11,99 zł
Maren Hargeave wygrywa w pokera pałac. Nie podejrzewa, że Stavros Argos rozmyślnie się go pozbył. Wraz z pałacem scedował bowiem na Maren pewne zobowiązanie. Zgodnie z nim właścicielka pałacu musi poślubić Acastusa Diakosa. Po pierwszym szoku Maren dostrzega jednak plusy tej sytuacji, ponieważ przystojny i bogaty Acastus bardzo jej się podoba. Chciałaby jeszcze tylko, żeby ją pokochał…
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 143
Rok wydania: 2026
Millie Adams
Wygrana z niespodzianką
Tłumaczenie:
Barbara Kosiacka
Tytuł oryginału: The Christmas the Greek Claimed Her
Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2023
Redaktor serii: Marzena Cieśla
Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla
© 2023 by Millie Adams
© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2026
Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.
Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.
Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.
Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.
HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.
Bez ograniczania wyłącznych praw autora i wydawcy, jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI) jest wyraźnie zabronione. HarperCollins korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.
Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.
Wszystkie prawa zastrzeżone.
HarperCollins Polska sp. z o.o.
02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A
www.harpercollins.pl
ISBN: 978-83-291-2718-9
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
– I żyła długo i szczęśliwie.
Maren uśmiechała się szeroko, wchodząc po schodach do wspaniałego pałacu, który teraz nazywała swoim domem. Był naprawdę niesamowity. Każde pomieszczenie dopasowano dokładnie do jej upodobań. W drodze do sypialni zajrzała dosłownie za każde mijane drzwi. W końcu otworzyła te właściwe.
Od progu uderzyły ją dwie rzeczy. Po pierwsze, łoże w jej sypialni było nie tylko olbrzymie i różowe, ale przede wszystkim był to dokładnie ten mebel, który poleciła tu umieścić. Łóżko jej marzeń.
Łóżko księżniczki.
Do kompletu z pałacem.
Po drugie, zauważyła, że na łóżku czekał na nią mężczyzna.
O ile mogła to określić, gdy znajdował się w pozycji leżącej, wydawał się bardzo wysoki. Miał na sobie czarny garnitur, a jego włosy ułożono w jakąś diabelską fryzurę.
Spojrzenie czarnych oczu było zdecydowanie zbyt srogie.
Nie miała wątpliwości, że ten widok pozostanie z nią do końca jej dni.
Biła od niego jakaś przejmująca energia, której nie potrafiła nazwać.
Zamarła.
Wyglądał jak drapieżnik i cichy głos z tyłu jej głowy kazał jej uciekać.
A jednak inny, równie przekonujący szept mówił, że powinna zostać.
Trwała więc w bezruchu. Kiedy wsiadała dziś rano do helikoptera, wszystko zdawało się nabierać sensu.
A jednak teraz go nie widziała.
Nie do końca wiedziała, czego ma się spodziewać, ale z pewnością nie tego. Nikt jej na to nie przygotował.
– Witaj, księżniczko – powiedział, a niewidzialna groźba owinęła ją niczym sznur.
– Witaj…
Nagle zdała sobie sprawę z tego, w jakiej izolacji się znalazła. Już wcześniej czuła się odizolowana emocjonalnie, teraz jednak odcięcie było również fizyczne.
Co prawda w pałacu było mnóstwo służby i niby wiedziała, że jeśli zacznie krzyczeć, przybędą jej na ratunek, a jednak w tej chwili nie słyszała niczego poza biciem własnego serca.
Wokół pałacu nie było ani kawałka ziemi. W całości znajdował się na stromym zboczu Aeganu. Jego wyciągające się ku niebu złote iglice błyszczały w słońcu.
To był pałac z jej snów. Do złudzenia przypominał zamek, który w dzieciństwie dostała od matki, a także jej własny pałac pamięci, w którym przechowywała wszystkie swoje wspomnienia.
Jej pałac pamięci.
