Zaopiekuj się mną - Camilla En - ebook + książka
NOWOŚĆ

Zaopiekuj się mną ebook

Camilla En

4,3

11 osób interesuje się tą książką

Opis

BESTSELLER EMPIK.COM!

Historia Lauren na pozór mogłaby przydarzyć się każdemu. Zbuntowana nastolatka, która wszystko wie lepiej i uważa, że rodzice nie są jej do niczego potrzebni. Jednak kiedy w tragicznym wypadku traci ich oboje, jej życie diametralnie się zmienia. Po leczeniu depresji próbuje na nowo poukładać swoją codzienność. Pomaga jej w tym starsza siostra Luiza. Razem wyjeżdżają na wakacje, podczas których Lauren przeżywa swoją wakacyjną, ale co najważniejsze – pierwszą miłość. Po pięciu latach nie jest już tą samą osobą. Stała się piękną, inteligentną kobietą, która chce być kochana, pragnie stabilizacji i bezpieczeństwa. Gdy spotyka mężczyznę, na widok którego miękną jej kolona, ulega jego namowie i wchodzi w niebezpieczny dla uczuć układ. William Loens jest ucieleśnieniem seksu. Jego głos, wzrok i dotyk podniecają kobiety. Jednak mężczyzna ma jedną wadę – nie kochał, nie kocha i nigdy nie pokocha żadnej kobiety, co dla Lauren jest dużym problemem. Podczas nadarzającej się okazji ucieka od Willa do swojego domku letniego w Karolinie Północnej. Tam ożywają wspomnienia sprzed kilku lat, kiedy poznała i zakochała się w chłopaku poznanym na plaży. Czy Simon będzie potrafił pokochać Lauren tak, jak ona tego potrzebuje?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 351

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (274 oceny)
152
67
34
16
5
Sortuj według:
Lidkai

Z braku laku…

Banalna, zero emocji
00

Popularność




Copyright © by Camilla En 2019Copyright © by Wydawnictwo WasPos 2021All rights reservedWszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowaniaoraz udostępniania publicznie bez zgody Autorai Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Aneta Grabowska

Korekta: Angelika Ślusarczyk

Zdjęcie na okładce: © by Klaudia

Ilustracje w środku książki: Obraz Gordon Johnson/Pixabay

Skład i łamanie, wersja elektroniczna: Adam Buzek

Piosenka w książce: Basto - Hold you/tłumaczenie: tekstowo.pl

Wydanie I - elektroniczne

ISBN 978-83-66754-57-7

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

Mojemu mężowi

Prolog

Czułam tylko, jak bas wylewający się z głośników dudnił w mojej głowie. Nie wiem, ile już wypiłam, ale z pewnością chciałam więcej. Upić się do nieprzytomności, nie myśleć i nie czuć już niczego więcej. Była sobota wieczór. Moja kumpela Erin robiła domówkę, na którą przyszło chyba pół szkoły. Nie wiedziałam, gdzie jest, pewnie w którymś z pokoi zabawiała się z jakimś chłopakiem albo może nawet z dwoma. Erin uwielbia facetów i zmienia ich jak rękawiczki, już dawno jest po swoim pierwszym razie, czego nie mogę powiedzieć o sobie. Chociaż lubię imprezować, wciąż czekam. Tego jednego bronię jak najdroższego skarbu. Poczułam wibrację telefonu i zobaczyłam na wyświetlaczu twarz mojej siostry. Luiza jest ode mnie osiem lat starsza, więc myśli, że może mnie kontrolować i pouczać. A wystarczy, że już mama daje mi popalić. Oczywiście mam szlaban i nie powinno mnie tutaj być. Skoro dzwoni, pewnie rodzice wiedzą, że wymknęłam się, kiedy myślałam, że już śpią.

Odrzuciłam połączenie i schowałam telefon do kieszeni. Wtedy zauważyłam, jak ktoś siada obok mnie. To był Chris – nie tak bardzo przystojny, ale za to dobrze zbudowany chłopak z równoległej klasy. Wiele razy z nim flirtowałam, przez co liczył na coś więcej. Poczułam, jak jego dłoń ląduje na moim kolanie. Podał mi kubek z drinkiem i zaproponował ustronniejsze miejsce. Zgodziłam się i przeszliśmy do pokoju obok, z którego właśnie wychodziła jakaś para. Kręciło mi się w głowie i najchętniej poszłabym już spać, ale wiedziałam, do czego Chris zmierza. Rzucił mnie na łóżko i zaczął dotykać pod bluzką. Jego ruchy z początku były powolne, ale kiedy zaczął wsadzać mi rękę w spodnie, bardzo szybkooprzytomniałam.

– NIE! – krzyknęłam.

– Daj spokój, mała. Przecież wiem, że tego chcesz. – Czułam od niego alkohol. Zaczął być gwałtowny inachalny.

– Nie wiesz, czego chcę… Ale za to ja wiem, czego ty chcesz. – Wtedy jego oczy rozbłysły. Pewnie słyszał, jak inni chłopcy przechwalali się, co robię z ich kutasami. Obrócił mnie tak, że teraz to ja byłam na górze, a on pode mną.

Ześlizgnęłam się w dół, rozpinając mu rozporek. Uwolniłam jego członka i aż zaniemówiłam. Pomimo wypitego alkoholu jego penis był twardy i gotowy. Wzięłam go do ręki, zaczęłam powoli ruszać od nasady po sam czubek. Wtedy on złapał za moją głowę i sam nadał rytm, wbijając się w moje usta. Na początku robiłam to powoli, chwilę później zaczął przyśpieszać. Był tak gruby i nabrzmiały, jakby miał wybuchnąć. Wbijał się coraz głębiej i szybciej. Prawą ręką ściskałam jego jaja. Zaczął jęczeć i się prężyć. Obciągnęłam mu z taką szybkością jak żadnemu innemu. Gdy spuścił się, wyplułam wszystko do wazonu, który stał obok łóżka. Nigdy nie połykałam. Chociaż wiem, jak to kręci chłopaków, miałam jeszcze trochę godności. Po wszystkim wstał, wciągnął spodnie i pocałował mnie w policzek. Gdy wychodził z pokoju, rzucił w moimkierunku:

– Naprawdę jesteś w tym dobra. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, mała.

Wyszedł, a ja zostałam sama w pomieszczeniu. W głowie mi się kręciło i poczułam, że zaraz zwymiotuję. Zdążyłam dobiec do łazienki, która była w pokoju, co świadczyło, że był to pokój Erin. Wyrzuciłam z siebie chyba cały alkohol, który wypiłam tej nocy. Zaczęły pojawiać się dreszcze i nagle ktoś klęknął obok mnie. To była Erin, nie tak samo pijana, jak ja, ale trzeźwa wcale. Odgarnęła mi włosy z twarzy i przytuliła dosiebie.

– Widziałam, jak Chris wychodzi z pokoju. Znowu to zrobiłaś? – Przyjaciółka była przeciwna moim metodom chronienia dziewictwa. Uważała, że mnie tak samo należy sięprzyjemność.

– Chciałam mieć go z głowy. To było nieuniknione. Łazi za mną od tygodnia. Teraz przynajmniej da mispokój.

– Przestań, nie możesz obciągać wszystkim chłopakom wszkole.

Erin miała rację. Pomału sytuacja zaczynała mi się wymykać spod kontroli. Pierwszy raz zrobiłam to, kiedy chłopak zaprosił mnie na randkę, po której myślał, że mu ulegnę. Nie miałam ochoty wyskakiwać z tekstem, że jestem jeszcze dziewicą, bo by mnie wyśmiał. Mam szesnaście lat i praktycznie wszystkie dziewczyny, które znam, już dawno mają swój pierwszy raz za sobą. Ja jeszcze nie chciałam tego robić, więc w panice wolałam chłopakowi zrobić loda. I tak poszła plotka, jaka jestem dobra w obciąganiu. Od tego czasu chłopcy prześcigali się, abym tylko wzięła ich penisa doust.

– Liza dzwoniła do mnie. Rodzice cię szukają – wyznałaErin.

– Powiedziałaś, gdziejestem?

– Nie, ale usłyszała muzykę i powiedziała, że już jadą pociebie.

– O Boże… – Wtedy nadeszła kolejna falawymiotów.

Ojciec wpadł do mieszkania Erin i szybko mnie zlokalizował. Wziął w ramiona i wyniósł na zewnątrz. Była ciepła majowa noc, otworzyłam lekko oczy i zobaczyłam księżyc w pełni. Usłyszałam płacz matki i pytania, gdzie popełniła błąd w wychowaniu mnie. Luiza była już po studiach prawniczych, a mój brat Liam przebywał w jednostce wojskowej. Tylko ja taka czarna owca w rodzinie. Ale to przecież nie ich wina, że i tak zawsze, czego bym nie zrobiła, będę tą najgorszą. Ojciec posadził mnie na tylnym siedzeniu, zapiął pasami i usiadł za kierownicą. Słyszałam, jak rodzice się kłócili, co mają ze mną zrobić, czy może szkoła z internatem byłaby lepszym rozwiązaniem. Miałam wszystkiego dosyć – ich gadania, ciągłych pretensji do mnie oraz tego, że nigdy nie będę wystarczająco dobrą córką, taką jakLuiza.

– Zamknijcie się wreszcie! Głowa mi pęka – powiedziałam.

Wtedy rodzice równo odwrócili się do tyłu i popatrzyli na mnie ze współczuciem. Nie widzieli świateł z naprzeciwka, które zbliżały się do nas w zastraszającym tempie. Ja sama nie byłam w stanie powiedzieć żadnego słowa. Wpatrywałam się tylko w blask reflektorów. Poczułam szarpnięcie i nastałaciemność.

Rozdział 1 William Loens

– Chyba nie powiesz mi, że wyjdziesz w czymś takim? – Moja przyjaciółka Erin zawsze lepiej ode mnie wiedziała, w czym dobrze wyglądam. – Hope! Przyjdź szybko do łazienki! – zawołała.

Erin i Hope były moimi najlepszymi przyjaciółkami, a także współlokatorkami. Problem był tylko w tym, że obydwie za sobą nieprzepadały.

Hope uważała, że Erin ma na mnie destrukcyjny wpływ. Znałyśmy się już od podstawówki. Erin wychowywała tylko mama. Ojciec zmarł, gdy była małym dzieckiem. Zawsze wyluzowana, robiła na mnie ogromne wrażenie. Moi rodzice długo nie puszczali mnie na prywatki czy inne imprezy. Ona po prostu mówiła, że wychodzi, i nie czekała na pozwolenie. Sprawę ułatwiał fakt, że jest jedynaczką, więc jej mama robiła wszystko, aby Erin była szczęśliwa.

Z Hope poznałam się pewnego lata w Karolinie Północnej. Jej babcia mieszkała obok domku, który wynajęli moi rodzice. Całymi godzinami siedziałyśmy na plaży, rozmawiając o szkole, chłopakach i innych sprawach, które łączą nastolatki. Kiedy od słowa do słowa wyszło, że i ona jest z Nowego Jorku, wymieniłyśmy się numerami i adresami. Stałyśmy się nierozłączne. Niestety od samego początku nie polubiła Erin, która według niej była zbyt wulgarna ibezpośrednia.

