Nieodpowiednia chwila - J. Harrow - ebook
BESTSELLER

Nieodpowiednia chwila ebook

Harrow J.

4,2

14 osób interesuje się tą książką

Opis

Czy można być szczęśliwym kosztem innych?

Czy można kochać więcej niż jedną osobę?

Po wypadku Daniel dochodzi do siebie; on i Eve są wreszcie razem. Niestety nic nie trwa wiecznie. Niespodziewanie pojawia się Alice, była dziewczyna Daniela. Kiedy przeszłość przypomina o sobie, oboje są zmuszeni dokonać wyboru i podjąć decyzje, które nie dotyczą już tylko ich dwojga. Zaczynają nowe życie z dala od siebie.

Eve postanawia wyjechać. Zatrzymuje się u dawno niewidzianej cioci na wybrzeżu. W jej życiu pojawia się inny mężczyzna. Dziewczyna na nowo odkrywa siebie, poznaje ciepło, jakie daje rodzinny dom. Sielanka nie trwa jednak długo. Śmierć i kłamstwa zmieniają wszystko.

Nieodpowiednia chwila przedstawia dalsze losy bohaterów Nieodpowiedniej dziewczyny.

J. Harrow to autorka świetnie przyjętych przez czytelników powieści: Nieodpowiednia dziewczyna (2020) i Pozerka (2020).

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 336

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




J. Harrow Nieodpowiednia chwila ISBN Copyright © by Joanna Skonieczna, 2021All rights reserved Redakcja Paulina Jeske-Choińska Projekt okładki i stron tytułowych Mariusz Banachowicz Opracowanie graficzne i techniczne Teodor Jeske-Choiński Wydanie 1 Zysk i S-ka Wydawnictwo ul. Wielka 10, 61-774 Poznań tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67 dział handlowy, tel./faks 61 855 06 [email protected] Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione. Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.

Lipiec

I’m jealous, I’m overzealous

When I’m down, I get real down

When I’m high, I don’t come down

I get angry, baby, believe me

I could love you just like that

I could leave you just as fast...1

Julia Michaels, Issues

Usłyszałem przekręcający się w drzwiach klucz dokładnie w momencie, gdy wysłałem ostatnią wiadomość do biura. Nawet nie zauważyłem, że wybiła siódma, tak bardzo pochłonęło mnie nadrabianie zaległości. Z początku byłem trochę przytłoczony, ale dość szybko wpadłem w odpowiedni rytm i znów potrafiłem czerpać radość z tego, co Eve żartobliwie nazywała „wpatrywaniem się w Matrixa”.

Mózgowiec i artystka… Naprawdę nie mam pojęcia, jak nasze światy ze sobą funkcjonują, ale najwyraźniej całkiem nieźle im idzie. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że coraz lepiej.

— Cześć! — zawołała, zatrzaskując za sobą drzwi. — Kupiłam ci największego i najtłustszego kebaba w mieście, jaskiniowcu.

Wstałem z mojego nowego fotela i podążyłem za jej głosem prosto do kuchni. Wypakowywała dwie wielkie torby z zakupami, nucąc pod nosem jakąś melodię. Przypatrywałem się jej przez chwilę, jak zwykle nie mogąc wyjść z podziwu, jak ona to robi. Przez ostatnie tygodnie właściwie sama wszystkim się zajmowała — od dźwigania zakupów i sprzątania po przygotowywanie osobnych posiłków dla mnie i dla siebie. Nie, nie zdołała przestawić mnie na wegetarianizm. W dodatku, pomimo swoich własnych preferencji żywieniowych, potrafiła kupić lub przygotować dla mnie naprawdę smakowite mięsiwo, nigdy przy tym nie marudząc. No dobrze — prawie nigdy. Dzisiaj niemal widziałem przez telefon, jak przewracała oczami, gdy poprosiłem o kebsa z podwójnym mięsem. Nie, żeby przeszkadzało jej moje mięsożerstwo jako takie, ale kiedyś dała mi wykład na temat wątpliwej jakości mięsa w tego typu daniach i od tego czasu starałem się unikać spożywania ich w jej obecności. Cóż, dzisiaj miałem słabszy dzień i uległem pierwotnej pokusie. Może faktycznie czasami jestem jaskiniowcem.

