Pucked Up. Seria Pucked tom 2 - Helena Hunting - ebook
NOWOŚĆ

Pucked Up. Seria Pucked tom 2 ebook

Hunting Helena

4,4

158 osób interesuje się tą książką

Opis

Druga powieść z cyklu Pucked, z którą chętnie pójdziesz do łóżka!



Miller “Buck” Butterson przechodzi przez życie bzykając laski, odkąd hokejowy krążek rozwalił mu przednie zęby, naprawiając tym samym jego fatalny zgryz. Po pięciu latach spędzonych w NHL na odpieraniu ataków przeciwników na lodzie i zdobywaniu bramek z hokejowymi króliczkami, Miller postanowił, że jest gotowy mieć dziewczynę. Prawdziwą dziewczynę, a nie kogoś w stylu hokejowego króliczka. Taką, którą zabierze na randki, i z którą nie wskoczy po chwili do łóżka.

Miller myśli, że siostra kolegi z drużyny jest tą odpowiednią kobietą. Tylko że w odróżnieniu od Alexa Watersa, kapitana drużyny i ogólnie miłego faceta – i który tak się składa, spotyka się z jego przyrodnią siostrą - reputacja Millera w mediach jako dziwkarza jest w pełni zasłużona. Poza tym drobnym szczegółem, Miller nie ma żadnego pojęcia o związkach ani o czasie i wysiłku, jakich one wymagają.

Miller przekonuje się, ale nie tak szybko, że jeśli chce, aby Sunshine „Sunny” Waters się w nim zakochała, będzie musiał zrobić o wiele więcej, niż pokazać jej sypialniane umiejętności swojego kijka.



Helena Hunting, autorka bestsellerów z listy „New York Times’a" i „USA Today", twórczyni serii PUCKED,  mieszka na obrzeżach Toronto wraz ze swoją niewiarygodnie tolerancyjną rodziną i dwoma umiarkowanie nietolerancyjnymi kotami. Romanse współczesne, które pisze są zarówno pełnymi dramatów i emocji powieściami z gatunku New Adult jak i romantycznymi komediami sportowymi.



Pucked Up jest niepowtarzalnym, rozbrajającym dodatkiem do serii PUCKED! ~ Julia Kent, autorka bestsellerów z list New York Times’a i USA Today



Poczucie humoru i talent Heleny lśnią w Pucked Up, ale to główny bohater rozbroił mnie całkowicie. Kocham Yeti! ~ Daisy Prescott, autorka bestsellerów z listy USA Today

 

Pucked Up ma wszystko to, czego pragnę w romantycznej komedii – iskrzącą chemię, świetne poczucie humoru i mnóstwo gorącego seksu z facetem, który wie, co robić z krążkiem, na lodzie i w łóżku. Wspaniała książka! ~ Melanie Harlow, autorka bestsellerów z listy USA Today

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 502

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,4 (606 ocen)
363
164
63
12
4
Sortuj według:
karolina-c

Z braku laku…

Tendencyjna, aż do bólu. Porzuciłam w trakcie
00

Popularność




1. Uważaj, co robisz po pijaku

Jestem meganawalony. Narąbany do tego stopnia, że Lance, mój kumpel z drużyny, ma dwie pary oczu.

– Idę do domu. – W mojej głowie tak właśnie wypowiadam te słowa, ale w rzeczywistości brzmią chyba bardziej jak jęk. Robię niestabilny krok w stronę postoju taksówek na zewnątrz baru.

Lance kładzie dłoń na moim ramieniu, szczerząc zęby w uśmiechu. Jest prawie tak samo pijany jak ja.

– Butterson, twój samochód jest u mnie. Wracaj z nami.

– Mogę przyjechać po niego rano. – Moje słowa zlewają się w jedno, ale wydaje się rozumieć, o co mi chodzi.

– Stary, po prostu wsiądź do limuzyny. – Lance patrzy na Randy’ego, innego członka drużyny i jednego z moich najbliższych przyjaciół z dzieciństwa, szukając u niego wsparcia.

– Pamiętasz, że o 10.30 do Lance’a przychodzi trenerka? – mówi Randy. – Możesz stoczyć się z łóżka prosto do basenu.

– Wtedy nie będę musiał dzwonić do ciebie pięćdziesiąt razy, żebyś podniósł dupę – dodaje Lance.

– Buck, wracaj z nami!

Jeden z hokejowych króliczków Lance’a używa przezwiska, na które reaguję, odkąd byłem dzieckiem. Naprawdę na imię mam Miller. Nie zostałem nazwany po tym piwie. Poza tym Buck Butterson ma ładniejsze brzmienie niż Miller Butterson – za dużo tu „er”.

Podczas gdy ja rozmyślam nad dokonywaniem złych wyborów, trzy dziewczyny, które Lance przekonał, aby wróciły z nim do domu, poprawiają sobie wzajemnie włosy i makijaż.

Lance się uśmiecha – napalony kutas – i klepie mnie po plecach.

– No chodź, stary, nie będzie cię kilka tygodni. To ostatnia szansa, żeby się zabawić.

Mamroczę coś, czego nawet ja nie potrafię zrozumieć, i opieram się o limuzynę, żeby nie musieć podtrzymywać własnego ciężaru. Shoty były złym pomysłem. Było ich za dużo. Mogło być też tak, że za nie zapłaciłem.

Czekam, aż dziewczyny wsiądą do limuzyny. Chociaż jestem pijany, nadal pozostały mi dobre maniery. Ostatnia pochyla się i zanim siada, jej mikroskopijna spódniczka podjeżdża do góry, dając mi pełny widok na jej nagiego bobra. Zdecydowanie nie usiądę obok niej.

Lance szturcha mnie łokciem w ramię.

– Buck, wsiadaj.

– Ty pierwszy. To są twoje króliczki.

Powrót do Lance’a to nie jest dobry pomysł, ale już się zgodziłem. Poza tym ma rację, że mój samochód jest u niego.

Wzrusza ramionami i przytrzymuje drzwi, wsadzając głowę do limuzyny.

– Na czyich kolanach siedzę? – pyta, po czym rzuca się do środka.

Dziewczyny piszczą i się śmieją.

Kładę dłoń na klatce piersiowej Randy’ego, żeby zatrzymać go przed wejściem.

– Nie pozwól mi zrobić niczego głupiego, dobra?

– Nie martw się, Miller. Zajmę się dwiema, jeśli będę musiał. – Puszcza do mnie oczko, ale jest poważny.

Oprócz mojego taty, który robi to, kiedy jest wkurzony, Randy jest jedną z niewielu osób, które używają mojego prawdziwego imienia. Dorastając w Chicago, mieszkał na tej samej ulicy co ja. Graliśmy razem w hokeja, odkąd obaj nauczyliśmy się jeździć na łyżwach. Kiedy na pierwszym roku studiów zostaliśmy powołani do NHL, znaleźliśmy się w różnych drużynach. Pięć lat później znowu jesteśmy w jednym klubie, bo po zakończonym sezonie Randy został sprzedany do Chicago. Zajęło mu całe dwa tygodnie, by przeprowadzić się z powrotem. Dobrze mieć go tutaj. Przez te wszystkie lata pozostawaliśmy ze sobą w bliskim kontakcie i jeśli ktokolwiek może mi pomóc, żebym niczego nie spieprzył, to właśnie on.

Randy wsiada do limuzyny i zajmuje miejsce pomiędzy dwiema dziewczynami. Dzięki temu ja mam wolną kanapę. Wślizguję się do środka i rozwalam, zajmując całe miejsce.

Lance obejmuje ramieniem Bobrową Ekshibicjonistkę, a jej siedząca pośrodku przyjaciółka spogląda niepewnie, jakby nie wiedziała, co ma zrobić. Kiedy wykonuje ruch, aby usiąść koło mnie, Lance przytula ją do swojego boku i szepcze coś do ucha. Dziewczyna szeroko otwiera oczy, przygryza wargę, ale zostaje na miejscu.

Powrót do domu taksówką byłby mądrzejszym posunięciem. Wtedy nie musiałbym stawiać czoła niepotrzebnym pokusom. Czasami kurewsko trudno jest dokonywać właściwych wyborów, jak na przykład wycofanie się z sytuacji, w której króliczki bez wątpienia zaoferują mi swoją cipkę, z której będę musiał zrezygnować.

To nie tak, że nie mogę się bez nich obyć. Po prostu przez ostatnie pięć lat wybierałem cipki, a zerwanie z nałogiem okazało się o wiele trudniejsze, niż się spodziewałem. Lance i Bobrowa Ekshibicjonistka przesunęli się w róg limuzyny. Sądząc po chichocie, po którym nastąpił jęk, jestem całkiem pewien, że już jej włożył rękę pod spódnicę. Zamykam oczy i opieram się o podłokietnik. Jestem zmęczony. I głodny. Potrzebuję pizzy.

Grzebię w kieszeni, szukając telefonu. Mam wiadomości: kilka SMS-ów i pocztę głosową od mojej siostry, Violet, oraz kilka od mojej dziewczyny, Sunny. Cóż, jest tak jakby moją dziewczyną. Chcę, żeby była moją dziewczyną. Sunny jest powodem, dla którego Randy – a może to Lance – poświęca się dla drużyny, a ja siedzę tutaj sam.

Przez ostatnie kilka miesięcy robiłem wszystko, co w mojej mocy, aby popchnąć sprawę we właściwym – bycia moją dziewczyną – kierunku, ale Sunny trudno jest usidlić. Jest o wiele gorsza ode mnie, ale nie w sensie puszczalstwa. Sunny jest przeciwieństwem puszczalskiej. W odróżnieniu od większości kobiet nie daje się tak łatwo oczarować moją osobą. Tak naprawdę muszę się sporo napracować, żeby przekonać ją do pójścia ze mną na randkę.

