Zafascynowana nim - Terri E. Laine - ebook + audiobook

Zafascynowana nim ebook i audiobook

Terri E. Laine

2,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Los igra z sercem Megan, wielokrotnie stawiając Gavina Volka na jej drodze. Niesamowicie przystojny facet wie, jak rozpalić jej ciało jednym spojrzeniem. Jest przy niej zawsze, kiedy go potrzebuje. Twierdzi jednak, że żaden z niego materiał na chłopaka. Nie jest dla niej wystarczająco dobry. Ale nie chce podać powodu. Jeśli wierzyć plotkom z uczelni, może mieć powiązania z mafią. I tajemnice, którymi z nikim się nie dzieli. Gdy Megan myśli, że w końcu przełamała jego opór, on ponownie buduje wokół siebie fortecę. W końcu dziewczyna stawia ultimatum – albo udowodni swoją miłość i jej zaufa, albo musi odejść na dobre. Czy jednak Megan wystarczy sił, by z nim zostać, gdy Gavin w końcu ujawni, co ukrywa?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 352

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 9 godz. 30 min

Lektor: Marta Kiermasz

Oceny
2,0 (2 oceny)
0
0
0
2
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
luzula

Z braku laku…

Słabe tłumaczenie jest
00
charlieeee

Z braku laku…

Strasznie nudna, ciągnęła się i ciągnęła. Tłumaczenie tez niestety średnie, dialogi przez to były jakieś koślawe :/
00

Popularność




PROLOG

Ostry ból prze­szył moją klatkę pier­siową, zwa­la­jąc mnie z nóg. W chwili abso­lut­nej nie­waż­ko­ści tak bar­dzo żało­wa­łem wszyst­kich rze­czy, któ­rych nie powie­dzia­łem.

Kocham.

To słowo wyda­wało mi się takie dale­kie, prak­tycz­nie poza moim zasię­giem.

Już znik­nęła szansa, żeby je powie­dzieć.

Ude­rze­nie w pod­łogę wybiło mi powie­trze z płuc. Usły­szaw­szy krzyk, zasta­na­wia­łem się, czy nale­żał do mnie.

Jak to wszystko aż tak wymknęło się spod kon­troli?

Było o wiele za późno, by się tym przej­mo­wać, kiedy ciem­ność ogar­nęła moje pole widze­nia.

Cie­pło kałuży, która poja­wiła się pode mną, tylko potwier­dziło to, co już wie­dzia­łem.

Zamkną­łem oczy, nie mogąc utrzy­mać ich otwar­tych ani sekundy dłu­żej.

– Prze­pra­szam – powie­dzia­łem, nie mając pew­no­ści, że moje słowa tak naprawdę wybrzmiały.

PRZESZŁOŚĆ

Mama wygo­niła mnie do łóżka, kiedy roz­le­gło się puka­nie do drzwi. Nie zauwa­żyli, że dopiero docie­ra­łem do szczytu scho­dów, zanim tatuś je otwo­rzył.

Wszedł męż­czy­zna tak sze­roki w barach jak nasze drzwi, a za nim inny, mniej­szy.

– O co cho­dzi? – zapy­tał tatuś.

Mama wyglą­dała na prze­ra­żoną, tak jak ja cza­sami czu­łem się, kiedy sam w nocy w swoim pokoju bałem się, że pod moim łóż­kiem są potwory.

Męż­czy­zna uśmiech­nął się do mojego taty, jakby chciał go zjeść. On był potwo­rem.

– Chcesz jej powie­dzieć czy ja mam to zro­bić?

Brą­zowe włosy pokry­wały jego głowę i twarz jak futro. Wyglą­dał jak niedź­wiedź wielki, gruby, brzydki niedź­wiedź bru­natny.

– Jonah. Co zro­bi­łeś? – spy­tała mama.

Niedź­wiedź roze­śmiał się, a tatuś wyglą­dał tak jak ja, kiedy rano roz­la­łem płatki z mle­kiem na pod­łogę. Wycią­gnął rękę do mamy, a ona cof­nęła się.

– Obie­ca­łeś – krzyk­nęła.

Boli mnie brzuch, gdy widzę, jak mama jest taka smutna.

– Ten facet nie umie się trzy­mać z daleka – powie­dział Niedź­wiedź. – Albo odda pie­nią­dze teraz, albo zapłaci ina­czej.

Tatuś uniósł ręce.

– Obie­cuję, że zała­twię te pie­nią­dze.

– Szef dał ci tydzień wię­cej niż komu­kol­wiek innemu ze względu na twoją rodzinę – powie­dział Niedź­wiedź.

– Jonah – zawo­łała mama.

– Pro­szę.

Tatuś bła­gał tak jak ja, kiedy chcia­łem pie­ska. Skippy zawył, jakby wie­dział, że go potrze­buję.

Niedź­wiedź wycią­gnął z kie­szeni coś dużego i błysz­czą­cego i poma­chał tym w stronę dru­giego faceta. Mama przy­ło­żyła ręce do ust, gdy zoba­czyła, co trzyma Niedź­wiedź.

– Idź i zamknij kun­dla, zanim ktoś wezwie poli­cję.

Drugi potwór odszedł tak, że nie mogłem go zoba­czyć.

Niedź­wiedź wyce­lo­wał w tatę.

– Oto, jak to będzie prze­bie­gać. Wisisz sze­fowi. A ponie­waż jesteś jego chrze­śnia­kiem, składa ci osta­teczną ofertę: wypie­rzesz jego pie­nią­dze w skle­pie swo­jej żony, a on pozwoli ci żyć.

Mamu­sia ostro zare­ago­wała.

– Nie, nie pozwolę na to.

Niedź­wiedź sta­nął przed nią i roz­legł się gło­śny dźwięk. Zakry­łem uszy.

Mama opa­dła do tyłu. Jej oczy patrzyły pro­sto na mnie.

Tatuś pła­kał i padł na kolana obok mamy. Nie poru­szyła się – nie powie­działa ani słowa.

Zawo­ła­łem ją, a Niedź­wiedź mnie usły­szał. Zanim zdą­ży­łem uciec i scho­wać się, zaczął iść w moją stronę po scho­dach.

1. GAVIN

Bar był zatło­czony stu­den­tami i miesz­kań­cami mia­sta. Mój naj­lep­szy przy­ja­ciel i współ­lo­ka­tor Tade pie­przył oczami tę blon­dynkę – co było kom­plet­nie nie w jego stylu.

– Stary, idź z nią poroz­ma­wiać.

Cho­ciaż zacho­wy­wał się, jakby mnie nie sły­szał, ruszył w jej kie­runku.

Zuch chło­pak. Kim­kol­wiek była, była nie­złą laską, ale jak na mój gust zbyt nie­winna. Za to jej ciem­no­włosa przy­ja­ciółka była dokład­nie w moim typie. Wyglą­dała jak ucie­le­śnie­nie seksu ubrane w nie­bie­ską sukienkę. Ileż ja bym dał za to, żeby się z nią zamknąć w jed­nym pokoju na week­end.

– Gavin.

Sek­sowny głos na chwilę przy­kuł moją uwagę. Sobo­wtór Cru­elli wró­cił po tym, jak sygnały, które wysłała do Tade’a, nie zadzia­łały. Miała pazury, które mnie nie inte­re­so­wały.

– Może ty i Tade wpad­nie­cie póź­niej, żeby się tro­chę zaba­wić?

Nie zro­zum mnie źle – była wystar­cza­jąco sek­sowna, żeby zro­bić robotę, ale nie byłem zain­te­re­so­wany. Tade już w niej zamo­czył i nie zamie­rza­łem iść w jego ślady.

– Nie, dzięki.

Zer­k­ną­łem ukrad­kiem i zoba­czy­łem, że przy­ja­ciółka blon­dynki używa ser­we­tek do osu­sze­nia koszuli Tade’a. Ode­pchną­łem się od ściany, nie dając Cru­elli czasu na odpo­wiedź.

Przy­ja­ciółka blon­dynki coś mam­ro­tała, kiedy do nich dotar­łem.

– Kocha­nie, pozwól, że ci pomogę – powie­dzia­łem.

Odwró­ciła się. Z bli­ska wyda­wała się jesz­cze bar­dziej osza­ła­mia­jąca. Jej wzrok znów się prze­su­nął i tro­chę zachwiała się na nogach.

– Napra­aawdę mi przy­krooo – wybeł­ko­tała, chwie­jąc się. Była o krok od ude­rze­nia głową w pod­łogę. Zła­pa­łem ją w pasie i pod­trzy­ma­łem.

– Czy mogę zro­bić coś, żeby ci to wyna­gro­dzić? – powie­działa do Tade’a.

– A może prze­ko­nasz swoją przy­ja­ciółkę, żeby ze mną zatań­czyła, co?

Przez cały czas naszej zna­jo­mo­ści nie zauwa­ży­łem, żeby jakaś dziew­czyna obcho­dziła go tak bar­dzo – zwłasz­cza taka, którą dopiero co poznał. Kiedy jego wzrok prze­niósł się na mnie, unio­słem brew. Zna­li­śmy się wystar­cza­jąco długo, by domy­ślił się, co mam na myśli.

– A ty zatań­czysz z moim przy­ja­cie­lem.

Blon­dynka nie była zachwy­cona, a jej przy­ja­ciółka mach­nęła ręką, żeby­śmy je na chwilę zosta­wili.

– To jest zbyt łatwe – powie­dzia­łem.

– Ona jest pijana. Nie bie­rzesz jej, prawda?

Zanim zdą­ży­łem odpo­wie­dzieć, bru­netka mru­gnęła do mnie.

Chwy­ciła mnie za ramię i popro­wa­dziła w stronę ciał, które napie­rały na sie­bie i nazy­wały to tań­cem. Wzru­szy­łem ramio­nami do Tade’a, gdy mnie pro­wa­dziła. Zosta­wi­łem go z blon­dynką, która wcale nie wyglą­dała na zado­wo­loną.

Tłum był gęsty i zmu­sił nas do zbli­że­nia się do sie­bie w cia­snej prze­strzeni. Nie prze­szka­dzało mi to, zwłasz­cza kiedy zaczęła się ruszać. Chwy­ci­łem jej bio­dra, dając znać każ­demu dup­kowi wokół, że jest zajęta.

Potem pochy­li­łem się, by szep­nąć jej do ucha.

