Symetria Trójkąta - Klaudia Winiarska - ebook

Symetria Trójkąta ebook

Klaudia Winiarska

0,0

Opis

Jest to opowieść o charakterze filozoficznym, oparta na idei platońskiej triady: Dobra, Prawdy i Piękna – wartości, które nie będąc odrębnymi bytami, stanowią nie tylko nierozerwalną Jedność, lecz każda z nich implikuje pozostałe.  Czytelnikowi opowieść ta stawia wiele fundamentalnych pytań, a pośród nich chyba najważniejsze: Czy człowiek jest istotą zdolną do realizacji tej idei w realnym życiu? Czy mając potencjalną zdolność do osiągnięcia wewnętrznej harmonii tych trzech wartości, rzeczywiście może ją osiągnąć?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 293

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Klaudia Winiarska
Symetria Trójkąta
* darmowy fragment *
© Copyright by Klaudia Winiarska 2026Projekt okładki: Klaudia WiniarskaFotomontaż na stronie tytułowej: Stanisław Jasiński
ISBN 978-83-7564-746-4
Wydawnictwo My Bookwww.mybook.pl

Jest to opowieść o charakterze filozoficznym, oparta na ideiplatońskiej triady: Dobra, Prawdy i Piękna – wartości,które nie będąc odrębnymi bytami, stanowią nie tylkonierozerwalną Jedność, lecz każda z nich implikuje pozostałe.Czytelnikowi opowieść ta stawia wiele fundamentalnychpytań, a pośród nich chyba najważniejsze: Czy człowiek jestistotą zdolną do realizacji tej idei w realnym życiu? Czymając potencjalną zdolność do osiągnięcia wewnętrznejharmonii tych trzech wartości, rzeczywiście może jąosiągnąć?

Motto książki

Myśleć to, co prawdziwe, czuć to, co piękne, i kochać, codobre – w tym cel rozumnego życia.

(Platon)

Fakt, że konwencje zawsze kwitną na różne sposoby, dowodzi,iż przygniatająca większość ludzi nie wybiera własnej drogi,lecz konwencje, i wskutek tego nie rozwija siebie, lecz pewnąmetodę, a tym samym jakieś collectivum kosztem własnejcałości.

(C.G.Jung,Rebis,czylikamieńfilozofów)

Człowiekowi, który nie chce należeć do tłumu, wystarczytylko przestać być względem siebie wygodnym; niech słuchaswego sumienia, które doń woła: „Bądź samym sobą! Niejesteś tym wszystkim, co teraz czynisz, co mniemasz, copragniesz”. Każda młoda dusza słyszy to wołanie w dzień i wnocy i drży na jego głos: gdyż przeczuwa wyznaczoną sobie odwieków miarę szczęścia, gdy myśli o swym rzeczywistymwyzwoleniu: do którego to szczęścia nie można jej w żadensposób dopomóc, dopóki zakuta jest w łańcuchy opinii iobawy.

(F.Nietzsche,Schopenhauerjakowychowawca)

Bo to właśnie jest całe nieszczęście w głupocie, że człowieknie będąc ani pięknym i dobrym, ani mądrym, przecie uważa,że mu to wystarczy.

(Platon)

Motto rozdziału

Milczenie to tekst,

który niezwykle łatwo jest błędnie zinterpretować.

(Julian Tuwim)

Wypowiedziane słowa bolą, ale to milczenie łamie serca.

(Phyllis McGinley)

Po latach milczenia

Drzwi były otwarte, więc weszła. Trochę niepewnie przestąpiła próg do chłodnego i nieco mrocznego korytarza. Taksówkarz wniósł za nią bagaże, za co mu serdecznie podziękowała zielonkawym banknotem. Obejrzała się jeszcze za odjeżdżającą taksówką i lekki dreszcz przemknął jej po plecach. Stało się! Nie ma odwrotu! Przyjechała! Teraz musi zrobić następny krok, otworzyć jedne z tych otaczających ją zewsząd drzwi. Wybrała te naprzeciwko wejścia – drzwi do dawnego salonu, gdzie niegdyś toczyło się życie rodzinne w tym domu. A tam uderzyła ją słoneczna jasność i tak dobrze znany jej zapach lilii, który wpadał do pokoju przez otwarte okno. Podeszła więc bliżej, by spojrzeć na ogród, ale nikogo tam nie zauważyła. Usiadła więc na chwilę w bujanym fotelu, stojącym tuż obok stolika, na którym leżała otwarta książka i stała filiżanka z niedopitą kawą. Musigdzieś tu być – pomyślała – i na pewno zaraz przyjdzie. Aby skrócić sobie czas oczekiwania, wzięła do ręki książkę i zaczęła ją kartkować. Była to jakaś powieść, ale styl wydawał jej się dziwnie znajomy. Spojrzała więc na okładkę i prawie krzyknęła z wrażenia, przeczytawszy tytuł i nazwisko autora. A kiedy przeczytała dedykację na pierwszej stronie: Najukochańszej Ance inaszej córce Hani z wyrazami nieustającej Miłości – półgłosem wymamrotała:

– A więc ona cały czas miała z nim kontakt i dobrze wiedziała, gdzie on jest!