– Co się stało? – Hope pojawiła się w drzwiach łazienki, którą dzieliłam zErin.

Mieszkanie, które wynajmowałyśmy, należało do rodziców Hope. Pomimo iż czynsz płaciłam tylko ja i Erin, był on równo podzielony natrzy.

– Spójrz tylko, co ona na siebiewłożyła.

– Lauren, kochanie, proszę, powiedz, że to są jakieśżarty.

– Zupełnie nie rozumiem, o co wam chodzi. Przecież idziemy do klubu, więc dżinsy i ta oto skromna bluzeczka są chyba jak najbardziej namiejscu.

Hope i Erin popatrzyły na siebie i wybuchnęły śmiechem. Pomimo że dziewczyny nie pałały do siebie miłością, wspólne zdanie miały co do mody i facetów. Choć przyznać muszę, że z nimi Erin nigdy nie miałałatwo.

– Owszem, zgadza się. Ale nie idziemy do jakiegoś tam klubu i wiesz dobrze, że nie jest to też wyjście bez okazji. Skończyłaś studia, masz dyplom, musimy to uczcić z klasą. – Hope zawsze zwracała uwagę na to, jaki strój do jakiego klubu pasował.

Dla mnie było to po prostu wyjście z przyjaciółkami. Już nawet zapomniałam z jakiejokazji.

– Poczekaj tu chwilę – nakazała, po czym pobiegła do swojej sypialni, za moment wracając z czymś wdłoni.

– I proszę. Włóż to. – Podała mi króciutką czerwoną sukienkę. – Będziesz w tym szałowowyglądać.

– I może do tego te czarne szpilki, które ostatnio kupiłaś na wyprzedaży? – Erin od razu podchwyciła, o co Hopechodziło.

– Dziewczyny, dajcie spokój. Po pierwsze, Hope, ja się nie wcisnę w tę sukieneczkę z moim wielkim tyłkiem, poza tym kiedy ja ostatni raz miałam na sobie szpilki? Chcecie, żebym się w nichzabiła?

– Przymierz ją najpierw. Jeśli nie będzie pasowała, poszukamy czegoś innego. – Spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. – A butami się nie przejmuj, zostawimy w aucie coś nazmianę.

Zostawiły mnie samą w łazience i poszły dalej szykować się do wyjścia. Bałam się, że mogę uszkodzić sukienkę Hope. Nie żebym jakoś była gruba czy coś, ja po prostu mam duży tyłek. Brazylijskie pośladki przy moim wzroście sto pięćdziesiąt sześć centymetrów i wadze czterdzieści sześć kilo były dla mnie wielkim ciężarem. Choć dziewczyny wciąż powtarzały, jak bardzo mi ich zazdroszczą, to ja się ich wstydziłam. Ubrałam więc sukienkę i aż się zdziwiłam, z jaką łatwością udało mi się zapiąć suwak. Buty faktycznie były szałowe. Jak tylko zobaczyłam je na wystawie, stwierdziłam, że muszę je mieć. Czarne z czerwoną podeszwą, na dziesięciocentymetrowej szpilce, dodawały mi wysokości i odwagi. Hope i Erin miały rację. W odbiciu lustra zobaczyłam całkiem niezłą laskę. Sukienka podkreślała moje tylne atuty, a dzięki lekkiemu efektowi push-up dodawała do przednich. Wyszłam więc tanecznym krokiem z łazienki i widząc dziewczyny, oniemiałam.

Hope, śliczna brunetka, dziesięć centymetrów wyższa ode mnie. Miała mocne rysy twarzy, dlatego pomimo tego samego wieku to jej zawsze dawano więcej lat. Erin całą sobą była jednym wielkim żywiołem. Burza rudych loków, duże piersi, równie wysoka jak Hope, miała ogromny temperament. Na byle kogo nie zwracała uwagi, tylko często później ten nie byle kto okazywał się kompletnym dupkiem i znikał równie szybko, jak się pojawiał. Hope też nie była typem osoby, która chce się ustatkować, ale ze względu na to, iż jej rodzina nie należała do przeciętnych, obracała się w towarzystwie z wyższej półki. Nigdy nie przyprowadziła żadnego mężczyzny na noc do domu, co Erin robiła w każdy weekend, mimo że zawsze byli to różni faceci. Czasem się zastanawiam, jakim cudem wciąż żyjemy pod jednym dachem. Bardzo ciężko było mi przekonać Hope, żeby dała dach nad głową Erin. Hope traktuje mnie jak swoją siostrę, której nigdy nie miała, ja myślę o niej tak samo, z tym, że Erin jest dla mnie równie ważna, więc chyba dlatego udało mi się namówić przyjaciółkę na dodatkową osobę wmieszkaniu.

– No, no, no… Dziewczyno, wyglądasz jak milion dolarów – powiedziała Erin.

Jej sypialnia była obok mojej, dzieliła nas tylko łazienka. Sypialnia Hope była po drugiej stronie mieszkania, oddzielał nas od niej salon i kuchnia. Ceniła sobie swoją prywatność i nie mogę mieć jej tego za złe, w końcu to było jejmieszkanie.

– Jeszcze tylko cię umaluję i będziesz boska – dodała.

– Ty ją umaluj, a ja uczeszę – powiedziała Hope, dołączając donas.

Miałam wspaniałe przyjaciółki i bardzo się cieszyłam, że będę mogła z nimi uczcić moje zakończenie edukacji. Gdy dziewczyny ukończyły swoje dzieło, byłam w szoku. Nie poznawałam tej dziewczyny po drugiej stronie lustra. Erin podkreśliła moje brązowe oczy, robiąc smokey eye, a Hope upięła włosy w elegancką fryzurę. Oczywiście dziewczyny też wyglądały zjawiskowo. Hope ubrała jednoczęściowy kombinezon bez rękawów, a Erin czarną sukienkę z cekinami. Nie muszę dodawać, że obie założyły również wysokie szpilki, przez co wyglądały bardzoseksownie.

Pod drzwiami czekał już na nas samochód z kierowcą, co – jak się domyśliłam – było zasługą ojca Hope. Nigdy jej niczego nie odmawiał. Usadowiłyśmy się wygodnie na tylnym siedzeniu i ruszyłyśmy w miasto. Już w aucie zaczęłyśmy wciągać się w imprezowy klimat. Ze schowka ukrytego przy siedzeniach Hope wyjęła alkohol i kieliszki. Muzyka w znajomych klimatach wprawiała nas w dobry nastrój. Na początek Hope wybrała dość dobrze znany klub na Manhattanie. Zaczęłyśmy się już dobrze rozkręcać, gdy nagle powiedziała, że zmieniamy miejsce. Na Upper East Side otworzyli nowy lokal i koniecznie musimy tam być. Nie przepadałam za takimi zmianami, ale to nie ja dowodziłam tamtejnocy.

Przed Sky była strasznie długa kolejka i miałam nadzieję, że to ją zniechęci do wszelkich zmian, kiedy równo pociągnęła nas w stronę bramkarza. Powiedziała, że mamy rezerwację i podała nazwisko, które nic mi nie mówiło, wtedy barczysty mężczyzna wpuścił nas do środka. Już od pierwszego momentu poczułam, że ten lokal cały ocieka seksem. Kobiety w krótkich, obcisłych sukienkach. Mężczyźni w obuwiu sportowym nie mieli prawa się tu znaleźć, więc aż się roiło od przystojniaków w garniturach. Wszyscy razem tworzyli klimat eleganckiej elity. Podeszła do nas hostessa, zamieniła z Hope dwa słowa i zaprowadziła nas do boksu. Po chwili na stole stał już szampan i trzy kieliszki. Wszędzie panował mrok. Gdzieniegdzie kolorowe światła rzucały blask na ludzi. W każdej łoży dla VIP-ów było nastrojowe światło, zmieniające kolor co jakiś czas. Skórzane kanapy świadczyły tylko o tym, że klub do tanich nie należał. Dodatkowo raz na jakiś czas spod siedzeń unosił się dym, który dodawał klimatu. Na parkiecie ludzie wyglądali, jakby byli w swoim żywiole. DJ grał same nowości, co jakiś czas dodając komentarz od siebie. Po jego lewej i prawej stronie tańczyły seksowne tancerki, ubrane w samą bieliznę. Całość wywarła na mnie uczucie ogromnegopodniecenia.

– Jakim cudem tu jesteśmy i w dodatku mamy rezerwację? – zapytałam, nie ukrywajączaskoczenia.

– Miałam mieć dziś randkę z takim jednym facetem, jednak powiedziałam mu, że mamy babski wypad, żeby coś uczcić. Przysłał mi SMS, że jeśli chcemy skorzystać, to ma tu rezerwację, coś mu wypadło i nie chciałby, żeby sięzmarnowała.

Zmierzyłam ją wzrokiem. Nie miałam pojęcia, z kim Hope sięspotyka.

Nigdy nie widziałam u niej żadnego mężczyzny, częściej to ona nie wracała na noc. Wspominała mi tylko jakieś imię i ogólny zarys ich znajomości. Mówiła, że dopóki nie będzie to nic poważnego, nie będzie nic nikomu mówić. Erin w przeciwieństwie do Hope od razu opowiadała wszystko ze szczegółami. Czasem zdarzyło mi się zresztą natrafić na wpółnagiego mężczyznę w drodze do łazienki. Zawsze miałam nadzieję, że to już ten nadłużej.

– W takim razie pijemy za naszą wspaniałą Lauren. – Erin uniosła kieliszek szampana. Razem z Hope powtórzyłyśmy poniej.

– Dziękuję wam bardzo za wszystko. Jesteście kochane. A ten lokal jest niesamowity. – Brakowało mi słów, aby wyjść zpodziwu.

Wypiłyśmy szampana i poszłyśmy na parkiet. Muzyka wylewała się z głośników, a wibracje basu czułam w piersi. Jak na zamówienie zaczęła się moja ulubiona piosenka. Rita Ora była wspaniała, a ja czułam się pobudzona aurą otaczających mnieludzi.

Na początku trzymałyśmy się razem, ale później zauważyłam, że Erin idzie z nowo poznanym facetem do baru, a Hope tańczy obok z jakimś blondynem. Miałam już iść w stronę boksu, kiedy poczułam, jak ktoś kładzie mi ręce na biodrach. Odwróciłam się i zobaczyłam mężczyznę z czarnymi włosami, pomimo półmroku zauważyłam głęboką zieleń jego oczu. Uśmiechnął się do mnie jakby na zachętę, bo chyba uznał, że nie mam ochoty dalej tańczyć. Był w czarnym garniturze, czarnej koszuli i krawacie, również czarnym. Wmurowało mnie w ziemię. Nie potrafiłam ruszyć się z miejsca. Przysunął się bliżej, kładąc moje ręce na swoich barkach. Poczułam jego zapach i rozpłynęłam się całkowicie. Pachniał drogimi perfumami i wyglądał na faceta, który wie, jak o siebie zadbać. Nie odzywał się do mnie, a i ja nie miałam odwagi pytać nawet o imię. Cały czas patrzył mi w oczy, uśmiechając się delikatnie. Gdy piosenka się skończyła, pocałował mnie w rękę, a ja jak zaczarowana poszłam w końcu do boksu. Była tam jużErin.