– Jak masz na imię, aniołku?

Odsu­ną­łem się i przy­ła­pa­łem ją na obli­zy­wa­niu ust, zanim odpo­wie­działa. To tylko spra­wiło, że zechcia­łem ją poca­ło­wać, a to było dla mnie nie­zwy­kłe. Jasne, cało­wa­łem kobiety, ale zwy­kle był to tylko spo­sób, żeby zna­leźć się mię­dzy ich udami.

– Myśla­łam, że jestem kocha­niem.

Pal­cem wska­zu­ją­cym pod­nio­słem jej pod­bró­dek.

– Dla mnie wyglą­dasz jak anioł.

Nagro­dziła mnie wspa­nia­łym uśmie­chem, który spra­wił, że zaczą­łem się zasta­na­wiać, jak sma­kuje. Z pew­no­ścią alko­ho­lem, który wypiła, ale mogłem się zało­żyć, że była słodka.

– Nazy­wam się Megan – wybeł­ko­tała, po czym nagle odwró­ciła się, demon­stru­jąc mi swój tyłek.

Była drobna, ale miała krą­gło­ści w odpo­wied­nich miej­scach. Opie­rała się tym swoim fan­ta­stycz­nym tył­kiem o mojego kutasa, czy­niąc go twar­dym. Bez wąt­pie­nia taki był jej plan, ale nie było mowy, żebym się pod­dał na tak wcze­snym eta­pie gry.

Obró­ci­łem ją w moją stronę. Jej oczy były zamknięte, jakby czuła muzykę całą sobą. Cho­lera, było w niej coś hip­no­ty­zu­ją­cego. Mój uścisk zelżał, gdy się zachwiała, robiąc krok do tyłu. Ponow­nie zła­pa­łem ją za bio­dra i przy­cią­gną­łem do sie­bie, zacho­wu­jąc kon­trolę. Wtedy mój cho­lerny tele­fon zawi­bro­wał w kie­szeni, ale zigno­ro­wa­łem to. Nachy­li­łem się do jej ucha.

– Jestem Gavin. Jakie masz plany na dzi­siej­szy wie­czór?

Unio­sła ręce w powie­trze w ten bez­tro­ski spo­sób, jak ktoś, kto cał­ko­wi­cie zatra­cił się w bitach, które dud­niły w gło­śni­kach.

Patrzy­łem, jak jej usta się poru­szają.

– Takie – wyczy­ta­łem z jej warg.

Jej usta przy­cią­gały mnie jak magnes. Pod­da­łem się temu uczu­ciu i opu­ści­łem głowę, żeby ją posiąść.

Poczu­łem smak mięty na języku, gdy odwza­jem­niła poca­łu­nek. Jej ramiona owi­nęły się wokół mojej szyi, a pio­sen­karz w tle śpie­wał, że jest słaby. W tym momen­cie każde jego słowo opi­sy­wało mój stan.

Sły­chać było dźwięk wibru­ją­cego tele­fonu. Ale kiedy mój anioł o imie­niu Megan odsu­nął się ode mnie, zda­łem sobie sprawę, że to jej tele­fon. Gdzie, do dia­bła, ona go trzy­mała? Wpa­try­wała się w ekran, który rzu­cał na jej twarz świa­tło jak latar­nia mor­ska.

To, co miała zamiar powie­dzieć, było wypi­sane w zmarszcz­kach wokół jej ust, jesz­cze zanim się ode­zwała.

– Prze­pra­szam. Ja… ee… muszę… eee… iść – upo­jona alko­ho­lem z tru­dem wypo­wia­dała słowa.

Swo­bodny spo­sób, w jaki nie­któ­rzy faceci obcza­jali jej cycki i tyłek – gdy toro­wała sobie drogę przez tłum – spra­wił, że moja opie­kuń­cza natura wzięła górę. Posze­dłem za nią, aby upew­nić się, czy naprawdę wycho­dzi i czy, zacze­piana przez pija­nych dup­ków, dotarła bez­piecz­nie do samo­chodu.

Zatrzy­mu­jąc się na skraju tłumu, wycią­gną­łem tele­fon, żeby spraw­dzić, kto dzwo­nił do mnie wcze­śniej. Oka­zało się, że to była wia­do­mość od Tade’a. Wyszedł. Cie­kawe. Wyszedł z blon­dynką czy uznał, że nie jest tego warta?

Pod­nio­słem wzrok i zoba­czy­łem, jak Megan roz­ma­wia z oży­wie­niem ze swoją przy­ja­ciółką, mocno prze­wra­ca­jąc oczami. Sekundę póź­niej rozej­rzała się dookoła. Kiedy mnie zauwa­żyła, pod­nio­sła rękę, żeby poma­chać na poże­gna­nie. Więc się zbie­rały. Dogo­ni­łem ją, bo nie było sensu, żebym krę­cił się tu samemu. Była naj­cie­kaw­szą dziew­czyną w oko­licy, a kiedy Tade odszedł, nie czu­łem się na siłach, by pić samemu. Spo­tka­li­śmy się tutaj, ponie­waż mia­łem inte­res do zała­twie­nia. Tade nie zosta­wił mnie na lodzie – mia­łem swoje auto.

– Będę się zbie­rał. Odpro­wa­dzę cię do samo­chodu – zapro­po­no­wa­łem.

– My… – szklane oczy Megan wpa­try­wały się w moje. Zamru­gała kilka razy, zanim dokoń­czyła swoją wypo­wiedź. – My… nie… przy­je­cha­ły­śmy autem.

Wypo­wie­dze­nie tych słów wyma­gało od niej spo­rego wysiłku. Muzyka utrzy­my­wała ją na nogach, na wpół trzeźwą. Naj­wy­raź­niej wyj­ście z klubu i powiew świe­żego powie­trza jej nie otrzeź­wiły.

– Zamó­wimy Ubera, nie musisz na nas cze­kać – wark­nęła blon­dynka.

Nie byłem pewny, czy chro­niła swoją przy­ja­ciółkę, czy też ogól­nie nie lubiła face­tów. Zaczy­na­łem rozu­mieć, dla­czego Tade sobie poszedł.

– Mogę was odwieźć na kam­pus.

Nie za bar­dzo przy­po­mi­nały miej­scowe dziew­czyny, więc zapewne były stu­dent­kami McLa­ina. Tak czy ina­czej tam jecha­łem.

– Tak – wymru­czała Megan w tym samym cza­sie, gdy jej przy­ja­ciółka potrzą­snęła głową na zde­cy­do­wane „nie”.

Rzu­ci­łem spoj­rze­nie w ich stronę.

– Więc jak będzie? Wzy­wa­nie Ubera wydaje mi się mar­no­traw­stwem czasu i pie­nię­dzy. A ja i tak jadę w tamtą stronę.

– Cho­lera, Reagan, nie bądź taka. Musia­ły­śmy wyjść przez cie­bie. Możesz przy­naj­mniej pozwo­lić, żeby­śmy poje­chały z nim do domu.

Megan jąkała się przy nie­któ­rych sło­wach, a przy innych brzmiała zupeł­nie trzeźwo. Potem zachi­cho­tała. Jej głos spra­wił, że jęk­ną­łem w środku. Mia­łem prze­czu­cie, że gdyby nie było w pobliżu jej blo­ku­ją­cej nas przy­ja­ciółki, z chę­cią zamknę­łaby się ze mną w moim pokoju na resztę week­endu. Sam nie byłem pijany, więc nie dotknął­bym jej, dopóki nie wytrzeź­wieje. Pijane dziew­czyny miały zwy­czaj żało­wać po fak­cie lub uda­wać, że nie rozu­miały swo­ich dzia­łań pod wpły­wem.

Wycią­gną­łem rękę do Megan, a ona ją zła­pała. Skie­ro­wa­łem nas w stronę mojego auta, jak­bym miał w dupie to, czy blon­dynka się pojawi, czy nie. Ale w końcu moje sumie­nie wzięło górę. Cof­ną­łem się, by zła­pać jej przy­ja­ciółkę, która głę­boko ode­tchnęła. Jej różowe pasemka zmie­szały się z blond wło­sami, które wiro­wały wokół jej twa­rzy. Spoj­rzała w niebo, zanim pod­dała się i poszła z nami.

Po tym, jak wsia­dły do samo­chodu, wśli­zgną­łem się od strony kie­rowcy i odpa­li­łem sil­nik, żeby włą­czyć ogrze­wa­nie. Cho­ciaż był sty­czeń, w ciągu dnia było wyjąt­kowo cie­pło, ale noce wciąż pozo­sta­wały zimne.

– W któ­rym aka­de­miku miesz­kasz, aniołku?

Megan odpo­wie­działa mi w tym samym cza­sie, w któ­rym ode­zwała się jej przy­ja­ciółka.

– Możesz pod­rzu­cić nas na siłow­nię, a dalej przej­dziemy same.

– War­ren Com­mons – powie­działa Megan.

Budy­nek znaj­do­wał się w pobliżu aka­de­mika w stylu kamie­nicy, który dzie­li­łem z Tadem i dwoma innymi face­tami. Megan przy­tu­liła się do mnie. Kiedy zaczą­łem wyco­fy­wać się z miej­sca par­kin­go­wego, prze­su­ną­łem prawą rękę na opar­cie sie­dze­nia, patrząc na drogę z tyłu. Wcale nie zro­bi­łem tego, żeby wygod­niej się o mnie oparła, a przy­naj­mniej tak sobie wma­wia­łem. Wtu­liła się we mnie tak natu­ral­nym ruchem, jak­by­śmy byli razem od lat. Zauwa­ży­łem, że jej przy­ja­ciółka krzywi się, zanim sku­pi­łem się z powro­tem na dro­dze.

Nie jecha­li­śmy długo. Kam­pus znaj­do­wał się w odle­gło­ści około mili. Jej przy­ja­ciółka wspo­mniała coś o siłowni, więc zapar­ko­wa­łem na par­kingu jej aka­de­mika, który znaj­do­wał się naprze­ciwko boiska pił­kar­skiego. Ledwo zatrzy­ma­łem samo­chód, kiedy blon­dynka gwał­tow­nie otwo­rzyła drzwi, jakby tylko cze­kała, żeby wysko­czyć z auta.

– Chodź, Megan. Idziemy.

Megan oparła się sło­wom przy­ja­ciółki, wolała trzy­mać głowę na moim ramie­niu.

