Ebook i audiobook dostępne w abonamencie bez dopłat od 03.11.2026
Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł
Przeszłość, która nie chce zostać pochowana.
W spowitej mgłą nadmorskiej wiosce nagle wychodzą na jaw tajemnice sprzed lat. Piętnaście lat po zaginięciu Aurelii, uczennicy elitarnego liceum, na terenie dawnej szkoły zostają odnalezione ludzkie szczątki. Okazuje się, że dziewczyna nigdy nie opuściła Mgielnicy.
Natalia Lechowicz, dawna przyjaciółka Aurelii, musi zmierzyć się z powracającymi wspomnieniami i odkryć, co naprawdę działo się za zamkniętymi drzwiami prywatnego liceum. Spotkania z dawnymi znajomymi uświadamiają jej, że wszyscy coś ukrywają, a sama Aurelia nie była osobą, za którą ją uważano.
Czy wśród dawnych przyjaciół Natalia znajdzie mordercę? I jak daleko posuną się inni, by prawda nigdy nie ujrzała światła dziennego?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 291
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © by Agata Zamarska, 2026
Copyright © by Grupa Wydawnicza FILIA, 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.
Wydanie I, Poznań 2026
Projekt okładki: © Daniel Rusiłowicz
Redakcja, korekta, skład i łamanie: Editio
PR & marketing: Andżelika Wojtkiewicz
ISBN: 978-83-8441-461-3
Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.
ul. Kleeberga 2
61-615 Poznań
wydawnictwofilia.pl
Seria: FILIA Mroczna Strona
mrocznastrona.pl
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.
Dawno już zapadł zmrok, kiedy Natalia Lechowicz przemykała ciemnymi korytarzami starego internatu, który od prawie dwóch lat był jej domem. Podłoga skrzypiała pod jej stopami, a zawieszone na ścianach małe kandelabry niepokojąco migotały. Przez pierwsze tygodnie Natalia naprawdę bała się tego miejsca i starała się po zmroku nie wychodzić ze swojego pokoju. Jednak wtedy była wystraszona i niepewna, nie wiedziała, jak sobie radzić bez wspierającego towarzystwa rodziców, poza tym wciąż przeżywała to, co wydarzyło się w poprzedniej szkole. Kolejne miesiące sprawiły jednak, że nabrała hardości i śmiałości, o które nigdy by się nie podejrzewała.
Natalia zdawała sobie sprawę, jak ogromny wpływ na jej osobowość mieli poznani tu ludzie, a przede wszystkim olśniewające siostry Niemirskie. Kornelia i Aurelia były bliźniaczkami jednojajowymi, pięknościami z bogatego domu, na pierwszy rzut oka bardzo różniącymi się od Natalii. Jednak w rzeczywistości trzy dziewczyny wiele łączyło. Kornelia, tak samo jak jej nowa koleżanka, była wrażliwą, cudowną młodą kobietą o sercu na dłoni, a Aurelia… Cóż, przy niej odzywała się w Natalii mroczna strona, która zazwyczaj pozostawała ukryta przed światem.
Dziewczyny uczęszczały do prywatnego liceum z internatem, które świetnie wypadało we wszystkich rankingach szkół średnich i cieszyło się naprawdę bardzo dobrą opinią wśród rodziców. Na tym jednak kończyły się jego zalety. Już po miesiącu Natalia miała wyrobione zdanie na temat miejsca, do którego trafiła, i wiedziała jedno: Liceum imienia Elżbiety Batory było szkołą dla idiotów, którzy myśleli, że wszystko kupią za pieniądze. Większość jej kolegów była zwyczajnie tępa – nie interesowało ich nic poza przeglądaniem Internetu i czekaniem na przelewy od rodziców. Natalii trudno było zrozumieć, skąd brały się tak dobre wyniki egzaminów maturalnych, ale podejrzewała, że miało to coś wspólnego z nauczycielami, którzy przymykali oko na różne „pomoce naukowe”, z których uczniowie korzystali podczas sprawdzianów. Swego czasu słyszała o córce jakiegoś zachodniego magnata, która śpiewająco zdała maturę z polskiego, mimo że ledwo mówiła w tym języku i prawdopodobnie nie przeczytała żadnej z obowiązkowych lektur.
Niski poziom nauczania to jedno, ale Natalii o wiele bardziej doskwierało coś innego – potworna nuda. Szkoła znajdowała się na odludziu i nie było tu zbyt wiele do robienia. Raz w tygodniu można było wybrać się do położonego nieopodal Władysławowa, ale poza sezonem to miasto sprawiało raczej przygnębiające wrażenie. Natalia była tam kiedyś na wakacjach z rodzicami i zapamiętała tłum ludzi, kolorowe stragany oraz wesołe pokrzykiwania rozłożonych na leżakach turystów. Jesienią i zimą Władysławowo zamieniało się w mroczną krainę, pełną niespełnionych marzeń i zmarnowanych szans. Po każdej wizycie w tym miejscu Natalia czuła dziwną nostalgię, zupełnie nieadekwatną do jej wieku. Dlatego rzadko decydowała się na udział w takich wycieczkach. Wolała spędzać soboty we własnym łóżku, zatopiona w lekturze albo pogrążona w marzeniach o tym, jakie piękne będzie jej życie, gdy w końcu uda się jej wydostać z tego przeklętego miejsca.