W tym momencie ktoś położył jej rękę na ramieniu i pewnym głosem powiedział:

– Mylisz się, siostro!

Przerażona odwróciła głowę i spojrzała w twarz smukłej kobiety w czerni, nie mogąc przy tym oprzeć się wrażeniu, że patrzy w lustro, w którym widzi swe własne odbicie, tylko z nieco inną fryzurą. A Anna spokojnie podała jej drugi egzemplarz tej samej książki, mówiąc:

– A to dla ciebie. Przeczytaj dedykację!

Dedykacja była identyczna, tyle że przeznaczona dla niej: Najukochańszej Hance i naszej córce Ani z wyrazami nieustającejMiłości – Remi.

– Skąd masz te książki?! – zapytała siostrę wzburzonym głosem, lecz zamiast odpowiedzi usłyszała:

– Spóźniłaś się! Pogrzeb mamy był wczoraj.

– Tak, wiem! – nieco łagodniej i prawie przepraszająco odpowiedziała Hanna. – Niełatwo tu dolecieć z drugiego końca świata. A w dodatku na jednym z lotnisk był strajk!

– Nie trzeba było uciekać aż tak daleko! Widzisz? Ja tu zostałam. I całkiem dobrze mi się tu żyje. A przede wszystkim spełniłam swój obowiązek wobec rodziców. Opiekowałam się najpierw ojcem, a potem mamą – do samego końca! A teraz mogę pomyśleć o sobie! A ty? Wykpiłaś się z wszystkiego!

Hanna była zbyt wyczerpana podróżą, by wdawać się w tę dyskusję. Poprosiła więc tylko o mocną kawę i zapytała siostrę, czy może ją zawieźć na cmentarz. Było jeszcze dość wczesne popołudnie, więc gdyby się teraz położyła, żeby trochę odpocząć, i tak by nie zasnęła. Chciała więc przynajmniej wizytę na cmentarzu mieć już za sobą, bo nie zamierzała zostawać tu długo. I tak ten przyjazd ją sporo kosztował, ale nie chciała jeszcze raz postąpić tak, jak przy śmierci ojca. Choć właściwie kiedyś, gdy była jeszcze nastolatką, czuła się bardziej związana z ojcem niż z matką. Ale potem to właśnie jego słowa spowodowały, że opuściła dom rodzinny – i to na zawsze. A po skończeniu studiów medycznych wyjechała za granicę, w dodatku z małą córeczką, czego rodzice nie mogli darować jej do końca swoich dni, bo nigdy nie poznali swojej wnuczki.

Siostra zaś po urodzeniu dziecka przerwała studia, wróciła do domu i zatrudniła się w miejscowym szpitalu jako pielęgniarka. Sprawiła rodzicom tym spory zawód, bo oboje – podobnie jak dziadkowie – byli lekarzami i oczekiwali tego samego również od swoich córek. One zaś, choć – jak na bliźniaczki przystało – były do siebie podobne jak dwie krople wody, to charakterem różniły się bardzo. Ojciec zwykł mawiać, że nie można być chyba bardziej do siebie podobnym niż jego córki, a jednocześnie bardziej się różnić niż one. Były więc jak ogień i woda, ale zupełnie im to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie, już bardzo wcześnie zrozumiały, że mogą się wspaniale uzupełniać, stanowiąc w ten sposób niemalże jedną osobę.

A kiedy w szóstej klasie pojawił się nowy uczeń o niecodziennym imieniu Remigiusz – blondyn o gęstej czuprynie i jasnych jak woda źródlana oczach – obie natychmiast się w nim zakochały i nic dziwnego, że swoim dziewczęcym sprytem spowodowały, że chłopiec usiadł w tej samej ławce między jedną a drugą. I tak rozpoczęła się ta niezwykła historia Symetrii Trójkąta, jak tę nierozłączną trójkę nazwał kiedyś nauczyciel na lekcji geometrii. Chcąc wytłumaczyć klasie, na czym polega symetria trójkąta, wezwał do tablicy całą trójkę i poprosił, by Remi wyciągnął przed siebie ramiona tak, aby lewą ręką dotykał lewego ramienia Ani, a prawą prawego ramienia Hani. Dziewczynki zaś miały stanąć przodem do klasy – podobnie zresztą jak Remi – i połączyć swoje ramiona tak, aby powstała linia prosta między prawym ramieniem Ani i lewym ramieniem Hani. Kiedy polecenie zostało wykonane, nauczyciel omówił wszystkie szczegóły tej – jakże doskonałej – geometrycznej figury, jaką jest trójkąt równoramienny.

