Sto osiemdziesiąt stopni - Darcy Trigovise - ebook + książka
BESTSELLER

Sto osiemdziesiąt stopni ebook

Trigovise Darcy

4,6

83 osoby interesują się tą książką

Opis

Jest pracoholikiem. Jest zimny, zdystansowany i rzadko się uśmiecha. Jest dziesięć lat starszy i cholernie seksowny.

Ale co najważniejsze...

Jest moim mężem.

 

Nie byłam zaskoczona, kiedy rodzice oznajmili mi, że mamy wziąć ślub, aby połączyć nasze imperia. W moich kręgach to było normalne. Nie buntowałam się, bo nie było sensu, poza tym od zawsze wiedziałam, że tak będzie. Już dawno się z tym pogodziłam i miałam w głowie plan, a że jestem optymistką to nawet nie dopuszczałam do siebie myśli, że coś pójdzie nie tak.

 

Nie wiedziałam tylko, że dostanę taki ciężki przypadek...

 

„Czasami zbyt późno uświadamiamy sobie to, że ktoś był dla nas słońcem w pochmurny dzień, deszczem w czasie suszy. Samantha i Nathaniel to dwa żywioły, dwa serca i jedna miłość, której trzeba troszeczkę pomóc. Czy charakterna, pewna siebie i twardo stąpająca po ziemi kobieta ujarzmi typowego gbura, który nie widzi nic poza pracą? Jeżeli wydawało się Wam, że znacie uparte i zdeterminowane kobiety, to powiem tylko, że jesteście w błędzie. Nie poznaliście jeszcze Samanthy! Ona będzie huraganem, który przewróci życie Nathaniela o… Sto osiemdziesiąt stopni!” - Wioleta Kuflewska, @wioletreaderbooks

 

„Drogi czytelniku, jeśli już trzymasz tę książkę w dłoni i czytasz moje słowa, daj się skusić i zabierz ją ze sobą do domu. A potem usiądź wygodnie w fotelu, weź swój egzemplarz do ręki i zanurz się w szaleństwie. Darcy Trigovise po bardzo udanym debiucie powraca z powieścią utrzymaną w zupełnie innym klimacie, ale również wartą poznania. ,,Sto osiemdziesiąt stopni” to pełna humoru i zapewniająca przednią rozrywkę historia o tym, że pewne sprawy czasami potrafią zmienić się o Sto osiemdziesiąt stopni, zwłaszcza po ślubie!” - Katarzyna Ewa Górka, @katherine_the_bookworm

 

Darcy Trigovise dostarczyła czytelnikom solidny zastrzyk czystej radości. „Sto osiemdziesiąt stopni” to relaksująca jak kąpiel z bąbelkami, rozkoszna, zabawna i kusząca historia, która stanie się doskonałym antidotum pozwalającym zapomnieć o wszelkich troskach i problemach. Polecam!” - Edyta Giersz, @Motheroftworeads

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 263

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (391 ocen)
297
58
22
10
4
Sortuj według:
frixi

Nie polecam

Bardzo infatylna i denerwujaca bohaterka. Nie dalam rady tego czytac. Skoczylam na 11 rozdziale.
10
Sylwiajabl

Całkiem niezła

słaby język
10
Mika321

Całkiem niezła

Ogólnie ok. Czasami się ciągła. Zachowanie głównych bohaterów czasami baaardzo dziecinne.
10
IzoldaK

Nie oderwiesz się od lektury

Płakałam ze śmiechu! Polecam!!
10
EwelaKar

Z braku laku…

Mega słaba pozycja z żenującymi dialogami. Aż nie chce się wierzyć, że coś takiego napisała dorosła kobieta!
10

Popularność




Copyright © by Darcy Trigovise, 2019Copyright © by Wydawnictwo WasPos, 2020All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialnościkarnej.

Redakcja: Aneta Grabowska

Korekta I: Paulina Aleksandra Grubek

Korekta II: Magdalena Zięba-Stępnik

Zdjęcie na okładce: Shutterstock.com

Projekt okładki: Marta Lisowska

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek

Ilustracje w środku: © by pngtree.com

Wydanie I - elektroniczne

ISBN 978-83-67024-24-2

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

Spis treści

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Epilog

Podziękowania

Mojemu mężowi.Dziękuję za każdy Twój uśmiech, którym odpowiadasz na mojąkolejną ciętą ripostę.Dziękuję za akceptację mojego uporui wybuchowego charakteru. Kochanie, możesz być pewny,że nie zamierzam się zmienić!Twoja wredota

Rozdział 1

Samantha

Przeglądam się w dużym lustrze i staram się zignorować rozmowy, które toczą się za moimi plecami. Potrzebuję dwóch minut spokoju. Tylko dwóch… a może ażdwóch?

Boże, czy one mogą chociaż na chwilę zamknąć usta?

– Wyjdźcie.

W pomieszczeniu robi się cicho, a one patrzą na mnie jak na wariatkę. Cóż, może trochę nią jestem, ale akurat w tym momencie potrzebuję po prostu rozluźnienia, a na pewno mi nie pomagają swoim jazgotaniem. Widząc moje spojrzenie, podnoszą się z foteli, odkładają kieliszki z szampanem i opuszczająpomieszczenie.

Alleluja!

Moja mama i Ava, przyjaciółka, są naprawdę wspaniałymi kobietami, ale chyba każda panna młoda musi mieć chwilę dla siebie przed najważniejszym wydarzeniem w jej życiu, prawda?

Ponownie skupiam uwagę na moim odbiciu i uśmiecham się do siebie. Wyglądam dobrze. Cholernie dobrze. Moja suknia w stylu księżniczki, z dekoltem w serce, leży perfekcyjnie. Ciemne, długie włosy, które sięgają mi prawie do bioder, są delikatnie pofalowane. Makijaż jest doskonały, podkreśla moje niebieskie oczy.

Idealnie.

Zagryzam lekko dolną wargę, gdy myślę o moim narzeczonym, i zastanawiam się, czy będę mu się podobała? Czy zareaguje na mnie tak, jak ja reaguję na niego, gdy znajdujemy się w tym samym pomieszczeniu? Nie żeby to się często zdarzało. Widzieliśmy się trzy razy, zawsze w moim rodzinnym domu na kolacji z moimi i jego rodzicami.

Czuję, że zaczyna mnie ogarniać prawdziwy stres. Mój przyszły mąż nie jest zbyt towarzyskąosobą.

Niedopowiedzenie roku.

Może i wizualnie jest ponadprzeciętnie przystojny, ma prawie dwa metry wzrostu – co daje mu trzydzieści centymetrów więcej ode mnie – i wspaniale wyrzeźbione ciało, ale w środku jest zimny.

Kolejne niedopowiedzenie.

Jedyną rzeczą, która się dla niego liczy, jest praca. Wiem, bo pytałam tu i ówdzie. Nie wykazał najmniejszego zainteresowania moją osobą, chociaż mamy spędzić ze sobą życie. Zachowywał się, jakbym znaczyła mniej niż jakakolwiekumowa…

Co ja mówię? To są jego priorytety, więc nawet nie ma co porównywać, a jeśli już muszę, to odniosłam wrażenie, że stojący na środku stołu świecznik bardziej go interesował. Ale to mnie nie zniechęciło. Wiem – jestem wręcz przekonana – że za tą maską kryje się coś więcej. Nikt nie jest bez uczuć, on po prostu nie potrafi ich okazywać, ale ja go tego nauczę. Mam cudowny przykład małżeństwa moich rodziców, ale z tego, co się zorientowałam, u niego w domu jest dokładnie na odwrót i wydaje mi się, że to dlatego taki jest. Jego ojciec sprawia wrażenie równie zimnego, a o jego matce nawet nie chcę myśleć. Wrr… Moich rodziców również zmuszono do małżeństwa, a jednak udało im się stworzyć coś wspaniałego. I u nas też będzie pięknie.

Powiecie, że jestem optymistką? Jak najbardziej, ale to nie umywa się do poziomu mojego uporu. On jestmonstrualny.

– Kochanie, już czas. – Słyszę czuły głos mojego taty i biorę głęboki oddech.

Nathanielu Richardsonie, nadchodzę!

