martwi mnie, że śmierdzi trupem.
Jak na komendę zgasła żarówka. Tomek złapał Rafała za łokieć, rozglądając się szeroko otwartymi oczami. Wilk poklepał przyjaciela po ramieniu i odwrócił się do wyjścia.
– Obym się mylił.
– Na pewno się mylisz. Może jakieś zwierzę padło, może szczury.
Wyszli na zewnątrz, Tomek trochę blady, Wilk ze zmarszczonym czołem.
Magda stała przed domem, patrząc w stronę stodoły i wyobrażając sobie wielki garaż z warsztatem dla Wilka, który postanowili tam stworzyć.
– Tak, pewnie masz rację – znał ten zapach. Zapachu śmierci nie da się tak łatwo zapomnieć, ani pomylić z żadnym innym.
3.
Na piętrze pustego, wychłodzonego domu, w pokoju, który miał stać się dużą, funkcjonalną kuchnią, na podłodze, na grubym śpiworze siedziały dwie przyjaciółki. Gdyby ktoś spojrzał na nie z boku, pomyślałby, że urządziły sobie piknik. Obok nich, w koszu wiklinowym, stały pudełka z pieczonym kurczakiem, sałatką kartoflaną, świeżutkim chlebem, sernikiem, dwoma termosami z kawą i herbatą oraz butelka bezalkoholowego, zielonego napoju nazwanego szumnie szampanem.
Dorota kochała gotować i karmić innych. Magda kochała jeść. Pasowały do siebie. Wysoka, długonoga brunetka, z wielkimi brązowymi oczami oraz pięknym uśmiechem, nawet otulona w gruby płaszcz i botki zwracała na siebie uwagę. Dziś zostawiła swoje pociechy w domu z Tomaszem i wybrała się z Magdą na zwiedzanie.
Dom nie był bardzo duży, ale na terenie posesji znajdowały się jeszcze stodoła, obora, szopa i łąka, wokół której rosły drzewa owocowe. Chciała zobaczyć wszystko. Magda podekscytowana opowiadała o każdym pomieszczeniu, o tym, co w nim się znajdowało i co będzie się znajdować, a Dorka jak zaczarowana słuchała, widząc oczami wyobraźni małą, szczęśliwą Megi. Pomyślała, że przyjaciółka nadal ma w sobie dużo radości. Mimo wszystko. Swoim zwyczajem przygotowała pojemniki z jedzeniem i postanowiła spędzić fantastyczne niedzielne przedpołudnie z Magdą.
Teraz siedziały na śpiworze, na drewnianej podłodze pokrytej kurzem, popijając gorącą kawę. Za oknem wiał wiatr, a szaro-bura pogoda nie zachęcała do wychodzenia z domu. W środku czuć było radość i ciepło. I pieczonego kurczaka.
– Przesadziłaś – Magda wyciągnęła się na śpiworze, podkładając pod głowę zwiniętą w kulkę kurtkę i gładząc się po pełnym brzuchu.
– Myślisz? – Dorka położyła się obok. – Nie kazałam ci wszystkiego zjadać.
– Przecież wiesz, że nie trzeba mi kazać – uśmiechnęła się do przyjaciółki i zapatrzyła w sufit.
– Ciekawe, dlaczego nikt tu nie zamieszkał. To ładne pokoje. Wysokie ściany, duże okna, z których widzisz i wschód i zachód słońca. Podłoga wygląda porządnie. Znasz plany twoich dziadków, co do tych pomieszczeń?
– Nie wiem, kiedy powstała ta część. Wygląda na dużo nowszą od tamtej. Wydaje mi się, że dziadkowie chcieli założyć większą rodzinę. Duże rodziny to przecież norma w tamtych czasach. Ale z jakiegoś powodu doczekali się tylko mojego ojca. Nigdy o to nie pytałam, bo mnie to nie ciekawiło. W każdym razie w tamtej części nie pomieściliby się, gdyby było więcej dzieci.