Całej klasie ta wizualizacja bardzo się podobała, nic więc dziwnego, że odtąd tę niezwykłą trójkę postrzegano jako niepodzielną trójjednię. A i oni sami również tak się postrzegali. Na każdym z ich zeszytów oprócz imienia i nazwiska figurował równoramienny trójkąt, którego górny wierzchołek opatrzony był literą „R”, a jego wierzchołki podstawy literami „H” i „A”. I dokładnie taki trójkąt figurował na okładce książki, z tym że pośrodku wpisanego w trójkąt koła widniał symbol nieskończoności na złotym tle.

Hanna nie śmiała jeszcze raz zapytać siostry, jak weszła w posiadanie tej tajemniczej książki, i to w dodatku w dwóch egzemplarzach z jednakowymi dedykacjami. Wolała zaczekać, aż Anna sama będzie gotowa jej to powiedzieć. Teraz trzeba było zająć się przygotowaniem wiązanki z ulubionych lilii mamy na jej grób. Poszły więc do ogrodu, by z wielkiego klombu po jego środku wybrać kilka okazałych kwiatów. Nie były pewne co do kolorów. Anna proponowała białe, bo te jej zdaniem najbardziej odpowiadają potrzebie chwili. Hanna natomiast przypomniała sobie, że matka najbardziej lubiła ciemnobordowe i żółte. Uwagę siostry, że to chyba nie wypada na grób, zignorowała. I zanim Anna się zorientowała, ścięła jedną bordową i dwie żółte. Lilie były wielokwiatowe, powstała więc pokaźna wiązanka. Do niej dodała nieco bluszczu oraz kilka gałązek kwitnącego różowo oregano. Anna z dezaprobatą pokręciła głową, ale już nic nie powiedziała. W duchu pomyślała jednak: To się raczej nadaje nabukiet imieninowy, a nie na wiązankę na grób matki. Ale cóż! Możetam w tym dalekim świecie ludzie zapomnieli już, co wypada, a co nie! Hanna natomiast zdawała się bardzo zadowolona ze swojej nieco ekstrawaganckiej kompozycji kwiatowej. Tak więc obie kobiety – jedna w czerni, a druga w jasnej letniej sukience – udały się w kierunku garażu.

Motto rozdziału

Spóźnione łzy są jak deszcz na pustyni – choć mokre,

niczego już nie wskrzeszą.

(Autor nieznany)

Najbardziej gorzkie łzy wylewane nad grobem

są z powodu słów, których nie wypowiedziano,

i czynów, których nie dokonano.

(Harriet Beecher Stowe)

Spóźnione łzy

Gdy Anna wyprowadziła samochód, jej siostra niemalże oniemiała z wrażenia. Był to stary mercedes ojca! Teraz zapewne już ponad trzydziestoletni. W tym właśnie samochodzie niegdyś powiedziała ojcu, że spodziewa się dziecka. I w tym właśnie samochodzie usłyszała propozycję ojca, która wstrząsnęła nią do tego stopnia, że czym prędzej z niego wysiadła i wróciła na dworzec, skąd ojciec ją właśnie odebrał. A potem wszystko potoczyło się tak szybko, że w tej chwili trudno byłoby jej ustalić w tym jakąś chronologię.

Anna – zauważywszy dziwną minę siostry – zapytała:

– Co? Nie podoba się? Jeżdżę nim od lat i bardzo jestem do niego przywiązana. W końcu był to samochód naszego ojca! Zresztą nigdzie dalej przecież nie wyjeżdżam. A tu, w naszym miasteczku i okolicy, nie potrzebuję innego auta, tym bardziej że nadal jest sprawne i rzadko potrzebuje jakiejś naprawy. Ma też bardzo dobrego mechanika.

Hanna pokiwała tylko głową, bo nie miała zamiaru wyjaśniać siostrze, co spowodowało ten dziwny wyraz jej twarzy. Rzuciła tylko krótko:

– Jedź! Nie gadaj tyle!

Tak więc obie kobiety w milczeniu dojechały do cmentarnej bramy. Hanna wysiadła, trzymając wiązankę w ręku. A Anna uchyliła tylko lekko drzwi i wytłumaczyła siostrze, gdzie znajdzie grób matki. Chciała jeszcze coś załatwić i mniej więcej za godzinę będzie czekała w tym samym miejscu. A nieco złośliwie dodała, ruszając:

– Godzina chyba wystarczy na te spóźnione łzy!

