Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Autor podjął się przedstawienia historii, której zapewne każdy mógłby być ciekawy. Mianowicie w tej niewielkiej, ilustrowanej książeczce znajdziemy opowieść o przybytkach, tronach, czyli... o ubikacjach. Autor prowadzi Czytelnika przez historię toalet i higieny w ogóle. Przedstawia różne stosowane na przestrzeni wieków rozwiązania techniczne, uzmysławia nam, jak wielkie mamy szczęście, że żyjemy w czasach, w których kanalizacja jest systemem raczej powszechnie spotykanym, przynajmniej w krajach rozwiniętych.
Główna bohaterka słucha opowieści powstawania toalet, wprowadzania licznych udogodnień, zagląda na dwory królewskie i do prostych chat, by poznać tę jakże bliską ludziom historię sławojek, wychodków, sedesów i nocników.
Autor Rafał Werszler (1968), artysta plastyk, z zamiłowania historyk sztuki, podróżnik.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 69
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Jej buzia promieniowała pięknym uśmiechem. Z okazji rocznicy ślubu dziś właśnie znajdowała się w odległej krainie, na – jak to określono w nazwie tej eskapady – „baśniowej” wycieczce marzeń. I dostała teraz buziaka, i jeszcze zapakowaną w lśniący papier paczkę, przewiązaną złotą wstążką. Już chciałaby pociągnąć za odstający skrawek złotej materii, lecz pęcherz wysyłał do jej świadomości jednoznaczne sygnały. Aby móc w komforcie cieszyć się chwilą, musiała najpierw szybko udać się do toalety.
Trudno, prezent i jego zawartość muszą poczekać. Przeprosiła i wstała od stołu. Słoneczne okulary przesunęła na czoło, poprawiając włosy spięte w kucyk. Zrobiła to, by lepiej rozejrzeć się za tabliczką informującą o miejscu, do którego chodzi się za potrzebą. Już nieraz miewała złe doświadczenia z tymi przybytkami. Teraz też z niepokojem zastanawiała się, czy wśród zabudowy tego magicznego, zwiedzanego właśnie miejsca dobrze zrozumie przekaz ikonograficznych symboli. Czy je odnajdzie? Czy je właściwie odczyta – ukryte gdzieś wśród zieleni kwiatów kontrastujących z kolorem błękitnego, rozpalonego słońcem nieba i z barwami okolicznej zabudowy?
Często, a właściwie zawsze, ma problem z odróżnieniem polskich piktogramów: koła od trójkąta. „Bo dlaczego właściwie koło jest symbolem damskiej toalety, a nie trójkąt? Kto to wymyślił?” – zastanawiała się. Kiedy to właśnie trójkąt, jej zdaniem, bardziej odpowiada wyglądowi anatomicznemu kobiety, zwłaszcza gdy jest odwrócony szpicem do dołu. Taki trójkąt nawiązuje też do powszechnie stosowanego symbolu spotykanego w drewnianych drzwiach polskich szaletów – serduszka. Serduszka, które może przedstawiać pewne części kobiecego ciała, takie jak wzgórek łonowy, piersi czy pośladki. Te doświadczenia z wchodzeniem w nagłej potrzebie za drzwi, gdzie napotykała panów przy pisuarach, wciąż budzą w niej zażenowanie. Na szczęście wie, że nie tylko ona omyłkowo trafia w sytuacjach z nagłą potrzebą nie do tego sektora. To samo przytrafia się często innym paniom, a także panom, którzy mylą te oznakowania. Niejeden już w ciężkim stresie kajał się, przepraszając, że wtargnął nie do tego pomieszczenia. Niejeden też, wycofując się poza drzwi oznakowane kółeczkiem, nie dość, że wychodził z nieuregulowanym ciśnieniem w pęcherzu, to jeszcze z podbitym okiem. Walniętym pięścią damy, również nierozumiejącej męskiego problemu, czy też jej torebką, która czasem potrafi naprawdę sporo ważyć.
Tak dziwne oznakowania występują też w innych krajach środkowoeuropejskich.
Na przykład w Estonii na drzwiach toalet stosuje się dwa trójkąciki. Z „dziubkiem” w górę i w dół. To dopiero dylemat! W Rosji rozróżnia się kabiny literkami: „M” i „Ż”. Co ciekawe, nie jest to od Muszczyny i Żenszyny, tylko od Madamy i Żentelmeny. Czasem można być zupełnie skołowanym, zwłaszcza że w trakcie poszukiwań odpowiedniego znaczka człowiek myśli nie do końca rozumem, lecz praktycznie pęcherzem.
