Najlepszy czeski stand-up - Milos Cermak, Ludek Stanek - ebook
NOWOŚĆ

Najlepszy czeski stand-up ebook

Milos Cermak, Ludek Stanek

3,8

78 osób interesuje się tą książką

Opis

Stand-upowa scena na Twoim czytniku! Już dziś!

Instrukcja korzystania z wieku średniego!

 

Nie straszne Ci żarty o polityce, wierze, seksie, uchodźcach i hipsterach? Lubisz mocny humor w stylu stand-up? Chcesz się dowiedzieć, jak to jest mieć czterdzieści lat? Trafiłeś w odpowiednie miejsce!

 

Dwóch najpopularniejszych czeskich komików o absurdach codziennego życia. Bez tematów tabu i z dużą dozą inteligentnego humoru przeprowadzą Cię przez świat widziany oczami człowieka w wieku średnim. Zapnijcie pasy! To będzie jazda bez trzymanki!

 

Lek na wszystkie nosy spuszczone na kwintę!

ReniBook

 

Przygotujcie się na sporą dawkę inteligentnego humoru!

Bibliotekarz poleca

 

Tę książkę powinno się sprzedawać w aptekach w pakiecie z witaminą C!

Dublinia pisze

 

Polecam każdemu, kto lubi uśmiechać się do kartek!

Ilovebooklife

 

Stand-up w najlepszym wydaniu!

olo_czyta

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 203

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Miloš Čermák

PROLOG

Przyszedł Bóg do kawiarni na Karlinie

Przyszedł Bóg do kawiarni na Karlinie. Nie miał najlepszego dnia. Kiedy usiadł, podszedł kelner i spytał, co podać. W kawiarniach na Karlinie zazwyczaj nie obsługują kelnerzy. To znaczy nie prawdziwi kelnerzy. Ci ludzie wyglądają raczej jak malarze, którzy zostawili w domu rozpoczęty obraz. Albo pisarze, którzy w schowku na miotły piszą książkę. I tak po prostu przechodzili przypadkiem między stolikami i pomyśleli: „A może by tak obsłużyć kilka osób?”.

Tak wyglądał również kelner, który przyszedł obsłużyć Boga. Miał włosy spięte w kucyk, wypielęgnowaną brodę i szelki.

– Co podać? – spytał.

– Napiłbym się kawy – powiedział Bóg obojętnie.

W kawiarniach na Karlinie zawsze wypowiada się nazwę tego napoju z nabożnym akcentem. Kelner wspaniałomyślnie puścił gafę Boga mimo uszu.

– Świetnie, a jaką kawę? Ma pan wielkie szczęście, bo dziś za ladą stoi zdobywca drugiego miejsca w konkursie na baristę roku. Ukończył siedem prestiżowych kursów parzenia kawy, łącznie z kursem łączącym przygotowanie kawy cywetowej z robieniem wegańskich słodyczy.

Bóg nie miał nastroju na pierdoły.

– Co podać? – powtórzył pytanie kelner.

– Duże ekspresso z mlekiem – odparł Bóg.

Może i Bóg jest wszechmogący, ale w odróżnieniu od obiegowej opinii nie jest wszechwiedzący. Nie wie zatem, ile debat przeprowadzono u nas na temat „ekspresso” przez ostatnie dwadzieścia lat.

A także na temat skarpetek w sandałach, ale o tym nie będziemy teraz mówić.

Kelnerowi stwardniały rysy twarzy. Powiedział:

Jak pan na pewno wie, nie istnieje nic takiego jak ekspresso, a tym bardziej jak duże ekspresso. Może czytał pan informację napisaną kredą na naszej tablicy, że dziś podajemy kawę przygotowaną z sześćdziesięciu ośmiu ziarenek kawy kenijskiej z górnej części płaskowyżu. Jak wiadomo, kawa ta posiada w spektrum smaku łagodną kwaskowatość w prawym górnym rogu. A ta kwaskowatość, jak również wiadomo, niezbyt dobrze łączy się ze smakiem mleka.

Zaskoczony Bóg zamrugał. Nie był pewien, czy nadąża za tymi informacjami.

