Wieczór panieński - Agata Zamarska - ebook + audiobook + książka

Wieczór panieński ebook i audiobook

Agata Zamarska

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

W duszny, lipcowy weekend grupa przyjaciółek świętuje wieczór panieński jednej z nich. Alkohol leje się strumieniami, tajemnice wychodzą na jaw, a granica między zabawą a koszmarem zaciera się z każdą kolejną godziną. O świcie przyszła panna młoda znika bez śladu.
Lata mijają, lecz przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć. Kobiety spotykają się ponownie w samotnym domu na skraju lasu. To miało być tylko jedno spotkanie. Szybko okazuje się jednak, że ktoś zna prawdę o tym, co się wydarzyło, i zamierza zmusić je do wyznania wszystkich grzechów.
Ktoś kłamie. Ktoś inny zrobi wszystko, by dawno pogrzebane sekrety nigdy nie ujrzały światła dziennego. Stopniowo staje się jasne, że nie wszyscy wyjdą z tego domu żywi. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 291

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 8 godz. 7 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Agata Skórska

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © by Agata Zamarska, 2026

Copyright © by Grupa Wydawnicza FILIA, 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Poznań 2026

Projekt okładki: © Mariusz Banachowicz

Elementy okładki powstały z użyciem AI

Zdjęcie na okładce: © Sandra Cunningham / Trevillion Images

Redakcja: Kamila Recław

Korekta: Dorota Filip

Skład i łamanie: Andrzej Owsiany

PR & marketing: Andżelika Wojtkiewicz

ISBN: 978-83-8441-857-4

Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

Seria: FILIA Mroczna Strona

mrocznastrona.pl

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.

Nie ma kar ani nagród, są jedynie konsekwencje.

Karin Alvtegen

tłum. Halina Thylwe

CZĘŚĆ PIERWSZA PRZESZŁOŚĆ

20212023

RóżaSobota, rano

Różę obudziła irytująca melodia powszechnie znanej piosenki disco polo. Głośny dźwięk wdarł się do jej uszu i natychmiast odpędził resztki snu. Czuła, jak znajome słowa wwiercają się w jej mózg.

Ja uwielbiam ją, ona tu jest i tańczy dla mnie…

Cicho zaklęła, przykrywając głowę poduszką. Nigdy nie lubiła tego kawałka, a w tym momencie stwierdziła, że właściwie go nienawidzi. Prostackie rymy i męczący głos wokalisty sprawiły, że zrobiło jej się niedobrze. Poczuła pulsujący ból głowy, a usta wypełnił jej obleśny, przyprawiający o mdłości smak.

Chociaż nie była fanką polskiej muzyki tanecznej, to musiała przyznać, że trudno uwierzyć, by rytmiczny hit był odpowiedzialny za jej stan. Dużo bardziej prawdopodobne, że zawiniły wypite poprzedniej nocy drinki. Czy naprawdę było ich tak dużo? Trudno powiedzieć… Róża nie bardzo pamiętała, ile wypiła. Rachubę straciła jeszcze w trakcie uroczystej kolacji, którą tak drobiazgowo zaplanowała, dbając o jakość produktów i dekorację stołu. Wszystkie jej starania tylko po to, by potem stwierdzić, że kolacja okazała się całkowitym niewypałem. Róża wielokrotnie mówiła Kamili, że impreza w gronie tak różnych od siebie osób nie jest najlepszym pomysłem, ale przyjaciółka jej nie słuchała. Nie było to wielkim zaskoczeniem, bo rzadko brała pod uwagę zdanie innych i zazwyczaj stawiała na swoim.

– To moje najbliższe przyjaciółki, niby jakim cudem miałabym którąś z nich wykluczyć? Albo jadą wszystkie, albo żadna – powtarzała z uporem i Róży w pewnym momencie zabrakło argumentów.

To był wieczór panieński Kamili i to do niej należała ostateczna decyzja w kwestii zaproszonych gości. Róża jako świadkowa miała za zadanie wspierać przyjaciółkę, ale nie mogła jej narzucać, komu powinna zaproponować ten wyjazd, a komu nie. Uważała, że zapraszając tak różne osoby, które nie mają ze sobą nic wspólnego, Kamila popełnia ogromny błąd. Dużo lepiej by było, gdyby wyjechały tylko we dwie. Niestety, przyszła panna młoda nie należała do osób rozsądnych, a podczas podejmowania decyzji lubiła działać na przekór temu, czego od niej oczekiwano. Z perspektywy czasu Róża zrozumiała, że prędzej postawiłaby na swoim, gdyby odpuściła ten temat i tylko delikatnie nakierowywała przyjaciółkę na preferowaną przez siebie opcję. No cóż, mądry Polak po szkodzie.

Kobieta z trudem wygramoliła się ze skotłowanej, lepiącej się od potu pościeli i zerknęła na leżący na kupce ubrań telefon. Sprawdziła godzinę i otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia. Było zaledwie kilka minut po szóstej, co oznaczało, że udało się jej przespać tylko dwie czy trzy godziny. Znowu poczuła nieprzyjemne łomotanie w głowie i ucisk żołądka, będący nieuchronną zapowiedzią kaca. W pokoju było duszno i wilgotno, przez co czuła się jak w łaźni parowej. Cud, że zasnęła w tych warunkach… Cienka koszulka nocna przykleiła się do jej spoconego ciała, zwiększając jej dyskomfort i pogłębiając uczucie gorąca. O niczym tak nie marzyła, jak o lodowatym prysznicu!