— Co ciekawego dzisiaj dziarałaś? — zapytałem, obejmując od tyłu jej talię i całując delikatną skórę szyi.

— To, co ostatnio, czyli same pierdolniki.

Pierdolnikami Eve nazywała drobne, babskie tatuaże, za którymi po prostu nie przepadała.

— Czyli motylki, jaskółeczki i serduszka?

Odwróciła się do mnie i wytknęła język, ostentacyjnie wkładając palec do ust.

— Już tym wszystkim rzygam!

Roześmiałem się i zacząłem wyjmować zakupy z drugiej torby. Por, marchewki, seler, sałata, kolejna sałata, jakieś kiełki, kasze i kolorowe makarony… Typowe zakupy mojej kobiety, zajmujące zwykle większość półek w szafkach i lodówce. Na samym dnie znalazłem jednak coś, czego z pewnością by nie skonsumowała. Uniosłem brew oraz to coś i spojrzałem na nią pytająco.

— Oddawaj! — Wyszarpnęła mi z ręki kawałek czarnego materiału. — Udawaj, że nie widziałeś.

— Ale przecież widziałem… — Uśmiechnąłem się rozbawiony jej reakcją.

Eve błyskawicznie wcisnęła majtki w tylną kieszeń spodni i pogroziła mi palcem.

— To miała być niespodzianka, wszystko popsułeś.

— Niespodzianka? A dla kogo? — Postanowiłem się z nią trochę podroczyć. — Spodziewasz się gościa czy zamierzasz gdzieś się wymknąć w nocy?

Znów wytknęła język, tym razem niezaprzeczalnie do mnie. Obróciła się na pięcie i pomaszerowała do łazienki. Westchnąłem i skończyłem rozpakowywanie zakupów. Zapach kebabu pozostawionego przez Eve na stole drażnił moje nozdrza, wywołując niemal bolesne skurcze w brzuchu. Byłem cholernie głodny. Wepchnąłem do lodówki ostatnią zieleninę i ruszyłem do stołu, żeby w końcu zabrać się za konsumpcję mojej obiadokolacji.

Nagle za plecami usłyszałem głośne chrząknięcie. Spojrzałem na Eve i mnie zamurowało. To nie były zwykłe koronkowe majtki…

— Skoro popsułeś sam sobie niespodziankę, to… — Szła ku mnie powoli, kołysząc zalotnie biodrami. — Nie wolno ci niczego zjeść, póki mnie nie przelecisz.

Przełknąłem ślinę, przesuwając wzrokiem po jej apetycznych kształtach i tym czymś, co na sobie miała.

— W tym. — Pokazała palcem na prześwitujące wdzianko.

Przezroczysty materiał gdzieniegdzie opinał jej ciało, nie zostawiając właściwie pola dla wyobraźni. Wszystko było widać, łącznie ze sterczącymi sutkami i wygolonym wzgórkiem. Eve bardzo powoli obróciła się, prezentując całość z każdej strony. Plecy były odsłonięte, podobnie jak większość skóry na jej pośladkach, ale gdy się nachyliła… Z mojego gardła wydobył się stłumiony jęk i momentalnie poczułem ucisk w spodniach.

— Czyżby spodobała się szanownemu panu główna atrakcja wieczoru?

Ledwo zarejestrowałem jej pytanie, gapiąc się jak zahipnotyzowany w sporej wielkości dziurę w kroczu, odsłaniającą jej cipkę w całej okazałości. Eve wypięła się do mnie prowokacyjnie, opierając rękoma o kuchenny blat.

Kebab przestał istnieć.

Posłałem jej przelotne spojrzenie, ostatnie, zanim rozpiąłem spodnie i dopadłem do jej tyłka. Uśmiechała się łobuzersko, prowokacyjnie oblizując usta. Wróciłem wzrokiem do wypiętych pośladków i wsunąłem palec w jej szparkę, zachwycony tym, jak bardzo była już wilgotna. Poruszyła lekko tyłeczkiem, zachęcając mnie do dalszych działań. Tyle że ja nie potrzebowałem już dalszej zachęty, bo byłem tak twardy, że obawiałem się, czy będę w ogóle w stanie ją zadowolić. To mogło potrwać niestety bardzo krótko…

— Wsadź go — rozkazała. — Wsadź go głęboko!

