Plant Lady - Minyoung Kang - ebook + książka

Plant Lady ebook

Minyoung Kang

0,0
35,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Wszystkie rośliny potrzebują słońca. A niektóre również wyjątkowo bogatego nawozu.

W cichym zakątku jednej z dzielnic Dosan mieści się „Rośliny. Sklep”. Jego właścicielka, Yu-hee, rozpoczęła tu nowe życie i otoczyła swoje rośliny miłością oraz opieką. Za dnia Yu-hee chętnie udziela porad ogrodniczych, lecz po godzinach zaczyna świadczyć inne, niezwykłe usługi. Zrozpaczone kobiety przychodzą do niej z nadzieją, że okrutni i nieczuli mężczyźni znikną z ich życia. Yu-hee sama spotkała na swojej drodze właśnie takich mężczyzn. Co gorsza, traktowali źle również jej ukochane rośliny. A tego nie była w stanie im wybaczyć.

I nie wybaczyła.

Kiedy zapada zmrok, Yu-hee zamienia ogrodniczy fartuch na łopatę i motykę i znika w spowitym blaskiem księżyca ogrodzie. Zakopuje tam nie tylko resztki minionego dnia, ale także krwawe pozostałości po pewnych niefortunnych zdarzeniach. Kiedy rośnie liczba zgłoszeń o zaginionych mężczyznach, do jej drzwi puka zdeterminowany młody detektyw…

Mroczna, a równocześnie surowa i podszyta czarnym humorem historia o niebezpiecznej obsesji i mizoginii. Użyźni glebę, na której rosną twoje najgłębsze lęki i przykuje cię do fotela aż do ostatniej strony.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 181

Data ważności licencji: 3/14/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Tytuł oryginału: 식물, 상점

Singmul, sangjeom

Projekt okładki: Adam Kosik

Redakcja: Małgorzata Burakiewicz

Redaktor inicjujący: Katarzyna Lipnicka-Kołtuniak

Redaktor prowadzący: Magdalena Zabrocka

Redakcja techniczna i skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Lilianna Mieszczańska, Kamil Kowalski

Elementy graficzne w tekście © Magnific

Copyright © Minyoung Kang, 2026

First published as PLANT LADY in 2026 by Doubleday, an imprint of Transworld. Transworld is part of the Penguin Random House group of companies.

No part of this book may be used or reproduced in any manner for the purpose of training artificial intelligence technologies or systems. This work is reserved from text and data mining (Article 4(3) Directive (EU) 2019/790).

This book is published with the support of the Literature Translation Institute of Korea (LTI Korea).

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2026

© for the Polish translation by Jeong In Choi, Filip Danecki

ISBN 978-83-287-4247-5

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2026

– fragment –

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz

Awokado

– Jest tu kto?

Kobieta w kapeluszu z szerokim rondem wsunęła głowę do sklepu Yu-hee. Dzwonek przy drzwiach brzęknął dźwięcznie. Yu-hee, siedząca tyłem do wejścia, podniosła się niezgrabnie i odwróciła w stronę drzwi.

– Tak, proszę.

Kobieta rozejrzała się ostrożnie i powoli weszła do środka. Yu-hee zdjęła rękawiczki i zbliżyła się, by ją przywitać. Białe buty, biała sukienka, beżowa torba typu tote – na tle sklepu wypełnionego zielenią kobieta ubrana od stóp do głów na biało wyglądała obco.

– Czy szuka pani czegoś konkretnego? – zapytała Yu-hee.

Kobieta znowu się rozejrzała i po chwili odpowiedziała:

– Chciałabym kupić jakąś nietypową roślinę. Taką, którą łatwo pielęgnować, ale jednak ciekawą, inną. Kiedyś hodowałam asparagus… Szukam czegoś w tym rodzaju, czegoś wyjątkowego. O, wzory na tej roślinie są przepiękne.

Zatrzymała się przy figowcu sprężystym stojącym pod oknem. Właśnie miała dotknąć dużego, świeżego liścia na samym szczycie drzewka, gdy Yu-hee pospiesznie zawołała:

– Ostrożnie, proszę uważać na liście. To figowiec odmiany Tineke, jest nieco kapryśny w uprawie. Wspomniany przez panią asparagus też nie należy do najłat­wiejszych, ale mogę pani pokazać rośliny, które rosną szybko i nie ma z nimi większych problemów, jak na przykład zioła. Może pokażę kilka?

Yu-hee wskazała doniczki stojące z tyłu, lecz kobieta zmarszczyła brwi i pokręciła głową.

– Nie, dziękuję. Wszystkie są takie pospolite. Brak im… charakteru. – Cofnęła rękę znad liścia figowca. – Wie pani, jak ktoś mówi „hoduję sukulenty”, nikogo to nie interesuje. Ale gdy mówię, że hoduję asparagus, zaraz słyszę: „Naprawdę? Można w domu, a nie tylko na polu?”. To robi wrażenie. Lubię takie reakcje – dodała.

