39,99 zł
Wyjaśnianie morderstw? To biznes rodzinny.
Steve Wheeler, emerytowany policjant, lubi spokojne życie w małym miasteczku. Prowadzi jednoosobową agencję detektywistyczną, lecz zajmuje się błahymi sprawami. Jego codzienność to quizy w pubie, ulubiona ławka, kot czekający w domu. Dni przygód dobiegły końca. Emocjami żyje teraz jego synowa Amy.
Amy Wheeler kocha silne emocje. Pracuje w prywatnej agencji ochrony osobistej i codziennie grożą jej niebezpieczeństwa. Przebywa na prywatnej wyspie, chroniąc ekscentryczną pisarkę Rosie D’Antonio, lecz w pobliżu dochodzi do morderstwa, a policja znajduje przy zwłokach torbę z pieniędzmi. Rajski zakątek przestaje być spokojny...
Rozpoczyna się emocjonujący wyścig dokoła świata. Czy Amy i Steve zdołają uciec i przechytrzyć mordercę?
Richard Osman to brytyjski pisarz, producent i prezenter telewizyjny. Jego pierwsze cztery powieści, Czwartkowy Klub Zbrodni, Człowiek, który umarł dwa razy, Kula, która chybiła i Ostatni gasi światło, stały się bestsellerami bijącymi rekordy sprzedaży na całym świecie. Wyjaśniamy Morderstwa to pierwsza część nowego cyklu, gdy ekipa Czwartkowego Klubu Zbrodni korzysta z krótkiego urlopu. Richard Osman mieszka w Londynie z żoną Ingrid i kotką Liesl.
Nowa para detektywów.
Seria szokujących zbrodni.
Witajcie w świecie kłopotów...
Pochwały dla książki Richarda Osmana
„Piekielnie dobra”
Ian Rankin
„Mądra, ciepła i dowcipna”
Val McDermid
„Zabawna, inteligentna, wciągająca”
Harlan Coben
„Genialnie trzyma w napięciu”
Jeffery Deaver
„Prawdziwy król kryminału. Osman jest coraz lepszy”
Shari Lapena
„Uśmiechnęłam się milion razy”
Marian Keyes
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 361
Dla Janet Elizabeth Wright (1946–2023) z miłością, która wypełnia całe życie
Trzeba zostawiać jak najmniej śladów. To podstawowa zasada.
Czasami należy rozmawiać z ludźmi, nie da się tego uniknąć. Wydawać rozkazy, organizować wysyłkę towarów, zabijać itd., itd. Nie można istnieć w próżni, na litość boską!
Musisz zadzwonić do François Loubeta? W razie absolutnej konieczności? Postaraj się o telefon z wbudowanym urządzeniem zniekształcającym głos. Nawiasem mówiąc, jeśli nie jest to absolutna konieczność, bardzo szybko pożałujesz, że dzwoniłeś.
Ale większość komunikacji odbywa się za pomocą esemesów albo mediów społecznościowych. Wysokiej klasy przestępcy bywają nieuchwytni jak millenialsi.
Naturalnie teksty są zaszyfrowane, ale jeśli policja złamie szyfr? To się zdarza. Wielu kryminalistów siedzi w więzieniu, bo jakiś nerd z laptopem miał za dużo wolnego czasu. Trzeba się więc jak najlepiej ukryć.
Można ukryć adres IP – to bardzo proste. Mejle François Loubeta okrążają cały świat, nim zostaną wysłane. Nawet nerd z laptopem nie będzie w stanie odkryć, skąd naprawdę pochodzą.
Język każdego człowieka ma niepowtarzalne cechy. Charakterystyczne zwroty, rytm, osobowość. Ktoś może przeczytać mejla, a potem pocztówkę, którą wysłałeś w dwa tysiące dziewiątym roku, i będzie pewien, że napisała je ta sama osoba. Nauka, rozumiecie. Tak częsty wróg uczciwego kryminalisty.
Właśnie dlatego ChatGPT okazał się darem niebios.
Po napisaniu mejla albo jakiegokolwiek tekstu trzeba po prostu przepuścić go przez ChatGPT, który natychmiast kasuje osobowość autora. Spłaszcza tekst, wygładza, likwiduje dziwactwa językowe, aż osobowość znika.
„ChatGPT, napisz to w stylu miłego angielskiego dżentelmena” – tak zawsze brzmi polecenie Loubeta.
Sprytne, bo gdyby te mejle były pisane w rodzimym języku François Loubeta, jego tożsamość stałaby się oczywista. Zbyt oczywista.
Ale w tej sytuacji nikt nigdy się nie zorientuje, który z tysiąca mejli napisał François Loubet.
Można oczywiście wiedzieć, czym się zajmuje François Loubet, ale nie da się prawie nic z tym zrobić.
CZĘŚĆ PIERWSZA
W końcu to się stało.
Andrew Fairbanks zawsze wiedział, że pewnego dnia będzie sławny. Ten dzień wreszcie nadszedł – cichy, słoneczny wtorek na początku sierpnia.
Trzy lata publikowania na Instagramie filmów na temat fitnessu dało mu grupę fanów, ale nic, co mogłoby się równać z obecną falą zainteresowania. Było to szaleństwo.
Miał romans z gwiazdką muzyki pop i w gazetach od czasu do czasu ukazywały się jego fotografie. Ale nie na pierwszych stronach – tak jak dzisiaj.
Ścigał sławę bardzo długo i wreszcie ją zdobył. Jego nazwisko jest na ustach ludzi na całym świecie. Stał się gwiazdą mediów społecznościowych. Selfie zrobione na jachcie pojawia się wszędzie. Andrew, bez koszulki i opalony, mrugał do aparatu, a ciepłe słońce mrugało wraz z nim. Wznosił triumfalny toast butelką Krusher Energy Drink.
A komentarze pod zdjęciem! Emoji! Serduszka, ogień, pożądanie. Wszystko, o czym zawsze marzył.
Jednak niektóre z komentarzy mogłyby trochę popsuć mu humor. „Trochę za szybko odszedł”, „Taki wysportowany, RIP”, „Oglądanie tej fotki budzi wielką nostalgię, gdy się wie, co się potem stało”. Ale nie można się sprzeczać ze statystykami. Poziom ruchu budzi podziw. W biurze ekipy produkcyjnej Wyspy miłości przekazywano sobie jego fotografię i dyskutowano o tym, jaki mógłby być fantastyczny, gdyby… no wiesz…
Tak, w końcu wszyscy poznali Andrew Fairbanksa. Albo, jak go teraz nazywano: „Andrew Fairbanksa, tragicznego influencera z Instagrama”.
Więc nie wszystko układa się pomyślnie. W gruncie rzeczy nawet te niewielkie pozytywy zaczynają odchodzić w przeszłość. Jest środowe popołudnie i jego nazwisko zaczyna spadać w rankingach. Na świecie dzieją się inne rzeczy. Gwiazda baseballa wjechała pikapem do basenu byłej żony. Vlogerka od kosmetyków powiedziała coś niestosownego o Taylor Swift. Tematy rozmów się zmieniają.
Andrew Fairbanks został znaleziony martwy. Strzelono mu w głowę, związano liną i wyrzucono do morza z jachtu płynącego po Atlantyku. Na pokładzie nie było nikogo poza nim i żadnych śladów innych osób. Znaleziono tylko skórzaną torbę z blisko milionem dolarów.
Nie daje to nikomu prawa, by cieszyć się sławą dłużej niż jeden dzień. Może kiedyś powstanie podcast o tej sprawie, albo – jeszcze lepiej – film dokumentalny na Netfliksie, lecz teraz Andrew zaczyna popadać w zapomnienie.
Wkrótce stanie się jedynie postacią na fotografii trzymającą fioletowy napój energetyzujący na tle błękitnego morza, zwłokami w kostnicy w Karolinie Południowej i zdawkowym pytaniem: „Pamiętasz faceta, który zginął na jachcie z kupą pieniędzy?”.
Kto go zabił? Nie wiadomo. Ktoś to zrobił i w mediach społecznościowych pojawia się wiele przypuszczeń na ten temat. Dlaczego go zabito? Zagadka – musiały istnieć jakieś powody, prawda? Zazdrosna partnerka? Rywal z Instagrama zajmujący się fitnessem? Mogą istnieć różne wytłumaczenia. Uwierzycie, co ta vlogerka powiedziała o Taylor Swift?
Ale ten jeden dzień był wspaniały. Gdyby Andrew ciągle żył, szukałby agenta, by zająć się reklamą na pełny etat. Załatw mi kilka nowych umów, batony proteinowe, wybielanie zębów, może mógłbym firmować własną wódkę?
