Pocałunek szejka - Tessa Radley - ebook
Opis

Laurel Kincaid wiedzie wygodne życie bogatej kobiety. Pozornie ma wszystko, jednak któregoś dnia uznaje, że jej życie jest bezbarwne. Pora je odmienić. Dlatego gdy na ślubie siostry syn arabskiego szejka składa jej dziwną propozycję, Laurel ją przyjmuje. Rakin obiecuje jej życie pełne fantastycznych przygód i kontrakty dla firmy. W zamian ma jedynie udawać jego żonę. Kiedy jednak podczas wypadu do Las Vegas oboje ogarnia pożądanie, zapominają o umowie...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 154

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tessa Radley

Pocałunek szejka

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Kim jest ta kobieta? Miała opadające na plecy włosy, które przy każdym ruchu lśniły jak języki ognia. Jej smukła sylwetka opięta szarosrebrną suknią wyglądała tak, jakby była oblana księżycowym światłem.

Rakin Whitcomb Abdellah wszedł do wielkiej białej altany wypełnionej tłumem gości z niecierpliwością czekających, aż młoda para wymieni obrączki. Cały czas nie mógł otrząsnąć się ze zdziwienia, że rozsądny zazwyczaj Eli potrzebował zaledwie kilku tygodni, by zakochać się bez pamięci. Ale jeszcze bardziej zadziwiające było to, że Eli w ogóle żeni się z kimś z rodziny Kincaidów – miesiąc temu rozstał się z rodzoną siostrą Kary. Rakin spojrzał na zgromadzony tłum i niemal natychmiast jego wzrok przykuła postać głównej druhny o olśniewającej wprost urodzie, która podeszła do panny młodej i odebrała od niej bukiet czerwonych róż.

To mogła być tylko Laurel Kincaid, która jeszcze miesiąc temu była narzeczoną jego najbliższego przyjaciela. I to ona, jak zapewniał go Eli, mogła stanowić rozwiązanie problemów Rakina.

Stanął przed nim mały chłopczyk, najwyżej czteroletni, trzymający puchatą poduszkę. Rakin przykucnął i położył na niej dwie obrączki. Laurel wzięła chłopca za rękę, chcąc odprowadzić go na właściwe miejsce, ale maluch wyszarpnął dłoń. Wyraźnie nie miał ochoty stawać między dwiema dziewczynkami w kwiecistych sukienkach. Wsunął się między Eliego i Karę Kincaid, wywołując tym uśmiechy i pełne wzruszenia westchnienia.

Laurel przyglądała się gościom. Jej niesamowicie zielone oczy patrzyły sponad pąsowych róż. Tak czystej szmaragdowej barwy Rakin jeszcze nie widział. Nagle jej wzrok zatrzymał się na nim. Czas stanął. Szmer rozmów, głos Kary składającej małżeńską przysięgę, odurzający zapach kwiatów – wszystko to odpłynęło gdzieś daleko. Została tylko… ona.

Odwróciła spojrzenie. Napięcie, które go ogarnęło, powoli ustępowało. Eli ostrzegał go, że jego eksnarzeczona jest wyjątkowo piękna, ale Rakin nie był przygotowany na tak mocną reakcję. Czyste pożądanie. Jednak romans nie wchodzi w grę. Po pierwsze Laurel pochodzi z Kincaidów, nie jest jakąś nimfetką szukającą chwilowej rozkoszy. A poza tym, jeśli skorzysta z rady przyjaciela, to propozycja, którą jej złoży, będzie jedynie zwykłym interesem.

Zresztą mimo olśniewających włosów i niezwykłych zielonych oczu Laurel Kincaid wyglądała na kobietę nieprzystępną. Ale i tak Rakin nie mógł doczekać się chwili, kiedy po zakończeniu ceremonii i złożeniu życzeń Eli przedstawi go głównej druhnie. Wtedy się przekona, czy ta kobieta pasuje do jego planu.

Mocny zapach jaśminu i gardenii oznaczał, że na Południu jest pełnia lata. Ślub Kary odbywał się w ogromnej piętrowej rezydencji Kincaidów, która dla Laurel i jej rodzeństwa zawsze była domem. Po obu stronach imponującej fasady w cieniu daszków w stylu japońskiej pagody kryły się bogato zdobione balkony.