Pochy­li­łem się i zro­bi­łem coś, czego ni­gdy wcze­śniej nie zro­bi­łem żad­nej dziew­czy­nie. Poca­ło­wa­łem ją w czu­bek głowy, jakby była moja, zanim szep­ną­łem jej do ucha.

– Jesteś w domu, aniołku.

Otwo­rzyła oczy i posłała mi uśmiech, który był cho­ler­nie nie­winny. Potem dała się wycią­gnąć i wysia­dła z mojej cię­ża­rówki. Blon­dynka trza­snęła drzwiami samo­chodu, pró­bu­jąc jed­no­cze­śnie utrzy­mać Megan na nogach.

Wysko­czy­łem z boku, a jej przy­ja­ciółka ode­pchnęła mnie mach­nię­ciem ręki.

– Damy sobie radę.

Dziew­czyna z jakie­goś powodu była wystra­szona. Sta­łem spo­koj­nie, nie chcąc jesz­cze odjeż­dżać. Jed­no­cze­śnie dałem przy­ja­ciółce Megan dystans, o który pro­siła. Było późno i wszę­dzie pano­wała cisza. Kiedy znik­nęły pod cegla­nym łukiem muru ota­cza­ją­cego teren aka­de­mika, ener­gicz­nym kro­kiem posze­dłem drogą, którą szły dziew­czyny.

Zatrzy­ma­łem się na skraju dzie­dzińca i usły­sza­łem w oddali zamy­ka­jące się drzwi – jed­nak było już za późno, abym mógł zoba­czyć, które dokład­nie. Nie sły­sząc żad­nych krzy­ków, zało­ży­łem, że wszystko w porządku. Wró­ci­łem do auta, które zosta­wi­łem z włą­czo­nym sil­ni­kiem. Nasz kam­pus był cał­kiem bez­pieczny, a moja poobi­jana cię­ża­rówka nie była wiele warta.

Moja jedyna praw­dziwa miłość, mój mustang z 1966 roku, stała w garażu domu, w któ­rym dora­sta­łem, zale­d­wie kilka kilo­me­trów od kam­pusu. To był pro­jekt, który mój tata i ja roz­po­czę­li­śmy razem wiele lat temu. Obec­nie wyre­mon­to­wa­łem dwa sil­niki. Jed­nym z nich był zmo­dy­fi­ko­wany sil­nik do mojego szkol­nego pro­jektu, drugi był ory­gi­nalny. Te czę­ści nie były tanie ani łatwe do zdo­by­cia. To był powolny pro­ces, ale jeśli coś mia­łem, to mia­łem cier­pli­wość. Użyję jej w sto­sunku do Megan. Zde­cy­do­wa­łem, że będę ją miał przy­naj­mniej raz, cho­ciaż coś mi mówiło, że nie będzie taka jak wszyst­kie inne dziew­czyny przed nią. Jeśli będzie sma­ko­wać jak nasz poca­łu­nek, to sądzę, że mógł­bym się uza­leż­nić.

2. MEGAN

Pro­mie­nie słońca i brzęk garn­ków spra­wiły, że zła­pa­łam się za głowę i jęk­nę­łam z bólu.

– Pro­szę, prze­stań­cie – jęk­nę­łam, ale byłam sama w swoim pokoju i nikt nie sły­szał moich żało­snych bła­gań.

Prze­su­nę­łam dłońmi, żeby lepiej zakryć uszy, dopóki hałas nie ustał. Dzie­li­łam jed­no­pię­trowy apar­ta­ment w aka­de­miku z moją naj­lep­szą przy­ja­ciółką Reagan i jesz­cze jedną dziew­czyną, Beatsy, któ­rej pra­wie ni­gdy nie było w domu.

Nie mogąc ponow­nie zasnąć, wygra­mo­li­łam się z łóżka i zna­la­złam w kuchni Beatsy, która robiła cały ten hałas. Zauwa­żyła mnie.

– Ciężka noc?

Kiw­nę­łam głową i pobie­głam boso do łazienki. Prze­krwione oczy spoj­rzały na mnie z lustra. Moje włosy wyglą­dały tak, jakby na czubku mojej głowy poja­wiło się pta­sie gniazdo.

Musisz prze­stać to sobie robić.

Wró­ciły mgli­ste wspo­mnie­nia tańca z jed­nym z naj­go­ręt­szych face­tów, jakich kie­dy­kol­wiek widzia­łam. Poca­ło­wał mnie… A może ja poca­ło­wa­łam jego? Nie wie­dzia­łam. To, co zapa­mię­ta­łam, to uczu­cie napię­cia w moich kobie­cych czę­ściach ciała i pra­wie skrzy­żo­wa­łam nogi, gdy wspo­mnie­nie ogar­nęło mnie jak fala.

Cho­lera, umiał się cało­wać. Jeśli inne rze­czy robił rów­nie dobrze, mogła­bym zła­mać zasadę o nie­uczest­ni­cze­niu w przy­go­dach na jedną noc.

Co ja sobie wyobra­żam? Zro­bi­łam z sie­bie głupka. Pew­nie myślał, że jestem łatwa. Umy­łam zęby i przy­po­mnia­łam sobie, że nazwa­łam jego przy­ja­ciela przy­stoj­nym czy raczej pięk­nym. Płu­ka­łam usta i zamknę­łam oczy ze wstydu. Zeszłej nocy zacho­wa­łam się jak nie­nor­malna.

Kiedy wyszłam z łazienki, czu­łam się pra­wie jak nowo naro­dzona. Reagan sie­działa przy swoim kom­pie jak kujon, któ­rym była. Wzię­łam butelkę wody z lodówki i wypi­łam ją dusz­kiem. Potem wzię­łam banana z kosza z owo­cami – zawsze mia­ły­śmy je pod ręką. Były dobre na kaca. Szybko go zja­dłam, zanim dołą­czy­łam do Rae.

– Dla­czego pozwo­li­łaś mi pić? – zapy­ta­łam i opa­dłam obok niej na twardą sofę.

Posłała mi mor­der­cze spoj­rze­nie.

– Pozwo­li­łam ci pić? To ty zacią­gnę­łaś mnie do tego baru zeszłej nocy.

Prze­wró­ciła oczami, a ja to odwza­jem­ni­łam.

– Ni­gdy nie chcesz się bawić. Dzi­wię się, że wytrzy­ma­łaś tak długo na Uni­wer­sy­te­cie Mary­land.

Regan prze­nio­sła się stam­tąd po kilku seme­strach.

Byłam tam na kilku impre­zach w liceum.

– Tam wie­dzą, co to zna­czy zabawa.

– Skąd mia­ła­byś wie­dzieć?

Zakre­śli­łam pal­cem w powie­trzu.

– Och, mam swoje spo­soby. Ale wyba­czę ci, bio­rąc pod uwagę, że uczy­łaś się w domu i w ogóle. Cho­ciaż wszy­scy inni uczący się w domu, któ­rych znam, wariują jak małpy, gdy tylko wydo­staną się spod kon­troli rodzi­ców. A jed­nak…

– Jestem nudna – odpo­wie­działa.

– Tak, ale cię kocham – pode­szłam i szybko ją przy­tu­li­łam. – Zamie­rzasz dzi­siaj ze mną pole­żeć?

Wes­tchnęła.

– Pospiesz się. Może tro­chę słońca pomoże usu­nąć tę twoją zrzę­dli­wość – kiedy nie odpo­wie­działa, doda­łam: – Gavin może tam być.

– Teraz Gavin? Kto następny?

Wydę­łam usta.

– Muszę nad­ro­bić stra­cony czas. Ten dupek zabrał mi trzy naj­lep­sze lata.

Der­rick nie był złym face­tem i dla­tego byłam z nim tak długo. Chcia­łam go znie­na­wi­dzić za to, że ze mną zerwał, ale był szczery w kwe­stii uma­wia­nia się z innymi ludźmi. Jak mogłam go za to winić? Był szczery i praw­do­mówny. Czy to nie sza­cunku naj­bar­dziej ocze­kuje się w związku?

Co nie zna­czy, że zerwa­nie nie bolało – bolało bar­dzo, dla­tego ostatni semestr spę­dzi­łam na powro­cie na scenę rand­kową. Nie spa­łam z nikim, dzięki Bogu, jedy­nie spo­ty­ka­łam się z kil­koma face­tami, ale wszy­scy byli bar­dziej zain­te­re­so­wani tym, co było pod moimi ubra­niami, niż mną, a to było total­nie znie­chę­ca­jące.

Zni­ży­łam głos.

– A ten jego gorący przy­ja­ciel, z tym sek­sow­nym zaro­stem, miał na cie­bie ochotę.

Dla pod­kre­śle­nia drap­nę­łam dło­nią w powie­trze i wyda­łam z sie­bie war­czący dźwięk. Jej odpo­wiedź była do prze­wi­dze­nia.

– Nie jestem zain­te­re­so­wana.

Wes­tchnę­łam.

– A kiedy ty jesteś zain­te­re­so­wana? Może jesteś les­bijką? Wiesz, że to w porządku, nie mam z tym pro­blemu. Sama poca­ło­wa­łam dziew­czynę raz czy dwa.

Pijane wyzwa­nia. Z zamknię­tymi oczami nie było róż­nicy. Ale kiedy je otwie­ra­łam, to nie było dla mnie. Lubi­łam kutasy.

Spoj­rzała na mnie.

– Nie jestem les­bijką.

Sku­pi­łam się na niej.

– A więc jesteś dzie­wicą?

Cza­sami pra­gnę­łam odzy­skać dzie­wic­two. Wszy­scy trzej faceci, z któ­rymi byłam, byli dłu­gimi, sta­bil­nymi rela­cjami i nie­wy­pa­łami w łóżku. Ni­gdy nawet nie mia­łam orga­zmu z żad­nym z nich.

– Dla­czego gramy w dwa­dzie­ścia pytań? – zapy­tała.

Zamru­ga­łam, a potem przy­po­mi­na­jąc sobie, o co pyta­łam, wzru­szy­łam ramio­nami.

– Jestem po pro­stu cie­kawa. Przy­ja­ciel Gavina był gorący. Mia­ły­śmy dwóch naj­lep­szych face­tów w barze, a ty nawet nie mru­gnę­łaś.