– Kto to był? – zapytała, nim zdążyłamusiąść.

– Niewiem.

– Jak to nie wiesz? – dociekała.

– Normalnie. Nie rozmawialiśmy, tylko tańczyliśmy. Nawet nie wiem, jak ma naimię.

– Ja ci mogę powiedzieć, jak miał na imię: Bóg Seksu, a na drugieOrgazm.

Wybuchnęłam śmiechem i nie przyznałam się, jakie wrażenie zrobił na mnie nieznajomy. Pomimo garnituru, w którym był, czułam mocne mięśnie na barkach, a także silne dłonie. Jestem pewna, że tam na dole również miał dobre wyposażenie. Poczułam ciepło, które zaczęło się rozchodzić po moim ciele. Chwilę później dołączyła do nas Hope, a zaraz za nią przyszła hostessa z drinkami. Śmiałyśmy się i przyglądałyśmy mężczyznom. Uwielbiałyśmy ich obserwować i rozmyślać o długości ich penisów. Później poszłyśmy jeszcze tańczyć i niestety już więcej nie spotkałam tajemniczego nieznajomego. Poczułam dziwne ukłucie, myśląc o tym, że nawet nie wiem, jak miał na imię. Starałam nie pokazywać po sobie zawodu, jaki czułam w głębi serca. Przeprosiłam dziewczyny i poszłam do toalety, gdzie inne kobiety poprawiały piersi w stanikach oraz nienaganny makijaż. Kiedy spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, byłam zaskoczona. Mój makijaż również jeszcze był na twarzy, a fryzura ani drgnęła. Nie miałam pojęcia, jakich środków używają dziewczyny, ale pomyślałam, że będą musiały mi powiedzieć. W drodze powrotnej już z daleka zauważyłam, że Erin nie ma, a obok Hope siedzi blondyn, z którym wcześniej tańczyła. Moją uwagę jednak przykuł drugi mężczyzna, stojący plecami do sali, a tym samym i do mnie. Czarna postać z daleka emanowała testosteronem. Stał w lekkim rozkroku, ze skrzyżowanymi rękami na piersiach. Zrobiło mi się słabo. Chyba telepatycznie wyczuł, że się na niego gapię, bo szybko się odwrócił i uśmiechnął. Bóg Seksu, na drugie Orgazm, znowu mnie powalił. Podeszłam więc chwiejnym krokiem, żeby dalej nie wyglądać jakidiotka.

– A oto i nasza absolwentka – powiedziała radośnieHope.

– Miło mi. Jestem Lucas Morrison – odparł blondyn i od razu przypomniało mi się nazwisko, które Hope podawała bramkarzowi, było to właśnieMorrison.

Uśmiechnęłam się iprzedstawiłam.

– Moje gratulacje – powiedział mocnym głosem jego towarzysz. – JestemWill.

– Lauren – wyjąkałam.

Siadłam obok Hope, rzucając jej piorunujące spojrzenie, ale miała już w sobie tyle procentów, że nie robiło to na niej żadnego wrażenia. Will i Lucas okazali się być partnerami w interesach. Razem prowadzili firmę reklamowo-informatyczną. Lucas zajmował się marketingiem, a Will był informatykiem. Nie mówili dużo o sobie, bardziej skupili swoją uwagę na nas. Jak się okazało, Hope i Lucas znają się już od jakiegoś czasu i czuli się bardzo swobodnie w swoim towarzystwie. Lucas przełożył rękę za jej głową, a ona opierała się o jego ramię. Zaczynałam mieć żal do przyjaciółki, że w zasadzie nie wiem nic o jej życiu. Znałyśmy się od dzieciństwa, a czasem miałam wrażenie, że nie znam jej wogóle.

Zaczęli puszczać wolniejsze kawałki, więc Lucas zaproponował Hope taniec. Musiałam wstać, żeby ją przepuścić, a gdy siadłam z powrotem, znalazłam się obokWilla.

– To jaki kierunek ukończyłaś? – zapytał.

– Historię – odpowiedziałam.

– To dosyć obszernadziedzina.

– Tak, masz rację. – Byłam sparaliżowana. Nie wiedziałam, jak się zachowywać i co mówić.

Onieśmielał mnie i to bardzo. Rozsiadł się wygodnie na kanapie, zdjął marynarkę, poluzował krawat i rozpiął górny guzik w koszuli. Wyglądał cholernie seksownie. Czułam jego wzrok na sobie. Mierzył mnie od czubka głowy aż po koniec szpilki. Założyłam nogę na nogę i sięgnęłam po drinka. Skoro on mógł doprowadzać mnie swoim wyglądem do szału, postanowiłam, że i ja trochę się zabawię. Kąciki ust uniosły mu się w uśmiechu. Miedzy naszym kontaktem wzrokowym ciskały pioruny. Czułam, że podniecam go tak samo, jak on mnie. Oczami wyobraźni widziałam, jak się do mnie zbliża i zaczynacałować.

Z tego erotycznego amoku wyrwała mnie Erin, pociągając za rękę na parkiet, gdzie już czekała na nas Hope. DJ puścił piosenkę, która była naszym hymnem imprez. Przy How Deep Is Your Love we trzy skakałyśmy i kręciłyśmy biodrami, oddając się przyjemnym dźwiękom. Zauważyłam, że Will patrzy na mnie, jakbym na parkiecie była tylko ja. W przypływie euforii posłałam mu całusa, a on puścił do mnie oko. Piosenka się skończyła i Erin oznajmiła, żebyśmy na nią nie czekały, bo ma już plany na resztę nocy. Wskazała na przystojniaka przy barze, z którym już na początku ją widziałam. Wróciłam więc z Hope do boksu, wypiłyśmy ostatniego drinka i chciałyśmy się już zbierać do wyjścia, kiedy panowie jednogłośnie stwierdzili, że noc jeszcze młoda i może udalibyśmy się gdzieśindziej.

– Ja podziękuję za propozycję, ale jestem zmęczona. Na mnie już pora – oznajmiłam. – Patrząc na minę Hope, poczułam jej przeszywający wzrok. – Hope, jeśli masz ochotę, mną się nie przejmuj, trafię dodomu.

– W takim razie pozwól, że cię odwiozę. – Usłyszałam mocny i seksowny głos Willa. Byłam w stanie tylko skinąćgłową.

Z klubu wyszliśmy w czwórkę. Lucas położył rękę na ramionach Hope, a Will objął mnie w talii. Rozstaliśmy się z nimi przed wejściem. Oni poszli w prawo, my w lewo. Podeszliśmy do czarnego mustanga i znowu wbiłam się w ziemię. Seksowny facet w seksownym aucie – to była mieszanka wybuchowa. Podałam adres i Will bardzo sprawnie ruszył. Całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem, za to trzymał swoją mocną rękę na moim kolanie. Gdy dojechaliśmy na miejsce, wysiadł, żeby otworzyć mi drzwi, a gdy wysiadałam z auta, podał mi rękę i nie puszczając jej, odprowadził pod same drzwi. Dżentelmen w pełnej krasie – pomyślałam.

– Dziękuję za odwiezienie – powiedziałam.

– Nie ma za co – odparł. – Może dasz się zaprosić nakolację?

Aż zakręciło mi się wgłowie.

– Jasne, czemu nie – wyjąkałam.

– W takim razie do zobaczenia. Śpij dobrze, kotku. – I wtedy pocałował mnie w usta.

Rozpłynęłam się. Aby się przytrzymać, musiałam go objąć. Jego mocne ciało mówiło, jak bardzo jest spięty. Każdy mięsień na jego plecach dawał znać o podnieceniu, które rosło między nogami. Ja również stawałam się coraz bardziej mokra. Ale nie mogłam przecież pójść do łóżka z facetem, o którym nic nie wiedziałam. Nawet jeśli ten facet to Bóg Seksu, na drugie Orgazm. Całował tak, jak w moich wyobrażeniach, kiedy fantazjowałam w klubie. Gdy skończył, wrócił do auta, a ja jak głupia czekałam, aż odjedzie, by móc iść na górę. Nie mam pojęcia, jak mi się to udało, ale kiedy weszłam do swojego pokoju, rzuciłam się na łóżko. Położyłam rękę na ustach i wspominałam cudowny smak jego ust. Był tak zniewalający w połączeniu z jego zapachem i uściskiem, znowu poczułam podniecenie. Wtedy uświadomiłam sobie, że nawet nie zapytał o mój numertelefonu.

***

Nie wiem, kiedy usnęłam. Po powrocie do domu zmyłam makijaż, ubrałam piżamę i zasnęłam. Pogrążona we śnie marzyłam o Willu. O jego dłoniach, mocnych i pewnych, które dotykały mnie i obiecywały spełnienie. Chłonęłam każdy szept, który mruczał do mojego ucha. Byłam pewna, że od samego dotyku i patrzenia na jego wysportowane męskie ciało jestem w stanie osiągnąć orgazm. Czułam, jak moja łechtaczka pulsuje, czułam falę ciepła, która rozchodzi się po moim ciele. Dyszałam, obezwładniona jego dotykiem. Wykrzyczałam jego imię, a on przyśpieszył swoje ruchy. Jego dłoń penetrowała moje ciało, doprowadzając do orgazmu. Gdy w spazmach spełnienia słychać było moje szczytowanie, wysunął dłoń, oblizał każdy z palców ipowiedział:

– Jesteś taka pyszna, kotku.

Otworzyłam oczy i uświadomiłam sobie, że jest już rano, a Will był tylko bohaterem mojego erotycznego snu. Orgazm przeżywany we śnie był tak mocny, że aż realny, wciąż czułam nabrzmiałą łechtaczkę i to, jaka jestem mokra. Żeby się otrząsnąć, poszłam do łazienki, by wziąć prysznic. Zimna woda cudownie koiła spięte ciało.

Zastanawiałam się, jakim sposobem mamy pójść na kolację, jeśli w ogóle nie zapytał mnie o numer telefonu. Co prawda wiedział, gdzie mieszkam i mógł bez problemu mnie zlokalizować. Mógł też za sprawą Lucasa spróbować wyciągnąć numer od Hope. Albo po prostu pytanie o kolację rzucił od niechcenia, nie mając w ogóle ochoty na nią iść.

Wyszłam spod prysznica pełna obaw i nadziei. Gdy się wytarłam i ubrałam, wzięłam swojego laptopa i poszłam do salonu. Szybko zorientowałam się, że jestem sama w mieszkaniu. Widać było, że dziewczyny hucznie uczciły mój dyplom. Oczywiście nie miałam im tego za złe. Może gdybym była śmielsza, też bym tak zrobiła. Jeszcze parę lat temu każdą imprezę musiałam zakończyć upiciem się do nieprzytomności. Ale te czasy dawno minęły, teraz – gdy czuję, że alkohol bierze górę – odpuszczam. Widać musiałam dostać porządnego kopa, aby wytrzeźwieć i zobaczyć, co właściwie jest w życiu najważniejsze. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu. Na samą myśl, że może to być Will, przeszył mnie dreszcz. Poszłam do sypialni po telefon, który leżał wciąż na nocnym stoliku. Niestety była to tylko moja siostra

– Hej, Liza. Cosłychać?