Kelner spojrzał na niego i dodał jeszcze:

– Dlatego polecam panu lungo.

Jak już wspomniałem, Bóg nie miał nastroju na pierdoły.

Oczywiście mógł tego kelnera zabić na miejscu. Klasycznie, poprzez uderzenie piorunem. Nikt nawet nie wszcząłby śledztwa, a jako oficjalną przyczynę podano by wyładowanie elektryczne spowodowane na przykład awarią ekspresu.

To wyjaśniłoby całą sprawę, a Bóg skoczyłby na kawę na przykład do McDonald’s, gdzie nie robią z jej przygotowaniem takich ceregieli.

Lecz sytuacja była dużo poważniejsza. Staromodna błyskawica by tego nie załatwiła.

Coś się w Bogu złamało. Już długo okazywał cierpliwość ludzkości. A nawet był z niej dumny. Bo doleciała na Księżyc, nauczyła się przeszczepiać serca i wynalazła penicylinę. Albo iPhony i masło czekoladowe.

Ale jednocześnie ludzkość Boga wkurzała. Globalnym ociepleniem, zabijaniem słoni czy wynalezieniem tofu i piwa bezalkoholowego.

Dziś słowa kelnera przelały czarę goryczy.

Bóg postanowił raz na zawsze skończyć z ludzkością. Wstał od stołu, odepchnął tego głupka z kucykiem i wyszedł na szeroką ulicę Karlina. Przed kawiarnią potknął się o różową hulajnogę, którą zaparkował tam kelner.

I właśnie w ten sposób my, ludzie, straciliśmy Boga. Jeszcze tego dnia wieść o tym rozniosła się po całym wszechświecie.

CZĘŚĆ PIERWSZA

Dziesięć powodów, dla których jeszcze nie wszystko stracone, gdy wstajecie rano i orientujecie się, że jesteście w średnim wieku

1.

Już nie musicie dobrze wyglądać

W średnim wieku wyglądacie całkiem nieźle, choć nigdy wcześniej nie wyglądaliście dobrze. Kiedy jest się młodym, wygląd to jedyna naprawdę istotna rzecz. Oczywiście, że każda dziewczyna mówi, że szuka kogoś godnego zaufania, dobrego i inteligentnego.

W tej kolejności.

Może nawet naprawdę szuka kogoś takiego. Ale sypia z przystojnymi, bogatymi i umięśnionymi facetami.

W tej kolejności.

Kolejność na dwóch pierwszych miejscach może ulec zmianie, szczególnie jeśli w grze będzie naprawdę poważna kasa.

Poza tym jeśli ma się kasę, wygląda się dobrze. Nawet jeśli nie wygląda się dobrze. Pieniądze są pod tym względem trochę podobne do wieku średniego. Ale o tym będzie jeszcze mowa.

Kiedy jest się nastolatkiem albo ma się dwadzieścia czy na przykład trzydzieści lat, ale jeszcze nie czterdzieści, wygląd jest ważny. Kropka.

Dziesięć procent ludzi wygląda źle. Źle, czyli bez nadziei na poprawę, nieodwracalnie i definitywnie. Wszyscy znamy takich ludzi. Powinni wywoływać w nas współczucie lub sympatię, ale tak naprawdę wywołują tylko żal. To smutne, ale nie można nic na to poradzić.

Nie musi to znaczyć, że przeżyją oni życie samotnie i że na przykład nigdy nie będą uprawiać seksu. Czasem łączą się w pary, ona i on z tych wspomnianych dziesięciu procent, choć z punktu widzenia jakości populacji jest to niebezpieczne.

Powinniśmy dbać o to, żeby brzydcy ludzie odnosili sukcesy finansowe, bo to pomoże im zdobyć partnerów z innych grup wyglądu. Dzięki temu jakość populacji się poprawi. Ale szczerze mówiąc, jeśli wygląda się źle, trudno jest nie tylko znaleźć partnera seksualnego, lecz także zarobić pieniądze.

Można je na przykład odziedziczyć, tylko pytanie, czy w takim przypadku przodkowie nie będą woleli przeznaczyć swojego majątku na wznioślejsze cele.

No to brzydkich mamy omówionych.