Gavin, jeśli pamięć mnie nie myli, miał ciem­niej­sze włosy niż jego przy­ja­ciel. Jego piękne, szare oczy były pełne burzo­wych chmur i nie byłam pewna, czy ta burza była skie­ro­wana na mnie, czy też miał tajem­nice, które trzy­mał w sercu.

Reagan jak zwy­kle tań­czyła wokół pyta­nia, wyma­wia­jąc się szkołą i chę­cią ukoń­cze­nia roku. Brzmiała tak, jakby recy­to­wała kwe­stie swo­jej matki.

– Musisz spę­dzać wię­cej czasu z ludźmi w swoim wieku.

Ten argu­ment w końcu zadzia­łał.

– Dobra, poleżę dzi­siaj z tobą.

Byłam zachwy­cona, że w końcu się zgo­dziła, naprawdę bar­dzo potrze­bo­wała wię­cej wycho­dzić do ludzi. Ale było jesz­cze coś.

– I obie­cu­jesz, że będziesz miła, jeśli wpad­niemy na Gavina?

Wstrzy­ma­łam oddech, aż wes­tchnęła.

– Będę miła, ale to nie zna­czy, że spo­tkam się z jego przy­ja­cie­lem. I żad­nego wię­cej osą­dza­nia tego, co robisz z Gavi­nem.

Skoń­czy­ły­śmy na jakiejś opu­sto­sza­łej działce nad malutką plażą pokrytą pia­skiem, po dru­giej stro­nie dwu­pa­smo­wej drogi pro­wa­dzą­cej do szkoły. Słońce grzało mi plecy.

– Cho­lera, spójrz na ten tyłek – powie­dział jakiś facet gdzieś za moimi ple­cami. Czu­łam na sobie czyjś wzrok, więc się odwró­ci­łam.

– Ruszaj się, dupku – wark­nę­łam.

– Nie­zły zde­rzak.

Posła­łam mu twarde spoj­rze­nie. Zro­zu­miał alu­zję i uniósł ręce, zanim ruszył dalej.

Rae się roze­śmiała.

– Poważ­nie, myślisz, że ja jestem pru­de­ryjna, a sama nawet nie umiesz prze­kli­nać.

– Nie­któ­rych nawy­ków nie da się wyko­rze­nić.

Moi dziad­ko­wie dora­stali w pro­stej wspól­no­cie, w któ­rej tech­no­lo­gia nie była mile widziana, a reli­gia sta­no­wiła prawo. Wszystko, co jedli, pocho­dziło z ziemi upra­wia­nej przez wspól­notę i od zwie­rząt, które hodo­wali. Szyli swoje ubra­nia z mate­ria­łów, które sami tkali. To było cał­kiem inte­re­su­jące. Ich środ­kami trans­portu były dwie stopy lub zaprzę­żone w konie powozy.

Pomimo pro­stego życia kobiety miały zacho­wy­wać się jak damy, a męż­czyźni pano­wać nad wszyst­kim w każ­dym zna­cze­niu tego słowa. Wul­ga­ry­zmy nie były dozwo­lone.

Gdyby moja bab­cia nie zacho­ro­wała, kto wie, jakie życie bym pro­wa­dziła. Ale dzia­dek kochał ją bar­dziej niż ich wspól­notę, a kiedy ich uzdro­wi­ciele nie mogli jej wyle­czyć, zde­cy­do­wał się zabrać ją do świec­kiego leka­rza. Na szczę­ście prze­żyła. Jej rak szyjki macicy znik­nął po histe­rek­to­mii i kilku cyklach che­mii.

Ale odej­ście ozna­czało eks­ko­mu­nikę. Cho­ciaż zostali wypę­dzeni, było to jedyne życie, jakie znali. Odtwo­rzyli je w minia­tu­ro­wej skali wła­snego domu.

Dzia­dek dobrze sobie radził poza wspól­notą. Był sto­la­rzem. Robił ręcz­nie piękne meble, które sprze­da­wał na tar­gach. Za zaosz­czę­dzone pie­nią­dze dziad­ko­wie kupili małą działkę i cho­ciaż poza wspól­notą, to jed­nak pro­wa­dzili życie, które kochali.

Mama i ja miesz­ka­ły­śmy z nimi, dopóki nie wyje­cha­łam na stu­dia. Wtedy mama wresz­cie zna­la­zła miej­sce dla sie­bie. Moje myśli o dziad­kach znik­nęły, gdy przy­ja­ciel Gavina wyszedł z wody, nio­sąc kajak.

– Do zoba­cze­nia w następny wto­rek – wymam­ro­ta­łam.

Rae zigno­ro­wała mnie, pod­czas gdy ja gapi­łam się na niego przez sekundę. Był… kimś.

Potem przy­po­mnia­łam sobie, jakiego głupka zro­bi­łam z sie­bie poprzed­niej nocy, i spró­bo­wa­łam zwró­cić jego uwagę. Nie był zado­wo­lony, że mnie widzi, i nawet nie spoj­rzał na moje cycki. To chyba pierw­szy raz. Zamiast tego wciąż zer­kał w kie­runku Reagan.

– Gdzie jest Gavin? – zapy­ta­łam.

– Nie jestem jego niańką.

Było jasne, że chce robić wszystko, tylko nie roz­ma­wiać ze mną. Nie pod­da­łam się jed­nak. Nie pozwolę mu znisz­czyć mojego dobrego samo­po­czu­cia. Kiedy zapy­ta­łam, czy jest Bry­tyj­czy­kiem, ponie­waż wyda­wało mi się, że wychwy­ci­łam akcent, zigno­ro­wał mnie i ukrad­kiem spoj­rzał jesz­cze raz na Rae.

– Słu­chaj, prze­pra­szam za… – poma­cha­łam w kie­runku Reagan. – Ona nie radzi sobie z takim typem faceta jak ty.

To zwró­ciło jego uwagę.

– Jakim typem faceta jestem?

I tu znów zro­bi­łam z sie­bie głupka, bo tak naprawdę nie było innego spo­sobu, żeby mu wyja­śnić.

– Wiesz… ład­nym.

Gesty­ku­lo­wa­łam, jak­bym była hostessą wska­zu­jącą na główną nagrodę w tele­tur­nieju, którą w pew­nym sen­sie był. Facet był nie­ziem­sko gorący.

– Słu­chaj – powie­dział. – Chciał­bym pocią­gnąć tę roz­mowę, ale kawiar­nia nie­długo prze­sta­nie ser­wo­wać śnia­da­nia.

– Jasne. A czy możesz szep­nąć Gavi­nowi dobre słowo na mój temat? – bła­ga­łam.

– Nie wiem, co mogę powie­dzieć. Nie znam cię, a Gavin ma wła­sne zda­nie.

Mia­łam wra­że­nie, że roz­ma­wiali o nas zeszłej nocy. Może Gavin już mu powie­dział, że nie jest mną zain­te­re­so­wany. Poczu­łam, jak mój uśmiech słab­nie.

– Po pro­stu powiedz mu, że ze mną roz­ma­wia­łeś i że nie jestem tą sza­loną dziew­czyną z zeszłej nocy.

Kiw­nął głową i odszedł. Zna­la­złam sobie miej­sce na pia­sku i sta­ra­łam się nie znie­chę­cać. Rzadko mia­łam pro­blem ze zna­le­zie­niem jasnej strony rze­czy. Bab­cia była dobra w mówie­niu mi, że jeśli życie daje cytryny, trzeba zro­bić z nich lemo­niadę.

– Mówi­łam ci – powie­działa Rae. Suge­ro­wała, że on nie był wart jej czasu, a Gavin z kolei nie był wart mojego.

– Może i tak – odpo­wie­dzia­łam.

Potem posta­no­wi­łam nie myśleć o face­cie, przez któ­rego robiło mi się cie­pło w środku. Nie był ostat­nim czło­wie­kiem na ziemi. A ja byłam dobrą łow­czy­nią. Każdy facet byłby szczę­śliwy, mogąc mnie mieć. Szkoda, że był tylko jeden, któ­rego nie mogłam wyrzu­cić z głowy.

PRZESZŁOŚĆ

Tata i ja oglą­da­li­śmy mecz piłki noż­nej, kiedy ktoś zapu­kał do drzwi.

Wska­zał na mnie pal­cem.

– Idź się scho­wać, synu, tak jak ćwi­czy­li­śmy – szep­nął.

Potem poło­żył palec na ustach. Prze­stra­szy­łem się i pobie­głem po scho­dach, tak jak mi kazał. Scho­wa­łem się w sza­fie w przed­po­koju i sta­ną­łem, zakryty wiszą­cymi płasz­czami.

Tele­wi­zor grał gło­śno i nic nie sły­sza­łem, dopóki nagle wszystko nie uci­chło.

No, cho­ler­stwo było tak gło­śne, że nie sły­sza­łem wła­snych myśli.

Pamię­ta­łem ten głos. To był Niedź­wiedź, zły czło­wiek, który zabił mamę. Zapy­ta­łem tatę, dla­czego nie mogli­śmy powie­dzieć poli­cji, kto ją zabił. Powie­dział, że nie możemy, ina­czej zgi­niemy tak, jak ona.

– Dla­czego tu jesteś? Zro­bi­łem wszystko, co chcie­li­ście.

Tatuś też się bał. Głos mu drżał, jakby było mu zimno i miał dresz­cze.

– Wyko­na­łeś dobrą robotę. Dla­tego tu jestem. Szef uważa, że pra­co­wa­łeś za ciężko i potrze­bu­jesz cze­goś, żeby się zre­lak­so­wać.

Usły­sza­łem, jak drzwi się otwie­rają.

– Dziew­czyny.

– Co to ma być? – zapy­tał tatuś.

– Zoba­czysz – Niedź­wiedź wyda­wał się szczę­śliwy.

Sły­sza­łem wiele chi­cho­tów i zasta­na­wia­łem się, co było tak zabawne. Usły­sza­łem dźwięk zamy­ka­nych drzwi.

– Pre­zent od szefa – powie­dział zły czło­wiek.

– Nie potrze­buję go.

Tatuś musiał być naprawdę wście­kły.

– Tak, masz. Minął rok i ze wszyst­kich rela­cji wynika, że byłeś pustel­ni­kiem. Czas iść dalej.

– Iść dalej? – uży­wał tego gniew­nego tonu, tak jak robił to, kiedy zro­bi­łem coś, czego nie powi­nie­nem. – Nie mogę po pro­stu iść dalej.

