Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Trzy zasady show-biznesu: zero szacunku do siebie, brak fochów, fałszywy uśmiech dla ludzi, którymi gardzisz.
Sylwestrowa gala. Transmisja na żywo. Miliony widzów przed telewizorami. To wtedy piosenkarka Nina Kabat podejmuje ostateczną decyzję i ujawnia brutalną prawdę o swoim małżeństwie. Kilka minut później jej mąż umiera na czerwonym dywanie.
Czy był to nieszczęśliwy wypadek? A może genialnie zaplanowana zemsta?
Lista podejrzanych jest długa, bo zmarły budował swoją pozycję na krzywdzie młodych kobiet marzących o sławie. W świecie, gdzie miłość, lojalność i godność mają swoją cenę, wielu miało motyw, by zabić.
W swojej najnowszej powieści Diana Brzezińska odsłania mroczne kulisy życia influencerów i celebrytów. Wejdź do gry, gdzie blask fleszy oślepia, a za błędy płaci się najwyższą cenę. Odkryj, co kryje się pod blichtrem idealnego świata!
Diana Brzezińska – pisarka, doktor nauk prawnych i wykładowca akademicki (bada specyfikę polskich zabójstw). Autorka bestsellerowych powieści kryminalnych, których sprzedaż przekroczyła 100 000 egzemplarzy. W swojej twórczości wykorzystuje znajomość prawa i realiów pracy w kancelarii. Stale pogłębia swoją wiedzę z zakresu psychologii śledczej, analizuje mechanizmy zbrodni i zachowania sprawców. W aktach spraw prawdziwych zabójstw poszukuje odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”.
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © by Diana Brzezińska
Copyright © for this edition by Wydawnictwo Otwarte 2026
Opieka wydawnicza: Ewelina Tondys
Redakcja tekstu: Justyna Techmańska-Szewczuk
Opracowanie typograficzne książki: Daniel Malak
Adiustacja i korekta: Pracownia 12A
Promocja i marketing: Zofia Murawska-Cornago
Projekt okładki: Agnieszka Gontarz
Fotografia na okładce: Igor Rand / Unsplash
ISBN 978-83-8399-583-0
www.otwarte.eu
Dystrybucja: SIW Znak. Zapraszamy na www.znak.com.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Oficjalny wpis w serwisie Polskie Gwiazdy
Nina Kabat (ur. 15 kwietnia 1985 roku w Szczecinie) – polska piosenkarka, autorka tekstów, kompozytorka, osobowość medialna, influencerka, okazjonalnie aktorka filmowa i teatralna, a także jurorka w programach telewizyjnych, projektantka mody, fotomodelka. Laureatka pierwszej polskiej edycji programu Gwiazda (2002).
Materiały wideo na oficjalnym kanale Niny Kabat w serwisie YouTube mają ponad 70 milionów wyświetleń, a jej nagrania w serwisie Spotify przekroczyły 40 milionów odtworzeń. Laureatka wielu nagród muzycznych, między innymi MTV Europe Music Awards, ESKA Music Awards. Za sprzedaż nagrań muzycznych otrzymała złote i platynowe płyty.
Zgromadziła również dużą grupę fanów na platformach społecznościowych: TikTok – 3 miliony obserwujących, Instagram – 2 miliony obserwujących, Facebook – 500 tysięcy obserwujących. W 2023 roku otrzymała nagrodę Influencers Live Awards, w 2024 zdobyła nagrodę Viva! People Power w kategorii „człowiek dla człowieka”.
Znana z organizacji licznych akcji charytatywnych na rzecz pacjentów onkologicznych oraz zwierząt.
Życie zawodowe
Karierę muzyczną rozpoczęła w wieku dziewięciu lat. Zajęła wówczas pierwsze miejsce na Festiwalu Piosenki Dziecięcej w Koninie w 1994 roku. Następnie w 1996 roku w wieku jedenastu lat zdobyła Grand Prix na Festiwalu Piosenki Dziecięcej w Sosnowcu. W 1997 roku wygrała w jednym z odcinków telewizyjnego show Szansa na sukces.
Ukończyła Państwową Ogólnokształcącą Szkołę Muzyczną I i II stopnia w Szczecinie. W 2002 roku w wieku siedemnastu lat jako uczennica szkoły muzycznej zwyciężyła w finale pierwszej polskiej edycji programu rozrywkowego Gwiazda. W ramach nagrody w 2003 roku wydała pierwszy album studyjny pod tytułem Lśnij. Promujący płytę główny singiel Patrzcie na mniestał się prawdziwym przebojem pierwszej dekady XXI wieku.
Kolejne albumy: Śnię o tobie (2009), Żałuj tego, co straciłeś (2013), Tamta ja (2016), Zaprojektuj życie od nowa (2019), Walkiria (2022), zajmowały pierwsze miejsca na liście najlepiej sprzedających się płyt w Polsce.
Ukończyła studia I stopnia na kierunku wokalistyka o specjalności śpiew solowy na Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku. Następnie ukończyła studia II stopnia na kierunku wokalistyka o specjalności wokalno-aktorskiej na Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu. W czasie studiów występowała okazjonalnie na deskach teatrów muzycznych w Gdańsku i Wrocławiu.
W lipcu 2007 roku reprezentowała Polskę na Bałtyckim Festiwalu Piosenki w Karlshamn. Dzięki utworowi Blink zajęła trzecie miejsce. Wielokrotnie uczestniczyła w polskich festiwalach muzycznych oraz imprezach sylwestrowych.
W 2008 roku straciła rodziców, którzy zginęli w wypadku samochodowym spowodowanym przez pijanego kierowcę. Wycofała się wtedy z życia publicznego. Wróciła do świata mediów po dwóch latach. We wrześniu 2010 roku wydała nowy album studyjny Kocham was, w którym opowiedziała o stracie. Podbiła serca fanów dzięki swojej szczerości.