Chwyciłem w dłoń penisa i wsunąłem w nią, dokładnie tak, jak chciała. Pchnęła mnie nieznacznie, odsuwając nasze ciała dalej od blatu. Pochyliła się mocniej, zaciskając palce na krawędzi, i westchnęła głośno. Byliśmy idealnie spasowani chyba tylko dzięki obcasom, które włożyła, bo tym razem nie musiała stawać na palcach ani dodatkowo kłaść się na blacie. Pieprzyłem więc ją na stojąco, przytrzymując się jedynie jej bioder, podczas gdy jej ciało, zgięte pod kątem dziewięćdziesięciu stopni, wiło się przede mną rozkosznie, błagając o więcej.

Tak jak się spodziewałem, nie wytrzymałem zbyt długo. Ledwie z niej wyszedłem, Eve wskoczyła na blat i rozłożyła przede mną nogi. Znów miałem widok na jej wilgotną szparkę, tym razem ociekającą dodatkowo moim nasieniem. Nie dawała mi taryfy ulgowej. Musiałem skończyć to, co zacząłem, czyli doprowadzić ją na szczyt. Posłusznie uklęknąłem i dokończyłem językiem, z satysfakcją wsłuchując się w jej głośne pomruki i jęki.

W takich chwilach dodatkowo docenialiśmy fakt, że tym razem mieszkaliśmy sami. Nie musieliśmy się hamować i obojgu nam to bardzo pasowało.

***

Daniel już właściwie w ogóle nie kuśtykał, a przynajmniej nie podczas chodzenia po mieszkaniu. Niemniej przy dłuższych dystansach wciąż się troszkę męczył, ale widziałam, jak bardzo starał się być dzielny. Zaciskał zęby i nawet przede mną udawał, że nic go już nie boli. To było głupie — on wiedział, że ja wiem, ale i tak każde odgrywało swoją rolę. Ja z uśmiechem powtarzałam, że świetnie sobie radzi, w sercu wciąż martwiąc się niemal niewidocznym grymasem bólu na jego twarzy, a on prostował się sztucznie, próbując mi udowodnić, że już wszystko jest w porządku. Nie było, jeszcze nie.

Ale było znacznie lepiej.

Każdego dnia jego stan się poprawiał i, według lekarza, za jakiś miesiąc po skutkach wypadku nie będzie śladu. Oczywiście nie licząc blizny na nodze, ale ona nas w ogóle nie martwiła. Najważniejsze, że rehabilitacja działała, a Daniel autentycznie czuł się coraz lepiej. Wciąż uśmiechałam się na samo wspomnienie jego pierwszej, „poważnej” rozmowy z lekarzem. Interesowało go właściwie tylko to, czy męska część jego ciała nie straciła pełnej użyteczności. Pomimo zapewnień, że w tej kwestii nie będzie problemów, Daniel postanowił na wszelki wypadek jak najszybciej sam to sprawdzić. Nasz pierwszy seks po opuszczeniu szpitala przypominał bardziej szybki numerek nastolatków, obawiających się nakrycia przez rodziców, niż stosunek pary dorosłych ludzi, robiących to ze sobą po raz enty. Po prostu musiał jak najszybciej przekonać się, czy aby na pewno jego sprzęt nadal działa, jak należy. Nawet nie zdążyłam na dobre się rozebrać, a już było po wszystkim…

Obserwowałam, jak Daniel ogląda jakiś film i drapie naszą kotkę Lulu za uszkiem. Było tak normalnie… Ja codziennie wychodziłam do studia, on pracował zdalnie. Robiłam zakupy, kolacje, wieczorami oglądaliśmy razem telewizję i się kochaliśmy. Czasami delikatnie, a czasami ostro, ale zawsze było cudownie. W weekendy wychodziliśmy na krótkie spacery, a na co dzień Daniel ćwiczył w domu, na bieżni. Był bardzo zdeterminowany, żeby jak najszybciej wyzdrowieć, a właściwie po prostu wrócić do pełni sił. Jego życiu i zdrowiu już nic nie zagrażało, tylko jego męskie ego dawało czasami o sobie znać. Wkurzało go, że wszystko jest na mojej głowie, i koniecznie chciał mi więcej pomagać. Tyle że ja tego nie chciałam — ostatnio niemal dostałam palpitacji, zastając go szorującego na czworakach podłogę w łazience. Powinien oszczędzać kolano! Chyba wkurzaliśmy siebie nawzajem… Szczególnie mocno denerwowało Daniela to, że sama dźwigam torby z zakupami, oczywiście nie wołając go do pomocy choćby na schodach naszej kamienicy. Dowiadywał się o wypchanych torbach po fakcie, gdy przekraczałam próg mieszkania, więc za każdym razem dostawałam ochrzan. Mnie to dźwiganie natomiast w ogóle nie przeszkadzało, a nawet się ucieszyłam, gdy po jakimś czasie zauważyłam, że mam w ramionach zdecydowanie więcej siły. Pojawił się też nieznaczny zarys mięśni, który wydał mi się całkiem seksowny.