Tak, przez jeden dzień cały świat podziwiał Andrew Fairbanksa. Kiedy rekiny odpłynęły, nie zostało prawie nic.
Tak to bywa w show-biznesie.
Dlaczego nie lubisz mówić o sobie? – pyta Rosie D’Antonio. Unosi się na wodzie w wielkim nadmuchiwanym fotelu w kształcie łabędzia. – Zawsze o to pytam.
Amy Wheeler siedzi, sztywno wyprostowana, na krześle ogrodowym nad basenem. W jej oczach odbija się słońce; trzyma pistolet w zasięgu ręki. Lubi Karolinę Południową. A przynajmniej ten ukryty zakątek. Wczesny ranek, przeszło trzydzieści stopni Celsjusza, wiatr od strony Atlantyku i nikt nie próbuje jej zabić – na razie. Od dawna nikogo nie zastrzeliła, ale nie można mieć wszystkiego.
– Chyba chodzi o mój nos – mówi Amy.
– Co jest nie tak z twoim nosem? – pyta Rosie, popijając coś zielonego przez słomkę, która nie nadaje się do recyklingu, i poruszając palcami w wodzie.
– Nie wiem – odpowiada Amy. Imponuje jej, że Rosie D’Antonio nawet na basenie ma pełny makijaż. W jakim jest wieku? Sześćdziesiąt, osiemdziesiąt lat? Zagadka. W jej aktach jest adnotacja, że „odmówiła podania daty urodzenia”. – Czasami wydaje mi się krzywy.
– Zoperuj go – mówi Rosie. – Niech będzie mniejszy, większy, jeśli uważasz to za lepsze rozwiązanie. Życie jest zbyt krótkie, by nie lubić własnego nosa. Problemami są głód i brak wi-fi, a nie nosy. Co jeszcze?
– Włosy – odpowiada Amy. Grozi jej, że się zrelaksuje. Amy nienawidzi się relaksować. Zbyt wiele czasu na myślenie. Woli działać. – Nigdy dobrze się nie układają.
– Rozumiem – mówi Rosie. – Łatwo to naprawić. Korzystam z pomocy specjalistki od włosów. Skądś przylatuje, chyba z Chile. Pięć tysięcy dolarów i po kłopocie. Jestem gotowa zapłacić.
– Mam uszy różnej wielkości – dodaje Amy.
Rosie przekrzywia głowę, podpływa do Amy i przygląda jej się bardzo uważnie.
– Nie widzę. Masz piękne uszy. Jak Goldie Hawn.
– W szkole zmierzyłam je kiedyś linijką – mówi Amy. – Jedno jest o milimetr dłuższe, zawsze to zauważam. I mam za krótkie nogi w porównaniu z resztą ciała.
Rosie kiwa głową i znowu wypływa na środek basenu, gdzie słońce grzeje najmocniej.
– Powiedz, Amy, co w sobie lubisz.
– Jestem Angielką – odpowiada Amy. – Niczego w sobie nie lubię.
– To nudne – zauważa Rosie. – Ja też byłam kiedyś Angielką, ale to przezwyciężyłam. Wybierz coś.
– Chyba jestem lojalna – mówi Amy.
– To dobra cecha – zgadza się Rosie. – Pasuje do kobiety zajmującej się ochroną osobistą.
– A krótkie nogi sprawiają, że mam nisko położony punkt ciężkości, więc jestem bardzo dobra w walce – dodaje Amy.
– No widzisz. – Rosie kiwa głową. – Lojalna i bardzo dobra w walce.
Obraca twarz w stronę słońca.
– Jeśli ktoś spróbuje mnie zastrzelić w tym tygodniu, zasłonisz mnie własnym ciałem?
– Świetny pomysł, choć widuje się to głównie w filmach – odpowiada bez przekonania Amy.
Wie z doświadczenia, że trudno uskakiwać przed kulami. Latają naprawdę szybko.
– Albo w książkach – dodaje Rosie. – Masz ochotę na jointa? Chyba zapalę.
– Lepiej nie – sprzeciwia się Amy. – Maximum Impact robi nam co trzy miesiące obowiązkowe testy krwi. Taka jest polityka firmy. Ślad substancji odurzających i wylatuję.
Rosie chrząka potakująco.
Nie jest to najbardziej ekscytująca praca w życiu Amy, ale świeci słońce i lubi klientkę, powieściopisarkę Rosie D’Antonio, autorkę światowych bestsellerów. „W jednym rzędzie z Lee Childem”. Rezydencja w stylu hiszpańskim na prywatnej wyspie u wybrzeży Karoliny Południowej. Z osobistym szefem kuchni.
Skomplikowane przyczyny operacyjne sprawiły, że Amy musiała kiedyś spędzić cały miesiąc w nieczynnym rurociągu naftowym w Syrii, więc to krok do przodu. Szef kuchni przynosi jej talerz blinów z wędzonym łososiem. Nie jest zawodowym kucharzem: to były żołnierz Navy SEALs, Kevin. Ale szybko się uczy. Zeszłego wieczoru boeuf bourguignon okazał się triumfem. Etatowy szef kuchni Rosie otrzymał dwa tygodnie urlopu. Amy, Rosie i Kevin, dawny żołnierz Navy SEALs, to jedyni mieszkańcy wyspy i tak na razie pozostanie.
– Nikomu nie wolno mnie zabić – mówi Rosie. Podpływa do krawędzi basenu i zwija jointa. – Z wyjątkiem mnie samej.
– Nie pozwolę ci na to – zauważa Amy.
– Jednak ktoś może próbować mnie zastrzelić – mówi Rosie. – W dzisiejszych czasach nigdy nic nie wiadomo. Więc jeśli ktoś zacznie do mnie strzelać, nie ma co zasłaniać mnie przed kulami. Nie jestem tego warta. Pozwólcie zabić starą kobietę.
Maximum Impact Solutions, pracodawca Amy, jest jedną z największych agencji ochrony osobistej, może drugą co do wielkości, odkąd Henk van Veen odszedł, zabierając połowę klientów. Jeśli ktoś was okrada albo zamierza zabić, jeśli w waszej prywatnej armii pojawia się niezadowolenie, trzeba się zwrócić właśnie do Maximum Impact Solutions. Firma ma wiele dewiz, ale „pozwólcie zabić starą kobietę” nie jest jedną z nich.
– Nie pozwolę nikomu cię zabić – mówi Amy.
Pamięta, jak w dzieciństwie oglądała Rosie w lokalnej telewizji. Elegancka garsonka, dumna mina. Widziała, że kobieta może być silna, i wiele to dla niej znaczyło; spała zwinięta w kłębek pod łóżkiem i marzyła o lepszych czasach. Rosie nie zginie pod jej opieką.
– Co to za akcent? – pyta Rosie, po raz pierwszy zaciągając się jointem. – Ładny. Z Manchesteru?
– Z Watford – odpowiada Amy.
– Hm, za długo mieszkam za granicą – mówi Rosie. – Opowiedz mi o Watford.
– To miasto w Anglii – wyjaśnia Amy.
– Wiem, Amy. Ładne?
– Nie byłoby to pierwsze słowo, które przyszłoby mi do głowy – mówi Amy. Później zamierza zadzwonić do swojego teścia, Steve’a. Jest piątek, więc powinien być w domu. Plotki o Rosie go zaciekawią. Zawsze lubił silne kobiety. Może znowu polubi?
Amy myśli o silnych kobietach i przypomina sobie Bellę Sanchez. Bella Sanchez przypomina jej Marka Goocha, a z kolei Mark Gooch…
Właśnie na tym polega problem, Amy, prawda? Kiedy się odprężasz, zaczynasz myśleć. To nie w twoim stylu. Przestań myśleć: nigdy ci to dobrze nie robiło. Zadawaj ciosy, pędź samochodem, rozbrajaj ładunki wybuchowe, ale nie myśl, na litość boską! Życie to nie szkoła.
– Anglia jest zwariowana – mówi Rosie. – W latach osiemdziesiątych mnie kochali, w latach dziewięćdziesiątych nienawidzili, po roku dwutysięcznym zapomnieli, a po dwa tysiące dwudziestym znowu sobie przypomnieli. Teraz znowu mnie uwielbiają. Przez cały czas ani na jotę się nie zmieniłam. Czytałaś jakieś moje powieści, Amy?
– Nie – kłamie Amy. Każdy czytał jedną z książek Rosie D’Antonio. Amy czytała jej książki już jako nastolatka. Dała jej jedną z nich pracownica opieki społecznej i przyłożyła palec do ust na znak, że to sekret. I co za sekret! Śmierć, luksus, piękne stroje, krew. Eleganckie garsonki i trucizna. Ale nie wolno być fanką klientki. Kula nie zwraca uwagi na to, że ktoś jest sławny. To jedna z dewiz Maximum Impact Solutions.