Powoli podeszła do małego okna, wychodzącego na tyły sąsiedniego domku. Otworzyła je na oścież, bo z niewiadomych powodów było jedynie uchylone, przez co na poddasze wpadała minimalna ilość świeżego powietrza. Wychyliła głowę na zewnątrz, co jednak okazało się kiepskim pomysłem, bo z ustawionego na sąsiednim ganku głośnika dobiegły pierwsze nuty kolejnego hitu. Co gorsza, wcześni imprezowicze przyłączyli się do wokalisty i wspólnie z nim wyśpiewywali słowa piosenki:

– Jesteś szalona, mówię ci, zawsze nią byłaś, skończ już wreszcie śnić!

W tym momencie Róża stwierdziła, że dokładnie tak wygląda piekło. Chciało jej się płakać ze zmęczenia i bólu głowy, ale zamiast tego zebrała wszystkie siły i głośno krzyknęła:

– Ściszcie to, do kurwy nędzy! Nie wiecie, która jest godzina? Ludzie chcą spać!

Niemal natychmiast pożałowała swojego wybuchu. To nie było w jej stylu, przecież zawsze trzymała się z boku i starała się nie zwracać na siebie uwagi. Ale było już za późno. W odpowiedzi na swoją prośbę usłyszała gwizdy i pijacki rechot. Instynktownie chciała się schować w pokoju, ale z jakiej racji miała to robić? To oni zakłócili jej spokój i zachowywali się po chamsku, ona nie miała sobie nic do zarzucenia. Spojrzała w stronę, z której dochodziły śmiechy, i skrzywiła się z obrzydzeniem. Przy ustawionym na tarasie stoliku siedziało paru facetów ubranych w szorty i rozciągnięte T-shirty. Wszyscy mieli zarumienione twarze i spocone czoła. Przed nimi stało kilka butelek wódki, z których większość była już pusta.

– Weź wyluzuj, gdzieś tam na pewno jest już osiemnasta! – wykrzyknął miśkowaty, prymitywny gość, który, jak mgliście kojarzyła, był przyszłym panem młodym. Serdecznie współczuła jego wybrance. Zastanawiała się, jak bardzo tamta musiała być zdesperowana, żeby zdecydować się na ten związek. – Zamiast truć tyłek, może dołączysz do nas? Zapraszamy! Tylko koniecznie zabierz ze sobą tę cycatą blondynę!

Mężczyźni zgodnie zarechotali, więc Róża pokazała im środkowy palec i wycofała się do swojej tymczasowej sypialni. Wolała nie słyszeć, jak skomentowali jej zachowanie, bo doskonale wiedziała, czego się spodziewać. Co nieco pamiętała z poprzedniego wieczoru.

– Spierdalajcie, chujki – warknęła pod nosem i zwalczyła chęć, by pójść do nich i jasno powiedzieć, co o nich myśli. Dobrze wiedziała, że nie miałoby to większego sensu. Zapewne by ją wyśmiali, dorzucając komentarze na temat jej wyglądu, czego wolała uniknąć. Zdawała sobie sprawę ze swojej nadwagi i od dawna była już pogodzona z tym, że nie będzie miała figury modelki. Jednak samoakceptacja to jedno, a reakcje innych – drugie. Życie nauczyło ją unikać sytuacji, w których ktoś mógłby skomentować jej nadprogramowe kilogramy. Ludziom bardzo lekko przychodziły obraźliwe uwagi: chętnie je wygłaszali, a potem równie szybko o nich zapominali. Róża natomiast mocno przeżywała każdy tego typu tekst i potrzebowała dużo czasu, by odzyskać równowagę. Naprawdę dziś nie miała na to chęci – podejrzewała, że ten dzień i tak będzie wyzwaniem. Kac to jedno, męczący upał – drugie, ale najbardziej martwiło ją coś, co wydarzyło się wczorajszego wieczoru. Była pewna, że coś jest nie tak, ale nie potrafiła tego uchwycić, a męczące wspomnienie wciąż jej się wymykało. Całą sobą czuła, że wydarzyło się coś złego, coś się nieuchronnie skończyło, ale o co, do licha, chodziło?

Nagle przypomniała sobie tę paskudną kłótnię i poczuła wciąż buzującą pod skórą wściekłość. Jej mama zawsze powtarzała, że gdzie jest dużo bab, tam zgody nie będzie i po tym feralnym wieczorze Róża mogła się podpisać pod tymi słowami. Zresztą mama była kopalnią tego typu powiedzonek i dobrych rad, pewnie dorzuciłaby też coś o tym, że królowa jest tylko jedna i trzeba znać swoje miejsce.

– Siądź w kącie, znajdą cię – powtarzała starsza z rodu Zielińskich, lecz jej córka szybko się przekonała, że złote myśli tej poczciwej kobiety rzadko znajdują swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Przez lata Róża starała się sprostać oczekiwaniom otoczenia i być dobrą, skromną dziewczyną, ale okazało się, że kiepsko na tym wyszła. Wbrew zapewnieniom rodzicielki, siedzenie w kącie nie przyniosło jej nic poza ciągłą frustracją i rozczarowaniami.

O, nie, kochana mamusiu, już z tym skończyłam – pomyślała Róża, zgrzytając zębami. Bycie cichym i pokornym było przereklamowane. Miała dość ciągłego umizgiwania się do innych i poczucia, że musi się postarać, by zasłużyć na ich akceptację. Cokolwiek przyniosą kolejne dni, jedno było pewne. Skończyła z byciem popychadłem. Nadszedł czas, by pokazała światu, ile jest warta.

