Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
171 osób interesuje się tą książką
Elmira van Stein to dziewczyna wychowana w świecie ogromnego bogactwa, prestiżu i wysokich oczekiwań. Chociaż z zewnątrz wydaje się kimś, kto ma wszystko, tak naprawdę jej życie jest dalekie od ideału. Przez lata dręczona przez macochę zmaga się z samotnością, problemami z zaufaniem i potrzebą odzyskania kontroli nad własnym życiem.
Z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu znajduje nić porozumienia z chłopakiem, który zyskał opinię hedonisty i aroganckiego buntownika. Kyle Sinclair jest dziedzicem ogromnej fortuny i częścią świata, który Elmira dobrze zna. A jednak ta dziewczyna nie jest taka jak inne. Jest bardziej taka jak on.
Kiedy ojciec i brat chcą wydać Elmirę za Jonathana Crawforda, ich zdaniem idealnego kandydata do jej ręki, dziewczyna ma problem. Bo jej oczy szukają wciąż kogoś innego.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 361
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © for the text by Agata Moore
Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026
All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Joanna Błakita
Korekta: Katarzyna Dziedzicka, Dominika Kalisz-Sosnowska, Emilia Ziarnik
Skład i łamanie: Michał Swędrowski
Oprawa graficzna książki: Weronika Szulecka
ISBN 978-83-8418-985-6 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
Lana Del Rey – Video Games
XXXTentacion – changes
Eminem – Without Me
Eminem, Lil Wayne – No Love
Eminem – Like Toy Stories
mgk, blackbear – my ex’s best friend
mgk, blackbear – make up sex
mgk, Ester Dean – Invincible
Lil Wayne, Ty Dolla $ign, XXXTentacion – Scared of the Dark
XXXTentacion – the remedy for a broken heart
Lupe Fiasco, Guy Sebastian – Battle Scars
Fort Minor, Holly Brook, Jonah Matranga – Where’d You Go
Imagine Dragons – Bleeding Out
Akon – Right Now
Logic, Marshmello –Everyday
Akon, Colby O’Donis, Kardinal Offishall –Beautiful
Si vis amari, ama
Dla wszystkich, którzy zwątpili w miłość.Dla wszystkich, którzy czuli się niekochani.Dla wszystkich, którzy żyli sami zbyt długo.Dla wszystkich.Po prostu.
Mimo że Sweet Sin to najłagodniejsza i najspokojniejsza część serii „Fircrest”, to chciałabym zwrócić Waszą uwagę na fakt, iż są w niej poruszane drażliwe tematy, takie jak przemoc psychiczna i fizyczna w rodzinie oraz odrzucenie dziecka. W tekście natraficie również na wzmianki o samookaleczaniu, a także o próbie samobójczej. Jeżeli którykolwiek z tych wątków może wywołać u Was uczucie dyskomfortu – czytajcie z rozwagą lub zastanówcie się, czy to odpowiedni czas na taką lekturę.
Sweet Sin jest ostatnim, finałowym tomem serii „Fircrest”. Ponieważ jednak ta książka, jak i wszystkie poprzednie, opowiada o innych bohaterach, możliwe jest jej czytanie bez znajomości poprzednich części. Ostrzegam jednak, że natraficie tutaj na spoilery najważniejszych momentów, a także poznacie zakończenia losów poprzednich par. Jeżeli chcecie tego uniknąć i cieszyć się lekturą przy stopniowym poznawaniu całego uniwersum Fircrest, zalecam czytać w kolejności jak poniżej.
Historia Madei i Kalliasa: Secrets and Lies oraz Until We Break – tomy 1 i 2.
Historia Aislinn i Knoxa: Fire on Fire – tom 0.
Historia Elmiry i Kyle’a: Sweet Sin – tom 3.
Buziaczki
Aga <3
Elmira
Wracając do swojej sypialni, przez wysokie okno zauważyłam luksusowy samochód, dziwnie znajomy. Do głowy przyszła mi tylko jedna osoba, więc zeszłam do salonu, aby się przekonać, czy rzeczywiście zostanę w nim mojego niedawnego bohatera. Idąc korytarzem, słyszałam rozmowy o kinie w Fircrest, ale kiedy pojawiłam się w progu, wszyscy zamilkli. Na kanapie siedzieli Madea i mój brat Eiran. Spojrzeli na mnie, ale ja wbijałam wzrok w Kyle’a Sinclaira. Korzystając z okazji, postanowiłam mu podziękować za ratunek, kiedy moja macocha Florence wyrzuciła mnie z domu. Kręciłam się bezradnie po mieście, aż dostałam ataku paniki na widok grupy młodych mężczyzn zmierzających w moim kierunku. I wtedy pojawiło się białe Porsche…
Tamtego dnia mi pomógł, jednak teraz wyminął mnie i wyszedł, nie odpowiadając na moje słowa. Madea wyglądała na zmartwioną i sądziła, że to mnie zabolało, ale zapewniłam ją, że wszystko w porządku. Choć wcale tak nie było. Zostałam zignorowana i upokorzona na oczach bliskich.
Szybko wymusiłam sztuczny uśmiech, żeby nikt nic nie zauważył. Wyszłam z salonu i podążyłam za Kyle’em, by wyjaśnić to zachowanie. Sądziłam, że chłopak jest już na zewnątrz, ale gdy zatrzymałam się przed luksusowym samochodem, jego nigdzie nie było.
Gdzie on…
Odwróciłam się i zachłysnęłam powietrzem, kiedy zobaczyłam, że stoi tuż za mną.
Wysoki, szeroki w barkach i nieziemsko przystojny. Gdy był tak blisko, aż zaschło mi w ustach.
– Czego jeszcze chcesz? – zapytał wrednie.
Otrząsnęłam się z szoku wywołanego jego dominującą postawą i powiedziałam wprost:
– Nie wiem, kto cię wychowywał, ale mógłbyś przynajmniej skinąć głową w odpowiedzi na moje podziękowanie. Nie wspominając już o zapytaniu, jak się czuję.
Kyle zmierzył mnie wzrokiem i uniósł brew.
– Widzę, że dobrze. To po co mam pytać?
