Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Mieszkańcy podwórka jednego z miast na Ziemiach Odzyskanych chcą zapomnieć o krzywdach doznanych w minionej wojnie. Te, które poraniły dusze, ujawniają się w codziennych sytuacjach:
- okrucieństwie i przemocy wobec dzieci,
- nawykach żywieniowych – rozmoczony suchy chleb to już posiłek,
- strachu przed kontaktem z jakąkolwiek władzą,
- prowadzących zazwyczaj do bójek dyskusjach o władzy i przyszłości ojczyzny,
- krwawych porachunkach, którymi kończy się prawie każda potańcówka.
- lukach edukacyjnych i analfabetyzmie.
Krzywdy wyrządzone przez bolszewików w wypadku kresowej szlachcianki Marii to sieroce zapracowane dzieciństwo. Wrażliwa i ambitna kobieta usiłuje mimo poważnych braków w wykształceniu i w wychowaniu „ udawać kogoś lepszego”. Z fatalnym skutkiem…
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 28
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Zadawanie niektórych pytań w pierwszych latach po drugiej wojnie światowej wprowadzało dorosłych w nerwowy popłoch. Pamiętam, że najtrudniej było odpowiedzieć na następujące:
Dlaczego w domach na temat wydarzeń dopiero co minionej wojny mówi się zupełnie co innego niż w szkole? Nie wspominam tutaj o radiu i prasie, bo radia nie było w każdym domu, tak jak i na kupowanie prasy nie każdego było stać.
Dlaczego niektórzy tak bardzo boją się i nienawidzą Żydów?
Dlaczego ci, którzy narażali życie dla ich ratowania, boją się do tego przyznać?
Dlaczego słuchanie radia Wolna Europa jest zabronione?
Dlaczego, mimo zagłuszania odbioru i konieczności zachowania tajemnicy, tak chętnie się go słucha?
Dlaczego wujek siedział w więzieniu i do tego jeszcze był bity, skoro nic złego nie zrobił poza tym, że „walczył o Polskę”?
Dlaczego w domu wyśmiewają się z tego, co mówią w szkole, na przykład tego, że teraz panuje sprawiedliwy ustrój społeczny, a przed wojną nie był sprawiedliwy?
Dlaczego nie wolno było wymawiać niektórych słów – „Katyń”, „Miednoje”, „Ostaszków”, „kult jednostki”, „urząd bezpieczeństwa”, „komuch”, „kacap” – „bo się pójdzie do więzienia”?
Dlaczego zabili dziadka, a resztę rodziny wywieźli?
Kto tak naprawdę zabił dziadka? Dlaczego nikt nie chce rozmawiać o okolicznościach śmierci dziadka?
Dlaczego od tak wielu lat nikt nie postarał się, żeby dziadek miał swój grób?
Dlaczego wujek odznaczony w walkach na szlaku od Lenino do Berlina musiał wszystkich okłamywać i podawać się za dziecko niewiadomego pochodzenia, skoro jego rodzice byli prawnikami i mieli znane nazwisko?
Dlaczego najważniejszą według rodziców cechą jest pokora i posłuszeństwo, skoro w szkole mówią o odwadze?
Dlaczego w szkole namawiają do odwagi, skoro niektóre wypowiedzi uczniów sprowadzają na nich i ich rodziny poważne kłopoty, na przykład aresztowania i zwolnienia z odpowiedzialnych stanowisk takich jak dyrektor albo kierownik?
Dlaczego należy się bać urzędników, milicjantów, wojskowych, obcych, w wypadku dziewczynek – w ogóle mężczyzn?
Dlaczego osadnicy zza Buga tak niewiele chcą mówić o swojej przeszłości?
Dlaczego właśnie w postępowaniu repatriantów tak wiele ostrożności, wręcz zastraszenia?
Odpowiedzi na te pytania są znajdowane z mozołem dopiero teraz, po upływie kilkudziesięciu lat. Zawarte w słowach pisanych powodują dostawianie ciągle nowych regałów w bibliotekach.
Usiłując jako tako wyjaśnić poruszone powyżej kwestie, przypomniałam sobie niektóre obrazki z mojego dzieciństwa i młodości. Poniższy tekst to próby przedstawienia fragmentów rzeczywistości sprzed kilkudziesięciu lat. Dla tego pokolenia, dla którego rzeczywistość była wyjątkowo mocno skomplikowana, bo niepewna. Osadnicy przybywający na Ziemie Odzyskane musieli przystosować się do zupełnie innych warunków życia. Wiele lat trwało „rozpakowywanie walizek” rozumiane jako oswajanie się ze świadomością, że „jesteśmy u siebie”.
*
Jestem pod wrażeniem lektury książki pani Ewy Woydyłło Poprawka z matury, bo i zgodnie z moimi przemyśleniami sens życia polega na ciągłym zdawaniu poprawki z matury – pokonywaniu barier, ustawicznym dawaniu świadectwa swojej dojrzałości. Zwróciłam uwagę na bardzo ważny moim zdaniem fragment książki mówiący o bezwzględnej konieczności wyrażenia szacunku dla rodziców. Tej samej konieczności, która w katolickim dekalogu jest umieszczona przed przykazaniami „Nie kradnij” i „Nie zabijaj” i która jest podstawowym kanonem dla wszystkich religii świata. Wybitny niemiecki psychoterapeuta Bert Hellinger proponuje wszystkim, którzy uważają się za ofiary postępowania swoich rodziców, pokłonić się głęboko […] i wypowiedzieć słowa dziękczynienia za danie im życia. Powinien temu towarzyszyć wyraz gotowości i odmiany swego losu bez czekania na cud, tylko własną pracą[1].
Uważam, że trzeba czasem bardzo dużo przemyśleć i zrozumieć, aby dojrzeć do oddania pokłonu. Bywa najczęściej tak, że ta dojrzałość, zrozumienie i, co za tym idzie, opamiętanie przychodzą późno. Bardzo późno. Za późno, bo dopiero wtedy, gdy nie ma ich już wśród żywych.
O wpływie rodziców na nasze życie mówi jeszcze inna przewrotna sentencja – „Połowę życia psują nam rodzice, a następną połowę – dzieci”. Bardzo łatwo popsuć tę pierwszą połowę.
Przecież rodzice tylu rzeczy nas pozbawili:
