Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
37 osób interesuje się tą książką
Telefon ze szpitala burzy poukładane życie Kamili. Mężczyzna, którego kiedyś kochała — i który niemal ją zniszczył — umiera.
Janek.
Po latach przemocy, uzależnienia i straty Kamila zdołała odbudować siebie u boku kochającego męża i córeczki. Wydawało się, że przeszłość została zamknięta raz na zawsze. Do chwili, gdy musi zdecydować, czy stanąć twarzą w twarz z człowiekiem, który odebrał jej więcej, niż powinna była kiedykolwiek stracić.
Spotkanie w szpitalnej sali staje się bolesną podróżą przez wspomnienia — od pierwszej miłości, przez toksyczną relację, aż po tragedię, która na zawsze ją zmieniła.
To poruszająca historia o miłości, która nie wystarczyła.
O bólu, który zostaje na zawsze.
I o odwadze, by w końcu powiedzieć: „żegnaj”.
Uwaga dla czytelników:
Tekst zawiera opisy przemocy domowej, uzależnienia od alkoholu oraz traumatycznych doświadczeń. Jeśli te tematy są dla Ciebie trudne, rozważ, czy jest to odpowiednia lektura w tym momencie. Historia przeznaczona jest jedynie dla dorosłych czytelników.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 36
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Spotkanie z przeszłością
J.K.Sindal
ISBN: 978-83-969103-6-3
Wydanie pierwsze
South Wigston
Dla wszystkich, którzy poznali, czym jest strach we własnym domu,
a mimo to odważyli się odejść i zawalczyć o siebie.
Rozdział 1
Dźwięk dzwonka w telefonie brutalnie wybudza mnie z drzemki, w którą - według zegara wiszącego na ścianie - zapadłam dosłownie kilka minut wcześniej. Mam ochotę wziąć aparat do ręki i po prostu rzucić nim o podłogę tak, aby już nigdy nie był w stanie zakłócić mi snu, którego tak bardzo potrzebuję. Koniec końców wygrywa jednak rozsądek – sięgam po aparat nie po to, aby go zniszczyć, a by zobaczyć, kto tak usilnie próbuje się ze mną skontaktować. Przecież przed zapadnięciem w sen napisałam do wszystkich bliskich mi osób z prośbą, aby nie dzwoniły.
Zanim udaje mi się dosięgnąć dzwoniącego pomiotu diabła, rozlega się płacz dziecka dochodzący z drugiego pokoju.
No i to by było na tyle, jeśli chodzi o mój dzisiejszy odpoczynek.
Wzdycham, kompletnie wykończona, a na samą myśl o nadchodzących godzinach z półroczną córeczką, która od kilku dni męczy się z ząbkowaniem i z całą pewnością ciężko zniesie przedwcześnie przerwaną drzemkę, mam ochotę płakać.
Świetnie.
Zerkam na ekran, aby wiedzieć czyje imię mogę zacząć przeklinać w myślach, jednak wyświetla mi się jedynie nieznany mi numer, a pod nim informacja, że to połączenie ze szpitala w oddalonym o kilkanaście mil mieście.
Ukłucie strachu dźga mnie głęboko w pierś gdy dotykam ekranu i odbieram, jednocześnie przechodząc do pokoju córeczki, aby ukoić jej płacz.
– Halo? – odzywam się niepewnie, nie wiedząc czego mam się spodziewać.
– Dzień dobry, nazywam się Jane Grey, jestem pielęgniarką w Leicester Royal Infirmary. Czy mam przyjemność z panią Kamilą Kamiska?
– Kamińską, tak – automatycznie poprawiam kobietę, choć tak naprawdę jestem przyzwyczajona do przekręcania mojego nazwiska. Ot, takie uroki mieszkania za granicą. – To ja. W czym mogę pomóc?
– Jest pani zapisana jako pierwsza osoba kontaktowa pana Jana Zab…loc…
Pielęgniarka jąka się podczas wypowiadania kolejnego, trudnego dla niej nazwiska, a moje serce rusza pędem w galopie, jakiego nie czułam od wielu, wielu lat.
A właściwie to od czasu, gdy widziałam jego twarz po raz ostatni.
– Zabłocki – drżącym głosem kończę męki Jane, a jej pełne ulgi westchnięcie mówi mi, że jest mi za to niezwykle wdzięczna.
– Tak, zgadza się. Dzwonię, ponieważ pan Jan trafił do nas kilka godzin temu w naprawdę ciężkim stanie, a po wykonaniu kilkunastu badań i postawieniu diagnozy, lekarze oceniają go na krytyczny.
Nagle żałuję, że wzięłam córkę na ręce, ponieważ czuję, jak wszystkie siły opuszczają moje ciało. Resztkami rozsądku opieram się o łóżeczko, koło którego stoję i osuwam się na podłogę. Szumi mi w głowie, a przed oczami pojawia się ciemność, choć staram się jak mogę, aby z nią walczyć. Nie mogę przecież stracić przytomności z dzieckiem w moich ramionach.
– Pani Kamilo? Dobrze się pani czuje? – dopytuje z troską kobieta, gdy milknę po informacji, którą mi przekazała.
– Tak, wszystko dobrze – zapewniam słabym, ochrypłym od nagłej suchości w gardle głosem. – Co… co się stało? – dopytuję, choć tak naprawdę nie jestem pewna, czy mój zamroczony niespodziewaną informacją umysł zdoła zapamiętać jakieś dodatkowe informacje.
– Pan Jan trafił do nas z silnymi objawami marskości wątroby. Po przeprowadzeniu wstępnych badań lekarze potwierdzili swoje przypuszczenia i podejrzewają również nowotwór. Ponieważ pan Jan nie chodził do lekarza, ani nie przeprowadzał w ciągu ostatnich lat żadnych badań, a co za tym idzie nie miał wdrożonego leczenia na żadną z tych chorób, jest w tej chwili w stanie krytycznym. Bardzo mi przykro, ale… – waha się, jakby nie była pewna, czy jestem gotowa na kolejne słowa – nie zostało mu dużo czasu.
Informacje, którymi podzieliła się ze mną pielęgniarką są dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Nie chodzi jednak o to, że nie znam nazw chorób, o których wspomniała – żyłam z alkoholikiem wystarczająco długo, by wiedzieć, jakie są konsekwencje długoterminowego nadużywania etanolu.
Nie dociera do mnie to, że to co powiedziałam Jankowi kilka lat temu w formie przestrogi i błagania o opamiętanie się, teraz dzieje się naprawdę. Przepowiedziałam mu przyszłość, choć pragnęłam jedynie, aby się ocknął, przebudził się z tego letargu w którym był, a z którego latami próbowałam go wyciągnąć.
– Pani Kamilo, wiem, że…
– Z jakiego szpitala pani dzwoni? – przerywam kobiecie, ponieważ nie mam sił na dalszą rozmowę, ale muszę wiedzieć gdzie dokładnie znajduje się Janek aby móc przekazać adres jego rodzinie, a początek naszej rozmowy całkowicie wyleciał mi z pamięci.
– Leicester Royal Infirmary, podać pani kod pocztowy?
Przytakuję, wpisuję w telefon podany mi przez kobietę kod i rozłączam się. Od razu sprawdzam lokalizację szpitala – znajduje się on zaledwie godzinę drogi od mojego domu.