Idąc nawą kościoła, trzymam się ramienia taty i nie odrywam wzroku od narzeczonego. Patrzy na mnie, ale z jego twarzy nie mogę nic wyczytać. Jestem zdeterminowana, żeby między nami się ułożyło, więc nie zwracam uwagi na jego minę i posyłam mu delikatny uśmiech. Nie odwzajemniago.

Żadna nowość.

Tata podaje mu moją dłoń, a on ją mocno chwyta. Spoglądamy na siebie przez chwilę, zanim odwracamy się w stronę księdza.

Msza przebiega sprawnie, w końcu następuje przysięga i wymianaobrączek.

Mój głos przy tych czynnościach lekko drży, ale to dlatego, że dla mnie to naprawdę świętość. Poza tym to ja nalegałam na ślub kościelny, chociaż raczej nie jestem praktykująca. Cóż, wierzę w Boga, gorzej z instytucjąKościoła.

– Ogłaszam was mężem i żoną.

Nathaniel pochyla się, żeby musnąć wargami moje usta. Wiem, że nie będzie chciał pogłębić pocałunku, dlatego łapię za poły jego marynarki. Ledwo nasze wargi się stykają, a on już próbuje się ode mnie odsunąć.

Zapomnij.

Przyciągam go do siebie i szepczę tak, żeby tylko on mógł mnieusłyszeć:

– Jako mój mąż mógłbyś się bardziej postarać.

Widzę, że na te słowa jego oczy lekko się rozszerzają z zaskoczenia, ale za chwilę jedną dłonią łapie mnie w talii, drugą kładzie na moim karku i nasze wargi ponownie się łączą, tym razem w długim i namiętnym pocałunku. Jego język wsuwa się w moje usta, a ja ochoczo odwzajemniam się tym samym. Gdzieś w tle słyszę brawa zebranych gości, ale jedyne, na czym mogę się skupić, to jego język wirujący z moim w zmysłowym tańcu. Nikt nigdy wcześniej mnie tak nie całował i kiedy odrywamy się od siebie, oboje ciężko oddychamy. Jego oczy pociemniały z pożądania, a ja jestem pewna, że powinnam wziąć lodowatyprysznic.

Słodki, słodkipoczątek…

Mamy lipiec, więc na dworze jest piekielnie gorąco. Zdecydowaliśmy, że życzenia goście złożą nam na sali weselnej, gdzie jest klimatyzacja i nie będzie groziło nam poparzenie słoneczne. Poza tym pod kościołem stoi tylu dziennikarzy, że przy ich krzykach i tak byłoby to niemożliwe.

Ledwo wsiadamy do limuzyny, a on już wyjmuje swój telefon. Kątem oka widzę, że sprawdza maile.

Chyba sobie ze mnie jaja robi.

– Możesz to wyłączyć? – rzucam na razie spokojnie, wskazując głową naurządzenie.

– Słucham? – mruczy, ale nawet nie unosi na mniespojrzenia.

– Pytałam, czy możesz wyłączyć ten cholerny telefon? – syczę, chociaż wiem, że muszę trzymać emocje nawodzy.

Do diabła, byłam świadoma, na co się piszę i że pochłonie to pewnie wszystkie moje zasoby cierpliwości, więc nie mogę się denerwować już po pierwszejgodzinie!

Widzę, jak zaciska szczękę, po czym odwraca się w moją stronę.

– Samantha, posłuchaj, jeśli wydaje ci się, że…

Nie mogę się denerwować? No jasne, że mogę, a już na pewno, kiedy używa wobec mnie takiego tonu, chociaż to on zachowuje się jakdupek.

– Nie, to ty posłuchaj – przerywam mu i wiem, że właśnie go wkurzyłam. Nie jest przyzwyczajony, że ktoś mu się sprzeciwia. – Jeśli ci się wydaje, że będę to tolerować, to muszę cię rozczarować. To nasz dzień. Nasz ślub i nasze wesele. Możesz okazać mi trochę szacunku i wyłączyć telefon. Świat się nie zawali, jeżeli zrobisz sobie wolne. Powinniśmy się teraz zacząć lepiej poznawać, bo wcześniej nie było ku temu okazji. Możesz to dla mnie zrobić? – Ostatnie pytanie zadaję już spokojnie, nieco sięopanowując.

Patrzy na mnie, jakbym była stuknięta. Przecież, do cholery, nie powiedziałam niczego, co nie byłoby prawdą. Pochyla się w moją stronę, jest tak blisko, że wstrzymuję oddech.

– Nie – syczy, na co się wzdrygam. – A to jest transakcja biznesowa, po prostu potrwa dłużej niż inne umowy, które podpisywałem.

Aua. To zabolało, ale nie dam tego po sobie poznać. Jeszcze nie wie, z kim ma do czynienia. Jeżeli myśli, że jestem bogatą gówniarą, która będzie mu służyła jako ozdoba na przyjęciach charytatywnych i kolacjach biznesowych, to jest w ogromnym błędzie.

Czekam kilka minut, żeby uśpić jego czujność, i przechodzę do planu B. Dostanie to, na co zasłużył, na własne życzenie – uśmiecham się do siebie w myślach.

– Cholera! Kompletnie zapomniałam! – piszczę, udającprzerażenie.

– O czym?

Jego głos jest znudzony i dokładnie pokazuje, ile go to obchodzi.

– O fajerwerkach. Ktoś od nas miał potwierdzić straży pożarnej, że będzie duży pokaz, aby dla bezpieczeństwa byli w pobliżu. Muszę zadzwonić do Avy! Możesz mi na chwilę pożyczyć telefon?

Przewraca oczami i niechętnie daje mi urządzenie. Już wcześniej otworzyłam okno. Pieniądze nie są dla nas problemem, więc nie mam wyrzutów sumienia. Kupi sobie nowy. Pochylam się w jego stronę i składam szybki pocałunek na jego policzku. Zaskoczony patrzy na mnie, a ja szczerzę się do niego promiennie i zanim zrozumie, co robię, wyrzucam jego komórkę przez okno.

Jego oczy i usta są szeroko otwarte, jest w szoku i widzę, jak zaczyna wpadać w furię, a na skroni pulsuje mu żyłka. Niewiele myśląc, wplatam dłonie w jego włosy i przyciągam małżonka do siebie, żeby go mocno pocałować.

Najwyżej odgryzie mi język, ale czego się nie robi dlamiłości?

Rozdział 2

Samantha

– Zrobisz to.

– Nie.

– Zrobisz to.

– Czy ty jesteś głucha? Nie mamowy.

Sięgam po kieliszek z winem i ściskam go tak mocno, że jestem zdziwiona, iż jeszcze nie pękł. Boże, jaki on jest uparty. To tylko kilka zabaw, a on się zachowuje, jakbym kazała mu tańczyć nago na stole, gdzieś w centrum miasta.

Ava i jego przyjaciel – jednocześnie drużba – próbują powstrzymaćśmiech.

Kłócimy się jak stare małżeństwo, a jesteśmy sześć godzin poślubie.

Mnie jakoś nie jest dośmiechu.

Niewiele rozmawialiśmy, odkąd wyrzuciłam jego telefon. Przez moment myślałam, że pójdę w ślady urządzenia, ale tylko odepchnął mnie od siebie i skupił się na naszym kierowcy, który chichotał, wcale się z tym nie kryjąc.

Tony jest mężczyzną po czterdziestce i wiem, że pracuje u niego już kilka lat. Widocznie dobrze się znają, skoro nie przestraszył się miny mojego męża, który patrzył na niego, jakby chciał go zabić. Kiedy wysiadaliśmy, szepnął do mnie, że Nath potrzebował właśnie takiejkobiety.

Mamnadzieję.

Później były życzenia, obiad, pierwszy taniec – nieźle tańczy jak na tak wielkiego faceta – a teraz czas na oczepiny. Słyszę śmiechy i głośne rozmowy, co pokazuje, że goście naprawdę dobrze się bawią. Wesele nie jest duże, jakieś sześćdziesiąt osób – nasze rodziny, przyjaciele i kilku ważnych klientów z rodzinami. Przyjęcie odbywa się w jednym z hoteli mojego męża w Nowym Jorku – cóż, teraz to nasz hotel. Restaurację pięknie ozdobiono słonecznikami – moje ulubione kwiaty – i dużymi, dekoracyjnymi świecami. Chociaż mój stan konta mógłby wskazywać na coś zupełnie innego, nie lubię przepychu i obnoszenia się z pieniędzmi. Miało być pięknie i przytulnie, ale dosyć skromnie – i tak właśniejest.