– W tych pokojach nie ma miejsca na piec – Dorota się rozejrzała. – Zostały wybudowane, ale jakieś takie niepraktyczne do mieszkania.
– To prawda – Magda odwróciła się do Dorki i podparła głowę łokciem. – Widocznie plany musiały się zmienić. Albo przygotowali sobie mieszkanie na przyszłość, wiesz wygodniejsze, nowsze… Klitki po drugiej stronie są dużo starsze. To zupełnie inny typ budownictwa.
– Jak bardzo stara jest druga część domu?
Magda wzruszyła ramionami.
– Moja babcia mieszkała tu od urodzenia, więc należał do naszej rodziny od lat. Zobacz, jakie niskie są pomieszczenia i maleńkie okna tam na dole. No i cały korytarz to gładkie, duże kamienie. Myślę, że to bardzo wiekowa część budynku. Zamierzamy zachować wszystkie te elementy. Nie wiem tylko, czy potrzebujemy konserwatora zabytków, ale nie zamierzamy zmieniać tej części. Ma w sobie coś. Jakąś moc przodków.
– Czujesz duchy? – Dorota się uśmiechnęła, patrząc na Magdę.
– Nie, ale czuję przeszłość. Dotykam kamienne, zimne mury, na które nigdy nie zwracałam uwagi i wyobrażam sobie ludzi, którzy mieszkali tu przede mną, którzy tędy chodzili, rozmawiali, śmiali się i płakali. Mój pradziadek przyjechał do pracy na tereny wysiedlone i zamieszkał w domu na wzgórzu. Zakochał się w młodej, niepokornej Niemce, która postanowiła zostać z nim tutaj.
– Jesteś romantyczką – westchnęła Dorota.
– Bo?
– Posłuchaj siebie. To, co mówisz, jest piękne. Wyrażasz się z szacunkiem do przodków. Czujesz to wszystko. Będziesz dbać o ten dom. Jestem o tym głęboko przekonana.
– Będę – Magda kiwnęła głową. – To moje miejsce. Zawsze to czułam. Zawsze wracałam wspomnieniami właśnie tu. Do tego domu, łąk, drzew, kolorów, zapachów… Stara grusza, pod którą siadałam i czytałam książki albo bawiłam się ze szczeniakami, nadal stoi na łące. Wiele się zmieniło przez te lata, ale ona nadal tam jest. A ja wróciłam. I znowu będę siadać pod nią i czytać.
– Albo tulić szczeniaka? – Przyjaciółka szeroko się uśmiechnęła.
– Nie wiem. Pies to obowiązek. Na razie koty mi wystarczą – Magda zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad tym.
– Wilk nie chce psa? Jako mały chłopiec miał przecież puchatego kundla i wszędzie z nim chodził.
– Tego nie wiedziałam… – Magda się zawahała i spojrzała na przyjaciółkę. – Tak wiele o sobie jeszcze nie wiemy, a mamy zamieszkać w tym domu. Razem.
– Ale też sporo już o sobie wiecie. Mieszkacie razem – powiedziała z naciskiem Dorota. – U ciebie albo u niego. Przetestowaliście się już.
– Tak, jednak w razie czego każde z nas ma swoje mieszkanie. Wspólny dom to zupełnie coś innego. Nie będzie odwrotu – westchnęła dziewczyna. – Boję się… Cieszę, martwię, nie mogę doczekać tego wspólnego domu, ale bardzo się boję. Taka huśtawka nastrojów potrafi mieszać w głowie.
– Znacie się – powtórzyła Dorka. – Poznaliście się w różnych sytuacjach. W najgorszych. Dogadujecie się. Pasujecie do siebie idealnie, wbrew pozorom. I kochacie. Widać to z daleka. Rozumiem cię. Wspólny dom to poważne zobowiązanie, ale na tym właśnie polega życie. Na wyborach, próbach i trwaniu.