Osiemdziesiąt procent społeczeństwa wygląda jako tako. Anglicy powiedzieliby managable. Po prostu można coś z nimi zrobić. Wiadomo co. Kobiety malują sobie co rano nową twarz. Mężczyźni się myją. Jak to się mówi, robimy się na bóstwo.

Ludziom z przeciętnym wyglądem również pomagają pieniądze, choć w ich przypadku nie musi być ich aż tak dużo. Wśród tych dolnych dziesięciu procent szansę mają tylko dolarowi miliarderzy, natomiast w osiemdziesięciu procentach szerokiej przeciętności punktują nawet dolarowi milionerzy, a nawet milionerzy złotówkowi.

Pozostaje dziesięć procent tych, którzy wyglądają dobrze. Po prostu cholernie dobrze. Nie trzeba tego bardziej wyjaśniać. Oni to wiedzą, wy to wiecie, wszyscy to wiemy.

Są to ludzie, u których widzicie, że wyglądają dobrze, chociaż są tej samej płci co wy, a wy jesteście heteroseksualni. Są tak ładni, że po prostu nie można się pomylić. To się wie.

Koleżanka pyta mnie:

– Słuchaj, co myślisz o tym nowym chłopaku z marketingu?

Odpowiadam:

– Którym?

Ona:

– No o tym przystojniaku!

To mnie wkurza, nie lubię, kiedy u nas w pracy mówi się o innych facetach, że są przystojni. Ale opanowuję się, odrzucam pokusę doniesienia do kadr, że koleżanka jest seksistką i traktuje przedmiotowo płeć przeciwną, po czym mówię zdziwiony:

– Którym?

Ona, już lekko poirytowana:

– No tym ze świetną fryzurą i brodą. Co nosi te obcisłe dżinsy.

Mówię:

– A, TEGO masz na myśli?

Oczywiście przez cały czas wiedziałem, kogo ma na myśli, a ponieważ zrobiłem z tego takie banalne przedstawienie, ona też już wie, że wiem.

– Tak, TEGO.

Patrzy na mnie, jakbym zazdrościł mu, że jest przystojny. I owszem, zazdroszczę. Gdybym mógł, zabiłbym go. Zarozumiałego, przystojnego i wypachnionego pięknisia. Z drugiej strony – ja też wolę patrzeć na ładnego człowieka niż na wspomnianych osiemdziesiąt procent normalnie wyglądających ludzi. O dziesięciu procentach brzydkich nawet nie wspominam.

Nie jestem homoseksualistą. Mówi się, że orientacja seksualna nie jest binarna, że nie jesteśmy jedynkami lub zerami, bo każdy człowiek znajduje się gdzieś pomiędzy zerem a jedynką. Że w każdym facecie jest większy lub mniejszy procent kobiety i na odwrót.

No, nie wiem, ja tak nie uważam. Jestem jedynką albo zerem, zależy jak je zdefiniujemy, ale nie sądzę, żebym miał w sobie jakąś ukrytą kobietę. A jeśli już, to lesbijkę.

Ale umiem sobie wyobrazić, że obejmuję na przykład takiego Davida Beckhama. Albo że idę z nim do sauny. I to bynajmniej nie dlatego, że chciałbym mu wcisnąć siusiaka w pupę. To nie przyszło mi do głowy nawet na milisekundę.

Po prostu jego nagość by mnie nie urażała. Nie przeszkadzałaby mi.

Przeszkadzałaby mi dużo mniej niż to, że kiedy siedzę w niedzielę w naszej wioskowej restauracji, obok mnie przejeżdża rowerzysta w takim stroju kolarskim, który wygląda jak błyszcząca, plastikowa prezerwatywa naciągnięta na ciało.

Rowerzysta przejeżdża obok, a ja widzę, że w obcisłe spodenki ma wciśniętego fiuta, tak w poprzek, żeby nie przeszkadzał mu w pedałowaniu, ja jem rosół wołowy lub polędwicę na śmietanie, czuję się odświętnie i miło… A on dwadzieścia centymetrów od mojej głowy mknie z tym swoim ptaszkiem.

Nie znam nic straszniejszego.