Lekcje również nie spełniały jej oczekiwań. Natalia była uważana za kujona, chociaż poświęcała na naukę niewiele czasu. Bardzo szybko przyswajała wiedzę. Lubiła się uczyć – wszystko ją interesowało i początkowo dużo obiecywała sobie po zajęciach oferowanych w tej szkole. W kolorowej broszurce, którą wręczyła jej mama, opisywano eksperymenty chemiczne, kółka gastronomiczne oraz odkrywanie tajemnic w szkolnym obserwatorium. W praktyce nic nie wyglądało tak różowo. Ze względu na napięty plan dnia nie było możliwości uczestniczenia w innych dodatkowych aktywnościach niż tylko w tych przewidzianych w harmonogramie.
Szkoła zabijała w Natalii chęć pogłębiania wiedzy i ekscytację związaną z nauką. Ale może tak było w każdej placówce edukacyjnej? W przerwie świątecznej dziewczyna spotkała się ze swoją kuzynką, która kontynuowała naukę w technikum niedaleko rodzinnego domu. Opowiadała, że jej szkoła również nie oferuje niczego ciekawego, i dziwiła się, że Natalia w ogóle ma z tym jakiś problem.
– Ciesz się, że masz luz i nie musisz się specjalnie wysilać – mówiła, patrząc na Natalię jak na przybysza z obcej planety.
Mama mawiała, że jej córka jest niedzisiejsza i ma starą duszę. Natalię zawsze to denerwowało, ale teraz była skłonna przyznać jej rację. Obie z Kornelią były marzycielkami i lubiły o sobie mawiać, że urodziły się o dwieście lat za późno.
W końcu Lechowicz znalazła się pod pokojem sióstr. Nerwowo rozejrzała się na boki, sprawdzając, czy nikt jej nie zauważył. Dyrektorka surowo podchodziła do łamania szkolnego regulaminu i podkreślała, że nie wolno wieczorami włóczyć się po korytarzach. Natalię zastanawiało, z czego wynika ten zakaz. Co złego mogłoby ich spotkać na terenie szkoły? Oczywiście, o ile nie liczyć spotkania z Gustawem Miłkiem, złotą rączką i woźnym, który był dość szemraną postacią.
Drzwi lekko się uchyliły i dziewczyna szybko wślizgnęła się do środka.
– No, jesteś wreszcie! – powiedziała Aurelia, mierząc ją oskarżycielskim spojrzeniem. – Już myślałyśmy, że zasnęłaś albo nas olałaś czy coś…
Niemirska cicho się roześmiała, rozbawiona własnym żartem. Dobrze wiedziała, że Natalia nigdy by ich nie zignorowała. Za bardzo zależało jej na spotkaniu z Kori. Druga z bliźniaczek od dłuższego czasu nie była sobą, a dziś Natalia miała dla niej specjalną przesyłkę. Wzięła głęboki oddech i spróbowała odepchnąć od siebie niechciane myśli. Najbliższe minuty zdecydują o przyszłości jej przyjaciółki, ale nic więcej nie mogła dla niej zrobić. Mogła tylko się modlić do Boga, w którego coraz mniej wierzyła…
W pokoju sióstr pachniało świecami, które były rozstawione w całym pomieszczeniu. W internacie nie pozwalano uczniom palić świeczek w pokojach, ale najwyraźniej ten zakaz nie dotyczył Niemirskich, które co miesiąc odbierały ogromne paczki ze sklepu Yankee Candle. Natalia była pewna, że wychowawcy są tego świadomi, ale z jakiegoś powodu przymykali na to oko, być może nie chcąc podpaść wpływowym rodzicom sióstr.
– Fajnie, że jesteś. – Kornelia podeszła do niej i lekko ją przytuliła. – Mamy chipsy i czekoladowe wino, które jest obrzydliwe, ale może akurat tobie zasmakuje. Częstuj się.
Dziewczyna głośno zakaszlała i pociągnęła nosem. Zarzuciła na siebie koc, który wcześniej leżał na jej łóżku, i skulona usiadła przy małym stoliku.
– Jak się czujesz? – zapytała troskliwie Natalia. Kori od kilku tygodni nie pokazywała się na lekcjach i przez cały ten czas praktycznie nie wychodziła z pokoju.
– Bywało lepiej. Pogoda nie pomaga, nie mogę spać przez ten cholerny wiatr od morza. Pizga złem, nie da się tu żyć. – Kornelia zadzwoniła zębami i wzięła z rąk siostry duży kubek z jakąś parującą zawartością. Cokolwiek tam było, raczej nie spełniło oczekiwań dziewczyny, bo po wzięciu łyka odstawiła kubek na stół. – Jezusie słodki, co to za syf?
– Dziękuję za twoje starania, Aurelko. Jesteś aniołem, kochana. – Złośliwym tonem odezwała się druga z sióstr. – Pół dnia siedziałam na kółku zielarskim, żeby opracować dla ciebie zdrowotną miksturę, a ty tak mi się odpłacasz?
Kornelia zaśmiała się, ale w tym śmiechu nie było radości. Natalia z bólem uzmysłowiła sobie, że od bardzo dawna nie widziała przyjaciółki naprawdę szczęśliwej. Nawet gdy lepiej się czuła, to w jej zachowaniu było coś nienaturalnego, wymuszonego, jakby Kori odgrywała jakąś rolę i nie była do końca szczera.
Dziewczyna podejrzliwie popatrzyła na kubek i w końcu zdecydowała się wypić oferowany przez Aurelię napój. Chociaż krzywiła się przy każdym łyku, to dawała radę, motywowana przez siostrę, która nie spuszczała z niej oka.
Gdy cała zawartość kubka trafiła już do żołądka Kori, dziewczyny usiadły na swoich ulubionych miejscach we wnęce okiennej, gdzie Niemirskie wyłożyły puchate poduszki i koce, sprawiając, że był to najprzytulniejszy kącik w całym pokoju.