Nie widziałam się z siostrą już od dłuższego czasu. Cicho liczyłam, że przyjedzie na rozdanie dyplomów. W ostatniej chwili dostałam wiadomość, że nie może się pojawić. Jest w ostatnim tygodniu ciąży, a ponieważ ma już trzydzieści lat, bardzo uważa nasiebie.

– U mnie wszystko dobrze. W piątek był fałszywy alarm, więc wróciłam do domu. Ale przysięgam, jeśli po niedzieli nie urodzę, to chyba sama wyciągnę sobie to dziecko. – Zaczęłam się śmiać. Luiza nazywała je „dziecko”, ponieważ nie chciała poznać płci. Uważała, że jego bądź jej zdrowie jest najważniejsze, płeć nie miałaznaczenia.

– Myślę, że twoje dziecko upór odziedziczyło potobie.

– Ha, ha… Śmiej się. Mnie już wesoło nie jest. Mam problemy praktycznie ze wszystkim, od wiązania sznurówek po higienę osobistą. – Kiedy ostatni raz widziałam się z siostrą, była jak tocząca się piłka, więc potrafiłam ją sobie wyobrazić. – No ale opowiadaj, co u ciebie? Jak po rozdaniu? Bardzo mi przykro, że nie mogło mnie być ztobą.

Luiza w ciąży zaczęła być bardzo sentymentalna i przy każdej okazji wybuchała płaczem. Ostatnie dni strasznie ją rozstrajały. Tym razem również usłyszałam, jak zaczyna pociągaćnosem.

– Tylko nie zaczynaj mi tu płakać – powiedziałam łagodnie. – Rozumiem sytuację i naprawdę nie mam ci tego za złe. Były ze mną Hope iErin.

– Czyli twoje przyjaciółki lepsze niż siostra. – Posmutniała.

– Liza, daj spokój. Przecież wiesz, że jesteśniezastąpiona.

– A ty wciąż jesteś moją małąsiostrzyczką.

Usłyszałam, że ktoś wsadza klucz do zamka i przekręca. Po chwili w drzwiach stanęła Hope. Miała na sobie świeże ubrania oraz nienaganny makijaż ifryzurę.

– Luiza, muszę kończyć. Daj znać, proszę, kiedy zostanę już ciocią. – Rozłączyłam się i poszłam za Hope do jejsypialni.

– Musisz mi wszystko wyjaśnić. I żądam całości zeszczegółami.

Popatrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami w kolorze oceanu, dodała zniewalający uśmiech białych zębów i jak gdyby nicpowiedziała:

– Zakochałam się. Lauren, wpadłam po same uszy. – Wcale mnie to nie zdziwiło, już wczoraj w klubie, kiedy ją obserwowałam, widziałam, że świata nie widzi poza tym facetem. – Przepraszam, że o niczym ci nie mówiłam, ale chciałam mieć pewność, że i on coś do mnie czuje. W klubie była idealna okazja, abyś go poznała. Mam nadzieję, że zrobił dobre pierwszewrażenie.

To prawda. Lucas Morrison naprawdę zrobił na mnie dobre pierwsze wrażenie. Jeszcze lepsze jego przyjaciel, ale tego wolałam na razie niemówić.

– Długo się już z nim spotykasz? – Zamierzałam dowiedzieć się jaknajwięcej.

– Sześć miesięcy.

Co? Moja najlepsza przyjaciółka od pół roku ma faceta, a ja dopiero teraz się o tym dowiaduję? Poczułam się tak, jakby ktoś uderzył pięścią w mójbrzuch.

Odwróciłam się do wyjścia i miałam już opuścić pomieszczenie, kiedy mniezatrzymała.

– Przepraszam. Naprawdę przepraszam, że ci o niczym niepowiedziałam.

– Teraz to już nie ma znaczenia. Cieszę się twoim szczęściem. Hope. – Byłam wściekła, co pewnie zauważyła.

Ciężko siadła na łóżku i zaczęłamówić.

– Dokładnie to poznaliśmy się siedem miesięcy temu. Kiedy mama poprosiła mnie, abym pojechała do mojego brata i sprawdziła, jak się trzyma.

Patrick, brat Hope, był w wieku mojej siostry i już miał rozwód za sobą. Kiedy byłyśmy młodsze, razem z Hope chciałyśmy ich ze sobą zeswatać. Ale jak to powiedziała Luiza: „nie pasowali do siebie intelektualnie”. Moja siostra, która wolała siedzieć z nosem w książkach, uważała, że imprezowy Patrick nie jest jejgodzien.

– Wbrew temu, co się wydawało mamie, Patrick świetnie sobie radził. Po prostu miał już dosyć jej nadskakiwania i przestał odbierać od niej telefony. Na nowo ruszył z firmą, która zaczęła podupadać w trakcie rozwodu. Wtedy był u niego Lucas i omawiali nową reklamę dla pozyskania większej ilości klientów. Uwierz, że nie pomyślałam o nim wtedy jak o kimś, z kim mogłabym być. Patrick zaprosił nas na lunch, gdzie bardzo lekko rozmawiało nam się o pracy i zainteresowaniach. Później każde z nas poszło w swoją stronę. – Mówiła ze spuszczoną głową, a w jej głosie słyszałam smutek i radość jednocześnie. – Jakiś czas później, kiedy Patrick świętował sukces firmy, zaprosił mnie do siebie na imprezę. Pamiętasz? Chciałam, żebyś poszła ze mną. – Oczywiście, że pamiętałam, ale tak bardzo zależało mi na dobrych wynikach z egzaminów, że uczyłam się w każdej wolnej chwili. Impreza była ostatnią rzeczą, na którą wtedy miałam ochotę. – Lucas też tam był. Na początku go nie poznałam. Był ubrany w czarne dżinsy i zwykły biały T-shirt. Zapamiętałam go w garniturze, więc kiedy do mnie podszedł, chciałam go spławić, ale wtedy zorientowałam się, kim jest. Wypiliśmy kilka drinków, tańczyliśmy, rozmawialiśmy. Czułam się z nim tak, jakby nikogo innego nie było dookoła. Chłonęłam każde jego słowo. Następnego dnia poszliśmy na kolację. – Poczułam znajome ukłucie w piersi. Wciąż liczyłam, że w jakiś sposób Will skontaktuje się ze mną i ja również będę mogła pochwalić się kolacją ze wspaniałym mężczyzną. – Tak zaczęliśmy się spotykać. Na początku niewinne kolacje, wyjścia na lunch, z czasem doszedł seks. Lauren, Boże, seks z nim jest tak wspaniały, zna mnie już na tyle, że wie, co lubię, a czego nie, i jak doprowadzić mnie do szczytu. – Teraz mówiła już z radością i tym błyskiem w oku, kiedy coś jąpodniecało.

– Hope, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że jesteś z kimś w poważnym związku. Lucas wydaje się być naprawdę porządnym facetem, który cię nie zrani i dla którego znaczysz równie dużo, co on dla ciebie. – Siadłam obok niej na łóżku i ją objęłam. Czułam, że moja przyjaciółka potrzebuje tego tak, jak ja. – Oczywiście jestem na ciebie wkurzona za te tajemnice, ale myślę, że za pięć minut mi już przejdzie. – Zaczęłyśmy się razemśmiać.

Wróciłam do salonu. Z laptopem na kolanach rozsiadłam się na kanapie. Zalogowałam się do swojej poczty, licząc na odpowiedź w sprawie pracy. Ale przede wszystkim miałam w planach wygooglować Willa. Ponieważ nie wiedziałam, jakie ma nazwisko, w wyszukiwarkę wpisałam Lucas Morrison. Pojawiło się zdjęcie blondyna w dopasowanym garniturze przed siedzibą firmy Loens & Morrison. A więc Loens musiało być nazwiskiem Willa. William Loens również miał swoją fotkę. Wyglądał tak wspaniale, jak wczorajszej nocy. Krótko przystrzyżone włosy w kolorze węgla oraz zieleń oczu tak głęboka, że sprawiła, że pomału w niej się zatracałam. Zaczynałam przypuszczać, że to wszystko mi się przyśniło. Jak taki facet mógł chcieć spotkać się z kimś takim jak ja? Na innym zdjęciu był w towarzystwie wysokiej blondynki z cyckami większymi dwa razy niż moje. Musiałam oczyścić umysł. Zamknęłam laptopa. Spakowałam torbę i wyszłam nasiłownię.

Pięć kilometrów na bieżni i kolejne trzy na orbitreku sprawiły, że moje mięśnie zaczęły płonąć. Byłam w mojej ulubionej siłowni w pobliżu mieszkania, wszystkich już tu znałam. Basic-Fit mieściło się w dużym budynku i składało z dwóch pięter. Na dole mieściły się szatnie i prysznice, na pierwszym piętrze przyrządy fitness oraz ciężary, a na ostatnim sale do ćwiczeń indywidualnych bądź grupowych. Przez te półtorej godziny wylałam z siebie litry potu. Wysiłek był mi potrzebny do uporządkowania myśli. Kiedy wychodziłam z budynku, po drugiej stronie ulicy zobaczyłam zaparkowanego Forda MustangaSherroda.

Ciśnienie znowu mi podskoczyło. Przez przyciemniane szyby nie dostrzegłam, czy ktoś siedzi w środku, czy może właściciel jest w tym samym budynku, w którym byłam niedawno. A może po prostu to nie jego samochód? Postanowiłam nie myśleć już dziś o Willu. Spokojnym krokiem wróciłam do mieszkania. Erin też już tam była. Cała aż tryskała szczęściem, co świadczyło, że facet nie okazał się totalnymdupkiem.

– Hej, mała – zaświergotała, kiedy wchodziłam dosalonu.

– No hej. Widzę, że noc była upojna iowocna.

– O tak! Dwadzieścia centymetrów rozkoszy sprawiło, że zwariowałam na jego punkcie. Dodatkowo bardzo sprawny język oraz mocne, silne dłonie. – Erin zaczynała odpływać wewspomnieniach.

– A na imię mu? – zapytałam z rozbawieniem.

Erin popatrzyła na mnie zezdumieniem.

– A nie wystarczy Boski Adonis? – Parsknęłaśmiechem.

– Nie mów, że nie wiesz, jak ma na imię twoje dwadzieścia centymetrówrozkoszy.

– No dobrze, Adonisem nie jest. Ma na imię Adam, ale to tak, jak ten zraju.

Pokręciłam głową i postanowiłam iść do siebie. Weszłam do sypialni i zaniemówiłam. Na mojej toaletce stał wielki bukiet kwiatów. Dołączony liścik jednoznacznie nie zdradzał adresata, jednak ja doskonale wiedziałam, od kogo jest. To dla ciebie, kotku. Tylko on tak mnie nazywał. Co prawda raz na jawie, raz we śnie, ale wiedziałam, że to on. Czyli myślał o mnie tak samo, jak ja onim.