– Leo mnie zastąpi.

– Słucham?

– Słyszałaś.

Tak i to doskonale, ale miałam nadzieję, że to tylko omamysłuchowe.

– Jest moim świadkiem, więc ma mi pomagać. Zrobi to, uczestnicząc z tobą w tych kretyńskich zabawach – mówi twardo i od razu odwraca głowę, dając mi do zrozumienia, że temat jestskończony.

Ja pierdolę. On jest po prostu niemożliwy. Kłócimy się dosłownie o wszystko, nie ma nawet jednej rzeczy, na którą zgodziłby się bez marudzenia. Jakby robił to tylko po to, żeby mi działać na nerwy i popsuć tendzień.

Nie dam się. Znów musimy przejść do planuB.

Uważnie przyglądam się Leo. Jest wielki jak Nath, ale stanowią całkowite przeciwieństwa. Nathaniel ma dłuższe włosy, które są prawie czarne i z jednej strony opadają mu na czoło, a jego przyjaciel jest posiadaczem krótkiej czupryny, tak jasnej, że prawie białej. Mój mąż ma piwne oczy, a Leo niebieskie. Nathaniel jest ciągle poważny, ten drugi co chwilę się uśmiecha i żartuje. Są jak noc i dzień, pewnie dlatego tak dobrze się dogadują. Jeden uzupełnia drugiego. I chociaż obaj są niewiarygodnie przystojni, to gdybym miała wybierać między nimi, wybrałabym mrocznego Nathaniela, a nie wesołego Leo, chociaż jestem pewna, że z tym drugim dogadałabym się sto razy szybciej. Ale to nie oznacza, że nie można podrażnić lwa.

Zobaczmy, panieRichardson…

– Leo, nie będziesz miał nic przeciwko? – Trzepoczę niewinnie rzęsami, delikatnie unosząc kącikiust.

Nath gwałtownie szarpie głową i mruży oczy, gdy słyszy mój ociekający miodem głos, a Leo uśmiecha siępromiennie.

– Nie ma problemu, śliczna. – Puszcza mi oczko i pochyla się, żeby stuknąć się ze mną kieliszkami, potwierdzającumowę.

– No to ustalone. Jedną z zabaw jest ściągnięcie mojej podwiązki zębami – rzucam z lekkością, upijając łykwina.

Słyszę, jak Ava parska śmiechem, bo doskonale wie, że kłamię i do czegozmierzam.

Leo otwiera szeroko oczy i patrzy na Nathaniela, który zaciska szczękę tak mocno, że mam wrażenie, iż pokruszy sobie zęby, ale kiedy mój mąż się nie odzywa, jego przyjaciel wraca do mnie wzrokiem i powoli, niepewnie kiwa głową.

No dobrze… Czyli to jeszcze zamało?

– Myślę, że powinnam cię również uprzedzić, że nie mam na sobie majtek. Były strasznie niewygodne. – Wzruszam nonszalancko ramionami, jakby to było cośnieistotnego.

Reszta dzieje się w ułamku sekundy. Ava zaczyna się głośno śmiać, Leo krztusi się drinkiem, a Nath warczy: „Kurwa, po moim trupie!”, po czym zrywa się na równe nogi i ciągnie mnie w stronęorkiestry.

Punkt dlaSamanthy.

Kiedy jedziemy do jego domu, jestem już naprawdę zmęczona. Moje usta mrowią od pocałunków – dzięki uprzejmości naszych wspaniałych gości – i marzę o tym, żeby zdjąć szpilki, chociaż jestem przyzwyczajona do wysokiego obuwia. Chyba dzisiaj po prostu przekroczyłam limit czasu w nich dla moich stóp. Jednak energii dodaje mi myśl, że przede mną nasza noc poślubna. Nie mogę powiedzieć, że się nie denerwuję, ale jestem też mocno podekscytowana. Czuję, że jest równie namiętnym kochankiem, co szorstkim na co dzień facetem.

Podjeżdżamy pod wysoką, żelazną bramę, która otwiera się po kilku sekundach. Za nami jedzie czarny SUV, w którym siedzi nasza ochrona. Nie lubię tego, ale wiem, że przy naszym statusie to konieczność. Ludzie z zazdrości potrafią robić naprawdę głupie rzeczy, więc lepiej dmuchać nazimne.

Na końcu podjazdu dostrzegam duży, nowoczesny, piętrowy dom, ale na szczęście nie razi po oczach bogactwem. Biała weranda i niebieskie okiennice przyciągają wzrok, tak samo jak mała fontanna, ale budynek sprawia wrażenieprzytulnego.

– To dom po moich dziadkach od strony ojca. Dziadek zmarł dwa lata temu, a babcia kilka miesięcy później. Stwierdziłem, że nie ma sensu kupować nowego i kazałem go wyremontować. Wcześniej mieszkałem w centrum w apartamencie, który sprzedałem.

Z wrażenia aż otwieram buzię. To najdłuższe zdanie, jakie do mnie powiedział. Do tego odezwał się pierwszy raz, odkąd okazało się, że podpuściłam go z tą podwiązką. Nie wiem, czy był zły, że dał się nabrać, czy dlatego, że naprawdę miał ochotę ją ze mnie ściągnąćzębami.

Nicstraconego.

Tony otwiera mi drzwi, a Nath wychodzi z drugiej strony. Za nami podążają ochroniarze – Ryan i Joe. Po chwili jeden nas wymija i idzie otworzyć drzwi wejściowe. Łapię Nathaniela za rękę i splatam nasze palce. Jest zaskoczony, ale nic nie mówi, tylko kieruje się do środka. Przed samym progiem zatrzymuję się i patrzę na niegowymownie.

Marszczy brwi, wyraźnie zdezorientowany, ale po chwili domyśla się, o co mi chodzi, i przewracaoczami.

– Zapomnij – ostrzega, próbując zabrać dłoń, ale ja tylko mocniej zaciskam swoją.

– Zrób to. To tradycja. – Ciągnę go, żeby pochylił się w moją stronę, ale nie mam szans, kiedy napina ciało i patrzy na mnie zpolitowaniem.

– W dupie mam tradycje – prycha, znów próbując sięodsunąć.

Widzicie? O wszystko muszę z nimwalczyć.

– Ja nie mam w dupie i proszę, żebyś to zrobił. – Dźgam go palcem wskazującym w klatkę piersiową, a on od razu łapie mnie za nadgarstek, delikatnie, lecz stanowczo.

– Powiedziałem: zapomnij. Nie ma mowy. – Teraz wygląda już na znużonego, kiedy puszcza moją rękę, jednocześnie pociągając za drugą, abyśmy w końcu weszli do środka, ale zapieram się z całych sił, przez co musiałby mnie szarpnąć, żebym się ruszyła.

Wypuszcza z siebie długie westchnienie, zanim odchyla głowę i patrzy w ciemne niebo, jakby szukał tampomocy.

Tony z chłopakami ledwo powstrzymują śmiech. Są cali czerwoni na twarzach i drżą im ramiona, kiedy przeskakują wzrokiem między nami, czekając na rozwójsytuacji.

Świetnie, że ktoś się tutaj dobrzebawi.

– Posłuchaj mnie, mój drogi mężu. – Celowo kładę nacisk na ostatnie słowo, a on z wielkim ociąganiem ponownie na mnie spogląda, jakbym naprawdę go nudziła. – Albo to zrobisz, albo będziemy stać tutaj przez następną godzinę. Jeżeli jednak dalej nie spełnisz mojej prośby, to możesz być pewny, że nie zapomnę ci tego do końca życia. Dla mnie jest to cholernie ważne. I pamiętaj, że szczęśliwa żona to szczęśliwy mąż. – Posyłam mu słodki uśmiech i unoszę brodę, dając do zrozumienia, że nieodpuszczę.