Natomiast w nagości Davida Beckhama jest antyczne piękno i doskonałość. I to dotyczy tych dziesięciu procent niezaprzeczalnie pięknych ludzi. Niezależnie od płci. Nas, pozostałych, ich piękno przyciąga, niepokoi i śmieje się nam w twarz.

Bo boleśnie uświadamiamy sobie to, że my nigdy nie będziemy tak wyglądać.

Do czterdziestki ci ludzie królują światu. Niszczą nam życie, są chodzącymi dowodami naszej niedoskonałości i brzydoty.

A potem dzieje się TO.

Jak wyjaśnić tę zmianę najprościej?

Gdy przez całe życie macie twarz jak tyłek, a po czterdziestce zrobi się z niej pomarszczony tyłek, nie robi to nikomu aż tak wielkiej różnicy.

Ale kiedy wyglądacie jak David Beckham, a po czterdziestce wasza twarz zmienia się nagle w pomarszczony tyłek… notujecie porządny zjazd.

Dziękujemy za to wiekowi średniemu.

Dla jasności, żeby nie doszło do nieporozumienia. Owszem, David Beckham prawdopodobnie nawet po osiemdziesiątce, jeśli dożyje, będzie wyglądać lepiej, niż dziewięćdziesiąt procent z nas wyglądało w dniu osiemnastych urodzin.

Ale po prostu różnica nie będzie już taka duża.

2.

Nie musicie już ciągle myśleć o seksie

To nie znaczy, że w ogóle o nim nie myślicie. Według statystyk mężczyzna między czterdziestym a pięćdziesiątym rokiem życia myśli o seksie co osiemnaście minut. Ale z tego wynika, że w przerwach ma piękne siedemnaście minut, podczas których może myśleć o czymś innym.

Na przykład o jedzeniu. Już się wam nie zdarzy, że za każdym razem, gdy zamknięcie oczy, będziecie widzieć rozwartą, lśniąco piękną i powabnie wilgotną kobiecą waginę, która swoim wewnętrznym głosem… nie wiedzieliście, że waginy mają głos wewnętrzny...? Zatem ta wagina swoim wewnętrznym głosem mówi:

– Chciałbyś mnie, co? I to bardzo, prawda? Ha ha ha!

Zapomnij o tym, koleś! O mnie zapomnij!

W średnim wieku widzicie za zamkniętymi oczami… sam nie wiem… na przykład hot doga. Parówkę w słonym, chrupiącym rogaliku, trochę wysuniętą, lśniąco piękną. A ta parówka mówi:

– Możesz mnie mieć, kiedy tylko zapragniesz! Wystarczy, że wyjdziesz z mieszkania, zejdziesz po schodach na ulicę i kupisz mnie sobie w budce za rogiem. Z keczupem lub z musztardą, jak tylko zechcesz! I możesz mnie od razu schrupać.

Wagina nigdy nie powie wam nic podobnego. Nawet w waszych wizjach.

Nie musicie już myśleć o seksie, kiedy wsiadacie do tramwaju.

Gdy miałem szesnaście lub siedemnaście lat, tramwaj i autobus to były miejsca, w których najczęściej uprawiałem seks. Wsiadałem na przykład do autobusu nr 144 na pętli, ważne było, by zająć dobre miejsce. Wygodne i z widokiem, po prostu odpowiednie do seksu.

Oczywiście seksu mentalnego.

Radar w głowie we współpracy z innymi narządami natychmiast informował mnie, gdzie siedzi w autobusie najpiękniejsza kobieta. I przystępowałem do akcji.

Istotne było jeszcze to, czy jestem w romantycznym nastroju, mrugnięcie, mrugnięcie, długie, wyczekujące spojrzenie, potem przymknięcie oczu, rozpaczliwe zerknięcie przez okno, rozpaczliwe spojrzenie znów na nią, mrugnięcie, mrugnięcie i znów od nowa. I tak w kółko, z lekkimi wariacjami.