Kobieta zamilkła, a Yu-hee z obojętną miną wyjęła z kieszeni rękawiczki. Klientka zaczęła krążyć po sklepie. Zaglądała w różne miejsca, aż w końcu podniosła małą doniczkę stojącą w rogu.

– A to co za gatunek? – zapytała. – Wygląda niesłychanie ciekawie.

To była peperomia. Z daleka jej liście przypominały ciasteczka z bylicy ułożone jedno na drugim, lśniące od oliwy, gładkie i ciemnozielone. Jeśli unikało się promieni słonecznych i zapewniało umiarkowaną wilgotność, nie była szczególnie trudna w uprawie.

Yu-hee od razu dobrała do niej ładną glinianą doniczkę, by podkreślić unikalny kształt liści.

– To peperomia – odparła. – Trochę wymagająca. Lepiej jej na zewnątrz niż w domu. Rano i wieczorem trzeba sprawdzać temperaturę w pomieszczeniu, dbać o wilgotność i jeszcze…

Nie była to roślina znajdująca się w oficjalnej ofercie sprzedaży, ale wyglądała tak dobrze, że można by ją sprzedać. Zamiast jednak podać cenę, Yu-hee zaczęła wyliczać rozmaite trudności. Nie dlatego, że była do peperomii szczególnie przywiązana. Po prostu uznała, że ta kobieta do niej nie pasuje. Postanowiła jak najszybciej ją zniechęcić.

Klientka przez dłuższą chwilę słuchała, po czym ostrożnie odstawiła doniczkę na miejsce. Otrzepała dłonie, jeszcze raz omiotła wzrokiem sklep i wyszła bez słowa.

Zatrzymała się jeszcze przed witryną sklepu i spojrzała z lekkim wahaniem przez szybę. Yu-hee, czując jej wzrok, wzięła peperomię i przeniosła ją w głąb, z dala od okna. Kiedy roślina zniknęła z jej pola widzenia, kobieta wzruszyła ramionami i odeszła.

Wkrótce ucichł stukot jej białych obcasów.

Sklep Yu-hee mieścił się w starym jednorodzinnym domu w dzielnicy Dosan. Kiedy po raz pierwszy przyjechała obejrzeć ten lokal, była szczerze zdziwiona, że w Sejin istnieje jeszcze takie miejsce. Ciche, wyludnione, ani jednej kawiarni czy restauracji. Nie była to jednak typowa dzielnica mieszkaniowa. Między domami widziała sporo pustych działek, a także jakieś małe zakłady czy drukarnie, które chyba dopiero co zakończyły działalność. W luce między budynkami Yu-hee dostrzegła dwupoziomowy opuszczony dom.

Pośrednik twierdził, że niewiele osób chce mieszkać w tej okolicy, bo nie ma tu żadnych biurowców, a miejscowy handel praktycznie nie istnieje. Z tego powodu ta nieruchomość stała pusta już od ponad roku. Uważano ją za trudną do zbycia, więc ustalono wyjątkowo niski czynsz, a dodatkowych opłat praktycznie nie było. Właściciel gruntu i domu mieszkał poza Sejin.

Yu-hee musiała wziąć kredyt i ponad połowę odprawy z pracy przeznaczyć na remont i aranżację wnętrza. Mimo to całe przedsięwzięcie nie wydawało się szaleństwem dzięki temu, że bardzo niski czynsz nie był dużym obciążeniem. Po dwóch miesiącach prac remontowych i zarejestrowaniu działalności mogła wreszcie otworzyć swój sklep. Była naprawdę szczęśliwa i wręcz upojona tym, że w nowej przestrzeni zaczyna coś całkiem nowego. W dniu otwarcia sklepu przeniosła się do Dosan, gdzie wynajęcie mieszkania także okazało się znacznie tańsze.

Choć decyzja o własnym biznesie była odważna i długo przygotowywana, Yu-hee wiedziała, że nie może od razu liczyć na sukces. Przez pierwsze dwa miesiące nie miała praktycznie żadnych dochodów. O świcie wyprawiała się na giełdę, by kupować po najlepszej cenie rośliny i doniczki, a po otwarciu sklepu spędzała w nim cały dzień, często siedząc sama w milczeniu.

W tym czasie odwiedzali ją dawni współpracownicy i koledzy z uniwersytetu i udzielali jej dobrych rad. Jedni mówili, że wystrój jest zbyt ekstrawagancki, by trafić w gusta okolicznych mieszkańców, inni – że ceny są nieco za wysokie jak na okolicę pozbawioną konkurencji. Znajomi doradzali jej także zmianę nazwy. Ich zdaniem „Rośliny. Sklep”, proste zestawienie dwóch słów oddzielonych kropką, brzmiało zbyt zwyczajnie. Sugerowali coś bardziej eleganckiego i wpadającego w ucho. Yu-hee nie chciała jednak ustąpić. Wierzyła, że dzięki tej prostocie ludzie zapamiętają jej sklep i że z czasem klienci będą kojarzyć to miejsce właśnie dzięki skromnej nazwie.