Wczoraj w samolocie Amy znowu przeczytała Śmierć naciska spust. Nakręcili na jej podstawie film z Angeliną Jolie, ale książka jest lepsza. Mnóstwo seksu z milionerami, mnóstwo broni. Rzeczy dobrze znane Amy.
– Jesteś mężatką? – pyta Rosie. – Masz dzieci?
– Mężatką, bez dzieci – odpowiada Amy.
– Twój mąż to dobry facet?
– Tak – odpowiada Amy, myśląc o Adamie. – Równie dobry jak ja. Lubię go.
Rosie kiwa głową.
– Prawidłowa odpowiedź. Martwi się o ciebie?
– Nie lubi, kiedy do mnie strzelają – wyjaśnia Amy. – Raz w Maroku zaatakowano mnie mieczem i zaczął płakać.
– Ty też płakałaś?
– Nie płakałam od dwunastego roku życia – odpowiada Amy. – Oduczyłam się tego.
– Brzmi to fajnie – mówi Rosie. – Mogę cię opisać w książce? Sto sześćdziesiąt osiem centymetrów wzrostu, niebieskie oczy, nigdy nie płacze, zabija złych facetów?
– Nie – odpowiada Amy. – Nie lubię rozgłosu.
– Obiecuję, że nie wspomnę o twoich uszach.
Amy i jej teść próbują codziennie rozmawiać. Nigdy o tym nie dyskutowali – stało się to dla nich ważnym zwyczajem. No cóż, to ważne dla Amy. Na przykład kiedyś musiała przez dwanaście godzin zachowywać absolutną ciszę; siedziała w rurociągu naftowym, gdy ścigała ją grupa zabójców. Tego dnia mogła tylko wysyłać esemesy. Steve to rozumie. Praca to praca.
– Możesz nosić własne ubrania? – pyta Rosie. – A może mundur?
Amy spogląda na mundur polowy i spłowiały T-shirt marki Under Armour.
– Własne.
Rosie pytająco unosi brew.
– Cóż, nikt nie jest doskonały.
Amy nie lubi robić zbyt długich przerw między telefonami, bo nigdy nie wiadomo, co Steve jadł i czy dba o siebie. Jej zdaniem kiepskie odżywianie świadczy o braku logiki.
Prawdopodobnie powinna zadzwonić również do męża, ale mniej się martwi o Adama. A poza tym o czym mogliby rozmawiać?
– Kiedy przyszłaś, miałaś w torebce Śmierć naciska spust – mówi Rosie. – Egzemplarz przeczytany mniej więcej do połowy.
Amy kiwa głową. Złapano ją na gorącym uczynku.
– Więc czytałaś jedną z moich książek? Wcześniej mówiłaś, że ich nie znasz.
– Badania nad klientami.
– Gówno prawda – odpowiada Rosie. – Podoba ci się?
– Nie było niczego innego do czytania.
– Jasne, że ci się podoba, jestem pewna. Czytałaś scenę, gdy bohaterka zastrzeliła faceta w samolocie?
– To fajna scena – odpowiada Amy.
– Tak – zgadza się Rosie, kiwając głową. – Pilot, z którym się spotykałam, pozwolił mi na próbę strzelić z pistoletu na pokładzie. Robiłaś to kiedyś?
– Czy strzelałam z pistoletu w samolocie? Nie – kłamie Amy.
– Nic się nie stało – mówi Rosie. – Musieli wymienić obicie z cielęcej skóry na jednej z kanap, to wszystko.
– Gdyby kula przebiła kadłub, mogłoby dojść do dekompresji i wszyscy by zginęli – zauważa Amy. Amy kiedyś wyskoczyła z samolotu ze spadochronem w czasie takiego incydentu. Przez następne pięć dni ukrywała się przed wojskami rebeliantów w Burkina Faso. Okazało się to w końcu bardzo zabawne. Przekonała się, że adrenalina działa kojąco na duszę i pomaga na skórę. Czasami ogląda na Instagramie tutoriale o pielęgnacji skóry, ale nie ma jak strzelanina, a później skok ze spadochronem. Może powinna kręcić własne filmy? Znowu spostrzega, że zaczęła myśleć, więc przestaje.
– Szczęście, że nic się nie stało – mówi Rosie, wypijając resztę zawartości kieliszka. – Mam ochotę się przejść, Amy. Możemy popłynąć na stały ląd? Napić się czegoś? Wywołać awanturę?
Kłopoty Rosie zaczęły się od tego, że w swojej najnowszej powieści Trupy i brylanty sportretowała rosyjskiego oligarchę Wasilija Karpina, właściciela koncernu chemicznego. Wydaje się, że Wasilij nie ma normalnego poczucia humoru rosyjskich oligarchów, właścicieli koncernów chemicznych. Po otrzymaniu kuli w liście i nieudanym porwaniu w czasie wieczoru autorskiego w Nashville Rosie zaangażowała profesjonalistów i w najbliższej przyszłości musi przebywać w zamknięciu.
Trwają rozmowy. Jeff Nolan, szef Amy, skontaktował się z kolegami Wasilija w Londynie. Miejmy nadzieję, że po krótkich negocjacjach Wasilij zrezygnuje z zemsty. Niektórzy klienci Maximum Impact Solutions mogliby wyświadczyć mu kilka przysług. Dojdą do porozumienia, Wasilij da się ułagodzić, a Rosie znowu będzie mogła żyć normalnie. A jeśli nie, pozostanie pod opieką Amy.
Do tego czasu Amy i Rosie tkwią na idyllicznej wyspie z pośpiesznie przeszkolonym szefem kuchni. Amy naprawdę potrzebuje kilku spokojnych dni; gdyby miała być szczera, chętnie zostałaby tu dłużej, ale szybko musi zająć się poważnymi sprawami. Nikt nie zabije Rosie D’Antonio, więc Amy jest bardzo kosztowną opiekunką. Czy jest w tym coś zabawnego?
– Na razie nigdzie nie jedziemy – mówi Amy. – Możesz zostać zamordowana.
Rosie przewraca oczami i zaczyna zwijać następnego jointa.
– Och, Amy, wolę zostać zamordowana niż się nudzić.
Amy Wheeler, która przez większość dzieciństwa starała się siedzieć cicho i nie rzucać się w oczy, jest skłonna się z tym zgodzić.
Rudy kot, nie można do niego podejść. Wręcz wyniosły, sukinsyn. Mason’s Lane. Podjąłem próbę nawiązania kontaktu, ale została odrzucona. Trzecia pięćdziesiąt osiem rano.
Steve chowa dyktafon do kieszeni. Słyszy, jak rudy kot niezgrabnie wspina się na ogrodzenie z tyłu domu. Rzadko widuje na spacerach nieznajome koty. To chyba nic ważnego, ale prawie wszystko jest nieważne, prawda? Niektóre rzeczy w końcu do czegoś prowadzą. Raz złapał uzbrojonego bandytę dzięki opakowaniu batonika marki Twix znalezionemu w wielkim piecu do wytapianiu surówki. Rzadko zdajemy sobie w danej chwili sprawę ze znaczenia wydarzeń, a zanotowanie szczegółów nie kosztuje przecież ani grosza.
Skręca w główną ulicę i widzi przed sobą szarą szosę zalaną mdłym światłem księżyca.
Gdybyście chcieli odwiedzić Axley – a powinniście, miasteczko by się wam spodobało – moglibyście pomyśleć, że znaleźliście idealną angielską miejscowość. Główna ulica łagodnie opadająca w dół i okrążająca wiejski staw. Są tam dwa puby, Pod Mosiężną Małpą i Dzban, nierozróżnialne dla turystów, lecz pełne subtelnych, ważnych różnic dla miejscowych. Na przykład nad jednym wisi flaga brytyjska, a nad drugim – ukraińska. Rzeźnik, piekarnia, a poza tym niewielki sklepik sprzedający świece zapachowe i zakładki do książek. Markizy w paski, rowery oparte o witryny sklepów, szyldy reklamujące herbatę, tarota i karmę dla psów. W jednej części wioski znajduje się kościół, a w drugiej bukmacher, można wybierać. Kiedyś Steve odwiedzał oba te miejsca, ale teraz dał temu spokój.
Wokół rozciąga się New Forest, wielki las. Ścieżki i szlaki, ćwierkanie ptaków, plecaki i płaszcze przeciwdeszczowe turystów. Kuce z New Forest czasami błąkają się na głównej ulicy Axley i ludzie odnoszą się do nich z wielkim szacunkiem. Las należał do nich, nim pojawili się tu ludzie, a także długo później. Axley to maleńka wioska wśród drzew.