Zazwyczaj rozstawaliśmy się tam, gdzie większość pasażerów autobusu przesiadała się na metro. To znaczy nie ZAZWYCZAJ, tylko ZAWSZE. Każdej z nich posyłałem jeszcze jedno przeciągłe, smutne spojrzenie mówiące, że mogliśmy chodzić długimi godzinami po parku i trzymać się za ręce, potem wziąć ślub, mieć mnóstwo dzieci i umrzeć w tej samej chwili w wieku osiemdziesięciu lat na ławeczce przed domem. Nad brzegiem jeziora.

Ale zanim metro dojeżdżało do kolejnej stacji, już byłem zakochany w najpiękniejszej kobiecie w wagonie metra. Jeździłem zazwyczaj do centrum, trzy stacje, więc nie mogłem marnować czasu na rozpamiętywanie przeszłości. Kiedy ma się szesnaście lat, żyje się teraźniejszością i dużo bardziej przyszłością.

A czasem nie miałem nastroju romantycznego, tylko żywiołowy.

– Nie próbuj ze mną tych zakochanych spojrzeń, dziewczynko. Zaraz nadzieję cię na swój ruszt!

Coś w tym stylu. Wyobrażałem sobie, jak to robimy. W różnych pozycjach i na różne sposoby. Zmysłowo, wręcz wulgarnie.

Uf, jeszcze dziś na samo wspomnienie pocę się trochę na plecach. Z drugiej strony – wtedy nie istniał jeszcze Internet, a pornografią było dla nas wszystko, poczynając od obrazków neandertalskich kobiet z odsłoniętymi piersiami, a kończąc… właściwie zaczynało się to i kończyło na tych obrazkach. Lata osiemdziesiąte, czego się spodziewaliście? W sumie najbrutalniejszą wizją, jaką miałem w autobusie lub w metrze, było to, że współżyję z tą kobietą na misjonarza.

A ona w pewnej chwili wzdychała:

– Ach!

Dziś dzięki swemu doświadczeniu życiowemu (tak, każdy oglądanie pornografii nazywa inaczej) potrafię sobie wyobrazić seks na tysiąc różnych sposobów. A kiedy wsiadam do autobusu, oczywiście natychmiast atakuje mnie najpiękniejsza kobieta w autobusie.

„Atakuje” w tym sensie, że tam siedzi, a ja ją dostrzegam. Patrzy na mnie, w moich wizjach zmysłowo, wręcz wulgarnie.

Czuję to. Nawiązujemy kontakt wzrokowy.

Zerżnij mnie, zerżnij mnie, zerżnij mnie, czytam w jej oczach. (Nie twierdzę, że jestem doświadczonym tłumaczem kobiecych spojrzeń, więc traktujcie to raczej jako moją autorską interpretację… ale rozumiemy się).

– No nie wiem – mówię, oczywiście w duchu. – Nie jestem akurat w nastroju. – Też w duchu. – Gdybym wiedział, zażyłbym Viagrę! – próbuję tonem pełnym wyrzutu, wciąż w duchu. – Może po prostu porozmawiamy?

To nie jest porażka. Ta kobieta oczywiście niczego nie podejrzewa i wysiada na kolejnym przystanku. Siedzę i wyglądam przez okno, szczęśliwy mężczyzna w średnim wieku.

3.

Nie musicie już ciągle uprawiać seksu

Możecie, ale nie musicie. To wielka ulga, po tych wszystkich latach ciągłego uganiania się za spódniczkami.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Po śmierci ojca Eliza Caine postanawia porzucić Londyn i objąć stanowisko guwernantki w posiadłości Gaudlin Hall. W starym domu nie zastaje jednak pracodawcy.

Wita ją tylko… dwoje dzieci.

Tajemnica, o której nikt nie chce mówić. Klaustrofobiczna atmosfera angielskiej prowincji. I seria wypadków wskazujących na siły nadprzyrodzone. Kiedy wychodzi na jaw tragiczny los poprzednich guwernantek, Eliza Caine pojmuje, że w Gaudlin Hall stoczy bój o życie swoje i swoich podopiecznych.

Wzorowa rodzina: matka nauczycielka, ojciec przedsiębiorca, dwoje dzieci. Jednak pozorna idylla zmienia się w koszmar, gdy córka Alicja po raz pierwszy sięga po narkotyki i wsiada na szaleńczą karuzelę kręcącą się coraz szybciej. Czy stało się tak za sprawą jednej złej decyzji, czy wieloletnich błędów uznawanych powszechnie za błahe? Jak rodzice mogą ustrzec dzieci przed narkotykami? Jak one same mogą się przed nimi bronić?