– To, co tam słychać w szkole? Auri mówiła, że Barkowska znowu zapowiedziała test z matmy, mimo że nie było jej ze dwa tygodnie i w ogóle nie mieliście lekcji. Co za tępa dzida! – powiedziała Kornelia, choć wszystkie doskonale wiedziały, że odpowiedź na zadane pytanie niewiele ją interesuje. Starała się zachowywać normalnie, tak, jak od niej oczekiwano, lecz szkoła nie była obecnie czymś, co zajmowało jej myśli. Natalia spojrzała na nią ze współczuciem, ale Kori tego nie zauważyła, wpatrując się w ciemność za oknem.
– Masakra! Jak znowu dostanę pałę, to ojciec mnie zabije! – Aurelia zaczęła nerwowo obracać bransoletki, które nosiła na lewym nadgarstku. Natalia wiedziała, że Niemirski senior bywa bardzo wymagający, choć głównie względem Auri. Drugiej z bliźniaczek był w stanie wybaczyć o wiele więcej, uważając ją za słabszą i mniej zdolną od siostry.
Samą Natalię niewiele interesowały nadchodzące egzaminy. Wiedziała, że świetnie sobie poradzi, bo przewyższała poziomem wiedzy nie tylko pozostałych uczniów, ale i niektórych z nauczycieli.
– Spokojnie, nie myśl o szkole, skup się lepiej na tym, żeby wyzdrowieć – skomentowała Natalia i uśmiechnęła się do przyjaciółki. – Bardziej interesujące są te ploty, które rozpowiada Darek i jego przydupasy. Teraz mówią wszystkim, że wyjechałaś do Niemiec, żeby pracować w burdelu.
Kornelia pokręciła głową, wyraźnie zażenowana.
– Wcześniej mówili, że umarłam, więc jest postęp.
Przyjaciółki popatrzyły na siebie, po czym wybuchnęły głośnym śmiechem, nawet Kori wydawała się szczerze rozbawiona.
W tym właśnie momencie ktoś zapukał do drzwi. Zaskoczona Natalia zwróciła się do Aurelii.
– Zaprosiłyście jeszcze kogoś? Będzie Tereska?
Niemirska w zamyśleniu pokręciła głową.
– Nie przypominam sobie. Chyba że…
Stukanie powtórzyło się i Aurelia powoli podeszła do drzwi. Nie było w nich zamontowanego wizjera, więc lekko je uchyliła.
– Ach, to ty… Czekałam na ciebie – wyszeptała z wyraźną ulgą w głosie i wyszła na korytarz, ostrożnie zamykając za sobą drzwi.
Wtedy Natalia widziała ją po raz ostatni.
– Należy się sto dwadzieścia złotych. Proszę pani? Halo!
Dopiero w tym momencie dotarło do mnie, że siedząca za ladą kobieta czegoś ode mnie chce. Zawstydzona sięgnęłam do torebki po portfel. Uśmiechnęłam się do ekspedientki i wyjęłam odliczone banknoty.
– Bardzo przepraszam, jestem dziś jakaś rozkojarzona.
– Wszystkim nam się to zdarza, kochaniutka. – Kobieta wzruszyła ramionami. Byłam pewna, że widywała o wiele gorsze rzeczy i mój chwilowy meltdown nie zrobił na niej wrażenia.
Pospiesznie wyszłam ze sklepu i ruszyłam przed siebie, nie do końca świadoma, co aż tak wytrąciło mnie z równowagi. Od lat miewałam takie krótkie zawieszki. Już się do nich przyzwyczaiłam, choć nie ukrywam, że bywały kłopotliwe – z pewnością nie wypadałam dobrze na rozmowach o pracę czy pierwszych randkach.
Szłam chodnikiem wypełnionym całą masą ludzi. Były godziny szczytu, więc wejścia do metra co kilka minut wypluwały setki wiecznie spieszących się osób. Wszyscy wydawali się brać udział w wyścigach, tylko nikt chyba nie zastanawiał się nad tym, co czeka na mecie. Nagle coś do mnie dotarło, więc gwałtownie się zatrzymałam, wzbudzając irytację idącej za mną osoby.
– Patrz, jak idziesz, krowo! – Usłyszałam, ale zignorowałam to. Mieszkając w dużym mieście, człowiek przyzwyczaja się do tego, że wszyscy są bezustannie wkurwieni.
Nie zwracając uwagi na nerwowe reakcje innych przechodniów, zawróciłam i już po chwili znów byłam w drogerii, w której ta sama, lekko otyła ekspedientka, przyglądała mi się bez większego zainteresowania.
– Zapomniała pani czegoś? – zapytała, ale zignorowałam ją i wbiegłam dalej, zanurzając się między alejkami, mijając kolejne półki wypełnione kolorowymi flakonikami i pudełeczkami z drogimi kremami.
Nic. Nikogo tu nie było.
Ale przecież… Dałabym sobie rękę uciąć, że przed chwilą ją tu widziałam.
– Przepraszam… – zwróciłam się do kasjerki, która, w dalszym ciągu niewzruszona sprawdzała coś w telefonie. – Czy ktoś właśnie stąd wyszedł? Czy był tu jeszcze jakiś klient oprócz mnie?
– Ja tam nie wiem, kochanieńka. Jaki klient? – Nieskalane rozumem spojrzenie powoli błądziło po mojej twarzy. – Tylko ty byłaś wtedy, no i teraz jesteś.