Od 2017 roku jest jednym z jurorów w programie Pokaż, jaki masz talent. W 2020 roku gościnnie wystąpiła jako jurorka w programie Dziecięca gwiazda. W 2021 roku wzięła również udział w programie Zaśpiewaj tak jak oni, a pieniądze z wygranej przekazała na cele charytatywne.
Od 2024 roku jest współwłaścicielką marki odzieżowej Dream, którą współtworzy z projektantką i przyjaciółką Laurą Sennicką. Marka oferuje odzież premium dla wszystkich kobiet, które na co dzień chcą lśnić jak gwiazdy.
Życie prywatne
W 2012 roku wzięła ślub z siatkarzem Patrykiem Biernatem, małżeństwo zakończyło się rozwodem w 2018 roku. Żadne z małżonków nie zdecydowało się na publiczne komentowanie rozstania. Patryk Biernat zmarł w 2019 roku z powodu nowotworu, kilka miesięcy po rozwodzie.
Nina Kabat aktualnie mieszka w Szczecinie ze swoim mężem Krystianem Małkowskim znanym jako Smoła – polskim podcasterem, youtuberem i influencerem. Mają kota o imieniu Mikesh.
Aktywnie prowadzi social media, ukazując swoją codzienność i wspierając organizacje charytatywne.
Dyskografia
1. Albumy studyjne
•Lśnij – rok 2003
•Śnię o tobie – rok 2009
•Kocham was – rok 2010
•Żałuj tego, co straciłeś – rok 2013
•Tamta ja – rok 2016
•Zaprojektuj życie od nowa – rok 2019
•Walkiria – rok 2022
2. Trasy koncertowe
•Urodzona, by błyszczeć – rok 2005
•Projektuję siebie na nowo – rok 2019
•Walkiria – rok 2023
Programy telewizyjne
1. Zwyciężczyni 201. odcinka Szansy na sukces – 1997 rok
2. Zwyciężczyni pierwszej polskiej edycji programu Gwiazda – 2002 rok
3. Jurorka w programie Pokaż, jaki masz talent – od 2017 roku
4. Jurorka w trzecim sezonie programu Dziecięca gwiazda – 2020 rok
5. Zwyciężczyni piątego sezonu programu Zaśpiewaj tak jak oni – 2021 rok
POZBĄDŹ SIĘ SZACUNKU WOBEC SIEBIE
Chcesz zapewnić sobie miejsce w show-biznesie?
Zapomnij o szacunku wobec siebie.
Usłyszałam tę radę, gdy miałam szesnaście lat. Występowałam wtedy w teatrze muzycznym w Gdańsku. Ludzie zaczęli doceniać mój talent, powoli zyskiwałam popularność. Po premierze mojego pierwszego dużego spektaklu Aleksander Frydrych, wielka gwiazda, przytulił mnie na scenie i wręczył mi kwiaty. Był moim mentorem, ten gest był miły, szczery. Chciał mi pogratulować wspaniałego debiutu. Zrobiono nam wówczas kilka zdjęć, a media dorobiły do nich nagłówek, który zdecydowanie przyśpieszył moją karierę. Cała Polska chciała wiedzieć, kim jestem – nieślubną córką czy kochanką.
Po tym wydarzeniu Aleksander się wściekł, ale nawet nie próbował niczego wyjaśniać. Wydawało mi się, że jest zrezygnowany. Chciałam to zdementować, zażądać sprostowania, porozmawiać z jego żoną. Czułam, że muszę coś zrobić. On jednak cały czas mnie hamował. Tłumaczył mi, że ciągnięcie tego nie jest nikomu potrzebne. Naciskałam na niego, wręcz próbowałam na siłę sprowokować go do reakcji. Powiedział mi wtedy: „Nino, jeśli chcesz zapewnić sobie miejsce w show-biznesie, zapomnij o szacunku wobec siebie”. Pamiętam, że prychnęłam w odpowiedzi i powiedziałam mu, gdzie może sobie wsadzić takie mądrości. On uśmiechnął się tylko ze współczuciem. Niewiele czasu zajęło mi zrozumienie, że miał rację.
Show-biznes to dżungla. Nie ma w niej miejsca na moralność. Nie ma miejsca na bycie sobą. Jeśli chcesz przetrwać, musisz wyrzec się siebie, robić rzeczy, z których nigdy nie będziesz dumny.
Nina Kabat
Objął mnie prawą ręką, przycisnął usta do mojego policzka. Czułam zapach jego perfum – Armani, te zielone, sama mu je kupiłam. Dobrze wyczuwalne nuty bergamotki, cytryny i szałwii, a także kardamonu i cedru. Totalnie nie rozpoznawałam w tym zapachu woni liści fiołka, kminku – jak w ogóle pachnie kminek? Nie wspominając już nawet o zamszu, który również był wymieniony w opisie. Producent jednak gwarantował, że właśnie te składniki tworzą tę wyjątkową kompozycję. To prawda, że trudno było o niej zapomnieć. Zapach tych perfum utrzymywał się zdecydowanie zbyt długo. Z trudem przywołałam uśmiech na twarz i zachichotałam w reakcji na jego poczynania. Patrzyłam przy tym prosto w kamerę. Tak naprawdę marzyłam jedynie o tym, by zwymiotować mu na kolana. Ciekawe, jakie wtedy mielibyśmy zasięgi, co? Musiałam jednak grać kogoś, kim nie jestem – szczęśliwą żonę. Kurwa… Jakim cudem znowu znalazłam się w tym miejscu?