Nie mogłam tylko przyzwyczaić się do jednego — byliśmy parą. Legalną, szczęśliwą i cholernie normalną. Było tak różowo i słodko, że aż mnie mdliło. Nie, wcale mi to nie przeszkadzało. To był raczej irracjonalny strach, który nie pozwalał mi cieszyć się w pełni z takiego życia. Bo przecież to nie miało tak być… Byłam przekonana, że nie nadaję się do życia w związku, do wspólnych kolacyjek czy zasypiania pod jedną kołdrą. A już na pewno nie zasługiwałam na kogoś takiego jak Daniel.

To wszystko było jak sen i ciągle, gdzieś w środku, bałam się, że za chwilę się z niego po prostu obudzę.

Usiadłam obok Daniela i wzięłam Lulu na ręce. Mruknęła trochę niechętnie, ale po chwili ułożyła się wygodnie, wtulając ufnie w moją bluzkę.

— W przyszłym tygodniu zacznę jeździć do biura. — Daniel uniósł rękę i położył ją na moim ramieniu, przyciągając mnie bliżej siebie.

— Już? Myślałam, że dadzą ci więcej czasu.

— Daliby, ale sam chcę.

— Nie za szybko? — zaniepokoiłam się.

— Kiedyś trzeba. To dobry moment, bo teraz jest mniej pracy, więc nie musiałbym przychodzić codziennie.

— Dobrze, to będę cię odwozić i potem…

Przerwał mi, przykładając dłoń do moich ust.

— Nigdzie nie będziesz mnie eskortować — zakomunikował. — Muszę w końcu zacząć radzić sobie sam.

Chciałam zaprotestować, ale z powodu jego dłoni wydobył się z mojego gardła jedynie niewyraźny pomruk.

— Kiciu, czas na przecięcie pępowiny. Nie przejmuj się, dam sobie radę.

Nie wątpiłam w to, ale jednocześnie się martwiłam. Co, jeśli jego nogi się zmęczą, a w pobliżu nie będzie żadnej ławki? Jak dojdzie do metra, do przystanku? Może i popadałam w paranoję, ale to było silniejsze ode mnie.

— Już wszystko ustaliłem z szefem, więc klamka zapadła.

Westchnęłam ciężko, dając wyraz swojemu niezadowoleniu. Zabrał dłoń z moich ust i pocałował mnie w skroń. Wciąż przyzwyczajałam się na nowo do takich gestów czułości i wciąż przechodził mnie przyjemny dreszcz, gdy to robił. Dziwne, kiedyś na samą myśl, że jakiś mężczyzna mógłby mnie tak dotykać, wzdrygałam się niemal z obrzydzeniem.

Ale to był Daniel, a nie „jakiś” mężczyzna…

Na stoliku przed nami zawibrowała jego komórka. Niechętnie się pochylił, żeby ją podnieść, i nagle zesztywniał. Pokazał mi ekran, na którym wyświetlał się numer… Alice.

— Odbierz — powiedziałam, siląc się na swobodny ton. — Może robiąc porządki, znalazła jakiegoś twojego pendrive’a.

Skrzywił się, wciąż rozważając, czy powinien odebrać. Nie miał kontaktu z Alice od czasu pobytu w szpitalu. Wtedy ostatni raz rozmawiali. Daniel po raz kolejny zapewnił ją, że nigdy ze sobą już nie będą, i oznajmił, że kocha tylko mnie. Od tamtego czasu nie dzwoniła i nie pisała. Przekazała jedynie poprzez jego mamę jakiegoś pendrive’a, którego znalazła w jego szafce nocnej. Nic ważnego, ale w sumie miło z jej strony, że postanowiła mu go zwrócić, i to bez nawiązywania bezpośredniego kontaktu. Tym bardziej dziwne było, że tym razem zadzwoniła.