– Wow! – Głos za moimi plecami wyrwał mnie z zamyślenia. – Od kogo te piękne kwiaty? – Erin stała tuż za mną i wpatrywała się w bukiet swoimi błękitnymioczami.

– Nie wiem, nie są podpisane – skłamałam. – Równie dobrze mogą być dla ciebie – zażartowałam.

– Są dla ciebie – powiedziała Hope, stając w przejściu. – Kurier powiedział, że są dla panny Lauren. – Oczywiście, Will nie znał mojego nazwiska, więc nie mógł podać więcej niż adres iimię.

Podeszłam do świeżego bukietu i wdychałam ich słodki zapach, kiedy telefon zakomunikował nową wiadomość w skrzynce. Szybko się zalogowałam i zobaczyłam, że jutro w porze lunchu mam spotkanie w sprawie pracy. Ten dzień nie mógł się lepiejzakończyć.

***

Obudziłam się godzinę przed budzikiem. Byłam strasznie podekscytowana dzisiejszą rozmową w New-York Historical Society. Poszłam więc do kuchni, aby zrobić sobie codzienną caffè latte. To był już mój codzienny rytuał. Ze szklanką kawy siadłam przy kuchennej wyspie i wpatrywałam się w widok za oknem. Mieszkałyśmy tuż przy zachodnim Central Parku. Widać było, jak miasto budzi się do życia. Ludzie zaczynali swój poranny jogging, inni wyprowadzali psy na spacer, a jeszcze inni po prostu zmierzali już do pracy. Z mieszkania, w którym kwaterowałam, do – jak miałam nadzieję – mojej przyszłej pracy było zaledwie siedemset metrów. Nie musiałabym więc brać taksówki, z przyjemnością pokonywałabym poranny spacer. Co prawda podanie o pracę złożyłam we wszystkich muzeach i instytutach dookoła Central Parku, ale jak na razie odezwali się tylko oni. Byłam pewna, że minie dużo czasu, aż zacznę pracować. Chciałam jednak jak najszybciej zarabiać na własny rachunek. Do tej pory to Luiza sprawowała pieczę nad moimi funduszami. Po śmierci rodziców okazało się, że zostawili spory dorobek swojego życia. W testamencie, sporządzonym na długo przed ich śmiercią, napisane było, że wszystko ma być podzielone między naszą trójkę. Niestety przy moim imieniu była klauzula, że dopóki nie ustatkuję swojego życia, nie mam prawa dostać do ręki ani centa. Oczywiście pieniądze mi się należały, na szkołę, na mieszkanie, nawet na różne przyjemności, jednak z umiarem. Rodzice zażyczyli sobie, aby to Luiza zajmowała się tym i opłacała mi wszystko, czego potrzebowałam. Tak więc mam dwadzieścia dwa lata i dostaję kieszonkowe od siostry. Cały majątek rodziców wywołał u nas wielkie zdziwienie. Odkąd pamiętam, rodzice nie obnosili się z pieniędzmi. Zawsze powtarzali, że mamy wszystko, czego potrzebujemy. Raz w roku jeździliśmy na wakacje do Karoliny Północnej, tata nie zmieniał co chwilę samochodu, jak jego koledzy z pracy, a mama nie szalała na zakupach, wydając fortunę. Wszystko odkładali na oddzielne konto bankowe, które miało za zadanie zabezpieczyć nas w razie śmierci któregoś z rodziców. Niestety nikt nie przypuszczał, że zginąobydwoje.

Usłyszałam, jak Hope wstała i z naburmuszoną miną weszła dokuchni.

– Czy mówiłam już, jak bardzo nie lubię poniedziałków? – zapytała.

– Co tydzień nas o tym uświadamiasz. – Zaśmiałam się podnosem.

Zrobiła sobie swoją ulubioną mocną czarną bez cukru i usiadła obok mnie. Widziałam, że nie bardzo wie, jak zacząć rozmowę, więc zrobiłam topierwsza.

– Hej, a może wyskoczymy dziś popołudniu na rolki? – Uwielbiałam jeździć na rolkach w Central Parku. Popołudniami słońce nie paliło już ludzi żywcem, więc to była idealna pora naprzejażdżkę.

– Przepraszam, nie mogę. Dziś rusza budowa nowego biurowca i muszę wszystko nadzorować, dodatkowo po godzinach mam spotkanie z radą, aby wszystko ustalić na nadchodzącytydzień.

Hope, niepozorna brunetka, była jedyną mi znaną kobietą, która posiadała kwalifikacje budowlane. Moja przyjaciółka, która dla innych była panią inżynier, nadzorowała budowy największych biurowców i hoteli w Nowym Jorku. Rada nadzorcza, do której pomału dołączała, chciała rozszerzyć działalność firmy poza granice Nowego Jorku. Oznaczało to dla niej więcej pieniędzy, większe możliwości, ale przede wszystkim mniej czasu dla znajomych, w tym dlamnie.

– Nie ma sprawy. ZapytamErin.

– Spotkamy się wieczorem, siądziemy na kanapie z winem i będziemy świętować twoją nową, a raczej pierwszą pracę. – Miała rację, to byłaby moja pierwsza praca, nie licząc stażu, który musiałam odbyć podczas studiów. Wtedy raczej byłam dziewczyną do parzenia kawy. Teraz miałam nadzieję, że będę mogła się wykazać w tym, co kocham najbardziej. – Zbieram się powoli. Powodzenia i koniecznie napisz do mnie SMS, kiedy będziesz już pospotkaniu.

– Takzrobię.

Dopiłam swoją latte, która dla większości moich znajomych była raczej mlekiem z barwnikiem kawy. Nie mogłam, tak jak Hope, pić czarnej, gorzkiej, a czasem z fusami. Wolałam łagodniejsze smaki. Skorzystałam z okazji, że Erin jeszcze śpi, i wzięłam gorący prysznic. Delektowałam się strumieniem, który spływał po moich ramionach. Woda była kojąca, pomagała na wszystkie dokuczliwe bóle. Ostatnio był nim Will. Przypominał mi się jego pocałunek, kiedy odwiózł mnie do domu. Jego miękkie usta. To, że pachniał miętą, a nie alkoholem, i zapach perfum na jego koszuli. Zamknęłam oczy, a pod powiekami widziałam nas, stojących przed drzwiami budynku, w którym mieszkałam. Objęłam go wtedy, czując mocne ramiona, a on położył ręce na mojej talii. Kiedy tak o nim myślałam, biorąc prysznic, moje piersi nabrzmiały, sutki stwardniały, a łechtaczka zaczęła pulsować. Przełączyłam strumień wody z górnego natrysku na przenośną słuchawkę i zdjęłam ją z uchwytu. Przesuwałam nią po całym ciele, patrząc, jak krople wody uderzają w wrażliwe sutki. Drugą ręką dotknęłam pierś i zaczęłam masować. Ciepło, które zaczęło pojawiać się między nogami, pomału rozchodziło się po całym ciele. Oparłam się plecami o ścianę. Nie przestając masować piersi, słuchawką od prysznica dotknęłam łechtaczki. Z ust wyrwał mi się cichy jęk. Nie chciałam, aby dziewczyny wiedziały, że zabawiam się pod prysznicem. Odłożyłam słuchawkę na uchwyt i znowu zmieniłam strumień na górny. Wtedy jedną ręką zataczałam kółka na pulsującej łechtaczce, a drugą ugniatałam pierś. Poczułam wypływający śluz, który sygnalizował moje podniecenie. Wciąż dotykając piersi, wsadziłam jeden palec do pochwy, drugim zaś nie przestałam drażnić łechtaczki. Jak w moim śnie, wyobrażałam sobie, że to wszystko robi ręka Willa. I wtedy eksplodowałam. Orgazm przeszedł po całym ciele. Ciało zadrżało, a w głowie mi się zakręciło. Byłam rozluźniona i odprężona. Całe napięcie ze mniezeszło.

Spotkanie zaplanowano na jedenastą trzydzieści. Miałam więc jeszcze ponad godzinę na przygotowanie się. Zdecydowałam się na luźną sukienkę z ramiączkami w kolorze nieba. Tegoroczne lato było strasznie upalne, dlatego nie miałam ochoty się pocić. Do tego lekkie sandałki. Z makijażem też postanawiałam nie szaleć. Jasny podkład, trochę różu, na oczach sam tusz, no i usta lekko muśnięte błyszczykiem. Mój dzisiejszy makijaż całkowicie różnił się od sobotniego. Byłam ciekawa, czy gdybym spotkała Willa na chodniku, zwróciłby na mnie uwagę. Boże! Ten facet zajmował dziewięćdziesiąt procent moich myśli. Nie byłam w stanie normalnie funkcjonować bez pomyślenia o nim. Cały czas się zastanawiałam: co by powiedział, co by pomyślał albo co by zrobił. Ostatni raz rzuciłam okiem na odbicie w lustrze, a szyję skropiłam perfumami. Nie wiem dlaczego, ale miałam przeczucie, że ten dzień będziewyjątkowy.

W drodze do New-York Historical Society czułam motyle w brzuchu. W powietrzu było czuć wilgoć, sukienka okazała się dobrym wyborem. W niecałe dziesięć minut doszłam na miejsce. W drzwiach czekała na mnie osoba, która poprowadziła mnie do administracji. Kiedy stanęłam w drzwiach, poczułam się, jakby uderzył we mnie piorun. Za biurkiem siedział Will. Co on tu, u licha, robił? Zauważyłam, że jego mina również świadczyła o tym, że nie spodziewał się mniezobaczyć.

– Panna Lauren Stivens jak mniemam? – Kobieta stojąca, jak mi się wydawało, zbyt blisko niego zwróciła na mnieuwagę.

– Tak. Przyszłam na rozmowę kwalifikacyjną. – William nie odrywał ode mnie wzroku, a ja starałam się nie wyjść naidiotkę.

– W takim razie zapraszam panią do restauracji obok. Tam będziemy mogły spokojnie porozmawiać. – Skinęłam głową. – Panie Williamie, gdyby coś się działo, proszę posłać po mnie stażystkę. Wciąż jestem do pańskiej dyspozycji. – Położyła mu rękę na ramieniu, a we mnie aż zawrzało. Kobieta mimo średniego wieku była bardzo elegancka i zadbana. Poszłam za nią do znajdującej się obokrestauracji.

Weszłyśmy do środka. Restauracja była przestronna i jasna. Na ścianach, po sam sufit, wisiały półki, na których stały talerze i inne zastawy. W kuchni, znajdującej się bardzo blisko sali, było słychać głosy kucharzy, pewnie mieli dzień konserwacji. Kobieta, która chyba była tu kimś ważnym, siadła na żółtej, ciągnącej się wzdłuż sali kanapie, ja natomiast zajęłam miejsce naprzeciwko niej, usadawiając na krześle. Czułam się tutaj jak w restauracji z domowym jedzeniem. Było przyjemnie iklimatycznie.

– Jak pani widzi, dziś mamy zamknięte. Poniedziałki są dniami wewnętrznymi. Tylko czasami zdarzają nam się dni otwarte. Tak w ogóle proszę mi wybaczyć, ale chyba się nie przedstawiłam. Jestem Elizabeth Worens i nadzoruję sprawy kadrowe. Bardzo spodobała mi się pani aplikacja do naszego instytutu. Pozwoliłam sobie sprawdzić pani wyniki końcowe z egzaminów i również jestem pod wrażeniem. Muszę przyznać, że już mało kto z taką miłością i zaangażowaniem interesuje się historią.