Nie pomaga fakt, że jej brat, Alex Waters, jest jednym z moich kolegów z drużyny. Jest także jej kapitanem oraz narzeczonym mojej siostry. Waters mnie nienawidzi. To skomplikowane. Pierwszego wieczoru, kiedy poznałem Sunny, przez jakieś pół sekundy rozważałem, żeby się na nim odegrać, śpiąc z jego siostrą. Jestem jednak kobieciarzem, a nie dupkiem. Poza tym Sunny nie była zainteresowana pójściem ze mną do łóżka. Tak naprawdę chciała porozmawiać. I polubiłem ją. Więc zamiast się z nią przespać, wziąłem od niej numer telefonu. To było kilka miesięcy temu. Nadal nie chce iść ze mną do łóżka. Jeszcze. Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni.

Próbuję odczytać wiadomości, ale wzrok mi się rozmazuje i wszystkie słowa zlewają się w jedno – nawet gorzej niż zazwyczaj. Nie mogę jak zwykle użyć aplikacji, która zamienia tekst na mowę, bo muzyka jest za głośno, no i wszyscy usłyszeliby o moich sprawach. Poza tym czasami SMS-y od mojej siostry są okropnie nietaktowne. Nie ma żadnego filtra. Wcale.

– Jestem głodny. Ktoś jeszcze jest głodny? – przekrzykuję muzykę.

Lance jest zbyt przyssany do twarzy króliczka, aby odpowiedzieć, ale Randy podnosi rękę. Dziewczyny po jego obu stronach wzruszają ramionami. Ta, która utknęła pośrodku, wygląda tak, jakby wolała być gdziekolwiek indziej, byle nie tutaj.

Wywołuję Siri i proszę ją, żeby zadzwoniła do mojej ulubionej pizzerii. Próbuję kilka razy, zanim udaje mi się ją skłonić, aby zrobiła to, czego chcę – częściowo dlatego, że bełkoczę, a częściowo dlatego, że muzyka przeszkadza. W końcu ktoś ją wyłącza i jestem w stanie złożyć zamówienie.

– Adres Lance’a to pięć dwa jeden czy dwa pięć jeden? – pytam Randy’ego, kiedy docieram do tej części procesu zamawiania.

– Pięć dwa jeden.

– Jesteś pewien, że nie dwa pięć jeden?

Lance robi sobie przerwę od zasysania twarzy laski i zwraca się w moją stronę.

– Byłeś w mojej chacie z milion razy i nadal nie potrafisz poprawnie podać adresu?

Pokazuję mu środkowy palec.

– Jestem dyslektykiem i jestem pijany, ale dzięki, że jesteś dupkiem. – Prawdopodobnie nie powinienem był tego mówić. To nie jest coś, o czym zazwyczaj rozmawiam w towarzystwie króliczków. To frustrujące mieć dwadzieścia trzy lata i być kiepskim w czytaniu. Podaję gościowi od pizzy właściwy adres, po czym kończę rozmowę i z powrotem wsuwam telefon do kieszeni.

Dziesięć minut później zatrzymujemy się na podjeździe Lance’a. Pierwszy wysiadam z samochodu i praktycznie wczołguję się po schodach prowadzących do drzwi. Czekając na pozostałych, dla podtrzymania opieram się o framugę. Powinienem znać kod, żeby wejść do środka, ale ciągle go zapominam.

Lance i Bobrowa Ekshibicjonistka wychodzą z limuzyny jako ostatni. Zgodnie ze swoim przezwiskiem, wysuwając się z siedzenia, daje nam wszystkim widok na swojego bobra. To już drugi raz podczas tego wieczoru. Kiedy stawia stopy na ziemi, Lance staje przed nią, blokując nam widok. Pochyla się, by poprawić jej spódnicę, co jest miłe. Kiedy jest w nastroju, pozwala dziewczynom robić z siebie idiotki, a potem się z tego śmieje. Czasami potrafi być dupkiem.

Jej przyjaciółki chichoczą i szepczą do siebie, złośliwie ją oceniając. Cóż, robi to ta, która siedzi obok Randy’ego, ta druga wygląda na skrępowaną. Z trzech dziewczyn, które Randy i Lance poderwali dzisiejszego wieczoru, właśnie ona sprawia wrażenie najbardziej powściągliwej. Może wcale nie jest tak bardzo podekscytowana tym, że będzie musiała dzielić się kutasem.

– Stary, jesteś najlepszy. Mówiłem ci to ostatnio? – pytam Randy’ego, opierając głowę o zamknięte drzwi i próbując nacisnąć dzwonek. Ciągle nie trafiam.

– To właśnie mówią mi dziewczyny.

Prycham i ponownie celuję w dzwonek, tym razem w niego trafiając. Melodyjka wygrywa motyw z jakiegoś filmu. Nie potrafię sobie przypomnieć z jakiego, ale jest zabawna, więc nie przestaję uderzać w dzwonek, aż do drzwi docierają w końcu Lance i Bobrowa Ekshibicjonistka.

Lance wstukuje kod.

– Nie wydaje mi się, że powinieneś tu stać, Butterson.

– Nic mi nie jest. – Mam zamknięte oczy. Czuję, że łóżko może być przyjemnym miejscem. Chrzanić pizzę.

Nie dociera do mnie, co ma na myśli, dopóki drzwi się nie otwierają. Podnoszę ręce, żeby złapać się framugi, ale nie jestem wystarczająco szybki. Upadam prosto na twarz w jego przedpokoju. Twarda, drewniana podłoga nie zapewnia miękkiego lądowania.

Jęczę i jedna z dziewczyn podbiega do mnie, żeby mi pomóc, podczas gdy Lance śmieje się do rozpuku. Mówię jej, że nic mi nie jest, i leżę przez kilka sekund, zanim przewracam się na plecy. Bobrowa Ekshibicjonistka znowu mnie podnieca. Z poziomu podłogi widzę wszystko, co ma pod spódnicą. Wygląda jak kanapka z szynką. W ciągu ostatnich trzydziestu minut widziałem więcej bobra, niż odkąd podjąłem próby umówienia się na randkę z Sunny.

Randy wyciąga rękę, żeby pomóc mi wstać.

Macham mu, żeby spadał.

– Zostanę tu, dopóki nie przyjedzie pizza, okej?

– To może trochę potrwać. Przenieśmy cię na kanapę. – Biorę jego dłoń, ale nie staram się mu pomóc. Kiedy już ma się poddać, szarpię jego rękę i kończy ze mną na podłodze. Zakładam mu ramię na szyję.

Próbuje wywinąć się z uścisku, ale też jest pijany, a ja skorzystałem z elementu zaskoczenia.

– Pierdol się, dupku – mówi.

– O mój Boże! – krzyczy jedna z dziewczyn, gdy mocujemy się ze sobą na podłodze jak idioci. – Czy oni walczą na poważnie? Nie powinniśmy ich powstrzymać?

– Wszystko w porządku. – Lance kładzie dłonie na plecach obu pań. – Chodźcie. Zrobimy sobie jakieś drinki i wejdziemy do jacuzzi.

Randy dźga mnie łokciem w bok, więc go puszczam. Przewraca się i zrywa na nogi, lawirując i podążając za Lance’em i króliczkami. Sporo pracy wymaga podniesienie mojej dupy z podłogi, ale jakoś mi się udaje. Idę korytarzem, ślizgając się ramieniem po ścianie, żeby znowu nie upaść.

Potrzebuję wody. I tego okropnego napoju, który moja trenerka, Natasha, daje mi, kiedy mam kaca. Ale kuchnia Lance’a jest o wiele za daleko. Potykając się, idę do ogromnego salonu i w stronę niezajętej przez nikogo kanapy. Kiedy kolanami uderzam w oparcie, padam jak ścięty. Mój cel jest kiepski i jestem pod kątem, więc staczam się z niej i uderzam głową o stolik do kawy.

– Ała! Kurwa! – Nie ma wystarczająco dużo miejsca, żebym przewrócił się na plecy, więc leżę tam, wciśnięty między kanapę i stolik.

Lance się śmieje.

– Butterson, wszystko w porządku?

– Masz tu zużytą prezerwatywę.

– Tak? Chcesz ją dla mnie podnieść?

– Z całą pewnością nie chcę. – Jest cała zakurzona, ale widzę, że jest czerwona, więc zdecydowanie dostał ją ode mnie. A może to ja jej użyłem. Nie mam pojęcia. Zawsze zamawiam paczkę w kolorach tęczy, która przychodzi z dużym pojemnikiem lubrykantu.

Nadałem prezerwatywom przezwiska zgodnie z ich kolorami: czerwona to Diabelski Kutas, zielona to Zielony Olbrzym, niebieska to Smurfowy Fiut, a czarna to Młot Kowalski. Nie jestem fanem żółtych; wyglądają mniej bananowo, a bardziej jakby mój penis miał żółtaczkę. Moimi ulubionymi są te święcące w ciemnościach, które sprawiają, że mój kutas wygląda jak duży świecący kij.

– Będziesz tak leżał na podłodze czy przyjdziesz na zewnątrz, żeby posiedzieć w jacuzzi?

– Przyjdę za kilka minut.

– Jak tam chcesz, Butterson, ale jeśli tu zaśniesz, nie mam zamiaru cię budzić.

– W porządku.

Obserwuję, jak przez drzwi do patio wchodzą szpilki.

– Nie mam kostiumu kąpielowego – oświadcza Bobrowa Ekshibicjonistka.

Lance obejmuje ją w talii, kładąc dłoń na jej tyłku.

– A kto potrzebuje kostiumów kąpielowych?