Jej siostra Jessie, również właścicielka fotograficznej pamięci, uważała jej pałac pamięci za udziwniony.
Maren jednak była zdania, że tworząc takie dzieło należało zaszaleć.
Jessie powiedziała jej kiedyś, że swoje wspomnienia przetrzymuje w szufladach na dokumenty. Maren uważała to za marnotrawienie wielkiego umysłu.
Zawsze marzyła o zamkach. Wierzyła i miała nadzieję, że jest stworzona do wielkiego życia. Lepszego. Szczególnie, kiedy matka jej śpiewała i nazywała ją księżniczką, czesząc jej długie rude włosy. Mówiła jej, że jest wyjątkowa.
Wszystko się zmieniło po jej odejściu.
Cóż, nadal wychowywano ją w warunkach uprzywilejowanych. Przynajmniej od strony finansowej.
Jej ojciec miał pieniądze. Był szefem mafii. One miały dach nad głową i nie przymierały głodem, ale ich życie pod okiem Marcusa Hargreave’a, który był potworem, dalekie było od idealnego.
Ojciec już nie żył. Zginął zastrzelony przez policjantów podczas próby aresztowania.
Tak było lepiej.
Jessie wyszła za mąż i spodziewała się dziecka. Córeczki, która będzie siostrzenicą Maren. Cieszyła ją wizja takiej przyszłości. Zabiłby ją stres, gdyby musiała obawiać się o bezpieczeństwo maleństwa.
Tak, całe szczęście, że jej ojciec nie mógł już nikogo skrzywdzić.
Był naprawdę straszny. Wykorzystywał swoje córki do prowadzenia kryminalnego imperium. Obie zapamiętywały dosłownie wszystko, były więc dla niego idealnym narzędziem. Jessie była niezrównana w zapamiętywaniu liczb i faktów.
Maren specjalizowała się w uczuciach. Rozpoznawała to, co ludzie czuli, nawet jeśli bardzo się starali tego nie okazywać. Gdyby miała znaleźć dla siebie etykietę, nazwałaby się empatką.
Ludzkie uczucia zdawały się do niej przemawiać.
W tej chwili, niczym aksamitna fala, docierały do niej uczucia mężczyzny leżącego na łóżku. Mroczne. Triumfujące.
Sensualne.
To było oszałamiające, ale właściwie, jakie miałoby być?
Nie bała się go. Był niebezpiecznym człowiekiem, a raczej mógł się takim stać. Dosłownie czuła kłębiące się w nim skomplikowane uczucia. Nie był jednak okrutny. Okrucieństwo wyczuwała niczym ocet na koniuszku swojego języka za każdym razem, kiedy przebywała w pobliżu swojego ojca i jego współpracowników.
Znała okrutników. Ten mężczyzna do nich nie należał.
Ufała swojej umiejętności czytania ludzi wystarczająco, by czuć się bezpiecznie.
Wstał. Miała rację. Był bardzo wysoki. Miał szerokie ramiona i był mocno umięśniony. Poruszał się płynnie niczym pantera. To spostrzeżenie tylko wzmocniło jej odczucia. Chęć ucieczki wzrosła równie mocno, co chęć pozostania.
– Mam nadzieję, że wszystko w pałacu spełnia twoje oczekiwania.
– Do tej pory tak, ale…
– Świetnie. Oprowadzono cię już po włościach?
– Cóż…
Właściwie tak. Zachwycił ją widok z helikoptera i nie mogła się doczekać, kiedy zwiedzi całość. Sam pałac zbudowano z kwarcu, dlatego tak jasno świecił w słońcu. Wieże pokryto złotem. Ciekawa była, czy prawdziwym, czystym złotem.
Okna wyglądały, jakby zrobiono je z cukierków. Wspaniałych i kolorowych.
Prawdopodobnie była to najpiękniejsza rzecz, jaką w życiu widziała, a zdjęcia nie oddawały jej uroku.