Kiedy Steve przyjechał tu po raz pierwszy – przed dwunastu laty, prawda? Debbie powinna pamiętać, może przed piętnastu, bo czas szybko płynie – nie dał się nabrać na sielską atmosferę. Nie oszukały go malwy, ciastka ani pogodne powitania: „Dzień dobry!”. Widział sekrety za każdymi pastelowymi drzwiami, widział trupy w każdej uliczce, a bicie kościelnych dzwonów za każdym razem zwiastowało śmierć.
W żywopłocie utknęło opakowanie po chipsach. Steve bierze je i wyrzuca do kosza. Monster munch. W miejscowym sklepiku nie sprzedają monster munch, więc to jakiś turysta.
Nie, Steve nie dał się nabrać na Axley. Ćwierć wieku służby w policji nauczyło go myśleć jak najgorzej o ludziach. Trzeba zawsze spodziewać się najgorszego i być przygotowanym na wszystko. Nigdy nie dać się zaskoczyć, przez nikogo ani nic.
Zabawne, biorąc pod uwagę to, co się wkrótce zdarzyło.
Zatrzymuje się przed agencją nieruchomości i spogląda przez szybę. Gdyby przeprowadzał się dziś na wieś, nie byłoby go stać na zakup domu. Teraz człowieka stać na zakup domu tylko wtedy, gdy kupił go przed piętnastu laty.
Pomylił się co do Axley – musi to przyznać. W domach nie kryły się morderstwa, na uliczkach nie leżały zakrwawione trupy. W końcu zaczął się uspokajać.
W dzieciństwie nigdy nie był spokojny: zadbał o to ojciec. Szkoła? Był zbyt inteligentny, by się dostosować, ale niewystarczająco inteligentny, by uciec. W wieku osiemnastu lat wstąpił do Metropolitan Police i codziennie oglądał najgorsze rzeczy, jakie ma do zaoferowania Londyn. Czasem nawet wśród kolegów. Codziennie bójki.
Znowu wyjmuje dyktafon.
– Jasnoniebieski volkswagen passat, numer rejestracyjny PN17 DFQ, na parkingu pubu Pod Mosiężną Małpą. – Obchodzi samochód. – Stara nalepka poświadczająca opłacenie podatku drogowego. Na podłodze leży opakowanie z sieci piekarniczej Greggs. Gdzie jest najbliższy market Greggs? W Southampton? Przy autostradzie M27?
Kontynuuje spacer. Dojdzie do stawu, posiedzi tam przez chwilę, a potem wróci. Oczywiście, że tak: robi to każdego wieczoru.
Axley zmieniło Steve’a. Nie od razu, tylko powoli – uśmiech po uśmiechu, przysługa po przysłudze, babeczka po babeczce. Ludzie i miejscowość zburzyli mur, który zbudował wokół siebie w ciągu wielu lat. Debbie przepowiadała, że to się stanie, lecz jej nie wierzył. Urodziła się w Axley i namówiła go do przeprowadzki, gdy w końcu odszedł z Metropolitan Police. Wiedziała.
Steve martwił się, że w Axley nie będzie się działo nic ciekawego, zniknie adrenalina, ale Debbie go uspokoiła: „Jeśli zaczniesz się nudzić, to tylko dwadzieścia minut drogi od Southampton i jest tam mnóstwo morderstw”.
Nie tęsknił za ekscytującymi wydarzeniami i za adrenaliną.
Lubił siedzieć w domu, gotować dla Debbie, słuchać śpiewu ptaków, znalazł dobrą drużynę rozwiązującą quizy w pubie. Dobrą, ale potrzebującą nowego, dobrego zawodnika.
Odwiedził ich bezdomny kot, prawdziwy uliczny zabijaka, i nie chciał odejść. Po dziesięciu dniach prychania i walk wreszcie się zaprzyjaźnili. Teraz Steve czyta gazetę w fotelu, a Pasztet (nazwany tak od kłopotów, które nieustannie sprawiał) siedzi mu na kolanach, mrucząc przez sen. Dwóch starych drani w doskonałej komitywie.
Debbie namówiła Steve’a do założenia agencji detektywistycznej. Nie musiał pracować, bo zarabiała dość pieniędzy jako malarka, ale miała rację. Prawdopodobnie potrzebował zajęcia, poczucia, że jest użyteczny dla społeczeństwa. Wymyślił nazwę: „Steve prowadzi śledztwa”. Pamięta niedzielny lunch, gdy jego syn Adam przyjechał z żoną, Amy. Amy zajmuje się ochroną osobistą, pracuje dla miliarderów i oligarchów, zawsze na drugim końcu świata. Steve rozmawia z Amy częściej niż z Adamem. To ona telefonuje i go zaprasza, gdy wykonuje zadania w Anglii.
Proponowała, by nazwał firmę Maverick Steel International Investigations. Powiedziała, że marka jest bardzo ważna w świecie agencji detektywistycznych, lecz Steve odparł, że nazywa się Steve i prowadzi śledztwa, więc czy „Steve prowadzi śledztwa” to zła marka?
Amy pracuje teraz gdzieś w Ameryce z Rosie D’Antonio, pisarką. W trakcie następnej rozmowy Steve wypyta ją o najświeższe plotki. Kiedy ktoś chroni celebrytów, zawsze pojawiają się plotki. Kiedyś Amy chroniła piosenkarza z grupy rockowej, który zażywał heroinę, jeżdżąc na słoniu.
– Różnica czasu w porównaniu z Ameryką – mówi do dyktafonu.
Agencja detektywistyczna pozwala mu się czymś zająć i dostarcza skromnych dochodów. Ma kilka kontaktów w firmach ubezpieczeniowych. Jeśli ktoś w rejonie New Forest ubiega się o odszkodowanie w związku z problemami z kręgosłupem, siedzi przed jego domem albo śledzi go w drodze na siłownię. Jest szczęśliwy, że ludzie prawie zawsze mówią prawdę. Jeśli ktoś tego bardzo potrzebuje, zajmuje się też romansami. Jedyna zasada to unikanie dalszych podróży. Nie lubi się oddalać od Axley. W razie potrzeby może pojechać do Brockenhurst; jest tam kilka fajnych pubów. W ostateczności do Ringwood albo w okolice Lymington, ale jeśli ktoś prosi, by udał się do Southampton lub Portsmouth, grzecznie odmawia.
Jeżeli ktoś zaangażuje się w śledztwo w sprawie morderstwa, szybko się przekonuje, że przestaje być panem swojego czasu. Steve nigdy nie opuszcza quizów w pubie Pod Mosiężną Małpą w środę wieczorem. Morderstwo z pewnością by z tym kolidowało. Nie, dziękuję.
Dociera do stawu i siada na zwykłym miejscu, ulubionej ławce Debbie. Uwielbiają ją kaczki, lecz teraz smacznie śpią – podobnie jak reszta wioski. Steve czuwa nad nimi. Jest im to winny po tym, co zrobiło dla niego Axley.
Ciągle pamięta odprężenie, gdy życie wreszcie się uspokoiło. Wierzył, że ludzie dobrze mu życzą i że każdy dzień przyniesie coś dobrego. Poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście tak się nie stało. Czy w ogóle można na to liczyć?
W pewnym sensie śmierć Debbie go nie zaskoczyła. Przygotowywał się do niej psychicznie od dnia, gdy się zakochali. Wiedział, że żona w końcu umrze. Na raka, na serce, samochód uderzy jej rower na wiejskiej drodze, dostanie udaru, zginie z rąk złodziei. Miał wielkie szczęście, że się pokochali, ale przeczuwał, że coś mu je odbierze.
Pewnego dnia zabił ją wagon kolejowy, który wypadł z szyn w trakcie zbliżania się do stacji. Na peronie stały trzy osoby: Debbie i dwóch innych biedaków, którzy stracili życie tego deszczowego styczniowego ranka.
Mimo starannych przygotowań okazało się to niespodzianką. Można często o czymś myśleć, lecz człowiek nigdy nie jest przygotowany na to, że pęknie mu serce.
Po śmierci Debbie wioska go wspierała, pomogła mu przetrwać. Kiedy spaceruje po Axley, gdzie zna wszystkich i wszyscy go znają, jest wdzięczny, że czuje się kochany. Bo jeśli ktoś nie czuje się kochany, trudno cokolwiek czuć.
Nad brzegiem stawu idzie samotny kuc, kiwając łbem. Steve patrzy na niego podejrzliwie. Cóż, patrzy. Jego spojrzenia zawsze są podejrzliwe. Cały czas ma z tego powodu kłopoty w pubie.
– Powinieneś spać – mówi do kuca.