– Na pewno nie było tu takiej młodej, ładnej dziewczyny? Rude loki, duże usta? – przerwałam, bo wtedy to do mnie dotarło. Dziewczyna, którą widziałam, była bardzo młoda, miała może ze dwadzieścia lat. To nie mogła być Aurelia Niemirska, która teraz była już po trzydziestce.
Ale nie był to jedyny powód, dla którego nie mogłam spotkać Aurelii w sklepie na warszawskim Bemowie. Najważniejszy był fakt, że Niemirska nie dawała znaku życia od piętnastu lat. Po tym, jak wyszła ze swojego wypełnionego zapachem świec pokoju i zniknęła w mrocznym korytarzu, rozpłynęła się w powietrzu. Nikt już chyba nie miał nadziei, że kiedykolwiek uda się ją znaleźć. W każdym razie ja dawno już ją straciłam. Od kilku lat nawet nie szukałam śladów przyjaciółki w przestrzeni internetu. Zapomniałam o Niemirskiej, bo tak było łatwiej. Mogłam sobie wmówić, że Aurelia żyje sobie gdzieś daleko, spokojna i szczęśliwa, tak samo piękna jak dawniej.
Tym bardziej nie rozumiałam, skąd to dziwne uczucie, przekonanie, że przyjaciółka mignęła mi gdzieś między sklepowymi półkami. Przecież tak dawno już o niej nie myślałam. Dlaczego akurat dzisiaj twarz Aurelii znów stanęła mi przed oczami?
Nawet nie pamiętałam, jak przeszłam przez cały park i dotarłam pod swój blok. Ocknęłam się dopiero wtedy, gdy stara, wysłużona winda ze zgrzytem unosiła mnie na piąte piętro, na którym znajdowało się małe mieszkanie, które odziedziczyłam po babci. Pokręciłam głową, próbując przegonić natarczywe myśli, przekręcając klucz w drzwiach.
– Jestem! – krzyknęłam, choć nie miałam nadziei, że ktoś mi odpowie. Mój mąż, Igor, pracował jako ochroniarz w znajdującej się na Żeraniu elektrociepłowni i nad ranem wrócił ze swojej zmiany. Byłam pewna, że odsypia i wstanie dopiero na obiad. Miał bardzo mocny sen, więc nie było szans, by obudził go taki drobiazg, jak krzątająca się po mieszkaniu żona.
Wciąż lekko rozkojarzona włączyłam telewizor, który zajmował honorowe miejsce w pokoju, szumnie nazywanym przez nas salonem. Lubiłam, gdy coś grało w tle, nie wyobrażałam sobie siedzenia tutaj w zupełnej ciszy. Zaczęłam wypakowywać zakupy, jednocześnie zastanawiając się, co przygotować na obiad. Wiedziałam, że Igor lubił dobrze zjeść, ale zbliżał się koniec miesiąca i było naprawdę krucho z kasą. Pewnie skończy się na makaronie z pomidorami czy czymś podobnym.
Nagle wychwyciłam jakieś słowa z niewiele znaczącego bełkotu w tle. Zamarłam, niepewna, czy to tylko moje wyobrażenia, czy rzeczywiście padło to nazwisko.
– Łączymy się teraz z Wojtkiem Małachowskim, który obecnie przebywa w Mgielnicy, małej wiosce położonej pod Władysławowem. Wojtku, czy możesz nam powiedzieć, co dokładnie się wydarzyło?
Podeszłam bliżej ekranu, po czym opadłam na umieszczoną naprzeciwko telewizora kanapę, z otwartymi ustami wpatrując się w wyświetlane obrazy.
– Tak, oczywiście. W trakcie prac remontowych znaleziono szczątki ludzkie, które najprawdopodobniej należą do zaginionej przed piętnastoma laty Aurelii Niemirskiej, córki Ryszarda Niemirskiego, właściciela znanej w całej Europie sieci butików z odzieżą. Na terenie, na którym obecnie powstaje ekskluzywny hotel, wcześniej znajdowała się prywatna szkoła imienia Batorego…
– Batory… – szeptem poprawiłam prezentera, przypominając sobie, ile razy robiłam to w przeszłości. Wszyscy zakładali, że kończyłam liceum imienia Batorego, czasami miałam wrażenie, że nawet moi rodzice byli o tym przekonani.
– Znaleziono również należący do zaginionej wisiorek, który dostała od ojca na osiemnaste urodziny. Na miejsce przyjechała siostra ofiary Kornelia Niemirska-Stasiak, która jest dyrektorem do spraw marketingu w należącej do jej ojca spółce. Kobieta potwierdziła, że naszyjnik w kształcie serca należał do Aurelii.
Zamrugałam oczami, próbując przetrawić te nowe informacje. Niemirska-Stasiak? Gdy kilka lat temu znalazłam Kori na Facebooku, z pewnością nie była jeszcze mężatką. W międzyczasie musiało się to zmienić. Nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nazwisko Stasiak nie było mi obce. Przed laty znałam Tymona Stasiaka, chodził razem z nami do szkoły i był chłopakiem Aurelii.
– Cudowne miejsce, wspaniałe! Jak tu pięknie! – szczebiotała mama, gdy spacerowała wraz z Natalią po ciągnącej się kilometrami nadbałtyckiej plaży. – A ta szkoła! Sama musisz przyznać, że budynek jest przepiękny. Możesz czuć się tu jak księżniczka, jak te wszystkie bohaterki z książek, które tak kochasz!
Natalia doceniała starania mamy, chociaż nie zgadzała się z ani jednym jej słowem. Budynek szkoły nie wydał się jej piękny, a raczej przygnębiający, ponury i złowieszczy. W pokojach było zimno i nieprzytulnie, mogła się założyć, że zimą będzie tu naprawdę lodowato.