Rzadko kiedy ktoś zwracał się do mnie tak chamskim tonem. Od śmierci mamy wszyscy byli ostrożni i wyważeni w obchodzeniu się ze mną. To mnie denerwowało, ale nie tak bardzo jak jego podejście.
– Bo to byłoby miłe – zauważyłam. – Podstawa kultury.
– Aha. Ale my nie jesteśmy blisko, żeby mnie obchodziło, jak się czujesz. Właściwie to cię nie znam. I nie mam zamiaru poznawać.
Jego dłonie zacisnęły się na moich ramionach. Z największą łatwością przesunął mnie w bok. Zorientowałam się, że zagradzałam mu dojście do drzwi od strony kierowcy. Otworzył je i wskoczył do środka, czym zakończył rozmowę. Zamierzał po prostu odjechać.
– Hej! – zawołałam.
Jako odpowiedź dostałam tylko przewrócenie ciemnoniebieskimi oczami. Mimo to nie dałam za wygraną i zapukałam w szybę. Sinclair ciężko westchnął, ale otworzył okno.
– Co jeszcze?! – warknął.
– Przestań się zachowywać jak dupek!
– Księżniczka zna takie słowa? – Parsknął śmiechem. – Ile ty w ogóle masz lat, co? Dwanaście?
– Siedemnaście – wycedziłam poirytowana.
To znaczy, we wrześniu skończę.
Znów uniósł brew.
– Posłuchaj. – Odchrząknął i przybrał bardziej poważny ton. – Ja wiem, że wyglądam jak ucieleśnienie twoich mokrych snów, ale musisz dać sobie spokój, okej?
Rozchyliłam usta i nagle zapomniałam, jak się mówi.
– Jeśli chcesz – podjął po chwili, całkowicie obojętnie – to mogę cię rozdziewiczyć. Przemyśl to i daj mi znać. – Wyciągnął ze schowka wizytówkę i mi podał.
Odruchowo ją przyjęłam, wciąż się na niego gapiąc, całkowicie oszołomiona. Zaraz potem Kyle uruchomił silnik i wdusił gaz, i już po chwili zostawił po sobie tylko tumany wzniesionego żwirowego kurzu.
Spojrzałam na napis na wizytówce:
Kyle Sinclair
Jeśli masz ochotę na nieziemski seks, zadzwoń:
+1 (541) 555–0198
Gdy otrząsnęłam się z długiej chwili dezorientacji i uświadomiłam sobie, co zrobił, zacisnęłam z wściekłości zęby.
Mogłam za nim nie iść. Lepiej było, gdy mnie ignorował, niż traktował jak przedmiot, który można wykorzystać i zostawić. Tym czynem przekroczył wszelkie granice.
Nie kreowałam się na księżniczkę, jak mnie nazwał, ani nie chciałam, aby ludzie wokół tak mnie postrzegali. Pragnęłam od niego jedynie szacunku, który się należy każdemu człowiekowi.
Nie byłam przyzwyczajona do zachowania, jakie zaprezentował. Wszyscy zwykle obchodzili się ze mną jak z porcelaną – ostrożnie, z wyuczonym uśmiechem, ważąc każde słowo, jakby jedno źle dobrane mogło mnie roztrzaskać. Patrzyli na mnie tak, jak patrzy się na coś cennego. Albo kruchego. Czasami trudno było odróżnić jedno od drugiego.
Spojrzałam jeszcze raz na wizytówkę oraz jego nazwisko. Byłam zdezorientowana. Skoro pomógł mi kilka dni temu, to dlaczego teraz mnie zignorował, a potem zaproponował seks?
Pod wpływem impulsu wyciągnęłam z kieszeni sukienki telefon i napisałam do niego SMS-a. Na początku nie wiedziałam, co w nim zawrzeć, jednak dość szybko uświadomiłam sobie, że zwyczajnie nie godzę się na takie traktowanie.
Elmira:
To jeszcze nie koniec.
Odpisał szybciej, niż się spodziewałam.
Kyle:
Propozycja z rozdziewiczeniem jednak cię przekonała?
Mogę jeszcze zawrócić.
Elmira:
Obyś się rozbił po drodze.
Kyle:
Czyli tak?
Dobrze.
Wracam.
Otworzyłam szeroko oczy.
CO?
Elmira:
Przekażę dozorcy, aby nie otwierał ci bramy.
Kyle:
Potrafię się wspinać po metalowych ogrodzeniach.
Elmira:
DOM TEŻ BĘDZIE ZAMKNIĘTY.
Kyle:
A drzwi balkonowe twojej sypialni?
O nie. Nie, nie, nie.
Wystraszona zablokowałam ekran. Zamrugałam, przygryzłam dolną wargę i analizowałam, co właśnie się wydarzyło. Serce mocno biło w klatce piersiowej, a w dole brzucha czułam dziwne napięcie.
Nie wiem, po czym wywnioskował, że jestem dziewicą, ale miał rację. Na dodatek jego bezpośredniość wywołała we mnie dziwną mieszankę emocji. Byłam sfrustrowana, ale też… podekscytowana?
W moim życiu działo się mało ciekawych rzeczy. Uczyłam się w domu, jeździłam konno, trenowałam balet i miałam tylko jedną przyjaciółkę. Na spotkania ze znajomymi przestałam wychodzić, odkąd…
Odkąd straciłam mamę, a jej miejsce zajęła upiorna macocha.
Wycofałam się z życia towarzyskiego i zamknęłam w sobie. Przestałam odczuwać radość, szczęście i ekscytację. Jedynymi towarzyszącymi mi emocjami były smutek, żal i poczucie niesprawiedliwości.
Dlaczego wszystko, co złe, przytrafiało się właśnie mnie?
Elmira
Leżałam w wysokiej trawie, a słońce przyjemnie grzało nagą skórę moich ramion. W powietrzu unosił się zapach kwiatów…
I wolności.
Tylko tutaj, na rozległych terenach za posiadłością, miałam ciszę i spokój. Nikt nigdy tu nie przychodził, bo to za daleko, a autem nie dało się dojechać. Nie brałam też ze sobą telefonu, chciałam być całkowicie offline. Jeśli ktoś potrzebowałby czegoś ode mnie – musiał poczekać. Ten czas przeznaczałam tylko dla siebie.