Zwierzę obraca głowę w jego stronę, jakby chciało powiedzieć: „Ty też”. Steve uznaje, że kuc ma rację. Zwierzę idzie powoli dalej, przechodzi przez główną ulicę, mija sklepik z pocztówkami, zatrzymuje się przy śmietniku i coś z niego wyciąga. Axley znowu należy do Steve’a.
Pociera palcami mosiężną tabliczkę na ławce. Imię Debbie, data jej urodzin, data śmierci. Naciska guzik nagrywania w dyktafonie, bo inaczej byłby po prostu człowiekiem siedzącym na ławce i mówiącym do siebie.
– Cześć, Debs. Wczoraj zajęliśmy drugie miejsce w quizie. Do drużyny Normana ze sklepu dołączył jego szwagier, który go odwiedził, więc nie mieliśmy szans. Chcieliśmy złożyć zażalenie, bo wydawało się to trochę podejrzane, ale po powrocie do domu wszystko sprawdziłem i naprawdę jest szwagrem Normana, więc nie mogliśmy nic zrobić. Pasztet zabił nornicę, pierwszą od jakiegoś czasu; miło wiedzieć, że ciągle jest drapieżnikiem. Zaniósł ją do domu Margaret, nie do naszego, taki był rezultat. Niedawno widziałem nowego kota na Mason’s Lane, rudego zabijakę, możesz sobie wyobrazić. Hmm… Amy pracuje z Rosie D’Antonio, no wiesz, pisarką. Nie w moim typie, choć ludzie mówią, że jest bardzo piękna. Przekażę jej serdeczności od ciebie. Amy, nie Rosie D’Antonio. Dowiem się plotek. W sklepiku jest nowa zapiekanka, chyba z kurczakiem, można ją podgrzać w mikrofalówce. Dam ci znać, jak smakuje, jeśli zbiorę się na odwagę. Poza tym nic nowego. Kocham cię, Debs.
Wyłącza dyktafon i chowa go do kieszeni. Gładzi dłonią ławkę.
– Kocham cię, laleczko. Zobaczę, czy ten kot ciągle się tu kręci.
Rusza główną ulicą. Jutro znowu zacznie szukać psa, który zgubił się na miejscowym kempingu; właściciele, turyści z Londynu, byli zrozpaczeni. Steve rozumie psy – szybko go znajdzie. Dali mu zaliczkę, pięćset funtów gotówką. Zrobiłby to za pięćdziesiąt funtów; londyńczycy są rozrzutni. A w miejscowym sklepiku z kasy znikają pieniądze. Zamontował w zeszłym tygodniu ukrytą kamerę i pojedzie obejrzeć film. To córka właściciela – prawie natychmiast się domyślił. Zna się na ludziach; tak naprawdę są zdumiewająco podobni do psów. Ale właściciel nie uwierzy, że to jego córka, dopóki nie zobaczy dowodu.
Axley jest spokojne i ciche. Steve jest za to wdzięczny. Inni starsi gliniarze, których znał, zbliżają się do sześćdziesiątki, zajmują się podejrzanymi interesami, piją, palą jednego papierosa za drugim albo stresują się na śmierć. Ale Steve rozumie, jak kończy się życie, i nie ma zamiaru się przeciwko temu buntować.
Nie można mieć przyjemności bez bólu, więc Steve postanowił się obyć bez przyjemności. Ogląda telewizję, uczestniczy w quizach w pubie, w miarę możności pomaga ludziom, ale zawsze wraca na fotel z kotem o imieniu Pasztet.
Kiedy kogoś aresztujesz, zwykle reaguje na dwa sposoby. Niektórzy wierzgają albo wrzeszczą przez całą drogę do celi, a inni milczą, wiedząc, że gra skończona.
Kto wie, kiedy twoja gra się skończy? Kiedy będziesz stał na peronie i pociąg się wykolei?
Kiedykolwiek ma się to stać, Steve przyjmie to spokojnie.
Jeff Nolan, szef Maximum Impact Solutions, myśli o Andrew Fairbanksie.
Ludzie muszą być czasem zabijani; to po prostu biznes i Jeff rozumie to lepiej od innych. Ale pożarci przez rekina? Przypuszcza, że daje to do myślenia, i może właśnie o to chodzi. Gdy zamordowano Bellę Sanchez, nikt tak naprawdę nie zwrócił na to uwagi. Ludzie mówili trochę o Marku Goochu, zastanawiali się, ale to pierwszy przypadek budzący powszechną uwagę. Pierwszy, który skłonił kogoś do zadawania pytań. Przede wszystkim policję. Jeff nie lubi, gdy odwiedza go w pracy policja. Próbował być pomocny – w końcu zginął młody człowiek – lecz istnieje przecież coś takiego jak tajemnica klienta.
Jeff wie, jaki jest związek między trzema zabójstwami. Wie też, kto za nimi stoi.
François Loubet.
Ma zadanie do wykonania. Nie zamierza zbankrutować z powodu tych morderstw, na litość boską.
Policja nie jest prawdziwym problemem, bywa nim bardzo rzadko. Prawdziwym problemem są klienci. Tego ranka umowy rozwiązali piłkarz Premier League i holenderski importer marihuany. Stracili zaufanie do Maximum Impact Solutions. Nie można ich winić. Kiedy wiadomości się rozejdą, inni klienci też się wycofają. Niewątpliwie pójdą do Henka, jego dawnego wspólnika, a jeszcze dawniej najlepszego przyjaciela.
A teraz złożył mu wizytę Max Highfield. Można by pomyśleć, że powinien mieć lepsze sposoby spędzania czasu, a jednak zdjął buty, oparł nogi na stole konferencyjnym Jeffa i wywołuje kłopoty.
– Stawia mnie to w złym świetle, Jeff – mówi, przesuwając dłonią po włosach jak posiwiały w bojach weteran wojenny, a nie człowiek, który niedawno zjadł śniadanie w ekskluzywnej restauracji.
– Rozumiem, Max – odpowiada Jeff. – Rozumiem.
Jeff od razu to przewidywał. Wiedział, że po śmierci Andrew Fairbanksa inni klienci dodadzą dwa do dwóch. Ludzie szukają informacji w Google. Zwłaszcza celebryci, którzy robią to nałogowo.
– Ilu klientów ci załatwiam? – pyta Max.
– Och, mnóstwo, mnóstwo – odpowiada Jeff. – Właśnie dlatego płacę ci ćwierć miliona funtów rocznie, Max. – Plus honoraria za konsultacje. I dziesięć tysięcy premii za każdego nowego klienta, za przyciąganie sławnych ludzi. Głównie aktorów, ale Max jest gwiazdorem filmowym i zna wszystkich.
– Ćwierć miliona? – Max się śmieje. – Wiesz, ile dostałem za ostatni film kręcony przez Marvel Entertainment?!
– Nie – odpowiada Jeff. – I nie musisz mi mówić. Jestem pewien, że to pouf…
– Osiem i pół miliona – przerywa Max. – Osiem i pół miliona. Funtów, nie dolarów. Dostałeś kiedyś honorarium w wysokości ośmiu i pół miliona funtów, Jeff?
– Tak – odpowiada Jeff. – Kilka razy, ale to nieważne. Rozumiem, że to dla ciebie trudne z powodu wpływu na twój wizerunek.
– Troje klientów nie żyje – mówi Max, bębniąc palcami w potężne uda, które pozwalają mu tak dobrze grać bohatera filmów akcji. – O troje za wielu.
– No cóż, zabawię się w adwokata diabła, ale, między nami mówiąc, nie byli to poważni klienci, raczej płotki, z całym szacunkiem dla ich pamięci – odpowiada Jeff. – Nie wyglądało na to, by Andrew Fairbanks miał lada dzień zdobyć Oscara. Był influencerem w branży fitness.
Max nagle staje się bardzo poważny. Zdejmuje nogi ze stołu.
– Oscary są znacznie przeceniane, Jeff. To wszystko polityka.
– Jestem tego pewien – odpowiada Jeff. – A teraz, jeśli…
– Wielu wielkich aktorów nigdy nie dostało Oscara – przerywa Max.
– Zgoda, zgoda. Przedstawię ci mój plan – mówi Jeff.
– Samuel L. Jackson nigdy nie dostał Oscara. Wiedziałeś o tym? – Max Highfield powoli, ze smutkiem kiwa głową.
– Przyznaję, że nie wiedziałem – odpowiada Jeff. – Moja pracownica jest w Karolinie Południowej, gdzie zamordowano Andrew Fairbanksa. Ona…
– Travolta też nigdy nie zdobył Oscara – ciągnie Max. – Johnny Depp, Jason Statham. To polityka. Trzeba pasować.
– Zamierzam z nią porozmawiać – mówi Jeff. – Dyskretnie się czegoś dowiedzieć.