Mój wizerunek w mediach był różnorodny, w zasadzie jak sinusoida – raz było zajebiście, raz chujowo, czasem byłam bohaterką, innym razem wrogiem publicznym numer jeden. Albo pojebaną laską. Bywały chwile, że sama nie wiedziałam, kim jestem. Podczas koncertów dbałam o to, by szokować fanów – czasami strojem, innym razem choreografią albo oprawą sceniczną. Lubiłam się wyróżniać z tłumu. Zdarzało mi się wchodzić w utarczki słowne z innymi gwiazdami, czasem wywiązywały się z tego większe awantury. Mój były mąż dotrzymywał mi tempa. Braliśmy udział w nagich sesjach zdjęciowych, ostro imprezowaliśmy albo awanturowaliśmy się publicznie. Po rozwodzie doradzono mi, żebym się wyciszyła, wycofała nieco z życia publicznego, grała przykładną kobietę, opłakującą swój związek. Tyle że ja nie bardzo miałam czego żałować. Chciałam imprezować i świętować. Mocno dostałam wtedy po dupie, bo media uważały, że zostawiłam Patryka przez jego chorobę, a w klubach próbowałam uczcić jego śmierć. Fakty wyglądały jednak zupełnie inaczej. Po pierwsze zostawiłam go, bo był niedojrzałym fiutem. Po drugie kopnął w kalendarz zaraz po rozwodzie. Nie miałam z tym jednak nic wspólnego. Gdyby powiedział mi, że jest chory, pewnie bym z nim została. Zdaniem niektórych byłam pojebana, ale tak naprawdę miałam wielkie serce i zawsze kochałam zbyt mocno. Pożądałam miłości niemal tak bardzo jak sławy czy powietrza. Tego chuja szczerzącego facjatę do telefonu też kochałam zbyt mocno. Niczego nie nauczyłam się po poprzednim małżeństwie. I tu leżał problem. Nie byłam jeszcze pewna, jak powinnam rozwiązać tę sytuację.
– Dziękujemy za to, że byliście z nami na livie – powiedział Krystian. – Do zobaczenia! A! Zapomniałbym… Dziś na moim kanale o dwudziestej startuje dla was specjalny live. Wpadnie mój kumpel, legenda polskiej piłki nożnej. Będziemy wspólnie zajadać przekąski i oglądać mecz naszej drużyny. Tak że ten… widzimy się później!
Poczekałam, aż Krystian wyłączy kamerę, i od razu się od niego odsunęłam. Cała przesiąkłam jego zapachem. Czułam się brudna. Potrzebowałam prysznica. Teraz! Chciałam zetrzeć z siebie cały jego zapach i ten pierdolony kit, który właśnie wcisnęłam swoim fanom. Najpierw jednak musiałam stąd uciec.
– Nie zachowuj się, jakby mój dotyk parzył – stwierdził rozbawiony. – Jesteśmy w końcu małżeństwem.
– Boję się, że się czymś zarażę, kurwiarzu. Jesteś potencjalną wylęgarnią chorób wenerycznych.
Krystian wybuchnął śmiechem. Obserwował mnie bardzo uważnie. Narzuciłam na siebie obszerną męską bluzę z kapturem, do tego wciągnęłam luźne spodnie dresowe i adidasy. Musiałam niepostrzeżenie przemieścić się do swojego nowego domu. Azylu, o którym, jak miałam nadzieję, nikt się nie dowie w najbliższym czasie. Potrzebowałam go, żeby się pozbierać i wymyślić, co dalej.
– Pomyśleć, że jeszcze miesiąc temu krzyczałaś w moim ramionach – nabijał się ze mnie.
Chuj… Skończony chuj. Gdzie ja miałam oczy? Chyba naprawdę zapadłam na pomroczność jasną, bo przecież inaczej nie da się tego usprawiedliwić.
– Och, Krystian, rób mi tak dalej.
– Pierdol się.
– A może chcesz skorzystać? – prowokował. – W końcu lubisz się ze mną pieprzyć.
Nie wytrzymałam i strzeliłam go w twarz. Z satysfakcją obserwowałam, jak jego głowa odskakuje w bok, a oczy rozszerzają się w zdumieniu. Złapał się za bolący policzek. Musiało go zapiec. Wiem, bo mnie bolała cała dłoń, którą go uderzyłam. Było warto, naprawdę, kurwa, było warto.
– I tak tu wrócisz, będziesz musiała w końcu ze mną porozmawiać. Musimy się rozstać albo zejść z powrotem, ewentualnie porozumieć i rozpocząć prawdziwą grę pozorów. To byłoby nawet podniecające, nie?
– Pierdol się.
Wyszłam z mieszkania i zatrzasnęłam za sobą drzwi z taką siłą, że byłam pewna, że wylecą z futryny. Zjechałam windą na parking, wsiadłam do niepozornego samochodu – z uwagi na kłótnie z mężem wynajęłam srebrne Renault Clio. Ruszyłam na przeciwległy koniec Szczecina, skąd mogłam przebić się drogą szybkiego ruchu prosto do domu, do swojej oazy spokoju. Musiałam znaleźć się jak najdalej od niego – człowieka, którego kochałam i nienawidziłam jednocześnie. Z taką samą intensywnością. Byłam pewna, że gdyby ktoś dał mi nóż, zajebałabym go, a gdybym dostała kondom, to bym go przeleciała. Wcześniej czy później będę musiała wybrać właściwą opcję.
Trzy tygodnie temu kupiłam niewielki dom w Kobylance, zaangażowałam się w urządzenie go, choć większość pomieszczeń była już gotowa. Zamieszkałam w nim sama. Znaczy nie do końca sama, bo ze swoim kotem Mikeshem. Najważniejsza była dla mnie prywatność. Bez wyzywającego makijażu, ekstrawaganckich ubrań i doczepów wyglądałam jak zupełnie inna osoba, dlatego sąsiedzi jeszcze się nie zorientowali, kto mieszkał za płotem. Dzięki temu czułam się swobodnie. Mogłam biegać, spacerować po okolicy albo po prostu zamykać się w domu na długie godziny i zupełnie nikogo to nie interesowało. Był to dla mnie prawdziwy azyl, o jakim marzy każdy artysta. Najważniejsze, że nie musiałam się obawiać fotoreporterów. Przynajmniej na razie.