Chłopaki śmieją się już otwarcie, a on przez chwilę zastanawia się, co zrobić. Po minucie wydaje z siebie tak dramatyczne westchnienie, że sama mam ochotę się roześmiać, ale ostatecznie udaje mi się zachowaćpowagę.

Mamrocze pod nosem coś, co brzmi jak „uparte babsko”, przewracając przy tym oczami, ale pochyla się i bierze mnie w ramiona. Zarzucam ręce na jego szyję, kiedy przenosi mnie przez próg, a następnie delikatnie stawia w korytarzu. Chciałabym odtańczyć taniec zwycięstwa, ale zrobię to w łazience. Uśmiecham się tylko do niego łagodnie, puszczam mu oczko i ponownie splatam naszedłonie.

– Dziękuję, Nathaniel.

Rozdział 3

Samantha

Dom jest naprawdę śliczny. Na parterze znajduje się duży salon z kominkiem, pomieszczenie jest połączone z jadalnią. Jedna ściana jest przeszklona, ma wbudowane przesuwne drzwi, przez które można wyjść do ogrodu. Przestronna kuchnia ze sprzętami ze stali nierdzewnej będzie moim ulubionym miejscem. Dalej znajduje się spora łazienka z wanną i prysznicem, a kolejna, razem z trzema dużymi pokojami, jak się okazuje, jest na piętrze, gdzie prowadzą kręte schody.

Nasza sypialnia jest na końcu korytarza, posiada własną łazienkę z jacuzzi oraz natryskiem i dużą garderobę, gdzie jedna strona zapełniona jest rzeczami Nathaniela. Druga jest pusta, ponieważ moje ubrania mają dotrzeć jutro. Dzisiaj przed ślubem Tony przyjechał wcześniej, aby wziąć tylko jedną moją walizkę, żebym miała ze sobą najpotrzebniejszerzeczy.

Cały dom urządzony jest nowocześnie. Podłogi są drewniane, a ściany w odcieniach szarości lub białe, co mogłoby powodować wrażenie chłodnego wystroju, jednak każde pomieszczenie ma akcenty w różnych barwach – poduszki, dywaniki, świeczniki oraz kwiaty. W głównej sypialni przełamanie jasnych barw stanowi kolor turkusowy, który uwielbiam. Wisienką na torcie jest duży, zadaszony balkon, na którym na pewno będę spędzać mnóstwo czasu, kiedy pozwoli mi na to temperatura nazewnątrz.

Stoję pośrodku pokoju i szczerze powiem, że nie mam pojęcia, co robić. Nath poszedł porozmawiać z ochroną, a ja zaczynam się poważnie stresować nocąpoślubną.

Już mam wyjść ponownie na balkon, kiedy słyszę kroki w korytarzu, więc odwracam się w tamtą stronę i patrzę na mojego męża, który właśnie wchodzi dosypialni.

– Rozbieraj się – rzuca jak gdyby nigdy nic, ściągając jednocześniemarynarkę.

Tak mnie tym zaskoczył, że przez kilka pierwszych chwil nie odpowiadam, zanim opanowuję się na tyle, żeby sięodezwać.

– Słucham? – piszczę zszokowana, nim odchrząkuję i cofam się o krok, żeby się trochęzdystansować.

– Rozbierz się. Ciężko mi będzie z tymi warstwami tiulu cię pieprzyć. – Jego głos jest spokojny, kiedy odkłada zegarek, który właśnie zdjął, na małą komodę stojącą podścianą.

– Ty nie mówisz poważnie, prawda? – Patrzę na niego, jakby wyrosła mu druga głowa.

On naprawdę myśli, że tak to będzie wyglądać? Rozbierzemy się, rozłożę nogi, przeleci mnie jak jakąś dziwkę idobranoc?

– Samantha, nie wiem, o co ci chodzi. To ty cały dzień mnie kusiłaś pocałunkami, ocierałaś się o mnie w tańcu i dotykałaś, kiedy tylko miałaś okazję, więc doszedłem do wniosku, że chcesz się pieprzyć, żeby skonsumować nasze małżeństwo. – Spogląda na mnie pytająco, niewzruszony całą tą pokręconą sytuacją, a ja czuję, jak z nerwów robi mi sięgorąco.

– Bo chcę. Chcę nocy poślubnej, tak jak każda panna młoda. Ale nie tak to sobiewyobrażałam.

– A nibyjak?

Teraz to on patrzy na mnie jak na idiotkę. Boże, przecież nie może być aż takigłupi…

– Jesteś mężczyzną, więc chyba nie jest ci obce pojęcie uwodzenia. Mógłbyś się odrobinę wysilić, a nie mówić mi, żebym się rozebrała, jak jakaś panienka na jednorazowy numerek – furczę, krzyżując ramiona na klatce piersiowej.

– Panienkom na jednorazowy numerek nawet tego nie muszę mówić – prycha. – Nie to nie, dzisiaj sobota, więc nie mam pilnej potrzeby, ale chciałem dla ciebie zrobić wyjątek. – Odwraca się i idzie w stronę garderoby, a ja czuję się już całkowicie oniemiała.

O czym on, do diabła, mówi?!

– Co masz na myśli, gdy mówisz, że dzisiaj sobota? Jaki wyjątek?

Zatrzymuje się i wzdycha, po czym ponownie odwraca się w mojąstronę.

– Jestem mężczyzną, więc mam swoje potrzeby, ale mam napięty grafik, dlatego przyzwyczaiłem moje ciało do dwóch stosunków w tygodniu, a dokładniej w poniedziałki i czwartki. Jest sobota, co oznacza, żenie mam mocnego parcia, ale jesteś seksowna, więc pomyślałem, że mogę trochę nagiąć moje zasady – mówi poważnie, a ja zaciskam usta, nie mogąc się zdecydować, czy mam się roześmiać, czyrozpłakać.

Ja pierdolę, on chyba sobie ze mnie żartuje. Seks ma wpisany w kalendarz? Ale czekaj, skoroma…

– Chodzisz na dziwki? Dobrzerozumiem?

– Uważasz, że muszę chodzić na dziwki? – Uśmiecha się kpiąco. – Mam jedną stałą… hmm… koleżankę.

Dalej ledwo do mnie dociera to, co mówi, ale w porządku. Ma trzydzieści jeden lat, jest przystojnym facetem, więc logiczne, że nie żył w celibacie, chociaż wciąż jestem zszokowana tym całym grafikiem na seks. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy kontynuowali to w naszym małżeństwie, ponieważ jestem osobą spontaniczną i po prostu to u mnie nie przejdzie.

Wpatrujemy się w siebie, a ja ciągle przetwarzam jego słowa i nagle czuję się, jakby ktoś wylał na mnie wiadro zimnejwody.

– Po… – urywam i odchrząkuję. – Powiedziałeś „mam”?

– Tak. – Marszczybrwi.

– W czasie teraźniejszym? Chcesz mi powiedzieć, że w poniedziałek pójdziesz uprawiać seks z jakąś kobietą, chociaż masz żonę? Będziesz mnie zdradzał? – Ostatnie pytanie jest ledwosłyszalne.

– Nie myślałem o tym. Nie miałem czasu. – Macha ręką, jakby to było nic takiego, a ja czuję, jak w moich oczach wzbierają łzy.

Przysięgał przedBogiem…

– Przysięgałeś mi przed Bogiem wierność dwanaście godzin temu, a teraz mówisz takiecoś?

– Kobieto, nie wiem, o co ci chodzi. Jak dogadamy się w łóżku, to nie będę musiał nigdzie chodzić. Mogę nawet zmienić swój grafik, jakoś siędopasujemy.

Jaki on jest wyrozumiały! Cóż za zaszczyt mnie kopnął! Proszę, niech mnie ktoś, kurwa, uszczypnie. To mi się musi śnić. Zaciskam zęby i szybko mrugam, żeby odpędzić łzy. Nie dam mu tejsatysfakcji.