– Przepraszam, z kim zamierzasz porozmawiać? – pyta Max. – Rozmawialiśmy o Oscarach, prawda?
– Mam pracownicę, która jest w Karolinie Południowej – powtarza Jeff. – Amy Wheeler. Przed laty krótko się tobą opiekowała.
– Pamiętam ją – odpowiada Max Highfield. Przez chwilę intensywnie wpatruje się w Jeffa. Na pewno kiedyś mu mówiono, że jego intensywne spojrzenie robi duże wrażenie. – Kolejny przypadek to Tom Cruise. Jeff, ktoś wspomniał ci kiedyś, że wyglądasz jak czarnoskóry Jason Statham?
Jeff dochodzi do wniosku, że powinien wrócić do tematu.
– To delikatna sprawa, na pewno to rozumiesz, Max – ciągnie. – Znasz charakter tego biznesu. Ale chcę, żebyś wiedział, że traktujemy tę sprawę bardzo poważnie.
– Zastanawiam się nad przejściem do Henka – odpowiada Max, znowu opierając nogi na blacie. – Postanowiłem cię uprzedzić. Założę się, że zapłaci mi więcej.
– Cóż, byłbym zaszokowany, gdybyś o tym nie myślał – odpowiada Jeff. Max Highfield byłby największą gwiazdą, którą ukradł mu Jeff. – Możemy rozmawiać o pieniądzach.
– Amy Wheeler zabroniła mi zjeżdżać motocyklem z mostu – mówi Max.
– Tak, to ona – potwierdza Jeff. – Zdaje się, że wziąłeś za wiele środków przeciwbólowych?
– Nie należy ich mieszać z whisky – mówi Max.
– Naprawdę? – pyta Jeff. – Na pewno gdzieś słyszałem, że…
– I poplamiła mi krwią dżinsową marynarkę.
– Spacyfikowała bójkę, którą sprowokowałeś w barze, i ktoś skaleczył ją kawałkiem szkła – odpowiada Jeff.
– Dostałem tę marynarkę od Harry’ego Stylesa.
– Max, czy zaufasz mi na kilka tygodni? – pyta Jeff, próbując wrócić do tematu. – Aż ustalimy, co się dzieje?
– Jasne, jasne – mówi Max. – Dwa tygodnie.
Max zaczyna wkładać buty, sygnał, że jest gotów do wykonania następnego kroku w Świecie Genialnego Maxa Highfielda. Jeff wstaje.
– Nawiasem mówiąc, zachwyciłem się twoim nowym filmem, Rampage 7.
– Dzięki, stary – odpowiada Max. – Nie przepadałem za Rampage 6, ale odzyskaliśmy formę. Miło zagrać w trzech filmach po kolei.
Jeff kiwa głową. W jednym z filmów Max ma wąsy, a w drugim opaskę na oku i francuski, a może holenderski akcent.
– Henk wspomniał, że krzywo trzymałeś pistolet i że ktoś powinien cię tego nauczyć – ciągnie Jeff. – Ale mnie się podobało. Ja też czasami krzywo trzymam broń.
– Henk to powiedział? – Max prostuje się na pełną wysokość. Sto dziewięćdziesiąt pięć centymetrów, które sprawiły, że nie grał długo w drugorzędnych brytyjskich operach mydlanych.
– Obawiam się, że tak.
– Hm – pomrukuje Max. Wygląda, jakby musiał coś przemyśleć.
– Nie wszyscy czują kino – dodaje Jeff.
– Jestem źle rozumiany jako człowiek – odpowiada Max. – I jako artysta. Ale taka jest Wielka Brytania.
– Straszny kraj, zgadzam się – mówi Jeff i wymienia z Maxem uścisk dłoni. – Załatwię tę sprawę.
Max wychodzi, otoczony uderzającą do głowy aurą testosteronu i wody toaletowej Toma Forda, po czym mija Susan Knox idącą na spotkanie z Jeffem. Daje jej mocnego klapsa w tyłek.
– Ach, moja gorąca tygrysica – mówi.
– Szefowa działu HR – wtrąca Jeff.
– Nie ma nic przeciwko klapsom – rzuca przez ramię Max. – To komplement.
– Domyślam się, że jednak masz coś przeciwko temu – mówi Jeff, zapraszając Susan, by zajęła miejsce.
– Tak, mam – odpowiada beznamiętnie Susan. – Mam coś przeciwko klapsom.
– Chciałabyś, żebym coś zrobił? – pyta Jeff.
– Zlikwidował patriarchat? – sugeruje Susan.
– Porozmawiam z klientami – mówi Jeff. – Nie lubią, gdy czarnoskórzy czegoś im zabraniają, ale zrobię wszystko, co w mojej mocy. To akta François Loubeta?
Susan kiwa głową i kładzie teczkę na biurku Jeffa.
– Wolno spytać, dlaczego chciałeś je zobaczyć?
Przed dwoma laty wykonali pracę dla Loubeta. Oczywiście się z nim nie spotkali; nikt nie spotyka się z François Loubetem. To największy przemytnik pieniędzy na świecie i z nikim się nie kontaktuje. Ochraniali jednego z członków jego personelu. W tamtym czasie Henk miał obiekcje. Był zawsze bardziej wybredny niż Jeff w kwestii doboru klientów. Ale, jak powiedział Jeff, jeśli nie chroni się kryminalistów, bardzo szybko zaczyna brakować klientów. Henk odkryje to, prowadząc własną firmę. Czy ta awantura nie była początkiem końca ich współpracy?
Jeff otwiera teczkę i patrzy na Susan.
– Czytałaś te akta?
– Czy czytałam? – pyta Susan. – Nie, są poufne.
Jeff kiwa głową. Naturalnie, że czytała; nic nie szkodzi. Susan umie dotrzymać tajemnicy.
Na wierzchu leży wydruk mejla wysłanego przez Jeffa kilka miesięcy temu do François Loubeta, nim zaczęły się zabójstwa. Dowód, jeśli Jeff będzie go kiedykolwiek potrzebował.
Monsieur Loubet!
Mam nadzieję, że ten mejl dotrze do Pana. Powinien Pan mnie pamiętać, wykonaliśmy dla Pana pewną pracę przed dwoma laty. Bardzo doceniliśmy szybką zapłatę. Muszę jednak przekazać niepokojące wiadomości.
Jeśli mogę mówić bez ogródek, dwoje moich klientów zostało niedawno przyłapanych na przemycaniu przez granicę dużych sum pieniędzy.
Wnoszę z tego, że moją firmę zaczął wykorzystywać gang zawodowych przemytników. Jest Pan jedynym przemytnikiem, który miał kontakt z Maximum Impact Solutions. Potrzebuję Pana pilnej pomocy, by uzyskać potrzebne informacje. Czy moglibyśmy porozmawiać?
Obawiam się, że nie mogę pozwolić, by moja firma była w dalszym ciągu zagrożona, i podejmę wszelkie niezbędne kroki, by chronić swoich klientów i ich interesy. Co oznacza, że jeśli to Pan za tym stoi, Panie François, a tak uważam, będę Pana ścigał.
Z poważaniem Jeff Nolan
Jeff unosi głowę znad wydruku.
– Wiesz, z czego się utrzymuje François Loubet, Susan?
Susan kręci głową.
– Nie mogę tego wiedzieć bez dostępu do jego akt.
– Może przypadkiem na nie zerknęłaś, robiąc kopie, coś w tym rodzaju?
– Gdybym na nie zerknęła, co się czasami zdarza, powiedziałabym, że to jeden z czołowych przemytników pieniędzy na świecie – odpowiada Susan. – Zajmuje pierwsze miejsce na liście najbardziej poszukiwanych przestępców FBI. Ostatnio wymieniał z tobą mejle.
– Cholernie dokładnie zerknęłaś na te akta – zauważa Jeff.
– Często kopiuję materiały – mówi Susan. – Domyślam się, że nikt nie wie, kto to taki?
Jeff kiwa głową.
– Rozumiesz teraz, dlaczego czytam jego akta?
– Jego pieniądze znaleziono przy Andrew Fairbanksie? – sugeruje Susan.
– Są też inne rzeczy, które mogłaś przypadkiem zauważyć w aktach – dodaje Jeff.
– To z pewnością problem – przyznaje Susan. – Ale miewałeś problemy już wcześniej i zawsze jakoś je rozwiązywałeś. Wierzę, że teraz też sobie poradzisz. Przydałoby się zidentyfikować Loubeta, mogę jakoś w tym pomóc?
– Czy ktoś pracuje z Amy Wheeler? – pyta Jeff. – Zajmuje się ochroną Rosie D’Antonio, prawda?