Tu jednak na szczęście, jak i w większości krajów świata, symbole toalety okazały się dużo bardziej czytelne. Na tabliczkach ze strzałką narysowano postaci pana i pani. Dzięki takim piktogramom dużo łatwiej i bez żenującej konsternacji trafia się w odpowiednie drzwi, mimo że obrazkom towarzyszy napis w nieznanej pisowni. Prócz obco brzmiących napisów na szczęście współcześnie na świecie ogólnie stosuje się już często słowo TOILET. Toilet w każdym z języków świata ma swoje tłumaczenia i synonimy, jednak dzięki pochodzeniu z międzynarodowo rozumianego języka angielskiego jest czytelny dla każdego obywatela Ziemi.
Przypomniała sobie, że termin ten etymologicznie wywodzi się z języka francuskiego. W 1530 r. we francuskim określał pokrowce na ubrania, a w zdrobnieniu toile – tkaniny. Jego sens ewoluował i w 1680 r. oznaczał już „proces ubierania”. W tym kontekście dopiero przejął słowo język angielski, w którym w 1819 r. oznaczało ono już garderobę. W1895 r. termin toilet po raz pierwszy stał się w Ameryce eufemizmem dla hydrauliki porcelanowego osprzętu sanitariatów. Wyrażenia toilet paper – papier toaletowy – użyto po raz pierwszy w 1884 r., zastępując brytyjskie ass-wisp. Określenie toilet training, czyli nocnik, odnotowano zaś dopiero w 1940 r.
Dziś napis „Toilet” mamy prawie na każdej tabliczce, która ułatwia poszukiwania tego przybytku odwiecznej zadumy.
Przypomniała sobie dowcip z serii o blondynkach:
Z pamiętnika blondynki:
„Rozczarowałam się ostatecznie! Otworzyłam drzwi, na których napisano «MĘŻCZYŹNI». A tam? Ubikacja!”.
Kiedy podążała za drogowskazami, przyszły jej na myśl niezbyt miłe wspomnienia z zatrzaskującymi się zamkami kabin, szczególnie wtedy, gdy była sama. W swoim życiu już kilka razy, gdy nie skutkowały wołania o pomoc, musiała ratować się z klaustrofobicznej przestrzeni z sedesem, wspinając się po ścianach i przedostając się górą nad przegrodami do innej kabiny, by móc wyjść. Raz, zatrzaśnięta, usłyszała wchodzącą do toalety panią, a jako że liczyła na jej pomoc, głośno odezwała się zza drzwi. Osoba ta, zamiast jej pomóc i odhaczyć zamek, przestraszyła się i uciekła, zostawiając ją ponownie na łaskę sprawności ekwilibrystyki chodzenia po ścianach. Do tego dochodziła zawsze trwoga o czystość w takich przybytkach, a raczej o to, że częściej jej brak. Nie mówiąc już o tym, że górnych części przegród między klozetami nikt nigdy nie czyści.
Te niezbyt miłe doświadczenia nie zmieniały faktu konieczności korzystania z takich miejsc. Zwłaszcza teraz, gdy się jest daleko poza domem, w odległej, nieznanej i dopiero poznawanej krainie.
Strzałki doprowadziły ją do placu, na którym centralnie, wśród ukwieconej zieleni i błękitu nieba, rysował się złoty pałac. Był prawdziwie królewski. Ściany z zewnętrz pokryto złotymi płytkami. Okna w pięknie złotem zdobionych futrynach, z misterną ornamentyką. Wielospadowy dach z filigranowymi zdobieniami odbijał w swych złotych dachówkach złote promienie słońca. Wszystko lśniło już z daleka.
– Ale gdzie ta toaleta? – pomyślała głośno, przestępując z nogi na nogę. W końcu zanim tu doszła za drogowskazami, pęcherz coraz bardziej dawał o sobie znać. – Być może w tym pałacu ze złota jest jakieś ustronne miejsce? Ale wygląda to raczej jak jakiś kolejny zabytkowy obiekt, w którym się rezyduje, niż miejsce, „gdzie król chodzi piechotą”!
Palące słońce i ilości wypijanej wody powodowały częstszą niż zwykle potrzebę korzystania z toalety. Woda chlupała radośnie w butelce trzymanej w podręcznym plecaku przerzuconym zamiast torebki przez jedno ramię. Plecak zdobiony nadrukiem w kwiatuszki pasował do jej letniej kreacji, sukienki w kwieciste wzorki. Ten chlupot wody wcale jednak nie pomagał w powstrzymaniu się od jak najszybszego odnalezienia toalety.