Yu-hee zastanawiała się, co spodobałoby się większości ludzi. Próbowała różnych rzeczy: przestawiała meble i rozmaite drobiazgi, czasem obniżała ceny albo organizowała drobne akcje promocyjne. Przeglądała strony internetowe i media społecznościowe popularnych kwiaciarni w całym kraju, szukając inspiracji. Była to jednak pomoc czysto teoretyczna, bowiem nic nie dawało się bezpośrednio zastosować w jej sklepie.

Szczęśliwym zrządzeniem losu w Dosan wkrótce nastąpiła nieoczekiwana zmiana. Nie przewidzieli jej ani pośrednicy nieruchomości, ani rdzenni mieszkańcy tej dzielnicy. Po drugiej stronie stacji Targ Dosan, w rejonie nowoczesnych wieżowców i tętniących życiem ulic, gdzie dotąd koncentrował się handel, zrobiło się nagle zbyt ciasno, więc handel i usługi zaczęły stopniowo poszerzać swoje terytorium. Handlarze ciągnęli raczej w okolice stacji, ale byli wśród nich i tacy, którzy zakładali swoje interesy w spokojniejszych miejscach, na uboczu. Dzięki temu coraz więcej ludzi zaczęło zaglądać do położonego na obrzeżach dzielnicy sklepu Yu-hee. Był to jedyny w całym Dosan sklep z roślinami, w dodatku mieszczący się w starym przebudowanym domu, więc tym większe budził zainteresowanie. Zaczęli go odwiedzać blogerzy, spragnieni nowych wrażeń, a wraz z nimi pojawili się influencerzy, którzy coraz częściej wspominali o sklepie na swoich kanałach. W ten sposób firma Yu-hee stopniowo zdobywała renomę, a sklep stał się jednym z najmodniejszych miejsc w Dosan.

Yu-hee wiedziała, że nikt nie rodzi się zły, ale jeśli gleba jest jałowa, a temperatura nieodpowiednia, rośliny więdną i umierają. Była przekonana, że jej powołaniem jest sprawić, by mogły wreszcie spokojnie żyć. Korzenie gnijące od nadmiaru wody czy liście opadające z powodu zbyt długiego braku słońca były dla niej łatwym do rozwiązania problemem i niemal natychmiast wiedziała, co należy zrobić.

Wierzyła, że z ludźmi jest tak samo jak z roślinami. Jeśli poświęcić człowiekowi nieco uwagi, można skierować go na dobrą drogę. Co prawda wracały do niej wspomnienia kilku bolesnych chwil, ale mimo wszystko była przekonana, że człowiek nie jest z gruntu zły. Chciała w to wierzyć. Z czasem jednak wiara ta zaczęła powoli słabnąć.

Zwykle przez mężczyzn, którzy przewijali się przez jej życie.

Patrząc wstecz, uświadomiła sobie, że wszystko zawsze zaczynało się od innych. Większość ludzi była bardzo przyjazna. Yu-hee była więc przekonana, że problem tkwi w niej samej. Za każdym razem, gdy nachodziły ją myśli, że jest z nią coś nie tak – zwracała się ku roślinom. Od najmłodszych lat przywoływała w głowie ich obrazy: kamelię, która wystawiona na chwilę za okno, opiła się deszczówki podczas nag­łej ulewy; sukulenty, które po miesiącu bez podlewania uschły na wiór; piwonię, która po zmianie nasłonecznienia zaczęła gubić płatki. Rośliny, które długo w milczeniu przeżywały jakiś problem, w końcu musiały go uzewnętrznić. Zawsze chodziło o drobny szczegół, o coś przeoczonego, i jeśli tylko się problem rozwiązało, więdnąca roślina szybko wracała do życia. Kwiaty, którymi opiekowała się Yu-hee, przetrwały w ten sposób niejeden kryzys.

Jednak z ludźmi to nie działało. Choć w związkach starała się być delikatna i uważna jak przy pielęgnacji roślin, jej byli partnerzy zawsze doprowadzali ją na krawędź przepaści. Czuła się wtedy jak komputer, który utracił punkt przywracania systemu, więc ostatecznie wciąż tkwiła w martwym punkcie.

Właśnie wtedy, gdy po kilku miesiącach zastoju jej sklep powoli zaczął się rozkręcać, pojawił się w nim mężczyzna o nietypowym wyglądzie. Był to pierwszy mężczyzna, który przyszedł pod pretekstem zainteresowania roślinami.

Koniec darmowego fragmentu książki.

zapraszamy do zakupu pełnej wersji.