Prezent od życia - Marta Nowik - ebook

Prezent od życia ebook

Nowik Marta

0,0

Opis

Karolina od lat żyje tak, jak chcą tego inni. Kiedy traci pracę kelnerki w Barze pod Aniołami, wyjeżdża z dawnymi znajomymi na krótki wypad na Suwalszczyznę. W tym czasie uświadamia sobie, że w jej związku ze Zbyszkiem brakuje czułości i zrozumienia. Odkrywa, że prawdziwe szczęście nie ma nic wspólnego z perfekcją, a miłość to nie tylko słowa, lecz codzienne gesty.

Czy Karolina zdobędzie się na odwagę, by postawić w swoim życiu granice i zawalczyć o siebie? Czy uwierzy, że każdy jest obdarowany miłością, którą warto dostrzec?

Prezent od życia to ciepła, wzruszająca opowieść o drugich szansach, dojrzewaniu do samodzielności i sile dobra, które wraca, kiedy najmniej się tego spodziewamy. To historia o ludziach takich jak my – zagubionych, a jednak wciąż wierzących, że nawet po najciemniejszej nocy nadejdzie świt.

Wydanie książki z dużą, czytelną czcionką.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 255

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej książki nie może być reprodukowana w jakiejkolwiek formie ani w jakikolwiek sposób bez pisemnej zgody wydawcy.

Projekt okładki i stron tytułowych

Ilona Gostyńska-Rymkiewicz

Redakcja

Agnieszka Luberadzka

Zdjęcia na okładce

© Nisachon Seale, , bhuiyan | stock.adobe.com

Redakcja techniczna, skład i łamanie

Grzegorz Bociek

Opracowanie wersji elektronicznej

Karol Bociek

Korekta

Aleksandra Wrońska

Karina Bednarska-Markot

Niniejsza powieść to fikcja literacka. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń rzeczywistych jest w tej książce niezamierzone i przypadkowe.

Katowice 2026

Wydawnictwo Szara Godzina s.c.

[email protected]

www.szaragodzina.pl

Tekst © by Marta Nowik

© Copyright by Wydawnictwo Szara Godzina s.c., 2025

ISBN 978-83-68674-24-8

Tym, którzy nadal poszukują swojej drugiej połówki…

1.

Zostałam sama. Andrzej i Marcelina przed chwilą wyszli, upewniwszy się najpierw, czy na pewno ze wszystkim sobie poradzę. Wystarczyło tylko posprzątać bar i wstawić naczynia do zmywarki. W tle leciała jakaś piosenka Maryli Rodowicz. Mój szef niestety często serwował nam takie starocie.

Zamknęłam okno, bo zrobiło się zimno.

Jak ja nie lubię jesieni, pomyślałam, szorując blat. Ten dzień przyniósł wiele niespodzianek. Na szczęście za niespełna godzinę się skończy. Odetchnęłam z ulgą. Co za dużo, to niezdrowo!

Po chwili byłam już gotowa do wyjścia. Przed opuszczeniem budynku zerknęłam jeszcze raz za siebie, by się upewnić, że lampki zostały wyłączone. Ostatnio właściciel rozwiesił kilka dodatkowych sznurów, twierdząc, że ledowe są w modzie niezależnie od pory roku. Otworzyłam drzwi. Poczułam na twarzy muśnięcie październikowego wiatru.

– A ten tu czego? – Próbowałam złapać żółty liść klonu, który wdarł się do środka. – Jakbym mało miała dzisiaj roboty! – Chwyciłam go za sterczący długi ogonek. – Mam cię, łobuzie! Nawet nie próbuj tu wlatywać! Właśnie zamykam, czy ci się to podoba, czy nie!

Miałam świadomość, że gdyby ktokolwiek teraz mnie obserwował, nabrałby obaw, czy ze mną na pewno wszystko w porządku. Rozmawiałam przecież z liściem. Na szczęście w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby mnie w ten sposób ocenić.

Chłód przenikał mnie jeszcze bardziej. Szalik zostawiłam w domu, zapominając o tym, że wieczory nie są już tak ciepłe jak latem. Na parkingu stało tylko jedno auto. To do niego właśnie zmierzałam, gdy drogę przeciął mi Tomek. Lubił sobie pogadać, będąc przekonanym, że każdy, tak jak on, ma na to czas i ochotę. Chodziliśmy do tej samej podstawówki. Po skończeniu szkoły, kiedy relacja pomiędzy nami nieco się skomplikowała, nasze drogi na jakiś czas się rozeszły.

– Znowu sama w nocy? – zagadnął.

Wiedziałam, że spotkanie z nim jest nieuniknione, dlatego nawet nie próbowałam go wyminąć.

– Sama, ale nie samotna. – Dostrzegłam świeżą szramę na jego policzku. Wyglądała na dzisiejszą. – Może trzeba to opatrzyć? Będzie się lepiej goić. Dzięki temu da się uniknąć kolejnej blizny.

– A co ja laluś jestem? – oburzył się. – Albo jakiś mięczak? To rana honorowa!

– Jak uważasz, ale nie wygląda to dobrze.

– Karolina, może zostało coś z dzisiaj?

– Wiesz, że nie mogę ci nic dawać.

– Lepiej wyrzucić do śmietnika niż nakarmić człowieka?

– Nie ja to wymyśliłam.

– Nikt się nie dowie – zapewnił.

– Czyżby?

Nawet byłam skłonna mu uwierzyć. Jednak pamiętałam ostrzeżenie Andrzeja i Marceliny. Zdradzili, że szef niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę monitoruje przez swój telefon wszystko, co się dzieje dookoła Baru pod Aniołami. Wzięłam to sobie do serca.

– Nic jeszcze dzisiaj nie jadłem.

– Ale za to wypiłeś. – Nie bałam się Tomka. Czułam, że z jego strony nic mi nie grozi. Jego świat różnił się od tego, jaki znałam. Był tajemniczy i obcy. Niekoniecznie dobry.

– Kiedy to było! Prawie wczoraj!

– Ale było.

– Karola, załatw coś. Mam cię prosić? Jeśli tylko chcesz, zaraz uklęknę przed tobą. Ten twój gach pewnie nigdy tego nie zrobił.

– Ogarnij się! Wstawaj! Przestań się wygłupiać. Jeśli to zrobię, mogę stracić pracę. Wtedy będę chodzić i żebrać jak ty.

– Szlachta nie pracuje.

Na wszystko miał gotową odpowiedź. Jednak nie dało się go nie lubić. Niektóre jego powiedzonka wydawały mi się nawet zabawne.

– Padam ze zmęczenia. Jutro muszę wcześniej wstać. Pojadę do domu, jeśli pozwolisz.

– Pracę zaczynasz o dwunastej. – Doskonale znał mój grafik. Nie zdziwiło mnie to ani trochę. Był ogólnie dostępny. Każdy mógł go sprawdzić, chociażby na stronie internetowej.

– Mam wizytę u lekarza.

– Tego od szpiku?

– Nie. Tego innego. – Wyminęłam go. Nie miałam zamiaru się tłumaczyć. Nie musiał znać moich chorób. Dziwiłam się, że pamiętał takie szczegóły z naszej poprzedniej rozmowy.

– Jak go zostawisz, chętnie zajmę jego miejsce – rzucił na pożegnanie.

– Nie ma takiej opcji. Jesteśmy zaręczeni. Dobrze nam się układa.

– To się jeszcze okaże.

– Skąd ta pewność? – zdziwiłam się. – Wiesz coś, co jest istotne?

– Nie jesteś na to gotowa.

Zaśmiałam się. Znaliśmy się z Tomkiem nie od dziś. Zakładałam, że blefuje. Pomachałam mu na pożegnanie. To nie był zły człowiek. Szkoda, że życie mu się nie ułożyło.

Niektórzy mają pod górkę, pomyślałam. Czasami na własne życzenie. Przecież mógłby znaleźć byle jaką pracę i dzięki temu czymś się zająć. Miałby wtedy mniej czasu na głupoty.

***

Wtorkowy poranek nieco mnie zaskoczył. Na początek nie mogłam wyjechać z parkingu, gdyż jakiś czerwony Ford skutecznie mnie zastawił. Aby nie spóźnić się na umówioną wizytę, wezwałam taksówkę. W oczekiwaniu na nią otworzyłam torebkę, by znaleźć jakiś kawałek kartki i coś do pisania. Chciałam zostawić wiadomość dla właściciela auta, które uniemożliwiło mi wyjazd.

Gdy moje poszukiwania nie dały efektu, już miałam zrezygnować z tego pomysłu. Wtedy wymacałam znajomy kształt.

Czemu nie? Uśmiechnęłam się. Kto powiedział, że nie można tego zrobić szminką?

Po chwili zerknęłam na stworzony przez siebie na szybie Forda napis. Nie mogąc się oprzeć, dorysowałam jeszcze to i owo. Istne dzieło sztuki.

Zadowolona z siebie, wsiadłam do samochodu, który właśnie po mnie podjechał.

Niczego nieświadomy kierowca taksówki zauważył moje bazgroły.

– Do czego to doszło! Żeby tak mazać ludziom po szybach! To musiała zrobić jakaś wariatka! – powiedział wielce oburzony.

– Coś strasznego! – przytaknęłam. Z całych sił powstrzymywałam uśmiech, który cisnął mi się na usta.

– Czubków na tym świecie nie brakuje!

– Ma pan rację.

Mężczyzna wyprężył dumnie klatę, gdy tylko usłyszał te słowa. Najwidoczniej lubił pochwały i poczuł się doceniony.

– Jakbym taką złapał, kazałbym jej to językiem zlizywać.

Na szczęście mój kurs dobiegł końca. Z ulgą opuściłam wnętrze pojazdu. Pomimo kąśliwych uwag kierowcy byłam z siebie zadowolona. Wprawdzie trochę żałowałam pomadki za pięćdziesiąt złotych, jednak najwyraźniej moja misja wymagała takiego poświęcenia.

W całkiem pozytywnym nastroju weszłam do gabinetu endokrynologa. Tam się okazało, że moje wyniki badań nie są zbyt dobre. W związku z tym lekarz zalecił mi wyjazd nad morze – aby wzmocnić organizm naturalnym jodem – oraz mniej stresów. Realizacja pierwszej porady była według mnie możliwa, jeśli zaś chodzi o drugą… Tu niestety niewiele mogłam zmienić.

***

Gdy oznajmiłam Zbyszkowi, że chciałabym wyjechać na urlop nad morze, najpierw mnie wyśmiał, potem brutalnie sprowadził na ziemię.

– Nie stać nas na takie luksusy – przypomniał.

– Przecież oboje zarabiamy.

– Ja na pewno. Twoje podrygi w taniej knajpie nie zaliczają się do jakiejkolwiek pracy.

Nawet tego nie skomentowałam. Wiedziałam, że gada głupoty. Wolałam przemilczeć niż powiedzieć o dwa słowa za dużo. Nie warto było się z nim kłócić. Na pewno nie dzisiaj.

Zbyszek był oszczędny. Rozważnie wydawał pieniądze. Mimo to dziwiło mnie, że nawet nie chciał rozważyć mojej propozycji. Zdałam sobie sprawę, że dawno nie podróżowaliśmy wspólnie, co mnie zasmuciło. Miałam świadomość, że aktualnie ma gorszy czas, co mi ostatnio wielokrotnie komunikował. Ale czy to go usprawiedliwiało?

W takim razie pojadę sama, postanowiłam. Skoro nie chce, abyśmy ten czas spędzili razem, poradzę sobie w inny sposób. Planowałam postawić na swoim.

Podejrzewałam, że może będzie na mnie przez to obrażony, ale nie zamierzałam się tym zbytnio przejmować. Potrzebowałam urlopu. Zastanowienia się głębiej nad naszą relacją również.

***

W knajpie już od czternastej pojawiali się pierwsi klienci. Andrzej zajął miejsce za barem. Marcelina podchodziła do gości i zbierała zamówienia. Dzień jak co dzień.

– Jesteś zamyślona – zauważyła koleżanka. – Coś cię trapi? Masz jakieś zmartwienie?

– Zbyszek nie chce ze mną pojechać nad morze. Ani gdziekolwiek indziej. A ja potrzebuję wypoczynku właśnie teraz.

– Kiedy planujesz urlop?

– Niedługo. Jeszcze w październiku. Wiem, że pogoda być może nie będzie już najlepsza, ale pomimo to chciałabym trochę odpocząć i zmienić otoczenie. Muszę naładować akumulatory. I przemyśleć kilka ważnych dla mnie spraw. Także tych związanych z moją przyszłością.

– Jedź sama.

– I tak właśnie zamierzam zrobić – zapewniłam.

– Kiedyś ten twój jaśnie pan obudzi się z ręką w nocniku.

– O ile w ogóle się obudzi. – Zaśmiałyśmy się obie.

Lubiłam Marcelinę. Miałyśmy dobry kontakt. Poznałyśmy się rok temu w knajpie. Ona była wtedy w pracy, ja przyszłam jako klientka, aby zjeść obiad. Zobaczyła moją zapłakaną twarz i od razu się do mnie przysiadła. Chcąc nie chcąc, musiałam jej pokrótce opowiedzieć o mojej przeprawie ze złodziejami w autobusie komunikacji miejskiej. Wysłuchała mnie, ani razu nie przerywając. Gdy skończyłam, po prostu mnie przytuliła. Następnego dnia, kiedy przyszłam, aby jej podziękować za rozmowę, akurat wieszała na drzwiach lokalu ogłoszenie. Szukali kogoś do pracy. Najwidoczniej była to oferta przygotowana specjalnie dla mnie. Miła niespodzianka, która może odmienić mój los. Właśnie tak wtedy pomyślałam.

***

Udało mi się odebrać nadgodziny i skończyć pracę wcześniej niż zazwyczaj. Czułam zmęczenie, mimo to postanowiłam wracać pieszo. Po drodze miałam zamiar zrobić niezbędne zakupy. Na chodniku tu i ówdzie leżały kolorowe liście przypominające o tym, że jesień rozgościła się już na dobre. Wyglądały uroczo na szarych płytkach deptaka, który właśnie przemierzałam, skracając sobie drogę. Pogoda była ładna. Słońce śmiało przebijało się przez chmury, sprawiając, że ludzie chętnie wychodzili na popołudniowy spacer.

W galerii spotkałam Monikę. Dawno jej nie widziałam. Nasza ostatnia rozmowa nie należała do udanych. Posprzeczałyśmy się o jej byłego faceta. Chciałam ją jedynie przestrzec, prosząc, aby na niego uważała. Nie wzbudził mojego zaufania już od momentu, gdy go poznałam. Jak się później okazało, moja intuicja mnie nie zawiodła.

– Co u ciebie? – zapytałam, gdy się przywitałyśmy.

Zmieszała się. Odpowiedź na to proste pytanie sprawiła jej trudność.

– Bywało lepiej. – Te zaledwie dwa słowa dużo mi powiedziały.

– Chcesz pogadać? Masz czas na kawę? – zaproponowałam. Naprawdę interesowało mnie, jak poukładała sobie życie.

– Muszę już iść. Ktoś na mnie czeka.

Odeszła, a ja jej nie zatrzymywałam. Wiedziałam, że nie była jeszcze gotowa. Nie tylko na rozmowę, ale także na zmiany, które zazwyczaj wiążą się z ryzykiem. Mogłam mieć jedynie nadzieję, że przyjdzie kiedyś w jej życiu taki moment, gdy odważy się na radykalne decyzje. Szczerze jej tego życzyłam. I sobie również.

Myślałam o niej cały wieczór. Pamiętałam nasze zwariowane wakacje sprzed lat. Gdyby nie tamten mężczyzna, który nas podzielił, zapewne przyjaźniłybyśmy się do dziś. Nie straciłam nadziei, że ten czas jeszcze powróci. Kiedyś lubiłam jej poczucie humoru i bezpośredniość. Pozostało mi wierzyć, że przyjdzie w końcu taki moment, kiedy obie odważymy się poukładać sobie życie na własnych zasadach.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Dedykacja

1.

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Dedykacja