– Dawny żołnierz Navy SEALs o imieniu Kevin – odpowiada Susan. Jak zawsze ma gotową odpowiedź. Właśnie dlatego Jeff pozwala jej czytać dokumenty. Oczywiście nie wszystkie.
– Nie jest z naszej firmy – mówi Jeff.
– Zaangażowany za pośrednictwem lokalnej filii – wyjaśnia Susan. – Świetnie się nadawał i miał nienaganne świadectwo moralności wystawione przez Lowesport Police Department.
– Ostatni klienci Amy to ciekawe przypadki ze względu na morderstwa – zauważa Jeff. – Co o tym sądzisz jako szefowa HR?
– Jako szefowa HR uważam, że powinieneś pilnie z nią porozmawiać – odpowiada Susan. – Natychmiast ściągnę ją do kraju.
Susan pracuje z Jeffem od najwcześniejszych dni w City. Powiedziałby, że towarzyszyła mu w dobrych i złych chwilach, ale – szczerze mówiąc – nie było wielu złych chwil.
Rozważa następny krok. Amy musi się domyślać, że trzy morderstwa oznaczają dla niej poważne kłopoty. Musi rozumieć, że wszystko wskazuje na nią. Postanawia przesłać jej wiadomość. Ściągnąć ją do Londynu i zobaczyć jej reakcję.
Jeff podnosi z biurka następną kartkę.
– Nawiasem mówiąc, dziękuję za streszczenie fabuły Rampage 7.
Czytał je przed przybyciem Maxa Highfielda.
– Było to przyjemne – mówi Susan. – Cóż, męczące, ale praca jest sensem mojego życia.
Jeff znowu patrzy na Susan. Byłby bez niej zagubiony, pozbawiony uszu i oczu. Wiele zawdzięcza jej mądrym radom.
– Muszę coś zrobić w sprawie Maxa Highfielda – odzywa się. – Jego zachowanie jest nie do przyjęcia.
Susan wstaje.
– Chcę po prostu wykonywać swoją pracę, Jeff. Ściągnij Amy Wheeler do kraju, może być w niebezpieczeństwie.
– Mmm – mruczy Jeff.
Susan pochyla się i kładzie rękę na dłoni Jeffa.
– Kocham cię, Jeff, ale nie musisz mnie ratować przed Maxem Highfieldem. Sama sobie z nim poradzę, rozumiesz?
Jeff rozumie i jest wdzięczny. Max jest warty dla niego mnóstwo pieniędzy. Byłby warty mnóstwo pieniędzy także dla Henka.
Henk van Veen. On i jego stary przyjaciel stworzyli tę firmę. Butch Cassidy i Sundance Kid, Cagney i Lacey. Trzy miesiące wcześniej się rozstali. Może miało to coś wspólnego z Loubetem? Z Henkiem nigdy nic nie wiadomo.
Jeff spogląda na wysokie lustro na końcu sali konferencyjnej. Znajduje się za nim sekretny gabinet Henka. Siedział w absolutnej ciszy ze szklaneczką brandy w ręku i obserwował spotkania przez lustro weneckie. Mówił, że ma to dodatkowo zabezpieczyć ich interesy, lecz tak naprawdę chodziło o to, by nikt o nim nie mówił. Właśnie taki jest Henk. Podejrzliwy, paranoidalny. Użyteczny w interesach, lecz irytujący jako wspólnik.
Wszyscy się dowiedzieli o sekretnym pokoju, bo Jeff szybko o nim opowiedział. Później, gdy chcieli rozmawiać o Henku, chodzili do pubu.
Spogląda na Susan.
– Mogę ci zadać jeszcze jedno pytanie?
– Strzelaj – odpowiada Susan.
Jeff znowu bierze teczkę Loubeta.
– Uważasz, że Henk zaglądał kiedyś do tych akt?
– Och, Henk zaglądał wszędzie – mówi Susan.
Co robisz? – pyta Steve. Trzyma telefon między ramieniem a uchem i głaszcze obiema rękami łeb Paszteta. Gdyby gładzić go tylko jedną ręką, okazałby niezadowolenie.
– Siedzę nad basenem i popijam koktajl proteinowy – odpowiada Amy. – A ty?
– Oglądam Punkt krytyczny, jedząc jajko po szkocku – mówi Steve. – Gdzie twoja klientka? Nie powinnaś z nią być?
– W namiocie tlenowym – odpowiada Amy. – Medytuje. Co to jest Punkt krytyczny?
– Co to jest Punkt krytyczny? – dziwi się Steve. – Pytasz poważnie?
– Domyślam się, że to teleturniej? – mówi Amy.
– Tak, teleturniej. Co to jest Punkt krytyczny, dobre sobie! – Czasami Steve się zastanawia, w jakim świecie żyje Amy. Wszyscy oglądają Punkt krytyczny.
– Mógłbyś iść na spacer? – pyta Amy. – Poćwiczyć taekwondo? Odetchnąć świeżym powietrzem?
– Mam otwarte okno – odpowiada Steve. – I byłem już na dwóch spacerach. Poszedłem do sklepu kupić jajka po szkocku i wróciłem.
– Nie powinieneś jeść jajek po szkocku – mówi Amy. – To nie jest prawdziwe jedzenie. Są nadmiernie przetworzone.
– Właśnie dlatego tak mi smakują – odpowiada Steve.
– Musisz porządnie się odżywiać, okej? – mówi Amy. – Jak ci smakuje żywność organiczna, którą dla ciebie zamówiłam?
Steve spogląda na kuchnię i widzi stos niezjedzonych warzyw. Raz w tygodniu przychodzi po nie Bob z piekarni i dorzuca do kompostu.
– Są świetne – odpowiada. – Na przykład cukinie. – Wie, że nie będzie mu łatwo się wymigać. Amy jest przeszkolonym śledczym.
– Jak przyrządzasz cukinie? – pyta Amy.
– No cóż… – zaczyna Steve. Musiał to widzieć w telewizji. – Kroję je, wrzucam na patelnię…
– Aha.
– Potem trochę oliwy, trochę soli… – Brzmi to przekonująco. A Amy nie może niczego udowodnić.
– Steve, zjadłeś coś z tych pudełek?
– Jeszcze nie – przyznaje Steve. – Byłem zbyt zajęty, by gotować. Ale dałem swojej sąsiadce Margaret trochę młodych cebul i bakłażana.
– Po prostu nie chcę, żebyś umarł z głodu – mówi Amy. – Wiem, że to egoizm z mojej strony.
– Ja też nie chcę, żebyś zginęła, ale nie powstrzymuję cię od latania po całym świecie z bronią. – Czasami w trakcie rozmowy z synową trzeba przejść do ataku. Amy to szanuje.
– Wiem – odpowiada Amy. – Ale to coś innego. Jestem sobą.
– Jajka po szkocku i pistolety niczym się nie różnią, Amy. Są ekwiwalentne. Jak się miewa Rosie D’Antonio? Gwiazdorzy?
– Chwilowo nie – zaprzecza Amy. – Dość ją lubię. Czy na moim miejscu zrobiłbyś sobie operację plastyczną nosa?
– Kiedyś złamano mi nos – mówi Steve. – Uderzyła mnie cegłą kobieta w pubie. Próbowałem aresztować jej brata na Old Kent Road. Co to jest namiot tlenowy?
– Namiot pełen tlenu – odpowiada Amy. – W Axley dzieje się coś ciekawego?
– Zgubił się pies – mówi Steve. – Turystom z Londynu. Jaka jest pogoda?
– Żar leje się z nieba – odzywa się Amy. – Nie mógłbyś wytrzymać. Roztopiłbyś się.
– Jakiego kremu z filtrem SPF używasz?
– Nie wierzę w SPF – odpowiada Amy. – Strasznie się pocę, co zapewnia mi naturalną ochronę.
– Jezu, Amy – mówi Steve. – Trzydzieści na ramiona, pięćdziesiąt na twarz. Więc nikt jeszcze nie strzelał do Rosie D’Antonio?
– Jeszcze nie – odpowiada Amy. – Gdzie twoim zdaniem jest pies?
– Domyślam się, że dobrze się bawi – mówi Steve. – Wącha drzewa. Mam plan.
– Zawsze masz plan.
– Kiedy znowu cię zobaczę? Margaret pytała o ciebie. Chciałaby z tobą porozmawiać.
– Zaraz potem jest giełda brylantów w Dubaju – mówi Amy. – Spotkam się tam z Adamem, powinieneś przyjechać.
– Do Dubaju? Nawet za milion lat.
– Wynajęli nam willę – mówi Amy. – Spakuj szorty i przyleć.
– Nie mam szortów – odpowiada Steve.
– Wydawało mi się, że sprzedają je w sklepach – zauważa Amy.
– I nie latam samolotami – dodaje Steve. – Nie lubię siedzieć koło ludzi. A gdyby chcieli ze mną porozmawiać?