– A jak nam się nie uda? Skąd wiedziałaś, że wyjdzie ci z Tomkiem? – dociekała Magda.
Dorota się roześmiała.
– Miałam nadzieję, że go zniechęcę i sobie odpuści. Nie był w moim typie. Tak mi się wydawało, zanim się zakochałam na zabój. Nie chciałam poważnego związku.
– Żartujesz? Tomasz jest idealny dla ciebie! – Magda usiadła gwałtownie, przyglądając się przyjaciółce.
– No właśnie. Tak naprawdę nikt nie wie, czy mu się uda. Wyszłam za niego, skończywszy ledwo osiemnaście lat, i prawie od razu zaszłam w ciążę.
– Ciągle zapominam, że byłaś taka młoda, kiedy zdecydowałaś się założyć rodzinę. Jesteście tacy szczęśliwi… – mruknęła rozmarzona Magda.
– To prawda. Nie żałuję ani jednego dnia. Ty też nie żałuj. Wszystko zależy od was obojga. Od nikogo więcej. Ja wierzę, że się uda.
Dorota wstała i sięgnęła do kosza po butelkę bezalkoholowego szampana. Otworzyła ją z hukiem, strzelając korkiem, po czym rozlała trunek do dwóch smukłych kieliszków. Jeden z nich podała Magdzie, wznosząc toast.
– Za dom. Za gruszę. Za ciebie i Wilka. Za szczęśliwe wybory. Za przeszłość i przyszłość. Będzie pięknie. Daj wam szansę, tak jak chcesz dać ją temu domowi.
Stuknęły się kieliszkami i upiły po łyku.
– Smakuje jak sok jabłkowy. I ma chemiczny, zielony kolor. Szkoda pieniędzy – Magda, krzywiąc się, spojrzała w bąbelki. – Ale za to wszystko warto wypić do dna.
Podstawiła kieliszek na dolewkę.
– No dobrze. A o co chodzi z piwnicą?
– Jak to? – Dziewczyna mimowolnie się wzdrygnęła.
– Tomek wrócił z oględzin i mówił, że zaczną od juta pompować wodę i osuszać. Ale nie chciał mi nic więcej powiedzieć.
– Ja też nic nie wiem. Chłopaki sami tam zeszli. Od tego roku boję się ciemnych, zamkniętych pomieszczeń – powiedziała zgodnie z prawdą.
– Och, kochanie – Dorota uścisnęła rękę Magdy. Rzadko można było usłyszeć, że się czegoś boi, ale przy niej mogła być sobą. Postanowiła nie drążyć.
– Opowiedz mi o nowej sąsiadce – zmieniła temat na wygodniejszy dla przyjaciółki.
Dziewczyna poczuła, że zostało jej trochę miejsca w żołądku, więc wzięła talerzyk i nałożyła sobie jeszcze jeden kawałek sernika. Siłownia w nowym domu na pewno się przyda. Powinna mniej jeść, a więcej się ruszać, jeśli na wiosnę nie chce wyglądać jak misio.
– Beata, moja nowa sąsiadka, wydaje się bardzo sympatyczna. Ma psy, ale Rafał mówił, że słyszał rżenie koni i widział kurze pióra na podwórku. Nie widziałam śladów męża ani dzieci. Ma ogromny dom. O wiele większy od naszego, jednak nie wydawał się pusty. Ciepły i przytulny, zupełnie jak jego właścicielka. Dziwi mnie, że mieszka sama. Ale każdy ma jakąś historię, jakąś przeszłość. Myślę, że się dogadamy. Wzbudza we mnie zaufanie.
– To świetnie. Dobrze mieć fajnych sąsiadów. Między waszymi domami jest kawałek łąki. Macie sporo prywatności, a w razie czego możecie wpaść do siebie pożyczyć szklankę cukru. Albo zwyczajnie wypić kawę.
– Myślisz, że ludzie jeszcze to robią? I że faktycznie kiedyś oddają ten cukier? – Przyjaciółka zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad tym głośno.