Mam na imię Alicja. Jestem narkomanką to pierwsza część trylogii pod tytułem Dziewczyny na smyczy poświęconej problemom nastolatek.

Jedna z najpopularniejszych brytyjskich komedii literackich!

Kiedy Reginald I. Perrin, pracownik Słonecznych Deserów, obudził się pewnego czwartkowego poranka, bynajmniej nie zamierzał nazwać swej teściowej hipopotamem. Lecz później wszystko uległo diametralnej zmianie.

Reggie poczuł, że musi zmienić swoje życie. Nie chciał,

by ograniczało się do nudnej pracy i przewidywalnego małżeństwa. Przewraca więc swój świat do góry nogami. Czy to pozwoli mu odwrócić złą kartę?

Brytyjski humor w najlepszym, starym stylu!

Czwarta część najpopularniejszego literackiego sitcomu ostatnich lat!

Spokój na zamku zostaje zakłócony. Personel musi zmierzyć się z falą przestępstw przetaczających się przez Kostkę.

Czy w obliczu tak dramatycznych wydarzeń można zachować dobry humor? Oczywiście! Nowi bohaterowie, nowe wątki i kolejna dawka doskonałej rozrywki. Evžen Boček mistrzowsko bawi się konwencją, serwując gagi i humor sytuacyjny, za które pokochały go setki tysięcy czytelników!

Pamiętnik surrealistyczny. Gwarancja czeskiego humoru.

Przewrotny humor i galeria nietuzinkowych osobowości gwarantują dobrą zabawę. Obok historii opowiedzianej w taki sposób nie można przejść obojętnie. Mamy do czynienia z jedną z najzabawniejszych książek XXI wieku!

Rodzina Kostków powraca z Ameryki do Czech, by przejąć dawną siedzibę rodu – zamek Kostka. W zamku zastają dotychczasowych pracowników: kasztelana, ogrodnika oraz kucharkę. Jak nowi właściciele poradzą sobie w nowej rzeczywistości? Jak odnajdą się w rolach dotychczas nieodgrywanych?

Thriller psychologiczno-sądowy.

Jedna z najważniejszych powieści grozy ostatnich lat.

Szkocja, 1869 rok. W zapomnianej przez Boga i ludzi osadzie zostaje popełnione potrójne morderstwo. Do winy przyznaje się siedemnastoletni Roderick Macrae. Czy rzeczywiście jest odpowiedzialny za zbrodnię. Co mogło sprawić, że postanowił zrealizować swe krwawe zamiary?

Finalista Nagrody Bookera 2016

Zdobywca Nagrody Saltire 2016 w kategorii Najlepsza Powieść 2016 Zdobywca Nagrody Vrij Nederland w kategorii Najlepszy Thriller 2017 Finalista Nagrody Los Angeles Times w kategorii Najlepsza Książka Grozy 2017

Finalista Sunday Herald Culture Awards w kategorii Autor Roku 2017

Trybecz, pasmo górskie na Słowacji. Od dziesięcioleci krążą o nim legendy z powodu tajemniczych zaginięć. Niektóre ofiary zostały znalezione martwe. Niektóre zniknęły bez śladu. A jeszcze inne powróciły – ranne i niezdolne do życia.

Igor zdobył tytuł magistra. Po pięciu latach wreszcie może zacząć karierę jako… robotnik budowlany. Na swojej pierwszej budowie odkrywa tajemniczy sejf. Znajduje w nim płyty gramofonowe sprzed kilkudziesięciu lat. Słyszy na nich głos człowieka, który przez ponad trzy miesiące błąkał się w górach Trybecza.

Legenda, mistyfikacja czy przerażająca rzeczywistość?

Świetna powieść najpopularniejszego słowackiego pisarza. Jozef Karika staje twarzą w twarz z legendą Trybecza.

Szczelina zdobyła najważniejszą słowacką nagrodę literacką

ANASOFT LITERA w kategorii NAGRODA CZYTELNIKÓW!