Mój dom widać było z oddali. Stał na skraju lasu. Płot od wewnątrz osłaniał wysoki i gęsty żywopłot, przez który nie sposób było zajrzeć do środka. Otworzyłam bramę i wjechałam do garażu. Później weszłam do wiatrołapu, czekał tam już na mnie Mikesh. Był ogromnym kociskiem, ważył prawie jedenaście kilo. Dostałam go na urodziny od swojego pierwszego męża. Wybrał rasę maine coon, bo wydała mu się ekstrawagancka. Ja pokochałam Mikesha za jego grube futro i cudowny charakter. Zachowywał się zdecydowanie bardziej jak pies niż kot. Był teraz moim jedynym towarzyszem w trudnych chwilach – tylko on znał mój sekret.
– Siemaneczko, mój ty słodziaczku.
Podrapałam go za uchem i posłusznie poszłam za nim do miski. Nasypałam mu trochę chrupek i dopiero wtedy odetchnęłam z ulgą. Byłam u siebie, sama, bezpieczna. Nie potrafiłam opisać tego, jak wspaniałe to uczucie.
– Ta sytuacja musi się skończyć, Mikesh.
Kot zawtórował mi przeciągłym miauknięciem.
– Chyba nie dam już rady tego ciągnąć, wiesz? Jak długo można żyć w kłamstwie i nie móc zaufać dosłownie nikomu?
Nie doczekałam się żadnej reakcji. Mikesh zupełnie nie zwracał na mnie uwagi, pochłonięty jedzeniem.
– Chciałabym pozbyć się swojego męża. Wykopać go z życia prywatnego i medialnego. Chciałabym, żeby po prostu, kurwa, przepadł. Tyle że pewnie, jak zacznę mówić, co myślę, media przypierdolą się do mnie, a nie do niego. Kurwa… Pierdolona chujnia. Jak mogłam znowu do tego doprowadzić?
Poczekałam, aż Mikesh wszystko zje, i ponownie podrapałam go za uchem. Zamruczał błogo. Później ruszyłam na górę. Dom miał niewiele ponad sto dwadzieścia metrów. Na dole znajdowały się niewielka łazienka, ogromny salon odgrodzony od kuchni ścianką działową, miał na niej zawisnąć telewizor, ale nie zdążyłam go jeszcze kupić. Na górze mieściła się sypialnia z garderobą, ogromna łazienka i niewielkie studio nagraniowe, w którym tworzyłam muzykę. Studio było pierwszym pomieszczeniem, jakie tutaj urządziłam, w tym przypadku nie poszłam na żaden kompromis.
Weszłam do sypialni i od razu zauważyłam niewielką paczkę na łóżku. Moje serce zabiło mocniej. Było to pudełeczko zapakowane w czerwony papier i przewiązane zieloną wstążką. Poczułam na łydce przyjemne ciepło. Mikesh miauknął przeciągle, jakby chciał mi dodać otuchy.
– Najwyraźniej o mojej przeprowadzce i rozstaniu wiecie ty i stalker. Mogę uciec od męża, ale nie od niego…
Z bijącym sercem podeszłam do łóżka, podniosłam pudełeczko i je otworzyłam. W środku znajdowała się bransoletka. Wyjęłam ją. Składała się z zielonego sznureczka i złotej zawieszki kota przypominającego Mikesha. Była to misterna jubilerska robota, nic taniego. Przeczytałam kartkę, która była dołączona do prezentu: „Wiem, co robisz. Odejście od niego to wspaniała decyzja. Gratuluję. Twój największy fan”.
– Kurwa! – wrzasnęłam najgłośniej, jak potrafiłam, jednocześnie rzucając prezentem o ścianę.
Wzięłam głęboki wdech i powoli wypuściłam powietrze. Drżącymi rękami schowałam bransoletkę do pudełeczka, weszłam do garderoby i wrzuciłam je do dużej szuflady. Trzymałam tam wszystkie prezenty od stalkera. Zostawiał mi je z różną częstotliwością od ponad roku. Nie potrafiłam się od niego uwolnić. Jak się okazywało, hajs, znajomości i możliwości nie wystarczały, by policja w tym kraju zaczęła działać.
Wybrałam numer agencji ochrony, na którą namiar dostałam od znajomego. Odczekałam kilka sygnałów, zanim ktoś odebrał.
– Dzień dobry, agencja ochrony Fox Security i…
– Od roku naprzykrza mi się pierdolony stalker, teraz włamał mi się do nowego domu. Chcę pozbyć się tego skurwiela w trybie ekspresowym. Jak szybko jesteście w stanie przyjechać? Mieszkam w Kobylance.
Kobieta zamilkła. Tak jakby przerwanie jej standardowej formułki prowadziło do zacięcia systemu. Gardziłam ludźmi nienadążającymi za mną. Marnowali tylko mój czas, który uważałam za najcenniejszą walutę. Dostawałam pierdolca, gdy ktoś ośmielał się próbować mi go odebrać.
– Żyjesz tam?
– Ja… Witam w agencji ochrony…
– Tak, Fox Security. No przecież wiem, kurwa, gdzie dzwonię, nie? Chcę wam zlecić robotę, przydałaby się jakaś reakcja.
– E… Jest pani naszą klientką?
– Gdybyście ochraniali mój dom tak, że wlazłby do niego stalker, to nie byłabym, do kurwy nędzy, taka sympatyczna, a na pewno nie zamierzałabym wam zapłacić za zjebaną robotę. Chociaż po rozmowie z tobą też się, kurwa, zastanawiam, czy powinnam płacić takim amebom intelektualnym.
– Ja…
– Masz nad sobą jakiegoś szefa? Pana niewolników? Właściciela? Starszego brata tudzież męża? To połącz mnie z nim!
Po drugiej stronie zapadła cisza, usłyszałam jednak dźwięk oznaczający przełączanie rozmowy. Położyłam komórkę na komodzie, bębniłam nerwowo paznokciami w drewniany blat. Nienawidziłam czekać.