Kobieta cały czas mówiła, jakby miała wyuczoną regułkę. Odpowiedziałam na kilka jej pytań dotyczących mojej szkoły. Pytała również o sytuację życiową, czy jestem w związku. „Nie”. Czy planuję w najbliższym czasie związać się z kimś? „Nie”. Czy planuję dzieci w ciągu najbliższych pięciu lat? „Nie”. Nie miałam pojęcia, po co te pytania, wtedy – jakby czytała mi w myślach – powiedziała:

– Proszę mi wybaczyć te pytania. Dodałam je do standardowych pytań kwalifikacyjnych po tym, jak ostatnio jedna z nowo przyjętych pracownic zaledwie po dwóch miesiącach pracy oznajmiła, że wychodzi za mąż, ponieważ jest w ciąży. Oczywiście z pracy zrezygnowała, dlatego teraz odbywamy tę rozmowę. Proszę pozwolić, że oprowadzę panią po budynku. Na początku będzie pani zajmować się katalogowaniem poszczególnych działów. Kiedy przyjdzie pani jutro, biurko będzie na panią już czekało. – Stanęłam w połowie drogi jakwryta.

– Czyli dostałam tępracę?

– Och, tak! Jesteś idealna na to stanowisko – powiedziała Elizabeth. Miałam ochotę skakać i krzyczeć, ale pewnie uznałaby to za przejaw szleństwa. – Zaczynasz jutro o dziesiątej. A teraz pozwól, że zaczniemy od samejgóry.

Windą pojechałyśmy na drugie piętro. Oprowadziła mnie po kolei po każdej sali. Dla utrwalenia wszystkich wystaw i co gdzie jest, niepostrzeżenie wzięłam ulotkę z planem budynku. Gdy już skończyłyśmy na samym dole, powiedziała, żebym przeszła jeszcze do administracji w celachformalnych.

Kiedy weszłam do pomieszczenia, w którym dwie godziny temu spotkałam Willa, widziałam, jak dwóch mężczyzn przygotowuje moje stanowisko pracy. Niestety po Williamie nie było jużśladu.

Podpisałam wszystkie potrzebne dokumenty i kierowałam się do wyjścia. Gdy zeszłam po schodach, wciąż nie docierała do mnie myśl, że dostałam pracę. Musiałam jak najszybciej zadzwonić do Luizy i jej o tym powiedzieć. Wybierałam już jej numer, kiedy nie zauważyłam kogoś i weszłam na mężczyznę stojącego plecami domnie.

– Halo. – Usłyszałam w telefonie. – Lauren, jesteś tam?

Nie byłam w stanieodpowiedzieć.

Kiedy wpadłam na tego mężczyznę i radośnie wyśpiewałam: „przepraszam”, on się tylko odwrócił ipowiedział:

– Ależ nic nie szkodzi. – William. Ten facet drugi raz już dzisiejszego dnia sprawił, że zapomniałam języka w ustach. Wyjął mi telefon z ręki i wcisnął czerwoną słuchawkę, po czym z powrotem wsadził doręki.

– Hej. – „Hej”? Matko jedyna, co się ze mną działo? Od kiedy nie potrafiłam gadać zfacetem?

– Chyba kolejny raz należą ci się gratulacje. Brawo, Lauren. – Coś w sposobie, w jaki do mnie mówił, sprawiało, że miałam ciarki naplecach.

– Dziękuję.

– Czy zgodzisz się, żebym z tej okazji postawił ci drinka? – Szok, który pojawił się w pierwszej chwili, kiedy go spotkałam, przeszedł wzłość.

– Dziękuję za propozycję, ale myślę, że to nie jest odpowiedni moment. – Poczułam uścisk w sercu. Miałam ogromną ochotę gdzieś z nim pójść, ale moja duma mi na to nie pozwalała. Zadrwił ze mnie, a teraz myślał, że jak gdyby nic wyjdziemy na drinka. Co to to nie. – Życzę ci miłego dnia, Williamie. – Odeszłam w stronę mieszkania. Wbrew moim oczekiwaniom nie pobiegł zamną.

Całą drogę do domu walczyłam ze sobą, aby się nie obejrzeć, gdyby przypadkiem mnie śledził. Matko, ja to mam pomysły. Przebrałam się z sukienki w krótkie szorty i T-shirt. Naprawdę miałam dziś ochotę na rolki. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Erin z pytaniem, czy nie zechciałaby mitowarzyszyć.

– Pewnie, daj mi tylko godzinkę i będę wmieszkaniu.

Idealnie. Kiedy zaburczało mi w brzuchu, uświadomiłam sobie, że od śniadania jeszcze nic nie jadłam. Żeby pójść na łatwiznę, przygotowałam sobie tosty. Wtedy zadzwonił mój telefon. Luiza dobijała sięnatarczywie.

– Hej, przepraszam, że się rozłączyłam, ale miałam małe nieporozumienie na ulicy.

Chciałam jej już powiedzieć, że dostałam pracę, kiedy wykrzyczała dosłuchawki:

– Zamknij się, Josh. Lauren, ja rodzę. Proszę, przyjedź do… – Luizę chyba właśnie złapał skurcz, ponieważ usłyszałam serię przekleństw i głośne oddychanie. Oczami wyobraźni zobaczyłam, jak Josh, mąż mojej siostry, stoi przy łóżku Luizy i każe jej oddychać. – Jestem w Harlem Hospital Center. – Rozłączyłam się, chwyciłam torebkę oraz telefon z kluczami.

Zaczynały się godziny szczytu, więc obawiałam się, że standardowe piętnaście minut na dojazd może zamienić się w pół godziny, jak nie więcej. Taksówkę złapałam dość szybko. Kierowcy powiedziałam, że to bardzo pilna sprawa, a on jakby czytał mi w myślach, zapytał:

– Rodziktoś?

Mężczyzna, który znał miasto jak własną kieszeń, w ciągu dwudziestu minut dowiózł mnie na miejsce. Wpadłam na porodówkę. Pielęgniarka siedząca w recepcji popatrzyła ze współczuciem, kiedy podałam, że Luiza to mojasiostra.

– Muszę przyznać, że pani siostra jest bardzo dzielna, ale głosu tak donośnego już dawno nie słyszałam. – Idąc długim korytarzem, już z daleka słyszałam krzyki Luizy. Podziękowałam pielęgniarce i weszłam do sali porodowej. Tak jak sobie wyobrażałam, Josh stał spanikowany obok głowy żony, trzymając ją za rękę. Gdy mnie zobaczył, na jego twarzy pojawiła sięulga.

– Pobądź z nią, a ja skoczę do bufetu. Woda się skończyła – szepnął mi naucho.

– Jasne – odpowiedziałambezgłośnie.

Zajęłam miejsce obok siostry, która była cała mokra odpotu.

– No już. Oddychaj spokojnie. – Złapała mnie za rękę i ścisnęła tak mocno, jak niktnigdy.

Miała skurcze co parę minut i rozwarcie na dziesięć centymetrów. Akcja szła bardzo szybko. Już w nocy odeszły jej wody, więc teraz pojawienie się dziecka na świecie było tylko kwestią czasu. Razem z siostrą parłam i oddychałam. Pot lał się nam po czołach, a głos robił się zachrypnięty. Do sali wszedł Josh, a zaraz za nimlekarz.

– Luizo, już czas. Kiedy ci powiem, zaczniesz przeć z całych sił, a kiedy powiem dosyć, przestaniesz. – Widziałam wyczerpanie na twarzy siostry. Była bardzo dzielna.

Wiedziałam, że ja nigdy nie będę mogła tego doświadczyć. Ale to nie był odpowiedni czas na takie rozmyślania. Lekarz kazał Luizie przeć z całych sił. Ścisnęła mnie za lewą rękę, a Josha za prawą. Dała z siebie wszystko i już po chwili usłyszeliśmy krzyk małejistoty.

– Moje gratulację, macie państwo ślicznącóreczkę.

Dziewczynka. Piękna, zdrowa i silna dziewczynka. Trzy kilogramy i pięćdziesiąt dwa centymetry szczęścia. Tę małą kruszynkę położyli na brzuchu Luizy, a ja od razu straciłam dla niej głowę. Była zdrowo różowa, z ciemnymi włoskami i tak strasznie maleńkimi rączkami oraz stópkami. Josh przeciął pępowinę, ja oczywiście wszystko uwieczniałam na swoim iPhonie. Przyszła pielęgniarka, żeby zabrać moją siostrzenicę na dalsze badania, w tym czasie lekarz zajmował sięLuizą.

– No dobrze, a teraz urodzisz łożysko. – Nie byłam pewna, czy już i tak wyczerpana Luiza da jeszcze radę cokolwiek z siebie wycisnąć, ale udałosię.

Wszystko wydarzyło się tak szybko, więc kompletnie zapomniałam dać znać Erin, że musiałam wyjść z mieszkania. Kiedy spojrzałam na telefon, było kilka nieodebranych wiadomości od niej oraz od Hope, o której przez wpadkę na Willa zapomniałam. Miałam dać jej znać, jak mi poszło na rozmowie. Zostawiłam Luizę i Josha z ich córeczką, obiecując, że odwiedzę ich jutro. Nie miałam już sił na jazdę na rolkach, marzyłam tylko o zanurzeniu się w wannie w towarzystwie świec i wina. Kiedy więc wróciłam do mieszkania, już w korytarzu liczyłam na relaks. Niestety, mając takie przyjaciółki, z jakimi przyszło mi mieszkać, szybko przekonałam się, że jest to niemożliwe. Kiedy otworzyłam drzwi, zaczęły mnie witać i gratulować. W drodze powrotnej, idąc na łatwiznę, wysłałam grupową wiadomość, że dostałam pracę oraz że zostałam ciocią. Postanowiłyśmy wyskoczyć na szybkiego drinka do pobliskiego baru. Oczywiście bez szaleństw, ponieważ imprezowanie w tygodniu nie było w guście ani Hope, ani moim. Co innego Erin. Nawet jeżeli miała zacząć pracę o świcie, zawsze dawała radę pogodzić ze sobą wszystkie przyjemności. Tak więc nie zdążyłam nawet się przebrać i już byłyśmy w pubie, z drinkami w rękach. Opowiedziałam dziewczynom o wszystkim po kolei, najpierw o pracy, później oporodzie.

– Podziwiam kobietę. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdecyduję się na takie poświęcenie. – Erin miała swoje racje.

A ja wiedziałam, że w momencie, kiedy zobaczyłam tę malutką istotę, coś się we mnie obudziło. Matczyna miłość, którą nigdy nie będę mogła nikogoobdarzyć.

***

Jak co rano, przy wyspie w kuchni spotkałam się zdziewczynami.

Wspominałyśmy wczorajszy wypad do pubu. Był tak szybki, że do domu wróciłyśmy przed północą. Na szczęście żadna z nas nie cierpiała z powodu kaca mordercy. Byłam już po prysznicu, umalowana i ubrana. Gotowa na mój pierwszy dzień wpracy.

– To może dziś na te rolki? – zapytałaErin.

– Przepraszam, ale nie mogę. Zaraz po pracy jadę do Luizy. Dziś wychodzi zeszpitala.

– Ja odpadam. – Odpowiedź Hope wcale mnie nie zdziwiła. Jeśli usłyszała, że ja nie mogę, to na pewno ona sama z Erin nigdzie by niewyszła.

– Rozumiem. Ucałuj ode mnie Luizę. – Zauważyłam, że Erin jest trochę przygaszona. Poszłam więc za nią do jejsypialni.

– Hej, czy wszystko wporządku?

– Tak, mną się nie martw. – Widziałam, jak oczy zachodzą jejłzami.

– Wiesz, że takie gadanie mnie nie spławi. – Podeszłam bliżej, żeby mogła sięprzytulić.

– Czy ze mną jest wszystko w porządku? Dlaczego każdy facet patrzy na mnie tylko jak na żywy obiekt do dymania? – Wiedziałam już, o co chodzi. Boski Adam z raju dałnogę.

– Widocznie nie trafiłaś jeszcze na tego odpowiedniego. – Erin rzuciła się w moje objęcia. Swoimi łzami zmoczyła mi bluzkę, więc przed wyjściem musiałam jeszcze raz się przebrać. Za co powinnam jej podziękować, bo jak się okazało, biała, jedwabna bluzka bez rękawów znacznie lepiej pasowała do mojej ołówkowej spódnicy. Do tego szpilki, a całość przyozdobiłam okularami, które zakładałam tylko do czytania i pracy przykomputerze.

Z mieszkania wyszłam aż dwadzieścia minut wcześniej. Chciałam być przed dziesiątą, żeby mieć choć trochę czasu na wdrożenie. W gabinecie czekała na mnie już Elizabeth i – jak wczoraj wspomniała – moje miejsce pracy. Biurko miałam pod oknem, a widok wychodził wprost na Central Park i ruchliwą ulicę. Naprzeciwko mojego biurka było dostawione drugie – dla stażystki, która miała mipomagać.

– Witam, panno Lauren. – Elizabeth aż tryskała szczęściem i zadowoleniem na mój widok. – Jak zauważyłaś, będzie z tobą pracować Maggie, która tydzień temu rozpoczęła staż w naszym instytucie. Lada chwila powinna już tu być. Chciałabym, abyś zapoznała się z naszym katalogiem, ale niestety wczorajsza usterka serwera nie została naprawiona. – A więc to stąd wizyta Willa winstytucie.

– W takim razie co mam dziśrobić?

– Na początek zorientuj się, ile będziemy mieć dziś wycieczek i w jakich godzinach. O wpół do jedenastej przyjdzie informatyk, który jeszcze raz spróbuje postawić serwer na nogi. A później pokaże ci katalog. – Ziemia pode mną zadrżała. Czy ona właśnie powiedziała, że będę dziś pracować z Willem? Mogłam się tylko modlić, aby przysłali kogośinnego.

Pół godziny zleciało jak dziesięć minut i kiedy wybiła dziesiąta trzydzieści, w drzwiach stanął nikt inny niż William Loens. Miał na sobie okulary przeciwsłoneczne, ale ja doskonale wiedziałam, co się pod nimi kryje. Głęboka otchłań zieleni. Ubrany w dopasowane spodnie od garnituru, do tego zwykła biała koszula i prosta kamizelka, a czarny krawat dodawał tylko elegancji. Facet kipiał testosteronem. Od stóp po czubek głowy było widać, że należy do tego typu mężczyzn, którzy wiedzą, czego chcą, i to dostają. Zdjął okulary i podszedł do mojegobiurka.

– Witaj, Lauren. – Jego głos, mocny, z lekką chrypką, sprawił, że przez moje ciało przeszedłdreszcz.

– Dzień dobry, Williamie. – Starałam się mówić tonem spokojnym iopanowanym.

– Williamie, wspaniale, że już jesteś. – Elizabeth wyrosła nagle obok niego jak spod ziemi. – Proszę, postaw w końcu na nogi nasze komputery. Nie mamy co prawda dziś dużo wycieczek, ale panna Lauren potrzebuje katalogu, by móc zacząć pracować. – Ta kobieta mówiła ciągiem. Nie dawała nikomu dojść do słowa, póki sama nie skończyła swojej kwestii. – Panno Lauren, jeśli nie będzie to dla pani problem, proszę zająć się teczkami. Proszę je przejrzeć, a gdy pan William skończy, przeniesie je pani do katalogu. Ja niestety mam spotkanie i muszę już wychodzić. Gdybyście czegoś potrzebowali, Maggie jest do waszejdyspozycji.

Gdy skończyła, nie dowierzałam. Zostawiła mnie samą w pomieszczeniu z facetem, na widok którego robiło mi się mokro w majtkach. William chyba wyczuł moje zdenerwowanie, ponieważ powiedziałłagodnie:

– Mną się nie przejmuj. Zajmę się pracą przy komputerze stażystki. Ty możesz spokojnie pracować przy swoim biurku. – Nie spuszczając ze mnie wzroku, usiadł nakrześle.

Pomimo jego obecności praca szła mi dosyć sprawnie. Po mniej więcej godzinie poczułam pragnienie. Wstałam więc, żeby iść do bufetu, gdy zadzwonił telefon służbowy na moimbiurku.

– Administracja New-York Historical Society. Lauren Stivens przy telefonie. – Zaczęłam się śmiać. Po drugiej stronie Hope wyśmiewała moją regułkę. – Przestań robić sobie żarty i bierz się dopracy.

– Bardzo chętnie, ale lunch też jest człowiekowi potrzebny. – To już pora lunchu? Nie miałam pojęcia, że dochodzipołudnie.

– Może zjemy go razem? – Niestety Hope była w tym momencie po drugiej stronie Manhattanu i zanim byśmy się spotkały, musiałybyśmy siężegnać.

– Zobaczymy się wieczorem. Mam ci coś do powiedzenia. – Słowa Hope zabrzmiałypoważnie.

– Dobrze, w takim razie dowieczora.

Rozłączyłam się. Skoro była to już pora lunchu, złożyłam dokumenty na biurku, aby wiedzieć, od czego zacząć, kiedy wrócę później. Wtedy Will się do mnieodezwał.

– Zjedz ze mną lunch, Lauren. – Nie zabrzmiało to jak pytanie. Spojrzałam na niego niepewnie. Coś w tym mężczyźnie sprawiało, że moje przeczucie głośno krzyczało do mnie: „wiej, gdzie pieprz rośnie”. Ale był też tak podniecający, aż brakowało mi słów. – Proszę.

– Dobrze, wezmę tylko torebkę i możemyiść.

William zabrał z biurka swój telefon komórkowy i okulary. Zostawił za to teczkę, z którą przyszedł. Oznaczało to, że jeszcze tu wróci. Wychodząc z biura i budynku, położył dłoń na moich plecach. Gdy mnie dotknął, poczułam prąd, który przeszedł od góry aż do lędźwi, w pochwie się zatrzymując. Poszliśmy do restauracji, znajdującej się zaledwie dziesięć minut od instytutu. Podawali tam kuchnię śródziemnomorską, za którą nieszczególnie przepadam, ale to Will wybrał lokal i ponieważ to on mnie zaprosił, nie chciałam sięsprzeciwiać.

– Dziękuję, że zgodziłaś się ze mną zjeść. – Wydawał się być czymś przygnębiony i zestresowany. Postanowiłam więc towykorzystać.

– Zgodziłam się też zjeść z tobą kolację. – Spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem. Chyba trochę przesadziłam. – Ale nie masprawy.

– Tak, masz rację. Przepraszam. Nie powinienem wtedy wypalać z tą kolacją. – Że co, proszę? Czyli to była tylko gadka napodryw?

– Ale wypaliłeś i skoro żałujesz, nie było tematu. Tylko po co przysłałeś mi kwiaty? – Ten mężczyzna sprawiał, że mój umysł nie wiedział, co myśleć o tymwszystkim.

– Myślisz, że żałuję? – Kiwnęłamgłową.

– Lauren, kotku, ja nie żałuję, że zaprosiłem cię na kolację. Po prostu nie powinienem był tego robić tak szybko. Nie znasz mnie. Masz prawo być na mnie zła o to, że zawróciłem cigłowę.

Czegoś tu nie rozumiałam. Czego ten facet w ogóle chciał? Wysyłał mi tylko sprzeczne sygnały, już sama się pogubiłam w tymwszystkim.

– Po prostu wiem, że jestem nieodpowiednim facetem dla ciebie. Dlatego najlepiej będzie, jeśli będziesz się trzymała ode mnie z daleka. – Serce zaczęło szybciej pompować krew, a neurony w mojej głowie nie nadążały przesyłać sobiedanych.

– Skąd możesz wiedzieć, czy jesteś dla mnie odpowiedni, czy też nie? Może pozwól, abym to ja decydowała, co jest dla mnienajlepsze.

W tej chwili przyszedł kelner z naszymi zamówieniami, które złożyliśmy na samym początku. Ja jednak nie miałam ochoty jeść niczego. Byłam tak wściekła, że jedzenie musiałabym chyba zwrócić. Za to szklankę wody wypiłam do dna. Dziś był jeden z tych upalnychdni.

– Masz rację. Ale wiem na pewno, że nie zasługujesz na kogoś takiego jak ja. Jesteś piękna, mądra, powinnaś spotykać się z kimś, kto to doceni. – Nie wiem dlaczego, ale poczułam się, jakby ze mną zrywał, a przecież nawet nie byliśmyparą.

– W takim razie pozwól mi się poznać. Może to, co mówisz, to tylko twój sposób na pozbycie się natrętnych kobiet?

Nie dopuszczałam myśli, że facet tak idealny może okazać się totalnym dupkiem. Choć z drugiej strony – co, jeżeli faktycznie jest dupkiem? Noce wypłakane w poduszkę, sny na jawie i depresja gwarantowane. Przeżyłam to tylko raz. Raz byłam zakochana naprawdę. Miałam wtedy siedemnaście lat i można by to uznać za młodzieńcze zakochanie. Ale ja kochałam naprawdę. W końcu oddałam temu chłopakowi wszystko, co miałam. Strach przed kolejnym cierpieniem sprawił, że zaczęłam się wahać. Zaufanie, którym chciałam obdarzyć Willa, było w tej chwili najważniejsze. A w razie niepowodzenia? Przecież mnie ostrzegał. Wiedziałam, że ryzyko cierpienia istnieje. Sama proszę się o kłopoty. Cisza, która zapadła między nami, pozwoliła mi skupić uwagę na tym, co właściwie do mnie mówił. Kim właściwie jest William Loens? Dlaczego uważa się za nieodpowiednią osobę dla mnie? Dlaczego myśli, że ja jestem nieskalana złem?

Do końca posiłku nie zamieniliśmy ze sobą już ani słowa. Nie wiedziałam, co mogłabym powiedzieć, o co zapytać. Liczyłam, że to on otworzy się przede mną. Nie chciałam na niego naciskać, żeby jeszcze bardziej go do siebie nie zniechęcić. Kelner przyniósł rachunek i – jak na dżentelmena przystało – William pokrył całość, pomimo że upierałam się, iż to ja zapłacę za swój posiłek, którego w zasadzie nie tknęłam. Gdy wyszliśmy z restauracji, wziął mnie za rękę, nie pytając o zgodę, ani nie zwracając uwagi na to, czy mam na to ochotę. Jednak odwzajemniłam uścisk, a kąciki moich ust uniosły się w uśmiechu, gdy spostrzegłam, że mężczyzna idący obok mnie wygląda niczym model z plakatu Calvina Kleina. Kobiety i mężczyźni na chodniku odwracali w naszym kierunku swój wzrok, kiedy ich mijaliśmy. Poczułam się wyjątkowo i seksownie. Gdy doszliśmy już do instytutu i weszłam na pierwszy stopień, odwrócił mnie w swoją stronę, a potem pocałował. Położyłam mu ręce na ramionach, zatapiając dłonie w roztarganych włosach. Całował powoli, delikatnie, tak samo, jak tamtej nocy. Brakowało mi tchu. Byłam tak pochłonięta pocałunkiem, że zapomniałam o oddychaniu. Kiedy oderwał swoje usta od moich, przywarł czołem do mojego i patrząc mi prosto w oczy, powiedział:

– Proszę. Dla własnego bezpieczeństwa nie zakochuj się we mnie. – Pocałował raz jeszcze moje usta i dodał: – Bo ja się nie zakochuję. Możemy się pieprzyć i robić inne rzeczy, ale miłości między nami nie będzie. Zastanów się, czy chcesz iść na taki układ. Jesteś wspaniała. Dlatego robię wyjątek i cięostrzegam.

Po tych słowach weszliśmy do środka. Znowu trzymał rękę na moich plecach. Byłam spięta i zdenerwowana. Zajęliśmy miejsca przy biurkach i jak gdyby nic Will wrócił do pracy. Ja natomiast nie mogłam. To, co się odbyło parę minut wcześniej, wywołało huragan w mojej głowie. Nie wiedziałam, jak sobie z tym poradzić. Wtedy wpadłam w wirpracy.

Do końca dnia zostały mi jeszcze dwie godziny. Will wciąż był winstytucie.

Choć zauważyłam, jak ukradkiem zerka na mnie zza monitora, starałam się nie zwracać na niego uwagi. Jego słowa wciąż dźwięczały mi w uszach. „Możemy się pieprzyć”. Moja wyobraźnia zaczynała pracować na najwyższych obrotach. „Ale miłości między nami nie będzie”. Nie wiem, czy dałabym radę pójść do łóżka z kimś, kogo nie darzę sympatią. Przecież jedno wykluczadrugie.

Choć z drugiej strony mężczyzna taki jak William od samego początku samą swoją osobą sprawiał, że chciałam mu się oddać. A co, jeśli się zakocham? To jest możliwe. Wtedy będę musiała odejść i to zakończyć, a to będzie bolało. I to kurewsko bolało. Musiałam to wszystko sobie poukładać. Była szesnasta. Poszłam więc do Elizabeth z małąprośbą.

– Przepraszam, że ci przeszkadzam, Elizabeth, ale mampytanie.

– Słucham? – Podniosła głowę znad dokumentów i popatrzyła na mnie oczami ciemnymi jak węgle. – Czy coś sięstało?

– Nie, nic, po prostu chciałam zapytać, czy mogłabym już wyjść? – Spojrzała na mnie ze zdziwieniem. – Wszystkie dokumenty w teczkach pogrupowałam i przygotowałam do katalogowania, ale niestety pan Loens nie skończył jeszcze pracy. Myślę, że nie ma sensu, abym siedziała bezczynnie i gapiła się naniego.

– Tak. Masz rację. Możesz iść. Mam nadzieję, że jutro już wszystko ruszy. Miłego dnia, Lauren.

Gdy wróciłam do siebie, Willa nie było przy komputerze. Wzięłam więc swoją torebkę i wyszłam, nie żegnając się z nim. Będzie miał niespodziankę, nie spotykając mnie już dzisiaj. Po powrocie do domu wzięłam tylko szybki prysznic i przebrałam się w lekką sukienkę. Z jeszcze wilgotnymi włosami wyszłam do Luizy. Dziewczyn nie było w mieszkaniu, więc uniknęłam zbędnych rozmów i pytań, dlaczego wróciłam wcześniej z pracy. Udało mi się złapać taksówkę i ruszyłam na Wschodni Harlem. Tam się wychowałam. Luiza zamieszkała w naszym rodzinnym domu. Kiedy rodzice zmarli, jednogłośnie zdecydowaliśmy, że nie będziemy sprzedawać domu. Dopóki chodziłam do liceum, mieszkałam z siostrą, ale kiedy poszłam na studia, a ona wyszła za Josha, postanowiłam zwolnić przestrzeń. Choć mówili, że nie ma takiej potrzeby i że spokojnie się pomieścimy, to mnie jednak nie przekonało. Chciałam stamtąd uciec. Za dużo wspomnień o rodzicach sprawiało mi ból. Doskonale pamiętałam, jaką byłam córką i do czego to doprowadziło. Koszmary męczyły mnie każdej nocy. Wiedziałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie moja wyprowadzka. Hope przyjęła mnie z otwartymi ramionami, a ja zaczynałam w końcu normalnie funkcjonować. Oczywiście odwiedzałam siostrę z okazji jej urodzin, rocznic, świąt, a ostatnio podczas szykowania pokoju dladziecka.

– Halo! Ziemia do panienki. – Z zamyślenia wyrwał mnie taksówkarz, mówiąc, że dojechaliśmy.

Spojrzałam przez szybę, wspomnienia znowu wróciły. Minutę zajęło mi pozbieranie się do kupy. Zapłaciłam i wysiadłam. Zanim weszłam po schodach, Josh już czekał na mnie wdrzwiach.

– Witaj, szwagrze. Jak się miewa płeć piękna w twoimdomu?

– Cześć, Lu. – Tylko Josh tak mnie nazywał. Już na samym początku, kiedy go poznałam, powiedział, że nie lubi długich imion. Moją siostrę nazwał Li. – Wejdź i sama się przekonaj. – Ręką wykonał gestzaproszenia.

W domu panowała przyjazna atmosfera. Dopiero co wyszli rodzice Josha, więc Luiza z moją siostrzenicą były w sypialni. Weszłam po schodach na pierwsze piętro. Luiza nie przejęła sypialni rodziców. Swoją dawną urządziła razem z Joshem, aby mieć swój azyl. Mój pokój również był nienaruszony, wciąż można było w nim znaleźć skarby licealistki. Na pokój dziecięcy przeznaczyli lokum naszego brata Liama, który chyba już nigdy nie wróci do Nowego Jorku. Zapukałam po cichu i weszłam do środka, akurat trafiłam na porękarmienia.

– Hej – powiedziałam szeptem, nie chcąc wystraszyćdziecka.

– Hej – odpowiedziała normalnym głosem. – Nie musisz szeptać. Na razie hałasy jej nie przeszkadzają. Chociaż nie wiem, czy w ogóle jej coś przeszkadza. Budzi się tylko, żeby zjeść. – Spojrzałam na zawiniątko trzymane przez Luizę. Ta mała kruszynka sprawiła, że serce mi miękło.

– Jest taka cudowna. I jestpodobna…

– Jest podobna do mamy – dokończyła za mnie. – I dlatego razem z Joshem chcielibyśmy z tobą o czymś porozmawiać. – Luiza odniosła córkę do jej łóżeczka, włączyła automatyczną nianię i zeszłyśmy dokuchni.

Widziałam jej osłabienie po porodzie. Była wspaniałą kobietą. Sprawdziła się w roli starszej siostry, więc nie miałam wątpliwości, że będzie jeszcze lepszą mamą. Josh przygotował dla nas mrożoną herbatę i usiadł obok Luizy. Ich miny sprawiały, że zaczynałam się denerwować tym, co mają mi dopowiedzenia.

– Bardzo was proszę, nie trzymajcie mnie dłużej wniepewności.

– Lauren. Jesteś dla mnie najważniejsza – zaczęła – dlatego razem z Joshem chcielibyśmy cię prosić, abyś została matką chrzestną naszejcórki.

Odpowiedź raczej była wiadoma dlawszystkich.

– Oczywiście! – krzyknęłam. – Ale chyba to nie jest to, co chcieliście mipowiedzieć?

– Jak zauważyłaś, ona jest bardzo podobna do mamy. Ma jej lekko zadarty nosek. Dlatego chcemy jej dać na imiona Irene Lauren. Po dwóch wspaniałych kobietach. – Łzy zalały moje oczy. Tak dawno nie słyszałam tegoimienia.

Luiza poderwała się z miejsca i mnie objęła. Starałam się oddychać głęboko i nie wpadać w histerię. Było jednak za późno. Spazmy przychodziły jeden po drugim. Gdy już wypłakałam wszystkie łzy, które w sobie miałam, przeprosiłam ich i wyszłam do łazienki. Opłukałam twarz zimną wodą i zaczęłam oddychać miarowo. Poczułam, że mogę już stawić czoło światu. Wróciłam do kuchni, gdzie Luiza z Joshem na mnie czekali. Ich twarze również nie wyglądały zbyt dobrze. Usiadłam na swoimmiejscu.

– Przepraszam za moje zachowanie. Jestem zaskoczona waszym wyborem. To znaczy nie imieniem mamy, ale moim. Nie uważam, żebym była wspaniałą osobą, jak to powiedziałaś, Liz. Niemniej jest mi bardzo miło. – Zamknęłam na chwilę oczy. – A więc Irene Lauren Hamilton. Brzmipięknie.

Luiza z Joshem wstali i mnie objęli, a ja odwzajemniłam ten uścisk. Byliśmy rodziną. Miałam tylko ich. Zostałam jeszcze dwie godziny, opowiadając o mojej pracy. Ponieważ Luiza rodziła, ten temat zszedł na dalszy plan. Zdradziłam, jak minął mój pierwszy dzień i jak przebiegła rozmowa kwalifikacyjna. Bez większych szczegółów napomniałam o seksownym informatyku, z którym przyszło mi dziś pracować. Luiza aż zaklaskała w dłonie, wyobrażając sobie mój ślub z nim. Dlatego w tych sprawach wolałam zbyt dużo nie wyjawiać, moja siostra miała bujną wyobraźnię. Kiedy już wychodziłam, odprowadziła mnie do drzwi. Stanęłyśmy na schodach i popatrzyłyśmy sobie woczy.

– Jestem z ciebie taka dumna. Zawsze wiedziałam, że jesteś mądrą i zdolną dziewczynką. – Spuściła wzrok. – Rodzice też byliby z ciebiedumni.

– Przepraszam. Przeze mnie nigdy nie zobaczą swojej wnuczki. A twoja córka nie pozna swoich dziadków. – Myślałam, że nie mam w sobie już ani kropli, ale łzy na nowo zaczęły wzbierać w moichoczach.

– Przepraszasz mnie za każdym razem. A