Redemption of Sins - Rave Lori - ebook
NOWOŚĆ

Redemption of Sins ebook

Rave Lori

2,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

70 osób interesuje się tą książką

Opis

Czy serce przywykłe do wojny będzie zdolne pokochać pokój?

W ciągu swojego zaledwie dwudziestopięcioletniego życia Killian Sanders zdążył się zanurzyć i niemal utonąć w oceanie śmierci i zła. Od zawsze wiedział, że jego przeznaczeniem jest wojsko, ale po tym, jak stracił najbliższych przyjaciół i odniósł poważne rany, skłania się ku temu, by nie wracać na pole walki. Zamierza jednak dotrzymać obietnicy, którą złożył komuś, kto był dla niego bardzo ważny.

Kiara Reed, siostra jednego z najlepszych bramkarzy w historii NHL, kocha hokej równie mocno jak jej słynny brat. Wybiera jednak zupełnie inną ścieżkę zawodową. Decyduje się na pracę socjalną, ponieważ chce pomagać tym, którzy sami nie są w stanie się uratować. Na jej czułą opiekę mogą liczyć szczególnie najmłodsi.

Siedem lat temu Kiarę i Killiana łączyła miłość. Dziś są dla siebie niemal jak obcy. Tymczasem los znowu krzyżuje ich drogi spotykają się w szpitalu dziecięcym. Czy pamięć o uczuciu, które ich kiedyś łączyło, ma wystarczającą moc, by przezwyciężyć trudne przeżycia, rozłąkę i wojnę?

Uniwersum Cup of Coffee

Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 412

Oceny
2,0 (1 ocena)
0
0
0
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
jagodaslo

Z braku laku…

Historia dzeje się tak szybko, po prostu można się zgubić. W pierwszych rozdziałach tyle imion i informacji, które robią zamieszanie. Czytajc czułam jakby był to wattpad, po prostu wydana bez grubszej analizy historii. Jeśli chodzi o historię to straszni prosta i przewidywalna
00



Lori Rave

Redemption of Sins

podtytul

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci — żyjących obecnie lub w przeszłości — oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest czysto przypadkowe.

Opieka redakcyjna: Barbara Lepionka

Redakcja: Kamila Galer-Kanik

Korekta: Anna Smutkiewicz

Zdjęcie na okładce wykorzystano za zgodą Shutterstock.

Helion S.A.

ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice

tel. 32 230 98 63

e-mail: [email protected]

WWW: editio.pl (księgarnia internetowa, katalog książek)

Drogi Czytelniku!

Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres

editio.pl/user/opinie/redemp_ebook

Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.

ISBN: 978-83-289-3829-8

Copyright © Lori Rave 2026

Kup w wersji papierowejPoleć książkę na Facebook.comOceń książkę
Księgarnia internetowaLubię to! » Nasza społeczność

Dla każdego złamanego serca, które poznało smak prawdziwej miłości

Przedmowa

Czytelniku, Redemption of Sins jest trzecią częścią uniwersum Cup of Coffee. Możesz ją czytać bez znajomości poprzednich części, ale jeśli chcesz poznać wszystkich bohaterów, zachęcam do przeczytania Coffee on Ice i Whispers on Ice.

W Redemption of Sins pojawia się motyw amerykańskiego wojska oraz systemu opieki socjalnej w Stanach Zjednoczonych, jednak niektóre wydarzenia zostały stworzone na potrzeby fabuły i nie odzwierciedlają w pełni rzeczywistości.

Uniwersum Cup of Coffee

Coffee on Ice

Whispers on Ice

Redemption of Sins

Playlista

Benson Boone – In the Stars

SHAUN – Way Back Home

Wrzecion – Parę chwil

Stray Kids – Hellevator

Bletka – Los

Calum Scott – Flaws

Isak Danielson – Broken

MIIA – Dynasty

mgk, Jelly Roll – Lonely Road

SLANDER, Dylan Matthew – Love Is Gone (acoustic)

VOILÀ – Therapy

Stray Kids – Lonely St.

Sam Smith – Writing’s on the Wall

Alex Warren – Save You aSeat

Wiz Khalifa, Charlie Puth – See You Again

Matt Hansen – Yellowstone (Holding You)

VOILÀ – Figure You Out

Stray Kids – Cover Me

ATEEZ – Answer

The Goo Goo Dols – Iris

Sofia Carson – Come Back Home

Mandy Moore – Only Hope

The Wanted – Show me Love (America)

Little Mix, Jason Derulo – Secret Love Song

Prolog

Killian

Wybrałem życie żołnierza, aby bronić tych, którzy sami nie mogli tego robić. Od zawsze wiedziałem, jaką drogą pójdę, i zdawałem sobie sprawę z tego, że każda chwila mogła być moją ostatnią – nawet jeśli moi rodzice nie do końca to pochwalali. Nie mogłem się im dziwić, skoro ich jedyny syn postanowił walczyć w kraju, z którego mógł już nie wrócić. Czy jednak zagrożenie nie może znaleźć człowieka tak samo na wojnie, jak i gdy prowadzi on normalne życie? Nigdy nie mamy pewności, czy następna godzina nie będzie naszą ostatnią. Śmierć może po nas przyjść w każdym momencie, dlatego obiecałem sobie, że przeżyję swoje życie na własnych warunkach. Nawet jeśli okaże się ono naznaczone ciągłym niebezpieczeństwem, to będzie ono moje.

– Trzymaj się, Tommy – warknąłem, próbując uwolnić ręce z kajdanek przytwierdzonych do jakiejś rury. Nie wiedziałem nawet, gdzie się znajdujemy. Próbowałem znaleźć jakikolwiek trop, ale niczego nie udało mi się dostrzec. – Pozostali na pewno już wiedzą, gdzie jesteśmy.

– Kill, wiesz, że nie mam już zbyt wiele czasu. – Głos Thomasa był coraz słabszy, a krew wsiąkała w jego ubranie. – Obaj wiemy, że nie przeżyję.

Nie pozwalałem sobie tak myśleć.

– Kurwa, Tom – wycharczałem, wkładając całą siłę w kolejną próbę. – Nie mów tak. Nie pozwolę ci tak łatwo odejść z tego świata. Nie możesz mnie zostawić. Nie możesz zostawić Ayi.

– Żałuję, że nie miałem więcej czasu.

Ujrzałem pierwszą łzę, która spłynęła po policzku przyjaciela.

– Tom, wyjdziemy stąd żywi. – Starałem się podtrzymać na duchu nie tylko jego, lecz także siebie. Chciałem znaleźć tych skurwysynów, przez których się tutaj znaleźliśmy, i odebrać im życie. Chciałem pomóc swojemu przyjacielowi. Chciałem go uratować.

Chciałem.

– Ty wyjdziesz z tego żywy, Kill.

Skatowali go tak mocno, że już nie wiedziałem, czy jakiekolwiek miejsce na jego ciele jest wolne od ran. Sam oberwałem i od razu straciłem przytomność, a kiedy się obudziłem, mój przyjaciel trwał w stanie agonalnym. Nie miałem pojęcia, czemu mnie potraktowali łagodniej.

– Obiecaj mi jedno.

– Tom… – Zacisnąłem zęby, starając się powstrzymać krzyk. Mój przyjaciel umierał, a ja nie mogłem zrobić nic, aby go uratować.

– Proszę cię, Kill – wyszeptał. – Obiecaj mi, że odnajdziesz Ayę i powiesz jej, jak bardzo ją kochałem.

– Tom, sam jej to powiesz. – Trzymałem się resztek nadziei, mimo że była złudna. – Jesteś najsilniejszym facetem, jakiego znam.

– Nawet nie wiesz, jak bardzo bym tego chciał, ale obaj wiemy, że tylko jeden z nas wyjdzie stąd żywy i będziesz to ty. – Z kącika jego ust wypłynęła strużka krwi, która oznaczała tylko jedno. – Obiecaj mi, że odnajdziesz Ayę i nasze dziecko, a potem sprowadzisz ich do Chicago, by dać im godne życie.

– Obiecuję. – Nie zdołałem powstrzymać łzy i spłynęła mi po policzku. – Choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobię, sprowadzę ją do domu. Ciebie też sprowadzę do domu. Obiecuję.

– Jesteś moim najlepszym przyjacielem i bratem, którego nigdy nie miałem – wysapał ostatkiem sił. – Kocham cię, bracie.