W domu i przez zewnętrzne głośniki słychać głośną muzykę. Z oddali dobiegają plusk i krzyki. Ktoś został wrzucony do basenu. Leżę z policzkiem przyciśniętym do podłogi, gapiąc się na zakurzoną prezerwatywę i żałując, że nie pojechałem do domu. Musiał mi się urwać film, bo następną rzeczą, jaką kojarzę, jest dzwonek do drzwi. Potrzeba trzech prób, żebym wstał. A potem drzwi nie stoją w jednym miejscu, więc trudno mi do nich dotrzeć.

Płacę gościowi od pizzy kartą kredytową i odbieram od niego pudełka oraz sześciopak coli. Nie zadaję sobie trudu, żeby zawołać pozostałych. Jak znam Lance’a, już rozebrał dziewczyny do bielizny – z wyjątkiem tej, która w ogóle jej nie nosi.

Zanoszę pizzę do stolika, otwieram puszkę z colą i wypijam duszkiem. Muszę się nawodnić, żeby nie rzygać jak kot podczas jutrzejszej serii treningowej. Woda byłaby lepsza, ale już usiadłem. Zanim zabieram się do jedzenia, zdejmuję spodnie. Nie martwię się tym, że je pobrudzę, jestem po prostu zmęczony noszeniem dżinsów. Lubię wolność od ubrań. Jestem gorący z natury, więc to przyjemne, kiedy mogę rozebrać się tylko do najpotrzebniejszych rzeczy, co często oznacza do naga.

Ponieważ nie jestem we własnym domu, pozostaję w bokserkach i T-shircie. Normalnie nie noszę bielizny, ale w klubach jest gorąco i inaczej jaja przyklejają mi się do nogi. Wygodnie rozkładam się na kanapie. Jest z białej skóry, co moim zdaniem jest głupim wyborem koloru, ale co mi tam. Otwieram pudełko z pizzą, jęcząc na widok roztopionego sera i stosu mięsnej wspaniałości.

Kiedy Sunny i ja zamawiamy pizzę, nie ma na niej nawet sera. Nie je niczego, co ma twarz ani niczego, co pochodzi od czegoś, co ma twarz. Nie sądzę, żebym mógł żyć bez krowy, ale ja to ja.

Kiedy odrywam kawałek pizzy, ser przylega do swoich braci, jakby był przerażony swoim losem. Pochylam się nad pudełkiem – jestem zbyt leniwy, by pójść do kuchni po talerz – i biorę duży gryz. Jest gorąca. Tak gorąca, jakby dopiero co wyszła prosto z pieca, co jest niedorzeczne, bo to niemożliwe. Gdybym był mniej pijany, może zwróciłbym uwagę na obłok pary, gdy brałem pierwszy kęs, ale za bardzo się spieszyłem, żeby dostarczyć pokarm do żołądka.

Ser parzy mi podniebienie, a jego pasma przyklejają się do brody, też ją parząc. Upuszczam kawałek pizzy i część spada poza krawędź pudełka na stolik do kawy i najnowsze wydanie „The Hockey News”. Otwieram kolejną puszkę i wypijam duszkiem połowę, żeby schłodzić usta. Dzisiaj moje życie jest do kitu.

Czekając, aż pizza ostygnie, szukam pilota do telewizora. Nie ma go ani na stoliku, ani pod pudełkiem. Znajduję go na kanapie, wetkniętego pomiędzy poduszki razem z parą majtek. Zostawiam je tam, gdzie były.

O drugiej w nocy nie ma w telewizji zbyt dobrych jakościowo programów. Oprócz reklam i pornosów mam wybór pomiędzy wiadomościami sportowymi i starymi serialami komediowymi albo kanałem z teledyskami. Przełączam kanały bez celu, zatrzymując się na jakimś kiepskim pornosie. Wątpię, czy będę miał energię, żeby sobie później zwalić konia. Mogę być na tyle pijany, że mój kutas będzie sflaczały.

Wybieram kanał muzyczny i wracam do pizzy, która jest już wystarczająco chłodna, żeby ją jeść. Pochłaniam połowę pudełka i zasypiam na kanapie. Jedyny powód, dla którego się budzę, to ten, że dzwoni mój telefon. Jest w moich spodniach, które są na podłodze jakieś sześć metrów dalej, więc przegapiam połączenie. Stwierdzam, że wolę spać w łóżku niż na kanapie Lance’a. Odkąd zostałem sprzedany do Chicago w połowie sezonu, nocowałem tu tak wiele razy, że mam tutaj pokój, który zaklepuję, gdy jestem zbyt nawalony, żeby pojechać do domu.

Nie mam pojęcia, czy Lance i Randy wciąż są na zewnątrz z dziewczynami. Jeśli tak, to jest duża szansa, że jacuzzi będzie potrzebowało jutro dokładnego czyszczenia. W drodze na górę omal nie potykam się o własne spodnie. Ciągnę je ze sobą na piętro, gdzie pakuję się do pokoju gościnnego.

Kopniakiem zamykam drzwi, ściągam koszulkę przez głowę, zrzucam bokserki i padam twarzą na materac. Przez głośniki na zewnątrz nadal dudni muzyka, sprawiając, że cały dom wibruje. To już nie jest pop, tylko jakaś ckliwa ballada miłosna z lat 80. Brzmi jak coś, co podobałoby się Sunny.

Myślenie o niej sprawia, że mój kutas się napręża, co jest do dupy, bo nie mam koordynacji, by cokolwiek z tym zrobić. Nienawidzę tego, że nie mieszka bliżej. Kanada nie jest aż tak daleko od Chicago, ale wystarczająco, by całe to randkowanie było o wiele trudniejsze.

Chcę do niej zadzwonić. Wiem, że to zły pomysł. Jestem pijany, a ona pewnie śpi, biorąc pod uwagę, że jest po drugiej w nocy. A może jest już piąta nad ranem. Nie potrafię odczytać zegara. Mój filtr logiczny nie działa, więc po omacku szukam spodni. Są na podłodze. Omal nie spadam z łóżka, żeby ich dosięgnąć. Z kieszeni wyciągam komórkę. Bateria pokazuje dziewięć procent. Wystarczy na szybki telefon. I tak prawdopodobnie odezwie się poczta głosowa.

Tak jak przewidziałem, telefon dzwoni cztery razy i słyszę jej wiadomość.

Dodzwoniłeś się do Sunshine Waters. Prawdopodobnie jestem zajęta oczyszczaniem mojego chi, ale kiedy skończę, oddzwonię. Pamiętaj, karma jest twoją przyjaciółką!

Rozłączam się, nie zostawiając wiadomości, i dzwonię ponownie. Po raz drugi zostaję przekierowany na pocztę głosową. Za trzecim razem Sunny odbiera.

– Halo? – Jej głos jest ochrypły od snu. Brzmi podobnie jak wtedy, gdy dochodzi. Do tej pory udało mi się to zrobić tylko palcami. Sunny nie chce się spieszyć. Muszę przejąć kontrolę nad krążkiem, zanim będę mógł zdobyć moją ulubioną bramkę.

– Hej, cukiereczku. Obudziłem cię? – To głupie pytanie. Oczywiście, że ją obudziłem, dzwoniłem do niej trzy razy w środku nocy.

– Miller?

– Przepraszam. Jest późno, prawda? – Przewracam się na plecy i robię rozgwiazdę, pozwalając odetchnąć moim jajom. Przez telefon dochodzi do mnie szelest pościeli. Na podstawie naszych wieczornych rozmów na Skypie wyobrażam sobie, co ma na sobie. Jest dziewczyną, która lubi luźne koszulki i szorty. Czasami ubiera jedną z tych przezroczystych koszulek, w których wygląda, jakby była naga, a nie jest. Niestety, zawsze ma na sobie sportowy biustonosz. Ta rzecz to najgorszy wynalazek na świecie. Rujnuje doskonały dekolt.

– Która godzina?

– Uch. – Mrużę oczy na zegar na nocnym stoliku, jakby to miało mi ułatwić odczytanie cyfr. Lepiej sobie radzę z tradycyjnymi zegarami niż cyfrowymi. – Dość wcześnie.

– Rano?

– Taaa.

– Wszystko w porządku?

– Taaa.

Następuje długa przerwa, podczas której żadne z nas się nie odzywa.

– Wyszedłeś wieczorem z chłopakami?

– Taaa.

Delikatność w jej głosie zostaje zastąpiona ostrością.

– Z kim?

– Z tymi, co zwykle. Randym Ballistikiem i Lance’em Romero. Kilku pozostałych chłopaków zjawiło się później.

– Więc jesteś pijany?

Wiedziałem, że nie powinienem był dzwonić. Żałuję, że przez cały czas nie mam przy sobie kogoś, kto powstrzymywałby mnie przed robieniem głupstw. Przynajmniej Randy zajął się króliczkami, trzymając je z dala ode mnie. Przez większość czasu Lance nie jest pomocny, raczej zachęca do podejmowania złych decyzji.

– Wypiłem kilka drinków. Chciałem usłyszeć twój głos. – Brzmi to jak frazes, ale nie jest. Naprawdę chcę słyszeć jej głos, nawet jeśli to sprawia, że brzmię jak pantoflarz.

Sunny wydaje cichy dźwięk, jakby przeciągała się albo próbowała wygodniej się ułożyć. Przenika on prosto do mojego fiuta, nadmuchując go jak balon z helem.

– To słodkie, Miller – wzdycha.

Uwielbiam, kiedy używa mojego prawdziwego imienia zamiast pseudonimu.

– Ale nie sądzisz, że byłoby lepiej, gdybyś zadzwonił, jak będziesz trzeźwy i nie w środku nocy? Przerwałeś mi przyjemny sen.

– Jaki sen? Śnił ci się seks?

– Nie powiem.

– Śnił ci się, prawda?

– Nic nie powiem.