Zwróciłam głowę w lewo i zobaczyłam mojego konia pasącego się obok. Nie przywiązywałam go, wiedziałam, że nie ucieknie. A jeśli się oddali – przyjdzie, gdy go zawołam.
Pamira urodziła się w naszej stajni kilka miesięcy przede mną, a mama stwierdziła, że to będzie mój pierwszy koń. Przez lata wygrywałyśmy wspólnie mnóstwo zawodów w skokach przez przeszkody. Niestety cała radość z tego zniknęła i postanowiłam dać Pamirze wcześniejszą emeryturę. Teraz wykorzystywałam ją najczęściej do jazd w terenie. To spokojny koń, więc nie musiałam się martwić, że coś go spłoszy i ucieknie.
Za to ja uciekałam. Bardzo często. Do stajni, a później – przed siebie. Uciekałam od nieobecnego ojca, od zapracowanego brata. Od mojej macochy Florence, która znęcała się nade mną psychicznie i fizycznie. A od niedawna uciekałam przed żałobą po Kalliasie i Madei.
Eiran powiedział mi, że oboje zginęli w wypadku, ale czułam, że kłamie. Nie naciskałam jednak. Nie chciałam znać prawdy, która musiała być brutalna, skoro ją przede mną zataił. Za dużo już w życiu wycierpiałam i ten jeden raz stwierdziłam, że bycie oszukiwaną nie jest takie złe. A przynajmniej dopóki nie zechcę odkryć, co naprawdę się stało z moją przyjaciółką i przybranym bratem.
Do stajni wróciłam po długich godzinach. Spokojna i zrelaksowana, choć pełna traum i niepokoju, zauważyłam, że przed budynkiem ktoś się kręci. Percy, stary owczarek niemiecki Madei, leżał obok, niezainteresowany tą osobą.
Dopiero gdy podjechałam nieco bliżej, domyśliłam się, kto na mnie czeka. Tych złotych włosów i prostych pleców nie dało się pomylić z nikim innym.
Zatrzymałam konia, a Jonathan Crawford odsunął się, by uciec przed kurzem, który mógłby osiąść na jego kaszmirowym swetrze.
– Cześć.
– Dzień dobry – odparł z uprzejmym uśmiechem.
Zeskoczyłam na ziemię, a on podszedł z wyciągniętą ręką. Zawsze tak się ze mną witał, jakbym była jego partnerką biznesową, a nasze spotkania mogły mieć tylko poprawny charakter, nigdy romantyczny. Kiedy jednak chciałam uścisnąć jego dłoń, on swoją cofnął, patrząc na moją z lekkim wstrętem.
– Przepraszam – wydukał po chwili. – Masz brudne ręce.
Spojrzałam na nie, faktycznie były trochę zakurzone, ale mi to nie przeszkadzało. Poklepałam konia i ruszyłam w kierunku jego boksu, a klacz poczłapała za mną. Jonathan trzymał rozsądny odstęp, jakby się bał, że dostanie z kopyta lub gorzej – ubrudzi się.
Zdjęłam cordeo z szyi Pamiry i powiesiłam na wieszaku, następnie zamknęłam boks.
– Trudno mi pojąć, dlaczego tak lubisz te zwierzęta – powiedział, wciąż wbijając spojrzenie w moje dłonie.
– Są majestatyczne i inteligentne.
– I niebezpieczne.
Spuściłam wzrok, w jednej sekundzie odtwarzając w myślachTO wspomnienie.
Gorące promienie słońca na skórze, charakterystyczny zapach kwiatów i skoszonej trawy. Siedziałam na metalowej ławce, zachwycając się doskonałym stylem jazdy mamy oraz tym, jak skutecznie radzi sobie z nowym, młodym koniem – Lexusem. Zajeżdżała go od dawna, ale miał bardzo ciężki charakter. Do tego był agresywny i nieufny wobec ludzi. To przez warunki w jakich przebywał w poprzedniej stajni i przez to, jak go traktowali. Mama powiedziała, że musiał być bity, o czym świadczyły blizny na jego ciele.
Nagle… nie jestem pewna, co naprawdę się wydarzyło. Pamiętam tylko krzyk mamy i widok, jak spada z konia.
Po upadku zawsze wstawała i wsiadała z powrotem.
Ale nie tym razem.
– Nie powinnaś jeździć bez kasku i siodła – dodał zmartwiony.
W jego zielonych oczach nigdy nie było arogancji ani złośliwości, mimo to wzmianki na ten temat wyjątkowo mnie drażniły. Raz, gdy miałam gorszy dzień, naskoczyłam na niego, ale on najwyraźniej został lepiej wychowany niż ja. Przeprosił mnie tym swoim miłym tonem i zapewnił, że nie chciał sprawić mi przykrości.
– Co tu właściwie robisz? Byliśmy umówieni? – zagaiłam.
Szliśmy już razem w stronę domu.
– Moi rodzice musieli pilnie porozmawiać z Linusem na temat ostatniej inwestycji. Postanowiłem, że zabiorę się z nimi i cię odwiedzę. – Spojrzał na mnie z góry, z uśmiechem na twarzy.
– Długo czekałeś?
Gdybym wiedziała, że mam gościa, wróciłabym szybciej. Teraz miałam wyrzuty sumienia.
– Tak. Ale rozmawiałem z Eiranem, a później pospacerowałem trochę po waszych ogrodach. Są imponujące.
Przytaknęłam. Gdy ja i Eiran byliśmy dziećmi, często biegaliśmy i chowaliśmy się w labiryncie róż, krzewów i innych roślin.
Tęskniłam za czasami, kiedy byłam taka beztroska i nie wiedziałam, jak brutalny jest świat.
Kiedy nie wiedziałam, co to śmierć.
Kiedy nie znałam uczucia czyjejś krwi pokrywającej moją twarz.
Kiedy nie widziałam martwego ciała w mojej kuchni.
– Za dwa tygodnie odbywa się koncert muzyki klasycznej. Zarezerwowałem bilety.
– Nie wiem, czy pójdę.
– Dlaczego? – zdziwił się. – Uwielbiasz muzykę klasyczną.
– Tak, ale… – zawahałam się. – Nieważne. O której?
To nie tak, że nie chciałam spędzać z nim czasu, jednak już wiedziałam, że będę się okropnie nudzić.
– Przyjadę po ciebie o siódmej wieczorem.
Gdy doszliśmy do domu, przeprosiłam Jonathana i poprosiłam o czas na kąpiel i zmianę ubrań. Przyjął to z ulgą i poinformował, że będzie na mnie czekać w salonie.
Kierując się do swojej sypialni, przez okno zauważyłam zaparkowany biały samochód w sportowym typie.
Zapiekło mnie w żołądku.
Dopiero po chwili spostrzegłam, że to Ferrari, nie Porsche, a więc to nie był Kyle Sinclair.
Nie mogłam uwierzyć, że po jednej interakcji aż tak utknął mi w głowie. Zwłaszcza że minęły już chyba dwa miesiące od naszego ostatniego kontaktu.
Choć na początku planowałam jakoś do niego dotrzeć i zrozumieć, co się kryje za tą powierzchowną arogancją, nie wykonałam pierwszego kroku. Uznałam, że bezpieczniejszym wyjściem będzie zostawić go w spokoju, aby znów się nie rozczarować jego podejściem. Lub nie skończyć ze złamanym sercem.
Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam swoje długie włosy i przebrałam się w jedną z sukienek w kolorze pastelowego błękitu, po czym wróciłam do salonu. Jak się okazało, w tym czasie zebrali się tam wszyscy – tata, Eiran i państwo Crawford. Ci ostatni na mój widok niezwykle się rozpromienili. Uwielbiali mnie i…
– Elmiro, spójrz, co dla ciebie mam! – Gloria podała mi czasopismo z najmodniejszymi sukniami ślubnymi w tym sezonie.
…uważali za idealną żonę dla ich syna.
Dwa lata starszy Jonathan oświadczył mi się jakieś pół roku temu podczas wspólnej rodzinnej kolacji. Nie byłam zaskoczona, wiedziałam, że to planuje. Nawet mnie pytał, jaki diament by mi się podobał. Dlatego też gdy nastał ten moment, miałam przygotowaną z góry odpowiedź, że oboje jesteśmy jeszcze młodzi i potrzebuję czasu na przemyślenie sytuacji. I choć od tamtego czasu pudełko z pierścionkiem zaręczynowym leżało w szufladzie szafki nocnej, wszyscy uznali, że przyjęłam oświadczyny, i planowali nam ślub.
Bez mojego pozwolenia, bez pytania mnie o zdanie, o moje preferencje.
– Przejrzę później – obiecałam, odkładając magazyn na szklany stolik.
Usiadłam obok Jonathana, ale zachowałam niewielki odstęp. On nie szukał ze mną kontaktu fizycznego, więc ja także się do niego nie przysuwałam. Było to wyjątkowo dziwne, tym bardziej że nie tak wyobrażałam sobie związek ani narzeczeństwo. A przynajmniej nie tak to wyglądało w serialach dla nastolatek ani w książkowych romansach.
Słuchałam rozmów dorosłych, zapatrzona w jeden punkt na ścianie. Biznes to nie była moja działka. Ja tylko się uczyłam, trenowałam różne sporty i ładnie wyglądałam. Miałam wszystko, czego zapragnęłam, ale na tym moja rola się kończyła.
Gdy o tym myślałam, w głowie słyszałam głos Madei: „Nie możesz pozwolić, aby być ozdobą u boku jakiegoś faceta! Jesteś młoda, inteligentna i utalentowana. Znajdź własną ścieżkę i ciesz się życiem”.
Właśnie tej radości bardzo mi brakowało, ale nie wiedziałam, gdzie mam ją znaleźć.
Kyle
Ostre światło wdarło się do moich oczu, a zaraz później rozbrzmiał znajomy ryk:
– Wstawaj w końcu, głupi szczeniaku!
Zamruczałem, przeciągając się w łóżku, i przypadkowo uderzyłem kogoś z łokcia. Dziewczyna, urocza blond modelka, leżąca obok mnie, jęknęła z bólu.
– Kyle, kurwa! – Znów ten sam męski głos, należący do wuja.
Kołdra gwałtownie zsunęła się z mojego ciała i opadła na podłogę.
Podniosłem się do siadu, przecierając zaspane oczy, i spojrzałem na Richarda, jakby był kosmitą.
– Czego chcesz?
– Żebyś przestał marnować moje życie! Zaraz muszę być na spotkaniu biznesowym, a nie zajmować się tobą i twoimi dziwkami.
Spostrzegłem, że w łóżku nie mam jednej dziewczyny, lecz dwie.
Cudowna noc.
– To nie dziwki, tylko modelki.
Richard spojrzał na naszą trójkę, całkowicie nagą, z wyraźną dezaprobatą i wstrętem. On oczywiście był już ubrany w drogi garnitur, z idealnie zawiązanym krawatem i złotą biżuterią. Elegancki, dostojny, wyniosły i zimniejszy niż najniższa temperatura na Antarktydzie.
– Nie rób z mojego mieszkania burdelu – wycedził. Ciemne oczy błyszczały mu ze złości. – A jeżeli chcesz żyć po swojemu, to wypierdalaj na swoje.
Zacisnąłem zęby, czując ból w klatce piersiowej. Szybko jednak wymusiłem szeroki, swobodny uśmiech i odparłem:
– Wolę mieszkać z tobą i codziennie cię denerwować. To moje ulubione hobby.
– Lepiej znajdź sobie inne. Moja cierpliwość do ciebie się kończy – ostrzegł mnie śmiertelnie poważnym tonem.
Zaraz potem wyszedł i trzasnął za sobą mocno drzwiami, a ja opadłem z powrotem na poduszki i zamknąłem oczy. Na ciele poczułem delikatne, ciepłe dłonie powoli sunące po klatce piersiowej i brzuchu. Zaś druga modelka – nie pamiętałem ich imion – pocałowała mnie w usta.
W innych okolicznościach zająłbym się nimi, ale ponieważ Richard spieprzył mi cały poranek, nie miałem ochoty na zabawy w łóżku, nawet z tak pięknymi i uzdolnionymi kobietami. A szkoda, bo ich języki potrafiły wyczyniać naprawdę niezłe sztuczki.
– Wyjdźcie.
Nie zareagowały, więc musiałem krzyknąć i dodać przekleństwo.
Obie popatrzyły na siebie zdezorientowane, ale posłusznie wstały, pozbierały swoje ubrania, rozrzucone po całej sypialni, i wyszły.
Sięgnąłem po telefon, by sprawdzić, czy nie dostałem ciekawych powiadomień, lecz w tym czasie zadzwonił Arthur – mój prawnik i doradca. Nie lubiłem, kiedy się ze mną kontaktował, ponieważ to oznaczało, że będę musiał coś zrobić, a na to byłem zbyt leniwy.
– Kyle?
– Czego?
– Pamiętasz kino w Fircrest? Awansowałeś jakąś Madeę Demarie na stanowisko menedżera.
– I?
– Od dawna nie przychodzi do pracy.
– I? – powtórzyłem zniechęcony tematem swojej pracy.
– I kino jest zamknięte, choć nie powinno. Jedź tam i sprawdź, co się dzieje.
– A kim ja jestem, co?
– Szefem, Kyle, szefem – zaznaczył Arthur, jakby chciał wbić mi to do głowy. – Jeśli zamierzasz pewnego dnia przejąć rodzinne firmy, to musisz się przygotować do zarządzania nimi. Na razie masz pod sobą kino i Mildred Street Prose, które wiem, że cię nie interesują, ale pamiętaj, co mówili twoi rodzice.
– Nie wspominaj o moich rodzicach – mruknąłem lekceważąco. – To już na mnie nie działa.
Kłamałem. Działało. Ale zamiast ich wspominać, wolałbym z nimi porozmawiać.
– Przykro mi z powodu twojej straty – powiedział łagodnie prawnik, choć od wypadku minęło kilka lat. – Jednak nie niszcz sobie całkowicie życia dlatego, że Robert i Stella odeszli tak wcześnie.
Nie chodzi o żałobę, tylko o pieprzonego Richarda, pomyślałem.
– Weź prysznic, zmyj z siebie poprzednią noc i pojedź do Fircrest dowiedzieć się, o co chodzi.
Uśmiechnąłem się półgębkiem. Och, jak Arthur mnie dobrze znał.
– Niech ci będzie.
– Zadzwoń później do mnie, jeśli czegoś się dowiesz.
Rozłączyłem się i rzuciłem telefon obok. Nie chciało mi się jechać do tej dziury. Nie było tam nic ciekawego – ludzie chcieli ode mnie tylko pieniędzy lub pomocy. Nie wspominając już o tym, że wcześniej mnie pobili.
Kręcąc głową, przeszedłem do łazienki. Czułem, że to nie będzie ciekawy dzień.
Z dłońmi w kieszeniach jeansów stałem oparty o maskę swojego Porsche i gapiłem się na obskurny budynek. Neon już dawno przestał świecić, ściany były pokryte graffiti, a parking – porośnięty chwastami. Drzwi do kina oczywiście okazały się zamknięte.
Z Madeą nie było żadnego kontaktu, podobnie jak z jej fagasem Malloroyem. Oboje jakby rozpłynęli się w powietrzu lub wyjechali gdzieś daleko, mając dość życia tutaj. Byłoby miło, gdyby przynajmniej dali znać – awansowałbym kolejnego menedżera.
Moim zdaniem najrozsądniej byłoby zamknąć to miejsce albo przerobić je na burdel, ale Arthur nie chciał się zgodzić. To kino Richard przepisał na mnie dawno temu, mówiąc, że jeśli doprowadzę je do świetności, zyskam jego minimalne uznanie. Ponieważ jednak miałem go gdzieś, nie obchodziło mnie, co się tutaj dzieje.
Zapaliłem papierosa i postanowiłem się przejść po okolicy w poszukiwaniu żywej duszy, która mogłaby udzielić mi informacji na temat tej dwójki. Po krótkim spacerze natrafiłem na motocyklistę czekającego pod niewielkim sklepem. Obok zaparkowany stał drugi Harley-Davidson, więc jego kumpel pewnie przebywał w środku.
Ruszyłem ku niemu, ale nie dlatego, że była to jedyna osoba, którą napotkałem, lecz dlatego, że jego kurtka była mi znajoma. Taką samą miał na sobie Knox Welchman, kiedy odwiedził mnie pewnego dnia i zmienił moje wyobrażenie o moim życiu.
Mężczyzna zmierzył mnie groźnym spojrzeniem, gdy stanąłem przed nim. Od razu wyciągnąłem z kieszeni plik banknotów i wręczyłem mu dwie stówy. To zmieniło jego nastawienie.
– Znasz Knoxa Welchmana? – zapytałem.
– Knoxa Welcha tak, Welchmana nie.
– Wysoki, jasnoniebieskie oczy, wygląda, jakby chciał cię zabić.
Facet skinął głową.
– Tak. Znam takiego. To prezydent naszego klubu.
– Gdzie go znajdę?
– A po co miałbyś go szukać? Życie ci niemiłe? – zdziwił się.
– To też, ale muszę z nim porozmawiać.
– Jeśli rzeczywiście cię zabije, to pamiętaj, że cię ostrzegałem – mruknął i wzruszył ramionami. – Bar In Nomine Mortis, na obrzeżach miasta. Tam powinien być…
Nagle rozległ się wrzask i ze sklepu wypadł mężczyzna z odciętą dłonią. Krew lała się jak w horrorze, a on uciekał, chyba przed śmiercią.
W progu stanął drugi motocyklista. Miał zawiedzioną minę. Patrzył za swoją ofiarą, ale nie rzucił się w pogoń za nią.
Ten z którym rozmawiałem, uśmiechnął się do mnie szeroko, aż wyszczerzył zęby.
– Kradł? – spytałem.
– Mhm.
– Rick, co to za laluś?
Zdecydowanie nie opisałbym siebie jako lalusia, uznałem jednak, że nie ma co się odzywać. Jeszcze mi język odetnie.