— Halo. — Głos Daniela przybrał bardzo oficjalny ton.

Nie słyszałam, co mówiła, ale jego wyraz twarzy stawał się coraz dziwniejszy. Postanowiłam dać mu więcej swobody i wstałam, zamierzając oddalić się do kuchni. Wtedy chwycił mnie za łokieć i posadził z powrotem obok siebie. Patrzył na mnie sugestywnie, wciąż słuchając słów Alice.

— Możesz mi powiedzieć teraz. — Jego brew poszybowała do góry. — Nie rozumiem…

W końcu westchnął ciężko i pocierając jedną ręką skronie, zaczął kiwać głową.

— Już dobrze, zgoda.

Jego była mówiła coś jeszcze, ale on już się niecierpliwił.

— Powiedziałem, że przyjdę. Wtedy pogadamy — przerwał jej. — Przyjdę z Eve.

Wytrzeszczyłam na niego oczy.

— Alice, powiedziałem. Nie mamy przed sobą tajemnic. Albo przyjdę z nią, albo wcale.

Ogarnęły mnie złe przeczucia. Kiedy była dziewczyna próbuje spotkać się z twoim chłopakiem i nie chce, żebyś o tym wiedziała, coś jest na rzeczy.

Daniel odłożył telefon i spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.

— Dlaczego umawiasz mnie ze swoją byłą, i to nie pytając mnie o zdanie?

Może powinnam zareagować inaczej, przykładowo zapytać, czego właściwie chciała, ale jakoś tak mi się wymsknęło.

— Może dlatego, że mogłabyś być zazdrosna?

Naburmuszyłam się.

— A może dlatego, że to moja była i po prostu nie chcę się z nią spotykać sam na sam?

— Bo? — Skrzywiłam się. — Boisz się, że się jej nie oprzesz?

Daniel przewrócił oczami.

— Raczej, że się na mnie rzuci w miejscu publicznym. — Chwycił ręką tył mojej głowy i przysunął ją bliżej. — Eve, nigdzie bez ciebie nie pójdę.

Po chwili poczułam jego usta na swoich i już nie byłam na niego ani trochę zła. Ale byłam zła na Alice. Czego ona właściwie od niego chciała?! Może i byłam tym zaintrygowana, ale aktualnie wolałam skupić się na języku penetrującym moje usta. A potem na dłoniach wsuwających się pod moją bluzkę. Ostatecznie na wszystkim, co doprowadziło nas do zrzucenia z siebie ubrań i pozbawiło resztek rozumu. Zadziwiająco łatwo jest odsuwać problemy na bok, gdy czuje się na swoim ciele usta i dłonie przystojnego, płonącego z pożądania mężczyzny.

***

Siedziałem w kawiarni, palcami wystukując na filiżance rytm lecącej w tle piosenki. Alice się spóźniała, ale nieznacznie. Po prostu nie miałem cierpliwości, aby na nią czekać, więc obiecałem sobie, że dam jej jeszcze tylko pięć minut. Nie zamierzałem poświęcać jej więcej czasu, tym bardziej że czułem się nie fair w stosunku do Eve. Nie pasowało mi to, że ostatecznie ze mną tu nie przyszła.

Wiedziałem, że ją korciło, aby mi towarzyszyć, ale z jakiegoś powodu jednak odmówiła. Oficjalnie dlatego, że nie mogła przesunąć jakiegoś klienta, ale bardziej skłaniałbym się do teorii, że po prostu się bała. Chyba wciąż nie była pewna, czy zdołałaby zachować spokój w konfrontacji z moją byłą dziewczyną. Po akcji w szpitalu, gdy Alice na nią naskoczyła, Eve wolała jej unikać. Nie wiem, czy bardziej bała się kolejnego ataku ze strony Alice, czy własnej natury. Chwilami miałem wrażenie, że chętnie wydrapałaby jej oczy i podała mi jako przystawkę do steka.