– Gdzie jest duży dzie­ciak? – zapy­tał Niedź­wiedź.

– Nie… Nie ma go tutaj.

– Naprawdę?

Niedź­wiedź myślał, że tatuś kła­mie. Czy mógł mnie zna­leźć?

– Jest u kolegi.

Tatuś kła­mał. Gdyby Niedź­wiedź mnie zna­lazł, zabiłby tatu­sia za kłam­stwo?

– Dobrze. Czyli nie ma pro­blemu. Sia­daj, Jonah, chyba że chcesz, żebym powie­dział sze­fowi, że odrzu­ci­łeś jego pre­zent.

Roz­legł się dźwięk, jakby tatuś sia­dał na swoim skrzy­pią­cym krze­śle, tym obok kom­pu­tera, któ­rego nie mogłem dotknąć.

– Będę oglą­dać mecz, pod­czas gdy panie zajmą się tobą.

Niedź­wiedź wyda­wał się szczę­śliwy. Czy tatuś był szczę­śliwy?

Tele­wi­zor znów został włą­czony. A ja nie wie­dzia­łem, co te panie robią dla tatu­sia. Czy będą goto­wać dla niego? Tęsk­nię za kuch­nią mamy. Ta taty była w porządku, ale to nie to samo.

Sta­łem nie­ru­chomo. Moje nogi chciały się pod­dać.

Chcia­łem usiąść, ale jeśli przyj­dzie zły czło­wiek, żeby mnie szu­kać, zoba­czy, jeśli usiądę. Tak powie­dział tatuś.

Ale potem musia­łem siku. Nie byłem pewny, jak długo jesz­cze wytrzy­mam.

Kiedy drzwi szafy się otwo­rzyły, wstrzy­ma­łem oddech, dopóki tatuś nie roz­su­nął ubrań i go nie zoba­czy­łem. Tak się bałem, zanim go zoba­czy­łem, że mia­łem wypa­dek.

Wie­dzia­łem, że mam kło­poty, więc pła­ka­łem.

Tata wycią­gnął mnie i przy­tu­lił, cho­ciaż nie wytrzy­ma­łem do łazienki.

– Tak mi przy­kro – powtó­rzył kilka razy tata, koły­sząc mnie.

– Prze­pra­szam. Nie chcia­łem – powie­dzia­łem.

Prze­su­nął dło­nią po mojej gło­wie.

– To nie twoja wina. Daj, umyję cię.

Po tym, jak pomógł mi się wytrzeć po kąpieli, chcia­łem, żeby wie­dział, że jestem dużym chłop­cem – szkoła nie­długo się zacznie i nie będę miał kolej­nego wypadku.

– Obie­cuję, że wię­cej tego nie zro­bię.

Owi­nął mnie ręcz­ni­kiem i pokle­pał po policzku; zauwa­ży­łem, że jest mokry od łez.

– Wiem.

– Tęsk­nię za mamą.

Tatuś zakrztu­sił się łzami, tak jak ja, kiedy pła­czę zbyt mocno.

– Też za nią tęsk­nię. Boże, miej ją w opiece. Oby mi wyba­czyła.

– Ale co?

Tatuś nie zro­bił jej nic złego. To zły czło­wiek.

– Wszystko – wyszep­tał.

Przy­tu­li­łem go, a on się trząsł. Gdy­bym był więk­szy, posłał­bym Niedź­wie­dzia do nieba, tak jak on wysłał mamę. Ale nie pła­kał­bym z tego powodu.

3. GAVIN

Tade zde­ner­wo­wa­nym kro­kiem prze­cha­dzał się po kawiarni.

– Co cię ugry­zło? – zapy­ta­łem.

Mruk­nął coś, bio­rąc kęs jedze­nia.

– Ta laska naprawdę ci się spodo­bała – powie­dzia­łem.

Spoj­rzał na mnie, a ja musia­łem się roze­śmiać.

– Skoro już o tym mowa, wpa­dłem na jej przy­ja­ciółkę, zanim tu przy­je­cha­łem – powie­dział. – Leżała przy wodzie.

Cho­lera, powi­nie­nem był tam być. Z łatwo­ścią wyobra­zi­łem sobie, jak wyglą­dała w bikini; dziś było na to wystar­cza­jąco cie­pło.

– Chciała, żebym wsta­wił się za nią – dodał.

Odchy­li­łem się do tyłu i poczu­łem, jak na mojej twa­rzy poja­wia się uśmiech.

– Naprawdę?

Nasza roz­mowa została prze­rwana, gdy przy sto­liku poja­wiło się kilku innych face­tów. Temat prze­su­nął się na piłkę nożną i pra­wie nie zwró­ci­łem na to uwagi. Roz­wa­ża­łem odpusz­cze­nie jedze­nia i zna­le­zie­nie pre­tek­stu, by przejść na drugą stronę ulicy obok przy­stani na łodzie. Tam wła­śnie znaj­do­wała się mała piasz­czy­sta plaża.

Chło­paki zaczęli roz­ma­wiać o nad­cho­dzą­cym Super Bowl1 i dopiero potem Tade i ja opu­ści­li­śmy kawiar­nię. Jesz­cze nie roz­ma­wia­łem z nim o poprzed­niej nocy.

– Więc, co się stało z blon­dynką?

Moc­niej­szy ucisk w jego szczęce wzbu­dził we mnie jesz­cze więk­szą cie­ka­wość.

– Nic, a dokąd idziemy? Wybie­rasz się z powro­tem na plażę?

Odpu­ści­łem temat blon­dynki. Tade nie nale­żał do gada­tli­wych. Trzy­mał wszystko w środku i rzadko się dzie­lił.

– Tak – pra­gną­łem zoba­czyć Megan w bikini. On poru­szył ten temat, a teraz ja nie mogłem jej wyrzu­cić z głowy. Tylko że jej tam nie było.

– Idę do pokoju się zdrzem­nąć – powie­dział.

Tego ranka był już na wodzie, ale ja jesz­cze dzi­siaj nie tre­no­wa­łem.

– Do zoba – powie­dzia­łem i posze­dłem na siłow­nię.

Musia­łem wyrzu­cić z głowy sek­sowną bru­netkę. Byłem w poło­wie drogi do osią­gnię­cia celu i kiedy robi­łem przy­siady ze sztangą nad głową, dziew­czyna, o któ­rej mowa, wyszła z szatni ubrana w te roz­cią­gliwe, obci­słe spodnie – chyba są do jogi – i sta­nik.

Zde­kon­cen­tro­wany stra­ci­łem rów­no­wagę. Sztanga wyśli­zgnęła się z uchwytu i z gło­śnym brzdę­kiem upa­dła na pod­łogę. Ściana okien, przez którą mia­łem nie­za­kłó­cony widok na Megan, pozwa­lała dziew­czy­nie patrzeć na mnie. Jej oczy roz­sze­rzyły się w nie­mym zdu­mie­niu, gdy upa­dłem na tyłek. Faceci wokół mnie pokła­dali się ze śmie­chu.

Ktoś się do niej ode­zwał i jakiś dupek odwró­cił jej uwagę. Potem razem ode­szli. Koleś wyglą­dał zna­jomo, ale nie mogłem go dokład­nie ziden­ty­fi­ko­wać. Zebra­łem swoją dumę i umie­ści­łem drą­żek z powro­tem na miej­scu, igno­ru­jąc rów­na­jące mnie z zie­mią komen­ta­rze innych face­tów.

Megan miała nie­złe ciało, a ja chcia­łem mieć każdą jej część.

Dopiero następ­nego dnia znowu ją zoba­czy­łem.

Stała zwró­cona twa­rzą w stronę swo­jej przy­ja­ciółki i nie zauwa­żyła, że pod­cho­dzę do niej od tyłu. Pocią­gnę­łam za kilka kosmy­ków jej wło­sów, aby zwró­cić na sie­bie uwagę. Była uro­cza, kiedy obra­cała głowę z lekką iry­ta­cją na twa­rzy, ale jej usta wykrzy­wiły się w uśmie­chu, kiedy zoba­czyła, że to ja.

– Gavin – powie­działa ze szczerą rado­ścią w gło­sie.

– Zaraz wrócę – prze­rwał Tade.

Zapo­mnia­łem, że tam był.

– Tak – mruk­ną­łem i zwró­ci­łem swoją uwagę z powro­tem na Megan.

Miała zawsty­dzoną minę.

– Prze­pra­szam za tamtą noc. Nor­mal­nie się tak nie upi­jam.

– Nie ma nic złego w tym, że od czasu do czasu się wylu­zu­jesz.

Jej wzru­sze­nie ramio­nami tylko zwró­ciło moją uwagę na jej impo­nu­jący zde­rzak.

– Gwa­ran­tuję ci, że nie jestem tamtą dziew­czyną.

– Dobrze się bawi­łaś. Tylko to się liczy.

Głos z gło­śnika zapo­wia­da­jący start wyścigu odwró­cił jej uwagę ode mnie. Musia­łem pocze­kać, aż facet skoń­czy mówić, żeby znowu z nią poroz­ma­wiać.

– Więc, co cię tu spro­wa­dza?

Jej głowa obró­ciła się z roz­ba­wie­niem i wie­dzia­łem, że ją mam.

– Czy to twój naj­lep­szy tekst? Tro­chę tan­detny, nawet jak na cie­bie.

– A jed­nak zadzia­łał, prawda? Spra­wi­łem, że się uśmiech­nę­łaś.

Jej twarz zaru­mie­niła się, gdy nie­śmiało potrzą­snęła głową z tym cho­ler­nie sek­sow­nym uśmie­chem, który spra­wił, że moje jądra się zaci­snęły. Obli­zała usta, zwra­ca­jąc moją uwagę na swoje pełne usta.

– Dla­czego tu jesteś? – zapy­tała.

Poru­szy­łem rękoma, trzy­ma­jąc dło­nie do góry.

– Kilku moich kole­gów jest tutaj. Pomy­śla­łem, że zoba­czę, jak im pój­dzie.

Wska­zała kciu­kiem wodę.

– Jesteś w tym zespole?

– Nie, ale mam inne zaję­cia z nie­któ­rymi z tych face­tów.

Jej brwi się zmarsz­czyły. Myślała o mnie ina­czej.

– Co stu­diu­jesz?

Nie byłem zasko­czony jej pyta­niem i uśmiech­ną­łem się.

– Inży­nie­rię mecha­niczną.

Jej oczy roz­sze­rzyły się w szoku.

– Budu­jesz takie rze­czy jak sil­niki?

Wiele osób zakła­dało przez moją spe­cja­li­za­cję, że inte­re­suję się mecha­niką i napra­wami.

– To też wcho­dzi w grę, ale głów­nie pro­jek­tu­jemy i budu­jemy.

– Wow. Więc jesteś wyna­lazcą?

Ni­gdy nie myśla­łem o tym w ten spo­sób, ale podo­bało mi się, jak myślała.

– Cza­sami. A ty?

Zaczer­wie­niła się i spoj­rzała w dół.

– Nic tak cie­ka­wego jak ty. Stu­diuję biz­nes.

Nie podo­bało mi się, że się wsty­dziła. Pod­nio­słem jej pod­bró­dek.

– Nie ma w tym nic złego.

Znowu wzru­szyła ramio­nami.

– To nie inży­nie­ria.

– Tak, cóż, pew­nego dnia możesz zostać dyrek­to­rem gene­ral­nym mojej firmy – mru­gną­łem, przy­wo­łu­jąc z powro­tem ten sek­sowny uśmiech.

– Moja mama byłaby zachwy­cona, ale ja widzę sie­bie po stro­nie mar­ke­tin­go­wej. Chcę pro­jek­to­wać kam­pa­nie pro­mu­jące ludzi i pro­dukty. Może pew­nego dnia będę miała wła­sną firmę, więc wykształ­ce­nie biz­ne­sowe mi w tym pomoże.

Pozwo­li­łem swo­jej dłoni opaść, mimo że chcia­łem dłu­żej doty­kać pod­bródka Megan.

Z tego, co zauwa­ży­łem, wyda­wało się, że Megan jest rado­sną opty­mistką – przy­naj­mniej wtedy, gdy ją widzia­łem.

– Gdyby tylko moja mama mogła to zoba­czyć – powie­działa.

Poki­wa­łem głową.

– Rodzice mają wła­sny spo­sób na pro­gra­mo­wa­nie naszej przy­szło­ści.

Pój­ście do col­lege’u było moją jedyną szansą na wol­ność, a to dobie­gało końca. Jedy­nym powo­dem, dla któ­rego się zapi­sa­łem, nie była edu­ka­cja, ale to, że mia­łem pracę do wyko­na­nia. Cho­ciaż w pełni wyko­rzy­sta­łem tę oka­zję.

4. MEGAN

Geny odzie­dzi­czone po mojej matce powo­do­wały, że nie mogłam sie­dzieć bez­czyn­nie bez zgub­nych kon­se­kwen­cji dla mojego tyłka. Zmu­si­łam się więc do wło­że­nia stroju do ćwi­czeń i opu­ści­łam aka­de­mik. Poszłam naj­szyb­szą drogą do sali gim­na­stycz­nej przez boisko.

Ku mojemu prze­ra­że­niu kilku face­tów było na boisku, uży­wa­jąc go jako swo­jego oso­bi­stego placu zabaw, cho­ciaż nie mogłam ich winić. Pogoda była zaska­ku­jąco dobra, było cie­pło i kto wie, jak długo tak pozo­sta­nie.

Z przy­kle­jo­nym uśmie­chem na twa­rzy szłam dalej, sta­ra­jąc się nie dopu­ścić, by zwąt­pie­nie wkra­dło się do mojego umy­słu.

– Hej, sexy, chcesz się z nami poba­wić?

Zada­jący to pyta­nie chło­pak miał krzywy uśmiech. Odwza­jem­ni­łam go pomimo jego pry­mi­tyw­nej próby pod­rywu. Przy­naj­mniej uwa­żał moje krą­gło­ści za sek­sowne.

– Nie dzi­siaj – powie­dzia­łam.

– Uwaga! – roz­legł się kobiecy krzyk zza moich ple­ców.

Obra­ca­łam się jak w zwol­nio­nym tem­pie. Było już za późno na unik, gdy roz­pę­dzone fris­bee leciało pro­sto w moją głowę. Silne ramiona owi­nęły się wokół mojej talii i w ostat­niej chwili odsu­nęły mnie z linii ude­rze­nia. Fris­bee prze­mknęło tak bli­sko mojego nosa, że poczu­łam powiew wia­tru na twa­rzy.

Kiedy mój wybawca posta­wił mnie z powro­tem na nogi, odwró­ci­łam się, aby mu podzię­ko­wać. Musia­łam unieść szyję, żeby spoj­rzeć w oczy Gavina, któ­rego wyraz twa­rzy nie był wcale przy­ja­zny.

– Hej, dupki, uwa­żaj­cie, co robi­cie – wrza­snął.

Roz­le­gła się seria prze­pro­sin, takich jak: „Prze­pra­szam, Gavin”.

– Dzię­kuję – powie­dzia­łam do niego.

Gry­mas na jego twa­rzy ustą­pił miej­sca sek­sow­nemu uśmie­chowi.

– Nie mogłem pozwo­lić, żeby coś się stało two­jej pięk­nej buzi.

To jego wina, że zro­bi­łam się czer­wona.

– Powin­nam iść.

– Ucie­kasz przede mną, aniołku?

Aniołku? Czy był tak dobrym gra­czem, że nie pamię­tał mojego imie­nia? Zanim moje wewnętrzne niebo zasnuł obłok nie­po­koju, pró­bo­wa­łam myśleć o pozy­ty­wach. Ale czy jakieś były?

Odsu­nę­łam się od niego, ale udało mi się utrzy­mać uśmiech.

– Nie tak mam na imię – powie­dzia­łam, cho­ciaż nie­ja­sno pamię­ta­łam, że zwra­cał się do mnie w ten spo­sób tam­tej nocy.

Jego uśmiech nie osłabł, a moje głu­pie serce prze­sko­czyło kilka ude­rzeń, gdy wygiął usta w uśmie­chu, jakby zyskał wię­cej pew­no­ści sie­bie. Nie, żeby jego ego tego potrze­bo­wało.

– Wiem, Megan. Ale bio­rąc pod uwagę, jak roz­świe­tlasz moje dni, nie możesz być czło­wie­kiem. Musisz być darem nie­bios.

Święci pań­scy. Odwró­ci­łam się, wie­dząc, że jeśli zoba­czyłby, jak chi­cho­ta­łam, jego ego nadmu­cha­łoby się jak balon, zanim by pękło. Jego śmiech przy­spie­szył moje kroki, gdy szłam do sali gim­na­stycz­nej. Musia­łam się stam­tąd wydo­stać, zanim owinę się wokół niego i ogło­szę kapi­tu­la­cję.

Co było ze mną nie tak? Dobra, nie upra­wia­łam seksu od mie­sięcy, od czasu mojego zerwa­nia. Ale pró­bo­wa­łam uma­wiać się z innymi face­tami. Na moje nie­szczę­ście randki nie były w moim guście, cho­ciaż cią­gle pró­bo­wa­łam. Pomy­śla­łam, że może seks z kimś innym wypełni dziurę, z któ­rej wycie­kały wszyst­kie moje roman­tyczne kon­cep­cje. Tylko, nie­stety, ja nie byłam takim typem dziew­czyny. Gdy­bym miała w tam­tej chwili choć tro­chę sza­rych komó­rek, wró­ci­ła­bym ze spryt­nym tek­stem o tym, jak wcze­śniej zrzu­cił cię­żary, i starła ten zado­wo­lony z sie­bie uśmiech z jego twa­rzy. Ale nie mogłam myśleć, kiedy byłam w jego pobliżu. Zupeł­nie jak­bym była nasto­latką, która ni­gdy się nie cało­wała.

– Hej, cze­kaj.

Po raz drugi tego dnia wyda­wało mi się, że nie mogę iść, nie wpa­da­jąc na coś lub na kogoś.

Stał tam mój tre­ner. Był kilka cen­ty­me­trów wyż­szy ode mnie, miał skórę w kolo­rze głę­bo­kiej mokki i uśmiech, który spra­wiał, że każda dziew­czyna wyska­ki­wała z ciu­chów.

– Prze­pra­szam – posła­łam mu skru­szony uśmiech. – Chyba nie patrzy­łam, gdzie idę.

Zarzu­cił rękę na moje ramię.

– Bez obaw, Meg. Co was wszyst­kich tak spina?

Wzru­szy­łam ramio­nami tak bar­dzo, jak tylko mogłam, przy­ci­śnięta do jego boku.

– Nic. Po pro­stu mam dużo na gło­wie.

Zatrzy­mał się i pocią­gnął mnie w stronę drzwi, gdzie w ramach swo­jego pro­jektu uczył fit­nessu kilku ochot­ni­ków. Zasad­ni­czo ozna­czało to, że dosta­łam opiekę tre­nera za darmo.

– Powin­naś roz­wa­żyć jogę.

Moje oczy się roz­sze­rzyły.

– Ale myśla­łam, że nie powin­ni­śmy robić nic wię­cej, niż zakła­dał plan zajęć?

Przez kilka tygo­dni mie­li­śmy jeść tak jak zwy­kle i nie zwięk­szać ani nie zmniej­szać aktyw­no­ści fizycz­nej poza tym, co robi­li­śmy na jego zaję­ciach. To było łatwe, ponie­waż przez ostat­nie kilka mie­sięcy byłam kra­bem pustel­ni­kiem i moje pośladki były tego dowo­dem.

– Bar­dziej mar­twię się o twoje zdro­wie psy­chiczne.

Był przy­ja­cie­lem mojego byłego, cho­ciaż sta­li­śmy się sobie bli­scy. Byłam pewna, że myślał, że wciąż przej­muję się naszym zerwa­niem, ale moje myśli były zajęte Gavi­nem, który spra­wiał, że zapo­mnia­łam, że jestem grzeczną dziew­czynką.

– Tu nie cho­dzi o Der­ricka.

Posłał mi cie­pły uśmiech, który pra­wie ozna­czał „jasne, na pewno nie”.

– Jeśli kie­dy­kol­wiek będziesz chciała poroz­ma­wiać…

Poki­wa­łam głową.

– Powin­ni­śmy wejść.

Wska­za­łam okno sali, przez którą obser­wo­wali nas inni uczest­nicy zajęć.