– Nie wiem. Mówi, że zna Knoxa.
– Życie ci niemiłe? – wypalił od razu to samo co jego kumpel.
Zaśmiałem się.
– Wyluzujcie. Ostatnim razem mnie nie zabił, to teraz też chyba tego nie zrobi.
– Ostatnim razem…?
– Rozmawialiśmy o Aislinn… – urwałem na widok reakcji, jaką wywołało to imię. Zaraz jednak sobie przypomniałem, co Knox o niej mówił, i zrozumiałem, że ból po jej śmierci nadal trawił wiele osób w tym mieście.
Mężczyźni zaczęli wypytywać, ale szczegóły pozostawiłem dla siebie. Nie znałem ich i nie zamierzałem zdradzać prywatnych spraw. Chciałem tylko porozmawiać z Welchmanem, posłuchać znów o swojej biologicznej matce. Wiem, że powinienem się zająć kinem, ale gdy zobaczyłem kurtkę Ricka, w mojej głowie pojawili się Knox i Aislinn.
Pożegnałem się z moimi nowymi kumplami, którzy okazali się całkiem w porządku, i wróciłem do samochodu.
Im bardziej oddalałem się od centrum Fircrest, tym większy czułem niepokój. Moje drogie Porsche wyglądało absurdalnie na dziurawych drogach. Kilka osób odwracało za nim głowy, ale nie w ten sposób, do którego przywykłem. Na ich twarzach nie widziałem zachwytu czy podziwu. Tylko zazdrość, i to taką, która kontroluje i zmusza do robienia złych rzeczy.
Powinienem zawrócić.
Oczywiście tego nie zrobiłem.
Bar, o którym wspomniał Maverick, łatwo było znaleźć – migający czerwony neon okazał sie nie do przegapienia.
Pod budynkiem stały stare auto, zachowane w bardzo dobrym stanie, oraz kilka lśniących motocykli. Domyśliłem się więc, że to miejsce raczej nie jest dostępne dla wszystkich mieszkańców, tylko dla członków klubu.
Przez chwilę biłem się z myślami, ale ostatecznie wyłączyłem silnik i pewnym krokiem wszedłem do baru.
W środku nie dostrzegłem nic szczególnego. Za ladą stał brodaty barman, polerujący kufle po piwie, zaś przy stolikach popijali piwo ludzie wyglądający na kryminalistów – blizny na twarzach, mocne tatuaże, ostre, nieprzyjazne spojrzenia.
Pięcioro z nich, jakby na rozkaz, podniosło się i podeszło do mnie, w międzyczasie wyciągając pistolety lub noże i kierując je w moją przystojną buźkę.
Po plecach przeszedł mi dreszcz strachu.
A mogłem odjechać.
– Czego tutaj szukasz? – warknął jeden z nich.
– Knoxa Welcha.
Chyba tak go tutaj zwali.
Typ zaśmiał się tubalnie, niewesoło.
– Nasz prezydent nie zajmuje się takimi dzieciakami jak ty. Wypierdalaj. – Przycisnął mi lufę do skroni.
Zerknąłem na barmana w nadziei, że mi pomoże. Ten jednak był zajęty swoimi sprawami i nie zamierzał interweniować. Wzruszył tylko ramionami, po czym odwrócił się tyłem, udając, że nic nie widzi i nic się nie dzieje.
Przełknąłem ślinę. Nie sądziłem, że to miejsce jest tak wrogo nastawione do ludzi spoza klubu – prócz mnie nie było tu żadnej osoby, która nie miałaby na sobie kurtki z czaszką.
Nagle spostrzegłem, że czerwona kotara obok baru się poruszyła. Przed nami stanął Knox. Nic się nie zmienił od naszego ostatniego spotkania. Wciąż chodził ubrany na czarno, a wzrok miał pusty, jakby dusza dawno temu opuściła jego ciało.
W pomieszczeniu zaległa ciężka cisza.
– Już się go pozbywamy, szefie – mruknął ten sam, który kazał mi wypierdalać.
Welch uniósł rękę, by go uciszyć, na co mężczyzna wyraźnie się spiął i zaczął unikać spojrzenia prezydenta. Tak samo zresztą jak pozostali.
– Ten chłopak – odezwał się Knox – to syn Aislinn – oznajmił.
Uderzyło mnie, że nie musiał nawet podnosić głosu, a wszyscy i tak zwrócili na niego uwagę. Oraz że pistolety zniknęły w ułamku sekundy, a jego ludzie odsunęli się o krok, całkowicie zmieniając do mnie nastawienie. Na ich twarzach dostrzegłem wyraźne szok i niedowierzanie. Przyglądali mi się intensywnie.
– Jeśli ktokolwiek wyrządzi mu krzywdę, zginie w gorszy sposób niż jej mordercy – dodał, po czym spojrzał na mnie. – Chodź.
Uśmiechnąłem się, czując się wyjątkowo. Ruszyłem za moim ojczymem, ale odwróciłem się jeszcze, aby temu skurwielowi pokazać środkowy palec. Byłem teraz nietykalny, więc tym bardziej sprawiło mi to satysfakcję.
– Dlaczego przyszedłeś? – zapytał beznamiętnie Knox, gdy zeszliśmy chyba do części klubowej, sądząc po dłuższej ladzie przy barze, lożach przy ścianach i scenach z rurami.
Oprócz nas jednak nie było tutaj nikogo innego. Paliło się tylko kilka żółtych świateł w kinkietach.
– Nie planowałem tego. Miałem do załatwienia coś innego, ale spotkałem twoich kumpli i… – Przygryzłem wewnętrzną stronę policzka. – Nie wiem. Przypomniało mi się, jak opowiadałeś mi o Aislinn, i zapragnąłem znów posłuchać jakiejś historii o niej.
Zaskoczyła mnie szczerość w moim głosie i przede wszystkim – brak arogancji. To naprawdę rzadko się zdarzało.
Knox się zatrzymał. Wbił we mnie spojrzenie swoich upiornych oczu i się uśmiechnął. Bardzo delikatnie, ale jednak.
Moja prośba chyba sprawiła mu przyjemność.
– Co chciałbyś wiedzieć?
– Wszystko.
Kyle
Nie znałem ani Knoxa ani Aislinn, jednak słuchanie opowieści o ich młodości, wspólnym życiu i Fircrest działało na mnie kojąco. Bolało mnie, że ta dobra kobieta, moja biologiczna matka, nie żyje i nie mogę jej poznać. Życie od zawsze było cholernie niesprawiedliwe.
– Nigdy nie żałowała, że oddała cię innej rodzinie. Wiedziała, że z Sinclairami będziesz miał lepiej, że dadzą ci wszystko. Ale w pewnym momencie nadszedł taki czas, że zatęskniła za swoim synem, wiesz?
– Naprawdę? – Spojrzałem na niego.
Siedzieliśmy wspólnie przy barze, ale z jednym pustym hokerem odstępu między nami.
Skinął głową.
– Poznała na ulicy chłopaka. W twoim wieku. Jak na złość miał czarne włosy i niebieskie oczy. Moim zdaniem nie był podobny ani do niej, ani do Ericka, ale Linn żyła w przekonaniu, że istnieje cień szansy, iż to właśnie on jest jej dzieckiem.
Słuchałem, wpatrzony w niego.
– Czy ten chłopak nie miał przypadkiem na imię Kallias?
Knox odwzajemnił spojrzenie. Rzadko kiedy było widać na jego twarzy jakieś emocje, lecz teraz wydawał się zaskoczony.
– Poznałeś go?
– W dosyć ciekawych okolicznościach – prychnąłem. – Zajebał menedżera mojego kina i zażądał, abym awansował na to stanowisko jego laskę. Miała na imię Madea, jeśli dobrze pamiętam.
Zauważyłem, że mężczyzna znieruchomiał. Nawet jego palce, stukające o blat, zatrzymały się nagle.
– Przy okazji: nie wiesz, gdzie ich wcięło? Kino od dawna jest zamknięte…
– Wyjdź już – uciął krótko, stanowczo.
– Co?
– Wyjdź – powtórzył ostrzej, nie patrząc na mnie, tylko przed siebie, na ścianę z alkoholami.
Gapiłem się na niego rozczarowany.
– Ale czemu? Co zrobiłem?
Knox Welchman zerwał się z miejsca i stanął przede mną, przeszywając mnie jasnymi, bezlitosnymi oczami, w których krył się mrok. Jego klatka piersiowa unosiła się szybko i opadała. Z miłego faceta, opowiadającego mi o swojej żonie, zmienił się w osobę, której wszyscy się boją.
Powoli zsunąłem się z wysokiego krzesła i zrobiłem kilka kroków do tyłu, zdezorientowany jego nagłym gniewem. Nie miałem pojęcia, co takiego powiedziałem, co mu się nie spodobało, ale postanowiłem nie przekraczać jego granicy. To, że wszyscy go słuchali, nie było przypadkowe. Miał tutaj ogromną władzę.
Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z baru bez oglądania się za siebie.
Pojebane miejsce i pojebani ludzie. Najpierw grożą mi bronią, a potem wyrzucają za zadanie zwykłego pytania.
Nie wyjechałem od razu na drogę. Siedziałem w aucie i patrzyłem na skromny budynek z drewnianymi schodami. Ta sytuacja utkwiła mi w głowie i dręczyła, nawet gdy wcisnąłem gaz, by uciec od tego miejsca i świadomości, że się mnie pozbyto.
A jakby jeszcze tego było mało, w połowie drogi do domu zadzwonił Arthur z pytaniem, czy udało mi się czegoś dowiedzieć w związku z kinem. Przewróciłem oczami, ale odburknąłem, że pracuję nad tym, i gwałtownie skręciłem w inną ulicę. Została mi już ostatnia możliwość i pomyślałem, że jeśli tam niczego się nie dowiem, zamykam tę przeklętą dziurę, a Richard może mi skoczyć.
Elmira
Ciepłe lipcowe popołudnie spędzałam w ogrodzie, bawiąc się z Percym. Rzucałam mu nieco zniszczoną zieloną piłkę, którą ukradł kiedyś Eiranowi i Jonathanowi, gdy ci grali w tenisa, i zawłaszczył ją sobie.
Biedaczek był stary, ale wciąż miał radochę z biegania i przynoszenia mi zabawki. Ja zaś się cieszyłam, że zyskałam takiego przyjaciela – szkoda tylko, że tracąc dwóch.
Całkowicie pochłonięta zabawą z owczarkiem, nie zauważyłam, że na tarasie ktoś stoi i mi się przygląda. Gdy wyczułam na sobie spojrzenie, drgnęłam, nieco wystraszona. Eiran i tata wyjechali, a ludzie, którzy byli w domu, zajmowali się swoimi obowiązkami.
Przymrużyłam oczy, jednak bardzo szybko zdałam sobie sprawę z tego, kto mnie obserwuje. Srebrna biżuteria i duża klamra paska odbijały światło słoneczne i mogły należeć tylko do jednej osoby – najbardziej aroganckiej na świecie.
Wyprostowałam dumnie plecy, postanawiając go zignorować. Jeśli czegoś chciał – niech sam przyjdzie. Ja nie będę do niego biec tylko dlatego, by się dowiedzieć, z jaką sprawą przyjechał.
Wzięłam do ręki piłkę i rzuciłam nią po raz kolejny. Pies za nią pobiegł, ale wtedy zauważył gościa i zamiast wrócić do mnie, potruchtał do niego. Sinclair kucnął i zaczął namiętnie głaskać psiaka i drapać go za uchem. Westchnęłam. To oznaczało koniec zabawy oraz powrót do domu, czyli konfrontację z Kyle’em.
Nie.
Zamiast skorzystać z drzwi tarasowych, zdecydowałam się obejść cały budynek i wejść głównym wejściem. Nie chciałam się z nim spotkać. Stresowało mnie to, co może znów powiedzieć. A raczej to, że znowu zaproponuje seks, co będzie dla mnie szczególnie niekomfortowe.
– EJ! – zawołał, gdy przechodziłam obok niego.
EJ? Kto jeszcze woła „ej”?!
– Mała!
Ignorowałam go, nie reagując na te zaczepki. W końcu Kyle chyba się zirytował, bo zbiegł po schodach. Słyszałam chrzęst jego butów na żwirze, wiedziałam, że to on…
– Ogłuchłaś czy co?!
…a jednak, gdy położył dłoń na moim ramieniu, podskoczyłam z przerażenia. Gwałtownie odsunęłam się o kilka kroków, czując, jak serce wali mi w klatce piersiowej.
Kyle się zmieszał.
– Boisz się mnie?
– Wyglądasz wyjątkowo paskudnie, ale nie, nie boję się ciebie – mruknęłam.
Parsknął krótkim, lecz szczerym śmiechem.
– Co tutaj robisz? – Założyłam ręce na piersi, jakby ta postawa mogła mnie przed nim ochronić.
– Sądziłem, że się ucieszysz z moich odwiedzin – odparł, zniżając głos, i postąpił krok naprzód.
Moje serce zaczęło bić jeszcze szybciej.
– Niezmiernie się cieszę – sarknęłam. – A teraz mów, co tu robisz.
– Nie pamiętasz naszej ostatniej wymiany SMS-ów? – Kolejny krok. – Tego, że byłaś taka zdesperowana…?
Chyba sobie żartuje.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do domu.
– Nie uciekaj! – zawołał. – Ej! Mała!
Darł się i darł, aż w końcu nie wytrzymałam i rzuciłam w niego piłką Percy’ego. Szczęśliwie trafiłam go w ten pusty łeb. Sinclair zasyczał z bólu i się skrzywił.
– Dlaczego wszyscy musicie mnie bić! – krzyknął. – Najpierw twój brat, teraz ty! – żalił się.
– Skoro mój brat cię uderzył, to pewnie miał powód.
– A ty jaki masz?
– Taki, że nie znasz mojego imienia, kretynie.
– Znam. Jesteś Mia.
Z niedowierzenia rozchyliłam usta. Pomylił moje imię. Nie dość, że mnie ostatnio zignorował, to jeszcze POMYLIŁ MOJE IMIĘ!!!
– Elmira – poprawiłam go z wściekłością w głosie.
– No mówię. Elmira… Mira… Mia! – Wyszczerzył białe zęby. – To zdrobnienie.
Zdecydowałam się pierwsza do niego podejść. Przyglądałam mu się, jakby był bardzo osobliwym okazem, jeszcze nieodkrytym przez naukowców, bo niby jak ktoś tak nieziemsko przystojny może być tak głupi.
– Jesteś Sinclairem – powiedziałam.
Skinął głową.
– A twoi rodzice to Stella i Robert?
Przeglądałam mnóstwo artykułów i wpisów w internecie o jego rodzinie.
– Zginęli kilka lat temu – silił się na obojętny ton.
– Dużo o nich słyszałam. Byli wspaniałymi biznesmenami, zarządzali ogromnymi firmami, działali charytatywnie i przede wszystkim byli cudownymi ludźmi: empatycznymi, pomocnymi i zaangażowanymi. Dlaczego ty ich nie przypominasz?
Zdawałam sobie sprawę, że to nie było najmilsze z mojej strony, że zapewne sprawię mu tym ból, ale chciałam go wkurzyć tak, jak on mnie.
– Może dlatego – Kyle się wyprostował, łypiąc na mnie z góry pustym wzrokiem – że jestem adoptowany.
Zaraz potem trącił mnie barkiem i ruszył przed siebie, a ja zostałam sama, w ciężkim szoku i z wyrzutami sumienia. Gdybym znała prawdę, nie powiedziałabym czegoś tak podłego. Ale niestety, nigdzie nie podano takiej informacji.
– Kyle, przepraszam! – Pobiegłam za nim. – Przepraszam!
Nie polubiliśmy się, ale zostałam dobrze wychowana i rozumiałam, że przesadziłam.
– Wyluzuj, płakać nie będę – burknął pod nosem, gdy się w końcu zatrzymał.
– Naprawdę mi przykro – dodałam szczerze. – Nie miałam pojęcia…
– Ale wiedziałaś, że nie żyją, prawda?
Zacisnęłam usta.
– I mimo to postanowiłaś wbić mi szpilkę w serce tylko dlatego, że dla żartów zmieniłem twoje imię.
– Nie, to nie tak… – jęknęłam.
Wzniósł oczy do nieba, jakbym go irytowała.
– Skoro już sobie miło gawędzimy, może mi powiesz, gdzie jest ten cholerny Kallias Malloroy.
Wstrzymałam powietrze, choć to nie powstrzymało bólu, jaki poczułam w klatce piersiowej.
– Dlaczego go szukasz? – zapytałam z wahaniem.
– Bo przez tego chujka straciłem menedżera kina i musiałem awansować na to stanowisko jego dziewczynę. Ale nagle zniknęli, a kino jest zamknięte. Jeśli Madea nie chciała tam dalej pracować, mogła dać znać moim prawnikom. Nie lubię, gdy ktoś mnie wykorzystuje, a później utrudnia mi życie. Pieprzeni idioci.
Zamrugałam, aby odpędzić łzy.
– Kallias był moim przybranym bratem, a Madea przyjaciółką – wyszeptałam zdławionym głosem. – Oboje nie żyją.
Sytuacja się odwróciła i teraz to Kyle stał zawstydzony, a ja zraniona.
– Madea była porządną osobą i lubiła swoją pracę. Eiran często jej pomagał, bo choć na niczym się nie znała, to chciała wykonywać swoje obowiązki jak najlepiej. Wierz mi, że gdyby planowała zrezygnować ze stanowiska, dałaby ci znać.
Nie odpowiedział.
– Myślę, że we wbijaniu niewidzialnych szpilek w serce jesteśmy teraz kwita – dodałam.
Straciłam ochotę na rozmowę z nim, więc zrobiłam to, co powinnam była zrobić od początku – wróciłam do domu. Kiedy jednak usłyszałam warkot odpalanego silnika, odwróciłam się i patrzyłam, jak białe Porsche znika na długiej, prywatnej drodze.
Percy stał nieruchomo przy mojej nodze, jakby również wyczuł, że coś się zmieniło.