Już miałem uregulować rachunek za kawę, gdy w drzwiach ujrzałem krótko ściętą blondynkę. Nasze spojrzenia się spotkały i poczułem się wyjątkowo nieswojo. Nie uśmiechnęła się do mnie, jak to miała kiedyś w zwyczaju, a ja nie wyszedłem jej na spotkanie, całując w usta lub policzek.

— Cześć, Dan. — Błyskawicznie usiadła naprzeciwko. — A gdzie twoja ukochana?

— Daruj sobie uszczypliwości. Nie mogła przyjść.

Mógłbym przysiąc, że zauważyłem lekki uśmiech w kąciku jej ust. Zwiesiła pospiesznie wzrok, skupiając go na menu.

— Chyba zamówię zwykłą wodę…

Przypatrywałem się jej chwilę, wykorzystując moment, gdy na mnie nie patrzyła. Zmieniła się. Nie umiałem stwierdzić, co dokładnie, poza nieco krótszymi włosami, uległo zmianie, ale z całą pewnością wyglądała inaczej. Kelnerka przyjęła jej skromne zamówienie i oddaliła się, posyłając mi dwuznaczny uśmiech. Od kiedy tu wszedłem, wciąż czułem na sobie jej wzrok. To też mi nie odpowiadało. Chciałem mieć już to wszystko za sobą i wrócić do mojej Eve.

— No więc… O co chodzi, Alice?

— Skoro nie ma z nami Eve, to może powiem prosto z mostu. — Wbiła we mnie wzrok. — Jestem w ciąży.

Dziesięć minut później wciąż przetrawiałem jej słowa, niewiele myśląc o tym, co powiedziała później. Mówiła coś o tym, który to tydzień, oraz że to z pewnością moje dziecko. Nie mogło być zresztą inaczej, bo z nikim innym nie sypiała i zawsze była mi wierna. W to akurat wierzyłem. Trudniej było mi uwierzyć w sam fakt, że w ogóle zaszła w ciążę. Przecież się zabezpieczaliśmy, ona się zabezpieczała…

— Nie rozumiem — wymamrotałem, gdy w końcu odzyskałem głos.

— A co tu rozumieć? — prychnęła. — To już półmetek, Dan, nie ma odwrotu, jeśli o to ci chodzi.

Potrząsnąłem gwałtownie głową.

— Nie, no coś ty! Tylko dlaczego dopiero teraz mi mówisz i jak to w ogóle możliwe?

Alice opróżniła swoją szklankę i niemal z hukiem odstawiła ją na blat.

— Po pierwsze, antykoncepcja czasami zawodzi, a gdy kobieta podświadomie pragnie dziecka z ukochanym mężczyzną, to podobno ma to jakiś wpływ…

Mimowolnie skrzywiłem się na jej słowa. Nie chciałem znów wysłuchiwać, że mnie kocha.

— Po drugie, Danielu, chciałam ci powiedzieć wcześniej, ale tak się złożyło, że miałeś ten wypadek, a ja dowiedziałam się dosłownie dzień wcześniej.

— Jezu…

Przypomniałem sobie naszą rozmowę w szpitalu, gdy ze łzami w oczach błagała mnie, żebym dał nam jeszcze jedną szansę. Ona już wtedy wiedziała, ale uniosła się dumą. Odtrąciłem ją, musiała się poczuć strasznie!

— Wybrałeś ją. — Podparła podbródek na dłoni, świdrując mnie wzrokiem. — Zastanawiałam się, czy w ogóle ci kiedykolwiek powiedzieć.

Spojrzałem na nią zszokowany.

— No co? — Wyprostowała się na krześle. — Nie chciałam psuć twojego szczęścia. Planowałam dać sobie radę sama.

— Co ty mówisz, Alice?! Przecież mam prawo wiedzieć.

— Właśnie… — Wykrzywiła usta. — To jedyny powód, dla którego teraz z tobą rozmawiam. Masz rację. Masz prawo wiedzieć. Liz mnie przekonała i… moi rodzice.

— Co oni na to?

Wiedziałem, iż nie podobało im się już to, że ich córeczka zamieszkała bez ślubu z mężczyzną, więc wolałem sobie nawet nie wyobrażać, jak zareagowali na wieść o ciąży.

— Zachwyceni nie są. — Wzruszyła ramionami. — Wiesz, jaki jest mój ojciec. Myślę, że będzie chciał prędzej czy później się z tobą rozmówić.