Poza tym szkoła znajdowała się na kompletnym odludziu, w zapomnianej przez Boga wiosce o dziwacznej nazwie Mgielnica. Najbliższe miasto, Władysławowo, było oddalone o kilka ładnych kilometrów, ale nawet ono było przecież zwykłym kurortem, w którym poza sezonem nic się nie działo.
O samej Mgielnicy w ogóle nie było sensu mówić. Przy krętej, zaniedbanej drodze stało kilkanaście domów, które najlepsze czasy dawno miały już za sobą. Na głównym placu znajdował się mały sklep spożywczy, w którym rodzice kupili jakieś słodycze, mające umilić Natalii pierwsze dni w nowym miejscu. Poza tym był tam barak, w którym ulokowano bar, a przynajmniej tak można było wywnioskować po stopniu upojenia stojących pod nim mężczyzn. I tyle, nie było tam nic więcej. Nad całą wioską unosiło się coś ciężkiego, co początkowo utrudniało Natalii oddychanie. Rozpoznawała zapach wodorostów, ale to nie było wszystko – w powietrzu wyczuwało się zapomnienie, grozę i żałobę po ludziach, którzy kiedyś tu żyli, ale już odeszli, pozostawiając po sobie niszczejące budynki i zardzewiałe ogrodzenia.
Natalia zacisnęła zęby, żeby się nie rozpłakać. Wszystko było nie tak. Mama próbowała jej wmówić, że pobyt w tej budzie dla bananowej młodzieży był dla niej rodzajem nagrody, ale nie dała się oszukać. Wysłali ją tu, bo nie mieli innego wyjścia, bo żadna inna szkoła by jej nie przyjęła. Na pewno nie z taką historią oraz łatką wariatki, przyczepioną jej przez ludzi, którzy uważali się za specjalistów od ludzkiej psychiki, ale nie mieli o niczym pojęcia. Przez to, co wydarzyło się w jej poprzedniej szkole, Natalia trafiła do prywatnego liceum dla bogaczy, w którym nikogo nie znała i którego z miejsca nie polubiła. Wiedziała, że rodzice zapożyczyli się, aby ją tu umieścić i pewnie powinna być im za to wdzięczna, ale nie potrafiła. Była przekonana, że pozbyli się problemu, usunęli ją ze swojego życia, bo nie pasowała do sztucznego obrazka, jaki stworzyli. Nie była tą idealną córeczką, o jakiej marzyli, ale potworem w ludzkiej skórze, jak nazwał ją dyrektor z poprzedniej placówki. Oczywiście przesadzał, ale Natalia miała nieprzyjemne wrażenie, że rodzice trochę mu uwierzyli.
– Sama chciałabym mieszkać blisko plaży i codziennie oddychać tym czystym powietrzem. Prawda, Piotrek? Sam przyznaj, że Natalka nie mogła lepiej trafić! – Głos mamy zdradzał pewne zniecierpliwienie wywołane zbyt mało entuzjastyczną postawą taty.
– Tak, pięknie, naprawdę – burknął ojciec, po czym pospiesznie oddalił się pod pretekstem załatwienia czegoś w sekretariacie.
– Też coś – parsknęła mama, rzucając gniewne spojrzenie w jego kierunku. Chociaż Natalia rozumiała jej rozczarowanie zachowaniem taty, to osobiście uważała jego reakcję za naturalną w sytuacji, w której się znaleźli. Nie próbował udawać, że nic się nie stało, nie traktował córki tak samo jak dawniej. Był oschły i zdystansowany, karał ją i odpychał od siebie. Bardzo dobrze, Natalia wiedziała, że na to zasłużyła.
Jednak mama nie potrafiła zachowywać się w ten sposób. Wciąż była tą samą wspierającą mamą i w pełni oddaną córce. Dlatego teraz uśmiechała się szeroko i udawała dobry humor, mimo że wiedziała, jaka jest prawda i że kiedyś będzie musiała się z nią skonfrontować.
Nie będzie mogła dłużej ukrywać faktu, że sprowadziła na ten świat morderczynię.
Gdy rodzice w końcu zapakowali się do auta i ruszyli w powrotną drogę do domu, Natalia usiadła na łóżku i głęboko westchnęła. Co ją tu czekało? Jak miała sobie poradzić bez dawnych znajomych, bez mamy, która codziennie wieczorem przygotowywała jej kakao i bez mieszkającej za ścianą ukochanej babci? Przez kolejne dwa lata była skazana na towarzystwo bogatych smarkaczy, z którymi absolutnie nic jej nie łączyło. O czym miała z nimi rozmawiać? Byli z kompletnie innych bajek.
W tym momencie drzwi do jej nowego pokoju otworzyły się i stanęła w nich wysoka, ciemnowłosa dziewczyna. Natalia od razu odnotowała, że nieznajoma lubuje się w piercingu, a także mocnym makijażu. Jej twarz była kredowobiała, a oczy podkreślone czarną kredką. Wyglądało to trochę przerażająco, jednak w momencie, gdy dziewczyna się odezwała, to pierwsze wrażenie niemal natychmiast prysło:
– Cześć! Jestem Gosia, będziemy razem mieszkały! A ty jak masz na imię? – zapytała ciepłym, niskim głosem i szeroko się uśmiechnęła. – Super, że będę miała współlokatorkę, w ubiegłym roku prawie cały czas mieszkałam tu sama.