Ści­snął moje ramię, zanim puścił. Odwró­ci­łam się i pró­bo­wa­łem zna­leźć w sobie to słońce, które roz­ja­śniało niebo na zewnątrz. W rze­czy­wi­sto­ści odwró­ci­łam się w stronę pro­wa­dzą­cych tam drzwi i zauwa­ży­łam go. Gavin stał z nie­od­gad­nio­nym wyra­zem twa­rzy. Zna­la­złam siłę, by odwró­cić gry­mas, który poja­wił się na mojej twa­rzy, zanim znik­nę­łam w sali, aby wypo­cić wszyst­kie moje fru­stra­cje, te sek­su­alne rów­nież.

W następny week­end radość ponow­nie stała się moim sta­łym towa­rzy­szem. Nakła­da­łam maki­jaż przed lustrem w łazience, gotowa na wie­czór pełen zabawy.

– Poważ­nie, nie musimy iść – powie­działa Reagan po raz pięć­dzie­siąty.

Skoń­czy­łam ryso­wać kre­skę eyeli­ne­rem, po czym sta­nę­łam twa­rzą do niej, z dłońmi dzia­ła­ją­cymi jak poduszka mię­dzy moim tył­kiem a bla­tem. Przy­go­to­wy­wa­łam się men­tal­nie na to, że spró­buje się wymi­gać.

– Nie cho­dzi tylko o mnie, ty też musisz stąd wyjść. Jak długo będziesz mogła powie­dzieć, że masz dwa­dzie­ścia jeden lat? – zanim zdą­żyła mi odpowie­dzieć mate­ma­tycz­nie poprawną odpo­wie­dzią, doda­łam: – Wiem, że tylko przez okre­ślony czas. Zaufaj mi, jeśli nie pój­dziesz i nie będziesz cie­szyć się col­lege’em, poża­łu­jesz.

Zaci­snęła usta, a ja skon­tro­wa­łam to, bły­ska­jąc zębami jak kot z Ali­cji w Kra­inie Cza­rów.

– Kogo masz teraz na oku? Bo wła­śnie po to jedziemy, prawda? Wiesz, że bycie sin­glem jest w porządku, prawda? Prze­no­sisz swoją seryjną mono­ga­mię na inny poziom.

Przez chwilę byłam zdu­miona, a potem przy­po­mnia­łam sobie, z kim roz­ma­wiam.

– Zda­jesz sobie sprawę, że nikt poza naszymi rodzi­cami nie mówi „mono­ga­mia”?

Nie mogłam powstrzy­mać chi­chotu. Boże, była słodka.

Jej matka uczyła ją w domu do czasu, aż Reagan namó­wiła ją, żeby mogła pójść na stu­dia.

– Cokol­wiek – powie­działa. – Nie masz nic do udo­wod­nie­nia Der­ric­kowi, znaj­du­jąc następ­nego faceta.

Dla każ­dego innego wymy­śli­ła­bym wymówkę. Ale było coś takiego w Reagan, że była roz­bra­ja­jąca.

– Wiem o tym. Ale trudno uda­wać, że wszystko jest w porządku, kiedy Der­rick spa­ce­ruje po kam­pu­sie z jakąś dziew­czyną. I nie z wie­loma dziew­czy­nami, ale jedną w szcze­gól­no­ści. Co ozna­cza… – wzię­łam oddech, zanim kon­ty­nu­owa­łam swoją tyradę – …że skła­mał, że nie chce związku. Po pro­stu nie chciał związku ze mną.

Przy­szła mnie przy­tu­lić, a ja wyrzu­ci­łam z sie­bie fru­stra­cję, którą czu­łam. Nie chcia­łam, żeby tak było, ale tak było.

– Nie zasłu­gi­wał na cie­bie. Kie­dyś to zro­zu­mie. Może zosta­niemy w domu i obej­rzymy film, jedząc lody?

Poru­szyła lekko brwiami.

Odsu­nę­łam się i potrzą­snę­łam głową.

– Nie, on nie odbie­rze mi rado­ści. Będziemy się dziś dobrze bawić.

Spoj­rzała na mnie podejrz­li­wie.

– Czy Gavin tam będzie? Dla jasno­ści myślę, że powin­naś trzy­mać się od niego z daleka. To przy­goda na jedną noc.

Cho­ciaż począt­kowo odrzu­ci­łam ten pomysł, zaczy­na­łam się do niego prze­ko­ny­wać.

– Może to i dobrze.

Prze­wró­ciła oczami, kiedy pró­bo­wa­łam ogar­nąć to wszystko. Robie­nie cze­goś, co tak do mnie nie pasuje, może być wyzwa­la­jące… Mimo że żaden z face­tów, z któ­rymi ostat­nio się uma­wia­łam, nie był, moim zda­niem, wart tego, żeby zro­bić z nimi coś tak lek­ko­myśl­nego. Jed­nak Gavin naj­wy­raź­niej nie był mate­ria­łem na chło­paka. Był super­go­rący i w ogóle, ale faceci tacy jak on nie wcho­dzili w związki, kiedy połowa kobiet w kam­pu­sie była gotowa pójść z nimi do łóżka, gdyby tylko się zgo­dzili. Może on był tym, czego potrze­bo­wa­łam.

– Ostrze­gam, że to zły pomysł. Powin­naś uma­wiać się z kimś takim jak Kevin.

– Kevin? Facet z wyścigu pły­wa­ków?

– Z Wiel­kiego Wyścigu Bam­bu­sów.

– Cokol­wiek. Facet wyglą­dał, jakby doszedł, jak tylko mnie zoba­czył. Bez urazy, ale jeśli mam przez jedną noc mieć luźne zasady moralne, chcę się upew­nić, że facet wie, co, do cho­lery, robi.

Jej zmarsz­czona mina zro­biła się poważna.

– OK, to było podłe. Ale poważ­nie, mógłby być mate­ria­łem na chło­paka. Wydaje się super­słodki. Ale bądźmy szcze­rzy, zmiaż­dży­ła­bym go jak robaka.

Nie tylko psy­chicz­nie, ale też fizycz­nie. Facet był cienki jak papier. Mój tyłek ważył wię­cej niż on.

Nie było nic złego w kujo­nach, ale Kevin nie był sek­sowny. Prak­tycz­nie śli­nił się na mój widok. Nie sądzi­łam, że góruję nad nim w jaki­kol­wiek spo­sób, ale on wolałby mnie bar­dziej niż ja jego, a sama będąc już w takiej sytu­acji, nie mia­łam ochoty robić tego innej oso­bie.

– Może wymaga tro­chę pracy. Trak­to­wałby cię jak księż­niczkę. I pamię­taj, Bill Gates też był kie­dyś Kevi­nem.

– Pie­nią­dze nie rów­nają się miło­ści.

Spoj­rzała na mnie.

– Nie to mia­łam na myśli i dobrze o tym wiesz.

Wie­dzia­łam. Reagan wcale nie była mate­ria­listką.

– Czy wiesz, że kiedy po raz pierw­szy zapro­sił żonę na randkę, odrzu­ciła go? Twier­dziła, że nie był wystar­cza­jąco spon­ta­niczny. Nie pod­dał się i po sied­miu latach nie­usta­ją­cych zalo­tów pobrali się i mają trójkę dzieci. Wyobra­żam sobie, że ją uwiel­biał, a ty zasłu­gu­jesz na uwiel­bie­nie.

Pozwo­li­łam, by jej słowa mnie wypeł­niły. Miała rację. Obję­łam ją ramie­niem.

– Dobra, ma sie­dem lat, żeby mnie prze­ko­nać – to ją roz­śmie­szyło. – I nie zapo­mi­naj, że ty też zasłu­gu­jesz na ado­ra­cję. Chodźmy się zaba­wić i patrzeć, jak faceci się o nas biją.

– Mam zamiar cię wspie­rać, a nie szu­kać żad­nego faceta.

Uśmiech­nęła się.

– Zoba­czymy. Myślę, że może po pro­stu nie zna­la­złaś odpo­wied­niego faceta.

Kiedy jecha­ły­śmy, Reagan pró­bo­wała wymi­gać się z pla­nów na moje uro­dziny w następny week­end.

– Obie­ca­łaś – powie­dzia­łam, kiedy doje­cha­ły­śmy na miej­sce.

Impreza już trwała i prze­nio­sła się z pokoi do czę­ści wspól­nej. Ludzie pili, tań­czyli i ogól­nie świet­nie się bawili. Mój nastrój od razu się popra­wił.

– Chodźmy się napić – zapro­po­no­wa­łam.

Reagan unio­sła ręce.

– Ja nie chcę. Ostat­nim razem mia­łam dość.

Wzru­szy­łam ramio­nami.

– Zaraz wra­cam.

Wzię­łam z lodówki piwo dla sie­bie i napój gazo­wany dla niej. Bez wąt­pie­nia napój miał być do drin­ków, ale wró­ci­łam do mojej przy­ja­ciółki.

– Dzięki – powie­działa, kiedy wrę­czy­łam jej puszkę.

Jej uśmiech był nie­śmiały. Była zupeł­nie nie w swoim świe­cie, ale to było dla niej dobre.

– Dro­gie panie.

Był tutaj. Moje ciało natych­miast zamru­czało z pod­nie­ce­nia. To było tak, jak­bym była kablem pod napię­ciem, a on bły­ska­wicą. Ni­gdy wcze­śniej moje kobiece par­tie nie reago­wały tak bar­dzo na żad­nego faceta.

– Hej – powie­dzia­łam, ale sku­pi­łam się na Reagan, sku­tecz­nie igno­ru­jąc męż­czy­znę o oczach jak nocne niebo.

Przy­wi­tała się z nim, ale nie sły­sza­łam, co powie­działa. Wszystko zostało zagłu­szone przez szum krwi pły­ną­cej w moich żyłach.

– Tak, jasne – usły­sza­łam, jak mówi.

Reagan spoj­rzała na mnie, zanim się odwró­ciła. Co prze­ga­pi­łam?

Spoj­rza­łam w górę. Jego ide­alne usta wygięły się w pełen ener­gii uśmiech. Pod­niósł rękę i odsu­nął kilka nie­sfor­nych kosmy­ków z dala od mojej twa­rzy. Czu­łam się, jak­bym była przez niego uwię­ziona. Nie mogłam się ruszyć. Pozwo­lił, by jego ręka opa­dła na bok.