Ale Laurel nie mogła skupić się na przebiegu ceremonii. Dużo bardziej interesowała ją tożsamość wysokiego przystojnego mężczyzny. Znała nazwiska gości zaproszonych na wesele siostry, prawdę mówiąc, omówiła z Karą taką samą listę, gdy przygotowania dotyczyły jej ślubu. A całą pewnością tego mężczyzny o egzotycznym wyglądzie na liście nie było.

Skąd Kara go zna? I dlaczego nigdy o nim nie wspominała? Jeśli nie przestanie mu się przyglądać, siostry natychmiast zaczną ją z nim swatać. A nie była tym zainteresowana – po prostu chciała wiedzieć, kto to jest. Odwróciła wzrok i spojrzała na młodą parę. Eli ujął dłonie Kary, złote obrączki na ich palcach pobłyskiwały w popołudniowym słońcu. Nagle poczuła ucisk w gardle. O nie, przecież nie będzie teraz płakać!

Nie należała do kobiet, które rozklejają się na ślubach. Zawsze była uśmiechnięta i wiedziała, co powiedzieć, więc skąd to nagłe wzruszenie? Przecież ślub to radosne wydarzenie a nie powód do łez.

Poza tym ludzie gotowi pomyśleć nie wiadomo co. Obrzuciła wzrokiem uśmiechniętych gości. Mogłaby wymienić co najmniej trzy osoby, które natychmiast zaczęłyby rozpowiadać, że rozpacza z powodu ślubu Kary z Elim, mimo że to ona sama zerwała zaręczyny. Życzyła młodej parze wszystkiego najlepszego i cieszyła się ich szczęściem. Ale jeśli teraz zacznie szlochać, to nikt w to nie uwierzy. Opanuj się.

Jej wzrok padł na mamę. Tak, z jej powodu mogłaby się rozpłakać. Elizabeth Kincaid była znana z wyjątkowej urody. Każdy uważał, że gdyby tylko chciała, mogła w młodości zostać Miss Karoliny Południowej. Ale Elizabeth miała w sobie za wiele klasy, by startować w konkursach piękności. Kiedy jej rodzina popadła w kłopoty, wyszła za mąż za Reginalda Kincaida i jako jedna z najbardziej dystyngowanych pań domu w całym Charleston nadała nuworyszowskiemu nazwisku męża prawdziwy prestiż. Teraz patrzyła z uśmiechem, jak Kara i Eli biorą ślub.

Ale niewiele brakowało, by matki panny młodej tu nie było. Została aresztowana pod zarzutem zabicia męża. Policja była przekonana, że dysponuje wystarczającymi dowodami, by postawić ją w stan oskarżenia. W najczarniejszych chwilach ostatnich kilku miesięcy Laurel naprawdę bała się, że jej matka zostanie skazana.

Elizabeth jednak uwolniono od zarzutów. Teraz podejrzenia skupiały się na posępnym przyrodnim bracie Laurel, o którego istnieniu ona i jej rodzeństwo dowiedzieli się na pogrzebie ojca. Nigdy nie zapomni tamtego dnia, a raczej szoku na wieść, że ojciec przez całe dziesięciolecia prowadził podwójne życie.

Jack siedział teraz obok swojej matki, Angeli Sinclair. Angela była kochanką ojca i miłością jego życia. Po drugiej stronie miała swojego drugiego syna. Sinclairowie zostali zaproszeni, bo Elizabeth Kincaid uważała, że zawsze należy postępować właściwie, nawet jeśli musiała płacić za to wysoką cenę.

Różnica pomiędzy braćmi była widoczna już na pierwszy rzut oka. Alan był pogodny i zrównoważony, a ze swoimi jasnymi włosami wyglądał przy Jacku jak słońce przeświecające przez burzowe chmury.

Uznała, że robi się pretensjonalna.

– Możesz pocałować pannę młodą – powiedział ksiądz.

Eli pochylił się, a Laurel odwróciła wzrok, by nie naruszać ich prywatności. I oczywiście musiała spojrzeć wprost w ciemne oczy nieznajomego.

Ogromne sypialnie na piętrze zajmowane kiedyś przez Laurel, Karę i Lily zostały zamienione w tymczasową garderobę i przebieralnię panny młodej. Laurel zatrzymała się na moment w progu dziecięcego pokoju Kary, patrząc na porozrzucane dodatki i fatałaszki.