– Filip Lisiecki, Fox Security, chciała pani ze mną rozmawiać. Moja asystentka nie zdołała mi wyjaśnić, o co chodzi. Czy mogę wiedzieć, z kim rozmawiam i jak mogę pani pomóc?
Mężczyzna miał głęboki głos o ciepłej barwie, lekko nosowy, ale mocny. Podobał mi się. Był przyjemny dla ucha.
– Nina Kabat, potrzebuję natychmiastowej ochrony. Stalker włamał mi się do domu. Niepierwszy raz, to ten sam pojebaniec.
Czasami miałam wrażenie, że śledził każdy mój ruch. Jako pierwsza przyszła koperta, były w niej zdjęcia z mojego koncertu oraz bilet i karteczka z napisem „Było zajebiście. Twój największy fan”. Później w urodziny dostałam diamentowe kolczyki oraz życzenia. Był na wszystkich moich koncertach, słuchał moich wywiadów i gorąco je komentował. Wiadomości zostawiał na portierni, pod moimi drzwiami, czasami w mieszkaniu, aż wreszcie po ślubie dostałam od niego dowody zdrady mojego męża. Nie ukrywam, okazał się pomocny, ale ta sytuacja… męczyła mnie. Powoli zaczynałam się go bać. Teraz dodatkowo włamał się do mojego nowego domu, którego adres znałam tylko ja. Musiał obserwować mnie cały czas. Fuck! Byłam z tą sprawą na policji, ale tam niewiele zrobiono. Nigdy nie było śladów włamania, jakby miał klucze.
– Z przyjemnością zajmiemy się pani ochroną – zapewnił Lisiecki tym samym spokojnym tonem. – Mogę wysłać kogoś jeszcze dzisiaj, założy system alarmowy z monitoringiem i interwencją. Pani dom zostanie wówczas objęty całodobowym monitoringiem, jeśli alarm się włączy, ekipa interwencyjna dowie się o tym po kilku sekundach i pojawi się na miejscu. Będziemy monitorować sygnały włamania, sabotażu, uzbrojenia, rozbrojenia, zasilania, usterki, pożaru, zalania. Jeśli sobie pani życzy, nasz pracownik może sprawdzać dom, zanim wejdzie pani do środka, o dowolnej wcześniej umówionej porze.
– Strzelam, że kosztuje to kupę hajsu, a jak ten pojeb wejdzie do środka, to zanim wy dojedziecie, i tak spierdoli.
– Przyjazd na miejsce zajmuje nam zazwyczaj do kilku minut, mamy bazy w różnych miejscach Szczecina oraz na obrzeżach miasta. Natomiast jeśli jest pani zainteresowana pełnym pakietem ochrony, nasz pracownik może pozostawać na posterunku dwadzieścia cztery godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu.
– Mam łazić z gorylem po mieście?
– Goryle są w zoo, w naszej firmie cenimy sobie sensowne budowanie mięśni, jesteśmy bardzo dyskretni – zapewnił mnie. – Istnieje również opcja, że nasz pracownik będzie obserwować pani dom dwadzieścia cztery godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Dzięki temu będziemy mogli zareagować w kilka sekund. Oczywiście zadbamy o to, by nie wzbudzić zainteresowania sąsiadów. Domyślam się, że zależy pani na dyskrecji.
Zawahałam się. W zasadzie brzmiało to w miarę sensownie. Zachowałabym niezależność, a mój dom byłby bezpieczny.
– Czuję, że to panią zainteresowało. Oferta naszej firmy jest naprawdę bogata, możemy ją dowolnie dostosować do pani potrzeb. Jeśli byłaby też pani zainteresowana złapaniem stalkera, współpracujemy z firmą detektywistyczną.
– Nazywa się Zając i spółka?
Mężczyzna się roześmiał.
– Nazywa się FOX Investigations, prowadzi ją mój brat.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
– Wiem, wiem, jak to brzmi, ale gwarantuję, że obie nasze firmy świadczą usługi na najwyższym możliwym poziomie.
– Dobra, sprawdźmy, co potrafią liski – zgodziłam się rozbawiona. – Na początek chcę alarm z monitoringiem i pracownika pod domem. Całodobowo. A… Chciałabym również sprawdzić, czy nie ma w domu podsłuchów, kamer, niczego, co mógł założyć stalker. I chcę to na cito. I chcę pana.
– Mnie?
– Cóż… Pana sekretarka nie wykazała się bystrością, a ja pracuję tylko z najlepszymi. Chcę mieć do pana prywatny numer i najlepszą możliwą obsługę. Inaczej zlecę tę robotę komuś innemu.
Usłyszałam po drugiej stronie westchnięcie, ale i zgodę. Podałam adres, umówiliśmy się za pół godziny. Rozłączyłam się. Trudno było mi to przyznać nawet przed samą sobą, ale poczułam ulgę. Rzuciłam się na łóżko, a Mikesh umościł się obok mnie. Podrapałam go za uchem.
– Może powinniśmy powiększyć rodzinkę o psa? Najlepiej jakiegoś wielkiego, stróżującego. Co ty na to, Mikesh?
Kot przechylił łepek w bok. Miałam wrażenie, że patrzy na mnie z naganą. Roześmiałam się, głaszcząc go za uszami.
– Jesteś cudowny, ale nie sprawdzasz się w roli ochroniarza. Niby zatrudnimy Fox Security, ale psiak też by się przydał. Może klasycznie owczarek niemiecki? Mógłby jeździć ze mną do pracy. Taki komisarz Alex!
Mikesh ostentacyjnie wyszedł z sypialni, nawet na mnie nie spoglądając. Westchnęłam zrezygnowana.
– Obiecaj, że to przemyślisz!