Drogę do pałacu ukwiecały szpalery wysokich łodyg z cudnie kwitnącymi kielichami czerwonych kann. Najchętniej zaraz by się w nie udała i kucnęła gdzieś wśród tych kwiatków. Przecież była w tej letniej sukience. Jednak miejsce, w którym się znajdowała, nie pozwalało na takie postępowanie. Była to ziemia sacrum. Do tego duża ilość ludzi krążących tu wszędzie i fotografujących każdy kamyczek, raczej do takiego zachowania nie zachęcała. Nie, nie – pomysł był zdecydowanie niewłaściwy – pomyślała.
Jednak same kanny przyciągnęły jej uwagę. Ich płatki uśmiechały się promieniście. Uwielbiała kwiaty. Te tutaj wręcz wołały: „Podejdź do mnie, powąchaj, zobacz, jakim blaskiem iskrzy się promień słońca w mych płatkach”.
Mimo naglącej potrzeby, zwyciężyła chęć spotkania z bajeczną kanną, rosnącą przecież tuż po drodze. Zatrzymała się na chwilę przed kwiatem, przed łąką bajecznie kwitnących pęków. Wielokrotnie w myślach rozmawiała z kwiatami, ale tu – zastanowiła się: „Czy one mnie zrozumieją? Jestem w kraju, którego języka nawet nie znam”. Zasmuciło ją to, tak jakby miała rozmawiać z drugim człowiekiem lub choćby z psem.
Należąca do rodziny pacioreczników, pnąca się wysoko ku słońcu kanna przechyliła się lekko w kierunku jej lśniącego oblicza. Jakby na zadane pytanie odpowiedziała:
– Witaj, miła nieznajoma z dalekiej krainy. – W końcu Polska była teraz bardzo odległa.– Jakże miałabym cię nie rozumieć? – mówiła dalej kanna. – Przecież jestem magicznym kwiatem.
Lekko zdziwiona sytuacją, która nastąpiła, w radości ducha podeszła bliżej. Wydawało się, jakby kanna ją rozumiała.
– Widzę, że jesteś w potrzebie fizjologicznej. Pozwól, że poprowadzę cię do miejsca, którego tak bardzo pragniesz, a z którego zbiory stają się nawozem i pokarmem dla mego kwitnącego piękna.
Ucieszyła się tą propozycją, a jednocześnie zdziwiła drugą częścią wypowiedzi. Głośno powtórzyła:
– Nawozem, pokarmem ?
– Tak – odpowiedziała kanna. – Podążaj ścieżką ukwieconą mymi siostrami, a ja zabawię cię pewnym opowiadaniem.
Historia ustronnych miejsc ma długie korzenie, tak jak cywilizacja ludzka[1]. Najwcześniejsze odkrycia prymitywnych form spłukiwania toalet archeolodzy odkryli w Brytanii u północnych wybrzeży Szkocji. W XXXI w. p.n.e., w czasach neolitycznych w Skara Brae w Orkney stosowano już formy hydraulicznej kanalizacji łączącej miasteczko ze rzeką.
Podobnie w dolinie Indusu, w miejscowościach Harappa i Mohendżo-Daro, 4500 lat temu każdy dom zaopatrzony był w kamienną toaletę spłukiwaną wodą. Nieczystości płynęły kanałem do rzeki. W Chinach archeolodzy natknęli się na urządzenia sanitarne sprzed 3000 lat. W basenie Morza Śródziemnego najwcześniej tym tematem zainteresowali się Egipcjanie i mieszkańcy Krety. Sedesy były kamienne. Egipcjanie uchodzili za fanatyków czystości. Ich toalety jednak rzadko podłączano do kanalizacji, którą mimo to stosowano w publicznych łaźniach. W zależności od liczby mieszkańców, nieczystości odprowadzano do rowów lub dołów asenizacyjnych. W kraju faraonów najczęściej używano krzesła z otworem, pod którym stało gliniane naczynie – pewien rodzaj nocnika, ale o nim potem. Kreteńczycy z Knossos i z Akrotiri usprawnili kamienne konstrukcje, wyposażając je w podnóżek. Ten wynalazek był pomocny, gdyż – jak się okazało – opróżnianie pęcherza z jedną nogą znajdującą się wyżej jest łatwiejsze i szybsze.
„Tak – pomyślała. – Lecz czy rzeczywiście teraz dobrze byłoby przestawiać nogę jedną wyżej, drugą niżej, idąc ukwieconą alejką w kierunku lśniącego złotem pałacu?”. Ten ruch bioder faktycznie nie pomagał, wręcz naglił, by jak najszybciej trafić do upragnionego celu.