Jak na zamówienie, przez okno doleciały ją słowa kolejnej, swego czasu popularnej piosenki. Pokaż na co cię stać, ale nie jeden raz – śpiewał wokalista nieco już zapomnianego zespołu Feel.Tak, to musiał być znak. Od teraz nie będzie pozwalała innym się wykorzystywać. Zacznie myśleć o sobie i nie obchodzi jej, jeśli ktoś będzie miał z tym problem. Zbyt długo była potulną, miłą Różyczką, tej nocy coś w niej pękło.

Wciągnęła na siebie sukienkę, pozwalając, by złość i żal gorącą falą wypełniły jej ciało. Te emocje były dobre, bo pozwalały jej nie myśleć o tym, co się wydarzyło… O tym, co zrobiła. Bała się, że gdy znikną, w zapomnienie odejdzie też jej chęć zmiany i znowu wszystko zostanie po staremu. Nie mogła na to pozwolić.

W stanie, w jakim się znajdowała, samo włożenie sukienki było wyczerpujące i Róża poczuła, że naprawdę potrzebuje zimnego prysznica. Ból głowy rozszalał się na dobre i wiedziała, że musi jak najszybciej pozbyć się kaca. W jej przypadku działały chłodna woda i aspiryna, nic innego nie przynosiło rezultatów. Żałowała, że tak dużo wypiła, zwłaszcza że z reguły unikała alkoholu, co nie było szczególnym wyrzeczeniem. Nie cierpiała jego smaku i nie rozumiała ludzi, którzy regularnie sięgali po piwo czy wino, nawet nie wspominając o wódce.

Cicho zeszła na dół, by nie budzić śpiących tam dziewczyn. Sama zdecydowała się nocować na poddaszu, nie zważając na wszechobecne pajęczyny i drapiące w ściany myszy, jednak pozostałe uczestniczki tego wyjazdu nie były aż tak odważne. Wszystkie rozłożyły się na parterze, a ich śpiwory były tak blisko siebie, że przypominały jeden wielki, kipiący hormonami, barłóg.

Choć starała się, jak mogła, drewniane schody trzeszczały przy każdym kroku. Czuła się jak słonica i kolejny raz przeklinała nadmiarowe kilogramy, przez które poruszała się ciężko i niezgrabnie. Próbowała iść na palcach, ale w efekcie tylko straciła równowagę i spadła z kilku ostatnich stopni, lądując na gitarze, którą – nie wiadomo po co, bo ani razu nie wyjęła jej z pokrowca – zabrała ze sobą Ola. Naciągnięte struny zazgrzytały w proteście, czemu towarzyszył przykry dźwięk pękającego gryfu.

– Jasna cholera, co się stało? Wojna? – Lena usiadła wyprostowana i bezradnie się rozejrzała. Gdy jej wzrok padł na Różę, wyraźnie się rozluźniła. – Ach, to ty… Mogłabyś się ciszej zachowywać? Nieźle mnie wystraszyłaś, myślałam, że ktoś się włamuje i o mało zawału nie dostałam.

– Przepraszam – wyszeptała dziewczyna, wstając i z przerażeniem wpatrując się w to, co nosiło wcześniej dostojną nazwę gitary. – Kurde, Olka będzie wściekła. Myślisz, że każe mi oddawać kasę za naprawę?

Lena spojrzała na rozmiar zniszczeń i machnęła ręką.

– Daj spokój, po co jej taki śmieć? Założę się, że specjalnie zabrała na wyjazd jakieś stare wiosło, żeby w razie czego nie odczuć straty. – Kobieta wstała i mocno się przeciągnęła, po czym zerknęła na śpiącą koleżankę. – Swoją drogą, ta to ma melodię do spania. To jakiś cud, że jej nie obudziłaś.

– Nie śpię – wymamrotała z głębi śpiwora Ola. – Próbuję, ale wy, suki, mi na to nie pozwalacie.

Róża próbowała stłumić chichot. Nic nie mogła na to poradzić, ale Olka nieustannie ją bawiła. Wyglądała jak porcelanowa laleczka, ale była wyjątkowo wulgarna, co w połączeniu dawało mieszankę wybuchową. To tak, jakby królewna Śnieżka z bajki Disneya zaczęła rzucać mięsem na prawo i lewo, złorzecząc na krasnoludki i urocze zwierzątka, które pomagały jej w sprzątaniu.

Ola wstała i niepewnym krokiem udała się do łazienki, po drodze przeklinając cały ten cholerny świat i wszystkich, którzy byli odpowiedzialni za to, że się nie wyspała. Róża nie miała serca mówić jej, że też chciała skorzystać z toalety – zwłaszcza że chwilę wcześniej zniszczyła jej gitarę. Równie dobrze mogła kilka minut zaczekać.

Szeroko ziewnęła i przysiadła na chybotliwym krześle, ustawionym naprzeciwko drzwi do łazienki. Półprzytomnym wzrokiem obserwowała, jak drobinki kurzu unoszą się w świetle promieni słonecznych. W nocy zapomniały zaciągnąć zasłon i jasność dnia wdarła się niepowstrzymanie, zapowiadając kolejny, nieznośnie piękny poranek. Pogoda zdecydowanie im dopisała, jeśli uznać, że temperatury rzędu trzydziestu paru stopni i zastygłe, wilgotne powietrze można potraktować jako coś dobrego.

– A gdzie jest Kamila? Jeszcze nie wróciła? – zapytała Lena, która zdążyła wstać i przebrać się w koszulkę i krótkie spodenki. – Jej telefon leży na szafce.