– Ja też cię kocham, Thomasie.

On jednak już się nie odezwał.

Mój przyjaciel nie żył.

Nawet nie wiem, ile czasu spędziłem, wpatrując się w jego ciało. Nie docierało do mnie, że Thomasa już nie ma. Nie chciałem dopuścić do siebie tej myśli. Czułem się coraz bardziej senny, aż nagle usłyszałem jakieś hałasy.

Huk.

Gorąco opanowujące moje ciało.

Krew wypływającą z jakiejś rany, ale nie wiedziałem z jakiej.

Nie mogłem umrzeć.

Nie teraz, kiedy musiałem zabrać przyjaciela do domu, tam, gdzie jego miejsce.

Nie, kiedy złożyłem mu obietnicę.

Moje powieki zaczęły się robić coraz cięższe, aż nastała całkowita ciemność.

Rozdział 1. Lęk, który nie znika, i pragnienie miłości

Rok później

Kiara

Uwielbiałam swoją pracę, ale jedną z najgorszych jej części była papierologia i liczba dokumentów z nią związanych. Już jako nastolatka wiedziałam, czym będę chciała się zajmować w przyszłości. Nie raz słyszałam rozmowy swojego brata z jego przyjacielem, Masonem, o jego dzieciństwie i tym, co musiał przechodzić, kiedy mieszkał z ojcem, który stosował w domu przemoc. Dlatego postanowiłam pracować w opiece socjalnej. Chciałam pomagać dzieciom takim jak Mason uwolnić się od złego środowiska, w jakim dorastają.

– Nie powinnaś już zamknąć laptopa i iść do domu? – Do gabinetu wszedł Samuel, jeden z moich najlepszych przyjaciół.

Poznaliśmy się już w dzieciństwie i to właśnie on namawiał mnie do wysłania tutaj swojej kandydatury. Pracował w tym miejscu od dwóch lat, a ja ani razu nie słyszałam, żeby narzekał na szefostwo, dlatego ostatecznie postanowiłam spróbować.

– Pytasz tak, jakbyś sam nigdy nie zostawał po godzinach. – Uśmiechnęłam się, wkładając dokumenty do odpowiednich szuflad.

Nienawidziłam bałaganu w pracy, dzięki czemu na koniec dnia na moim biurku nigdy nie walały się niepotrzebne rzeczy. Od dziecka ceniłam sobie porządek, co często wypominał mi Michael. W dzieciństwie zazwyczaj podrzucał mi coś na biurko i obserwował moją reakcję.

– Nie wyrobiłam się wcześniej, a doskonale wiesz, że nie lubię zostawiać niepozamykanych spraw. Poza tym tobie mogłabym zadać to samo pytanie.

– Jesteś pewna, że twoje przesiadywanie do późna w pracy nie jest związane z tym, że Darren nadal uprzykrza ci życie? – Samuel usiadł na krześle naprzeciwko mojego biurka.

– Trochę się uspokoił – westchnęłam. – Przynajmniej już nie atakuje mnie milionem wiadomości i telefonów, a nawet przestał wystawać pod moim mieszkaniem.

– Pamiętaj, że jeśli znowu będzie czegoś próbował, to masz zadzwonić do mnie albo Michaela. – Założył ręce na piersi i popatrzył na mnie tym swoim wymownym wzrokiem. – Nie chcemy powtórki z rozrywki.

Wiedziałam, że Samuel ma na myśli sytuację sprzed dwóch tygodni, kiedy Darren przyparł mnie tak mocno do ściany budynku, w którym wynajmowałam mieszkanie, że do dzisiaj pozostały mi siniaki. Na szczęście jacyś przechodnie powstrzymali go przed zrobieniem mi większej krzywdy. Nie byłam pewna, dlaczego wcześniej nie zauważyłam, że z Darrenem jest coś nie tak. Byliśmy razem od kilku miesięcy, kiedy zaczął zachowywać się inaczej. Wtedy z dobrego chłopaka zmienił się w faceta, któremu nic nie pasowało. Próbował kontrolować każdy obszar mojego życia, a gdy zakazał mi spotkań z bratem, czara goryczy się przepełniła.

– Spokojnie. – Spakowałam do torebki wszystkie swoje rzeczy. – Myślę, że dotarło do niego, że przegina, kiedy Michael postraszył go razem z Masonem i Wayne’em.

Wyszliśmy z budynku, po czym dwukrotnie upewniłam się, że zamknęłam drzwi na klucz. Nie dodałam, że był z nimi Killian. Odkąd wrócił z Iraku, prawie wcale się nie odzywał, chociaż nawet przed wypadkiem częściej bywał milczący niż gadatliwy. Nie wiedziałam, co dokładnie stało się na wojnie, ale było to coś, co całkowicie Killiana odmieniło, o czym świadczyła przede wszystkim blizna na jego szyi, wychodząca spod koszulki. Zawsze czułam się w jego towarzystwie inaczej niż wśród pozostałych mężczyzn przyjaźniących się z Michaelem, i to nie bez powodu.

– Z chęcią zobaczyłbym jego minę, kiedy dostrzegł chłopaków. – Przyjaciel parsknął śmiechem, na co sama się uśmiechnęłam, pozwalając myślom oddalić się od Killiana.

Musiałam przyznać, że mina Darrena na widok mojego brata i jego przyjaciół była godna uwiecznienia na zdjęciu, którego niestety nie zrobiłam. Chciałam zapomnieć o tym facecie raz na zawsze. Nie dawał mi spokoju od prawie czterech miesięcy. Miałam nadzieję, że w końcu dotarło do niego, że nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Jego zachowanie zakrawało już na szaleństwo, dlatego w końcu powiedziałam o wszystkim Michaelowi, a on postanowił załatwić sprawę. Wydaje się, że mu się to udało.

– Dzięki, że zostałeś dzisiaj dłużej w pracy. – Szturchnęłam ramieniem Samuela, który wzruszył ramionami.

Doskonale wiedziałam, że czasami czeka na to, aż skończę swoją pracę. Mogło mieć to związek z tym, że był w długoletnim związku z moją najlepszą przyjaciółką, Ivy. Poznaliśmy się już jako dzieci i od tamtej pory trzymaliśmy się razem, a gdy mieliśmy po szesnaście lat, Ivy i Samuel zostali parą. Uwielbiałam ich razem i nie wyobrażałam sobie bez nich życia.

– Nie masz za co dziękować. – Stanęliśmy przy naszych samochodach, które były zaparkowane obok siebie. – Wiem, że mimo wszystko nie czujesz się jeszcze bezpiecznie, a Ivy skopałaby mi tyłek, gdybym zostawił cię samą.

– Czasami twoja dziewczyna za bardzo się o mnie martwi – westchnęłam wdzięczna, że mam takich przyjaciół.

Chwilami czułam się głupio, że wcześniej nie zauważyłam, jaki naprawdę jest Darren. Teraz ponosiłam tego konsekwencje.

– Wszyscy się o ciebie martwimy, Kiaro. – Przytulił mnie do siebie, po czym poczekał, aż wsiądę do samochodu. – Do zobaczenia jutro.

Pomachałam mu na pożegnanie i odjechałam w stronę swojego mieszkania.

Dzisiejszy dzień dał mi się we znaki, a wiedziałam, że jutro nie będzie lepiej. Musiałam się pojawić w domu dziecka, aby sprawdzić, jak się mają moi podopieczni. Ta część mojej pracy była kojąca i wspaniała, lecz jednocześnie bolesna. Mogłam dać tym dzieciakom nowe miejsce, w którym miałyby możliwość spokojnie żyć, ale na początku większość z nich nie rozumiała, czemu odbieramy ich rodzicom. Mimo zaniedbania i bólu, jaki ci im sprawiali, nie wszystkie dzieciaki godziły się z odseparowaniem od tych, którzy ich wychowywali. Często ich płacz rozrywał mnie wewnętrznie na kawałki, ale wiedziałam, że robię dobrze.

Nagle postanowiłam, że jeszcze nie chcę wracać do pustego mieszkania. Zawróciłam i pojechałam do brata, aby spędzić trochę czasu z bliźniakami. Kochałam Michaela i Leę, ale jeszcze bardziej kochałam Maddie i Leviego.