Natalia pomyślała, że wcale nie brzmiało to źle. Osobiście wolałaby zajmować pojedynczy pokój, ale taka opcja nie wchodziła w grę. Szkoła stawiała na integrację i uspołecznianie uczniów, nie wyrażano zgody na izolowanie się i trzymanie na uboczu. Każdy uczeń musiał wybrać zajęcia dodatkowe, nikogo nie obchodziło, że ktoś wolałby spędzić ten czas na czytaniu czy spacerowaniu po plaży.
– Jestem Natalia, miło mi cię poznać – odpowiedziała nieszczerze i rozejrzała się po niewielkiej sypialni. – Czy zawsze jest tu tak ciemno? Okno wydaje się bardzo małe, wpada tu czasem odrobina słońca?
Gosia spojrzała z zaskoczeniem na nową koleżankę.
– Żartujesz? Właśnie w tym tkwi magia tego miejsca, wszędzie jest tu ciemno jak w grobie. Zobaczysz, jaki mamy tu klimat późną jesienią i zimą. Gdy jest sztorm, ma się wrażenie, że cały ten burdel rozsypie się w drobny mak. Spotykamy się wtedy w pokojach i opowiadamy straszne opowieści.
Natalia z politowaniem spojrzała na współlokatorkę. Straszne opowieści? Ile ona miała lat? Osiem?
– Chyba spasuję… A co tu się w ogóle robi? Wiesz, poza nauką? Macie tu jakiś normalny sklep, kino? – zadawała pytania, a Gosia entuzjastycznie kiwała głową.
– Jasne! W szkole jest sklepik, można też zamawiać przez Internet, oczywiście, o ile jest zasięg. Raz w tygodniu mamy pokaz filmu w sali kinowej, działa też kawiarnia, mamy występy kółka teatralnego. Naprawdę jest co robić!
Natalia skrzywiła się, bo słowa koleżanki niestety potwierdzały jej przypuszczenia – została zesłana na kompletne pustkowie. Jak ona tutaj wytrzyma?
– Oprowadzić cię po szkole? – zapytała Gosia, patrząc na nią skrzącymi z podekscytowania oczami. Najwyraźniej nie mogła się doczekać, by pokazać wszystkim nową współlokatorkę. Było to całkiem urocze, ale Natalia czuła się zbyt rozżalona, by to docenić. Była zła oraz zmęczona długą podróżą, więc nie miała najmniejszej ochoty na wysłuchiwanie peanów na cześć swojej nowej szkoły.
– Dzięki, poradzę sobie sama – odpowiedziała stanowczo i wyszła z pokoju, zanim koleżanka zaczęła narzucać się z propozycją pomocy. Gosia wydawała się sympatyczna, ale sprawiała też wrażenie naiwnej i trochę głupiutkiej. Zresztą, Natalia chciała zostać sama i na własną rękę odkryć tajemnice nowej szkoły.
Bez namysłu ruszyła przed siebie, uważnie rozglądając się w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Niestety, ciągnący się bez końca korytarz w żaden sposób jej nie zainteresował. Po bokach umieszczono drzwi prowadzące do kolejnych sypialni. Na ścianach znajdowały się jakieś zdjęcia przedstawiające nieznanych Natalii ludzi. Dziewczyna na dłużej zatrzymała się przy jednej z fotografii, najpewniej zrobionej w dniu otwarcia szkoły. Starszy, lekko zgarbiony mężczyzna w ciemnym kapeluszu trzymał w dłoni ogromne nożyce, którymi przecinał jasnoczerwoną wstęgę.
Liceum imienia Batory szkołą dla nieszablonowo myślącej młodzieży – głosił podpis pod zdjęciem. Natalia prychnęła, bo już lektura szkolnego regulaminu pozwoliła jej zrozumieć, czego może oczekiwać po tym miejscu. Z całą pewnością nie stawiano tu na wolność i rozwój niezależnego myślenia. Chodziło raczej o wychowanie kolejnych korposzczurów, posiadających dobrze rozwiniętą umiejętność podporządkowania się mądrzejszym od siebie.
Długi korytarz kończył się schodami prowadzącymi na parter i wyższe piętro. Z dołu dochodziły zapachy przygotowywanej kolacji, więc Natalia postanowiła zwiedzić górę. Gdy pokonała schody, znalazła się w kolejnym korytarzu, nieco różniącym się od poprzedniego. Tutaj było mniej drzwi, co budziło przypuszczenie, że sypialnie musiały być większe. Ponadto na podłodze umieszczono nieco przetarty, ciemnozielony dywanik, a na suficie połyskiwały niewielkie kandelabry.
– Piętro dla bogaczy – skomentowała pod nosem Natalia i lekko przygryzła wargi. Pewnie nie powinno jej tu być, ale w razie czego postanowiła udawać głupią. Była nowa, mogła się zgubić albo czegoś szukać. Wątpliwe, by ktoś się do niej przyczepił, przecież miała prawo do pomyłki.
Pokrzepiona tą myślą, dziarsko ruszyła przed siebie. Pierwsza sypialnia należała do wychowawczyni i wicedyrektorki Elwiry Karaś. Jej nazwisko było zapisane na małej, pozłacanej tabliczce, umieszczonej na drzwiach. Natalia poznała tę kobietę kilka godzin wcześniej i to spotkanie nie wywołało w niej pozytywnych odczuć. Wicedyrektorka wydawała się sztywna, nudna i dodatkowo zachowywała się, jakby robiła jej łaskę, że w ogóle ją tu przyjęła. Rodzice skakali wokół niej na paluszkach, a Natalia nie mogła powstrzymać śmiechu. Dyrektorka patrzyła na nią karcąco, jakby była małym dzieckiem, które powinno siedzieć cicho i być zawsze posłuszne. Natalia była raczej spokojną dziewczyną, ale wyjątkowo drażniły ją takie wyniosłe i wywyższające się osoby. Od razu wiedziała, że nie polubi pani Karaś, zapewne z wzajemnością.
Lechowicz zrozumiała, że to właśnie Elwira rządziła całą szkołą. Nie było żadnego głównego dyrektora, a przynajmniej Natalia nikogo takiego nie poznała. Karaś natomiast przedstawiła jej jakiegoś wyjątkowo szpetnego mężczyznę, którego nazywała swoją prawą ręką.
– Pan Miłek dba o bezpieczeństwo na terenie szkoły. Jak państwo wiedzą, nastolatki miewają różne dziwne pomysły, dlatego tak istotne jest, by nad nimi czuwać. – Dyrektorka roześmiała się perliście, co wzbudziło zachwyt państwa Lechowiczów. Natalia była pewna, że później będą omawiać to spotkanie w samych superlatywach, mówiąc o „naturalnym” zachowaniu tej kobiety. Naturalnym, dobre sobie…
Dziewczyna wątpiła w to, by szkolny cieć był w stanie zapanować nad tyloma dzieciakami, zwłaszcza że jego zaczerwienione oblicze pozwalało przypuszczać, że nie wylewa za kołnierz. Nieco dziwiło ją, dlaczego w szkole nie zainstalowano po prostu systemu bezpieczeństwa, ale postanowiła o to nie pytać. Z jej punktu widzenia takie rozwiązanie było o wiele bardziej korzystne. Z całą pewnością łatwiej będzie przechytrzyć Miłka niż ominąć bardziej nowoczesne zabezpieczenia.
Idąc niekończącym się korytarzem, Natalia powoli dochodziła do siebie. Z każdym krokiem pozbywała się zgromadzonego w ostatnich tygodniach stresu i zapominała o przykrych słowach, które dziś usłyszała od wicedyrektorki. Zostały jej jedynie dwa lata szkoły, co za różnica, czy spędzi je tutaj czy w którymś z elbląskich liceów? Niedługo będzie dorosła i wtedy rozpocznie prawdziwe życie.
W końcu Natalia dotarła do ostatniego pokoju na drugim piętrze. Zatrzymała się, bo prowadzące do niego drzwi były uchylone, a w nich stała najpiękniejsza dziewczyna, jaką Lechowicz kiedykolwiek widziała. Średniego wzrostu, szczupła, lecz nie wychudzona, miała miedziane loki, sięgające do łopatek. Ubrana w proste dżinsy i bluzę z kapturem patrzyła teraz na Natalię z wyrazem rozbawienia na twarzy.
– Szukasz czegoś? – zapytała zaczepnie, choć wydawała się pogrążona w swoich myślach i mało zainteresowana odpowiedzią.
– Nie, to znaczy… Jestem nowa i chyba się zgubiłam – wybąkała Natalia, udając sierotkę, którą nigdy nie była. – Mieszkam w pokoju sto osiemnaście.
– W takim razie to nie twoje piętro, zagubiona dziewczyno, ty mieszkasz niżej. Z łatwością trafisz, budynek nie jest duży.
– Mnie wydaje się ogromny.
Nieznajoma wzruszyła ramionami.
– Kwestia przyzwyczajenia. Jak pobędziesz tu jakiś czas, zobaczysz jaka to nora. – Dziewczyna skrzywiła pogardliwie usta, przez co Natalia od razu ją polubiła. Taka postawa przemawiała do niej o wiele bardziej niż dziecinna ekscytacja jej współlokatorki.
– A ta mieścina? Chyba nigdy nie widziałam większej dziury – powiedziała odważnie, a nieznajoma lekko się uśmiechnęła. Wyciągnęła do Natalii dłoń z krótko obciętymi paznokciami.
– Aurelia Niemirska. Chyba się polubimy, zagubiona dziewczyno.
Po tym, jak skończył się program informacyjny, długo jeszcze wpatrywałam się w telewizor, nie rejestrując jednak niczego z tego, co pokazywano na ekranie. Do rzeczywistości przywołał mnie dopiero dźwięk przychodzącej wiadomości. Spojrzałam na telefon i wzdrygnęłam się, bo SMS był od Michała, jedynego znajomego z dawnych lat, z którym miałam jeszcze sporadyczny kontakt.
Słyszałaś, że znaleźli ciało Auri? Ja pierdolę, co za bagno…
Zaczęłam mu odpisywać, ale po krótkiej chwili zrezygnowałam i rzuciłam telefon na szafkę. Przypuszczałam, że dla mojego znajomego była to tylko intrygująca plotka i miał nadzieję, że ode mnie dowie się czegoś więcej. Chociaż Michał przez pewien czas trzymał się blisko nas, to zawsze uważałam, że byliśmy dla niego tylko grupą tymczasową. Gdy poznał swoją pierwszą, wielką miłość, od razu poszliśmy w odstawkę, a on w pełni poświęcił się swojemu chłopakowi. Teraz mieszkał w Berlinie i odzywał się raz na rok, z reguły wtedy, gdy przyjeżdżał w odwiedziny do rodziców. Nigdy nie poruszaliśmy tematu zaginięcia Aurelii, ja nie chciałam wracać do tych wspomnień, a Michał chyba w ogóle o tym nie myślał. Żył głównie pracą, nieustannie narzekając na niskie zarobki oraz szefa, który gnoił go przy każdej okazji. Z roku na rok mój znajomy wydawał się chudszy i bardziej nieszczęśliwy. Obawiałam się, że pewnego dnia po prostu zniknie i nic już nie zostanie z tamtego wesołego chłopaka, którego znałam przed laty.