— No tak… — Spuściłem wzrok.

Nastało niezręczne milczenie. Alice bawiła się pustą szklanką, a ja stukałem palcami po stole. Współczułem Alice i jakoś nie potrafiłem w tej chwili wykrzesać z siebie radości z faktu, że zostanę tatą.

— Pomogę ci. — Podniosłem w końcu wzrok. — We wszyst­kim możesz na mnie liczyć.

— Nie musisz — prychnęła. — Nie po to ci o tym powiedziałam.

— Ale chcę.

Chwyciłem jej dłoń i pierwszy raz od dawna popatrzyłem na Alice z uczuciem. Nie była to może miłość, ale naprawdę nie potrafiłem być teraz wobec niej obojętny. Nosiła w sobie moje dziecko, a kiedyś byliśmy przecież bardzo blisko.

— Nie zostawię cię z tym samej — powiedziałem nieco pewniejszym tonem. — Chcę być ojcem dla tego dziecka.

Alice przełknęła ślinę i spojrzała na nasze dłonie. Chyba nie była tak silna, jaką próbowała grać, bo zamrugała szybko powiekami, próbując powstrzymać łzy. Jedna spłynęła po jej policzku, a ja wyciągnąłem dłoń i ją otarłem.

— Dziękuję — powiedziała cicho.

W tym jednym słowie zabrzmiały ulga i wdzięczność, a ja od razu wiedziałem, że nie mógłbym postąpić inaczej. Musiałem ją wesprzeć i wziąć na siebie odpowiedzialność. Dostatecznie już ją skrzywdziłem, a teraz przyszła pora, żeby zachować się, jak trzeba.

Nie miałem tylko pojęcia, jak o tym wszystkim powiedzieć Eve.

***

Nie wiedziałam, jak zareagować ani jak powinnam zareagować. Po pierwsze, kotłowało się we mnie mnóstwo emocji i mój umysł chyba nie mógł się zdecydować, którym dać ujście, a po drugie, nie miałam pojęcia, co się w takich sytuacjach mówi. Bo to, że coś powiedzieć powinnam, było bardziej niż pewne. Daniel patrzył na mnie wyczekująco, a jego twarz napinała się coraz mocniej, wprost proporcjonalnie do długości mojego milczenia.

— Alice jest w ciąży — powtórzyłam jak echo.

— Niestety — mruknął, ale po chwili drgnął. — To znaczy, niestety, że ze mną, a nie, że…

Uniosłam dłoń, przerywając mu niezręczne tłumaczenie. To oczywiste, że niewiele obeszłaby nas ciąża Alice, gdyby nie to, że Daniel był ojcem tego dziecka. To wszystko zmieniało.

— Co zamierzasz? — zapytałam po chwili namysłu.

— Po pierwsze, uznać dziecko. — Oparł czoło o palce, podpierając się łokciami o blat stołu. — Tak zostałem wychowany, Eve. Muszę wziąć na siebie odpowiedzialność.

Chciałam powiedzieć, że jestem z niego dumna, ale się powstrzymałam. Nie wiem dlaczego, ale nie miałam ochoty go teraz pocieszać ani usprawiedliwiać. Byłam na niego zła. Na Alice natomiast wściekła.

— To oczywiste, spróbowałbyś nie uznać — parsknęłam ironicznie.

Spojrzał na mnie, nawet nie podnosząc głowy. Nie ułatwiałam mu. Milczeliśmy chwilę, po czym Daniel wstał dość gwałtownie i podszedł do lodówki. Wyciągnął z niej whisky i zerknął na mnie pytająco.

— Ja podziękuję — odpowiedziałam.

Nalał sobie sporą porcję i dodał dwie kostki lodu. Zwykle dolewał jeszcze coli, ale tym razem z niej zrezygnował. Nie dziwiłam się — w tej sytuacji potrzebował czegoś mocnego.

— Kurwa — zaklął i przechylił szklankę, wlewając sobie w gardło niemal całą jej zawartość.

Zacisnęłam usta, powstrzymując się od komentarza. Poza tym chyba nie miałam nic mądrego do powiedzenia.

— Jak to się odbywa?

— Co?

— No, ta cała ciąża… — Przewrócił oczami. — Muszę z nią chodzić po lekarzach czy co?