– Gdzie się podziała Reagan? – pisnę­łam.

Świet­nie. Nie umia­łam przy nim nawet mówić. Rozej­rza­łam się za przy­ja­ciółką, ukry­wa­jąc zakło­po­ta­nie. Znik­nęła w tłu­mie.

Nie zamie­rza­łam zosta­wiać jej samej.

Zna­jąc ją, wróci do aka­de­mika i zre­ali­zuje swoje plany o fil­mach i lodach.

– Myśla­łem, że nie chce być w pobliżu.

Odwró­ci­łam się i sku­pi­łam na nim zmru­żone oczy.

– Dla­czego?

Prze­su­nął dło­nią po moich ple­cach i przy­cią­gnął bli­żej, by szep­nąć mi do ucha.

– Aniołku, nie sądzę, że chce sły­szeć o wszyst­kich spo­so­bach, w jakie chcę cię dzi­siaj sko­rum­po­wać. I pozba­wić cię świę­to­ści.

To było wprost banalne, ale moje majtki mogły się sto­pić od ukropu. Popro­wa­dził mnie do przodu i poszłam z ochotą. Nazwał mnie „anioł­kiem” i w tym momen­cie nie chcia­łam być postrze­gana jako cno­tliwa. Der­rick zawsze trak­to­wał mnie jak księż­niczkę, ale osta­tecz­nie nie chciał być moim księ­ciem. Może dla­tego nie mogłam utrzy­mać przy sobie faceta. Myśleli, że jestem grzeczną dziew­czynką.

Muzyka zro­biła się gło­śniej­sza, gdy weszli­śmy do domu. Musia­łam przejść kory­ta­rzem, ale Gavin nie stra­cił kon­taktu z moimi ple­cami przez cały czas. Jego ręka owi­nęła się wokół mojej talii i zatrzy­mała mnie, gdy dotar­li­śmy do otwar­tych drzwi. Łazienka była ciemna, kiedy wpro­wa­dził mnie do środka, fachowo zapa­la­jąc świa­tło przed zamknię­ciem drzwi i prze­krę­ce­niem zamka.

Odwró­ci­łam się w jego stronę, zasta­na­wia­jąc się, czego ode mnie ocze­kuje. Wie­dzia­łam, czego chcę, i odwa­ży­łam się po to się­gnąć.

– Co teraz? – rzu­ci­łam wyzwa­nie.

Nie wyco­fał się. Wręcz prze­ciw­nie. Przy­ci­snął mnie do blatu, zosta­wia­jąc moje ręce uwię­zione za ple­cami. Uwol­ni­łam je, by wpleść palce w jego włosy i przy­cią­gnąć go do sie­bie. Nasze usta spo­tkały się na sekundę, powo­du­jąc, że odsu­nę­li­śmy się tro­chę, by spoj­rzeć na sie­bie. Kop­nął nas prąd, który nie pocho­dził z naszych naelek­try­zo­wa­nych ubrań. W jego oczach poja­wił się ogień i nie cze­ka­li­śmy ani sekundy dłu­żej, aby spró­bo­wać ponow­nie.

Odgar­nął moje włosy do tyłu i naparł na mnie, aż moje plecy zna­la­zły się na równi z lustrem. W tym samym cza­sie pod­niósł mnie tak, żebym usia­dła na bla­cie, a on wci­snął się mię­dzy moje nogi.

Jego poca­łu­nek był jak płynny pło­mień palący mnie od środka i nie mogłam się nim nacie­szyć. Jego usta były mięk­kie, a spo­sób, w jaki posiadł moje, był obez­wład­nia­jący.

Nie byłam pewna, czy poczu­łam ból, gdy jego palce wplą­tały się w moje włosy. Chcia­łam tylko wię­cej, gdy wbi­ja­łam paznok­cie w jego biceps. Nasze języki tań­czyły ze sobą w jed­nym ryt­mie. Chło­pak wie­dział, jak się cało­wać. Nie był nie­chlujny, ale pełen kon­troli i nie­bez­pieczny, a dowód jego pod­nie­ce­nia tward­niał i rósł, przy­ci­śnięty do mojego ciała.

Nie zatrzy­ma­li­śmy się. Do dia­bła, oplo­tłam go nogami, usta­wia­jąc nas tak, żeby­śmy do sie­bie paso­wali. Mogła­bym go cało­wać godzi­nami, a nawet całymi dniami. Wła­ści­wie nie byłam pewna, jak długo się cało­wa­li­śmy, zanim jego ręce wspięły się na moją klatkę pier­siową, zatrzy­mu­jąc się tuż pod moimi pier­siami. Dopiero gdy jego kciuki prze­su­nęły się po moich zakry­tych sut­kach, a ja zapra­gnę­łam roze­brać się do naga, moje szare komórki ruszyły.

– Nie, nie możemy – powie­dzia­łam, odpy­cha­jąc go.

Dysze­li­śmy, ale była w nim potrzeba, która z pew­no­ścią mnie pochło­nęła.

– Nie, nie tutaj – zgo­dził się.

Powin­nam była zapro­te­sto­wać i wyja­śnić, co mam na myśli, cho­ciaż chcia­łam się pod­dać. Coś powie­działo mi, że zrobi mi rze­czy, o któ­rych dotąd mogłam tylko marzyć, ale wie­dzia­łam też, że zako­cham się w nim do reszty, jeśli będę upra­wiać z nim seks. A grzeczna dziew­czynka we mnie wygry­wała tę rundę.

Kiedy drzwi zostały otwarte, muzyka wypeł­niła prze­strzeń, która dotąd wyda­wała się sto­sun­kowo cicha.

Wystar­czyło, że zoba­czy­łam cień moich wło­sów w lustrze, żeby stwier­dzić, że są w nie­ła­dzie. Przy­ja­ciel Gavina opie­rał się o pobli­ską ścianę. Z moją ręką w swo­jej dłoni Gavin pocią­gnął mnie za sobą.

Nie mia­łam poję­cia, co sobie myślał, ale musia­łam mu wytłu­ma­czyć, że nic się mię­dzy nami nie wyda­rzy. Cho­ciaż nie zawsty­dzi­ła­bym go przed jego przy­ja­cie­lem.

– Czy masz coś prze­ciwko odpro­wa­dze­niu… – Gavin prze­rwał, gdy poja­wiła się Reagan. Wska­zał na nią – …jej z powro­tem do aka­de­mika?

Moja przy­ja­ciółka nie była zado­wo­lona.

– Dam sobie radę. Mogę wró­cić do aka­de­mika sama. Nie potrze­buję ochro­nia­rza.

Wybie­gła, a ja za nią.

– Reagan, zacze­kaj – powie­dzia­łam, kiedy wyszły­śmy na zewnątrz.

Odwró­ciła się, ale ogień zgasł w jej oczach, gdy zoba­czyła, że to tylko ja.

– W porządku, jeśli chcesz się z nim spo­ty­kać. Mogę sama wró­cić do domu.

Potrzą­snę­łam głową.

– Nie ma mowy, żebym cię zosta­wiła. Muszę tylko z nim poroz­ma­wiać i powie­dzieć, że wycho­dzimy razem.

Uśmiech­nęła się.

– Megan, jest OK. Potrze­bu­jesz tego, cho­ciaż nie akcep­tuję go jako two­jego wyboru. Ufam, że wiesz, co robisz. I rozu­miem to. On jest gorący. Tylko nie daj się zra­nić, dobrze?

Głu­pio ski­nę­łam głową.

– Nie będę się z nim pie­przyć, OK?

Wzru­szyła ramio­nami.

– Nie będę cię oce­niać. Jeśli sprawi, że zosta­wisz Der­ricka za sobą, zrób to. A potem odejdź, bo faceci jak on… – potrzą­snęła głową i nie dokoń­czyła. Pochy­liła się, żeby się przy­tu­lić. – Nie martw się o mnie. Dam sobie radę. Dużo ludzi – unio­sła napój i wska­zała na tłum. – Dar­mowe napoje. Dobra muzyka. Wła­ści­wie to nie jest źle. Leć!

– Zaraz wra­cam.

Zaśmiała się.

– Nie, nie wra­casz. Baw się dobrze. Napisz do mnie, jeśli nie wró­cisz do domu, żebym wie­działa, że wszystko w porządku.

Kiw­nę­łam głową, czu­jąc się źle. Ode­szłam, pró­bu­jąc uwie­rzyć, że się myliła. Nie spę­dzę tej nocy z Gavi­nem, ni­gdzie.

5. GAVIN

Patrząc, jak Megan odcho­dzi, mia­łem wra­że­nie, że moje plany na ten wie­czór legły w gru­zach.

– Stary, co jest z tą laską? – zaśmia­łem się, myśląc o jej przy­ja­ciółce. – Jest na cie­bie chętna.

– Myślę, że jest dokład­nie odwrot­nie.

Tade wcale nie był roz­ba­wiony i nie mówił gło­śno. Dobrze, że umiem czy­tać z ruchu warg.

– Czy to zna­czy, że się pod­da­jesz? – zapy­ta­łem.

Zanim odpo­wie­dział, Megan wró­ciła.

– Muszę iść – pra­wie krzyk­nęła, a jej oczy były pełne żalu.

Patrzy­łem na Tade’a w spo­sób, który mógł zro­zu­mieć.

– Stary, odpro­wadź jej przy­ja­ciółkę do domu.

Musia­łem pra­wie krzy­czeć, żeby usły­szał mnie przez muzykę.

– Dobra – odszedł, a ja odwró­ci­łem się twa­rzą do Megan.

Wspięła się na palce i owi­nęła dłoń wokół mojego ucha, żebym lepiej sły­szał.

– Nie musiał tego robić. Powin­nam iść. Reagan nie będzie chciała, żeby ją odpro­wa­dził.

To mnie zdzi­wiło. Tade nie cier­piał i nie poświę­cał się dla dziew­czyn – wręcz prze­ciw­nie.

– Dla­czego?

Posłała mi bole­sny uśmiech.

– Powiedzmy, że ma zasadę, że nie ma chłop­ców.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Fina­łowy mecz o mistrzo­stwo w fut­bolu ame­ry­kań­skim zawo­do­wej ligi Natio­nal Foot­ball League, będący naj­waż­niej­szym spor­to­wym wyda­rze­niem roku w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. [wróć]