Wzdrygnęłam się, gdy ponownie dopuściłam do siebie tę myśl: Aurelia nie żyje. Niby od dawna się tego spodziewałam, ale co innego mieć swoje podejrzenia, a co innego wiedzieć coś na pewno. Piętnaście lat temu wszyscy przekonywali mnie, że nie przydarzyło się jej nic złego. Chodziło o Aurelię, niepokorną duszę, szaloną dziewczynę z głową pełną dzikich pomysłów. Może poznała kogoś i postanowiła wyruszyć z nim w zwariowaną podróż? Może uznała, że ma dość, więc w ramach wolontariatu pojechała na drugi koniec świata? Niemirską stać było na wszystko, sama najlepiej o tym wiedziałam.
Jednak mijały lata, a ona nie wracała. Nie zniknęłaby tak po prostu, nie żegnając się z Kornelią i z całą naszą paczką. Zostawiając bez słowa Tymona, za którym przecież szalała. Czasem myślałam, że był jedyną osobą, na której kiedykolwiek jej zależało.
– Ziemia do Natalii! Kochanie, dobrze się czujesz? – Ocknęłam się z rozmyślań i ujrzałam stojącego nade mną Igora. Miał na sobie stare majtki i poszarzały podkoszulek, spod którego wylewał się owłosiony brzuch. Odwróciłam wzrok, bo mąż wydał mi się odpychający.
– Tak, przepraszam, zamyśliłam się – odpowiedziałam i wstałam z kanapy. Rozejrzałam się po pokoju, nie bardzo wiedząc, czym powinnam się teraz zająć. Wiadomość o odnalezieniu Aurelii sprawiła, że poczułam się jak we śnie, kompletnie oderwana od rzeczywistości.
– A gdzie obiad? – zapytał mąż, znacząco spoglądając w stronę kuchenki, która lśniła czystością.
Uśmiechnęłam się przepraszająco.
– Zaraz coś szybko przygotuję, a ty się w międzyczasie ubierz. – Nie miałam ochoty patrzeć na jego spasione cielsko. Wielokrotnie prosiłam go, by coś ze sobą zrobił, ale nie przynosiło to oczekiwanych rezultatów. Musiałam pogodzić się z tym, że mój mąż jest pozbawiony jakichkolwiek ambicji, a do szczęścia wystarcza mu schłodzony browar i mecz w telewizji.
– Dzięki, skarbie! – Igor cmoknął mnie w czoło i poczłapał w kierunku sypialni. Beztrosko pogwizdywał, gdy wstawiałam makaron, a następnie zaczęłam przygotowywać sos z suszonych pomidorów. Mechanicznie wykonywałam kolejne czynności, nie bardzo zdając sobie z tego sprawę, jednocześnie rozmyślając o tym, czego się dziś dowiedziałam.
Nie zwracałam uwagi na to, co robię i z tego powodu udało mi się sknocić najprostsze danie. Makaron był rozgotowany, a sos przypalony. Gdy zasiedliśmy do obiadu, Igor wpatrywał się w swój talerz wyraźnie rozczarowany. Był jednak zbyt miły, żeby skomentować to w jakikolwiek sposób. Cicho westchnął i zabrał się do jedzenia, jak zwykle dobroduszny i poczciwy niczym cielak.
– Jak minął ci dzień? – zapytał i włożył sobie do ust pokaźną porcję makaronu.
– W porządku, chociaż… – Zawahałam się. Nie byłam pewna, czy chcę wtajemniczać Igora w całą sprawę. Niewiele wiedział o mojej przeszłości, nie znał też szczegółów zaginięcia Aurelii. – Pamiętasz, jak opowiadałam ci o koleżance z liceum, która zniknęła?
– Z czasów, gdy chodziłaś do Batorego? – zapytał z pełnymi ustami, po czym wziął duży łyk wody z cytryną.
Zagryzłam zęby, żeby na niego nie nawrzeszczeć. Kolejny raz w ciągu ostatnich miesięcy poczułam, że dłużej z nim nie wytrzymam. Nie był nawet w stanie zapamiętać, do jakiego liceum chodziłam, nie mówiąc o tym, że był obrzydliwą fleją.
– Tak – odpowiedziałam po krótkiej przerwie, dumna z tego, że nad sobą zapanowałam i nie wywrzeszczałam mu w twarz, jak bardzo nim gardzę. – Nazywała się Aurelia Niemirska i właśnie odnaleziono jej szczątki. Ktoś ją zakopał na terenie szkoły.
Dopiero gdy powiedziałam to na głos, zrozumiałam, jakie to było upiorne. Jeszcze przez kilka miesięcy po zaginięciu Auri mieszkałam w internacie. Czekaliśmy na maturę, żyjąc zupełnie normalnie. Uczyliśmy się i mieliśmy swoje sprawy, podczas gdy ona tam leżała, jej ciało rozkładało się pod ziemią. Zadrżałam i odsunęłam od siebie talerz z nieapetycznym obiadem.
– Cholercia, ale jaja! Chyba wszyscy myśleli, że zwiała z jakimś kolesiem? – Podekscytowany Igor na chwilę przestał przeżuwać, wpatrując się we mnie oczami w kolorze wyblakłego błękitu. – Wiedzą już, kto to zrobił?
Pokręciłam przecząco głową i przełknęłam ślinę. Poczułam, że mam ściśnięte gardło i przez chwilę wydawało mi się, że brak mi tchu i zaraz się uduszę. Wbiłam paznokcie w uda, żeby powstrzymać zbliżający się atak paniki.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Mgielnica
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
Meritum publikacji