Róża drgnęła, zaskoczona pytaniem koleżanki. Rozejrzała się po niewielkim pomieszczeniu, tak, jakby przyjaciółka mogła gdzieś tu być, jakimś cudem niezauważona przez nikogo.

– Nie wiem, ale chyba spała tu na dole, razem z wami? – Mgliście pamiętała, co się wydarzyło w nocy, ale była prawie pewna, że Szumska wróciła do domku. Wydawało jej się, że słyszała, jak ktoś wchodził, robiąc przy tym strasznie dużo hałasu. A może coś jej się przyśniło? Wczoraj była tak pijana, że równie dobrze wszystkie jej wspomnienia mogły być tylko złudzeniem.

– Tak, tutaj leżą jej rzeczy, ale nie widziałam, jak wracała. Przecież ja wczoraj wyszłam jako pierwsza, wy jeszcze zostałyście w klubie… – Lena ważyła każde słowo, chcąc się upewnić, czy wszystko dobrze zapamiętała. – Pamiętam, jak wróciłaś w nocy, ale Kamili i Olki z tobą nie było. Nie mam pojęcia o której wróciły, bo zasnęłam.

Róża poczuła lekkie ukłucie niepokoju. Kamila bywała nieprzewidywalna, a w nocy była już naprawdę bardzo pijana, cholera wie, na jaki wpadła pomysł. Gdy imprezowały we dwie, prawie zawsze robiła coś nieodpowiedzialnego, ale Róża była obok, gotowa odprowadzić ją do domu, zadbać o to, by była bezpieczna. Wczoraj wyszło inaczej, Kamila została bez żadnej opieki, co mogło się naprawdę źle skończyć.

Mimo to Róża nie miała wyrzutów sumienia, a zachowanie przyjaciółki budziło tylko jej irytację. Przyjechały tu po to, by spędzić ze sobą trochę czasu, zabawa w Mega Music była mniej istotna, zwłaszcza że ani ona, ani Lena, nie miały najmniejszej ochoty na żadne kluby. Kamila uznała jednak, że skoro już tutaj są, to równie dobrze mogą spędzić godzinkę albo dwie na tańcach i flirtach z nieznajomymi. Jak zwykle nic jej nie obchodziło zdanie innych.

Godzinkę albo dwie… Dobre sobie!

– Na pewno się znajdzie. Znasz Kamilę, obsesyjnie dba o figurę, pewnie poszła pobiegać albo coś.

Chociaż starała się wypowiedzieć te słowa z pełnym przekonaniem, to nawet w jej własnych uszach brzmiały absurdalnie. Przyjaciółka faktycznie prowadziła aktywny tryb życia, ale biegania nienawidziła, o czym wielokrotnie wspominała. Poza tym ciężko sobie wyobrazić, że po suto zakrapianej nocy zerwała się przed szóstą rano, żeby zrobić kilka kilometrów.

– A może z kimś zabalowała? – Zasugerowała Olka, która właśnie wyszła z łazienki, wycierając w ręcznik ciemne, falujące włosy. – Wiem, że za tydzień wychodzi za mąż, ale wszystkie dobrze ją znamy. Kama nie jest typem wiernej Penelopy, co nie?

Róża zmrużyła oczy, zastanawiając się nad słowami koleżanki. Znała Kamilę dłużej niż Ola i wiedziała, że przyjaciółka miewa ułańską fantazję. Jednocześnie, była pewna, że naprawdę zależy jej na przyszłym mężu i raczej nie posunęłaby się do tego, by spędzić noc z innym mężczyzną.

Jednak wczoraj nie była do końca sobą… Do Róży powróciło niewyraźne wspomnienie Szumskiej, kłócącej się z kimś przez telefon. Przyjaciółka odeszła na bok, ale i tak słyszała niektóre wykrzykiwane przez nią słowa: „Wcale tego nie chciałam, chyba sobie żartujesz! Masz się ode mnie raz na zawsze odpierdolić!”.

– Róża? To co teraz robimy? – Pytanie Leny wdarło się do jej świadomości, odrywając ją od nieprzyjemnych wspomnień. Cholera, musiała na spokojnie złożyć w głowie wydarzenia poprzedniego dnia. Możliwe, że Kamila mówiła jej, dokąd się wybiera, ale zamroczony alkoholem umysł niczego nie zarejestrował. Wódka to mocz szatana, już nigdy więcej nie tknie tego syfu.

– Poczekamy. Pewnie za chwilę wróci i wszystko się wyjaśni – odpowiedziała, tłumiąc wstyd z powodu tego, że nie dopilnowała przyjaciółki.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o tę wielką zmianę, o której myślała jeszcze dwadzieścia minut temu. Wróciło poczucie odpowiedzialności za cały świat i chęć pokazania wszystkim, że jednak jest coś warta. Czuła się źle, gdy miała poczucie, że zawiodła, nie zachowała się tak, jak tego od niej oczekiwano.

Nagle znów poczuła ukłucie niepokoju, jednak o wiele mocniejsze niż wcześniej. Przypomniała sobie wykrzywioną z wściekłości twarz Kamili i jej zszokowaną minę po tym, gdy…

Nie, nie mogła teraz o tym myśleć. Na pewno wszystko było w porządku. Przez uchylone okno dobiegła ją melodia innego hitu disco polo i pijacki głos jednego z sąsiadów:

– Kurewki muszą znać swoje miejsce, tak mawiał mój stary i zawsze powtarzam to każdemu przyszłemu żonkosiowi.