Krystian Małkowski
Patrzyłem na nią. Była całkowicie naga. Miała idealne ciało. Zrobione cycki, płaski brzuch i wcięcie w tali, od którego nie potrafiłem oderwać wzroku. Krągłe pośladki wyrzeźbione na siłowni i długie, zgrabne nogi. Całe jej ciało błyszczało od drogiego balsamu, który jej podarowałem. Długie czarne włosy swobodnie opadały na ramiona. Opierała się o szybę. Zdecydowanie dobrze ustawiłem się w życiu. Podszedłem do niej, trzymając w dłoniach swojego twardego penisa. Drażniłem nim jej pośladki, aż w końcu wszedłem w nią szybkim ruchem. Z jej ponętnych ust wyrwał się jęk. Chwyciłem ją za szyję i docisnąłem mocniej do szyby, drugą rękę trzymałem na jej biodrze. Pieprzyłem ją szybko, patrząc na panoramę Szczecina.
– O… tak… a…
– Zamknij się!
Posłusznie zacisnęła usta pomalowane czerwoną szminką. Zadowolony z siebie przymknąłem oczy. Byłem coraz bliżej spełnienia. Nie miałem pojęcia, co tak bardzo mnie dzisiaj podnieciło. Pośladki tej młodej siksy czy to, że pieprzyłem ją w mieszkaniu swojej żony, dzięki której naprawdę dobrze ustawiłem się w życiu.
– O kurwa…
Doszedłem, dysząc jej w kark, dopiero po chwili ją puściłem. Nie interesowało mnie, czy było jej dobrze. Kupiłem jej drogie prezenty, zamówiłem jedzenie prosto od szefa kuchni jednej z moich ulubionych restauracji i pozwoliłem pobyć w swoim towarzystwie. Można powiedzieć, że hojne zapłaciłem jej za ten wieczór. Odwróciła się do mnie z uśmiechem, zarumieniona od seksu, z zalotnie wypiętymi piersiami.
– To było niezie…
– Niezłe – przerwałem jej. – Całkiem niezłe.
Ściągnąłem kondom i rzuciłem go w kąt. Nie zawracałem sobie głowy sprzątaniem. Wiedziałem, że jutro zajmie się tym pracownica opłacona przez moją żonę. Tak, moje życie było naprawdę luksusowe. Wszystko zawdzięczałem sobie, zwłaszcza temu, w jaki sposób działałem na kobiety.
– Co teraz?
– Ubieraj się i wypierdalaj.
Patrzyłem, jak na jej twarzy odmalowuje się szok. Czerwone usta ułożyły się w podkówkę, a oczy zaszkliły. Wiedziała, że nie żartowałem, i to ją dotknęło. Instynktownie położyła dłonie na piersiach, tak jakby chciała się zakryć. Proszę bardzo, i tak już wszystko widziałem.
– Ale…
– Wieczór dobiegł końca, spierdalaj.
– Dlaczego taki jesteś?
– Ubieraj się i wypad, inaczej ktoś cię wyrzuci.
Nie chciałem oglądać jej łez, więc ruszyłem prosto do łazienki. Kątem oka zauważyłem, jak pospiesznie zbiera swoje ubrania. Kolejna naiwna, która liczyła na więcej, myśląc, że jest absolutnie wyjątkowa. Żadna kobieta nie była dla mnie dostatecznie dobra. Zamknąłem drzwi do łazienki i napuściłem wody do wanny. Zanurzyłem się i przymknąłem oczy.
Zajmowałem się sprzedażą różnych dóbr – od zdrowej żywności po produkty bankowe, edukacyjne czy kosmetyczne. Byłem przedstawicielem medycznym, agentem ubezpieczeniowym, pracownikiem call center. Jedyne, co mi w życiu wychodziło, to gadanie i bajerowanie. Byłem w tym naprawdę niezły. Chciałem jednak czegoś więcej – znacznie więcej. Marzyłem o sławie, pieniądzach, luźnym grafiku – wszystko to dostałem od żony.
Nina Kabat była gwiazdą wielkiego formatu. Piosenkarka, modelka, projektantka, influencerka – mógłbym tak wymieniać bez końca, ale to wszystko nie miało znaczenia. Liczyło się jedynie to, że była sławna i nadziana. Na jej koncie bankowym spoczywało więcej pieniędzy, niż byłem w stanie wydać. Miała wszystko, o czym marzyłem, wystarczyło ją tylko zdobyć, by po to sięgnąć.
– Kurwa…
Poczułem lekkie zawroty głowy. W ostatnim czasie towarzyszyły mi coraz częściej. Wypuściłem wodę z wanny i przez chwilę leżałem wpatrzony w sufit. Zazwyczaj mi to pomagało i chroniło przed omdleniem. Oddychałem płytko, bo coś uciskało mi mostek. Skórę miałem lepką od potu, chociaż dopiero co się wykąpałem. Leżałem tak chyba z dziesięć minut, aż poczułem się lepiej.
– Król życia, nie ma co… – mruknąłem do siebie. – Uwiodłeś gwiazdę wielkiego formatu, ale z twoim zdrowiem coraz gorzej.