– Byłoby milion razy lepiej, gdybyś pozwoliła mi się rozebrać w prawdziwym życiu.

– Nie bądź taki do przodu, Butterson.

– Ja tylko mówię, że kiedy na to pozwolisz, będzie miliard razy lepiej.

Wzdycha.

– Cukiereczku?

– Powinieneś przespać to, co wypiłeś. Dojedziesz jutro?

– Mogę dojść dla ciebie już teraz, kochanie.

Ktoś puka do drzwi. Słyszę głos Randy’ego, po którym następuje chichot. Zakrywam dłonią słuchawkę, a przynajmniej myślę, że to robię, i krzyczę:

– Śpię!

– Jesteś w domu? Kto jest z tobą?

– Jestem u Lance’a.

Sunny gwałtownie wciąga powietrze, po czym pyta:

– Zostajesz u niego na noc?

– Natasha przychodzi rano.

– Kto?

– Nasza trenerka. Używamy basenu do treningu plyometrycznego. – Trochę mniej teraz bełkoczę, więc jestem w stanie powiedzieć to słowo bez przekręcenia go. – Poza tym mój samochód jest tutaj, a ja jestem odpowiedzialny i nie prowadzę pod wpływem alkoholu.

– Są tam teraz jakieś dziewczyny?

– Lance zaprosił kilka przyjaciółek. Ja jestem w łóżku.

– Ile przyjaciółek?

– Kilka.

– Czy któraś z nich jest też twoją przyjaciółką?

– Nie, skarbie. Jedyną przyjaciółką, jaką mam teraz, jest moja lewa ręka.

Następuje długa cisza.

– Sunny? Jesteś tam?

– Jestem. Powinnam jednak już kończyć. Jest późno, a jutro z samego rana prowadzę zajęcia z jogi.

– Jesteś pewna, że nie chcesz opowiedzieć mi o swoim śnie?

To ją rozśmiesza.

– Jesteś niemożliwy. Powinieneś zamknąć drzwi na klucz. Branoc, Miller.

Bateria w telefonie pada, zanim mogę jej odpowiedzieć. Nie mam pod ręką ładowarki, a jestem zbyt zmęczony, by się ubrać i iść jakiejś poszukać. Zamykam oczy i wyobrażam sobie Sunny w bikini – to najmniejsza ilość ubrań, w jakich ją widziałem – i chwytam mojego supertwardego kutasa. Nie mam wystarczającej koordynacji, siły umysłu ani energii, by podtrzymać ten obraz w mojej głowie i zwalić konia, więc tylko trzymam go w jednej dłoni, a mój martwy telefon w drugiej.

Potem urywa mi się film.

2. Kutasowa twarz

Głowa mnie boli, a w ustach mam posmak gówna. Próbuję się nie ruszać, ale słyszę okropną muzykę dobiegającą gdzieś spoza mojego pokoju, która rujnuje mi sen. Otwieram powiekę i wzdrygam się, gdy dochodzi do mnie przenikająca przez zasłony jasność. Pierwszą rzeczą, jaką zauważam, jest to, że nie jestem we własnym łóżku. Zajmuje mi chwilę, zanim przypominam sobie, że jestem u Lance’a. Mam bardzo mgliste wspomnienia z jazdy limuzyną i leżenia na podłodze w salonie. Przypominam sobie prezerwatywę oraz nagiego bobra i zaczynam panikować.

Druga strona wielgachnego łóżka jest pusta, więc biorę to za dobry znak. Szalejąca poranna erekcja i obolałe jaja są również solidnymi wskazówkami, że nie włożyłem fiuta tam, gdzie nie powinienem.

Kilka miesięcy temu ta nieużywana poduszka byłaby zajęta przez bardzo usatysfakcjonowanego i bardzo dobrze wykorzystanego hokejowego króliczka. Kiedyś byłem psem. Prawdopodobnie nadal można mnie tak zakwalifikować, ale pracuję nad moją resocjalizacją. Nie jest to łatwe. Kobiety cały czas chcą ujeżdżać mojego kutasa. Niesprowadzanie „regularnych” do domu jest jak przejeżdżanie obok McDonalda podczas obozu treningowego: wiesz, że nie możesz nic zjeść, ponieważ nie jest to częścią planu posiłków, dlatego chcesz tego jeszcze bardziej.

Zamiast seksu Sunny i ja wysyłamy sobie SMS-y albo rozmawiamy na czacie wideo. To drugie lubię najbardziej, zwłaszcza późnym wieczorem. Sunny leży wtedy w łóżku, a ja mogę się na nią gapić, kiedy rozmawiamy.

Mam nadzieję, że wreszcie uda nam się przejść na kolejny poziom, od rozmowy do seksu na Skypie. Jeszcze nie uprawialiśmy prawdziwego seksu, więc nie ma żadnej cholernej możliwości, żebym poprosił ją o uprawianie ze mną wirtualnego seksu na czacie wideo. W drodze do ostatniej bazy najpierw muszę zdobyć trzecią. Do tego czasu będę kontynuował sesje trzepania kutasa po zakończonych rozmowach na Skypie. To frustrujące, mimo że podoba mi się, że Sunny nie jest tak zdzirowata jak hokejowe króliczki, do których jestem przyzwyczajony.

Wszystko to oznacza, że mój sprzęt przez ostatnie kilka miesięcy nie był używany. Trochę się z Sunny obmacywaliśmy i całowaliśmy, i włożyła dłoń w moje spodnie i vice versa, ale to wszystko. To dziwne. Nigdy nie zdarzyło się, że nie uprawiałem seksu na pierwszej „randce”.

Przed Sunny, jeśli potrzebowałem towarzystwa, wystarczyło, że wszedłem w moją listę kontaktów w telefonie, znajdowałem jakieś „kochanie”, dzwoniłem do niego i czekałem. Zazwyczaj owo „kochanie” przyjeżdżało w ciągu pół godziny; te, które miały na sobie zbyt dużo makijażu, potrzebowały więcej czasu. To prawie jak zamawianie pizzy.

I nie miało znaczenia, czy właśnie wróciłem do domu z siłowni czy też treningu. Nie musiałem nawet brać prysznica. Mogłem być spocony i obrzydliwy albo zjeść surową główkę cholernego czosnku, a one i tak by przyszły i poskakały na moim fiucie.

Teraz, kiedy staram się zdobyć Sunny, żeby została moją dziewczyną, nie mam już takiej opcji, więc została mi własna ręka. Teoretycznie, jeśli przez kilka miesięcy mogę się obyć bez jedzenia skrzydełek, powinienem być w stanie obyć się bez seksu. W praktyce jest to o wiele trudniejsze.

Leżę w nie swoim łóżku, próbując sobie przypomnieć koniec wieczoru. Mam przeczucie, że mogłem po pijaku zadzwonić do Sunny. Mam nadzieję, że nie odebrała telefonu. Z urywków pamiętam, że nie byłem w zbyt dobrej formie.

Poza sezonem tak właśnie jest – zarywanie nocek, dużo imprezowania, picie i jedzenie śmieciowego żarcia, a potem żałowanie tego wszystkiego, kiedy znowu rozpoczyna się ostry trening. Przyciskam poduszkę do twarzy, żeby zagłuszyć kiepską muzykę.

Odpływam, kiedy słyszę pukanie do drzwi.

– Natasha będzie tu za dwadzieścia minut. Rusz dupę z łóżka, Butterson – krzyczy Randy.

Wyglądam spod poduszki i wpatruję się w cyfry na zegarze, siłą woli próbując je zmusić, żeby przestały się poruszać, abym mógł je odczytać. Jest po dziewiątej. Mój alarm powinien był zadzwonić pół godziny temu. Zwykle codziennie rano walę w przycisk drzemki minimum cztery razy. Nienawidzę się budzić prawie tak samo, jak nienawidzę szparagów. I muzyki pop.

Kilka minut później słyszę znów pukanie do drzwi.

– Buck? – Tym razem to kobiecy głos. Jest dziwnie znajomy.

Ignoruję go. Kolejne pukanie.

– Randy powiedział, że musisz wstać.

Nadal nie odpowiadam. Po drugiej stronie dochodzą mnie szepty i chichotanie, po których słychać odgłos obracanej klamki. Jest niezamknięta na klucz. W sekundę wyskakuję z łóżka, waląc ramieniem w drzwi, żeby je zamknąć. Jestem nagi. I mam poranną erekcję. I głowa mnie boli jak diabli.

Zsuwam się na podłogę, przyciskając dłonie do oczu.

– Wstałem. Będę na dole za dziesięć minut.

Jeszcze więcej chichotania, a następnie tupot stóp po korytarzu i krzyk:

– Mówi, że wstał!

Kilka minut później, gdy Randy puka do drzwi, nadal siedzę na podłodze z głową w dłoniach.

– Jeśli nie będziesz na dole za osiem minut, Natasha zrobi ci musztrę.

– Chcę zobaczyć, jak próbuje.

Natasha jest moją trenerką, odkąd zostałem sprzedany z Miami do Chicago. Jest twarda, ale wspaniała. Czasami nienawidzę jej za to. Groźby wystarczają, by skłonić mnie do podniesienia dupy z podłogi. Przekręcam jednak zamek w drzwiach, na wypadek gdyby ktoś jeszcze postanowił, że chce się wpakować do mojego pokoju.

Szukam na stoliku nocnym mojej komórki, ale jej tam nie ma. Nie ma jej też na podłodze, więc macam kołdrę, żeby sprawdzić, czy przypadkowo nie wziąłem jej ze sobą do łóżka. Znajduję ją pod poduszką. Biorę ze sobą do łazienki, naciskam przycisk, żebym mógł wpisać hasło i sprawdzić wiadomości, ale ekran pozostaje pusty. Bateria musiała się rozładować. Kładę telefon z tyłu na toalecie i podnoszę deskę sedesową. Jestem taki twardy, że nie jestem w stanie się wysikać.