A radość, którą odczuwała na myśl, że ona i Jessie, dzięki wygranej w pokera, dały radę uciec przed dziedzictwem ich ojca i zbudowały sobie przyszłość, była oszałamiająca.
I nawet jeśli Maren czuła się ciut gorsza w obliczu faktu, że Jessie założyła rodzinę, podczas gdy ona wciąż żyła w izolacji, nie dawała tego po sobie poznać. Na obie wpłynęła utrata matki. Ich drogiej, oddalonej matki, jak czasem ją nazywały.
Tyle że ona nie była martwa, a właśnie oddalona.
Tak długo ona i Jessica były same przeciw całemu światu. A teraz Jessie towarzyszył Ewan i ich dziecko w drodze.
A ona czuła się niczym samotny pałac na środku oceanu.
Sama. Odizolowana.
A jednak błyszcząca.
Niczym księżniczka.
Zanim otrzymała swoją pokerową wygraną, minęły miesiące. Ale czas okazał się idealny. Jessie i Ewan nie potrzebowali teraz samotnej osoby wałęsającej się w pobliżu.
A ona była gotowa odebrać to, co jej się należało.
Wygrała nie tylko sam pałac, ale również pozycję na tronie. Teraz była księżniczką.
Księżniczka Maren.
Zawsze wiedziała, że bycie księżniczką było jej przeznaczone.
– Oczywiście, że jesteś księżniczką, Maren. – Silne wspomnienie słów matki, jej uśmiechu, dodało jej otuchy. – Najpiękniejszą księżniczką na świecie. A księżniczka zasługuje na klejnoty.
Matka uwielbiała, kiedy Maren przymierzała jej biżuterię i stroje.
Jej matka była najpiękniejszą kobietą na świecie. Tyle że na męża zamiast mężczyzny wybrała sobie ogra. Dlatego musiała odejść.
Maren rozumiała. Chyba.
Co nie oznaczało jednak, że za nią nie tęskniła. Każdego dnia.
Z trudem powróciła myślami do chwili obecnej.
Fakt, że pamiętała czas spędzony z matką tak wyraźnie, był zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.
Czasami, kiedy siadała samotnie i przenosiła się do pałacu myśli, czuła się, jak w odwiedzinach u matki. Oczywiście nic nowego nie mogło się zdarzyć. Ale miło było pamiętać. A kiedy śniła, w jej snach pojawiał się jej własny pałac.
I dziecko, z którym mogłaby go dzielić.
Nie mogła odzyskać matki, ale mogła założyć własną rodzinę. Podzielić się drzemiącą w niej miłością. Mogła być najlepszą matką na świecie.
Jessie zaszła w ciążę, choć nawet nie wiedziała, czy chce być matką. To bolało.
Ona pragnęła dziecka od dawna.
Jej siostra wyjechała i niespodziewanie zaszła w ciążę, co okazało się dla niej prawdziwym dramatem. To było w porządku. Jessie różniła się od Maren. A jednak Maren nadal czuła się urażona.
Choć była coraz bliżej wymarzonego życia. Życia, którego potrzebowała.
Jasne, zawdzięczała je hazardowi, któremu ze względów filozoficznych się sprzeciwiała. A jednak miała ku niemu wyjątkowe predyspozycje. Musiała więc pogodzić się z myślą, że dzięki dostępnym sobie zasobom, zapewniły sobie z siostrą przyszłość. Poza tym fakt, że mężczyźni, którzy zasiedli do pokerowego stołu, byli głupcami, nie był jej winą.
A ten stary człowiek, od którego wygrała pałac, z pewnością był największym z głupców.
Przechwalał się, że gdyby go przegrał, a był pewien, że tego nie zrobi, przynajmniej zatrzyma szaleńca przed…
Dopadło ją dziwne, zimne uczucie.
– Kim…? Kim jesteś?
A jednak już znała odpowiedź.
Miała wrażenie, że to był właśnie ten szaleniec.
– Nazywam się Acastus Diakos. I jestem twoim mężem.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
