Rybki i rekiny - Laura Passer - ebook
NOWOŚĆ

Rybki i rekiny ebook

Laura Passer

4,1

35 osób interesuje się tą książką

Opis

Mia, agentka gwiazd, stoi przed życiową szansą. Ma możliwość podpisania umowy z najbardziej wziętym aktorem Hollywood, Willem Harrisonem. Niestety na spotkaniu okazuje się, że będzie musiała rywalizować o ten kontrakt z Connorem Masonem. Facetem, który od lat działa w branży i zna jej wszystkie tajniki.

 

On jest rekinem biznesu, ona przy nim jedynie małą rybką. Chyba że… Mia odważy się zagrać naprawdę ostro.

Opowiadanie idealne na letni wieczór.

 

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 57

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,1 (26 ocen)
10
11
3
2
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
MarlenaDusza

Dobrze spędzony czas

krotki erotyk, szybka akcja
00
jestemtutaj

Nie oderwiesz się od lektury

Fajne opowiadanie
00
filipstefan

Nie oderwiesz się od lektury

Przyjemna książka.
00
MmWw1

Nie oderwiesz się od lektury

swietna ksiqzka
00
aleksandrawitaszek
(edytowany)

Nie oderwiesz się od lektury

Świetne opowiadanie!
00



Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Roz­po­wszech­nia­nie, prze­dru­ko­wy­wa­nie, od­czy­ty­wa­nie w środ­kach ma­so­we­go prze­ka­zu ca­ło­ści lub części pu­bli­ka­cji w ja­kiej­kol­wiek po­sta­ci jest za­bro­nio­ne bez wcze­śniej­szej zgo­dy au­tor­ki.Co­py­ri­ght © Lau­ra Pas­serWy­da­nie IIRe­dak­cja i ko­rek­ta: Ju­sty­na Szym­kie­wiczSkład i przy­go­to­wa­nie wer­sji mo­bil­nych e-bo­oka: K&K De­si­gnerPro­jekt okład­ki: @ka­sia.gra­fikWro­cław 2026ISBN: 978-83-977725-1-9

Opo­wia­da­nie prze­zna­czo­ne jest dla czy­tel­ni­ków po­wy­żej osiem­na­ste­go roku ży­cia.

Spis Treści

1.Mia2.Con­nor3.Mia4.Con­nor5.Mia6.Con­nor7.Mia8.Mia

Mia

LosAn­ge­lesprzy­wi­ta­łomnie ostrym sło­ńcem i ża­rem le­jącym się z nie­ba. Wy­sia­dłam na lot­ni­sku i pierw­sze kro­ki skie­ro­wa­łam pro­sto do tak­sów­ki. W sa­mo­cho­dzie oczy­wi­ście nie było kli­ma­ty­za­cji, więc po chwi­li cała za­la­łam się po­tem. I choć czas go­nił nie­ubła­gal­nie, mu­sia­łam się jesz­cze prze­brać, więc kie­row­ca od­wió­zł mnie do za­re­zer­wo­wa­ne­go wcze­śniej ho­te­lu. Po­ziom mo­je­go stre­su rósł wprost pro­por­cjo­nal­nie do ka­żdej mi­ja­jącej mi­nu­ty.

Zda­wa­łam so­bie spra­wę, że spo­tka­nie może się prze­ci­ągnąć, więc lot po­wrot­ny za­bu­ko­wa­łam do­pie­ro na ko­lej­ny dzień, a do wa­liz­ki spa­ko­wa­łam kil­ka ciu­chów wi­ęcej, niż pla­no­wa­łam wy­ko­rzy­stać. Te­raz, sto­jąc przed lu­strem w apar­ta­men­cie, przy­mie­rza­łam ko­lej­ną kre­ację.

– Ja­sna cho­le­ra! – fuk­nęłam do swo­je­go od­bi­cia.

Zde­cy­do­wa­łam się na sza­rą ołów­ko­wą spód­ni­cę i bluz­kę z dłu­gim ręka­wem. Na sto­py wsu­nęłam kil­ku­cen­ty­me­tro­we szpil­ki, choć na samą myśl, że będę w nich cho­dzić, ro­bi­ły mi się od­ci­ski. Nie­ste­ty to nie mia­ła być im­pre­za na pla­ży, tyl­ko spo­tka­nie biz­ne­so­we. Na ze­wnątrz było po­nad dwa­dzie­ścia pięć stop­ni, mo­głam się w tym cho­ler­stwie ugo­to­wać… Jesz­cze raz prze­szu­ka­łam ba­gaż i zna­la­złam bluz­kę z de­kol­tem, któ­ra rów­nie co ele­ganc­ka, była też prze­wiew­na. Na ko­niec roz­pu­ści­łam dłu­gie blond wło­sy, stwier­dziw­szy, że w ku­cy­ku wy­glądam jak li­ce­alist­ka.