RóżaWcześniej

– Słyszałyście to? – zapytała Kamila, gniewnie marszcząc idealnie wypielęgnowane brwi. – Co za świnie! Jak można pieprzyć takie farmazony? Nóż się w kieszeni otwiera! Czy oni nie słyszeli o równouprawnieniu, o szacunku, o zwykłej, ludzkiej przyzwoitości? Zatrzymali się w rozwoju czy co?

Dziewczyna wstała, lecz Róża złapała ją za rękę i pociągnęła z powrotem na ławkę.

– Niech gadają, co cię to obchodzi? Nie psuj sobie humoru, przecież to ma być twój weekend! – Pospiesznie napełniła szampanem pusty kieliszek przyjaciółki i wsunęła go w dłoń Kamili. Nie chciała, by dziewczyna poszła z awanturą do sąsiedniego domku. Wiedziała, co wtedy się stanie: mężczyźni, rozochoceni wypitym alkoholem i zauroczeni urodą tymczasowej sąsiadki, zaczną ją przepraszać i jej nadskakiwać. W efekcie, obie grupy się połączą i tyle będzie z ich babskiego wieczoru.

Tak było zawsze, ilekroć wychodziła gdzieś z Szumską, niemal natychmiast przyłączali się do nich jacyś kolesie, prześcigający się w umizgach do jej przyjaciółki. O Róży wszyscy zapominali, przez co czuła się nieważna i bezwartościowa, nie mówiąc już o tym, że nie mogła w spokoju porozmawiać z Kamilą. W pewnym momencie przestały się umawiać na mieście – tylko w ten sposób mogły pobyć we dwie.

Teraz miało być podobnie – Róża zaplanowała wieczór panieński w małym domku na odludziu, gdzie miały piec kiełbaski i opowiadać śmieszne historie związane z przyszłą panną młodą. Zarezerwowała śliczne miejsce pod Warszawą: urokliwą chatkę z wielką banią i sauną, z małymi sypialniami urządzonymi w stylu shabby chic i posiłkami, które właściciele pakowali do wiklinowych koszyków i zostawiali na werandzie. Domek był położony z dala od jakichkolwiek zabudowań, co gwarantowało ciszę, spokój i brak niechcianego towarzystwa. Szykował się idealny wypad na weekend: bez obcych mężczyzn, bez głośnej muzyki, bez niechcianych bodźców i rozpraszaczy. Błogi relaks na łonie natury.

Zadowolona z dobrze wykonanego obowiązku Róża spokojnie czekała na wyznaczony termin, dopieszczając menu i wymyślając zabawy i zadania dla zaproszonych dziewczyn. Nic nie wskazywało na to, by cokolwiek miało pójść źle. Niestety, dwa tygodnie przed wyznaczoną datą, zadzwoniła do niej właścicielka uroczej chatki z informacją, że nastąpiła pomyłka.

– Syn wpisał pani rezerwację w innym tygodniu, bardzo mi przykro. Na ten weekend, na którym pani zależy, już mamy chętnego i nic się nie da z tym zrobić. Jest sezon ślubny, sama pani rozumie, wszystko stoi na głowie. Przepraszam za syna, ale chłopak młody jest, dopiero się uczy…

Słysząc te słowa, Róża wpadła w panikę i zupełnie nie pojmowała, dlaczego właścicielka zdaje się nie przejmować tą fatalną sytuacją. Według niej to była katastrofa.

– No właśnie nie bardzo rozumiem. Zarezerwowałam domek dwa miesiące temu, mam potwierdzenie, wpłaciłam zaliczkę… Specjalnie wszystkim zajęłam się dużo wcześniej, żeby było dokładnie tak, jak chciałam. Co mam niby teraz zrobić? Co z moimi pieniędzmi? – protestowała słabym głosem, choć od razu czuła, że jest bez szans. Z jakiegoś powodu ta kobieta nie chciała udostępnić im domku i od jej decyzji nie było odwołania.

– Tak, tak, oczywiście zwrócimy zaliczkę. Jeszcze raz przepraszam, ale niestety, siła wyższa. Proszę się nie przejmować, na pewno jeszcze coś pani znajdzie – powiedziała właścicielka i rozłączyła się, nie czekając na kolejne słowa Róży.

Przerażona dziewczyna poczuła, że właśnie straciła kontrolę nad wydarzeniem, którym żyła od kilku tygodni. Kamila zaufała jej, wybrała ją na świadkową, oczekując perfekcyjnego wieczoru panieńskiego, a ona zawiodła. W jej idealnie zaplanowanym życiu nie było miejsca na takie wpadki. Nie po to zarezerwowała wszystko z wyprzedzeniem, żeby teraz szukać czegoś innego na ostatnią chwilę. Takie rzeczy się jej nie przydarzały, była zbyt dobrze zorganizowana, zbyt skrupulatna…

Ale niezależnie od jej wewnętrznej niezgody, sytuacja pozostawała bez zmian: za dwa tygodnie miał się odbyć wieczór panieński Kamili, a ona nie miała zarezerwowanego domku. Obdzwoniła wszystkie miejsca, które spodobały jej się parę tygodni temu, ale oczywiście były już zajęte. Rozszerzyła poszukiwania i skontaktowała się z wieloma innymi osobami wynajmującymi domki – efekt był taki sam. Nigdzie nie było miejsc, żadne prośby nie pomagały.