Trudno powiedzieć, czy Hanna to jeszcze usłyszała. Tak czy inaczej, stała przed bramą cmentarza jeszcze długą chwilę – zamieniona niemalże w słup soli – zanim zdołała się ruszyć. Potem odwróciła się wolno i weszła w dobroczynny cień cmentarnych alejek. Mijali ją różni ludzie. Niektórzy ją pozdrawiali, choć zupełnie ich nie znała. Dopiero za którymś razem uświadomiła sobie, że mylą ją z siostrą. Przez tyle lat już tego nie doświadczała. A kiedyś należało to do radosnej codzienności obu dziewczynek. Tylko Remi nigdy się nie mylił! Zawsze żartował, że rozróżnia je po ilości piegów na nosach, która w jego ocenie nie była taka sama.

Tak! Obie dziewczynki były nieco piegowate, miały długie, kręcone, rude włosy – wiązane w kucyki – i o dziwo, nie zielone, jak to często u rudych osób bywa, tylko niebieskie oczy! Remi uważał, że są w kolorze dzikich fiołków. Napisał nawet kiedyś wiersz, by uczcić swe odkrycie. Pamiętała go do dziś i szeptem powierzyła go szumiącym nad nią drzewom cmentarnej alejki. A ostatni wers powtórzyła nawet dwa razy: A wszystkie fiołki tego roku miały kolor waszych oczu. Było to tak cudownie naiwne, że aż piękne! Bo było tak pełne głębokiego, szczerego uczucia, na jakie było stać trzynastoletniego chłopca. Potem było jeszcze wiele, wiele wierszy – i coraz lepsze. Zawsze też kierowane do obu dziewczyn razem, jak do jednej osoby.

Tak bardzo się w te wspomnienia zagłębiła, że niemalże zapomniała, po co tu przyszła. A prawda, szukam przecież grobumamy – przemknęło jej przez głowę. Właśnie dotarła do końca głównej alei, a teraz miała skierować się w prawo – siódmy grób. O tak, zobaczyła go już z daleka – pokaźny kopiec wieńców i kwiatów. A gdy podeszła bliżej, to zupełnie nie wiedziała, co zrobić ze swoją wiązanką. Żałowała, że w ogóle ścięła te kwiaty. Mogły nadal kwitnąć w ogrodzie, jako wdzięczne wspomnienie matczynej ręki, która je tam niegdyś posadziła. Trzymając nadal wiązankę w ręku, usiadła na ławeczce przed grobem ojca, który był tuż obok. Wpatrywała się chwilę w zimną, nieco omszałą kamienną płytę, a potem wzrok jej zawisł na zdjęciu ojca oraz dacie jego śmierci. Uświadomiła sobie, że umierając, był zaledwie kilkanaście lat starszy od niej. To poruszyło ją tak bardzo, że nie mogła powstrzymać strumienia napływających łez. A gdzieś głęboko w sercu poczuła, że teraz jest gotowa mu wybaczyć! Przecież nie mógł wiedzieć, że jego słowa spowodują aż tak niewspółmierną reakcję z jej strony, iż nie licząc się z nikim i z niczym – również z matką – wyjedzie aż na drugi kraniec świata. Ale to nie słowa ojca były właściwym – a przynajmniej nie jedynym – powodem jej decyzji, do tego jednak do tej pory nie była w stanie się przyznać. Do decyzji tej skłoniła ją również wielka tęsknota, jak i nieśmiała nadzieja odnalezienia tam gdzieś daleko w świecie utraconego szczęścia.

Spojrzała na zegarek, godzina już prawie minęła. Wstała więc, położyła kwiaty na kamiennej płycie grobu ojca, podeszła na chwilę do grobu matki, popatrzyła w bezchmurne niebo, westchnęła głęboko – jakby z ulgą – a potem wolno wróciła tą samą drogą do bramy cmentarza. Samochód już tam stał, a przed nim smukła kobieta w czerni, nerwowo paląca papierosa.

– No i co? – powiedziała na jej widok. – Wypłakałaś się? To ci teraz już nic nie pomoże!

– Już mi pomogło! I to bardzo! – łagodnym głosem odpowiedziała jej Hanna.

– Nie wierzę ci! – odparła Anna, przekręcając kluczyk w stacyjce.

Resztę drogi siostry przebyły w milczeniu, każda zajęta swoimi myślami. Hanna szukając sposobu na uzdrawiające pojednanie, Anna rozdrapując stare rany.

Spis treści - fragment

Strona tytułowa

Jest to opowieść o charakterze ...

Motto książki

Motto rozdziału

Po latach milczenia

Motto rozdziału

Spóźnione łzy