Jakie wydarzenie najbardziej zmienia świat dorosłego mężczyzny? Oczywiście narodziny dziecka.

Dziecko w wieku przedszkolnym to zbiór opowieści napisanych przez tatę trzyletniej Wiki. M. M. Cabicar opisuje rodzicielską rzeczywistość bezkompromisowo, czasem dosadnie, ale przede wszystkim z rozbrajającą szczerością i kapitalnym poczuciem humoru. Nie zdejmuje różowych okularów nawet w najbardziej kłopotliwych sytuacjach, wychowując dzięki temu niezwykle pogodne dziecko!

Jeremiasz jest inny. Żyje w świecie, w którym dni tygodnia mają swoje kolory, a najlepszą zabawką jest zamek błyskawiczny. Jeremiasz wychodzi z domu tylko z olbrzymią pokrywką.

Jeremiaszem opiekuje się siostra Pamela. Dlaczego to właśnie ona rozumie go najlepiej? Chłopiec, jego siostra oraz ich mama przeprowadzają się do kolejnego miasta. Muszą rozpocząć życie na nowo. Czy tym razem im się to uda?

Ta pełna ciepła i humoru historia łamie serca i uczy zrozumienia.

Ta powieść chwyta za gardło i trzyma do ostatniej strony!

Zmęczony metropolią Wiktor wyjeżdża z Pragi, by zostać kasztelanem morawskiego zamku. Pragnie odnaleźć wewnętrzną równowagę i zażegnać kryzys małżeński. Jednak wizja spokojnego życia wśród zabytkowych mebli i dzieł sztuki szybko odchodzi w zapomnienie. Na zamku czeka dość zagadkowy personel oraz… demony przeszłości.

Tajemnicze odgłosy i niewyjaśnione zdarzenia przejmują władzę nad Wiktorem i jego rodziną. Czy mają swoje wytłumaczenie? Czy racjonalny umysł Wiktora rozwikła tajemnicę zamku?

Pamiętajcie: niczemu się tutaj nie dziwcie!

Zabawna powieść o kobietach i mężczyznach. Tę książkę kupił co setny Czech!

Ekożona stawia wiele aktualnych pytań: Czego oczekujemy od swoich partnerów? Jakie jest znaczenie porodu naturalnego? Co tak naprawdę oznacza życie w zgodzie z naturą i z samym sobą? Czy naturalny jest na przykład ogród? Albo małżeństwo?

Poruszane przez autora poważne tematy zostały ubrane w brawurową narrację. Szczerość, autoironia i humor sprawiają, że mamy do czynienia z powieścią niezwykle inteligentną i nowoczesną.

Kiedy Mojmirowi pęka aorta, jego świat oraz światopogląd ulegają gwałtownym zmianom. Mojmir zmienia się z butnego racjonalisty… no właśnie, w kogo?

W tej brawurowej narracji pełnej ciętych ripost Michal Viewegh z humorem i autoironią opowiada o byciu pacjentem VIP oraz o poszukiwaniu nowej drogi życiowej po osobistym kataklizmie.

Ekomąż to jedna z najważniejszych powieści najpopularniejszego czeskiego pisarza.

Jeden na milion to zbiór czternastu opowiadań jednego z najpopularniejszych czeskich prozaików. Martin Reiner zabiera nas na łąki pełne hipisów, na próby chóru więziennego, do Ameryki – a szerokiemu wachlarzowi tematów towarzyszą różnorodne formy literackie. Lektura dla smakoszy!

MISTYCZNY PORNO-GASTRO THRILLER Z XIX-WIECZNEJ PRAGI

Nadchodzi nowy rok. Kiedy praski Orloj wybija północ, odkryta zostaje bestialska zbrodnia. Śledztwo w tej sprawie prowadzi ekscentryczny komisarz Durman. Czy jego nietypowe metody doprowadzą do ujęcia sprawcy? Jak powstrzymać mordercę, który zawsze o krok wyprzedza policję? I czym jest tajemnicze Ordo Novi Ordinis?