Na dywanie leżały pudełka po butach z niedbale pogniecioną bibułą. Któraś z dziewczynek rzucających kwiatki zostawiła na łóżku swój bukiecik. Delikatny koronkowy welon, który Kara miała na sobie podczas ceremonii, leżał złożony na poręczy krzesła. Na toaletce, obok kryształowych buteleczek z perfumami, stały cztery wysokie kieliszki, a w wiaderku z lodem chłodził się szampan. Świetny sposób na ukojenie nerwów panny młodej, pomyślała Laurel.

Kara stała przed ogromnym lustrem i z niepokojem oglądała rąbek sukni.

– Laurel, spójrz, nie zrobiłam sobie dziury?

Laurel podeszła kilka kroków i przykucnęła.

– Nic nie widzę.

– Całe szczęście – rzekła Kara z ulgą. – Wydawało mi się, że idąc do ołtarza, zaczepiłam sukienkę obcasem.

– Nie masz się czym martwić. – Laurel popatrzyła na twarz siostry. Kara miała promienną cerę, delikatny cień do powiek podkreślał zieloną barwę jej oczu, ale na wargach nie miała już szminki nałożonej przed ceremonią. Laurel uśmiechnęła się. – Jesteś przepiękną panną młodą. Nawet bez szminki, którą twój mąż zdążył już scałować.

To prawda, poczucie szczęścia dodało urodzie Kary niezwykłego blasku. Laurel czule objęła siostrę, starając się nie pognieść delikatnej sukni. Ale Kara nie miała takich obaw i zarzuciła jej ramiona na szyję.

– Tak ci dziękuję, że zerwałaś z Elim!

Laurel spojrzała w oczy niemal tak samo zielone jak jej. Obie odziedziczyły je po matce.

– Gdybym za niego wyszła, popełnilibyśmy największy błąd naszego życia.

Nie miała oporów, by zaręczyć się z Elim, ale gdy pojawiły się konkretne plany dotyczące ślubu, z rozpaczą stwierdziła, że wcale tego nie chce. Zamiast marzyć o małżeńskim szczęściu, rozmyślała o tym, jak szare i bezbarwne stało się jej życie.

Jakie przewidywalne. Jakie nudne.

Bez przerwy zastanawiała się, co by jej mogło przywrócić radość życia. Z całą pewnością nie znajdowała jej, spisując listę gości, którzy przyjęli zaproszenie na wesele. Właśnie wtedy stworzyła własną listę: „Co zrobić, żeby być szczęśliwą”.

Punkt pierwszy: zerwać z Elim. Te słowa zapisane na pustej jeszcze kartce wydawały się bezduszne i okrutne. Nie wyobrażała sobie, że byłaby zdolna do zerwania zaręczyn. Eli z pewnością poczułby się zraniony, a jej rodzina byłaby załamana. Ale samo napisanie tego podziałało jak katharsis – Laurel zrozumiała, że nie ma wyjścia. Ona i Eli nie są sobie przeznaczeni.

Nie chcąc mu sprawiać przykrości, powiedziała, że muszą odłożyć ślub do czasu, aż życie jej rodziny wróci do normy po bolesnych przejściach – zamordowaniu ojca, ujawnieniu szokującej prawdy o jego drugiej rodzinie, aresztowaniu mamy. Ale ogromna ulga, którą zobaczyła w oczach narzeczonego, uzmysłowiła jej, że nie tylko ona chce się wycofać.

Od zerwania z Elim minął prawie miesiąc. Dziś były narzeczony świętował swoje szczęście z jej siostrą, a ona do tej pory nie zrealizowała ze swojej listy nic, z wyjątkiem punktu numer dwa o czerwonej szmince. Wyzwolenie się z ograniczeń nie jest takie proste, mimo że nosiła listę w torebce jako nieustającą zachętę do działania.

Uwolniła się z objęć Kary, wyjęła z wiaderka butelkę z szampanem i napełniła dwa kieliszki.

– Za twoje szczęście – powiedziała.

– To mój najszczęśliwszy dzień. – Kara promieniała jak księżniczka z bajki.

Laurel poczuła delikatne ukłucie zazdrości.

– Eli i ja zawsze byliśmy dobrymi przyjaciółmi. I wydawało nam się, że to wystarczy. Ale myliliśmy się. Brakowało tej szczególnej więzi, która łączy was.

Tak naprawdę nie pociągali się fizycznie. Obecność Eliego nie wywoływała w niej takich wybuchów pożądania jak ten, którego doświadczyła pod wpływem przeciągłego spojrzenia nieznajomego.