Pod ho­te­lem po­now­nie zła­pa­łam tak­sów­kę i ka­za­łam się za­wie­ść na Be­ver­ly Gro­ve. Na do­miar złe­go oczy­wi­ście po­my­li­łam na­zwy i do re­stau­ra­cji wpa­dłam moc­no spó­źnio­na. Mia­łam ocho­tę wy­mie­rzyć so­bie po­rząd­ne­go kop­nia­ka. Tyle za­le­ża­ło od tego spo­tka­nia, a ja już na wstępie za­li­czy­łam po­wa­żną gafę. Czu­łam, jak ska­cze mi tęt­no z ner­wów.

Ro­zej­rza­łam się po lo­ka­lu i za­raz go do­strze­głam. Ta­kie­go mężczy­zny nie dało się prze­ga­pić.

Wil­liam Har­ri­son, wscho­dząca gwiaz­da kina.

Wow, na żywo wy­glądał jesz­cze le­piej. Ciem­ne blond wło­sy opa­da­ły mu swo­bod­nie na czo­ło, a wy­so­kie ko­ści po­licz­ko­we były jak wy­pra­co­wa­ne dłu­tem. Na pe­łne usta, któ­rych war­ga ozdo­bio­na była srebr­nym kol­czy­kiem, wy­pły­nął te­raz non­sza­lanc­ki uśmiech.

Wzi­ęłam kil­ka głębo­kich wde­chów. Nie mo­głam prze­cież za­cho­wy­wać się przy nim jak roz­hi­ste­ry­zo­wa­na fan­ka. Spo­kój i opa­no­wa­nie, tyl­ko to mo­gło mi po­móc. Podąży­łam więc pew­nym kro­kiem w stro­nę sto­li­ka.

Dasz radę.

– Dzień do­bry. Je­stem Mia Holt. By­li­śmy umó­wie­ni. – Wy­ci­ągnęłam do nie­go dłoń ze sta­ran­nie wy­pie­lęgno­wa­nym ma­ni­cu­re.

Wil­liam pod­nió­sł na mnie za­sko­czo­ny wzrok, po czym uśmiech­nął się sze­ro­ko, uka­zu­jąc nie­ska­zi­tel­nie bia­łe zęby.

– Cie­szę się, że do­ta­rłaś. – Wy­mie­nił ze mną uścisk, ale po chwi­li na jego twa­rzy po­ja­wił się lek­ki gry­mas. – Nie­ste­ty, chy­ba mamy mały pro­blem…

Zer­k­nęłam w bok i do­pie­ro te­raz za­uwa­ży­łam, że po dru­giej stro­nie sto­li­ka sie­dzi ja­kiś fa­cet. Za­pew­ne star­szy o parę lat, za­rów­no ode mnie, jak i od Wil­la. Ciem­ne, pra­wie czar­ne wło­sy miał kró­ciut­ko przy­ci­ęte. Lek­ki za­rost oka­lał jego bro­dę i po­licz­ki, a brązo­we oczy pa­trzy­ły na mnie te­raz nie­od­gad­nio­nym wzro­kiem.

– Con­nor Ma­son. – Pod­nió­sł się i przed­sta­wił.

Da­lej nic mi to nie mó­wi­ło. Spoj­rza­łam py­ta­jąco na Wil­la, sia­da­jąc na wska­za­nym przez nie­go krze­śle.

– Con­nor jest z agen­cji RISK1. Mój ma­na­ger, Ric­ky, mu­siał coś po­pie­przyć i umó­wił was obo­je na ten sam dzień.

Otwo­rzy­łam usta jak ryba, po czym zno­wu je za­mknęłam. Zer­k­nęłam na mężczy­znę obok.

RISK? Jed­na z naj­lep­szych agen­cji w Be­ver­ly Hills?

– A ty od kogo je­steś? – ode­zwał się w ko­ńcu. Na sam dźwi­ęk jego gło­su prze­szły mnie ciar­ki. Moc­ny i śmia­ły.

– Agen­cja Gra­ha­ma Ler­ry’ego. San Fran­ci­sco.

– Ler­ry… – Uśmiech­nął się, jak­by ko­ja­rzył mo­je­go sze­fa. – Nie­źle… – Prze­su­nął po mnie wzro­kiem.

Sko­ro ten fa­cet był z RISK, to co, do cho­le­ry, ja tu ro­bi­łam?

– Słu­chaj­cie – wtrącił się Wil­liam. Przez chwi­lę przy­glądał mi się ba­daw­czo, po czym do­ko­ńczył: – Na­praw­dę was prze­pra­szam. Zda­ję so­bie spra­wę, że to tro­chę nie­zręcz­na sy­tu­acja. Ale to, że szu­kam agen­cji, było wia­do­me od ja­kie­goś cza­su, więc i tak by­ście się o so­bie do­wie­dzie­li. Zo­sta­ły mi już tyl­ko RISK i Ler­ry. Je­ste­ście naj­lep­si na ryn­ku. Chcia­łem się z wami spo­tkać, spędzić tro­chę cza­su, po­znać. Ale ter­mi­no­wo je­stem w du­pie. Może więc do­brze się zło­ży­ło, że je­ste­ście ra­zem?

– To zna­czy? – spy­ta­łam nie­pew­nie, nie ro­zu­mie­jąc, do cze­go zmie­rza.

– Zo­stań w LA parę dni. Con­nor miesz­ka na miej­scu, więc z tym nie ma pro­ble­mu. Będzie­my mie­li szan­sę się po­znać, zo­ba­czyć, czy na­da­je­my na tych sa­mych fa­lach. Przed­sta­wi­cie mi swo­je po­my­sły na wspó­łpra­cę, na moją ka­rie­rę. Wte­dy zde­cy­du­ję.

– Nie sądzisz, że to nie­co… – Nie mo­głam zna­le­źć wła­ści­we­go sło­wa.

– Nie­kon­wen­cjo­nal­ne? – Uśmiech­nął się. Mia­łam na my­śli „po­rąba­ne”, ale niech mu będzie. – Taki je­stem! Nie od­dam swo­jej ka­rie­ry w ręce ko­goś, kogo do­brze nie znam. Po­tem będzie­my jak ro­dzi­na, mu­si­my więc so­bie ufać.

– No ale dwie kon­ku­ren­cyj­ne fir­my… – mruk­nęłam.

– Dla mnie nie sta­no­wi to żad­ne­go pro­ble­mu – wsze­dł mi w sło­wo Con­nor.

Po­pa­trzy­łam na nie­go z za­sko­cze­niem. Za­ło­żył ręce na tor­sie i z roz­ba­wie­niem cze­kał na moją re­ak­cję. Nie­ste­ty, ja mia­łam z tym wiel­ki pro­blem. RISK była ogrom­ną agen­cją i na pew­no nie za­trud­nia­li tam byle kogo. A Har­ri­son to ak­tor, o któ­re­go za­bi­ja­ło się wie­le firm. Tym­cza­sem mó­wił mi, że na pla­cu boju zo­sta­łam ja i Con­nor? Fa­cet, któ­ry całą swo­ją po­sta­wą krzy­czał, że jest za­je­bi­ście do­brym gra­czem.? Mia­łam prze­sra­ne.

– Mia, co ty na to? – Wil­liam nie ustępo­wał. – Kil­ka dni. Po­zwól mi być swo­im go­spo­da­rzem. – Wy­szcze­rzył zęby, nie umknął mi spa­da­jący na mój de­kolt wzrok.

Cóż mia­łam od­po­wie­dzieć? Nie mia­łam wy­bo­ru, gwie­ździe się nie od­ma­wia, a ja zo­sta­łam za­pędzo­na w kozi róg.

– Ja­sne – od­pa­rłam ze sztucz­nym uśmie­chem. Chcia­łam, by my­ślał, że mam wi­ęcej pew­no­ści sie­bie i luzu, niż było w rze­czy­wi­sto­ści.

– Świet­nie. – Kla­snął w dło­nie. – Za­tem… przej­dźmy do je­dze­nia.

Przy­wo­łał kel­ne­ra, po czym, nie py­ta­jąc nas na­wet o zda­nie, za­czął za­ma­wiać da­nia.

– Do­brze się skła­da. Ju­tro kręcę re­kla­mów­kę dla Bos­sa. Po­je­dzie­cie tam ze mną. Ide­al­na mo­żli­wo­ść, by się le­piej po­znać.

– Świet­ny po­my­sł – rzu­cił Con­nor dziw­nie en­tu­zja­stycz­nie.

Tak, za­je­bi­sty.

– Może być tro­chę nie­kom­for­to­wo. – Pró­bo­wa­łam nadać temu spo­tka­niu wła­ści­wy kie­ru­nek. By­li­śmy z kon­ku­ren­cyj­nych agen­cji, mie­li­śmy wal­czyć o nie­go, a nie „się po­zna­wać”.

– Lu­bię ta­kie nie­ba­nal­ne roz­wi­ąza­nia. – Will wy­szcze­rzył zęby.

Do sto­li­ka po­de­szła kel­ner­ka z za­mó­wie­niem i ak­tor już zu­pe­łnie stra­cił wątek. Za­czął eks­cy­to­wać się da­nia­mi, drin­ka­mi, za­chwa­lać ku­cha­rza, a na­wet zwy­kłą wodę w dzban­ku.

Co za świr.

Na­praw­dę miał szczęście, że był przy­stoj­ny. I że był gwiaz­dą.

1. RISK – fik­cyj­na agen­cja ta­len­tów, re­pre­zen­tu­jąca wie­le gwiazd z bra­nży te­le­wi­zyj­nej, fil­mo­wej, mu­zycz­nej.

Connor

Wy­da­wa­łasięspi­ęta,zda­je się, że po­łk­nęła kij od szczot­ki. Na dwo­rze pra­wie trzy­dzie­ści stop­ni, a ta od­je­ba­ła się w kiec­kę, jak­by szła ogar­niać kur­sy wa­lut na Wall Stre­et.