Zdesperowana Róża zaangażowała w poszukiwania Olę i Lenę, bez wielkich nadziei, bo te dwie mało entuzjastycznie podchodziły do organizacji imprezy. Zaczęła planować urządzenie wieczoru panieńskiego we własnym mieszkaniu, gdy dziewczyny poinformowały ją, że znalazły odpowiednie miejsce.

– Wioska Rybacka Wilga ma jeszcze jeden wolny domek. Ktoś odwołał rezerwację w ostatniej chwili, a że pracuje tam kuzynka mojej koleżanki z pracy, to od razu dostałam cynk. Bierzemy? – pytała dumna z siebie Ola, przesyłając im zdjęcia pięknych drewnianych domków i malowniczych, lśniących w świetle słońca stawów.

Róża miała swoje zastrzeżenia, ale nie było co wybrzydzać. Zdecydowanie wolała coś bardziej kameralnego, jednak ta cała Wioska Rybacka wyglądała naprawdę ładnie. Przecież nie musiały się integrować z mieszkańcami innych domków, mogły spędzać czas na własnym tarasie. Miała nadzieję, że przygotowane przez nią atrakcje sprawią, że dziewczyny nie będą chciały kręcić się po ośrodku i spędzą ten czas razem, bez szukania na siłę nowych znajomości.

Teraz wyraźnie widziała, jaka była naiwna. Gdy tylko dojechały na miejsce i zobaczyła skupisko domków, ustawionych jeden obok drugiego, zrozumiała, że odseparowanie się od innych było mrzonką. Budynki, choć zadbane i urokliwe, mieściły się w tak bliskiej odległości, że nie było mowy o prywatności. Siedząc na swoim tarasie, dokładnie słyszały rozmowę zebranych na sąsiednim patio mężczyzn. Zwłaszcza, że ci zachowywali się bardzo głośno, tak, jakby chcieli, by wszyscy ich słyszeli. Dziewczyny nie reagowały na ich żarty i zaczepki, więc przyszli się przywitać, ale krótka wymiana zdań utwierdziła Różę w przekonaniu, że za wszelką cenę powinny unikać ich towarzystwa. Byli prostaccy i wulgarni, zainteresowani głównie piciem i jedzeniem niezdrowego żarcia, które ze sobą przywieźli.

Kamila wydawała się jednak zainteresowana zacieśnieniem znajomości. Chociaż krytykowała dobiegające z sąsiedniego domku teksty, to Róża miała wrażenie, że chętnie by dołączyła do męskiej imprezy. Coraz trudniej przychodziło jej odciąganie uwagi przyjaciółki od tamtych facetów.

– To co? Kto ma ochotę na quiz wiedzy o pannie młodej? – zapytała sztucznie wesołym tonem, jednak została praktycznie zignorowana. Tylko Lena lekko się uśmiechnęła, pozostałe dziewczyny rozglądały się znudzonym wzrokiem, jakby w ogóle nie słyszały zadanego pytania.

– Może trochę się rozejrzymy? – zapytała Ola, drobna brunetka, którą Kamila poznała na studiach.

Obie skończyły SGH i robiły kariery w korporacjach, obie były piękne i pewne siebie. Ola wydawała się bardzo otwarta i szczera. W odróżnieniu od Kamili nie chciała wychodzić za mąż i systematycznie powtarzała swoje teorie, według których małżeństwo szkodzi kobietom i powinny go unikać za wszelką cenę.

– Wyniki badań pokazują, że faceci, którzy mają żony, żyją dłużej, ale w przypadku kobiet to się nie sprawdza. My, podejmując decyzję o małżeństwie, praktycznie strzelamy sobie w łeb. Mężuś ma wyprane i ugotowane, a żonka zapierdala na szmacie. Nie ze mną te numery, nie wyszłabym za mąż, nawet gdyby mnie zmuszali – perorowała Ola i Róża była przekonana, że dziewczyna szczerze w to wierzy. Jednocześnie, wydawało jej się, że za tymi słowami kryje się coś więcej, coś, o czym nikt nie wie, nawet Kamila. Za maską wesołej, wyzwolonej kobiety Ola skrywała swoją prawdziwą twarz, która tylko czasami dawała o sobie znać. Była widoczna w pewnej nerwowości ruchów, w smutku czającym się w jej wielkich oczach, w nerwowym zagryzaniu dolnej wargi.

– Dobry plan, chodźmy! – Przyszła panna młoda jakby tylko czekała na te słowa. Bezzwłocznie podniosła się z miejsca, odruchowo poprawiając ciasno przylegającą do ciała, satynową sukienkę w kolorze morskiej zieleni. – Nie mogę już dłużej słuchać tego pijackiego bełkotu.

Na te słowa Róża poczuła niewielką ulgę. Cokolwiek się wydarzy, przynajmniej nie będzie musiała spędzać tego wieczoru w towarzystwie bydła z domku obok.

Kamila wsunęła na głowę brokatową koronę, którą dla niej przygotowały, i pomaszerowała przed siebie, ostentacyjnie ignorując pokrzykiwania facetów okupujących sąsiedni taras.

– Ej, lalunia! Chodź do nas!

– Ale seksowna blondi!

– Ruchałbym…

Róża przełknęła ślinę, próbując odepchnąć od siebie emocje, które wyzwoliła w niej ta scena. Była zła na tych obrzydliwych typków i czuła żal, że Kamila musiała to znosić. Szczerze jej współczuła, bo te komentarze nie były miłe. Jednocześnie, tliła się w niej odrobina zazdrości… Jasne, cała ta sytuacja była oburzająca i nie powinna mieć miejsca. Rzygać jej się chciało, że mężczyźni wciąż dawali sobie prawo do mówienia w ten sposób do kobiet. Ale, cholera jasna, fajnie by było, gdyby to ją ktoś kiedyś tak skomentował. Gdyby ktoś ją zauważył…

Ale oczywiście tak się nie stało. Gdy przeszła obok rozochoconej grupki i pokonała kilka kroków dzielących ją od przyjaciółki, nikt nie zwrócił na nią uwagi. Mężczyźni wciąż byli zajęci komentowaniem olśniewającego wyglądu Kamili i nawet nie spojrzeli na Różę.