Gdyby mój telefon nie był wyładowany, znalazłbym zdjęcie Sunny i zająłbym się moim problemem w ten sposób. Zamiast tego muszę użyć wyobraźni. Dziś rano jest gorzej niż zwykle. Ponieważ nie widziałem jej jeszcze całkiem nago, muszę sklecić ze sobą jej obrazy w bikini i wyobrazić sobie, jak wyglądałyby jej obnażone cycki. W końcu poddaję się, podnoszę jedno ze śmieciowych czasopism ze stojaka na podłodze i otwieram je. Trafiam na gorącą blondynkę ze sztucznym biustem. Może być.

Kiedy już mam wystrzelić, opieram się dłonią o ścianę, a łydkami o sedes. Pod koniec kolana mi się uginają i źle wymierzam, strzelając w pokrywę od sedesu. Cały się trzęsę pod moim ciężarem i telefon przesuwa się ku krawędzi.

Jestem zbyt wolny, żeby go złapać. Odbija się od deski i zamiast wylądować na podłodze, wpada prosto do muszli.

– Kurwa! Kurwa! Kurwa! – Sięgam do środka i wyciągam go, nie przejmując się tym, że wkładam dłoń do brudnej wody i własnej spermy. Potrząsam telefonem, chwytam najbliższy ręcznik i wycieram go do czysta. Bateria i tak jest już rozładowana, więc nie mam pojęcia, czy go zniszczyłem, czy nie.

I oczywiście właśnie wtedy słyszę cholerne pukanie do drzwi. Przechodzę przez pokój, trzymając w dłoni potencjalnie zniszczoną komórkę w ręczniku. Otwieram drzwi.

– Stary, idziesz… – Randy urywa w środku zdania.

Stoi za nim dziewczyna. Wygląda dziwnie znajomo. Ma na sobie wczorajszy makijaż, za dużą koszulkę Randy’ego, i prawdopodobnie nic więcej. Jej wzrok pada poniżej mojego pasa.

– O mój Boże!

Jestem nagi i jeszcze na wpół twardy po sesji masturbacyjnej. Zakrywam mój sprzęt ręcznikiem. Randy kładzie jej dłoń na oczach. Ona próbuje ją oderwać, ale Randy ma duże dłonie i jest o wiele silniejszy od niej, pomimo cholernego kaca.

Laska wskazuje na mnie ręką, chociaż mnie nie widzi.

– Masz coś na swoim…

– Skarbie, może zejdziesz na dół i zobaczysz, co robią dziewczyny?

– Ale…

– Mam wszystko pod kontrolą. – Randy szepcze jej coś do ucha. Jedną dłoń wślizguje pod jej koszulkę. Odwracam wzrok, bo nie chcę widzieć jej ciała, tak jak ona widziała moje.

Dziewczyna śmieje się i biegnie korytarzem, krzycząc:

– Widziałam kutasa Bucka i jest ogromny!

– Serio, stary? – Jakby jeszcze to było mi potrzebne do szczęścia.

– To ty otworzyłeś drzwi w ten sposób. – Balls wskazuje ręką mój brak ubioru. – Świat nie jest twoją szatnią, Miller.

– Mój pieprzony telefon wpadł do kibla! – Wyciągam dłoń z aparatem owiniętym w ręcznik.

– Znowu przeglądałeś Facebooka na kiblu?

– Śmiej się, dupku. Wszystkie moje kontakty są tutaj.

– Działa?

– Bateria padła, więc nie mam pojęcia.

Randy rzuca mi parę kąpielowych szortów.

– Włóż je i przynieś telefon na dół. Przyniosę torebkę ryżu.

– A co, do cholery, ryż ma wspólnego z moim telefonem?

– Stary, wyluzuj. Ma z niego wyciągnąć wilgoć czy coś takiego. Naładujemy go, a potem włożymy do ryżu. Mam nadzieję, że za kilka godzin będzie działał.

Wkładam szorty, poprawiam w środku zwiotczałego wacka i idę za nim na dół. Randy nie wygląda dzisiaj nawet w połowie tak kiepsko, jak ja się czuję.

Dwie dziewczyny – ta, która ogłosiła wszystkim w domu wielkość mojego fiuta, nazwijmy ją Kutasowa Krzykaczka, oraz druga, którą mgliście sobie przypominam z ubiegłej nocy – siedzą przy barze śniadaniowym, popijając kawę. Kolejna usadowiła się na kanapie w salonie, klikając na telefonie. Dziewczyny przy barze gapią się na mnie, po czym opuszczają wzrok na swoje filiżanki, trzęsąc ramionami.

– Znowu pokazywałeś swoje klejnoty, co, Miller? – mówi Natasha, nasza trenerka, stojąca po drugiej stronie kuchni, skupiona na owocach, które wrzuca do blendera. Wydaje się być w złym humorze, co oznacza, że nasz trening będzie dzisiaj ekstrabolesny.

– Nie celowo.

Jedną dłoń trzyma na górze blendera, a palec nad przyciskiem. Spogląda do góry, naciskając przełącznik. Nie mam czasu zakryć uszu, zanim pozwala mu mielić zawartość. Czuję, jakby bomba wybuchła mi w głowie.

Natasha wytrzeszcza oczy i zaczyna się śmiać, padając na podłogę. Jestem wdzięczny, że blender przestał rozdrabniać.

Pokój wypełnia się chichotem.

– Co, do cholery? Wszyscy się naćpaliście?

– Powiedziałeś, że się tym zajmiesz. – Kutasowa Krzykaczka zwraca się do Randy’ego.

On wzrusza ramionami.

– Zajmie się czym? – Jestem kompletnie zdezorientowany.

Kutasowa Krzykaczka kręci głową i przewraca oczami.

– Idź spojrzeć w lustro.

Rzucam telefon na stół i wchodzę do najbliższej łazienki. Na czole czarnym pisakiem ktoś narysował mi gigantycznego, strzelającego spermą kutasa. Ma nawet owłosione jaja.

– Kto to zrobił?

– To nie ja – krzyczy Randy. – Ja nie potrafię nawet narysować ludzika z kresek.

Pompuję garść mydła na dłoń i wcieram je w czoło, ale tusz nie chce zejść. Wychodzę z łazienki i krzyczę:

– Przygotuj się na skopanie dupy, Lance! Jeśli ktokolwiek zrobił mi zdjęcia, walnę cię kijem w jaja, ty skurwielu!

Dwie dziewczyny przy barze wyglądają tak, jakby nie mogły się zdecydować, czy mają się śmiać, czy uciekać. Natasha nadal leży na podłodze, a Randy zakrywa dłonią usta.

Lance otwiera przesuwne drzwi prowadzące na patio i basen.

– Kiedyś w końcu się zmyje.

– Wieczorem mam pieprzony lot. Nie wpuszczą mnie do Kanady z kutasem na czole.

– To dzisiaj? – pyta Lance.

– Tak, stary. Mówiłem ci o tym. – A przynajmniej zakładam, że to zrobiłem.

Natasha przestaje się śmiać, by zapytać:

– Będziesz się widział z Sunny?

– Nie, jeśli nie uda mi się tego zmyć! – Wskazuję na penisa na moim czole.

– Kto to jest Sunny? – pyta Kutasowa Krzykaczka.

– Dziewczyna Millera – odpowiada Randy.

– Myślałam, że on ma na imię Buck.

– To pseudonim – odpowiadam. – Co to jest? Niezmywalny pisak? Jak mam się go pozbyć?

– Płyn do demakijażu mógłby zadziałać – odzywa się dziewczyna siedząca na kanapie.

– Czy któraś z was ma go pod ręką?

Dwójka siedząca przy barze potrząsa głowami. Ta cicha na kanapie ożywia się.

– Och! Mam płyn dezynfekujący do rąk! – Podskakuje i wybiega. Wraca minutę później z trzema małymi buteleczkami i klepie stołek.

Siadam. Wylewa sporo na dłoń; pachnie owocowo.

– Jesteś pewna, że to zadziała?

– Warto spróbować. – Bierze serwetkę i zanurza ją w płynie. – Ma w składzie alkohol. – Zaczyna pracować nad moim czołem. – Wow, trudno schodzi. – Bierze większą ilość i tym razem środek dostaje się do moich oczu. Piecze jak cholera.

– Och! Przepraszam! Może byłoby lepiej, gdybyś się położył.

– Kiedy skończycie usuwać fiuta, wypij to i wyjdź na zewnątrz. – Natasha kładzie szklankę na blacie wraz z dwoma środkami przeciwbólowymi i opuszcza kuchnię. Randy zabiera Kutasową Krzykaczkę i tę drugą przy barze, i wychodzi za nimi.

Natasha jest przyzwyczajona do naszego idiotycznego zachowania, włączając w to kręcące się po domu po ubiegłonocnej imprezie dziewczyny. Chata Lance’a to obrotowe drzwi dla lasek i imprezek.

Leżę na podłodze, mimo że kanapa jest mniej niż trzy metry dalej, a cicha laska siedzi przy mnie po turecku.

– Czuję, że powinienem znać twoje imię, skoro będziesz mi ścierać kutasa z czoła.

Jej uśmiech jest stonowany przez zaciśnięte usta.

– Jestem Poppy. Lance to prawdziwy dowcipniś.

– Taaa. To on. Dzięki, że się tym zajęłaś.

– Nie ma sprawy. – Wciera jakiś śmierdzący płyn do dezynfekcji rąk w moją skórę. – Kristi śledzi jego karierę, odkąd został powołany.

– Kto?

– Ta dziewczyna, z którą był zeszłej nocy.

– Ta bez bielizny? – Nie zamierzam być tym, który jej powie, że Lance zmienia laski jak prostytutka facetów.

– Tak, to Kristi. I nie spałam z Lance’em po tym, jak ona z nim skończyła.

– Uch…

– Przepraszam. Nie wiem, dlaczego ci to powiedziałam. – Wylewa trochę płynu bezpośrednio na moje czoło. Nie widzę jej twarzy, ale brzmi na zawstydzoną.

– Lance lubi się bawić. Nie jest gotowy się ustatkować, wiesz?

– Och, wiem. Chodziłam z nim do podstawówki. Potem wyprowadziliśmy się na kilka lat. Ciągle mi dokuczał. W każdym razie byliśmy wtedy dziećmi. Teraz jest inny. Z drugiej strony, ja chyba też jestem inna.

Znam Lance’a, od kiedy zostałem przeniesiony, więc nie wiem, jaki był, zanim trafił do NHL. W najlepszym przypadku jest zarozumiałym skurwielem.

– Czy on wie, że się znacie?

– Nie sądzę, żeby w ogóle mnie pamiętał. Byłoby lepiej, gdybyś mu nie mówił. Jesteście dobrymi przyjaciółmi, prawda?

Nie potrafię zdecydować, czy jest stalkerką, fanką czy jeszcze kimś innym. Ma minę podobną do tej, jaką ja robię, gdy nie wolno mi zamówić skrzydełek z kurczaka.

W odpowiedzi niezobowiązująco kiwam głową.

– Teraz musisz mi powiedzieć, dlaczego nie chcesz, żeby wiedział, że się znacie.

– Nie ma mowy. – Bardziej agresywnie trze moje czoło. – Ten pisak jest naprawdę dobry.

– Walnę Lance’a w jaja.

– To całkiem dobry rysunek.

– Więc jaka jest twoja historia z nim?

– To nic. To głupie.

– Był twoją pierwszą miłością czy coś? Chciałaś się z nim trzymać za ręce i takie tam bzdury?

Robi przerwę od szorowania mojej skóry, a ja wykorzystuję okazję, by na nią spojrzeć. Całą twarz ma zaczerwienioną i przygryza wargę. Jest ładna, może nawet ładniejsza pod tym jednodniowym makijażem. Jest dokładnie w typie Lance’a, gdyby zrobił sobie przerwę od pieprzenia wszystkiego, co ma cipkę: drobna, z truskawkowoblond włosami, piegami i słodkimi krągłościami.

– Był! Jasna cholera! – Nie mogę uwierzyć, że mam rację. – Jak to możliwe, że cię nie pamięta?

– To nie tak. I to było dziesięć lat temu. Był dwie klasy wyżej. Mam starszą siostrę. Poszłam z nią na imprezę dla licealistów i tam była taka zabawa, no wiesz? „Siedem minut w niebie” czy jak to się nazywa? – Chowa twarz w dłoniach. – O mój Boże. To takie żenujące. Już się zamykam.

Siadam, totalnie zainteresowany. To jak jeden z tych okropnych seriali komediowych dla nastolatków, tylko prawdziwy. Uwielbiam taki szajs.

– Pieprzyłaś się z nim?

Opuszcza ręce.

– Miałam dwanaście lat!

– Racja. To byłoby trochę zdzirowate, co nie?

Uderza mnie w ramię.

– Zatem obmacywał cię?

– Nie!

– Naprawdę? W tym wieku oddałbym prawe jądro, żeby móc pomacać laskę. Nie położyłem rąk na parze nagich cycków, dopóki nie skończyłem szesnastu lat.

– Serio?

– Przysięgam. – Dwa razy biję się pięścią w pierś.

– Wow. Cóż, zdaje się, że to nadrobiłeś, prawda?

– Taaa. Prawdopodobnie bardziej, niż potrzebowałem.

Poppy popycha moje ramię i kładę się z powrotem na podłodze, żeby mogła dokończyć ścieranie tego głupiego rysunku.

– Więc nazywają cię Buck1, bo cały czas chodzisz nago? – pyta.

– Nie. Jako dziecko miałem wystające zęby.

– O. To podłe.

– Dzieciaki to dupki. Przezwisko do mnie przylgnęło, a po jakimś czasie przestałem się nim przejmować. Teraz moje zęby są idealne, ale żaden z przodu nie jest prawdziwy.

– Co się stało?

– Dostałem w twarz krążkiem podczas ulicznego hokeja.

Gwałtownie wciąga powietrze.

– To musiało boleć.

– Wiele rzeczy boli. Mieli mi założyć aparat na zęby, ale po tym już nie musieli. Zamiast tego dostałem te tytanowe implanty. Dają dobre prochy, kiedy ci wwiercają te skurwiele. W każdym razie ten wypadek naprawił mi zęby, więc zdaje się, że ból był tego wart.

– To sporo bólu, jak na ładny uśmiech. Mam nadzieję, że teraz nosisz ochraniacz. – Po raz ostatni wyciera mi czoło. – Okej. Wygląda na to, że jesteś wolny od kutasa.

Siadam.

– Dzięki, że się tym zajęłaś.

– Nie ma sprawy.

Wstaję i podaję jej rękę, żeby pomóc jej wstać.

– Jesteś zupełnie inny, niż myślałam.

– To dobrze czy źle?

Uśmiecha się.

– To dobrze. Jesteś miły.

Lance krzyczy, żebym wyszedł na zewnątrz. Kiedy Poppy nie rusza się, żeby iść za mną, przystaję.

– Nie idziesz?

– Muszę iść do łazienki, żeby zmyć to wszystko z dłoni. Pachnę jak sałatka owocowa.

– Okej. Widzimy się za chwilę. – Biorę shake’a, którego zrobiła mi Natasha, torebkę ryżu z moim telefonem, ładowarkę i wychodzę na zewnątrz, gdzie Lance i Randy są już w basenie. Podłączam komórkę w pobliżu grilla, żeby sprawdzić, czy działa – nie działa – i wypijam shake’a.

Lance wygląda, jakby miał trudności z nadążaniem. Randy jednak radzi sobie dość dobrze. Wskakuję do basenu, zanurzam głowę i pocieram dłońmi twarz, żeby zmyć resztki płynu do dezynfekcji i sztucznie owocowy zapach.

– Długo ci to zajęło – mówi Lance, ciężko oddychając.

– Nie będę ci dziękował, kutasie.

– Zamknijcie się obaj. – Natasha dmucha w gwizdek. Nienawidzę go.

– Miller, ćwiczysz w płytkim końcu basenu. Chcę dwadzieścia powtórek.

Lance szczerzy zęby i podnosi kciuki. Natasha wskazuje na niego.

– Ty też, Lansie Romansie.

Przynajmniej dzisiaj rano nie jestem sam w tym piekle.

1 Buck (ang.) – samiec jelenia. W slangu oznacza również wystające zęby. Buck naked oznacza osobę kompletnie nagą (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).

3. Wszystkie króliczki w domu

Po półgodzinie zauważam, że Poppy, dziewczyna, która starła mi kutasa z czoła, nie wyszła na zewnątrz. Może poszła spać. Nie mam czasu zadawać pytań, bo Natasha szaleje. Jest zdecydowanie poirytowana Lance’em, który z naszej trójki jest najmniej zmotywowany.

Ciągle rozprasza go Bobrowa Ekshibicjonistka, ta laska, którą wczoraj przeleciał. Musiał mieć w domu kilka zapasowych bikini, bo ubrała się w takie białe tycie coś, co ledwo cokolwiek zakrywa. Kutasowa Krzykaczka ma na sobie różowy stanik i żółte majtki. Staram się nie patrzeć na żadną z nich i pozostać skupionym na ćwiczeniach.

Ćwiczenia plyometryczne są intensywne na suchym lądzie, ale w wodzie i na kacu to prawie tortury. Jesteśmy w trakcie trzeciej rundy ćwiczeń kardio, gdy rozbrzmiewa dzwonek do drzwi.

Patrzę na Lance’a, który siedzi na krawędzi basenu, nie robiąc tego, co powinien robić.

– Kto to?

– Zaprosiłem kilka osób. – Trąca łokciem Bobrową Ekshibicjonistkę i prosi ją, by wpuściła tego, kto przyszedł.

Lance nie zaprasza „kilku” osób. Nie tak działa, chyba że chce się pieprzyć z jakimś króliczkiem, tak jak zeszłej nocy. To, że te dziewczyny nadal tu są, jest zaskakujące. Zazwyczaj pierwsza rzecz, jaką robi rano, to wzywa im taksówkę i odsyła do domu. Musiał się dobrze bawić z Bobrową Ekshibicjonistką.

– Gdzie jest twoja przyjaciółka? – pytam Kutasową Krzykaczkę.

Podnosi wzrok znad swojego telefonu i posyła mi dziwne spojrzenie.

– Poszła otworzyć drzwi.

– Nie ta. Ta druga. – Wskazuję na swoje czoło. – Ta, która usunęła mi kutasa.

– Och! Poppy? Nie czuła się dobrze. Pojechała taksówką do domu. – Wraca do gapienia się w komórkę.

Ta laska sprawia wrażenie gównianej przyjaciółki.

Natasha wyszła już z basenu i pakuje swoje rzeczy. Jestem pewien, że jeszcze nie skończyliśmy, ale widać wyraźnie, że się poddała. Bobrowa Ekshibicjonistka wraca z kilkoma chłopakami z mojej drużyny i paroma dziewczynami, których nigdy wcześniej nie widziałem, co jest dobrą rzeczą. Podnoszę rękę na powitanie, po czym chwytam ciężarki i taśmę, których nie zdążyliśmy użyć. Lance podnosi dupę, ale nie po to, by pomóc, tylko po to, by przywitać się z towarzystwem.

– Przepraszam za dzisiaj. – Składam wszystko tak, jak lubi Natasha, i podaję jej, żeby mogła spakować do swojej torby.

– Ty byłeś w porządku, to pozostała dwójka była problemem. Nie wydaje mi się, żeby te domowe sesje się sprawdzały.

– Byłoby dobrze, gdyby Lance pozbył się króliczków.

Lance mieszka poza miastem, na ogromnej nieruchomości, w gigantycznym domu. Ma pomieszczenie z kompletną siłownią oraz bieżnię w ogrodzie. Jego basen wymiata. A jacuzzi po ciężkim treningu jest czymś cudownym. Nie skorzystam z niego dzisiaj, bo nie mam pojęcia, co się w nim działo ubiegłej nocy. Zaczęliśmy u niego trenować, gdy tylko ociepliło się na dworze. W ten sposób nie musiałem mieć do czynienia z tymi wszystkimi króliczkami na siłowni. Niestety, Lance zaczął sprowadzać je tutaj.

– Tak, cóż, ale nie zrobił tego, więc ja skończyłam. – Natasha bierze swoją torbę.

– Przepraszam za niego. Wiesz, jaki jest.

Kręci głową. Z jakiegoś dziwnego powodu mam przeczucie, że pomiędzy nią a Lance’em chodzi o coś więcej, niż mam pojęcie. Jest naszą trenerką od dwóch lat, więc wie, jakim palantem potrafi być. Podrywanie dziewczyn jest jego natręctwem i wiem, że Natasha nie jest wyjątkiem. To zrozumiałe. Jest supersprawna – nawet ja muszę przyznać, że to seksowne, że może skopać mi dupę. Musi być do niej kolejka facetów pragnących ją przelecieć, włączając w to Lance’a. Ale nie sądzę, by była laską, która dałaby się na to złapać. Chociaż nigdy nic nie wiadomo. Ludzie robią dużo głupich rzeczy, gdy w grę wchodzi seks.

– Wyjeżdżasz po tym na kilka tygodni, prawda? – pyta.

– Tak. Dzisiaj wieczorem lecę do Toronto. Lot jest chyba o dziewiątej czy jakoś tak. – Powinienem to sprawdzić, kiedy mój telefon ponownie zacznie działać.

Jej oczy się rozświetlają.

– Cieszysz się, że zobaczysz się z Sunny?

– A co cię tak interesuje moje życie seksualne?

Natasha się śmieje.

– To twój brak życia seksualnego mnie interesuje. Sunny nadal się opiera?

Natasha wie dużo więcej o moim życiu osobistym niż większość ludzi. Widziała, jak bzykam króliczki, odkąd się tutaj przeprowadziłem, wie też, że przez ostatnie trzy miesiące próbuję sobie radzić bez nich, czekając, aż Sunny zmieni zdanie.

Kiedy nie odpowiadam, uśmiecha się znacząco.

– Po wizycie u Sunny jedziesz na obóz, tak?

– Taaa. Randy ma się spotkać ze mną w Toronto i jedziemy razem.

– Będziesz się dobrze bawić. To nie jest ten sam obóz hokejowy co zwykle, prawda?

– Chciałem w tym roku dokonać zmiany, a ten jest blisko Sunny. – A to, że udało mi się przekonać Randy’ego, żeby pojechał ze mną, było poważnym wyczynem. Sprzedałem mu to całe „obozowe doświadczenie” jak wtedy, gdy byliśmy dzieciakami. W ten sposób zdobył kilku przyjaciół, grając dla Toronto podczas swojego pierwszego roku.

– Sprytne. Po obozie wracasz do domu czy masz coś jeszcze zaplanowane?

– Mam pomysły na inny projekt, ale to lokalna sprawa i będę potrzebował pomocy Vi.

– A jak tam Violet?

– Irytująca. – Jako trener naszej drużyny, Natasha spotkała się z nią kilka razy.

– To niesamowite, że chce mieć z tobą cokolwiek wspólnego.

– Nie mam pojęcia, o czym mówisz. Jestem wspaniały. – Obdarzam ją bezczelnym uśmieszkiem. – U Vi wszystko w porządku. Ona i Waters się zaręczyli.

– Słyszałam. Nie brzmisz na szczęśliwego z tego powodu.

– To bez znaczenia. Mam na myśli to, że nie są ze sobą zbyt długo. Jakieś sześć miesięcy? Wydaje mi się to za wcześnie.

– Czasami po prostu wiesz.

Pierwszej nocy, kiedy poznałem Sunny, wiedziałem, że nie jest taka sama jak dziewczyny, z którymi zazwyczaj spędzałem noce. Albo wczesne poranki. Nie wydaje mi się jednak, żeby Natasha to właśnie miała na myśli.

– Chyba tak. Jest dużą dziewczynką i sama może podejmować decyzje, ale jeśli on znowu ją zrani, przefasonuję mu twarz.

– Jestem pewna, że on zrobiłby ci to samo, gdybyś skrzywdził Sunny.

– To prawda. Ale to się nie stanie.

Wyławiam telefon z torebki ryżu, do której włożył go Randy albo, co bardziej prawdopodobne, któraś z dziewczyn. Cały czas był podłączony do prądu, ale nadal mam wyłącznie pusty ekran. Natasha wysyła mi e-mailem kilka dat sesji treningowych, które muszę sprawdzić w domu, zanim ruszę na lotnisko. Chcę zadzwonić do Sunny i sprawdzić, co u niej, ale nigdy nie byłem zbyt dobry w zapamiętywaniu numerów, dlatego nie mam do niej kontaktu. Jest dzień powszedni, więc pewnie i tak uczy jogi albo pracuje jako wolontariuszka w schronisku dla zwierząt.

Natasha obejmuje mnie ramieniem i ściska, po czym macha do Randy’ego, który unosi się na plecach w basenie. Cóż, górna połowa jego ciała unosi się dzięki piance, ale jego nogi są zanurzone. Nie patrzy w stronę Lance’a, kiedy przechodzi obok niego, by wejść do domu, a on jest zbyt zajęty socjalizowaniem się, by to zauważyć.

Wkładam telefon z powrotem do torebki z ryżem. Później znowu go sprawdzę. Nie wiem, jak długo musi schnąć, zanim zacznie działać. Jeśli za kilka godzin nadal będę miał problemy, będę musiał pojechać do sklepu z telefonami. Nie lubię nie mieć dostępu do ludzi, kiedy go potrzebuję. Mam nadzieję, że ten obóz nie jest na jakimś uboczu i będę miał zasięg. To mi wszystko pieprzy. Polegam na codziennych wiadomościach do Sunny, żeby wiedziała, że o niej myślę.

Nagle zmienia się muzyka. Przechodzimy od rocka, którego używamy do ćwiczeń, do jakiegoś gównianego tanecznego popu.

Lance rozgląda się po patio.

– Gdzie jest Tash?

– Wyszła.

– Co? Kiedy?

– Minutę temu.

Zrywa się i biegnie ze zmarszczonym czołem. Zastanawiam się, o co tu chodzi. Czasami mam wrażenie, że to całe flirtowanie Lance’a, które Natasha toleruje, to tak naprawdę nie jest on. Gdyby faktycznie mu się podobała, miałby przerąbane na wszystkich frontach, skoro ona doskonale wie, jak często Lance pozwala króliczkom jeść swoją marchewkę.

Randy podpływa do krawędzi basenu i podciąga się.

– O co tu chodzi?

– Nie jestem pewien – mówię, bo nie jestem, a hipotezy zostawiam dla siebie.

Dzwoni dzwonek i Randy biegnie do drzwi jak pies Pawłowa. Wraca kilka minut później, niosąc na barana jedną z nowo przybyłych dziewczyn. Pozostałe trzy praktycznie potykają się o siebie, żeby być jak najbliżej niego. Kilka miesięcy temu, kiedy Vi i Waters pokłócili się ze sobą, ponieważ był – i podtrzymuję, że nadal jest – wielkim gnojem, zasugerowałem, żeby poszła na randkę z Randym. Mimo że jest moim przyjacielem, cieszę się, że nigdy do tego nie doszło.

Rozpoznaję kilka z tych dziewczyn. Mam nadzieję, że mój kutas nie był w żadnej z ich dziur. Chociaż istnieje spora szansa, że jednak tak.

Randy nie traci czasu. Zaczyna biec do wody z dziewczyną na swoich plecach. Jej oczy rozszerzają się, gdy zdaje sobie sprawę z tego, co on chce zrobić, i zaczyna krzyczeć i kopać. On jednak mocno trzyma ją za nogi, więc nie ma szans się uwolnić. Gryzie go w ramię, gdy wykonuje skok. Uśmiecham się, widząc jej absolutne przerażenie.

Kutasowa Krzykaczka przechodzi obok Bobrowej Ekshibicjonistki, kierując się w stronę domu. Nowe dziewczyny zauważają ją i szepczą coś między sobą. Jak dla mnie, to za dużo dramatów jak na tak wczesną porę.

Nie spodziewałem się dzisiaj króliczków, chociaż pewnie powinienem. Lance niezbyt często się relaksuje. Zazwyczaj Natasha zostaje jeszcze chwilę po treningu. Rozpalamy grilla i pływamy, a potem ona wychodzi, a my planujemy nasz wieczór. Lance zawsze ją odprowadza. Myślałem, że to po prostu uprzejmość czy coś takiego, ale teraz nie jestem taki pewien.

– To musi być tortura – mówi Lance, stając obok mnie.

Zerkam na niego. Musiał wrócić, kiedy byłem zajęty oglądaniem sceny.

– Co masz na myśli? – Wypijam resztki wody z butelki.

– Te wszystkie laski.

– To nic wielkiego. – Szczerze mówiąc, myślałem, że będzie to o wiele trudniejsze. Chociaż trudno jest unikać króliczków, zwłaszcza gdy ma się takich przyjaciół jak Lance, który cały czas urządza imprezki.

Zmieniam temat.

– Znalazłeś Natashę?

– Nie. Już jej nie było, kiedy wszedłem do środka. – Nerwowy tik pod okiem jest jedyną oznaką, że trafiłem w czuły punkt. – Wiesz, nikt nic nie powie, jeśli znikniesz na chwilę z jednym z króliczków.

Zdejmuję okulary przeciwsłoneczne i przyszpilam go zimnym spojrzeniem.

– Moje jaja mogłyby tak zsinieć, że byłyby niebieskie jak u smerfa, a mimo to nie zrobiłbym tego Sunny.

Podnosi ręce.

– Przepraszam, stary. Nie chciałem cię zdenerwować. Myślałem po prostu… sam nie wiem. To nie może być łatwe. Ona jest w Kanadzie, ty jesteś tutaj. Związki na odległość rzadko się udają, wiesz?

Wkładam z powrotem okulary. Nie chcę myśleć o tym, że może nam się nie udać, co jest realną możliwością. Nie znam statystyk dotyczących związków na odległość, ale domyślam się, że nie są dobre.

Realistycznie patrząc, jeśli Sunny i ja mamy być w związku długoterminowym, jedno z nas będzie musiało się przeprowadzić. Ponieważ moja praca zawsze podlega zmianom, oznaczałoby to, że to Sunny musiałaby jeździć wszędzie tam, gdzie ja i potrzebowałaby takiej pracy, którą z łatwością mogłaby wykonywać w każdym miejscu. To coś, nad czym już myślałem, co mówi o wiele więcej o tym, co do niej czuję, niż jestem gotów przyznać.

Chwytam jeden z dmuchanych foteli i wrzucam go do wody, wskakując za nim. To nie jest coś, o czym chcę rozmawiać z Lance’em, a przynajmniej dopóki nie zobaczę się z Sunny. Czasami czuję, jakby to wszystko od początku było skazane na porażkę.

Musiałem zasnąć na fotelu, bo nagle jestem cholernie obudzony i chce mi się siku. Wyjście z basenu oznacza, że będę mieć do czynienia z króliczkami. Wiosłuję rękami do krawędzi i podciągam się. Zamiast mijać po drodze do domu jakąś dwudziestkę dziewczyn – rozmnożyły się, kiedy drzemałem – idę do łazienki do domku przy basenie. Nikogo tam nie ma, dzięki Bogu. Więcej niż raz przypadkowo natknąłem się na ludzi uprawiających seks.

Kiedy wychodzę z toalety, za drzwiami czeka znajomo wyglądająca dziewczyna.

– Buck! – Rzuca mi się na szyję.

– Hej. – Klepię ją po plecach, w pełni świadom, że ma na sobie tylko maciupkie, sznurkowe bikini i absolutnie płaski tyłek. Czuję jej cycki na swoim brzuchu. Jest za dużo skóry. Mój kutas chce zareagować. Myślę o martwych kociętach i ofiarach wypadków drogowych, żeby powstrzymać formującą się erekcję.

Dziewczyna w końcu mnie puszcza i robi krok w tył. To nie wystarczy. Nadal jest zbyt blisko. Nie spuszczam wzroku z jej twarzy, starając się nie patrzeć w jej dekolt. Szukam w pamięci jej imienia, czegoś innego poza zwyczajowym „kochanie”, do którego jestem przyzwyczajony. Nie znajduję nic.

– Minęło trochę czasu – mówi. – Nie widziałam cię ostatnio w barach. Bywasz teraz gdzie indziej? – Jej desperacja nie jest atrakcyjna.

– Nie wychodzę już tyle.

Wygina biodra i wydyma usta w dzióbek. Są czerwone jak wiśnie albo krew, albo ta prezerwatywa, Diabelski Kutas.

– Szkoda. Wydaje mi się, że część naszej paczki wybiera się jutro wieczorem do klubu. Powinieneś przyjść.

– Nie będzie mnie w mieście. Może innym razem. – Odsuwam się na bok, żeby mogła wejść do łazienki. – Powinienem, uhm… dać ci trochę prywatności. W środku nie działa wentylator.

Mówię głupoty, ale mam to gdzieś. Muszę odejść od tej prawie nagiej laski, z którą ewidentnie mam krótką wspólną przeszłość. Zostawiam ją, żeby zrobiła swoje, i wracam nad basen. Tam wcale nie jest lepiej.

Kilka dziewczyn weszło do wody. Dwie z nich, z włosami związanymi w kitkę, są przyczepione do Randy’ego. Większość straciła koszulki i spodenki, więc wszędzie jest skóra, skóra i jeszcze więcej skóry. Jakaś laska wręcza mi piwo; biorę je, bo tak jest grzecznie.

Nie mając ochoty wejść do basenu pełnego półnagich dziewczyn, opadam na jeden z leżaków na patio.

– O mój Boże! Ty jesteś Buck Butterson! Ale twoje prawdziwe imię to Miller, prawda?

Stoi przede mną krągła brunetka, a jej przyjaciółka, chuda blondynka, wygląda na przerażoną. Jestem zszokowany tym, że zna moje prawdziwe imię.

– Przepraszam. Nie chciałam… Boże, nie mogę… Jesteś niesamowity. Kocham cię. To znaczy, jesteś niesamowitym graczem. Chicago wygrało po twoim transferze! I to była ściema ze strony Miami. Nie zrobiłeś nic złego. Media mogą cię pocałować w dupę. W każdym razie podczas finału byłeś nieziemski. Przepraszam. Zdaje się, że nie mogę się powstrzymać.

Uśmiecham się. Jest prawdziwą fanką, taką, która szczerze ekscytuje się grą, a nie tylko moim kutasem.

– Jest w porządku. – Wyciągam rękę.

Chwyta ją i ściska, potrząsając mocniej, niż to konieczne.

– Jessabelle. – Jej policzki przybierają intensywny odcień czerwieni. – Ale moi przyjaciele mówią na mnie Jellie.

– Jak Jelly?

– Ale z -ie na końcu. Czy to nie jest dziwne? Pewnie jest. Czy mogę nazywać cię Miller? Wiem, że używasz imienia Buck, ale jeśli nie masz nic przeciwko…

– Jest w porządku. Ty jesteś w porządku. Oddychaj.

– Wow. Super. Wspaniale. Jesteś blondynem. Jak lalka Ken, tylko prawdziwy, i twoje włosy nie są plastikowe. Kim jest ta dziewczyna, która zawsze wstawia posty o tym, że jesteś yeti? – Patrzy na moją rękę. – Nie masz tak dużo włosów.

Cholerna Vi i jej komentarze na Facebooku.

– Zmieniam się w yeti tylko przy pełni księżyca. – Kiedy widzę wyłącznie puste spojrzenie, dodaję: – Moja siostra uważa, że to zabawne, pisać takie bzdury.

Kiwa głową, jakby rozumiała.

– Jest zabawna, co? Myślisz, że mogę zrobić sobie z tobą zdjęcie?

– Tak. Jasne. – Nie zastanawiam się nad jej strojem, a jest ubrana w parę szortów kąpielowych i top od bikini, który ledwo zakrywa jej sutki, ani nad tym, że ja mam na sobie wyłącznie kąpielówki.

Jellie wyciąga telefon z tylnej kieszeni i podaje go swojej przyjaciółce. Następnie siada mi na kolanach i mnie obejmuje. Zanim jestem w stanie ją powstrzymać, jej przyjaciółka zaczyna strzelać fotki.

– Hola! Czekaj! – Podnoszę ręce, żebym nigdzie jej nie dotykał. Cóż, z wyjątkiem tych miejsc, gdzie to ona dotyka mnie swoją nagą skórą, a których jest sporo. – Nie możesz ich wrzucić do Internetu.

Jej przyjaciółka przestaje robić zdjęcia i ponownie ma taką minę, jakby chciała zapaść się pod ziemię. Odsuwam od siebie Jellie, dotykając jej najmniej, jak to możliwe.

– Mam dziewczynę. Moje kolana nie są twoim krzesłem.

– Och! O cholera! Myślałam, że to plotka. To znaczy, Boże. Nigdy nie miałeś dziewczyny i myślałam, że skoro przez ostatnie kilka tygodni nie było żadnych zdjęć, że skończyłeś z… – milknie.

– Nie skończyliśmy ze sobą.

– Nawet po wczorajszej nocy?

Co ona wie owczorajszej nocy?

– Byłem z chłopakami.

Robi dziwną minę i kręci głową.

– Przepraszam. Ja tylko… Jesteś niesamowitym graczem. – Wyrywa telefon swojej przyjaciółce i zaczyna kasować zdjęcia albo zakładam, że to robi. Nie chcę być przerażającym dupkiem i patrzeć jej przez ramię, aby się upewnić, że usunęła wszystkie.

– Jest w porządku. Po prostu nie chcę mieć problemów. Rozumiesz?

– Jasne. Pewnie. Oczywiście.

Pozwalam jej przyjaciółce zrobić kolejne, mniej problematyczne zdjęcie, na którym stoimy obok siebie, choć trochę dziwnie, i się uśmiechamy.

– Cóż, jeśli kiedykolwiek zerwiecie ze sobą i będziesz szukał kogoś, żeby cię pocieszył, zawsze możesz odezwać się do mnie na Facebooku.

Unosi telefon, żebym zobaczył jej profil. Na awatarze ma głównie cycki. Poniżej jest jej zdjęcie, jak siedzi Lance’owi na kolanach. Aż do tego momentu nawet ją lubiłem, jak zawodnik fankę. Teraz jest po prostu jeszcze jednym króliczkiem robiącym sobie z nas krzesło.