– Nikt nie chce z tobą rozmawiać, nie martw się.
– W tę środę jest quiz w pubie – mówi Steve. – A poza tym przywiozą mi półki. Muszę pokwitować odbiór. Więc to niemożliwe.
– Margaret może pokwitować odbiór półek – sugeruje Amy. Steve wyczuwa, że Amy przegrywa bitwę, ale trzeba jej przyznać, że nigdy się nie poddaje. – Mógłbyś polecieć z lotniska w Southampton, sprawdzałam.
– Southampton? – pyta Steve. – Są roboty drogowe na A31… Jak długo musiałbym jechać? Jak się miewa Adam?
– Ty mi powiedz. Mówił, że dzwonił do ciebie w weekend.
– Ach tak, tak, oczywiście – odpowiada Steve. Kolejne kłamstwo. Szczerze mówiąc, powinien odpowiadać: „Bez komentarzy”, na każde pytanie Amy. Oszczędziłoby mu to mnóstwa kłopotów. – Dobrze się czuje i bawi. Tęskni za tobą.
– Nie dzwonił do ciebie, prawda?
– Oczywiście, że nie dzwonił – odpowiada Steve. – O czym mielibyśmy rozmawiać?
– O czymkolwiek. Jesteś jego ojcem. O czym my rozmawiamy?
– O psach. Jajkach po szkocku. Namiotach tlenowych. Moich niedociągnięciach jako człowieka?
– Nie mógłbyś z nim o tym mówić?
– Z Adamem? Daj spokój, Ames? To nasze sprawy.
– Powiem mu, żeby do ciebie zadzwonił – mówi Amy. – Jest w Makau.
– Naprawdę? – pyta Steve, zastanawiając się, gdzie leży Makau. Sprawdzi to; właśnie takie rzeczy pojawiają się w quizach. – Żadnego śladu Rosjan? Zabójców?
– Jesteśmy na prywatnej wyspie, Steve – odpowiada Amy. – Mogliby mnie tu zabić tylko Rosie i Kevin, dawny żołnierz Navy SEALs. Daję słowo, że jestem bezpieczna.
– Ale masz oczy szeroko otwarte?
– Zawsze mam szeroko otwarte oczy – potwierdza Amy. – Możemy porozmawiać później?
– Dobrze – mówi Steve. – Będę szukał psa i zjem lunch w pubie. Poza tym ktoś podkrada pieniądze ze sklepu.
– Wrócisz do domu na Punkt zwrotny?
– Punkt krytyczny – poprawia Steve. – Nie rozmawiaj z obcymi.
– Pamiętasz, co mówiła Debbie? – pyta Amy. – Obcy to przyjaciel, którego jeszcze nie znasz.
– Podkradła to z filmu – mówi Steve.
– Debbie poleciałaby do Dubaju – dodaje Amy.
– Nie powstrzymywałbym jej – odpowiada Steve. – Tkwiłaby w korkach z powodu robót drogowych.
– Wiem, że poleciałbyś razem z Debbie – odzywa się Amy.
– Nie, muszę odebrać półki – mówi Steve. – Debbie czy nie Debbie.
– Nie potrafiłbyś jej odmówić – odpowiada Amy. – Wzniosę toast na jej cześć, gdy skończymy rozmawiać. Zaprzyjaźniłaby się z Rosie.
– Zawsze uwielbiała prywatne wyspy. Była zachwycona, gdy mieliśmy prywatny boks w restauracji Nando’s.
– Uważaj na siebie, Steve – mówi Amy. – Porozmawiamy później.
– Kocham cię, Ames. Na pewno jesteś bezpieczna?
– Ja też cię kocham. Tak, obiecuję, że nigdy nie będę bezpieczniejsza.
Steve zdejmuje rękę z głowy Paszteta, który obrzuca go karcącym wzrokiem. Steve wyłącza telefon. Zawsze płacze po telefonach Amy. Nie wie dlaczego, ale nauczył się to akceptować. Kiedy w jego oczach pojawiają się łzy, Pasztet wyciąga łapę i opiera ją o pierś Steve’a. Prawdopodobnie jest głodny.
Felicity Woollaston wie, że przy takich wpływach powinna się przenieść do nowego biura. Ale lubi obecne miejsce. Dwa pokoje nad biurem podróży przy głównej ulicy Letchworth Garden City. To jej pasuje. Spokój, żadnych samochodów. Żadnych klientów, którzy mieliby ochotę wsiąść do pociągu i doświadczyć bujnego życia Letchworth. Tylko Felicity, akwarium i stacja radiowa Classic FM.
Powinna również zaangażować pracowników, to także wie, ale komu może ufać w obecnej sytuacji? Jej firma nie zmieniła się od blisko czterdziestu lat. Felicity sama obsługuje klientów i pełni funkcję recepcjonistki, posługując się nieco zmienionym tonem głosu. Prawdę mówiąc, nigdy nie była na tyle zajęta, by potrzebować personelu, ani na tyle bogata, by za to płacić. Zmieniło się to w ciągu dwóch ostatnich lat z przyczyn, których nie rozumie.
Patrzy przez okno na główną ulicę Letchworth. Mężczyzna wjeżdża hulajnogą do marketu sieci WH Smith po przeciwnej stronie, nastolatek pali papierosa na podium dla orkiestry w czasie przerwy na lunch, a mężczyzna w garniturze – załóżmy, że agent nieruchomości – opiera się o otwarte drzwi samochodu, rozmawiając przez komórkę. Z żoną? Z klientem? Trudno powiedzieć, ale Felicity i tak widzi, że mężczyzna kłamie.
Była gotowa do przejścia na emeryturę, gdy pojawili się nowi klienci. Nigdy nie spotkała żadnego z nich; nowe umowy funkcjonują inaczej. Tłumaczono jej to setki razy, ale Felicity jest ciągle przyzwyczajona do starych zwyczajów, osobistego kontaktu. Jeśli klient był aktorem, krzątała się koło niego, wysyłała mu kwiaty do garderoby. Jeśli otwierał lokalny ośrodek wypoczynkowy, pojawiała się z miejscowymi dziennikarzami. Klienci Felicity nie są zapracowani, więc zawsze może ich wspierać. Dawniej dostawali mnóstwo zleceń: Sue Chambers występowała w telewizji, Alan Baxter prowadził program śniadaniowy w Chiltern FM, Malcolm Carnegie przemawiał w klubach rugby. Ale to już przeszłość. Sue ma kłopoty ze stawem biodrowym i nie może podróżować. Alan wpadł w kłopoty, gdy zamieścił na Facebooku post o Adolfie Hitlerze, a Malcolm Carnegie zmarł na stacji benzynowej. Została didżejka z miejscowego radia, a także Miriam (regularnie występowała przez dwa sezony w serialu Bergerac), a poza tym skompromitowany brzuchomówca. Szczerze mówiąc, Felicity była bliska kapitulacji, dopóki nie zadzwoniła do jej drzwi kobieta w spodniach i marynarce.
Czterdzieści lat pracy w branży. Nieźle. Nigdy nie była bogata, ale nigdy nie chodziła głodna. Kilku młodych klientów zmieniło agencje, gdy odnieśli sukces (żadnych pretensji, takie rzeczy się zdarzają), kilku debiutantów, którzy mogli dotrzeć na szczyt, lecz nie dotarli. Normalne sprawy. Ale teraz jest starsza. Pracuje, bo inaczej musiałaby siedzieć w domu, a woli milczący telefon w biurze od milczącego telefonu w domu. Woli brak pracy od braku rodziny.
Felicity miała wrażenie, że kobieta, która ją odwiedziła, ubrana w zielone spodnie i marynarkę, złożyła jej wizytę w bardzo dobrym dniu. Wypiły filiżankę herbaty – Felicity musiała wyjść, by kupić trochę mleka – a kobieta opowiedziała o świecie influencerów i kreowaniu marek. Felicity grzecznie kiwała głową i udawała, że rozumie. Rzuciła kilka nazwisk znajomych z BBC i opowiedziała, że kiedyś o mało nie zaczęła reprezentować Angeli Rippon, po czym kobieta równie grzecznie kiwnęła głową. Wydawało się, że rozmowa prowadzi donikąd, po czym kobieta zaproponowała jej mnóstwo pieniędzy. Zanim Felicity się zorientowała, Felicity Woollaston Associates stało się Vivid Viral Media Agency. Zaczęły napływać rachunki i faktury z nazwami mnóstwa firm, a w każdy piątek Felicity zanosiła je na pocztę i wysyłała dalej. Jedno z ulubionych zajęć w tygodniu, ponieważ poczta leży w pobliżu miłej kawiarni.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki