Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Plotki i skandale - Marion Lennox

Uciekając do Sydney przed małomiasteczkowymi plotkami, pielęgniarka Lily Ellis marzy o anonimowości. Zaczyna pracę w dużym szpitalu i sądzi, że wreszcie odetchnie z ulgą. Niestety, ktoś zauważa Lily i chirurga Luke’a Williamsa w kompromitującej, jak się wydaje, sytuacji. By ochronić Lily przed kolejnymi niezasłużonymi plotkami, Luke ogłasza, że są od dawna parą. Po pewnym czasie żadne z nich nie wie, gdzie kończy się udawanie, a zaczyna miłość...

Opinie o ebooku Plotki i skandale - Marion Lennox

Fragment ebooka Plotki i skandale - Marion Lennox

Marion Lennox

Plotki i skandale

Tłumaczenie: Iza Kwiatkowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Luke Williams od świtu stał przy stole operacyjnym i marzył tylko o tym, by pójść do domu spać. Zamiast tego musiał zmagać się z mdlącym zapachem łoju, histeryzującymi małolatami i konfliktem między szefem oddziału a przedstawicielką fundatorów szpitala.

– Powiedziałaś, że to czworo poparzonych dzieci. Całą noc spędziłem przy odmie opłucnowej, a ty mnie budzisz do czegoś takiego…

Przełożony Luke’a Finn Kennedy, małomówny ordynator chirurgii w szpitalu Sydney Harbour, kipiał z wściekłości, ale doktor Evie Lockheart, lekarz medycyny ratunkowej, nie dała zbić się z tropu.

– W przetwórni mięsa czterej chłopcy wpadli do kadzi z wrzącym łojem. Uważasz, że to za mało, żeby was budzić?

– Luke powinien spać. Wrzący łój? Ledwie ciepły. Należało to sprawdzić.

– I marnować cenny czas? Finn, opanuj się!

Luke wstrzymał oddech. Evie Lockheart, której rodzina zasilała budżet szpitala poważnymi sumami, oraz Finn Kennedy, któremu lepiej się nie narażać. Ogromna inteligencja, zaangażowanie, poważny… konflikt. Coraz bardziej się zaostrzający. Może powinien się wycofać?

Nie. Trwają ferie szkolne. Na jednym z przedmieść bez odpowiednich zabezpieczeń przetwarzano mięso. Czterej chłopcy w wieku od piętnastu do siedemnastu lat założyli się, że przejadą na rolkach po desce nad ogromną kadzią z wytapianym łojem. Mieli szczęście, że proces podgrzewania dopiero się rozpoczął. Można powiedzieć, że wpadli do kąpieli zaledwie trochę za gorącej.

Za szybą czterech nieszczęśników oraz ich przerażeni rodzice. Smród niewyobrażalny. Zgrabna pielęgniarka zmywała tłuszcz z nóg jednego z chłopców, odkrywając tylko lekkie oparzenie. Dziewczyna była śliczna. W pewnej chwili wsunęła jasne loki pod czepek, po czym spojrzała w jego stronę. Rozbawienie w jej spojrzeniu zgasło. Widzi tę awanturę, pomyślał. Jest rozbawiona? Lepiej się z tego nie śmiać. Również z jego strony byłoby to nieroztropne, mimo że przepracował w tym szpitalu blisko dziesięć lat.

– Z powodu grypy jelitowej w szpitalu brakuje pielęgniarek – żachnęła się Evie. – Nie miałam nikogo, kto by ich umył i obejrzał, a zanosiło się na poważną traumę.

– Nie doznali wstrząsu.

Oj, doznali, pomyślał Luke, obserwując żałosne miny chłopców. Domyślił się, że rodzice najpierw wpadli w panikę, z której szybko się otrząsnęli, po czym dali upust niezadowoleniu. Strach często przeradza się we wściekłość. Można by trochę pocieszyć tych twardzieli, ale najpierw trzeba zakończyć walkę tytanów. Tylko jak zapobiec trzeciej wojnie światowej, niechcący jej nie prowokując?

– Uważasz, że z racji swoich koneksji masz prawo… – warknął Finn Kennedy pod adresem Evie.

Luke cicho westchnął. Zaczyna się…

Pielęgniarka zniknęła w magazynie. Pójść za nią? Nie. Finn jest jego bezpośrednim przełożonym, a Evie wnuczką fundatora szpitala. Jeśli zależy mu na tej pracy, to nie powinien ruszać się z miejsca, dopóki szefowie nie przestaną skakać sobie do gardła.

Prawdę mówiąc, jako szef zespołu chirurgii odtwórczej jest praktycznie nietykalny. Z drugiej strony Finn jest jego szefem i zarazem przyjacielem. Zauważył też, że od kilku tygodni Finn jest coraz bardziej rozdrażniony.

Finn i Evie darli z sobą koty od początku. Już jako młodszy lekarz Evie zakwestionowała jedną z jego decyzji. Niesłusznie, więc przeprosiła, ale od tej pory ich stosunki stały się… interesujące. Teraz jednak przesadził. Jego reakcja nadwątla morale personelu. I napawa niepokojem, a Luke nie lubił się martwić, wolał zachowywać dystans. Martwił się jednak o przyjaciela. A za szybą…

Pierwszy raz widzi tę pielęgniarkę. Ładna, piękne oczy, niebieskie jak ocean w słoneczny dzień. To chyba jej pierwszy nocny dyżur, bo przecież by ją zauważył.

– Pod tym łojem mogą być oparzenia drugiego albo i trzeciego stopnia – syknęła Evie.

– Nie widzę objawów wstrząsu. Wystarczy ich umyć.

– Wtedy mam was wezwać?

– To są oparzenia pierwszego stopnia.

– Może byśmy to sprawdzili?

Do pokoju weszła Niebieskooka z naręczem odzieży.

– Przepraszam – powiedziała, jakby nie zdawała sobie sprawy z napiętej atmosfery. – Wiem, że moje miejsce jest gdzie indziej, ale przez dwa lata pracowałam w małym szpitalu, gdzie w razie potrzeby angażował się cały personel. Pomyślałam, że skoro mamy czterech pacjentów i czworo medyków, łącznie ze mną, to moglibyśmy włożyć ochronne stroje, zabrać ich pod prysznic i zadecydować o oparzeniach, którymi należy się zająć.

O kurczę. Czy ona zdaje sobie sprawę, z kim ma do czynienia? Pielęgniarka z agencji?

Wyciągnęła do nich ręce z odzieżą ochronną w oczekiwaniu, że ją od niej wezmą. Mają wybór? Brakuje pielęgniarek, a na dodatek w nocy przywieziono ludzi z ulicznej bijatyki. Wszyscy pijani. Są już wprawdzie pozszywani, ale nadal pod wpływem alkoholu, więc ktoś musi ich pilnować. Być może ta pielęgniarka ma rację, bo tak byłoby najszybciej. A poza tym te oczy…

– Wezmę tego napakowanego i skrzywionego – powiedział, sięgając po ubranie ochronne.

– Ty…? – Evie zaniemówiła.

– Wezwałaś mnie, więc się przydam. – Wziął drugi owerol i rzucił go Finnowi. – Dobrze nam to zrobi. Trochę ochłoniemy. Zajmiesz się tym piegusem?

Finn pochwycił ubranie, ale widać było, że zbaraniał.

– Mój jest ten chudy – oznajmiła Niebieskooka, wręczając Evie ostatni kombinezon.

Zapadła cisza. Niebieskooka tymczasem ubrała się w wodoszczelny strój, po czym pochyliła, by włożyć gumowce. Ona ma rację. Zamiast marnować czas na kłótnie, rozprawią się z nimi i się ich pozbędą. A ta kobieta nawet nie czekała na aprobatę ze strony Finna!

– Ross, idziesz z doktorem Williamsem, ty, Robbie, z doktor Lockheart, a Craig z doktorem Kennedym. Jason idzie ze mną – zarządziła, gdy znaleźli się w sąsiedniej sali, po czym zwróciła się do rodziców. – Umyjemy ich, sprawdzimy, czy nie mają oparzeń i wam oddamy. Przydałoby się kupić im w nocnym markecie jakieś luźne ubrania. Okej?

Nie zdążyli odpowiedzieć, bo do sali wsunęła się wystraszona recepcjonistka.

– Przepraszam – wykrztusiła – przyjechała policja.

W tej samej chwili wyminęło ją dwóch policjantów.

Oho, nie wiedzą, że wdarli się na terytorium Kennedy’ego, pomyślał Luke, a to bardziej ryzykowne, niż stanąć oko w oko z uzbrojonym handlarzem narkotyków.

– Ci młodzi ludzie dopuścili się kradzieży z włamaniem – oznajmił starszy, z obrzydzeniem patrząc na chłopców. – Podobno nie są poważnie ranni. Musimy ich spisać.

Luke wstrzymał oddech. Finn zaraz wybuchnie.

– Kradzież z włamaniem? – zapytał lodowatym tonem.

– Tak jest. – Policjant był nieświadomy zagrożenia.

– Wpadli do niestrzeżonej kadzi z gorącym tłuszczem – warknął Finn – a to zagraża życiu. Niezabezpieczony zakład, niezamknięte okna. Kłódka na drzwiach to za mało. Kradzież z włamaniem! – prychnął. – Powtórzcie temu, komu przyszło do głowy ich oskarżyć, żeby się zamknął. I niech się spodziewa wizyty inspektorów BHP i prawników. Ci chłopcy doznali wstrząsu, więc lepiej go nie pogłębiajcie. A teraz wynocha ze szpitala, zanim wezwę kogoś, kto was stąd usunie siłą!

Gdy policjanci zmyli się, zwrócił się do Luke’a:

– Na co czekasz? Ubieraj się i do roboty. Migiem!

Bycie nikim ma tę dobrą stronę, że nie trzeba uważać, komu nadepnie się na odcisk. Dalej jest się nikim.

Lily wiedziała, że tych troje to grube ryby, ale obojętnie patrzyła na ich scysję. Nie bała się, że ten gniew obróci się przeciwko niej. Co złego może ją spotkać? Znajdzie pracę gdzie indziej i znowu będzie anonimowa. Miała wrażenie, że się unosi w powietrzu, lekka i wolna. Uciekła.

Kiedyś wróci do Lighthouse Cove, niewielkiej małomiasteczkowej wspólnoty, która odsądza od czci i wiary jej matkę oraz ją. Podświadomie wiedziała, że ta ucieczka będzie krótkotrwała. Bo obietnica zobowiązuje. Ale teraz matka ma gorący romans z pastorem i całe miasteczko aż kipi od plotek, a ona jest sobie tutaj, w gwarantującym anonimowość Sydney.

Zatrudnia ją agencja, więc jeśli ci bardzo ważni doktorowie uznają, że poradzą sobie bez niej, to ich strata.

Uśmiechając się, prowadziła Jasona do kabiny prysznicowej, za nią trzej ważni lekarze. Dwoje miało ponure miny, ale ten trzeci.... Dowiedziała się przed chwilą, że to kierownik zespołu chirurgii odtwórczej. Luke Williams, szatyn o piwnych oczach, w których migotały wesołe iskierki. Ale była to tłumiona wesołość. Nie wypadało mu głośno się roześmiać.

W jej życiu było za mało radości, więc jej pragnęła. Bardzo przyjemnie było po raz pierwszy śmiać się w nowej pracy z lekarzem tak atrakcyjnym jak Luke Williams.

– Będzie bolało? – zapytał Jason drżącym głosem.

– Co najwyżej twoje poczucie godności – odparła z uśmiechem. – Musisz się rozebrać. Boli?

– Piecze, trochę piecze.

Właściciel przetwórni zagroził im policją, więc zwiali, a rodzice przywieźli ich do szpitala z całym tym cuchnącym łojem. Gdyby był wrzący, dalej by ich parzył. Mieli szczęście, że kadź dopiero się rozgrzewała. Weszli do hali przez okno, zobaczyli deski ułożone na kadzi i postanowili przejechać po nich na rolkach. Niewyobrażalna głupota. Upadając, jeden z chłopców chwycił się kolegi, obaj złapali za deskę, pociągając za sobą pozostałych.

– Ale w majtkach… – jęknął Jason.

– Ja już wszystko widziałam – odparła. – Jak masz poparzone precjoza, to trzeba je wyreperować. – Cichy jęk. – Nie przejmuj się. Dżinsy nie przestaną śmierdzieć, więc można je pociąć. Hm… na rolkach nad kadzią z parującym łojem? Niezły wyczyn. Długo jeździsz na rolkach?

– Od roku. – Chłopak stał już pod prysznicem.

– Dobry jesteś?

– N-no.

– Który z was jest najlepszy?

W sąsiedniej kabinie był Luke i też rozcinał ubranie pacjenta. Kiedy zobaczył go po raz pierwszy, Ross się pieklił, tłumacząc rodzicom, że to nie jego wina, że to kumple go zmusili, że Craig go popchnął i że ojciec powinien Craiga podać do sądu. Złagodniał dopiero pod prysznicem. Ma trochę poparzone nogi, pomyślał Luke. Będą piekły przez tydzień. Ross przeklinał, gdy Luke prowadził go pod prysznic, ale zamknął się na widok nożyczek.

– Trzeba sprawdzić, co się dzieje poniżej pasa – oznajmił Luke. – Jaja na parze to… wątpliwy okaz zdrowia. – Na razie nie miał zamiaru Rossa pocieszać. Podobało mu się, że chłopak milczy, a poza tym chciał się przysłuchiwać rozmowie w sąsiedniej kabinie.

– Jeżdżę na rolkach od dwunastego roku życia – mówiła Niebieskooka.

– Dziewczyny są słabe.

– Chyba żartujesz! Za tydzień wrócisz tu na wizytę kontrolną. Weź rolki, a ja postaram się o trochę wolnego i spotkamy się na parkingu. Zobaczymy, kto jest słaby.

– Co, potrafi pani szybko jeździć?

– Szybko?! – Parsknęła śmiechem. – Nawet szybciej. Robię slidy, soule i wszystkie obroty.

– Nie wierzę…

– Miałabym oszukiwać w kwestii rolek?! Bardzo długo rolki były dla mnie najważniejsze! – Głos Niebieskookiej spoważniał. – Odwracały moją uwagę od innych spraw. Ale przyznam, nigdy nie jeździłam nad kadzią z łojem.

– Na pewno by pani przejechała. – W głosie chłopaka zabrzmiała nuta podziwu. Luke przyłapał się, że jest podobnego zdania. Jeżeli ta dziewuszka potrafiła nakłonić Evie oraz Finna do nałożenia kombinezonów i zmywania łoju z tych łobuzów, to jest zdolna do wszystkiego.

Intrygujące. Można by się nad tym zastanowić.

Zły pomysł. To tylko jedna z wielu pielęgniarek zatrudnianych w sytuacjach kryzysowych. Może już więcej jej nie zobaczy. Ale… umówiła się za tydzień z Jasonem. Może będzie tu dłużej niż jedną dobę.

Ładnie się śmieje. O nie, strzeż się śmiechu i iskierek w niebieskich oczach. Przypomniała mu się Hannah. Wspominanie o niej przestało być bolesne, ale pozostało w świadomości jako wyrzut, że źle ją traktował. Emocje, o których pomyślał w związku z Niebieskooką, zgasły.

– Moje jaja… – jęknął Ross. – Źle z nimi?

– Będzie dobrze – zapewnił go Luke. – Trochę zaczerwienione, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby kiedyś obdarzyły cię synami.

– Nie chcę mieć dzieci! – wrzasnął przerażony Ross.

– Teraz nie chcesz, ale to się może zmienić…

Rossa i Jasona odesłano do domu, Robbiego oraz Craiga skierowano na oddział. Wcześniej zajęła się nimi Evie, Luke wziął na siebie dokumentację, a Niebieskooka poinstruowała rodziców Rossa i Jasona, jak należy postępować z niegroźnymi oparzeniami.

Wyjątkowa. Nietypowa jak na pielęgniarkę z agencji, bo większość chce mieć spokój. Mają małe dzieci i pracują wtedy, gdy znajdą opiekunkę. Do agencji zgłaszają się też pielęgniarki w podeszłym wieku, które pracują, gdy pozwolą im na to wnuki i bolące plecy, albo chcą dorobić do emerytury. Niebieskooka nie należała do żadnej z tych kategorii. Pewnie samodzielnie prowadziła szpitalny oddział i nie pozwalała dmuchać sobie w kaszę.

Odpoczynek. Rano ma ileś tam zabiegów, więc powinien się przespać, ale… najpierw zajrzał do sekretariatu, gdzie czekał na niego faks z agencji z informacją, że Niebieskooka została oddelegowana do ich szpitala. Lily Maureen Ellis, lat dwadzieścia sześć, absolwentka uniwersytetu w Adelajdzie. Przeglądając jej kwalifikacje, aż zamrugał: doświadczenie w zakresie chirurgii odtwórczej!

Ponadto reanimacja, pediatria, położnictwo.

Wyjechała z Adelajdy dwa lata wcześniej, by podjąć pracę w prowincjonalnym sanatorium w Lighthouse Cove. Był kiedyś w malowniczym Lighthouse Cove. Wędkarstwo, turyści, puby i niewiele więcej. Dlaczego Lily Maureen Ellis spakowała manatki, wyjechała z Cove i zarejestrowała się w agencji w Sydney? Może w ślad za mężczyzną.

– Jeszcze nie w łóżku?! – Luke aż drgnął, zaskoczony przez Finna. Jak zawsze. Szef chirurgii stąpał cicho jak pantera, a poza tym widział w ciemnościach. W szpitalu szeptano, że wie o wszystkim.

– A ty dlaczego nie w łóżku? – odparował Luke. – Dalej dręczyłeś Evie?

– Wcale nie.

– Dobra, dobra. Jesteś zły. Co ci dolega?

– Nic.

– Głowa cię boli, ręka?

– Dlaczego miałaby mnie boleć głowa?

– Nie mam pojęcia. Ale trzesz czoło i ramię, a jak ktoś ci podpadnie…

– Doktor Lockheart niepotrzebnie nas obudziła.

– Spadły na nią cztery potencjalnie poważne przypadki, a miała tylko jedną pielęgniarkę. Odpuść jej.

– Ona mnie wkurza – odparł Finn, sięgając po faks. – To ta, co rozdaje owerole?

– Przebojowa.

– Mam dosyć przebojowych. Wolę spokojne i uległe. Dlaczego czytamy jej życiorys? – Finn nagle wysoko uniósł brwi. – Proszę, proszę. Najwyższy czas…

– Nie.

– Hannah nie ma już od czterech lat. – Finn złagodniał. – Nie można aż do śmierci żyć w żałobie.

– Wszyscy mi to mówią – mruknął Luke.

– Pomyśl o jakimś romansie. – Finn wskazał na życiorys Lily. – Idealna kandydatka. Zacznij żyć!

– Hannah takiej szansy nie miała.

– Nie twoja wina.

– A czyja? – Luke wybuchnął. – Czternasty tydzień, a ja nawet o tym nie wiedziałem.

– Pracowałeś po sześćdziesiąt godzin i przygotowywałeś się do egzaminów. Zdawała sobie sprawę, pod jaką funkcjonujesz presją. Była pielęgniarką, więc wiedziała, co dzieje się z jej ciałem. W czternastym tygodniu zamknęła się w sypialni, żeby cierpieć w milczeniu… Miała dosyć, że nie wychodzisz z bloku, ale to też trąci męczennictwem.

– Przestań.

– Co, nie wolno źle mówić o zmarłych? Jeśli jeden idiotyczny akt męczeństwa odbiera ci chęć życia…

– Jakoś nie widzę, żebyś ty cieszył się życiem.

Finn zesztywniał. Luke wiedział o nim tyle co inni. Brat Finna zginął na wojnie, Finn został wtedy ranny. Potem wdał się w burzliwy związek z bratową, po którym nastąpiła seria romansów, „żeby zapomnieć”. Ma wszystko to wytknąć przełożonemu? Lepiej nie. Nie teraz, kiedy padają ze zmęczenia i kiedy za plecami Finna stoi ta pielęgniarka…

– Odczep się ode mnie – żachnął się Finn. – Ale ty… – Machnął faksem. – Pielęgniarka z agencji, nic tylko rwać!

Niebieskie oczy zrobiły się okrągłe.

– Przepraszam, panowie lekarze – rzekła opanowanym głosem pielęgniarka. – Mam wrażenie, że system pagerów słabo tutaj działa. Doktor Lockheart poprosiła, żebym odszukała doktora Williamsa. W izbie przyjęć mamy dziecko pogryzione przez psa. Doktor Lockheart prosiła, żeby pana poinformować, że sprawa jest poważna i żeby pan przyszedł.

ROZDZIAŁ DRUGI

Jessiego Bladona pospiesznie wieziono na blok operacyjny. Oby dożył. Miał cztery lata. Obudził się w nocy, bo czegoś chciał: do mamy albo siusiu, albo czegoś innego. Przechodził akurat przez salon, gdzie na kanapie spał rottweiler przyjaciela matki.

Dowiedziała się, że chłopczyk stracił część twarzy, nie całkiem, bo policzek trzymał się na pasku skóry.

– Mów – mruknął, gdy spieszyli korytarzem.

Gdy opowiedziała mu pokrótce, co zobaczyła, ściągnął brwi.

– Psy i dzieci… – mruknął. – Nieważne jak godne zaufania… Cholera!

W Lighthouse Cove nie zetknęła się z takim przypadkiem, mimo to miała odpowiednie doświadczenie. Lata, kiedy kursowała między Lighthouse Cove i Adelajdą, łącząc studia z utrzymywaniem matki, były trudne, ale zaowocowały wysokimi kwalifikacjami, więc gdy Luke zwrócił się do niej z pytaniem, czy chirurgii odtwórczej uczyła się u profesora Blythe’a, przytaknęła. Mimo to nie była przekonana, czy uda się malca uratować. Odniósł koszmarne obrażenia. Jednego była pewna: jest w stanie uzupełnić umiejętności tego człowieka.

Stawiła się na ten dyżur jako pielęgniarka znikąd. Sądziła, że zostanie potraktowana jak stażystka, że będzie pracowała w tle niczym jeden trybik wielkiej maszyny, po czym zniknie. Następnego dnia dostanie dyżur na innym oddziale, znów anonimowa. Szczyt szczęścia!

Nie oczekiwała, że stanie się cząstką wysoko wykwalifikowanego zespołu walczącego o życie dziecka. Puściła w niepamięć podsłuchaną mimochodem rozmowę. Z jakiegoś powodu Luke Williams sprawdzał jej referencje. To, że za taką wymianę zdań można by postawić Luke’owi i Finnowi zarzut dyskryminowania płci, przestało być istotne. Liczyło się to, że uznał jej umiejętności. Została pielęgniarką operacyjną.

Chłopiec miał twarz rozerwaną od brody aż do czoła. Z policzka zwisał mu płat skóry i mięśni, spod którego widoczna była kość. Powieki, nos, wargi… Niewyobrażalne spustoszenie.

Na początku odniosła wrażenie, że Luke to zwyczajny… kobieciarz. Śmiał się do niej, gapił na nią… Za to teraz był skoncentrowany. W skupieniu układał na dawne miejsce poszarpane kawałki twarzy chłopca, a każdy kawałek musiał najpierw zostać oczyszczony. Luke’owi asystował lekarz przygotowujący się do specjalizacji w dziedzinie chirurgii plastycznej, anestezjolog pediatryczny, dwie pielęgniarki operacyjne oraz dwie stażystki. Wszyscy maksymalnie skupieni. W ich rękach mały Jessie. Rudy i piegowaty, intubowany, w śpiączce farmakologicznej. Miał szczęście, że nie utonął we własnej krwi.

Każdy wiedział doskonale, co ma robić. Przypomniał się jej podobny przypadek sprzed trzech lat. W Adelajdzie profesor ratował wargi pacjenta, ale wystąpiły problemy z drenażem. Profesor był w stu procentach skoncentrowany na tym, co robi, ale później wyjaśnił, co mogło temu zapobiec. Zwróciła się do stojącej za nią stażystki.

– Odszukaj doktor Lockheart i powiedz jej, że potrzebujemy pijawek lekarskich. I to jak najszybciej.

– Ale nie jestem upoważniona… – Dziewczyna spojrzała na Luke’a, ale ten był skupiony na swoim zadaniu.

– Powiedz tylko, że pilnie są nam potrzebne pijawki. – Lepiej, by nie mówiła, że zamawia je pielęgniarka z agencji. – Niech będzie na mnie, jak się okaże, że się nie przydadzą.

I będzie na nią, bo tylko kilka szpitali w Australii trzyma pijawki. Z takim zamówieniem może się wiązać śmigłowiec, pośpiech, koszty.

To mnie wyrzucicie, pomyślała ponuro.

Dwie godziny później okazało się, że jej decyzja była słuszna. Luke dopasował już skórę dokoła nosa i lewego kącika warg, ale pracując nad skórą pod okiem, zerknął na wargę. I zaklął.

– Krew mi krzepnie. Drenaż!

– Mamy pijawki, może się przydadzą – odezwała się Lily. Pielęgniarka za jej plecami już otwierała słój.

– Jakim cudem…? – Na moment oprzytomniał. – Doktor Lockheart je zamówiła?

– Nie, Lily – odparła z uśmiechem stażystka. – Jak na zastępstwo z agencji to Lily jest niezła, nie?

– Zdecydowanie niezła – odparł, na ułamek sekundy przenosząc wzrok na Lily.

Pochyliła głowę, ale czuła, że się czerwieni. Zdecydowanie niezła. Jego spojrzenie wytrąciło ją z równowagi. Luke Williams to jednak podrywacz, a ona jest tu tymczasowo, nikogo nie zna i nie chce znać. Ale jego wzrok… Praca, anonimowość, rób, co do ciebie należy!

O piątej nad ranem ledwie trzymała się na nogach.

– Idź do domu – poleciła doktor Lockheart. – Wiem, że dyżur kończysz dopiero o szóstej, ale teraz już nikt niczego więcej od ciebie nie oczekuje.

– Gdybyś chciała pracować w naszym szpitalu – wtrąciła starsza pielęgniarka Elaine – to przyjmiemy cię z otwartymi ramionami. Doktor Williams już zaproponował, żeby na stałe włączyć cię do zespołu plastycznego.

– Nie chcę być członkiem żadnego zespołu – odparła zmęczonym głosem, po czym ruszyła się przebrać.

Dom. Nie takie to proste. Nie ma domu. Na pewno nie do dziesiątej. Przyjechała do Sydney wczoraj, uciekając od matki. Matka, nawet z punktu widzenia dobrej córki, była nieznośna. I nie bez racji w miasteczku, w którym mieszkały, traktowano ją jak śmieć. Matka nie jest śmieciem, pomyślała Lily, ona tylko jest… w potrzebie. Potrzebuje mężczyzn i czasem jej, Lily.

Jednak ten ostatni romans w oczach mieszkańców Cove przekroczył wszelkie granice. I doprowadził Lily do ostateczności. Dwa dni temu żona miejscowego pastora, a jednocześnie przewodnicząca zarządu miejscowej placówki medycznej, wpadła do szpitala i ją spoliczkowała. Jakby Lily była winna poczynań matki.

– Zabierz matkę od mojego męża! Ty i ta twoja matka! To zdzira, a ty nie jesteś lepsza. Ją trzeba trzymać na smyczy! Jak masz być szanowaną pielęgniarką, skoro twoja matka prowadzi się jak dziwka?! – Uderzyła Lily po raz drugi. Musiało ją odciągnąć dwóch krewnych pacjentów. – Zejdź mi z oczu! – syknęła. – Wynoś się z tego szpitala. I z naszego miasta!