– Chodzi mi o to, dupku, że nasze małżeństwo jeszcze się nie zaczęło, a ty już je spisałeś na straty, skoro nie odwołałeś spotkań z tamtą kobietą. – Staram się opanować, więc biorę głęboki wdech, a on patrzy na mnie, jakby nudziła go nasza rozmowa. Jakbym ja go nudziła, znów. – Też mam to robić? Mam się pieprzyć z kimśinnym?

– Nawet tak nie mów. Nie będziesz mnie, kurwa, ośmieszała w oczach innych! – To chyba pierwszy raz, gdy wygląda na prawdziwie poruszonego. Czuję małą satysfakcję, jednak skupiam się na tym, co jest w tym momencienajważniejsze.

– A ty mnie możesz?! – Teraz już krzyczę. Wiem, że to się zaczyna wymykać spodkontroli.

– Jestem dyskretny. Nikt nie wie o moich spotkaniach z Sylvią, może oprócz moich ochroniarzy iLeo.

Oddychaj, Samantha. Po prostu oddychaj. Nie daj musię…

– Więc ja też będę dyskretna. U mnie będzie wiedziało jeszcze mniej osób. Zacznę sypiać z ochroniarzami. – Posyłam mu słodki uśmiech i odwracam się w stronę łazienki, ale w ułamku sekundy zbliża się i łapie mnie załokieć.

– Taka właśnie jesteś? Rozkładasz nogi przed pracownikami? Wiele razy już tak robiłaś? – W jego oczach widzę furię, ale nie zamierzam mu odpowiadać. Niech się zastanawia. – Mam żonędziwkę?

Nawet nie zdaję sobie sprawy, co robię, a moja dłoń już spoczywa na jego policzku. Jest zszokowany, ale nie czuję się winna. Wyszarpuję rękę z jego uścisku i robię krok do tyłu. Jestem pewna, że na mojej twarzy widnieje taka sama wściekłość jak na jego. Rzadko jestem zła i nie lubię tegouczucia.

Chociaż teraz powinnam powiedzieć, że jestem niewiarygodniewkurwiona.

– Będziesz mnie szanował, tak jak ja mam zamiar szanować ciebie. Nigdy więcej nie spotkasz się z Sylvią. – Jej imię ledwo przechodzi mi przez gardło. – Jeżeli dowiem się, że kontynuujesz swoją znajomość, a bądź pewny, że się dowiem, to narobię ci takiego wstydu, że opiszą nas we wszystkich gazetach. I uprzedzam cię, że ja mam w dupie, co inni o mnie mówią, ale widzę, że dla ciebie to priorytet, więc radzę ci ze mną nie zaczynać, chyba że chcesz się przekonać, do czego jestemzdolna.

Odwracam się i idę prosto do łazienki, trzaskając drzwiami tak mocno, że jestem zdziwiona, iż nie wypadły z zawiasów. Opieram o nie głowę, kiedy z moich oczu zaczynają płynąć pierwsze łzy. Nie tak to sobie wyobrażałam, a już szczególnie moją noc poślubną. Po dłuższej chwili osuwam się na podłogę i cichołkam.

Będzie dobrze, Sam, wszystko będziedobrze…

Rozdział 4

Samantha

Budzę się sama w tym wielkim łóżku i spoglądam na zegarek. Pięknie. Jest siódma rano i wiem, że już nie zasnę, chociaż spałam ledwie pięć godzin – taki mój urok. Prawa strona łóżka jest idealnie gładka – Nath nie wrócił do sypialni, ale po naszej wymianie zdań wcale się niedziwię.

W nocy, po moim maratonie płaczu, ledwo dałam radę zmyć makijaż i – jakimś cudem – ściągnąć sama suknię ślubną. Wstaję, przeciągam się i idę skorzystać z łazienki, gdzie myję zęby i opłukuję twarz zimną wodą. Biorąc pod uwagę fakt, że tyle płakałam, moje oczy nie są w najgorszym stanie, jeśli nie liczyć lekkich sińców ze zmęczenia. Od lat mam problem ze spaniem, dlatego czasami wspomagam się ziołowymi tabletkami na sen, ale po nich towarzyszy mi cholerny bólgłowy.

Stoję przed lustrem i zastanawiam się, co robić. Ze względu na ślub wzięłam w pracy tydzień zaległego urlopu, co – zważywszy na okoliczności – było błędem. Wiadomo już, że nie mam co liczyć na towarzystwo mojego szanownego małżonka, więc chyba skrócę ten czas do trzech dni.

Moi rodzice posiadają sieć restauracji, które ulokowane są w hotelach rodziny Nathaniela. Nasi rodzice współpracują ze sobą od przeszło dwudziestu lat i zamarzyło się im, aby oficjalnie połączyć nasze firmy. Z tego, co wiem, Nath jest prezesem i zajmuje tę pozycję już prawie dziesięć lat. Ja zaczęłam pracować na pierwszym roku studiów z zarządzania, czyli prawie trzy lata temu. Aktualnie mam pod sobą wszystkie restauracje, które mamy w Nowym Jorku, czyli pięć lokali. Reszta jest rozrzucona po kraju – ponad czterdzieści punktów. Tyle samo jest słynnych pięciogwiazdkowych hoteli Richardson, które współpracują tylko z nami. W naszych restauracjach mogą jadać nie tylko goście hotelu, ale również zwykli klienci, dlatego jesteśmy tak rozpoznawalną marką. Teraz imperia Smith i Richardson zostały połączone na zawsze i jestem pewna, że piszą o tym w każdejgazecie.

Idę do garderoby, żeby zarzucić coś na siebie, i łapię pierwszą rzecz z walizki, czyli mój jedwabny, prawie przezroczystyszlafroczek.

Zamierzam pójść po kawę do kuchni, a skoro jest siódma rano, to jestem pewna, że na nikogo nie wpadnę, zwłaszcza że wróciliśmy po północy. Zresztą jedyną osobą, na jaką mogłabym wpaść, jest mój mężuś, a przecież dzisiaj niedziela, więc to nie tak, że coś go to ruszy.

– Pieprzony grafik na seks – prycham pod nosem.

W dodatku w nocy tak zakończyliśmy naszą wymianę zdań, że zastanawiam się, czy kiedykolwiek będziemy ze sobą spali. Musimy dzisiaj porozmawiać, skoro już trochę ochłonęliśmy – przynajmniej ja już nie jestem tak wściekła i o ile zakończy sprawę z tą Sylvunią-kurwunią, to mogę zapomnieć o całej sytuacji, nawet o tym, jak zapytał, czy ma żonę dziwkę. Może jestem za miękka, ale naprawdę źle zaczęliśmy i nie chcę tego ciągnąć. Nic nam to nie da – oprócz nerwów i napiętejatmosfery.

Zbiegam po schodach i kieruję się prosto do kuchni, ziewając i przecierając dłońmi oczy, żeby odgonić resztki snu. Otwieram je w momencie, gdy dociera do mnie dźwięk tłuczonego szkła. Nathaniel stoi przede mną z szeroko otwartymi oczami, a pod jego nogami widzę roztrzaskaną filiżankę, w której najwyraźniej miał kawę. W pierwszej chwili zamieram tak jak on, ale za chwilę myślę sobie, że przecież to mój mąż, więc niech cieszy oczy, skoro mu się podoba to, co widzi – nie będę kłamać, że nie jestem zadowolona z jego reakcji, bo jestem, dopóki…

– Kurwamać.

Podskakuję i piszczę jak mała dziewczynka na dźwięk głosu, który do mojego męża nie należy. Spoglądam w prawo, gdzie przy stole pod oknem widzę trzech wpatrujących się we mnie mężczyzn – Tony’ego, Ryana i Joe’a. Do cholery, przecież jest niedziela, siódma rano! Patrzę to na nich, jak mierzą mnie wzrokiem, to na Nathaniela, który dalej stoi, jakby zamarł w miejscu, zanim podejmuję decyzję, co mam robić. To trwa może kilka sekund, ale ja mam wrażenie, że mija przynajmniej godzina. Moje majtki są tak wykrojone na pośladkach, że nie zamierzam im wystawiać jeszcze własnego tyłka. Zamiast tego szybko podchodzę do Nathaniela, omijając szkło na podłodze, i staję za nim, szarpiąc go za biodro, żeby stanął przodem do nich, co sprawi, że w ogóle nie będzie mnie widać – w końcu to góra mięśni, więc mam się za czym schować. Na mój dotyk w końcu sięotrząsa.

– Spieprzajcie stąd.

– Ale… szefie…

– Kurwa, w tej chwili! – drze się tak głośno, że ażpodskakuję.

Słyszę szuranie krzeseł i kroki, ale jestem tak zażenowana, że nie mam odwagi nawet spojrzeć w kierunku drzwi. Co innego paradować w bieliźnie przed – jakby nie było – mężem, a co innego przed ochroniarzami ikierowcą.

Nath odwraca się w moją stronę i powoli przesuwa po mnie wzrokiem, zanim dociera do moich oczu. Nie robię nic, żeby się zakryć, tylko wytrzymuję tospojrzenie.

– Zawsze tak paradujesz po domu? – Znów widzę tę pulsującą żyłkę na jego skroni.

– Skąd miałam wiedzieć, że w niedzielę o siódmej rano ktoś tutaj będzie? – Unoszę wyzywająco podbródek i staram się nie pokazywać mu, jak wpływa na mnie ta sytuacja.

– Nawet jeżeli nie wiedziałaś o nich – wskazuje ręką na drzwi – to miałaś świadomość, że ja mogę tutaj być.

– Ty jesteś moim mężem. Chcesz, żebym się przed tobą chowała? – Unoszę brew.

Widzę, że jest zaskoczony, bo przez dłuższą chwilę się nie odzywa, aż ostatecznie postanawia zignorować moje pytanie.

– Słuchaj, co do nocy… – Spuszcza wzrok i pociera dłonią kark. Pan zimny się czymś denerwuje? Niesłychane. Po chwili znów na mnie patrzy. – Przepraszam.

Teraz to mnie naprawdę zaskoczył. Spodziewałam się unikania tematu, udawania, że nic się nie stało, ale na pewno nie tego. Nie sądziłam nawet, że posiada takie słowo w swoim słowniku. Nie liczyłam na przeprosiny. Resztki mojej złości właśniewyparowały.

– Zapomnijmy o tym. – Uśmiecham się do niego delikatnie. – Ja również powinnam cię przeprosić za to, że cię uderzyłam, ale przyznaj, że zasłużyłeś. – Teraz już szeroko się szczerzę.

– Trochę zasłużyłem.

– Trochę? – droczę się z nim.

– No dobra, zasłużyłem. Możesz być pewna, że więcej nie użyję wobec ciebiesłowa…

– Powiedziałam: zapomnijmy. Zacznijmy jeszcze raz. Nathaniel, zobaczysz, że to może zadziałać. – Wskazuję ręką to na niego, to nasiebie.

Nie odpowiada, ale cały czas na mnie patrzy. Widzę, jak jego spojrzenie zsuwa się na moje usta.

Pocałuj mnie. Pocałuj, pocałuj.

– Szefie?

Nie wierzę. Och, do diabła!

Oboje spoglądamy w stronę drzwi, ale nie widać tam Tony’ego, czyli pewnie wolał nie ryzykować i nie zajrzał dośrodka.

– Za dziesięć minut wyjeżdżamy! – odkrzykuje Nath, nim wraca spojrzeniem domnie.

– Jedzieszgdzieś?

– Do biura. Zapomniałem zabrać raporty finansowe, a muszę je przejrzeć na jutro, bo mam spotkanie z zarządem. Wrócę późno. Ryan od dzisiaj jest twoim ochroniarzem. Mam jeszcze kilku, będą się wymieniać, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Zatrudnimy ci też drugiego kierowcę. W piwnicy jest siłownia i sala kinowa, jeśli chciałabyśskorzystać.

Nie będę ukrywać, że jestemzawiedziona.

Wiem, że dużo pracuje – pieprzone, kolejne już niedopowiedzenie, z których składa się mój mąż – ale nawet w niedzielę? Dzień po naszymślubie?

Patrzy na mnie jeszcze przez chwilę, jakby chciał coś powiedzieć albo zrobić, ale rezygnuje i zbiera się dowyjścia.

– Nathaniel?

– Tak? – Odwraca się w moją stronę.

– Śpij dzisiaj w naszej sypialni, dobrze?

Widzę, że go zaskoczyłam. Cholera, jesteśmy małżeństwem i będziemy dzielić łóżko, bez względu na to, czy ze sobą sypiamy, czy nie. Bliskość fizyczna jest bardzo ważnym elementem, jeżeli związek ma być udany, więc od tegozaczniemy.

– Wrócę późno, nie chcę cięobudzić…

– Nie obudzisz – przerywam mu te beznadziejne wymówki. – To jest nasze łóżko i chcę, żebyś był tam razem zemną.

Waha się jeszcze chwilę, ale w końcu przytakuje i wychodzi.

Mamy zasadę numer jeden – zawsze w jednym łóżku. Resztę będę mu dawkowała, żeby nie oszalał ze mną w tym swoim poukładanymświecie.

Rozdział 5

Samantha

Ogłaszam, że nie jestem stworzona do lenistwa. Nie żebym lubiła chodzić do pracy – chociaż ogólnie lubię to, czym się zajmuję – ale bezczynne leżenie nie jest dla mnie. Chyba że ktoś by mi dotrzymywałtowarzystwa…

Zdążyłam już obejrzeć jakąś beznadziejną komedię romantyczną – zdecydowanie wolę filmy akcji. Zwiedziłam jeszcze raz dom – za schodami znalazłam drzwi, jak się okazało, do domowego biura Nathaniela, a w piwnicy oprócz siłowni i sali kinowej jest jeszcze jeden pokój z łazienką – dla ochroniarza, który akurat ma zmianę.

Pospacerowałam trochę na zewnątrz – Ryan oczywiście chodził za mną jak cień, chociaż przy bramie jest stróżówka, w której siedzi kolejny ochroniarz, a cały teren jest pod kamerami. Nath ma chyba jakiegoś fioła na punkciebezpieczeństwa.

Posesja jest bardzo duża. W ogrodzie znajduje się basen, a na uboczu stoi mały domek, również przeznaczony dla ochrony – podchodzi mi to pod lekką paranoję, więc naprawdę będę musiała włożyć sporo pracy w rozluźnienie mojego małżonka. Ryan powiedział, że ogrodnik przychodzi dwa razy w tygodniu – we wtorek i w sobotę, tak samo jak sprzątaczka. Dodatkowo zatrudniona jest kucharka, która pracuje codziennie, ale zazwyczaj wraca na noc do siebie, ponieważ mieszka dwie ulice dalej. W rzadkich sytuacjach, gdy zostaje, śpi w pokoju gościnnym. Ponoć to starsza kobieta, bardzo sympatyczna, która zna Nathaniela, odkąd był małym chłopcem – wcześniej pracowała u jego rodziców. Dzisiaj wyjątkowo ma się pojawić po obiedzie, aby przygotować kolację, bo miała jakiś wyjazd. Już nie mogę się doczekać spotkania z nią. Może dowiem się czegoś ciekawego o moim mężu, co pomoże mi do niegodotrzeć.

Siedzę właśnie na brzegu basenu, gdy Ryan ponownie do mniepodchodzi.

– Proszę pani, telefon. – Wyciąga dłoń z moją komórką, którą zostawiłam wsalonie.

– Mówiłam, żebyś nie mówił do mnie „proszę pani”. – Uśmiecham się do niego, kiedy biorę do ręki telefon, a na wyświetlaczu widzę, że toAva.

– Dobrze, paniRichardson.

Oszaleję, przysięgam.

– Tak też nie mów, mów do mnie po imieniu.

– Nie mogę, ewentualnie mogę mówić „szefowo” – stwierdza poważnie, na co kręcę głową z politowaniem.

– Porozmawiamy o tym później. – Wskazuję na wciąż dzwoniące urządzenie i odbieram, kiedy oddala się ode mnie na kilka metrów. – Cotam?

– To ty mów, co tam! – piszczy tak, że zaraz ogłuchnę. – Jak noc poślubna? Jaki był? Powiedziałaś mu wcześniej? Jak jego sprzęt? Cholera, chcę wiedziećwszystko!

– To się zamknij, idiotko! – Śmieję się, chociaż na wspomnienie minionej nocy wcale nie jest mi do śmiechu. – Do niczego nie doszło. A co więcej, pokłóciliśmy się tak, że uderzyłam go wtwarz.

Przez chwilę na linii panuje cisza, aż zerkam na wyświetlacz, żeby się upewnić, czy nie przerwałopołączenia.

– Ty sobie ze mnie chyba, kurwa, jaja robisz! Miałaś się w końcu bzykać, a nie kłócić, debilko! – Przewracam oczami, chociaż nie może tego zobaczyć. Hej, przecież ja też nie tak to sobie planowałam! – Mów, co się stało. Muszę wiedzieć, czy udzielić ci rozgrzeszenia za zmarnowanie nocy z takimciachem.

Avę poznałam na pierwszym roku studiów i od tamtej pory jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Ze względu na mój stan konta ciężko jest znaleźć szczerych i wiernych kompanów życia towarzyskiego, ale Ava, chociaż nie pochodzi z bogatej rodziny, nigdy nie próbowała mnie wykorzystać – wręcz przeciwnie, zawsze się kłóci, gdy chcę ją gdzieś zabrać lub za coś zapłacić, dlatego muszę ją stawiać przed faktem dokonanym. Obecnie pracuje w firmie informatycznej w kadrach, chociaż proponowałam jej pracę jako moja asystentka – oczywiście uważała, że zaoferowałam jej to stanowisko tylko przez wzgląd na naszą znajomość i odmówiła. Na szczęście ostatnio znalazłam Susan, która pomimo tego, że ma ledwie dziewiętnaście lat i zakończyła naukę na szkole średniej, spisuje się cudownie. W końcu mogę brać sobie jakieś dniwolne.

No więc opowiadam jej wszystko, począwszy od jazdy do jego – poprawka: naszego – domu, a kończąc na mojej prośbie, żeby przyszedł dzisiaj do łóżka. Pomiędzy padło z jej strony kilka sapnięć i niecenzuralnych słów, ale wcale się nie dziwię. Wiem, na co ją stać, więc śmiem stwierdzić, że było całkiemkulturalnie…

– Co za dupek! – drze się tak, że muszę odsunąć telefon oducha.

No i pokulturze…

– Co racja, to racja, ale to mój mąż. Skoro dzisiaj przeprosił, to wierzę, że więcej nie usłyszę o jego koleżance.

– No lepiej, żeby tak było! Inaczej zrób z niego eunucha, a później znajdź tę lafiryndę i zasadź jej takiego kopa, żeby wylądowała w przyszłym roku! A na razie po prostu klęknij.

– Po co mam klękać? Piłaś coś dzisiaj czy jeszcze niewytrzeźwiałaś?

– Nie możesz być aż tak głupia. Co ty czytasz w tych swoich romansach? Klęknij i zrób mu tak dobrze, żeby…

– Hej, hej! – przerywam jej, wybuchając śmiechem. – Dobra, już rozumiem, o co ci chodzi, nie musisz mi tego literować. Czy ty myślisz o czymś pozaseksem?

– Nie – prycha. – Jak już zasmakujesz, to powinnaś myśleć tylko o nim. Zobaczysz, że ten twój pan lodowaty od razu będzie inaczej śpiewać, jak będzie miał regularny seks. Chyba że wspólnie ustalicie grafik? – nabija się.

Jędza będzie mi to wypominać, mogę się założyć.

– Ha, ha, ha, ale śmieszne! Dobra, muszę kończyć, zaraz powinna przyjechać kucharka i chcę z nią trochę pogadać. Mam nadzieję, że dowiem się czegoś o moim zdystansowanym mężu. Idziemy jutro razem nalunch?

– Jasne, daj znać, gdzie i o której. Do zobaczenia i pamiętaj, co powiedziałamo…

Rozłączam się, zanim znowu zacznie mnie pouczać. Musi sobie znaleźć chłopaka. Z ostatnim rozstała się kilka miesięcy temu i przez ten krótki czas, kiedy byli ze sobą, ciągle narzekała na ich zbliżenia, więc w końcu to zakończyła. Mam nadzieję, że ja nie będę musiałanarzekać…

Mary okazała się wspaniałą kobietą. Przypomina mi trochę moją babcię – ma sześćdziesiąt lat, krótkie siwe włosy i zielone oczy, z których bije ciepło. Od razu złapałyśmy wspólny język – obie uwielbiamy gotować i na początku się opierała, ale w końcu pozwoliła, żebym jej pomogła przygotować kolację. A co najważniejsze – nie miała oporów, żeby mówić mi po imieniu, jeżeli ja również nie będę się do niej zwracać perpani.

– Proszę mi powiedzieć coś więcej o Nathanielu.

– A co byś, dziecko, chciała wiedzieć? – Patrzy na mnie uważnie, jednocześnie mieszając sos.

– Dlaczego takijest?

– To znaczy jaki? Przystojny, wysoki i dobrze zbudowany? To geny. – Mruga do mnie, na co chichoczę.

– Dobrze wiesz, o czym mówię. Zamknięty w sobie, zdystansowany, jeszcze nie widziałam, żeby sięuśmiechał.

Milczy przez chwilę, zanim cicho wzdycha.

– Nie zna niczego innego. – Uśmiecha się smutno.

– To… przykre.

– Czasami tak w życiu bywa, kochanie. Znam go, odkąd był małym chłopcem. Z tego, co wiem, jest na tym świecie tylko dlatego, że jego rodzice chcieli mieć komu przekazać firmę. Od zawsze wychowywały go nianie i chociaż to były dobre kobiety, to nie dały rady przezwyciężyć rzeczy, których uczyli go rodzice, gdy czasami byli w domu. Zakaz okazywania emocji, ciągłe powtarzanie, że nie ma w życiu nic ważniejszego od pieniędzy, a miłość i przywiązanie tylko osłabiają człowieka. Jestem w szoku, że tyle lat przyjaźni się z Leo, ale chyba w jakiś sposób się uzupełniają i jest to jedyna osoba, którą do siebiedopuścił.

Nie wiem, co powiedzieć. Sama widziałam, że jego rodzice są raczej… opanowani, ale nie mam pojęcia, jak można w taki sposób skrzywdzić własne dziecko. Zakaz okazywania emocji? Miłość osłabia? Nie słyszałam jeszcze większychbredni.

Z minuty na minutę zaczynam go coraz lepiej rozumieć i o wiele łatwiej jest zaakceptować mi jego dziwactwa. W pewnym stopniu zachowanie mojego męża zostaje usprawiedliwione – oczywiście nie każde. Chamstwa i braku szacunku nie zamierzam mu odpuszczać, ale przynajmniej wiem już dokładnie, jakie wartości miał wpajane i z czym muszę się zmierzyć.

– Ale ty się nie poddasz, prawda?

– Słucham? – Tak się zamyśliłam, że nie wiem, czy coś mnie nie ominęło.

– Znam cię od trzydziestu minut, ale już widzę, że jesteście jak plus i minus. Pytanie tylko, kto z was przeciągnie drugie na swoją stronę. Zamierzasz o niegowalczyć?

Odpowiadam natychmiast, nawet nie muszę sięzastanawiać.

– Oczywiście, że tak. I obiecuję ci, że przyjdzie taki dzień, kiedy będziesz słyszała jego głośny śmiech, tuż po tym, jak sam opowie jakiś kawał. – Puszczam jej oczko.

– Nie mogę się tego doczekać, dziecko, nie mogę siędoczekać.

Jarównież.

Rozdział 6

Samantha

Budzę się, czując lekkie poruszenie łóżka. Leżę na boku i powoli otwieram oczy, żeby spojrzeć na zegarek na szafce nocnej. Prawie północ. Nie było go ponad szesnaście godzin. Jak można tyle pracować? Nie mówię już nawet o zmęczeniu umysłu, ale jestem pewna, że moje oczy nie wytrzymałyby tyle czasu przed komputerem i dokumentami. Pewnie nadrabiał wczorajszy wolny dzień, który musiał poświęcić na nasz ślub i przyjęcie, ale… cholera… dlaczego on nie zatrudni kogoś do pomocy? Przecież to nie tak, że go na to nie stać, mógłby sobie nająć sto takich osób. Domyślam się, że chodzi o kontrolę nad wszystkim. Wzdycham w myślach, jednocześnie motywując się do walki o to małżeństwo, a przede wszystkim do walki o niego. Z takim trybem pracy nie dożyjepięćdziesiątki.