– Połączyła nas prawdziwa miłość – oznajmiła z przekonaniem Kara. – Jestem wielką szczęściarą. – Zamilkła na chwilę z rozmarzonym spojrzeniem, zaraz jednak wróciła do rzeczywistości. – Ale w dzieciństwie to z tobą Eli spędzał najwięcej czasu.

– Bo byliśmy w tym samym wieku, chodziliśmy do tej samej klasy i na te same imprezy – zauważyła Laurel.

– Mimo to nie znasz jego najbliższego przyjaciela.

– Rakina Abdellaha? – Laurel wiele słyszała o wnuku jakiegoś bliskowschodniego księcia, z którym Eli zaprzyjaźnił się w Harvardzie. – Szkoda, że nie udało mu się przyjechać.

– Ależ przyjechał! – Kara odstawiła kieliszek, usiadła przed lustrem toaletki i sięgnęła po grzebień. – Eli przedstawił mi go, gdy podszedł złożyć życzenia.

Laurel znieruchomiała. To chyba niemożliwe…

– Jak zwykle mnie przy tym nie było. – Machnęła żartobliwie ręką. – Za każdym razem, kiedy tu przyjeżdżał w interesach, wypadało mi coś ważnego. – Czyżby wysoki szczupły mężczyzna, który wywołał w niej to niezwykłe ożywienie, był najbliższym przyjacielem Eliego?

– A jak on jest ubrany? – zapytała.

– Kto?

– Rakin! – Laurel spojrzała na siostrę z lekkim zniecierpliwieniem. – Przed chwilą mi o nim mówiłaś.

– Nie mam pojęcia. Mogę ci tylko powiedzieć, co ma na sobie Eli.

Laurel uśmiechnęła się. Wzięła grzebień i zaczęła poprawiać fryzurę siostry w miejscach, w których był przypięty welon.

– A skoro mowa o Elim, to chyba powinnaś jeszcze raz umalować sobie usta.

Kara spojrzała wesoło na odbicie siostry w lustrze.

– A po co? I tak mi ją zaraz zetrze. – Zmarszczyła nagle brwi. – Laurel! Masz czerwoną szminkę!

– Skoro zauważyłaś to dopiero teraz, to znaczy, że nie rzucam się za bardzo w oczy – zauważyła żartobliwie.

– A więc zaczęłaś realizować swój plan! Pamiętam, jak mi mówiłaś, że chcesz rozłożyć skrzydła i pozbyć się zahamowań. Myślałam, że zrezygnowałaś po tym, jak ostrzegałam cię, żebyś nie zrobiła nic szalonego.

– Wyobrażasz sobie, że ja, znana ze swojej rozwagi i rozsądku, mogłabym zrobić coś szalonego?

– Niepotrzebnie ci to mówiłam. Powinnaś się zabawić. Chodź, Eli przedstawi cię Rakinowi.

– Nawet nie próbuj! – Wiedziała, że siostra jest bardzo spostrzegawcza, więc postanowiła zmienić temat. – Widziałaś, jak Cutter zajmował się dziś mamą?

– Nie odstępował jej na krok.

– On ją chyba naprawdę kocha. – Laurel przygładziła włosy Kary i popatrzyła na nią z zachwytem. – Zaryzykował wielki skandal, mówiąc policji, że noc, kiedy zamordowano tatę, mama spędziła z nim. Dzięki temu wypuścili mamę za kaucją.

– Powiedziałam, że mogę im zorganizować cichy elegancki ślub. Ale mama uważa, że powinien minąć czas żałoby.

– To śmieszne! – Laurel poczuła wściekłość na myśl, że mama pozwala, by o jej życiu decydowały opinie innych. – Ona powinna robić to, co daje jej szczęście.

– Całkowicie się z tobą zgadzam. – Kara odwróciła się od lustra i popatrzyła na siostrę. – Nie zauważyłam wcześniej twojej szminki, bo myślałam tylko o ślubie. Ale teraz ją widzę i jestem bardzo ciekawa, jaki będzie twój następny krok.

Laurel poczuła, że się czerwieni. Nie miała pojęcia, co dalej. I nawet siostrze nie umiałaby się przyznać do istnienia listy i marzeń o wcielaniu w życie szalonych fantazji.

– Och, to nic nadzwyczajnego – rzuciła lekko, mając na myśli swoje frywolne marzenie o jedzeniu lodów w łóżku. Ale na liście było znacznie więcej…

Punkt 5 – grać całą noc w kasynie.