— Nie mnie powinieneś o to pytać. Ustal to z nią i tyle.

Wbił wzrok w szklankę, palcami wystukując na jej ściankach jakiś nerwowy rytm. Nie byłam przyzwyczajona do Daniela w takim wydaniu. To raczej mnie trzeba było uspokajać, a nie odwrotnie. Poczułam nieodpartą ochotę na poobgryzanie wszystkich paznokci lub zapalenie zioła. Pierwsze było po prostu złym pomysłem, a drugie jeszcze gorszym, bo niestety nie miałam w domu zapasów. Obiecałam Danielowi, że nie będę tego palić, i starałam się dotrzymać obietnicy, znalazłam sobie jednak substytut w postaci zwykłych fajek, które ukrywałam na górnej szafce w kuchni.

— Może skoczyłbyś do sklepu za rogiem po zapas? — Wskazałam na niemal pustą butelkę whisky. — Przydałoby się też piwo.

Nic nie mówiąc, skinął głową i zaczął zakładać buty. Wiedziałam, że chętnie skorzysta z okazji, żeby w czymś mnie wyręczyć, a także by przewietrzyć głowę. Ja w tym czasie zamierzałam porządnie „przewietrzyć” płuca.

Gdy wrócił, w mieszkaniu nic już nie było czuć, a i ja byłam znacznie spokojniejsza. On chyba też, bo posłał mi nawet lekki uśmiech. Usiadł na sofie, przygarniając mnie ramieniem. Umościłam się wygodniej i położyłam dłoń na jego brzuchu. Czułam, jak co jakiś czas napina się nerwowo, chociaż nie wypowiedzieliśmy od dłuższej chwili ani słowa. To wszystko wciąż w nas siedziało, choć pierwszy szok zdążył minąć. I wtedy jego komórka zamigotała, dokładnie tak jak poprzednio. I tak jak poprzednio, to była Alice. Tym razem jednak nie dzwoniła, tylko napisała.

— Jutro chce iść do szkoły rodzenia…

Uniosłam lekko głowę, ciekawa jego reakcji.

— Pyta, czy chcę z nią tam chodzić.

— Chcesz.

— Chcę? — Zmarszczył brwi.

— Zamierzasz być przy porodzie?

— Tak, raczej tak.

— No to chcesz jutro iść. Musisz chodzić z nią na ten kurs czy jak to się tam nazywa.

— Nie wiem, czy takie coś w ogóle pomaga — mruknął nieprzekonany. — Ja bym po prostu sobie obejrzał jakiś filmik instruktażowy w internecie i tyle.

— Ale nie ty decydujesz i nie ty będziesz rodził — przypomniałam mu. — Skoro Alice czuje potrzebę uczestniczenia w takim kursie, to powinieneś jej towarzyszyć.

Wróciłam do wygodnej pozycji, a Daniel westchnął z rezygnacją.

— Ja po prostu nie chciałbym, żebyś… — Wstrzymał na chwilę oddech. — Nie chcę z nią spędzać zbyt wiele czasu, rozumiesz?

Myślał, że byłam lub będę zazdrosna. Miał rację. Zepchnęłam jednak swoje uczucia na bok, bo wiedziałam, że nie są słuszne. Ufałam Danielowi, choć oczywiście nie mogłam tego samego powiedzieć o jego byłej. Do tanga trzeba jednak dwojga, więc tłumiłam szalejące we mnie emocje na tyle, na ile umiałam.

— Powinieneś tam z nią iść, jak również na wizyty do lekarza, a potem… Potem musisz być przy porodzie i tyle.

— Chyba bardziej boję się, co będzie po porodzie. — Znów poczułam, jak się spina. — Jezu, Eve! Ja nie mam pojęcia o niemowlętach!

Uśmiechnęłam się sama do siebie. Jakby jakikolwiek rodzic mógł przygotować się do tej roli!

— Nie myśl o tym — powiedziałam cicho. — To się samo ułoży, zobaczysz.

 Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

1 Jestem straszną zazdrośnicą. / Gdy łapię doła, to na maksa, / a gdy czuję ekscytację, to aż mnie nosi. / Wpadam w złość, skarbie, uwierz mi, / w jednej chwili mogę cię kochać, / a w następnej tak po prostu zostawić… (wszystkie fragmenty piosenek w tłumaczeniu autorki).