Udawać, że nadal śpię, odezwać się czy może…

Zanim zdążę dwa razy nad tym pomyśleć, odwracam się w jego stronę. Leży na plecach, jedną rękę ma za głową, a druga spoczywa na brzuchu. Patrzy na mnie, ale nic nie mówi, więc ja też nie zamierzam się odzywać. Po kilku minutach decyduję się na dosyć odważny krok, jeśli chodzi o nasz raczkujący związek. Przysuwam się do niego, kładę głowę na jego klatce piersiowej, dłoń na brzuchu i zarzucam na niego nogę. Sztywnieje, ale nic nie mówi, a ja mam wrażenie, że to, co zrobi, będzie miało wpływ na to, jak dalej będzie między nami.

Nie wiem, ile mija czasu, ale w końcu czuję, jak zaczyna się relaksować, a po kolejnych kilku minutach opuszcza rękę, którą miał za głową, i obejmuje mnie wpasie.

Żadne słowa nie są nam potrzebne. Mimowolnie się uśmiecham, kiedy w poczuciu bezpieczeństwa, otulona silnymi, męskimi ramionami, odpływam do krainysnów.

Budzę się sama w łóżku, ale słyszę szum wody pod prysznicem, czyli Nath jeszcze nie wyszedł. Ósma czterdzieści pięć. Cholera, nie pamiętam, kiedy tak długo spałam. Wstaję, zarzucam szlafrok na swoje spodenki i bluzeczkę na ramiączkach, a następnie idę na dół, żeby zrobić nam kawę… No co? Staram się być dobrążoną.

Wchodzę do kuchni i zastaję Mary, która krząta się po pomieszczeniu i nuci pod nosem jakąś rytmicznąmelodię.

– Dzień dobry.

– Dzień dobry, słoneczko! – Posyła mi olśniewający uśmiech. Ma tak dobry humor, że zastanawiam się, czy o czymś nie wiem.

– Coś się stało? – pytam, jednocześnie podchodząc do ekspresu do kawy. Życiodajny płyn.

– A żebyś wiedziała, że się stało! – Szybko się do mnie zbliża i przytula mocno. – Nie minęło jeszcze czterdzieści osiem godzin, odkąd jesteście małżeństwem, a Nathaniel już zaspał do pracy! – Chichocze jakuczennica.

Nie zdążam jej odpowiedzieć, bo słyszę szybkie kroki na schodach, a po chwili krzyk mojegomęża.

– Tony! Jedziemy za pięć minut!

– Jasne, szefie! – Musi być w salonie i mogłabym przysiąc, że w jego głosie słyszęrozbawienie.

Nath wpada do kuchni, krawat wisi luźno na jego szyi, jeszcze niezawiązany, a włosy ma mokre. Mruczy pod nosem „dzień dobry”, nawet na mnie nie patrząc, i łapie za filiżankę, którą dopiero co przygotowałam i postawiłam na blacie.

No, no, no, tak to się bawić nie będziemy.

Jest nowy dzień, nowy tydzień, a dla nas to będzie nowy początek. Bierze kilka szybkich łyków i już chce się odwrócić do wyjścia, kiedy łapię go za rękę. Spogląda na mnie zaskoczony i unosi pytającobrwi.

– Dzień dobry – mówię ze słodkimuśmiechem.

– Przecież już to mówiłem. – Patrzy na mnie jak na wariatkę.

– Zasada numer dwa: zawsze całuj mnie na przywitanie i na dzień dobry. – Staję na palcach i muskam go delikatnie w usta.

Słyszę, jak Mary cicho się śmieje, ale nie zwracam teraz na nią uwagi, obserwując szok na twarzy mojego męża.

– A jaka jest zasada numer jeden? – dopytuje, wciąż zaskoczony, a ja wzruszam nonszalanckoramionami.

– Zawsze w tym samymłóżku.

Kiwa powoli głową, jakby próbował sobie to wszystkoprzyswoić.

– Są jeszcze jakieś zasady? – Widzę niepokój na jego twarzy i mam ochotę sięroześmiać.

– Dowiesz się w odpowiednim czasie.

– Wolałbym teraz. – Wpatruje się we mnie wyczekująco, jednak nie mogę wyczytać z jego miny, czy ma coś przeciwko temu wszystkiemu, czy zaakceptuje to bez większej walki.

– Oczywiście, że byś wolał. – Szczerzę się do niego szeroko. – Lubisz mieć wszystko poukładane, prawda?

Nie odpowiada, tylko kręci lekko głową, jakby otrząsał się z całej tej sytuacji, i wychodzi zkuchni.

– Och, dzięki ci, Boże, za tę kobietę! – mówi Mary z rękami złożonymi jak do modlitwy, uśmiechając się i patrząc w górę, po czym znowu zaczyna coś nucić podnosem.

Nawet nie pytam, bo wiem, o czym myśli – przewrócę jego świat do górynogami.

Skoro już mamy dzisiaj dzień zasad, a przynajmniej tych najważniejszych, to czekam obok drzwi wyjściowych, żeby złapać Nathaniela, zanim wyjdzie. Widziałam, jak z kuchni szedł w stronę biura – pewnie po swoje rzeczy – więc zamierzam wprowadzić trzeciązasadę.

Słyszę trzask drzwi i widzę, jak biegnie korytarzem, więc staję mu na drodze. Nie ma wyjścia, musi sięzatrzymać.

– Samantha, naprawdę się spieszę. – Nie ukrywa, że jest zniecierpliwiony. W końcu z tego, co mówiła Mary, wywnioskowałam, że on się nie spóźnia.

– To zajmie minutę. – Skracam dzielącą nas odległość i łapię za jego nadal niezawiązany krawat, sprawnie naprawiając to małe niedopatrzenie z jego strony. Patrzy na mnie z otwartymi ustami, więc wiem, że tego na pewno się nie spodziewał.

– Dziękuję i do zobaczenia – mówi od razu, gdy kończę.

Zaczyna mnie wymijać, ale zaciskam dłoń, w której jeszcze trzymam końcówkę materiału, i przyciągam go do siebie. Jest zaskoczony, a przez brak oporu nasze ciała się zderzają. Znów unoszę się na palcach i cmokam go w usta, a on ponownie tego nie odwzajemnia, ale nie przejmuję się tym.

– Zasada numer trzy: zawsze całuj mnie na do widzenia i nadobranoc.

Otwiera i zamyka usta, ewidentnie chcąc coś powiedzieć, ale nie może dobrać słów. Po dłuższej chwili w końcu wydusza je zsiebie.

– Zrobisz to, prawda?

– Ale co? – Teraz to ja jestemzdezorientowana.

– Zburzysz mój poukładany świat. – Spogląda na mnie z wyrzutem, ale ja nie czuję się winna.

Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że robię coś cholernie dobrego – dla siebie, dla niego, a przede wszystkim dla nas.

– A żebyś wiedział, że tak. – Uśmiecham się i ponownie cmokam go w usta. – A ty mi jeszcze za to podziękujesz. – Puszczam mu oczko i idę do kuchni, nie oglądając się zasiebie.

To jest jeszcze nic, Nathaniel, wierzmi.

Rozdział 7

Samantha

Minęło kilka dni od naszego ślubu – dokładnie cztery – i nie mogę powiedzieć, że wiele się zmieniło, chociaż ja czuję się coraz swobodniej w jego towarzystwie, dzięki tym wspólnie spędzanym nocom – nawet jeśli naprawdę mocno bym chciała, żeby były bardziejwspólne…

Dzisiaj mamy czwartek i postanawiam odwiedzić małżonka w pracy, chociaż ma wrócić nakolację.

I tak nie mam co robić, odkąd zdecydowałam, że jednak nie odwołam swojegourlopu.

Nathaniel ma biuro w jednym z hoteli, na ostatnim piętrze, więc przy okazji mogę zrobić niespodziewaną kontrolę w