Na początku wykonałem dokładny research, obejrzałem wszystkie możliwe wywiady, regularnie sprawdzałem, co wrzuca do social mediów. W końcu pojawiłem się w schronisku dla bezdomnych zwierząt, które regularnie wspierała. Zaczepiłem się tam jako wolontariusz, przekonałem ją, że kocham zwierzęta tak jak ona. Po dwóch niby przypadkowych spotkaniach i spacerach z różnymi psami zgodziła się ze mną spotkać. Wystarczyła jedna randka, by ją zbajerować. Spotkaliśmy się jeszcze trzy razy, zanim zaprosiła mnie do siebie. Wylądowaliśmy wtedy w łóżku. Od tamtej pory byliśmy nierozłączni, a ja zacząłem powoli korzystać z jej bogactwa i sławy. Pokazywaliśmy się na imprezach, premierach, galach, udzielaliśmy razem wywiadów. Zaczynałem być na topie i wykorzystywałem to najlepiej, jak potrafiłem, przede wszystkim poznając ważnych ludzi. Stałem się influencerem, modelem, promotorem wielu marek. Firmy chętnie podpisywały ze mną umowy, bo byłem zajebistym sprzedawcą. Czasami przeprowadzałem wywiady w studiu Niny. Mój kontent był prosty, opierał się na gadaniu ze znanymi ludźmi, Niną i jej znajomymi, a później znajomymi ich znajomych. Wspólnie nagrywaliśmy filmiki o tym, jak rozmawiamy, oglądamy, gotujemy, spacerujemy, zwiedzamy jakieś miejsca. Dzięki Ninie, jej pieniądzom i kontaktom zacząłem spełniać swoje największe marzenie – tworzyłem scenariusz do własnego filmu. Wkrótce też dostałem segment w telewizji śniadaniowej, gdzie testowałem różne gadżety. Byłem ambasadorem wielu luksusowych marek. Zyskiwałem na popularności każdego dnia, tworzyłem własną markę osobistą i zarabiałem sporo hajsu. Dzięki temu mogłem dać Ninie wypasiony pierścionek zaręczynowy i się oświadczyć. Była tak szczęśliwa, że kupiła dla nas mój wymarzony apartament w Hanza Tower. Zapłaciła też za nasz ślub. Właściwie to płaciła za wszystko, a ja po prostu czasami ją rozpieszczałem miłymi niespodziankami. Nigdy nie żałowałem na nią swoich pieniędzy, bo lekką ręką wydawałem te zarobione przez nią. Zresztą, przygotowując dla niej niespodzianki, tworzyłem jednocześnie nietuzinkowy kontent do sociali. Chciałem utrzymać wizerunek kochającego męża, by ludzie nie postrzegali mnie jak utrzymanka.
Tak oto dzięki własnym staraniom zacząłem żyć jak pączek w maśle. Stałem się na tyle niezależny, że nie potrzebowałem już Niny. Zwłaszcza że przy rozwodzie zgarnąłbym niezłą sumkę. Mogłem się jej pozbyć w każdej chwili. Na razie jednak się na to nie zapowiadało. Nina nie chciała brać rozwodu zaledwie siedem miesięcy po ślubie. Byłaby to dla niej spora skaza na wizerunku. Przy poprzednim rozwodzie media bezlitośnie się na nią rzuciły. Zapewne nie chciała przeżywać tego ponownie. Z kolei dla mnie trwanie w małżeństwie było po prostu wygodne. Czekałem na rozwój wypadków, korzystając z luksusowego życia, które mi zapewniła.
Julia Banasiak
Siedziałam w ogromnych różowych słuchawkach, popijałam wino prosto z butelki i uśmiechałam się sama do siebie. Właśnie po raz pierwszy w radiu usłyszałam singiel promujący moją debiutancką płytę Per aspera ad astra. Nie potrafiłam opisać tego, co czułam. Łzy wzruszenia spływały mi po policzkach. Zasłużyłam sobie na to wszystko. I pomyśleć, że mogło mi się nie udać przez Ninę Kabat… Absurd. Ta kobieta powinna wiedzieć, kiedy zejść ze sceny. Wiem, że zyskałam szansę, żeby ją zastrzelić.
Jestem influencerką, prowadzę konto lifestylowe. Gadam o kosmetykach, ciuchach, zamiłowaniu do sportu, kręcę vlogi i przede wszystkim śpiewam. Mam ogromną rzeszę obserwujących, którzy śledzą i wspierają każdy mój krok. W internecie postrzegano mnie jako młodą siksę, słodką, trochę głupiutką, leniwą… Typowe bananowe dziecko. Niewiele osób wiedziało, że od dziewiętnastego roku życia prowadziłam własną działalność. Jestem też na trzecim roku studiów prawniczych, tylko chwilowo wzięłam dziekankę. Po prostu pewnego dnia postawiłam wszystko na jedną kartę, zgłosiłam się do programu Pokaż, jaki masz talent i wygrałam go, chociaż Nina Kabat cały czas rzucała mi kłody pod nogi. Nie mam pojęcia, dlaczego ta kobieta tak bardzo mnie nienawidzi. Wydaje mi się, że jest zwyczajnie zazdrosna. W prasie kilkukrotnie wspomniano, że jestem jej młodszą, lepszą wersją. Nie miałam zamiaru odpuszczać, ciągnęłam tę grę. Czy mnie bawiła? Może trochę, przede wszystkim jednak nie zamierzałam pozwalać nikomu się tak traktować. Miałam talent i zamierzałam to udowodnić absolutnie wszystkim. Nie będę nikogo przepraszać za to, że żyję i chcę zabłysnąć. Utoruję sobie drogę na szczyt – sama, jeśli będzie trzeba.
W odcinku eliminacyjnym do programu Pokaż, jaki masz talent zaśpiewałam Patrzcie na mnie. Utwór z płyty Lśnij, do którego Nina Kabat sama napisała tekst i muzykę. Piosenka przez wiele miesięcy królowała na listach przebojów, Nina śpiewała ją na każdym koncercie. Moje wykonanie podbiło serca publiczności oraz dwóch jurorów, media rozpisywały się o mnie jako o nowej gwieździe. Wszędzie słyszałam własny głos, ludzie wrzucali tę piosenkę nawet do swoich rolek w social mediach. To było czyste szaleństwo. Ale Nina nie była z tego zadowolona. Skrytykowała moją interpretację, wytknęła mi każde najdrobniejsze niedociągnięcie. Mimo to przeszłam dalej. W półfinale wykonałam kolejny jej utwór: Tamta ja. Nie zrobiłam tego z premedytacją. Pomysł należał do reżysera programu, który chciał podgrzać konflikt między mną a nią. Moja interpretacja ponownie spodobała się publiczności, jurorzy byli zachwyceni, oczywiście z wyjątkiem Niny. Ostro mnie skrytykowała, ale nie przejęłam się tym za bardzo – ludzie byli po mojej stronie, co wyraźnie pokazywały statystyki i wypowiedzi w socialach. W finale wykonałam jej główny singiel z najnowszej płyty Walkiria i wygrałam cały program, a później nagrałam własną płytę. Dziś puściłam do radia pierwszy singiel. Premiera teledysku została zaplanowana na jutro, a płyty na poniedziałek. Otrzymałam zaproszenie do śniadaniówki, kilku stacji radiowych, programów innych influencerów.