Kobieta usłyszała, jak idąca za nią Olka wyklina tych kolesi, wywołując swoimi słowami kolejną falę obleśnych komentarzy. Przyspieszyła i złapała Kamilę za ramię, a potem mocno się do niej przytuliła.

– Przykro mi, że cię to spotkało. Nie przejmuj się, to jacyś idioci…

– Spokojnie, nic mi nie jest. Przywykłam – odpowiedziała dziewczyna lekkim tonem.

Róża nie dała się oszukać. Ciało Kamili było całe sztywne, jakby próbowała schować głęboko w sobie wszystkie odczuwane emocje. Zawsze tak robiła, gdy czuła się dotknięta: zastygała, całkowicie odcinając od tego, co działo się wokół niej.

– To dlatego, że jesteś taka piękna – powiedziała cicho Róża, na co Szumska fuknęła i się zatrzymała. Gdy spojrzała na przyjaciółkę, w jej jasnych oczach widoczna była czysta furia.

– Nie, te zaczepki nie mają nic wspólnego ze mną i z moim wyglądem. Wiesz, dlaczego ci faceci tak się zachowują? Bo uważają, że to jest w porządku. Patrzą na mnie jak na kawał mięsa, uzurpują sobie prawo do obrażania mnie i komentowania moich cycków czy tyłka. Mężczyźni tacy już są, patrzą na nas z góry. Uważają, że jesteśmy ich własnością. Nie rozumieją słowa nie. – Kamila zacisnęła zęby i poszła przed siebie. Zostawiła Różę zupełnie skołowaną. Znały się od dwudziestu lat i jeszcze nigdy nie słyszała, by przyjaciółka w ten sposób wypowiadała się o mężczyznach. To nie była tylko kwestia tych pijanych kolesi, musiało chodzić o coś więcej.

Z Kamilą działo się coś złego, a ona to przeoczyła.

OlaSobota, rano

Kamila nie wracała, a dziewczyny zaczęły marudzić, że zrobiły się głodne. Po krótkiej wymianie zdań postanowiły wybrać się na śniadanie, chociaż chyba żadna nie czuła się dobrze z tą decyzją. Ola na pewno nie miała najmniejszej ochoty nigdzie iść, wolałaby zostać w domku i zapomnieć o tym, że istnieje jakakolwiek rzeczywistość poza tymi cienkimi ścianami, jednak nie chciała się wyłamywać i zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. Nieuważnie słuchała tego, co mówiły pozostałe dziewczyny, i zarejestrowała, że postanowiły podejść do sprawy na spokojnie. Uznały, że Szumska na pewno niedługo się pojawi i domyśli, że poszły do restauracji. Gdy odzyska swój telefon, będzie mogła do nich zadzwonić.

Ola czuła przykry ucisk w żołądku, sygnalizujący, że coś jest nie tak. Jej ciało właśnie w ten sposób reagowało na stres i to od kiedy tylko pamiętała. Silny ból, niekiedy prowadzący do wymiotów, utrudniał jej normalne funkcjonowanie. Swego czasu chodziła z tym po lekarzach, ale nie przyniosło to żadnych rezultatów. Robiono jej kolejne badania, wypisywano skierowania, podsuwano możliwe rozwiązania, a wciąż była w tym samym punkcie. Wszystko wskazywało na to, że fizycznie była zupełnie zdrowa, a problem leżał gdzie indziej. Zaakceptowała takie wyjaśnienie, lecz gdy zasugerowano jej, by udała się ze swoją przypadłością do psychiatry, cała się zjeżyła. Ostatnie, na co miała ochotę, to zwierzanie się jakiemuś obcemu człowiekowi, który nie miał pojęcia o niej i o jej życiu. Nie potrafiłaby być szczera i w pełni się otworzyć, więc terapia nie przyniosłaby oczekiwanych efektów. Z dwojga złego wolała się męczyć niż uzewnętrzniać na kozetce u psychiatry. W ciągu ostatnich lat nauczyła się częściowo kontrolować swój ból i wiedziała, kiedy powinna zareagować, żeby nie dopuścić do pogorszenia sytuacji. Lepiej poznała swoje ciało, przetestowała różne leki i zioła i umiała sobie pomóc. Od ostatniego ataku minęło wiele miesięcy i zaczęła już zapominać, jak potrafi cierpieć. A czuła się tak, jakby jakaś niewidzialna dłoń rozrywała jej wnętrzności.

Wyraźnie nasilający się ból przyprawiał ją o rozpacz, jednak niewiele mogła zrobić. Żadne techniki relaksacyjne nie pomogą, gdyż to, co zrobiła, było zbyt straszne, żeby mogła poradzić sobie dzięki medytacji czy ćwiczeniom oddechowym. Nie wzięła ze sobą żadnych leków, przekonana, że w trakcie tego wyjazdu nie będzie ich potrzebować. Jaka była głupia! Więcej już nie popełni tego błędu.