Pewien praski bankier z braku innego pomysłu kupuje synowi na Boże Narodzenie świnkę morską. Jak dalece to niewinne wydarzenie zmieni życie rodziny? Jakie sekrety skrywa bank narodowy? I czy przed kryzysem finansowym można schować się w beczce?

W żadnym innym utworze literatura czeska nie zbliżyła się do twórczości Franza Kafki tak bardzo, jak w Świnkach morskich. (Milan Exner)

Powracający w rodzinne morawskie góry praski dziennikarz dokonuje bilansu swojego życia.

Siekiera jest dowodem na to, że sytuacja człowieka w społeczeństwie i w rodzinie nie zmieniła się w przeciągu ostatniego półwiecza tak bardzo, jak zwykliśmy sądzić. Ta powieść wciąż jest niezwykle aktualna.

Mistyczny thriller przesiąknięty strachem.

Po rozpadzie kilkuletniego związku Jożo Karski powraca do rodzinnego Rużomberka. Tam czeka na niego puste mieszkanie rodziców, najmroźniejsza od kilku dziesięcioleci zima i podnóże góry skrywające mroczną tajemnicę.

Wkrótce w sąsiedztwie zaczynają znikać dzieci.

Pamiętacie, jak to jest: mieć czternaście lat i być zagubionym, wrażliwym, lekkomyślnym, romantycznym i niezwykle napalonym nastolatkiem? Przypomni Wam to Nick Twisp – młody buntownik, którego zna cała Ameryka!

Miłość, bunt, inicjacje seksualne, młodzieńcze przyjaźnie, problemy w szkole, problemy w domu – i szalone wakacje. A to wszystko doprawione czarnym humorem i przezabawnymi dialogami.

Uczniowie Cobaina to pełna dzikich przygód i humoru historia grupy nastolatków uwielbiających Johna Lennona i Kurta Cobaina. Razem przeżywają imprezy, zakładają zespoły rockowe i próbują osiągnąć sukces.

To również – a może przede wszystkim – poszukiwanie źródeł wyalienowania i bezradności w dzisiejszym świecie. Co czeka bohaterów, gdy karuzela młodości nieubłaganie się zatrzyma?

Puchar od Pana Boga to zbiór tekstów, w których sport stanowi pretekst do opowieści o sprawach najważniejszych: życiu i śmierci, miłości, przyjaźni i pasji. Ota Pavel mówi o zwycięstwach i porażkach równie pięknie, jak o sarnach i rybach.

Lektura dla czytelników w każdym wieku i wspaniała lekcja życia.

Lucynka, Macoszka i ja to opowieść o sile przeszłości, o miłości do dziecka i tęsknocie za samym sobą. Ta książka – choć w dużej mierze oparta na prawdziwych wydarzeniach – zabiera czytelników do innego świata. Znacznie piękniejszego.

Czytelnik ma tu do czynienia z prozą niemal doskonałą. (Pavel Janoušek, „Tvar”)

Chcesz wygrać z Barceloną, a potem zostać mistrzem świata w piłce nożnej? Musisz być biednym rolnikiem i mieć jedenastu synów. Załóż drużynę piłkarską, a potem będzie już z górki. Rozgrywki ligowe, mistrzostwo kraju...

Książka mądra, z uśmiechem. Podróże, relacje z meczów, niekłamane emocje.

Świetna dla dzieci. Wciągająca dla dorosłych.

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Miloš Čermák
PROLOG
CZĘŚĆ PIERWSZA
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.
CZĘŚĆ DRUGA
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.

Karta redakcyjna

Tytuł oryginału: Přišel Bůh do kavárny v Karlíně...

Copyright © Miloš Čermák, Luděk Staněk, 2018

Copyright © for Polish edition by Stara Szkoła Sp. z o.o., 2020

All rights reserved

Tłumaczenie: Mirosław Śmigielski

Redakcja: Dagmara Ślęk-Paw

Korekta: Ewa Żak

Projekt okładki: Radosław Bączkowski

Ilustracje: Miloš Čermák

Wydawca:

Stara Szkoła Sp. z o.o.

Rudno 16, 56-100 Wołów

[email protected]

www.stara-szkola.com

ISBN 978-83-66013-27-8

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek