Wydawca: HarperCollins Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 144 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka To tylko seks - Tessa Radley

To nie było prawdziwe małżeństwo. Victoria i Connor wzięli ślub tylko dlatego, że zostali prawnymi opiekunami osieroconego chłopczyka. Zero seksu – taka była umowa. A co do miłości czy choćby sympatii… On uważa ją za wścibską jędzę, ona jego za zimnego drania. Tyle że nie trzeba kogoś lubić, by go pożądać...

Opinie o ebooku To tylko seks - Tessa Radley

Fragment ebooka To tylko seks - Tessa Radley

Tessa Radley

To tylko seks

Tłumaczenie:

PROLOG

Kto by pomyślał, że brzdąc, słodko gaworzący w ramionach matki, okaże się takim czortem!

Victoria Sutton opadła na kanapę w salonie swego domu w Auckland i z niedowierzaniem przypatrywała się chłopcu śpiącemu w składanym łóżeczku.

Rzęsy rysowały ciemne półksiężyce na jego pucołowatych policzkach, usteczka poruszały się w rytm lekkiego oddechu. Dylan wyglądał jak prawdziwy aniołek.

Och, przydałby jej się zastrzyk kofeiny. Kubek mocnej gorącej kawy ze Starbucksa.

Aż trudno uwierzyć, że przez cały weekend nie znalazła czasu nawet na jedną kawę.

Czy naprawdę to były tylko dwa dni?

Podparła dłońmi podbródek i jęknęła. Dwa dni, ale również dwie nieprzespane noce, które wstrząsnęły jej uporządkowanym życiem. Prawie nie miała czasu złapać oddechu, odkąd w piątek wieczorem jej najlepsza przyjaciółka, Suzy, zdyszanym głosem udzielała jej ostatnich wskazówek, podczas gdy jej mąż Michael nalegał, by wreszcie ruszali na romantyczną wycieczkę z okazji drugiej rocznicy ich ślubu.

Już nigdy nie uwierzy, że dzieci śpią przez cały dzień!

Victoria rozejrzała się po salonie, znużonym wzrokiem rejestrując rozrzucone zabawki, pieluchy i inne dziecięce akcesoria. Znów jęknęła. Wiedziała, że sypialnia wygląda jeszcze gorzej. Musi posprzątać, zanim przyjadą rodzice Dylana.

Ze smutkiem popatrzyła na smugi jabłkowego purée na śnieżnobiałej kanapie. Jutro z samego rana trzeba zamówić kogoś do czyszczenia. Jutro. O mój Boże! Cotygodniowe poniedziałkowe spotkanie partnerów…

Niech to licho, w ogóle się nie przygotowała. Zerknęła na zegar. Jest jeszcze wcześnie. Michael i Suzy przyjadą po Dylana w ciągu najbliższych dwóch godzin. Ma przed sobą cały wieczór.

Jeśli szybko posprząta, może zdoła popracować przed pojawieniem się Masonów. Chwyciła torbę i zaczęła wrzucać do niej zabawki, mokre chusteczki oraz nieużywane pieluchy.

Ale to wszystko w niczym nie umniejszało radości, jakiej dostarczył jej Dylan. Bawili się w „a kuku!” i łaskotki, byli też na plaży. Z chęcią znów się nim zajmie. Jej chrześniak jest doprawdy rozkoszny. Przeważnie, poprawiła się na wspomnienie głośnych wrzasków budzących ją w środku nocy.

Ryk potężnego silnika oderwał ją od poszukiwań maleńkiej skarpetki pod stolikiem do kawy. Spojrzała na zegarek. Za wcześnie na Michaela i Suzy.

Głos dzwonka zabrzmiał natarczywie. Victoria poderwała się, zerkając, czy hałas nie obudził Dylana. Alarmujący dźwięk rozległ się znów. Przebiegła przez pokój i nie wyglądając przez wizjer, otworzyła szeroko drzwi.

– Connor!

Connor North, drużba Michaela, stał na jej progu.

Victoria z rozdrażnieniem zauważyła, że puls jej przyspieszył.

– Pewnie byłoby lepiej, gdybym zatelefonował.

Victoria wiedziała, że powinna potwierdzić, ale zamiast tego zatrzymała wzrok na linii jego ust. I to był błąd. Minęły dwa lata, odkąd ją pocałował na weselu Michaela i Suzy. Powinna już dawno zapomnieć o tamtym nagłym pożądaniu, które przyprawiło ją o zawrót głowy.

Ale nie zapomniała.

Wspomnienie było tak żywe, jakby wszystko zdarzyło się wczoraj.

Po tamtym weselu zawarli milczący pakt, że będą siebie unikać. Gdy od czasu do czasu wpadali na siebie u Masonów, jedno z nich szybko wychodziło. Upływ czasu ani trochę nie stępił wrogości i wzajemnej antypatii.

– Connor, co ty tu robisz? – odezwała się ochryple.

Oderwała wzrok od jego zaciśniętych ust i spojrzała mu w oczy. O dziwo, jakby wyblakłe, pozbawione blasku.

– Wszystko w porządku?

– Victorio… – urwał, chowając ręce w kieszeniach.

Przynajmniej pamięta moje imię, pomyślała z ironią. Trudności ze znalezieniem odpowiednich słów były do niego niepodobne. Zwykle sypał sarkastycznymi uwagami jak z rękawa.

– Mogę wejść?

Zawahała się. Nie chciała go widzieć w swoim domu. Ale dziś on… on nie był sobą.

– Oczywiście.

Wprowadzając go do pokoju, poczuła lekkie zażenowanie z powodu porozrzucanych zabawek i brudnych naczyń.

– Victorio…

Poczuła nagłą potrzebę wypełnienia niezręcznej ciszy.

– Może napijesz się kawy lub herbaty? Właśnie zamierzałam zrobić sobie coś gorącego do picia.

– Nie, dziękuję.

Weszła do położonej w aneksie kuchni, włączyła czajnik i otworzyła lodówkę.

– Nie mam piwa. Napijesz się coli? – zaproponowała.

– Poproszę. – Potarł ręką kark i przymknął oczy. Gdy po chwili raptownie je otworzył, zauważyła w nich smutek.

Wyjęła z lodówki dwie puszki coli, zamknęła drzwi.

– Czego chcesz, Connor? – odezwała się tonem bardziej uprzejmym, niż zamierzała.

– Na pewno nie współczucia.

Obrzuciła go pospiesznym spojrzeniem. Nie wyciągnął ręki po colę, którą postawiła na blacie. Nawet się nie poruszył. Co mu się stało?

– Dlaczego, na Boga, miałabym ci współczuć?

W żadnym razie nie mogło chodzić o jego byłą dziewczynę. Minęły przecież dwa lata i nikt już nie wspominał o Danie – miłości jego życia, ani o jego byłym wspólniku, Paulu Harperze, który mu ją zabrał.

Teraz ekspartnerka Connora została nominowana do nagrody biznesowej i z werwą zapewniała świat o swoim szczęściu oraz osobistym rozwoju. Wywiadom towarzyszyła seria zdjęć przedstawiających ją i narzeczonego w rezydencji w nowoczesnym włoskim stylu.

Jednak według ekspertów finansowych spółce Harper – North Architecture, którą po odejściu Connora zarządzał Paul, nie wiodło się najlepiej. Suzy powiedziała kiedyś Victorii, że Paul Harper tonie w długach i nadal jest winien Connorowi pieniądze.

Tymczasem w świecie biznesu zrobiło się głośno o Phoenix Corporation, nowym przedsiębiorstwie budowlanym Connora. Porażkę, która niejednego by załamała, Connor przekuł w sukces wart miliony dolarów.

– Och, do diabła, zacznę jeszcze raz. – Opuścił ręce. – Przykro mi, Victorio, ale mam złe wieści.

– Złe wieści? – Poczuła zamęt w głowie.

– Michael…

– Nie! Michael zaraz przyjedzie. Jestem pewna.

– Nie przyjedzie. Nigdy już nie wróci.

Mdlący strach niemal ją sparaliżował.

– Mylisz się. – Ale skoro Michael nie wróci, to… – Suzy! – wykrztusiła ogarnięta paniką. – Gdzie jest Suzy?

– Victorio…

Nie musiał mówić nic więcej.

– Nie! – krzyknęła, czując, jak ból ściska jej gardło.

Postąpił krok do przodu.

– Suzy również odeszła.

Victoria osunęła się w szerokie ramiona Connora. Po chwili bezgłośnych łkań zarzuciła mu ręce na szyję.

Na moment zesztywniał, ale w końcu objął ją i krótko uścisnął, a potem delikatnie uwolnił się i cofnął.

– Mam wiele spraw do załatwienia, ale pomyślałem, że powinnaś wiedzieć…

– Że Michael i Suzy nie… – Nie mogła wypowiedzieć tych słów. – Nie wrócą do domu.

– Tak.

– Nie, to nieprawda. Mylisz się! Zaraz staną w drzwiach.

– Victorio… – Chwycił ją za ramiona. W jego oczach malowało się cierpienie.

– To nie fair. Powinni tu być.

Connor opuścił ręce i wycofał się z kuchni.

– Posłuchaj, jest tyle spraw…

– Nie masz więc czasu na staromodne pogrążanie się w żalu – rzuciła z goryczą, drepcząc za nim.

– Chyba przesadzasz. – Wyglądał, jakby zobaczył ducha. – Porozmawiamy później.

– Jadę z tobą.

– Nie, nie pojedziesz. Szybciej działam w pojedynkę. Musisz zająć się Dylanem.

Dylan! Och Boże, jak mogła zapomnieć o Dylanie?

Dylan stracił rodziców.

Connor nie mógł teraz wyjść.

– Connor!

Ale on był już pośrodku salonu. Rzucił jej przez ramię nieodgadnione spojrzenie i zapowiedział:

– Gdy wrócę, porozmawiamy o Dylanie.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Sierpień, dwa lata wcześniej

Taksówka zatrzymała się przed białym starym kościółkiem, w którym Michael i Suzy mieli nazajutrz wziąć ślub. Victoria pospiesznie wysiadła, ciągnąc za sobą walizkę na kółkach.

– Hej, Victorio, tutaj! – Suzy z rozwianymi blond lokami stała na dziedzińcu, machając zza drewnianej białej furtki. – Tak się cieszę, że zdążyłaś.

Victoria otworzyła bramkę, postawiła walizkę i wyciągnęła ramiona, aby mocno uściskać przyjaciółkę.

– Ja też. – Wyjechała sporządzić audyt finansowy dla jednego ze swoich największych klientów. Zaskoczył ją SMS od Suzy z informacją, że za pięć dni przyjaciółka wychodzi za mąż. Chociaż nie powinna być zdziwiona. Przez ostatni miesiąc Suzy każde zdanie zaczynała od słów: „Michael mówi, że…”. Mimo wszystko Victoria nie spodziewała się, że ich romans rozwinie się w takim tempie. – Czy nie podjęłaś tej decyzji zbyt pochopnie?

Suzy chwyciła Victorię za rękę.

– Chodź zobaczyć, jak panie z komitetu dekorują nawę.

– Zmieniasz temat.

– Tory, za późno, żeby mnie odwieść od ślubu z Michaelem.

– Cóż, mam nadzieję, że Michael wie, w co się pakuje. Czy już tu jest?

– On i Connor, jego drużba, są w drodze. Wieczorem zapraszamy was oboje na kolację. Zamówiłam stolik u Bentleya. – Podskoczyła z emocji. – Nie do wiary, że to ostatnia noc, którą spędzimy osobno. Michael też nie może doczekać się jutra. Chodź!

– Poczekaj, wezmę walizkę.

Gdy szły przez obrośnięty bluszczem i pnącymi różami dziedziniec, skąpany teraz w popołudniowym słońcu, Victoria nagle przystanęła przy starym zegarze słonecznym.

– O co chodzi? – spytała Suzy.

– Nie sądzisz, że jednak lepiej trochę poczekać? Ty przecież…

– Znasz Michaela zaledwie od miesiąca – dokończyła za nią Suzy. – Tak, ale już po godzinie wiedziałam, że to ten jedyny.

– Suz…

Suzy, która potrafiła połączyć słodycz z uporem, tupnęła nogą.

– Nie, nie mów nic więcej. Po prostu ciesz się wraz z nami. Proszę.

Odgłos kroków powstrzymał Victorię przed odpowiedzią. Obejrzała się. To nie Michael przykuł jej uwagę, ale idący obok niego wysoki i mocno zbudowany ciemnowłosy mężczyzna. Twarz o wydatnych kościach policzkowych, ostre rysy, jakby wykute w granicie.

Znała ten typ. Spotykała takich mężczyzn, sporządzając audyty dla firm z najwyższej półki.

Potentat. Bogaty. Pewny siebie. Bezwzględny.

To on miał być drużbą Michaela? Przenosiła powoli wzrok z jednego mężczyzny na drugiego.

Nagle poczuła skurcz mdlącego strachu. Na tle smagłej skóry jasnoszare oczy nieznajomego świeciły jak górskie kryształy. Ale były całkowicie pozbawione emocji.

Bezlitosne.

Gdy przedstawił się, Victoria natychmiast go rozpoznała. Od pewnego czasu było głośno o spółce Harper – North Architecture, która zbierała nagrody za innowacyjną rewitalizację wiktoriańskich domów i projekty awangardowych budynków komercyjnych.

Victoria z pewnym oporem ujęła wyciągniętą rękę. Była to twarda dłoń, z wyczuwalnymi odciskami, niepasująca do człowieka, który spędza czas, przekładając biurowe papiery.

Wiele słyszała o tym mężczyźnie. Przebiegły w sprawach finansowych, przerażająco skuteczny w działaniu, obdarzony darem wybierania projektów, które stawały się ikonami stylu. Już zgromadził fortunę, a zarabiał coraz więcej. Ostatnio słyszała, że Harper – North zamierza zaangażować się w przebudowę starych magazynów w dokach Auckland i ich adaptację na ekskluzywne centrum handlowe. Byłoby dobrze pozyskać takiego klienta.

Opuścił wzrok na ich połączone ręce. Ten uścisk trwał zbyt długo. Zażenowana Victoria szybko wyszarpnęła dłoń. Cóż, rozmarzyła się.

– Znacie się? – zaciekawiła się Suzy.

Victoria pokręciła głową. Zaschło jej w gardle, nie mogła wydobyć głosu.

– Nie – odparł Connor.

– Connor, poznaj Victorię Sutton, najlepszą przyjaciółkę Suzy. – Michael uśmiechnął się szeroko. – Pomimo swojej reputacji Connor nie gryzie.

Cóż, Connor North wyglądał, jakby był zdolny do wszystkiego.

– Victoria jest partnerem w ACE – poinformował Michael przyjaciela.

Powinna być mu wdzięczna za tę wzmiankę, ale kiedy Connor zapytał: „W tej firmie audytorskiej?”, nadal nie mogła wydobyć głosu i zdołała jedynie skinąć głową.

Bridget Edge, starsza partnerka w Archer, Cameron & Edge Accounting, byłaby przerażona jej zachowaniem. Mając taką szansę, Victoria nie była w stanie zdobyć się na choćby odrobinę profesjonalizmu. Myślała tylko o tym, by jak najszybciej zniknąć z pola widzenia tego mężczyzny. W jego obecności czuła się… podminowana. Tak, to właściwe określenie.

Zmieszana podążyła za Suzy do kościoła, podczas gdy Michael poszedł wstawić jej walizkę do samochodu.

W kościele grupka starszych pań, zajętych układaniem w wazonach nieskazitelnie białych lilii oraz pięknych róż, powitała Suzy radosnymi okrzykami. Gdy wrócił Michael, zaczęły mu gratulować wybranki, a Victoria zauważyła, że na twarzy Connora Northa pojawił się grymas niezadowolenia.

Nie chciał, żeby Michael ożenił się z Suzy?

To odkrycie nią wstrząsnęło. Jak można nie zaakceptować kochanej słodkiej Suzy?

Podczas gdy Suzy omawiała przebieg uroczystości, Connor wydawał się coraz bardziej nieobecny. Jego telefon zadzwonił sześciokrotnie. Wyciągał komórkę z kieszeni, zerkał na wyświetlacz i pozwalał, by dzwoniła dalej.

Suzy udzielała im ostatnich instrukcji.

– Chciałabym, żeby uroczystość wypadła doskonale – powiedziała. – Michael i ja podziękujemy teraz paniom z komitetu kościelnego, a potem spotkamy się z wami na zewnątrz.

– Zostaliśmy wyproszeni. – Connor uśmiechnął się ironicznie, po czym puścił Victorię przodem i ruszył do wyjścia.

Świadoma, że podąża tuż za nią, przyspieszyła kroku.

Zanim weszli do kruchty, jego telefon znów zadzwonił. Connor sprawdził, kto dzwoni, i tym razem powiedział:

– Przepraszam, Verity, muszę odebrać.

– Victorio – wycedziła przez zęby.

Spojrzał na nią beznamiętnie, czym ją zirytował. Upał i zmęczenie po podróży dawały o sobie znać, w dodatku ten arogant coraz bardziej działał jej na nerwy.

– Victoria! – powtórzyła ostro. – Mam na imię Victoria.

Otaksował ją szybkim spojrzeniem i nagle uświadomiła sobie, że musi wyglądać jak strach na wróble w białej bluzce, nieświeżej i wygniecionej po podróży, oraz długiej czarnej spódnicy przyklejonej do bioder. Przesunęła dłońmi po włosach, konstatując z ulgą, że przynajmniej prosta fryzura do ramion jest bez zarzutu.

– Oczywiście. – Connor wzruszył ramionami, wyprzedził ją i odebrał telefon.

Victoria powoli szła za nim, zdając sobie sprawę, że zauważył jej rozdrażnienie, a to nie wróżyło dobrze ich ewentualnym zawodowym kontaktom. Ale czy na pewno chciała prowadzić z nim interesy?

Nie mogła wpaść na gorszy pomysł.

Verity, też coś! Widocznie w jego mniemaniu wszystkie kobiety były takie same.

Do licha, co ją obchodziły jego kobiety? Na pewno gustował w efektownych blondynkach z dużym biustem.

Jedno smutne spojrzenie w dół przypomniało jej, że na tym polu nie może z nimi konkurować.

Chudzielec. Tyczka. Kujon. Okularnica. Och, ciągle jeszcze musiała sobie powtarzać, że to zamierzchła przeszłość. Stare dzieje. Teraz jest rewidentem księgowym w szanowanej firmie audytorskiej. Ciężko walczyła, by złośliwości rówieśników oraz obojętność nie przeszkodziły jej w dążeniu do wymarzonego celu.

Odegnała niemiłe wspomnienia, z wymuszonym uśmiechem minęła rzeźbione drzwi i znalazła się w kościelnym przedsionku, gdzie Connor przechadzał się ze słuchawką przyklejoną do ucha. Dobiegający z zewnątrz zapach lawendy z wolna koił jej nerwy.

– Michael i Suzy zamówili dla nas stolik w restauracji – powiedziała, gdy zakończył rozmowę.

– Jestem przekonany, że przed jutrzejszym napiętym dniem Michael i Suzy woleliby spędzić spokojny wieczór we dwójkę.

Dlaczego jej to nie przyszło do głowy?

Gdy schodzili po kamiennych schodach na dziedziniec, zauważyła z zaskoczeniem, że Connor przytłacza ją swoją potężną postacią. Rzadko czuła się tak filigranowa przy mężczyźnie.

Na dziedzińcu dołączyli do nich Suzy i Michael.

– Czy nie wolelibyście zjeść kolacji sami? – zagadnęła pod wpływem sugestii Connora.

Suzy wcisnęła jej w ręce koszyk z kościelnymi śpiewnikami.

– Daj jutro mistrzowi ceremonii, żeby rozdał je przy drzwiach. A dziś oczywiście was zapraszamy. We dwójkę będziemy przez resztę życia. – Posłała Michaelowi słodko-gorzki uśmiech, a Victoria zastanowiła się, czy on też dostrzegł smutek w jej oczach.

Sposób, w jaki objął i przytulił narzeczoną, sugerował, że tak.

– Victorio, jesteś najbliższą przyjaciółką Suzy, a Connor jest dla mnie jak brat. Będzie wspaniale, gdy razem pójdziemy na kolację.

Michael jest taki miły, pomyślała Victoria. Może Suzy nie popełnia błędu? Ale serdeczny uśmiech zamarł jej na ustach, gdy spostrzegła lodowate spojrzenie, które Connor rzucił przyjacielowi.

O co tu chodzi?

Jednak Michael, niech go Bóg błogosławi, uśmiechnął się do Connora, jakby nie zauważając jego dezaprobaty. Klepnął drużbę w ramię, a potem szepnął mu coś do ucha. Connor chyba się zreflektował, ale nie omieszkał posłać, tym razem Victorii, spojrzenia pełnego niechęci.

– Po kolacji wracam do siebie – zakomunikowała Suzy, gdy Michael poszedł po samochód. Mrugnęła porozumiewawczo do Victorii. – Powiedziałam Michaelowi, że oglądanie panny młodej przed ślubem przynosi pecha.

– Nie powinnaś wychodzić za mąż, jeśli trzymasz się przesądów, żeby zapewnić swemu małżeństwu szczęście – wtrącił zza ich pleców Connor.

Zaskoczenie, a po chwili wyraźna uraza zabłysły w oczach Suzy. Victoria odwróciła się do Connora i zmierzyła go lodowatym spojrzeniem.

Wściekła, że zaatakował jej słodką przyjaciółkę, ostro zareagowała:

– Suzy i Michael biorą ślub. Kochają się. I nic ci do tego.

– Kochają się? – Oczy Connora zabłysły w zachodzącym słońcu. – Czy tak nazywają to kobiety?

– Michael też tak to nazywa. – Victorii zrobiło się zimno. Chyba oszalała, rzucając wyzwanie temu mężczyźnie. – Jakim prawem oceniasz czyjeś uczucia?

– Miłość bywa przeceniana.

– Jeśli jesteś aż tak cyniczny, może nie powinieneś się zgodzić na rolę drużby. – Musiała podtrzymać od spodu koszyk ze śpiewnikami, żeby nie powypadały.

– Victorio…

– Daj spokój, Suzy. Jego sugestia była niegrzeczna i bezpodstawna.

Na twarzy Suzy malowało się zmieszanie.

– Mogę ci pomóc?

Zanim zdążyła zaoponować, Connor już trzymał koszyk.

– Dziękuję – rzekła niechętnie.

– Omal go nie upuściłaś.

Władczy ton jego głosu na nowo ją rozsierdził. Ciekawe, czy ten arogant kiedykolwiek kogoś przeprosił. Już ona mu pokaże!

– Jesteś z siebie dumny?

– Że wziąłem od ciebie koszyk? – Przekrzywił głowę. – Chyba tak.

– Nie to miałam na myśli. – Zawahała się, ale tylko na chwilę, po czym dumnie wyprostowała plecy. – Tego właśnie chcesz? – Skinęła głową w kierunku Suzy, która stała skulona na schodach. – Jeśli dalej będziesz się tak zachowywał, zrujnujesz jej wielki dzień.

Na moment zapadła ciężka cisza.

– Przykro mi – odparł bez śladu skruchy.

– To wszystko? – spytała Victoria zaczepnie.

– Przyjmuję jego przeprosiny – wtrąciła pospiesznie Suzy. – Rozumiem, dlaczego jest zdenerwowany.

– Wcale nie jestem zdenerwowany – burknął, rzucając Victorii mordercze spojrzenie, po czym wymachując koszykiem, dołączył do Michaela.

– Co za palant! – irytowała się Victoria. Ze zdumieniem zauważyła, że trzęsą jej się ręce. – Co Michael w nim widzi?

– Weź poprawkę na jego sytuację. – Suzy położyła dłoń na jej ramieniu. – Właśnie porzuciła go kobieta. Wybrała jego wspólnika. Trudno wymagać, by był teraz w formie.

Victoria roześmiała się szyderczo.

– Wcale jej się nie dziwię. Żadna kobieta o zdrowych zmysłach nie wytrzymałaby z takim zimnym draniem jak on.

– Cierpi – zaprotestowała Suzy.

– Nie słyszałaś, jakim tonem wypowiedział słowo „miłość”? Jakby się nim brzydził. Connor North ma w sobie tyle emocji, co kawał granitu.

– Jest skryty. Być może bardzo kochał Danę. W każdym razie zachował się wobec niej niezwykle przyzwoicie, pozwalając jej zatrzymać dom.

– Jestem pewna, że na to zasługiwała.

– Szsz… – Suzy zacisnęła palce na jej ramieniu. – Może usłyszeć.

– Nic mnie to nie obchodzi.

– Wyluzuj, Tory. Naprawdę mieliśmy nadzieję, że… zostaniecie przyjaciółmi.

Zaprzyjaźnić się z Connorem Northem? Przyjaźń oznaczała przywiązanie, serdeczność, lojalność. Victoria nie umiała sobie wyobrazić, żeby pan Kamienne Oblicze znał takie uczucia. Popatrzyła znacząco na Suzy i odparła:

– Chyba ci się śni, Suz!

– Okej. – Suzy podniosła ręce w geście poddania. – Nie zamierzam się kłócić. Zmieńmy temat. Chciałabym cię prosić, żebyś od czasu do czasu zajrzała do nas i podlała kwiaty, gdy wyjedziemy. Connor może o tym zapomnieć.

Victoria podejrzliwie zmarszczyła brwi.

– Co to znaczy, że Connor może zapomnieć?

– W zeszłym tygodniu mieszkał u Michaela i wieczorami w pocie czoła malowali ściany. Connor zaopiekuje się domem podczas naszej nieobecności.

– Dobrze, będę wpadać w porze lunchu, żeby przypadkiem nie natknąć się na waszego gościa. – Victoria cmoknęła językiem z niezadowoleniem. – Suzy, chyba nie macie zamiaru rozpoczynać małżeńskiego życia we trójkę?

– Skądże. Gdy wyjedziemy, Connor poszuka sobie mieszkania. Na razie potrzebuje kilku dni, aby ochłonąć po stracie kobiety, domu i biznesu.

Victoria postanowiła nie ulegać współczuciu. Niezależnie od tego, przez co przechodził, nie miał prawa atakować Suzy.

– Na pewno szybko się pozbiera – skwitowała.

– Proszę, Tory, bądź dla niego miła. Nie chcę, żeby wasze kłótnie popsuły moje ślubne zdjęcia.

Żadna kobieta o zdrowych zmysłach nie wytrzyma z takim zimnym draniem jak on.

Maszerując na parking, Connor wmawiał sobie, że antypatia jest obopólna, a jednak te słowa go ubodły. Zatrzymał się przy Michaelu, który przetrząsał bagażnik toyoty zaparkowanej w cieniu sosen.

– Ta kobieta to prawdziwy wrzód na tyłku. – Wstawił koszyk ze śpiewnikami do bagażnika obok walizki na kółkach.

Michael uniósł twarz.

– Suzy będzie moją żoną, Connor. Licz się ze słowami.

– Hola, źle mnie zrozumiałeś. – Connor uśmiechnął się kwaśno. – Mówiłem o druhnie.

– Victorii? – Michael zatrzasnął bagażnik. – Przyjaźnią się z Suzy od zawsze. Prawdę mówiąc…

– Tylko nie zaczynaj! – Connor uniósł dłonie w obronnym geście. – Ona nie jest w moim typie.

Ta kobieta była zdecydowanie zbyt zadziorna.

Michael zignorował ostrzeżenie.

– Może pora przestać obstawiać blondynki. Suzy i ja uważamy, że ona może być doskonałym wyborem po Danie.

Wezbrała w nim fala świeżej złości. Suzy nie tylko rozprawiała o jego życiu prywatnym, lecz w dodatku mu współczuła. Twierdziła, że rozumie, dlaczego jest zdenerwowany!

Zdenerwowany? Do diabła, był wściekły.

Na Danę. Na Paula Harpera. I na Michaela za ujawnienie jego sekretów. I na tę irytującą, wścibską wiedźmę, która zażądała przeprosin.

Zaczerpnął powietrza.

– Przypuszczam, że wygadałeś Suzy wszystko o Danie?

Michael otworzył pilotem drzwi samochodu.

– A miałem wyjście? I tak by się dowiedziała.

– Mój wspólnik i moja dziewczyna… a ja dowiedziałem się ostatni. – Connor, sadowiąc się na miejscu pasażera, próbował się roześmiać. – Opera mydlana, co?

Ból z powodu zdrady, który dwa dni temu wypalił głęboką ranę w jego duszy, znów dał o sobie znać. Nienawidził myśli, że ludzie rozprawiają o szczegółach jego zrujnowanego życia.

– Paul zachował się podle. – Michael, siadając za kierownicą, zacisnął usta. – Dana była kimś więcej niż twoją dziewczyną. Mieszkała z tobą przez prawie dwa lata. Do diabła, nawet mianowałeś ją dyrektorem w Harper – North.

Connor pożałował, że podczas środowego spotkania z przyjacielem upił się na smutno i zaczął użalać nad sobą. Wyjechał w podróż służbową do Australii, żeby tworzyć podwaliny pod ich pierwszą filię. Kiedy wrócił, Dana poinformowała go, że ich związek dobiegł końca. Miała nowego kochanka – jego wspólnika i dobrego przyjaciela. Byłego dobrego przyjaciela.

Connor poszedł wtedy do Michaela, upił się i wszystko mu wypaplał. Jak skończony idiota.

– Wyjeżdżam na trzy tygodnie, wracam i dowiaduję się, że mój świat się zawalił, a ty planujesz małżeństwo. – Przeczesał dłonią włosy. – Szaleństwo!

– Niezupełnie. Znam Suzy od dość dawna, chociaż zaczęliśmy się spotykać zaledwie miesiąc temu.

– Miesiąc? – Connor zrobił zdziwioną minę. – Ja przez dwa lata nie zdążyłem poznać Dany. Powinieneś jeszcze trochę poczekać.

– Miesiąc. Rok. Dwa lata. Czas niczego nie zmieni w moich uczuciach do Suzy.

– Ale skąd pewność, że ona nie chce się przy tobie po prostu ustawić?

– Nie jestem milionerem. Nie noszę ubrań za tysiące dolarów. – Spojrzał wymownie na garnitur Connora. – Nie jeżdżę maserati, nie mieszkam w luksusowej rezydencji.

– Ja już też nie.

Nie dawało mu spokoju, że Paul wprowadził się do jego domu. Ale wyciśnie z nich ostatniego centa – i za ten dom, który wybłagała Dana, i za udziały w spółce Harper – North, z której odszedł. Już on im nie popuści!

– Uwierz mi. – Uśmiech znikł z oczu Michaela. – Suzy nie wychodzi za mnie dla pieniędzy. Jest nauczycielką, tak jak ja, mamy podobne dochody.

Dana od dawna namawiała Connora na zaręczyny… Nagle coś zaświtało mu w głowie. Czyżby Suzy wrobiła Michaela w małżeństwo, posługując się najstarszym podstępem na świecie?

– Chodzi o dzieci? – naciskał. Dana błagała go o dziecko, ale on się opierał, argumentując, że są na to zbyt zajęci pracą.

Michael przekręcił kluczyk w stacyjce. Zacisnął szczękę i mocniej chwycił kierownicę.

– Nie pytam, czy jest w ciąży – pospiesznie skłamał Connor. – Zastanawiałem się tylko, czy ona nie ma dziecka, dla którego szukałaby tatusia

– Ona nie ma żadnych dzieci!

– Co za ulga. Obawiałem się, że to jakaś zdesperowana rozwódka.

– Jest rozwódką, ale nie zdesperowaną. – Michael wysunął podbródek. – Zobaczysz, polubisz Suzy. Nie doszukuj się drugiego dna.

Connor doszedł do wniosku, że ta rozmowa do niczego nie prowadzi. Pokręcił głową.

– Wcale mnie nie słuchasz. Zawsze jest jakieś drugie dno.

– Oczywiście, że cię słucham.

Jednak coś w postawie Michaela uświadomiło Connorowi, że był to jeden z tych rzadkich przypadków, gdy żaden z jego argumentów nie trafia do adresata.

Przez lata nauczył się cenić spokojną, bezwarunkową przyjaźń, którą wykuli. Connor często udzielał Michaelowi finansowych porad, a Michael tylko dwukrotnie je zlekceważył. Za pierwszym razem stracił sporo pieniędzy na inwestycji budowlanej, która splajtowała. Drugi raz Connor poradził mu, aby się trzymał z daleka od zapuszczonego edwardiańskiego domu przy ruchliwej ulicy. Michael chciał wykorzystać niespodziewany spadek po ciotecznej babce jako wkład własny i wziąć pożyczkę na zakup oraz remont domu. Connor ostrzegał go, że restauracja budynku pochłonie majątek.

Mimo to Michael kupił dom, a potem remontował w weekendy. Connor wpadał w niedzielne popołudnia i pomagał przyjacielowi – ku wielkiemu niezadowoleniu Dany. Wykonali mnóstwo roboty, a jej rezultat okazał się nader satysfakcjonujący. Connor musiał w końcu przyznać, że się pomylił. Dom Michaela po renowacji miał niezwykły klimat.

Przypomniał sobie czasy, gdy zaczynali z Paulem. Napędzani młodzieńczą pasją i marzeniami uratowali od zapomnienia wiele takich budynków.

Kiedy zatracili ideały? Kiedy zaczęły się liczyć wyłącznie kolejne miliony?

No tak, Michael miał rację w sprawie domu, ale to jeszcze nie oznacza, że nie pomylił się w kwestii małżeństwa, zdecydował Connor, gdy włączali się do ruchu.

– Poza tym… Suzy w niczym nie przypomina Dany.

Connor zjeżył się na wzmiankę o ekspartnerce.

– Nigdy tego nie twierdziłem.

– Nie pozwól, żeby odejście Dany zamieniło cię w zgorzkniałego tetryka. W gruncie rzeczy dobrze, że się jej pozbyłeś. Nigdy jej nie lubiłem. Zasługujesz na kogoś lepszego.

– Nie jestem w nastroju na randki.

– Przejdzie ci. – Michael zajechał przed główne wejście do kościoła. – Znajdziemy kogoś, kto uleczy twoje złamane serce. Może już na jutrzejszym weselu.

– Wcale nie mam złamanego serca.

– Wiem – zgodził się Michael. – To twoja duma ucierpiała.

– Dzięki ci, przyjacielu. Nie ma co, potrafisz człowieka pocieszyć.

Michael nadal się śmiał, gdy zatrzymali się przed bramą, gdzie czekały jego narzeczona i druhna.

Suzy była zdecydowanie ładną blondynką, ale to jej przyjaciółka przykuła wzrok Connora. Może dlatego, że bił od niej niemal wyczuwalny chłód. W czarnej prostej spódnicy, czarnych pończochach oraz dopasowanej białej koszulowej bluzce nie było ani trochę kobiecej frywolności. A jednak gdy podchodziła do samochodu lekko kołyszącym krokiem, roztaczała wokół siebie wdzięk kontrastujący z jej chłodną postawą.

– Najlepszą terapią byłaby następna kobieta. Victoria…

– Nie! – Connor odwrócił wzrok od tej jędzy i spojrzał na Michaela. – Nie potrzebuję kolejnej kobiety uzależnionej od sukcesu, kariery i awansu. A więc nie próbuj mnie dziś wieczorem swatać, bo zostaniesz bez drużby.

Tytuł oryginału: Billion-Dollar Baby Bargain

Pierwsze wydanie: Silhouette Desire, 2009

Redaktor serii: Ewa Godycka

Opracowanie redakcyjne: Grażyna Ordęga

Korekta: Sylwia Kozak-Śmiech

© 2009 by Tessa Radley

© for the Polish edition by Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2014

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone.

Wyłącznym właścicielem nazwy i znaku firmowego wydawnictwa Harlequin jest Harlequin Enterprises Limited. Nazwa i znak firmowy nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Harlequin Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-0634-1

GR – 1024

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com