Sytuacji nie poprawiał fakt, że przebywała w obcym miejscu, z osobami, które słabo znała – jej jedyna bliższa koleżanka gdzieś zniknęła i Oli się to wcale nie podobało. W przeciwieństwie do pozostałych nie uważała, by takie zachowanie było w stylu Kamili. Koleżanka nie była najbardziej odpowiedzialną osobą na świecie, ale też nigdy nie znikała ot tak bez dania znaku życia. Choć nie były zaprzyjaźnione, to Oli naprawdę jej teraz brakowało. Chciała z nią pogadać, może się doradzić, a przynajmniej wyrzucić z siebie emocje, która nagromadziły się w niej w ostatnich godzinach. Potrzebowała obecności bliskiego człowieka, który pomógłby jej poradzić sobie ze smutną prawdą.

Wyglądało na to, że zjebała sobie życie…

Żołądek Oli jeszcze mocniej się skurczył. Poczuła mocny, przenikliwy ból, promieniujący do klatki piersiowej. Odruchowo położyła dłoń na brzuchu, co zwróciło uwagę Leny.

– Wszystko w porządku? – zapytała dziewczyna, wpatrując się w nią swoimi szczerymi oczami.

Słabo się znały, ale z jakiegoś powodu Ola od razu ją polubiła. Kamila nie wypowiadała się o kuzynce zbyt pozytywnie, złośliwie komentując jej decyzję o skorzystaniu z urlopu wychowawczego, ale sama przyznawała, że Lena jest godna zaufania i pomocna. „Gdyby tylko tak nie przynudzała, byłaby z niej naprawdę niezła laska. Trochę się roztyła po dzieciach i nic z tym nie robi. Mówiłam jej, że powinna uważać, bo z Pawła całkiem niezłe ciacho, niejedna chętnie się skusi, ale Lena jest zbyt leniwa, żeby zmobilizować się do zmiany”. – Ola przypomniała sobie pogardliwy ton, z jakim wypowiadane były te słowa, i przyjaźnie uśmiechnęła się do kobiety. Lena nie zasłużyła na taką ocenę, jako jedyna z ich grupki starała się trzymać fason i podtrzymywać pozostałe na duchu.

– Jasne, wszystko okej. Trochę za dużo wczoraj wypiłam. – Ola podniosła kubek z kawą, którym przysłoniła grymas bólu na swojej twarzy. Sam zapach napoju wywołał u niej mdłości. Nie było mowy, żeby wypiła choć łyk tej lury, zwłaszcza w obecnym stanie.

Choć czuła dotkliwy głód, to nie była w stanie jeść. W dłoniach kruszyła kawałek chleba, z zazdrością patrząc na pozostałe dziewczyny, które z apetytem zajadały jajecznicę. Obie wydawały jej się tak silne psychicznie i niewzruszone. Na pewno żadna z nich nie budziła się w środku nocy, z żołądkiem ściśniętym ze stresu…

Wiedziała, że nie myśli jasno, a jej towarzyszki na pewno miały swoje demony, ale w tym momencie bez zastanowienia zamieniłaby się z każdą z nich. Oddałaby wszystko, by mieć ich problemy, zamiast stawić czoła temu, co czekało ją w najbliższych dniach.

Siedziały w ciszy, każda pogrążona w swoich myślach. Do świadomości Oli przedostawało się coraz więcej wspomnień z poprzedniego wieczoru. Próbowała je blokować, ale im usilniej się starała, tym mocniej bolał ją ściśnięty żołądek. Chciała coś powiedzieć, żeby choć na chwilę oderwać myśli od strasznych obrazów wypełniających jej głowę, ale obawiała się, że gdy otworzy usta, wydobędzie się z nich potworna prawda na jej temat.

– Słuchajcie… – zaczęła, ale w tym samym momencie odezwała się Róża, co uratowało ją przed obowiązkiem inicjowania rozmowy.

– Myślicie, że powinniśmy zadzwonić do Grześka? – zapytała kobieta i odsunęła od siebie talerz ze zjedzonym śniadaniem. Jej pyzata twarz była lekko zarumieniona, a falujące włosy przyklejały się do czoła. Pewnie wszystkie wyglądały tak samo. Mimo że nie było jeszcze południa, temperatura dochodziła do trzydziestu stopni. Zapowiadał się kolejny upalny dzień, wypełniony niekończącymi się, przepełnionymi lejącym się z nieba żarem, godzinami. – Sama nie wiem, czy to dobry pomysł, ale może Kamila się z nim kontaktowała i będzie coś wiedział?

– Przecież Grzesiek jest teraz na swoim kawalerskim. Może nie powinnyśmy psuć mu zabawy? Nie ma sensu, żeby się zamartwiał, podczas gdy Kamila na pewno lada moment się znajdzie… – stwierdziła ostrożnie Lena, unikając przy tym patrzenia na koleżanki. – Słuchajcie, jeśli z kimś wczoraj zabalowała, to jej sprawa, i uważam, że nie należy się wtrącać. Naprawdę chcecie ją wsypać przed Grześkiem?

Ola otworzyła usta, ale nie wydostał się z nich żaden dźwięk. Brzuch bolał ją tak bardzo, że nie mogła się na niczym skupić. Pomysł Róży wydawał się całkiem rozsądny, ale Lena też miała sporo racji. Po co miały dzwonić do Grześka, skoro Kamila pewnie za chwilę się znajdzie, cała i zdrowa? Lepiej zostawić sprawy ich własnemu losowi, poczekać na to, co się wydarzy. Tylko to jej teraz pozostało: czekanie.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Część pierwsza. Przeszłość

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Epigraf

Meritum publikacji