Punkt 6 – podróże do egzotycznych krajów.

– Hm, zawsze mówiłaś, że czerwona szminka jest krzykliwa – zauważyła z zastanowieniem Kara.

Czerwone usta nie pasowały do jej kasztanowych włosów. Takie zestawienie było wulgarne, a wulgarność jest grzechem. Unikając spojrzenia siostry, pochyliła się do lustra. No cóż, wargi miała nadal idealnie umalowane. Jej nikt nie pocałował. W tym momencie wróciła myślami do swojej listy.

Punkt numer 3 – flirt z nieznajomym.

Poczuła ciepło na policzkach. W odróżnieniu od większości kobiet wychowanych na Południu Laurel miała słabe pojęcie o sztuce flirtowania. Już jako nastolatka zauważyła, że każdy mężczyzna, na którego choć przez chwilę spojrzy, natychmiast podchodzi, by się jej przedstawić. Czasem miała dość swojej urody przyciągającej aż taką uwagę, dlatego zachowywała się z chłodną uprzejmością, pozbawioną kokieterii. Ta zasłona okazała się przydatna przy pełnieniu funkcji dyrektora PR w The Kincaid Group. Po co więc ten punkt „Flirt z nieznajomym”?

Nagle pojawiła się zdradziecka myśl: Może lepiej to zamienić na „pocałunek z nieznajomym”?

– Czerwienisz się! – zawołała Kara. – Chodzi o mężczyznę? To dla niego ta czerwona szminka?

– Skądże! – Laurel miała nadzieję, że nie zaczerwieni się jeszcze bardziej. – Umalowałam się dla siebie.

Wypiła do końca szampana i ponownie odstawiła kieliszek na toaletkę. Przez moment mignęły w lustrze jej czerwone usta. Wyobraziła sobie, że całuje się z przystojnym ciemnowłosym brunetem, którego zauważyła podczas ślubu. Obraz ust przyciśniętych do jej czerwonych warg wywołał w jej ciele falę gorąca.

Laurel przywołała się do porządku. A jeśli okaże się, że to najbliższy przyjaciel Eliego? To by naprawdę było w złym guście. Zawsze była grzeczną córeczką. Pilnie się uczyła, by mieć najlepsze stopnie. Wracała do domu o wyznaczonej porze. Stanowiła przykład dla młodszych sióstr. Żadnych minispódniczek, kolczyków ani postrzępionych dżinsów. Żadnego niewłaściwego zachowania wobec chłopców. Żadnych szalonych miłości. Ani wulgarnego makijażu.

Odwróciła się od lustra, chcąc rzucić jakąś żartobliwą uwagę, ale Kara wstała już z krzesełka.

– Muszę przyznać, że czerwony do ciebie pasuje – zauważyła. – Wyglądasz jak gwiazda, do tego bardzo seksowna. Wycofuję swoje zastrzeżenia, powinnaś częściej łamać zasady.

Laurel uśmiechnęła się, idąc za siostrą do drzwi.

– Uważaj, mogę to wziąć za zachętę do zrobienia czegoś nierozważnego.

Kara spojrzała na nią przez ramię.

– A czemu nie? Zacznij od dziś. Liczy się tylko to, co jest teraz.

Dziś? Teraz? Laurel poczuła, że jej dłonie robią się zimne i wilgotne. Mówienie o przełamaniu zahamowań to jedno, ale tak po prostu odpuścić sobie wszystko to zupełnie co innego. Miała wrażenie, że nagle stanęła na skraju przepaści. Albo zrobi krok do przodu, w nieznane, gdzie nie da się niczego przewidzieć, albo pozostanie w bezpiecznej strefie, ryzykując niespełnienie.

Odpowiedź pojawiła się tak szybko, że sama była zaskoczona. Miała dość rezygnowania z pragnień. Chciała znów poczuć tę pulsującą energię. Dreszcz buntu wywołał w niej dziwną przyjemność.

Wzięła głęboki oddech. Kara ma rację. Liczy się tylko teraźniejszość. Dziś będzie flirtować z nieznajomym.

Tytuł oryginału: One Dance with the Sheikh

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2012

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2012 by Harlequin Books S.A.

© for the Polish edition by Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2014

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone.

Wyłącznym właścicielem nazwy i znaku firmowego wydawnictwa Harlequin jest Harlequin Enterprises Limited. Nazwa i znak firmowy nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Harlequin Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-0633-4

GR – 1027

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com