Najbardziej cieszyłam się z występu na gali sylwestrowej. Mój agent naprawdę zadbał o to, żeby rozkręcić moją karierę. Główny występ wieczoru jak zwykle należał do Niny, była weteranką sylwestrowej gali, która w tym roku odbywała się w Szczecinie. Nina jako rodowita Szczecinianka była wyróżniana przy każdej okazji. Ale tym razem atmosferę podkręcało napięcie między nami – spodziewano się prawdziwej jatki, dzięki czemu znalazłam się w centrum zainteresowania i nie było osoby, która nie kojarzyłaby mojego nazwiska. Jak w ogóle zaczął się ten konflikt? Nie do końca to rozumiem. Czasem myślę, że mocno nadepnęłam Ninie na odcisk przez to, że ruszyłam jej piosenki albo że jej agent Janusz Petersburski wziął mnie pod swoje skrzydła. Ale nie dbałam o nią, dopóki wszystkie te działania przynosiły mi korzyści.
Ściągnęłam słuchawki i uśmiechnęłam się sama do siebie. Usłyszałam dzwonek do drzwi i niechętnie podniosłam się z miejsca. Przyszła moja instruktorka.
Mieszkałam sama w przestronnym domu. Na dole urządziłam sobie siłownię i salkę, w której ćwiczyłam aerial hoop. Nie lubiłam zajęć grupowych, wolałam trenować sama. Mogłam sobie na to wszystko pozwolić – bardzo dobrze zarabiałam jako influencerka, miałam pieniądze z wygranych w różnych konkursach i programach telewizyjnych. Rodzice też czasem dawali mi jakąś kasę, nawet ten dom dostałam od nich na osiemnastkę. Część firm, z którymi współpracowałam, należała do znajomych moich rodziców – pomogli mi się szybko wybić w internecie. Niektórzy by powiedzieli, że wszystko zawdzięczałam rodzicom, ale to nie moja wina, że urodziłam się w bogatej rodzinie, w dodatku jako ukochana jedynaczka. Po prostu wykorzystywałam wszystkie swoje możliwości i ciężko pracowałam na sukces.
Otworzyłam drzwi i wpuściłam Agatę – instruktorkę akrobatyki. Uśmiechała się do mnie wesoło jak zwykle. Trenowałyśmy dwa, trzy razy w tygodniu. Robiłam dzięki temu szybkie postępy. Oprócz tego ćwiczyłam z trenerem personalnym. Mój wygląd był sumą wyrzeczeń, na które składały się dobrze zbilansowana dieta, regularne treningi, odpowiednia ilość snu, całkowita rezygnacja z alkoholu, konsekwentna pielęgnacja drogimi kosmetykami i dbanie o samorozwój.
– Powtarzałaś układ? – zapytała Agata.
– Aha… Wciąż mam jednak problem z tymi przejściami pomiędzy figurami. Wykonanie ich w tempie…
– Nie leżą ci?
– Są skomplikowane – przyznałam niechętnie. – A sylwestrowa noc już za półtora tygodnia. Za kilka dni mam próby w Szczecinie.
Agata pokiwała głową ze zrozumieniem. Poprosiłam ją, by przygotowała dla mnie efektowny układ. Chciałam, by mój pierwszy występ na scenie był idealny. Planowałam zaszaleć i zrobić naprawdę duże show. Widownia musiała to zapamiętać, żeby bilety na moją trasę koncertową się wyprzedały. Jednym z kluczowych elementów było koło podwieszone na scenie. Miałam je wykorzystać na początku piosenki, a później w przerwie przed kolejnym utworem. Agata ostrzegała mnie, że nauka takiego układu w krótkim czasie będzie trudna i wymagająca. Nie przypuszczałam jednak, że aż tak bardzo – siniaki we wszystkich możliwych odcieniach tęczy miałam dosłownie wszędzie. Najbardziej ucierpiały nogi i brzuch. Nie wspominając o zakwasach… Ale chyba zaczynałam się już do nich przyzwyczajać. Ból oznaczał, że żyję i mogę ćwiczyć dalej.
– Może chcesz go uprościć albo spróbować czegoś zupełnie innego?
– Nie, musi być perfekcyjnie.
– Może być perfekcyjnie i bez koła…
– Masz mnie tego nauczyć, i kropka.
Telefon zawibrował mi w kieszeni. Zerknęłam na wyświetlacz i odrzuciłam połączenie od Krystiana Małkowskiego. Zrobiłam to nie po raz pierwszy. Schlebiało mi, że mąż Niny do mnie dzwonił. Już dwukrotnie zapraszał mnie na spotkanie biznesowe, a ja czułam, że powinnam się zgodzić. Dzięki swojej sławnej żonie oraz własnemu biznesowi stał się kimś, kto liczył się w branży, mógł mnie przedstawić ważnym osobistościom. Cały czas rozkminiałam, ile mogłabym zyskać.
– Bierz się wreszcie do roboty – skarciła mnie Agata. – Do sylwestra coraz mniej czasu.
– Sí!
Dalsza część w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
PIERWSZA ZASADA SHOW-BIZNESU. POZBĄDŹ SIĘ SZACUNKU WOBEC SIEBIE
Rozdział 1. Nina Kabat
Rozdział 2. Krystian Małkowski
Rozdział 3. Julia Banasiak
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Meritum publikacji