– Kogo to moje oczy widzą? – Brat się uśmiechnął i przytulił mnie do siebie. – Nie spodziewałem się ciebie dzisiaj. Coś się stało? – Spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem starszego brata, gotowego zranić każdego, kto mnie skrzywdził.

– Nic się nie stało. Naprawdę, Mike – dodałam, gdy zauważyłam, że nie do końca go przekonałam. – Wszystko jest w porządku. Po prostu nie chciałam spędzić wieczoru sama.

– Wiesz, że jeśli chcesz, to możesz u nas zamieszkać na jakiś czas?

Michael już wcześniej zaproponował mi takie rozwiązanie, ale nie chciałam być dla nich ciężarem. I tak musieli sobie radzić z dwójką prawie czteroletnich dzieci, które potrzebowały sporo uwagi.

– Wiem, ale nie chcę wam się zwalać na głowę – wyznałam szczerze. – Poradzę sobie z tym. W końcu poczułam się wolna, ale po prostu boję się też, że Darrenowi znowu może odwalić.

– Jeśli jeszcze raz się do ciebie odezwie, to pójdziemy na policję. – Zacisnął usta, powstrzymując się przed powiedzeniem czegoś więcej.

– Ciociu – usłyszałam cichy głosik bratanicy. – Przyszłaś mnie odwiedzić? – Maddie przytuliła się do moich nóg.

– Przyszłam odwiedzić was wszystkich. – Podniosłam ją, a ona od razu wtuliła głowę w moją szyję. – Gdzie się podział twój braciszek?

– Siedzi w pokoju, bo był niegrzeczny, ciociu – wyszeptała mi na ucho. – Powiedział Bailey, że namalowała brzydki rysunek, i ona się popłakała. Było jej bardzo smutno.

Bailey, córka Avy i Ashera, miała prawie trzy latka, ale była najsłodszym dzieckiem, jakim się opiekowałam. Rywalizować mogła tylko z Patrickiem, synem Avery i Masona.

– No to pójdziemy się z nim przywitać i powiemy, że nieładnie się zachował. – Skinęłam głową bratu, a potem uśmiechnęłam się do Lei, która właśnie przygotowywała kolację. – Cześć, szwagierko.

– Kiara? – Spojrzała na mnie zdziwiona. – Nie spodziewałam się ciebie, ale dobrze, że jesteś. Pomożesz nam zjeść to, co przygotowałam, bo chyba znowu się za bardzo rozkręciłam.

– Twoje jedzenie zawsze pochłonę. – Wyszczerzyłam się. Lea była jedną z najlepszych kucharek, jakie znałam, więc nie zamierzałam narzekać. – Pójdę się najpierw przywitać z Levim.

– Domyślam się, że już wiesz, co zrobił.

– Ta tutaj mała dziewczynka wszystko mi już powiedziała. – Pogilgotałam Maddie, a ona zachichotała.

– Możesz go przyprowadzić – odparła Lea, mieszając jakiś sos w garnku. – Myślę, że już dość się nasiedział w pokoju. – Skierowała wzrok na stojącą przed sobą elektroniczną nianię.

Postawiłam Maddie na podłodze i podałam jej rękę, którą chwyciła. Weszłam do pokoju Leviego i zobaczyłam go siedzącego na łóżku, jego mina wyrażała smutek.

– Cześć, mały. – Usiadłam obok niego i posadziłam sobie Maddie na kolanach.

– Nabroiłem, ciociu. – Spojrzał na mnie oczami podobnymi do oczu swojego taty.

– Wiem. – Pogłaskałam go po głowie. – Nie wolno sprawiać innym przykrości, prawda?

Chłopczyk pokiwał głową.

– Przeprosiłem ją, ale ona się popłakała i Patrick był na mnie bardzo zły. – Levi wsunął mi się pod ramię i przytulił się do mojego boku. – Już nigdy tak nie zrobię.

Dzieci moich przyjaciół spędzały razem dużo czasu, ale czasami lubiły okazać swoje humorki i zdarzały się między nimi sprzeczki.

– Mam nadzieję, mały. – Uśmiechnęłam się delikatnie. – A teraz chodź na kolację. Potem posiedzimy trochę razem.

Trzymając za ręce Maddie i Leviego, zeszłam do jadalni, gdzie poczułam zapach tego, co przygotowała Lea. Dzieciaki podbiegły do rodziców, aby się przytulić, a Levi przeprosił ich za to, jak się zachował. Cieszyłam się, że zawsze staramy się, aby dzieci zrozumiały, co zrobiły źle.

Gdy tak patrzyłam na szczęśliwe miny swojego brata i Lei, dotarło do mnie, jaka czuję się samotna. Chciałam przeżyć taką miłość, jaką mieli oni. Pragnęłam ponownie poddać się uczuciu, którego nie da się poskromić i tak łatwo zapomnieć. Z Darrenem nigdy tego nie czułam, nawet nie wiedziałam, dlaczego z nim byłam. Tak jak nie wiedziałam, czemu od jakiegoś czasu w mojej głowie pojawia się jedna twarz. Mężczyzny, który był dla mnie nieosiągalny.

Rozdział 2. Okrutna prawda i ciężar, który opanowuje serce

Killian

Leżałem w łóżku, wpatrując się w sufit. Zegar wskazywał szóstą rano, a ja już nie mogłem spać. Przynajmniej nie dręczyły mnie koszmary, pojawiające się, kiedy zamykałem oczy. Nienawidziłem tego uczucia bezsilności, tak podobnego do tego, które odczuwałem w chwili śmierci mojego przyjaciela. Od roku prawie codziennie wracałem do momentu, kiedy skończyło się jego życie. W pewnym stopniu wtedy skończyło się też moje. Kiedy spoglądałem w lustro, widziałem blizny pokrywające moją klatkę piersiową, plecy i szyję. Sam nie byłem w stanie powiedzieć, jakim cudem moja twarz ocalała i skończyło się tylko na siniakach. Nagle zerwałem się z łóżka i pobiegłem do łazienki. Odkręciłem kran i przetarłem twarz zimną wodą. Terapeutka, którą poleciła mi Avery, żona Masona, ostrzegła mnie, że takie chwile jak ta będą się pojawiać i znikać. Zdawałem sobie sprawę, że zespół stresu pourazowego nie jest niczym przyjemnym, słyszałem o nim od kolegów z wojska, ale nie spodziewałem się, że po paru latach sam będę na niego cierpiał.

Jeszcze rok temu czułem się tak, jakby wszystko było na swoim miejscu, aż nagle się spierdoliło. Od roku nie mogłem pozbyć się poczucia winy. Może gdybym bardziej walczył, to Thomas by żył i teraz zakładałby swoją rodzinę. Te myśli siedziały mi w głowie od tak dawna, a ja nadal nie wiedziałem, jak sobie z nimi poradzić.

Musiałem coś zrobić.

Ubrałem się w dres, założyłem słuchawki i wybiegłem z domu do parku nieopodal, gdzie nikt nie zawracał mi dupy. Kochałem swoją rodzinę, ale naprawdę miałem dość litości odbijającej się w oczach bliskich. Już wystarczająco kiepsko się czułem, gdy musiałem rozmawiać z rodzicami Thomasa. Kiedy po śmierci przyjaciela odwiedziłem ich po raz pierwszy, spodziewałem się rzucania przekleństwami i obelgami, pytań o to, czemu go nie uratowałem. A oni po prostu mnie przytulili i powiedzieli, że są szczęśliwi, że chociaż stracili jednego syna, drugi ocalał. Pamiętałem, jak zacisnąłem zęby, aby nie zacząć płakać na ich oczach. Kurwa, byłem dwudziestopięcioletnim facetem, a w tamtej chwili miałem ochotę wyć na całe gardło. Widziałem w życiu wiele martwych ciał, sam musiałem zabić niejeden raz, ale kiedy się ocknąłem, gdy nas odbili, i zobaczyłem nieruszającego się Thomasa, poczułem się tak, jakby jakaś część mnie umarła. Mieszkaliśmy obok siebie od dziecka i się przyjaźniliśmy, a potem wspólnie żyliśmy marzeniem o wojsku, które zamieniło się w rzeczywistość. Gdy poznał Ayę, pierwszy raz widziałem go tak mocno zainteresowanego kobietą i cieszyłem się jego szczęściem. Teraz go już nie było, odebrano go nie tylko mnie, ale również jego rodzicom i Ayi.

Nawet nie byłem w stanie powiedzieć, ile przebiegłem, ale ponieważ czułem lekkie zmęczenie, usiadłem na ławce i zdjąłem słuchawki. Zacząłem się wpatrywać w widok przed sobą – nic specjalnego, tylko niebo o poranku, ale dla mnie było to coś więcej. W Iraku nie mogłem być pewien, czy następnego dnia zobaczę wschód słońca. W rzeczywistości nie mogłem być pewien niczego. Wiedziałem o tym już wtedy, gdy postanowiłem zostać zawodowym żołnierzem, ale stanięcie twarzą w twarz z wojną wiele zweryfikowało. Nie raz bałem się tego, co mnie czeka, jednak zawsze byłem gotowy stawić czoła wrogowi. Nie kalkulowałem, kiedy musiałem pociągnąć za spust broni albo zaatakować. Widywałem, jak mężowie posyłali swoje żony i dzieci na samobójczą śmierć. Ich istnień żałowałem najbardziej. Nie byli winni temu, że urodzili się w takim, a nie innym kraju, a ginęli bezsensownie, popychani w ramiona śmierci przez najbliższych.

– Myślałem, że o tej porze cię tutaj nie spotkam. – Nawet nie musiałem patrzeć w kierunku, z którego dochodził dobrze znany mi głos. – Nadal nie możesz spać?

– Jestem zdziwiony, że Cassie nie trzyma cię jeszcze w łóżku. – Zignorowałem pytanie Wayne’a, bo doskonale znał na nie odpowiedź.

Mój kuzyn był człowiekiem, za którego oddałbym życie, gdybym musiał. To właśnie on zmusił mnie do powrotu do Chicago i kazał mi się przeprowadzić do swojego mieszkania, podczas gdy sam przeniósł się do większego domu.

– Cassie jeszcze śpi, a ja muszę dbać o to, aby nadal móc skopać tyłki na lodowisku. – Usiadł obok mnie. – Forma się sama nie utrzyma. A teraz powiedz mi, co ci leży na sercu.

Wayne oddał hokejowi całe swoje życie, tak jak ja oddałem swoje wojsku. Był dla mnie jak starszy brat, którego nie miałem. Sześcioletnia różnica wieku nigdy nie stanowiła dla nas przeszkody, aby dobrze się dogadywać. Tak naprawdę wiele mu zawdzięczałem; kiedy trzeba było, to właśnie Wayne stawiał mnie do pionu.

– Powiedz mi, co tak naprawdę myślałeś, kiedy powiedziałem ci, że chcę wstąpić do wojska.

Ten temat dla całej mojej rodziny stanowił tabu. Rodzice nie potrafili pogodzić się z myślą, że chcę wyjechać do kraju, z którego mogę nie wrócić. Wayne natomiast nigdy nic na to nie powiedział.

– Chcesz szczerości czy mam owijać w bawełnę? – Założył ręce na piersi, ale nie odwrócił wzroku.

– Chcę prawdy.

– Na początku tego nie rozumiałem – odpowiedział. – Ale wiem, jak to jest mieć swoje marzenia, Killian. Moim było zostanie hokeistą, a twoim żołnierzem. Uwierz mi, że bałem się, gdy wyjeżdżałeś z kraju. Zastanawiałem się niejeden raz, co się stanie, kiedy dowiem się, że już nie wrócisz. Mimo że próbowałem w jakiś sposób zagłuszyć te myśli, to one i tak wracały – przyznał. Nawet nie wiedział, że ja zmagam się z tym samym uczuciem już od lat. – Ale wierzyłem, że do nas wrócisz. Za każdym razem wierzyłem w to jeszcze bardziej niż poprzednio. Kiedy twoja mama zadzwoniła i powiedziała, że zostałeś ranny, nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. To była jedna z najgorszych chwil w moim życiu, bo traktowałem cię jak młodszego brata, a ty mogłeś naprawdę zginąć. Byłem wściekły, ale nie na ciebie. Byłem zły na świat, który doprowadza do tego, że wojna niszczy ludzkie życie. Rozumiem cię, Kill, ale po prostu nie rozumiem całej idei wojny i chyba nie chcę jej zrozumieć.

Słowa Wayne’a odbijały się w mojej głowie. Miał rację, że idea wojny jest bezsensowna. Najbardziej cierpieli cywile – niewinne ofiary tego systemu. Dlatego właśnie zdecydowałem się im pomagać. Wiedziałem, że nie uratujemy wszystkich, bo to niemożliwe, ale każde, choćby jedno, uratowane istnienie było sukcesem.

– Chociaż ty nie byłeś na mnie wkurwiony – parsknąłem niewesoło.

– Twoi rodzice też nie byli na ciebie wkurzeni – westchnął. – Wiem, że gadałeś o tym od dawna, ale oni po prostu nie dopuszczali do siebie myśli, że naprawdę to zrobisz. Wyobraź sobie siebie na ich miejscu. Gdybyś dowiedział się, że twój syn może poświęcić swoje życie, jak byś zareagował?

– Sam nie wiem. – Oparłem ręce na kolanach i zakryłem twarz. – Nic już nie wiem, Wayne.

– Strata Thomasa – odchrząknął – była szokiem dla nas wszystkich, Kill. Zdawaliśmy sobie sprawę, że każdy telefon może oznaczać złą wiadomość. Ale wiesz, za co ja się obwiniam?

Pokręciłem głową, nie wiedząc, co ma na myśli.

– Kiedy dowiedziałem się, że to Thomas zginął, a nie ty, odetchnąłem z ulgą. Czułem się jak skurwiel, bo Thomas był również moim dobrym kolegą, ale najważniejsze było dla mnie, że ty przeżyłeś.

– A ja do tej pory obwiniam się o jego śmierć – prychnąłem. – Do tej pory uważam, że to ja powinienem był zginąć, bo on miał dla kogo żyć. – Prawda, która wyszła z moich ust, była brutalna, jednak tak właśnie się czułem.

– Ty też masz dla kogo żyć, Kill – warknął Wayne. – Masz rodzinę i przyjaciół. Patrick cię uwielbia. Wyobraź sobie, co by zrobił ten mały chłopczyk, gdybyśmy musieli mu powiedzieć, że wujka Killa już nie ma.

Synek Avery i Masona nigdy się mnie nie bał. Zawsze naruszał moją przestrzeń osobistą, czego nie robił nikt inny, ale wbrew powszechnemu zdziwieniu nie przeszkadzało mi to. Dzięki niemu czułem się nadal człowiekiem, a nie tylko pustą skorupą.

– Thomas miał zostać ojcem. – Pozwoliłem, aby ciężar, który nosiłem od ponad roku, spadł z moich ramion. Tajemnica, o której nie wiedział nikt oprócz mnie. Nie mogłem dłużej tego w sobie trzymać. – Aya była w ciąży. Kiedy Thomas umierał, umierał ze świadomością, że jego kobieta spodziewa się dziecka, a on nawet go nie zobaczy.

– Nic nie mówiłeś – wyszeptał kuzyn.

– Sam musiałem to przetrawić. – Moje gardło się zacisnęło, a oczy zaszkliły. – Nie wiem, co się dzieje z Ayą i czy dziecko pojawiło się na świecie. Ona zasługiwała na dobre życie, a teraz nawet nie jestem w stanie zrobić nic, aby jej pomóc. Jestem bezużyteczny.

– Nie jesteś bezużyteczny. – Wayne ścisnął moje ramię. – Całe życie ty i Thomas byliście dla siebie wsparciem, nawet w tych najgorszych chwilach. On na pewno nie pozwoliłby ci tak myśleć i ja też na to nie pozwolę. Przeżyłeś więcej niż wszyscy inni ludzie, jakich znam. Postanowiłeś poświęcić swoje życie dla dobra innych. Bo właśnie to robi żołnierz, Kill. Walczy, aby inni mogli godnie żyć, a to robią tylko ci najodważniejsi.

– Nawet nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie myśleć o tym w taki sposób – westchnąłem.

– Od tego już masz nas. – Wstał, a ja zrobiłem to samo, by stanąć z nim twarzą w twarz. – Jesteśmy twoją rodziną i nie zapominaj o tym. Zawsze kiedy potrzebujesz się wygadać, moje drzwi stoją dla ciebie otworem.

– Nie wiem, czy zaryzykuję po raz kolejny widok tyłków twojego i Cassandry na blacie.

Próbowałem wymazać ten obrazek z pamięci, ale nadal mi się to nie udało. Cieszyłem się, że mogłem zmienić temat na taki, który nie jest bolesnym przypomnieniem wydarzeń z Iraku.

– No nie moja wina, że postanowiłeś wejść bez pukania – prychnął, starając się rozluźnić ramiona.

– Pukałem, ale byłeś tak zajęty, że chyba nie słyszałeś – zaśmiałem się, krzyżując ramiona na piersi.

– Masz szczęście, że nie widziałeś Cassie, bo w innym przypadku musiałbym ci wybić wszystkie zęby w ramach ratowania honoru mojej dziewczyny.

Pokręciłem tylko głową i klepnąłem go w plecy.

– Dzięki, Wayne.

– Za co? – Spojrzał na mnie tak, jakby nie rozumiał, co mówię.

– Za to, że jesteś i nigdy nie pozwoliłeś mi upaść.

– Za to nigdy nie musisz dziękować. – Uśmiechnął się. – A teraz chodźmy, zrobimy śniadanie i spędzimy czas w męskim towarzystwie.

Rozdział 3. Ciężkie obowiązki i małe radości

Kiara

Cieszyłam się, że dzisiaj odwiedzę szpital dziecięcy, w którym jestem wolontariuszką. To również wchodziło w zakres mojej pracy, a szefowa pozwalała nam wybrać placówkę, w której mogliśmy przebywać. Gdy tylko zobaczyłam nazwę szpitala, wiedziałam, że wybór może być tylko jeden. Patrzenie na cierpienie dzieci to trudne doświadczenie, ale dzięki przebywaniu w tym miejscu mogłam chociaż czasami wywołać na ich twarzy uśmiech.

– Cześć, Kiaro – przywitała się ze mną Linda, jedna z recepcjonistek.

– Cześć. – Uśmiechnęłam się, podchodząc do lady. – Jak się mają dzisiaj dzieciaki?

– Jak zawsze. – Wzruszyła ramionami. – Jedne lepiej, drugie gorzej. Wiesz, jak tutaj jest.

Obie zdawałyśmy sobie sprawę, że do tego szpitala trafiają najcięższe przypadki. Często takie, dla których nie było już nadziei, i to dobijało mnie najbardziej. Nie zamierzałam jednak się poddawać. Jeśli tylko tego chciałam, potrafiłam być bardzo uparta.

– Posiedzę dzisiaj trochę ze Skye – przekazałam kobiecie. – Gdyby ktoś mnie szukał, to będę u niej.

Pożegnałam się z Lindą i udałam do pokoju dziewczynki. Nie umiałabym zliczyć, jak dużo osób mi mówiło, że nie powinno mi tak zależeć na tych dzieciakach. Powtarzali, że nie powinnam być z nimi tak blisko, ale wiedziałam, że w szczególności chodziło im o Skye. Ta sześciolatka skradła moje serce dwa lata temu, kiedy pierwszy raz ją spotkałam.

Zapukałam do drzwi i weszłam, a na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

– Ciocia Kiara! – wykrzyknęła Skye, gdy tylko mnie zobaczyła.

Podeszłam do niej, z trudem ignorując przyczepione do jej ciała rurki. Cierpiała na białaczkę i nie wiedzieliśmy, jak dużo czasu jej pozostało. Starałam się o tym nie myśleć, ale czasami to było nieuniknione.

– Czemu cię tak długo nie było? – wyszeptała cichutkim głosem, ściskając w rękach pościel.

– Miałam dużo na głowie, ale teraz będę odwiedzać cię częściej, dobrze? – Tydzień to w końcu nie tak długo, ale dzieciom czas upływa zupełnie inaczej niż dorosłym.

Usiadłam na krześle przy łóżku i chwyciłam małą za rękę.

– Dobrze. – Dziewczynka zaczęła się bawić moimi palcami, a ja w końcu poczułam spokój.

Dla wielu było to dziwne, że akurat w tym miejscu odzyskiwałam to, czego brakowało mi w życiu. Ale właśnie tutaj nikt mnie nie oceniał i nie atakował.

– Poczytać ci bajkę?

Pokiwała głową.

– Możemy poczytać Króla lwa?

Nie zdziwiła mnie jej prośba. Synkowi mojej przyjaciółki Avery, Patrickowi, czytałam tę historię tyle razy, że znałam ją już na pamięć.

– Oczywiście, że możemy. – Wyjęłam książeczkę z szuflady, w której znajdowało się dużo przyniesionych przeze mnie bajek.

Dziewczynka została porzucona pod domem dziecka jako noworodek. Nie miała rodziców ani nikogo innego, kto by o nią zadbał. Nie byłam pewna, co sprawiło, że ją pokochałam, ale tak się właśnie stało.

– Mogę się do ciebie przytulić, ciociu? – Za każdym razem zadawała mi to samo pytanie, a ja nigdy nie potrafiłam jej odmówić.

– Usiądę obok ciebie, ale musimy uważać na sprzęt. – Ostrożnie przeniosłam się na jej łóżko, tak aby niczego nie naruszyć. Pielęgniarki były już przyzwyczajone do tego, że często widują nas przytulone do siebie. Na początku na to nie pozwalały, ale po kolejnym ataku płaczu Skye poddały się; widziały, jak bardzo mała pragnie czegoś tak prozaicznego jak przytulenie.

Zaczęłam czytać jej książkę, podczas gdy ona wtulała się we mnie i słuchała mojego głosu. Gdyby ktoś zapytał mnie, którą mamy teraz godzinę, nie byłabym w stanie odpowiedzieć. Poświęciłam swój czas małej dziewczynce, która zasługiwała na namiastkę normalności. Kiedy skończyłam czytać któryś z kolei rozdział, zobaczyłam, że zasnęła. Musnęłam ustami czoło Skye i wyplątałam się z jej objęć, uważając, żeby przypadkowo jej nie obudzić.

– Kiaro, moja ty droga przyjaciółko, jakim cudem nie wiedziałem, że dzisiaj nas odwiedzisz?

Parsknęłam śmiechem na widok Camerona, jednego z najlepszych chirurgów, jakiego dane mi było poznać, a którego mogłam nazwać swoim przyjacielem.

– Pewnie dlatego, że byłeś zajęty podrywaniem pewnej lekarki, która nie może się do ciebie przekonać. – Na widok jego miny roześmiałam się jeszcze głośniej. Cameron miał taki sam problem jak kiedyś przyjaciel Michaela, Wayne – kobieta, w której się podkochiwał, nie chciała dać mu szansy.

– Przypomnij mi, czemu się z tobą przyjaźnię – prychnął.

– Ponieważ jako jedyna jestem odporna na twój niezrównany urok osobisty. – Wzruszyłam ramionami.

Poznałam Camerona, kiedy pierwszy raz odwiedziłam szpital, a on próbował mnie poderwać. Byliśmy na dwóch randkach, jednak doszliśmy do wniosku, że lepiej nam wyjdzie przyjaźń niż związek. Ani ja, ani on nie czuliśmy do siebie przyciągania, a oboje nie chcieliśmy tracić czasu na coś, co z góry było skazane na porażkę. Nadal nie potrafiłam zrozumieć, jakim cudem do tego samego wniosku nie doszłam, gdy chodziło o Darrena.

– Chodź na kawę, opowiesz mi, jak ci idzie z Arią.

– Masz szczęście, że akurat mam przerwę i mogę ci poświęcić trochę mojego czasu.

Uderzyłam go lekko w ramię.

– Jeśli to twoje ego odzywa się w chwilach, kiedy rozmawiasz z Arią, to wcale się nie dziwię, że ucieka od ciebie w popłochu. – Przygryzłam wargę, aby nie wybuchnąć śmiechem.

– Zdziwiłabyś się – jęknął. – W jej towarzystwie moje ego zostaje zdeptane jak mrówka. Staram się i staram, a czuję się, jakbym walił głową o ścianę.

Usiedliśmy w szpitalnej restauracji – bo tak nazywaliśmy to miejsce – a ja wciąż słuchałam biednego Camerona.

– Może zapytam Wayne’a, czy mogę ci przekazać jego numer. – Nie mówiłam, że moje pomysły zawsze bywają mądre.

– Jakiego Wayne’a? – Spojrzał na mnie, jakby naprawdę nie wiedział, o kim mówię.

– Wayne Sanders? Zawodnik Chicago Blackhawks? – Pomachałam mu rękami przed oczami. – Przyjaciel mojego brata Michaela? Mówi ci to coś?

– A po co mi jego numer? – Cameron skrzyżował ręce na piersi. – Bawi się po godzinach w swatkę?

– Mężczyźni… – westchnęłam, kręcąc głową. – Słuchaj, po pierwsze Wayne przez kilka lat próbował zdobyć swoją dziewczynę, a ona była równie uparta jak Aria. Po drugie moja przyjaciółka Avery również potrzebowała sporo czasu, żeby przekonać się do Masona, swojego obecnego narzeczonego. Nie wiem dokładnie, co oni tam wymyślili, ale przygotowali sobie jakiś poradnik trzech muszkieterów no i, jak widać, wszyscy są w szczęśliwych związkach – zreferowałam mu niemal na jednym wydechu sytuację swoich przyjaciół. Dobrze, że mnie to nie zabiło.

– Czy ty właśnie powiedziałaś, że twoi znajomi stworzyli jakiś poradnik? – Cameron wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem.

– Dokładnie tak powiedziałam. – Pokiwałam głową. – Nie wiem, czy to poradnik, czy coś innego, ale na pewno spisywali swoje niesamowite pomysły. Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej się utwierdzam, że nadawałbyś się do ich grona.

– Ale o co ci chodzi? – Pokręcił głową, jakby nie dowierzał, co do niego mówię.

– O to, że jak widać, wszyscy oprócz mojego brata macie problem z kobietami. – Dopiłam swoją kawę. – Wybieracie te niedostępne i później musicie kombinować.

– Odezwała się ta dostępna – wymamrotał pod nosem.

– Nigdy nie mówiłam, że ze mną będzie łatwo, miło i przyjemnie. – Wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.

Wiedziałam, że po Darrenie nie będzie mi łatwo ponownie zaufać mężczyźnie. Zauroczyłam się nagle, nie zważając na znaki, które powinny były dać mi do myślenia, i do tej pory za to płaciłam. Cały czas rozglądałam się wokół, bo czułam, że ktoś mnie obserwuje. Po tym wszystkim, co się stało, nie mogłam dojść do siebie, mimo że powinnam już czuć się lepiej. Odzyskanie równowagi nie będzie takie proste.

– Nie wiem, czy w ogóle chcę w najbliższym czasie spotykać się z kimkolwiek – wyznałam przyjacielowi.

– Nikt nie mówi, że masz od razu się z kimś spotykać. – Uśmiechnął się pokrzepiająco. – Daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz, a zobaczysz, że ktoś w końcu dostanie się pod twoją skórę.

– Czasami potrafisz mówić mądrze.

Przewrócił oczami, ale uśmiech nie schodził mu z twarzy.

– W końcu jestem chirurgiem, a my musimy być mądrzy. – Wziął głęboki oddech. – Nie wierzę, że to mówię, ale daj mi znać, co z tym numerem telefonu.

Pisnęłam i zaczęłam tupać nogami.

– Operację „Zdobyć Arię” uważam za rozpoczętą.

Pozbieraliśmy swoje śmieci, aby pozostawić po sobie porządek, i wyszliśmy z restauracji.

– Czasami twoje pomysły mnie zaskakują – parsknął Cameron dokładnie w tym samym momencie, w którym jego pager zaczął wydawać dźwięki. – Czas najwyższy wracać na oddział, ale mam nadzieję, że już niebawem się spotkamy. – Pocałował mnie w policzek na pożegnanie, a ja mu pomachałam, kiedy biegł na oddział.

Przechodziłam korytarzem i wchodziłam do pokojów dzieci, które dobrze znałam. Z każdym z nich spędziłam trochę czasu. Część z nich miała kochających rodziców, inne nie miały nikogo, a ja zastanawiałam się, jak ktoś może porzucić swoje dziecko. Jeszcze nie znalazłam na to pytanie odpowiedzi. Byłam świadoma, że nie wszyscy są gotowi, by zostać rodzicami, ale przecież istnieje tyle możliwości, a niektórzy wyrzucają dzieci niczym śmieci. Sama nie wyobrażałam sobie pozostawienia dziecka na pastwę losu. Postanowiłam dłużej nie brnąć myślami w tę stronę i ponownie przywołałam na twarz uśmiech.

Kilka godzin minęło mi tak szybko, że gdy spojrzałam na zegarek, ten wskazywał już czwartą po południu. Mieliśmy różne grafiki i godziny pracy, ale dzisiaj rozpoczęłam pracę o ósmej, więc mogłam już skończyć swoje obowiązki. Przed wyjściem poszłam jeszcze do pokoju Skye, aby się z nią pożegnać, lecz dziewczynka namówiła mnie na jeszcze jeden rozdział Króla lwa. Nie spieszyłam się do wyjścia, bo znowu nie chciałam wracać do pustego mieszkania, spełniłam więc jej prośbę. Potem obiecałam Skye, że odwiedzę ją jeszcze w tym tygodniu, i wyszłam z pokoju, machając jej na pożegnanie. Idąc korytarzem, zatopiłam się we własnych myślach, aż uderzyłam w ścianę.

– Chyba niektórzy zbyt mocno bujają w obłokach – usłyszałam głęboki głos, bardzo dobrze mi znany. Zbyt dobrze.

– Killian? – Spojrzałam na mężczyznę, który od jakiegoś czasu nie mógł mi wyjść z głowy.

– Kiara?

Rozdział 4. Skrawek przeszłości i nowe wyzwania

Killian

Nawet nie byłem w stanie powiedzieć, czemu zgodziłem się na pomysł Clary. Terapeutka stwierdziła, że dobrze by mi zrobiło przebywanie z innymi ludźmi i znalezienie sobie takiego miejsca, a Wayne wpadł na pomysł wolontariatu w szpitalu dziecięcym. Najpierw nie chciałem o tym słyszeć, ale gdy się zastanowiłem, doszedłem do wniosku, że potrzebuję czegoś, co pozwoli mi oderwać myśli od wydarzeń z Iraku. Powrót do Chicago był równocześnie powrotem do rzeczywistości. Tutaj nie musiałem słuchać rozkazów. Miałem prawo do sprzeciwu. Tam każde takie działanie mogło zakończyć się śmiercią.

Nawet nie spostrzegłem na swojej drodze przeszkody, dopóki nie uderzyła we mnie dziewczyna, której twarz właśnie odbiła się od mojej klatki piersiowej. Kiedy uniosła wzrok, wmurowało mnie w podłogę. Nie spodziewałem się, że właśnie w tym miejscu spotkam Kiarę.

– Pracujesz tutaj? – zapytałem.

Dotarło do mnie, że nic o niej nie wiem. Już nie. Kiedyś nasza sytuacja mogła wyglądać inaczej, ale nie pozwalałem sobie na powrót do tamtych chwil.

– Można tak powiedzieć – odparła, ale nie skierowała wzroku w moją stronę. Siłą musiałem powstrzymać swoją rękę przed założeniem za ucho kosmyka włosów, który uciekł z jej koka. – Szefowa pozwoliła nam wybrać placówkę, w której będziemy się pojawiać raz w tygodniu.

– I wybrałaś akurat szpital dziecięcy? – Uśmiechnąłem się, bo wiedziałem, jak bardzo kocha dzieci. Nie bez powodu pracowała w przeszłości jako opiekunka. Gdyby mogła, pewnie wszystkie dzieciaki przygarnęłaby do swojego domu.

– Chyba nie wyobrażałam sobie, że mogłabym być w innym miejscu – wyszeptała, a jej usta także wygięły się w delikatnym uśmiechu.

Zauważyłem moment, w którym jej wzrok padł na moją szyję, na miejsce, gdzie nie zakryłem jeszcze tatuażem blizny wychodzącej spod kołnierzyka koszulki. Sam ledwie mogłem na nią patrzeć, a co dopiero musieli czuć inni na jej widok.

– Nie spodziewałam się, że cię tutaj zobaczę – przyznała, a potem odchrząknęła.

Oboje nie mogliśmy oderwać od siebie spojrzeń, co pozwoliło mi utwierdzić się w przekonaniu, że nadal coś nas do siebie przyciąga.

– Może pozwoliłabyś się wyciągnąć na kawę? – palnąłem, zanim zdążyłbym się dziesięć razy rozmyślić.

– Kill…

– Wojowniczko. – Wziąłem głęboki oddech, ona natomiast przygryzła dolną wargę, w jej oczach pojawiły się łzy. – Proszę cię tylko o jedno spotkanie. Jeśli potem nie będziesz chciała mieć ze mną nic wspólnego, odejdę.

– Tak samo jak wtedy? – Podeszła jeszcze bliżej. Nasze klatki piersiowe dzieliły cale. – Dasz mi jedną rozmowę i potem odwrócisz się, nie patrząc za siebie?

– Nie zmieniłbym tej decyzji, którą podjąłem wtedy, Kiaro. – Wiele razy zadawałem sobie to pytanie, ale odpowiedź zawsze była ta sama. Siedem lat temu musiałem odejść, aby poukładać swoje życie, nie chcąc skrzywdzić stojącej przede mną kobiety, chociaż wiedziałem, że to zrobię. – Nadal uważam, że w tamtej chwili zrobiłem to, co było najlepsze dla mnie. Dla nas.

– A teraz wracasz i czego oczekujesz? – warknęła. Jej duch walki zawsze był jedną z cech, które kochałem w niej najbardziej. Nigdy nie pozwalała sobą rządzić i mówiła to, co uważała za słuszne.

– Niczego nie oczekuję – odparłem zgodnie z prawdą. Nadal kochałem Kiarę, ale nie skazałbym jej ponownie na cierpienie. – Chcę tylko porozmawiać. – Poddałem się i wyciągnąłem rękę, by założyć kosmyk jej włosów za ucho. Usłyszałem, jak Kiara wciągnęła powietrze i zadrżała pod moim dotykiem. – Proszę cię, Wojowniczko.

– O siódmej w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło – powiedziała, myśląc zapewne, że mnie zaskoczy i nie będę wiedział, o co jej chodzi, jednak nie mogła się bardziej mylić. – Tylko jedna rozmowa, Killianie. – Odwróciła się ode mnie plecami i udała w stronę windy.

– Kiaro! – zawołałem, zanim zniknęła mi z oczu. – Może tamtej chwili bym nie zmienił, ale ty nigdy nie byłaś błędem.

Zamrugała gwałtownie, zakryła dłonią usta i uciekła. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że siedem lat temu ją zraniłem. Zniszczyłem. Kurwa, zniszczyłem nawet siebie, ale musiałem to zrobić.

– Cześć. – Moje rozmyślania przerwał damski głos, a gdy spojrzałem na jego właścicielkę, zobaczyłem ładną blondynkę, nieco starszą od siebie. – Charlie. – Podała mi rękę, którą uścisnąłem.

– Killian – przedstawiłem się.

– Jesteś nowym wolontariuszem, prawda? – Na jej twarzy widniał szeroki uśmiech. Dziewczyna z pewnością podobała się wielu mężczyznom, ale ja nie byłem zainteresowany innymi znajomościami.

– Tak. – Grymas na mojej twarzy raczej nie przypominał uśmiechu. – Miałem się dzisiaj stawić i dowiedzieć, co mam robić.

– Zaraz powinien do ciebie przyjść Cameron, który zazwyczaj streszcza wszystko nowym wolontariuszom, ale jak zwykle się spóźnia. – Przygryzła dolną wargę i zlustrowała mnie wzrokiem z góry do dołu. – Może mogłabym ci zaproponować kawę, aby umilić czekanie?

– Dziękuję za propozycję, ale jestem zmuszony odmówić. – Starałem się pokazać swój brak zainteresowania, najwyraźniej jednak do Charlie nie docierały znaki, które jej dawałem. – Wolę poczekać na Camerona.

– No cóż, może następnym razem – prychnęła niezadowolona. – Powodzenia. – Zarzuciła włosy na plecy i odeszła. Najwidoczniej chciała mi udowodnić, że moja odmowa jej nie uraziła.

Usiadłem na krześle i zacząłem się wpatrywać w drzwi naprzeciwko mnie. Ponownie zatopiłem się w myślach.

– Czy mogłabyś się nie ruszać? – poprosiłem Kiarę, która godzinę temu umościła się wygodnie na leżance. – Nigdy nie uda mi się zrobić ci tego tatuażu, jeśli będziesz się tak wiercić.

– Ale to łaskocze.

Parsknąłem śmiechem, widząc naburmuszoną minę dziewczyny. Próbowałem ją odwieść od pomysłu zrobienia sobie tatuażu, ale nie chciała słuchać. Jej rodzice również się nie sprzeciwili. Wujek Thomasa miał salon tatuażu, wktórym mogłem sobie dorobić, iw końcu się poddałem, bo Kiara potrafiła przekonać mnie do wszystkiego.

– Przeżyjesz. – Kończyłem nanosić szkic strzały oplecionej różami, którą kazała umieścić sobie między piersiami. – Na pewno tego chcesz?

– Ile razy jeszcze zadasz mi to pytanie? – Spojrzała na mnie tak, jakby chciała mnie zabić. – Po raz setny powtarzam ci, że jestem pewna. Chcę mieć pamiątkę, kiedy wyjedziesz.

– Puk, puk.

Otworzyłem gwałtownie oczy i zobaczyłem przed sobą dość młodego mężczyznę.

– Chyba myślami byłeś gdzie indziej, co? Mam na imię Cameron i będę twoim przewodnikiem po szpitalnej rzeczywistości.

– Killian. – Wstałem, by się z nim przywitać.

– Zastanawiam się, dlaczego żołnierz postanowił pojawić się w szpitalu, aby pomóc w wolontariacie. – Spojrzał na mnie w oczekiwaniu na odpowiedź.

– Musiałem znaleźć zajęcie, które pozwoli mi trochę się oderwać od natrętnych myśli. – Wzruszyłem ramionami. – A ktoś mi kiedyś powiedział, że uśmiech dziecka, nawet ten chwilowy, potrafi rozświetlić nawet najmroczniejszy dzień.

– Ciekawe, ciekawe – wymamrotał pod nosem. – Mam nadzieję, że nie poddasz się zbyt szybko, bo te dzieciaki naprawdę potrzebują namiastki normalności w życiu, a nie zawsze możemy ją zagwarantować. Myślę, że na początek możesz wybrać jeden albo dwa dni w tygodniu, w które będziesz mógł przychodzić. Możesz pojawiać się na godzinę lub osiem, wszystko zależy od ciebie i twojej dyspozycyjności. Nie narzucamy nikomu limitu czasu, który ma tutaj spędzić.

– Tak naprawdę nie wiem, co miałbym z nimi robić – przyznałem.

Ta placówka wydawała mi się najlepszą opcją, bo w Iraku miałem do czynienia z wieloma dziećmi, ale tutaj nie do końca wiedziałem, na czym się skupić.

– Wszystko zależy od ciebie. – Poklepał mnie po plecach. – Tym dzieciakom wystarczy obecność drugiego człowieka. Możesz im poczytać książki, pobawić się z nimi lub porobić cokolwiek innego, co przyjdzie ci do głowy. Brutalna prawda jest taka, że one nie oczekują gwiazdki z nieba, większość z nich chce doczekać w radości ostatnich chwil życia.

Wzdrygnąłem się na jego słowa.

– Nie patyczkujesz się, co?

Wzruszył ramionami.

– Jeśli czegoś nauczyłem się jako lekarz pracujący z ciężko chorymi, to tego, że nie jestem w stanie powstrzymać tego, co nieuniknione. – Popukał palcem w teczkę, którą trzymał w rękach. – A te dzieci cierpią na choroby, których nie dam rady powstrzymać, choć mogę im ulżyć w cierpieniu. Przygotowałem dla ciebie kilka informacji o naszych pacjentach. W teczce znajdziesz broszury, więc się z nimi zapoznaj. Masz tam także mój numer telefonu i kontakty do innych. Nie bój się pytać, kiedy czegoś nie jesteś pewien. To tyle na początek, zastanów się, w jakie dni możesz przychodzić, i daj mi znać. – Naszą rozmowę nagle przerwał dźwięk dochodzący z jego kieszeni, a Cameron natychmiast wyciągnął z niej pager. – A teraz muszę cię przeprosić, bo praca wzywa. Do zobaczenia i powodzenia.

Już po chwili wbiegł na oddział i zniknął mi z oczu. Zapoznać się z zawartością teczki mogłem w każdym innym miejscu, więc skierowałem się w stronę wyjścia ze szpitala. Usłyszałem jednak wołanie, które mnie zatrzymało.

– Coś panu wypadło. – Cichy głos dziewczynki sprawił, że ścisnęło mi gardło. Siedziała w wózku inwalidzkim, prowadzonym przez jedną z pielęgniarek, które poznałem wcześniej, gdy byłem tu po raz pierwszy. Dziewczynka podała mi broszurę, która musiała wypaść z teczki.

– Dziękuję bardzo. – Uśmiechnąłem się. – Uratowałaś mi życie, wiesz?

– Chyba nie – zachichotała. – Takie rzeczy nie ratują życia.

– Ja jednak myślę, że tak – próbowałem ją przekonać, mimo że miała rację. – Kucnąłem przed nią. – Mam na imię Killian, a ty? – Musiałem przyznać, że w otoczeniu dzieci czułem się jakoś lepiej. Nie potrafiłem nazwać słowami tego uczucia.

– Skye. – Wyszczerzyła zęby w uśmiechu. – Prawie jak niebo.

– Masz piękne imię.

– Skye, musimy iść na badania – przerwała nam pielęgniarka, ale nie wyglądała na zdenerwowaną.

– No dobrze – jęknęła dziewczynka. – Pa, pa, Killianie. Zobaczymy się jeszcze?

– Na pewno się zobaczymy. – Pokiwałem głową i do niej pomachałem.

Teraz czekałem na to, co przyniesie rozmowa z Kiarą. Tym razem zamierzałem walczyć, mimo wszystko.

Rozdział 5. Miłość, która nie zniknęła, i serce, które dalej bije

Kiara

Pożegnałam się z siedzącymi w recepcji pielęgniarkami i opuściłam szpital najszybciej, jak mogłam. Nie spodziewałam się spotkać Killiana w miejscu, które stało się moją oazą. Do tej pory unikałam go na wszelkie możliwe sposoby. Odkąd się rozstaliśmy, próbowałam ruszyć do przodu, ale mężczyzna, który zabrał moje serce, gdy miałam szesnaście lat, tak naprawdę nigdy go nie oddał. Spotykałam się z innymi chłopakami, ale żaden z nich nie wprawiał mojego ciała w drżenie, gdy mnie dotykał. Nie oszukiwałam tylko ich, ale także samą siebie. Nadal kochałam Killiana i nie mogłam temu zaprzeczać.

Kiedy nasze drogi się rozeszły, uważałam, że byłam za młoda, by tak mocno i nieodwracalnie się zakochać. Przecież rzadko spotyka się miłość życia w tak młodym wieku. Teraz mogłam powiedzieć, że się myliłam. Ujrzenie go na własne oczy obudziło wszystkie wspomnienia, wydawałoby się, zakopane głęboko w moim umyśle.

Musiałam się wygadać, więc postanowiłam zadzwonić do jedynej osoby, która znała historię moją i Killiana.

– Coś się pali? – Samuel odebrał telefon po pierwszym sygnale.

– Widziałam Killiana – wyrzuciłam z siebie, pominąwszy przywitanie się z przyjacielem.

– Co?

– Killian pojawił się w szpitalu. – Czułam, jak buzują we mnie emocje, których nie mogłam pohamować.

– To chyba nie jest rozmowa na telefon – wymamrotał. – Spotkajmy się za dwadzieścia minut w kawiarni, dobra? Właśnie wychodzę z pracy, więc na spokojnie zdążę.

– Tak, tak. – Pokiwałam głową, chociaż on nie mógł tego zobaczyć.

– Kiaro, oddychaj. – Jego spokojny głos pozwolił mi wziąć się w garść. – Wiesz, że to prędzej czy później musiało się wydarzyć.

– Nie spodziewałam się tylko tego, że wszystko uderzy we mnie ze zdwojoną siłą – westchnęłam. – Porozmawiamy w kawiarni. Do zobaczenia – pożegnałam się z przyjacielem i zakończyłam połączenie.

Kawiarnia była oddalona od szpitala o piętnaście minut spacerem, więc postanowiłam się przejść.

Słyszałam strzępki informacji o tym, co się stało Killianowi w Iraku, ponieważ podsłuchałam rozmowę Wayne’a z Michaelem. Nawet nie jestem w stanie powiedzieć, jak długo wyłam w poduszkę. Nie płakałam, tylko wyłam. To, co przydarzyło się mężczyźnie, o którym nie umiałam zapomnieć, złamało mnie, a śmierć Thomasa stanowiła kolejny odłamek uderzający w moje serce. Od kiedy pamiętam, ta dwójka trzymała się razem, a teraz jednego z nich już nie ma. Cieszyłam się jednak, że Killian przetrwał. Zdawałam sobie sprawę, że jeśli stałoby się inaczej, nie dałabym rady funkcjonować. Mimo że w przeszłości mnie zniszczył. Myślałam, że związek z Darrenem pomoże mi w jakimś stopniu zapomnieć o Killianie, ale tylko sama się oszukiwałam. Chyba jedynie wyrwanie sobie serca pozwoliłoby mi o nim zapomnieć.

– Cześć, Avery. – Weszłam do kawiarni, której byłam stałą klientką. – Jak się dzisiaj czujesz?

Moja przyjaciółka nadal tutaj pracowała, chociaż Mason nalegał, żeby pozwoliła sobie na odpoczynek. Ona jednak była tak samo uparta jak on, więc stanęło na tym, że zgodziła się na pracę w mniejszym wymiarze godzin.

– Hej. – Uśmiechnęła się szeroko, kładąc rękę na lekko zaokrąglonym brzuszku. Mogłabym przysiąc, że jeszcze w zeszłym tygodniu nic nie było widać. Wiedziałam o ciąży przyjaciółki już od jakiegoś czasu. – Dobrze, bo wczoraj mogłam odpocząć, Patrick nie odstępował Masona na krok, dopóki nie zasnął.

– Dziwisz się? – roześmiałam się, wyobrażając sobie upartego chłopca. – Jego tata wrócił po kilku dniach nieobecności, więc musiał się nim nacieszyć.

– Patrick naśladuje Masona już praktycznie we wszystkim i nadal powtarza, że chce być taki jak tata. – Wzruszyła ramionami, ale uśmiech nie schodził z jej twarzy. – Myślałam, że mu się znudzi, ale chyba się na to nie zanosi.

– Muszę was odwiedzić, bo stęskniłam się za naszym małym hokeistą. – Naprawdę musiałam znaleźć czas na to, aby odwiedzić rodzinę i przyjaciół.

– Wiesz, że nasze drzwi zawsze stoją dla ciebie otworem, tylko nie powtarzaj tego Wayne’owi, bo Mason ostatnio go poinformował, że nie dorobi mu do nas kluczy. – Obie w tym samym momencie parsknęłyśmy śmiechem. – Na dodatek planowanie ślubu bywa bardziej uciążliwe, niż myślałam, więc przyda się każda pomoc.

– To już za miesiąc, prawda? – Chciałam się upewnić, że dobrze zapamiętałam datę.

– Dokładnie tak. – Pokiwała głową i podała mi latte, o którą jeszcze nie zdążyłam poprosić. Ona jednak wiedziała, że zawsze piję to samo. – Nawet nie wiem, kiedy ten czas zleciał.

– Jestem. – Samuel wbiegł do lokalu, czym przerwał naszą rozmowę. – Zdążyłem.

– Dla ciebie też to samo co zwykle, Sam? – zapytała mężczyznę Avery, przygryzając wargę, aby nie wybuchnąć śmiechem.

– Avery, gdybym nie miał swojej kobiety, zapytałbym ciebie, czy zostaniesz moją żoną, ale myślę, że taki jeden hokeista mógłby mnie zmiażdżyć. – Udawał, że ociera z oka łzę. – A wracając do twojego pytania, oczywiście z chęcią przyjmę kawę z twoich rąk.

– Już się tak nie podlizuj. – Szturchnęłam go ręką w ramię.

– Zajmijcie stolik, przyniosę Samuelowi kawę, jak będzie gotowa – oznajmiła, a ja już chciałam wejść jej w słowo, ale mi na to nie pozwoliła. – Jestem w ciąży, a nie obłożnie chora. Kawa nie jest na tyle ciężka, abym nie mogła jej przynieść.